Dwa olimpijskie medale dla Bencić

Szwajcarka Belinda Bencic zdobyła złoto w tenisie pokonując w finale Czeszkę Marketę Vondrousovą 7:5, 2:6, 6:3. Brązowy medal zdobyła Ukrainka Jelina Switolina po wygranej z Jeleną Rybakiną z Kazachstanu.

Finałowy mecz trwał 2,5 godziny. To największy w karierze sukces Bencic, która zajmuje 12. miejsce w światowym rankingu. W niedzielę 24-letnia zawodniczka zdobyła jeszcze drugi medal – tym razem srebrny, po porażce w finale debla. Bencić i jej rodaczka Viktoria Golubic przegrały z Czeszkami Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą 5:7, 1:6. Ale Szwajcarzy i tak mają powody do dumy, bo tenisistki podtrzymały pasmo olimpijskich sukcesów – z ostatnich czterech igrzysk przynajmniej jeden medal w tenisie zdobywali gracze z tego kraju, m.in. Martina Hingis i Roger Federer, którego zabrakło w Tokio z powodu kontuzji kolana. W meczu o brązowy medal Switolina pokonała Rybakinę 1:6, 7:6(5), 6:4. Sklasyfikowana na szóstym miejscu w rankingu WTA Ukrainka tuż przed igrzyskami wyszła za mąż za znanego francuskiego tenisistę Gaela Monfilsa i z Tokio bardzo chciała przywieźć mu w ślubnym prezencie złoty medal, lecz z półfinale przegrała z Marketą Vondrusovą 3:6, 1:6 i została jej tylko walka o brąz.
Polskie tenisistki odpadły z gry we wcześniejszych fazach turnieju olimpijskiego – Magda Linette zakończyła udział już w I rundzie zarówno w singlu, jak i w deblu (grała w parze z Alicją Rosolską). Iga Świątek doszła do drugiej rundy, ale trafiła na fantastycznie usposobioną tego dnia Hiszpankę Paulę Badosę i doznała porażki 3:6, 6:7(4). Trochę dalej zaszła w grze mieszanej grając w parze z Łukaszem Kubotem, ale w 1/4 finału polski mikst nie dał rady rosyjskiemu duetowi Jelena Wiesnina – Asłan Karaczem i przegrał 4:6, 4:6.
Świątek chyba najbardziej z szóstki naszych reprezentantów przeżyła niepowodzenie, ale też do niej rozczarowani kibice mieli chyba najwięcej pretensji za brak medalu. 20-letnia warszawianka w mediach społecznościowych zapewniała swoich fanów, że z nieudanych zmagań w Japonii wyciągnie wnioski.

Furia Novaka Djokovicia

Do półfinału olimpijskiego turnieju w Tokio Novak Djoković zmiatał rywali z kortu i był murowanym faworytem do złota w singlu, a także w mikście parze z Niną Stojanović. Serbski tenisista wróci jednak do domu bez żadnego trofeum.

Lider rankingu ATP po triumfie w Wimbledonie trochę się wahał czy wystartować w turnieju olimpijskim, ostatecznie jednak wybrał się do Tokio. Przeważyła w nim sportowa ambicja, albowiem po trzech tegorocznych triumfach w turniejach Wielkiego Szlema (Australian Open, French Open i Wimbledonie) pojawiła się przed nim szansa na zdobycie tzw. Złotego Wielkiego Szlema. Ten laur przyznaje się zwycięzcy w jednym roku czterech imprez wielkoszlemowych (do wymienionych dochodzi jeszcze US Open) oraz zdobywcy złotego medalu olimpijskiego. Do tej pory w historii tenisa dokonała tego tylko legendarna niemiecka tenisistka Steffi Graf, która w 1988 roku zdołała skompletować pięć takich triumfów. 34-letni Djoković miał więc ogromną chrapkę na powtórzenie jej osiągnięcia. Nic jednak z jego planów nie wyszło, bo w półfinale olimpijskiego turnieju w Tokio zniweczył je 24-letni reprezentant Niemiec Alexander Zverev, który nieoczekiwanie zwyciężył Djokovicia 1:6, 6:3, 6:1, a w niedzielę sięgnął po złoty medal. Przegrywając walkę o awans do finału pokazał niestety też swoje gorsze oblicze – wybuchy wściekłości, rzucanie rakietą o kort, przekleństwa i kłótnie z sędziami. A jeszcze tego samego dnia stracił też szansę na złoto w grze mieszanej, przegrywając wraz z Niną Stojanović półfinałowy mecz z rosyjskim mikstem Jelena Wiesnina – Asłan Karaczew 6:7(4), 5:7.
W sobotę na pocieszenie Djoković mógł jednak jeszcze zdobyć dwa brązowe medale, ale w meczu o trzecie miejsce przegrał z Hiszpanem Pablo Carreno Bustą 4:6, 7:6(6), 3:6, a po tej porażce pod pretekstem urazu barku oddał walkowerem mecz o brązowym medal w mikście z australijską parą Ashleigh Barty – John Peers. Do domu wróci jako jeden z największych przegranych igrzysk, wątpliwe jednak by swoim paskudnym zachowaniem wzbudził współczucie.

IO Tokio 2020/21: Świątek i Kubot za burtą turnieju miksta

Iga Świątek i Łukasz Kubot w I rundzie miksta pokonali francuski duet Fiona Ferro – Pierre-Hugues Herbert 6:3, 7:6(3) i w 1/4 finału o awans do strefy medalowej zagrali z rosyjską parą Jelena Wiesnina – Asłan Karaczew.

