TSUE – Polska 1:0 Ważny tunajt

Z zasady nie śledzę zbyt uważnie szczekania probankowej sfory, bo parokroć się przekonałem, że jej opinie są podyktowane grubością pęgi, którą towarzystwo przytula co miesiąc, w ramach „obsługi medialnej” sektora, a ten, jak chce, to z kasą się nie liczy. Jak chce. Bo jak nie chce, to wyczyści człowieka z ostatniego grosza i zostawi na bruku. To akurat potrafi.

Wyczekiwany przez środowisko frankowiczów wyrok TSUE zapadł; nie należy zastępować klauzul niedozwolonych polską licentia poetica sądu. Klient wybiera, czy kredyt jest nieważny czy nie. Konsument był oszukiwany przez banki i widać to jak na dłoni. Taka jest po krótce sentencja orzeczenia przedsądowego luksemburskiego Trybunału. Innym słowy, wypełniły się pisma, o których wieszczył rzecznik tegoż Trybunału jeszcze w wakacje, a przed którymi to bankowe środowisko w Polsce drżało, bo to bodaj pierwszy raz, kiedy ktoś znajduje na nich bat. I to do tego na Zachodzie, bo w Polsce żaden rząd, jak dotąd, nie wszedł banksterce w paradę.
W środę, dzień przed wyrokiem TSUE, przemogłem się, i przeczytałem kilka mądrych artykułów na temat tego, czym może grozić korzystny dla frankowiczów, potencjalny wyrok TSUE. Na głównej stronie jednego z dużych, ogólnopolskich portali, pewien mądry Pan, nie wiem, czy w szale uniesienia, czy też może w pomroczności jasnej, pisał był wprost, że nawet jeśli bank „zdecyduje się unieważnić w umowach klauzule niedozwolone (…)”. Dosłownie! Złapałem się za głowę, i długo nie mogłem uwierzyć, w to co czytam. Są w zapisach umów klauzule niedozwolone i wszyscy to wiedzą, ale bank, po uważaniu, decyduje, które są mu na rękę, a które nie. Gorzej na wątrobie zrobiło mi się jeszcze bardziej, gdym przeczytał tekst samego Witolda Gadomskiego, guru polskiego dziennikarstwa ekonomicznego, i to gdzie-w „Gazecie”, tej samej, której nie jest wszystko jedno. Pisał tamże jeszcze wczoraj Gadomski Wiktor, że „(…) Oczywiście zdarzało się, że banki ustalały własne, niekorzystne dla klientów kursy kupna i sprzedaży franków, co było nadużyciem, ale problem ten już dawno został rozwiązany”. Po pierwsze, nie „zdarzało się”, ale było normą. Po drugie: nie było „nadużyciem”, ale zapisem niezgodnym z prawem i zgodnie z tym, na podstawie art. 385 KC, „ustalanie własnych niekorzystnych kursów” jest i powinno być usuwane z umów przez sądy. Jest to konsekwencja stosowania prawa, a nie widzimisizm. Po trzecie, problem „nie został rozwiązany” – ani dawno, ani niedawno. Chyba, że za rozwiązanie można uznać dzisiejszy wyrok TSUE, choć wyrok ów jest li tylko wskazówką dla sędziów, istotną i ważną, ale nie wytyczną i obligiem. Doprawdy, zastanawiam się, ileż trzeba mieć w sobie a) cynizmu, b) naiwności, c) złej woli, d) wszystkiego naraz, żeby wierzyć, że po orzeczeniu TSUE, które przywraca normalność w relacji klient-bank, system polskiej finansjery zawali się na łeb na szyję, korporacje pójdą z torbami a ludzie stracą swoje oszczędności. Metoda szczucia biednych złotówkowiczów na pazernych frankowiczów, akurat w Polsce, gdzie jeden drugiego utopiłby w łyżce wody, a poziom empatii wobec współobywatela sięga holenderskich depresji, została przez lobby bankowe opanowana do perfekcji. Gorzej jest, kiedy pisząc podobne do przytoczonych pamflety, autor naprawdę wierzy, w to co pisze i uważa, że w starciu kredytobiorca versus międzynarodowy bank, to ten drugi jest na straconej pozycji. Leczy się podobne przypadki w Alpach Szwajcarskich. Drogo, jak to w Szwajcarii, ale jest szansa, że z każdym dniem od dziś będzie ciut taniej. Jest więc i dla nich nadzieja.
Mało kto wierzył, że wyrok TSUE może być inny. Mam wrażenie, że samo lobby bankowe pogodziło się z porażką, bo przed 3 października spodziewałem się w mediach zmasowanego ataku na chytrusów, co to mają po kilka mieszkań i spekulantów, którzy śmieją się w twarz polskim „Rodzinom na swoim”. Tymczasem, owszem, wypuszczono parę brzydkich bąków, ale bez totalnej nagonki. Taka sytuacja zawsze budzi moje podejrzenia, że coś się jednak szykuje. Że jest za spokojnie i że towarzystwo przygotowuje odwet. Jak z dziećmi; kiedy w pokoju, w którym się bawią robi się zbyt cicho, to znak, że dziatwa patrzy na płonącą firankę. Spodziewam się wiec w najbliższych dniach mocnych uderzeń i próby polaryzowania społeczeństwa, oczywiście, rękami polityków. Bo chyba tylko naiwny uwierzy, że ci, nie wszyscy, ale zwłaszcza ci, którzy bronią wolnego rynku jak dogmatu, nie siedzą u bankierów w kieszeniach. Ktoś musi przecież dawać kredyty na kampanie i komuś trzeba je spłacać.
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.

