Włodku, musisz!

Po przeciętnym wyniku w wyborach samorządowych dla SLD, zaczęło się coś, co w polityce jest naturalne – wzajemne animozje, pretensje i gorzkie żale. Oczekiwania z pewnością były większe, choć wynik SLD nie jest taki słaby, jaki lansuje wielu publicystów.

 

Wielu samorządowców winą na wynik wyborczy obarcza lidera Sojuszu. Takie opinie docierają z Warszawy i Poznania. Obie struktury uważają, że Włodzimierz Czarzasty powinien podać się do dymisji. Jakby zapominając z jakiego dołka wyciągał tę partię Czarzasty jeszcze dwa lata temu, kiedy to podzielony i wewnętrznie rozbity Sojusz miał 2-3% w sondażach i gdzie wielu lansowało tezę o zwinięciu sztandaru. Tak się jednak nie stało. SLD przetrwał najgorszy dla siebie czas. Lewicy nadal jednak będzie pod górkę z co najmniej trzech powodów.
Po pierwsze. Włodzimierz Czarzasty postawił na podmiotowość SLD za co został wściekle zaatakowany przez liberalny mainstream, który rolę lewicy widzi w Koalicji Obywatelskiej, która jest konglomeratem i zlepkiem wielu idei, których nie łączy tak naprawdę nic, poza dokopaniem władzy. Jak to zrobić, to już mniej ważne. A tak się z PiS nie wygra, bowiem Jarosław Kaczyński dość skutecznie przeorał świadomość społeczną w Polsce poprzez wprowadzenie programu 500 plus. Liberalna opozycja twierdziła, że nie ma na to pieniędzy, że jego wprowadzenie zniszczy budżet. Poprzez emocje zawsze budowało się w Polsce skutecznie politykę społeczną polegającą na ograniczaniu na nią wydatków i sprowadzając rolę państwa do nic nieznaczącego czynnika. To się skończyło. I to wydaje się zrozumiał Włodzimierz Czarzasty, który konsekwentnie odmawia koalicji w ramach Koalicji Obywatelskiej. Szansa na sojusz z partią Razem i szukanie wsparcia na lewicy, to jedyny słuszny kierunek, jaki dziś Sojusz może obrać. W ramach Koalicji Obywatelskiej Włodzimierz Czarzasty zawsze będzie za Grzegorzem Schetyną a lewicowe postulaty rozmyją się w liberalnym programie PO. Czy obecność takich postaci jak Rosati, Hübner, Arłukowicz, zmieniło oblicze PO? Nie, a przykładem tego niech będzie cytat Barbary Nowackiej, która grzmiała po głosowaniu w Sejmie w sprawie aborcji. Okazało się wówczas, że zabrakło zaledwie 9 głosów, by obywatelski projekt „Ratujmy kobiety” skierować do dalszych prac. Zabrakło, gdyż wielu przedstawicieli opozycji w ogóle nie wzięło udziału w głosowaniu. Nowacka pisała: Na demonstracjach prodemokratycznych, sorry, nie macie czego szukać(…) Być mniej progresywnym od Macierewicza i Pawłowicz? Mega słabe. Tym bardziej dziwi jej energiczne wsparcie projektu Koalicji Obywatelskiej.
Po drugie. W przyszłym roku pierwszym testem dla lewicy będą wybory do Parlamentu Europejskiego. Sojusz ma swojego wiceprzewodniczącego PE prof. Bogusława Liberadzkiego. To ewenement, aby partia, która znajduje się poza Sejmem, miała swojego wiceszefa PE. Obecnie tylko SLD potrafi wysunąć w miarę liczącą się reprezentację w tych wyborach. Będą one nieco inne niż wybory samorządowe, gdzie dużą rolę odrywały lokalne komitety wyborcze. W tych wyborach w dużej mierze wybór będzie albo za europejskimi wartościami albo za ich zanegowaniem. W PiS już widać, że flaga Unii Europejskiej będzie eksponowana, choć jeszcze niedawno wycofana była z KPRM a przez jej posłankę nazwana była „szmatą”. Działania PiS na arenie międzynarodowej skutecznie osłabiają pozycję Polski. Nie mamy praktycznie żadnych przyjaciół. Pragmatyczni Węgrzy, Czesi czy Słowacy prowadząc ostre negocjacje z UE nie zamykają sobie furtki z Rosją, skutecznie lawirując w polityce międzynarodowej. Rząd PiS skutecznie skłócił Polskę z UE a w walce z Rosją stał się europejskim jastrzębiem, co nie przynosi zrozumienia w Europie. Wspólna lista lewicy, w tym Zielonych i Razem to szansa na poszerzenie socjalistycznej frakcji w PE, drugiej po chadeckiej. PO i PSL zasiadają w tej samej frakcji co partia premiera Victora Orbana. W takiej być może zasiądzie również Barbara Nowacka.
I wreszcie po trzecie. Polskie społeczeństwo jest egalitarne a trwająca od ponad dekady jałowy spór PO-PiS niszczy debatę publiczną w Polsce. Wychowuje się nowe społeczeństwo, które żyje w tym konflikcie, podsycane nienawiścią i wojną. Doszliśmy w debacie publicznej do jakiegoś absurdu. Nie potrafimy już rozmawiać na argumenty, brak elementarnej kultury wypowiedzi, a chamskie wypowiedzi posłów i dziennikarzy stają się nieodłączne w dyskusji. Nigdy chyba po 1989 roku nie byliśmy tak podzieleni, jak dziś. Dlatego tak bardzo potrzebna jest trzecia siła. Może być nią tylko lewica, konsekwentnie opowiadająca się za prawami pracowniczymi, prawami człowieka i europejskimi wartościami. Rozmowy SLD z Razem to milowy krok ku wspólnej liście w przyszłorocznych wyborach do Sejmu. Być może dołączy do tego Robert Biedroń, który widzi w swojej tworzącej się partii alternatywę dla rządów PO-PiS. Jest on, podobnie jak Czarzasty, atakowany przez liberalne media za niedołączenie do projektu Koalicji Obywatelskiej. Lider SLD, jako przewodniczy największej dziś lewicowej partii, musi zrobić wszystko, żeby nie dopuścić do jeszcze większej polaryzacji na scenie politycznej. Wspólny blok SLD, Razem, partii Roberta Biedronia to może być autentyczna alternatywa wobec dwóch wielkich bloków politycznych. Rok 2019 będzie zatem decydująca dla przyszłości nie tylko SLD, ale całej lewicy. W 2015 rok SLD i Razem otrzymały ponad półtora miliona głosów. Lewicowi wyborcy pozostali osieroceni poprzez głupotę i ambicje liderów. Nie można do tego dopuścić w przyszłym roku. Wszystkie ręce na pokład!

