Budujemy partię

Na lewicy szykuje się nowa partia. Rodzi się w bólach: a to kłopoty z rejestracją statutu, a to wątpliwości wyrażane w mniej lub więcej zawoalowany sposób przez byłe i aktualne autorytety, w tym liczące się na lewicy.

Kierownictwo lewicy reaguje na te zjawiska ze spokojem, unikając publicznej polemiki. Zbyt rzadko odwołuje się do zimnej kalkulacji zysków i strat politycznych, swoistej analizy SWOT tego zamierzenia. To błąd. W swoim życiu budowałem (wraz z innymi przyjaciółmi z lewicy) dwie partie: Socjaldemokrację Rzeczypospolitej Polskiej i Sojusz Lewicy Demokratycznej. W swoim czasie wygrywały one wybory i ponosiły one główną odpowiedzialność za Polskę. Czasy są inne, a i okoliczności też, choć pewne zjawiska się powtarzają: dominacja poglądów i postaw prawicowych, niechęć liberalnego mainstremu, narastające zniechęcenie obywateli wobec otaczającej nas rzeczywistości.

To jest punkt wyjścia. Jeśli tak, to w procesie budowy partii brakuje mi tego co najważniejsze: nowej narracji jaką Polskę chcemy budować, aby przystawała ona do lęków i nadziei naszego społeczeństwa. Zaczął dobrze Włodzimierz Czarzasty w świątecznej Trybunie, o raz pierwszy zobaczyłem kawałek poważnego materiału nie o PiS-ie, tylko o lewicy. Ale trzeba pójść dalej. Wyłożyć ideę porządkującą, ująć program nowej lewicy w kategoriach wartości i celów życiowych, norm moralnych i ideowych, którym będzie wierna. Czyli odpowiedzieć na pytanie, czym będziemy się różnić od innych partii politycznych i wokół szukania tej odpowiedzi organizować nową partię. Budowa nowej partii to nie proces czysto organizacyjny, jak chciałoby widzieć wielu, to przede wszystkim proces ideowy i polityczny, którego nie wolno zlekceważyć.

Tym bardziej, że chcemy połączyć w niej rozmaite środowiska: od tych dla których ważna jest polityka socjalna, po te, dla których najważniejsze są równe szanse osób LGBT. Od słowianofilów, którzy na lewicy widzą szansę na odbudowę idei jedności Słowian, po okcydentalistów, którzy chcą Unii federacyjnej w przekonaniu, że tylko dzięki tej formule nikt nas nie wykopie z Zachodu. Od tych, którzy wiedzą kto to był Marcin Kasprzak, po tych, którzy nie wiedzą kto to jest Aleksander Kwaśniewski. Od tych, dla których najważniejsza jest wolność, po tych którzy wierni są idei sprawiedliwości społecznej. Oni wszyscy są ważni dla partii lewicowej. Dodam w tym miejscu, że wątpliwym wydaje mi się pogląd, że społeczeństwo dzieli się na wielkie grupy społeczne i trzeba tylko jedną z nich reprezentować. Otóż nie, coraz wyraźniej widać, że społeczeństwo to federacja wielu grup społecznych, o odmiennych celach życiowych i zróżnicowanym etosie. Idzie zatem o to, aby znaleźć punkty wspólne, platformę uzgadniania tych interesów i ich jak najmniej konfliktowej realizacji. Dla lewicy taką płaszczyzną jest nowoczesne państwo i zaczątek takiego myślenia wyłożył przywoływany tu Czarzasty.

Problemem jest także niejednolitość kultury organizacyjnej, którą chcemy wnieść do nowej partii. Z jednej strony środowisko tradycyjnej kultury partyjnej z jej demokracją wewnętrzną, rutynowym oparciem jej na trwałych, sformalizowanych więziach społecznych, pewnym rodzajem partyjnej dyscypliny politycznej. Z drugiej szerokie grono aktywistów społecznych, przywiązanych do więzi sieciowych, z pewną dozą woluntaryzmu, zwoływane i działające ad hoc, bardziej przywiązane do procesów artykulacji politycznej niż do myśli o rządzeniu. Obydwa środowiska mogą wiele się od siebie nauczyć, pod warunkiem, ze będą uważnie siebie słuchać i szanować. Podział na „starych” i „młodych” w Klubie Parlamentarnym Lewicy był zawsze. Idzie o to, aby go wykorzystać do realizacji wspólnych celów. Młodzi od starszych powinni uczyć się prowadzenia kampanii bez kampanii, odpowiedzialności za kontakt z wyborcami, ale też wykorzystywania instrumentów, który parlamentarzysta ma w ręku, bez względu na to czy jest w rządzie czy w opozycji.

Oczywiście konfliktów nie unikniemy. Nowa partia, to nowe „rozdanie”, także personalne. W toku jej powstawania ułoży się na nowo drabina wpływów politycznych, zbudowana zostanie nowa hierarchia „władzy”. Ujawnią się ambicje, których dziś nikt się spodziewa. Tak było zawsze. Sztuka polega na tym, aby tak skonstruować nowe władze partyjne, aby nikt nie poczuł się pominięty, tak podzielić robotę, aby każdy miał co robić, nie wedle własnych zainteresować, ale potrzeb formacji. Czarzasty (Biedroń, Gawkowski) nie unikną trudnych rozmów, ale trzeba je podjąć i wobec każdego sformułować czytelną perspektywę, obwarowując ją zadaniami do wykonania. W toku budowy SLD Leszek Miller i ja wykonaliśmy ponad 300 rozmów indywidualnych, z parlamentarzystami (było ich prawie dwustu), marszałkami i wicemarszałkami województw, kierownictwami związków zawodowych, przewodniczącymi i wiceprzewodniczącymi rad wojewódzkich SdRP. Ale także z szefami związków zawodowych, stowarzyszeń i organizacji, które tworzyły koalicję pod nazwą SLD. Ten wysiłek się opłacił.

