Nowe rozdanie

Konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej przyniosła nowe nadzieje i nowe plany. Szeroka koalicja w eurowyborach wydaje się pomysłem ryzykownym, ale raczej nieodzownym w obliczu ofensywy PiS.

Relacja na żywo.

Konwencja SLD zaczyna się. Iść razem, w szerokiej koalicji, czy osobno. Oto jest pytanie. Opcja lewica razem, ale chyba nie z „Razem”, raczej ma mniej zwolenników. Czy pójście w szerokiej koalicji centrolewicowej nie spowoduje utraty tożsamości SLD? Za to dzisiaj nie ma odpowiedzi. To będzie rok wielkich wyzwań i niewiadomych rozstrzygnięć. Do tej pory przeważają głosy na szeroką koalicją.
Leszek Miller powiedział, że znalezienie się na liście koalicyjnej nie oznacza zdobycia mandatu. Jestem posłuszny woli partii i nie wystartuje do wyborów z innej listy bez woli mojej macierzystej partii. „Jestem za szeroką koalicją” – powiedział były premier i szef SLD
Po burzliwej dyskusji przyjęto uchwałę o przystąpieniu SLD do szerokiej koalicji wyborczej w wyborach do europarlamentu. nie podjęto decyzji w jakiej formule wystartuje SLD w wyborach do sejmu i senatu.

Wróciłem

z Konwencji SLD. Konwencja była spokojna, prawie nudna, choć decyzja o przystąpieniu do Koalicji Europejskiej to zupełnie nowa droga, na którą wkracza SLD. Wchodzimy do wielkiej koalicji, która wystawi wspólną listę do Europarlamentu. Za przystąpieniem do koalicji głosowała zdecydowana większość delegatów. Ja także. Entuzjazmu jednak nie było, raczej zrozumienie trudnej sytuacji opozycji i w tym SLD także. Delegaci obawiali się, czy aby nie zostaniemy oszukani przy układaniu list? Czy nie utracimy swojej tożsamości, nie roztopimy się w masie różnych nurtów politycznych? Co się stanie, jak ta koalicja nie zda egzaminu? Jak potem wystartować w wyborach parlamentarnych?
Nikt nie jest w stanie dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie. Należy założyć, że w koalicji znajdą się ludzie dobrej woli, ale to tylko założenie. W naszej polityce oszustwa i niedotrzymywanie obietnic są dość powszechne. Pójście samodzielne do Eurowyborów lub z mniejszymi partiami na lewicy także nie daje gwarancji na sukces. Ostatnie wybory samorządowe nie były sukcesem, ani dla SLD, ani innych ugrupowań na lewicy. Trzeba spróbować nowego rozdania. Polityk prawicy stanie ramie w ramie z przedstawicielem lewicy, by przeciwstawić się innej prawicy. SLD, pewnie także ludowcy, i prawica, bo PO to prawica, staną w jednym szeregu. Różne rodzaje wojska w jednej armii walczące o jeden cel. Po batalii każdy rodzaj politycznego wojska wraca do swoich koszar i stoi na straży interesów swoich wyborców. Tak to ma wyglądać.
Konwencja ograniczyła zawarcie sojuszu tylko do Eurowyborów. Nie rozciągnięto sojuszu na wybory parlamentarne, bo to zdecydowanie za wcześnie. Oczywiście pojawiły się głosy – anonimowe- że to koniec SLD, że żenada, itp. Dlaczego jednak wyrażanie prawie wyłącznie anonimowo i to głównie w nieżyczliwych SLD mediach. Anonimowe dlatego, że pewnie wymyślone przez dziennikarzy. Znam ten sposób urabiania opinii. Tzw. anonimowy działacz to najczęściej postać wymyślona przez dziennikarzy. Obawa jest. Ja też nie mam pewności czy to był dobry ruch. Z drugiej strony mam już dosyć tych kilku procent poparcia i udawania, że jesteśmy potęgą. Jesteśmy, jacy jesteśmy i widzę, że powyżej pewnego poziomu nie możemy się wybić, choć SLD to partia ludzi mądrych i doświadczonych. Widocznie to nie jest dzisiaj w wielkiej cenie. Trzeba poszukiwać nowych rozwiązań.

We Wrocławiu

SLD poszedł do wyborów samorządowych w koalicji z ugrupowaniem prezydenta Dutkiewicza. Ja także zostałem radnym. SLD i ja także nie straciłem swojej tożsamości, a radni reprezentują interesy lewicy w Radzie Miejskiej. Skoro udało się w koalicji samorządowej to trzeba próbować na szerszym polu. Oczywiście chciałbym, by SLD było samodzielną potęgą, ale dzisiaj tak nie jest.

Czas decyzji

Przyszedł czas decyzji. Ale tu nie chodzi o ułożenie list wyborczych i kształt kampanii wyborczej. Tu idzie o przyszłość naszego kraju i naszych dzieci. Czy będziemy żyli w demokratycznym, praworządnym kraju, czy też populistycznej autokracji? Nie miejcie złudzeń. Jeszcze cztery lata rządów PiS-u, a nie poznacie swojego kraju. To będzie państwo zamordyzmu ideologicznego i kulturowego, trzymanych za pysk przedsiębiorców i wszechwładnych służb bezpieczeństwa. Państwo koncesjonowanej lewicy i prawicy, z systemem wyborczym zapewniającym zwycięstwo partii rządzącej, bez samodzielnych samorządów i fasadowym życiem politycznym.

Po śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wszystko jest możliwe.

To będzie także państwo bez przyjaciół zewnętrznych. Wrogów będziemy mieli blisko, a sojuszników daleko za oceanem. Wracamy więc do II Rzeczypospolitej z tragicznym finałem września 1939 roku. Po agresji Rosji na Ukrainę nie ma już trwałych i pewnych granic w Europie. Żadnemu państwu nie jest nic dane na zawsze. Kto o tym nie pamięta, ten nic nie rozumie ze współczesnego świata i problemów globalizacji. Co gorsza, opacznie rozumie własna historię i nie pozwala wyciągać z niej wniosków.

Sojusz Lewicy Demokratycznej jest partią polskiego patriotyzmu i polskiej odpowiedzialności. Rządziliśmy w Polsce przez 8 lat, przez 10 lat mieliśmy swojego prezydenta. Można nam zarzucić wiele rzeczy, ale nigdy, w najmniejszym stopniu, nie można nam zarzucić, że naraziliśmy na jakiekolwiek ryzyko interes narodu i i państwa polskiego. Wręcz przeciwnie, to podpis polskiego prezydenta widnieje pod aktem akcesji do NATO; a podpis polskiego, eseldowskiego premiera – pierwszego przewodniczącego naszej partii – widnieje pod aktem akcesji do Unii Europejskiej. To my daliśmy państwu nowoczesną Konstytucję i plan Grzegorza Kołodki, który przestawił 25 lat temu polską gospodarkę na tory rozwoju gospodarczego, służącego do dziś państwu i ludziom.

Nasze dziedzictwo zobowiązuje. To nie jest tak, że jest kolizja pomiędzy ideą socjaldemokracji a dobrem państwa i narodu polskiego. To wartości współistniejące, wzajemnie się wspierające. Nie rezygnujemy z budowania demokratycznego społeczeństwa równości i sprawiedliwości społecznej, państwa respektującego wszystkie prawa człowieka i obywatela, cywilizacji opartej na twórczym wykorzystanie różnic , jakie dzielą nas jako ludzi, jako jednostki. Obojętnie: kobieta czy mężczyzna, wierzący i niewierzący, Polak czy Białorusin, Ślązak i Kaszub, hetero czy homoseksualista – wzbogacając nasze życie społeczne służy tej samej ojczyźnie. Nikomu nie chcemy zaglądać do mózgów i do sypialni, do książek, które czyta i filmów, które ogląda i wiar, które wyznaje. Każdego chcemy i będziemy oceniać wedle tego co robi w domenie publicznej, co robi dla wspólnego, narodowego i państwowego interesu.

