Walczą o Złotego Buta

Kto w tym sezonie zdobędzie „Złotego Buta” – nagrodę dla najskuteczniejszego strzelca lig europejskich? W tej chwili liderem wyścigu z 23 trafieniami jest włoski napastnik Lazio Rzym Ciro Immobile.

Dla przypomnienia – o kolejności w rankingu decydują punkty za zdobyte bramki, które wynikają z mnożenia przez współczynnik trudności rozgrywek. Gole strzelone w pięciu czołowych liga Europy (hiszpańskiej, angielskiej, niemieckiej, włoskiej i francuskiej) są mnożone przez dwa. Ciro Immobile ma zatem na koncie 46 punktów za 23 strzelone gole i wyprzedza o sześć punktów zajmujących ex aequo druga lokatę dwóch liderów klasyfikacji strzelców Bundesligi, czyli Roberta Lewandowskiego (Bayern Monachium) i Niemca Timo Wernera (RB Lipsk), którzy mają na koncie po 20 bramek i 40 punktów. Czwarte miejsce w zestawieniu zajmuje Anglik Jamie Vardy (Leicester City) z dorobkiem 17 goli i 34 pkt, ale kolejną lokatę zajmuje już Crystiano Ronaldo (Juventus Turyn, 16 goli, 32 pkt). Portugalczyk słabo zaczął ten sezon, ale w nowy rok wszedł z rozmachem. W trzech rozegranych w styczniu kolejkach Serie A strzelił sześć goli i wrócił do gry o „Złoty But”. Żeby jednak zdobyć to trofeum po raz piąty w karierze, musi po raz pierwszy wywalczyć także tytuł króla strzelców włoskiej ekstraklasy. Nie będzie to łatwe zadanie, bo Immobile też strzelił sześć goli w trzech styczniowych kolejkach ligowych. To dzięki nim Włoch, który kończył ubiegły rok z 17 trafieniami na koncie i był w klasyfikacji „ZB” za Lewandowskim (19) i Wernerem (18), teraz odskoczył konkurentom na spory dystans. Immobile swoje 23 gole strzelił w 19 występach, a dziewięć z nich uzyskał z rzutów karnych.
Rywalizacja w tym sezonie będzie jednak do końca rozgrywek niezwykle emocjonująca. W czołówce rankingu znajduje się liczna grupa snajperów. Szóstą lokatę zajmuje Argentyńczyk Sergio Aguero (Manchester City, 15 goli, 30 pkt), ale zaraz za nim plasuje się jego wielki rodak, sześciokrotny zdobywca „Złotej Piłki” Leo Messi (FC Barcelona, 14 goli, 28 pkt).

Wyróżnili Lewego i Fabiańskiego

W swoim dorocznej ocenie piłkarzy Bundesligi tygodnik „Kicker” przyznał najwyższą ocenę, „klasę światową”, tylko jednemu graczowi – Robertowi Lewandowskiemu. Innego rodzaju wyróżnienie otrzymał w Anglii bramkarz Łukasz Fabiański, którego portal Whoscored.com umieścił w jedenastce dekady Premier League.

Magazyn „Kicker” ocenił rundę jesienną w wykonaniu niemieckich piłkarzy oraz obcokrajowców grających w Bundeslidze. Robert Lewandowski po raz szósty w karierze otrzymał najwyższą możliwą notę – „Weltklasse”, czyli klasę światową. Nie byłoby w tym zatem nic szczególnego, gdyby nie to, że Polak jest tym razem jedynym graczem niemieckiej ekstraklasy wyróżnionym maksymalną oceną. Zasłużył na nią bezdyskusyjnie. Przypomnijmy, że rundzie jesiennej w 17 meczach ligowych zdobył aż 19 bramek i zaliczył dwie asysty. Świetne występy zanotował także w Lidze Mistrzów, gdzie po fazie grupowej jest najskuteczniejszym strzelcem z dorobkiem 10 goli.