Dziś jest podobnie. Mamy co prawda nieco mniej parlamentarzystów, ale znacznie więcej ludzi i zorganizowanych grup społecznych, które trzeba pozyskać do nowej partii. Nie wcielić (połączyć), ale właśnie pozyskać. Poczynając od partii Razem, przez PPS i może Unię Pracy. Od lewicowych Stowarzyszeń po liderów ostatnich protestów społecznych. I nie myślę tu o paniach Lempart czy Suchanow, ale o setkach ludzi, którzy organizowali protesty w miastach i miasteczkach rozrzuconych po całej Polsce. To są brylanty, które trzeba odnaleźć, wyłowić i zachęcić do współdziałania. Przekonać, że droga do realizacji ich postulatów prowadzi przez Sejm i samorządy lokalne, przez zorganizowaną wspólnotę polityczną i lojalną współpracę. To robota dla każdego parlamentarzysty, dla każdego świadomego polityka Nowej Lewicy.

Wiem, że to nie są proste, łatwe do rozwiązania kwestie. Wiem, ze po stronie mojej partii – Sojuszu Lewicy Demokratycznej – jest mnóstwo wątpliwości. Odpowiem tak: po pierwsze – mister d’Hondt – kawał sukinsyna, który potrafi wyczyniać różne numery. Gdybyśmy ostatnio nie poszli razem do wyborów, to w Sejmie nie byłoby partii Razem, a kluby parlamentarne SLD i Wiosny liczyły by po kilkanaście osób. Po drugie – wyborca lewicy, ten tradycyjny, stały, ceni jedność. Ten incydentalny – wie o tym Jarosław Kaczyński – też. Po trzecie – może najważniejsze – ten akt zjednoczenia otwiera nas na nowe środowiska, nowe pokolenia. Mam taki pogląd, ze PiS to ostatni akt dzieci (raczej bękartów) Okrągłego Stołu. Po nim, o rządach w Polsce będą decydować nowe pokolenia, dla których Kwaśniewski, Tusk czy Kaczyński to zamierzchła historia. To z nimi, a nie z moją generacją, trzeba będzie budować nową, inną od dotychczasowych Polskę. Wierzę, że nowa partia lewicy może stać się głosem tych pokoleń, ucząc ich przy okazji szacunku do dorobku poprzedników. Inaczej to jest bez sensu.

Jakiej Polski chcemy?

Odbudować państwo

Epidemia COVID-19 zmieniła wszystko. Runęło kilka mitów. Chociażby przekonanie liberałów, że prywatna opieka zdrowotna jest odpowiedzią na niedowład publicznego systemu opieki zdrowotnej. Albo sprytne myślenie PiS, że wystarczy dać ludziom 500 zł do ręki, za 150 zł pójdą do specjalisty i państwo będzie zwolnione z obowiązku finansowania systemu ochrony zdrowia na europejskim poziomie. Albo przekonanie, że można urzędnikom płacić głodowe stawki i utrzymywać instytucje państwa w stanie niedoborów kadrowych. W sytuacji kryzysu hasło „sprawdzam” pada bardzo szybko. A symboliczny już Sanepid zostaje sparaliżowany w przeciągu kilku dni. I nigdy z tego paraliżu nie wychodzi. Nie są realizowane śledztwa epidemiologiczne pozwalające ujawniać, jak naprawdę się zakażamy. Państwo jest w walce z epidemią ślepe i niewydolne.

To wina zaniedbań ostatnich 30 lat. Skutek przekonań, że państwo optymalne to państwo minimum, a każdy urzędnik to pasożyt. Tak mówiła ulica przez 30 lat. Tak myśleli politycy. Ale to się skończyło. Przed nami zadanie odbudowy silnego i sprawnego państwa. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego państwa chcemy?

Państwo usług publicznych

Państwo powinno być silne przede wszystkim siłą usług publicznych, które dostarcza obywatelom. Najważniejsze z nich to zdrowie i edukacja. Konieczna jest odbudowa służby zdrowia po COVID-owej katastrofie. Dane NFZ pokazują, że poradnie udzieliły o 20-30 milionów mniej porad. W okresie od marca do lipca tych z użyciem tomografu było o 200 tys. mniej w stosunku do zeszłego roku, a rezonansu – 70 tys. mniej. Zapłacimy za to straszną cenę. Aby zminimalizować straty konieczne jest ostateczne odejście od limitów w służbie zdrowia. I skończenie z oszczędzaniem na tym, co najważniejsze.

Edukacja zdalna to wielkie wyzwanie dla nauczycieli, uczniów, ale też ich rodziców i dziadków. Nie jest to katastrofa. Doświadczenie wielu rodzin jest takie, że jesienią wszystko przebiega lepiej niż na wiosnę. Cała operacja jest jednak wielkim obciążeniem dla całych rodzin, w tym obciążeniem psychicznym dla naszych dzieci i wnuków. Przekonujemy się jednak osobiście, jak bardzo przeciążone są dzisiaj szkolne programy. Jak bardzo potrzebują unowocześnia. I jakim zbytecznym anachronizmem są dwie godziny lekcji religii. To wszystko jest doświadczeniem większości polskich rodzin. Jest jednak grupa, która jest z tego wyłączona. Bo nie ma Internetu, bo łącze jest za słabe, bo nie ma komputera, bo jest jeden komputer na pięcioro dzieciaków. Przyczyn jest wiele. Jest jeden wspólny mianownik: bieda. Dodajmy jeszcze wykluczenie cyfrowe, brak dostępu do nowoczesnej infrastruktury telekomunikacyjnej. SLD zgłaszało kiedyś program laptop dla każdego ucznia. Wtedy się z tego śmiano. Dzisiaj okazuje się, że wyprzedziliśmy epokę.

