Apel o wykonanie wyroku

Mimo robienia przez rządzących dobrej miny do złej gry, doskonale oni wiedzą, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest niekorzystny dla Prawa i Sprawiedliwości.

Wyrok przyznaje Sądowi Najwyższemu kompetencję zbadania prawomocności funkcjonowania Krajowej Rady Sądownictwa i Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.
A ponieważ SN nie został przejęty przez PiS, więc rośnie liczba organizacji pozarządowych, wzywających władzę do wykonania wyroku TSUE.
„W związku z ogłoszonym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu ws. KRS i Izby Dyscyplinarnej, podkreślamy, że pełne wykonanie orzeczenia jest obowiązkiem wszystkich władz Rzeczypospolitej Polskiej. Wskazujemy, że państwo członkowskie UE, które nie przestrzega standardów dotyczących niezawisłości sądów krajowych nie może uczestniczyć w ponadnarodowej integracji europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości uważa bowiem niezawisłość sędziowską za element wartości praworządności w rozumieniu art. 2 TUE, która jest nieodzowna dla funkcjonowania systemu prawnego Unii Europejskiej, a także do tego, by inne państwa członkowskie i instytucje unijne miały zaufanie do polskich sądów i do polskiego systemu sądowniczego.
Jeżeli wyrok TSUE nie zostanie zrealizowany szybko i w zgodzie ze standardami europejskimi, zasadą pewności prawa, a także z poszanowaniem praw obywateli, którzy pokładali zaufanie w polskim systemie sądownictwa, to nieuchronnie dojdzie do bezprecedensowego chaosu w systemie prawnym. Orzeczenia polskich sądów nie będą przede wszystkim korzystać z zasady wzajemnego zaufania i uznawania w innych państwach członkowskich UE.
Wskazujemy na to, że na prezesach sądów, sędziach, a także na ustawodawcy, KRS i pozostałych władzach państwowych ciąży ogromna odpowiedzialność, by w jak najszybszym czasie wykonać wyrok TSUE, by zagwarantować bezpieczeństwo prawne wszystkich obywateli UE” – stwierdza niedawny apel szeregu organizacji.
Są to między innymi: Amnesty International Polska, Fundacja im. S. Batorego, Forum Obywatelskiego Rozwoju, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Instytut Prawa i Społeczeństwa, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Sędziów Sądów Administracyjnych, Forum Współpracy Sędziów, Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy, Stowarzyszenie Prokuratorów „Lex Super Omnia”, Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, Stowarzyszenie Sędziów „Themis”, Stowarzyszenie Wolne Sądy.
Wszystkie te organizacje niejednokrotnie krytykowały Prawo i Sprawiedliwość za naruszanie standardów praworządności. Teraz będą powtarzać swój apel, co stawia rządzących w niezręcznej sytuacji. Ale to przede wszystkim od Sądu Najwyższego będzie zależeć, co dalej. Należy oczekiwać, że niezwłocznie zajmie się on zbadaniem prawomocności działania KRS i Izby Dyscyplinarnej SN.

Pożegnanie z PiS-owską władzą nad sądami

Obecna Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego przestanie istnieć, a Krajowa Rada Sądownictwa będzie musiała zostać powołana na nowych zasadach. Trudno wyobrazić sobie inne konsekwencje wyroku TSUE.

Znaczna (szczególnie ta najbardziej niechętna wobec obecnej władzy) część środowiska sędziowskiego triumfuje po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Orzekł on, iż to Sąd Najwyższy ostatecznie rozstrzygnie, czy Izba Dyscyplinarna SN może być uznana za niezależny i niezawisły sąd. Także Sąd Najwyższy oceni, czy Krajowa Rada Sądownictwa daje wystarczające gwarancje niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej.