Ale w tym wszystkim musimy trzymać się ziemi, trzymać się realiów. Nie możemy obiecywać wszystkim powszechnej szczęśliwości, rozdawać wirtualnych miliardów, udawać, że najważniejszym segmentem gospodarki jest przemysł drukujący banknoty.

Populizm progresywny jest tak samo groźny jak populizm prawicowy. Polityka uprawiana tylko po to, aby zostać premierem jest polityką bez wartości. Abstrahowanie od realiów hasłem „to nie nasza wojna” jest brakiem odpowiedzialności. Nie można być miłym dla wszystkich – nie wszyscy na to zasługują.

To prosta droga do greckiego wariantu, za który zapłacą najuboższe warstwy społeczeństwa. Wzrost zamożności społeczeństwa prowadzi przede wszystkim przez wzrost wynagrodzeń za pracę, a nie poprzez rozdawnictwo zasiłków. I temu problemowi warto poświęcić więcej niż dotychczas uwagi.

To się może dokonać tylko w warunkach pokoju społecznego, wiemy jak to zrobić , mamy doświadczenie Okrągłego Stołu. My nie będziemy wywoływać wojen domowych i kreować nowych podziałów społecznych. To co chcemy odwojować – od kościoła, od krezusów wzbogaconych na pracy ludzkiej, od propagandzistów oszukujących ludzi i polityków nie dbających o państwo – zrobimy nie odwołując się do przemocy, usłużnych prokuratorów i lizusowatych urzędników państwowych. Bez odwoływania się do populizmu, wytwarzającego iluzję, że wszystko da się łatwo zrobić. Takie postawy nie służą Polsce, ani naszej lewicowej sprawie.

Rok 2019 przyniesie zasadnicze rozstrzygnięcia w sprawie naszej polskiej przyszłości. Przed nami wybory. Pierwsze – do Parlamentu Europejskiego – rozstrzygną ważne kwestie. Jedna z nich – to zatrzymanie populizmu prawicowego: nacjonalizmów i rewindykacji historycznych. Od ich wyniku zależy, czy ograniczymy wpływ na Europę tych wszystkich, którzy chcieliby powrotu do Europy jako kontynentu narodowych egoizmów, waśni i sporów jako żywo przypominających Europe weimarską. To ta Europa zrodziła faszyzm i II wojnę światową, ze skutkami której walczyło cztery pokolenia Europejczyków. Takie powtórki z historii nie chce chyba nikt z nas. Wokół takiej idei musimy zorganizować wszystkie siły polityczne w Polsce. Oprócz narodowców, którzy chcą iść z Putinem przeciw Europie i oprócz partii rządzącej, która chce tego samego i pomocy szuka u Donalda Trumpa.

PSL, PO, Nowoczesna, Zieloni, SLD Lewica Razem – mamy takie samo stanowisko. Jak najwięcej posłanek i posłów musi wziąć odpowiedzialność za Europę. Wspólnie, razem musimy wziąć odpowiedzialność za Europę!

My chcemy iść razem z Europą. Pragniemy dalszej integracji, jesteśmy gotowi rozpocząć proces przyjmowania euro, a wraz z nim europejskich standardów wynagrodzeń i polityki socjalnej. Będziemy walczyć o europejską płacę minimalną; oczekujemy, iż Polska dołączy do unii bankowej, pragniemy budowy europejskiej armii.

Więcej Polski w Europie i więcej Europy w Polsce – to nadal nasze hasło. Jeśli tak – to stawiamy sobie dwa cele: utrzymać, a nawet powiększyć reprezentację SLD w Parlamencie Europejskim i wzmocnić Partię Europejskich Socjalistów, formację której cele zbieżne są z naszymi.

Droga ku temu – moim zdaniem – prowadzi poprzez szeroką koalicję sił proeuropejskich w Polsce. Chcemy iść razem, ale pod własnymi znakami i do macierzystych frakcji ideowych. Skoro wróg jest jeden, to musi walczyć z nim jedna armia. A w niej rozmaite wojska, ale z tą samą myślą przewodnią. Trzeba wygrać i wiemy jak to zrobić. Potrzeba nam woli współpracy i poczucia lojalności, czytelnych zasad i dobrego porozumienia uwzględniającego niezbędna konieczności, ale wykorzystującego każdą szansę. Widzę możliwość takiego porozumienia.

Dlaczego Donald Trump i PiS wygrywają wybory? Ponieważ potrafią zmobilizować różne, czasem przeciwstawne grupy pod jednym sztandarem. My też mamy takie wartości!!! Unia Europejska, Konstytucja, praworządność, nowoczesność, tolerancja i demokracja! Mamy ludzi, którzy to reprezentują: premierów Leszka Millera, Włodzimierza Cimoszewicza, Marka Belkę oraz wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego Bogusława Liberadzkiego, Janusza Zemke, Jerzego Wenderlicha, Małgorzatę Sekułę-Szmajdzińską, Marka Balta, Andrzeja Szejnę, Riada Haidara i Katarzynę Piekarską.

Wierzę, że SLD ma tak silną tożsamość i historię, iż nie zniknie w tym bloku. Polska nie rozmyła się w Unii Europejskiej, a Sojusz nie rozmyje się w bloku walczącym o dobrą przyszłość dla naszych dzieci!!!

Jeśli wygramy te walkę, to tę zasadę chcielibyśmy utrzymać także w wyborach krajowych, jesienią 2019 roku. Rozstrzygną o tym członkowie naszej partii w referendum, ale aby miało ono sens wpierw trzeba wygrać w maju.

Flaczki tygodnia

Miała być sukcesem ekipy PiS, stała się kanonadą konfliktów i gaf. Serią nerwowych akcji gaszących kolejne medialne pożary. W efekcie wszyscy zapamiętają warszawską konferencję poświęconą „planom pokojowym na Bliskim Wschodzie” jako spotkanie, gdzie najważniejsi goście cynicznie wykorzystali gospodarczy. A niektórzy jeszcze gospodarzy obrazili.

Lista gaf jest długa jak na jednodniową imprezę. Zaczęło się od inauguracyjnego wystąpienia sekretarza Stanu USA Mike Pompeo, który upomniał polskich gospodarzy, że nie załatwili roszczeń dotyczących żydowskiego mienia.
Na takie słowa polski premier i polski prezydent powinni zapytać amerykańskiego polityka kogo on reprezentuje. Bo jeśli obywateli USA, to te roszczenia zostały załatwione już w 1960 roku. Jeśli zaś pan sekretarz Pomopeo reprezentuje też interesy obywateli Izraela, to powinien to jasno zadeklarować.

Ten sam sekretarz Pompeo wielce wychwalał obywatela zasłużonego obywatela żydowskiego Franka Blajchmana. Uznawanego w IV RP za stalinowskiego zbrodniarza. Było to jawne splunięcie w politykę historyczną elit PiS. Ponieważ splunął nowy Wielki Brat, to elity PiS musiały zapomnieć o swojej „godności”. Udawać, że „nic się nie stało”.

Nie dało się już milczeć, kiedy akredytowana amerykańska dziennikarka Andrea Mitchell z NBC poinformowała z Warszawy miliony obywateli USA, że powstanie w getcie w 1943 roku było skierowane przeciwko „nazistowskiemu i polskiemu reżimowi”. Oczywiście pani Mitchell za kłamstwa przeprosiła. Ale na pewno więcej osób usłyszało jej pierwsze stwierdzenie, niż przeprosinach.

