Koronawirus w chińskiej mgle

Powrót komisji śledczej Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z Wuhan w Chinach, gdzie miała narodzić się nieszczęsna pandemia, był tak rozczarowujący, tak mało przyniósł, że skutek uboczny jej poszukiwań – uniewinnienie nietoperza i łuskowca można uznać za sukces. Komisja wysuwa hipotezę, że koronawirus był odzwierzęcy i że możliwe, że wziął się z targu, może nawet z jakiegoś zamrożonego dzikiego zwierzęcia, ale nie wiadomo jakiego. Może to był wiewiór z Epoki Lodowcowej, który zgubił orzeszek?

Mgła otaczająca początki obecności koronawirusa na naszej planecie jest niemal smoleńska, nic nie widać i nauka pozostaje zaskakująco zdezorientowana, jeśli chodzi o wyjaśnienie, skąd on się wziął. Komisja śledcza WHO wybierała się do Chin jak sójka za morze. Do tego Pekin kilkakrotnie odwoływał swą gotowość na jej przyjęcie, raz nawet, gdy eksperci siedzieli już w samolotach. Kiedy już w końcu przylecieli, kazano im jeszcze siedzieć w hotelach przez dwa tygodnie kwarantanny, dwa kolejne zostały na śledztwo.
Można odnieść wrażenie, że wyjazd komisji był zbyt długo i szczegółowo negocjowany. Chiny mają duże wpływy w WHO, bo ją finansują nie mniej niż Bill Gates, więc to się odbyło stosunkowo bezboleśnie, ale ich niechęć do międzynarodowego węszenia na miejscu była widoczna. Komisja szybko, zgodnie z oczekiwaniami Chińczyków, niemal wykluczyła słynne laboratorium w Wuhan z prawdopodobnych źródeł koronawirusa, co podejrzewała administracja amerykańska za Trumpa.
Są eksperci, w tym wielcy naukowcy, którzy utrzymują lub wykazują, że koronawirus jest tworem inżynierii genetycznej, lecz nie jest to przekonanie większościowe i rzadko trafia do mediów. Ta sprawa pozostaje niejasna tak samo jak inne, bo poza tym śledczy przywieźli z Wuhan same hipotezy. Na krytykę odpowiadali, że mieli zbyt mały dostęp do danych, a dziś Stany Zjednoczone i WHO oficjalnie nacisnęły na Pekin, by był bardziej otwarty.
Peter Ben Embarek, który brał udział w misji WHO w Wuhan, narzekał dziś oficjalnie, że było mało czasu, a zamiast surowych danych z początku epidemii, eksperci dostali ich omówienia i interpretacje. Odezwał się też Biały Dom, który zerwał z WHO za Trumpa, wyrażając swój „silny niepokój” w kwestii braku informacji ze strony chińskiej. Szef WHO o niemożliwym nazwisku Tedros Adhanom Ghebreyesus zapewnił zaraz, że „wszystkie hipotezy pozostają na stole”. Znaczy to tyle, że nic nie wiadomo.
Tyle wiemy. Koronawirus wyłonił się z mgły, pozostaje polem podziemnych bitew politycznych na najwyższym szczeblu, a przed nami znowu mamy mgłę: różne mutacje. Wiadomo już, że można ciężko zachorować z powodu wariantu południowoafrykańskiego, nawet gdy się już przeszło „zwykły”, łagodny kowid kilka miesięcy wcześniej. Odporność, która powinna była się pojawić, nie wystarcza. Nie wiemy skąd idziemy i dokąd zmierzamy. W prasie specjalistycznej ukazują się badania, które wskazują, że koronawirus był obecny w Europie, zanim pojawił się na bazarze w Wuhan. Ba, są hipotezy, że grasuje po świecie już od 10 lat, tyle, że chorobę, którą wywoływał, brano za grypę.
Bez wątpienia Chińczycy ukrywają to, czy tamto. W ostatnich miesiącach przebijają się jednak z Chin filmiki o kwarantannach zarządzanych nagle w niektórych miastach. Nikt nie może się z takiej wydostać, spawa się nawet drzwi do domów i bloków. Psy do sikania ludzie spuszczają z pięter na linach i sznurkach. Muszą dzielić się jedzeniem z sąsiadami, bo jedzenia się już nie dostarcza. Jest dużo tragedii, podzielonych rodzin i nieskończone, przymusowe kolejki do testów PCR, w tym analnych. Np. zamknięto prawie cały Pekin, gdy pojawiły się cztery, „importowane” przypadki, jakby to były jakieś ćwiczenia wojskowe. Boksowanie we mgle przeciw niewidzialnemu wrogowi zostanie symbolem pandemii, choćbyśmy znali prawdę.

W cieniu koronawirusa

Polityka Trumpa wobec Chin.

