Zapanował unijny wiosenny optymizm

Gospodarka krajów Unii Europejskiej ma skutecznie powrócić na ścieżkę wzrostu, a inwestycje powinny osiągnąć poziom najwyższy od dekady.
Według prognozy gospodarczej z wiosny 2021 r. gospodarka unijna urośnie w tym roku o 4,2 proc. oraz o 4,4 proc. w roku przyszłym. Wzrost w samej strefie euro wyniesie w tym roku 4,3 proc., a w przyszłym także 4,4 proc. Stanowi to znaczną poprawę perspektyw wzrostu w porównaniu z zimową prognozą gospodarczą, przedstawioną przez Komisję Europejską w lutym 2021 r. Stopy wzrostu w poszczególnych krajach Unii będą nadal zróżnicowane, ale do końca 2022 r. wskaźniki gospodarcze we wszystkich państwach członkowskich powinny powrócić do poziomów sprzed kryzysu.
W tym unijnym nurcie wzrostu powinna utrzymać się także i Polska, dla której tegoroczne przewidywania wahają się od 4 do nawet ponad 4,5 proc. produktu krajowego brutto.
Prognoza gospodarcza dla Unii Europejskiej z wiosny 2021 r. opiera się na szeregu technicznych założeniach dotyczących kursów walutowych, stóp procentowych oraz cen towarów, według stanu na 28 kwietnia 2021 r. Ponadto, w prognozie tej uwzględniono informacje dostępne za okres do 30 kwietnia. Generalnie, w prognozie zakłada się kontynuację dotychczasowych strategii politycznych bez żadnych zmian. W związku z osiągnięciem porozumienia co do planów odbudowy i zwiększania odporności, w wiosennej prognozie uwzględniono już reformy i środki inwestycyjne określone w projektach tych planów dla wszystkich państw członkowskich.
Gospodarka krajów Unii Europejskiej ma powracać na ścieżkę wzrostu, w miarę jak wzrośnie liczba wykonanych szczepień i rozluźniane będą obostrzenia. Panuje powszechna nadzieja, że masowa akcja szczepień okaże się skuteczna i jesienny szczyt zachorowań na COVID-19 zostanie dzięki temu znacznie spłaszczony, bądź już niemal w ogóle zniwelowany.
Wzrost jest potrzebny jak nigdy, gdyż pandemia koronawirusa okazała się wstrząsem dla europejskiej gospodarki na niespotykaną dotychczas skalę. W 2020 r. gospodarka UE skurczyła się o 6,1 proc., a gospodarka strefy euro – nawet o 6,6 proc. Dla przedsiębiorstw oraz konsumentów cały czas trudne jest dostosowanie się do środków powstrzymujących rozprzestrzenianie się wirusa, a niektóre sektory nadal ponoszą straty – w szczególności, tradycyjnie już turystyka i sektor usług dla osób fizycznych.
Ożywienie gospodarcze w Europie, które rozpoczęło się latem ubiegłego roku, zderzyło się niestety z kolejną falą koronawirusa – i zatrzymało w czwartym kwartale 2020 r. oraz w pierwszym kwartale 2021 r., z powodu ponownego wprowadzenia środków w zakresie zdrowia publicznego, mających ograniczyć wzrost liczby przypadków COVID-19.
Teraz wreszcie ma być inaczej. Powszechnie oczekuje się zatem, że ożywienie gospodarcze w UE i w strefie euro nabierze szybszego tempa wraz ze wzrostem liczby osób zaszczepionych i złagodzeniem ograniczeń. Odbicie to będzie napędzane spożyciem prywatnym, inwestycjami i rosnącym popytem na eksport z UE ze strony umacniającej się gospodarki światowej. W 2022 r. inwestycje publiczne mierzone jako odsetek PKB mają osiągnąć najwyższy poziom od ponad dziesięciu lat. Motorem tego wzrostu będzie Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF).
Jak widać, prognozy unijnych ekspertów są pełne optymizmu. Paolo Gentiloni, komisarz do spraw gospodarki, oświadczył: – Europejska gospodarka zaczyna się uwalniać spod ciężaru COVID-19. Po słabym początku roku przewidujemy silny wzrost zarówno w 2021 r., jak i w 2022 r. Bezprecedensowe wsparcie budżetowe było – i nadal jest – niezbędne, aby pomóc europejskim pracownikom i przedsiębiorstwom przetrwać ten niespokojny czas. Powiązany z tym wsparciem wzrost deficytu i zadłużenia, ma osiągnąć najwyższy poziom w tym roku, a następnie zacznie się zmniejszać, ale musimy dołożyć wiele starań – tak w Brukseli, jak i w państwach członkowskich – aby jak najlepiej wykorzystać tę historyczną szansę. Oczywiście utrzymanie szybkiego tempa szczepień w UE będzie miało kluczowe znaczenie dla zdrowia obywateli i dla stanu gospodarki. Bądźmy więc gotowi do działania.
Rozwojowi i inwestycjom ma sprzyjać to, że sytuacja na rynku pracy powoli się poprawia. Po początkowych trudnościach spowodowanych pandemią, zatrudnienie wzrosło w drugiej połowie 2020 r., a stopy bezrobocia spadły po osiągnięciu swojego szczytowego poziomu w większości państw członkowskich.
Publiczne systemy wsparcia, między innymi te, które zostały zasilone funduszami unijnymi zapobiegły dramatycznemu wzrostowi stóp bezrobocia. Potrzeba jednak czasu, aby sytuacja na rynku pracy całkowicie się unormowała. Przedsiębiorstwa nadal mają margines pozwalający na wydłużenie czasu pracy obecnych pracowników, zanim konieczne będzie zatrudnienie nowych osób.
Przewiduje się, że stopa bezrobocia w Unii Europejskiej wyniesie 7,6 proc. w 2021 r. i 7 proc. w 2022 r. W strefie euro natomiast wyniesie ona 8,4 proc. w 2021 r. i 7,8 proc. w 2022 r. Wskaźniki te są nadal jednak wyższe niż przed pandemicznym kryzysem.
Co do cen, to na początku tego roku inflacja gwałtownie wzrosła ze względu na wzrost cen energii oraz szereg czynników technicznych o charakterze tymczasowym, takich jak roczna korekta wag przypisanych towarom i usługom w koszyku konsumpcyjnym stosowanym do obliczania inflacji. Zauważalny skutek miało również wycofanie obniżki VAT i wprowadzenie podatku od emisji dwutlenku węgla w Niemczech.
W ciągu tego roku inflacja będzie podlegała znacznym wahaniom, gdyż zakładane ceny energii i zmiany stawek VAT generują widoczne zmiany w poziomie cen, w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. Ceny więc rosną i przewiduje się, że inflacja w Unii wyniesie 1,9 proc. w 2021 r. i 1,5 proc. w 2022 r. Dla strefy euro prognoza ta przewiduje inflację na poziomie 1,7 proc. w 2021 r. oraz 1,3 proc. w 2022 r. Dług publiczny osiągnie poziom szczytowy w 2021 r. Niestety, Polska jest krajem, w którym dotychczas wzrost cen był szczególnie szybki i nic nie zapowiada, aby w przyszłości miało się to zmienić.
Państwa unijne wspierają gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa. Odegrało to ważną rolę w łagodzeniu skutków pandemii dla gospodarki, ale doprowadziło do wzrostu zadłużenia państw członkowskich. Łączny deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wzrośnie także w tym roku – o około pół punktu procentowego, do 7,5 proc. PKB w UE; zaś w strefie euro – o około trzy czwarte punktu procentowego, do 8 proc. PKB. Eksperci zakładają, że w 2021 r. deficyt we wszystkich państwach członkowskich, z wyjątkiem Danii i Luksemburga, wyniesie już ponad 3 proc. PKB.
Do 2022 r. łączny deficyt budżetowy ma jednak zmniejszyć się o połowę – do poziomu nieco poniżej 4 proc., tak w UE, jak i w strefie euro. Przewidywane jest także znaczne zmniejszenie liczby państw członkowskich, w których deficyt przekracza 3 proc. PKB. Relacja długu publicznego do PKB w UE osiągnie w tym roku najwyższy poziom (94 proc.), a następnie nieznacznie spadnie – do 93 proc. w 2022 r. Zgodnie z obecną prognozą, wskaźnik zadłużenia w strefie euro będzie kształtował się podobnie: w tym roku wzrośnie do 102 proc., a następnie także nieznacznie spadnie do 101 proc. w 2022 r.
Ryzyko towarzyszące perspektywom gospodarczym jest nadal wysokie – i takie pozostanie tak długo, jak długo pandemia COVID-19 będzie wywierać wpływ na gospodarkę. Czyli, co najmniej do końca bieżącego roku.
Prognoza, jak wszelkie przewidywania, obarczona jest sporą dozą niepewności. Zmiany w zakresie sytuacji epidemiologicznej, a także wydajność i skuteczność programów szczepień mogą okazać się lepsze lub gorsze, niż zakładają obecne scenariusze. Możliwe jest też zarówno niedoszacowanie skłonności gospodarstw domowych do konsumpcji, jak również niedoszacowanie gotowości konsumentów do utrzymania wysokiego poziomu oszczędności na czarną godzinę.
Kolejny czynnik niepewności związany jest ze wsparciem rządowym – gdyby zostało ono wycofane przedwcześnie, mogłoby to zagrozić ożywieniu gospodarczemu. Z drugiej strony zbyt późne wycofanie środków wsparcia może z kolei doprowadzić do zakłóceń na rynku i powstawania barier utrudniających uzdrowienie nierentownych przedsiębiorstw. Natomiast wpływ trudnej sytuacji przedsiębiorstw na rynek pracy i sektor finansowy może okazać się większy, niż przewidywano.
Z drugiej jednak strony, silny wzrost gospodarczy w skali globalnej, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, może mieć korzystniejszy wpływ na gospodarkę europejską, niż oczekiwano. Silniejszy wzrost w USA może jednak zwiększyć równocześnie rentowność amerykańskich obligacji skarbowych, co z kolei mogłoby wywołać nagłe korekty na rynkach finansowych, które dotknęłyby zwłaszcza gospodarki rynków wschodzących, charakteryzujące się wysokim poziomem zadłużenia w walutach obcych.
Możnaby w tym miejscu zapytać: to po diabła w ogóle są te prognozy, skoro tyle w nich niepewności?. Pytanie słuszne, ale ludzie zawsze mieli skłonności do przewidywań i kreślenia rozmaitych scenariuszy, z których wynikały sposoby radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Trudno zatem oczekiwać, aby w pandemicznych czasach było inaczej.
Choć to nie koniec problemów, to zdaniem unijnych urzędników, perspektywy gospodarcze Europy są już o wiele korzystniejsze niż kilka miesięcy temu. Ich zdaniem instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności pomoże odbudować gospodarkę i zapewni prawdziwy przełom w 2022 r., zwiększając inwestycje publiczne do najwyższego poziomu od ponad dziesięciu lat. Tym niemniej, zagrożenia będą towarzyszyć tym wszystkim procesom tak długo, jak długo będzie trwała pandemia. – Do czasu całkowitego ustabilizowania sytuacji będziemy dokładać wszelkich starań, aby zapewnić obywatelom ochronę i utrzymać działalność przedsiębiorstw – obiecał Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. Oby w Brukseli zdołano dotrzymać słowa.

