Mercedes dogoni Ferrari?

Mercedes może już w niedzielę w Grand Prix Japonii zdobyć szósty z rzędu tytuł mistrza świata konstruktorów. Jeśli niemiecki zespół zdobędzie potrzebną liczbę punktów i osiągnie cel, wyrówna rekord Ferrari z lat 1999-2004.

Grand Prix Japonii będzie siedemnastym z 21 wyścigów tego sezonu. Ekipa Mercedesa zgromadziła dotąd 571 punktów, a drugi w klasyfikacji konstruktorów zespół Ferrari 409. Jeśli Brytyjczyk Lewis Hamilton i Fin Valtteri Bottas wywalczą w niedzielę łącznie o 14 pkt więcej niż reprezentant Monako Charles Leclerc i Niemiec Sebastian Vettel, Mercedes przypieczętuje sukces w tej kategorii. Nie jest to cel niemożliwy do realizacji, zwłaszcza gdy uwzględni się fakt, że niemiecki team wygrywał na torze Suzuka przez ostatnie pięć sezonów z rzędu. Jego szef, Toto Wolff, podkreślił jednak, że konkurenci są coraz silniejsi i dlatego jego ekipa musi być zmobilizowana w najwyższym stopniu. Nie trzeba o tym przypominać liderowi klasyfikacji generalnej kierowców Lewisowi Hamiltonowi.

Brytyjczyk jest przecież o krok od wywalczenia szóstego w karierze tytułu mistrza świata Formuły 1. W klasyfikacji generalnej ma 322 punkty, o 73 więcej od drugiego w zestawieniu kolegi z zespołu Fina Valtteriego Bottasa. Trzeci Leclerc traci do Brytyjczyka już 107 „oczek”, a do końca sezonu do zdobycia pozostało maksymalnie 130 punktów. To oznacza, że po rundzie w Japonii rywalizacja w tym sezonie o najważniejsze tytuły w Formule 1 może zostać rozstrzygnięta.

Te przewidywania może jednak przekreślić tajfun Hagibis, który w weekend ma dotrzeć w okolice Tokio, około 400 km od toru Suzuki. Istnieje nawet obawa, że wyścig trzeba będzie przełożyć lub odwołać. Niedzielne zmagania mają rozpocząć się o 7:10 polskiego czasu.

 

W Williamsie bez zmian

Kierowca Ferrari Charles Leclerc wygrał niedzielny wyścig o Grand Prix Włoch na torze Monza. Na drugiej pozycji finiszował Fin Valtteri Bottas (Mercedes). Robert Kubica zajął 17. lokatę, ale przyjechał jako ostatni.

Emocje na torze Monza zaczęły się na długo przed startem. Sędziowie z różnych powodów ukarali aż czterech kierowców (najpierw Lando Norrisa i Pierre’a Gasly’ego, a już w niedzielę Kimiego Raikkonena i Sergio Pereza), dzięki czemu Robert Kubica wystartował z 15. miejsca. Na szóstym okrążeniu błąd popełnił jadący na 5. miejscu Sebastian Vettel (Ferrari), który po najechaniu na krawężnik wylądował na poboczu. Niemiec przed powrotem na tor przepuścił nadjeżdżających rywali, ale nieoczekiwanie wyjechał w momencie, gdy zbliżał się do niego Lance Stroll (Racing Point). Vettel uszkodził zarówno swój bolid, jak i auto Kanadyjczyka. Wściekły Stroll niedługo potem popełnił ten sam błąd, a jego ofiarą był Pierre Gasly (Toro Rosso), w tym samym momencie wypadł z toru w innym miejscu Romain Grosjean (Haas).

W klasyfikacji doszło do sporej rewolucji i gdyby Robert Kubica dysponował lepszym samochodem, być może skorzystałby z prezentu od losu i zajął lepsze miejsce. Niestety, Polak jechał najgorszym bolidem w stawce, a jeszcze na dodatek miał w nim mocno wyeksploatowany silnik. Nic dziwnego, że minął metę jako ostatni z kończących wyścig, na 17. pozycji. Zawodów nie ukończyli Kevin Magnussen (Haas), Daniił Kwiat (Toro Rosso) i Carlos Sainz (McLaren). Partner Polaka z Williamsa, George Russell, zajął 14. miejsce.