Akredytowani na konferencji dziennikarze polscy obserwowali obrady skoncentrowani w przygotowanej dla nich sali. Nie mieli szans dotarcia do zaproszonych gości. W przeciwieństwie do amerykańskich i izraelskich kolegów, których zaproszona na spotkania z ich delegacjami. Polskich dziennikarzy polscy organizatorzy potraktowali jak „drugiego sorta”.

Sprawnie i cynicznie izraelski premier Benjamin Netanjahu wykorzystał konferencję do swojej kampanii wybiorczej. W czasie spotkania z izraelskimi dziennikarzami w warszawskim Muzeum Historii Żydów Polski POLIN miał on, w nawiązaniu do sporu o ustawę o IPN, stwierdzić, że „Polacy kolaborowali z nazistami i nie znam nikogo, kto kiedykolwiek był sądzony za mówienie o tym”.

Słowa te opublikował szybko dziennik „Jerusalem Post”. I po medialnej burzy równie szybko zmienił swoją relację. Sam Netanjahu twierdził, że miał na myśli indywidualnych Polaków. Ale nawet takie jego słowa były co najmniej niezręczne. I bardzo nielojalne wobec gospodarzy z PiS.

Już po północy z czwartku na zeszły piątek prezydent Andrzej Duda zamieścił zaskakujący wpis na Twitterze: „Jeśli wypowiedź premiera Netanjahu brzmiała tak, jak podają media, gotów jestem udostępnić rezydencję prezydenta RP „Zameczek” w Wiśle na spotkanie premierów Grupy Wyszehradzkiej (V4). Izrael nie jest w tej sytuacji dobrym miejscem by się spotykać, mimo wcześniejszych ustaleń”. W ten sposób prezydent odniósł się do słów izraelskiego premiera.

Zmobilizowany postawą pana prezydenta polski MSZ wezwał JE Annę Azari, ambasador Izraela w Polsce, do złożenia wyjaśnieni. Pani ambasador, nazywana przez prawicowych publicystów „Miss Anypolonizmu”, zadeklarowała, że publikowany cytat był nieprecyzyjny. „Byłam obecna przy briefingu premiera i nie mówił on, że polski naród kolaborował z nazistami, a jedynie że żadna osoba nie została pozwana do sądu za wspominanie o tych Polakach, którzy z nimi współpracowali”. Niezależnie od przytaczanej wersji wypowiedzi Netanjahu, każda z nich jest dla elit PiS obraźliwa.

Do grona gafowiczów dołączył pan premier Morawiecki, który powitał przybyłych na konferencję przemówieniem – poematem o warszawskim śniegu witającym tutaj zebranych. Wywołało to zdziwienie, a potem lawinę żartów wśród dziennikarzy. Zorientowali się bowiem, że pan premier czyta przemówienie napisane kilka dni wcześniej, kiedy w Warszawie śnieg jeszcze był. Biedny premier jest już tak oderwany od rzeczywistości, odgrodzony ciemnymi szybami swej limuzyny, że nie zauważa nawet zmiany pogody.

Po konferencji nawet propisowscy komentatorzy zauważali, że rząd został wciągnięty w nie nasz konflikt i przygotowania do wojny na Bliskim Wschodzie, w której nie mamy żadnego interesu. Że USA nie traktują Polskę podmiotowo, bo o partnerskich relacjach nie ma co marzyć.
To Amerykanie narzucili tematykę i ton rozmów. Polskiej stronie pozostały kwestie organizacyjne. Musiała też robić dobrą minę do złej gry i patrzeć, jak Waszyngton wbija klin pomiędzy Warszawę a inne stolice europejskie.

Trudno jest też dopatrzeć się zysków dla Polski. Amerykanie bez konferencji sprzedaliby nam broń, bo na tej transakcji dobrze zarabiają. Wzmacnianie flanki wschodniej żołnierzami USA to część amerykańskiej strategii ograniczania wpływów rosyjskich. Zniesienie wiz dla Polaków to kwestia czasu, bo USA nie są już atrakcyjne jako rynek nielegalnej pracy.

Liderzy PiS wykreowali obraz Rosji jako potencjalnego i pewnego agresora. Choć Rosja nie ma żadnego interesu by rozpocząć wojnę z Polską. Taki straszak był potrzeby polskiemu lobby zbrojeniowemu i wspierających go polityków, aby uzasadnić zwiększenie wydatków na zbrojenia. Te wydatki miały trafić do polskich fabryk. Finansować badania, nowe produkcje, zakupy licencji.
Ale politycy PiS przez trzy lata nie potrafili wydać ich w kraju. Teraz na potrzeby kampanii wyborczej zgodzili się zrobić duże zakupy w USA.

W efekcie takiej polityki polski podatnik pracuje na rozwój amerykańskiego przemysłu. Politycy PiS zachowują się jak dealerzy amerykańskiego przemysłu i jeszcze każą się cieszyć swym wyborcom, że wzbogacają USA.

Idealizm i pragmatyzm

O tym, kto w Polsce boi się lewicy i dlaczego w tym samym czasie lewicowe organizacje ponoszą klęski, jak przestać bać się własnego cienia i jakie znaczenie mają wybory parlamentarne jesienią tego roku Wojciech Łobodziński (strajk.eu) rozmawia z Anną-Marią Żukowską, rzeczniczką prasową SLD.

Z kim ostatecznie Sojusz Lewicy Demokratycznej będzie szedł do wyborów europarlamentarnych? 8 stycznia przewodniczący partii mówił „Gazecie Wyborczej”, że kwestia ta wyjaśni się w ciągu najbliższych dni…
Tragedia, jaka dotknęła Polskę 13 stycznia, nie przeszła bez echa w środowiskach politycznych. Reprezentacja SLD była na pogrzebie prezydenta Adamowicza, a żałoba po tragicznie zmarłym przedłużyła procesy negocjacyjne. Ponadto statut partyjny mówi jasno – to konwencja partyjna decyduje o takich sprawach.

Czy to nie za późno? Czy najwyżej notowana lewicowa partia w Polsce nie powinna była podjąć tak kluczowych decyzji już wcześniej?
Ależ skądże! Może właśnie zbytni pośpiech tych, którzy chcieliby wszystko załatwić na podstawie krótkich rozmów i obietnic niepodpartych zaufaniem, które buduje się poprzez długi dialog, byłby błędem. Z pewnością nie możemy sobie pozwolić na określenie się za późno. Ale połowa lutego to jeszcze nie jest tragedia. Lepsza jest powolna praca i towarzysząca jej trzeźwa ocena sytuacji. To pozwoli nam wynegocjować coś, co dla reprezentowanej przez nas znacznej części lewicy polskiej, będzie korzystne na dłuższą metę.

Ale wydawało się, że wasze ruchy są dość oczywiste. Dostaliście od partii Razem jasny sygnał po wyborach samorządowych. Także wnioski z waszego wyniku wyborczego same się narzucały.
Niektóre sygnały bywają przedwczesne…
A nasze ruchy byłyby oczywiste, gdybyśmy byli jedynym podmiotem, jaki podejmuje decyzje. Tymczasem rozmowy były toczone przez wszystkich i na różnych frontach, i przez partie parlamentarne, czy te spoza parlamentu. Brało w nich też udział nowe stronnictwo Roberta Biedronia, chociaż ono akurat od początku dawało do zrozumienia, że nie zdecyduje się na start w żadnej szerszej formule, a już na pewno nie jednoznacznie deklarującej się jako lewicowa.

Ale jednak podczas konferencji w siedzibie partii Razem, 8 stycznia, przedstawiciele i przedstawicielki ruchów związkowych i lokatorskich oraz mniejszych partii, wszyscy, może poza Piotrem Ikonowiczem, dali jasno do zrozumienia, że czekają na waszą decyzję.
Żeby podjąć decyzję, musimy zwołać zarząd i konwencję. Może demokracja nie jest spektakularna i dużo kosztuje, ale tak działa u nas. Postępujemy po prostu zgodnie ze statutem.