PiS strzelił samobója

Orzeczenie TSUE to bolesny cios dla obecnej ekipy. Sąd Najwyższy nie został dotychczas przejęty przez Prawo i Sprawiedliwość, toteż można się spodziewać, jakie będą jego wyroki w sprawie KRS oraz Izby Dyscyplinarnej.
Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” przypomina zatem, że w wypadku, gdyby Sąd Najwyższy uznał wadliwość powołania i funkcjonowania nowej Krajowej Rady Sądownictwa, niezbędne będzie podjęcie kroków w celu wybrania nowej KRS zgodnie z prawem unijnym.
Sędziowie apelują zatem do polityków o ułatwienia dla Polaków, poszkodowanych aktywnością partyjnych prawników.
Jak wielokrotnie podnosiło stowarzyszenie „Iustitia”, Krajowa Rada Sądownictwa, w której 23 spośród 25 członków powołali politycy, może nie spełniać warunków niezależności od władzy politycznej. Jeżeli Sąd Najwyższy, kierując się zaleceniami TSUE, stwierdzi, że nie jest ona organem niezależnym, może to oznaczać chaos prawny dla tysięcy obywateli polskich, gdyż przy udziale KRS powołano nie tylko sędziów Izby Dyscyplinarnej, ale również około 300 sędziów sądów powszechnych. Sędziowie ci od czasu powołania wydali tysiące wyroków.
W rezultacie „Iustitia” stwierdza: ponad 70 000 postępowań może zostać uznanych za wadliwe. Konieczne będzie zatem zapewnienie obywatelom skutecznej procedury wznowienia postępowań. Wygląda na to, że PiS, obejmując władzę nad Krajową Radą Sądownictwa, strzeliło sobie bramkę samobójczą.

A nie mówiliśmy?

– Jako stowarzyszenie „Iustitia” podkreślaliśmy od początku skutki błędów w odwoływaniu dotychczasowych i powoływaniu nowych członków KRS, a także Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Byliśmy z tego tytułu hejtowani w rządowych mediach oraz stawiani przed oblicze rzecznika dyscyplinarnego. W obliczu wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej najważniejsze jest uchronienie obywateli przed katastrofą prawną. Kilkuset tysiącom Polaków grozi anulowanie ich wyroków oraz fundamentalne pozbawienie poczucia sprawiedliwości. Ci, którzy rozpętali ten chaos, powinni natychmiast go naprawić. Apeluję o to do rządzących polityków. Tutaj nie chodzi o to, jak odbiorą to Wasi wyborcy. Tu chodzi o coś więcej: o stabilność Polski, o bezpieczeństwo zwykłych obywateli. Wasze samopoczucie w ministerstwach w Warszawie powinno być teraz na ostatnim miejscu . Macie obowiązek respektować wyrok TSUE i wydany na jego podstawie wyrok SN. Nie potrafiliście naprawić sytuacji w polskim wymiarze sprawiedliwości, o co prosimy od lat. Teraz mamy gotowe rozwiązanie, jak ustrzec zwykłych ludzi przed szkodliwością Waszych działań – stwierdził prof. Krystian Markiewicz, prezes SSP “Iustitia”.
Jakie to rozwiązanie? Otóż, jak wskazują sędziowie, dla ważności wszystkich postępowań sądowych niezbędne będzie w pierwszej kolejności odpolitycznienie procesu nominacyjnego sędziów.
„W tym celu, aby być w zgodzie w wyrokiem TSUE konieczne jest powołanie nowej KRS, spełniającej wymogi dla państwa praworządnego. Członkowie będący sędziami powinni być wybierani w powszechnych wyborach przez sędziów, a nie przez polityków” – stwierdza „Iustitia”. Tu akurat stowarzyszenie sędziów się pośpieszyło, bo to przecież Sąd Najwyższy ma ocenić, czy będzie trzeba powołać nową Krajową Radę Sądownictwa (i jak należałoby to zrobić).
„Iustitia” postuluje, by w celu zapobieżenia chaosowi prawnemu, do czasu wydania przez Sąd Najwyższy orzeczenia w oparciu o wyrok TSUE, sędziowie i kandydaci na sędziów nie zgłaszali się do konkursów na stanowiska sędziowskie, a jeśli się już zgłosili w celu objęcia stanowiska, niezwłoczne wycofali się.

Słyszała osoba?

