Unia Europejska z podbitym okiem

Zakończony w Brukseli szczyt zaczynał się w fasadowych uśmiechach, z humorem na temat covidowych ograniczeń, raźno i z pięknymi słowami przemówień o solidarności. Po wszystkim ogłoszono cienkim głosem „zwycięstwo” idei europejskiej, ale Unia wychodzi z tego jak kura na torach, nad którą przejechał pociąg, rozczochrana, szczerbata i z podbitym okiem. Jej stan psychiczny to „wewnętrzne podziały”, czyli schizofrenia. Co więc zostało „wygrane”?

Jeszcze raz przywódcy europejscy złożyli podpis na tej samej kartce, tzn. Unia, której niektórzy przewidują krótki żywot, jakoś ożyła, nawet „zmartwychwstała”, jak piszą niektórzy europejscy komentatorzy. Nie nastąpił wielki wybuch polityczny, który by ją finalnie pogrzebał, choć, przyznają, było blisko. Zwycięstwo polega tu na kolejnym uczuciu ulgi, że się ciągle żyje. Cóż, unijna reakcja na kontynentalny kryzys sanitarny była tak nierychliwa, nieporozumienie i wzajemne pretensje tak biły po oczach, że można było spodziewać się wszystkiego. Tymczasem w końcu znalazły się jakieś pieniądze.
Polska nie miała za wiele do powiedzenia w unijnym kółku, bo główna gra szła o strefę euro. Od pamiętnego kryzysu w 2008 r., panuje tej strefie niewypowiedziane rozdarcie między krajami północy a państwami południa. Szczyt zakończył się „zwycięstwem” tylko dlatego, że Niemcy nie wykazali zwyczajowej solidarności z Północą, a nawet wprost przeciwnie, sami przyklepali pierwotny plan solidarnościowy, w obliczu euro-nieszczęścia, choć Północ z góry go odrzucała. Był on skromny, nawet mocno skromny, jeśli porównać do podobnych planów finansowych w Chinach, czy USA, ale jednak.
Co z tego, skoro to rozdarcie tylko się pogłębiło? Po zapaści kapitalizmu w 2008 r., prasa brytyjska, a za nią kontynentalna zaczęła nazywać mianem PIGS (świnie) grupę południowych krajów, które kryzys pociągnął w dół. Nazwa ta stała się nawet półoficjalna, choć była gorsza od „Club Med”, tj. „krajów wakacyjnych”. Taka Hiszpania ściśle wypełniała kryteria z Maastricht do 2010 r., w przeciwieństwie do niektórych z Północy, ale i tak wielu wakacjuszom z tamtych stron wydawała się krajem nic nie robienia, jeśli nie brać pod uwagę kelnerów. „Farniente” jak we Włoszech, które mają nadwyżkę budżetową od 20 lat? Barowe stereotypy przekładają się jednak na pieniądze.
Aroganckie komentarze wygłaszane w Brukseli przez Marka Rutte, premiera Holandii, który przewodniczył „koalicji północnej”, jak „Oto linia podziału między tymi, którzy chcą pomocy i tymi, którzy za nią płacą”, były kopiami tytułów z duńskiej i holenderskiej prasy brukowej. Rutte wolał przypisywać sobie „cnotę ekonomiczną”, zamiast solidarności, i „wygrał”. Holandia, podobnie jak inne kraje, które odrzucały projekt, nie tylko nie będzie spłacać ze wszystkimi pożyczki na „bezzwrotną” pomoc 390 miliardów euro dla krajów Unii (poprzez obniżenie jej składki budżetowej), ale i będzie miała prawo wglądu do finansowych planów narodowych i praworządności, czyli może, wraz z innymi lub sama, w każdym momencie opóźnić lub nawet zawiesić wypłaty.
Tak się składa, że Holandia, jak i inne kraje Północy, stosuje stopy podatkowe dla zagranicznych spółek, które czynią z niej raj podatkowy, skutecznie wysysający olbrzymie pieniądze z Włoch, z Polski, i innych krajów Unii. Tę masową kradzież w biały dzień organizuje legalnie, bo to jeden z istotnych elementów oficjalnego, unijnego neoliberalizmu. Nie jest też zbyt cnotliwa wewnątrz: choć jej dług publiczny jest w normie, dług prywatny bije światowe rekordy – 220 proc. holenderskiego PKB! Ale to dla złagodzenia naburmuszenia Holendrów czy Austriaków, Unia jednym ruchem długopisu wykreśliła programy na rzecz ochrony zdrowia, naukowe i co tam jeszcze było po drodze, nawet polityka rolna dostała po palcach. Plan ocalał, zmniejszony i drogo opłacony, lecz podział w strefie euro, który ją nieustannie minuje, pozostał. Po pełnych satysfakcji słowach o „uldze” i „zmartwychwstaniu” zaczną się schody, bo plan jest zdecydowanie za mały, by poradzić na nadchodzący kryzys.