W losowaniu par I rundy polski mikst trafił na hiszpański duet Paula Badosa – Pablo Carreno Busta i kibice już ostrzyli sobie apetyty na wielki rewanż Świątek na Badosie za porażkę w trzeciej rundzie turnieju singlowego. Nic jednak z tego nie wyszło, bowiem hiszpańska tenisistka w środę w ćwierćfinałowym pojedynku z Czeszką Marketą Vondrusovą doznała udaru słonecznego i musiała po przegranym 3:6 pierwszym secie skreczować. W grze mieszanej też nie mogła więc wystąpić i w tej sytuacji organizatorzy turnieju w ostatniej chwili dokonali zmiany z turniejowej drabince miksta, desygnując do gry przeciwko polskiej parze Francuzów – Fionę Ferro i Pierre’a-Huguesa Herberta.
Dla Kubota i Świątek bynajmniej nie była to korzystna zmiana, bo 30-letni Herbert to utytułowany deblista, mający w dorobku triumfy we wszystkich turniejach wielkoszlemowych. M.in. wygrał w parze z rodakiem Nicolasem Mahutem tegoroczny French Open. Ale na korcie liczą się głównie aktualna forma, motywacja i wola walki. A te atuty były po stronie polskiej pary. Wyraźnie niedysponowany Herbert przegrał dwa swoje podania i dzięki temu biało-czerwoni po 37 minutach walki wygrali pierwszego seta 6:3. Kubot doskonale grał przy siatce, a Świątek potrafiła zaskoczyć nawet Herberta podczas wymian z głębi kortu. Drugi set był bardziej zacięty i wyrównany. Trwał godzinę i sześć minut, a Kubot i Świątek złamali opór francuskiej pary dopiero w tie-breaku.
Polacy o półfinał zagrali z rosyjskim duetem Jelena Wiesnina – Asłan Karaczew, który w I rundzie wyeliminował rozstawionych w turnieju miksta z numerem 1 Francuzów Kristinę Mladenović i Nicolasa Mahuta. Kubot i Świątek nie byli faworytami, co potwierdziło się na korcie – przegrali 4:6, 4:6 i definitywnie pożegnali się z igrzyskami w Tokio.

Kontrowersje: Wpadka komentatora Eurosportu

Podczas transmisji na antenie Eurosportu z olimpijskiego meczu tenisistek realizatorzy przez niedopatrzenie nie wyłączyli mikrofonów i telewidzowie usłyszeli porywatną rozmowę komentujących pojedynek Karola Stopy i Lecha Sidora. „Sabalenka to przep***i. Po prostu ka koszmar” – powiedział Stopa i wywołał sensację.

Karol Stopa nie jest nowicjuszem w swoim fachu. 73-letni obecnie dziennikarz sportowy, w przeszłości zawodnik i trener tenisa, w telewizji pracuje od ponad 30 lat, a od 1998 roku w stacji Eurosport komentuje mecze tenisowe. Mimo doświadczenia nie ustrzegł się kompromitującej wpadki. Gwoli sprawiedliwości, nie jest ani pierwszym, któremu coś takiego się przytrafiło, ani też zapewne ostatnim, bo w tej profesji nie ma purystów językowych i poza anteną praktycznie każdy z nich posługuje się potoczną polszczyzną i nie stroni od wulgaryzmów. W żadnej polskiej stacji telewizyjnej nie przywiązuje się większej wagi do tego co mówią i jak mówią sportowi komentatorzy. W czasach PRL-u ludzie chcący zarabiać głosem w radiu i telewizji, musieli zdobyć tzw. kartę mikrofonową, co wbrew pozorom wcale nie było takie łatwe. Dzisiaj nikt takich barier już nie stawia.
W hierarchii komentatorów tenisa Karol Stopa bezdyskusyjnie należy do ścisłej czołówki i jego wpadka z pewnością nie przekreśli jego zawodowego dorobku. W wypowiedziach dla mediów tak tłumaczył zaistniała sytuację: „Jedyne moje odniesienie do tej sprawy jest takie, że mogę przeprosić za słowa, jakie padły. Z mojego punktu widzenia nie byłem na antenie i nie miałem połączenia, ale o szczegółach technicznych nie będę rozmawiał, bo tak umówiliśmy się z pracodawcą. Tego rodzaju wpadki się zdarzają, najczęściej są jakimś splotem dziwacznych okoliczności. Miałem już kiedyś podobną historię, nawet dość podobną. Pracujemy w bardzo dużym stresie, wystarczy, że coś na tych liniach zaiskrzy i nieszczęście gotowe” – przyznał Stopa.
Jego okraszona wulgaryzmami opinia początkowo wywołała w mediach społecznościowych potężne oburzenie, na co Eurosport zareagował krótkim komunikatem na Twitterze: „Przepraszamy w imieniu Eurosportu i Karola Stopy za niewłaściwy język, którym posłużył się podczas transmisji meczu tenisowego. Dołożymy wszelkich starań, aby podobne sytuacje nie miały miejsca, a komentarz na naszych platformach był zawsze zgodny z najwyższymi standardami”. Później jednak Stopę wzięli w obronę inni znani medialni celebryci, m.in. Tomasz Lis („Ewentualną karę powinien ponieść tylko ten, kto otworzył komentatorowi mikrofon i mu o tym nie powiedział. A red. Stopa komentował merytorycznie” i następca Dariusza Szpakowskiego w TVP Mateusz Borek („Karol Stopa to dżentelmen w każdym calu. Nie tylko na antenie. 20 lat temu zdarzyło mi się to samo. Murem za Karolem”.
Gdy emocje opadły, Eurosport wydał kolejny komunikat. „Osoby zaniepokojone chcemy uspokoić: Karol Stopa nigdzie się nie wybiera. Prywatna rozmowa (nie komentarz!) z powodu błędu technicznego dostała się na antenę. Oczywiście zdarzyć się to nie powinno, ale za to już przeprosiliśmy. Jedziemy dalej!”. No i po sprawie…