„Iustitia” apeluje też do osób powołanych na stanowiska sędziowskie przy udziale upolitycznionej KRS („Iustitia” odmawia im tytułu sędziowskiego, uznając je jedynie za „osoby”) aby wstrzymali się z orzekaniem; a do sędziów „właściwych”, tych dobrze powołanych – aby nie orzekali w składach z takimi „osobami”, do czasu rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy, jaki jest status ustrojowy tychże osób.
Podobnie, „Iustitia” apeluje do sędziów sądów dyscyplinarnych o wstrzymanie się z orzekaniem do czasu rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy kwestii statusu „osób” zasiadających w Izbie Dyscyplinarnej SN.
Do instytucji pełniącej dotąd rolę KRS (której „Iustitia” nie uważa za Krajową Radę Sądownictwa) oraz do Prezydenta RP (w tym przypadku „Iustitia” nie mówi o osobie pełniącej dotąd rolę prezydenta) apeluje zaś o natychmiastowe wstrzymanie postępowań nominacyjnych na sędziów – gdyż każda kolejna nominacja pogłębia chaos prawny ze szkodą dla obywateli.
Wreszcie, do Ministra Sprawiedliwości „Iustitia” apeluje o nieogłaszanie nowych konkursów na stanowiska sędziowskie do czasu rozstrzygnięcia przez Sąd Najwyższy statusu KRS. Domaga się też – w razie stwierdzenia przez Sąd Najwyższy, że KRS nie spełnia warunków niezależności od władzy politycznej, a co za tym idzie, nominacje sędziowskie z jej udziałem są dotknięte wadą prawną – o zapewnienie specjalnej, przyspieszonej procedury wznowienia postępowań, w których orzekały „osoby” powołane przy udziale upolitycznionej KRS.
Na koniec jest też apel do Sejmu i Senatu, aby uchwalono nową ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, przewidującą wybór 15 sędziów przez samych sędziów, w ogólnopolskich wyborach, zapewniających odpowiednią reprezentację wszystkich rodzajów i szczebli sądownictwa. No i apel do Sądu Najwyższego: o jak najszybsze rozstrzygnięcie statusu KRS, sędziów Izby Dyscyplinarnej oraz statusu ustrojowego „osób” powołanych przy udziale upolitycznionej KRS i skutków wadliwości orzeczeń przez nich wydanych.

Leczenie dżumy cholerą

Nie da się ukryć, że realizacja postulatów Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” przypominałaby leczenie dżumy cholerą. I że propozycje tego towarzyszenia, mające jakoby zapobiec chaosowi prawnemu, mogą dopiero go wzmóc.
Dla porządku warto więc przypomnieć, że Sąd Najwyższy w uchwale z 10 kwietnia 2019 r. (uchwała ta jest zasadą wpisaną do księgi zasad prawnych) orzekł:
„Udział w składzie sądu osoby, która została powołana przez Prezydenta RP (…) w trybie określonym przepisami ustawy z 8 grudnia 2017 r. (tej PiS-owskiej, oprotestowanej przez środowisko sędziowskie – przyp aut.) nie narusza prawa do rozpoznania sprawy przez niezawisły i bezstronny sąd, wskutek czego osoba taka nie jest osobą nieuprawnioną do orzekania, a skład orzekający sądu, w którym zasiada taka osoba, nie jest sądem nienależycie obsadzonym”. Ta zasada prawna wiąże wszystkie składy orzekające Sądu Najwyższego w każdej sprawie.
Trudno więc sobie także wyobrazić, że to, iż Krajowa Rada Sądownictwa mogła zostać powołana w sposób niewłaściwy, miałoby stanowić podstawę do unieważnienia wszystkich sędziów, powołanych przy udziale tejże KRS.

Normalność w wykonaniu PiS

Drugie expose Mateusza Morawieckiego jako prezesa Rady Ministrów (pierwsze wygłosił po rezygnacji Beaty Szydło z funkcji premiera w grudniu 2017r.) – już niejako klasyczne,po niedawnych wyborach parlamentarnych
– było de facto osnute wokół wieloznacznego pojęcia „normalność”.