Lewica powinna być partią usług publicznych. Reprezentować ludzi, którzy je świadczą: lekarzy, pielęgniarki, nauczycieli, kierowców, motorniczych. Tych, którzy organizują ich pracę: urzędników. I przede wszystkim, którzy z usług publicznych korzystają: uczniów, pacjentów, pasażerów. Taką drogę podpowiadał swego czasu Lewicy prof. Rafał Matyja. I chociaż pan profesor bliższy jest innym formacjom, to była to dobra, rozsądna rada.

Mieszkania – wielki projekt

Kolejny aspekt wymagający przemyślenia to mieszkalnictwo. W pandemii zaczęliśmy tłoczyć się w czterech ścianach. Przypomnieliśmy sobie, że w Polsce brakuje dwóch milionów mieszkań. A te które mamy są przeludnione. Brakuje jednego miliona na rynku pierwotnym. I jednego miliona na rynku wtórnym, dotyczy to przede wszystkim mieszkań, które można by – dzięki remontom – przywrócić do dostępnej puli w zasobie komunalnym.

Jednocześnie doszło do paradoksalnej sytuacji. Gospodarka zaczęła się kurczyć, ale ceny mieszkań nie spadały. Dlaczego? Bo w Polsce mieszkania nie służą do zaspokojenia podstawowych potrzeb, ale do inwestowania nadwyżek kapitału. Mieszkań w Polsce – szczególnie w dużych miastach – buduje się sporo. Nie są jednak dostępne dla tych, którzy najbardziej ich potrzebują. Dlatego koniecznością jest stworzenie nowoczesnego programu mieszkaniowego. Opartego o instytucję publicznego przedsiębiorstwa mieszkaniowego, ale również ze znaczącym udziałem samorządów, wsparciem państwa dla budownictwa komunalnego.

Lewica dała Polsce Konstytucję, miejsce w Unii Europejskiej. Teraz chciałbym, aby dała Polsce milion dostępnych mieszkań. To jest dziedzictwo trwalsze niż spiżowy pomnik. Ale program dotyczący mieszkalnictwa wymaga mądrego przepracowania. Czy dać ludziom możliwość dojścia do własności? Czy postawić wyłącznie na mieszkania na wynajem? To żywotny dylemat, który wymaga wniknięcie w stan świadomości Polaków, ich priorytetów, hierarchii wartości. Ale nie wartości, które wyznają dzisiaj, ale będą wyznawali za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat.

Mieszkania nie buduje się na teraz, ale na lata, na dekady, na pokolenia. Przed nami trudne zadanie, zaprojektowania programu, który będzie służył kolejnym pokoleniom. Ale jeśli tak się stanie, to damy milionom Polek i Polaków widomy symbol, aby głosować na Lewicę. Skąd wziąć na to pieniądze? Po pierwsze, z rynku finansowego. Po drugie, z Unii Europejskiej. Dzisiaj Unia nie wspiera wprost budowy nowych mieszkań. Ale powinna zacząć. Jeśli hasłem kluczowego programu UE w nowej dekadzie będzie „Nowe Pokolenie UE” to nowe pokolenie potrzebuje mieszkań. Wczoraj Unia nie finansowała ochrony zdrowia, dzisiaj wchodzi na ten obszar. Tak samo powinno być z budową mieszkań. I po trzecie – TVP. To ma wymiar symboliczny, ale proponuję aby całą kasę, która idzie na PiS-owską propagandę przekierować na budowę mieszkań dla nowego pokolenia. Pamiętajmy, że nie to marzycielstwo, ale twarde stanie na gruncie obowiązującej Konstytucji, której artykuł 2 stanowi, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, a artykuł 20 mówi, że społeczna gospodarka rynkowa stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Więcej Europy w Polsce, więcej Polski w Europie

Unia Europejska w związku z epidemią koronawirusa postanowiła zrobić kilka kroków do przodu. Finansowanie funduszu odbudowy ze wspólnego długu to gigantyczny krok naprzód w stronę pogłębienia integracji europejskiej. Popieramy ten proces. I dajemy jasny sygnał, w sprawie integracji europejskiej Lewica popierała, popiera i będzie popierać wszelkie kroki zmierzające do jej pogłębienia.

Polacy są ambitnym narodem. PiS spycha jednak Polskę na margines. Nasza ojczyzna nie powinna budować niepoważnych koalicji z Węgrami, w której to koalicji jesteśmy zresztą przystawką dla premiera Orbana. Polska powinna wspólnie z Niemcami, Francją, Włochami i Hiszpanią nadawać kierunek rozwoju Unii Europejskiej. Powinniśmy siedzieć przy głównym stole i decydować o kierunkach rozwoju Europy. A kierunek jest prosty: ochrona praw człowieka, zielona transformacja energetyczna, suwerenność cyfrowa Europy, badania naukowe i innowacyjność. To wszystko zapewni Europie rolę silnego podmiotu w warunkach wzrostu potęgi Chin i względnej niestabilności w Stanach Zjednoczonych.

Najważniejsze to jednak być przy stole. A nie starać się ten stół wywrócić. Brytyjczycy wyszli z Unii Europejskiej marząc o odbudowie imperium. Jeśli Polska wyjdzie z Unii Europejskiej, to jedynym imperium do odbudowy, którego się przyczynimy będzie Imperium Rosyjskie. Unia to wielka przestrzeń wolności, praw człowieka, dobrobytu. Pokolenia Polaków marzyły o uczestnictwie w tym klubie. Nie pozwolimy ukraść nam tego marzenia grupie oszalałych, prawicowych karierowiczów.

