Z kim do Sejmu

Za rok w Polsce może być tak. PiS wygrywa wybory, ale będzie miało w Sejmie 220 parlamentarzystów. Aż dwustu dwudziestu. I tylko dwustu dwudziestu, bo do zwykłej większości, do powołania rządu zabraknie im przynajmniej jedenastu.
Jeśli w Sejmie znajdzie się reprezentacja Kukiz15, albo wyrosłej z Kukiza reprezentacji narodowców, to pan prezes Kaczyński zmontuje z nimi koalicję. I będzie rządził Polską nadal. I wtedy, bez skrępowania pójdzie drogą Wiktora Orbana. Skutecznie spacyfikuje opozycję i ustanawia rządy PiSowskiej oligarchii.
Może mu się to szybko udać, jeśli na fali jesiennego zwycięstwa reprezentant pana prezesa Kaczyńskiego wygra latem 2020 roku wybory prezydenckie. Wygra, jeśli zdołowana przegraną opozycja zacznie szukać winnych klęski w szeregach swych partnerów politycznych. I we własnych też. Każdy rozkład opozycyjnego bloku będzie sprzyjał szansom Kaczyńskiego kandydata.
Wariant drugi to kolejne rządy PiS i wielka mobilizacja opozycji w czerwcu 2020 roku. Dającą wygraną kandydata zjednoczonej opozycji w wyborach prezydenckich. Wtedy będziemy mieli rządy PiS stale blokowane przez prezydenckie weta. Co doprowadzić może do eskalacji politycznej wojny lub rozpisania nowych wyborów parlamentarnych.
Jeśli pan prezes Kaczyński uzna, że następnym razem PiS wygra tak wysoko, że będzie miał w Sejmie wystarczająca większość do odrzucania prezydenckich wet.
W wariancie trzecim sytuacja będzie podobna. Tylko wtedy zjednoczona opozycja, czyli „PO, Nowoczesna, PSL, SLD +” wygrywają wybory parlamentarne. I po przepychankach z panem prezydentem Andrzejem Dudą montują koalicyjny rząd.
Ale nie są już w stanie wystawić jednego, silnego kandydata w wyborach prezydenckich. I potem o jeden procent przegrywają z kandydatem pragnącej rewanżu narodowo-katolickiej prawicy. Znów zjednoczonej wokół pana prezesa Kaczyńskiego.
Wariant czwarty to wygrana zjednoczonej, antypisowskiej opozycji w wyborach parlamentarnych i przyszły rząd koalicji. I jeszcze wygrana w wyborach prezydenckich kandydata zjednoczonej opozycji. Dzięki nadal jej zgodnej współpracy latem 2020 roku.

Kaprysy Wiosny

Wszystkie wymienione warianty politycznej przyszłości są wielce prawdopodobne dzięki zaistnieniu nowej siły politycznej. Partii Roberta Biedronia zwanej „Wiosną”. Ma ona sondażowe notowania na poziomie 14 procent, co skłania jej lidera do kreowania się na trzecią siłę polityczną.
Dlatego partia Biedronia wystartuje samodzielnie w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Chce poznać rzeczywisty poziom swego poparcia. Wybory do Parlamentu Europejskiego odbywają się wedle ordynacji sprzyjającej dużym i średnim ugrupowaniom. Dlatego przy notowaniach na poziomie kilkunastu procent partia Biedronia może zyskać 5-8 mandatów w Parlamencie Europejskim. Co dla partii debiutującej na scenie politycznej jest wyjątkowo cenne.
Inaczej będzie w wyborach do Sejmu i Senatu. Te odbywają się wedle większościowej metody D’Hondta. Ta preferuje ugrupowania, które mają przynajmniej piętnaście procent poparcia.
Partie osiągające wynik poniżej 10 procent mogą liczyć na trzydzieści – czterdzieści mandatów, czyli własny klub poselski w przyszłym Sejmie.
Ale jednocześnie każde ugrupowanie osiągające wynik na poziomie 5-8 procent poparcia wzmacnia też wynik partii zwycięskiej w wyborach. Pod warunkiem, że te mniejsze ugrupowania nie podbierają wyborców zwycięskiemu ugrupowaniu.
Jeśli wierzyć sondażom na partię Roberta Biedronia chcą głosować wyborcy sympatyzujący z PO i Nowoczesną, Partią Razem oraz wyborcy, którzy nie głosowali wcześniej. Bo nie mieli swoich reprezentantów.
Nic dziwnego, że najsilniejsza krytyka spadła na Roberta Biedronia ze strony środowisk liberalnych i radykalnej lewicy.
Wynik wyborczy wiosennego Biedronia jest dzisiaj trudny do oszacowania. Jeśli zdobędzie przynajmniej 15 procent poparcia, to ma szansę być trzecią siłą polityczną.
Jeśli dostanie poniżej 10 procent, to uzyska swój klub parlamentarny w Sejmie. Będzie jednak tylko radykalną opozycją. Co gorsza, wtedy taki wynik może nabić dodatkowe poparcie dla narodowo- katolickiej PiS.
Takie są efekty metody D’Hondta.

