Obowiązkowe zwycięstwo Vive

W minioną sobotę szczypiorniści PGE Vive Kielce w 10. kolejce grupy B Ligi Mistrzów EHF podejmowali w Hali Legionów białoruski Mieszkow Brześć. Był to ostatni w tym roku mecz kieleckiej drużyny w tych elitarnych rozgrywkach. Zwycięstwo 30:24 okazało się ważne, bo przy porażce Montpellier HB z THW Kiel 32:33 dało kielczanom awans na trzecią pozycję w tabeli.

W grupie B z dorobkiem 16 punktów prowadzi THW Kiel i ekipie PGE Vive Kielce będzie piekielnie trudno zepchnąć niemiecki zespół z pierwszego miejsca, cennego, bo dającego od razu bezpośredni awans do ćwierćfinału. Nawiasem mówiąc nie tylko zajmujący w tabeli trzecią lokatę z 12 pkt na koncie kielczanie są tym zainteresowani, także zespoły drugiego w tabeli Telkomu Veszprem (12 pkt) i czwartego Montpellier HB (11 pkt), a nawet piątego FC Porto (10 pkt). Do zakończenia rozgrywek zostały jeszcze cztery kolejki i jeśli żadnej z tych drużyn nie uda się przeskoczyć niemieckiej, to każda będzie do końca walczyć o jak najwyższą końcową lokatę, bo im wyższa, tym większe szanse, że trafi się na słabszego przeciwnika w fazie play off.

Przed sobotnią potyczką z Mieszkowem zespół PGE Vive zajmował piąte miejsce, miał zatem o co walczyć. Białoruska ekipa zresztą także, bo ewentualne zwycięstwo w Kielcach dawało jej jeszcze nadzieję na załapanie się do walki o 1/8 finału i dogonienie w tabeli Vardaru Skopje i FC Porto. W przypadku porażki o awansie mogli zapomnieć, ale że w poprzedniej kolejce ograli właśnie macedońską drużynę, na powtórzenie podobnego wyczynu liczyli także w kieleckiej Hali Legionów.

PGE Vive w pierwszym w tym sezonie bezpośrednim starciu w Lidze Mistrzów wygrało z Mieszkowem 31:27. Dla kielczan był to punkt zwrotny w obecnych rozgrywkach, bo po serii porażek z FC Porto, w krajowej lidze z Orlenem Wisłą Płock oraz u siebie z Montpellier HB, zaczęto wieszczyć kieleckiemu potentatowi kryzys. Po zwycięstwie w Brześciu sytuacja się odwróciła i serię zwycięstw kielczan przerwał dopiero przed tygodniem na swoim parkiecie Telkom Veszprem.

Kolejne trzy starcia Białorusinów w Lidze Mistrzów także zakończyły się fiaskiem. Dwukrotnie lepszy okazał się Telekom Veszprem, Mieszkow na własnym parkiecie pokonał także Vardar Skopje. Przełamanie przyszło dopiero w ostatnią sobotę. Mistrzowie Białorusi przed własną publicznością zdeklasowali obrońców tytułu, Vardar 31:22, chociaż do przerwy przegrywali 12:13. Zdobyte dwa punkty nie poprawiły jednak zbytnio sytuacji Mieszkowa w grupie. Razem z Motorem, mając po cztery „oczka” na koncie, Białorusini zamykają stawkę grupy B, tracąc do szóstego Vardaru pięć punktów. Oczywiście zachowują jeszcze matematyczne szanse na awans, ale realnie oceniając ten sezon w Lidze Mistrzów ekipa Mieszkowa Brześć może już spisać na straty.

Jej porażka z zespołu PGE Vive nie jest żadną sensacją. Obie drużyny wcześniej grały przeciwko sobie już w tych elitarnych rozgrywkach dziewięć razy i mistrzowie Polski wygrali aż ośmiokrotnie, a jedyne zwycięstwo Białorusini wywalczyli w 2017 roku u siebie, wygrywając 28:25. Natomiast w kieleckiej Hali Legionów wszystkie potyczki wygrali kielczanie.

W minioną sobotę także niespodzianki nie było i pokonali białoruski zespół po raz dziewiąty, wygrywając 30:24. Białoruska ekipa walczyła dzielnie do 45. minuty, ale w ostatnim kwadransie spotkanie gospodarze podkręcili tempo i zdobyli wystarczająca przewagę bramkową, żeby w ostatnich minutach kontrolować wynik i przebieg wydarzeń na boisku. Wygrali ostatni w tym roku mecz w Lidze Mistrzów, ale dobrą wiadomością dla fanów kieleckiej drużyny było też to, iż trener zespołu PGE Vive Tałant Dujszebajew miał do dyspozycji aż 14 zdrowych graczy i wszystkich posłał do gry.