IO Tokio 2020/21: Świątek i Hurkacz odpadli z gry

Trudno nie czuć zawodu po występach polskich tenisistów w turnieju olimpijskim w Tokio. Iga Świątek odpadła w II rundzie po porażce z Hiszpanką Paulą Badosą 3:6, 6:7(4), a w III rundzie jej los podzielił też Hubert Hurkacz, którego dużo niżej sklasyfikowany w rankingu ATP Brytyjczyk Liam Broady pokonał 5:7, 6:3, 3:6.

Mecz z Paulą Badosą kosztował Igę Świątek mnóstwo emocji. Nasza tenisistka, rozstawiona w olimpijskim turnieju z numerem szóstym, była faworytką pojedynku z 23-letnią Hiszpanką (WTA 29), musiała jednak przełknąć gorycz porażki i pożegnać się z marzeniami o zdobyciu olimpijskiego medalu w turnieju indywidualnym. 20-letnia warszawianka przegrała 3:6, 6:7 z fenomenalnie tego dnia usposobioną rywalką. Hiszpanka imponowała potężnym i skutecznym serwisem (83 procent pierwszego podania), ale też w każdym innym elemencie tenisowego rzemiosła jeśli nie przewyższała Polki, to zagrywała je równie dobrze. Nie da się rozegrać tenisowego meczu całkowicie bez błędów, ale Badosa w starciu ze Świątek był bliska takiej perfekcji. Trzeba mieć ogromnego pecha, żeby trafić w turnieju na zawodniczkę znajdującą się akurat, właśnie jak Badosa, w życiowej formie.
Świątek po przegranym pojedynku nie potrafiła ukryć rozczarowania. Przez kilka minut siedziała w swoim boksie z głową zakrytą szczelnie ręcznikiem i wypłakiwała emocje. Opanowała się jednak i wyszła do dziennikarzy w mix-zonie. „JMiałam szanse na skończenie prostych piłek, ale nie każdą potrafiłam wykorzystać, bo miałam ich po prostu niewiele i dlatego były dla mnie zawsze zaskakujące. To było spowodowane tym, że Paula Badosa grała dzisiaj po prostu świetnie i wywierała na mnie bez przerwy presję. Trochę jestem na siebie zła za kilka zepsutych akcji, ale Paula wygrała zasłużenia. Ona generalnie rozgrywa super sezon i myślę, że w Tokio jest w stanie powalczyć o najwyższe laury. Po prostu szacun dla niej” – przyznała mistrzyni French Open 2020. Na hiszpańskiej tenisistce nieskrywana rozpacz Świątek chyba zrobiła wrażeniem, bo po meczu próbowała pokonaną rywalkę pocieszać. „Paula powiedziała mi, że mam przed sobą wspaniałą karierę i to było super w tym momencie. Ona jest bardzo miłą osobą, bardzo ją lubię” – powiedziała z uśmiechem Polka. I dodała” „W trudnych momentach tylko drugi sportowiec może dobrze zrozumieć taką sytuację. Chociaż rywalizujemy ze sobą, to przecież zmagamy się z podobnymi rzeczami i tylko my je możemy zrozumieć. Paula dobrze o tym wiedziała, dlatego jestem jej wdzięczna za miłe słowa”. Badosa w trzeciej rundzie łatwo rozprawiła się z Argentynką Nadią Podoroską 6:2, 6:3. Dla przypomnienia – Podoroska to półfinalistka French Open 2020, a na kortach Rolanda Garrosa przegrała z późniejszą triumfatorką turnieju, czyli… Igą Świątek). W ćwierćfinale Hiszpanka trafiała na Czeszkę Marketę Vondrusovą, która ku rozpaczy gospodarzy igrzysk wyeliminowała ich gwiazdę, Naomi Osakę (6:1, 6:4).
Łzy Igi Świątek i jej autentyczna rozpacz po porażce zrobiły też wrażenie na kibicach, którzy chyba docenili jej zaangażowanie i ogromną chęć osiągnięcia sukcesu w narodowych barwach. Nasza najlepsza obecnie tenisistka jeszcze nie żegna się z igrzyskami, bo wraz z Łukaszem Kubotem zagra w turnieju miksta. Dla polskiej reprezentacji tenisowej to już ostatnia okazja na medalowy sukces. Nie będzie jednak o niego łatwo, bo w pierwszej rundzie Kubot i Świątek trafili na… hiszpański duet Paula Badosa – Pablo Carreno. Idze szybko zatem nadarzyła się okazja do rewanżu, lecz zadanie nie będzie łatwe, bo Carreno to znakomity deblista z czterema wygranymi turniejami na koncie, finalista US Open 2016. Kubot w grze podwójnej jest co prawda bardziej utytułowany, ale będzie musiał wznieść się na wyżyny żeby zrównoważyć lekką przewagę, jaką hiszpańskiej parze daje fenomenalna forma Badosy.
Jeśli jednak Świątek i Kubot wygrają ten pierwszy mecz, co jest przecież mozliwe, w kolejnej rundzie czeka ich jeszcze większe wyzwanie, bo na ich drodze staną albo najwyżej rozstawieni w turnieju miksta Francuzi Kristina Mladenović i Nicolas Mahut, albo rosyjska para Jelena Wiesnina – Asłan Karacew, finaliści tegorocznego French Open w grze mieszanej. Inna sprawa, że do olimpijskiego turnieju miksta zgłosiły się naprawdę mocne pary – doświadczeni i utytułowani debliści, ale też wybitni singliści. Na start ze swoją rodaczką Niną Stojanović zdecydował się nawet lider rankingu ATP Serb Novak Djoković. Zagra także mocna grecka para Maria Sakkari – Stefanos Tsitsipas, która została rozstawiona z drugim numerem.
Zmagania w turnieju miksta rozpoczną się w środę, a Kubot i Świątek będą w nim bronić honoru polskiego tenisa, albowiem w trzeciej rundzie z igrzyskami pożegnał się także rozstawiony w olimpijskim turnieju z numerem siódmym Hubert Hurkacz, którego sensacyjnie ograł sklasyfikowany obecnie na 143. miejscu w rankingu ATP Brytyjczyk Liam Brady.
Wrocławianin zagrał w miarę dobrze tylko w drugim secie, w dwóch przegranych mylił się momentami jak junior, co nie przystoi zawodnikowi zajmującemu 12. miejsce w światowym rankingu.

