Mueller w cieniu Lewandowskiego

Niemieckie media w minionym tygodniu żyły plotką, że Bayern Monachium chce przedłużyć o dwa lata wygasający w 2021 roku kontrakt z Robertem Lewandowskim. Ten temat został wyparty przez wieści, że trener reprezentacji Niemiec Joachim Loew skreślił definitywnie trzech graczy bawarskiego klubu – Thomasa Muellera, Jerome’a Boatenga i Matsa Hummelsa.

Działacze Bayernu przygotowują się do gruntownej przebudowy zespołu. Po zakończeniu obecnego sezonu z klubu mają odejść m.in. Franck Ribery i Arjen Robben, ale wśród nowych nabytków wymienia się napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera. Ten 21-letni piłkarz nie jest jednak szykowany na następcę Lewandowskiego. Wręcz przeciwnie, wygląda na to, że szefowie bawarskiego potentata chcą zbudować nowy zespół wokół polskiego piłkarza. Stąd wzięła się oferta przedłużenia kontraktu, co jak wiadomo zawsze wiąże się z solidna podwyżką. „Lewy” już teraz należy do najlepiej opłacanych graczy Bayernu, bo jeśli wierzyć medialnym plotkom zarabia rocznie ponad 15 mln euro, mniej więcej tyle samo co Thomas Mueller, bramkarz Manuel Neuer i środkowi obrońcy Mats Hummels i Jerome Boateng.

Według dziennika „Sport Bild” Bayern chce przedłużyć umowę z kapitanem reprezentacji Polski w nagrodę za jego rezygnację z planów zmiany barwa klubowych. Poza tym szefowie klubu zauważyli radykalna zmianę z zachowaniu „Lewego” względem klubu i docenili jego deklaracje, że jest gotów zakończyć w monachijskim zespole karierę.

Lewandowski obecny kontrakt z mistrzem Niemiec podpisał jesienią 2016 roku. Podobnie jak w poprzednich, także i w tym sezonie jest najlepszym strzelcem zespołu i dla nikogo nie ulega wątpliwości, że bez jego goli drużyna Nico Kovaca nie byłaby w stanie walczyć o najwyższe trofea w Niemczech i w europejskich pucharach. We wszystkich rozgrywkach „Lewy” zdobył już 27 bramek i na spółkę z Luką Joviciem jest liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi (15 goli) i najlepszym strzelcem Ligi Mistrzów (8).

Na tle osiągnięć polskiego piłkarza dokonania jego niemieckich kolegów wypadają blado, ale działacze Bayernu mają świadomość, że dokładając Lewandowskiemu wywołają płacowe żądania rodzimych gwiazd. Nieoczekiwanie w sukurs przyszedł im selekcjoner kadry Niemiec Joachim Loew, który definitywnie skreślił z niej Muellera, Boatenga i Hummelsa. Oficjalnie władze bawarskiego klubu wyraziły oburzenie z tego powodu, ale raczej kruszyć kopii z tego powodu długo nie będą. Mają powód, żeby odmówić im, gdy zażądają podwyżki.

 

Lewy znowu strzela

W 24. kolejce Bundesligi Borussia Dortmund bez Łukasza Piszczka przegrała 1:2 z Augsburgiem. Bayern Monachium nie zmarnował okazji i gromiąc 5:1 Borussię M’gladbach zrównał się z liderem punktami. Dwa gole strzelił Robert Lewandowski.

W ekipie z Dortmundu pojawił się po wyleczeniu kontuzji Marco Reus, ale znów zabrakło Łukasza Piszczka, który zmaga się z urazem stopy i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Gospodarze objęli prowadzenie w 24. minucie, a na 2:0 podwyższyli w 68. Honorowego gola dla Borussii strzelił Hiszpan Paco Alcacer. Ekipa BVB z nadzieją czekała na wynik sobotniej potyczki Bayernu w Moenchendgladbach licząc, że może Bawarczycy też zgubią tam punkty. Nadzieje te nie były pozbawione podstaw, bo w rundzie jesiennej Bayern przegrał u siebie z tym zespołem aż 0:3, a w poprzednich czterech sezonach wygrał w M’gladbach zaledwie raz. Tym razem wziął srogi rewanż za te wszystkie upokorzenia.