Głos lewicy

Jedna lista lewicy? To nierealne!

 

Publikujemy fragment wywiadu z Sebastianem Wierzbickim, ukazał się w „Rzeczpospolitej”:

 

Rzeczpospolita: Z czego wynika Pana postawa wobec przewodniczącego Włodzimierza Czarzastego? Niektórzy Pana koledzy twierdza, że Pana krytyka wynika z rozżalenia tym, że w Warszawie nie doszło do koalicji z PO?

Sebastian Wierzbicki: Nasze rozżalenie wynika z tego, że wyborcy lewicy w Warszawie zostali praktycznie pozbawieni swojej reprezentacji w samorządzie. Że mamy tylko jedną radną w Radzie Miasta i kilku w radach dzielnic. A mogło być inaczej. Gdyby Włodzimierz Czarzasty nie zablokował możliwości współpracy w ramach Koalicji Obywatelskiej, to dziś mielibyśmy silny klub SLD w Radzie Miasta, wiceprezydenta a także radnych i wiceburmistrzów w dzielnicach. Tak jak w Łodzi. Od początku mówiliśmy, że przy takiej polaryzacji sceny politycznej i metodzie d’Hondta nasz samodzielny start jako SLD jest z góry skazany na porażkę. Włodzimierz Czarzasty się uparł i mamy tego efekty.
Oczywiście nie wyobrażaliśmy sobie, że skala tej porażki będzie aż tak wielka. Mimo, że w liczbach bezwzględnych dostaliśmy w stolicy tyle samo głosów co cztery lata temu, to uzyskaliśmy znikomą liczbę mandatów. Dlatego członkowie Sojuszu w Warszawie są rozgoryczeni zwłaszcza, że przewodniczący Czarzasty wszędzie mówił, że na szczeblach sejmików idziemy do wyborów jako SLD, a niżej będą to już autonomiczne decyzje organizacji powiatowych i gminnych. W Warszawie zrobił zupełnie inaczej, niż obiecywał i mamy tego efekty. Jego koncepcja okazała się błędna – w przeciwieństwie do naszej, czego dowodem jest fakt, że w trzech dzielnicach startując w ramach Koalicji Obywatelskiej kandydaci SLD zdobyli mandaty radnych. I nadal są w Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

 

Czy SLD nie powinno spróbować rozmów najpierw z Biedroniem i Razem?

Oczywiście, że powinno! Ale obawiam się, że Robert Biedroń nie będzie zainteresowany wspólnym startem. Przecież nie po to tworzy nowe ugrupowanie, żeby na starcie łączyć siły z innymi. Dlatego projekt utworzenia jednej wspólnej listy lewicy uważam za nierealny – a szkoda. Z drugiej strony lista niepełnej lewicy to może być za mało, aby przyczynić się do przegranej Prawa i Sprawiedliwości. Ale powtarzam raz jeszcze: my nic nie przesądzamy. Zaapelowaliśmy o zwołanie Konwencji Krajowej SLD, która powinna podjąć decyzję w tej sprawie. (…) Trzeba zrobić wszystko, aby wygrać z PiS-em. To chyba powinno być oczywiste – zwłaszcza dla lewicy.

Trzeba nam Europy socjalnej

W ostatni dzień listopada Kraków stał się centrum europejskiej lewicy, do tego ważnego ośrodka akademickiego zjechali się liderzy polityczni i eksperci z 12 krajów Unii Europejskiej.

 