Swoisty promotor szefa rządu Jarosław Kaczyński powiedział nawet twardo,że „normalność powinna nam towarzyszyć we wszystkim”. Nie wchodząc w rozważania filozoficzne warto jednak zawsze pamiętać o celnej myśli francuskiego pisarza,księcia Francois de la Rochefoucauld,który już w XVII w. zauważył,iż „w życiu zdarzają się przypadki kiedy trzeba być trochę pomylonym, aby znaleźć z nich wyjście”.
Cały ten polityczny wtorek z pewnością nie był typowy,a może i trochę odbiegał od normy.Z samego rana ogłoszono ważną odpowiedź Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu na pytanie prejudycjalne polskiego Sądu Najwyższego dotyczące sytuacji w Izbie Dyscyplinarnej SN i w Krajowej Radzie Sądownictwa.Dla większości prawników i opozycji sprawa była jasna od początku (dla mnie także,jako członka Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, która opracowała,w latach1993-1997,przyjęty następnie w referendum ogólnokrajowym,projekt ustawy zasadniczej – naruszono art.187 Konstytucji RP,gdyż 15 członków KRS powinni wybierać sędziowie,a nie Sejm (ten-tylko 4).Ten organ wyłoniony nieprawomocnie opiniował następnie kandydatury na sędziow itd.
Tę sprawę ma uporządkować według TSUE Sąd Najwyższy i absolutnie nie ma racji minister Ziobro (nie uchodzi on,mówiąc najłagodniej, za wybitnego prawnika;miał nawet kłopoty z dostaniem się na aplikację w Krakowie),iż ostateczny głos należy do Trybunału Konstytucyjnego.Ten organ (przekształcony ostatnio w swoją karykaturę) został powołany, WYŁĄCZNIE do badania zgodności p o l s k i c h aktów prawnych z naszą konstytucją.
Samo expose składało się głównie z buńczucznych obietnic i mało realistycznych zapowiedzi.Rozprawił się z nimi trafnie,a nawet bezlitośnie, w świetnym wystąpieniu pos. Adrian Zandberg w imieniu Klubu Lewicy, akcentując liczne wcześniejsze, niespełnione obietnice (np. w kwestii budowy tanich mieszkań,czy nakładów na służbę zdrowia). Premier zgłosił m.in. kuriozalną propozycję wpisania do konstytucji Pracowniczych Planów Kapitałowych (szkoda,że nie świadczenia 500+!).Pełnomocnik rządu ds. OZE nie zastąpi braku konkretów nt. polityki klimatycznej oraz wyzwań ekologicznych.Teza o kryzysie w UE i bliskiej współpracy z USA nie może przesłonić mankamentów polskiej polityki zagranicznej.
To był fatalny dzień dla PiS,który ukazał także coraz większe rysy na strukturze Zjednoczonej Prawicy. Na jaw w sposób brutalny wyszedł przede wszystkim fakt,iż na liczne,a przy tym kosztowne obietnice przedwyborcze nie ma po prostu pieniędzy,zaś opowieści o zrównoważonym budżecie można włożyć między bajki. Wyjątkowo gorzką pigułką stało się, wymuszone przez stanowisko niewielkiego ugrupowania Jarosława Gowina „Porozumienie” wycofanie tego samego dnia wieczorem dziwacznego projektu posłów PiS ustawy ws. zniesienia limitu 30-krotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce przy płaceniu składki na ZUS.Okazało się,iż nie było większości w Sejmie dla tej propozycji, która miała zapewnić dodatkowe wpływy do budżetu w wysokości ok. 7 mld zł.
Po utracie większości w Senacie na rzecz opozycji to drugi w bardzo krótkim czasie poważny cios dla rządzącej przez 4 lata w komfortowych warunkach (bez lewicy w parlamencie,po historycznych jej błędach z 2015r.) formacji nacjonalistyczno – populistycznej.Okazuje się,iż mówiąc o normalności często każdy ma na myśli coś innego.Dlatego też jakże trafne są słowa Stanisława Jerzego Leca: „Puknąłby się człowiek czasem w czoło,ale nie znam kodu”.