Głos prawicy

Biedny Duda

Prezydentowi Andrzejowi Dudzie zależało żeby ten marsz był marszem wspólnotowym, pod flagą białą-czerwoną, bez emblematów, to się nie udało – przyznał Krzysztof Szczerski, gość programu „Kwadrans polityczny” TVP1.

– Będą obchody stulecia niepodległości w Warszawie, ale prezydentowi Dudzie zależało, żeby każdy miał możliwość świętowania u siebie, w całej Polsce – podkreślił.

Minister odniósł się m.in. do zapowiedzi przedstawicieli opozycji, którzy zapowiedzieli, że nie będą świętować wspólnie z rządem.

– Jeżeli ktoś myśli, że zyska politycznie na tym, że nie będzie wspólnie świętował obchodów stulecia niepodległości, to znaczy, że budowanie konfliktu jest ważniejsze niż to święto – stwierdził.

– Prezydent Duda chce świętować stulecie niepodległości ze wszystkimi Polakami, a Platforma nazywa Polaków tępymi cepami i szarańczą – dodał.

Dopytywany, kto z przedstawicieli innych państw weźmie udział w obchodach 100-lecia niepodległości 11 listopada, przyznał: Na razie nie mamy potwierdzeń, kto na oficjalnych obchodach stulecia niepodległości się pojawi.

W rozmowie pojawił się również wątek postanowienia TSUE.

– By postanowienie TSUE w sprawie Sądu Najwyższego mogło zadziałać w Polsce, najpierw musi zostać znowelizowana ustawa, ono nie działa automatycznie – przyznał.

Info za: wpolityce.pl

 

Sędziowie przywróceni

Sędziowie nie mogą się sami przywrócić – mówi „Dziennikowi Gazecie Prawnej” Paweł Mucha, wiceszef Kancelarii Prezydenta RP w kontekście postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dot. sytuacji sędziów, którzy – na mocy ustawy o Sądzie Najwyższym – przeszli w stan spoczynku.

Paweł Mucha pytany w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” o to, „jaki będzie wkład prezydenta do ustawy nowelizującej Sąd Najwyższy”, przypomina, że „po wydaniu postanowienia mamy jako strona polska termin do 19 listopada na udzielenie odpowiedzi”.

Przez to rozumiem też swego rodzaju wykonanie postanowienia TSUE – zastrzega.

Analiza z naszej strony wykazała, że postanowienie trybunału nie jest samowykonalne. To znaczy, ono samo z siebie nie rodzi żadnych skutków prawnych w zakresie prawa krajowego i wszelkie wypowiedzi innego rodzaju nie polegają na prawdzie, są nieścisłe i nierzetelne – zaznacza Paweł Mucha.

Na uwagę, że „sędziowie nie mogą się sami przywrócić”, prezydencki minister przyznaje, że „nie mogą”.