Zwycięski zespół zagrał w składzie: w bramce Wolff, a w polu – Janc (7 goli), Vujović (6), Karalek (4), Karacić (4), Kulesz (3), D. Dujshebaev (3), A. Dujshebaev (2), Aguinagalde (1), Pehlivan, Lijewski, Jurkiewicz, Fernandez, Guillo.

 

Triumf PGE Vive nad Vardarem

Szczypiorniści PGE Vive Kielce pewnie wygrali we własnej hali z Vardarem Skopje 35:25 w 8. kolejce Ligi Mistrzów EHF. Macedoński zespół tydzień wcześniej podejmował kielczan w Skopje i z trudem zremisował z nimi 28:28, ale tak wysokiej porażki w rewanżu dwukrotnego triumfatora tych rozgrywek mało kto się spodziewał.

Po zremisowanym 28:28 spotkaniu w Skopje ekipa PGE Vive wracała do Kielc z uczuciem niedosytu. Jeszcze kilka tygodni wcześniej taki wynik wywalczony w stolicy Macedonii żółto-biało-niebiescy wzięliby w ciemno, bo to trudny teren, fanatyczni kibice, gorąca atmosfera i naszpikowanymi klasowymi graczami zespół. Obecnie jednak macedońska ekipa przeżywa poważne problemy kadrowe, bo ich skład mocno przerzedziły kontuzje, ale ma też wyraźny kryzys formy. Jedyne co pozostało w tej ekipie na dawnym poziomie, to niebywała ambicja i zaangażowanie zawodników. Na kwadrans przed końcem meczu w Skopje mistrzowie Polski prowadzili trzema trafieniami, zaś ich rywale walczyli już ostatkiem sił. Mimo to zawzięcie walczyli do ostatniego gwizdka i w nagrodę wywalczyli cenny punkt. Trener kieleckiej drużyny Tałant Dujszebajew stwierdził, że z remisu nie jest zadowolony, bo w jego opinii to stracony punkt. W ekipie Vardaru wszyscy się z tego rezultatu cieszyli i nazywali go nawet „zwycięskim remisem”.

Obawiali sie jednak czekającego ich tydzień później spotkania rewanżowego w Kielcach. Do Polski nie poleciał z zespołem lider Vardaru Łotysz Dainis Kristopans, zabrakło też dwóch innych rozgrywających – JoseGuilherme de Toledo i Siergiej Gorbok także leczą urazy. Sytuacja w grupie B jest jednak skomplikowana i kielczanie nie mogli sobie w sobotę pozwolić na przegraną. Drugi i szósty zespół w tabeli dzieli ledwie jeden punkt, a to oznacza, że margines błędu nie istnieje – w ostatecznym rozrachunku o miejscu w grupie może zadecydować nawet jedna bramka. Porażka w rewanżowym starciu z Vardarem nie wchodziła więc w rachubę. Kielecki zespół miał jeszcze nad rywalami przewagę psychologiczną, bo ekipie Vardaru jeszcze nigdy nie udało się wygrać z PGE Vive w kieleckiej Hali Legionów.

Trener Vardaru Eduard Kokszarow chciał zaskoczyć kielczan wystawiając na prawej flance nie Ivana Cupicia, lecz Pawła Atmana, ale ten manewr nie przyniósł jego drużynie większych korzyści. Mistrzowie Polski nie dali się zbić z tropu także manewrami z wycofywaniem bramkarza w trakcie ataku, grali czujnie i jeszcze do przerwy rzucili pięć goli na pustą bramkę (trzy razy trafił Blaż Janc, po razie obaj bracia Dujszebajewowie). A że w ataku kielecki zespół spisywał sie jeszcze lepiej niż w obronie, na przerwę podopieczni trenera Tałanta Dujszebajewa schodzili z trzybramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron rywale zaczęli grę od trafienia, ale kielczanie nie dali im się rozkręcić, bo sami zaczęli koncert gry w piłkę ręczną. Znakomicie bronił niemiecki bramkarz PGE Vive Andreas Wolff, chociaż grał z kontuzją stawu skokowego. Macedoński zespół z każdą minutą stawał się coraz bardziej bezradny – grał chaotycznie, bez pomysłu, niestarannie w ataku i niekonsekwentnie w obronie. Nic dziwnego, że na pięć minut przed końcem meczu kielczanie prowadzili już różnicą dziewięciu trafień, by ostatecznie zakończyć spotkanie wynikiem 35:25.