Szczyt Chiny-Afryka

Niedawne wystąpienie prezydenta Chin Xi Jinpinga na szczycie Chiny-Afryka demonstruje wysiłki Chin na rzecz promowania solidarności i współpracy w globalnej walce z COVID-19, powiedział w niedzielę weteran polityki Bangladeszu, Abul Hasan Chowdhury, były minister spraw zagranicznych tego kraju.

Nadzwyczajny szczyt Chiny-Afryka w sprawie solidarnej walki z COVID-19, który odbył się w środę za pośrednictwem łącza wideo, jest „wizjonerski i aktualny” – powiedział w wywiadzie dla Xinhua Abul Hasan Chowdhury, były minister spraw zagranicznych Bangladeszu.
W swoich uwagach na szczycie, Xi wezwał Chiny i Afrykę do pokonania nowego koronawirusa solidarnością i współpracą.
Chowdhury powiedział, że szczyt, który odbył się w cieniu pandemii COVID-19, miał na celu budowę wzajemnego zaufania w odbudowie i ożywieniu dwustronnych i wielostronnych instytucji.
„W tym sensie uwagi prezydenta Xi Jinpinga wykraczają poza sprawy doraźne, niosąc przesłanie dla świata” – dodał.
Podczas szczytu Xi powiedział, że Chiny i Afryka powinny współpracować, aby zbudować chińsko-afrykańską społeczność zdrowia dla wszystkich i wznieść swoje kompleksowe partnerstwo strategiczne i oparte na współpracy na wyższy poziom.
Xi zobowiązał się także do dalszego wspierania Afryki „poprzez zaopatrzenie, wysyłanie zespołów ekspertów i ułatwianie pozyskiwania dostaw medycznych dla krajów afrykańskich z Chin”.
Chowdhury zauważył, że szczyt Chiny-Afryka przywołuje wizję dobrobytu i pokoju.
Chiny aktywnie pomagają krajom na całym świecie w walce z pandemią, zgodnie z białą księgą na temat walki kraju z COVID-19, wydaną na początku czerwca.
Wysłały zespoły ekspertów medycznych do 27 krajów, podzieliły się informacjami o zwalczaniu epidemii z ponad 180 krajami i ponad 10 organizacjami międzynarodowymi i regionalnymi – czytamy w białej księdze zatytułowej „Walka z COVID-19: Chiny w akcji”.
Chowdhury, który był ministrem spraw zagranicznych od 1996 do 2001 roku, powiedział, że mieszkańcy Bangladeszu żywią w stosunku do Chin uczucie ciepłej przyjaźni.
W odniesieniu do środków medycznych i ekspertów medycznych wysłanych niedawno przez rząd chiński do Bangladeszu Chowdhury powiedział, że „jest głęboko poruszony zrozumieniem i wsparciem rządu chińskiego”.
Dodał, że odzwierciedla to głębokie i braterskie więzi Chin z mieszkańcami Bangladeszu.

Gospodarka 48 godzin

Biedni bici bardziej
Ceny towarów i usług konsumpcyjnych, według Głównego Urzędu Statystycznego wzrosły w kwietniu bieżącego roku o 3,4 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem 2019 r. W stosunku do marca bieżacego roku nie wzrosły zaś w ogóle, na co wpłynęło to, że bardzo duża liczba punktów sprzedaży w Polsce była zamknięta z powodu pandemii lub funkcjonowała w ograniczonym zakresie. W kwietniu tego roku najbardziej podrożała żywność – o 7,4 proc. w porównaniu z kwietniem 2019. Znacznie zdrożała także energia, o 5,2 proc. rok do roku. Wzrosty cen żywności i energii pod rządami PiS najbardziej biją po kieszeni mniej zamożnych Polaków, bo są to dobra podstawowe, stanowiące dużą część ich koszyka wydatków. Faktyczny wzrost cen jest zapewne wyższy niż podaje GUS, gdyż liczba placówek handlowych, w których sprawdzane są ceny, jest stosunkowo niewielka, co nie sprzyja precyzji szacunków.

Tuż przed szczytem?
Prawie połowa lekarzy (największa grupa respondentów) uważa, że Polska nie osiągnęła jeszcze najwyższego poziomu zachorowań na COVID 19 – wynika z sondażu przeprowadzonego przez serwis dla lekarzy Konsylium24.pl. Ich zdaniem, nastąpi on w ciągu najbliższego tygodnia – bo już w pierwszej dekadzie maja. Natomiast według prognoz Institute for Health Metrics and Evaluation, szczyt zachorowań w Polsce powinien nastąpić kilka dni później, około połowy maja. Teoretycznie oznaczałoby to, że jeszcze w końcówce maja liczba chorych na koronawirusa powinna zacząć spadać. Niewykluczone jednak, że ów szczyt zachorowań okaże się bardzo płaski i rozległy, co może oznaczać, że liczba zakażeń i zgonów nieco spadnie dopiero w lipcu – i nie wiadomo, na jak długo. Temu niekorzystnemu scenariuszowi sprzyja to, że jak podaje unijne Europejskie Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób, Polska jest jednym z pięciu krajów Unii Europejskiej, gdzie nie słabnie epidemia. Jest to wynik bezczynności rządu Prawa i Sprawiedliwości, który nie zadbał o przygotowanie kraju na uderzenie epidemii, choć miał pieniądze i czas.

