Co połączy lewicę?

Rozmowy na temat koalicji lewicowej – czy to zaledwie potencjalnej, czy to, obecnie, już w miarę ustalonej – opierały się dotąd na bezmyślnym wymienianiu szyldów. Ledwie pomyślano o kryteriach selekcji takiej koalicji, chociaż, zdawałoby się jasne, że polityczna współpraca powinna być podporządkowana pewnym wspólnym wartościom. Sojusz Razem – SLD – Wiosna, a do tego inne organizacje, jak PPS (od dawna sojusznik SLD), cztery lata temu byłby nie do pomyślenia. Co miałoby połączyć te podmioty dziś?

SLD przez lata niszczyło autentyczną lewicowość, wiążąc się z neoliberalizmem i wyjątkowo agresywnym neokonserwatywnym atlantyzmem. Tymczasem jedno i drugie powinno być dla współczesnej lewicy przedmiotem najsurowszej krytyki. SLD byłoby ciągle potężną siłą, gdyby nie antyspołeczne reformy, które wprowadzano za jego rządów. Mimo wszystko zachowało mocną strukturę, a ludzie o lewicowych poglądach z jakichś powodów – choćby z przyzwyczajenia – na nich głosują.
Pogrzebanie SLD zdawało się sprawą priorytetową dla Razem i Adriana Zandberga, pamiętającego grzechy Sojuszu. Udało się osiągnąć tyle, że Sojusz nie wszedł do parlamentu, co miało wpływ na nastanie dominacji PiS. Co do przejęcia elektoratu SLD – tu Razem nie miało już pomysłu. „Antykomunistyczna” retoryka Razem zraziła do fioletowych barw wielu potencjalnych wyborców, nie tylko zresztą z puli zwolenników SLD. „Polityka historyczna” Razem jest mdła, groteskowa i nieuczciwa. Fakt, program społeczny tej partii był dużo lepiej przemyślany i atrakcyjny, choć momentami stanowczo zbyt zachowawczy. Neoliberalizm negowano w nim tak, by nie przestraszyć elektoratu Nowoczesnej. Ludowi przepojonemu drobnomieszczańską mentalnością aktywiści Razem nie potrafili wytłumaczyć zasad funkcjonowania 75 proc. progresywnego podatku dochodowego.
Razem i SLD z pewnością łączy przekonanie, że miejsce Polski jest we wschodniej flance NATO. Tu zresztą podobnego zdania są także PiS i PO, inną opinię ośmiela się ze startujących ugrupowań wyrazić jedynie Zgoda. Fakt, Razem czasem potępiało radykalny neokonserwatyzm. Miała znaleźć się cela dla Leszka Millera za tajne więzienia CIA, krytykowano zbytnią służalczość PiS wobec USA. Teraz cela już się raczej nie znajdzie, a samego atlantyzmu ani baz NATO w Polsce nigdy nie zakwestionowano. Na postulaty zmiany polityki zagranicznej raczej nie ma się więc co spodziewać po tej koalicji. Nie wierzę w cudowne nawrócenie.
Trudno mi też uwierzyć w wysunięcie stanowczych postulatów natury socjalnej. Tu decydujące będzie, komu ta koalicja bardziej będzie chciała odbierać głosy. Elektorat PiS jest zdecydowanie bardziej antyneoliberalny, a jednocześnie ślepy na elementy neoliberalizmu w polityce rządu, który miesza porządki: globalno-wolnorynkowy ze świadczeniami socjalnymi znanymi z faszystowskich Włoszech czy III Rzeszy. Program Razem jest nieporównywalnie bardziej prospołeczny i konsekwentny, ale już wśród działaczy Wiosny i SLD krytyka np. 500+ ma zdecydowanie liberalny charakter. Obawiam się, że może to w centrolewicowej koalicji przeważyć. Radykalne postulaty społeczne z pozycji lewicowych i patriotycznych mogłoby odsunąć od partii rządzącej część wyborców. W tym układzie raczej marne na to szanse.
Najmocniejszą szansę na odnalezienie przez koalicjantów wspólnych celów i wartości daje „pierwszorzędny drugorzędny” temat „dekomunizacji”. Postulat likwidacji IPN wysuwało SLD, choć nie zrobiło tego, będąc u władzy. Spaskudziło się nawet poparciem dla ustanowienia Dnia Żołnierzy Wyklętych czy „rehabilitacją” Ryszarda Kuklińskiego, chyba nie zdając sobie sprawy z konsekwencji takiego postępowania. Tak daleko posunięta „dekomunizacja” i tzw. „dezubekizacja” jest nie na rękę nie tylko wyborcom SLD, ale i całemu społeczeństwu polskiemu. Postulat likwidacji IPN wysuwał też Robert Biedroń, zanim założył Wiosnę.
Razem częstokroć podkreślało swoje przywiązanie dla tradycji PPS i Daszyńskiego. Towarzyszyło temu podkreślanie „demokratyczności” postulowanych przez nich wartości do granic takiego absurdu, że nawet Bernstein by się przeżegnał. Razem niepotrzebnie nadbudowało swoje socjaldemokratyczne stanowisko powielaniem antykomunistycznych kalek prawicy. Mogłoby być partią socjaldemokratyczną, która uczciwie ustosunkuje się do dorobku Rewolucji Październikowej czy Polski Ludowej. Broni na razie z pozycji rewizjonistycznych Marksa (przecież nie odpowiedzialnego za utworzenie ZSRR…) i dąbrowszczaków (wszak walczących o demokrację). Liczę, że włączy się bardziej aktywnie przeciw dekomunizacji, która uderza również w ich patronów.
Mateusz Morawiecki niedawno mówił o „obecności myśli socjalistycznej w programie PiS-u”. To duże nieporozumienie, jednak mogą znaleźć się osoby, które potraktują poważnie taką deklarację, za co częściowo winę ponoszą środowiska związane z Nowym Obywatelem i Lewicowo.pl, styropianowa lewica i socjalna prawica. Tymczasem PiS to neosanacja, neopiłsudczykowska prawica, zafascynowana przedwojennym neokolonialnym, półfeudalnym polskim kapitalizmem i do pewnego stopnia etatyzmem. Tamten monopolistyczny kapitalizm nie sprzyjał chłopom, robotnikom ani klasie średniej. PiS jak żadna inna partia zwalcza wszelkie przejawy lewicowości – może pójść w ślady swoich historycznych idoli i zacząć lewicowych aktywistów zwyczajnie prześladować.
Postulat likwidacji IPN mógłby być jedynym powodem do zagłosowania na „centrolewicową koalicję”. Być może to – w tak zarysowanej perspektywie, gdy Ziobro zapowiada ściganie za cytowanie Marksa – i tak powód całkiem niezły. Chciałbym mieć tych powodów więcej, nie jestem jednak człowiekiem aż tak wielkiej wiary. Liczę więc na to, że SLD, Razem, Wiosna, PPS i pozostałe podmioty lewicowej koalicji przeciwstawią się tej „totalnej dekomunizacji” godzącej w prawa człowieka w ramach liberalnej demokracji. Taki fundament porozumienia i współpracy jest w ich zasięgu.

Wspólny start szansą dla lewicy

Na trzy miesiące przed wyborami parlamentarnymi w zasadzie już wykrystalizowała się scena polityczna.