Donald Trump spośród wszystkich dotychczasowych 45 prezydentów Stanów Zjednoczonych jest najbardziej zmiennym i nieprzewidywalnym prezydentem. Najlepszym tego przykładem jest jego polityka wobec Chin. W ciągu niespełna 4 lat swojej prezydentury Trump z jednej strony potrafił rozwijać wszechstronne stosunki i współpracę z Pekinem, z drugiej zaś strony ograniczać kontakty z Chinami i uznając je za głównego przeciwnika w globalnej rywalizacji amerykańsko-chińskiej.
Przyjrzyjmy się z punktu widzenia Waszyngtonu głównym problemom towarzyszącym obecnie stosunkom amerykańsko-chińskim. Istnieją one mimo, że aktualnie przykrywa je epidemia koronawirusa i wzajemne oskarżenia kto ponosi odpowiedzialność za jej wybuch. Ocenia się, że w USA w wyniku epidemii koronawirusa zmarło do dziś półtora milina osób, najwięcej spośród wszystkich krajów. Administracja Trumpa w osobie sekretarza stanu Mike Pompeo twierdzi, że wirus pochodzi z Wuhan choć zaprzeczają temu niektórzy Amerykanie. Chiny, które jako pierwsze państwo padły ofiara epidemii twierdzą, że kronawirusa przywlekli do Chin Amerykanie w czasie swoich wizyt. Wzajemne oskarżenia nadal trwają, chociaż Chińczycy jako pierwsi uporali się z epidemią a Amerykanie biją światowe rekordy pod względem liczby ofiar epidemii koronawirusa. Amerykańskie koncerny farmaceutyczne współpracują z niektórymi europejskimi nad wynalezieniem szczepionki antywirusowej, ale zastrzegają sobie prawo do korzystania w pierwszej kolejności po jej wynalezieniu.
Prezydent Trump korzysta z każdej okazji, by oskarżać Chiny o pandemię w skali globalnej i twierdzi, że Pekin mógł wstrzymać ogólnoświatowe rozszerzanie się epidemii ale nie uczynił tego. Trump zarzucał również Chinom, że zainicjowały „najgorszy w historii atak na nasz kraj”. W odpowiedzi na te słowa chińskie MSZ zaapelowało, aby rząd USA skoncentrował się na rozwiązywaniu własnych problemów i „zaprzestał rozszerzania dezinformacji i wprowadzania w błąd społeczności międzynarodowej”.
Pandemia koronawirusa okresowo przykryła, ale nie wyeliminowała ważnych problemów w stosunkach amerykańsko-chińskich. Oto niektóre z nich z punktu widzenia Waszyngtonu.
Administracja Trumpa w gruncie rzeczy prowadzi wojnę handlową z Chinami. Rząd amerykański uważa, że Chiny mając ogromną nadwyżkę w handlu z USA przyczyniają się do permanentnego deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych. Prezydent Trump żąda od Chin zwiększenia zakupów w USA i stworzenia ułatwień dla amerykańskich instytucji finansowych w ich działalności na rynku chińskim. 15 stycznia br. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA o 200 mld dol. w ciągu dwóch lat i zmniejszyć tym samym amerykański deficyt handlowy. Obroty handlowe amerykańsko-chińskie są znaczące, przekraczają 600 mld dolarów.
Prezydent Trump swoim zwyczajem stwierdził, że utrzymuje dobre stosunki z prezydentem Xi Jinpingiem ale „na razie nie chce mu się z nim rozmawiać”.
Problemem we wzajemnych stosunkach USA-Chiny jest dostęp floty amerykańskiej do Morza Południowo-Chińskiego. Chiny uważają to morze za własny obszar i od 2015 r. budowały na tym obszarze własne umocnienia w postaci sztucznych wysp na których
znajdują się militarne instalacje. Waszyngton podobnie jak Wietnam i Filipiny nie uznaje chińskich roszczeń do Morza Południowo-Chińskiego uważając, że jest to obszar niezwykle ważny z punktu widzenia funkcjonowania globalnych szlaków żeglugowych. Amerykanie regularnie wysyłają swoje okręty wojenne na wody tego morza, co z kolei powoduje ze strony Chin oskarżenia Amerykanów o „prowokacje”. Waszyngton stanowcza sprzeciwia się chińskiej dominacji na Morzu Południowo-Chińskim i wzywa inne kraje do takiego sprzeciwu. Z takim apelem do innych państw wystąpił m.in. sekretarz stanu Mike Pompeo w oświadczeniu z 23 kwietnia.
Waszyngton i Pekin różnią się w ocenie sytuacji na Tajwanie. Ta różnica trwa 70 lat, kiedy w 1949 r. Czang Kaj-Szek proklamował Chińska Republikę na Tajwanie. Chińska Republika Ludowa uznaje Tajwan za część terytorium Chin. Rząd ChRL ostro zareagował, kiedy w maju 2019 r. doradca prezydenta Trumpa do spraw bezpieczeństwa narodowego John Bolton po raz pierwszy od 40 lat spotkał się z szefami obrony Tajwanu. Trzy miesiące później prezydent Trump zgodził się na dostawę dla Tajwanu sprzętu wojskowego włącznie z samolotami F-16.
Rząd Chiński ostro zareagował na tą politykę Trumpa i ostrzegł Waszyngton przed „wszystkimi konsekwencjami” ingerencji amerykańskiej w sprawy Tajwanu. Rzeczniczka chińskiego MSZ Hua Chunying oświadczyła, że sprawa Tajwanu dotyczy „chińskiej suwerenności, terytorialnej integralności oraz interesów bezpieczeństwa”.
Rząd USA jest przeciwny ekspansji chińskiej technologii 5G w USA i na świecie. Producentem technologii 5G jest chiński koncern Huawei. Koncern ten wszedł na rynki światowe w postaci 91 kontraktów globalnych, w tym są kontrakty z 47 krajami europejskimi i 27 krajami w Azji. Rząd prezydenta Trumpa uznał to za zagrożenia dla interesów i bezpieczeństwa USA zwłaszcza, że z krajami m.in. jak Kanada, Wielka Brytania, Australia czy Nowa Zelandia Waszyngton ma porozumieniu o ścisłej współpracy wywiadowczej.
Rząd amerykański uważa, że poprzez globalną popularyzację technologii 5G Pekin może uzyskać dostęp do systemów łączności w innych krajach i uczynić je nieskutecznymi. Sekretarz stanu USA Pompeo już w lutym 2019 r. ostrzegł inne kraje, że przyjęcie chińskiej technologii 5G szkodzi stosunkom tych państw ze Stanami Zjednoczonymi. Koncern Huawei stanowczo zaprzeczył oskarżeniom amerykańskim i zarzucił Waszyngtonowi, że chce doprowadzić do pogorszenia stosunków innych państw z Chinami.
Dotąd tyko Australia zakazała stosowania technologii 5G. Wielka Brytania wyraziła zgodę na ograniczone stosowanie technologii 5G. Waszyngton nadal zarzuca koncernowi Huawei, że broni przede wszystkim interesów chińskich.
Przestawiłem niektóre aktualne problemy w stosunkach amerykańsko-chińskich z punktu widzenia administracji Trumpa. Stosunki Waszyngton – Pekin są obecne w toczącej się w USA prezydenckiej kampanii wyborczej. Obaj głowni rywale, republikanin Donald Trump i demokrata Joe Biden wzajemnie się oskarżają o zbyt miękką politykę wobec Chin. A sytuacja jest dziś taka, że Trump ma więcej od swego rywala pieniędzy na kampanię wyborczą, Biden natomiast ma więcej głosów poparcia w skali ogólnokrajowej.