W klasyfikacji generalnej liderem nadal jest Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes, 221 pkt), przed Bottasem (Mercedes, 221 pkt) i Holendrem Maxem Verstappenem (Red Bull Racing, 185 pkt).

 

Russell dostaje mocniejszy silnik?

Wielu ekspertów nurtuje pytanie, dlaczego Robert Kubica tak wyraźnie przegrywa rywalizację również z drugim z kierowców Williamsa, Brytyjczykiem George’m Russellem. Ostatnio we włoskich mediach pojawiło się w tej sprawie zaskakujące, ale dość wiarygodne wyjaśnienie.

Podczas Grand Prix Francji Kubica była jak zwykle najwolniejszy już na treningach, ale po sobotnich kwalifikacji do wyścigu wystartował z 18. miejsca. Stało się tak jednak tylko dlatego, że kary za dodatkowe naprawy bolidów otrzymali Daniił Kwiat (Toro Rosso) i drugi z kierowców Williamsa George Russell. Po znakomitym starcie Polak na pierwszych okrążeniach wyprzedził jeszcze Grosjeana i jego fani mieli nadzieje, że tym razem nie minie mety jako ostatni. Niestety, rzeczywistość znów okazała się dla Kubicy brutalna i im bliżej było końca wyścigu, tym bardziej było widoczne, jakim beznadziejnym autem musi się ścigać. Najpierw na prostej wyprzedzili go Grosjean i Kwiat, którym wystarczyło po prostu wcisnąć gaz do dechy, a później ten sam manewr zastosował Russell. Kubica odpierał jego ataki, ale było wyraźnie widać, że jego partner ma znacznie szybszy bolid i po 20. okrążeniu zdołał go wyprzedzić. To, co działo się później, tylko pokazało dysproporcje między samochodami Williamsa. Brytyjczyk zaczął budować nad Polakiem taką przewagę, że trudno uwierzyć, że to jedynie kwestia umiejętności. Po jednym okrążeniu były to dwie sekundy, po trzech kolejnych już dziesięć.

Ostatecznie Russell przegrał rywalizację z Kubicą, po raz pierwszy w tym sezonie, ale tylko dlatego, że uszkodził swój bolid i musiał zjechać na dodatkowy pit-stop żeby wymienić uszkodzone przednie skrzydło. Dzięki temu Kubica odzyskał 19. miejsce, które utrzymał już do końca wyścigu.

Po tym wyścigu redakcja „Motorsportu” podała informację, że słabsze osiągi Kubicy nie są wcale spowodowane gorszym zawieszeniem czy częściami zamiennymi w jego bolidzie, ani nawet złym doborem opon, lecz po prostu dlatego, że dysponuje silnikiem o mniejszej mocy. Russell może liczyć na uprzywilejowane traktowanie w Williamsie, bo jest kierowcą z programu juniorskiego Mercedesa, a to właśnie niemiecki producent zaopatruje ekipę z Grove w silniki. Brytyjczyk prawdopodobnie korzysta z silnika w specyfikacji Casa, takiego samego jak używają etatowi kierowcy ekipy Mercedesa Lewis Hamilton i Valtteri Bottas, natomiast Kubica dostaje jednostkę napędową produkowaną przez Mercedesa dla zespołów klienckich.

Przypuszczenia „Motorsportu” potwierdzają osiągi w ostatnich wyścigach. W Kanadzie Williams zamontował w samochodach Russella i Kubicy silniki Mercedesa w specyfikacji 2.0, poprawione względem tych stosowanych od początku roku. Brytyjczyk uzyskał w wyścigu prędkość maksymalną na poziomie 331,1 km/h, Polak – 326,6 km/h. We Francji różnica była jeszcze większa – wynik Russella to 334,6 km/h przy 315,9 km/h Kubicy. „Różnica jest oczywista. W jakim stopniu wynika ona z problemów Kubicy i umiejętności Russella, a na ile odpowiedzialne za nią są różnice techniczne między samochodami? Udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest trudne, bo szef Mercedesa Toto Wolff bardzo dyskretnie wspiera karierę Russella. Niestety, kosztem Kubicy, bo młody Brytyjczyk mimo lepszego silnika jest w stanie w tak niekonkurencyjnym samochodzie, jaki stworzył Williams, konkurować tylko ze swoim zespołowym kolegą.