Robert Biedroń prowadził rozmowy z partią Razem. Nie było tak, że starał się on jednak zbudować lewicową koalicję, tylko z wykluczeniem SLD?
Nie wiem tego. Natomiast jeśli to prawda, to jestem ciekawa, czy partia Razem figurowałaby na listach jako koalicjant, czy chodzi tylko i wyłącznie o start poszczególnych osób na listach. Wtedy mielibyśmy taką samą sytuację, jaką próbowano nam sprzedać w Warszawie w wyborach samorządowych. Jako żywo nie było tu mowy o żadnej nowej koalicji. Proponowano nam start z list, a my w SLD tak się nie bawimy. Nie chcę jednak komentować przebiegu rozmów Razem z Biedroniem, bo po prostu nie wiem, jak one przebiegały.

A do jakiej opcji Tobie osobiście jest najbliżej?
Powszechnie znanym faktem jest, że jestem zwolenniczką koalicji lewicowej. Mowa tu oczywiście o wyborach do Europarlamentu, w których nie ma innego progu dla koalicji, a innego dla partii. Takie rozwiązanie dyktują i względy ideologiczne, i realpolitik. W ten sposób nie oddalibyśmy swojego elektoratu. Wspólny start z KO to ryzyko utraty wiarygodności, co może skończyć się przegraną z PiS, po której zacznie się szukanie winnych. Będzie klops i frustracja…

… a według mediów liberalnych wszystkiemu zawsze winne jest SLD.
Może się okazać, że spadnie nam w korzystnych dla liberałów sondażach. “Pokażą” one, że SLD ma 2 proc. i Schetyna powie: “Włodek masz jedynkę, a reszta – do widzenia”.

I co wtedy?
Zakładam, że nie zgodzimy się na takie rozgrywki. Rozmowy się toczą. Ja wierzę w to, że są prowadzone dobrze. Ale zawsze jest ryzyko, że ktoś kogoś może oszukać. Lepiej przyjąć od razu takie założenie, by być czujniejszym na przyszłość.

Musicie jednak mieć jakieś warunki brzegowe.
Jeśli mowa o wyborach do Europarlamentu, to są to cztery punkty, naszym zdaniem esencjonalne dla naszej walki politycznej. Po pierwsze, to europejska płaca minimalna, następnie – wspólna polityka wojskowa Unii Europejskiej, wspólne siły zbrojne w założeniu maksymalnym, niezależne od NATO, przystąpienie Polski do Europejskiej Unii Bankowej, co pozwoliłoby na kontrolowanie takich patologii jakie ostatnio miały miejsce w KNF i docelowo przystąpienie do strefy euro, lecz w sposób bezpieczny, który gwarantowałby wzrost płac w Polsce. Dziś są one bardzo niskie i to właśnie, na równi z problemem łamania praw pracowniczych, uważamy za kwestię podstawową.

Jeśli to jest kwestia podstawowa, to rozwińmy – jaką Polskę chciałoby zbudować SLD? W polskiej polityce jedyna całościowa wizja, jaka funkcjonuje, to wizja PiS. A jeśli nie mamy już o czym marzyć, to w zasadzie jesteśmy martwi. Mnie osobiście skrajnie rozczarowuje mantra Czarzastego, który powtarza non stop, że “damy wam to, co PiS zabrał, a zostawimy to, co dał”. Dla mnie jest to poddanie pola walki o ideologię i dyskurs, pustosłowie. Ktoś mało życzliwy SLD dodałby nawet, że to dowód pustki ideowej i braku odwagi.
Myślę, że to, co mówi przewodniczący, to są nasze cele minimum. Trochę zabawne wydają mi się rewolucyjne koncepcje zmieniania świata z pozycji partii, sił czy środowisk, które nie mają na nic wpływu. To, co mogłoby moim zdaniem teraz zmienić polską rzeczywistość, to Unia Europejska. Bez niej nie istniejemy geopolitycznie, de facto prawnie jesteśmy od niej uzależnieni i mówię o tym w pozytywnym sensie. Nasi europarlamentarzyści są bardzo aktywni w S&D (Progressive Alliance of Socialists and Democrats). Samo wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej, co postulujemy my i nasza frakcja europejska, byłoby dla nas wszystkich rewolucją!

Ja to wszystko rozumiem, ale chodzi mi o bardziej emocjonalny ładunek polityki, o ideologię, o coś, za czym ludzie pójdą, w co będą wierzyć i o co będą walczyć. Nawiązując do myśli Chantal Mouffe czy Carla Schmitta, PiS był w stanie stworzyć podział gwarantujący mu hegemonię, podział my-oni.
I tym samym zantagonizować całe społeczeństwo. Nie wiem, czy tego chciałaby lewica.

Ale o tym właśnie mówi koncepcja walki klas, fundament działania lewicy. Antagonizm, który jest esencją polityki, można zagospodarować progresywniej niż na poziomie krzyża, “żołnierzy wyklętych” i “spokojnej konsumpcji”. A Unią mało kto się naprawdę interesuje, chyba że wtedy, gdy PiS ją opluwa.
PiS wymyśla jakieś tezy z szuflady, że w Brukseli NAM coś narzucają, chociaż my też jesteśmy częścią UE i o niej współstanowimy. Wszyscy mniej więcej wiedzą, co ona nam daje, ale niestety mało, kto wie jak działa. Więc łatwo wymyślać jakieś tezy o jakości fake newsów i zwykłego hejtu. Przy okazji na nich też budując swoją wizję tutejszej polityki i wspólnoty.

Może warto mówić o nowej jakości, równocześnie ją tworząc? Może inspiracją mogłaby być działalność Jeremiego Corbyna czy Die Linke, filozofia polityczna Bell Hooks, Negriego, Mouffe? A z polskiego podwórka – aktywizm takich ludzi jak Piotr Szumlewicz czy rozważania Rafała Wosia albo ekipy Praktyki Teoretycznej. Jest z czego wybierać…

SLD bacznie przygląda się zagranicznym partiom, często z nimi współpracując lub ucząc się z ich doświadczeń, niestety klimat panujący teraz na polskiej lewicy na niewiele w tych kwestiach pozwala. Zdecydowanie się zgodzę, że lewica w Polsce musi przestać bać się sama siebie. Odrzucić autocenzurę, bo prawica nam ją narzuciła, a wobec samej siebie jej nie stosuje.

Właśnie.
Prawica nie ma żadnych skrupułów, hołubiąc dwuznacznych czy jawnie podłych ludzi, poczynając od Dmowskiego, po Eligiusza Niewiadomskiego. Oni w ogóle nie mają w tym wszystkim cienia zahamowań! Romansują w sposób niebezpośredni, ale jawny, z organizacjami skrajnie faszystowskimi, nacjonalistycznymi. Czym w końcu jest zatrudnienie na stanowisku wiceministra cyfryzacji Andruszkiewicza, fana Łupaszki, mordercy niewinnych ludzi. To odrażający gest.
Tymczasem my się boimy własnego cienia, a mamy więcej chlubnych postaci, niż prawica.

Czy SLD da radę stworzyć nową formułę, treść, żeby idea lewicowa żyła, przyciągała nowych zwolenników? Przestać przepraszać, na przykład za Millera…
To było piętnaście lat temu! A cała III RP ma lat 30! To jest prehistoria.