To zmienia wszystko

Kilka lat temu Naomi Klein, kanadyjska aktywistka i publicystka, napisała książkę „To zmienia wszystko”. Co mianowicie? Kwestia klimatyczna. I nie chodzi nam tylko o topniejące góry lodowe, czy podnoszący się poziom oceanów. Zmiana klimatu oznacza pustynnienie ziem uprawnych, klęski głodu i masowe przemieszczenia ludzi w poszukiwaniu lepszego życia. Może nas czekać wędrówka ludów, przy której fala migrantów spowodowana wojną domową w Syrii będzie przystawką przed daniem głównym. Dlatego cała ludzkość: państwa, korporacje, obywatele muszą realizować ambitną politykę neutralności klimatycznej.

Lewica powinna być w awangardzie tej walki. Naomi Klein sformułowała ten postulat wprost. Uczyniła to w 2014 roku. Niedługo potem wybory w USA wygrał Donald Trump i kwestia klimatyczna została pogrzebana. Dzisiaj karta się odwraca. Stany Zjednoczone wrócą do klimatycznego głównego nurtu. Chiny od kilku lat starają się zawstydzić Amerykanów swoją polityką klimatyczną. A Unia Europejska – przy braku sprzeciwu polskiego premiera – akceptuje ambitniejsze cele klimatycznego. I daje kilkanaście miliardów złotych na sprawiedliwą transformację energetyczną. Od wymiany starych pieców po rozwój odnawialnych źródeł energii. Europejski Zielony Ład to jednak nie tylko szansa na budowę zielonej energetyki, ale przede wszystkim na transformację polskiego społeczeństwa w stronę zbiorowości ceniącej kooperację, samoorganizacje i wzajemne zaufanie. W kierunku zawsze pożądanym przez Lewicę.
Lewica powinna reprezentować również wszystkich tych, którzy kochają dziką przyrodę. Stać po stronie osób postrzegających las nie jako źródło pozyskiwania drewna, ale dom dzikiej przyrody, gdzie człowiek może odpocząć od codziennego zgiełku. Miłość do polskiej przyrody i chęć jej ochrony to przecież jedna z oznak naszego patriotyzmu.

Polska – strefa wolności

Polska powinna być krajem wolnych ludzi. Miejscem, gdzie obowiązuje zasada żyj i daj żyć innym. Państwo nie może wchodzić ludziom do sypialni. Powiem więcej, państwo powinno powstrzymać zakusy tych, którzy chcą nam wejść do sypialni. Niezależnie od tego, czy mają koloratkę, czy tylko święte przekonanie o chęci decydowaniu o życiu innych. Zadaniem państwa jest ochrona wolności każdego obywatela. W Polsce każdy powinien czuć się u siebie, niezależnie od tego kogo i jak kocha, w co wierzy lub nie wierzy, skąd pochodzi i kim byli jego przodkowie.

Jedna teza powinna wybrzmieć: w Polsce nie będzie wolności, takiej jaką znają chociażby Polacy mieszkający na Zachodzie, póki Kościół Rzymskokatolicki będzie uzurpował sobie rolę polityczną, jaką pełni obecnie. A politycy będą to akceptować. Dlatego warunkiem koniecznym ochrony i poszerzania wolności obywatelskich jest realizacja postulatu świeckiego państwa. Bez tego nie ruszymy z miejsca. A kolejne młode pokolenia Polek i Polaków będą się irytować, że nie mogą żyć tak jak ich rówieśnicy na Zachodzie. I korzystać z przywileju otwartych granic.
Polska powinna być domem wszystkich, otwartym dla każdego kto widzi tutaj swoje miejsce na ziemi. Chce pracować na swój i nasz dobrobyt. Takich ludzi jest zresztą coraz więcej. Polska się zmienia. Ukraińcy, Białorusini, Wietnamczycy, nie tylko w wielkich miastach stają się naszymi sąsiadami, współpracownikami, kolegami z klasy naszych dzieci i wnuków. Płacą u nas podatki, współtworzą naszą codzienność. Dlatego powinniśmy rozważyć nadanie obcokrajowcom mieszkającym na stałe w Polsce praw wyborczych w wyborach samorządowych. Pracują w Polsce, płacą w Polsce podatki. Nie widzę powodu, aby nie nadać im możliwości współdecydowania o tym, na co zostaną wydane. Prawo wyborcze w wyborach samorządowych to pierwszy krok. Ale też zachęta, aby zostali z nami. Bo w perspektywie dekad, naprawdę ich potrzebujemy.

Dyskutujmy!

Kwestii do dyskusji i dylematów do rozstrzygnięcia jest wiele. Takiej pogłębionej dyskusji programowej miały służyć – i służyły – wojewódzkie Kongresy Lewicy. Druga fala pandemii COVID-19 przerwała ten proces w połowie. Jednak doświadczenie tych kongresów, które się odbyły jest zachęcające. Udało nam się zebrać przedstawicieli środowisk akademickich, związkowych, pozarządowych. Ludzie o bogatym doświadczeniu życiowym mogli skonfrontować się z przedstawicielami młodego pokolenia aktywistek i aktywistów. Tego, które kilka tygodni po Kongresach Lewicy wyszło na ulicę i zachwiało w posadach zarówno tronem jak i ołtarzem. To było wspaniałe doświadczenie, które będzie kontynuowane. Póki jednak sytuacja pandemiczna uniemożliwia nam spotkania w większym gronie, proponuję aby dyskusję programową kontynuować na łamach „Trybuny”. Wiem, że ona się toczy i śledzę ją z zaciekawieniem. Tutaj też głos prof. Tadeusza Klementewicza ściera się z perspektywą Tymoteusza Kochana. Im więcej takich wolnych głosów, tym lepiej. Dobrze, że łamy „Trybuny” są na nią otwarte.