Europejska lewica w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego stawia sobie za cel zatrzymanie fali populizmu, która zalewa demokratyczny świat. Dzień pełen rozmów i dyskusji zaowocował pomysłami, dzięki którym europejska lewica w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego da lewicowemu wyborczyni i wyborcy ofertę, na którą ci czekają: równe rozwiązania socjalne dla wszystkich Europejek i Europejczyków, europejska płaca minimalna, działania chroniące pracowników w całej UE, a równocześnie walka o prawa człowieka i równouprawnienie mniejszości. Dla polityków i polityczek lewicy jest jasne, że nie wystarczy odpowiadać na wyzwania współczesności, lewica musi kreować przyszłość. Aby to robić, musi być silna, musi stanowić silną frakcję w Parlamencie Europejskim, by móc skutecznie przeciwstawić się populizmowi.
– Spotykamy się dzisiaj w Krakowie w ważnym momencie, na pół roku przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, a które będą najważniejsze od wielu, wielu lat. Będą to również wybory trudne, ponieważ ta fala populizmu oraz nacjonalizmu wzrasta, tym bardziej potrzebna jest atrakcyjna i rozumna odpowiedź środowisk progresywnych i lewicowych. I takie konferencje służą wypracowaniu takiego stanowiska – powiedział Aleksander Kwaśniewski podczas spotkania z dziennikarzami w trakcie konferencji „„Za Zjednoczoną Europą Socjalną – wznieść się ponad podziałami, zaoferować alternatywę”, która w dniach 30 listopada – 1 grudnia ma miejsce w Krakowie. – Mam nadzieję, że polska lewica, która organizuje to spotkanie i w nim uczestniczy, przygotuje właściwe decyzje abyśmy po wyborach do PE mieli mocną reprezentację środowisk lewicowych w Brukseli, a także abyśmy pokazali tutaj w Polsce, że jesteśmy w stanie zwyciężyć tych, którzy chcą stanąć do Unii Europejskiej bokiem, a także tych, którzy nie chcą większej integracji europejskiej, a niektórym marzy się Polexit – komentował były prezydent RP.
Wydarzenie organizowane przez Fundację Europejskich Studiów Progresywnych (FEPS), Grupę Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim (S&D) we współpracy z Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, Fundacją Jeana Jaurèsa oraz Fundacją im. Friedricha Eberta jest jednym z ważniejszych wydarzeń politycznych i programowych na mapie Europy. Tematem debat jest przyszłości Europy, jako wspólnoty wartości, dyskusja prowadzona jest w kontekście zbliżających się wyborów europejskich 2019 roku.
Wśród zaproszonych liderów politycznych znalazł się komisarz ds. energetyki Marosz Szefczovicz – Dziękuję za zaproszenie, dziś jest to dla mnie intensywny dzień. O poranku byłem w Katowicach gdzie z regionalnymi liderami rozmawiałem o tzw. regionach węglowych w okresie przejściowym. Rozmowy te mają na celu stworzenie nowych inwestycji, szczególnie na Śląsku gdzie wiele osób wciąż jest zatrudnionych w branży węglowej. Mówimy tu o nawet 100 000 pracowników.
– Jestem szczególnie zadowolony, że mogłem przyjechać do Krakowa. Zgadzam się z prezydentem Kwaśniewskim, iż bardzo ważne jest to, aby nasza lewicowa rodzina znalazła odpowiedzi na wyzwania przyszłości – mówił słowacki polityk. – W naszych wysiłkach szczególnie ważni są i będą młodzi ludzie, musimy umożliwić im stałą aktywność zawodową; możliwość zdobywania nowych umiejętności, szczególnie umiejętności cyfrowych. Młodzież musi umieć przekuć na swoją korzyść obecne megatrendy. Jestem pewny, że dzięki ich zaangażowaniu i świetnym uniwersytetom uda nam się ten cel osiągnąć – podkreślił Szefczovicz.
Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Bogusław Liberadzki zaprezentował stanowisko Socjalistów i Demokratów w sprawie obecnej sytuacji i przyszłości Unii Europejskiej: Zjednoczona Europa jest w momencie, w którym należy zdecydować o radykalnym przyspieszeniu gospodarczym, o radykalnym zwiększeniu programów socjalnych. Obywatelki i obywatele UE muszą usłyszeć następujące przesłanie – Unia Europejska jest po to, aby Was chronić, a im słabsi jesteście to tym bardziej będzie Was chronić. Instytucje europejskie powinny osłaniać np. przed nieuczciwą konkurencją, czy też zabezpieczyć uczciwą wymianę handlową.
Wiceprzewodniczący SLD mówił również o swoistym paradoksie, iż miliony ludzi pragną dołączyć do UE, a wielu jej obywateli krytykuje ją. – Unia Europejska to udany projekt. Miliony ludzi, którzy chcą wejść do UE podziwiają ją. Natomiast zazdroszczą nam i chcą naszego niepowodzenia nasi najwięksi globalni rywale: prezydent Trump, prezydent Putin. A jednocześnie wewnątrz Unii Europejskiej jest zdecydowana pogląd, iż mogłoby być lepiej. Tak! Może być lepiej, ale to Socjaliści i Demokraci w Parlamencie Europejskim proponują realną alternatywę: zorientowanie na człowieka wieloletnich ram finansowych, w sposób przez niego odczuwalny.
Liberadzki przedstawił nową koncepcję podziału środków z budżetu Unii. – Tyle samo środków co dotychczas należy przeznaczać na politykę spójności i na politykę rolną; trzy razy więcej środków na Erasmus, aby młode osoby mogły się kształcić; dwa razy więcej środków na badania i innowacyjność, szansą Unii jest odzyskanie przewag technologicznych.
– W tym właśnie kierunku europejska i polska lewica, w tym SLD będzie zmierzać – podkreślił.
Liderka Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim Rodrigues Maria João zapowiedziała zdecydowaną ofensywę europejskiej lewicy. – Nadszedł czas, aby lewicowe i postępowe grupy zjednoczyły się i objęły pozycję politycznego lidera w Europie. Wiemy jak odpowiednio zareagować na aktualne problemy Unii Europejskiej. Z jednej strony obywatelki obywateli powinno chronić mocne prawodawstwo krajowe, z drugiej strony powinien ich wspierać mocny społeczny filar Unii Europejskiej. My ten społeczny filar budujemy, ważne będą kwestie energii, możliwości przekwalifikowania się na rynku pracy, do tego będzie potrzebny będzie powrót do silnej polityki spójności. W tym celu domagamy się lepszego budżetu Unii Europejskiej, gdzie więcej pieniędzy trafi np. na program Erasmus.
Marek Belka, były premier i szef Narodowego Banku Polskiego mówił o kluczowych megatrendach, które wpłyną na przyszłość Polski oraz UE. – Dyskutujemy o przyszłości Europy, ale musimy mieć świadomość, iż nasz kontynent jest jedną z niewielkich części globalnej gospodarki. Należy zrozumieć, jakie megatrendy zadecydują o przyszłości Europy: demografia; inna u nas a inna np. w Afryce; zmienia się układ sił, USA – Chiny a my chcemy być potęgą nr 3; sposób komunikacji ludzi i nowe technologie. Aby rozwinąć sztuczną inteligencje trzeba mieć trzy rzeczy: ludzki talent, możliwości obliczeniowe oraz wielką bazę danych. Kto może wielką bazę danych: USA, Chiny oraz zjednoczona Europa. Oddzielnym i niepokojącym megatrendem jest tendencja populistyczna. Jak temu zaradzić? Budować Europę post-populistyczną, w której będziemy brali pod uwagę nastroje, sentymenty i poglądy ludzi – przecież jesteśmy demokracją, ale też będziemy mogli ludziom zaproponować gdzie iść powinni – mówił Marek Belka.
Przewodniczący SLD nakreślił strategię polityczną partii na najbliższe miesiące. – Cieszę się, że ta konferencja odbywa się tutaj w Polsce, w Krakowie. Aby osoby, które przyczyniły się do budowania Unii Europejskiej wciąż miały coś do powiedzenia jeżeli chodzi o naszą przyszłość w zjednoczonej Europy, SLD musi zrobić jedną rzecz – doprowadzić do tego, aby jak najwięcej posłanek i posłów w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Europa naszych marzeń – progresywna i socjalna – będzie możliwa, jeżeli będą europarlamentarzyści, którzy to wprowadzą w życie.
– Reprezentuję SLD, jedną z sił a nie jedyną siła polityczną na lewicy. W wyborach do PE będziemy chcieli stworzyć blok progresywny złożony z lewicowych partii w Polsce. Rozmawiamy z Partią Razem, z Partią Zieloni, ze środowiskiem, które jeszcze nie wiadomo dokąd pójdzie, ze środowiskiem Roberta Biedronia. Jednakże również bliskie jest nam myślenie Włodzimierza Cimoszewicza, który twierdzi i słusznie, że Unia Europejska jest taką wartością, którą trzeba bronić wszelkimi siłami. Dopuszczamy, jako SLD, możliwość tworzenia wspólnego proeuropejskiego bloku z partiami, z którymi nie jesteśmy zawsze programowo po drodze, ale wspólnie uznajemy, iż wartość Unii Europejskiej jest wartością olbrzymią. Myślę tu o Platformie Obywatelskiej, o Nowoczesnej, Polskim Stronnictwie Ludowym oraz o siostrach i braciach z lewicy: o SDPL, o Unii Pracy, o Inicjatywie Feministycznej – oświadczył Włodzimierz Czarzasty. – Decyzję w tej sprawie podejmiemy na przełomie stycznia i lutego 2019 r. Zrobimy wszystko, aby z puli 52 mandatów z Polski objęli ludzie, którzy myślą podobnie do nas – podkreślił lider Sojuszu.

