W Katarze już jest bardzo gorąco

W piątek 27 września w Dausze rozpoczną się lekkoatletyczne mistrzostwa świata. Impreza, która potrwa do 6 października, od dawna wzbudza mnóstwo kontrowersji. Głównie ze względu na nietypowy termin, najpóźniejszy w historii światowych czempionatów, ale też na dopingową histerię. W Katarze wystąpi 44 reprezentantów Polski.

Pierwsi w Katarze zjawili się lekkoatletyczni działacze, by w Dosze w luksusowych warunkach odbębnić kongresowe obowiązki i wybrać szefa federacji. Pracy przy tym wiele nie było, bo jedynym kandydatem był obecny sternik IAAF Brytyjczyk Sebastian Coe. Delegaci nie przemęczyli się też rozważając kwestię przywrócenia Rosji do lekkoatletycznej rodziny. Akurat WADA po raz kolejny zgłosiła zastrzeżenia do wiarygodności informacji antydopingowych przekazywanych przez RUSADA i dali tym samym argument do podtrzymania zawieszenia rosyjskiej federacji lekkoatletycznej. Tak więc w rozpoczynających się piątek mistrzostwach świata reprezentanci tego kraju znów będą startować pod neutralną flagą.

Nie jest to decyzja sprawiedliwa, bo w zorganizowany doping umoczone jest znacznie więcej federacji, a najbardziej kenijska. O dziwo, Kenii jakoś władze IAAF zawieszać nie chcą, chociaż światowe media co rusz dostarczają dowodów, że w tym afrykańskim kraju proceder zorganizowanego dopingu wręcz kwitnie, bo są tam ku temu wręcz wymarzone warunki do szprycowania się – rzadkie kontrole, możliwość zatuszowania wpadki i tabuny ofiarnych działaczy gotowych kłamać i mataczyć w obronie swoich sportowców i dobrego imienia ojczyzny.

Reporterzy niemieckiej telewizji ARD nagrali ukrytą kamerą, jak dwoje reprezentantów na mistrzostwa w Katarze wstrzykuje sobie EPO. Jeden z lekarzy specjalizujących się w dopingu opowiedział niemieckiej ekipie, że w kenijskiej kadrze ma ośmiu klientów. ARD nagrała też byłego pracownika kenijskiej komisji antydopingowej, który opowiedział, jak menedżerowie lekkoatletów płacą kenijskiej federacji za tuszowanie wpadek.

Te zarzuty dotyczą przecież jednej z największych potęg w światowej lekkoatletyce. Od 2007 roku Kenia tylko raz znalazła się poza podium klasyfikacji medalowej mistrzostw świata (w 2013 w Moskwie), a wygrała ją w Pekinie w 2015, zaś w 2013 i 2017 roku przegrała tylko ze Stanami Zjednoczonymi. I co ciekawe, jeszcze do niedawna nie miał nawet swojej agencji antydopingowej.

Ale w przeciwieństwie do Rosjan, Kenijczycy będą jednak mogli startować w mistrzostwach świata w Katarze pod własną flagą. Owszem, będą pod specjalnym nadzorem, bo Kenia znalazła się, obok Rosji, Ukrainy, Białorusi i Etiopii, na liście krajów pod specjalnym nadzorem IAAF. Przed katarskimi mistrzostwami pobrano od uczestników aż 700 próbek krwi, podczas zaczynającej się w piątek rywalizacji ma być zrobionych kolejnych 500 testów. To dobre informacje dla wolnych od dopingu sportowców. Ale gdy zobaczymy podczas mistrzostw Rosjanina bez własnej flagi i Kenijczyka z flagą to trudno się będzie oprzeć wrażeniu, że coś tu chyba jednak nie gra.

Atmosfera w Dosze jest zatem gorąca nie tylko ze względu na piekielne upały. Nie wszystkie ekipy są zachwycone warunkami, jakie zapewniają organizatorzy. Skandal wywołała na przykład ekipa Norwegii, która nie przyjęła proponowanych jej kwater i za ponad 100 tys. euro wynajęła luksusowy hotel. Ale jej kierownictwo zapowiedziało, że zażąda od Katarczyków zwrotu tych pieniędzy.

 

IAAF nie chce Rosji

Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) tuż przed mistrzostwami świata utrzymała decyzję o dyskwalifikacji Rosji. Sportowcy z tego kraju w Dausze będą musieli startować pod neutralną flagą.