Zamiast rywalizacji dwóch bloków za i przeciw PiS, jak to miało miejsce przy wyborach do Europarlamentu, walczyć będą cztery ugrupowania mające szanse – choć różnie dziś oceniane – na uzyskanie mandatów poselskich. Dzięki temu, że Koalicja Europejska rozdzieliła się na trzy odrębne listy głosujący mają łatwiejszy wybór poprzez możliwość poparcia określonej orientacji politycznej a nie oddawania głosu na eklektyczną koalicję, gdzie ich głosy pomogłyby w przepchnięciu do Sejmu kandydatów z innych partii. W ten sposób wyborcy lewicowi pozbędą się dylematu czy stawiając np. iksa przy nazwisku startującego z siódmej pozycji kandydata Lewicy przypadkiem nie wepchną do Sejmu jedynkę z Platformy. Dzięki rozpadowi Koalicji Europejskiej do środowisk opozycyjnych powrócił też pluralizm, który jest nie tylko bardziej naturalny i zrozumiały dla wyborców, lecz także może okazać się bardziej skuteczny niż sztuczna jedność. Wprawdzie w jedności może być siła, jednak jedynie w przypadku, gdy taka jedność jest skuteczna.
Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego byłem zdania – czemu dałem publicznie wyraz na łamach Dziennika Trybuna – że lewica, wówczas SLD, powinna startować samodzielnie po to, aby mieć rozeznanie co do skali poparcia ze strony wyborców. Wybrano inny wariant, który z kolei wykazał na jakie wsparcie może liczyć szeroka koalicja opozycyjna a tym samym poddał weryfikacji jej sensowność. Stosunkowo słaby, co by nie mówić, a przynajmniej daleki od sondaży i oczekiwań wynik Koalicji Europejskiej udowodnił, że w tej formule opozycja nie ma szans na odsunięcie PiS od władzy, co było jej celem strategicznym. Starcie jedynie dwóch bloków – Zjednoczonej Prawicy i Koalicji Europejskiej doprowadziłoby do tego, że tylko te dwie struktury przedostałyby się do Sejmu, gdzie PiS nadal miałoby większość zapewniając sobie kontynuację rządów na następną kadencję.
Wydaje się, że świadomość tego faktu dotarła do liderów ugrupowań opozycyjnych. Pozostało tylko pytanie, kto weźmie na siebie rolę likwidatora koalicji. I tu odnalazło się PSL ogłaszając z niej wystąpienie. Był to racjonalny krok, który został natychmiast skrytykowany przez dogmatyków sztucznej opozycyjnej jedności. Ludowcom zarzucano, że w ten sposób torują drogę dla przedłużenia władzy PiS, choć czysta kalkulacja wskazuje na coś wręcz przeciwnego. Co prawda argumentacja PSL była cokolwiek absurdalna, co zresztą w warunkach polskich nie powinno nikogo dziwić. Twierdzono mianowicie, że PSL-owi nie po drodze jest koalicyjne współżycie z SLD, choć taka koegzystencja bynajmniej mu nie przeszkadzała w eurowyborach o koalicyjnych wspólnie z SLD rządach nie wspominając. Nagle objawiona niechęć PSL do lewicy znajduje swoje oficjalne uzasadnienie. Otóż kierownictwo tej partii ubrdało sobie, że mieszkańcy wsi, których uważa za swoją ostoję wyborczą, są z natury rzeczy konserwatywni i kośćiółkowi w związku z czym taki też kierunek programowy należy przyjąć. Jest rzeczą oczywistą, że z takim programem nie przeskoczą PiS nawet gdyby usiłowali przebić ich w licytacji kto jest bardziej przeciwni prawu do aborcji, związkom partnerskim itd. Jednak i tu można by dostrzec pewną logikę. Taką mianowicie, że ludowcy chcieliby zagospodarować tę część elektoratu, która jest co prawda religijna i obyczajowo konserwatywna, lecz z różnych powodów może nie chcieć głosować na PiS i woli bliższych jej sielskich swojaków niż miastową inteligencję. PSL zapewne bierze też po uwagę i to, że z reguły dołuje w przedwyborczych sondażach, lecz w efekcie przekracza próg wyborczy.
Wszystko to trzymałoby się przysłowiowej kupy gdyby nie cokolwiek dziwaczny pomysł formowania przez PSL Koalicji Polskiej – tak jak by w naszym kraju ktoś zamierzał utworzyć np. Koalicję Rumuńską. W praktyce okazało się, że jedyną strukturą chcącą pójść do wyborów wspólnie z ludowcami jest to, co jeszcze pozostało z formacji Kukiz’15. Dla jej lidera jest to ostatnia deska ratunku, ostatnia szansa dostania się do Sejmu. W przeciwnym bowiem razie popadłby w polityczny niebyt do spółki z innymi ongiś głośnymi politykami. Tłumaczenie Pawła Kukiza, iżby miał za mało czasu i pieniędzy na zebranie wymaganej liczby popierających podpisów brzmi dosyć interesująco. Zwłaszcza w kontekście poprzednich wyborów, gdy znanemu jedynie z estradowych a nie politycznych występów Kukizowi jakoś udało się zebrać podpisy dla nowego i nikomu nieznanego ugrupowania. Obecnie Paweł Kukiz jest znany w kraju i być może gdzieniegdzie zagranicą. Znany jest również jego ruch obecny i aktywny w Sejmie a jego przedstawiciele udzielają się w mediach. Kukiz jednak nie powiedział tego o czym i tak już wszyscy wiedzą. Tego mianowicie, że nie może już liczyć na prawicowych sponsorów, że brakuje mu chętnych do startu z listy ugrupowania mającego niepewne wyniki sondażowe, że jego eklektyczna formacja formacja po prostu się rozsypuje i została ograniczona do grona jego najbliższych współpracowników, którzy liczą już tylko na kontynuację działalności poselskiej pod parasolem Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Wracając do PSL. Gdyby jednak ludowcom udało się przekroczyć barierę 5% to doprowadziłoby to do uszczknięcia tych kilku procent, które PiS potrzebuje do samodzielnego rządzenia a tym bardziej do większości konstytucyjnej. Choć w polityce, zwłaszcza polskiej, wszystko jest możliwe to jednak nie widzę perspektywy wspólnego rządu PiS-PSL. Pisowcy bowiem potrafią się dogadywać jedynie z podporządkowanymi sobie ugrupowaniami tworzącymi Zjednoczoną Prawicę, lecz nie z co prawda słabszym, lecz jednak samodzielnym partnerem. Wystarczy przypomnieć sobie koalicję z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin.
Można też domniemywać, że rozpad Koalicji Europejskiej był również na rękę Platformie Obywatelskiej. Schetyna prawdopodobnie zdał sobie sprawę z tego, że przy pomocy powtórki z tejże Koalicji nie wygra z PiS-em i przyjął do wiadomości to, że nadal pozostanie w opozycji, gdzie będzie pełnić rolę przywódcy. Dla Platformy utrzymanie sojuszu z PSL a zwłaszcza z Lewicą oznaczałoby oddanie im kilku mandatów poselskich tak jak to miało miejsce w przypadku eurowyborów. A tak będzie miał do dyspozycji większą własną ekipę nad którą łatwiej będzie mu panować. Nowoczesna i Inicjatywa Polska są mu potrzebne nie tyle dla pozyskania większej ilości głosów, lecz raczej w tym celu aby móc zachować szyld koalicji. Jest to wygodny pretekst do tłumaczenia: przecież to nie myśmy rozwalili koalicję, to oni nie chcieli dłużej z nami współpracować.
Z kolei samodzielny start Lewicy to także duża szansa powrotu do Sejmu. W zakresie sojuszy lewica ma już sprawdzone doświadczenia z okresu pierwszych i drugich po 1989 r. wyborów parlamentarnych. Wówczas Sojusz Lewicy Demokratycznej był rzeczywiście sojuszem skupiającym różne partie i ugrupowania lewicowe, związki zawodowe i organizacje społeczne. Mimo tego, że wówczas SdRP była jedyną liczącą się partią lewicową, to Sojuszowi udało się przekroczyć próg wyborczy. Obecnie dawny SLD a obecnie Lewica jest dodatkowo wsparta przez Razem i Wiosnę mającą realne poparcie społeczne. Zbieżność podstawowych celów poszczególnych formacji lewicowych wydaje się być na tyle bliska, że dałoby się skleić w jedną całość wszystkie ich sensowne propozycje programowe pozostawiając na uboczu kwestie sporne i nie mające pierwszorzędnego znaczenia. Powstałoby wówczas coś w rodzaju iloczynu zbiorów co jest pojęciem zrozumiałym dla tych, którzy uczyli się podstaw logiki. Liderzy lewicowych ugrupowań zadziałali zgodnie z maksymą: chcieć to móc. Warto aby tę zasadę przyswoili sobie
również wyborcy.

Tylko polska lewica chce wygrać z PiS-em

Wystąpienie przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierza Czarzastego,
Łódź, 18 lipca 2019 r.

Na wstępie pragnę podziękować panu Grzegorzowi Schetynie, pani Małgorzacie Tracz oraz pani Katarzynie Lubnauer na współpracę w ramach Koalicji Europejskiej. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w ramach tego projektu Sojusz Lewicy Demokratycznej wziął 6% głosów w skali całego kraju. 50% osób, które głosowało na Koalicję Europejską dziś uważa, że to najlepszy projekt w Polsce na zwycięstwo z PiS-em. My, jako SLD, czekaliśmy do końca i dzisiaj ze zdziwieniem zobaczyliśmy, jak projekt, który dał 38% głosów Polek i Polaków został rozwalony. 38% Polek i Polaków głosowało na pół roku przed wyborami parlamentarnymi na projekt demokratyczny, największy po polskiej transformacji z 1989 r. projekt jednoczący polską opozycję. Dzisiaj niektórzy członkowie tego projektu z niego zrezygnowali i muszę przyznać, iż jestem tym zadziwiony.
Przyjrzyjmy się studium rozpadu wiary w zwycięstwo. Wpierw koalicjanci SLD stworzyli ułomne wrażenie, że najważniejsze są wybory do Senatu, zapominając, iż to Sejm tworzy prawo. Zaczęto opowiadać, iż dużym sukcesem nie będzie zwycięstwo, ale doprowadzenie do sytuacji, w której PiS nie zdobędzie konstytucyjnej większości w polskim parlamencie. Następnie przez miesiąc przeciągano decyzję, nie potrafiono jej podjąć i wypowiadano uwagi w mediach, iż na listach powinni być jedni a nie drudzy politycy. Zaczęto prowadzić rozmowy polityczkami i politykami SLD oraz lewicy, co możliwości ich startu na listach Platformy Obywatelskiej. Mówiono o niektórych polityczkach i politykach Sojuszu, iż nie będą mogli startować z list Koalicji Europejskiej, ponieważ mają swoją przeszłość. W tym miejscu należy przypomnieć, iż swoją przeszłość ma dwukrotny prezydent naszego kraju Aleksander Kwaśniewski, swoją przeszłość mają również: Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Belka oraz Józef Oleksy. My z tej przeszłości jesteśmy dumni, ponieważ oni zostali wybrani przez obywatelki i obywateli naszego kraju. Nikt nikomu nie będzie mówił kto ma lepszą, a kto gorszą historię, to jest nasza przeszłość, która dała Polsce transformację ustrojową, Konstytucję z 1997 r. oraz wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej.
SLD opuszcza Koalicję Europejską jako ostatni, ponieważ wierzyliśmy w ten projekt i uważaliśmy, że jedna lista to najlepsza droga do zwycięstwa w wyborach.
Ocena. PSL wybrał niejasną drogę, na granicy współpracy z PiS-em. Grzegorz Schetyna, lider Platformy Obywatelskiej, abdykował z pozycji lidera opozycji. Grzegorz Schetyna, jako szef największej partii w koalicji partii opozycyjnych był liderem tejże opozycji. Przewodniczący PO miał ogromną szansę, aby być przywódcą polskiej demokracji, dzisiaj abdykował. Grzegorz Schetyna stworzył wielki projekt, ale nie potrafił go obronić. Zabrakło odwagi, wiary oraz umiejętności liderskich na trudne czasy, a liderem jest się głównie w czasach trudnych. W łatwych sytuacjach, kiedy decyzje do podjęcia są łatwe liderem potrafi być każdy. Zwyciężyły partykularyzmy partyjne, wewnętrzne dyskusje o jedynkach, małostkowe pretensje oto kto wziął 5, kto 12, kto 14 mandatów do Parlamentu Europejskiego oraz to ile kto powinien wziąć.
Grzegorz Schetyna, człowiek o którym mówię dobrze, zrobił wielki krok w stronę zwycięstwa PiS-u. Informowanie na konferencji prasowej, iż satysfakcjonujące będzie to, iż Koalicja Obywatelska weźmie ponad 38% głosów, to jest przyznanie się do tego, że zaprzestano walki o zwycięstwo. My, jako SLD, nigdy się na to nie zgodzimy. Nie zgodzimy się na to, aby przestać walczyć o zwycięstwo z PiS-em. Dzisiaj trzy partie: Platforma Obywatelska, Nowoczesna oraz Inicjatywa Polska zawiązując Koalicję Obywatelską mówią – dość z partyjniactwem. Są granice absurdu. To jest ściema, kiedy trzy partie tworzą komitet partyjny i mówią – dość z partyjniactwem i zapraszają na swoje listy. Dziękujemy, mamy swoje listy.
Za chwilę zostanie stworzona narracja, że warto głosować tylko na Koalicję Obywatelską, ponieważ głosy oddane na inne bloki zostaną stracone. Mam nadzieję, że nikt nie da się na to nabrać.
Nie chcę być z kimś, kto nie chce wygrać. Ktoś musi mieć wiarę w zwycięstwo, ktoś musi mieć w takim momencie jaja. Dlatego mówię jasno – budujemy Blok Lewicy! Dzisiaj o 20.30 nastąpi spotkanie pana Adriana Zandberga i pana Roberta Biedronia oraz przedstawicieli SLD. Zapraszamy wszystkich na lewicy, z Partią Zieloni na czele. Stworzymy Blok Lewicy, a słowo „lewica” będzie odmieniane we wszystkich przypadkach. Na sobotę Sojusz Lewicy Demokratycznej zwołał Zarząd partii, mamy na tę chwilę gotowe listy wyborcze, ale w ramach współpracy z ugrupowaniami na lewicy będziemy tworzyli wspólne listy. Nasza koalicja będzie zapraszała wszystkie podmioty lewicowe, samorządowców, wszystkich tych, którzy będą chcieli z jej list wystartować.
Lewica wyciągała nasze państwo z kłopotów, tzw. „Dziura Bauca” jest tego najlepszym przykładem i tak będzie i tym razem. Wracają z pełną godnością hasła, które nigdzie nie zginęły, hasła: państwa świeckiego; państwa praworządnego; walki o prawa kobiet, o prawa mniejszości, walki o prawdziwą politykę historyczną; walki oto, aby Konstytucja, którą polska lewica dała naszemu krajowi, była wypełniana; walki z problemem mieszkalnictwa. Polska powinna być zakorzeniona tam gdzie wprowadziła ją polska lewica – w Unii Europejskiej. Przypominam, iż obecnie polska lewica ma 8 eurodeputowanych w Parlamencie Europejskim.
Tylko polska lewica chce wygrać z PiS-em, nie chcę siedzieć w ławach opozycji przez 4 lata. Jeżeli komuś się wydaje, że za 2 lata zła sytuacja ekonomiczna pozbawi Jarosława Kaczyńskiego władzy, to za te dwa lata możecie być już w więzieniu.

Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD
Łódź, 18 lipca 2019 r.

Razem w przedpokoju SLD?

Czy działacze i działaczki Lewicy Razem wystartują do Sejmu z list Sojuszu Lewicy Demokratycznej? Chociaż taki scenariusz wydawać się mógłby kompletnie egzotyczny, to jednak jeszcze dwa dni temu był przedmiotem zupełnie poważnej dyskusji i głosowania na forum Rady Krajowej Razem. Ostatecznie przepadł zaledwie pięcioma głosami.
Spekulacje o tym, czy wyborcy w Polsce doczekają się w końcu lewicowej koalicji z udziałem wszystkich podmiotów deklarujących poglądy socjaldemokratyczne, socjalistyczne czy też ogólnikowo progresywne, nie ustają. Czy SLD (zgodnie z wolą większości swojego aktywu) wyląduje znowu w koalicji z neoliberałami, czy jednak dogada się z Razem? Co będzie z Wiosną? Czy porozumienie Razem z Ruchem Sprawiedliwości Społecznej i Unią Pracy będzie jeszcze kontynuowane w praktyce? Jak dowiedział się Portal Strajk, w Lewicy Razem (taką pełną nazwę przyjęli w tym roku karminowi socjaldemokraci) bardzo poważnie rozważany był jeszcze jeden scenariusz. Chodziło o start członkiń i członków Razem wprost z list SLD, nie w formie koalicyjnej. Jak powiedział Portalowi Strajk jeden z członków Rady Krajowej Razem, pomysł bardzo podobał się trójce najbardziej rozpoznawalnych działaczy partii.
– W dużej mierze pomysł był forsowany przez triumwirat Zawiszę, Zandberga i Koniecznego, bo wiadomo, że jedynki, które oni chcieliby dostać, byłyby spokojnie do dogadania (nie tak, jak np. z Wiosną). Myślę, że prawica partyjna też pozytywnie oceniała taką opcję – powiedział nam aktywista. Ostatecznie z takiego planu działania nic jednak nie wyszło, gdyż na forum Rady Krajowej większość była jednak za wykluczeniem wspomnianego scenariusza. Start z list SLD jako propozycję w negocjacjach dopuszczało 15 osób, 20 miało zdanie przeciwne.
Osobną kwestią jest sam stan negocjacji Razem-SLD. Z informacji Portalu Strajk wynika, że rozmowy w istocie nie są prowadzone. – To niczym serial który ma już za dużo odcinków – powiedział nam inny aktywista zasiadający w Radzie Krajowej. – Razem jest dla SLD planem awaryjnym, w przypadku, gdyby PO wysłało ich na księżyc. Ale koalicji nie chcą, bo boją się ośmioprocentowego progu. Według działaczy Lewicy Razem, z którymi rozmawialiśmy, porozumienia z PO chciałaby także… Unia Pracy, niedawny koalicjant ich partii. Tyle, że trudno sobie wyobrazić, by zdobyła uznanie Grzegorza Schetyny. Co do Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, jego lider jest „otwarty na różne opcje”, ale start z Razem to nadal dla niego wariant optymalny. A co z Wiosną, której lider w wywiadzie dla OKO.press zapewniał 7 lipca, że „rozmawia cały czas” nie tylko z Włodzimierzem Czarzastym, ale też z Adrianem Zandbergiem? Nasi rozmówcy z Razem reagują kategorycznie: to nieprawda. – Były jakieś kurtuazyjne rozmowy z Gawkowskim, ale to było dawno temu. Głównie po to chyba, żeby móc o tym mówić w mediach. Na takiej samej zasadzie można powiedzieć, że Wiosna rozmawiała z KOD-em czy Obywatelami RP. To jakieś żarty – podsumowuje jeden z członków Rady Krajowej.

Zwycięstwo rozumu i rozsądku

Bez stanu wojennego nie byłoby Okrągłego Stołu ani nie dokonałyby się głębokie przeobrażenia, które zmieniły i Solidarność, i sposób myślenia władzy…
Przeciwstawiam się tworzeniu czarno-białego wizerunku: „anielskie hufce Solidarności” i „diabelskie hordy władzy, komuny”. Przeciwstawiam się i odwrotnej klasyfikacji.