W Tokio dalej grają tylko Świątek i Hurkacz

Pierwszą rundę olimpijskiego turnieju w tenisie z szóstki reprezentantów Polski przebrnęli jedynie Iga Świątek i Hubaert Hurkacz. Kamil Majchrzak i Magda Linette odpadli w singlu, a Łukasz Kubot z Hurkaczem i Linette z Alicją Rosolską w deblu.

Z biało-czerwonych pierwsza na kort wyszła Iga Świątek. Jej przeciwniczką w I rundzie była Niemka Mona Barthel, sklasyfikowana obecnie na 210. miejscu rankingu WTA, toteż rozstawiona w olimpijskim turnieju z numerem 6. warszawianka była murowaną faworytką tego pojedynku. I nie zawiodła oczekiwań pokonując 31-letnią rywalę 6:2, 6:2 po trwającym 67 minut spotkaniu. W drugiej rundzie (1/16 finału) czeka debiutującą w igrzyskach Polkę pojedynek z Hiszpanką Paulą Badosą, która na otwarcie pokonała Francuzkę serbskiego pochodzenia Kristinę Mladenović 6:7(4), 6:3, 6:0. W ewentualnym ćwierćfinale na drodze Świątek może stanąć rozstawiona z „dwójką” Japonka Naomi Osaka (w pierwszym spotkaniu wygrała z Chinką Saisai Zheng 6:1, 6:4), wyróżniona przez organizatorów igrzysk przywilejem zapalenia znicza olimpijskiego. Z imprezy sensacyjnie już w pierwszej rundzie odpadła natomiast liderka światowej listy Australijka Ashleigh Barty, pokonana przez Hiszpankę Sarę Sorribes Tormo 4:6, 3:6.
Jej los podzieliła też, niestety, Polka Magda Linette, pokonana łatwo przez czołową aktualnie tenisistkę na świecie Białorusinkę Arynę Sabalenkę 2:6, 1:6. Naszej zawodniczce nie powiodło się także w grze podwójnej. W tej rywalizacji Linette wystąpiła w parze z Alicją Rosolską, lecz Polki nie miały szczęścia w losowanie, albowiem w I rundzie trafiły na mocny amerykański duet Bethanie Mattek-Sands/Jessica Pegula i przegrały mecz 1:6, 3:6.
W grze podwójnej mężczyzn nie powiodło się też Łukaszowi Kubotowi i Hubertowi Hurkaczowi, którzy w I rundzie trafili na niemiecki duet Jan-Lennard Struff/Alexander Zverev. Pierwszego seta Polacy przegrali dość łatwo 2:6, lecz w drugim podjęli walkę i doprowadzili do tie-breaka. Atmosferę tego spotkania pod koniec popsuł arbiter, który w trakcie tie-breaka ukarał Kubota ostrzeżeniem za przekroczenie limitu czasu na wykonanie serwisu. Doszło do ostrej wymiany zdań między naszymi tenisistami a sędzią, do której włączył się też złośliwymi komentarzami pod adresem Kubota Zverev. Ostatecznie protesty na nic się zdały Niemcy wygrali drugą partię 7:6(5), a cały mecz 2:0.
„To oczywiste, że przepisy określają czas na wykonanie podania i należy je stosować. Sędzia wykazał się jednak całkowitym brakiem wyczucia sytuacji, bo zegara po prostu z kortu nie było widać. Może chciał się popisać” – skomentował sytuację wyra nie poirytowany niepowodzeniem Kubot. Nie zmienia to jednak oceny, że w przekroju całego meczu biało-czerwoni byli po prostu słabsi od niemieckiego duetu, który rozegrał znakomite spotkanie.
Wypada zauważyć, że deblowy mecz Hurkacza i Kubota z trybun oglądał prezydent Andrzej Duda, którego wcześniej widziano też na meczu naszych siatkarzy z Iranem. Nasi sportowcy te potyczki przegrali, czyli obecność głowy państwa przynosi w Tokio pecha, a zatem pan prezydent powinien czym prędzej wrócić do kraju. Inaczej nasza ekipa może nie zdobyć na igrzyskach ani jednego medalu.
Hurkacz następnego dnia poprawił sobie humor pokonując w pierwszej rundzie singla Australijczyka Luke’a Saville’a 6:2, 6:4. Ale w tym przypadku także nie obyło się bez nerwów, albowiem naszemu tenisiście organizatorzy turnieju niemal w ostatniej chwili zmienili przeciwnika. Pierwotnie Hurkacz miał walczyć z Węgrem Martonem Fucsovicsem, z którym potykał się wcześniej dwukrotnie i oba spotkania przegrał, ale miało to miejsce trzy lata temu. Sposobności do rewanżu wrocławiani jednak nie miał, bo Węgier nagle wycofał się z turnieju, a w jego miejsce na rywala Hurkacz w pierwszej rundzie wyznaczono Saville’a.
„Dopiero rano dowiedziałem się, że gram drugi w kolejności mecz, a w rozpisce miałem grać w trzecim. Tymczasem po przyjechaniu na korty patrzę, a tu już Pliskova się rozgrzewa, po której ja mam grać swój mecz. Dlatego byłem zdziwiony, a tu jeszcze doszła zmiana rywala, więc tym bardziej jestem zadowolony, że wygrałem ten pojedynek” – przyznał Hurkacz, który pokonał Australijczyka 6:2, 6:4. W II rundzie przeciwnikiem wrocławianina będzie 27-letni Brytyjczyk Liam Broady.
Drugi z naszych singlistów, Kamil Majchrzak, pożegnał się z olimpijskim turniejem już po pierwszym pojedynku, ulegając Serbowi Miomirowi Kecmanoviciowi 4:6, 2:6. Tak więc w drugiej rundzie tenisowych zmagań z liczącej sześć osób polskiej ekipy na placu boju pozostali Hurkacz i Świątek oraz jeszcze Kubot, który z Igą Świątek lub Magdą Linette zagra w turnieju miksta. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w poniedziałek.