Szafarz: „Zerwanie powiązań” przez Stany Zjednoczone z WHO to wyraz skrajnego egoizmu

Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa jest skrajnym wyrazem egoizmu, a zarzuty amerykańskie wobec Chin i WHO można uznać za „pandemię polityczno-propagandową” – twierdzi Sylwester Szafarz były zastępca Ambasadora RP w Chinach i były Konsul Generalny RP w Szanghaju. W czasie pracy w Chinach, rozmówca przeżył dwie poważne epidemie: SARS w Pekinie i ptasiej grypy w Szanghaju. Ekspert udzielił wywiad Chińskiej Grupie Mediów.

Szafarz stwierdził, że w szczytowym okresie globalnej pandemii koronawirusa, kiedy umierają setki tysięcy ludzi na świecie, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, decyzja Donalda Trumpa jest wyrazem skrajnego egoizmu, nerwowości i braku odpowiedzialności za losy własnego społeczeństwa oraz całej społeczności międzynarodowej.
 
Jego zdaniem, jest bardzo znamiennie, iż owa niefortunna decyzja amerykańska zbiega się w czasie z nasileniem antychińskiej retoryki ze strony władz USA, a także samego prezydenta Donalda Trumpa. Według Szafarza, przywódca amerykański wykorzystuje w tym celu nie tylko pretekst tragicznej pandemii wirusowej, lecz również inne nadarzające się powody. Ekspert wyliczył między innymi zaostrzenie krytykowania Chin z powodu rzekomego zatajania informacji o wirusie i o jego konsekwencjach, spory ekonomiczno – handlowe,  przyjęcie przez OZPL ustawy w sprawie bezpieczeństwa kraju, niepokojów i zamieszek w Hongkongu. Tymczasem władze USA odmawiają chorym pomocy i nie troszczą się nawet odpowiednio o własnych obywateli – twierdzi były polski dyplomata. Jednocześnie wiadomo, że same Stany Zjednoczone, jako jedno z globalnych epicentrów pandemii, same nie mają możliwości, żeby uporać się z tą straszną zarazą – dodał.
 
Ponadto, były Konsul Generalny RP w Szanghaju powiedział, że epidemia praktycznie została w Chinach już przezwyciężona. Jest to świadectwem, że skuteczność działania władz chińskich – politycznych, gospodarczych wojskowych i przede wszystkim medycznych jest bardzo dobra i efektywna – wyjaśnił. Jednocześnie, walcząc z pandemią we własnym kraju, władze i naród chiński pomagają całemu światu, dostarczając sprzęt i materiały specjalistyczne, a także wysyłając ekipy lekarzy – zauważył Szafarz. W jego opinii, Chiny biorą na siebie wielka odpowiedzialność za pokonanie pandemii w skali globalnej.
 
Jak powiedział w wywiadzie, Chiny muszą zwalczać dwie pandemie równocześnie, jedną w rozumieniu medycznym, a drugą polityczno-propagandową, która jest prowadzona głównie przez Stany Zjednoczone i szkodliwa także dla nich. Jednakże amerykańskie zarzuty polityczno-propagandowe mogą mieć bardzo negatywny wpływ na jakość, na atmosferę i na perspektywy stosunków między obydwoma wielkimi mocarstwami oraz powodować niebezpieczny wzrost napięcia na arenie międzynarodowej – stwierdził Szafarz. Jak zauważył, kiedyś pandemia się skończy i świat, także USA, będą musiały żyć i rozwijać się bez tego pretekstu. I co wtedy? – stawia retoryczne pytanie Szafarz.
 
Jak sam zauważa, zarzuty polityków amerykańskich wobec Chiny przywołuje mu na myśl znane polskie przysłowie – „złodziej ucieka i zawsze krzyczy najgłośniej: łapać złodzieja”.
 
Na niedawnym 73. Światowym Zgromadzeniu ws. Zdrowia Chiny zgodziły się na przeprowadzenie w skali globalnej niezależnej i kompleksowej oceny reakcji państw na COVID-19, również działań WHO – przypomina ekspert. Stany Zjednoczone trochę się tego boją, bowiem amerykańskie laboratoria wirusologiczne pracują dość aktywnie nad wytworzeniem nowych rodzajów broni bakteriologicznej, tak więc oni mają nieczyste sumienie – zauważa. Myślę, że kiedy Światowa Organizacja Zdrowia przeprowadzi wspomniane dochodzenia, to wtedy się okaże, jaka jest prawda – zaznaczył.
 
Według Szafarza, ciekawe jest również to, że poza Stanami Zjednoczonymi, w zasadzie żaden inny kraj zachodni nie uprawia ostrej antychińskiej propagandy w czasach pandemii. Do chwili obecnej władze chińskie merytorycznie, racjonalnie i prawidłowo przeciwstawiają się tej agresji polityczno-propagandowej – twierdzi. Mam nadzieję, wręcz pewność, że władze ChRL, wykazujące realizm, spokój i poczucie odpowiedzialności za losy świata, nie ulegną marnym prowokacjom ze strony władz USA i będą nadal pomagać nieszczęśliwym ludziom na całym świecie oraz walnie przyczynią się do ostatecznego zwycięstwa nad pandemią; a jednocześnie zapewnią lepsze perspektywy współpracy dwustronnej ChRL – USA – dodał rozmówca.