Trener Nico Kovac wystawił wreszcie w wyjściowym składzie Thomasa Muellera i Robert Lewandowski w końcu nie musiał w pojedynkę szarpać się z całą linią defensywną rywali. Efekty zaskoczyły pewnie nawet samego szkoleniowca. Bayern rozegrał znakomity mecz, „Lewy” odblokował się po kilku występach bez trafienia i zaliczył kolejny „dwupak” w Bundeslidze. Były to jego 120. i 121. gole dla Bayernu w Bundeslidze, a 194. i 195. w ogóle w niemieckiej ekstraklasie. Tym samy kapitan reprezentacji Polski za jednym zamachem upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu – dogonił w klasyfikacji wszech czasów Peruwiańczyka Claudio Pizarro (195 goli) i teraz na spółkę z nim dzierży tytuł najskuteczniejszego obcokrajowca w historii Bundesligi, a ponadto powiększył swój bramkowy dorobek w tym sezonie do 15. i zrównał się w liczbie ligowych trafień z prowadzącym w klasyfikacji strzelców z Serbem Luką Joviciem z Eintrachtu Frankfurt. Trzy pozostałe gole dla Bayernu strzelili Javi Martinez, Thomas Mueller i Serge Gnabry. Bawarczycy zrównali się punktami z Borussią Dortmund – oba zespoły mają ich po 54. Trzeci RB Lipsk – 45.

Udany występ w 24. kolejce zanotowali też dwaj Polacy w Fortunie Duessldorf – Marcin Kamiński i Dawid Kownacki. Ich zespół pokonał na wyjeździe Schalke 4:0, a dwa gole, pierwsze w Bundeslidze, strzelił wypożyczony z Sampdorii Kownacki. Nasz reprezentacyjny napastnik na listę strzelców wpisał się najpierw w 62. minucie, wygrywając sytuację sam na sam z bramkarzem rywali, a w 84. ustalił wynik spotkania. Fortuna zajmuje 11. miejsce i ma 31 punktów, o 15 więcej od znajdującego się w strefie barażowej VfB Stuttgart i o 17 od Hannoveru, pierwszego z dwóch zespołów w strefie spadkowej.

 

Lewandowski zbierał siły na Liverpool?

Bayern Monachium w 22. kolejce Bundesligi z trudem pokonał Augsburg 3:2. Robert Lewandowski gola nie strzelił, może zbierał siły na wtorkowy mecz w Lidze Mistrzów z Liverpoolem.

Przed meczem z Liverpoolem Bayernu Monachium opublikował w mediach społecznościowych pozowane zdjęcie z udziałem czterech największych gwiazd zespołu – Manuela Neuera, Thomasa Muellera, Matsa Hummelsa i Roberta Lewandowskiego. Fotografia nawiązuje do jednej z najsłynniejszych okładek w historii rocka, do płyty zespołu The Beatles z 1969 roku „Abbey Road”. Na oryginale słynna czwórka muzyków z Liverpoolu, John Lennon, Paul McCartney, Ringo Starr i George Harrison, w przerwie między nagraniami pozowali do okładkowego zdjęcia przechodząc gęsiego przez pasy na London Street. Piłkarze Bayernu w lekko stylizowanych na lata 60. ub. wieku fryzurach też maszerują jeden za drugim po pasach, tyle że namalowanych na murawie boiska.

To czytelne nawiązanie do czekającego monachijska jedenastkę wtorkowej potyczki w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Liverpoolem. W opinii futbolowych ekspertów faworytem jest angielski zespół, którego obrońcy są co najmniej o klasę lepsi od defensorów FC Augsburg, którzy w miniony piątek nie pozwolili Lewandowskiemu na zdobycie choćby jednej bramki. A wypada przypomnieć, że polski napastnik w potyczkach z tą drużyną zaliczył wcześniej aż 18 trafień.
Kapitan reprezentacji Polski stracił zatem okazję na poprawienie bramkowego dorobku w klasyfikacji wszech czasów Bundesligi, w której ze 193 golami na koncie jest drugi za grającym w Werderze Brema 40-letnim Claudio Pizzaro na liście najskuteczniejszych obcokrajowców. Peruwiańczyk w miniony weekend zdobył swoją 194. bramkę i znów jest samodzielnym liderem.