A kto zajmie się porządkowaniem teraźniejszości? Może trzeba jakiegoś manifestu, żeby dobitnie skończyć z mówieniem o Millerze, Magdalence, o kandydatce Ogórek. Mamy 2019 rok i sytuację taką, a nie inną. Nie widzisz siebie jako autorki czegoś podobnego, skoro konsekwentnie mówisz o lewicowej koalicji, zwrocie ku postępowej polityce?
Tak, obecna sytuacja zbliża nas do katastrofy geopolitycznej i klimatycznej. Ale nie uważam, żeby to był czas na pisanie manifestów. Może za kilka miesięcy? Obecne kierownictwo zakłada, że musimy wrócić do Sejmu, by pozwolić sobie na prawdziwe odbudowywanie lewicy. Jeżeli teraz do Sejmu nie wejdziemy ani my, ani Razem, to będzie katastrofa. Po drugiej z rzędu porażce sejmowej nikt już się nami nie będzie interesował. Będziemy kwiatkiem do kożucha konserwatywnej Polski, kanapą sfrustrowanych myślicieli i myślicielek. Dlatego myślę, że trzeba pogodzić idealizm z pewnym pragmatyzmem. Jeśli nie dostaniemy się do Sejmu, to będziemy mogli sobie pisać bardzo piękne, elokwentne manifesty… których nikt nie przeczyta.

Chcesz powiedzieć, że zaczniecie ofensywę ideologiczną po wejściu do Sejmu?
Tak! Tak jak mówił przewodniczący Włodzimierz Czarzasty, to musi być kompletnie nowe otwarcie dla całej lewicy. Nie może się to skupiać tylko na SLD, to musi być coś nowego. Mam wielką nadzieję, że uda się do czegoś takiego doprowadzić. W tym roku, 15 kwietnia, SLD będzie obchodziło dwudziestolecie. To jest pewien kapitał doświadczenia, ale też okazja do rachunku sumienia, podsumowania i rozpoczęcia pewnych rzeczy od nowa. Czarzasty będzie do tego dążył. Wystarczy spojrzeć, co się stało przez ostatni rok – nigdy nie byliśmy tak blisko siebie na lewicy. Dochodzi do synergii, której potrzebują polscy pracujący i pracujące, wykluczeni i wykluczone, bo wyzwania kapitalizmu, którym musimy stawić czoła, są przeogromne. I wielki projekt dla nich będzie, ale w momencie wejścia do sejmu. Teraźniejsza scena polityczna nie pozwala na to, żebyśmy stworzyli coś, co by porwało tłumy. Najważniejsze i najskuteczniejsze, co możemy osiągnąć w najbliższej przyszłości, to po prostu dostać się do Sejmu! A potem działać dalej, razem ze związkami zawodowymi, organizacjami lewicowymi, razem z ludźmi.

Głos lewicy

Na Iran!

Sojusz Lewicy Demokratycznej opowiada się przeciwko organizowaniu konferencji bliskowschodniej na terenie Polski – poinformował Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący Sojusz podczas konferencji prasowej Sojuszu, która odbyła się w Sejmie 11 lutego 2019 r. W spotkaniu z dziennikarzami uczestniczył również Krzysztof Płomiński, ambasador Rzeczpospolitej w Arabii Saudyjskiej oraz Iraku.
Podczas konferencji padły również dwa istotne pytania: kto odpowiada z ramienia Polskich władz za organizację konferencji bliskowschodniej oraz jakie są jej koszty finansowe i kto je poniesie?
Międzynarodowa konferencja, która odbędzie się w Warszawie w dniach 13 – 14 lutego może stać się miejscem ostrego konfliktu o Iran. Tym bardziej, iż Teheran odmówił udziału w spotkaniu. Lista przedstawicieli dyplomatycznych, którzy nie wezmą udziału w konferencji jest dłuższa od jej uczestników.
Przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty podczas konferencji prasowej powiedział:
W związku z tym co wydarzyło się w Iraku w 2003 r., postanowiliśmy zabrać głos w sprawie konferencji bliskowschodniej, ponieważ widzimy te same elementy, które doprowadziły do bardzo złych działań.
Po pierwsze, wszelkie zapewnienia, iż organizacja tej konferencji w Polsce nie tworzy problemów nie są prawdziwe, ponieważ jest to ściąganie na Polskę niebezpieczeństwa i proszenie się o kłopoty. Z tego przecież powodu już podwyższono stopień zagrożenia terrorystycznego w naszym kraju.
Po drugie, jest to konferencja zwołana ad hoc przez Stany Zjednoczone i Polska została w tej sprawie ewidentnie wykorzystana. Podczas przygotowań do dzisiejszego wystąpienia, przyszła nam do głowy następująca refleksja – konferencja Bliskowschodnia to spotkanie chętnych na Iran. Podobne spotkanie miało miejsce w 2003 r. i zwołano wszystkie kraje, które by chętnie wystąpiły przeciwko Irakowi.
Po trzecie, reprezentacja krajów, które potwierdziły przyjazd do Polski ma dwie wady. Pierwsza wada, wiele krajów nie przyjedzie. Druga wada, to ci którzy przyjadą będą reprezentowani przez bardzo niski szczebel, poza przedstawicielami dwóch krajów, które są bezpośrednio zainteresowane tematem: wiceprezydent USA oraz premierem Izraela.
Uważamy, że nie będzie żadnych obiektywnych wniosków z tej konferencji i jest to wystąpienie przeciwko jednemu krajowi – Iranowi i nie jest to rozsądne.
Pozwolę sobie zadać dwa pytania? Kto w polskim rządzie odpowiada za organizację tej konferencji? Do sprawy nie przyznaje się ani MSZ, ani polski rząd, ani Kancelaria Prezydenta RP. Drugie pytanie: ile kosztuje zorganizowanie tej konferencji i kto pokrywa jej koszty?
Info z sld.org.pl

Głos lewicy

Sojusz Sojuszu?

Włodzimierz Czarzasty oświadczył:
Apel premierów mi się podoba, podoba mi się apel ludzi, który wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej. Polkom i Polakom zależy, aby w Unii Europejskiej reprezentowali ich poważni ludzie. Efektem odrzucenia współpracy przez Roberta Biedronia jest to, że nie powstanie szeroka lista lewicy.
16 lutego odbędzie się konwencja SLD; wtedy podejmiemy decyzję, czy pójdziemy do eurowyborów razem z PO, czy może też z PSL.
Naszą partię tworzy 23 000 osób, mamy określone procedury i żaden odpowiedzialny polityk nie przedstawia decyzji, dopóki taka nie zapadnie. Uprzejmie informuję – przyszła sobota. Koniec dyskusji.
Z kolei przed wyborami parlamentarnymi w SLD odbędzie referendum członków partii, którzy zagłosują, w jakiej koalicji – bądź sami – będą szli do wyborów do Sejmu i Senatu.

Wiosna, ach to ty!

Jerzy Wenderlich o Wiośnie Biedronia:
Mogę dopisać Robertowi Biedroniowi dalszą część programu: w roku 2020 wszyscy Państwo wygracie na loterii, w 2021 roku ponowna wygrana tylko tyle że z kumulacją, w roku 2022 wszyscy będą mięli unormowany poziom cukru, a w 2023 roku hemoglobina będzie wzorcowa.
Myślę, że partia Biedronia wywoła radość na polskiej scenie politycznej. Byłem kiedyś w Brazylii na słynnym Sambodromie, gdzie królowały ferie piór, balonów i konfetti, ta partia przypomina właśnie to wydarzenie.

Wyróżniona!

Z radością i dumą informujemy, że prof. Joanna Senyszyn znalazła się na liście TOP100 osób, które wywarły największy wpływ na środowisko LGBTQ+ w Polsce w 2018 r.
Prof. Senyszyn należy do nielicznego grona uwzględnionych na liście polityków i jest zarazem jedynym wyróżnionym politykiem heteronormatywnym. W imieniu SLD serdecznie gratulujemy naszej partyjnej koleżance ważnego i cennego wyróżnienia.
Info z sld.org.pl

KO+SLD=?