Generał Wojciech Jaruzelski

Obserwując i analizując publicystykę wokół 30 rocznicy Okrągłego Stołu, w pewnym momencie uznałem, iż dalsze kontynuowanie tematu niewiele wniosłoby nowego. Jednakże szybko zmieniłem zdanie, po wysłuchaniu komentarzy i obejrzeniu uroczystych obchodów 30 rocznicy wyborów 4 czerwca oraz przeczytaniu kilku publikacji dziś „słusznego” nurtu (na więcej nie pozwala zdrowie).
Podzielam w pełni treść wzywającą do sięgnięcia po rozum w ocenie faktów, po rozsądek w potępianiu dorobku „pokolenia PRL” i gratuluję zdrowia oraz wytrzymałości psychicznej jaką ujawnił Pan Minister Krzysztof Janik w publikacji „Dwa mity i konstatacja” („DT”, 7-9 czerwca, 2019 r.). Podobny kierunek oceny i myślenia o tej rocznicy, jej komentatorach i różnej klasy mentorach zaprezentował prof. Andrzej Friszke, pisząc: „Przełom 1989 roku to była delikatna, skomplikowana polityka w skomplikowanej relacji międzynarodowej i trzeba mieć wiedzę, aby to zrozumieć” (DT”, 5-6 czerwca, 2019 r.). Z obu tych publikacji nasuwa się ponura konstatacja – czyżby dziennikarze i publicyści wypisujący różne głupstwa, nie mieli nawet uczniowskiego wstydu przed nauczycielem, któremu na pytanie nie potrafią udzielić logicznej odpowiedzi? Czyżby ci dorośli ludzie, firmujący codzienną, medialną pracę swoim nazwiskiem nie mieli poczucia własnej godności, honoru, nawet przed najbliższą rodziną?
Stan wojenny a Okrągły Stół
Ktoś z Państwa Czytelników może zapytać: co „Stan” ma wspólnego z tym „Stołem”, dzieli ich przecież 8 lat?. Tu, nawiasem mówiąc, taka historyczna ciekawostka, porównanie – 8 lat po zamachu majowym, utworzono obóz w Berezie kartuskiej (1934) oraz nasiliły się zjawiska antydemokratyczne. 8 lat po stanie wojennym (1989), powstał pierwszy w bloku wschodnim rząd, kierowany przez ludzi wywodzących się z opozycji. Nasuwa to odpowiedź – stan wojenny był ratunkiem dla Solidarności. W pierwszej kolejności dla jej kierownictwa centralnego, w drugiej – dla terenowego, w trzeciej – dla tysięcy członków, głównie robotników, którzy im uwierzyli. Uchronił, szczególnie władze związku przed Sybirem. Jeśli ktoś ma inne zdanie, więc zapytam dobitnie – po kogo by przyszli „z bratnią pomocą”, inspirowani z Pragi i Berlina towarzysze radzieccy? Przecież nie po gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka, ani premiera Rakowskiego i ministra Cioska. Te osoby nie głosiły żadnych absurdalnych na tamte czasy tez i pomysłów, podburzających ludzi, robotników w tych państwach i nie tylko. Co najwyżej byłyby dziś winne odpowiedzialności za brak reakcji na ciągłe akcje strajkowe, protestacyjne, różne wywózki na taczkach, tak negatywnie oddziałujące na sąsiednie kraje.
Sądzę, że jeszcze miliony Polaków mają świadomość takiego rozwoju sytuacji skrajnej, z jaką należało się liczyć. To byłaby głównie polska krew i łzy, rozpacz tysięcy, może kilku milionów ludzi, którzy w latach 50. budowali Nową Hutę (patrz Przegląd nr 17-18), 60-80, inne zakłady przemysłowe, za bezcen sprzedane i rozdane po 1989 r. Wspomina tamten dorobek ludzi pracy okresu PRL, Pan prof. Jerzy Wiatr („Między lipcem a czerwcem”, „DT”, 7-9 czerwca, 2019 r.). To skrótowe uzasadnienie wielu może nie przypaść do gustu – szerzej odpowiem tekstem pt. „Kto uratował Solidarność”. Już teraz zachęcam do przejrzenia choćby protokołów z posiedzeń KK w Gdańsku, wspomnień Lecha Wałęsy, np. „Droga nadziei”, wyd. 1988 r. Proszę też sięgnąć po relacje z rozmów Generała z Janem Pawłem II, w których wątek Solidarności wciąż był obecny, przewijało się tam oczekiwanie aż w Solidarności „gorące głowy ochłoną”. Kolejny już raz cytuję słowa Papieża: „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy, ale przecież jest Pan także patriotą” , czego dopominały się osoby oddające Generałowi hołd w 5 rocznicę odejścia. Byłoby obrazą Świętego Polaka i rozumu pytanie – czy Papież nie wiedział co mówi, co zawiera w słowie „patriota”. Wielu publicystów i historyków nie może tego pojąć, zrozumieć nawet po 35 latach od II pielgrzymki.
Na wnikliwą analizę i uwagę zasługuje taka ocena prof. Karola Modzelewskiego: „Miałem świadomość, którą mieli też doradcy, że jesteśmy w sytuacji śmiertelnego ryzyka, bo porozumienie sierpniowe i rozlewający się na całą Polskę ruch strajkowy doprowadziły do takiej sytuacji, którą dobrze by było zamrozić. W tym sensie, żeby niezależny ruch masowy, ruch robotniczy, bo to trudno nazwać tylko ruchem związkowym, mógł współistnieć z istniejącym systemem, przynajmniej z jego częściami, które udałoby się zmieścić w Układzie Warszawskim… Rządzi państwem partia, która ma zaufanie Moskwy, partia nie wtrąca się do spraw związkowych, a związek rządzi się sam. Trzeba tak przebudować państwo, żeby istnienie dwóch takich podmiotów go nie rozwaliło. Świadomość tego, że to wymaga przebudowy państwa, wynikała z przebiegu wydarzeń, więc we mnie się rodziła z czasem” („Modzelewski – Werblan.Polska Ludowa”, Warszawa 2017, s. 429). Zwracam uwagę – „śmiertelne ryzyko”. Tu Profesor nie wyjaśnia jego istoty. Wiedząc, iż był doradcą Solidarności, więc zagrożenie tej formacji miał na myśli. Osobiście miałem zaszczyt kilkakrotnie rozmawiać z Profesorem, akcentowałem różnice ocen, także odnośnie sensu i celu stanu wojennego, roli doradców oraz ekspertów, którzy – jak się okazywało – mieli niezbyt wiążący wpływ na decyzje KK, pewien szerszy ogląd sytuacji uzyskiwali po latach. Raz wręcz złośliwie stwierdziłem: „Od Generała oczekiwaliście mądrej po waszej myśli decyzji, nie liczącej się z zewnętrznym otoczeniem. Do tego chętnie mówicie o tzw. betonie partyjnym, nie zastanawiając się kto zza granicy dość chętnie go słuchał i wspierał, co Generał miał z tym fantem zrobić”. Pytałem wręcz w tonie przygany – „Czy nie poczuwacie się do odpowiedzialności za atmosferę, stan nastrojów wśród członków Solidarności, przecież ją kształtowaliście! Kto miał i jak naprawiać wasze pomyłki”. A myśl o „zamrożeniu sytuacji” – dziś oceniam jako pewien skutek tamtych rozmów. Pytałem: „Kto i jakimi metodami, środkami i kiedy miałby to uczynić? Czy stan wojenny nie był dla Panów formą ulgi wobec poczynań wewnętrznych Solidarności, w których widzieliście „samobójcze zagrożenie”, czemu już nie mogliście niczym zaradzić?”
Odczuwam ogromny żal do Losu, że Profesor odszedł aż tak szybko, za szybko. Każda rozmowa była lekcją historii, mądrego myślenia o Polsce. Profesor w książce pt. „Dokąd od komunizmu?” (Warszawa 1993) potrafił dostrzec i ocenić obiektywnie, co stało się po przejęciu władzy w 1989 r.: „Do dziś jestem pod wrażeniem łatwości, z jaką elity, wyłonione przez pracowniczy ruch, dokonały zwrotu o 180 stopni, porzucając wartości uznawane dotąd za naczelne kryterium polityki społeczno-gospodarczej”.
Państwa Czytelników pytam i proszę o ocenę – czy Solidarność chciała „zmieścić się w Układzie Warszawskim”, w ówczesnych realiach ustrojowych i gospodarczych. Kładę akcent na realia gospodarcze i pytam – co Solidarność uczyniła w odpowiedzi na apel Generała o 90 spokojnych dni, będący swoistym wstępem do reformy gospodarczej podjętej w 1982 r. A jak Solidarność odniosła się do referendum gospodarczego, dlaczego namawiała członków do odrzucenia proponowanych założeń, do bojkotu tego „samosprawdzianu” Polaków?
A realia ustrojowe? Kto pamięta istotę Spotkania Trzech, zgłoszoną wtedy przez Generała propozycję powołania Rady Porozumienia Narodowego, która miałaby inicjatywę ustawodawczą? Pisałem o tym kilka miesięcy temu. Dlaczego Lech Wałęsa był przeciw, co w tym względzie uczynili doradcy i eksperci, by szybko naprawić błąd przewodniczącego? Czy w 1989 r. były zagrożenia dla przebiegu obrad i wdrożenia ustaleń Okrągłego Stołu? Jeśli ktoś zaprzeczy, przyjmę to ze zrozumieniem.
Miliony Polaków obserwujący wizytę Michaiła Gorbaczowa u nas w 1988 r., znaną piosenkę Andrzeja Rosiewicza „Michaił, Michaił, ty postroisz mir…” miały podstawy, by nie żywić obaw. A Generał był innego zdania, o czym wspomina Andrzej Gdula w „Przeglądzie” nr 23. Pragnę skierować słowa uznania do Redakcji „Przeglądu”, w tym szczególnie do Pana Roberta Walenciaka, za klika cennych, refleksyjnych publikacji na łamach, odnoszących się do Okrągłego Stołu. Zachęcam Państwa serdecznie do lektury mądrej i kształcącej umysł.
We wspomnianym 23 numerze można przeczytać taką obawę Generała: „Żeby się Kreml w to nie wdał i żeby Gorbaczow dotrzymał słowa”. Widać z tego, iż ten kierunek zmian omówił Generał z Gorbaczowem, wyjaśnił sens i istotę. Co więcej – ta nasza wizja wzbogacała przyjętą pierestrojkę i głasnost’ w ZSRR jako też swoisty „eksperyment”. Czy nie szło o radziecką aprobatę? – może ktoś zapytać. Ze strony Gorbaczowa zapewne nie, wiele razy na tematy gospodarcze rozmawiał z Generałem, wzajemnie znane były poglądy, a szczególnie obawy i wątpliwości. Szło o co innego – reakcję krytycznie, by nie powiedzieć wrogo nastawionej do Gorbaczowa części kierownictwa KPZR. Można ich nazwać – porównując do Polski – partyjnym betonem. U nas nie wyrządził większych szkód, poza fermentem hamującym reformy gospodarcze, społeczne, a szczególnie polityczne. Tam, w ZSRR, wystąpił aktywnie, w postaci przewrotu Janajewa w 1991 r. O ich knowaniach też wiedział Generał, od Gorbaczowa i nie tylko. Przypomnę obawę Jana Pawła II, wyrażoną w rozmowie z Generałem, styczeń 1987 r.: „Dociekliwie wypytywał o Michaiła Gorbaczowa. Uważał go za postać innego wymiaru, niż stara kadra radzieckich decydentów. Twierdził, że Gorbaczow może dużo zmienić w swoim kraju, co będzie miało przełożenie na Polskę i świat”. Powiedział wprost – „Opatrzność zesłała nam Gorbaczowa, oby tylko nie ukręcili mu głowy” – wspominał Generał.
Anielskie hufce, diabelskie hordy… rozum i rozsądek
Optyka patrzenia na 30 rocznicę Okrągłego Stołu przez pryzmat „anielskich hufców”, że w Solidarności, to oczywiste – górowała w mediach. Zwyciężali, tylko nie wiadomo nad kim, o czym Pan Krzysztof Janik pisze ze zgorszeniem, bo wręcz śladowo pojawiały się „diabelskie hordy”. Ale i te „hordy” nie były chyba aż tak „diabelskie”, jeśli dziś publicyści „słusznego chowu” III RP tego nie eksponują. Chwała im, za milczącą aprobatę starań władzy o porozumienie z solidarnościową opozycją, z jej betonem. Dobitnie to dostrzegła i oceniała Margaret Thatcher: „Spotkałam się z przywódcami Solidarności i wielokrotnie radziłam im, aby dążyli do dialogu z rządem i nie ograniczali się do konfrontacji” – przypomina Robert Walenciak („Przegląd” nr 23). To także zagraniczna ocena starań władzy, reformatorskiego skrzydła PZPR na czele z Generałem. Najbardziej skrótowo można powiedzieć, iż premier rządu Wielkiej Brytanii obok Papieża-Polaka, Prezydenta Busha, Mitterranda i oczywiście Gorbaczowa ma wyraźny udział w polskim zwycięstwie rozumu i rozsądku. Po stronie władzy było go dostatecznie wiele, także cierpliwości w pokonywaniu podejrzeń i obłędnej wizji solidarnościowego wyjścia z kryzysu, w którym ma swój udowodniony udział. Generał oceniał to tak: „W Solidarności była warstwa, grupa przywódcza, która postawiła sobie za cel: socjalizm – nie. I szła do tego celu właśnie poprzez rebelię, poprzez działania destrukcyjne, anarchistyczne, mające na celu obalenie istniejącego porządku ustrojowego w Polsce. Jej błąd właśnie polegał i polega – zresztą po dzień dzisiejszy – na tym, że była przepełniona pychą, zarozumialstwem, przekonaniem o swej nieomylności, przekonaniem o słabości władzy. Była przepojona nienawiścią. A nienawiść, jak wiadomo, nie tylko oślepia, ale i ogłupia”.
Gdyby tak Opatrzność, może za radą Świętego Papieża-Polaka, zechciała użyć swej nadprzyrodzonej mocy i jasno pokazać nam, Polakom, jak Generał z zaświatów patrzy na obchody tej 30. rocznicy. Jestem pewien zafrasowanego, skupionego, zamyślonego Oblicza. Ale wierzę też niezłomnie, że pojawiłby się uśmiech, gdyby wspomnieć, że rozum i rozsądek zwyciężył jako Koalicja Europejska, za co należy się najwyższa chwała Włodzimierzowi Czarzastemu z gronem Kierownictwa SLD, Grzegorzowi Schetynie z Kierownictwem PO oraz jeszcze współpracującym PSL-em. W pewnym sensie byłoby to spełnienie tego życzenia Generała – „Przyszedłem do Belwederu jako człowiek polskiej Lewicy. Z ciężarem jej win, ale i poczuciem jej dokonań. Pełniłem ten urząd bezstronnie, ponad podziałami. Odchodzę z niezmiennym przeświadczeniem, że rozpoczęta przy Okrągłym Stole droga kompromisu, porozumienia, pojednania, jest dla Polski drogą najpewniejszą. Tylko tak można chronić spokój społeczny, umacniać demokratyczny ład, poprawiać materialny byt narodu”.
Pozostaję z nadzieją spełnienia tego życzenia w jesiennych wyborach do naszego parlamentu. Kieruję więc do Państwa Czytelników prośbę o potrojenie wysiłków we wsparciu kierownictw SLD, PPS, PO, PSL – tu mając nadzieję, że sięgną po „chłopski rozum” i pójdą razem z Koalicją, nie zapominając o błędach i potknięciach, w pierwszej kolejności – swoich. Że do wyrażanej chętnie i głośno nadziei, dołączy intelektualny wysiłek – rozum i rozsądek.