Skandal dopingowy w rosyjskim sporcie został rozpętany w 2014 roku przez jedną z niemieckich stacji telewizyjnych, która wyemitowała film dokumentalny o stosowaniu zorganizowanego dopingu, którego animatorów chroniły służby państwowe. Głównym celem było zdobycie jak największej liczby medali podczas zimowych igrzysk w Soczi. W efekcie rosyjska agencja antydopingowa straciła akredytacje WADA (Światowa Agencja Antydopingowa), a MKOl zabronił sportowcom tego kraju startu pod rosyjską flagą podczas letnich igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku. Z czasem te restrykcje cofnięto, a jedyną światową federacją sportową, która nie zniosła stanu zawieszenie w jaki w 2015 roku postawiła rosyjską federację lekkoatletyczną, była kierowana przez Brytyjczyka Sebastiana Coe’a IAAF.

Rosjanie nie mogli zatem wystąpić pod swoją flagą także w mistrzostwach świata w 2017 roku, ale przed tegorocznym światowym czempionatem IAAF nie miała już zbyt wielu argumentów, żeby podtrzymać dyskwalifikację Rosji. Działaczom IAAF w sukurs znów przyszła WADA, która ponownie na podstawie medialnych doniesień niemieckich mediów zarzuciła Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA) manipulowanie danymi. Ten pretekst wystarczył, żeby podtrzymano dyskwalifikację rosyjskiej federacji lekkoatletycznej, co oznacza, że rosyjscy sportowcy także w Dosze wystąpią pod neutralną flagą. Do 30 zawodniczek i zawodników WADA i IAAF nie mają żadnych zastrzeżeń i oni będą mogli powalczyć o medale, o ile władze Rosji wyrażą na to zgodę.

 

Rosjanie w tarapatach

Rosjanie przestali chronić swoich sztangistów i Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów ujawniła nazwiska podejrzanych o doping, m.in. Dmitrija Łapikowa i Nadzieżdę Jewtuszynę.

Łapikow to dwukrotny wicemistrz świata i mistrz Europy w kategorii do 105 kg. Jego największym sukcesem w karierze było zdobycie brązowego medalu olimpijskiego w Pekinie w 2008 roku. Uzyskał wtedy w dwuboju taki sam rezultat, jak Polak Marcin Dołęga, ale był od niego o 70 gramów lżejszy i dlatego to jemu przyznano trzecie miejsce. W 2017 roku stracił jednak medal na rzecz Dołęgi, bo udowodniono mu stosowanie zabronionych środków dopingowych. Z kolei Jewtuszyna została przyłapana na dopingu podczas igrzysk w Pekinie, gdzie zajęła trzecie miejsce w kat. 75 kg. Odebrano jej medal w 2016 roku, ale do tego czasu była mistrzynią i wicemistrzynią świata i dwa razy zdobyła tytuł mistrzyni Europy. Teraz jest ponownie podejrzana o doping, ale nie ujawniono, z jakiego okresu jej startów są próbki z wynikami pozytywnymi.

Kilka dni temu IWF po raz pierwszy poinformowała, że kilkoro Rosjan jest podejrzanych o stosowanie dopingu. Oprócz wyżej wymienionych, wśród podejrzanych znaleźli się brązowy medalista igrzysk w Londynie (2012) oraz mistrz świata z 2013 i 2014 Rusłan Ałbiegow, mistrzyni świata z 2013 roku Tima Turijewa, dwukrotni mistrzowie Europy Oleg Czen (2013, 2014) i Dawid Bedżanian (2012 i 2013) oraz tegoroczny wicemistrz Europy Jegor Klimonow. Ujawnienie tych przypadków stało się możliwe dzięki przekazaniu Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) danych z laboratorium dopingowego w Moskwie. Archiwa RUSADY agenci antydopingowi WADY otrzymali w lipcu 2019.

 

IAAF nadal sekuje Rosjan

W minioną sobotę już po raz 11. IAAF przedłużyła zawieszenie rosyjskiej federacji lekkoatletycznej (WFLA), które potrwa co najmniej do następnego posiedzenia, zaplanowanego w Dausze przed rozpoczynającymi się tam 27 września mistrzostwami świata.