 

Szok! Lewandowski zmarnował karnego

W meczu 19. kolejki Bundesligi z VfB Stuttgart Robert Lewandowski znów należał do najlepszych graczy Bayernu Monachium. Strzelił gola i zaliczył asystę, ale w Niemczech większe emocje wzbudził fakt, że zmarnował rzut karny. Nic dziwnego, Polak jest niekwestionowanym mistrzem strzelania „jedenastek”, jednym z najlepszych na świecie.

Lewandowskiemu spudłować z jedenastu metrów zdarza się niezwykle rzadko. W meczu z VfB Stuttgart sam wywalczył rzut karny, a ponieważ jest wyznaczony do egzekwowania „jedenastek”, podszedł do zadania jak dziesiątki razy wcześniej. Wszystko zrobił jak zwykle, włącznie ze swoim „szarpany” podbiegiem do piłki, ale tym razem chyba trochę za bardzo chciał umieścić piłkę w prawym roku bramki, bo trafił nią w słupek. Zaklął po tym szpetnie po polsku, chociaż pod nosem, ale nawet gdyby zrobił to głośno, zostałby zagłuszony przez jęk zawodu dobiegający z trybun Allianz Areny.

Ten zmarnowany karny był dopiero piątą niewykorzystaną „jedenastką” przez Lewandowskiego w jego karierze. Kapitan reprezentacji Polski ma na koncie 36 wykorzystanych rzutów karnych. To oznacza, że stosunek spudłowanych „jedenastek” do wykorzystanych wynosi zaledwie 10,9 procent. Taką skutecznością nie mogą pochwalić się nawet tacy piłkarscy wirtuozi, jak Cristiano Ronaldo i Leo Messi. Procent niewykorzystanych karnych Portugalczyka wynosi 16,9 procent (22 zmarnowane na 108 wykonywanych), a Argentyńczyka 23,1 procent (24 zmarnowane na 80 wykonywanych).

Zresztą „Lewy” pod tym względem wypada znakomicie na tle większości czołowych graczy występujących w najsilniejszych ligach europejskich. Włoch Mario Balotelli ma na koncie pięć niewykorzystanych karnych na 37 wykonywanych, czyli 11,9 procent zmarnował. Słynny Szwed Zlatan Ibrahimović ma stosunek 10 do 83, czyli 12,05 procent, Belg Eden Hazard 7 do 45 (13,5 procent), Anglik Harry Kane 6 do 28 (17,6 procent), Urugwajczyk Edinson Cavani 12 do 52 (18,8 procent), Brazylijczyk Neymar 12 do 45 (21,1 procent).
Oczywiście w topowych ligach europejskich są piłkarze, którzy w rzutach karnych mają lepszy procent skuteczności, ale są to zawodnicy rzadko egzekwujący „jedenastki”. Jednym z takich zawodników jest choćby Brazylijczyk Fabinho, który w całej karierze z 11 metrów pomylił się tylko raz, ale wykonywał rzuty karne tylko 19 razy. Lewandowskiego nikt więc w Bayernie nie odsunie od wykonywania „jedenastek”. Żeby tak się stało, Polak musiałby chyba spudłować kilka razy z rzędu, jak zdarzyło się to Thomasowi Muellerowi, który w chwili przyjścia Lewandowskiego do Bayernu był w bawarskim zespole etatowym wykonawcą rzutów karnych.
Lewandowski jest najbardziej rozpoznawalnym polskim piłkarzem, ale wizytówkami naszej reprezentacji coraz bardziej stają się dwaj snajperzy występujący w Serie A – Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek. Obaj należą do czołówki strzelców włoskiej ekstraklasy. Piątek ma na koncie 13 ligowych trafień, A Milik 11. „Lewy” w Bundeslidze zdobył jak na razie 12 bramek, ale we wszystkich rozgrywkach ma już na koncie 24 gole. Czy w reprezentacji można z tych trzech znakomitych napastników stworzyć zabójczą linię ataku? Wątpliwe.