Pisowska KRS – nielegalna

Krajowa Rada Sądownictwa powołana na mocy pisowskiej reformy sądownictwa już wkrótce może stracić wszelkie uprawnienia do powoływania sędziów. To efekt wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, którego zdaniem mogą istnieć podstawy by orzec, że obecna KRS i powołana przez nią Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższej nie spełniają dwóch podstawowych warunków – niezależności od władzy wykonawczej i ustawodawczej.

Najwyższy organ stojący na straży praworządności w Unii Europejskiej, a więc również w Polsce odpowiedział na pytanie prejudycjalne, zadane przez polski Sąd Najwyższy w 2018 roku. Stanowisko TSUE jest poważnym problemem dla rządu PiS, a w szczególności dla ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, dla którego projekt powołania zależnej od rządu i prezydenta Krajowej Rady Sądownictwa i utworzenie izby wpływającej na wyroki Sądu Najwyższego był życiowym projektem, który miał umocnić jego siłę polityczną.
Tak się jednak nie stanie. TSUE postanowił, że Krajowa Rada Sądownictwa, a w więc organ odpowiedzialny za mianowanie nowych sędziów oraz dyscyplinowanie przedstawicieli tego zawodu musi spełniać warunki niezależnego sądu w rozumieniu prawa Unii Europejskiej. Co najważniejsze – trybunał stwierdził, że o tym czy pisowska KRS spełnia takie warunki oceni organ odsyłający, czyli ten, który zwrócił się z pytaniami do TSUE, czyli polski Sąd Najwyższy.
Co jeśli SN uzna, że obecna KRS nie spełnia warunku niezależności? Wówczas rząd PiS będzie musiał zmienić ustawę o radzie, tak aby była ona realnie autonomiczna wobec władzy politycznej. Prezydencki minister Michał Dworczyk oświadczył dziś co prawda w TVN, że wyrok TSUE być może będzie musiał zbadać polski Trybunał Konstytucyjny, jednak zapewne zarówno on jak i całe środowisko polityczne „dobrej zmiany” zdaje sobie sprawę, że od wyroku Trybunału nie ma odwołania do TK, bo TSUE jest najwyższym organem rozstrzygającym w UE, a prawo wspólnotowe, według traktatu unijnego, ma prymat nad prawem krajowym.
Jaka będzie decyzja Sądu Najwyższego? Trudno sobie wyobrazić by organ, który wysłał pytania prejudycjalne kierując się obawą, że KRS powołana przez PiS jest zależna od władzy ustawodawczej i wykonawczej, wydał teraz inny wyrok niż kwestionujący jej uprawnienia.
Jakie będą konsekwencje cofnięcia kompetencji KRS przed Sąd Najwyższy? Może dojść do niespotykanej dotąd w historii polskiego sądownictwa sytuacji, w której unieważnione zostaną nominacje sędziowskie wydane przez organ. A zatem konieczne będzie unieważnienie wyroków postępowań, w których orzekali sędziowie z pisowskiego nadania. Ile jest takich spraw? Według różnych szacunków od kilkunastu do 50 tysięcy.
– Unijny Trybunał wprost stwierdził, że nie może być niezależnym sąd, którego powołanie budzi uzasadnione wątpliwości ze względu na to, jaki organ go powołuje. To dotyczy Izby Dyscyplinarnej SN, która została od podstaw powołana przez nową KRS. Czyli można uznać, że zdaniem TSUE są poważne wątpliwości zarówno co do sposobu powołania nowej Rady, jak sposobu jej funkcjonowania – skomentowała wyrok w rozmowie z Onetem mec. Sylwia Gregorczyk-Abram z Inicjatywy „Wolne Sądy” i Komitetu Obrony Sprawiedliwości.

TSUE – Polska 1:0 Ważny tunajt

Z zasady nie śledzę zbyt uważnie szczekania probankowej sfory, bo parokroć się przekonałem, że jej opinie są podyktowane grubością pęgi, którą towarzystwo przytula co miesiąc, w ramach „obsługi medialnej” sektora, a ten, jak chce, to z kasą się nie liczy. Jak chce. Bo jak nie chce, to wyczyści człowieka z ostatniego grosza i zostawi na bruku. To akurat potrafi.