Było to czwarte zwycięstwo PGE Vive Kielce w obecnych rozgrywkach Ligi Mistrzów EHF. Po sześć bramek rzucili najskuteczniejsi w drużynie trenera Dujszebajewa chorwacki rozgrywający Igor Karacić i białoruski obrotowy Arciom Karalok. W zespole Vardaru najwięcej trafień, dziewięć, zanotował rosyjski skrzydłowy Timur Dibirow.

„Mój zespół ma ogromny szacunek dla Vardaru, bo to jest aktualny mistrz Europy. Wiemy, że obecnie są w bardzo trudnej sytuacji kadrowej. Ale możemy ich podziwiać. Grali bez Guilherme de Toledo i Dainisa Kristopansa, a Paweł Atman i Christian Dissinger wrócili dopiero po kontuzjach. Wytrzymali tyle, ile mogli. Jesteśmy oczywiście bardzo zadowoleni ze zwycięstwa i dziękujemy naszym kibicom. To nie to samo, kiedy gramy w Skopje, a w Kielcach. Dzisiaj byliśmy bardziej skuteczni i to dało nam wygraną” – podsumował występ swojej drużyny trener kielczan Tałant Dujszebajew.

W innym sobotnim spotkaniu tej grupy Telekom Veszprem wygrał z Mieszkowem Brześć 31:25. W tabeli grupy B prowadzi THW Kiel (13 pkt) przed Telekomem i PGE Vive (po 10 pkt). Czwartą lokatę zajmuje Montpellier HB (9 pkt), piąty jest Vardar (9), szóste FC Porto (8 pkt), dwie ostatnie pozycje okupują nie mające już szans na awans zespoły Mieszkowa (2 pkt) i Motoru Zaporoże (1).

W grupie A prowadzi FC Barcelona Lassa przed Paris Saint-Germain HB (po 12 pkt), trzecia lokatę zajmuje MOL-Pick Szeged (11). Kluczowy dla miejsca Orlenu Wisły Płock mecz tej drużyny z Kadetten Schaffhausen zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Nafciarze z dziką kartą w Lidze Mistrzów EHF

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) ustaliła listę 28 klubów, które w sezonie 2019/2020 zagrają w Lidze Mistrzów. Do udziału w tych elitarnych europejskich rozgrywkach pucharowych zgłosiło się 35 drużyn, ale siedem EHF odrzuciło. Ten los nie spotkał dwóch polskich zespołów i w nowej edycji znów w Lidze Mistrzów zagrają PGE Vive Kielce oraz Orlen Wisła Płock.

Komitet Wykonawczy EHF podał kryteria, którymi się kierował dzieląc drużyny na przynależne do grup wyżej notowanych A i B oraz do niżej notowanych grup C i D. Były to m.in. miejsce rozgrywania spotkań, prawa telewizyjne, ranking ligi krajowej, średnia liczba widzów w hali, wyniki sportowe osiągane w europejskich pucharach, potencjał sponsorski, przestrzeganie przepisów oraz respektowanie swobody mediów w dostępie do informacji. W nowym sezonie w stawce 28 drużyn nie będzie już nadreprezentacji ekip z Francji i Niemiec. Europejska Federacja Piłki Ręcznej nie przyznała dodatkowych miejsca dla klubów z tych krajów.

O ile zakwalifikowanie do rozgrywek jedynie dwóch zespołów z Bundesligi, zamiast jak wcześniej trzech, specjalnie nie dziwi, bo już w ostatniej edycji wystartowały tylko Flensburg i Rhein-Neckar Loewen. Wprawdzie Niemcy chcieli w nowym sezonie dodatkowe miejsce dla SC Magdeburg, ale sternicy europejskiego szczypiorniaka pozostali nieugięci. Nie tylko dla Bundesligi, lecz także dla francuskiej ekstraklasy, bowiem odrzucono aplikację finalisty sprzed roku, HBC Nantes. W ostatnich dwóch sezonach Francuzi mieli zagwarantowane trzy miejsca w Lidze Mistrzów, a w poprzedniej edycji do Final Four dostała się cała trójka. EHF postanowiła wyrównać szanse i odmówiła „dzikiej karty” nie tylko Nantes, lecz także starającemu się o powrót do elity Chambery Savoie HB. Dzięki temu do grona najlepszych w Europie dostał się m.in. macedoński Eurofarm Rabotnik czy drugi klub ze Szwecji, IFK Kristianstad. Odrzucono też kandydatury Metalurga Skopje, norweskiego OFI Arendal i luksemburskiego Handball Esch.