Nie tylko na zdjęciu

Z rodziną można wyjść całkiem dobrze także i w działalności gospodarczej.
Co trzecia spółka notowana na warszawskim parkiecie to firma rodzinna. Gracze giełdowi je dosyć lubią, bo dawały im w pandemii wyższą rentowność i mniejszą zmienność kursów. Pewnym wyzwaniem może być jednak zmiana pokoleniowa właścicieli tych spółek.
Znaczenie firm rodzinnych w polskiej gospodarce przez ostatnie dekady systematycznie rośnie. Już dawno przestały być one dla największych międzynarodowych podmiotów obecnych na polskim rynku jedynie drobnym lokalnym biznesem, z niewielkimi udziałami w rynku – lecz stały się dla nich silną konkurencją. Nic więc dziwnego, że polski prywatny, rodzinny biznes jest w coraz większym stopniu obecny na polskim rynku kapitałowym.
Na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie notowanych jest obecnie 139 spółek rodzinnych, czyli 32 proc. wszystkich podmiotów tego parkietu – pokazuje raport firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton „Firmy rodzinne na GPW”. Tylko w latach 2011-2020 na GPW zadebiutowały 64 spółki definiowane na potrzeby raportu jako rodzinne. Najwięcej firm rodzinnych na GPW ma swoje siedziby w województwie mazowieckim (41), dolnośląskim (17) i wielkopolskim (15).
– W zarządzaniu firmami rodzinnymi dostrzec można perspektywę długoterminową. Dzięki temu lepiej niż inne spółki radzą sobie one w okresach rynkowych turbulencji. Może to również wynikać z większej skłonności do kumulowania i reinwestowania kapitału, co wiąże się z mniejszą skłonnością do wypłaty dywidendy dla inwestorów. Spółki rodzinne powinny być zatem atrakcyjną alternatywą dla inwestorów poszukujących bezpiecznych długoterminowych inwestycji – komentuje Dariusz Bednarski, wiceprezes Grant Thornton.
Choć dla firm o charakterze rodzinnym ważniejszym celem niż bieżący wynik finansowy jest długoterminowy, bezpieczny rozwój, to przedsiębiorstwa te w wielu przypadkach – zwłaszcza w okresach rynkowych zawirowań takich jak pandemia – wykazują wyższą rentowność niż spółki nierodzinne. Rentowność EBITDA (czyli bez kosztu oprocentowania długu, podatku dochodowego i amortyzacji) w ciągu ostatnich zaraportowanych 12 miesięcy (od IV kwartału 2019 r. do III kwartału 2020 r.) dla spółek rodzinnych wynosiła 12,3 proc., tymczasem dla pozostałych 10,8 proc. Zysk netto w tym okresie wyniósł w spółkach rodzinnych 2,7 proc., a dla pozostałych spółek odnotowano stratę na poziomie 1,5 proc. Jeszcze większe różnice widać na wskaźniku rentowności kapitału własnego, który wyniósł odpowiednio 5,1 proc i minus 2,2 proc.
O tym, że gracze giełdowi niemałym zaufaniem, zwłaszcza w trudnych czasach pandemii, obdarzają spółki zarządzane przez prywatnych właścicieli, świadczy też opracowany przez Grant Thornton indeks GT Rodzinne, pokazujący zachowanie akcji 20 największych spółek rodzinnych na GPW, według metodologii analogicznej do tworzenia indeksu WIG20. W okresie styczeń 2015 – luty 2021 indeks GT Rodzinne wzrósł o około 40 proc., natomiast spółki z indeksu WIG20 straciły w tym samym okresie na wartości ok. 16 proc. Ciekawa jest również analiza kształtowania się stopy zwrotu w zdominowanym już przez pandemię okresie luty 2020 r. – luty 2021 r. Spółki z indeksu GT Rodzinne zyskały 57 proc., a z WIG20 straciły 5 proc.
– Biznesy rodzinne odpowiadają za około dwie trzecie polskiego produktu krajowego brutto, stymulując wzrost gospodarczy i wzmacniając krajową przedsiębiorczość. W najnowszym indeksie Niemieckiej Fundacji Firm Rodzinnych, Polska plasuje się na 12. miejscu wśród 21 analizowanych krajów pod względem warunków prowadzenia działalności gospodarczej, wyprzedzając takie państwa, jak Belgia, Niemcy czy Japonia. Polscy przedsiębiorcy są emocjonalnie związani ze swoimi biznesami, które tworzyli od podstaw przez 30 lat wolnej gospodarki. Miedzy innymi dlatego biznesy rodzinne coraz chętniej wybierają drogę przez giełdę, która umożliwia pozyskiwanie kapitału na rozwój przy jednoczesnym zachowaniu kontroli właścicielskiej – podkreśla Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Nieco niepokojący z punktu widzenia potencjalnych inwestorów może być natomiast fakt, że wśród notowanych na GPW firm rodzinnych nadal niewiele jest takich, które mają uporządkowaną kwestię sukcesji pokoleniowej. Widać to na przykład po akcjonariacie części z tych przedsiębiorstw. Choć wielu twórców i głównych akcjonariuszy spółek rodzinnych zbliża się obecnie do wieku emerytalnego i z problemem sukcesji wkrótce będą musieli się zmierzyć, to tylko w przypadku 17 proc. tych spółek akcje są już w rękach przynajmniej jednego sukcesora.
Potomkowie obecnych właścicieli relatywnie rzadko są też obecni w najważniejszych organach spółek. Obecnie jedynie w co szóstej (16 proc.) spółce rodzinnej przedstawiciel pokolenia sukcesorów zasiada w zarządzie, a w co piątej (22 proc.) w radzie nadzorczej. Tymczasem aż połowa firm w zarządach i radach nadzorczych ma jedynego przedstawiciela rodziny, którym jest ich główny właściciel – nestor (odpowiednio 55 proc. i 48 proc.).
Może to świadczyć o tym, że potomkowie obecnych właścicieli firm są niezbyt często zainteresowani odziedziczeniem i osobistym prowadzeniem biznesów rodzinnych – co grozi tym, że po nieuniknionej zmianie pokoleniowej, te firmy popadną w kłopoty a nawet przestaną istnieć. Nie ma tu jednak reguły i dopiero za co najmniej kilkanaście lat, gdy ostatecznie odejdzie pierwsza generacja właścicieli, będzie się można przekonać, jak naprawdę wygląda krajobraz firm rodzinnych w Polsce.