Warszawski bunt

Działacze warszawskiego SLD zażądali odwołania z funkcji przewodniczącego SLD Włodzimierza Czarzastego. Generalnie twierdzą, że Czarzasty powinien ponieść polityczną odpowiedzialność za słaby wynik SLD w wyborach samorządowych, co ich zdaniem powinno oznaczać rezygnację z funkcji przewodniczącego.
Opozycjoniści domagają się również szybkiego zwołania konwencji SLD, która określi kierunki działań i zarządzi wybory nowego przewodniczącego. W innej uchwale opowiedzieli się za szeroką koalicją prodemokratyczną w wyborach parlamentarnych.
Natomiast za słaby wynik w wyborach w Warszawie również winią Włodzimierza Czarzastego, bo ten nie dał im zgody na kandydowanie w ramach Koalicji Obywatelskiej. Oczywiście można zadać pytanie czy nie jest to wynikiem ogólnej słabości i małej aktywności SLD w Warszawie. Wybory samorządowe dla warszawskiego SLD były chyba pewnym problemem organizacyjnym, a może i politycznym. Dość powiedzieć, że SLD nie wystawiło własnej listy do Rady Dzielnicy w jednej z największych dzielnic Warszawy – na Ursynowie.
Ale cuda się zdarzają. SLD nie poszło na listach Koalicji Obywatelskiej razem z Platformą Obywatelską i Nowoczesną, ale za to przewodniczący SLD na Targówku na swoim Facebooku przedstawił „reprezentację SLD w Radzie Dzielnicy Targówek” w składzie: Jadwiga Ciastek i Witold Harasim. Oboje kandydowali z listy KKW Platforma, Nowoczesna Koalicja Obywatelska, przy czym Harasim miał drugie miejsce na liście wyborczej KO – co można interpretować w ten sposób, że SLD ma silne wpływy w KO, ale można też odwrotnie. Jak z powyższego widać władza i wpływy Czarzastego w Warszawie nie są zbyt duże. Powyższa sytuacja w Warszawie oznacza jakościową zmianę na lewicy, a nawet w całej polityce w Polsce. Do tej pory było tak, że to SLD (a wcześniej SdRP) narzucało pewne kanony we wszelakich akcjach wyborczych. To na początku lat 90. wokół SdRP skupiła się lewicowa koalicja partii politycznych, stowarzyszeń i związków zawodowych, licząca blisko trzydzieści podmiotów, która utworzyła koalicję wyborczą pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej. W 1999 roku Leszek Miller przekształcił blok wyborczy w jednolitą partię polityczną pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej, ale nie cała lewica się w tej partii znalazła, bo stowarzyszenia czy związki zawodowe zachowały swoją osobowość prawną. I tak jak poprzednio wokół SdRP, tak od 1999 roku to wokół SLD powstawały lewicowe bloki wyborcze: w 1999 koalicja SLD – Unia Pracy (ale z udziałem SD, PLD, KPEiR). W wyborach w 2005 r. z listy SLD kandydowali członkowie OPZZ, Unii Lewicy III RP i Ruchu Odrodzenia Gospodarczego. Przed wyborami samorządowymi w 2006 r. z udziałem SLD, Partii Demokratycznej – demokraci.pl, Socjaldemokracji Polskiej i Unii Pracy powstała koalicja Porozumienie Lewicy i Demokratów – Wspólna Polska. Po dobrym wyniku wyborczym tej koalicji postanowiono ną kontynuować w wyborach parlamentarnych w 2007 r, pod nazwą Lewica i Demokraci. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. reaktywowano koalicję SLD-UP. W wyborach samorządowych w 2010 r. SLD uczestniczyło pod własną nazwą, ale na skutek zawartych porozumień wyborczych z list SLD kandydowali członkowie OPZZ, UP, Partii Kobiet, Partii Region ów i Zielonych 2004. Podobnie w wyborach parlamentarnych w październiku 2011 r, SLD brało udział pod własną nazwą, a na jego listach wyborczych znaleźli się przedstawiciele związków zawodowych i licznych partii lewicowych. W 2014 r. w wyborach do Parlamentu Europejskiego kandydatów wystawił Koalicyjny Komitet Wyborczy SLD – UP. Natomiast w tym samym roku, przed wyborami europejskimi powstał komitet wyborczy SLD Lewica Razem, w jego skład weszły jeszcze UP i KPiER, natomiast na listach SLD-LR znaleźli się przedstawiciele związków zawodowych i wielu partii i organizacji lewicowych. W kolejnych wyborach – parlamentarnych w 2015 r. – SLD wraz z UP, Twoim Ruchem, Zielonymi i PPS utworzył koalicję Zjednoczona Lewica, która uzyskała 7,55 proc. głosów, czyli nie przekroczyła progu wyborczego dla koalicji i nie uzyskała żadnych mandatów. Natomiast przed wyborami samorządowymi w 2018 r. SLD odtworzyło koalicję SLD – Lewica Razem, jak zwykle z szerokim udziałem organizacji koalicyjnych.
No i tak wróciliśmy do sprawy SLD Warszawa versus Włodzimierz Czarzasty. Jak widać z powyższego wyliczenia tworzonych przez SdRP, a później SLD komitetów i koalicji, SLD zawsze działało ofensywnie, tworząc własne komitety wyborcze, dopraszając do nich potencjalnych koalicjantów, co dawało w miarę sprawne koalicje lewicowe wyborcze, odwołujące się różnych środowisk społecznych (emeryci, renciści, związkowcy, działkowcy itd.) posiadających własne zaplecze organizacyjne, co sumując się dawało duży zasięg wpływów społecznych i mobilność organizacyjną. Na tym tle „sprawa warszawska” to prawdziwy ewenement. Po raz pierwszy to nie SLD zapraszało na swoje listy, a wpraszało się na cudze (a w wypadku Targówka nawet skutecznie wprosiło).
Można to oczywiście rozpatrywać w kategoriach skuteczność versus pryncypialność. Czyli pryncypialny Czarzasty chce iść na wybory pod własną nazwą, nawet jeśli lokalni działacze mają świadomość, że taki udział w wyborach nie przyniesie dobrych skutków w postaci oczekiwanych mandatów radnych i możliwości rzeczywistego wpływu na życie dzielnicy, miasta, województwa. To ważny argument.
Z drugiej zaś strony można się zapytać co to jest partia polityczna i do czego służy. No to partia polityczna to narzędzi w walce o zdobycie władzy i jej utrzymanie. Podszywanie się pod inną strukturę, inną partię ma tzw, „krótkie nóżki”. Bo albo ci, którzy dostaną mandaty „powrócą do macierzy” – jak ci radni z Targówka – albo zostaną w partii, z list której startowali. Jedno i drugie jest moim zdaniem nieuczciwe – w pierwszym przypadku oszukują wyborców partii, z list której kandydują, w drugim oszukiwali i oszukują własną partię. Bardzo toksyczna sytuacja.
No cóż, polityczna droga SLD w ostatnich dziesięcioleciach – od lidera do outsidera – rodzi różne dziwne pomysłu.