Z kim SLD?

Podstawowym politycznym obowiązkiem SLD jest powrócić do Parlamentu Europejskiego i przed wszystkim do Sejmu i Senatu.
I dlatego wszyscy świadomi Wyborcy i kierownictwo SLD powinni kierować się najbliższych wyborach przede wszystkim pragmatyzmem politycznym.
W wyborach do Parlamentu Europejskiego jeszcze niedawno kierownictwo SLD mogło wybierać. Koalicję lewicową, czyli dotychczasowy sojusz SLD-Lewica Razem wzmocniony porozumieniem z Partią Razem i Zielonymi. Praktyka polityczna ostatnich tygodni pokazuje, że część środowisk Partii Razem i Zielonych może zostać wchłoniętych przez partię Roberta Biedronia.
Zatem bardziej efektywna może być trudniejsza programowo koalicja „Proeuropejska”. Czyli porozumienie PO + PSL+ Nowoczesna + SLD +.
Taki blok ma szansę wygrać wybory do Parlamentu Europejskiego pod jednym warunkiem. Bardzo silnej pracy każdej z tych partii ze swoimi Wyborcami. Uświadomienia im, że nadzwyczajna sytuacja wymaga takich nadzwyczajnych koalicji. Że interes państwa polskiego czasem trzeba postawić ponad interes partii, ponad jej pryncypia ideowe.
Podobny blok wyborczy mógłby wystartować w jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu RP. W tych wyborach obowiązuje metoda D’Hondta. Jeśli przyszła koalicja antypisowska sporządzi uczciwe listy wyborcze, czyli takie które zagwarantują przyszłą reprezentację w Sejmie i Senacie mniejszych od PO partii, to taki plan polityczny wart jest realizacji. Nawet kosztem wspólnych list z przeciwnikami ideowymi.
Podstawowym obowiązkiem SLD, dla dobra Polski i lewicy, jest powrót do Sejmu i Senatu. Nawet dzięki kooperacji z PO. Taka współpraca będzie wymagała od SLD posiadania własnego zwartego programu wyborczego i tożsamości ideowej.
I przede wszystkim wystawieniu wyborach kandydatów reprezentujących patriotyzm SLD-owski.
A nie polityków zmieniających barwy partyjne niczym rękawiczki. Pod wpływem kaprysów politycznej aury.

Rok wysokiego napięcia

Prąd kopnie i porazi w przyszłym roku wielu polskich polityków.

 

***

To prąd, a ściślej reakcja wyborców na odroczone podwyżki cen energii oraz kolejne wpadki obozu rządzącego, zadecyduje o fundamentalnej dla PiS decyzji. O przyspieszonych wyborach parlamentarnych.

 

***

Kierownictwo PiS przygotowane jest na taki manewr. Wie, że marcowe wybory mogą zapewnić zwycięstwo tej formacji, choć nie muszą dać jej większości w Sejmie. Ale jesienny termin wyborów też takiej większości nie gwarantuje. Za to wtedy wynik wyborów może być już słabszy niż w marcu.