Objedziemy każdy powiat

Przemówienie z Rady Krajowej Sojuszu Lewicy Demokratycznej 9 czerwca 2019 r.

SLD to 23 tysiące ludzi w 340 powiatach, to silna partia. Silna partia, która jak wchodzi do koalicji to okazuje się – i mówię to bez arogancji i bufonady – że ta koalicja skręca w stronę programu, który Sojusz reprezentuje. Przecież wszyscy twierdzą, iż Koalicja Europejska skręciła w lewo. Jeżeli jest to prawda, że Koalicja skręciła w lewo, to stało się tak dzięki m.in. Sojuszowi Lewicy Demokratycznej. W ramach Koalicji Europejskiej uzyskaliśmy 16 procent głosów, 23 procent mandatów. Te 16% to jest ponad 800 tysięcy głosów i zdobyło je kilkanaście osób, czyli tyle co cała lista Wiosny. Proszę pamiętać, iż w wielu województwach były osoby wsparte co prawda przez nas, nie zrobiły takiego wyniku jakbyśmy chcieli. Ale to był nasz wybór, myśmy się decydowali i myśmy podejmowali decyzje. 16 procent głosów, to są głosy oddane m.in. na Gosię Sekułę-Szmajdzińską i to jest bardzo dobry przykład dla SLD. Gosia była 3 na liście i zdobyła 64 tysiące głosów. Czyli konkretny wyborca szukał osoby związanej z Sojuszem, znalazł ją i zagłosował. 64 tysiące głosów to jest więcej, niż zdobyła pięć lat temu w tym okręgu, pani Lidia Geringer de Odenberg z jedynki. Oznacza to, że jak chcemy to zdobywamy dobry wynik.
W tej chwili mówi się, że ta Koalicja powinna się rozwiązać, że to nie jest dobry pomysł. Proszę Państwa, 38 procent głosów zdobyła koalicja, która powstała 3 miesiące temu, a partia rządząca wydając miliardy, zdobyła 7 procent więcej. Czy jest gdzieś kraj, w którym na pół roku przed wyborami są dwie partie, które idą na różnicy 7 procentowej, a trzecia partia jest na progu wyborczym a czwartej nie ma, i mówi się, że to jest zły wynik? Patrzę na to z zadziwieniem, ponieważ zamiast się wziąć do roboty, zamiast poprawiać wszystkie rzeczy złe i skonsolidować się, zamiast być jak jedna pięść i walczyć – to jeden zmienił zdanie, drugi się zastanawia, a trzeci się waha i robią to w mediach. Mówię Wam: bądźcie dumni z tego wyniku. Ten wynik nie tylko dał 5 mandatów SLD, dał Polsce 5 mądrych eurodeputowanych oraz nadzieję na to, że wygramy z PiS-em. Nikt inny z PiS-em – poza tą Koalicją – nie wygra. Tak jak mamy 5 eurodeputowanych, to za chwilę mamy mieć wielu posłów. Nikt nam tego nie da, ale każdy będzie chciał to zabrać. To jest Koalicja, w której zasady są bardzo trudne, koalicja walki. Wygrywa silniejszy, szybszy, w pozytywnym sensie cwańszy i mądrzejszy. I do takiej walki stajemy. Ale Wy jesteście mądrzejsi, szybsi i cwańsi – tylko musicie w to uwierzyć. Jak tacy jesteśmy to mamy 5 eurodeputowanych. W związku z tym mam następującą propozycję: nie dzwońcie do mnie i nie mówcie: „oszukali nas”. Daliście się oszukać – taka jest interpretacja. Nie dzwońcie do mnie i nie mówcie: „byli od nas szybsi”. Byliście wolniejsi. Nie dzwońcie do mnie i nie mówcie: „byli mądrzejsi”. My byliśmy głupsi. Nie dzwońcie do mnie i nie mówcie: „zrobili spotkanie i dali kandydatów do komisji wyborczych”. My nie zrobiliśmy takiego spotkania jako pierwsi i to my nie daliśmy kandydatów. To jest walka, to jest polityka. Tu nikt nie będzie czekał na nikogo, macie być pierwsi!
Sprawia się ostatnio w mediach takie wrażenie, że najważniejszy jest Senat oraz prawa dla samorządów, że trzeba zmienić prawo, aby były one silniejsze, a także umocnić ludzi związanych z Koalicją Europejską w tychże samorządach i dać im większą władzę. Czekam na hasło: Wasz Sejm, nasz Senat. Pragnę powiedzieć twardo: uprzedzam przed takim sposobem myślenia. Prawo w Polsce jest stanowione przez Sejm i walczymy o obie izby parlamentu. Jeżeli odpuścimy Sejm i zaczniemy opowiadać bzdury na temat praw dla jednych, drugich, dziesiątych, że Senatem wszystko wygramy, że najważniejsze jest niedopuszczenie do większości konstytucyjnej dla PiS-u – to jako pragmatyk mówię Wam: przegramy. W poważnej polityce nie tworzy się prawa pod określone zjawiska i pod określonych ludzi. Jeżeli ktoś myśli, że prezydenci z SLD, z PO, czy też PSL będą nimi całe życie to się myli. Jeżeli damy im niesłychane uprawnienia, a werdykt wyborczy za 4 lata będzie w drugą stronę, to będziemy się zastanawiali jak te uprawnienia zabrać. To jest absurd. Ważne jest państwo, myślenie poważne i odpowiedzialne o nim, a nie o danej chwili. Ja w to wierzę, Socjaldemokracja zawsze uważała, że państwo powinno być silne. Oczywiście trzeba rozmawiać o przekazaniu środków finansowych samorządom, jeżeli te samorządy otrzymują dodatkowe zadania. Musi jednak istnieć zrównoważony rozwój – jedno z ważniejszych haseł socjaldemokracji. To nie może być tak, że Warszawa ma być bez przerwy bogatsza, a Ostrołęka ma być bez przerwy biedniejsza. Nie będziemy kasować funkcji wojewodów. Możemy ograniczać ich uprawnienia, ale państwo musi być sprawne np. w momencie klęski żywiołowej. Gwarantem tego rozsądnego rozwiązania powinniśmy być my. W tym miejscu należy zaznaczyć, iż inny wymiar ma wynik na poziomie 6,7 procenta uzyskany przez nas w wyborach samorządowych. Nie chcę wchodzić w polemiki, ponieważ przegadaliśmy to nie raz, ale powiem Państwu jedną rzecz. Gdybyśmy nie wzięli 6,7 procent w wyborach do samorządu, to nie bylibyśmy partnerem i podmiotem w rozmowach o Koalicji Europejskiej. Jak jadą dwa czołgi, a pośrodku jedziemy na rowerze, to prędzej czy później to czołgi pojadą dalej a rower ugrzęźnie w błocie. Mimo wszystko wzięliśmy 6,7 procent. Trzeci podmiot, który wprowadził eurodeputowanych w ostatnich wyborach – Wiosna – wziął też 6 procent. Taka jest polaryzacja. Rośnie frekwencja – mali maleją i trzeba to mądrze brać pod uwagę.
Wiecie, że nie jestem złośliwy, czy też cyniczny, ale na mojej drodze czytania książek pojawiło się nowe zjawisko – perwersja polityczna. Perwersja polityczna, która została zaprezentowana przez mojego byłego przyjaciela pana Krzysztofa Gawkowskiego. Nie rozumiałem jego decyzji o odejściu. Jak napisał na Twitterze, że dosyć ma partii, która bierze w wyborach 6,7 procenta, to nie wiedziałem, że chce iść do partii, która bierze 6 procent. Gdybym to wiedział, to powiedziałbym: Krzysiek idź do Kukiza oni wezmą 3 procent. Wszystko będzie pamiętane, a wszystkie słowa spisane. Były trudne momenty w historii SLD, z winy i głupoty ludzkiej lub partyjnej, ale konkretne osoby zostały i wciąż tworzą tę partię. Jak mawia Aleksander Kwaśniewski: „pamiętajmy, ale nie bądźmy pamiętliwi”.
Pytanie jest takie: co robić? Jakie mamy cele? Po pierwsze, przedstawienie mądrego, konkretnego i przyswajalnego programu. Programu, który posłuży do przekonania ludzi do nas, do naszych kandydatek i kandydatów. Po drugie, odsunięcie PiS-u od władzy. Po trzecie, wejście do parlamentu. Jak mówię o programie, to nie mówię o rozszerzaniu, zmienianiu o powołaniu komisji, że to ważny problem, ale mówię o konkretach. Mówię o emeryturze wdowiej, mówię o finansowanym przez państwo w kwocie 50 000 zł wkładzie własnym na mieszkanie, mówię o emeryturach – o prawie do niej po 35 latach pracy dla kobiet i 40 latach pracy dla mężczyzn, mówię o powiązaniu najniższej emerytury i renty z płacą minimalną, o kwocie wolnej od podatku równej rocznej płacy minimalnej, mówię o in vitro. Wchodząc w konkretną koalicję, chciałbym doprowadzić do tego, żeby położyć na stole 30 spraw, na których zależy polskiej lewicy i powiedzieć: to są sprawy, które wnosimy na wokandę, na których nam zależy. Mamy świadomość, że część z nich w takiej koalicji, nie zrealizujemy. Dlaczego? Ponieważ nie mamy w Sejmie lewicowej większości. Trzeba to nazwać i stworzyć protokół rozbieżności i powiedzieć, że tego nie da się przeprowadzić przez te cztery najbliższe lata. Ale przez te cztery lata będziemy tak pracować, aby odbudować siłę polskiej lewicy, bez względu na to czy ona się nazywa PPS, Zieloni, Razem czy SLD, po to, aby zrealizować nasze marzenia. A marzenia nie zawsze się spełniają od razu. A ja wyobrażam sobie to tak w przyszłej koalicji. Związki partnerskie. W Polsce blisko 30% dzieci rodzi się poza małżeństwami, w związkach partnerskich i nikt tego nie zmieni, ponieważ po prostu tak jest. Można powiedzieć w ten sposób: wprowadzimy związki partnerskie. Również dla osób tej samej płci. Dajmy im prawa w zakresie spadkobrania, wspólnego rozliczania się, tajemnicy lekarskiej. I tyle w tej kadencji. Czy to kogoś zbulwersuje? A popchnie sprawę do przodu. Mówmy naszemu elektoratowi: nie rezygnujemy z naszych poglądów, ale jesteśmy wstanie zrealizować tyle ile wydyskutowaliśmy w ramach tej koalicji. Jest cała służba zdrowia, reforma emerytalna, sprawy dotyczące starszego pokolenia, kwestia budowy nowych i remontowania starych mieszkań – to wszystko jest do ustalenia. Natomiast tam gdzie się różnimy, to nie chodźmy i opowiadajmy: nie dogadaliśmy się – dogadaliśmy się, oto protokół rozbieżności. W takiej sytuacji nikogo nie oszukujemy. Będziemy mieli siłę, będziemy realizowali nasze pragnienia – mamy mniej siły, to zrealizujemy tylko niektóre pragnienia. W obecnej koalicji nie ma problemu np. z in vitro, wszyscy za tym rękę podniosą, ponieważ wszyscy wiedzą, że in vitro to nie ideologia, ale medycyna.