Ceny rosną, wartość naszych oszczędności spada

W bieżącym roku zwiększa się prawdopodobieństwo wyższej dynamiki cen w kolejnych miesiącach.

Inflacja w lutym 2021 r. wzrosła o 2,4 proc. w ujęciu rok do roku, i było to nieco mniej (o 0,2 punktu procentowego) niż w styczniu bieżącego roku. Dynamika zmian cen w pierwszych dwóch miesiącach roku także była nieco mniejsza niż w analogicznym okresie 2020 r. Jednak dynamika cen usług wynosi już aż 7 proc., co jest z pewnością odczuwalne przez konsumentów.
W stosunku do stycznia 2021 r. ceny towarów i usług wzrosły w lutym o 0,5 proc. W tym miesiącu w porównaniu ze styczniem, największy wpływ na wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) miały wyższe ceny w zakresie transportu oraz żywności, które podwyższyły CPI odpowiednio o 0,16 p.p. i 0,11 p.p. Coroczna zmiana wag wskaźnika CPI spowodowała bardzo wyraźny wzrost udziału cen żywności, co jeszcze bardziej zwiększa znaczenie tych kategorii cen, na którą wpływ ma wiele czynników niezależnych bezpośrednio od banku centralnego.
Zbliżamy się do okresu, kiedy dynamika inflacji będzie przekraczała 3 proc., co z punktu widzenia banku centralnego powinno spowodować prowadzenie polityki pieniężnej, która będzie sprzyjała ograniczaniu nadmiernych oczekiwań inflacyjnych – zwraca uwagę Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Analizy wskaźników inflacji w dłuższym okresie nie ułatwiają dokonywane każdego roku aktualizacje systemu wag stosowanego w obliczeniach wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Przypomnijmy, że nowe wagi wynikają z przeprowadzanych badań budżetów gospodarstw domowych i oparte są na strukturze wydatków gospodarstw domowych na zakup towarów i usług konsumpcyjnych z roku poprzedzającego badany rok.
Nowy system wag uwzględnia zmiany w strukturze konsumpcji wywołane pandemią COVID-19. W efekcie, w porównaniu z 2020 r. najwyraźniej, bo aż o 2,53 p.p. wzrósł udział wydatków na żywność i napoje bezalkoholowe oraz o 0,7 p.p. udział wydatków związanych z użytkowaniem mieszkania. Najwyraźniej obniżył się udział wydatków w zakresie restauracji i hoteli (o -1,56 p.p.), transportu (-1,01 p.p.), rekreacji i kultury (-0,84 p.p.). Zastosowanie nowych wag spowodowało, że w styczniu 2021 r. w stosunku do stycznia ubiegłego roku inflacja wzrosła o 2,6 proc., wobec wstępnie szacowanego wzrostu o 2,7 proc.
Najnowsze dane o inflacji powinny skłaniać do zastanowienia się nad przyszłą ścieżką zmian cen. Procesy inflacyjne w okresie pandemii przebiegają inaczej niż w przypadku typowych sytuacji recesyjnych – zauważa TEP.
Wbrew oczekiwaniom, które pojawiły się powszechnie po rozpoczęciu pandemii w ubiegłym roku, w Polsce nie mamy do czynienia z dłuższym okresem deflacyjnym. Inflacja po dwóch pierwszych miesiącach jest o 1,1 p.p. powyżej projekcji Narodowego Banku Polskiego z lipca ubiegłego roku. Pamiętajmy, że w styczniu i lutym 2020 roku mieliśmy wyraźniejsze, miesięczne wzrosty cen, natomiast od marca do maja ubiegłego roku dynamika cen spowalniała.
W 2021 roku zwiększa się prawdopodobieństwo wyższej dynamiki cen w kolejnych miesiącach. W projekcji NBP dynamika inflacji w drugim kwartale ma wynieść 3,4 proc. Mając to na uwadze, wkrótce możemy znaleźć się w strefie dyskomfortu wynikającego z rosnącego ryzyka wzrostu dynamiki inflacji do wartości, które wywołują zaniepokojenie konsumentów i podwyższenie oczekiwań inflacyjnych.
Z punktu widzenia osób oszczędzających, rosnąca inflacja może być coraz większym problemem, skoro ujemne realne stopy procentowe powodują spadek siły nabywczej oszczędności niezabezpieczonych przed inflacją. Natomiast z punktu widzenia banku centralnego dzisiejsza dynamika inflacji nie stanowi problemu, ale wkrótce może to ulec zmianie, gdyż w otoczeniu międzynarodowym pojawiają się coraz wyraźniejsze oczekiwania wzrostu cen (m.in. wzrost oczekiwań inflacyjnych w Stanach Zjednoczonych).
Z tego powodu wymagana jest szczególna ostrożność w formułowaniu przez bank centralny kierunków przyszłych działań. Powinny one być skoncentrowane przede wszystkim na ograniczaniu oczekiwań inflacyjnych oraz odpowiednio wczesnej reakcji w sytuacji ryzyka zbyt wysokiej dynamiki cen w przyszłości.