Bieda WHO

Stało się: Donald Trump groził Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), aż w końcu ogłosił, że jego kraj przestaje ją finansować, bo „jest źle zarządzana”.
To prawda, że prezydent USA chce w ten sposób pomniejszyć własne grzechy w zarządzaniu walką z epidemią covid-19 i przy okazji dołożyć Chinom, które oskarża o nadmierny wpływ na organizację. Ale WHO nie jest bez grzechu i nawet te kraje europejskie, które oburzyły się dzisiaj na amerykański „egoizm”, wzywają do reformy tej struktury, oskarżanej o „sianie paniki” bądź odwrotnie – o brak alarmowania na czas, jak w przypadku obecnej epidemii.
Co się stanie, gdy rząd Stanów Zjednoczonych przestanie dokładać się do budżetu WHO? Oczywiście brak największego donatora przejściowo ograbi organizację z części funduszy. Gdyby jednak pochylić się nad całościowym budżetem WHO, chodzi o ok. 10 proc., a i to liczone na wyrost, bo Amerykanie rutynowo opóźniają wpłaty lub wcale nie płacą. Tak naprawdę są „pierwszym donatorem” jedynie na papierze, bo w rzeczywistości na czele płatników stoi miliarderska, prywatna fundacja małżeństwa Billa i Melindy Gatesów. Chiny dają cztery razy mniej pieniędzy od niej i niespecjalnie się liczą w strukturze organizacji.
W gazetach można przeczytać, że USA finansowały WHO nawet w 22 proc., lecz da się to z wieloma zastrzeżeniami przyjąć jedynie w części państwowej budżetu organizacji. Część prywatna sięga już 80 proc. całości i jest wynikiem cokolwiek zgniłej ewolucji w podejściu do ochrony zdrowia na świecie. Kiedyś na WHO składały się tylko państwa członkowskie, ale dość szybko wpłatami zainteresowały się wielkie kapitalistyczne konglomeraty prywatne, bo finansowanie organizacji daje bardzo korzystne zwolnienia podatkowe.
Prawdziwy przewrót nastąpił w 1979 r., gdy inna prywatna fundacja (Rockefellerów), zasponsorowała „szczyt w Bellagio” (we Włoszech) na temat finansowania WHO, w którym wzięli udział m.in. Bank Światowy, fundacja Forda i Agencja Rozwoju Stanów Zjednoczonych. To dało impuls do prywatyzacji oenzetowskiej WHO, ów kurs na „filantropię”, który miał jej zapewnić globalne funkcjonowanie. Przyjęto nową politykę: składki państw zostały zamrożone pod naciskiem prywaciarzy, którzy zaczęli oczywiście domagać się oszczędności i interwencji zdrowotnych łatwych do oceny statystycznej, co z miejsca wyeliminowało wszelkie działania długofalowe.
Nie dość, że ta prywatyzacja, która pociągnęła za sobą rutynową grę różnych lobby, znacznie osłabiła WHO, to jeszcze stała się olbrzymim polem sprzeczności interesów. Weźmy fundację Gatesów. 5 proc. jej kapitału daje McDonalds, a 7 proc. Coca-Cola. Koncerny te, oprócz korzyści fiskalnych, mają okazję wpływać, by walka z otyłością lub fatalnym dla zdrowia nadużywaniem cukru nie stanowiła żadnych priorytetów. Do tego mamy u Gatesów producentów alkoholi, broni i oczywiście wielkie koncerny farmaceutyczne, jak GlaxoSmithKline, Sanofi-Aventis, Johnson & Johnson, czy Procter & Gamble. WHO jest skazana na polityczne kluczenie, by nie narazić ich na żadne straty, choćby otwarcie szkodziły ludziom.
Ów prawdziwy pierwszy donator WHO, fundacja Gatesów ze swą lukratywną obsesją pan-szczepionkową (wszystkie próby szczepionek robi w Afryce, co doprowadziło już do wielu nieszczęść), jak każdy koncern, okrada swój kraj za pomocą tzw. optymalizacji podatkowej, bo datki na WHO przynoszą za mało: co roku amerykański budżet traci prawie 5 miliardów dolarów na sprycie Billa Gatesa. Dzięki działalności takich „filantropów” amerykańska infrastruktura, nie tylko zdrowotna, przypomina już kraje Trzeciego Świata a WHO i inne „prywatyzowane”, humanitarne organizacje międzynarodowe stają się bieda-wydmuszkami, szamocącymi się między interesami wielkich oligarchów.
Wycofanie USA z wnoszenia pieniędzy do WHO nie spowoduje wielkiej katastrofy, bo i tak cały budżet tej organizacji nie przekracza budżetu jednego średniego, prywatnego szpitala w Stanach: jest dość łatwy do załatania przez innych prywaciarzy, którzy chętnie wpłyną na politykę organizacji, jeśli da się przy tym zarobić. Bez jej głębokiej reformy i zmiany sposobów finansowania jej znaczenie będzie maleć jeszcze szybciej niż dotychczas.

Lekceważących przybywa

W miniony weekend na Tajwanie zainaugurowano sezon piłkarski. To piąte państwo na świecie, w którym władze nie przejmują się pandemią koronawirusa i nie wstrzymały rozgrywek sportowych.

Tajwan lub inaczej Republika Chińska lub Chińskie Tajpej, to nieuznawane przez większość międzynarodowej społeczności wyspiarskie państwo u wybrzeży Chin. Liczy blisko 25 milionów ludzi, a od 1 października 2008 obywatele Unii Europejskiej udający się na Tajwan są zwolnieni z obowiązku posiadania wizy na pobyt nieprzekraczający 90 dni. 11 stycznia 2011 zasada ta na zasadzie wzajemności obowiązuje też dla obywateli Tajwanu na obszarze objętym porozumieniem z Schengen. Tak więc nawet jeśli z uwagi na napięte relacje z Chińską Republiką Ludową Tajwańczycy mieli mniej okazji do zainfekowania się koronawirusem od swoich współziomków z tego kraju, to z pewnością mieli do tego dość okazji w relacjach choćby tylko z Europejczykami, ale trzeba pamiętać, że Tajwan ma największą na świecie flotę kontenerowców i z tego tylko powodu żadnych szans na uniknięcie importu Covid-19. Oficjalnie jednak jego władze zapewniają, że dotąd odnotowano tu tylko 388 zakażeń i sześć ofiar koronawirusa.
Dlatego też nie wprowadziły jak dotąd żadnych ograniczeń, z czego skorzystała tamtejsza federacja piłkarska inaugurując w miniony weekend ligowe rozgrywki. I to z udziałem publiczności. To piąte, po Białorusi, Burundi, Nikaragui i Tadżykistanie państwo na świecie, w którym wciąż organizuje się sportowe rozgrywki z kibicami na trybunach. Przymierza się do tego jeszcze Turkmenistan.
Jakie skutki może mieć takie lekceważenie zagrożenia, przekonuje się Białoruś, gdzie liga piłkarska gra w najlepsze z udziałem kibiców. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) po inspekcji dokonanej w minionym tygodniu, zaleciła białoruskim władzom ich przerwanie, ale na razie bez efektu. A liczba zakażonych w tym kraju szybko rośnie – przekroczyła już granicę trzech tysięcy, a ofiar śmiertelnych odnotowano już ponad trzydzieści.