IAAF jest ostatnią z ważnych organizacji sportowych, która wciąż utrzymuje sankcje wobec Rosji, chociaż zniosły je m.in. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOL) i Światowa Agencja Antydopingowa (WADA). Niewykluczone, że ma to jakiś związek z tym, że na czele Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych od 31 sierpnia 2015 roku stoi Brytyjczyk Sebastian Coe, a Wielka Brytania jak wiadomo znajduje się w ostrym dyplomatycznym konflikcie z Rosją.
Dla rosyjskich lekkoatletów przedłużające się wykluczenie poza nawias międzynarodowej społeczności staje się coraz większym problemem, ale nie wszyscy widzą przyczynę tego stanu rzeczy jedynie w podsycanym przez polityków uporze działaczy IAAF.

Na przykład dwukrotna mistrzyni świata w skoku wzwyż Maria Lasickiene na Instagramie bez ogródek za winnych przedłużenia sankcji wskazała przede wszystkim rosyjskie władze sportowe. „Przez trzy ostatnie lata słyszałam z dwieście razy, że wszystko co należało zostało już zrobione i lada chwila zostaniemy przywróceni do rodziny lekkoatletycznej. Ale to były i są tylko piękne słówka. Czy ci ludzie myślą, że sportowcy niczego nie widzą, niczego nie rozumieją? Zapomnieli, że bez nas sportowców istnienie federacji sportowej traci sens. Mam nadzieję, że osoby zaangażowani w ten niekończący się wstyd odejdą. Nie tylko kierownictwo, ale wszyscy aktywni trenerzy, którzy nadal są przekonani, że bez dopingu nie można wygrać” – napisała rosyjska lekkoatletka.

 

Bańka jedzie do Kanady

Przedstawiciele rządów w Radzie Fundacji Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) wybrali na nowego szefa tej organizacji polskiego ministra sportu Witolda Bańkę. Posadę obejmie w styczniu 2020 roku.

Wybór na jedno z najważniejszych funkcji w światowym sporcie niesie jednak konsekwencje, bo Witold Bańka będzie musiał odejść z rządu i przenieść się na sześć lat do Kanady, bo tyle trwa kadencja szefa WADA, a centrala tej organizacji mieści się Montrealu. Dla rządzącego PiS-u to raczej kłopot, albowiem partia ta nie miała wcześniej dobrej ręki przy obsadzaniu szefów tego w gruncie rzeczy niezbyt prestiżowego resortu. Najbardziej spektakularną wpadką personalną był bez wątpienia Tomasz Lipiec, podobnie jak Bańka były lekkoatleta, sprawujący funkcję ministra sportu i turystyki w latach od 31 października 2005 do 9 lipca 2007 roku, najpierw w rządzie Kazimierza Marcinkiewicz, a potem Jarosława Kaczyńskiego. Uwikłany w aferę korupcyjna podał się do dymisji, a następnie został aresztowany i ostatecznie w kwietniu 2012 roku skazany na 3,5 roku więzienia oraz zakaz zajmowania stanowisk publicznych przez 10 lat.

Bańka takich problemów nie sprawiał, wręcz przeciwnie, okazał się dobrym wyborem, więc chociaż na stanowisko ministra powołała go Beata Szydło, utrzymał posadę także u Mateusza Morawieckiego. I nie będzie musiał z niej rezygnować, bo posadę w WADA obejmie dopiero od stycznia 2020 roku, co oznacza, że jest pierwszym politykiem w obecnym rządzie PiS-u mogącym spoglądać w przyszłość bez lęku o wynik jesiennych wyborów parlamentarnych.
WADA powołano do życia 10 listopada 1999 roku w Lozannie. W 2001 roku organizacja przeniosła swoją główną siedzibę do Montrealu. Od 2014 roku jej prezydentem jest Brytyjczyk Craig Reedie.

 

IAAF nadal sekuje Rosję

Rosyjska Federacja Lekkoatletyczna nie została odwieszona w prawach członka Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF).

IAAF nie ustaliła ram czasowych przywrócenia członkostwa Rosyjskiej Federacji Lekkoatletycznej. „Wciąż oczekujemy szybszego przekazywania kolejnych, żądanych przez Światową Agencję Antydopingową (WADA) wyników badań sportowców rosyjskich przez laboratorium w Moskwie. Odwieszenie może nastąpić przed mistrzostwami świata w Katarze (28 września – 6 października), ale w razie niespełnienia oczekiwań również po nich” – zapowiedział szef komisji rozpatrującej tę sprawę Norweg Rune Andersen.