Lewandowski dość długo musiał czekać na tak wysoką ocenę, bo po wcześniej „klasę światową” przyznano mu po rundzie wiosennej sezonu 2016/2017 („Kicker ocenia piłkarzy co pół roku). Wtedy wraz z nim najwyższą notą wyróżniono też Pierre’a-Emericka Aubameyanga, wtedy jeszcze napastnika Borussii Dortmund, który na finiszu rozgrywek wyprzedził Lewandowskiego w wyścigu o tytuł króla strzelców Bundesligi. W obecnym sezonie zdaniem „Kickera” żaden inny piłkarz w Bundeslidze nie zasłużył na „klasę światową”. Timo Werner z RB Lipsk, Marcus Thuram z Borussii Moenchengladbach i Milot Rashica z Werderu Brema otrzymali „klasę międzynarodową”, czyli o stopień niższą. Werner jest najbliżej dorównania „Lewemu” już w rundzie wiosennej, bo na półmetku rozgrywek ma tylko o jedną bramkę na koncie mniej od niego i z pewnością będzie najpoważniejszym konkurentem Polaka do zdobycia tytułu króla strzelców.

Lewandowski zaczął przygotowania do rundy wiosennej z lekkim opóźnieniem i samotnie, bo jak wiadomo przechodził rehabilitację po przebytym w grudniu zabiegu usunięcia przepukliny pachwinowej. Nie pojechał z kadrą Bayernu na krótkie zimowe zgrupowanie w Katarze, ale w minioną środę był już widziany w Monachium w ośrodku treningowym bawarskiego klubu jak ćwiczy indywidualnie pod okiem fizjoterapeuty. W podobnej sytuacji co „Lewy” są jeszcze leczący urazy Hiszpan Javi Martinez, Francuz Kingsley Coman i Niemiec Niklas Suele. W piątek cała czwórka będzie już mogła spotkać się z kolegami, bo ekipa Bayernu tego dnia wróci do Monachium. Broniący mistrzowskiego tytułu bawarski zespół pierwszy mecz ligowy w 2020 roku rozegra 19 stycznia w Berlinie z Herthą. Wiele wskazuje, że do tego czasu Lewandowski wróci do pełni sił, a zatem niewykluczone, że w stolicy Niemiec zagra. To dobra wiadomość także dla kibiców reprezentacji Polski, bo forma jej najskuteczniejszego strzelca i kapitana może mieć kluczowe znaczenie podczas czekających nas w tym roku mistrzostw Europy
A że klasowych piłkarzy w kadrze nigdy za wiele, powinno nas cieszyć każde wyróżnienie dla polskiego piłkarza. Zwłaszcza przyznane na podstawie meczowych not, a takie przyznał Łukaszowi Fabiańskiemu fachowy angielski portal piłkarski Whoscored.com. Bramkarz naszej reprezentacji znalazł się w najlepszej jedenastce w ostatnich dziesięciu sezonów Premier League.

Fabiański Fabiański występuje na angielskich boiskach od 13 lat. W lipcu 2007 roku Fabiański przeszedł do Arsenalu Londyn z Legii Warszawa. W barwach „Kanonierów” rozegrał 78 spotkań. Później przeniósł się do Swansea City, a w barwach tego walijskiego klubu wystąpił 150 razy. Od lipca 2018 roku jest kluczowym zawodnikiem West Hamu United, w którym zaliczył dotąd 47 meczów. W każdym z tych zespołów Fabiański spisywał się bardzo dobrze, o czym świadczą najlepiej meczowe oceny przyznawane m. in. przez Whoscored.com.

Po ich zsumowaniu wyszło, że polski bramkarz spośród wszystkich golkiperów występujących w tym okresie w angielskiej ekstraklasie ma najwyższą średnia notę 6,89. Policzono, że od stycznia 2010 roku Fabiański interweniował 737 razy, a w 58 spotkaniach zachował czyste konto. W jedenastce dekady znalazł się w doborowym towarzystwie. Do najlepszej drużyny ostatniego dziesięciolecia wybrano również m. in. Edena Hazarda (średnia ocena 7,64), Sadio Mane (7,31), Harry’ego Kane’a (7,42) czy Sergio Aguero (7,46). Fabiański będzie zatem godnym konkurentem dla Wojciecha Szczęsnego.

 

Lewandowski i Gikiewicz w „11” rundy jesiennej Bundesligi

W niemieckiej Bundeslidze występuje obecnie tylko garstka polskich piłkarzy, ale w najlepszej jedenastce rundy jesiennej znalazło się dwóch naszych zawodników – bramkarz Unionu Berlin Rafał Gikiewicz, co jest dużą niespodzianką oraz rzecz jasna napastnik Bayernu Monachium Robert Lewandowski, którego obecność w tym gronie chyba nikogo nie dziwi.