Wspólna walka z epidemią koronawirusa Chin i społeczności międzynarodowej

Na początku marca w ponad 60 państwach potwierdzono przypadki zapalenia płuc wywołanego przez nowy koronawirus. Podczas aktywnej walki z epidemią, społeczność międzynarodowa miała okazję lepiej zrozumieć wysiłki czynione przez Chiny na rzecz utrzymania bezpieczeństwa publicznego na świecie.

Szczerze dziękuję wszystkim Chińczykom, którzy cierpią z powodu niedogodności, które są związane z codziennym życiem, i zrezygnowali z wielu przyjemności – powiedział pod koniec lutego w Genewie sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres. Poświęcili się, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się wirusa i jest to wielki wkład dla całej ludzkości – tak ocenił działalności Chin w walce z epidemią.
Musimy uznać wkład mieszkańców Wuhanu, a świat jest Wam wiele winien – powiedział Bruce Aylward, doradca sekretarza genralnego Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) po zakończeniu 9-dniowej inspekcji w Chinach. Jego wypowiedź wzruszyła pracującą z nim tłumaczkę.
Chiny pod kierownictwem przewodniczącego Xi Jinpinga w pełni wyskorzystały zalety systemu, przyjęły najbardziej kompleksowe i najostrzejsze środki zapobiegania oraz kontroli epidemii, w związku z czym w nieco ponad miesiąc sytuacja została skutecznie opanowana. Chiny zbudowały solidarną linię obrony, aby kontrolować rozprzestrzenianie się choroby i zyskały cenny czas na globalne przygotowanie do jej zapobiegania.
Bruce Aylward poinformował, że w ocenie zespołu badawczego Chiny – WHO bezprecedensowa mobilizacja rządu i całego społeczeństwa chińskiego pozwala uniknąć lub opóźnić przynajmniej dzięsiątki albo też setki tysięcy przypadków zachorowań.
Wkład Chin w globalną walkę z epidemią znajduje również odzwierciedlenie w otwartości, przejrzystości i współpracy. Chiny w krótkim czasie wyizolowały i zidentyfikowały szczep wirusa, a także podzieliły się całą sekwencję jego genomu z innymi państwami. Chińscy medycy utrzymują ścisłą komunikację z zagranicą. Na przykład członek Chińskiej Akademii Inżynierii – chiński ekspert pulmonologii profesor Zhong Nanshan wiele razy brał udział w konferencjach video z ekspertami z zagranicznych instytucji, m.in. z Uniwersytetu Harvarda i Generalnego Szpitala Massachusetts. Naukowcy wymieniali doświadczenia oraz dyskutowali na temat szybkiego wykrywania i diagnozowania oraz leczenia klinicznego i badań nad szczepionkami przeciwko koronawirusowi. 28 lutego zespół badawczy profesora Zhong Nanshana opublikował artykuł na stronie internetowej czasopisma „The New England Journal of Medicine”. Chińscy badacze analizują dane z dużych próbek, zapewniając profesjonalne wsparcie w globalnym zapobieganiu i kontroli epidemii koronawirusa.
Chiny zaprosiły zespół ekspertów z WHO do przyjazdu do Chin na kompleksową inspekcję, aby w pełni mógł się on zapoznać z faktyczną sytuacją z pierwszej linii walki z epidemią. Raport z inspekcji opublikowany przez zespół badawczy Chiny-WHO stanowi ważne wytyczne dla społeczności międzynarodowej w zakresie zapobiegania i kontroli epidemii. Iran przetłumaczył chiński plan leczenia na perski i podał go do publicznej wiadomości.
Środki podjęte przez Chiny w walce z epidemią koronawirusa, m.in. budowa modułowych szpitali kabinowych, to doświadczenia z których mogą czerpać kraje, które są w trudnej sytuacji w związku z wystąpieniem choroby.
Próbując zapobiegać i kontrolować epidemię w kraju, Chiny robią wszystko, co w ich mocy, aby pomóc innym państwom ze słabymi warunkami medycznymi albo dotkniętym poważnie wirusem. Na przykład Chińskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom niedawno wspólnie z innymi organizacjami, m.in. z WHO, udzieliło Afryce pomocy, która dotyczy profilaktyki zachorowań na koronawirusa. W ciągu kilku tygodni liczba krajów afrykańskich, w których jest możliwość wykrywania wirusa wzrosła z dwóch do kilkudziesięciu.
Zespół ekspertów Chińskiego Czerwonego Krzyża z materiałami pomocowymi przybył 29 lutego do stolicy Iranu, Teheranu. Chiny także wspierają dostawy medyczne do sąsiednich krajów, m.in. do Japonii i Korei Południowej.
Filmik przedstawiający młodą Chinkę idącą ulicami Tokio, aby rozdać Japończykom maseczki, przyciągnął powszechną uwagę. Południowokoreański dziennik „JoongAng Ibo” opublikował artykuł, w którym przekazano Chinom podziękowania, stwierdzając jednocześnie „jesteśmy partnerami, którzy wzajemnie sobie pomagają w walce z epidemią”.
Jak zauważył Bill Gates, współprzewodniczący Fundacji Billa i Melindy Gatesów, w obliczu niepewności związanej z epidemią solidarność i współpraca muszą być podstawową zgodnością wszystkich państw.
Wysiłki Chin w walce z epidemią służą nie tylko ochronie zdrowia własnego narodu, ale także są wsparciem dla globalnej profilaktyki i kontroli choroby. Chiny zgromadziły użyteczne doświadczenie w usprawnieniu globalnej ochrony zdrowia publicznego.