Trener biało-czerwonych Jerzy Brzęczek chyba nie ma dobrego pomysłu na wykorzystanie tego bogactwa. Raz spróbował zagrać z dwójką napastników i w spotkaniu Ligi Narodów z Portugalią wystawił Lewandowskiego z Piątkiem. Nie był to jednak udany eksperyment, bo obaj nie stwarzali żadnego zagrożenia. Głównie dlatego, że reszta zespołu nie potrafiła ich obsłużyć dobrymi podaniami, ale i oni sami nie rozumieli swoich intencji na boisku. Polska przegrała 2:3, a Brzęczek chyba stracił wiarę w skuteczność takiego taktycznego ustawienia. Wątpliwe więc aby w marcu wrócił do tego pomysłu i jeszcze znalazł na boisku miejsce dla Arkadiusza Milika.

Kłopot bogactwa chyba zaczyna być problemem polskiej kadry. Selekcjoner nie potrafi zdecydować się na którego z bramkarzy postawić, teraz zaczyna mu się robić tłok w linii obrony i w środku pola, a na domiar złego zewsząd słyszy sugestie, że skoro Lewandowski w kadrze przestał strzelać gole, to może pora dać szansę Piątkowi czy Milikowi. Za kilka lat takie pomysły może nie będą razić, teraz niosą kadrze zgubę.

 

Bundesliga wznawia rozgrywki

Piątkowy mecz Hoffenheim – Bayern Monachium zainauguruje rundę rewanżową niemieckiej ekstraklasy piłkarskiej. Po 17 kolejkach liderem rozgrywek jest Borussia Dortmund, która wyprzedza drugi w tabeli Bayern o sześć punktów.

Rozpoczynająca się w najbliższy weekend runda rewanżowa niemieckiej Bundesligi zapowiada się na jedną z najbardziej pasjonujących w ostatnich latach. Sprawił to kryzys formy jaki dopadł w połowie rundy jesiennej bawarskiego potentata, z którego skorzystała znakomicie grająca Borussia Dortmund, która w pewnym momencie miała już nad Bayernem nawet dziewięć punktów przewagi. Ostatecznie Robertowi Lewandowskiemu i spółce udało sie nieco zniwelować straty, lecz wielu futbolowych ekspertów uważa, że monachijska drużyna może w tym sezonie nie wywalczyć mistrzowskiego tytułu. Po raz pierwszy od sezonu 2010-2011 zespół Bayernu przystępuje do rundy rewanżowej nie jako lider Bundesligi.

Wygląda jednak na to, że trener bawarskiej jedenastki Niko Kovac w trakcie zimowego zgrupowania w Katarze doszedł do porozumienia z piłkarzami, a to było najważniejszą przyczyną ich słabszej gry w rundzie jesiennej. „Jesteśmy gotowi na pościg za liderem i nie odpuścimy Borussii nawet jednego meczu. Naszym celem jest siedemnaście zwycięstw” – zapowiedział Thomas Mueller. Oczywiście w Monachium nikt nie odważy się powiedzieć publicznie, że stracił wiarę w obronę tytułu. Ale w trakcie zgrupowania w Katarze i po powrocie do Niemiec każdy zawodnik mistrza Niemiec otwarcie mówi o dogonieniu Borusii.

Skąd taki optymizm w zespole? Do zespołu wrócili kontuzjowani gracze, m. in. James Rodrigueza, którego Bayern zamierza jednak wykupić z Realu Madryt. Ale ważniejszym powodem jest zmiana w postępowaniu trenera Kovaca. Szkoleniowiec przyznał rację starszyźnie drużyny, że ustawieniu 1-4-2-3-1 jest najlepszym rozwiązaniem i obiecał już nie kombinować. Zapowiedział też koniec z rotacją i obiecał, że będzie wystawiał tylko graczy w aktualnie najwyższej formie. Kovac dopieścił też Lewandowskiego, mianując go trzecim kapitanem drużyny, po Manuelu Neuerze i Thomasie Muellerze. Już w piątek w meczu z Hoffenheim się przekonamy, co te wszystkie zmiany dały.