W zestawieniu opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej Bundesligi w „11” rundy jesiennej znaleźli się: Rafał Rafał Gikiewicz (Union Berlin) – Matthias Ginter (Borussia Moenchengladbach), Mats Hummels (Borussia Dortmund), Robin Koch (SC Freiburg) – Marcel Sabitzer (RB Lipsk), Serge Gnabry (Bayern Monachum), Jadon Sancho (Borussia Dortmund), Amine Harit (Schalke Gelsenkirchen) – Marcus Thuram (Borussia Moenchengladbach), Robert Lewandowski (Bayern Monachium) i Timo Werner (RB Lipsk).

„Union Berlin zaskoczył wielu w pierwszej rundzie. Debiutant w Bundeslidze szczególnie przed własną publicznością spisywał się bardzo dobrze i z dorobkiem 20 punktów zajmuje bezpieczne miejsce w środku tabeli. Gikiewicz pomógł drużynie 69 udanymi interwencjami. Obronił więcej strzałów niż jakikolwiek inny bramkarz w lidze, uzyskując 74-procentową skuteczność” – napisano w uzasadnieniu wyboru 32-letniego polskiego bramkarza. Gikiewicz zdystansował Zacka Steffena z Fortuny Duesseldorf (67 udanych interwencji), Szwajcara Yanna Sommera z Borussii Moenchengladbach i Robina Zentnera z FSV Mainz (po 61) oraz Jirego Pavlenkę z Werderu Brema (58).

Gikiewicz trafił do występującego wówczas w 2.Bundeslidze berlińskiego klubu latem 2018 roku z SC Freiburg mocno przyczynił się do wywalczenia pierwszego w historii awansu Unionu do niemieckiej ekstraklasy. Jego obecny kontrakt wygasa 30 czerwca 2020 roku, ale negocjuje jego przedłużenie.

Obecność Lewandowskiego w najlepszej jedenastce rundy jesiennej nie ulega kwestii. Kapitan reprezentacji Polski po 17 kolejkach ma na koncie 19 bramek i jest liderem klasyfikacji strzelców. „Najlepszy strzelec ligi miał rekordowy rok. Był pierwszym graczem, który strzelał gole w każdym z pierwszych jedenastu meczów sezonu. Miał dwucyfrową liczbę goli już po sześciu spotkaniach, czego wcześniej nie dokonał w Bundeslidze nikt inny. Wypada też podkreślić, że był także najskuteczniejszym strzelcem fazy grupowej Ligi Mistrzów, zdobywając w sześciu meczach 10 goli, w tym cztery w spotkaniu z Crveną Zvezdą wbite w niecałe 15 minut. Te liczby mówią same za siebie” – napisano w uzasadnieniu wyboru „Lewego”.

Warto też przy okazji przypomnieć, że Lewandowski w tym roku przełamał trwająca od 10 lat na europejskich boiskach snajperską hegemonię dwóch futbolowych geniuszy – Argentyńczyka Leo Messiego i Portugalczyka Cristioano Ronaldo. „Lewy” w 2019 roku zdobył łącznie 54 bramki w 58 meczach Bayernu i reprezentacji Polski i został najskuteczniejszym piłkarzem w Europie, wyprzedzając drugiego w zestawieniu Messiego o cztery trafienia, a trzeciego Francuza Kyliana Mbappe aż od dziesięć.

 

Timo Werner ściga Lewego

W środę Bayern Monachium pokonał na wyjeździe Freiburg 3:1, a jednego z goli zdobył Robert Lewandowski. To był 54. gol kapitana reprezentacji Polski strzelony w 2019 roku, co jest jego najlepszym wynikiem w karierze, dającym mu zdecydowane prowadzenie w klasyfikacji najskuteczniejszych w tym roku strzelców w Europie. W Bundeslidze nasz piłkarz z dorobkiem 19 trafień jest liderem w klasyfikacji snajperów obecnego sezonu, ale wyrósł mu groźny konkurent – napastnik RB Lipsk Tomo Werner, który ma na koncie tylko jedną bramkę mniej.