Wirus paraliżuje sport

Premier Włoch Giuseppe Conte podjął w miniony weekend decyzję o odwołaniu czterech spotkań Serie A: Interu z Sampdorią w Mediolanie, Atalanty z Sassuolo w Bergamo, Hellas z Cagliari w Weronie, czyli w miastach Lombardii oraz Torino – Parma w stolicy Piemontu Turynie. W tych regionach wykryto pierwsze w Europie poważne ogniska koronawirusa.

Trudno dziwić się decyzjom włoskiego premiera, bo w kraju narasta panika. W północnych Włoszech zdiagnozowano 132 zakażone osoby, a liczba zmarłych rośnie z dnia na dzień. Wiele gmin odcięto od świata i rozpoczęto w nich kwarantannę. Sytuacja na Półwyspie Apenińskim jest jednak dynamiczna i zmienia się każdego dnia, ale już można stwierdzić, że w sportowym kalendarzu koronawirus już doprowadził do potężnych perturbacji, a coraz więcej wskazuje, że może go w najbliższym czasie wręcz zdemolować.
Nowe terminy odwołanych meczów nie zostały wyznaczone, bo terminarz ligowy ze względu na Euro 2020 jest napięty, ale kolejne włoska federacja, w porozumieniu z UEFA, nakazała rozegrać bez udziału publiczności. A zatem przy pustych trybunach odbędzie się czwartkowe spotkanie w 1/16 finału Ligi Europy Interu Mediolan z Łudogorcem Razgrad (gra w tej drużynie Polak Jakub Świerczok) oraz sześć meczów w najbliższej kolejce Serie A: Juventus (Wojciech Szczęsny) – Inter, Udinese (Łukasz Teodorczyk) – Fiorentina (Barłomiej Drągowski), AC Milan – Genoa, Parma – SPAL (Thiago Cioneg, Arkadiusz Reca), Sassuolo – Brescia i Sampdoria (Karol Linetty, Bartosz Bereszyński) – Hellas Werona (Mariusz Stępiński).
Perturbacje w sportowym kalendarzu nie dotknęły wyłącznie futbolu. Odwołano również finał tenisowego challengera w Bergamo, a także spotkania w ligach siatkówki, koszykówki, golfa i zawody pływackie. Włoska federacja siatkówki wraz z organizację kierującą ligami kobiet i mężczyzn zdecydowała o zawieszeniu wszelkich rozgrywek do 1 marca. Jednocześnie wyrażono nadzieję, że od 2 marca będą mogły się odbywać mecze bez udziału publiczności. Decyzja została ogłoszona w poniedziałek przed południem po nadzwyczajnym spotkaniu siatkarskich działaczy w Bolonii i jest ona efektem nacisków włoskich władz, które starają się ograniczyć rozprzestrzenianie koronawirusa na terenie Italii. „Za decyzją stoi troska o ochronę zdrowia wszystkich członków włoskiego środowiska siatkarskiego” – podkreślono.
Federacja ma też wysłać list do ministra ds. młodzieży i sportu Vincenzo Spadafory oraz Włoskiego Komitetu Olimpijskiego (CONI) z zapytaniem o możliwe działania, które mogłyby pomóc w zapewnieniu możliwości choćby kontynuacji treningów. Federacja ma skierować również pismo do Europejskiej Konfederacji Siatkówki (CEV), w którym poruszy temat udziału włoskich drużyn w europejskich pucharach, m.in. pomiędzy 3 a 5 marca powinno się odbyć pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów między Trentino Itasem a Jastrzębskim Węglem.
We włoskiej ekstraklasie zarówno mężczyzn, jak i kobiet gra kilkoro reprezentantów Polski, z Wilfredo Leonem, Bartoszem Kurkiem, Mateuszem Bieńkiem czy Malwiną Smarzek-Godek i Joanną Wołosz na czele. Z kolei trenerem drużyny siatkarzy z Perugii, w której występuje Leon, jest selekcjoner biało-czerwonych Vital Heynen.
W Europie to pierwsze tak radykalne decyzje dotyczące imprez sportowych. Wcześniej Światowa Federacja Lekkoatletyczna przełożyła o rok zaplanowane na marzec halowe mistrzostwa świata w Nankinie (miasto we wschodnich Chinach), a Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Yanqing. Władze Formuły 1 odwołały natomiast zaplanowany na 19 kwietnia wyścig o Grand Prix Chin w Szanghaju. Światowa federacja narciarska rozważa odwołanie marcowych mistrzostw świata w lotach narciarskich w Planicy, bo Słowenia graniczy z regionami Włoch ogarniętymi epidemia koronawirusa. Nieciekawie też jawią się perspektywy rozgrywek w piłkarskich pucharach, a nawet rozpoczynającego się w czerwcu turnieju o mistrzostwo Europy. UEFA szuka już gorączkowo opcji zastępczych, gdyby trzeba było zmienić areny Euro 2020.
Jeszcze większy znak zapytania stawiany jest przy igrzyskach w Tokio. Przewodniczący komitetu organizacyjnego Yoshiro Mori zapewnia, że „przebiegną w sposób bezpieczny dla sportowców i publiczności”, lecz japoński wirusolog Hitoshi Oshitani, który doradzał Światowej Organizacji Zdrowia podczas epidemii SARS, przyznał na łamach „Japan Today”, że „gdyby igrzyska w Tokio miały zacząć się jutro, to w ogóle by się nie odbyły”. I przypomniał, że Japonia jest obecnie drugim po Chinach największym na świecie ośrodkiem epidemii. A pokonanie poprzedniej ogólnoświatowej epidemii, czyli wspomnianego SARS, zajęła naukowcom i lekarzom ponad 10 miesięcy. Teraz spekuluje się, że opracowanie skutecznej szczepionki może potrwać nawet półtora roku.

W epicentrum walki z wirusem

Szczytowe nasilenie epidemii przypadnie prawdopodobnie na okres od połowy do końca lutego. Pojawiają się już pierwsze pozytywne sygnały mogące świadczyć o jej wygasaniu.