Głos lewicy

Nierówności kwitną

 

Piotr Ikonowicz skarży się na Facebooku:

Polska jest jednym z krajów o największym rozwarstwieniu majątkowym i dochodowym w UE. Część polskiego społeczeństwa świetnie sobie radzi. To zdecydowana mniejszość. Potem są ci, którzy toną w długach bo uwierzyli, że są klasą średnią i żyją „ponad stan” – to jakieś kilka milionów obywateli. Wreszcie zdecydowana większość, 75-80 proc. Polek i Polaków cienko przędzie, bo dochody nie wystarczają im na zaspokajanie tak podstawowych potrzeb jak leczenie, wakacje, kupno lub wynajem mieszkania czy zwyczajne płacenie rachunków. Stąd np. rosnąca liczba ludzi o niskich dochodach, którzy skręcają kaloryfery do zera lub emigrują.

 

 

Referendum w SLD

 

– 15 grudnia podczas Rady Krajowej SLD podejmiemy uchwałę zwołująca konwencję, która zdecyduje, w jakiej formule Sojusz pójdzie do wyborów do Parlamentu Europejskiego. Po drugie, zwołamy referendum wszystkich członków partii, w którym odpowiemy sobie na pytanie, w jakiej formule SLD pójdzie do wyborów parlamentarnych – zapowiedział Włodzimierz Czarzasty w programie „Rozmowa Piaseckiego” i nakreślił trzy potencjalne scenariusze do dyskusji: samodzielny start Sojuszu, jedna lista zjednoczonej lewicy oraz wspólny start z Koalicją Obywatelską i Polskim Stronnictwem Ludowym.
– Tego typu wewnątrzpartyjne referendum jest wydarzeniem bezprecedensowym jeżeli chodzi o polską scenę polityczną – podkreślił Czarzasty i przypomniał, iż przeprowadzenie tego typu głosowań obiecywał kiedy kandydował na funkcję przewodniczącego partii. – Tak się rządzi partia demokratyczna, która jest 3 lata poza Sejmem – stwierdził.
Info: sld.org.pl

Głos lewicy

Dość marnowania głosów!

 

Włodzimierz Czarzasty udzielił obszernego wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Oto jego fragment:

 

W dziewięciu sejmikach SLD weszło w koalicję z KO i PSL. Jak się negocjuje ze Schetyną?

Nie czuję się w tych rozmowach Kopciuszkiem. Zresztą nikt tam też nie czuje się gigantem – w wielu województwach przewaga naszej koalicji to jeden głos i nie ma znaczenia, czy masz dwudziestu radnych, czy dwóch, skoro i tak potrzeba wszystkich. Najważniejsza jest lojalność, współpracujemy z tymi partiami, które słowa Europa i konstytucja odmieniają w ten sam sposób.

 

Gdy w powiecie koneckim SLD stworzyło koalicję z PiS, pan natychmiast to ukrócił. Teraz okazuje się, że Koalicja Obywatelska również wchodzi w koalicję z PiS – w powiecie lubartowskim, w Bytomiu…

Ja nie wyobrażam sobie współpracy z PiS na żadnym poziomie. W imię dobrosąsiedzkich stosunków nie chcę się odnosić do tego, co robi Platforma, Nowoczesna, czy PSL, bo układamy sobie trudną współpracę.

 

SLD cały czas wysyła sygnały, że szuka koalicjantów.

Bliskie jest mi myślenie Włodzimierza Cimoszewicza, który napisał w „Wyborczej”, że cała opozycja powinna wystawić wspólny blok pod hasłem „Europa”. W tych wyborach chodzi o zagwarantowanie, żeby nikt Polski nie chciał z Unii wyprowadzić, bo codziennie obserwujemy, jak wygląda brexit. Drugim elementem jest obrona konstytucji oraz zasad praworządności, i to też nie podlega dyskusji.
Ale ja bym wolał, by zamiast jednego bloku europejskiego powstały dwa: liberalny i lewicowy. I ten blok lewicowy chciałbym współtworzyć. W SLD Lewica Razem już połączyli się ludzie z 22 podmiotów, m.in. z Unii Pracy, PPS, SDPl, Inicjatywy Feministycznej. Teraz naszymi podstawowymi ogólnopolskimi partnerami muszą być Partia Razem, środowisko Zielonych i struktury, które tworzy pan Biedroń. Jeśli nie powstanie blok lewicowy, to dyskusja na temat praw kobiet, świeckiego państwa i sprawiedliwszego systemu podatkowego może na kilka lat zostać zawieszona.