Tenisistka jak aferzystka

Arantxa Sanchez Vicario, czterokrotna mistrzyni turniejów Wielkiego Szlema, została wraz z byłym mężem, Josepem Santacaną, oskarżona o nadużycia finansowe. Prokuratura żąda dla byłej tenisistki czterech lat więzienia.

Nad parą ciążą zarzuty nieuczciwego przekazywania aktywów w celu uniknięcia spłaty pokaźnego długu. Do nadużycia wedle ustaleń hiszpańskiego wymiaru sprawiedliwości doszło w 2009 roku. Wtedy to była już tenisistka została skazana przez sąd za oszustwa podatkowe na grzywnę w wysokości 5,2 mln euro. Zasądzoną kwotę za Sachez Vicario założył jeden z banków, który miał odzyskać te pieniądze od Banque de Luxembourg, w którym tenisistka ulokowała część swojego majątku. Te zobowiązania nie zostały jednak spłacone i w 2018 roku dług urósł do kwoty siedmiu i pół miliona euro.
Bank podjął więc kroki prawne przeciwko Sanchez Vicario i jej byłemu już wówczas mężowi, Josepowi Santacanie. Najpierw wytoczył parze proces cywilny i go wygrał, lecz mimo to długu nie odzyskał, więc sprawa trafiła do sądów karnych. Z ustaleń śledczych wynikało, że para opróżniła swoje konta bankowe w luksemburskim banku i sprzedała 14 posiadanych nieruchomości.
Ale byli współmałżonkowie po rozwodzie znaleźli się w konflikcie prawnym i obecnie obwiniają się wzajemnie o niezgodne z prawem działania. Sanchez Vicario twierdzi, że nie prowadziła żadnych działań zmierzających do pozbycia się nieruchomości i ukrywania pieniędzy z ich sprzedaży, zaś Santacana utrzymuje, że działania w tej sprawie podejmował zawsze w imieniu i na zlecenie byłej żony.
Arantxa Sanchez Vicario ma w dorobku 14 wygranych turniejów wielkoszlemowych – cztery w grze pojedynczej, sześć w podwójnej i cztery w mikście. Jej pierwszy triumf przypadł na rok 1989. Hiszpanka, wtedy mająca niewiele ponad 17 lat, wygrała wówczas French Open i została najmłodszą w tamtym czasie triumfatorka tego turnieju. W sumie wygrała paryski turniej na trzykrotnie. Ponadto zwyciężyła w US Open. Od lutego do czerwca 1995 roku była pierwszą rakietą w kobiecym tenisie. Sportową karierę zakończyła w 2004 roku.

Wimbledon 2021: Ashleigh Barty wygrywa też na trawie

Po raz pierwszy od 1977 roku w finale kobiecego turnieju w Wimbledonie doszło do starcia dwóch tenisistek, które nigdy wcześniej nie grały tu o tytuł. 44 lata temu Virginia Wade pokonała Holenderkę Betty Stove, a tym razem o w walce o tytuł Australijka Ashleigh Barty zmierzyła się z Czeszką Karoliną Pliskovą pokonując ją 6:3, 6:7(4), 6:3.