Mistrzowie Polski, PGE Vive Kielce, ponownie trafią do którejś z dwóch najsilniejszych grupa (A lub B), natomiast „Nafciarze” z Płocka, którzy dostali się do rozgrywek dzięki „dzikiej karcie”, znów będą musieli rywalizować w słabszym zestawie przeciwników w grupach C lub D. W grupach A i B wystąpi po osiem zespołów, sześć z nich awansuje dalej. W słabszym zestawie do barażów o fazę Top 16 dostaną się tylko po dwie czołowe drużyny z każdej grupy. Losowanie fazy grupowej odbędzie się w czwartek 27 czerwca w Erste Campus w Wiedniu.

Podziała na koszyki:

Grupy A/B: Mieszkow Brześć (Białoruś), HC PPD Zagrzeb (Chorwacja), Aalborg Handbold (Dania), SG Flensburg-Handewitt (Niemcy), Barcelona Lassa (Hiszpania), Paris Saint-Germain HB (Francja), Telekom Veszprem HC (Węgry), HC Vardar (Macedonia), Elverum (Norwegia), PGE VIVE Kielce (Polska), FC Porto Sofarma (Portugalia), RK Celje Pivovarna Lasko (Słowenia), HC Motor Zaporoże (Ukraina), THW Kiel (Niemcy), Montpellier Handball (Francja), MOL-Pick Szeged (Węgry);

Grupy C/D: Cocks (Finlandia), Dinamo Bukareszt (Rumunia), Czechowskie Niedźwiedzie (Rosja), IK Sävehof (Szwecja), Kadetten Schaffhausen (Szwajcaria), Tatran Preszow (Słowacja), GOG (Dania), Bidasoa Irun (Hiszpania), HC Eurofarm Rabotnik (Macedonia), Orlen Wisła Płock (Polska), Sporting Lizbona (Portugalia), IFK Kristianstad (Szwecja).

 

Liga Mistrzów EHF: Wielki finał sezonu w Kolonii

Piłkarze ręczni PGE Vive Kielce w najbliższy weekend po raz czwarty zagrają w Final Four Ligi Mistrzów. Turniej odbędzie się w Kolonii, a półfinałowym rywalem kielczan będzie węgierski Telkom Veszprem. W drugiej parze zmierzą się FC Barcelona Lassa i macedoński Vardar Skopje. „Będziemy walczyć o pełna pulę, nie mamy nic do stracenia” – zapewnia trener PGE Vive Tałant Dujszebajew.

Obecność kieleckiej drużyny w najlepszej czwórce rozgrywek Ligi Mistrzów EHF to ogromna niespodzianka. Trapiona plagą kontuzji ekipa Tałanta Dujszebajewa potrafiła jednak skutecznie stawić czoła potentatowi Paris Saint-Germain i wyeliminować uważany za jednego z faworytów paryski zespół w ćwierćfinale. A potem jeszcze wywalczyć podwójną koronę w krajowych zmaganiach – najpierw kielczanie po zaciętych bojach z Orlenem Wisłą Płock zdobyli Puchar Polski, a potem mistrzostwo Superligi. Teraz na zakończenie sezonu czeka ich walka o najcenniejsze klubowe trofeum w Europie. „To fantastyczna sprawa, że udało nam się awansować do Final Four. Nie było to łatwe, bo mieliśmy mnóstwo problemów zdrowotnych w trakcie całych rozgrywek, a w polskiej lidze wymaga się od nas samych zwycięstw. Na co stać nas w Kolonii? Mogę powiedzieć tyle, że jedziemy tam powalczyć o jak najlepszy wynik. Z Telekomem zagramy na maksimum naszych możliwości” – zapewnił trener Dujszebajew.