Wyczekiwany przez środowisko frankowiczów wyrok TSUE zapadł; nie należy zastępować klauzul niedozwolonych polską licentia poetica sądu. Klient wybiera, czy kredyt jest nieważny czy nie. Konsument był oszukiwany przez banki i widać to jak na dłoni. Taka jest po krótce sentencja orzeczenia przedsądowego luksemburskiego Trybunału. Innym słowy, wypełniły się pisma, o których wieszczył rzecznik tegoż Trybunału jeszcze w wakacje, a przed którymi to bankowe środowisko w Polsce drżało, bo to bodaj pierwszy raz, kiedy ktoś znajduje na nich bat. I to do tego na Zachodzie, bo w Polsce żaden rząd, jak dotąd, nie wszedł banksterce w paradę.
W środę, dzień przed wyrokiem TSUE, przemogłem się, i przeczytałem kilka mądrych artykułów na temat tego, czym może grozić korzystny dla frankowiczów, potencjalny wyrok TSUE. Na głównej stronie jednego z dużych, ogólnopolskich portali, pewien mądry Pan, nie wiem, czy w szale uniesienia, czy też może w pomroczności jasnej, pisał był wprost, że nawet jeśli bank „zdecyduje się unieważnić w umowach klauzule niedozwolone (…)”. Dosłownie! Złapałem się za głowę, i długo nie mogłem uwierzyć, w to co czytam. Są w zapisach umów klauzule niedozwolone i wszyscy to wiedzą, ale bank, po uważaniu, decyduje, które są mu na rękę, a które nie. Gorzej na wątrobie zrobiło mi się jeszcze bardziej, gdym przeczytał tekst samego Witolda Gadomskiego, guru polskiego dziennikarstwa ekonomicznego, i to gdzie-w „Gazecie”, tej samej, której nie jest wszystko jedno. Pisał tamże jeszcze wczoraj Gadomski Wiktor, że „(…) Oczywiście zdarzało się, że banki ustalały własne, niekorzystne dla klientów kursy kupna i sprzedaży franków, co było nadużyciem, ale problem ten już dawno został rozwiązany”. Po pierwsze, nie „zdarzało się”, ale było normą. Po drugie: nie było „nadużyciem”, ale zapisem niezgodnym z prawem i zgodnie z tym, na podstawie art. 385 KC, „ustalanie własnych niekorzystnych kursów” jest i powinno być usuwane z umów przez sądy. Jest to konsekwencja stosowania prawa, a nie widzimisizm. Po trzecie, problem „nie został rozwiązany” – ani dawno, ani niedawno. Chyba, że za rozwiązanie można uznać dzisiejszy wyrok TSUE, choć wyrok ów jest li tylko wskazówką dla sędziów, istotną i ważną, ale nie wytyczną i obligiem. Doprawdy, zastanawiam się, ileż trzeba mieć w sobie a) cynizmu, b) naiwności, c) złej woli, d) wszystkiego naraz, żeby wierzyć, że po orzeczeniu TSUE, które przywraca normalność w relacji klient-bank, system polskiej finansjery zawali się na łeb na szyję, korporacje pójdą z torbami a ludzie stracą swoje oszczędności. Metoda szczucia biednych złotówkowiczów na pazernych frankowiczów, akurat w Polsce, gdzie jeden drugiego utopiłby w łyżce wody, a poziom empatii wobec współobywatela sięga holenderskich depresji, została przez lobby bankowe opanowana do perfekcji. Gorzej jest, kiedy pisząc podobne do przytoczonych pamflety, autor naprawdę wierzy, w to co pisze i uważa, że w starciu kredytobiorca versus międzynarodowy bank, to ten drugi jest na straconej pozycji. Leczy się podobne przypadki w Alpach Szwajcarskich. Drogo, jak to w Szwajcarii, ale jest szansa, że z każdym dniem od dziś będzie ciut taniej. Jest więc i dla nich nadzieja.
Mało kto wierzył, że wyrok TSUE może być inny. Mam wrażenie, że samo lobby bankowe pogodziło się z porażką, bo przed 3 października spodziewałem się w mediach zmasowanego ataku na chytrusów, co to mają po kilka mieszkań i spekulantów, którzy śmieją się w twarz polskim „Rodzinom na swoim”. Tymczasem, owszem, wypuszczono parę brzydkich bąków, ale bez totalnej nagonki. Taka sytuacja zawsze budzi moje podejrzenia, że coś się jednak szykuje. Że jest za spokojnie i że towarzystwo przygotowuje odwet. Jak z dziećmi; kiedy w pokoju, w którym się bawią robi się zbyt cicho, to znak, że dziatwa patrzy na płonącą firankę. Spodziewam się wiec w najbliższych dniach mocnych uderzeń i próby polaryzowania społeczeństwa, oczywiście, rękami polityków. Bo chyba tylko naiwny uwierzy, że ci, nie wszyscy, ale zwłaszcza ci, którzy bronią wolnego rynku jak dogmatu, nie siedzą u bankierów w kieszeniach. Ktoś musi przecież dawać kredyty na kampanie i komuś trzeba je spłacać.
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.