 

***

Wszystko zależy od decyzji pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Ponieważ zawsze powtarzał, że w polityce „lubi zagrać ostro”, to dziś prognozuję przyśpieszenie wyborów parlamentarnych w roku 2019.

 

***

Decyzję o przyśpieszeniu wyborów z wielką radością przyjmą szeregowi parlamentarzyści PiS. I opozycji też.
Ci wszyscy, którzy nie pełnią funkcji partyjnych i parlamentarnych, nie mają z tego tytułu dodatków pieniężnych. I muszą żyć jedynie z gołego, obniżonego im wolą pana prezesa Kaczyńskiego, uposażenia poselskiego. Teraz wielu z nich, po odliczeniu spłat rat pozaciąganych na początku kadencji kredytów, pozostaje na życie 3-4 tysiące złotych miesięcznie. Bida z nędzą.
Co gorsza, nie mogą oni liczyć na przyszły wypas w Parlamencie Europejskim, bo tam trafią jedynie partyjne elity. Za to mogą sobie już pomarzyć, że w nowej kadencji Sejmu uposażenia poselskie zostaną podniesione. Przynajmniej do poziomu z roku 2015.

 

***

Zmieni się też forma uprawiania polityki w roku 2019. Trendy politycznej mody dyktować będzie Robert Biedroń. On już, jak zgodnie odnotowują dziennikarze, „śmiga z mikrofonem podczas spotkań z wyborcami”. Czym elektryzuje tłumy.
Śmigającego pana prezesa Kaczyńskiego pewnie na konwencjach i wiecach nie zobaczymy, ale pan premier Morawiecki i premier Szydło na pewno pościgają się w śmiganiu z mikrofonami z Schetyną i Lubnauer.

 

***

Treść nadawana przez śmigających wiele się nie zmieni.

 

***

Krajowy kościół katolicki w 2019 roku zasklepi się w obronie przed „wrogami kościoła”, czyli swoimi dotychczasowymi wiernymi.
Wybierze strategię przeczekania licząc, że pedofilskie i finansowe afery rozejdą się po kościach. I przeliczą się. Będzie jeszcze mniej owieczek na mszach, mniej zaproszeń na kolędy, czyli jeszcze mniej pieniędzy. Czyli tego, co tygrysy w polskim kościele kat. najbardziej lubią.

 

***

Niechęć do polskiego kościoła kat. coraz głośniej wyrażają także politycy PiS. Uważają hierarchów kościelnych za niewdzięczników, którzy tyle państwowej kasy już wzięli, a dalej upierają się aby zaostrzyć warunki legalnej aborcji. I jeszcze wspierają prawicowych rozłamowców.

 

***

Temat społecznej debaty o aborcji straszy kierownictwo PiS prawie jak widmo niekontrolowanych podwyżek cen prądu.

 

***

Będzie to też rok Pawła Kukiza. Jego trumf w przyśpieszonych wyborach parlamentarnych i przyszła koalicja z PiS, albo rozpad jeszcze przed wyborami i polityczny zgon.
Już w 2019. Bo ewentualna kolacja z PiS to też zgon, tylko odłożony w czasie. Pan prezes Kaczyński zwykł zjadać swych koalicjantów i pewnie zostanie wierny swym przekonaniom.

 

***

Donald Tusk w 2019 roku też nieraz śmignie z mikrofonem. Wszystko po to aby zdołować psychicznie pana prezesa Kaczyńskiego. A to przewodniczący Rady Europejskiej zwyczajnie lubi.
Ale porzućcie nadzieję na powrót Tuska. Pośmiga sobie, pośmiga w tym roku, a w 2020 przedłuży sobie emigrację zarobkową. Po co ma pilnować polskiego żyrandola politycznego skoro po 2020 roku świat ma wpaść w recesję gospodarczą?

 

***

SLD dokona niebywałej sztuki i wróci do Sejmu po czteroletniej nieobecności. Dostanie czteroletnie stypendium na stworzenie nowoczesnej partii lewicowej.
Zobaczymy czy odrobi tym razem zadaną lekcję, czy popłynie z prądem? Pójdzie drogą Unii Wolności.