TSUE potwierdza, że sędziowie przeszli w stan spoczynku. Natomiast zwracam uwagę na kilka pobocznych okoliczności, które także mają znaczenie – wskazuje Paweł Mucha.

Po pierwsze, to postanowienie jest po dwakroć tymczasowe. Samo w sobie, co do swej istoty, jest postanowieniem dotyczącym zastosowania środków tymczasowych. Po drugie, w swojej treści zawiera stwierdzenie, że zostało wydane bez uwzględnienia stanowiska polskiego – zauważa Paweł Mucha.

Tak więc postanowienie TSUE być może zostanie jeszcze zmienione na skutek refleksji, która – jest taka szansa – pojawi się po zapoznaniu się z treścią polskiego wystąpienia – stwierdza prezydencki minister.

Zastrzega także, że „termin rozprawy w sprawie skargi Komisji Europejskiej oraz pytań prejudycjalnych, bo te sprawy zostały połączone, został wyznaczony na luty 2019 r”.

Dlatego też, jeżeli myślimy o nowelizacji ustawy, to pojawia się pytanie o jej epizodyczność. Nie wiemy przecież, jakie będzie ostateczne rozstrzygnięcie TSUE ani czy postanowienie zabezpieczające nie zostanie w najbliższym czasie zmienione – ocenia Paweł Mucha.

Na pytanie, czy – w takiej sytuacji – „nowelizacji nie będzie”, Paweł Mucha odpowiada: Nie wiem, czy nie będzie, bo jest duży kłopot, jak to wykonać bez nowelizacji.
To jest o tyle absurdalna sytuacja, że działania polskiego ustawodawcy nie mogą przesądzać zasadności skargi, którą kwestionujemy – zauważa.

Pytany, czy jego zdaniem postanowienie TSUE odnosi się również do sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, ponieważ – jak zaznacza gazeta – wrócili oni już do pracy, nie czekając na żadną nowelizację, Paweł Mucha odpowiada: Absolutnie nie ma czegoś takiego jak przywrócenie się sędziów samych przez siebie.

Info za Radio Maryja

Jest skarga na Polskę do Luksemburga

Za Sąd Najwyższy.

 

Komisja Europejska wystąpiła o rozpatrzenie sprawy przez sędziów w Luksemburgu w trybie przyspieszonym. Ponadto chce, aby w ramach zastosowania tzw. tymczasowego zabezpieczenia zawiesić niektóre przepisy nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. To inicjatywa wiceszefa Komisji Fransa Timmermansa.
Bruksela twierdzi, że przepisy wprowadzone przez obecnych rządzących – między innym te pozwalające odesłać w stan spoczynku Małgorzatę Gersdorf i część dotychczasowych sędziów – to upolitycznianie instytucji.
Decyzja o skierowaniu pozwu miała być podjęta w ubiegłym tygodniu. Jak podaje Polskie Radio, Komisja jeszcze się wstrzymała, dając Warszawie ostatnią szansę na rozmowy na temat możliwych zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym. Jednak kiedy w ubiegły piątek nie przyniosły one przełomu, Komisja podjęła decyzję, by z początkiem tygodnia zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości w przyspieszonym trybie.
Ponadto Timmermans wystąpił o zastosowanie środków nadzwyczajnych. Rozpatrzenie pozwu przez TSUE to skomplikowana i długotrwała procedura, która średnio zamyka się w 1,5 roku. KE uznała, że sprawa polskiego Sadu Najwyższego jest zbyt pilna, a zwykły tryb prowadzenia postępowania może spowodować nieodwracalne szkody w systemie sądowniczym kraju. Takie same środki zastosowano przy sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. KE chce, aby do czasu zapadnięcia orzeczenia nie obowiązywały przynajmniej niektóre zapisy ustawy.
„KE zarzuca władzom w Warszawie, że poprzez zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym (dotyczące wieku emerytalnego), chcą zastąpić sędziów upolityczniając tym samym tę instytucję. Polski rząd odpiera takie twierdzenia podkreślając, że ma prawo do dokonywania reform” – podaje Polskie Radio. Postępowanie to jest niezależne od tego wszczętego z osławionego Artykułu 7.