W grudniu ub. roku Komitet Wykonawczy IAAF, który obradował w Monte Carlo pod przewodnictwem szefa lekkoatletycznej organizacji Sebastiana Coe’a, postanowił przedłużyć trwający od listopada 2015, a spowodowany masowymi wykroczeniami dopingowymi w Rosji, stan zawieszenia. Powodem dalszego utrzymywania Rosjan poza strukturami IAAF jest przede wszystkim to, że niezależnemu organowi IAAF (Athletics Integrity Unit) wciąż nie udostępnia się próbek z laboratorium w Moskwie z okresu 2011-2015.

Zawieszenie Rosyjskiej Federacji Lekkoatletycznej nastąpiło po wykryciu istniejącego w Rosji państwowego systemu dopingowania sportowców. Skutkiem izolacji Rosjan było dopuszczenie ich do udziału w igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro tylko pod neutralną flagą. Na tych samych warunkach pozwolono im też startować w mistrzostwach świata w 2017 roku w Londynie i w mistrzostwach Europy 2018 w Berlinie oraz w niedawno zakończonych halowych mistrzostwach Europy w Glasgow.

Mistrzostwo dla Włodarczyk po latach

Wyniki rosyjskiej młociarki Tatiany Łysenko z lat 2012-2016, m.in. złoty medal mistrzostw świata w Moskwie, zostały unieważnione. A to oznacza, że trofeum otrzyma Anita Włodarczyk.

Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w piątek zdyskwalifikował dwunastu rosyjskich sportowców na podstawie raportu profesora Richarda McLarena przygotowanego na zlecenie Światowej Agencji Antydopingowej. Wśród nich znalazła się Tatiana Łysenko, która zdobyła złoty medal w rzucie młotem podczas mistrzostw świata, które w 2013 roku odbyły się w Moskwie. Decyzją Trybunału wyniki osiągane przez Rosjankę w latach 2012 – 2016 zostały unieważnione, a więc również te osiągane podczas MŚ. Z werdyktu takiego ucieszyła się Anita Włodarczyk, która zdobyła wtedy srebrny medal, ale sześć lat po tamtych zawodach dostanie jednak złoty. „Jestem szczęśliwa, ale z drugiej strony znowu oszukana” – skomentowała werdykt CAS utytułowana polska lekkoatletka. Będzie to drugi taki przypadek w jej rywalizacji z Rosjanką. Łysenko straciła już na rzecz Włodarczyk złoty medal IO 2012.

Oprócz Łysenko CAS zdyskwalifikował też Tatjanę Firowa (sprint), Swietłanę Szkolinę (skok wzwyż), Iwana Uchowa (skok wzwyż), Lukmana Adamsa (trójskok), Annę Bułgakową (rzut młotem), Gulfija Chanafiejewa (rzut młotem), Iwana Juszkowa (pchnięcie kulą), Marię Bezpalową (rzut młotem), Jekatierinę Galicką (sprint) i Julija Kondakowa (bieg przez płotki). Zdyskwalifikowani Rosjanie mają 21 dni na odwołanie się od decyzji.
Jeśli międzynarodowa federacja lekkoatletyczna zweryfikuje wyniki i przyzna Polce tytuł mistrzyni świata, dla Włodarczyk będzie to czwarty złoty medal mistrzostw świata w karierze – nasza młociarka triumfowała też w Berlinie w 2009, w Pekinie w 2015 i w Londynie w 2017 roku.

 

Rosjanie skarżą się na IAAF w CAS

Rosyjska Federacja Lekkoatletyczna złożyła do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie odwołanie od decyzji IAAF o przedłużeniu zawieszenia.

 

Gwoli przypomnienia: po aferze wywołanej raportem WADA Rosja została zawieszona przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i wykluczona z udziału m.in. w igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku, lekkoatletycznych mistrzostw świata w Londynie i zimowych igrzysk olimpijskich i paraolimpijskich w Pjongczangu. Rosyjscy sportowcy mogli w tych imprezach startować tylko pod neutralną flagą.

Po decyzji Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) z 20 września tego roku,w wyniku której zniesiona została kara dyskwalifikacji nałożona na Rosję, akredytację odzyskała też Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) oraz jej moskiewskie laboratorium.

Mimo to IAAF, chociaż potwierdziła znaczną poprawę sytuacji w Rosji, odłożyła decyzję o zniesieniu kary zawieszenia dla rosyjskich lekkoatletów do grudnia, bo w tym miesiącu ma się odbyć kolejne posiedzenie Rady IAAF.