2021 – czas na nokautujący cios

Jestem przekonany, że w 2021 roku będziemy mogli spotykać się już w warunkach zbliżonych do normalności, że programowe Kongresy Lewicy powrócą i będą okazją do wielu inspirujących dyskusji. Tego chciałbym Państwu życzyć w 2021. Ale rok 2020 był nie tylko rokiem dyskusji, ale przede wszystkim rokiem działania. Setki tysięcy polskich kobiet i ich sojuszników wyszło na ulicę w obronie swojej wolności. Chciałbym im podziękować za ich odwagę.

I jeszcze jedno: rząd PIS szkodzi Polsce i powinien odejść – życzę Państwu, aby nastąpiło to jak najszybciej. Ponadto, życzę Państwu udanego świątecznego odpoczynku w gronie najbliższych. Spokoju ducha, dobrych lektur. I dużo zdrowia w Nowym Roku!

Szesnaście kongresów Lewicy

– Kiedy PiS i Zjednoczona Prawica kłóci się o posady w rządzie, Lewica ostro zabiera się do odnowy programowej – zapowiada sekretarz generalny Wiosny i szef parlamentarnego klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski. Jesienna ramówka, o której pisaliśmy na łamach „Dziennika Trybuna”, to dopiero początek.

Weekend 19-20 września był pierwszym, podczas którego Lewica zorganizowała dwa regionalne kongresy programowe – najpierw we Wrocławiu, następnie w Opolu. Co sobotę i niedzielę socjaldemokratyczni politycy odwiedzą kolejne miasto, by tam rozmawiać z przedstawicielami związków zawodowych, progresywnych organizacji społecznych, aktywnych na niwie społecznej organizacji pozarządowych. W szczególności w głos miejscowych aktywistów wsłuchiwać si będą posłowie i posłanki Lewicy z odpowiednich okręgów.

Wielki kongres

I tak aż do 21 listopada, gdy w Warszawie Lewica odbędzie wielki kongres programowy. Na nim przedstawiona zostanie wizja Polski po koronawirusowym kryzysie oraz metody, którymi Lewica zamierza o taki bardziej sprawiedliwy i solidarny kraj walczyć. Z kolei podczas regionalnych kongresów wyborcy będą mogli dowiedzieć się, jakie ustawy już zostały przez socjaldemokratów złożone w parlamencie.

– Podczas kongresu pokażemy błędy jakie Prawo i Sprawiedliwość przez pierwszy rok tej kadencji popełniło, ale też szanse, jakie mamy zarówno w polityce zewnętrznej, jak i wewnętrznej, pokazując jakie powinno być miejsce Polski w Unii Europejskiej, w Europie – tłumaczył Gawkowski w rozmowie z PAP. Dewizą Lewicy pozostanie zatem podejście konstruktywne i merytoryczne.

Obszary programowe, na których Lewica ma wyjątkowo wiele do zrobienia, wskazał Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD.

Za co mamy chwalić PiS?

– Jeżdżę dużo po Polsce i często otrzymuję pytanie: po co jest Lewica, skoro wszystkie sprawy socjalne zjadł PiS? Odpowiem językiem mało parlamentarnym: gówno prawda! – stanowczo oznajmił lider SLD. I wyliczał: ciągle nie zagwarantowano godnych warunków pracy w państwowej służbie zdrowia. Nadal brakuje tanich leków, cenowo dostępnych dla każdego. Na prawdziwe dobre zmiany czeka edukacja, polityka budowlana i mieszkaniowa, polityka wobec seniorów.
– Za co mamy go chwalić? Za 500+? Ale czy też te 500 złotych rozwiązało wszystkie systemowe problemy w Polsce? – podsumował Czarzasty.

Nowa Lewica na horyzoncie

Gdy wyborcy poznają ostateczny kształt programu Lewicy, dojdzie też do zjednoczenia struktur SLD i Wiosny, anonsowanego już w ubiegłym roku. Ostatecznie powstanie jedna formacja – Nowa Lewica, kierowana przez dwójkę równorzędnych przewodniczących; jej członkowie ostatecznie też przyjmą program nowej partii na zjednoczeniowym kongresie 12 grudnia. Lewica Razem pozostanie odrębną partią, współpracującą z Nową Lewicą w parlamentarnym klubie, a także podczas organizacji ulicznych manifestacji i wydarzeń.

– My potrafimy się czasem ostro wewnątrz spierać, ale po tym sporze potrafimy się też porozumieć i uderzać jak jedna pięść. To jest coś co udało nam się przez ten rok wypracować – zapewnił we Wrocławiu Adrian Zandberg.

Pożegnanie

Ze smutkiem przyjąłem informację o śmierci

Leszka Lachowieckiego

animatora życia kulturalnego i ideowego w Warszawie,
współzałożyciela Klubu Dyskusyjnego „Starówka”
i stowarzyszenia „Warszawa w Europie”,
wydawcy „Forum Klubowego”,
organizatora debat ideowych
i wystaw poświęconych historii społecznej stolicy
oraz dziejów polskiej socjaldemokracji.
Kolegi ze szkolnej ławki.

Rodzinie, bliskim i współpracownikom składam wyrazy współczucia.

Włodzimierz Czarzasty
Wicemarszałek Sejmu

Konwencja Lewicy

Socjaldemokraci szykują się do ofensywy programowo-organizacyjnej. Przed kongresem, zaplanowanym na 22 listopada, zaprezentowali swoje główne postulaty podczas konwencji w Warszawie. Włodzimierz Czarzasty zadeklarował, że postulaty te nie będą jak do tej pory jedynie wysłuchane, ale że klub parlamentarny będzie je realizował.