To drugi wielkoszlemowy tytuł wywalczony przez australijską tenisistkę. Barty wcześniej triumfowała US Open 2018, ale w Wimbledonie liderka rankingu WTA aż do tegorocznego turnieju nie potrafiła zajść dalej niż 1/8 finału. Teraz jednak jako czwarta tenisistka może się pochwalić wygraniem Wimbledonu jako juniorka i seniorka. Dołączyła tym samym do Ann Jones, Martiny Hingis i Amelie Mauresmo. Triumf w londyńskiej imprezie odniosła jako trzecia Australijka. Wcześniej dokonały tego Margaret Court (1963, 1965, 1970) i Evonne Goolagong (1971, 1980).
Pokonana w finale Karolina Pliskova ma czego żałować, bo była bliska przejścia do historii jako trzecia reprezentantka Czech z triumfem w Wimbledonie, po Janie Novotnej (1998) i Petrze Kvitovej (2011, 2014). W trwającym godzinę i 56 minut meczu Barty była jednak wyraźnie lepsza.
Finał gry podwójnej kobiet wygrała para Hsieh Su-wei (Tajwan) – Elise Mertens (Belgia), pokonując 3:6, 7:5, 9:7 rosyjski duet Jelena Wiesnina – Wieronika Kudiermietowa. W grze podwójnej mężczyzn triumfowali pogromcy Łukasza Kobota i Marcelo Melo w 1/4 finału Chorwaci Nikola Mektić i Mate Pavić, którzy w finale pokonali hiszpańsko-argentyński debel Marcel Granollers – Argentyna Horacio Zeballos 6:4, 7:6(5), 2:6, 7:5. W finale singla mężczyzn zmierzyli się Serb Novak Djoković z pogromcą Huberta Hurkacza w półfinale Włochem Matteo Berrettinim. Ich pojedynek zakończył się po
zamknięciu wydania.

48 godzin sport

Tenisowa szóstka na igrzyska
Do sześciu osób powiększyła się kadra polskich tenisistów na igrzyska olimpijskie w Tokio. W ostatniej chwili dzięki rezygnacji jednego z wyżej notowanych w rankingu zawodników do ekipy biało-czerwonych dołączył Kamil Majchrzak. Wcześniej prawo startu w olimpijskich zmaganiach zapewnili sobie Iga Świątek, Magda Linette, Alicja Rosolska, Hubert Hurkacz i Łukasz Kubot.

Medale młodych lekkoatletów
Pia Skrzyszowska została młodzieżową mistrzynią Europy w biegu na 100 metrów przez płotki z czasem 12,77 s. To drugi złoty medal naszych lekkoatletów w tej imprezie. Wcześniej krążek z najcenniejszego kruszcu wywalczyła Adrianna Sułek w siedmioboju. Ponadto Kinga Królik zdobyła srebro w biegu na 3000 m z przeszkodami, a brąz do tego dorobku dorzuciła Klaudia Wojtunik w biegu na 100 m przez płotki. Dla Skrzyszowskiej i Wojtunik wyniki uzyskane w rozgrywanych w Tallinie MME 2021 to rekordy życiowe.

Czerczesow uniósł się honorem
Rosyjskie media donoszą, że zwolniony z posady selekcjonera piłkarskiej reprezentacji tego kraju Stanisław Czerczesow zrezygnował z odszkodowania za zerwanie przez federację kontraktu. Ekipa „Sbornej” kompletnie zawiodła w Euro 2021/20, zajmując w grupie ostatnie miejsce za Finlandią, Danią i Belgią, ale dopiero w miniony piątek pojawiła się oficjalna informacja, że Czerczesow został zdymisjonowany. Co ciekawe, selekcjoner miał kontrakt do końca 2022 roku, a rocznie zarabiał 2,5 mln euro, zatem należało mu się jeszcze grubo ponad cztery miliony euro. Rosyjskie media donoszą, że szkoleniowiec jednak z tych pieniędzy zrezygnował. Czerczesow, znany w Polsce z pracy w Legii Warszawa, był trenerem rosyjskiej reprezentacji od 2016 roku. W 2018 doprowadził drużynę do ćwierćfinału mistrzostw świata.

Sześć polskich ekip LE 2021/22
Przed rokiem Polska miała tylko dwóch przedstawicieli w Lidze Europy w piłce ręcznej – Wisłę Płock i Perłę Lublin. W tym sezonie chętnych klubów jest więcej. Z męskich drużyn prawo występu ma wicemistrz kraju Orlen Wisła Płock, brązowy medalista Azoty Puławy i finalista Pucharu Polski Grupa Azoty Tarnów. O dodatkowe miejsce w rozgrywkach wnioskował czwarty w ekstraklasieszczypiornistów Górnik Zabrze. W Lidze Europejskiej kobiet zagrają mistrzynie kraju Zagłębie Lubin i brązowe medalistki MKS Perła Lublin. Z udziału zrezygnował KPR Gminy Kobierzyce.

Powrót Szkota do Lecha
Szkot Barry Douglas został piłkarzem Lecha Poznań. Podpisał z klubem dwuletni kontrakt. 31-letni obrońca ostatnio występował w angielskim Blackburn Rovers FC, w którym w minionym sezonie rozegrał 30 meczów w tamtejszej Championship (drugi poziom rozgrywkowy). Douglas w latach 2013-2016 występował w barwach Lecha, dla niego jest to zatem powrót do ekipy „Kolejorza” po pięcioletniej przerwie.

Rekord Polski na 1500 metrów
Marcin Lewandowski w rozegranym w miniony weekend w Monako mityngu Diamentowej Ligi ustanowił rekord Polski w biegu na 1500 m, uzyskując czas 3:30.42. Ten rezultat zapewnił mu jednak tylko szósta lokatę. O sporym pechu może mówić Maria Andrejczyk. Nasza oszczepniczka uzyskała wynik 63,63 m, ale w dogrywce z udziałem trzech najlepszych zawodniczek w konkursie przegrała z Czeszką Barborą Spotakovą. W biegu na 800 m Patryk Dobek z wynikiem 1:44.28 zajął szóste miejsce.