Stopy stoją jak stały

Wzrost liczby zakażeń koronawirusem oraz zaostrzenie restrykcji epidemicznych oddziaływują negatywnie na aktywność gospodarczą w Polsce.
Członkowie Rady Polityki Pieniężnej wysyłają rozmaite sygnały do publiczności, ale ich realna polityka jest stała i niezmienna. Tak było także i podczas ostatniego posiedzenia RPP, kiedy podjęto kolejną decyzję o utrzymaniu stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego na niezmienionym poziomie (stopa referencyjna 0,10 proc., a depozytowa 0,00 proc.).
Uzasadniając tę decyzję, wyjaśniono, że dane z gospodarki światowej wskazują, iż wraz ze wzrostem liczby zakażeń Covid-19 oraz ponownym zaostrzeniem restrykcji epidemicznych, w IV kwartale 2020 r. wyhamowało ożywienie globalnej koniunktury. Pogorszeniu uległa przede wszystkim sytuacja w sektorze usług, przy dalszym wzroście aktywności w przemyśle.
W ostatnich miesiącach – pod wpływem oczekiwań dotyczących pozytywnego wpływu szczepień na dalszy przebieg pandemii – nastąpiła pewna poprawa nastrojów na międzynarodowych rynkach finansowych, przyczyniając się do wzrostu cen części aktywów finansowych. Wzrosły też ceny części surowców na rynkach światowych, w tym ropy naftowej.
Jednocześnie, inflacja w gospodarce światowej utrzymuje się na niskim poziomie, a w strefie euro nastąpił spadek produktu krajowego brutto w IV kwartale 2020 r. Banki centralne głównych gospodarek utrzymują niskie stopy procentowe oraz prowadzą skup aktywów.
W Polsce wzrost liczby zakażeń Covid -19 oraz zaostrzenie restrykcji epidemicznych także oddziaływały negatywnie na aktywność gospodarczą, również głównie w części sektora usług. W październiku i listopadzie nastąpił spadek sprzedaży detalicznej w naszym kraju.
Utrzymujący się wzrost produkcji przemysłowej sugeruje, że sytuacja w tym sektorze jest relatywnie korzystna – ale szacunki wskazują, że roczna dynamika PKB w IV kwartale 2020 r. była nadal ujemna i prawdopodobnie niższa niż w poprzednim kwartale.
Dane z rynku pracy za listopad wskazują na stabilizację przeciętnego zatrudnienia oraz rocznej dynamiki przeciętnych wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Iinflacja w Polsce w grudniu – według szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystyczngo – obniżyła się do 2,3 proc. rok do roku, z 3 proc. w listopadzie).
Można oczekiwać, że po spadku PKB w 2020 r., w bieżącym roku nastąpi ożywienie aktywności gospodarczej, ale skala tego ożywienia będzie zależała przede wszystkim od sytuacji epidemicznej i związanych z nią restrykcji. Dalszy przebieg pandemii oraz jej wpływ na sytuację gospodarczą w kraju i za granicą pozostaje głównym źródłem niepewności dotyczącej kształtowania się krajowej koniunktury.
Pozytywnie na koniunkturę mogą oddziaływać działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP. Wzrost aktywności może być jednak ograniczany przez podwyższoną niepewność oraz gorsze, niż przed pandemią nastroje podmiotów gospodarczych. „Będą one skutkować istotnym obniżeniem dynamiki inwestycji” – stwierdza Rada Polityki Pieniężnej.
Tempo ożywienia gospodarczego może być także osłabiane przez brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią.
W tej sytuacji NBP zapewnia, że będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych i dłużnych gwarantowanych przez Skarb Państwa, na rynku wtórnym w ramach operacji otwartego rynku. Celem tych operacji ma być wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę, które jak dotychczas jest raczej nikłe.
Dla wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę NBP może także stosować interwencje na rynku walutowym. Terminy oraz skala takich działań będą uzależnione od warunków rynkowych.
Szefowie NBP uważają, że ich polityka pieniężna łagodzi negatywne skutki pandemii, wspiera aktywność gospodarczą oraz stabilizuje inflację na poziomie zgodnym z wyznaczonym celem. A wszystko to ma także pozytywnie wpływać na sytuację kredytobiorców i oddziaływać na rzecz wzmocnienia stabilności systemu finansowego. Oby nastąpiły te pożądane skutki.

Gospodarka 48 godzin

Słabnące ożywienie

Napływające dane potwierdzają, że po silnym spadku globalnego produktu krajowego brutto w drugim kwartale bieżącego roku, w ostatnich miesiącach następowało ożywienie aktywności gospodarczej. Poprawie koniunktury sprzyjało dokonane wcześniej poluzowanie restrykcji epidemicznych, podjęte działania fiskalne, a także towarzyszące im poluzowanie polityki pieniężnej, w tym poprzez obniżenie stóp procentowych oraz skup aktywów – wskazuje Rada Polityki Pieniężnej. Jednakże mimo ożywienia koniunktury, aktywność gospodarcza w większości krajów pozostaje niższa niż przed wybuchem pandemii. W ostatnim okresie odnotowano ponowny wzrost liczby zachorowań na COVID-19, a w efekcie wzrosła niepewność dotycząca dalszego przebiegu pandemii oraz tempa i trwałości poprawy globalnej koniunktury. Wzrost liczby zachorowań przyczynił się do pogorszenia nastrojów na
międzynarodowych rynkach finansowych, co z kolei znalazło odzwierciedlenie między innymi w osłabieniu walut gospodarek wschodzących (w tym złotego). Ceny surowców na rynkach światowych pozostają wyraźnie niższe niż na początku roku.
Także i w Polsce napływające dane wskazują na ożywienie aktywności gospodarczej w trzecim kwartale, następujące po wyraźnym spadku PKB w II kwartale. Jednocześnie dane o sprzedaży detalicznej i produkcji sugerują, że w ostatnim czasie tempo odbudowy aktywności spowolniło wobec poprzednich miesięcy – podkreśla RPP. Towarzyszy temu ustabilizowanie liczby osób pracujących w sektorze przedsiębiorstw, na poziomie wyraźnie
niższym niż przed pandemią. Przestają też rosnąć wynagrodzenia. Natomiast inflacja we wrześniu była zauważalna i według GUS wyniosła 3,2 proc. rok do roku.
W związku z tym wszystkim RPP oczekuje, że w kolejnych miesiącach tempo ożywienia aktywności gospodarczej będzie jeszcze wolniejsze niż dotychczas. Wzrost aktywności polskich przedsiębiorstw może być ograniczany przez wysoką niepewność dotyczącą dalszego przebiegu i skutków pandemii oraz słabsze niż w poprzednich latach nastroje. Tempo ożywienia gospodarczego w Polsce może być także ograniczane przez brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP. Istotny wpływ na dynamikę aktywności będzie miało także kształtowanie się koniunktury w otoczeniu polskiej gospodarki. W rezultacie Rada Polityki Pieniężnej podjęła przewidywaną decyzję o utrzymaniu stóp procentowych NBP na niezmienionym poziomie, czyli stopa referencyjna 0,10 proc., lombardowa 0,50 proc., a stopa depozytowa 0,00 proc. – czyli nic, co skutecznie rujnuje poziom naszych oszczędności w bankach.

Mniej zaległości

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy zmalała liczba firm skarżących się na opóźnienia w płatnościach od kontrahentów. W drugim kwartale 2020 roku odsetek firm mających płatności opóźnione o 60 dni zmalał do 35 proc., podczas gdy w poprzednich kwartałach regularnie oscylował wokół 50 proc. – wykazało badanie zamówione przez BIG InfoMonitor. Tę pozytywną tendencję dało się zauważyć już w pierwszej połowie tego roku. W maju, czerwcu i lipcu zaległości podwyższały się wprawdzie o około 100-150 mln zł, ale było to średnio o połowę mniej niż w ubiegłym roku, gdy przybywało 250-300 mln zł miesięcznie opóźnionych należności.

Niżej już się chyba nie da

Działania NBP mają pomóc w wejściu naszej gospodarki na ścieżkę ożywienia. Ale dopiero po zakończeniu pandemii.