Jesienna ramówka Lewicy, jak nazwano pakiet propozycji, koncentruje się wokół zagadnień gospodarki i zielonego ładu, zdrowia i polityki społecznej, edukacji oraz szkolnictwa wyższego, a także nowych technologii, które mogą i powinny służyć całemu społeczeństwu. Zaakcentowano również potrzebę zmiany filozofii organizacyjnej rządu: potrzeba nam mniej ministerstw, a więcej decyzyjności.

Krzysztof Gawkowski zadeklarował podczas konwencji, że Lewica będzie opozycją, która nie tylko krytykuje rząd, ale jest gotowa współpracować, bo odpowiedzialni politycy to tacy, którzy mając świadomość tego, o co walczą, działają konstruktywnie. On i przemawiająca po nim Marcelina Zawisza akcentowali, że projekty ustaw, które złoży wkrótce Lewica, mogą zostać wykorzystane przez PiS z pożytkiem dla wszystkich,.Gospodarczy ekspert Dariusz Standerski stwierdził, że Polska dziś to państwo ludzi, którzy się boją – utraty pracy czy bankructwa małego biznesu. Wezwał, by nie zamieniać Polski w państwo służące wyłącznie wielkim międzynarodowym korporacjom.

W najbliższych numerach „Trybuny” ukażą się kolejne teksty wpisujące się w dyskusję programową na lewicy.

Opr. MKF

Pokampanijne refleksje

Każdy wynik wyborczy zasługuje na pogłębioną analizę i refleksję. Przede wszystkim ten, który jest poniżej oczekiwań. Wynik wyborczy Roberta Biedronia jest poniżej oczekiwań członkiń i członków SLD, ludzi lewicy, a na końcu poniżej oczekiwań moich i samego Roberta Biedronia.

Wiele osób uważa, że skoro po wyborach Lewica niezbyt chętnie komentuje wyniki I tury wyborów prezydenckich to znaczy, że niewiele ma do powiedzenia, albo jest ślepa na ich wyniki. Nie jest tak, że nie ma żadnych krytycznych refleksji, po wyborach, po pierwszej turze. Owszem są, i to całkiem sporo, a z czasem na pewno zostaną one pogłębione. Pomimo, że na profesjonalne analizy i opinie jeszcze przyjdzie czas, to o kilku sprawach powiem już teraz.

Po pierwsze: zwłoka

Po pierwsze, zaczęliśmy źle. Zbyt długo zwlekaliśmy zarówno z podjęciem jak i poinformowaniem opinii publicznej o decyzji, kto będzie startował na Prezydenta. Trzeba z tego wyciągać wnioski na przyszłość – np. jeśli Rafał Trzaskowski zostanie Prezydentem RP, to trzeba będzie szybko i sprawnie przeprowadzić proces decyzyjny, co do kandydata Lewicy na Prezydenta Warszawy.

Po drugie, odnoszę też wrażenie, że Lewica parlamentarna, w momencie, kiedy weszła do Sejmu, podświadomie uznała, albo niektórzy z jej przedstawicieli uznali, że właściwie najważniejsze się stało – wróciliśmy do Sejmu. Wyczuwalne było przekonanie, że wybory Prezydenckie są na pewno ważne, ale generalnie rzecz biorąc, wiele osób z nas nie czuło, że są najważniejsze. . Najważniejsze, to wrócić do Sejmu, a to się stało. Myślę, że w głowach wielu z nas było to błędne założenie. Przecież w polityce trzeba potwierdzać swoją wartość przy każdej okazji. Przecież, w polityce każde wybory są ważne, a najważniejsze te, które były ostatnie.

Polaryzacja, sezonowa nowość i Konfederacja

Pojawiła się teza, że wynik wyborczy Roberta Biedronia, ale również Władysława Kosiniaka-Kamysza, jest efektem polaryzacji sceny politycznej. Nie jest to w pełni prawdziwa teza, gdyż w ostatnich wyborach zawsze pojawiały się dwa czynniki: polaryzacji i nowości na scenie politycznej. Polaryzacja PiS-PO i elektorat, który szuka miejsca dla siebie: nowości, niezależności, chce głosować na te osoby, których jeszcze nie było w polityce. To był w pewnej chwili elektorat Palikota, Petru, później Kukiza, a także w początkowej fazie Wiosny.

Jednak, ta analiza nie wyjaśnia wszystkiego, bo przecież był Krzysztof Bosak. Kandydat skrajnej prawicy wybronił swoje 6 %. Czyli on jako kandydat i jego struktury potrafiły „przytrzymać” elektorat, ten, który swego czasu głosował na Konfederację.

Premia za jedność

Pamiętajmy, że gdy startowaliśmy w wyborach parlamentarnych, to realia były takie, że był ogromny głód lewicy. Głód zupełnie różnych, ale jednoznacznie lewicowych haseł. Były więc 3 partie lewicowe i 3 tenorów. To pokazało synergię Lewicy. Wyborca SLD mógł pomyśleć, że nie pasuje mu Biedroń, ale jednak program jest spójny więc zagłosuję na Lewicę. I tak samo wyborca Razem, myślał: mogę nie lubić Czarzastego, ale jednak jest tam Zandberg, który w jego oczach był gwarantem lewicowych społecznie haseł. A w tych wyborach siłą rzeczy był wyłącznie jeden kandydat. To nie do końca przekonało naszych wyborców, tzn. ludzi, którzy w 2019 roku zagłosowali na Lewicę i na lewicową wizję Polski, której gwarantem są właśnie zarówno Biedroń, jak i Zandberg czy Czarzasty.