Górnik chwali się Podolskim
Na prezentację Lukasa Podolskiego na stadionie przy ul. Roosevelta przyszło 9 tys. kibiców, co w polskich warunkach jest niewątpliwie rekordem. 36-letni napastnik, 130-krotny reprezentant Niemiec i mistrz świata z 2014 roku, grę w Górniku Zabrze będzie łączył obowiązkami wynikającymi z podpisanej wcześniej umowy ze stacją telewizyjną RTL, w której ma być jurorem w programie „Mam Talent” oraz pojawiać się w innych jej audycjach rozrywkowych i sportowych. Władze zabrzańskiego klubu porozumiały się w tej sprawie z Ekstraklasą SA i terminarz gier zabrzańskiego zespołu zostanie dostosowany tak, aby Podolski mógł połączyć gry w piłkę z pozostałymi zajęciami.

Shapovalov nie chce do Tokio
Półfinalista tegorocznego Wimbledonu Denis Shapovalov zrezygnował ze startu w igrzyskach olimpijskich. Kanadyjczyk jako powód podał obostrzenia związane z pandemią, bo nie chce znowu zamykać się tzw. bańce. Turniej olimpijski w tenisie odbędzie się w dniach 24 lipca – 1 sierpnia. Już wcześniej z udziału w imprezie odmówili m.in. Amerykanka Serena Williams, Hiszpan Rafael Nadal i Australijczyk Nick Kyrgios.

Odprysk korupcyjnej afery
Zbigniew D., były właściciel piłkarskiego klubu Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski został skazany w grudniu 2020 roku za udział w ustawianiu meczów z Amicą Wronki (2004, 2005) i Zagłębiem Lubin w ramach Pucharu Polski (2005) na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na rok i 80 tys. złotych grzywny (plus 10 tys. zł kosztów sądowych), złożył apelację od skazującego wyroku. Informację o tym podał blog pilkarskamafia.blogspot.com, podając, iż złożona przez Zbigniew D. apelacja wpłynęła do Sądu Okręgowego w Poznaniu, ale terminu jej rozpatrzenia jeszcze nie ustalono.

Sukces polskich deblistów
Szymon Walków i Jan Zieliński zostali w sobotę triumfatorami turnieju ATP Challenger Tour na kortach ziemnych w Brunszwiku z pulą nagród 67 tys. euro. Polacy w drodze do finału wygrali cztery spotkania, a w meczu o tytuł zmierzyli się z najwyżej rozstawionym w imprezie Chorwatami Ivanem i Matejem Sabanovami i zwyciężyli 6:4, 4:6, 10-4. Dzięki temu zdobyli po 90 punktów do rankingu deblowego. Dla naszych deblistów to drugi wspólny tytuł rangi ATP Challenger Tour w obecnym sezonie. Wcześniej wygrali turniej w Splicie.

Wimbledon 2021: Świątek i Hurkacz walczą o ćwierćfinał

Z trójki Polaków rywalizujących w tym roku w grze pojedynczej wielkoszlemowego Wimbledonu do drugiego tygodnia turnieju dotrwali Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Awansu do 1/8 finału nie wywalczyła natomiast Magda Linette, która w 2. rundzie pokonała Ukrainkę Jelinę Switolinę, lecz w 1/16 finału nie sprostała Hiszpance Pauli Badosie.