Podczas czerwcowego posiedzenia, Rada Polityki Pieniężnej, jak było do przewidzenia, podjęła decyzję o utrzymaniu stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego na dotychczasowym poziomie 0,10 proc.
Jednocześnie Rada ustaliła następujący poziom pozostałych stóp procentowych NBP: lombardowa 0,50 proc., depozytowa 0,00 proc., redyskonta i dyskonta 0,11 i 0,12 proc.
Napływające dane potwierdzają, że pandemia COVID-19 przyczyniła się do spadku aktywności gospodarczej na świecie, w tym recesji w gospodarkach będących głównymi partnerami handlowymi Polski. Towarzyszyło temu pogorszenie sytuacji na rynku pracy oraz wyraźne osłabienie nastrojów konsumentów i firm.
„W celu ograniczenia negatywnych skutków pandemii podjęto działania fiskalne mające na celu zmniejszenie skali spadku dochodów gospodarstw domowych i firm, a także stymulację koniunktury gospodarczej” – stwierdza RPP. To się ma nie zmienić. Tym krokom towarzyszy stałe luzowanie polityki pieniężnej, w tym poprzez utrzymywanie bardzo niskich stóp procentowych oraz skup aktywów.
W związku z tym, NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym. Skala tych zakupów ma być uzależniona od warunków rynkowych. Celem tych operacji jest poprawa płynności finansowej w sektorze bankowym, zapewnienie płynności na rynku wtórnym papierów wartościowych oraz wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę (tzw. mechanizm transmisji monetarnej)
NBP będzie także pomagał bankom komercyjnym, a za ich pośrednictwem gospodarce, oferując kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki.
„W ostatnim czasie, wraz z łagodzeniem w wielu krajach restrykcji wprowadzonych w celu opanowania pandemii, następuje stopniowa poprawa nastrojów” – optymistycznie zauważa RPP. Według aktualnych prognoz w drugiej połowie br. nastąpi poprawa koniunktury w
gospodarce światowej, choć poziom aktywności będzie niższy niż przed pandemią. Jednocześnie, wciąż panuje niepewność dotycząca tempa i trwałości poprawy koniunktury na świecie w kolejnych kwartałach.
Poluzowanie polityki monetarnej oraz stymulacja fiskalna w największych gospodarkach rozwiniętych, wraz z pewną poprawą nastrojów przyczyniły się do wzrostu cen części aktywów na międzynarodowych rynkach finansowych, co znalazło także odzwierciedlenie w wzroście kursów walut części krajów.
Jednocześnie w ostatnim okresie wyhamował spadek cen części surowców, choć nadal są one wyraźnie niższe niż na początku roku. Wraz z obniżeniem aktywności gospodarczej przyczynia się to do spadku inflacji w wielu krajach, w tym u głównych partnerów handlowych Polski – choć spadek inflacji w naszym kraju jest niemal niezauważalny.
Nasza gospodarka pozostaje w kryzysie. „W Polsce dane o koniunkturze w kwietniu wskazują na silny spadek aktywności gospodarczej, obniżenie wynagrodzeń i zatrudnienia w przedsiębiorstwach oraz słabe nastroje konsumentów i przedsiębiorstw” – stwierdza RPP.
W ostatnich tygodniach nastąpiło jednak stopniowe łagodzenie restrykcji dotyczących ograniczenia działalności gospodarczej, co przełożyło się na pewną poprawę nastrojów. Towarzyszy temu lekki spadek inflacji.
Można więc oczekiwać, że w najbliższym czasie w Polsce dojdzie do jakiegoś ożywienia aktywności gospodarczej. Oprócz prawdopodobnego dalszego znoszenia restrykcji związanych z pandemią, będą temu sprzyjać działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP. Mają one ograniczać skalę spadku zatrudnienia, wspierając dochody gospodarstw domowych oraz sytuację finansową firm.
Przyszłość wciąż jest jednak mało optymistyczna. Skala oczekiwanego ożywienia aktywności może być ograniczana przez niepewność dotyczącą skutków pandemii, niższe dochody oraz słabsze niż w poprzednich latach nastroje podmiotów gospodarczych. Tempo ożywienia gospodarczego może być także ograniczane przez brak wyraźnego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią.
Szefostwo NBP oczekuje, iż poluzowanie polityki pieniężnej naszego banku centralnego złagodzi negatywne skutki pandemii, przyczyniając się do wolniejszego pogarszania się sytuacji finansowej przedsiębiorstw. Ma to oddziaływać w kierunku szybszego ożywienia gospodarczego już po zakończeniu pandemii. Tyle, że nie wiadomo, czy i kiedy pandemia się skończy.
Jak widać więc, wyczekiwane z nadzieją i tylekroć wymieniane ożywienie gospodarcze, to pieśń bardzo dalekiej przyszłości. Tak jak i ewentualny efekt obecnych poczynań NBP.

Duża liczba ofiar to cena walki z kryzysem?

Wyniki gospodarki brytyjskiej okazały się lepsze od oczekiwań, a spadek aktywności gospodarczej jest tam mniejszy niż w innych krajach.

Pomimo że to kraje południowej Europy – przede wszystkim Włochy i Hiszpania – skupiły na sobie większość uwagi w kontekście pandemii, to właśnie Wielka Brytania jest „antybohaterem” ostatnich tygodni, z największą liczbą śmierci spowodowanych przez koronawirusa na Starym Kontynencie.
Najnowsze dane wskazują na mniejszy niż w innych krajach spadek aktywności gospodarczej w pierwszym kwartale 2020 r., jak również na to, że gospodarka na Wyspach najprawdopodobniej ma już swój „dołek” za sobą. Ale tak drugi kwartał, jak i cały rok Wielka Brytania zakończy na minusie. Nie dziwią więc zdecydowane działania władz, jak również zapowiedzi kolejnych, tak w sferze fiskalnej, jak i monetarnej.
Opublikowane dane dotyczące brytyjskiej gospodarki w pierwszym kwartale 2020 roku okazały się lepsze od oczekiwań: spadek produktu krajowego brutto o około 2 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału blednie w porównaniu z 5-6 proc. recesji we Francji czy Hiszpanii. Niewielka skala spadku była w dużej mierze konsekwencją relatywnie długiego zwlekania przez rząd Borisa Johnsona z wprowadzeniem lockdownu (zamknięcia gospodarki), który został ogłoszony dopiero 20 marca, czyli niemal dwa miesiące po zdiagnozowaniu pierwszego pacjenta na Wyspach zarażonego koronawirusem. Tym samym lockdown obowiązywał jedynie przez niecałe dwa ostatnie tygodnie pierwszego kwartału. Zdołał spowodować w marcu spadek PKB o 5,8 proc. w stosunku do lutego).
Drugi kwartał tego roku będzie dla gospodarki Wielkiej Brytanii znacznie gorszy. Jak zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich, ostatnie prognozy wskazują na możliwy spadek rzędu 15-25 proc. kwartał do kwartału i 10-procentową recesję w całym 2020 roku.
Choć najnowsze odczyty wskaźnika koniunktury PMI dla przemysłu i usług wzrosły odpowiednio do 27,8 i 40,6 (z 13,4 i 32,6 w kwietniu), co wskazuje na poprawę sytuacji związaną głównie z niewielkim poluzowaniem restrykcji, to główny indeks PMI wciąż pozostaje ponad 20 punktów poniżej granicznej wartości 50 – wskazuje TEP.
Utrzymująca się wysoka liczba zarażonych i zmarłych z powodu koronawirusa sprawia, że rząd nie spieszy się z „odmrażaniem” gospodarki: zapowiedział, że rozpocznie otwieranie sklepów z początkiem czerwca (wtedy też część dzieci ma wrócić do szkół), choć puby i restauracje pozostaną zamknięte co najmniej do lipca.
Kryzys gospodarczy spowodowany pandemią spotkał się ze zdecydowaną odpowiedzią rządu już w marcu, kiedy to kanclerz skarbu Rishi Sunak zapowiedział pakiet fiskalny o wartości 175 miliardów funtów na lata 2020-25 (ok. 8 proc. PKB, co czyni z programu największe luzowanie fiskalne na Wyspach od 1992 roku), z czego 32 mld funtów (1,5 proc. PKB) ma zostać wydane w bieżącym roku. Oprócz dodatkowych wydatków fiskalnych, pakiet zawierał gwarancje pożyczkowe dla przedsiębiorstw opiewające na 300 miliardów funtów (15 proc. PKB) i został później uzupełniony o odroczenia płatności VAT i program nieoprocentowanych rządowych pożyczek dla firm.
Co więcej, ogłoszono powstanie programu grantów ukierunkowanych na utrzymanie miejsc pracy, w którym rząd zobowiązał się do pokrywania 80 proc. wynagrodzenia „zawieszonych” (furloughed) pracowników i 80 proc. dochodów samozatrudnionych do wysokości 2.500 funtów miesięcznie. Bank Anglii również zareagował zdecydowanie, ścinając główną stopę procentową do 0,1 proc. i restartując program luzowania ilościowego, zamierzając skupić aktywa o wartości 200 mld funtów. Stworzył również nowy program (Term Funding Scheme), który miał na celu obniżenie kosztów uzyskiwania finansowania przez małe i średnie firmy.
W związku z przedłużającym się okresem lockdownu podejmowane są kolejne działania mające na celu ograniczenie negatywnych skutków kryzysu. Ze strony fiskalnej, rządowy program utrzymywania miejsc pracy został przedłużony do lipca, a najnowsze szacunki dotyczące potrzeb pożyczkowych netto rządu mówią o 290 miliardach funtów (14 proc. PKB) w 2020 roku – z czego za 170 miliardów odpowiadać będą programy rządowe (za resztę tzw. automatyczne stabilizatory).
Inflacja natomiast znaczne wyhamowała (do 0,9 proc. rok do roku w kwietniu), co skłoniło Bank Anglii do pierwszej w historii dyskusji o możliwości obniżenia stóp procentowych poniżej zera. Spodziewane jest też rozszerzenie skupu aktywów o kolejne 100 mld. funtów, co będzie utrzymywać długookresowe stopy procentowe na niskich poziomach (obecnie oprocentowanie dziesięcioletnich obligacji nie przekracza 0,175 proc.).
Radykalne działania fiskalne rządu (przede wszystkim nakierowane na utrzymanie miejsc pracy i zapewnienie płynności firmom) są uzasadnione – ocenia się, że ograniczą one spadek bezrobocia o co najmniej 2-3 punkty procentowe w najbliższych kwartałach. Więcej wątpliwości budzą zapowiedzi Banku Anglii dotyczące wprowadzenia ujemnych stóp procentowych. Obecna na Wyspach „dezinflacja”: to w dużej mierze pokłosie spadku cen ropy naftowej i nie jest jasne, jak dalsza obniżka stóp miałaby w tej sytuacji w znaczący sposób pobudzić wzrost cen. Ujemne stopy procentowe mogłyby okazać się per saldo kosztownym posunięciem, ponieważ oznaczałyby negatywne konsekwencje dla sektora bankowego.