 

 

Polityczna hipokryzja dotyczy wszystkich partii

 

Łukasz Moll wypowiedział się na Facebooku na temat radnych, oskarżanych o „sprzedanie się” w sejmikach:

Czy jeśli w wykrzykiwaniu „zdrajca” i „sprzedawczyk” pod adresem śląskiego radnego wojewódzkiego z Nowoczesnej, który odszedł do PiS, dając im większość potrzebną do rządzenia, chodziło o zasady, o demokrację, o przyzwoitość, to czy ci wszyscy postępujący w imię zasad przyzwoici demokraci rzucą się teraz na podlaskich radnych PiS, że zdradzili i sprzedali się PO? Konsekwencja by tego wymagała.
Ale dajmy spokój tej obłudzie. Obie te sytuacje – ze Śląska i z Podlasia – dowodzą jedynie tego, że nawet regionalne kadry PiS i PO nie wierzą w serwowaną nam przez swoich liderów i okraszoną wielkimi słowami („walka o demokrację”, „walka z układem”) opowieść. Dogadują się, zmieniają partnerów i barwy partyjne tak jak im w danym momencie pasuje. Całe to wyszukiwanie sprzedajnych kurew po obu stronach jest o tyle groteskowe, że odbywa się w jednym wielkim burdelu. A my za to wszystko płacimy.
Chociaż rozumiem, że emocje nakazują jeździć po tych politykach, którzy w warunkach skrajnej polaryzacji skaczą z kwiatka na kwiatek, to pretensje powinniśmy kierować przede wszystkim do zarządców tego przybytku: jak to świadczy o wiarygodności ich formacji, skoro polityczne „kurestwo” stało się modus operandi nawet w warunkach wojennych?
Pora przejrzeć na oczy, zerwać z tym PO-PiSowym szantażem, olać te przepychanki i rozmawiać o lepszej Polsce.

Odsłonięcie pomnika Ignacego Daszyńskiego

W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, 11 listopada 2018 r., wszystkie ugrupowania lewicowe, m.in. Polska Partia Socjalistyczna (PPS), Unia Pracy, Razem, Partia Zieloni, Inicjatywa Feministyczna, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej, Wolność Równość Demokracja, dokonały wspólnie uroczystego odsłonięcia przy pl. Na Rozdrożu w Warszawie pomnika I premiera RP, późniejszego Marszałka Sejmu, wielkiego socjalisty i patrioty – Ignacego Daszyńskiego. W uroczystości uczestniczyli także m.in.: wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO), były prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz szef OPZZ Jan Guz, a także Zdzisław Czarnecki, prezydent Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP .
Autorem pomnika Ignacego Daszyńskiego jest krakowski rzeźbiarz Jacek Kucaba, profesor Akademii Sztuk Pięknych. Monument z brązu stoi na obłożonym granitem postumencie o dwóch stopniach. Ma około 5 metrów wysokości. Pomnik uzupełnia szlak wielkich Polaków, którzy przyczynili się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Dlatego stanął w okolicy, gdzie swoje pomniki mają już Roman Dmowski, Wincenty Witos i marszałek Józef Piłsudski.

Czas na pracę SLD

Polakom zagraża konserwatywna prawica spod znaku Prawa i Sprawiedliwości, a nikt nie obroni ich tak, jak może to uczynić lewica.

 

21 października, pierwszy raz od porażki w 2015 r., poddaliśmy się osądowi wyborców. Trzy lata temu, gdy lewica nie znalazła się w Sejmie, wielu wieszczyło koniec Sojuszu Lewicy Demokratycznej i nie wierzyło, że w przyszłości będziemy w stanie przekroczyć próg wyborczy i znaleźć się ponownie w parlamencie. Wiele sondaży nie było dla nas łaskawych: co pewien czas dowiadywaliśmy się, że popiera nas trzy lub cztery procent wyborców, a lepszą decyzją jest głos na inne ugrupowania. 21 października lista SLD Lewica Razem otrzymała ponad milion głosów i 6,7 proc. poparcia w skali kraju. Przekroczyliśmy magiczne 5 procent, zdobyliśmy wynik lepszy niż Kukiz ’15, a przede wszystkim pokazaliśmy, że Polacy potrzebują lewicy i oczekują jej powrotu. Nie jest to wynik, który pozwala mówić o sukcesie, ale jest to wynik, który daje nadzieję: na powrót do Sejmu, udział we współrządzeniu Polską i realizację naszego programu. Jest kolejnym krokiem na drodze odbudowy lewicy (po głupiej decyzji o wystawieniu kandydatury Magdaleny Ogórek na prezydentkę Polski i wypadnięciu SLD z Sejmu), którą rozpoczęliśmy w 2016 r., i którą zakończymy w 2019 r., gdy nasi parlamentarzyści ponownie zasiądą na Wiejskiej. Nie ogłaszam więc sukcesu, ale i nie mówię o klęsce. Nie czas na przypominanie, że jesteśmy partią pozaparlamentarną, że nie wszystkie media są nam życzliwe, że nie mamy tyle sił i środków co nasi konkurenci. Czas na ciężką pracę i wiarę w sukces. Nie zgadzamy się na podział Polski między PiS i PO. Okazało się kolejny raz , że bez SLD i PSL nie da się przywrócić normalności i stworzyć stabilnych większości gwarantujących uczciwe rządy na poziomie sejmików i parlamentu.

Ponad milion głosów na SLD Lewica Razem w wyborach samorządowych tworzy przestrzeń dla nowych sojuszy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i wyborami parlamentarnymi. Nie będą to porozumienia dyktowane przez konieczność. Nasz wynik nas do tego nie zmusza. Sojusz Lewicy Demokratycznej zweryfikował swoje poparcie w wyborach samorządowych. Jesteśmy w stanie wystawić własne listy i wprowadzić swoich parlamentarzystów zarówno do Parlamentu Europejskiego, jak i do Sejmu. Wierzę jednak, że warto w pierwszym rzędzie postawić na konsolidację wszystkich środowisk lewicowych wokół wspólnego programu i obrony naszych wartości: wolności, równości, solidarności, otwartości, integracji europejskiej, świeckiego państwa, praw kobiet i szacunku dla mniejszości. Dlatego powinniśmy zabiegać o dalszą współpracę z naszymi dotychczasowymi partnerami z Lewicy Razem oraz prowadzić rozmowy z tymi z którymi nie udało się dotychczas porozumieć. Myślę tu m.in. o partii Razem czy Zielonych. Myślę też o środowisku związanym z Robertem Biedroniem.