W 2019 roku żaden z piłkarzy grających w najsilniejszych ligach Europy nie zdobył więcej goli niż kapitan reprezentacji Polski. Drugi w klasyfikacji Argentyńczyk Leo Messi przez ostatnich 12 miesięcy trafiał do siatki 49 razy, a że nie zdołał poprawić swojego dorobku w środowym starciu Barcelony z Realem Madryt, musiałby w ostatnim tegorocznym występie jaki mu pozostał (21 grudnia z Deportivo Alaves) zdobyć co najmniej sześć bramek, żeby wyprzedzić Polaka. Oczywiście przy założeniu, że „Lewy”, który także ma jeszcze jeden mecz do rozegrania w Bundeslidze (także 21 grudnia, z VfL Wolfsburg), nie zaliczy w nim trafienia.

Napastnik Bayernu ma na koncie już 54 bramki i jest jak na razie jedynym zawodnikiem, który w 2019 roku przekroczył granicę 50 goli. Polak dokonał tego po raz drugi w karierze, stając się trzecim graczem obecnej ery w futbolu, po Messim i Cristiano Ronaldo, który zdołał więcej niż raz przekroczyć w jednym roku barierę 50 goli. Kolejni gracze na liście, Anglik Raheem Sterling z Manchesteru City i Francuz Kylian Mbappe z Paris Saint-Germain, mają jeszcze trudniejsze zadanie, bo mają na koncie po 43 gole.

Na tegoroczny dorobek Lewandowskiego składa się 48 goli strzelonych w 44 meczach Bayernu i 6 trafień w 10 spotkaniach reprezentacji Polski. 31 goli „Lewy” strzelił w Bundeslidze, 10 w Lidze Mistrzów i siedem w Pucharze Niemiec. A zatem wszystko wskazuje, że niczym nie nagradzany tytuł najskuteczniejszego piłkarza roku w Europie w 2019 przypadnie Lewandowskiemu. W tej dekadzie zdobywali go jedynie Portugalczyk Cristiano Ronaldo (4), Messi (3) i Harry Kane (1). W XXI wieku opróz z tych graczy i Lewandowskiego powyżej 50 bramek w jednym roku kalendarzowym zdobyli jeszcze Luis Suarez (51, 2016) i Edinson Cavani (53, 2017), a dwukrotnie do granicy 50 trafień dobił Szwed Zlatan Ibrahimović (2012 i 2016).

Kapitan reprezentacji Polski ściga się jednak także w innych prestiżowych klasyfikacjach, na dodatek nagradzanych pamiątkowymi statuetkami i miejscem w futbolowych kronikach. Zdobywając bramkę w środowym spotkaniu z Freiburgiem (3:1) „Lewy” powiększył swój strzelecki dorobek w obecnym sezonie do 19 trafień i za jednym zamachem odzyskał pozycję samodzielnego lidera w klasyfikacji snajperów niemieckiej Bundesligi oraz zwiększając łączną liczbę goli do 221 awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji wszech czasów niemieckiej ekstraklasy. Przed nim są już tylko Klaus Fischer (268 goli) i Gerd Mueller (365 goli).

Lewandowskiemu w niemieckiej lidze w ostatnich tygodniach nieoczekiwanie wyrósł groźny rywal do zdobycia statuetki armaty, która jest nagrodą dla króla strzelców Bundesligi. To 23-letni napastnik aktualnego lidera RB Lipsk Timo Werner. Reprezentant Niemiec w miniony wtorek zdobył dwie kolejne bramki w spotkaniu z Borussią Dortmund (3:3) i na chwilę dogonił w klasyfikacji strzelców „Lewego”, który przed środowym meczem Bayernu z Freiburgiem także miał na koncie 18 trafień. Odpowiedź polskiego napastnika była natychmiastowa, ale Werner także jest w fenomenalnej formie i nie można wykluczyć, że na finiszu jesiennej rundy jeśli nie przegoni, to co najmniej zrówna się z Lewandowskim. W ostatniej kolejce RB Lipsk gra u siebie z 10. w tabeli Augsburgiem, natomiast przeciwnik Bayernu, VfL Wolfsburg, zajmuje 8. lokatę.