Życie na niskiej stopie

Nasza gospodarka potrzebuje w tej chwili płynności, przewidywalności i zapanowania nad rosnącymi cenami żywności, a nie obniżania stóp procentowych.
Prezes Narodowego Banku Polskiego i jednocześnie przewodniczący Rady Polityki Pieniężnej prof. Adam Glapiński, uważa, że obniżenie stóp procentowych nie zwiększy popytu, ani nie wpłynie na podaż – lecz zmniejszy obciążenia przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.
Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o NBP mówi: Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu (o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP).
Popatrzmy zatem na inflację w ostatnich trzech miesiącach (tabelka). Bez wątpienia RPP i NBP mają co robić, ale na pewno nie jest to obniżanie stóp procentowych. Gdy Główny Urząd Statystyczny poda dane o zmianach cen w marcu, to będą to wartości jeszcze wyższe, szczególnie w grupie „żywność”, ale także w grupie „zdrowie” (tak usługi, jak i wyroby farmaceutyczne) oraz w grupie „użytkowanie mieszkania”.
Zgodnie z nowym systemem wag, udział tych grup towarów i usług w przeciętnych wydatkach gospodarstw domowych to ok. 36 proc. A w wydatkach gospodarstw domowych o niskich dochodach rozporządzalnych to zdecydowanie więcej, co najmniej 70-80 proc. – wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Jeżeli NBP ma realizować swój ustawowy cel – utrzymanie stabilnego poziomu cen, to na pewno obniżaniem stóp procentowych nie uda mu się tego zrobić. Jeżeli natomiast NBP chce wspierać politykę gospodarczą rządu, nie ograniczając możliwości realizacji swojego podstawowego celu (utrzymanie stabilnego poziomu cen), to obniżenie stóp procentowych i w tym przypadku nie pomoże.
NBP i RPP znalazły się w tej chwili w sytuacji, w której żadna ich decyzja nie pozwala na realizację ustawowego, nawet szeroko ujętego, celu. Nie są w stanie utrzymać stabilnego poziomu cen (określonego przez cel inflacyjny i możliwe odchylenia od niego). Nie są także w stanie pomóc gospodarce, przedsiębiorstwom i gospodarstwom domowym.
To co jest dzisiaj potrzebne przedsiębiorstwom, to zapewnienie gotówkowej płynności finansowej. Nawet jeżeli banki komercyjne obniżą firmom koszt kredytu, to będzie to „dużo za mało” w stosunku do ich płynnościowych potrzeb. Szczególnie w grupie firm mniejszych. Tu potrzebne jest zawieszanie i odsuwanie spłat kredytów i odsetek w czasie, uwalnianie środków trzymanych na kontach VAT-owskich, odsuwanie w czasie płatności zobowiązań wobec Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i urzędów skarbowych, wsparcie z Funduszu Pracy przedsiębiorstw w wypłatach wynagrodzeń – i wiele, wiele innych działań z obszaru polityki gospodarczej.
Poza tym, obniżenie stóp procentowych wcale nie oznacza obniżenia kosztów kredytu. Rośnie bowiem ryzyko niespłacalności kredytów i banki, będące dysponentami depozytów swoich klientów, muszą ten wzrost ryzyka wziąć pod uwagę w wycenie kosztu pieniądza dla przedsiębiorstw, szczególnie tych mniejszych. Tym bardziej, że ryzyko niewypłacalności części firm, które są kredytobiorcami, będzie się niestety materializowało. A to oznacza zmniejszenie zdolności banków do dostarczania kapitału gospodarce. Obniżenie stóp procentowych może zatem zadziałać na gospodarkę przeciw skutecznie.
Z punktu widzenia gospodarstw domowych, obniżenie stóp procentowych też nie będzie miało oczekiwanej przez Prezesa NBP skuteczności – czyli zmniejszenia ich obciążeń finansowych. Koszt kredytu to nie tylko bowiem oprocentowanie, ale także opłaty, prowizje, czy ubezpieczenie, którego cena może silnie wzrosnąć w wyniku wzrostu ryzyka niespłacalności kredytów.
W efekcie koszt kredytu będzie wyższy, mimo obniżenia przez RPP stóp procentowych. Poza tym wiele gospodarstw domowych, szczególnie tych o niższych dochodach, zadłuża się nie w systemie bankowym, a w firmach pożyczkowych, gdzie rzeczywista roczna stopa oprocentowania jest znacznie wyższa niż w bankach komercyjnych.
Obniżenie stóp procentowych nie zmniejszy zatem w sposób istotny obciążeń tych gospodarstw domowych, które tego najbardziej potrzebują. Tu także, podobnie jak w przypadku przedsiębiorstw, potrzebna jest możliwość przesuwania spłat zobowiązań pożyczkowych i kredytowych w czasie.
Ale najważniejsze z punktu widzenia gospodarstw domowych jest utrzymanie zatrudnienia, a tym samym utrzymanie dochodów. A tu sytuacja zaczyna być coraz trudniejsza. To na tym trzeba skupić uwagę – i uruchomić w ramach polityki gospodarczej, działania zapewniające utrzymanie jak najwyższego poziomu zatrudnienia, oraz zapewnić możliwość otrzymywania przez pracowników wynagrodzeń. Obniżenie stóp procentowych przez RPP o 0,25 pp, 0,5 pp, czy nawet 1 pp. tego nie zapewni.
Zapanowanie nad sytuacją na rynku pracy jest szczególnie ważne z punktu widzenia rosnących w bardzo szybki sposób kosztów życia. W styczniu i lutym 2020 r. ceny żywności wzrosły o ponad 8 proc. rok do roku. W marcu ten wzrost był co najmniej na tym samym poziomie, bo wszyscy w panice rzucili się do robienia zakupów.
Zresztą, już w 2019 r. (a także wcześniej) ceny żywności rosły dużo szybciej niż inflacja ogółem (w 2019 r. inflacja wyniosła 2,3 proc., podczas gdy ceny żywności wzrosły o 5,3 proc.) – przypomina Towarzystwo Ekonomistów Polskich.
Gdzie była Rada Polityki Pieniężnej, gdy jej decyzje mogły ograniczyć rosnącą inflację, i chociaż w jakiejś części ograniczyć dynamikę cen żywności – bowiem jej wzrost to nie tylko efekt czynników zewnętrznych, niezależnych od decyzji RPP?.
Za przeciętny koszyk zakupów musimy płacić o 4,7 proc. więcej niż rok wcześniej w lutym. A gospodarstwa domowe o najniższych dochodach rozporządzalnych, nawet o 7-8 proc. więcej.
Tak, wiem, wiem, Bank Anglii i amerykański FED obniżyły już stopy procentowe, a FED dodatkowo zapowiedział uruchomienie kolejnej fazy luzowania ilościowego, mając zamiar wprowadzić do systemu finansowego ok. 700 mld dolarów. Ale ustawowym celem FED jest nie tylko zapewnienie stabilności cen, ale także zapewnienie wysokiego poziomu zatrudnienia i dążenie do stabilnego wzrostu gospodarczego.
W Polsce, powtórzę to raz jeszcze, podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu – o ile nie ogranicza to wspomnianego, podstawowego celu NBP. Obniżenie stóp procentowych przez RPP nie jest realizacją ani celu głównego, ani wspieraniem polityki rządu. Może dać wręcz odwrotne efekty od oczekiwanych.