Węgierska drużyna nie będzie łatwym rywalem. Telkom Veszprem w Final Four zagra po raz piąty, ale nie ma w dorobku, jak PGE Vive, zwycięstwa w tych rozgrywkach. W 2016 roku w wielkim finale Madziarzy przegrali z kielczanami po rzutach karnych i musieli się zadowolić drugą lokatą. W obecnym sezonie jednak byli lepsi, bo w fazie grupowej dwukrotnie pokonali kielecki zespół (29:27 i 36:35). „Telkom Veszprem ma szeroką i wyrównaną kadrę, a zawodnicy trzymają wysoką formę, co pokazali w fazie pucharowej w meczach ze Sportingiem Lizbona i Flensburgiem. Ich największym atutem jest zespołowość w grze, solidna obrona, bardzo dobrzy bramkarze i dobrze rozgrywane ataki pozycyjne” – ocenia najbliższego rywala trener kieleckiej drużyny.
W drugiej parze zmierzą się Vardar Skopje i FC Barcelona Lassa. Kataloński zespół uważany jest dość powszechnie za murowanego faworyta turnieju w Kolonii. Z taką opinią zgadza się też trener Dujszebajew. „Trudno kwestionować ten pogląd, bo przed sezonem Barcelona i PSG były uznawane za faworytów Lidze Mistrzów. Wszystkie drużyny w tegorocznym Final Four wcześniej rywalizowały ze sobą w fazie grupowej, a w niej ekipa „Dumy Katalonii” była liderem praktycznie od pierwszej do ostatniej kolejki. To jest najlepszym dowodem siły tego zespołu” – podkreśla Dujszebajew.

Na szczęście te prognozy mogą wziąć w łeb, co byłoby dobre dla kibiców i dramaturgii walki o triumf w Lidze Mistrzów, bo ostatnie edycje Final Four to pasmo klęsk tzw. murowanych faworytów. Mało kto stawiał przecież w 2016 roku na zwycięstwo PGE Vive, czy rok później Vardaru Skopje. Także zwycięstwo francuskiego Montpellier w 2018 roku uznano przecież zgodnie za ogromną niespodziankę. „Trzeba rozegrać dwa ciężkie mecze w ciągu 24 godzin. O zwycięstwie decyduje wiele czynników m.in. sprawy mentalne, dyspozycja dnia. Do Final Four nie dostają się przypadkowe drużyny, więc trzeba założyć, że w Kolonii każdy może wygrać z każdym.

 

Podwójne starcie z Hiszpanami w Lidze Mistrzów EHF

Fot. W meczu z Abanca Ademar Leon piłkarze ręczni Orlenu Wisła Płock wygrali 25:23

 

 

W 9. kolejce Ligi Mistrzów EHF doszło do podwójnego polsko-hiszpańskiego starcia. Szczypiorniści Orlenu Wisły Płock pokonali zespół Abanca Ademar Leon 25:23 i zapewnili sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek. Gorzej poszło drużynie PGE Vive Kielce, która we własnej hali przegrała z FC Barcelona Lassa 36:42.

 

Waga potyczki z Abanca Ademar Leon była dla „Nafciarzy” ogromna. Przed 9. kolejką ekipa Orlenu Wisły z 12 punktami na koncie zajmowała pierwsze miejsce w grupie D. Taki sam dorobek punktowy miała ekipa Dinama Bukareszt, ale Rumuni mieli rozegrany jeden mecz więcej. W rywalizacji o awans do baraży o 1/16 Ligi Mistrzów liczyły się jeszcze Abanca Ademar Leon oraz mistrz Norwegii Elverum Handball. Ewentualne zwycięstwo z hiszpańskim zespołem praktycznie zapewniało płocczanom wyjście z grupy, nawet w przypadku porażki z fińskim Riihimaeki Cocks w ostatniej kolejce spotkań. Z zespołem Abanca Ademar Leon „Nafciarze” w tym sezonie Ligi Mistrzów już przegrali. Na początku października w Leon ulegli Hiszpanom 24:27. Z tego spotkania wynieśli jednak naukę, żeby nie pozwolić graczom wicemistrza Hiszpanii na hulanki w pierwszej połowie. W październiku do przerwy przegrywali różnicą sześciu trafień i tej straty już po zmianie stron nie odrobili. W sobotę prowadzeni przez trenera Xaviera Sabate szczypiorniści Orlenu Wisły walczyli zawzięcie od pierwszego gwizdka sędziego, ale na przerwę schodzili przy wyniku 9:10.

Także w drugiej połowie płocczanie długo nie potrafili przejąć inicjatywy. Przełom nastąpił w w 47. minucie, bo wtedy za brutalny faul z boiska wyleciał jeden z najskuteczniejszych graczy w hiszpańskim zespole, Frederico Vieyra. Trzy minuty później „Nafciarze” remisowali już 19:19, a po chwili wyszli na wyczekiwane przez kibiców prowadzenie. Na pięć minut przed końcem wygrywali już trzema bramkami, ale wtedy goście rzucili się do walki i zmniejszyli stratę do jednego trafienia. Na więcej gospodarze im jednak nie pozwolili i wygrali ostatecznie z Ademar Leon 25:23. To zwycięstwo zapewniło im powrót na pozycję lidera grupy D.

