Protesty na ulicach i co dalej? Dylematy lewicy

Trwają protesty wywołane opublikowaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie usunięcia z obrotu prawnego możliwości przeprowadzania aborcji z uwagi na nieodwracalne wady płodu.

Podnosi się różne argumenty wskazujące na niezgodność takiego orzeczenia z Konstytucją. Wskazuje się na niewłaściwość obsadzenia Trybunału Julii Przyłębskiej z uwagi na uczestnictwo w wydaniu wyroku t.zw sędziów dublerów, na uczestnictwo w składzie orzekającym Krystyny Pawłowicz, która będąc posłanka podpisała wniosek do Trybunału o zakwestionowanie konstytucyjności tej przesłanki dopuszczającej legalną aborcję. Te przesłanki, jakkolwiek istotne nie robią wrażenia na rządzących, którzy traktują prawo instrumentalnie i mają na sumieniu znacznie większe naruszenia Konstytucji.

Podnosi się również zarzut, że Konstytucja gwarantuje ochronę życia człowieka od narodzenia do śmierci, nie precyzując od kiedy zaczyna się to życie. Interpretacja Trybunału Konstytucyjnego z 1993 roku, że życie człowieka zaczyna się od jego poczęcia miała charakter wyraźnie światopoglądowy wynikający z interpretacji katolickiej i powstała pod wyraźnym naciskiem kościelnych hierarchów i też nie była tak kategoryczna jak interpretacja obecnego Trybunału.

Warto zauważyć, że doktryna kościelna dotycząca poglądu, kiedy płód staje się człowiekiem, zmieniała się na przestrzeni wieków i nie może być uznawana za prawdę objawioną .

Ponieważ rządząca partia, ale również część opozycji (np. PSl, Konfederacja , a nawet część posłów KO i Ruch Hołowni) uznaje „prawdy” głoszone przez kościół katolicki za obowiązujące, nie widać w tej chwili szans na uznanie tego argumentu prawnego.

Obecne protesty mają więc w rzeczywistości charakter psychologiczny, pokazania narastającego niezadowolenia z polityki rządzących , którzy narzucają swoja wolę wbrew poglądom większości społeczeństwa. Warto przy tym zauważyć, że nie do końca wiadomo, czy podstawowe postulaty protestów dotyczące liberalizacji przesłanek upoważniających do legalnej mają poparcie większości społeczeństwa. Duża grupa niezadowolonych z wyroku Trybunału stanowią zwolennicy powrotu do t.zw. kompromisu aborcyjnego. Powrót do tego kompromisu jest mentalnie niemożliwy zarówno dla lewicy, która wyraźnie opowiada się za liberalizacja aborcji , jak i dla fundamentalistów po prawej stronie, którzy byli autorami lub popierali wniosek d Trybunału.

Rozwiązaniem byłoby referendum i zapytanie o zdanie całego społeczeństwa, ale nie widać szans na zgodę rządzących dla takiego referendum.

Powstaje zasadne pytanie jaki jest sens dalszych protestów. Odpowiedź musi być pozytywna, ponieważ są przejawem budzącego się z letargu społeczeństwa, zwłaszcza jego młodszej części, dla wyrażenia poglądu, że wygrana w wyborach nie upoważnia rządzących do narzucania rozwiązań zgodnych wyłącznie z ich wizja świata. Przypomina również, że prawa kobiet są integralną częścią zapisanych w Konstytucji wolności obywatelskich. O prawa te walczyła zawsze lewica, a szczególnym impulsem w egzekwowaniu tych praw było przyznanie kobietom praw wyborczych, z inicjatywy pierwszych po wyzwoleniu Polski w roku 1918 rządów , na czele których stanęli działacze Polskiej Partii Socjalistycznej.
Następne, narzucające się pytanie to, czy udział w protestach prowadzonych w obecnej formie to działania, które powinny wyczerpywać aktywność wielu działaczy lewicowych, zwłaszcza, że protesty te stanowią dla rządzących wygodną przykrywkę dla odwrócenia uwagi społeczeństwa od licznych porażek, szczególnie w zakresie zwalczania pandemii i ochrony gospodarki w dobie tej pandemii.

Lewica powinna się skupić na dążeniu do eliminowania podstawowych przyczyn obowiązywania w Polsce przepisów łamiących wolności obywatelskie w zakresie praw kobiet.

Te przyczyny to polityczna dominacja religii w życiu publicznym oraz związane z tym nierozerwalnie kanony wychowania w oświacie.

Czy powszechnie organizowane są protesty przeciwko, lub przynajmniej nieustanne pokazywane są fakty powszechnego łamania zasady rozdziału kościoła i państwa. Rzesze opłacanych przez państwo, czyli obywateli, wierzących i niewierzących, katechetów i kapelanów, uroczystości święcenia obiektów infrastruktury, obfite dotacje do instytucji związanych z kościołem, ostentacyjny udział najwyższych władz w uroczystościach kościelnych to wyraźne cechy państwa wyznaniowego. Budzi to zastrzeżenia nawet wielu wierzących i nie spotyka się z adekwatną reakcja lewicy.