Na konferencji poświęconej zwalczaniu koronawirusa, ambasador Liu Guangyuan stwierdził, że jego kraj jest w epicentrum walki z epidemią. Na pierwszym miejscu stoi bezpieczeństwo życia i zdrowia ludzi, a przeciwstawienie się epidemii jest obecnie najważniejszym i najpilniejszym obowiązkiem rządu chińskiego. Presja, jaka ciąży na Chinach jest ogromna, zaś ponoszone koszty – bardzo wysokie. Niezliczona liczba Chińczyków jest na pierwszej linii wojny z epidemią. Wiele milionów osób zmniejszyło częstotliwość wychodzenia na zewnątrz lub przechodzi kwarantannę w domu. Rząd Chin przyjął kompleksowe i restrykcyjne środki zaradcze.
31 prowincji, regionów autonomicznych i miast wydzielonych ogłosiło stan kryzysowy pierwszego stopnia związany ze zdrowiem publicznym. Wuhan i inne miasta zamknęły drogi wyjazdowe, 11 tys. pracowników medycznych przyjechało z całego kraju do prowincji Hubei, by leczyć tam chorych.
Rząd chiński ustanowił system powiązań między 16 prowincjami świadczącymi pomoc, a innymi miastami niż Wuhan. Według tego systemu jedna prowincja sprawuje pieczę nad jednym miastem. W całym kraju szkoły i uczelnie przedłużyły przerwę świąteczną. W ciągu zaledwie 10 dni zbudowano i oddano do użytku dwa nowe szpitale. Wszystkie te działania wykraczają poza wymagania zawarte w „Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych” i jeszcze nigdy w historii nie zostały podjęte.
Ambasador powiedział, że od momentu otrzymania z departamentu zdrowia miasta Wuhan zgłoszenia o licznych zachorowaniach na zapalenie płuc o nieznanej etiologii, do poinformowania o tym fakcie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i szeregu państw, minęły zaledwie cztery dni (29 grudnia 2019 – 3 stycznia 2020). Na rozpoznanie genomu wirusa i przekazanie go światu Chiny potrzebowały zaś niespełna dwóch tygodni od momentu wybuchu epidemii.
Zostało to docenione przez WHO i inne kraje. Jak dodał ambasador, dyrektor generalny WHO Tedros Adhanon Ghebreyesus podkreślił, iż szybkość z jaką Chiny podjęły kroki w celu monitorowania epidemii wirusa i sekwencjonowania jego genomu oraz szybkość przekazania tych informacji do WHO jest imponująca.
Wysiłki Chin zasługują na szacunek i uznanie. WHO nie zaleca, a nawet sprzeciwia się wprowadzeniu zakazów podróży do Chin i handlu z Państwem Środka – powiedział ambasador.
Według szacunków wielu chińskich i zagranicznych ekspertów od chorób zakaźnych, epidemia koronawirusa powinna osiągnąć szczyt nasilenia w okresie od połowy do końca lutego.
Już jednak zaczynają pojawiać się pewne optymistyczne sygnały. Od 4 lutego spada (poza prowincją Hubei) liczba potwierdzonych nowych przypadków zachorowań w Chinach, co wskazuje na skuteczność zastosowanych środków zaradczych.
Liczba wyleczeń przekracza liczbę zgonów i różnica ta stale rośnie. Śmiertelność jest stosunkowo niska – 2 proc. czyli znacznie mniej niż w innych epidemiach. Poprawiają się też możliwości diagnostyczne, pozwalając na coraz precyzyjniejsze stwierdzenie albo wykluczenie obecności wirusa.

Bezpieczne przystanie mogą poczekać?

Jeśli epidemia koronawirusa zostanie opanowana, jak oczekuje WHO, to po kilku dniach, w najgorszym razie tygodniach, wszystko na rynkach wróci do stanu sprzed wybuchu choroby.

Można powiedzieć, że miłe złego początki. Styczeń na rynkach finansowych rozpoczął się w szampańskich nastrojach.
Nawet zawirowania na Bliskim Wschodzie (zabójstwo generała Kasima Sulejmaniego przez USA) oraz odwet Iranu, doprowadziły jedynie do chwilowego zahamowania zwyżek indeksów, oraz do równie chwilowego wzrostu ceny ropy i złota. Wszystko sygnalizowało jednak zbliżający się spadek indeksów.
Korektę hamowało podpisanie 15 stycznia wstępnej umowy USA – Chiny (tzw. umowy pierwszej fazy). Obozowi byków pomogło też to, że rozpoczął się sezon publikacji raportów kwartalnych przez amerykańskie spółki. Jednak w drugiej połowie stycznia pojawił się pretekst (może zamienić się w powód) – indeksy zanurkowały z powodu epidemii koronawirusa, która z chińskiego Wuhan rozprzestrzeniała się powoli na cały świat.
WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) wahała się do końca stycznia czy ogłosić międzynarodowy alert, a choroba doprowadzała do ofiar zbliżonych do powikłań pogrypowych.
W końcu alert został ogłoszony, ale w bardzo dyplomatyczny sposób (niewątpliwie pod naciskiem Chin).
WHO oświadczyło, że decyzja nie stanowi wotum nieufności w stosunku do Chin i „nadal wierzy w zdolność Chin do zahamowania wybuchu choroby”. Poza tym jest przeciwna ograniczeniom w podróży
i handlu z Chinami z powodu koronawirusa.
Mimo to, przedsięwzięte w Chinach środki ostrożności, odcięcie całych miast od reszty kraju, oraz media eskalujące zagrożenie, prowadziły do wniosku: choroba zaszkodzi i tak słabnącemu wzrostowi gospodarczemu w Chinach. Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, cała Azja, a powoli i cały świat, jest chinocentryczna, więc pogorszenie stanu gospodarki w Chinach uderzy też w globalny wzrost gospodarczy.
Nic dziwnego, że pojawiła się chęć ucieczki do bezpiecznych przystani. Drożały obligacje, złoto, dolar,
a taniały surowce (miedź i ropa) oraz waluty krajów rozwijających się (w tym oczywiście i złotego).
Oczywiście odczuła to też Giełda Papierów Wartościowych, gdzie indeks WIG20 nurkował. Jednak akcje mniejszych spółek (mWIG40 i sWIG80) zachowywały się nieźle i nadal pozostały w trendzie wzrostowym.
W końcu stycznia, z ostatnim jego dniem dokonał się też Brexit, ale to dla rynków było już wydarzenie bez znaczenia. Zacznie mieć znaczenie pod koniec roku, kiedy to trzeba będzie zakończyć dyskusje na temat umowy o handlu między UE i UK – zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Na razie nie ma powodu, żeby się tym przejmować, bo w gospodarce i handlu wszystko pozostaje po staremu.
W Polsce GUS opublikował dane o wzroście gospodarczym w 2019 roku. Okazało się, że PKB wzrósł o 4 proc., z czego wynikałoby, że w 4 kwartale wzrost mógł być niższy od 3 proc.
Najbardziej zaskakiwał bardzo słaby wzrost konsumpcji (3,2 – 3,6 proc. rok do roku) – wydaje się, że popyt wynikający z zalewu transferów socjalnych wyczerpuje się. Jeśli doda się do tego duży wzrost inflacji, to można zacząć podejrzewać, że gospodarka znajduje się blisko skraju stagflacji.
Oczywiście pojedynczy raport o niczym nie świadczy, ale będziemy teraz z napięciem czekali na pierwsze dane z 2020 roku.
Ważne jest teraz to, co będzie się działo w najbliższej przyszłości. Jeśli epidemia koronawirusa zostanie opanowana, jak tego oczekuje WHO, to po kilku dniach, w najgorszym razie tygodniach, wszystko na rynkach wróci do stanu sprzed wybuchu choroby.
Jeśli choroba zmieniłaby się w pandemię, to okaże się, że mamy do czynienia z „czarnym łabędziem”, czyli nieoczekiwanym wydarzeniem, które zmienia nastroje na rynkach finansowych na dłużej.
Ten drugi, zły scenariusz, doprowadziłby do poważnego osłabienia wzrostu gospodarczego na skalę globalną, dużych spadków indeksów, dalszego osłabienia walut rynków rozwijających się i wzrostu siły przyciągania aktywów z kategorii bezpieczna przystań (złoto, dolar, obligacje). Na razie wydaje się, że prawdopodobieństwo zrealizowania tego złego scenariusza jest jednak niewielkie.