Rywalizacja Lewandowskiego z Wernerem jest świetną promocją Bundesligi, bo ci dwaj piłkarze zajmują w tej chwili także czołowe lokaty w klasyfikacji „Złotego Buta”, nagrody dla najskuteczniejszego strzelca sezonu w ligach europejskich. Dla przypomnienia: ranking powstaje w oparciu o liczbę goli strzelonych przez piłkarzy w krajowych ligach. Bramki są mnożone przez współczynnik trudności rozgrywek. Najwyższy, dwa, ma pięć czołowych lig – hiszpańska, angielska, niemiecka, francuska i włoska. Współczynnik zależy od wyników klubów z każdej ligi w europejskich pucharach w ciągu ostatnich pięciu sezonów. W poprzednim sezonie nagrodę „Złotego Buta” otrzymał Leo Messi – Argentyńczyk zwyciężył z dorobkiem 36 goli i 72 punktów.
W obecnym sezonie prowadzi Lewandowski (19 goli i 38 pkt), a drugi w zestawieniu jest Werner ( 18 goli, 36 pkt). Trzecie miejsce zajmuje Włoch Ciro Immobile z Lazio Rzym, legitymujący się dorobkiem 17 trafień i 34 pkt, czwarte Anglik Jamie Vardy z Leicester City (16 goli, 32 pkt), a piątą lokatę okupują na spółkę Messi i francuski napastnik Realu Madryt Karim Benzema (obaj mają po 12 goli i 24 pkt). Ale to dopiero półmetek rozgrywek.

 

Lewandowski dogonił Juppa Heynckesa

Robert Lewandowski przerwał serię trzech ligowych meczów bez gola. W 15. kolejce Bundesligi zdobył dwie bramki dla Bayernu w wygranym 6:1 spotkaniu z Werderem. Kapitan reprezentacji Polski ma teraz na koncie 220 goli w niemieckiej ekstraklasie, tyle samo co trzeci w klasyfikacji wszech czasów Jupp Heynckes. W Bayernie skuteczniejszy od niego jest już tylko Gerd Mueller.

Bohaterem był Philippe Coutinho, który popisał się hat-trickiem, ale polski napastnik również zebrał bardzo dobre noty w niemieckich mediach. Najwyższą notę przyznał mu „Die Tageszeitung” i „Bild”, gdzie Lewandowski otrzymał 1 (1w Niemczech oznacza ocenę najwyższą, 6 najniższą). Niemieckie media bardziej jednak ekscytuje to, że polski napastnik wyrównał osiągnięcie trzeciego w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii Bundesligi Juppa Heynckesa. Już od dawna było oczywiste, że „Lewy” dogoni w tym prestiżowym zestawieniu swojego byłego trenera z Bayernie i w minioną sobotę w końcu tego dokonał, bo dzięki bramkom wbitym drużynie Werderu powiększył swój łączny dorobek strzelecki w Bundeslidze do 220 trafień.

Tyle samo ma na koncie Heynckes, ale on na trzeciej pozycji na pewno długo się nie utrzyma i być może nawet w następnej kolejce wypadnie już na zawsze z podium. Przed Lewandowskim w klasyfikacji strzelców wszech czasów są już tylko Gerd Mueller z 365 golami na koncie oraz Klaus Fischer, który ma w dorobku 268 trafień. Pierwszego z nich Polak raczej nie ma szans dogonić, ale Fischera z pewnością jest w stanie.

Dla Lewandowskiego awans do pierwszej trójki klasyfikacji wszech czasów Bundesligi to kolejny rekord. W tym sezonie zdołał pobić osiągnięcie Gerda Muellera, gdy w pierwszych 11 spotkaniach sezonu zdobył 16 bramek. Sam ustanowił nowy rekord Bundesligi, strzelając gole w każdym meczu w pierwszych 11 kolejkach sezonu. Został również z dorobkiem 10 goli najskuteczniejszym strzelcem fazy grupowej Ligi Mistrzów, czym wyrównał swój życiowy rekord w tych rozgrywkach. W edycji 2012/2013 strzelił dla Borussii Dortmund także 10 goli, ale wtedy uzyskał ten wynik w 13 meczach – drużyna z Dortmundu dotarła wtedy aż do finału rozgrywek. Wiosną „Lewy” będzie miał co najmniej dwie okazje do poprawienia życiowego rekordu, bowiem jak wiadomo Bayern awansował do 1/8 finału (losowanie par odbędzie się 16 grudnia). Polski napastnik Bayernu jest na dobrej drodze do powiększenia swojej kolekcji indywidualnych trofeów o koronę króla strzelców Champions League, bo to jedyne, obok Pucharu Polski i polskiej IV ligi rozgrywki klubowe, w których uczestniczył, a w których nie został najlepszym strzelcem. Ma już w dorobku 13 tytułów króla snajperów – w trzech najwyższych liga w Polsce, Bundeslidze (4) i Pucharze Niemiec (4) oraz w eliminacji Euro 2016 i MŚ 2018.