Eliminowanie ze szkół resztek rzetelnej edukacji seksualnej to prosta droga do wzrostu niechcianych ciąż, a tendencje programowe w oświacie to droga do wychowania młodego pokolenia na biernych, lecz posłusznych obywateli. Czy lewica ma jakiś program na przeciwdziałanie tym zjawiskom?

Czy ma plan jak zmobilizować rodziców aby domagali się wprowadzenia takiej edukacji?

Młodzież spontanicznie rezygnuje z uczęszczania na lekcje religii, a wielu rodziców zachowuje wstrzemięźliwość w domaganiu się zmian w systemie oświaty.

Należy podkreślić jeszcze jeden aspekt problemu aborcji. Brak możliwości decydowania o wyborze utrzymania lub pozbycia się ciąży, a w przypadku eugenicznych wad płodu lub po prostu niechcianej ciąży to problem przede wszystkim biedniejszej części społeczeństwa. Zamożni zawsze znajdą wyjście poprzez zabieg aborcji za granicą, mają łatwiejszy dostęp do badań prenatalnych, środków antykoncepcyjnych i pigułki „dzień po”. Dla ubogich jest to często niemożliwe ze względów finansowych, ale także mniejszego dostępu do odpowiedniej informacji.

Wprowadzone przez tarcze finansowe dla ochrony gospodarki przed skutkami pandemii adresowane są głównie do przedsiębiorców, a ochrona pracowników ma się odbywać poprzez mechanizmy utrzymania miejsc pracy, które dla przedsiębiorców są zagadnieniem wtórnym wobec zagadnienia utrzymania istnienia firmy. Czy lewica przygotowała i przedstawiła jakiś program adresowany bezpośrednio do pracowników i tych którzy pracę stracili?

Poważne zajęcie się tymi problemami wymaga programów i długofalowej organizacji działań, które powinny lub wręcz zastąpić doraźne wyrażanie poglądów i wykrzykiwanie haseł w mediach społecznościowych i na manifestacjach.

Plan Lewicy dla gospodarki

– Tarcze, które proponuje rząd często porównujemy do dziurawego wiadra, ponieważ ciągle dolewamy jakąś pomoc, ale tak naprawdę ona nie jest skuteczna – grzmiała podczas konferencji prasowej posłanka Lewicy Beata Maciejewska. Socjaldemokraci mają swoją koncepcję, jak wspierać polską gospodarkę w kryzysie.

Posłowie Lewicy przedstawili 18 stycznia pakiet propozycji wspierania podczas pandemicznych obostrzeń przedsiębiorców oraz pracowników. Dokładniej – przypomnieli swoje propozycje, które formułowali jeszcze wiosną. Rząd postulaty zignorował.

W pierwszej kolejności Lewica chce, by tarcza antykryzysowa przestała być tarczą branżową. Pomoc od państwa powinien uzyskiwać każdy przedsiębiorca, który w skali rok do roku stracił 3/4 przychodu, a nie tylko przedstawiciele wytypowanych branż. Pomoc dla biznesu miałaby ponadto wynieść 15 tys. złotych i trwać minimum sześć miesięcy. Gdyby pandemia nie wygasła – jeszcze dłużej. Przyjmując pomoc publiczną właściciel firmy miałby zobowiązywać się do zachowywania wszystkich miejsc pracy.
Kolejny postulat Lewicy odnosi się do samorządów, których kasa podczas pandemii drastycznie opustoszała. Lewica chce zwiększenia puli pomocy dla gmin i uproszczenia kryteriów jej otrzymywania.

Klub Lewicy upomniał się o kobiety, które w ubiegłym roku były na urlopach macierzyńskim, czy też na urlopie wychowawczym. Zgodnie z obecną tarczą prawo do wsparcia im nie przysługuje, na co zwracali uwagę nie tylko posłowie, ale też działacze związków zawodowych. Tymczasem sprawę można załatwić prosto – obliczając kwotę wsparcia na podstawie ostatniego miesiąca pracy przed urlopem wychowawczym lub urlopem macierzyńskim.

Co z pracownikami, którzy już zostali zwolnieni?

Lewica sugerowała ustanowienie na czas kryzysu powszechnego dochodu gwarantowanego dla tych, którzy nie mają z czego się utrzymać. Z tej możliwości mogliby skorzystać także przedsiębiorcy, których biznesy zbankrutowały.

– Uczciwy system pomocy to taki, w którym państwo odpowiedzialnie bierze na siebie koszty prowadzenia działalności gospodarczej, ale w zamian za zobowiązanie utrzymania miejsc pracy. Lewica w przeciwieństwie do wielu innych partii w Polsce, w tym naszych konkurentów na opozycji, pamięta o tym, że większość Polek i Polaków to pracownicy i pracownice. Pamięta o tym i stoi konsekwentnie po stronie ich stronie, po stronie ich bezpieczeństwa – tłumaczył Adrian Zandberg, wyjaśniając istotę postulatu o gwarantowanym dochodzie. Przypomniał również, jak jego klub parlamentarny starał się wpisać do tarcz rozwiązania wzmacniające pozycję przetargową lokalnej gastronomii – i jak te pomysły zostały odrzucone.