Polakom zagraża konserwatywna prawica spod znaku Prawa i Sprawiedliwości, a nikt nie obroni ich tak, jak może to uczynić lewica. Wyniki wyborów samorządowych, które – co trzeba przyznać – wygrała partia rządząca, skłaniają też do zacieśnienia współpracy z innymi formacjami stojącymi – podobnie jak lewica – na gruncie obowiązującej Konstytucji i przynależności Polski do Unii Europejskiej. Czas, w którym zagrożone są w Polsce fundamenty demokratycznego państwa prawnego, wymaga bowiem porozumienia ponad podziałami: zarówno partyjnymi, biograficznymi, jak i ideologicznymi. Chcę więc rozmawiać z Polskim Stronnictwem Ludowym, PO i Nowoczesną. W wielu miejscach w Polsce współpracując w tych wyborach samorządowych, dowiedliśmy, że nasze współdziałanie przynosi sukces. Wystarczy przywołać przykład Łodzi, Lublina czy Wrocławia.

Rezultat wyborów samorządowych to wiele indywidualnych sukcesów polityczek i polityków lewicy. Setki mandatów radnych gmin, miast, powiatów i województw. To nasi prezydenci i wiceprezydenci, burmistrzowie i wójtowie. To kluby radnych, powyborcze koalicje i porozumienia. To trzy województwa, w których niemożliwe jest zbudowanie większości w sejmiku bez radnych Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To także trudne wybory partnerów politycznych, z którymi warto zawiązać koalicję w gminie, powiecie i województwie.

Prawdą jest, że lokalne życie polityczne rządzi się swoimi prawami, że toczy się w dużej mierze poza podziałami, które wyznacza ogólnokrajowa polityka. Ale do wyborów szliśmy pod hasłem „Silny samorząd, demokratyczna Polska”. Pamiętaliśmy, że Prawo i Sprawiedliwość zdominowało Sejm i Senat, rząd i administrację rządową w terenie, podporządkowało sobie prokuraturę, niszczy niezawisłe sądy, a z naruszania Konstytucji uczyniło podstawową metodę sprawowania władzy. Naszym celem były nie tylko dobrze zarządzane gminy, powiaty i województwa, ale obrona demokratycznego państwa prawnego. Chcieliśmy, by samorząd terytorialny pozostał jedynym segmentem władzy niezależnym od Prawa i Sprawiedliwości. Właśnie dlatego przez ostatnie miesiące walczyliśmy o samorząd i właśnie dlatego dzisiaj nie ma naszej zgody na koalicje z Prawem i Sprawiedliwością: zarówno w sejmikach województw, jak i w radach powiatów i miast. Wiarygodność i uczciwość wobec wypowiedzianych w trakcie kampanii słów są najważniejsze!

Partia która przygotowała i przegłosowała obowiązującą Konstytucję, nie może przyłożyć ręki do wzmocnienia partii, która Konstytucję tę ma za nic i stale ją narusza. Sojusz Lewicy Demokratycznej – partia, która wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej – nie może nigdzie wspierać formacji, która chce Polskę z Unii wyprowadzić i zniszczyć dorobek kilkunastu lat naszego członkostwa. Wymaga tego szacunek do demokratycznego państwa prawnego, dorobku naszego środowiska politycznego, a tak po prostu – zwykła ludzka przyzwoitość, której nie może przesłonić doraźna kalkulacja. Wiem, że nie zawsze osoby z Polskiego Stronnictwa Ludowego, PO i Nowoczesnej są łatwymi partnerami. Ale współpraca z nimi jest koniecznością czasu, w którym musimy walczyć o to, by Polska dalej była demokratycznym państwem prawnym. Państwem, które budowaliśmy przez ostatnie trzydzieści lat.

4 listopada druga tura wyborów samorządowych. W pierwszej wielu naszych kandydatów obroniło swoje stanowiska w miastach, którymi z sukcesami rządzą. Z naszym poparciem już w pierwszej turze urząd prezydenta zdobyli: Krzysztof Matyjaszczyk w Częstochowie, Beata Moskal-Słaniewska w Świdnicy, Rafael Rokaszewicz w Głogowie, Beata Klimek w Ostrowie Wielkopolskim, Łukasz Komoniewski w Będzinie, Jacek Wójcicki w Gorzowie Wielkopolskim, Marcin Krupa w Katowicach i Tadeusz Ferenc w Rzeszowie. Wspólnymi kandydatami SLD, PO, PSL i Nowoczesnej byli Jacek Sutryk we Wrocławiu, Hanna Zdanowska w Łodzi i Krzysztof Żuk w Lublinie. W niedzielę walczymy dalej: wierzę w sukces Agaty Fisz w Chełmie, Marcina Bazylaka w Dąbrowie Górniczej, Łukasza Kulika w Ostrołęce i Jacka Majchrowskiego w Krakowie. To dobrzy, mądrzy kandydaci i sprawdzeni samorządowcy, którzy pokazują codziennie, jak skutecznie rządzić potrafi lewica. Trzymam za nich kciuki, wiem, że odniosą sukces.

A co po wyborach? Praca na jak najlepszy wynik w 2019 r. I więcej uśmiechu.

„Nie” dla koalicji z PiS w powiecie koneckim!

– Zarząd powiatowy SLD w Końskich nie wyraża zgody na zawarcie koalicji z Prawem i Sprawiedliwością w powiecie koneckim – poinformował na konferencji Włodzimierz Czarzasty. ucinając tym samym dyskusje wokół sytuacji, która wywołała w ciągu ostatniej doby sporo emocji.

 

Lider SLD przyznał na poniedziałkowej konferencji prasowej, że krytyka, jaka spłynęła na jego ugrupowania w związku z decyzją koneckich działaczy Sojuszu o wejściu w koalicje na poziomie rady powiatu z partią Kaczyńskiego była słuszna.

Czarzasty podczas dzisiejszego wystąpienia akcentował, że przedwyborcza obietnica, w której zapowiadał, że nie będzie żadnych aliansów z PiS nadal jest aktualna i władze SLD słowa danego wyborcom zamierzają dotrzymać. Zaznaczył jednak, że kierownictwa innych partii mają problem z dostosowaniem się do takiej normy. – Zapowiedziałem swego czasu, że SLD nie będzie wchodził w żadne koalicje z PiS. Przed wyborami proponowaliśmy trójstopniowe porozumienie innym partiom koalicyjnym: PO, Nowoczesnej i PSL, aby pilnować wyborów, by w II turze poprzeć tych kandydatów, którzy startują po stronie demokratycznej i żeby nie zawierać żadnych sojuszy z PiS po wyborach. Ta propozycja nie została przyjęta – mówił Czarzasty.

