Plan Lewicy dla gospodarki

– Tarcze, które proponuje rząd często porównujemy do dziurawego wiadra, ponieważ ciągle dolewamy jakąś pomoc, ale tak naprawdę ona nie jest skuteczna – grzmiała podczas konferencji prasowej posłanka Lewicy Beata Maciejewska. Socjaldemokraci mają swoją koncepcję, jak wspierać polską gospodarkę w kryzysie.

Posłowie Lewicy przedstawili 18 stycznia pakiet propozycji wspierania podczas pandemicznych obostrzeń przedsiębiorców oraz pracowników. Dokładniej – przypomnieli swoje propozycje, które formułowali jeszcze wiosną. Rząd postulaty zignorował.

W pierwszej kolejności Lewica chce, by tarcza antykryzysowa przestała być tarczą branżową. Pomoc od państwa powinien uzyskiwać każdy przedsiębiorca, który w skali rok do roku stracił 3/4 przychodu, a nie tylko przedstawiciele wytypowanych branż. Pomoc dla biznesu miałaby ponadto wynieść 15 tys. złotych i trwać minimum sześć miesięcy. Gdyby pandemia nie wygasła – jeszcze dłużej. Przyjmując pomoc publiczną właściciel firmy miałby zobowiązywać się do zachowywania wszystkich miejsc pracy.
Kolejny postulat Lewicy odnosi się do samorządów, których kasa podczas pandemii drastycznie opustoszała. Lewica chce zwiększenia puli pomocy dla gmin i uproszczenia kryteriów jej otrzymywania.

Klub Lewicy upomniał się o kobiety, które w ubiegłym roku były na urlopach macierzyńskim, czy też na urlopie wychowawczym. Zgodnie z obecną tarczą prawo do wsparcia im nie przysługuje, na co zwracali uwagę nie tylko posłowie, ale też działacze związków zawodowych. Tymczasem sprawę można załatwić prosto – obliczając kwotę wsparcia na podstawie ostatniego miesiąca pracy przed urlopem wychowawczym lub urlopem macierzyńskim.

Co z pracownikami, którzy już zostali zwolnieni?

Lewica sugerowała ustanowienie na czas kryzysu powszechnego dochodu gwarantowanego dla tych, którzy nie mają z czego się utrzymać. Z tej możliwości mogliby skorzystać także przedsiębiorcy, których biznesy zbankrutowały.

– Uczciwy system pomocy to taki, w którym państwo odpowiedzialnie bierze na siebie koszty prowadzenia działalności gospodarczej, ale w zamian za zobowiązanie utrzymania miejsc pracy. Lewica w przeciwieństwie do wielu innych partii w Polsce, w tym naszych konkurentów na opozycji, pamięta o tym, że większość Polek i Polaków to pracownicy i pracownice. Pamięta o tym i stoi konsekwentnie po stronie ich stronie, po stronie ich bezpieczeństwa – tłumaczył Adrian Zandberg, wyjaśniając istotę postulatu o gwarantowanym dochodzie. Przypomniał również, jak jego klub parlamentarny starał się wpisać do tarcz rozwiązania wzmacniające pozycję przetargową lokalnej gastronomii – i jak te pomysły zostały odrzucone.

Zandberg skrytykował także rząd za informacyjny chaos i brak konsultacji. – Lewica to jest państwo odpowiedzialne, które działa w przeciwieństwie do tego rządu nie chaotycznie, tylko z wyprzedzeniem. To było bardzo nie fair, że rząd mamił przez wiele miesięcy ludzi mówiąc, że być może nie będzie zamykania gospodarki, a potem na ostatnią chwilę wprowadzał rozwiązania, które obciążały ludzi kosztami, których wielu z nich po prostu nie jest w stanie ponieść – podsumował.