Sprawa odsunięcia PiS-u od władzy. To nie może być podstawowy i jedyny motyw jakiejkolwiek naszej przyszłej kampanii, przecież my również walczymy o elektorat PiS-u. Nasza lewicowa zasada, którą dziś odmieniają przez wszystkie przypadki: damy Wam to, co dał Wam PiS, oddamy Wam to co PiS Wam zabrał, w sferze godności, praw nabytych, Konstytucji, praworządności, czy też sądownictwa. Sprawy socjalne są dla nas ważne, jesteśmy socjaldemokracją. Socjal jest i będzie dla nas ważny, jeżeli państwo stać na to, aby pomagać ludziom to ma to robić. Ale państwo musi być na to stać. Nie ma co wchodzić w żaden populizm, czy on jest progresywny, czy on jest ortodoksyjnie prawicowy. Populizm jest populizmem i służy tylko jednej rzeczy – zdobyciu władzy. A potem hulaj dusza… Socjaldemokracja się nigdy na to nie zgodzi.
Wejście do parlamentu. W tej sprawie dyskutowane są różne warianty. Partia Razem mówi, że ma prymat wartości nad pragmatyzmem i uczciwie to mówi. Bardzo ich za to szanuję i jesteśmy w bardzo dobrych kontaktach. Można mieć prymat pragmatyzmu nad wartościami, ale chciałem ogłosić następujące hasło na Radzie Krajowej SLD w obecności szefów organizacji powiatowych: mamy prymat wejścia do Sejmu z wykorzystaniem wszystkich możliwości. To jest dla nas najważniejsza sprawa, jeżeli nasza partia, jeżeli lewica nie wejdzie w tym roku, w październiku do Sejmu to w tym kształcie Razemowo-SLDowskim się rozpadnie. I miejcie tego świadomość. To jest nasza odpowiedzialność i nikt jej z nas nie zdejmie. Nikt! Nie chcę budować swojej pozycji, ona się buduje za Waszym pośrednictwem. Jeżeli będzie jakikolwiek projekt, który będzie balansował na progu wyborczym – 5 lub 8 procentowym – nie zgodzę się na ten projekt. Nie zgodzę się na ten projekt. Ludzie mnie zaklinają i mówią: „będzie na pewno 7 procent”. A ja się pytam: „co będzie, gdy wynik wyniesie 4,99 procent”? Mówią: „będzie na pewno 8 procent, dziś jest 10-12 procent”. A ja się pytam: „co będzie, gdy wynik wyniesie 7,99 procent”? Myśmy to przeżyli. Historia służy temu, aby wysnuwać z niej mądre wnioski. Musimy wybrać dobry projekt i być odpowiedzialnym, nie dać się podpuszczać. Media mainstreamowe zaczną nas chwalić, że nasze dogadywanie się na lewicy to taka świetna historia, ale jeżeli efektem tej narracji będzie koalicja, która będzie miała 9 procent, przy progu 8 procent – to nie ma na to mojej zgody. Zrezygnuję szybciej z funkcji szefa SLD niż zgodzę się na takie rozwiązanie. Pomóżcie mi wejść w projekt, który da nam gwarancję powrotu do Sejmu, da gwarancję powrotu lewicy do Sejmu. Ja w to wierzę i chcę zarazić Was tą wiarą!
Do końca lipca będziemy gotowi programowo, do dyskusji z każdym. Będziemy mieli 30 spraw, na których nam najbardziej zależy i to nie będzie rozmowa o wszystkim, ale o konkretnych sprawach. Jako Zarząd SLD proponujemy 29 czerwca 2019 r. przeprowadzić referendum, w którym chcemy zadać dwa pytania: czy jesteście za samodzielnym startem SLD w wyborach do parlamentu oraz czy jesteście za tym, aby SLD poszło do wyborów z partnerami? Dlaczego pytania są tak sformułowane? Musimy mieć w tej sprawie jasność. Zawsze po wyborach pojawia się masę głosów: „a nie mówiliśmy, aby SLD poszło samo”. Facebook. Twitter, listy, dyskusja w powiatach. Byliśmy z Marcinem Kulaskiem w 220 organizacjach powiatowych i zawsze słyszymy taki głos: „lepiej, abyśmy poszli sami”. Niech koleżanki i koledzy odpowiedzą na to pytanie, ponieważ jak nie mamy iść sami, to musimy szukać partnerów. A my musimy mieć drogę otwartą do tych partnerów. Mogliśmy zadać pytanie: „czy jesteś za tym, abyśmy byli w Koalicji Europejskiej?” albo „czy jesteś za tym, aby budować blok lewicowy?”. Tylko jest jeden problem, ja nie wiem co się stanie z Koalicją Europejską i nie chciałbym, aby partia zagłosowała za Koalicją Europejską, w której będziemy tylko my. Nie odpowiadam za PSL, nie odpowiadam za Platformę, nie odpowiadam za Nowoczesną, za przyjaciół z Partii Zieloni. Po prostu nie odpowiadam za nich. Również nie wiem czy do jesieni nie zniknie Wiosna. Przecież pory roku się zmieniają. W związku z tym prosimy Was o decyzję, czy mamy prowadzić rozmowy z partnerami? Jeżeli tak, to uwierzcie w to, że poprowadzimy je dobrze. W pierwszym rzędzie siedzi 5 eurodeputowanych. To jest dowód naszego rozsądku i umiejętności. Będziemy prowadzić negocjacje w czerwcu i w lipcu ze wszystkimi siłami. Niektórzy politycy z innych partii nie wytrzymują ciśnienia, ale my wytrzymamy, ponieważ mamy swoją historię. Dałem słowo i będę namawiał partię do pozostania w Koalicji Europejskiej, ponieważ przy tej polaryzacji społeczeństwa to jest dobry projekt. Ale jeżeli Państwo zadecydujecie inaczej, to bez szemrania będę wykonywał inne decyzje.
Zabezpieczymy te wybory finansowo, po raz pierwszy w ramach tego planu mówię tak: pieniądze będą kierowane do kandydatów. Ale nie będzie dane nic za darmo. Jeżeli komuś zależy, jeżeli ktoś chce z nami, czy też za mną gryźć trawę to znajdzie dodatkowe środki. Jeżeli ktoś wierzy w swój sukces to znajdzie pieniądze. Kandydatki i kandydaci do Sejmu i Senatu – zobowiązaliśmy wczoraj szefów Rad Wojewódzkich – chcemy ich kandydatury do końca czerwca. Przygotujcie się do tego, nikt tego za Was nie zrobi. Na szczeblu wojewódzkim i powiatowym zostaną powołane sztaby wyborcze, stanie się tak do końca lipca. Poprosimy naszych eurodeputowanych o pomoc, zresztą każdy z nich ją deklarował i wciąż ją deklaruje. Objedziemy każdy powiat, każdą gminę. I jeszcze jedno. Nie usłyszycie ode mnie złego słowa na Grzegorza Schetynę, ponieważ odpowiedzialnych nas było pięcioro i każde bierze odpowiedzialność za siebie. Jak patrzę na dyskusję mediów pt. „Zmienić szefa Platformy”, to jest to tak, jakbym powiedział do Gazety Wyborczej: „źle o nas piszecie, wywalcie z pracy Michnika”. Brońmy tych ludzi, jesteśmy na tej samej łódce, która wprowadzi nas do Sejmu.
Jesteśmy jako SLD ekipą. Uwierzcie w to, odbudowaliśmy ekipę. Jesteśmy – po trzech latach niebycia w parlamencie – ekipą. To jest bardzo ważne przesłanie. Każdy z nami chce współpracować, Robert Biedroń też. Chociaż prosiliśmy go o współpracę w wyborach samorządowych, czy też do Parlamentu Europejskiego. Ale wtedy miał 16% poparcia i nie chciał. Zdjęto z nas odium postkomunistycznych aparatczyków. Czy Państwo zauważyli, że nikt się nie wstydzi stanąć koło naszych byłych premierów, koło ludzi z SLD. Nie jesteśmy już trędowaci. To Wasza robota, to mądra polityka.
Przestrzegam Państwa przed arogancją, butą i złym traktowaniem naszych partnerów na lewicy. Zrobiliśmy bardzo dobry wynik, ale on jest przyczyną wielu elementów – głównie naszej pracy, ale również mieliśmy szczęście. Może to jest tak, że „pan Bóg kocha niewiernych, bo wiernych ma w kieszeni”. Mamy dobry czas, a ja szczególnie muszę się gryźć w język, aby nie powiedzieć czegoś bezsensownego.
Proszę Państwa, jeżeli jest tak, że na sali siedzi 3 byłych premierów z SLD, Aleksander Kwaśniewski pisze do nas list, na dwudziestolecie Sojuszu stoi obok mnie Marek Borowski, a dziś w pierwszych rzędach siedzi dwadzieścia liderek i liderów organizacji lewicowych, to znaczy, że naprawdę przeszliśmy kawał drogi. I nie spieprzmy tego.