 

To już koniec fazy grupowej Ligi Mistrzów

Fot. Brutalny faul Thomasa Muellera na piłkarzu Ajaksu, po którym niemiecki piłkarz został wyrzucony z boiska

 

 

Do 1/8 finału Champions League awansowały wszystkie cztery angielskie zespoły, trzy hiszpańskie i trzy niemieckie, po dwa włoskie i francuskie oraz holenderski i portugalski. Najskuteczniejszym strzelcem fazy grupowej został Robert Lewandowski z 8 golami. Losowanie par kolejnej fazy rozgrywek zaplanowano na 17 grudnia.

 

Z 32 zespołów, które przystąpiły do obecnej edycji Ligi Mistrzów UEFA, ostatnie miejsca równoznaczne z definitywnym odpadnięciem z europejskich pucharów, zajęły zespoły AS Monaco, AEK Ateny, Szachtara Donieck, CSKA Moskwa, PSV Eindhoven, Crvenej Zvezdy Belgrad, Lokomotiwu Moskwa i Hoffenheim. A zatem Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus (Lokomotiw) oraz Kamil Glik wiosną będą uczestniczyć wyłącznie w rozgrywkach krajowych lig. Wśród ośmiu drużyn, które zajęły w swoich grupach Champions League trzecie lokaty, gwarantujące udział w 1/16 finału Ligi Europy, znalazła się ekipa SSC Napoli z Piotrem Zielińskim i Arkadiuszem Milikiem w składzie. Oprócz niej w tych mniej prestiżowych rozgrywkach powalczą jeszcze Benfica Lizbona, Club Brugge, Galatasaray Stambuł, Inter Mediolan, Szachtar Donieck, Valencia CF i Viktoria Pilzno. Do 1/8 finału Ligi Mistrzów awansowały: Ajax Amsterdam, Atletico Madryt, FC Barcelona, Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Juventus Turyn, FC Liverpool, Manchester City, Manchester United, Olympique Lyon, Paris Saint-Germain, FC Porto, Real Madryt, AS Roma, Schalke 04 Gelsenkirchen, Tottenham Hotspur.

Z 16 zespołów aż 14 wywodzi się z „wielkiej piątki”, czyli pięciu najsilniejszych lig europejskich. Angielska Premier League nie poniosła w fazie grupowej żadnych strat i wprowadziła do części play-off rozgrywek całą czwórkę swoich zespołów. Po trzy drużyny mają niemiecka Bundesliga i hiszpańska Primera Division, po dwie włoska Serie A i francuska La Liga, a po jednym portugalska Primeira Liga i holenderska Eredivisie. Te zestawienie pokazuje, że w europejskiej hierarchii nic się nie zmienia – mocni są coraz mocniejsi.

Z niezbyt licznej grupki polskich piłkarzy, która w fazie grupowej Ligi Mistrzów reprezentowała polski futbol, na placu boju zostało już tylko trzech – Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek i Wojciech Szczęsny. Najlepiej z nich radzi sobie Lewandowski, który zakończył fazę grupową na pozycji lidera klasyfikacji strzelców mając na koncie osiem goli. Za nim z sześcioma trafieniami jest Leo Messi (FC Barcelona), z pięcioma Edin Dżeko (AS Roma), Moussa Marega (FC Porto), Neymar (PSG), Duszan Tadić (Ajax Amsterdam), Andrej Kramarić (Hoffenheim) i Paulo Dybala (Juventus), a z czterema golami Antoine Griezmann (Atletico Madryt), Harry Kane (Tottenham), Raphael Guerreiro (Borussia Dortmund) i Mauro Icardi (Inter Mediolan).

Wypada odnotować, że „Lewy” ma już w dorobku 53 trafienia w Lidze Mistrzów i w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców wszech czasów zajmuje szósta lokatę. Wyprzedzają go Cristiano Ronaldo (121 bramek), Leo Messi (106), Raul Gonzalez (71), Karim Benzema (59) oraz Ruud van Nistelrooy (56).