Szefowi SLD marzy się szeroka koalicja w wyborach w europarlamentu. Widzi w niej miejsce zarówno dla swojego ugrupowania, jak i Partii Razem i antyspołecznych liberałów.

Lewica czy liberalizm? Sojusz Lewicy Demokratycznej po raz kolejny w swojej historii staje przez takim wyborem. Wariant, w którym SLD wystartuje samodzielnie w najbliższych wyborach wydaje się bardzo mało prawdopodobny, a zatem partii Czarzastego przyjdzie wybrać pomiędzy Partią Razem i Zielonymi, a sojuszem liberałów, startującym pod szyldem Koalicji Europejskiej.
Ostateczna decyzja zapadnie 16 lutego na konwencji partyjnej, jednak w alians SLD z Partią Razem nie wierzy już prawie nikt. Taka perspektywa zaczęła się oddalać, kiedy w sondażach pojawiło się ugrupowanie Roberta Biedronia, co spowodowało spadek notowań Sojuszu i skłoniło kierownictwo do poszukiwania innych rozwiązań. – Idziemy z liberałami, to jest już postanowione. Zadecydował strach przez drugim z rzędu słabym wynikiem, co mogłoby się przełożyć na katastrofę w wyborach do parlamentu – wyznał anonimowo jeden z polityków SLD.
Wrażenie pogodzonego z takim wyborem sprawia od kilku dni Włodzimierz Czarzasty. – Ja jestem zwolennikiem utworzenia jak najszerszej koalicji jeżeli chodzi o Unię Europejską (…) Uważam, że koalicja szerokich sił, tzn. i PSL-u i Nowoczesnej i Platformy Obywatelskiej i SLD i Partii Razem i partii Zielonych, byłaby najrozsądniejsza” – oświadczył szef Sojuszu w Polskim Radio 24.
Co o pomyśle wspólnej listy z liberałami myślą razemici? – Przeanalizowaliśmy kilka wariantów, ale ten można rozpatrywać tylko w kategorii humorystycznej – powiedział Portalowi Strajk polityk Partii Razem.
Czarzasty przyznał też, że dobre wrażenie zrobiła na nim odezwa byłych premierów wystosowana w ubiegły piątek ws. wspólnego startu – pod szyldem Koalicji Europejskiej – w wyborach do PE.- Apel premierów mi się podoba, podoba mi się apel ludzi, który wprowadzali Polskę do Unii Europejskiej – dodał polityk.
Dołączenie SLD do liberalnego sojuszu sprawi, że Partia Razem pozostanie na placu boju z praktycznie zerową możliwością koalicyjną. Na razie do karminowej lewicy dołączyły tylko marki takie jak PPS czy Unia Pracy, które od lat nie prowadzą żadnej poważnej działalności politycznej. Razem może również liczyć na Ruch Sprawiedliwości Społecznej i być może – Zielonych.

Głos lewicy

Partia obłudników

Jak ktoś wejdzie w szczegóły tej sprawy to niewiele osób je zrozumie, a jak się spojrzy na nią z oddali i z dystansem, to wszystko wszyscy widzieli. Co to za nowość, że Srebrna jest spółką nomenklaturową, na której PiS się uwłaszczył? Nowością jest to, że się o tym nie mówi i to, że PiS zrobił wielką karierę, wskazując tych, którzy się uwłaszczali na majątku postkomunistycznym. To żadna nowość.
Druga sprawa, instrumentalne traktowanie banków. Czy to jest nowość? Jeżeli spółka związana emocjonalnie i z poglądami z PiS-em chce kupić np. Radio Zet, idzie do banku, wyraża swoje pragnienie i słyszy: nie ma problemu. Czy ktoś z ulicy wchodząc do banku i mówiąc to samo, dostałby taki kredyt?
Trzecia sprawa, prawdopodobnie spółka Srebrna finansuje PiS, zatrudniając osoby, które pracują dla tej partii. Pewnego rodzaju unia personalna. Takie działania są zakazane prawem, ale czy ktoś to udowodnił przez ostatnie 20 lat?
Sprawa czwarta, pan Kaczyński z pozycji członka rady Fundacji rozmawia o biznesie. Prezes PiS, który budował swój wizerunek osoby nie mającej nic wspólnego z biznesem, okazuje się być Don Jarosławem.
W „taśmach Kaczyńskiego” nie widzę nic nowego, to wciąż jest obłudna, cyniczna partia, która mówi: nie zdobywa się władzy dla pieniędzy. Ano właśnie nie, właśnie robią to dla pieniędzy, ponieważ jak nie zdobędą władzy w Warszawie to nie wydadzą sobie zezwoleń.
Rolą opozycji jest nagłaśnianie takich spraw, jak ta opisana dziś w „Gazecie Wyborczej i pokazywanie PiS całościowo jako partii obłudnej. – powiedział „Onet Rano” lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierz Czarzasty.

Dziwy po prawej stronie

W roku wyborczym takie dziwne rzeczy się dzieją, np. partie chowają niektóre osoby bądź sprawy. PiS chowa swoich liderów, pan Macierewicz już został schowany, pani Pawłowicz jest już chowana, za chwilę schowany zostanie prezes Kaczyński. Co chowa Platforma? Swoje konserwatywne korzenie. Jeszcze niedawno przewodniczący Schetyna mówił: „dość lewicowych eksperymentów”. Na konwencji PO powiedziano wiele słusznych rzeczy, ale Platforma nie jest, nie będzie i nie zastąpi lewicy.
SLD myśli o wspólnej proeuropejskiej koalicji razem z Nowoczesną, z PSL-em , z PO, ale niech każdy zostanie tam gdzie jest. Niech Platforma Obywatelska pozostanie liberalną partią z konserwatywną kotwicą, lewicę zostawcie SLD – powiedział w programie „Woronicza 17” Wincenty Elsner.

Udają zatroskanych

– Pan prezes Jarosław Kaczyński, jego najbliżsi współpracownicy udają takich zatroskanych o ludzi, udają takich, którzy że gdy rozmowa o pieniądzach, to oni 7 zł od 14,70 nie potrafią odróżnić, a tu w tych rozmowach padają kwoty oszałamiające – powiedział Jerzy Wenderlich w Poranku Radia TOK FM, komentując sprawę „taśm Kaczyńskiego”.
Wiceprzewodniczący SLD dodał, że „rzecz w tym, że kiedy udają zatroskanych o ludzi, zajmują się olbrzymimi biznesami”, tłumacząc, że planowane budynki miały być wyższe niż Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. – Ci, którzy udają, że nie stać ich na pastę do butów, zajmują się ogromnymi biznesami, a o rządzeniu, to się potem pomyśli – podkreślił Wenderlich.
– Tu jest rzecz przerażająca, że wygranie wyborów w Warszawie czy innym mieście służyłoby rozstrzygnięciom pozytywnym dla PiS-u tych biznesów, które są tu (na taśmach – red.) opisywane. Nie rozstrzyganiem spraw ludzi, mieszkańców – mówił.

W stronę Europy

Konwencja zadecyduje o formule startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego, referendum wewnątrzpartyjne orzeknie o formule startu do Sejmu i Senatu.