W drugim sobotnim polsko-hiszpańskim starciu PGE Vive Kielce podejmował w Hali Legionów ekipę FC Barcelona Lassa. Na ten mecz bilety wyprzedano co do jednego, co nie dziwi, bo przecież była to potyczka na szczycie grupy A, między liderem (Barcelona) i wiceliderem (PGE Vive). Oba zespoły przed tym spotkaniem miały szansę na zwycięstwo w grupie, które dawało bezpośredni awans do ćwierćfinału (miejsca 2-6 dają awans do 1/8 finału). Taka sytuacja dawała gwarancję wielkiego sportowego widowiska. Kibice, którzy kupili wejściówki na, pewnie nie żałowali, mimo porażki kieleckiej drużyny. Już do przerwy gracze obu zespołów rzucili 33 bramki (15:18), a po przerwie jeszcze wzmocnili kanonadę i ostatecznie mecz zakończył się rzadkim na tym poziomie wynikiem 36:42. Zwycięstwo zapewniło ekipie FC Barcelona pierwsze miejsce w grupie A. PGE Vive o drugą lokatę powalczy w ostatniej kolejce na wyjeździe z Vardarem Skopje.

 

Zwycięstwa polskich drużyn w Lidze Mistrzów EHF

Fot. W Kielcach szczypiorniści PGE Vive mieli więcej problemów z Mieszkowem Brześć, niż wcześniej na boisku rywali

 

 

W ósmej kolejce Ligi Mistrzów EHF obie polskie drużyny wygrały. Szczypiorniści PGE Vive Kielce pokonali u siebie białoruski Mieszkow Brześć 34:31, a ekipa Orlenu Wisły Płock na wyjeździe szwajcarski Wacker Thun 25:23.

 

Przed tygodniem w Brześciu zespół PGE Vive pokonał ekipę Mieszkowa bez problemu 35:26, ale Białorusini do rewanżu w Kielcach przygotowali się sumiennie i w miniona sobotę stawili mistrzom Polski zdecydowanie silniejszy opór. Losy zwycięstwa w tym spotkaniu ważyły się niemal do ostatnich minut. Na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 17:16 dla gospodarzy, ale po zmianie stron kielczanie mocno przycisnęli. Nie potrafili jednak utrzymać koncentracji i kilkakrotnie trwonili wypracowaną przewagę kilku bramek. W końcówce spotkania sytuacja się powtórzyła, na szczęście trener Tałant Dujszebajew miał w odwodzie Krzysztofa Lijewskiego, którego wejście na boisko przeważyło szalę na korzyść mistrzów Polski. W 55. minucie PGE Vive prowadziło 31:27, lecz wtedy rywale po raz ostatni w tym spotkaniu poderwali sie do walki i doprowadzili do wyniku 31:30. Końcówka meczu należała już jednak do kielczan, którzy ostatecznie zwyciężyli 34:31. Aż 10 bramek rzucił Alex Dujszebajew, Blaż Janc dorzucił sześć trafień, Arkadiusz Moryto pięć, a Krzysztof Lijewski i Mateusz Jachlewski po cztery.

Była to szósta wygrana PGE Vive w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Kielecki zespół zajmuje drugie miejsce w grupie A z dorobkiem 12 punktów i stratą dwóch „oczek” do prowadzącej w tabeli ekipy FC Barcelona Lassa. Trzecie miejsca zajmuje drużyna Rhein-Neckar Loewen (10 pkt), czwarty jest Vardar Skopje (10 pkt), piąty Telkom Veszprem (8 pkt), szósty Mieszkow Brześć (4 pkt), siódmy Montpellier HB (3 pkt), a stawkę zamyka IFK Kristianstad (3 pkt). Zwycięzca grupy awansuje bezpośrednio do ćwierćfinału, natomiast drużyny z miejsc 2-6 zagrają w 1/8 finału.