Przewodniczący Sojuszu akcentował również etyczny i patriotyczny wymiar problemu. – Są rzeczy ważniejsze dla SLD niż władza: system wartości, wiarygodność, wyraźne formułowanie poglądu, że PiS odpowiada za łamanie praworządności w Polsce i poniesie odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. Wiem, że skundlenie klasy politycznej jest na takim poziomie, że ludzie nie wierzą w czyste intencje. Wiarygodność postępowania jest dla mnie najważniejsza, więc nie ma się co obrażać na przykre słowa – mówił lider SLD.

Co się wydarzyło w Końskich? Po wyborach zawiązała się nowa konstelacja władzy, której celem było odsunięcie od stołków Polskiego Stronnictwa Ludowego w koneckim.

Kontrowersje wzbudził skład koalicji, obok PiS i wdzięcznie brzmiącego komitetu Kreatywna Jedność Powiatu Koneckiego, miał ją tworzyć również Sojusz Lewicy Demokratycznej.
W sumie te trzy ugrupowania miały dysponować siłą 13 radnych w 21 osobowej Radzie Powiatu.

Co dalej z koalicją w koneckim powiecie? Wszystko wskazuje na to, że stworzą ją ci sami ludzie, tyle, że ci z SLD nie będą już członkami partii.

SLD jeszcze może

Słaby wynik wyborów samorządowych dla SLD nie jest ostatecznie taki zły, jaki mógłby się wydawać. Nie można jednak udawać, że nic się nie stało. Lewicę czeka długi marsz. Wymaga to jednak gigantycznej pracy organizacyjnej i intelektualnej.

 

Sojusz Lewicy Demokratycznej jest poobijany, trafiony, ale jeszcze nie liczony. Wynik 6.6% do sejmików wojewódzkich nie powala, ale takie jest dziś realnie poparcie dla lewicy w kraju. Na rzeczywistość nie ma co się obrażać. Wybory samorządowe mają swoją specyfikę i rządzą się swoimi prawami.

 

Tu dużą role odgrywają lokalne komitety,

które zbierają wysokie oceny a których nie ma następnie w wyborach parlamentarnych. Gdyby taki wynik powtórzył się w wyborach do Sejmu, to SLD miałby większe poparcie niż PSL, który w 2015 roku ledwo przekroczył próg wyborczy zdobywając 5,13% głosów i wprowadzając zaledwie 15 posłów. To jednak wystarczyło, żeby stać się silną i wyrazistą opozycją wobec PiS.

 

Lewica w Polsce

znajduje się w najtrudniejszym historycznym momencie po 1989 roku. W bipolarnej debacie publicznej SLD musi bowiem stawiać czoła zarówno PiS-owi, akcentując przywiązanie do wartości europejskich, praworządności i obronie Konstytucji, jak i liberalnej opozycji, której marzy się do rządów ciepłej wody w kranie i realizacją jej antyspołecznych rozwiązań.

 

Walka z PiS

odbywa się również, co bardzo istotne dla elektoratu Sojuszu, na płaszczyźnie walki historycznej. SLD wrócił do gry po tym, jak PiS rozpoczęło walkę z nazewnictwem ulic oraz przeprowadzeniem ustawy represyjnej. W roku 100-lecie odzyskania niepodległości spór historyczny nabiera szczególnego znaczenia. Martwi zwłaszcza to, że SLD nie potrafi przyciągnąć do siebie młodzieży, która jest dziś niemal wyłącznie prawicowa. Historia odgrywa tu niebagatelną rolę. Po stronie Sojuszu nie widać zaplecza intelektualnego, które miałoby pomysł jak historię wykorzystać dla własnych celów. A wydaje się to nie trudne, bowiem lewica nie ma powodów, aby wstydzi się swojej historii. Obok Jarosława Kaczyńskiego aż roi się od młodych gwiazd, drapieżnych i bezwzględnych. Podobnie przy Grzegorzu Schetynie, przy którym znajdują się wyrachowani politycy młodego pokolenia. Dziś młodzież nie jest przyszłością lewicy, tylko starsi wyborcy. I to do nich powinni zabiegać w pierwszej kolejności liderzy SLD, aby nie stracić tego, co najcenniejszy, żelaznego elektoratu. Ale jeśli dziś nie podejmie się wysiłku, aby zdobyć zaufanie młodych, to elektorat SLD umrze śmiercią naturalną. Jeśli Włodzimierz Czarzasty nie znajdzie na to recepty, będzie ostatnim przewodniczącym SLD.

 

SLD może być w sejmikach

języczkiem u wagi i stać się niezbędnym elementem układanki w walce z PiS. Wynik w sejmikach nie jest taki zły, jak wynik Andrzeja Rozenka w Warszawie, który miał gorszy wynik od Sebastiana Wierzbickiego w 2014 roku, gorszy nawet niż sam osiągnął w 2014 startując z własnego komitetu. SLD w Warszawie nie wyciągnęło wniosków z klęski Magdaleny Ogórek. Elektorat lewicy jest wrażliwy i pamiętliwy. Nie lubi, gdy ma reprezentować go ktoś, kto wcześniej robił wszystko, żeby Sojusz zniszczyć. A taka była droga parlamentarna Rozenka w Sejmie jako posła Ruchu Palikota, kiedy głosował za najbardziej antyspołecznymi postulatami. Włodzimierz Czarzasty z gronem najbliższych współpracowników wykonał gigantyczną pracę podczas tych wyborów odwiedzając ponad 160 powiatów. To było widać, czego efektem jest przekroczenie progu. A mając na uwadze fakt, że SLD wypadł z Sejmu, był wewnętrznie podzielony, wszyscy wieszczyli, że to już koniec. Sojusz nadal pozostaje jedyną lewicą w kraju, na która chce głosować społeczeństwo.

 

Żadnej partii

nie udało się zaistnieć w kontrze do SLD. Wybory europejskie powinny skłonić liderów Sojuszu do zawarcia szerokiej koalicji z Robertem Biedroniem na czele, który również nie uległ pokusie przejścia do tzw. Koalicji Obywatelskiej, zachowując swoją tożsamość i wykazując się przy tym wielką odwaga cywilną. Zapłacił za to ogromną cenę, wściekle zaatakowany przez liberalny mainstream. Jeśli za rok zabraknie choćby skromnej reprezentacji SLD w Sejmie to wiem, że długo nie będzie w Polsce żadnej lewicy. Czego sobie i wyborcom lewicy nie życzę. Przyszłoroczne wybory parlamentarne będę bojem o przetrwanie. Wszystkie ręce na pokład.