Zandberg skrytykował także rząd za informacyjny chaos i brak konsultacji. – Lewica to jest państwo odpowiedzialne, które działa w przeciwieństwie do tego rządu nie chaotycznie, tylko z wyprzedzeniem. To było bardzo nie fair, że rząd mamił przez wiele miesięcy ludzi mówiąc, że być może nie będzie zamykania gospodarki, a potem na ostatnią chwilę wprowadzał rozwiązania, które obciążały ludzi kosztami, których wielu z nich po prostu nie jest w stanie ponieść – podsumował.

Tarcza antykryzysowa, czy grobowa

Długo nie gościłem na łamach „ Trybuny”. Powodów było kilka. Po pierwsze utrata wiary w to, że pisanie czemukolwiek służy, że ktokolwiek bierze sobie do serca racje jakie w dziennikarskich relacjach są przedstawiane.

Tak się bowiem składa, że nawet „oczywista oczywistość”- mówiąc słowami pewnego polityka- nie jest brana pod uwagę bo decydenci wiedzą i tak lepiej co jest nam potrzebne. Po drugie jako człowiekowi prowadzącemu biznes gastronomiczny bliższe było mi ratowanie firmy za wszelką cenę, a nie słowne potyczki, których i tak nikt nie bierze pod uwagę.

Branża gastronomiczna i hotelarska to w Bieszczadach potęga. W gruncie rzeczy więcej ludzi grzeje stołki tylko w różnego rodzaju urzędach, szkołach. Jest jedna różnica gastronomia, hotele, sklepy, drobne firmy prywatne dają państwu pieniądze, natomiast urzędnicy je tylko przejadają. Nie oznacza to, że urzędy trzeba zlikwidować, ale warto pamiętać o tym, że również urzędnicy powinni też ponieść choćby minimalne koszty z tytułu epidemii koronowirusa.

Rozmawiam z kolegami prowadzącymi lokale gastronomiczne, hotele. Twierdzą np., że od początku października nie sprzedali ani grama alkoholu, piwa. Podobnie było przez prawie trzy miesiące wiosną. No jak myślicie, czy z tego tytułu przysługiwała im jakaś ulga. Otóż nie zwolniono ich nawet z przysłowiowej złotówki z opłaty za zezwolenie na handel alkoholem.

Kolejny przykład „pomocy” samorządu dla lokalnych firm to odbiór śmieci. Każdy z nas mieszkający np. w prywatnym domu płaci za wywóz śmieci ryczałt roczny. W moim przypadku ja z żoną płacimy coś ponad sześćset zł rocznie. Nie jest tutaj istotne ile tych śmieci produkujemy, może to być worek miesięcznie, może to być dziesięć worków lub wcale, ale kwota opłaty jest stała. Inaczej ma się sprawa z przedsiębiorstwami, tutaj cena za worek dajmy na to plastikowych butelek po napojach kosztuje każdorazowo 30 zł. Dla porównania podam ceny jakie płacimy za pełnowartościowe produkty spożywcze. Otóż za worek ziemniaków płacimy około 10 zł, mniej więcej tyle samo kosztuje worek marchwi, buraków. Jaki widać worek śmieci jest trzykrotnie droższy od spożywczych produktów. To absurd. Czym się to skończy, ano tym że obrzeża lasów znów będą pełne śmieci.

Legalnie działające hotele świecą pustkami, bowiem mamy zakaz przyjmowania gości. By przyłapać hotelarzy dzwoniono do nich z dziwnych telefonów z zastrzeżonymi numerami z pytaniem o wolne miejsca. Rząd bowiem próbuje zabrać firmą to co dał wiosną. A dawał w dziwny sposób. Za spadek obrotów rzędu 70 procent, na jeden etat słynna Tarcza Antykryzysowa miała płacić 24 tysiące zł. Miałem na koniec roku pracowników na 3,5 etatu. Wspaniałomyślna Tarcza przysłała mi 12 tysięcy zł., czyli tyle co za 0,5 etatu. Żadne reklamacje na nic się nie zdały, bo Tarcza działała na zasadzie rozmowy „dziada z obrazem” czyli mówił dziad do obrazu a obraz do niego ani razu. Pal licho te pieniądze, ale pracownicy, gdy o tym mówiłem znacząco kiwali głowami, czyli byli przekonani, że swoje dostałem. Te 12 tysięcy trzymam do dziś, bo wiem że rząd znajdzie jakiś prawny kruczek bym te pieniądze zwrócił, może nawet z nawiązką.