 

Zadośćuczynić ofiarom

Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” to wielkie wezwanie do refleksji nad tym, co można zrobić w sprawie zadośćuczynienia ofiarom pedofilii oraz ukarania winnych tych strasznych czynów i tych, którzy kryli sprawców – zarówno osób, jak i instytucji.
Sojusz Lewicy Demokratycznej podejmuje tę refleksję. Sprawy walki z pedofilią traktowaliśmy zawsze poważne. Nasi posłowie byli autorami ustawy przewidującej, że ofiary pedofilii podczas postępowania karnego przesłuchiwane są tylko raz, w odpowiednich warunkach, w tzw. niebieskim pokoju. Obecnie natomiast wspieramy prace działającego pod kierownictwem Jolanty Banach zespołu ekspertów do spraw przygotowania obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej przewidującej powołanie Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia w sprawie pedofilii w kościele katolickim. W zespole tym zasiadają dwie członkinie SLD, profesorki: prof. dr hab. Danuta Waniek i prof. dr hab. Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska.
To, że w XXI wieku wciąż zdarza się, że duchowni katoliccy skutecznie ukrywają przypadki pedofilii wśród księży, że kościół katolicki pozoruje ochronę ofiar tych czynów, że wokół tych zdarzeń wciąż panuje zmowa milczenia, to zasługa polskiej prawicy. To polska prawica, polscy konserwatyści spod znaku Prawa i Sprawiedliwości przez lata uważali, że kościół katolicki jest nieomylny, kler – nietykalny, a Biblia ważniejsza jest od Konstytucji. To polska prawica przez lata pisała ustawy na zamówienie Kościoła, dawała mu na żądanie pieniądze i nigdy go nie krytykowała. Żniwo, które zebrała taka postawa, pokazuje film braci Sekielskich. Jest to jednocześnie przyczynek do rozpoczęcia poważnej dyskusji na temat rozdziału państwa i kościoła.
Dzisiaj, gdy Koalicja Europejska mówi, że ręka podniesiona na polskie dzieci, jest ręką podniesioną na polskie państwo, Jarosław Kaczyński krzyczy, że ręka podniesiona na kościół, to ręka podniesiona na Polskę. Te słowa – jak żadne inne – pokazują prawdziwe oblicze partii rządzącej. Jeżeli PIS chce być wiarygodny w walce z pedofilią, to Prokurator Generalny powinien wszcząć postępowania z urzędu w przypadku wszystkich ujawnionych ostatnio zdarzeń o charakterze pedofilskim z udziałem księży.
Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” to jednak nie tylko wezwanie do uderzenia się w piersi, bo to w obliczu ogromu przedstawionych w filmie krzywd nie wystarczy. Dlatego dzisiaj Sojusz Lewicy Demokratycznej żąda powołania niezależnej i bezstronnej komisji, która wyjaśniłaby wszystkie zgłoszone przypadki pedofilii wśród duchownych, zbadałaby kościelne materiały dotyczące tych spraw i wyciągnęłaby konsekwencje wobec tych kościelnych hierarchów, którzy przez lata kryli sprawców czynów pedofilskich. Chcemy, by komisja taka złożona była z osób świeckich – z sędziów, bez polityków i bez przedstawicieli kościoła. Powołanie tego gremium będzie pierwszym krokiem do wyjaśnienia roli kościoła i duchownych w dramacie ofiar pedofilii w Polsce.
Włodzimierz Czarzasty
przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej

Szlachetne zdrowie

Jest coś perwersyjnego, a jednocześnie niesłychanie krępującego w wyznaniach medialnych polityków, którzy przyznają się dziennikarzom i wyborcom, że posiedli wiedzę na temat własnej śmiertelnej choroby – jednocześnie jednak nie rezygnują oni z kampanii wyborczej i zapowiadają niezmiennie start w eurowyborach.
Tutaj zdrowym rozsądkiem wykazali się jednak wielcy bracia zza wielkiej wody – Amerykanie, którzy restrykcyjnie pilnują wyników badań swoich wybrańców narodu i domagają się ich aktualizacji.
Niedawno Janina Ochojska poczyniła wyznanie, że choruje na raka piersi. Również Włodzimierz Cimoszewicz zdradził, że podczas majowego weekendu dowiedział się, że choruje na nowotwór. Jarosław Kaczyński nie kryje, że zwleka z operacją wszczepienia endoprotezy kolana od stycznia, bo „zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia”,
Nie jest moją intencją pouczać polityków czy wciskać się z butami w czyjeś prywatne życie. Ale zupełnie szczerze – nie podobało mi się wywieranie presji na Jurka Owsiaka, by cofnął swoją decyzję i dalej szefował WOŚP-owi, kiedy zupełnie nie miał na to ochoty. Wywarto na nim pewien rodzaj presji i przekonano, że nikt nie będzie w stanie go zastąpić.
Uważam, że podobną presję wywiera się na polityków, bądź też sami wywierają ją na siebie i swoich bliskich. Uważam, że człowiek, który walczy o swoje życie i zdrowie nie będzie w stanie na sto procent skupić się na sprawach dobra kraju, nie będzie też w stanie na sto procent skupić się na leczeniu i rehabilitacji.
Taki polityk, choćby i wybitny, choćby stanowił prawdziwą podporę swojej formacji, nie powinien być zmuszony zaniedbywać bądź poświęcać swoich prywatnych, rodzinnych czy zdrowotnych spraw.
Niezależnie od tego, na kogo będziemy w tych wyborach głosować – uważam, że politykom, którzy zmagają się z chorobami, potrzebne jest wsparcie zarówno elektoratu, jak i struktur, ale połączone z obowiązkowym zwolnieniem. Po prostu – dlatego, że wszyscy jesteśmy ludźmi. First things first.

Kaczyński to nie jest naród polski

Przemówienie Włodzimierza Czarzastego podczas konwencji SLD w Białymstoku 4 maja 2019.