 

Podwójny karny Lewego

W inaugurującym nowy sezon Bundesligi meczu Bayernu Monachium z Hoffenheim Robert Lewandowski spudłował z rzutu karnego. Miał jednak farta, bo sędzia nakazał powtórkę „jedenastki”, a za drugim razem trafił.

 

Lewandowski dobrze zaczął nowy sezon, bo przed pierwszym meczem ligowym zaliczył hat-tricka w spotkaniu o Superpuchar Niemiec z Eintrachtem Frankfurt i zaliczył zwycięskie trafienie w meczu Pucharu Niemiec. W inaugurującym rozgrywki Bundesligi piątkowej potyczce z Hoffenheim (3:1) gola strzelił z rzutu karnego. I to za drugim razem, bo za pierwszym bramkarz rywali obronił. „Lewy” podszedł do jedenastki w 78. minucie w bardzo ważnym momencie, przy stanie 1:1.

Chwilę wcześniej słabo prowadzący zawody sędzia Bastian Dankert odgwizdał jego zdaniem przewinienie obrońcy gości Havarda Nordtveita na skrzydłowym Bayernu Francku Ribery’m. Lewandowski w ostatnich trzech sezonach wypracował sobie markę bezbłędnego egzekutora „jedenastek”. Golkiper Hoffenheim Oliver Baumann nie dał się jednak zmylić oryginalnym podbiegiem polskiego napastnika do ustawionej piłki i rzucił się we właściwą stronę odbijając piłkę. Jego trud poszedł jednak na marne, bo doskoczył do niej Arjen Robben i wpakował ja do siatki.

Ale bramki Holendra sędzia nie uznał, bo po analizie VAR uznał, że zawodnicy Hoffenheim za szybko wbiegli w pole karne i nakazał powtórne wykonanie rzutu karnego. Lewandowski za drugim razem zrobił wszystko jak należy i tym razem zmylił Baumanna posyłając piłkę w ten róg bramki, w który golkiper sie nie rzucił. „Szczęście mi dopisało, bo mogłem szybko naprawić błąd” – nie krył zadowolenia kapitan reprezentacji Polski. sam sobie. Bayernu ostatecznie pokonał Hoffenheim 3:1, a dwa pozostałe gole strzelili Thomas Mueller i Robben.

 

Lewy musi się bić

Robert Lewandowski w wygranym przez Bayern Monachium 5:0 meczu o Superpuchar Niemiec z Eintrachtem Frankfurt strzelił trzy gole. Rywale mocno go jednak pokiereszowali i w 72. minucie musiał zejść z boiska z powodu kontuzji. „Lewego” czeka trudny sezon.

 

Niemieckie media przed meczem w swoich spekulacjach sugerowały, że Lewandowski zacznie spotkanie na ławce rezerwowych. Trener Bayernu Niko Kovac najwyraźniej był innego zdania, bo wystawił kapitana reprezentacji Polski od pierwszej minuty. Obrońcy Eintrachtu Frankfurt postawili sobie za punkt honoru powstrzymanie „Lewego”, robili bowiem wszystko, żeby nie zdobył bramki. Ich starania spełzły na niczym, bo polski napastnik do przerwy dwukrotnie głową skierował piłkę do siatki, a po zmianie stron dołożył jeszcze trzecie trafienie ogrywając w dziecinny sposób argentyńskiego stopera Eintrachtu Davida Abrahama. W ten sposób „Lewy” zemścił się na tym piłkarzu za jego chamskie faule, zwłaszcza ten popełniony w 53. minucie, gdy Argentyńczyk brutalnie zaatakował nie uczestniczącego akurat w akcji Bayernu Lewandowskiego.

Tolerujący dotąd faule Abrahama sędzia wreszcie się zmitygował i w końcu ukarał go żółtą kartką, ale niewiele to pomogło. W końcu cierpliwość „Lewego” się wyczerpała i sam zaczął wymierzać swoim prześladowcom sprawiedliwość. Najpierw skarcił Marco Fabiana za cios w głowę, a potem wdał się w szarpaninę z Abrahamem, gdy ten w 70. minucie przywalił mu celowo łokciem w twarz. Trener Kovac, który przecież w poprzednim sezonie prowadził zespół Eintrachtu i zna doskonale zawodników tej drużyny, widząc co się dzieje na boisku dwie minuty później zdjął Lewandowskiego z boiska. Niewykluczone, że ustrzegł swojego najlepszego strzelca przed ciężką kontuzją, ale całkowicie bez strat to sie jednak nie obeszło.