Rzeczniczka prasowa rosyjskiej federacji lekkoatletycznej Natalia Juczarewa nie kryła oburzenia decyzją władz IAAF. „Jesteśmy zaskoczeni przedłużeniem naszego zawieszenia, tym bardziej, że podczas lipcowego posiedzenia Rady IAAF stwierdzono, że w Rosji zostały poczynione znaczące postępy w walce z dopingiem. Rosjanie liczą, że CAS wyda korzystne dla nich orzeczenie, które zobliguje światową federację do cofnięcia kary zawieszenia.

Te oczekiwania są jak najbardziej zasadne, skoro Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) przywrócił Rosyjski Komitet Olimpijski w prawach członkowskich niedługo po zakończeniu zimowych igrzysk w Pjongczangu.

 

IAAF akceptuje powrót Rosji

Nie milkną echa decyzji Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) o odwieszeniu Rosyjskiej Agencji Antydopingowej (RUSADA). Głos w tej sprawie zabrał też szef światowej federacji lekkoatletycznej (IAAF) Sebastian Coe.

 

RUSADA została zawieszona w prawach członka WADA niespełna trzy lata temu, gdy na jaw wyszło, że państwo nie tylko wiedziało o stosowaniu dopingu przez rosyjskich sportowców, ale też wspierało ten zakrojony na szeroką skalę proceder. Banicja rosyjskiej agencji dobiegła końca w czwartek. Za przywróceniem RUSADA w poczet członków było dziewięciu z dwunastu członków Komitetu.

Sebastian Coe oświadczył, że IAAF akceptuje tę decyzję, ale przypomniał, że federacja ma też własny system dopuszczania do zawodów sportowców uwikłanych w doping, zaś w tym przypadku będzie ponadto oczekiwał, że przed głos w sprawie zabiorą sami lekkoatleci. „Sportowcy muszą mieć zaufanie do sportu, któremu poświęcają swoje życie. W ostatnich dniach byłem trochę zakłopotany, czytając, oglądając i słuchając komentarzy o decyzji WADA. Czasem zastanawiam się, czy żyję w równoległym świecie. Powszechnie twierdzono, że dzięki przywróceniu RUSADA w poczet członków WADA rosyjscy sportowy wrócą do międzynarodowej rywalizacji. A to jest przecież nieprawda, bo rosyjscy sportowcy nigdy nie przestali startować w zawodach, choć robili to pod neutralną flagą. Uczynienie z tego nadrzędnej kwestii jest nonsensem, przez co pomijane są najważniejsze konsekwencje podjętej w czwartek decyzji: przywrócenie RUSADA w poczet członków WADA oznacza, że Rosjanie znów będą badać sportowców. Czy świat sportu zaufa systemowi, który był tak mocno manipulowany? To pytania, na które WADA i RUSADA muszą odpowiedzieć” – stwierdził Sebastian Coe na łamach „London Evening Standard”.

 

WADA odpuściła Rosji

Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) poinformowała o zniesieniu kary zawieszenia nałożonej na Rosję w 2015 roku po ujawnieniu kulis „państwowego systemu dopingowego”, funkcjonującego w tym kraju w latach 2011-2015.

 

Ta decyzja oznacza, że akredytację odzyska też Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) oraz jej laboratorium w Moskwie. Niezależna komisja, badająca postępy Rosjan w walce z dopingiem, zarekomendowała Komitetowi Wykonawczemu WADA przywrócenie akredytacji RUSADA. Decyzję ma potwierdzić Komitet Wykonawczy WADA na swoim posiedzeniu 20 września.
RUSADA została zawieszona w listopadzie 2015 roku po skandalu, jaki wywołało opublikowanie raportu Światowej Agencji Antydopingowej ujawniającego kulisy „państwowego systemu dopingowego”, funkcjonującego w latach 2011-2015 za przyzwoleniem wysoko postawionych rosyjskich urzędników państwowych i przy pomocy służb specjalnych. W czerwcu 2017 roku WADA zezwoliła Rosji na stworzenie od podstaw swego systemu antydopingowego pod nadzorem zagranicznych ekspertów. Władze sportowe Rosji oceniły to wówczas jako „znaczący krok w kierunku całkowitej rehabilitacji RUSADA”.

Po głośnej aferze wywołanej raportem WADA Rosja została zawieszona przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i wykluczona z udziału w ważnych wydarzeniach sportowych, w tym igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku, lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Londynie i zimowych igrzyskach olimpijskich i paraolimpijskich w Pjongczangu, gdzie rosyjscy sportowcy mogli startować tylko pod neutralną flagą. 28 lutego MKOl przywrócił Rosyjski Komitet Olimpijski w prawach członkowskich.