Bundesliga chwali się Lewandowskim

Fot. Robert Lewandowski

 

 

Niemcy mają problem z Robertem Lewandowskim. Jedna media wciąż podważają jego piłkarską wartość, inne na odwrót – chwalą go pod niebiosa.

 

Oficjalna strona internetowa Bundesligi podała ostatnio z dumą wyliczenie, z którego jasno wynika, że Lewandowski jest skuteczniejszy od Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Obliczono, że polski napastnik Bayernu Monachium potrzebuje mniej minut gry na zdobycie gola niż Argentyńczyk i Portugalczyk.

Lewandowski w ostatnich dwóch latach kalendarzowych (2017 i 2018) zdobył 87 bramek w 94 meczach, spędzając na boisku 7759 minut. Średnio na pokonanie bramkarz rywali potrzebował 89 minut. Dla porównania, Messiemu potrzebne było na to 94 minuty (zdobył 93 bramki przebywając na boisku przez 8704 minuty w 104 meczach), zaś Cristiano Ronaldo trafił co 98 minut (82 bramki, 92 mecze, 7940 minuty). „Żaden piłkarz z pięciu najlepszych lig w Europie nie może pochwalić się taką średnią” – podaje portal Bundesligi.

Warto dodać, że „Lewy” w tym sezonie jest pierwszym piłkarzem w Europie, który zdobył więcej niż 20 bramek (ma na koncie dokładnie 22 gole – 10 w Bundeslidze, osiem w Lidze Mistrzów, trzy w Superpucharze Niemiec oraz jedną w Pucharze Niemiec.

 

Lewy musi się bić

Robert Lewandowski w wygranym przez Bayern Monachium 5:0 meczu o Superpuchar Niemiec z Eintrachtem Frankfurt strzelił trzy gole. Rywale mocno go jednak pokiereszowali i w 72. minucie musiał zejść z boiska z powodu kontuzji. „Lewego” czeka trudny sezon.

 

Niemieckie media przed meczem w swoich spekulacjach sugerowały, że Lewandowski zacznie spotkanie na ławce rezerwowych. Trener Bayernu Niko Kovac najwyraźniej był innego zdania, bo wystawił kapitana reprezentacji Polski od pierwszej minuty. Obrońcy Eintrachtu Frankfurt postawili sobie za punkt honoru powstrzymanie „Lewego”, robili bowiem wszystko, żeby nie zdobył bramki. Ich starania spełzły na niczym, bo polski napastnik do przerwy dwukrotnie głową skierował piłkę do siatki, a po zmianie stron dołożył jeszcze trzecie trafienie ogrywając w dziecinny sposób argentyńskiego stopera Eintrachtu Davida Abrahama. W ten sposób „Lewy” zemścił się na tym piłkarzu za jego chamskie faule, zwłaszcza ten popełniony w 53. minucie, gdy Argentyńczyk brutalnie zaatakował nie uczestniczącego akurat w akcji Bayernu Lewandowskiego.

Tolerujący dotąd faule Abrahama sędzia wreszcie się zmitygował i w końcu ukarał go żółtą kartką, ale niewiele to pomogło. W końcu cierpliwość „Lewego” się wyczerpała i sam zaczął wymierzać swoim prześladowcom sprawiedliwość. Najpierw skarcił Marco Fabiana za cios w głowę, a potem wdał się w szarpaninę z Abrahamem, gdy ten w 70. minucie przywalił mu celowo łokciem w twarz. Trener Kovac, który przecież w poprzednim sezonie prowadził zespół Eintrachtu i zna doskonale zawodników tej drużyny, widząc co się dzieje na boisku dwie minuty później zdjął Lewandowskiego z boiska. Niewykluczone, że ustrzegł swojego najlepszego strzelca przed ciężką kontuzją, ale całkowicie bez strat to sie jednak nie obeszło.

„Lewy” we wtorek nie trenował z zespołem, bo jak się okazało w trakcie starć z oszalałymi z nienawiści obrońcami Eintrachtu doznał lekkiego urazu mięśni uda, nie licząc rozciętej skóry na policzku i ogólnych potłuczeń. W niemieckich mediach rozgorzała nawet przez moment dyskusja, czy sędziowie w Bundeslidze nie powinni stanowczo reagować na brutalne faule popełniane na najlepszych graczach ligi. Ostatecznie uznano, że Lewandowski nie jest zawodnikiem jakoś bardziej wybitnym od innych i temat upadł. Tego poglądu nie podzielił jednak Thomas Mueller, który po meczu stwierdził, że „Lewy” znalazł się na takim poziomie piłkarskich umiejętności, że nie musi już nikomu niczego udowadniać, a trzy gole strzelone Eintrachtowi wyjaśniają, dlaczego szefowie Bayernu nie chcą go puścić do innego klubu. Swoje trzy grosze do tej dyskusji dorzucił też zmienik „Lewego” Sandro Wagner, nie trafiając do pustej bramki z trzech metrów. Mimo to naszego piłkarza czeka trudny sezon. Nawet bardzo…