Tymczasem gospodarstwa agroturystyczne przyjmowały i przyjmują w tej chwili gości, bez jakichkolwiek obaw. Wszak gość w agroturystyce może być w razie kontroli członkiem rodziny który przyjechał w odwiedziny. Przypomnę co to jest kwatera agroturystyczna. Otóż to wynajęcie prywatnych domowych pokoi dla maksimum 16 osób z możliwością ich karmienia. Od tego właściciel nie płaci podatku, nie musi spełniać wymogów przeciwpożarowych, nie jest kontrolowany przez Sanepid. Sam znam takie kwatery agroturystyczne, które przyjmują po dwa autokary turystów. Po prostu domy albo już hotele dzieli się na kilka osób w rodzinie i 16 przemnożone dajmy na to przez pięć, daje dokładnie 80 miejsc noclegowych.

Dopiero w sobotę Pan premier Morawiecki wspaniałomyślnie powiedział co czeka naszą branżę. Mamy zakaz działalności do 27 grudnia, który następnie przedłużono do 17 stycznia 2021 roku. Zakładam, że ten czas zostanie wydłużony bo nie wierzę by można było legalnie działać przed wyszczepieniem około 70 procent Polaków. Tak więc styczeń okres dobry dla branży będzie będzie tym razem martwy. Mamy już kolejny martwy miesiąc, a pomocy ze strony rządu ani widu, ani słychu. To co ludzie z branży odłożyli w wakacje dawno zostało wydane, teraz idzie czas na tworzenie płatniczych zaległości i oczekiwanie na jakąkolwiek pomoc. Biorąc pod uwagę to iż Sejm z uchwałą pomocy poszkodowanym przez koronowirusa przekładał obrady o dwa tygodnie, karze się spodziewać, że pomoc też przyjdzie gdzieś w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Jest jeszcze jedno pytanie czym różni się hotel, restauracja od kościoła, sklepu, galerii. W mojej restauracji mogę posadzić klientów tak, że jeden drugiego nie widzi, bo lokal ma 300 m2 i jest podzielony na trzy osobne pomieszczenia. Ludzie w sklepie, przechodzą obok siebie, stoją jeden za drugim w kolejce, podobnie jest w kościołach. W czym jesteśmy gorsi, a może chodzi o to by McDonalds i Pizza Hut i inne sieci mogły wejść w nasze miejsce.

Mamy was wszystkich za nic!

Rafał Trzaskowski zatrzymał didżejski set w klubie i przez trzy dni rządowa telewizja miała używanie. I kiedy wszyscy sądzili, że nic gorszego Polski już nie spotka, PiS przypomniał o swoim istnieniu. Niestety.

Rodacy! Nadejszła wiekopomna chwila; o tym dniu Wasze dzieci i wnuczęta będą się uczyć z książek do historii, o ile oczywiście nie napisze ich pisowski historyk. 16 września dobra zmiana przeszła samą siebie w bezczelności i przez aklamację zwyciężyła w ogólnopolskim konkursie plucia ludziom w twarz. Projekt wniesiony przez posłów PiS, zakłada m.in. uzupełnienie przepisów tzw. tarczy antykryzysowej 2.0 o następujący zapis: „nie popełnia przestępstwa, kto w celu przeciwdziałania COVID-19 narusza obowiązki służbowe lub obowiązujące przepisy, jeżeli działa w interesie społecznym i bez naruszenia tych obowiązków lub przepisów podjęte działanie nie byłoby możliwe lub byłoby istotnie utrudnione”.

Różne rzeczy polski Sejm widział przez dwie ostatnie kadencje; za śp. Leppera też działy się cuda-wianki, ale takiej akcji nikt jeszcze nie miał śmiałości przeprowadzić. I do tego w biały dzień. Pod osłoną nocy towarzystwo miało już jako takie doświadczenie z łamaniem kręgosłupów i konstytucji, ale żeby tak za dnia, kiedy wszyscy widzą? Chociaż, z drugiej strony, nawet jakby po tym wszystkim opozycja za bardzo gardłowała a w sondażach dobrej zmianie tąpnęło, zawsze można głosowanie unieważnić, o czym mieliśmy już okazję się przekonać na początku kadencji i marszałkowania marszałkini Witek.

Teraz już wiem na pewno: oni naprawdę mają nas za idiotów. Jeśli ktoś chce wprowadzać podobne zapisy do polskiego prawa, robi to nie po to, żeby ułatwić urzędnikowi, który pracuje w małej gminie, uchronienie rodzinnej firmy przed bankructwem. W imię bowiem tych zapisów, i, co ma się rozumieć, odpowiedniej argumentacji przed sądem którą ten podzieli, nie popełni przestępstwa pracownik administracji, który odstąpi od czynności, żeby nie dać zdechnąć z głodu sklepikarzowi, gospodarującemu na miejskim gruncie i nie ma z czego opłacić podatku od nieruchomości. Trudno mi jednak wyobrazić sobie podobne postawy pośród kasty urzędniczej, zwłaszcza w administracji skarbowej, choć bardzo chciałbym się mylić.