Sprawca tej niekomfortowej sytuacji, dyrektor techniczny Williamsa Paddy Lowe, oficjalnie zakończył pracę w tym zespole. Nie uczestniczył w życiu zespołu co prawda już od kilku miesięcy, bo odesłano go na urlop po przedsezonowych testach w Barcelonie, ale teraz przynajmniej zespół z Grove może na nowo poukładać hierarchię w ekipie konstruktorów. Pod jego wodzą Williams z zespołu środka stawki stał się najgorszy. Obowiązku Lowe’a przejmie teraz Doug McKiernan.

 

Kompromitacja Williamsa w Baku

Zespół Williamsa w tym sezonie kompromituje się od przedsezonowych testów w Barcelonie, ale w miniony weekend podczas Grand Prix Azerbejdżanu na ulicznym torze w Baku brytyjska ekipa wręcz się ośmieszyła. Tym razem swoją cegiełkę dorzucił do tego także Robert Kubica.

Cierpiącą na niedostatek części zamiennych brytyjska ekipę w Baku dotknęły dwa nieszczęścia. Podczas piątkowego treningu George Russell najechał na źle zabezpieczoną studzienkę kanalizacyjną, której wyrwana pokrywa uderzyła w spód auta i dokonała w bolidzie licznych zniszczeń. Jakby tego było mało, następnego dnia Robert Kubica podczas treningowej jazdy popełnił błąd jadąc pod słońce i uderzył w barierę, także poważnie uszkadzając swój bolid. „Trąciłem lewym przodem i wyrzuciło mnie na ścianę. Najgorsze możliwe miejsce. Zapłaciłem wysoką cenę za mały błąd. Nic mi się nie stało, to nie było mocne uderzenie” – tłumaczył się Kubica, który tak był przejęty kraksą, że przeprosił ekipę techniczną Williamsa. Jego partner z zespołu George Russell skomentował pech starszego kolegi krótko: „Takie rzeczy zdarzają na torach ulicznych. W Baku w tym miejscu trudno zobaczyć szczyt zakrętu, bo słońce tam oślepia”. Wypada odnotować, że w tym samym miejscu w sobotę rozbił się też kierowca Ferrari Charles Leclerc, chociaż jechał znacznie lepszym autem.

Pojawiły się obawy, że nasz kierowca w Baku w ogóle nie wystartuje, bo ekipa Williamsa już wcześniej zapas części zużyła na odbudowę uszkodzonego auta Russella, lecz o dziwo w sobotę wieczorem brytyjski zespół poinformował, że auto Kubicy zostanie zrekonstruowane i w niedzielnym wyścigu pojadą obaj kierowcy.

Kubica musiał jednak wystartować z alei serwisowej, co już ustawiało go w pozycji outsidera. Na domiar złego zespół techniczny wypuścił go za szybko i Polak musiał za karę przymusowo przejechać przez aleję serwisową. Dla jego pozycji w wyścigu nie miało to rzecz jasna żadnego znaczenia, bo i tak był ostatni w stawce. Auta Williamsa tak dalece w tym sezonie odstają od reszty, że robi się to już żenujące. Dość powiedzieć, że na półmetku wyścigu w Baku przedostatni George Russell tracił do wyprzedzającego go kierowcy aż 40 sekund, zaś jadący już po karnym przejeździe na ostatnim miejscu Kubica tracił do Russella kolejne 25 sekund. Takie różnice czasowe na tym poziomie rywalizacji są kompromitujące.

Nie było zatem pozytywnych emocji jeśli chodzi o start polskiego kierowcy, który w tym sezonie po raz czwarty ukończył wyścig na ostatnim miejscu i we wszystkich klasyfikacjach też jest ostatni. Grand Prix Azerbejdżanu wygrali kierowcy Mercedesa – pierwszy był Fin Valtteri Bottas, drugi Brytyjczyk Lewis Hamilton. Bottas po zwycięstwie w Baku wyprzedził Hamiltona w klasyfikacji generalnej kierowców. W klasyfikacji konstruktorów prowadzi oczywiście Mercedes.

 

Kubica ostatni w GP Australii

Inaugurujący nowy sezon królowej sportów motorowych wyścig o Grand Prix Australii wygrali kierowcy Mercedesa. Pierwszy był Fin Valtteri Bottas, który został liderem klasyfikacji generalnej, a drugi jego partner z zespołu Brytyjczyk Lewis Hamilton.