Niezależny inaczej
Kamil Zaradkiewicz, pełniący obowiązki I Prezesa Sądu Najwyższego, nakazał usunięcie z hollu głównego sądu portretów sześciu prezesów, kierujących SN w latach 1945-1990, gdyż uznał, że za ich czasów Sąd Najwyższy nie był niezależny i nie zapewniał sędziom gwarancji niezawisłości. Zabawne, że usunięcia portretów byłych prezesów dokonał człowiek, który sam stał się symbolem zależności władzy sądowniczej od Prawa i Sprawiedliwości. Warto zauważyć, że obecny pełniący obowiązki I Prezesa Sądu Najwyższego w ogóle nie jest sędzią. Zanim zaś został skierowany na obecne stanowisko, wyróżnił się m.in. stwierdzeniem, że orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego nie zawsze są ważne i ostateczne, co dotyczyło oczywiście Trybunału jeszcze nie przejętego przez PiS. Tak się złożyło, naturalnie zupełnie przypadkowo, że zaraz potem Kamil Zaradkiewicz został powołany do rady nadzorczej państwowej firmy Naftoport. Ciekawe, czy usunięcie portretów byłych prezesów SN było realizacją polecenia PiS, czy też może wyrazem niezachwianej niezależności obecnego pełniącego obowiązki szefa SN?

Głos lewicy

Po szczycie, o szczycie

 

Kryzys migracyjny

Odrzucenie idei przymusowej relokacji imigrantów jest faktem. Ta idea upadła w czerwcu.
Niemniej Unia poszukuje rozwiązania problemu, które byłoby do zaakceptowanie przez wszystkie państwa członkowskie. Zmierza ku temu na przykład propozycja przewodniczącego PE, Antonio Tajaniego, która – co on sam podkreśla – jest zgodna z sugestiami państw Grupy Wyszehradzkiej. Chodzi o to – i jest to także postulat polskiego rządu – by potrzebującym pomagać na miejscu, na terenie państw i regionów skąd dziś próbują dostać się do Unii. Tam inwestujmy, tam twórzmy miejsca pracy i humanitarne warunki do normalnego funkcjonowania, żeby ludzie stamtąd nie uciekali. Czyli można powiedzieć, że UE szuka rozwiązania, które pozwoli skutecznie zapobiec nowej fali uchodźców.
Następne przedsięwzięcie, to tworzenie europejskiej armii chroniącej nasze pogranicze, szczególnie rejon południowy, śródziemnomorski. Mówimy o 8 tysiącach żołnierzy w ciągu czterech lat.
Pewnie za miesiąc, dwa, będziemy musieli wrócić do problemu.

 

Brexit

Jak na razie rozmowy nie zmierzają do szczęśliwego końca.
Jak się wydaje rząd brytyjski nie jest przygotowany do rzetelnych, merytorycznych i decydujących negocjacji, które doprowadziłyby do zakończenia negocjacji z Unią Europejską. Po prostu obecny rząd Wlk. Brytanii jest na to za słaby.
Grozi więc nam sytuacja, że 29 marca 2019 o północy, kiedy kończy się członkostwo Wlk. Brytanii w Unii Europejskiej, wejdziemy w stan bezumowny, bez uregulowań. A to niestety może oznaczać, że 800 tys. Polaków mieszkających tam, będzie zależeć w dużej mierze od tego, co wewnątrz będzie się w tej sprawie decydować. Unia może być mniej efektywna w obronie ich praw i interesów, niż gdyby sytuacja była uregulowana.
Pamiętajmy jednak, że w gruncie rzeczy mówimy o 4 milionach obywateli. To są Europejczycy mieszkający w Wlk. Brytanii i poddani korony brytyjskiej, mieszkający i pracujący na terenie Unii. Co piąty przypadek, to jest Polak.
Kluczową sprawą dla tych sporów jest kwestia Irlandii i Płn. Irlandii – granicy, która jest między dwoma państwami na jednej wyspie, długiej i dosyć krętej. Nie bardzo sobie wyobrażamy, że kontrola graniczna może tam byś skuteczna. Dziś, gdy Wlk. Brytania jest w Unii, Irlandia Płn. objęta jest wspólnym obszarem celnym. No, ale jak Wlk. Brytania z Unii wyjdzie? Nie wiemy, jak rząd brytyjski do tej sprawy podejdzie.

 

TU – 154

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy uznało, że Rosja powinna zwrócić Polsce wraku samolotu TU 154, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem. Rosyjskie MSZ odpowiedziało, że Rosję to stanowisko do niczego nie zobowiązuje.
Samo podejście Rosji dla mnie zaskoczeniem nie jest, Rosja od dawna zdaje się mówić, że robimy to, co chcemy, kiedy chcemy i w okolicznościach, które my wybieramy. Wyrażam ubolewanie, ale nie jestem zaskoczony.

Prof. Bogusław Liberadzki,
Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego