Głos prawicy

Gdzie ten zakaz aborcji?

Radio Maryja skarży się na opieszałość polityków:

Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny po raz kolejny nie zajęła się obywatelskim projektem ustawy „Zatrzymaj aborcję”. O uzupełnienie porządku obrad o ten punkt wnioskował w poniedziałek poseł Kukiz’15 Tomasz Rzymkowski.
O szybkie procedowanie projektu, który wykreśla z polskiego prawa tzw. przesłankę eugeniczną, apelują m.in. obrońcy życia. Politycy partii rządzącej zwlekają jednak z procedowaniem ustawy, pod którą podpisało się ponad 830 tys. Polaków.
– Składam wniosek formalny o uzupełnienie dzisiejszego posiedzenia komisji o rozpatrzenie projektu ustawy, który od kilku miesięcy nie jest rozpatrywany przez komisję, mianowicie projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1997 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Ponadto składam wniosek formalny o to, by przeprowadzić głosowanie imienne nad tym wnioskiem – mówił Tomasz Rzymkowski.
– Zgłaszam wniosek przeciwny. Czekamy jeszcze na rozstrzygnięcie kilku spraw i opinii, które mają dotrzeć do komisji – odpowiedział z kolei przewodniczący komisji Grzegorz Matusiak.
Za głosowaniem imiennym opowiedziało się 5 posłów, 24 było przeciw, a dwóch parlamentarzystów się wstrzymało. Z kolei za uzupełnieniem porządku obrad głosowało 5 polityków, przeciw było 26, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Działacze pro–life podkreślają, że każdego dnia w polskich szpitalach – zgodnie z polskim prawem – zabijanych jest troje dzieci. Projekt „Zatrzymaj aborcję” uchyla jedną z trzech przesłanek, na mocy której dokonywane są tzw. aborcje. Chodzi o dzieci, u których lekarz stwierdził chorobę.

 

Media ponad wszystko

W rozmowie z „Do Rzeczy” Ryszard Czarnecki opowiada o repolonizacji mediów. Pomysł wraca. Oto fragment wywiadu”:

Znów pojawiły się informacje o dekoncentracji, tudzież repolonizacji polskich mediów. Dlaczego chcecie to zrobić?

Ryszard Czarnecki: Wolę mówić o westernizacji polskich mediów, czyli zbliżeniu ich do standardów zachodnich.

A konkretnie?

W żadnym dużym kraju Europy zachodniej nie ma sytuacji, że zdecydowana większość mediów jest w rękach obcego, zewnętrznego kapitału, jak ma to miejsce w Polsce. Jest to przykład pewnej abdykacji państwa. Dlatego też państwo musi reagować. I zasadnicze pytanie polega nie na tym czy, ta westernizacja nastąpi, ale kiedy to się stanie. Myślę, że reforma objąć powinna zarówno media lokalne, jak i centralne.

Pytanie tylko, w jaki sposób ma to być zrobione. Państwo nagle zabierze zagranicznym wydawcom, na przykład należące do nich media, czy na przykład należący do niemieckiego koncernu tygodnik, czy dziennik, zostanie karnie zamknięty?

Nie chodzi o to, by zabierać komukolwiek jego własność. Ale zagraniczni wydawcy muszą dostosować się do reguł. W grę wchodzi odkupienie od tych wydawców ich mediów. Ale nie może być to po jakichś kosmicznych cenach. Przypomnę, że gazety drukowane przeżywają kryzys. To nie jest problem tylko w Polsce, ale występujący na całym świecie – ludzi po prostu przechodzą na internet. Więc wartość tych mediów spada i trzeba mieć tego świadomość.

 

Źle się dzieje w IPN

Konsekwencją nowelizacji ustawy o IPN było sparaliżowanie międzynarodowych relacji Instytutu z naukowcami zajmującymi się problematyką Holokaustu na świecie – podkreślił prezes Instytutu Pamięci Narodowej. W rozmowie z „Gościem Niedzielnym” Jarosław Szarek stwierdził, że to właśnie Instytut jest „pierwszą ofiarą” tej nowelizacji.
Zapytany, czy nowelizacja była konsultowana z Instytutem, prezes IPN przyznał, że „jedynie w początkowej fazie” i to „za jego poprzednika”. Później zaś – wskazał Szarek – nikt z IPN już nie rozmawiał, w związku z czym Instytut nie miał wpływu na jej ostateczny kształt.

W porządnej kamienicy…

Obecnie, mimo obowiązywania tzw. „kompromisu aborcyjnego”, legalny dostęp do zabiegu przerywania ciąży – nawet w sytuacjach, gdy zezwala na to prawo – jest na tyle utrudniony (casus Alicji Tysiąc, czy zgwałconej 14-letniej Agaty z Lublina), że w praktyce dla kobiet, których nie stać na wizytę w prywatnym gabinecie ginekologicznym, albo na wyjazd z kraju, całkowity zakaz aborcji jest faktem. Jak się jednak okazuje, licznym mizoginom i antyfeministom, pod kobiecym przewodnictwem Beaty Szydło, to wciąż mało. Za każdym razem, gdy piekło kobiet wydaje się już osiągać apogeum, zaczynają otwierać się jego kolejne kręgi. Jakiekolwiek, nawet niewielkie starania o uzyskanie wpływu na decyzję o własnej płodności (pigułka „ellaOne”) spotykają się z brutalnym kontratakiem, a argumenty wskazujące podrzędną rolę kobiet, są na porządku dziennym. Można je usłyszeć nie tylko z ust prawicowych konserwatystów, lecz także od osób deklarujących się, jako lewicowe (uważających, że problem aborcji, to „temat zastępczy” i wymysł burżuazyjno-liberalnych środowisk wysługujących się zachodniemu kapitałowi). Nic dziwnego, że zarówno kler, jak i państwo roszczą sobie prawo do moralnego nadzoru nad kobietami, a coraz większemu, ocierającemu się o paranoję („płaczące zarodki”) uczłowieczaniu płodu towarzyszy perfidne odczłowieczanie kobiet. Dla zamożnych usunięcie niechcianej ciąży jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy otworzyć pierwszą lepszą gazetę z ogłoszeniami oferującymi „przywracanie miesiączki – tanio”. Ubogie mieszkanki wsi, czy małych miasteczek, gdzie nawet dostęp do antykoncepcji jest utrudniony, już teraz radzą sobie za pomocą wszelkich, a to internetowych, a to „domowych”, wynalazków. Co najgorsze, dochodzi też do drastycznych aktów dzieciobójstwa. Nie trzeba więcej przykładów (choć można dodać przymus rodzenia dzieci z gwałtu, kazirodztwa, podtrzymywanie ciąż pozamacicznych, jeszcze trudniejszy dostęp do badań prenatalnych, kryminalizacja martwych urodzeń, czy poronień) uzasadniających, że całkowity zakaz aborcji, to antyludzkie barbarzyństwo. Chodzi o to, by kobiety jeszcze bardziej pognębić, wpędzić w poczucie winy, wstydu, by „niosły swój krzyż”, jak chce Kościół, który coraz bardziej tracąc realny „rząd dusz”, jak tonący brzytwy, chwyta się kobiecych macic. Najobrzydliwsza jest jednak hipokryzja wylewająca się ze świętobliwych twarzy „obrońców życia”. W gruncie rzeczy nikogo nie obchodzi przecież, co zrobi kobieta, najważniejsze, żeby odbyło się to po cichu, pokątnie, żeby nikt nie słyszał, żeby nikt nie widział, nikt nie gadał. Potem wystarczy pójść do kościoła, wyspowiadać się, dać na tacę i życie potoczy się dalej. A jeśli jakaś kobieta umrze, wykrwawi się na śmierć usuwając ciąże wieszakiem, czy łykając „zestaw poronny”, zamówiony na portalu aukcyjnym… Cóż, nie od dziś wiadomo, że „w porządnej kamienicy wypadki się nie trafiają”…