Wyścigu nie ukończyło trzech kierowców – Francuz Romain Grosjean (Haas), Australijczyk Daniel Ricciardo (Renault) oraz Hiszpan Carlos Sainz (McLaren) i tylko dlatego Robert Kubica ostatecznie zajął 17. miejsce. De facto polski kierowca Williamsa minął jednak metę jako ostatni w stawce zawodników, którzy ukończyli wyścig. Był z nich najwolniejszy i zdublował go nawet partner z zespołu Brytyjczyk George Russell, który zajął… 16. lokatę. Szansę na lepszy rezultat Polak stracił już na pierwszym zakręcie, gdy został potrącony przez auto Red Bulla kierowane przez Pierre’a Gasly’ego. Musiał wymienić uszkodzone części nadwozia, ale już do końca nie był w stanie nawiązać walki z rywalami. Rzecz jasna team Williamsa znalazł się na ostatnim miejscu w klasyfikacji konstruktorów.

Mimo tych słabiutkich wyników szefowie Williamsa byli z nich zadowoleni, chociaż tak naprawdę jedynym sukcesem ekipy było to, że oba jej bolidy ukończyły wyścig. Kubica tak skomentował swój pierwszy po ośmiu latach start w Formule 1: „Pozytywne jest to, że ukończyliśmy wyścig. W pewnym momencie usłyszałem od inżyniera, że mam dobre tempo. I zacząłem się śmiać”.

 

Kominy na liście płac

Robert Kubica zarobi w tym sezonie w Williamsie 570 tysięcy dolarów. Polak pod względem zarobków jest w stawce 20 kierowców Formuły 1 dopiero na 15. miejscu.

Najlepiej opłacanym kierowcą jest Brytyjczyk Lewis Hamilton. Jeżdżący w barwach Mercedesa pięciokrotny mistrz świata zarobi 57 milionów dolarów. Tuż za nim na liście płac znajduje się Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari), który dostanie 45 milionów. Trzeci w tym zestawieniu jest Daniel Ricciardo, który po przejściu do zespołu Renault wynegocjował gażę w wysokości 17 milionów dolarów. Australijczyk awansował do czołowej trójki dzięki zmianie barw przez Kimiego Raikkonena, który po transferze do Saubera z gażą 4,5 mln spadł na piątą pozycję.

Przed nim jest jeszcze Valtteri Bottas (Mercedes) – 8,5 mln dolarów, a za nim Nico Hulkenberg (Renault) – 4,5 mln, Carlos Sainz (McLaren) – 4 mln, Charles Leclerc (Ferrari) – 3,5, Sergio Perez (Racing Point) – 3,5, Romain Grosjean (Haas) – 1,8 mln, Pierre Gasly (Red Bull) – 1,4 mln, Lance Stroll (Racing Point) – 1,2 mln, Kevin Magnussen (Haas) – 1,2 mln, Robert Kubica – 570 tys., Daniil Kvyat (Toro Rosso) – 300 tys., Lando Norris (McLaren) – 260 tys., Antonio Giovinazzi (Sauber) – 230 tys., George Russell (Williams) – 180 tys. i Alexander Albon (Toro Rosso) – 170 tys. dolarów.

 

Przed Kubicą bardzo długi sezon

Fot. Robert Kubica znów jest pełnoprawnym kierowcą F1

 

 

Władze FIA oficjalnie zatwierdziły kalendarz na sezon 2019. Nie różni się on niczym od wstępnej wersji, opublikowanej w październiku. Tym samym rywalizacja rozpocznie się 17 marca w Australii, a zakończy 1 grudnia w Abu Zabi.

 

Sezon 2019 w Formuły 1 składać się będzie z 21 wyścigów. Rywalizacja rozpocznie się 17 marca na Albert Park w Australii, a zakończy 1 grudnia na torze Yas Marina w Abu Zabi. Trzecia runda sezonu, czyli Grand Prix Chin, będzie dokładnie 1000 wyścigiem w historii Formuły 1. FIA zrezygnowała z rozgrywania trzech rund z rzędu. Zespoły bardzo narzekały na to, że wyścigi we Francji, Austrii i Wielkiej Brytanii są tydzień po tygodniu. Było to wyjątkowo męczące i trudne logistycznie. Ostatecznie rywalizację na Silverstone oddalono od Red Bull Ringu o dwa tygodnie. Jedyną zmianą, jeśli chodzi o kolejność rund, jest zamiana Grand Prix Meksyku z Grand Prix Stanów Zjednoczonych. Wcześniej zawodnicy rywalizowali najpierw w USA. Tym razem wcześniej zmierzą się na obiekcie Autodromo Hermanos Rodríguez.