 

Podmiotowość, partnerstwo oraz wspólny program – to trzy warunki jakie muszą zostać spełnione, aby mogła zawiązać się proeuropejska koalicja na wybory do Parlamentu Europejskiego oraz prodemokratyczna do Sejmu i Senatu – zadecydowała Rada Krajowa SLD. W tym celu 15 grudnia 2018 r. Rada upoważniła Zarząd oraz przewodniczącego Włodzimierza Czarzastego do prowadzenia rozmów, zarówno ze środowiskami lewicy, jak i partiami, które są w opozycji do PiS. Rozmowy mają zakończyć się do końca stycznia 2019 r., w pierwszym kwartale przyszłego roku odbędzie się Konwencja SLD, która podejmie decyzję w sprawie ewentualnej umowy koalicyjnej na wybory do Parlamentu Europejskiego. W sprawie formuły startu do parlamentu krajowego w partii odbędzie się referendum, w którym udział będą mogli wziąć wszystkie członkinie oraz członkowie partii.
W związku z niechlubną rocznicą uchwalenia tzw. ustawy represyjnej zwrócono się do środowisk emerytów mundurowych z przesłaniem o solidarności oraz wspólnej walce o odzyskanie praw nabytych przez tę grupę społeczną. Rada Krajowa podsumowała również wybory samorządowe 2018 r. oraz podziękowała wszystkim wyborcom za głosy, a kandydatom za start.
Szczegóły przebiegu Rady zaprezentowano na konferencji prasowej tuż po jej zakończeniu. – W sposób jednomyślny Rada Krajowa potwierdziła dotychczasową linię partii, tzn. brak współpracy z PiS-em na jakimkolwiek szczeblu samorządowym będzie kontynuowana, potwierdziliśmy, iż żadna członkini ani członek naszej partii nie ma prawa startu z jakiejkolwiek innej listy partyjnej. W sprawach wewnętrznych ustaliliśmy, że nie zdarzy się taka sytuacja, iż ktokolwiek będzie mówił w mediach niefajnego na temat swojej partii – powiedział Włodzimierz Czarzasty rozpoczynając spotkanie z dziennikarzami. – Rada Krajowa SLD jednomyślnie upoważniła Zarząd partii oraz przewodniczącego do podjęcia rozmów dotyczącej potencjalnej koalicji do wyborów do Parlamentu Europejskiego. Samodzielny start jest zawsze możliwy, ale uważamy, że powinniśmy stworzyć koalicję. Nasz mandat do rozmów koalicyjnych: po pierwsze z lewicą: Partią Razem, Partią Zieloni oraz tymi wszystkimi organizacjami, z którymi już szliśmy do wyborów. Równolegle ze wszystkimi siłami demokratycznymi, do których zaliczamy: PSL, Partię Nowoczesną, czy też Platformę Obywatelską – poinformował przewodniczący SLD.
– W pierwszym kwartale 2019 r. na Konwencji podejmiemy ostateczną decyzję o formule startu do Parlamentu Europejskiego. Dzisiaj zwołaliśmy Konwencję SLD, jej dokładny termin określi Zarząd partii i na niej zatwierdzimy ewentualną umowę koalicyjną. Zgodnie z zapowiedziami zadecydowaliśmy, iż sposób wejścia powrotu Sojuszu Lewicy Demokratycznej do polskiego parlamentu zostanie zatwierdzony w referendum wszystkim członkiń i członków partii – mówił Czarzasty..
Przewodniczący Sojuszu zapowiedział, iż najdalej do końca stycznia zostaną ustalone zasady współpracy z potencjalnymi koalicjantami. – Będziemy się spotykać z partiami, które Unię Europejską, tolerancję, sprawy nam bliskie uważają za wartość. Będę prosił o spotkania z liderami tych partii i będziemy starali się stworzyć proeuropejską koalicję, której jednym z celów będzie wprowadzenie jak największej ilości eurodeputowanych, którzy uważają, iż Polska powinna być w UE, a Unia powinna być silna. A wyborach do parlamentu krajowego będziemy chcieli stworzyć prodemokratyczną koalicję, której jednym z celów będzie doprowadzenie do tego, iż Polska stanie się lepiej zarządzanym krajem niż jest obecnie.
Rada Krajowa Sojuszu skierowała również podziękowania wyborcom oraz kandydatom, którzy wsparli SLD Lewica Razem w ostatnich wyborach samorządowych. – Gratulujemy wszystkim tym, którzy zdobyli mandaty. Współrządzimy obecnie wspólnie z PSL-em, Nowoczesną i Platformą Obywatelską w 8 województwach na poziomie Sejmików. Mamy 7 prezydentów z legitymacją SLD, ponad 20 ma PO, 5 PiS. Wynik 6,7% został uznany za wynik, który nas nie satysfakcjonuje, ale pamiętamy o tym , że w roku 2016 startowaliśmy z długiem 6,5 mln złotych, wypadliśmy z Sejmu i byliśmy po skandalicznej decyzji w sprawie kandydatki na prezydentkę – Magdalenę Ogórek, która zdobyła 2% poparcia. Jako partia pozaparlamentarna zdobyliśmy 4 wynik w Polsce – podsumował Włodzimierz Czarzasty. – Ze swojej strony pragnę podziękować Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, Włodzimierzowi Cimoszewiczowi oraz Markowi Belce za pomoc w wyborach samorządowych – powiedział.
Prof. Bogusław Liberadzki podczas konferencji prasowej zarysował ramy wspólnoty programowej na wybory do europarlamentu. – Nasza podstawowa troską jest Unia Europejska: coraz bardziej sprawna, solidarna, sprawiedliwa; która chroni i daje poczucie obywatelom, iż wszystkim nam żyje się lepiej. Proszę zauważyć, iż spośród obecnych 51 posłanek i posłów, którzy pochodzą z Polski, mniej więcej połowa znajduje się w tej proeuropejskich grupach politycznych: Socjaliści i Demokraci (SLD oraz UP) i Europejskiej Partii Ludowej (PO oraz PSL). Druga połowa to albo eurosceptycy – Konserwatyści Reformowani, bądź też wręcz przeciwnicy Unii Europejskiej. Stąd nasz apel, nasza otwartość i swojego rodzaju wsparcie ma prowadzić do tego: twórzmy atmosferę proeuropejską, ta Unia jest nasza i przez nas jest kształtowana – mówił wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
– UE będzie bardziej propolska, kiedy więcej posłanek i posłów, którzy nie kwestionują, ale umieją zmieniać Unię Europejską – podkreślił Liberadzki. – Jesteśmy otwarci na partnerstwo, na tworzenie koalicji z wszystkimi tymi, którym jest po drodze z silną Polską w zdrowej Unii Europejskiej. Z naszej obecności w UE płynie nasz sukces, ale nikt nie obiecał, że będzie łatwo, nikt przecież tego nie obiecywał, o swoje trzeba walczyć, a my wiemy jak to robić – podsumował.
Wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela przedstawił fundament, na którym powinna opierać się współpraca pomiędzy prodemokratycznymi i proeuropejskimi partiami. – Kiedy rozmawialiśmy o koalicjach wyborczych ustaliliśmy następujący fundament: 3xP: program, partnerstwo i podmiotowość. Te trzy elementy są niezbędne, aby szukać kompromisu oraz wspólnych porozumień wyborczych.
– Bardzo dobrym tego przykładem jest miasto Łódź, gdzie wszystkie partie polityczne będące w opozycji do PiS-u cofnęły się i schowały swoje szyldy tworząc wspólny komitet. SLD, PO, Nowoczesna, PSL wystawiły jednego kandydata na urząd prezydenta miasta. W wyborach samorządowych w Łodzi SLD osiągnął bardzo dobry wynik i wprowadził 8 radnych do Rady Miasta – mówił wiceprzewodniczący partii. – Dzisiaj Sojusz jest podmiotem, ponieważ funkcjonuje klub radnych SLD. Fundament 3xP jest niezbędny, aby poważnie podchodzić do proeuropejskiej, czy też ewentualnej jednej dużej prodemokratycznej listy wyborczej – podkreślił Trela.
W związku z rocznicą uchwalenia tzw. ustawy represyjnej Andrzej Rozenek zwrócił się do środowisk emerytów mundurowych. – Jedną z przyjętych dzisiaj uchwał, jest dokument skierowany do środowiska emerytów mundurowych. 16 grudnia 2016 r. PiS w niezbyt dobrze znanych okolicznościach prawnych na Sali Kolumnowej przyjął tzw. ustawę represyjną – ustawę o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin – przypomniał polityk lewicy.
– Ustawa ta spowodowała śmierć 52 osób, jest niezwykle niesprawiedliwa i godzi w porządek konstytucyjny państwa – poinformował Roznek.
– Przededniu tej nieszczęsnej rocznicy SLD solidaryzuje się ze środowiskiem emerytów mundurowych; podkreśla, iż niedopuszczalne jest stosowanie odpowiedzialności zbiorowej wobec kogokolwiek; zaznacza, iż zabieranie praw nabytych jest niezgodne z konstytucją. Ustawa represyjna jest zwykłą agresją partii politycznej wobec społeczeństwa – podkreślił.