Głos prawicy

Biedny Duda

Prezydentowi Andrzejowi Dudzie zależało żeby ten marsz był marszem wspólnotowym, pod flagą białą-czerwoną, bez emblematów, to się nie udało – przyznał Krzysztof Szczerski, gość programu „Kwadrans polityczny” TVP1.

– Będą obchody stulecia niepodległości w Warszawie, ale prezydentowi Dudzie zależało, żeby każdy miał możliwość świętowania u siebie, w całej Polsce – podkreślił.

Minister odniósł się m.in. do zapowiedzi przedstawicieli opozycji, którzy zapowiedzieli, że nie będą świętować wspólnie z rządem.

– Jeżeli ktoś myśli, że zyska politycznie na tym, że nie będzie wspólnie świętował obchodów stulecia niepodległości, to znaczy, że budowanie konfliktu jest ważniejsze niż to święto – stwierdził.

– Prezydent Duda chce świętować stulecie niepodległości ze wszystkimi Polakami, a Platforma nazywa Polaków tępymi cepami i szarańczą – dodał.

Dopytywany, kto z przedstawicieli innych państw weźmie udział w obchodach 100-lecia niepodległości 11 listopada, przyznał: Na razie nie mamy potwierdzeń, kto na oficjalnych obchodach stulecia niepodległości się pojawi.

W rozmowie pojawił się również wątek postanowienia TSUE.

– By postanowienie TSUE w sprawie Sądu Najwyższego mogło zadziałać w Polsce, najpierw musi zostać znowelizowana ustawa, ono nie działa automatycznie – przyznał.

Info za: wpolityce.pl

 

Sędziowie przywróceni

Sędziowie nie mogą się sami przywrócić – mówi „Dziennikowi Gazecie Prawnej” Paweł Mucha, wiceszef Kancelarii Prezydenta RP w kontekście postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dot. sytuacji sędziów, którzy – na mocy ustawy o Sądzie Najwyższym – przeszli w stan spoczynku.

Paweł Mucha pytany w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” o to, „jaki będzie wkład prezydenta do ustawy nowelizującej Sąd Najwyższy”, przypomina, że „po wydaniu postanowienia mamy jako strona polska termin do 19 listopada na udzielenie odpowiedzi”.

Przez to rozumiem też swego rodzaju wykonanie postanowienia TSUE – zastrzega.

Analiza z naszej strony wykazała, że postanowienie trybunału nie jest samowykonalne. To znaczy, ono samo z siebie nie rodzi żadnych skutków prawnych w zakresie prawa krajowego i wszelkie wypowiedzi innego rodzaju nie polegają na prawdzie, są nieścisłe i nierzetelne – zaznacza Paweł Mucha.

Na uwagę, że „sędziowie nie mogą się sami przywrócić”, prezydencki minister przyznaje, że „nie mogą”.

TSUE potwierdza, że sędziowie przeszli w stan spoczynku. Natomiast zwracam uwagę na kilka pobocznych okoliczności, które także mają znaczenie – wskazuje Paweł Mucha.