 

Terminarz Formuły 1 na 2019:

1. GP Australii (17 marca)
2. GP Bahrajnu (31 marca)
3. GP Chin (14 kwietnia)
4. GP Azerbejdżanu (28 kwietnia)
5. GP Hiszpanii (12 maja)
6. GP Monako (26 maja)
7. GP Kanady (9 czerwca)
8. GP Francji (23 czerwca)
9. GP Austrii (30 czerwca)
10. GP W. Brytanii (14 lipca)
11. GP Niemiec (28 lipca)
12. GP Węgier (4 sierpnia)
13. GP Belgii (1 września)
14. GP Włoch (8 września)
15. GP Singapuru (22 września)
16. GP Rosji (29 września)
17. GP Japonii (13 października)
18. GP Meksyku (27 października)
19. GP USA (3 listopada)
20. GP Brazylii (17 listopada)
21. GP Abu Zabi (1 grudnia)

 

Składy zespołów F1 na sezon 2019:

Williams:
Robert Kubica, George Russell

Racing Point:
Sergio Perez, Lance Stroll

Haas:
Romain Grosjean, Kevin Magnussen

Sauber:
Antonio Giovinazzi, Kimi Raikkonen

Toro Rosso:
Daniił Kwiat, Alexander Albon

McLaren:
Lando Norris, Carlos Sainz

Mercedes:
Lewis Hamilton, Valtteri Bottas

Ferrari:
Sebastian Vettel, Charles Leclerc

Red Bull Racing:
Max Verstappen, Pierre Gasly

Renault:
Nico Hulkenberg, Daniel Ricciardo

 

Hamilton przed Vettelem

Po pierwszej część sezonu zakończonej wyścigiem o GP Węgier, na czele stawki znajduje się Brytyjczyk Lewis Hamilton (Mercedes), przed Niemcem Sebastianem Vettelem (Ferrari) i Finem Kimim Raikkonenenem (Ferrari).

 

Teraz kierowców czekają kilkutygodniowe wakacje, a do rywalizacji wrócą 26 sierpnia na torze Circuit de Spa-Francorchamps w Belgii. Na półmetku sezonu po rozegraniu 12 wyścigów prowadzi Hamilton z dorobkiem 213 punktów. Dwaj kierowcy Ferrari mają do Brytyjczyka juz spora stratę – Vettel zgromadził jak na razie 189 pkt, a Raikkonen 146 pkt. Dalsza kolejność przedstawia się tak: 4. Valtteri Bottas (Finlandia, Mercedes – 132 pkt), 5. Daniel Ricciardo (Australia, Red Bull – 118 pkt), 6. Max Verstappen (Holandia, Red Bull – 105 pkt), 7. Nico Hulkenberg (Niemcy, Renault – 52 pkt), 8. Kevin Magnussen (Dania, Haas F1 Team – 45 pkt), 9. Fernando Alonso (Hiszpania, McLaren – 44 pkt), 10. Sergio Perez (Meksyk, Force India – 30 pkt), 11. Carlos Sainz jr (Hiszpania, Renault – 30 pkt), 12. Esteban Ocon (Francja, Force India – 29 pkt), 13. Pierre Gasly (Francja, Toro Rosso – 26 pkt), 13. Romain Grosjean (Francja, Haas F1 Team – 26 pkt), 15. Charles Leclerc (Monako, Sauber F1 Team – 13 pkt), 16. Stoffel Vandoorne (Belgia, McLaren – 8 pkt), 17. Marcus Ericsson (Szwecja, Sauber F1 Team – 5 pkt), 18. Lance Stroll (Kanada, Williams – 4 pkt), 19. Brendon Hartley (Nowa Zelandia, Toro Rosso – 2 pkt), 20. Siergiej Sirotkin (Rosja, Williams – 0 pkt).

Do końca cyklu pozostało dziewięć wyścigów, z finałem w Abu Zabi. W związku z przerwą wiele obiecują sobie szefowie i inżynierowie Williamsa, najsłabszej ekipy w stawce F1. Kierowcy zespołu z Grove Siergiej Sirotkin i Lance Stroll wyraźnie odstają od pozostałych ekip. Williams zajmuje też ostatnie, 10. miejsce w rywalizacji konstruktorów.