NBP: coraz poważniejsze zagrożenie

W związku ze skutkami epidemii, nasz bank centralny postanowił pomóc bankom komercyjnym, wykorzystując do tego pieniądze publiczne.

Rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa stanowi coraz poważniejsze zagrożenie dla zdrowia publicznego i wymaga stanowczych reakcji. Z obecną  sytuacją wiążą się także zagrożenia dla sfery realnej polskiej gospodarki – oświadcza Narodowy Bank Polski.

W związku z tym NBP twierdzi, że na bieżąco monitoruje sytuację firm w naszym kraju – które ankietuje w ramach tzw. szybkiego monitoringu oraz ma możliwość przeprowadzania tzw. szybkich sond.

„Na tej podstawie wiemy, że wprawdzie sytuacja płynnościowa większości podmiotów jeszcze nie pogorszyła się istotnie, bo upłynęło niewiele czasu od zaistnienia stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce, jednak sytuacja ta jest bardzo dynamiczna i zaczęła się już pogarszać, a w niektórych obszarach wyraźnie” – podkreśla NBP.

Firmy narzekają, banki dostają wsparcie

Przedsiębiorcy zgłaszają bardzo duże obawy przed narastaniem zatorów płatniczych. Wiadomo już także, że niektórzy eksporterzy nie otrzymują należnych płatności od swoich kontrahentów zagranicznych. Ograniczona może zostać działalność niektórych firm w wyniku przymusowej kwarantanny pracowników lub też konieczności pozostania w domu, na przykład w związku ze sprawowaniem niezbędnej opieki nad dziećmi, osobami niepełnosprawnymi lub osobami starszymi.

 Dodatkowo następuje pogorszenie nastrojów, prowadzące do ograniczenia zakupów towarów nieżywnościowych i usług (jak je zresztą robić, skoro duża część placówek handlowych została zamknięta), a także do zakłócenia globalnych sieci podaży oraz zagrożeń dla inwestycji.

„Wszyscy liczymy na to, że sytuacja szybko się poprawi” – taką nadzieję wyraża zarząd NBP.

Jednakże, „Uwzględniając powagę sytuacji oraz zagrożenie dla sfery realnej gospodarki Zarząd NBP, na podstawie obowiązujących regulacji, podjął decyzję o wykorzystaniu dodatkowych instrumentów” – oświadczyło szefostwo naszego banku centralnego.

„Wprowadzone zostaną operacje zasilające banki w płynność, tzw. operacje repo” – dodają władze NBP. „To zasilanie w płynność” to po prostu wpompowanie dodatkowych pieniędzy, którymi NBP chce zasilić banki komercyjne z polskich środków publicznych. Natomiast operacje repo polegają na tym, że bank centralny kupuje od banków komercyjnych papiery wartościowe, zobowiązując się jednocześnie do odsprzedaży tych papierów po określonej w dniu transakcji cenie i wyznaczonym terminie. Jest to po prostu  sposób udzielania przez bank centralny dogodnych pożyczek dla banków komercyjnych.

Czyli, tak jak w przypadku kryzysu finansowego z 2008 r., banki komercyjne skorzystają bo uzyskają dostęp do większej kasy. Ciekawe, czy w związku z tym banki rzeczywiście złagodzą warunki kredytowe dla przedsiębiorstw, którym coraz bardziej brakuje przychodów?

NBP zapowiada, że dostęp do tych pożyczek będzie rodzajem ubezpieczenia na wypadek pojawienia się „potrzeby zasilania banków w płynność” (czyt: w dodatkowe pieniądze). Podobno tego typu działania podjęło już wiele banków centralnych.

NBP już rozpoczął akcję pożyczania pieniędzy publicznych bankom komercyjnym Pierwszą operację repo przeprowadzono 17 marca.

Żeby było płynniej

Bank centralny zapowiada także, że wdroży na dużą skalę zakupy obligacji skarbowych na rynku wtórnym w ramach tzw. strukturalnych operacji otwartego rynku, co poprawi długoterminową strukturę płynności w sektorze bankowym (która zresztą, jak wynikało z wcześniejszych informacji, wcale nie była zła). Rezultatem tych operacji powinno być także utrzymanie płynności rynku wtórnego obligacji skarbowych.

W ramach pomagania bankom komercyjnym, NBP wprowadzi także kredyt wekslowy dla banków, który – w założeniu – ma umożliwiać refinansowanie kredytów udzielanych przez banki innym przedsiębiorstwom. Chodzi o to, by banki komercyjne w Polsce, nie ograniczyły, jak to mają we zwyczaju, udzielania przedsiębiorstwom kredytów akurat wtedy, gdy te kredyty są najbardziej potrzebne.

NBP zarekomendował także Radzie Polityki Pieniężnej istotne obniżenie stopy rezerwy obowiązkowej oraz podniesienie oprocentowania tej rezerwy. To dodatkowa forma wspierania banków komercyjnych, która ma umożliwić  utworzenie dodatkowego „bufora płynnościowego” dla tych banków oraz obniży ich koszty z tytułu utrzymywania rezerwy. A może warto by też zasugerować bankom koemrcyjnym, by obniżyły gigantyczne zarobki, wypłacane swoim prezesom i zarządom?

Zarząd NBP tłumaczy, że wprowadza bądź rekomenduje wszystkie te działania w celu wsparcia odpowiedniej polityki fiskalnej oraz uzyskania „właściwych reakcji”  po stronie sektora bankowego. Chodzi bowiem o to, że przede wszystkim niezbędne są pilne działania zmniejszające obciążenia przedsiębiorstw, co powinno ograniczyć straty i zmniejszyć ryzyko upadłości firm. Działania takie mogą zaś podjąć tylko banki komercyjne – ale będą one też zależeć od decyzji polskiego rządu.

Propozycje dla rządu

NBP sugeruje, że pakiet działań rządu mógłby obejmować czasowe wprowadzenie metody kasowej rozliczania podatków (co polegać będzie, najogólniej mowiąc, na ich odłożeniu w czasie) dla wszystkich firm oraz zawieszenie w ogóle płatności podatków i składek na ZUS – a także rozłożenie ich na nieoprocentowane raty, płatne po okresie karencji, na umotywowany wniosek przedsiębiorcy.

Firmy, które znajdą się w trudnej sytuacji i tak nie zapłacą podatków, a bez podobnych  rozwiązań grozić im będzie upadłość.