Dużo osób do mnie dzwoni i pisze przekonując, że Robert w tych wyborach, był nie do końca sobą. A Lewica była nie do końca prawdziwą Lewicą – starała się być fajniejszą wersją Platformy Obywatelskiej – a przecież PO to jest inna partia, inni ludzie, inne wartości. Trzeba to wziąć pod uwagę. Musimy pamiętać, że Lewica, to jest system wartości socjalnych, wolnościowych, związanych z państwem świeckim, prawami kobiet, ale także patriotycznych – związanych z prawdziwą, niezakłamaną historią naszego kraju. Myślę, że chwilami ludzie mogli odnieść wrażenie, że nasz program, program Roberta, nie przedstawiał wszystkich tych wartości, że zapomnieliśmy o tych wartościach, a co za tym idzie nasz przekaz był niewystarczająco lewicowy. Nie podzielam w pełni tego wniosku. Program wyborczy Roberta zawierał w sobie lewicowe postulaty zarówno SLD jak i partii RAZEM i WIOSNA. Aby to sprawdzić, wystarczy wejść na stronę Roberta i jego konferencje z propozycjami wyborczymi. Z pewnością powinniśmy jednak wyciągnąć z tego wnioski, aby w przyszłości lepiej wyważyć akcenty stawiane w kampanii wyborczej, aby nie było wrażenia, że nie interesuje nas gospodarka czy rolnictwo, a jedynie sprawy światopoglądowe.

Ewidentnie chwilą załamania tej kampanii był moment ogłoszenia pandemii, kiedy koronawirus zaczął być postrzegany jako realne zagrożenie. Są sztaby i partie, które poradziły sobie lepiej i były takie, które poradziły sobie gorzej. Na pewno też przeanalizuje kwestie związane z funkcjonowaniem sztabu, aby w przyszłości wystrzec się popełnionych błędów. Niestety w trakcie pandemii kampania Biedronia nie potrafiła dotrzeć do elektoratu z przekonującym przekazem. Brutalnie mówiąc wykorzystać tego momentu, tak jak inne partie by dotrzeć do ludzi. Przypominam, że to był czas kiedy Lewica i jej kandydat miały 12%.

Gdzie poszli nasi wyborcy?

Po pierwsze 1 mln wyborców Lewicy zagłosowało na Rafała Trzaskowskiego. Ja analizuję to w sposób prosty, chociaż, dokonamy w tej sprawie oczywiście głębszej analizy na podstawie zleconych badań. Mianowicie mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem, które nazywam syndromem Andrzeja Rozenka, z czasów kiedy startował w wyborach na Prezydenta Warszawy. Andrzej dostał wtedy, jako kandydat do Rady Miasta, z okręgu śródmieście 5000 głosów, natomiast z tego samego okręgu, na niego, jako na kandydata na Prezydenta miasta, zagłosowało jedynie 1300 osób. Czyli wyborca postanowił poprzeć Rozenka do Rady Miasta, ale jednocześnie w wyborach prezydenckich zagłosował na Trzaskowskiego, przerażony wizją prezydenta Jakiego. W tym roku sytuacja się powtórzyła.
Pół miliona naszego elektoratu, poszło do Szymona Hołowni. Czyli do tego, który nigdy nie rządził, który mógł obiecać wszystko, tego który zbierał ten antyestablishmentowy elektorat i mówił „jak przyjdę ja, to wreszcie będzie dobrze”. Z tym elektoratem, oczywiście go w pełni szanując, jest tak, jak z cieniem wiatru, przylatuje, odlatuje. Zmienia zdanie, szuka swojego miejsca i szuka swojego miejsca przy osobach, które w danym momencie najbardziej są dla tego elektoratu wiarygodne. Tak jest z Hołownią. Nie chcę się zajmować jego przyszłością, ale znamy los wszystkich partii, które się na takim antypartyjnym przekonaniu budowały.

Biedroń to nie Ogórek

W jednej kwestii muszę przyznać, że jestem zadziwiony. Zadziwiony głosami porównującymi Roberta Biedronia i Magdalenę Ogórek. Niezależnie od wyników procentowych jest to bardzo mocno krzywdzące i dla Lewicy i dla Roberta. Abstrahując od drogi życiowej i politycznej, Robert jest człowiekiem, który był posłem, jest europosłem, był prezydentem Słupska, od kilkunastu lat był i jest działaczem o prawa mniejszości, w tym osób LGBT. Ma swoją historię. Ma bardzo precyzyjny zarówno życiorys jak i poglądy. Jest człowiekiem Lewicy. Jest człowiekiem bardzo wartościowym. Dlatego bardzo nieuczciwe jest porównywanie tych dwóch postaci. Ale tym, którzy jednak je porównują, powiem taką rzecz: miejcie w sobie trochę refleksji. Za Roberta nie będziemy się wstydzić i się nie wstydzimy, za Roberta nie będziemy nigdy przepraszać. Bo jest człowiekiem takim samym, jeśli chodzi o wartości, o lewicowość jak my. Nie spodziewam się, że Robert zmieni poglądy i zacznie pracować w jednym albo drugim medium.
A za Panią Ogórek przepraszaliśmy i się wstydzimy do dziś. Druga zasadnicza spawa jest taka, że po tej haniebnej bzdurze, którą zrobiliśmy z Magdaleną Ogórek, wypadliśmy z Sejmu. Bo jedną z głównych konsekwencji wystawienia Magdaleny Ogórek było właśnie to, że wypadliśmy z Sejmu. Przypomnę wszystkim tym, którzy bardzo łatwo o tym zapomnieli, że m.in. dzięki Biedroniowi, do tego Sejmu pół roku temu wróciliśmy.