Formuła 1: Kubica znów za Sirotkina, ale tylko na treningu

Przed niedzielnym wyścigiem Formuły 1 o Grand Prix Austrii w sesji treningowej za kierownicą bolidu Williams zasiądzie Robert Kubica. W brytyjskim zespole liczą, że Polak zdoła zdiagnozować największe mankamenty ich samochodu.

 

Grand Prix Austrii będzie dziewiątą rundą mistrzostw świata. Po ośmiu liderem jest broniący tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa, który po zwycięstwie w ostatnią niedzielę w Grand Prix Francji w Le Castellet wrócił na pierwsze miejsce i prowadzi z 14 punktami przewagi nad Niemcem Sebastianem Vettelem z Ferrari. Formuła 1 wróciła na austriacki tor w 2014 roku po jedenastu latach przerwy. Ostatni wyścig przed przerwą w 2003 roku wygrał Niemiec Michael Schumacher w barwach Ferrari. W 2014 i 2015 roku wygrał Niemiec Nico Rosberg z Mercedesa. Dwa lata temu Niemiec także prowadził przed finiszem, ale na ostatnim okrążeniu został wyprzedzony przez drugiego kierowcę teamu Mercedes GP Hamiltona. W trakcie manewru doszło do kolizji bolidów, Brytyjczyk miał mniejsze uszkodzenia i pierwszy dojechał do mety, zaś Niemiec zajął dopiero czwarte miejsce.

Przed rokiem na Red Bull Ringu triumfował Fin Valtteri Bottas z zespołu Mercedes. Drugie miejsce w Spielbergu zajął Vettel, a trzecie Australijczyk Daniel Ricciardo z Red Bulla. Na czwartej pozycji linię mety minął Hamilton.
Niedzielny wyścig zapowiada się emocjonująco, walkę o zwycięstwo zapowiada Vettel, który stracił prowadzenie we Francji. Obecnie sytuacja w klasyfikacji generalnej F1 jest odwrotna niż w 2017 roku, gdy Hamilton tracił do Vettela 14 pkt. Teraz to Vettel traci do Brytyjczyka dokładnie tyle samo punktów. Wśród konstruktorów prowadzi Mercedes, ostatnie miejsce zajmuje ekipa Williamsa w której kierowcą testowym i rezerwowym jest Robert Kubica. Polak nie startuje w wyścigach, ale bierze udział w jazdach testowych i niektórych treningach, zastępując najczęściej Rosjanina Sergieja Sirotkina, który w klasyfikacji generalnej kierowców okupuje ostatnie miejsce. O kilka miejsc wyżej jest Kanadyjczyk Lance Stroll, który zdobył jak dotąd cztery punkty. Tyle też w klasyfikacji konstruktorów ma na koncie ekipa Williamsa, co w porównaniu z dorobkiem liderującego w zestawieniu Mercedesa (237 punktów) jest osiągnięciem kompromitującym. W brytyjskim zespole znów więc wezwano na pomoc Kubicę.

W Formule 1 Vettel przed Hamiltonem

Sebastian Vettel wygrał w miniony weekend Grand Prix Kanady i został nowym liderem klasyfikacji generalnej kierowców Formuły 1. Dotychczasowy lider, Lewis Hamilton, zajął dopiero piątą lokatę spadł na drugie miejsce.

 

Dla Vettela było to 50. zwycięstwo w Formule 1 i trzecie odniesione w tym sezonie. Dzięki popisowej jeździe niemieckiego kierowcy zespół Ferrari wygrał w Kanadzie po raz pierwszy od 14 lat. Drugie miejsce wywalczył Valtteri Bottas (Mercedes), a trzecie Max Verstappen (Red Bull). Hamilton (Mercedes) tym razem się nie popisał i metę minął dopiero jako piąty, lecz do Vettela traci zaledwie jeden punkt. Niemiec ma na koncie 121 pkt, a Brytyjczyk 120. Trzeci w klasyfikacji Bottas zgromadził dotąd 86 pkt. Ta różnica punktowa w zasadzie przesądza, że w tym sezonie o tytuł bić się będą do końca tylko Vettel z Hamiltonem. W Kanadzie znowu słabo spisał się zespół Williamsa. Lance Stroll już na pierwszym okrążeniu spowodował kraksę i wypadł z toru.