Zapis cytowany wyżej, to nic innego jak prezent władzy dla ludzi władzy, konkretnie dla dwóch jej najdostojniejszych wyrośli: ministra Jacka i eksministra Łukasza. Pierwszy może beknąć i to grubo, za przewalenie 70 milionów za damski członek. Wyrok sądu administracyjnego w Warszawie dał asumpt do tego, żeby wziąć się za przewał z kopertowymi wyborami. Ale, w związku z tym, że wchodzi w życie ustawa o tarczy a wraz z nią zwalnia się urzędnika z odpowiedzialności za łamanie prawa, jeśli robi to w imię świętej racji ojczyźnianej, a tak przecież było w wypadku Sasina, to i nie ma sprawy. Podobnie z Szumowskim i jego respiratorami, których nikt do dziś nie widział. Dajmy na to, że kiedyś, kiedy nadarzy się okazja, ktoś weźmie się i za ten wałek. Głupio tak zostawić swoich chłopców bez broni na placu boju. Przyszykowano więc im szalupę ratunkową, którą mogą się bezpiecznie ewakuować do mysiej dziury, albo dokąd im się zamarzy. Choćby do Hiszpanii, jeśli tylko wznowią loty. A jak nie wznowią, to przecież nic wielkiego się nie stanie. Nawet jak się ktoś poskarży, że decyzja nie miała żadnego, merytorycznego uzasadnienia, zawsze będzie można powiedzieć, że rządowy pełnomocnik działa może i wbrew obowiązującym przepisom, ale epidemia covid-19 spowodowała, że przesunęły mu się granice trzeźwego myślenia i źle ocenił sytuację, a przy obecnym prawodawstwie ukarać go nie sposób. Genialne w swojej prostocie. Tylko pomroczność jasna może konkurować.

W obronie młodych mam

Kolejna sprawa, o którą parlamentarna Lewica będzie walczyła we współpracy z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych, to zasiłki macierzyńskie. Okazuje się bowiem, że kolejnym „nieprzewidzianym” przez rząd skutkiem ustanowienia tarcz antykryzysowych było ich obniżenie.

To efekt przyjęcia w tarczach założenia, że określone formy pomocy państwowej są dostępne tylko dla przedsiębiorców, którzy sami zaczną w firmie oszczędzać – kosztem załogi. Obniżanie wymiaru czasu pracy i konsekwentnie obniżka pensji uderzyły potrójnie w kobiety, które w 2020 r. spodziewały się dziecka, a potem je urodziły.

– Art. 15g ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, który umożliwia obniżanie wymiaru czasu pracy i obniżenie wynagrodzenia – wywołuje negatywne skutki w zakresie świadczeń dla matek z tytułu urodzenia dziecka. Obecnie, w wyniku tych przepisów podstawę wymiaru zasiłku macierzyńskiego stanowi wynagrodzenie ustalone na podstawie nowego, obniżonego wymiaru czasu pracy. Taka sytuacja ma miejsce nawet w przypadku, gdy w okresie pobierania zasiłku nastąpi przywrócenie pełnego wymiaru czasu pracy. Rozwiązanie to jest krzywdzące i niesprawiedliwe w stosunku do kobiet, które przed wejściem w życie rozwiązań antykryzysowych odprowadzały składkę od nieobniżonej pensji – argumentuje OPZZ, apelując do rządu o odpowiednią autopoprawkę do antykryzysowej ustawy.

Sprawę popierać będzie w Sejmie klub Lewicy – na konwencji, gdzie ogłoszono Jesienną ramówkę, padła jednoznaczna deklaracja. Projekt ustawy w sprawie zasiłków macierzyńskich będzie jednym z priorytetów socjaldemokratów.

– Matki z niemowlętami przy piersi nie zmienią pracy na korzystniejszą, nie dorobią sobie i wreszcie – nie wyjdą protestować na ulice. Jeżeli państwo zawodzi mamy malutkich dzieci, zawodzi nas wszystkich – powiedziała na niedzielnej konwencji posłanka Anita Kucharska-Dziedzic.

Rząd się wyżywi

Ta riposta Jerzego Urbana, wówczas rzecznika rządu gen. Jaruzelskiego , wypowiedziana w latach osiemdziesiątych, przeszła do historii jako symbol arogancji władzy. Teraz ciśnie się na usta na nowo.

W piątek 14 lipca 2020 spotkały się dwie wiadomości.

Pierwsza to ogłoszone przez GUS wstępne wyniki gospodarcze za drugi kwartał 2020, z których wynika, że PKB skurczyło się w II kwartale b.r. o ponad 8 proc. Druga to informacja o uchwaleniu przez Sejm ustawy o podwyżce od 40 proc. do ponad 50 proc. wynagrodzeń osób pełniących najważniejsze funkcje w państwie: prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu, posłów i senatorów, ministrów i v-ce ministrów, wojewodów itp.. Koincydencja czasowa tych dwóch wiadomości chyba nie jest przypadkowa i nasuwa skojarzenia o których piszę dalej.