Przepraszam i dziękuję

Kto jest za to wszystko odpowiedzialny? Takie pytanie będą, a w zasadzie już się pojawiają.

Jak ja to widzę? Każdy musi ocenić swoją rolę. Ja jestem za to odpowiedzialny. Dlatego, że jestem politykiem doświadczonym, dlatego że mogłem podejmować inne decyzje. Mogłem zwracać uwagę na to, czego widocznie nie zauważyłem, a jeżeli nie zauważyłem, to jest to wynik mojego braku oceny sytuacji. Nie będę szukał gdziekolwiek indziej odpowiedzialności.

Przy całej analizie dlaczego tak mało osób zagłosowało na Roberta, nie chciałbym zapomnieć o podziękowaniach dla tych, którzy na niego zagłosowali – bardzo Wam dziękujemy jako cała Lewica i mamy nadzieję, że zostaniecie z nami do kolejnych wyborów.

Przepraszamy tych, którzy na nas nie zagłosowali, bo coś zrobiliśmy źle sprawiając, że odwrócili się od nas w tych wyborach. Nie szukam winnych. Uważam, że bardzo dużą część odpowiedzialności powinienem wziąć na siebie – więc to robię, w sposób jasny i precyzyjny.
Na koniec podsumowania kampanii, chciałem tylko dodać, żeby wszyscy hejterzy i niedowiarki włożyli między bajki tezę, że gdyby nie Biedroń, a inna osoba kandydowała, to wynik byłby inny, lepszy. Nie wiem, czy byłoby lepiej czy gorzej. Najważniejsze jest to, że była osoba, która chciała kandydować, która reprezentowała te wszystkie wartości, w które wierzymy na Lewicy i której chcieliśmy pomagać.

Kongres Lewicy

Pytanie jest co dalej. Dalej będzie walka polityczna, normalna walka polityczna. W życiu zanotowałem wiele sukcesów i wiele upadków. Upadki bolą, z sukcesów się cieszyłem. Jesteśmy sumą naszych doświadczeń dlatego mogę o tym mówić ze spokojem. Miałem czas, aby to przemyśleć, i wiem, że Biedroń jest dla nas ważny. Tak samo jak wszyscy liderzy na Lewicy. Biedroń pokazuje system wartości i przesuwa granice dyskursu politycznego w Polsce. Nikt już się w Polsce nie będzie dziwił, że gej był kandydatem na prezydenta. Nikt w Polsce już się nie będzie dziwił, że zostały złożone w trakcie tej kampanii projekty ustaw dotyczące równości małżeńskiej. Nikt już nie będzie się dziwił, że Lewica to nie tylko sprawy socjalne, ale także sprawy związane z systemem wartości, z przestrzeganiem Konstytucji i praworządności. I to mamy dzięki niemu i za to mu dziękuję.

Podkreślę jeszcze raz, Biedroń, Zandberg i Czarzasty są tak samo ważni dla Lewicy. Razem tworzymy jej spójną wizję.

Teraz przyszłość. Na jesieni zwołamy Kongres Lewicy, który pokaże jak wygląda świat i Polska po pandemii. W trakcie pandemii ludzie najmniej zabezpieczeni ekonomicznie najbardziej odczuli jej skutki i my chcemy przeanalizować i pokazać, co zrobić, aby to się nie powtórzyło. Odbędziemy dyskusje na temat lewicowej wizji państwa, które, nie wtrąca się w życie obywateli, ale pomaga im, gdy jest taka potrzeba.

Na jesieni odbędzie się także Kongres zjednoczeniowy SLD i Wiosny. Pandemia z przyczyn formalnych przesunęła nasz kalendarz polityczny. Jest to dla nas niezmiennie istotne, ponieważ wiele nas łączy a przede wszystkim mamy wspólna wizje Polski.

Co dalej z wyborami prezydenckimi?

Nikt nie będzie szantażował ludzi lewicy, co maja z wyborami zrobić i na kogo zagłosować. My sami potrafimy dokonać wyboru i podejmować decyzje. Tak jak zawsze mówiłem, nigdy nie zagłosuję na PiS i Dudę – uważam ich za władzę łamiącą Konstytucję, która powinna zostać postawiona przed Trybunałem Stanu. Rafał Trzaskowski, niestety nie reprezentuje moich poglądów: ani nie będzie dbał o prawa mniejszości, ani nie zliberalizuje ustawy o przerywaniu ciąży, ani nie zrobi porządku z przywilejami kleru, ani nie zadba o najuboższych. Ale zagłosuję na Trzaskowskiego, bo w walce o przyszłość Polski jego wizja daje szansę na normalność. Wierzę, że jego prezydentura przyczyni się do dekonstrukcji złej władzy PiS-u.

Szanuję uwagi krytyczne. Jednocześnie wiem, że w czasach przesileń politycznych z jam wychodzą mali ludzie, którzy są specjalistami od wielkich wizji. Zwykle zapominają o tym, że Lewica jest w Sejmie – bo się z tego nigdy nie cieszyli. I wiem, że po dwóch tygodniach do jam wracają. A my musimy iść do przodu. Aby zakończyć jednak pozytywnym akcentem najnowsze badania poparcia dla partii politycznych pokazują, że nie ma przełożenia między wynikiem Biedronia a poparcie dla Lewicy.

Lewica była, jest i będzie. Jesteśmy i będziemy w Waszych miastach i powiatach. Jesteśmy i będziemy w Sejmie. Będzie reprezentować Wasze wartości. Będziemy bronić Waszych interesów. Dostaliśmy lekcję, ale wyciągniemy z niej wnioski. Mamy twardą skórę. Nie cofniemy się w walce o lepszą Polskę.