Taka jest Koalicja Europejska, jedni zaczynają, drudzy rozwijają. Mówimy o tych, którzy wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej, na pewno nie robił tego pan Mateusz Morawiecki, ale panowie Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz oraz Jarosław Kalinowski. Następnie duże pieniądze były negocjowane przez rząd koalicji PO-PSL. Dzisiaj wszyscy tworzymy Koalicję Europejską.
Dzisiaj chciałbym mówić o wartościach. Okręg warmińsko-mazurski oraz podlaski graniczy z Rosją, Litwą i Białorusią. Z jednej strony to proste, ale z drugiej to bardzo zobowiązuje. W tym miejscu bardzo wyraźnie widać, jak potrzebna jest tolerancja, otwarcie oraz dialog. Dlaczego? Ponieważ stykają się tu różne kultury. Jest taka zasada, której obecnie rządzący Polską chyba nie doceniają, a którą poznałem na studiach na Uniwersytecie Warszawskim, kierunek stosunki międzynarodowe znam – żyć dobrze z sąsiadami. Putin to nie jest naród rosyjski, a Łukaszenka to nie jest naród białoruski, a Kaczyński to nie jest naród polski. Władza często nie wyraża pragnień całego narodu. Polacy, Białorusini oraz Rosjanie są sobie bliscy. Kaczyński, Łukaszenka i Putin też są sobie bliscy, i to jest bliskość w myśleniu, postrzeganiu świata oraz zarządzania nim poprzez konflikt. Łatwo jest powiedzieć, dam Ci wtedy, kiedy innemu zabiorę. Ale nie trzeba nikomu zabierać, trzeba sprawiedliwie dzielić. I o to chodzi Koalicji Europejskiej.
Współpraca to jest ważna sprawa dla polskiej gospodarki, a mały ruch graniczny to jest właśnie taki przykład głupoty politycznej podszytej ideologią – nie będziemy z Wami handlowali, ponieważ nie lubimy ruskich. To jest po prostu głupie. Dzisiaj cały świat w wielu aspektach współpracuje z Rosją, a ja nie namawiam do współpracy z Putinem, który nie jest całym narodem, a który myśli o nas zupełnie inaczej. A wyobraźcie sobie, że ten problem zaczyna dotyczyć Litwy, czy też Białorusi. Nie lubimy, czyli przestajemy współpracować? Pan Jarosław Kaczyński nie jest na tyle silny, aby granice państw przestawiać.
To miejsce na mapie to również szanowanie ludzi pochodzenia białoruskiego, karaimskiego, litewskiego, tatarskiego, rosyjskiego, czy też ukraińskiego. Powinniśmy dbać o ich interesy, szanować ich religię, czy też kulturę. To nie są hasła socjaldemokracji, ale cywilizacji rozsądnie myślących ludzi. Wierzę w to, że tak jak będziemy traktowali mniejszości i ich prawa w Polsce, to wcześniej czy później Polki i Polacy będą tak samo traktowani w ich krajach. Jeżeli ktoś używa argumentu, że nie będziemy tego robili, ponieważ ktoś nas nie szanuje to dajmy przykład. Wiara w takie zasady, jak tolerancja otwartość na inne kultury, a także historię innych krajów oraz innych ludzi – to jest moja kotwica socjaldemokracji oraz kotwica Koalicji Europejskiej. Wielokulturowość to nie jest zaraza, można się śmiać z wielokulturowości i multikulti, można też być aroganckim w stosunku do osób z niepełnosprawnościami, ale to nie jest metoda i pomysł na rządzenie krajem.
To miejsce to również historia, a ja szanuje ludzi, którzy doceniają wszelkie aspekty historii, a nie piszą ją od początku. Jestem co roku z Zaleszanach i pragnę powiedzieć, że zbrodnia jest zbrodnią bez względu na to kto jej dokonał. Dla rodzin: Niczyporuków, Leoncuków, Sacharczuków Werenczuków zbrodnia jest po prostu zbrodnią. Nie da się wytłumaczyć, iż jednego dnia coś jest zbrodnią przeciwko ludzkości, a drugiego się to gumkuje. To świństwo. Nie jest dobre kiedy za czasów SLD myślimy jedynie o Armii Ludowej i Gwardii Ludowej, za czasów PO-PSL o Armii Krajowej, a za czasów PiS jedynie o Żołnierzach Wyklętych. Wszystkie te formacje istniały i miały cudownych oraz złych ludzi. Matka płacze tak samo za żołnierzem z AL, GL, AK czy też ŻW i żadna partia nie ma prawa o tym zapomnieć. Nie można zmieniać historii pod swoją pozycję, ingerowanie w historię zawsze źle się kończy. A ja jako przedstawiciel swojej partii, nie sądziłem, że będę walczył o prawdę historyczną, ponieważ różnie bywało w przeszłości.
Budowanie atmosfery nienawiści, śmiałość ONR-u, dobre wspominanie gett ławkowych, palenie i cięcie flag, wieszanie portretów ludzi, przyzwalanie na brunatny kolor słowa – tu na tej ziemi mówię, że to zły pomysł. Tolerancja na hasła: raz sierpem, raz młotem unijną hołotę; na palenie kukieł Żydów, bez względu na to czy jest to nienawiść czy tradycja to zły sygnał. Musimy o tym mówić, ponieważ wszystko zaczyna się od złego słowa, od braku reakcji na nie, od przyzwolenia na złe słowo. Czy przez przypadek 1 listopada partia rządząca idzie na czele marszu, w którym jest wiele osób, które mają poglądy bliskie faszyzmowi. Nie może być tak, że trzy osoby „spalą Żyda” to tego się nie widzi. Mówmy o tym i nazywajmy po imieniu, inaczej jutro zamiast trzech osób zrobi to trzydzieści, a pojutrze trzysta. Koalicja Europejska musi na to reagować. Nie dajmy się omamić pięknym hasłom na 3 tygodnie przed wyborami, pamiętajcie kto prowadził ten pochód. Nie zapominajcie co się działo z flagą Unii Europejskiej, a dziś słyszę, że to PiS wprowadzał Polskę do UE, a jej flaga to jest cudowna rzecz, a wartości Unii to są wartości, do których dążymy i przegrywamy 27:1. Jest dużo do zrobienia, aby to wszystko zmienić.

1 Maja: Polska w Europie

W całej Polsce obchodziliśmy dziś Święto Pracy, centralne uroczystości święta 1 Maja miały miejsce w Warszawie,
gdzie pod pomnikiem Ignacego Daszyńskiego odbył się wiec oraz Piknik Europejski.

Obchody Święta Pracy rozpoczęły się jednak przed Bramą Straceń na stokach Cytadeli Warszawskiej, w imieniu SLD kwiaty złożył wiceprzewodniczący Sojuszu Sebastian Wierzbicki wraz z delegacją.
Obchody Święta Pracy to doskonały moment, aby wypunktować propracownicze propozycje SLD:
– Wzrost płacy minimalnej do 2500 zł
– Równa płaca za taką samą pracę bez względu na płeć.
– Podwyższenie urlopu wypoczynkowego do 24 dni dla osób z 8-letnim stażem pracy oraz 30 dni dla osób z ponad 10-letnim stażem pracy.
– Obligatoryjne dodatki dla wszystkich pracujących w niedziele i święta, w wysokości 250 proc. stawki za pracę w dzień powszedni. oraz przede wszystkim.
– Umowy śmieciowe na śmietnik historii.
1 maja to również rocznica przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. 15 lat temu rząd SLD-UP kierowany przez Leszka Millera wprowadził nasz kraj do wspólnoty. Od tego czasu Polska pozyskała z unijnego budżetu na czysto blisko 110 mld euro, wyraźnie wzrosła siła nabywcza Polek i Polaków.
W spotkaniu pod pomnikiem Ignacego Daszyńskiego udział wzięli min. Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD oraz Włodzimierz Cimoszewicz, były premier, kandydat Koalicji Europejskiej do Parlamentu Europejskiego; Sebastian Wierzbicki, wiceprzewodniczący; Marcin Kulasek, sekretarz generalny; profesor Tadeusz Iwiński oraz Jerzy Wenderlich ; Arkadiusz Iwaniak, przewodniczący SLD Mazowsze oraz Anna-Maria Żukowska, wiceprzewodnicząca Sojusz na Mazowszu.

Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD podczas obchodów 1 Maja powiedział:

W Polsce nie da się mówić o transformacji bez lewicy. Jak obserwuję to co robi premier Mateusz Morawiecki, jak słucham to co mówi w swoich wystąpieniach prezydent Andrzej Duda – to jestem zadziwiony. Nie da się bez lewicy – różnorakiej lewicy, w tym i SLD – mówić o Okrągłym Stole, o pokojowej i rozsądnej transformacji z jednego ustroju do drugiego; nie da się mówić o wyborach 4 czerwca. Bez SLD, bez lewicy nie można mówić o Konstytucji z 1997 r. Nie wymażecie nazwisk przewodniczących Komisji Konstytucyjnej, jeden z nich jest tu z nami – Włodzimierz Cimoszewicz. Nie wytrzecie żadną gumką Aleksandra Kwaśniewskiego, jedynego prezydenta dwóch kadencji. Nie uda Wam się opowiadać o wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej bez Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza i Aleksandra Kwaśniewskiego.
Kiedy to mówię to się uśmiecham, dzień jest piękny i radosny, a SLD w całej Polsce z okazji 1 Maja organizuje 250 pikników. Są z nami nasi przyjaciele z Partii Razem, z OPZZ, PPS, UP, WiR-u i wielu innych. Pozdrawiam również partię Roberta Biedronia – Wiosnę. Robert znajdź swoje miejsce między progresywnym populizmem a liberalizmem, ale znajdź swoje miejsce. Trzymamy za Ciebie kciuki!
Nie da się bez SLD mówić o transformacji; o 110 mld euro netto, które trafiły z UE do Polski. Panie prezydencie, panie premierze mówię do Was z uśmiechem, podobnie jak do Waszego szefa Jarosława Kaczyńskiego – przestańcie kłamać! To nie ma sensu, Leszek Miller wciąż żyje, Włodzimierz Cimoszewicz wciąż żyje, podobnie jak Aleksander Kwaśniewski. Przede mną stoją ludzie, którzy pamiętają wejście Polski do Unii Europejskiej i kto dał naszemu krajowi Konstytucję i przeprowadził Okrągły Stół oraz wybory 4 czerwca. Nie mówcie, że przy Okrągłym Stole siedziała tylko opozycja, ponieważ gdyby tak było to nie miałoby to sensu.

„Usiadłem” dzisiaj z Tuwimem i napisałem taki wierszyk, chociaż to Tuwim był bardziej twórczy w tej sprawie.
„Chociażby przyszło tysiąc PiS-owskich atletów
I każdy zjadłby tysiąc PiS-owskich kotletów,
I każdy nie wiem jak by się wytężał,
To prawdy nie powiedzą,
Taki ona ma ciężar”.

Proszę Państwa, trzymam w ręku Konstytucję, którą Polsce dała min. polska lewica. Dzisiaj, 1 Maja w Święto Pracy przypomnę zapisy ustawy zasadniczej, które gwarantują prawa pracownicze, prawo do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy; prawo do ochrony zdrowia; macierzyństwa, w tym urlopy macierzyńskie, urlopy wychowawcze, zasiłki macierzyńskie; prawo do urlopu wypoczynkowego; prawo do przynależności i funkcjonowania związków zawodowych; prawo do zabezpieczenia społecznego; do emerytur, rent i zwolnień chorobowych.
Pragnę Państwu powiedzieć co zrobimy, kiedy wprowadzimy do Parlamentu Europejskiego naszych przedstawicieli oraz jak wejdziemy z powrotem do Sejmu w październiku tego roku. Prawa, które są zapisane w Konstytucji dotyczą wyłącznie ludzi, którzy mają wyłącznie umowę o pracę. Nie dotyczą osób: samozatrudnionych, pracujących na umowę zlecenie, na śmieciówkach. Zatem takie osoby nie mają praw, które są zagwarantowane w Konstytucji. Musimy zagwarantować wszystkim ludziom pracy te same prawa, każdy ma prawo do urlopu, wypoczynku i opieki społecznej.
Idziemy do Unii Europejskiej, aby zagwarantować pakiet praw pracowniczych: płaca minimalna na jednolitym poziomie w całej Unii oraz równe prawa socjalne bez względu na formę zatrudnienia.
1 maja należy przypomnieć o silnej roli związków zawodowych, które walczą o prawa pracowników, o higienę i warunki pracy.
Niech się święci 1 Maja!