Znakomicie radzi sobie też w najsłabszej grupie D ekipa Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” po wyjazdowej wygranej ze szwajcarskim Wacker Thun 25:23 mają na koncie 12 punktów i prowadzą w tabeli, wyprzedzając o jeden punk hiszpańską drużynę Abanca Ademar Leon. Trzecie miejsce ze stratą dwóch „oczek” zajmuje Dinamo Bukareszt, czwarty jest norweski Elverum Handball (8 pkt), piątą lokatę zajmuje fiński Riihimaeki Cocks (4 pkt), a czerwona latarnią jest Wacker Thun z dorobkiem jednego punktu.

Z grupy D awansuje jednak tylko zwycięzca, a najgroźniejszym konkurentem „Nafciarzy” jest Abanca Ademar. Z hiszpańską drużyną płocczanie przegrali na wyjeździe 24:27, więc losy awansu rozstrzygną się zapewne w rewanżowym spotkaniu, które odbędzie się 24 listopada w Orlen Arenie w Płocku.

 

PGE Vive górą w Brześciu

Szczypiorniści PGE Vive Kielce wrócili z tarczą z wyjazdu do Brześcia. Na Białorusi mistrzowie Polski łatwo pokonali w meczu Ligi Mistrzów EHF Mieszkow Brześć 35:26 i wrócili do czołówki zespołów w grupie A.

 

Kielczanie mogą być zadowoleni z występu w spotkaniu z Mieszkowem Brześć. Mistrzowie Polski pewnie pokonali Białorusinów, deklasując ich zwłaszcza w drugiej połowie meczu. Tym samym kielczanie zrewanżowali się za ubiegłoroczną porażkę w Brześciu. Spotkanie rozstrzygnęło się jednak dopiero po przerwie, bo po pierwszej połowie mistrzowie Polski mieli tylko dwubramkową przewagę (15:13). Znakomite zawody zaliczyli Blaż Janc (8 bramek) i Alex Dujshebaev (7 bramek). Zwycięstwo jest cenne, bo grupa A jest bardzo wyrównana i każdy punkt może decydować o końcowym miejscu w tabeli. W najbliższą sobotę (17 listopada) kielczanie podejmą ekipę Mieszkowa u siebie. Białorusini zapowiadają walkę, ale ich szanse na wygraną nie są duże.

Na czele grupy A po siedmiu kolejkach jest zespół FC Barcelona Lassa. Hiszpanie prowadzą z dorobkiem 12 punktów. Na drugim miejscu jest niemiecki Rhein-Neckar Loewen z 10 punktami. Taki sam dorobek ma trzecia w tabeli drużyna PGE Vive, ale ma gorszy bilans bramkowy (229:207 do 217:202). Kolejne lokaty zajmują: Vardar Skopje (Macedonia – 10 pkt, bramki 199:185; Telekom Veszprem (Węgry) – 6 pkt, 198:203, Mieszkow Brześć (Białoruś) – 4 pkt, 183:209, IFK Kristianstad (Szwecja), 3 pkt, 199:236, Montpellier HB (Francja) – 1 pkt, 185:213.

W dobrej sytuacji jest też drugi z naszych zespołów w Lidze Mistrzów, Orlen Wisła Płock. „Nafciarze” w siódmej kolejce Orlen Wisła Płock wróciła na pierwsze miejsce w tabeli najsłabszej w stawce Ligi Mistrzów grupy D i jest na dobrej drodze, by awansować kolejnej fazy rozgrywek.

 

Trudni rywale PGE Vive w Lidze Mistrzów

Losowanie grup Ligi Mistrzów okazało się korzystne dla Orlenu Wisły Płock, natomiast mistrzowie Polski PGE Vive Kielce trafili najgorzej jak mogli. Zmierzą się m.in. z Telkom Veszprem, obrońcą tytułu Montpellier HB i Vardarem Skopje.

 

Kielczanie trafili do piekielnie silnej grupy, w której zajęcie pierwszego miejsca czy nawet o bezpośredni awans do ćwierćfinału będzie bardzo trudno. Rywalami PGE Vive Kielce będą: Vardar Skopje, Telekom Veszprem, FC Barcelona Lassa, Mieszkow Brześć, Montpellier HB, IFK Kristianstad i Rhein-Neckar Loewen. Szczęście uśmiechnęło się za to do wicemistrzów Polski, Orlenu Wisły Płock. „Nafciarze” po kilku sezonach w elicie tym razem trafili do słabszej grupy, ale będą w niej jednym za faworytów. Zagrają bowiem z Abanca Ademar Leon (Hiszpania0, Elverum Handball (Norwegia), Wacker Thun (Szwajcaria), Dinamo Bukareszt, Riihimaeki Cocks (Finlandia). Najgroźniejszym rywalem płocczan będzie hiszpański Ademar Leon.