Włodku, musisz!

Po przeciętnym wyniku w wyborach samorządowych dla SLD, zaczęło się coś, co w polityce jest naturalne – wzajemne animozje, pretensje i gorzkie żale. Oczekiwania z pewnością były większe, choć wynik SLD nie jest taki słaby, jaki lansuje wielu publicystów.

 

Wielu samorządowców winą na wynik wyborczy obarcza lidera Sojuszu. Takie opinie docierają z Warszawy i Poznania. Obie struktury uważają, że Włodzimierz Czarzasty powinien podać się do dymisji. Jakby zapominając z jakiego dołka wyciągał tę partię Czarzasty jeszcze dwa lata temu, kiedy to podzielony i wewnętrznie rozbity Sojusz miał 2-3% w sondażach i gdzie wielu lansowało tezę o zwinięciu sztandaru. Tak się jednak nie stało. SLD przetrwał najgorszy dla siebie czas. Lewicy nadal jednak będzie pod górkę z co najmniej trzech powodów.
Po pierwsze. Włodzimierz Czarzasty postawił na podmiotowość SLD za co został wściekle zaatakowany przez liberalny mainstream, który rolę lewicy widzi w Koalicji Obywatelskiej, która jest konglomeratem i zlepkiem wielu idei, których nie łączy tak naprawdę nic, poza dokopaniem władzy. Jak to zrobić, to już mniej ważne. A tak się z PiS nie wygra, bowiem Jarosław Kaczyński dość skutecznie przeorał świadomość społeczną w Polsce poprzez wprowadzenie programu 500 plus. Liberalna opozycja twierdziła, że nie ma na to pieniędzy, że jego wprowadzenie zniszczy budżet. Poprzez emocje zawsze budowało się w Polsce skutecznie politykę społeczną polegającą na ograniczaniu na nią wydatków i sprowadzając rolę państwa do nic nieznaczącego czynnika. To się skończyło. I to wydaje się zrozumiał Włodzimierz Czarzasty, który konsekwentnie odmawia koalicji w ramach Koalicji Obywatelskiej. Szansa na sojusz z partią Razem i szukanie wsparcia na lewicy, to jedyny słuszny kierunek, jaki dziś Sojusz może obrać. W ramach Koalicji Obywatelskiej Włodzimierz Czarzasty zawsze będzie za Grzegorzem Schetyną a lewicowe postulaty rozmyją się w liberalnym programie PO. Czy obecność takich postaci jak Rosati, Hübner, Arłukowicz, zmieniło oblicze PO? Nie, a przykładem tego niech będzie cytat Barbary Nowackiej, która grzmiała po głosowaniu w Sejmie w sprawie aborcji. Okazało się wówczas, że zabrakło zaledwie 9 głosów, by obywatelski projekt „Ratujmy kobiety” skierować do dalszych prac. Zabrakło, gdyż wielu przedstawicieli opozycji w ogóle nie wzięło udziału w głosowaniu. Nowacka pisała: Na demonstracjach prodemokratycznych, sorry, nie macie czego szukać(…) Być mniej progresywnym od Macierewicza i Pawłowicz? Mega słabe. Tym bardziej dziwi jej energiczne wsparcie projektu Koalicji Obywatelskiej.
Po drugie. W przyszłym roku pierwszym testem dla lewicy będą wybory do Parlamentu Europejskiego. Sojusz ma swojego wiceprzewodniczącego PE prof. Bogusława Liberadzkiego. To ewenement, aby partia, która znajduje się poza Sejmem, miała swojego wiceszefa PE. Obecnie tylko SLD potrafi wysunąć w miarę liczącą się reprezentację w tych wyborach. Będą one nieco inne niż wybory samorządowe, gdzie dużą rolę odrywały lokalne komitety wyborcze. W tych wyborach w dużej mierze wybór będzie albo za europejskimi wartościami albo za ich zanegowaniem. W PiS już widać, że flaga Unii Europejskiej będzie eksponowana, choć jeszcze niedawno wycofana była z KPRM a przez jej posłankę nazwana była „szmatą”. Działania PiS na arenie międzynarodowej skutecznie osłabiają pozycję Polski. Nie mamy praktycznie żadnych przyjaciół. Pragmatyczni Węgrzy, Czesi czy Słowacy prowadząc ostre negocjacje z UE nie zamykają sobie furtki z Rosją, skutecznie lawirując w polityce międzynarodowej. Rząd PiS skutecznie skłócił Polskę z UE a w walce z Rosją stał się europejskim jastrzębiem, co nie przynosi zrozumienia w Europie. Wspólna lista lewicy, w tym Zielonych i Razem to szansa na poszerzenie socjalistycznej frakcji w PE, drugiej po chadeckiej. PO i PSL zasiadają w tej samej frakcji co partia premiera Victora Orbana. W takiej być może zasiądzie również Barbara Nowacka.
I wreszcie po trzecie. Polskie społeczeństwo jest egalitarne a trwająca od ponad dekady jałowy spór PO-PiS niszczy debatę publiczną w Polsce. Wychowuje się nowe społeczeństwo, które żyje w tym konflikcie, podsycane nienawiścią i wojną. Doszliśmy w debacie publicznej do jakiegoś absurdu. Nie potrafimy już rozmawiać na argumenty, brak elementarnej kultury wypowiedzi, a chamskie wypowiedzi posłów i dziennikarzy stają się nieodłączne w dyskusji. Nigdy chyba po 1989 roku nie byliśmy tak podzieleni, jak dziś. Dlatego tak bardzo potrzebna jest trzecia siła. Może być nią tylko lewica, konsekwentnie opowiadająca się za prawami pracowniczymi, prawami człowieka i europejskimi wartościami. Rozmowy SLD z Razem to milowy krok ku wspólnej liście w przyszłorocznych wyborach do Sejmu. Być może dołączy do tego Robert Biedroń, który widzi w swojej tworzącej się partii alternatywę dla rządów PO-PiS. Jest on, podobnie jak Czarzasty, atakowany przez liberalne media za niedołączenie do projektu Koalicji Obywatelskiej. Lider SLD, jako przewodniczy największej dziś lewicowej partii, musi zrobić wszystko, żeby nie dopuścić do jeszcze większej polaryzacji na scenie politycznej. Wspólny blok SLD, Razem, partii Roberta Biedronia to może być autentyczna alternatywa wobec dwóch wielkich bloków politycznych. Rok 2019 będzie zatem decydująca dla przyszłości nie tylko SLD, ale całej lewicy. W 2015 rok SLD i Razem otrzymały ponad półtora miliona głosów. Lewicowi wyborcy pozostali osieroceni poprzez głupotę i ambicje liderów. Nie można do tego dopuścić w przyszłym roku. Wszystkie ręce na pokład!