„Lewy” we wtorek nie trenował z zespołem, bo jak się okazało w trakcie starć z oszalałymi z nienawiści obrońcami Eintrachtu doznał lekkiego urazu mięśni uda, nie licząc rozciętej skóry na policzku i ogólnych potłuczeń. W niemieckich mediach rozgorzała nawet przez moment dyskusja, czy sędziowie w Bundeslidze nie powinni stanowczo reagować na brutalne faule popełniane na najlepszych graczach ligi. Ostatecznie uznano, że Lewandowski nie jest zawodnikiem jakoś bardziej wybitnym od innych i temat upadł. Tego poglądu nie podzielił jednak Thomas Mueller, który po meczu stwierdził, że „Lewy” znalazł się na takim poziomie piłkarskich umiejętności, że nie musi już nikomu niczego udowadniać, a trzy gole strzelone Eintrachtowi wyjaśniają, dlaczego szefowie Bayernu nie chcą go puścić do innego klubu. Swoje trzy grosze do tej dyskusji dorzucił też zmienik „Lewego” Sandro Wagner, nie trafiając do pustej bramki z trzech metrów. Mimo to naszego piłkarza czeka trudny sezon. Nawet bardzo…

 

W Bayernie znów lubią Lewego

To chyba koniec medialnego zamieszania wokół niedoszłego transferu Roberta Lewandowskiego. Ostatecznie „Lewy” wrócił do Monachium i wznowił treningi, czyli nie poszedł drogą bojkotu wybraną przez wielu innych piłkarskich gwiazdorów.

 

Lewandowski od wielu miesięcy znajdował się pod bezpardonowym ostrzałem niemieckich mediów, które wrogo reagowały na każdą spekulację dotyczącą jego rzekomych planów odejścia z Bayernu Monachium. Nagonka odniosła ten skutek, że nawet kibice monachijskiego klubu zaczęli w internetowych ankietach domagać się transferu polskiego napastnika. „Lewy” z jakiegoś powodu nie uciszał tego medialnego zgiełku, choć zapewne wystarczyłby do tego jakaś nawet drobna manifestacja lojalności wobec Bayernu, kolegów z drużyny czy choćby stwierdzenie, że nie zamierza nigdzie się z ruszać. Nie zrobił tego jednak, chociaż nawet pobieżna analiza transferowego rynku pokazuje, że od strony czysto sportowej tego lata zupełnie nie opłacało się ruszać z Bayernu. Mógłby na ewentualnym transferze skorzystać jedynie finansowo, ale szefowie bawarskiego potentata, Uli Hoeness i Karl-Heinz Rummenigge, znaleźli i na to sposób. Obaj odbyli spotkanie z polskim piłkarzem i można jedynie przypuszczać, że w jego trakcie podsunęli mu do podpisania aneks do obowiązującego jeszcze trzy lata kontraktu, w którym w znacznej części zrekompensowali „Lewemu” utracone korzyści z niedoszłego transferu.

Potem rozmowę z cztery oczy z Lewandowskim odbył nowy trener Bayernu Niko Kovac. „Robert jest jednym z trzech najlepszych środkowych napastników na świecie, ma z Bayernem ważny kontrakt i w moich planach ogrywa kluczową rolę. Powiedziałem mu, że to dlatego władze klubie nie chciały podejmować żadnych rozmów transferowych. Robert moje stanowisko zaakceptował, co bardzo mnie ucieszyło. Teraz możemy skupić się na czysto piłkarskich sprawach i jak najlepiej przygotować się do nowego sezonu” – powiedział Kovac w wypowiedziach dla niemieckich mediów. W najbliższą niedzielę Bayern zainauguruje nowy sezon meczem o Superpuchar Niemiec z Eintrachtem Frankfurt. Ale wcześniej Uli Hoeness zaprosił cała kadrę na wystawną kolację do swojej restauracji nad jeziorem Tegernseez. Stoły uginały się od wykwintnych potraw, a biesiadującym przygrywała hiszpańska orkiestra. Hoeness miło witał wszystkich zawodników, lecz ostentacyjnie najwięcej uwagi poświęcał Lewandowskiemu, co odnotował tabloid „Bild”.