Po pierwsze, to postanowienie jest po dwakroć tymczasowe. Samo w sobie, co do swej istoty, jest postanowieniem dotyczącym zastosowania środków tymczasowych. Po drugie, w swojej treści zawiera stwierdzenie, że zostało wydane bez uwzględnienia stanowiska polskiego – zauważa Paweł Mucha.

Tak więc postanowienie TSUE być może zostanie jeszcze zmienione na skutek refleksji, która – jest taka szansa – pojawi się po zapoznaniu się z treścią polskiego wystąpienia – stwierdza prezydencki minister.

Zastrzega także, że „termin rozprawy w sprawie skargi Komisji Europejskiej oraz pytań prejudycjalnych, bo te sprawy zostały połączone, został wyznaczony na luty 2019 r”.

Dlatego też, jeżeli myślimy o nowelizacji ustawy, to pojawia się pytanie o jej epizodyczność. Nie wiemy przecież, jakie będzie ostateczne rozstrzygnięcie TSUE ani czy postanowienie zabezpieczające nie zostanie w najbliższym czasie zmienione – ocenia Paweł Mucha.

Na pytanie, czy – w takiej sytuacji – „nowelizacji nie będzie”, Paweł Mucha odpowiada: Nie wiem, czy nie będzie, bo jest duży kłopot, jak to wykonać bez nowelizacji.
To jest o tyle absurdalna sytuacja, że działania polskiego ustawodawcy nie mogą przesądzać zasadności skargi, którą kwestionujemy – zauważa.

Pytany, czy jego zdaniem postanowienie TSUE odnosi się również do sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, ponieważ – jak zaznacza gazeta – wrócili oni już do pracy, nie czekając na żadną nowelizację, Paweł Mucha odpowiada: Absolutnie nie ma czegoś takiego jak przywrócenie się sędziów samych przez siebie.

Info za Radio Maryja

Jest skarga na Polskę do Luksemburga

Za Sąd Najwyższy.

 

Komisja Europejska wystąpiła o rozpatrzenie sprawy przez sędziów w Luksemburgu w trybie przyspieszonym. Ponadto chce, aby w ramach zastosowania tzw. tymczasowego zabezpieczenia zawiesić niektóre przepisy nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. To inicjatywa wiceszefa Komisji Fransa Timmermansa.
Bruksela twierdzi, że przepisy wprowadzone przez obecnych rządzących – między innym te pozwalające odesłać w stan spoczynku Małgorzatę Gersdorf i część dotychczasowych sędziów – to upolitycznianie instytucji.
Decyzja o skierowaniu pozwu miała być podjęta w ubiegłym tygodniu. Jak podaje Polskie Radio, Komisja jeszcze się wstrzymała, dając Warszawie ostatnią szansę na rozmowy na temat możliwych zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym. Jednak kiedy w ubiegły piątek nie przyniosły one przełomu, Komisja podjęła decyzję, by z początkiem tygodnia zwrócić się do Trybunału Sprawiedliwości w przyspieszonym trybie.
Ponadto Timmermans wystąpił o zastosowanie środków nadzwyczajnych. Rozpatrzenie pozwu przez TSUE to skomplikowana i długotrwała procedura, która średnio zamyka się w 1,5 roku. KE uznała, że sprawa polskiego Sadu Najwyższego jest zbyt pilna, a zwykły tryb prowadzenia postępowania może spowodować nieodwracalne szkody w systemie sądowniczym kraju. Takie same środki zastosowano przy sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. KE chce, aby do czasu zapadnięcia orzeczenia nie obowiązywały przynajmniej niektóre zapisy ustawy.
„KE zarzuca władzom w Warszawie, że poprzez zmiany w ustawie o Sądzie Najwyższym (dotyczące wieku emerytalnego), chcą zastąpić sędziów upolityczniając tym samym tę instytucję. Polski rząd odpiera takie twierdzenia podkreślając, że ma prawo do dokonywania reform” – podaje Polskie Radio. Postępowanie to jest niezależne od tego wszczętego z osławionego Artykułu 7.