Jesienią Lewandowski powiększył swój strzelecki dorobek w Lidze Mistrzów do 63 goli i awansował na piąte miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych elitarnych rozgrywek. Więcej bramek od niego zdobyli jedynie Karim Benzema (64), Raul Gonzalez (72), Lionel Messi (114) i Cristiano Ronaldo (128). „Lewy” jest jednak najlepszym strzelcem niemieckich klubów w historii Champions League, a także najskuteczniejszym graczem zarówno Borussii, jak i Bayernu. Dla zespołu z Dortmundu zdobył w Lidze Mistrzów 17, a dla Bayernu 46 bramek.

W tym sezonie jest też na najlepszej drodze do wywalczenia po raz piąty w karierze i po raz trzeci z rzędu słynnej armatki, którą Bundesliga nagradza najskuteczniejszego gracza sezonu. „Lewy” po 15 kolejkach prowadzi z dorobkiem 18 trafień. Jak bardzo jest to imponujące osiągnięcie niech świadczy fakt, że w pięciu sezonach niemieckiej ekstraklasy tyle bramek wystarczyło do zdobycia tytułu króla strzelców (1988/89, 1989/90, 1993/94, 1995/96 i 2001/02). Nasz piłkarz ma jednak w tym sezonie godnego konkurenta w osobie napastnika reprezentacji Niemiec i RB Lipsk Timo Wernera, który w sobotę zdobył bramkę w spotkaniu z Fortuną Duesseldorf (3:0) i ma ich teraz na koncie 16. Kolejni gracze w zestawieniu mają już ogromną stratę, bo trzeci Rouwen Hennings z Fortuny Duesseldorf ma w dorobku 10 trafień, czwarty Marco Reus z Borussii Dortmund dziewięć, a jego kolega z zespołu Jadon Sancho osiem. Kapitan reprezentacji Polski będzie zatem musiał pewnie do ostatniej kolejki ścigać się jedynie z Wernerem, co może przyczynić się do jakiegoś kolejnego rekordowego osiągnięcia, bo wygląda na to, że obaj ci gracze mogą znacznie przekroczyć magiczną w Bundeslidze barierę 30 goli. Jeśli to Lewandowski wygra ten wyścig i zdobędzie trzecią z rzędu nagrodę dla króla strzelców, dorówna tym Gerdowi Muellerowi, który jak na razie jest jedynym piłkarzem, który w niemieckiej ekstraklasie trzykrotnie z rzędu zdobywał ten tytuł (dokonał tego w latach 1971-1974).
W spotkaniu z Werderem Brema Lewandowski przerwał krótkotrwałą, trwającą 330 minut strzelecką niemoc, w wyniku której w trzech kolejnych meczach nie zdobył bramek. Nie szło też w Bundeslidze Bayernowi, bo przegrał u siebie z Bayerem Leverkusen 1:2 i na wyjeździe z Borussią Moenchengladbach także 1:2, przez co przed 15. kolejką zajmował dopiero szóste miejsce. Po wygranej 6:1 z Werderem bawarska ekipa wróciła do czołówki, lecz wiadomo już, że na zimową przerwę na pewno nie uda się w roli lidera Bundesligi.

Ale Lewandowski ma się jeszcze o co bić, bo w całym 2019 strzelił już 53 gole w 54 meczach i może zostać najskuteczniejszym piłkarzem roku w Europie. Drugi w tej klasyfikacji Leo Messi ma aktualnie na koncie 49 bramek w 56 spotkaniach. Obaj mogą rozegrać jeszcze w 2019 po dwa mecze. W ostatnich latach najskuteczniejszym graczem roku zostawał albo Messi, albo Cristiano Ronaldo, z wyjątkiem 2017 roku, gdy obu prześcignął angielski snajper Tottenhamu Harry Kane, zdobywając aż 56 bramek.