Za uchwaleniem ustawy głosowali posłowie PiS, ale także znaczna część posłów opozycji.

Niedawno Sejm, również głosami części opozycji przegłosował ustawy t.zw tarcza antykryzysowa, w której rzekomo w celu ratowania gospodarki zapisano możliwość obniżania wynagrodzeń dla zatrudnionych. Wielu przedsiębiorców skwapliwie z tego skorzystało.

Jako wyjątkową perfidię trzeba więc traktować stwierdzenie, które znalazło się w uzasadnieniu projektu wygłoszonego przez posła PiS Jarosława Zielińskiego.

„Wniosek spełnia oczekiwania, żeby państwo było skromne, ale wynagrodzenia odnosiły się do tego co się dzieje na rynku” Poseł miał tu na myśli wzrost wynagrodzeń w gospodarce w ostatnich dwóch latach. Zapomniał dodać, że w świetle ostatnich statystyk to już przeszłość.

PiS oczekuje od społeczeństwa zaciskania pasa, ale uważa, że nie dotyczy to rządowych elit.

PiS liczy, często słusznie na krótką pamięć wyborców. Dwa lata temu w imię populistycznych haseł i autopromocji Prezesa Kaczyńskiego, wynikającej z oburzenia wyborców na przyznanie sobie przez rząd Beaty Szydło olbrzymich nagród, obniżono pensje posłów i senatorów oraz członków rządu o 20 proc.

Przy okazji obniżono też odgórnie wynagrodzenia samorządowców, o których wysokości ,w imię zasad samorządności, powinny decydować organy samorządu.

PiS będąc w opozycji uważał, że dotacje dla partii politycznych są za duże. Teraz, bez żenady, uchwalił ich znaczące podwyższenie.

Dziwi tylko, że swoim zwyczajem PiS nie umieścił zapisów proponowanej ustawy w zapisach dotyczących walki z pandemią. Nietrudno przecież uzasadnić, że podwyżki te spowodują lepszą pracę tych, których dotyczą i dzięki temu sprawniej będą przeciwdziałać skutkom gospodarczym pandemii. Żartuję sobie- myślę, że niekoniecznie.

Oburzenie budzi, że znaczna część opozycji, mając na co dzień usta pełne frazesów o pazerności członków obozu rządzącego, często zresztą bardzo słusznych, dała się przekupić w imię własnych korzyści finansowych. Jeśli dali się raz masowo przekupić to w przyszłości niektórzy z nich mogą czuć się usprawiedliwieni, że ulegną obietnicom PiS i zasilą ten obóz w imię nowych korzyści.

Opozycjo- dałaś się złapać w sprytnie zastawione sidła.
Nie znajduję zrozumienia dla faktu, że za ustawą głosowała znaczna część posłów lewicowych.

Niestety, stosunkowo krótko po wyborach, lewica pokazuje, że daleko jej do zwartości i zachowania pryncypialności w głoszonych poglądach.

Protestują medycy

Przez to, że 7 sierpnia stolica była areną starć aktywistów LGBT i opozycji z policją, niemal niezauważony przez główne media, dzień później przeszedł ulicami Warszawy pochód pracowników medycznych. A przecież to bardzo ważny protest.

Przeszli spod siedziby Ministerstwa Zdrowia do Sejmu. Sprzeciwiali się zaplanowanym przez ministerstwo sprawiedliwości zmianom w kodeksie karnym, które obciążą ich odpowiedzialnością za niezawinione błędy medyczne. Protestujący domagali się też podniesienia nakładów na służbę zdrowia.

Warto zauważyć, że przepisy, które przewidują karanie pracowników służby zdrowia za niezawinione błędy, zostały wprowadzane cichaczem, niejako tylnymi drzwiami w pakiecie z tzw. Tarczy 4.0. Chodzi o zmiany przepisów dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci (art. 155 k.k.), nieumyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 156 § 2 k.k.), narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia, czy ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 § 1 i 2 k.k.) oraz nieumyślnego sporządzenia fałszywej opinii przez biegłego lub eksperta w postępowaniu karnym lub cywilnym (art. 233 § 4a k.k.). Eksperci wskazują, że zmiana oznacza, że możliwości orzekania łagodniejszej kary będą znacznie ograniczone.

Niesione przez protestujących transparenty głosiły: „Pozwólcie nam lepiej pracować”, „Stop straszeniu medyków”, „Nie damy się zastraszyć”, „Nie związujcie nam rąk”.

Pochód przeszedł pod gmach Sejmu, gdzie ustawione taczki z przeznaczeniem dla polityków, których fotografie były umieszczone właśnie na nich: Szumowskiego Ziobry, Karczewskiego. Demonstranci chcieli zademonstrować brak zaufania to tych polityków.
„Nie ma naszej zgody na karanie nas za to, że ratujemy ludzkie życia!”, napisali na Facebooku protestujący.

Protest, zorganizowany przez Porozumienie Zawodów Medycznych, poparła Naczelna Izba Lekarska.