Świątek przeszła trzecią rundę zmagań na wimbledońskiej trawie w znakomitym stylu, pokonując dużo niżej sklasyfikowaną w rankingu WTA Irinę-Camelię Begu (WTA 79) 6:1, 6:0. Było to ich pierwsze spotkanie na korcie. Begu dopiero po raz drugi w karierze wystąpiła w 3. rundzie Wimbledonu, wcześniej dokonała tego w 2015 roku. Jej najlepsze osiągnięcie w turniejach Wielkiego Szlema to 1/8 finału – zaszłą tak wysoko w Australian Open 2015 i French Open 2016. Rumunka w swoim dorobku ma cztery singlowe tytuły WTA. Odniosła dwa zwycięstwa nad tenisistkami z Top 10. Pokonała Dunkę Karolinę Woźniacką (US Open 2012) i Łotyszkę Jelenę Ostapenko (Madryt 2018). 30-letnia rumuńska tenisistka była ostatnią rywalkę, z którą pojedynek na zawodowych kortach stoczyła Agnieszka Radwańska.
W dwóch poprzednich rundach Świątek bez straty seta wyeliminowała dwie wielkoszlemowe mistrzynie w grze podwójnej: 36-letnią Tajwankę Su-Wei Hsieh oraz również 36-letnią Rosjankę Wierę Zwonariową. Begu rozbiła w 55 minut prezentując wręcz bajeczny momentami tenis. Warszawianka bezbłędnie odczytywała zamiary rywalki i zaskakiwała ją precyzyjnymi skrótami i lobami. Do tego dorzuciła bardzo dobry serwis. Rumunka była oszołomiona przewagą Polki i jej siłą rażenia. Jedynego gema w meczu wywalczyła w pierwszym secie przy stanie 0:5. W kolejnym odparła trzy break pointy, ale przy piłce setowej nie wyszedł jej return. W drugiej partii obraz gry nie uległ zmianie, a kompletnie pogubiona na korcie Begu popełniała już seryjnie błędy i przestała już nawet trafiać w kort przy serwisach. Zabójczo skuteczna rywalka na wszystko, co próbowała wprowadzić do gry rumuńska zawodniczka, znajdowała piorunujące odpowiedzi. W szóstym gemie drugiego seta Świątek zakończyła ten nierówny pojedynek wygrywającym serwisem.
W ciągu 55 minut Begu popełniła siedem podwójnych błędów. Świątek zdobyła 18 z 21 punktów przy swoim pierwszym podaniu. Obroniła trzy break pointy i wykorzystała pięć z dziewięciu szans na przełamanie. Polka posłała 11 kończących uderzeń przy sześciu niewymuszonych błędach. Rumunce naliczono dziewięć piłek wygranych bezpośrednio.
Świątek jako jedyna tenisistka w trzecim tegorocznym wielkoszlemowym turnieju zameldowała się w 1/8 finału. W poniedziałek o trzeci ćwierćfinał zawodów tej rangi, po French Open 2020 i 2021, Polka zmierzy się z Tunezyjką Ons Jabeur, która w 3. rundzie wyeliminowała Hiszpankę Garbine Muguruzę (5:7, 6:3, 6:2). „Polka w pierwszych trzech rundach Wimbledonu nie straciła więcej niż czterech gemów w secie, do czego doszło w meczu pierwszej rundy z Su-Wei Hsieh. W spotkaniu z Begu dała efektowny, tenisowy recital” – z uznaniem ocenił występ 20-letniej Polki fachowy portal Tenisclub.com.
Bliska awansu do 1/8 finału była też druga z naszych tenisistek, Magda Linette, sklasyfikowana aktualnie na 44. miejscu rankingu WTA. Po niespodziewanym lecz wspaniałym zwycięstwie nad Ukrainką Eliną Switoliną (WTA 5) w 2. rundzie, kolejną rywalką 28-letniej poznanianki była rozstawiona w turnieju z numerem 30. Hiszpanka Paula Badosa (WTA 33), ćwierćfinalistka tegorocznego French Open. Trwający dwie godziny i 26 minut pojedynek zwycięsko zakończyła hiszpańska tenisistka, wygrywając 5:7, 6:2, 6:4. Dla Badosy to pierwszy w karierze awans do 1/8 finału Wimbledonu. W poniedziałek o ćwierćfinał powalczy z Czeszką Karoliną Muchovą (WTA 22), która w 3. rundzie pokonała finalistkę French Open 2021 Rosjankę Anastazję Pawluczenkową (WTA 19).
Wracają jeszcze na chwile do Igi Świątek, to oprócz niej z zawodniczek z Top 10 światowej listy na trawnika Wimbledonu pozostają jeszcze w grze liderka rankingu Australijka Ashleigh Barty (w 3. rundzie pokonała Czeszkę Katerinę Siniakovą 6:3, 7:5) oraz sklasyfikowana na czwartej pozycji Białorusinka Aryna Sabalenka (pokonała w 3. rundzie Kolumbijkę Marię Osorio 6:0, 6:3). Gospodarze turnieju na kortach All England Club ekscytują się jednak zwycięskim marszem swojej rodaczki, 18-letniej Emmy Raducanu (WTA 338), która miejsce w głównej drabince turniejowej otrzymała dzięki tzw. dzikiej karcie. Brytyjka w 3. rundzie wygrała 6:3, 7:5 z Rumunką Soranę Cirsteą (WTA 45) i o awans do ćwierćfinału zagra z reprezentantką Australii Ajlą Tomljanović.
W drugim dniu turnieju towarzystwa Idze Świątek dotrzyma Hubert Hurkacz, jedyny Polak występujący w turnieju mężczyzn w grze pojedynczej. Wrocławianin wygrał trzy pojedynki w tegorocznym Wimbledonie bez straty seta. W 1. rundzie pokonał Włocha Lorenzo Musettiego 6:4, 7:6(5), 6:1, w 2. rundzie Amerykanina Marcosa Girona 6:3, 6:2, 6:4, zaś w 1/16 finału wyeliminował reprezentanta Kazachstanu Aleksandra Bublika, zwyciężając go 6:3, 6:4, 6:2.
Hurkacz po raz pierwszy w karierze awansował do 4. rundy wielkoszlemowego turnieju. Los był dla niego łaskawy, bo jego trzej rywale byli niżej notowani. Bublik zajmuje 38. miejsce w rankingu ATP, a Hurkacz jest 18. rakietą na świecie. W walce o awans do ćwierćfinału wrocławianina czeka jednak nie lada wyzwanie, bowiem jego przeciwnikiem będzie aktualny wicelider rankingu ATP Daniił Miedwiediew. Rosyjski tenisista w 1/16 finału pokonał Chorwata Marina Cilica (ATP 32) 6:7(3), 3:6, 6:3, 6:3, 6:2 po trwającym ponad trzy i pół godziny pojedynku. Chorwacki tenisista obecnie zajmuje w rankingu 37. lokatę, ale jeszcze trzy lata temu był w czołowej trójce zestawienia, a ponadto jest mistrzem US Open 2014 i finalistą Wimbledonu sprzed czterech lat. Miedwiediew mierzy 198 cm i jego mocnym atutem jest serwis. W sobotnim pojedynku z Ciliciem posłał aż 16 asów serwisowych.
24-letni Hurkacz ze starszym o rok Miedwiediewem jeszcze nigdy nie rywalizował. Rosjanin w Wimbledonie podobnie jak Polak również po raz pierwszy dotarł do 1/8 finału w Londynie, ale w pozostałych turniejach Wielkiego Szlema ma znacznie większe sukcesy, bo jest m.in. finalistą US Open 2019 i tegorocznego Australian Open oraz półfinalistą US Open 2020. Miedwiediew ma też w dorobku 11 wygranych turniejów ATP. Dwa z tych zwycięstw odniósł w tym roku, z czego jedno na kortach trawiastych. Rosjanin będzie ponadto w starciu z Hurkaczem potężnie zmotywowany, bo ma szansę awansować na pierwsze miejsce światowej listy tenisistów, lecz aby tak się stało, musi wygrać Wimbledon lub co najmniej dotrzeć do finału, a prowadzący w zestawieniu Novak Djoković musi odpaść najpóźniej w /2 finału.