W epicentrum walki z wirusem

Szczytowe nasilenie epidemii przypadnie prawdopodobnie na okres od połowy do końca lutego. Pojawiają się już pierwsze pozytywne sygnały mogące świadczyć o jej wygasaniu.

Na konferencji poświęconej zwalczaniu koronawirusa, ambasador Liu Guangyuan stwierdził, że jego kraj jest w epicentrum walki z epidemią. Na pierwszym miejscu stoi bezpieczeństwo życia i zdrowia ludzi, a przeciwstawienie się epidemii jest obecnie najważniejszym i najpilniejszym obowiązkiem rządu chińskiego. Presja, jaka ciąży na Chinach jest ogromna, zaś ponoszone koszty – bardzo wysokie. Niezliczona liczba Chińczyków jest na pierwszej linii wojny z epidemią. Wiele milionów osób zmniejszyło częstotliwość wychodzenia na zewnątrz lub przechodzi kwarantannę w domu. Rząd Chin przyjął kompleksowe i restrykcyjne środki zaradcze.
31 prowincji, regionów autonomicznych i miast wydzielonych ogłosiło stan kryzysowy pierwszego stopnia związany ze zdrowiem publicznym. Wuhan i inne miasta zamknęły drogi wyjazdowe, 11 tys. pracowników medycznych przyjechało z całego kraju do prowincji Hubei, by leczyć tam chorych.
Rząd chiński ustanowił system powiązań między 16 prowincjami świadczącymi pomoc, a innymi miastami niż Wuhan. Według tego systemu jedna prowincja sprawuje pieczę nad jednym miastem. W całym kraju szkoły i uczelnie przedłużyły przerwę świąteczną. W ciągu zaledwie 10 dni zbudowano i oddano do użytku dwa nowe szpitale. Wszystkie te działania wykraczają poza wymagania zawarte w „Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych” i jeszcze nigdy w historii nie zostały podjęte.
Ambasador powiedział, że od momentu otrzymania z departamentu zdrowia miasta Wuhan zgłoszenia o licznych zachorowaniach na zapalenie płuc o nieznanej etiologii, do poinformowania o tym fakcie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i szeregu państw, minęły zaledwie cztery dni (29 grudnia 2019 – 3 stycznia 2020). Na rozpoznanie genomu wirusa i przekazanie go światu Chiny potrzebowały zaś niespełna dwóch tygodni od momentu wybuchu epidemii.
Zostało to docenione przez WHO i inne kraje. Jak dodał ambasador, dyrektor generalny WHO Tedros Adhanon Ghebreyesus podkreślił, iż szybkość z jaką Chiny podjęły kroki w celu monitorowania epidemii wirusa i sekwencjonowania jego genomu oraz szybkość przekazania tych informacji do WHO jest imponująca.
Wysiłki Chin zasługują na szacunek i uznanie. WHO nie zaleca, a nawet sprzeciwia się wprowadzeniu zakazów podróży do Chin i handlu z Państwem Środka – powiedział ambasador.
Według szacunków wielu chińskich i zagranicznych ekspertów od chorób zakaźnych, epidemia koronawirusa powinna osiągnąć szczyt nasilenia w okresie od połowy do końca lutego.
Już jednak zaczynają pojawiać się pewne optymistyczne sygnały. Od 4 lutego spada (poza prowincją Hubei) liczba potwierdzonych nowych przypadków zachorowań w Chinach, co wskazuje na skuteczność zastosowanych środków zaradczych.
Liczba wyleczeń przekracza liczbę zgonów i różnica ta stale rośnie. Śmiertelność jest stosunkowo niska – 2 proc. czyli znacznie mniej niż w innych epidemiach. Poprawiają się też możliwości diagnostyczne, pozwalając na coraz precyzyjniejsze stwierdzenie albo wykluczenie obecności wirusa.