Represyjna tarcza

Szeroko reklamowana przez rządowe media Tarcza 4.0 ma pomóc Polsce przejść suchą nogą przez kryzys, który jest jednym z dotkliwych skutków pandemii. Czemu jednak tak wiele miejsca poświęca się w niej podwyższeniu kar więzienia dla np. lekarzy?

Tarcza 4.0, którą parlament sprawnie przyjął, a prezydent Duda ochoczo podpisał, zamienia Polskę w kraj wyjątkowo represyjny. I to mimochodem, niby na marginesie innych zmian, skądinąd również wyjątkowo jednostronnych, stojących na straży interesów biznesu i (większych) pracodawców, w żadnym zaś wypadku klasy pracującej.

Art. 38 ustawy zmienia kodeks karny, zgodnie z tendencją wyznawanych przez PiS wartości, w kierunku jego większej dolegliwości. I tak artykuł 37 kodeksu karnego, mówiący o orzekaniu kar więzienia do tej pory zostawiał furtkę dla łagodniejszego potraktowania sprawców przestępstw zagrożonych karą nieprzekraczającą 8 lat więzienia. W starym zapisie sąd mógł zamiast tej kary orzec grzywnę lub karę ograniczenia wolności.
Teraz sąd ma znacznie ograniczoną możliwość takich działań.

Nowy zapis zawęża możliwość zamiany kary więzienia na grzywnę lub ograniczenie wolności (ale nie niższą niż 3 miesiące) jedynie wtedy, gdy hipotetyczna kara wynosiłaby mniej niż rok więzienia.

Dotyczy to takich przestępstw jak fałszerstwa, handel narkotykami, znieważenie prezydenta (tak!), nieumyślny błąd w sztuce lekarskiej lub – co wzbudziło szczególne oburzenie organizacji feministycznych – pomocnictwo w aborcji.

W praktyce oznacza to zwiększenie surowości orzekanych przez sąd kar. Właśnie z powodu zaznaczenia, że ten zapis dotyczyć będzie także nieumyślnych błędów medycznych lub pomocy w aborcji, lekarze rozważają protest przeciwko tym zmianom.

Rozważane są takie formy jak strajk włoski, zwolnienie lekarskie lub strajk pełny polegający na zaprzestaniu pracy, czyli odejściu od łóżek pacjentów. Lekarze wskazują, że takie zapisy powodują efekt mrożący czyli zaniechanie wykonywania ryzykownych procedur medycznych, te bowiem są obarczone znacznie większym ryzykiem popełnienia nieumyślnego błędu medycznego.

W komentarzach w sieciach społecznościowych wskazuje się, że ten kierunek surowszego traktowania tej grupy zawodowej ma swe źródło w konfliktach, jakie obecny minister sprawiedliwości i jego rodzina toczyli z lekarzami m.in. w związku ze śmiercią ojca ministra. Co zaś się tyczy zaostrzania kar za aborcję lub udzielenie pomocy przy jej przeprowadzeniu – obsesja prawicy w tej sprawie znana jest od dawna.

O tarczę 5.0 – tarczę społeczną

Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa domaga się przygotowania przez obóz rządzący tarczy 5,0, która zwiększyłaby stabilność zatrudnienia i ograniczyła skalę bezprawia na rynku pracy.

Stanowczo protestujemy przeciwko dalszemu uśmieciawianiu rynku pracy i wykorzystywaniu epidemii koronawirusa dla omijania prawa pracy. Naszym zdaniem epidemia to czas, który powinien być wykorzystany dla wzrostu stabilności pracy i radykalnego ograniczenia umów niestandardowych.

O szacunek dla kodeksu pracy

Przede wszystkim domagamy się bezwzględnego egzekwowania zasady, zgodnie z którą gdy jest określone miejsce i czas pracy oraz istnieje podległość służbowa, pracodawca ma obowiązek zatrudnienia na etat niezależnie od woli stron. Nieprzestrzeganie tej zasady powinno wiązać się z wysokimi karami dla pracodawców i natychmiastową zamianą śmieciówki na etat. Dotyczy to między innymi wszystkich pracowników służby zdrowia, górnictwa, gastronomii, ochrony czy handlu. To zawody, w których jasno określone są kodeksowe wymogi pracy etatowej i umowy niestandardowe powinny być całkowicie zakazane. Dotyczy to też Polskich Linii Lotniczych LOT, w których niezgodnie z prawem są zatrudniani piloci i stewardessy w ramach samozatrudnienia.

Mocniejsza inspekcja

Aby ułatwić respektowanie prawa dotyczącego wymogu zatrudniania na etat, Państwowa Inspekcja Pracy powinna otrzymać kompetencje zamiany śmieciówek na etaty z natychmiastową wykonalnością. Uważamy też, że Inspekcja Pracy powinna być wzmocniona poprzez przyznanie przedstawicielom związków zawodowych wszystkich kompetencji inspektorów PIP. A zatem związkowcy również powinni zdobyć możliwość ustalania stosunku pracy i karania mandatami nieuczciwych pracodawców.