NBP uważa, że dość radykalnym, ale skutecznym rozwiązaniem byłaby w uzasadnionych przypadkach możliwość obniżenia wynagrodzenia (nie niżej niż płaca minimalna) na określony okres, przy obowiązku późniejszego wyrównania. Takie rozwiązanie jest z pewnością korzystniejsze niż upadłość i bezrobocie. Należałoby także rozważyć kompensowanie przedsiębiorcy przez ZUS kosztów absencji związanej z epidemią koronawirusa już od pierwszego dnia.

Pomysłowi czasowego zmniejszenia płac jak najbardziej warto przyklasnąć – z tą drobną poprawką, że najskuteczniejszy przykład zawsze idzie z góry. Obniżka wynagrodzeń powinna więc najpierw objąć Narodowy Bank Polski oraz banki komercyjne działające w Polsce. 

Komisja Nadzoru Finansowego, którą trudno uznać za najsprawniej działający organ państwa, powinna natomiast dokładnie monitorować charakter i zakres wpływu epidemii na zdolność banków do świadczenia usług finansowych – i informować o tym Komitet Stabilności Finansowej.

Banki stawiają warunki

Banki komercyjne wstępnie zapowiadają, że mogą się zgodzić na zastosowanie karencji w spłacie kredytu. Ale oczywiście nie za darmo. Dlatego władze banków komercyjnych oczekują – przy poparciu NBP – zredukowania lub zawieszenia podatku bankowego. Zarząd NBP popiera także obniżenie wymaganego tzw. „bufora ryzyka”, by zapobiec ograniczaniu kredytów przez banki komercyjne. Szefostwo NBP mówi eufemistycznie o „obniżeniu” bufora, ale w rzeczywistości proponuje jego całkowita likwidację – czyli redukcję do zera, co miałoby dać bankom komercyjnym ok. 30 mld zł uwolnionego kapitału.

Prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział już, że będzie proponował Radzie Polityki Pieniężnej obniżenie stóp procentowych. Uważa on, że obniżka stóp: „będzie w dłuższej perspektywie wspierać sytuację finansową banków dzięki korzystnemu oddziaływaniu na jakość portfela kredytowego”.

Niezależnie od decyzji wspierających NBP, komercyjny sektor bankowy w Polsce od lat funkcjonuje stabilnie, jest zyskowny i ma duże rezerwy płynnościowe oraz kapitałowe. Dziś główne wyzwanie to to konieczność utrzymania płynności przedsiębiorstw w naszym kraju – i na ich sytuacji trzeba skoncentrować się w pierwszej kolejności.

Chodzi o to, aby przejściowy, miejmy nadzieję, spadek sprzedaży i produkcji nie doprowadził do trwałej redukcji zatrudnienia oraz upadłości firm. Wiele firm korzysta z kredytów więc obniżenie stóp procentowych wpłynie na poprawę ich kondycji finansowej – podobnie jak i kondycji gospodarstw domowych spłacających kredyty, zwłaszcza mieszkaniowe.

Obniżka stóp procentowych to natychmiastowy i bezpośredni sposób obniżenia kosztów zaciągniętych zobowiązań. To ulga dla większości zadłużonych, w tym dla całego sektora finansów publicznych.

Zmiany stóp procentowych wprawdzie nie zapobiegną zaburzeniom w produkcji i podaży, ani nie sprawią, że w krótkim okresie wzrośnie popyt – jednak obniżą  obciążenia wynikające z istniejących zobowiązań, co będzie stanowić wsparcie dla budżetów firm i gospodarstw domowych.

Spokojna jak rada pieniężna

Jeśli nie wpadniemy w kryzys, stopy procentowe powinny zostać na obecnym poziomie.

Rada Polityki Pieniężna pozostawiła bez zmian wysokość podstawowych stóp procentowych. Najważniejsza z nich, stopa referencyjna, nadal wynosi 1,5 proc. Polityka pieniężna w Polsce jest nad wyraz spokojna, jednak skala niepewności dotycząca wpływu czynników krajowych i zagranicznych na polski rynek finansowy jest coraz większa.
Jak ocenia Towarzystwo Ekonomistów Polskich, stopy procentowe w Polsce pozostaną zapewne na niezmienionym poziomie przez dłuższy czas. RPP jest gotowa na wszystkie scenariusza, aczkolwiek na ten moment skorzystanie z dodatkowych instrumentów polityki pieniężnej jest mało prawdopodobne.
Z publikowanych przez Radę Polityki Pieniężną dokumentów wynika, że polityka pieniężna w najbliższych miesiącach prawdopodobnie nie będzie ulegała zmianie.
Jednak coraz wyraźniej widać, że członkowie RPP zdają sobie sprawę ze zmieniającej się sytuacji gospodarczej oraz ryzyk wynikających m.in. z wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej z końcem października, wyraźnego wyhamowania aktywności gospodarczej w Niemczech i widocznego spowolnienia w polskiej gospodarce. A także z konsekwencji wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych, oraz niewiadomej związanej z konsekwencjami wpływu podwyżek płacy minimalnej na inflację. Większość z tych czynników została wymieniona przez RPP w opublikowanym we wrześniu dokumencie „Założenia polityki pieniężnej na rok 2020”. W rozdziale dotyczącym uwarunkowań polityki pieniężnej w 2020 r. wśród głównych czynników ryzyka dla polskiego wzrostu gospodarczego i inflacji wymieniono „skalę i trwałość spowolnienia gospodarczego na świecie”.
Pierwsze symptomy spowolnienia są zresztą już widoczne, a mogą się jeszcze z większą siłą urzeczywistnić w przypadku, gdy wyjście Wielkiej Brytanii z UE nastąpi bez porozumienia. Do takiego scenariusza obie strony nie są do końca przygotowane, a co najważniejsze, nikt nie jest w stanie ocenić z jaką skalą niepewności będziemy mieli do czynienia na rynkach finansach w sytuacji Brexitu bez porozumienia. Zdarzenie to, jak i wszystkie inne czynniki niepewności powinny być brane pod uwagę przez członków RPP w najbliższych miesiącach.
O ile spowolnienie aktywności gospodarczej może wpłynąć na spowolnienie dynamiki inflacji, to już kursy walutowe, ceny surowców energetycznych, czy też sytuacja na rynku pracy i dynamika płac, mogą wpłynąć na szybszy wzrost cen w najbliższych kwartałach. W sytuacji coraz większego spowolnienia gospodarczego na świecie i w Polsce, RPP może stanąć przed dylematem, czy zwracać bardziej uwagę na nieco wyższą inflację, czy też na ryzyko spowolnienia koniunktury gospodarczej w naszym kraju. Jest to jednak scenariusz hipotetyczny, który może pojawić się w dalszej przyszłości.
W październikowym komunikacie po posiedzeniu RPP wyraźnie wskazano, że „perspektywy krajowej koniunktury pozostają korzystne a dynamika produktu krajowego brutto – mimo oczekiwanego obniżenia – utrzyma się w najbliższych latach na relatywnie wysokim poziomie”. RPP zauważa równocześnie wzrost niepewności dotyczącej „skali i trwałości osłabienia koniunktury za granicą oraz jego wpływu na krajową aktywność gospodarczą”.
NBP ocenia, że dynamika PKB w Polsce spowolni do 4,3 proc. w tym roku, a inflacja wyniesie 2,3 proc. Według członków RPP inflacja powróci w pobliże tego wskaźnika w połowie przyszłego roku. Większość z nich jest przekonana, że polityka fiskalna sprzyja stabilnej polityce pieniężnej. Optymistyczny scenariusz, przedstawiony przez RPP może się urzeczywistnić, powinniśmy jednak pamiętać, że wiele czynników, które mogą wpłynąć na przyszłą inflację są trudne dziś do oceny z uwagi na niepewność z jaką mamy do czynienia.
Ewentualne wątpliwości dotyczące kształtowania się koniunktury gospodarczej i inflacji będą mogły zostać rozwiane w listopadzie, kiedy członkowie RPP będą dysponowali nową projekcją PKB i inflacji.
Trudno jednak sobie wyobrazić, aby doszło do gwałtownych zmian w polityce pieniężnej. Jeżeli nie wystąpi sytuacja kryzysowa, będzie to mało prawdopodobne.