W tym roku może tego dokonać Lewandowski. Przed nim jeszcze mecze z Freiburgiem (18 grudnia) i Wolfsburgiem (21 grudnia), a te zespoły należą do jego ulubionych, bo w 31 występach przeciwko nim zdobył aż 35 bramek.

 

Lewy trafił po raz trzynasty

Gol strzelony przez Roberta Lewandowskiego w meczu 9. kolejki Bundesligi z Unionem Berlin (2:1) był jego 13. ligowym trafieniem w tym sezonie. Polski napastnik Bayernu Monachium jest liderem klasyfikacji strzelców – nad drugim w stawce Timo Wernerem z RB Lipsk ma aż siedem bramek przewagi.

Lewandowski zdobywał bramki we wszystkich dziewięciu ligowych kolejkach obecnego sezonu, a zaliczając trafienie w spotkaniu z Unionem Berlin został pierwszym piłkarzem w historii Bundesligi, który strzelił przynajmniej jednego gola w każdym z pierwszych dziewięciu meczów sezonu. Wcześniej dzielił na spółkę z Pierre -Emerickiem Aubameyangiem rekord trafień w pierwszych ośmiu spotkaniach ligowych z rzędu. Niewykluczone, że w 10. kolejce, jeśli znów zdobędzie bramkę, ustanowi nowy rekord. „Lewy” jest w tej chwili w życiowej formie i na każdym froncie uzyskuje niesamowite statystyki. W reprezentacji Polski doszedł do granicy 60 trafień, w Lidze Mistrzów ma 58 goli w klasyfikacji wszech czasów, a w Bundeslidze dogania powoli trzeciego na liście wszech czasów Juppa Heynckesa – brakuje mu jeszcze tylko pięciu bramek. Odskoczył także Leo Messiemu w rankingu najlepszych klubowych strzelców w 2019 roku. Polak zdobył do tej pory 37 bramek w 36 spotkaniach, natomiast argentyński gwiazdor FC Barcelona ma na koncie 33 trafienia w 37 meczach. Trzecie miejsce w tym zestawieniu z 28 bramkami zajmują Kylian Mbappe (30 meczów) i Sergio Aguero (34 mecze).

Niemieckie media nie szczędzą kapitanowi reprezentacji Polski komplementów, ale zarazem podkreślają, że w tej chwili Bayern jest niepokojąco uzależniony od Lewandowskiego, a na domiar złego słabo prezentuje się jako zespół, szczególnie w grze defensywnej. Bawarska jedenastka pokonała Union Berlin z najwyższym trudem i odzyskała prowadzenie w tabeli Bundesligi. Warto odnotować, że w bramce beniaminka z Berlina stał polski bramkarz Rafał Gikiewicz.
Kapitan reprezentacji Polski jest na dobrej drodze do zdobycie kolejnego tytułu króla strzelców Bundesligi – piątego w ogóle, a trzeciego z rzędu. Jeśli wygra rywalizację po raz trzeci, wyrówna osiągnięcie legendarnego Gerda Muellera, który wygrywał rywalizację snajperów Bundesligi w latach 1972-1974. W liczbie tytułów króla strzelców „Lewy” z czterema triumfami już jest drugi, a więcej od niego wygrywał tę prestiżową rywalizacje tylko wspomniany Gerd Mueller, który ma na koncie siedem tytułów.

W klasyfikacji strzelców obecnego sezonu jest pierwszy z dorobkiem 13 goli. Drugi w zestawieniu Timo Werner z RB Lipsk ma na koncie sześć bramek. Trzecią lokatę zajmuje pięciu graczy z pięcioma trafieniami – Paco Alcacer (Borussia Dortmund), Rouwen Hennings (Fortuna Duesseldorf), Goncalo Paciencia (Eintracht Frankfurt), Marco Reus (Borussia Dortmund), Wout Weghorst (VfL Wolfsburg). Dorobek „Lewego” jest imponujący nie tylko na tle rywali z Bundesligi, ale także w porównaniu z dokonaniami snajperów w innych czołowych ligach europejskich. W Hiszpanii najskuteczniejsi z siedmioma trafieniami są Gerard Moreno (Villarreal) i Artur Moron (Betis Sewilla), w Anglii z dziewięcioma golami w dorobku prowadzi Jamie Vardy (Leicester City), we Włoszech także z dziewięcioma trafieniami przewodzi Ciro Immobile z Lazio Rzym, a we Francji z tyloma golami na czele jest klubiwy kolega Kamila Glika z AS Monaco Wissam Ben Yedder.