Zamknąć sprawę śmieciówek

Zarazem w związku z koronawirusem uważamy, że rząd powinien zachęcać do zamiany umów niestandardowych na etaty. W wyjątkowej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, firmy mogłyby dostać możliwość zamiany umów niestandardowych zawartych z pracownikami na etaty bez ponoszenia kar za dotychczasowe unikanie umów o pracę. Dzięki temu czas kryzysu posłużyłby do ograniczenia skali bezprawia i zwiększenia stabilności na rynku pracy.

Układy zbiorowe

Postulujemy też wprowadzenie obowiązku zawierania branżowych układów zbiorowych. Przedstawiciele pracodawców i strony pracowniczej powinni zawierać porozumienia obowiązujące wszystkie firmy działające w obrębie danej branży. Takie porozumienia wyznaczałyby zasady dotyczące wysokości płac, czasu pracy czy wypłacania premii dotyczące wszystkich pracowników zatrudnionych w każdej z branż. To wyzwanie, przed którym stoją partnerzy społeczni w najbliższych miesiącach.
Natomiast w trybie natychmiastowym rząd powinien ograniczyć możliwość wypowiadania już podpisanych układów zbiorowych i porozumień płacowych w zakładach pracy. Skoro w kolejnych tarczach firmy otrzymują wysokie wsparcie na utrzymanie miejsc pracy, to trudno się zgodzić z odbieraniem pracownikom bezpieczeństwa zatrudnienia.

Nie dla zwolnień w budżetówce

Wreszcie stanowczo protestujemy przeciwko zwolnieniom i cięciom w sektorze budżetowym i samorządowym. Czas epidemii to okres, gdy rola państwa i samorządu jest szczególnie istotna w pomocy obywatelom. Dlatego w ramach Tarczy 5,0 rząd powinien uruchomić dodatkowe środki, które pozwoliłyby na ochronę miejsc pracy w sferze budżetowej i samorządowej.

Autor jest przewodniczącym związku zawodowego Związkowa Alternatywa.

Lewica poprawia tarczę

Dlaczego, gdy pracownik zatrudniony przed kryzysem na umowie śmieciowej chce ubiegać się o tzw. świadczenie postojowe, musi liczy w tej sprawie na dobrą wolę (byłego) pracodawcy? Parlamentarzyści Lewicy zawnioskują o wprowadzenie takiej poprawki do tarczy antykryzysowej, która pozostawi tę sprawę w gestii samych pracowników.

Osoby, które przed wybuchem koronawirusowego kryzysu były zatrudniane w oparciu o umowy cywilnoprawne znalazły się w marcu w fatalnej sytuacji. Dziesiątki tysięcy, np. zatrudnionych w gastronomii, kulturze czy branży turystycznej i hotelarskiej, straciło zajęcie. Rząd przewidział dla nich zaledwie symboliczną pomoc – nieco ponad 2000 zł postojowego maksymalnie przez trzy miesiące. A wniosek o tak pomoc musi złożyć zleceniodawca, czyli były pracodawca.
Tymczasem, jak przekonują się od kilku tygodni związkowcy oraz posłowie Lewicy oferujący w swoich biurach bezpłatne porady prawne, część przedsiębiorców wcale się do tego nie pali. Są nawet tacy, którzy potrafią wprost odmówić pracownikom złożenia dokumentów, od których zależy uzyskanie przez nich państwowego wsparcia, czyli często jedynego osiągalnego dochodu. Skupieni na ratowaniu biznesów, nie chcą przyznawać się, że zatrudniali na umowach śmieciowych tam, gdzie były spełnione przesłanki zawarcia umowy o pracę przewidziane przez (ciągle jeszcze aktualny) kodeks pracy. Mówiła o tym na konferencji prasowej posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek.
– Rząd tak skonstruował tzw. Tarczę Antykryzysową, że bardzo dużo osób, które pracują na śmieciówkach, praktycznie nie otrzymało prawa do postojowego, ponieważ o te świadczenie musi zawnioskować podmiot, który na tę umowę śmieciową zatrudnia – sekundował jej klubowy kolega Adrian Zandberg. – Wielu pracodawców chce się trzymać z dala od instytucji, które mogłyby sprawdzić to, że wielu pracowników powinno mieć normalne umowy o pracę. Efekt jest opłakany, ponieważ wiele osób, które naprawdę potrzebują wsparcia, nie otrzymują pomocy.
Ratunkiem ma być poprawka, którą Lewica zgłosi w Senacie. Pozwoli ona osobom zatrudnionym na śmieciówkach samodzielnie składać wnioski o postojowe.
Zandberg wyraził przekonanie, że PiS na wcześniejszych etapach wdrażania tarcz „nie zorientował się, że problem jest realny”. Teraz socjaldemokraci dają mu szansę, by się poprawić.
małgorzata kulbaczewska-figat