Piłka ręczna: Nadal mamy dwie ekipy w Lidze Mistrzów

Komitet wykonawczy Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej (EHF) ustalił nową hierarchię w Lidze Mistrzów. W nowym sezonie mistrz Polski PGE Vive Kielce zagra w grupie A lub B z najsilniejszymi ekipami na Starym Kontynencie, natomiast wicemistrz Polski Orlen Wisła Płock znalazł się z gronie zespołów umieszczonych w słabszych grupach C i D.

 

W grupach A i B znalazło się 16 najlepszych aktualnie drużyn w Europie, wśród nich, co nie jest żadną niespodzianką, najlepszy od lat polski zespół. W gronie najsilniejszych ekip, które mogą być potencjalnymi rywalami PGE Vive, znalazły się aż trzy drużyny francuskie – obrońca trofeum Montpellier Handball, HBC Nantes i Paris Saint-Germain. Te trzy zespoły w takiej kolejności zakończyły rozgrywki w majowym Final Four Ligi Mistrzów w Kolonii. Po raz pierwszy od kilku lat w grupach A i B zagrają tylko dwa zespoły niemieckie – mistrz kraju Flensburg-Handewitt oraz wicemistrz Rhein-Neckar Loewen. Grupy A i B liczyć będą po osiem drużyn. Ich zwycięzcy awansują bezpośrednio do ćwierćfinału, natomiast zespoły z miejsc 2-6 będą musiały rywalizować w 1/8 finału. Kielczanie przebudowują swój zespół także pod kątem startu w Lidze Mistrzów. Dali zgodę na transfer Deana Bombaca do Pick Szeged, a na jego miejsce mają ściągnąć wypożyczonego do Celje Daniela Dujszebajewa.

W grupach C i D zagra natomiast po sześć drużyn. Dwie najlepsze w każdej grupie zagrają w barażach, a ich zwycięzcy awansują do 1/8 finału Ligi Mistrzów i zmierzą się z zespołami z grup A i B. Wicemistrz Polski Orlen Wisła Płock tym razem zacznie rywalizacje w gronie słabszych ekip z grup C i D. Przed losowaniem grup Ligi Mistrzów, które odbędzie się 29 czerwca, zespoły podzielono na Europejską elitę podzielono na osiem par. PGE Vive trafiło do drugiej pary razem z Pick Szeged. Z racji zasady, żeby nie łączyć w grupach drużyn z jednego kraju wiadomo już, że kielczanie na pewno wylosują wicemistrzów Węgier Telekom Veszprem, z którym dwa lata temu wygrali finał Ligi Mistrzów. W jednej grupie nie znajdą się niemieckie ekipy, za to EHF z konieczności musiała dopuści do sytuacji, w której trafia na siebie dwa francuskie zespoły. HBC Nantes trafi zatem do grupy z Paris Saint-Germain HB lub Montpellier HB. Procedura losowania będzie trudniejsza niż zazwyczaj.

 

Podział na koszyki:

Grupy A/B
Koszyk 1: Paris Saint-Germain (Francja), Vardar Skopje (Macedonia); Koszyk 2: PGE Vive Kielce, MOL-Pick Szeged (Węgry); Koszyk 3: SG Flensburg-Handewitt (Niemcy), Barcelona Lassa (Hiszpania); Koszyk 4: Skjern Handball (Dania), Mieszkow Brześć (Białoruś); Koszyk 5: RK PPD Zagrzeb (Chorwacja), Telekom Veszprem (Węgry); Koszyk 6: Motor Zaporoże (Ukraina), Montpellier HB (Francja); Koszyk 7: IFK Kristianstad (Szwecja), Celje Pivovarna Lasko (Słowenia); Koszyk 8: Rhein-Neckar Loewen (Niemcy), HBC Nantes (Francja).

Grupy C/D
Koszyk 1: Metalurg Skopje (Macedonia), Orlen Wisła Płock; Koszyk 2: Abanca Ademar Leon (Hiszpania), Bjerringbro-Silkeborg (Dania); Koszyk 3: Sporting Lizbona (Portugalia), Elverum Handball (Norwegia),
Koszyk 4: Besiktas Stambuł (Turcja), Wacker Thun (Szwajcaria); Koszyk 5: Czechowskie Niedźwiedzie (Risja), Dinamo Bukareszt (Rumunia); Koszyk 6: Tatran Preszow (Słowacja), Riihimaen Cocks (Finlandia).