 

Piszczek wyżej od Lewego

Po pierwszej kolejce wiosennej rundy w czołówce Bundesligi nie doszło do zmian, bo trzy czołowe zespoły wygrały swoje mecze. Borussia Dortmund utrzymała więc sześć punktów przewagi nad Bayernem Monachium i dziewięć punktów na Borussią M’gladbach.

Wiosenną rundę Bundesligi wznowili w piątek piłkarze Hoffenheim i Bayernu Monachium w spotkaniu, które zakończyło się wygraną Bawarczyków 3:1. Jedną z bramek zdobył Robert Lewandowski, dla którego było to jedenaste ligowe trafienie w obecnych rozgrywkach. Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie zdobył już 23. bramkę i należy do najskuteczniejszych strzelców w Europie, lecz z Bundeslidze liderem klasyfikacji snajperów jest 20-letni napastnik Luka Jović z Eintrachtu Frankfurt, który w wygranym przez jego zespół 3:1 meczu z Freiburgiem zdobył swoją trzynastą bramkę i objął prowadzenie. Drugi w zestawieniu jest napastnik Borussii Dortmund Paco Alcacer z 12 trafieniami, a za tą dwójką z jedenastoma, oprócz „Lewego”, plasują się jeszcze Marco Reus z Borussii Dortmund i Timo Werner w RB Lipsk.

Obaj gracze zespołu lidera Bundesligi nie powiększyli swojego dorobku. Borussia Dortmund grała swój mecz w sobotę, tak samo jak Bayern na wyjeździe, a jej przeciwnikiem była czwarta w tabeli ekipa RB Lipsk. W ekipie z Dortmundu zabrakło kontuzjowanego Reusa, a Paco Alcacar zaczął spotkanie na ławce rezerwowych. Piłkarze BVB grali pod presją, bo w przypadku porażki ich przewaga nad Bayernem zmalałaby do trzech punktów, więc na trudnym terenie w Lipsku od pierwszej minuty atakowali zawzięcie bramkę rywali. W 19. minucie piłkę wrzuconą w pole karne odbił głową Łukasz Piszczek wprost pod nogi Axela Witsela, a Belg kropnął z pięciu metrów pod poprzeczkę i było 1:0 dla gości.

Dortmundczycy mimo licznych okazji więcej goli już nie strzelili. Dopiero w 79. minucie na boisku pojawił się Paco Alcacer, ale i on trafił jedynie w poprzeczkę, a w doliczonym czasie gry nie zdołał nawet wykorzystać sytuacji jeden na jednego z bramkarzem gospodarzy. Swojego bramkowego dorobku nie powiększył też snajper RB Lipsk Werner. Piszczek grał do 89. minuty i został zmieniony przez Mariusa Wolfa. Dzięki wygranej drużyna Borussii utrzymała się na prowadzeniu z przewagą sześciu punktów nad Bayernem. Zespół RB Lipsk pozostał na z czwartym miejscu, ale jego strata do lidera urosła do 14 punktów.

Trzecim polskim piłkarzem, który w inauguracyjnej kolejce wiosennej rundy rewanżowej zagrał w wyjściowym składzie swojej drużyny, był obrońca Fortuny Duesseldorf Marcin Kamiński. Jego zespół zmierzył się na wyjeździe z FC Augsburg. Fortuna jeszcze przed przerwą objęła prowadzenie po bramce Marvina Duckscha, ale po zmianie stron gospodarze w 64. minucie doprowadzili do wyrównania. Zwycięskiego gola Fortuna strzeliła w 89. minucie, a jej autorem był Benito Raman.
W pościgu za Borussią Dortmund oprócz Bayernu liczy się jeszcze Borussia M’gladbach, która ma na koncie trzy punkty straty do wicelidera i 9 pkt do lidera.