Te splendory z pewnością nie wszystkim graczom Bayernu się podobały, a na pewno nie tym, którzy są emocjonalnie związani z bawarskim klubem, jak Thomas Mueller, Manuel Neuer, Mats Hummels, Franck Ribery czy Arjen Robben. A „stara gwardia” pamięta, że w maju „Lewy” chciał zmiany klubu. Czy mu wybaczyli „zdradę”, przekonamy się już w najbliższą niedzielę w meczu o Superpuchar. Bez dokładnych podań od kolegów „Lewy” traci połowę swojej piłkarskiej wartości.

 

MŚ 2018: Łzy mistrzów świata

Niemieckie media kpiły z polskiej reprezentacji po jej klęsce w meczu z Kolumbią. Teraz robią to samo ze swoją drużyną, która sensacyjnie przegrała 0:2 z Koreą Południową i także odpadła w mundialu.

 

To trzecie z rzędu finały mistrzostw świata, w których obrońca tytułu odpada w już po fazie grupowej. W 2010 roku w RPA łzy rozpaczy ronili Włosi, w 2014 roku w Brazylii Hiszpanie, a teraz robią to Niemcy, dla których klęska na rosyjskich boiskach oznacza też koniec pięknej serii, bo od 12 lata każdy wielki turniej kończyli w strefie medalowej. Tym razem muszą wracać jak niepyszni do domu już po trzech rozegranych meczach, z których dwa przegrali – z Meksykiem 0:1 i Koreą Południową 0:2. Podopieczni Joachima Loewa okazali się lepsi jedynie w spotkaniu ze Szwecją, wygranym przez nich w dość szczęśliwych okolicznościach 2:1, ale rywalizację w grupie F ostatecznie zakończyli na ostatnim miejscu. Dla kibiców aktualnych mistrzów świata to przykre do przetrawienia upokorzenie, dlatego na reprezentację sypią się gromy.

Działaczy niemieckiej federacji klęska na rosyjskim mundialu też zaskoczyła. Według wstępnych szacunków będą musieli dopłacić do ustalonego na turniej budżetu blisko dwa miliony euro. Za udział w finałach mistrzostw świata FIFA wypłaci DFB tylko 9,1 mln euro, natomiast jak obliczają tamtejsze media, wydatki na przygotowania reprezentacji do mundialu pochłonęły kwotę 10,8 mln euro. Uniknąć debetu pozwoliłby dopiero awans do półfinału, co zakładano i na co po drugiej stronie Odry liczono. Nie bez powodu, bo w poprzednich startach ani razu nie zdarzyło się, żeby reprezentacja Niemiec musiała wracać do domu już po pierwszej fazie turnieju.

Gdy minął pierwszy szok w tamtejszych mediach rozpętało się jeszcze większe piekło, niż w polskich po porażce z biało-czerwonych z Kolumbią. Zwykle wyważony w opiniach „Die Welt” tym razem napisał: „To nie wstyd, to jest hańba!”.
Nie oszczędzał piłkarzy Joachima Loewa też zawsze skory do używania ostrych słów tabloid „Bild”: „To największy blamaż w historii występów Niemiec na mistrzostwach świata. Ale właśnie na taki koniec nasi piłkarze sobie zapracowali”.
Na rzeczową analizę zdobył się natomiast „Der Spiegel”, który napisał: „Trener Joachim Loew dokonał pięciu zmian w wyjściowej jedenastce w porównaniu ze zwycięskim meczem ze Szwedami. Mesut Oezil wrócił do drużyny, Thomas Mueller powędrował na ławkę, po raz pierwszy od 2010 roku. Tyle zmian chyba rozbiło niemiecką drużynę”.

Media zastanawiają się też nad przyszłością trenera Joachima Loewa, z którym niedawno szefowie DFB przedłużyli umowę do 2022 roku.