Żużlowcy zaczęli walkę o mistrzostwo świata

W miniony weekend w Pradze odbyły się pierwsze zawody tegorocznego cyklu Grand Prix na żużlu. Rywalizację o tytuł indywidualnego mistrza świata udanie rozpoczął żużlowiec Sparty Wrocław Maciej Janowski, który w piątek triumfował w stolicy Czech, a w niedzielę zajął drugą lokatę i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Broniący tytułu indywidualnego mistrza świata Bartosz Zmarzlik po dwóch turniejach rozegranych w stolicy Czech zajmuje na razie szóstą lokatę.

Tegoroczna edycja zawodów Grand Prix, która wyłoni indywidualnego mistrza świata na żużlu, składać się ma z jedenastu rund. Pandemia koronawirusa już drugi sezon z rzędu powoduje komplikacje w kalendarzu. Zmagania zamiast jak zawsze w kwietniu, rozpoczęto dopiero od połowy lipca, przez co aż na czterech torach odbędą się podwójne turnieje. I właśnie taki dublet na inaugurację zmagań odbył się w Pradze, gdzie w piątek oraz przełożonych z powodu deszczu z soboty na niedzielę zawodach żużlowcy na torze Marketa walczyli o punkty do klasyfikacji generalnej. Podwójne turnieje odbędą się także na trzech polskich stadionach – we Wrocławiu, Lublinie i Toruniu. Cykl Speedway Grand Prix potrwa do 2 października. Tytułu mistrzowskiego broni Bartosz Zmarzlik, a z polskich żużlowców uczestniczą w rywalizacji jeszcze Maciej Janowski i Krzysztof Kasprzak. Zwycięzca pojedynczych zawodów otrzymuje 20 punktów do klasyfikacji generalnej, drugi 18, trzeci – 16, a ostatni w stawce szesnasty zawodnik jeden punkt.
Najwięcej triumfów w organizowanym od 1997 roku turnieju o Grand Prix Czech ma na koncie trzech żużlowców – na torze w Pradze po trzy razy zwyciężali Australijczyk Jason Crump (2002, 2003, 2004), Duńczyk Nicki Pedersen (2007, 2008, 2012) i Brytyjczyk Tai Woffinden (2013, 2014, 2015). Z Polaków po dwa zwycięstwa mieli na koncie Tomasz Gollob (1999, 2010) i Bartosz Zmarzlik (dwa razy w 2020), a jedno Janusz Kołodziej (2019).
Na liście medalistów z dorobkiem jednego trzeciego miejsca znajdował się też Maciej Janowski, lecz ten rezultat żużlowiec Sparty Wrocław osiągnął dawno, bo w 2015 roku. Bartosz Zmarzlik, dwukrotny indywidualny mistrz świata, w ubiegłym roku wygrał podwójne zawody w Pradze, ale w inaugurującym zmagania w tegorocznej edycji piątkowym turnieju gwiazdor Stali Gorzów zamierzonego celu nie osiągnął, bo zajął dopiero szóstą lokatę.
Polscy kibice nie mieli jednak powodu do narzekania, bowiem w walce o najwyższe miejsce na podium dzielnie zastąpił go inny z reprezentantów Polski, Maciej Janowski, który zwyciężył przed jeżdżącym na co dzień w barwach Unii Leszno Rosjaninem Emilem Sajfutdinowem oraz kolegą z zespołu Sparty Wrocław Brytyjczykiem Taiem Woffindenem. Najsłabiej w trójki naszych zawodników wypadł zawodnik GKM Grudziądz Krzysztof Kasprzak, któremu nie pomogło nawet wsparcie w parku maszyn znakomitego duńskiego specjalisty od silników Flemminga Graversena. Kasprzakowi pokrzyżował szyki groźny wypadek w drugiej serii, gdy bez kontaktu z rywalem z dużym impetem wpakował się w dmuchaną bandę i uszkodził ramę motocykla, przez co nie mógł używać swojego najlepszego silnika. „Niepotrzebnie tak mocno zbronowali zewnętrzny łuk toru. Dopiero po moim wypadku to poprawili” – żalił się Kasprzak.
Janowskiego w tym sezonie mocno wspiera z kolei wybitny amerykański żużlowiec Greg Hancock, który sam dwukrotnie wygrywał GP Czech oraz kilka razy stawał na niższych stopniach podium. 29-letni reprezentant Polski nie kryje aspiracji do zdobycia pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza świata i liczy, że doświadczony Amerykanin, który zakończył już sportową karierę, w osiągnięciu tego celu mu pomoże. „My tak naprawdę nigdy nie przestaliśmy współpracować, ale Greg po zakończeniu kariery ma dużo więcej czasu i teraz najwięcej pomaga mi w sprawach technicznych. On ma ogromne doświadczenie, a ja próbuję wszystkiego, co proponuje, chociaż nie wszystko co jemu przynosiło sukcesy działa równie skuteczne u mnie. Ale jestem otwarty na testowanie nowych rozwiązań. Moja obecna forma nie wzięła się znikąd. Musiałem wykonać wiele okrążeń i treningów, aby być w miejscu, w którym jestem. Teraz ciężko pracuję, żeby utrzymać formę do końca sezonu”
– zapewnia Janowski.
As wrocławskiej Sparty imponował w piątek potężnym przyspieszeniem i w stolicy Czech, gdzie nie potrafił stanąć na podium od 2015 roku, pewnie dotarł do finału, w którym pokonał po wspaniałej walce Emila Sajfutdunowa. Zmarzlik natomiast nie trafił z ustawieniem swoich motocykli i w tej sytuacji już awans do półfinału mógł uznać za sukces. Na wywalczenie miejsca w najlepszej czwórce szans nie miał, bo w swoim półfinale startował z najgorszego czwartego pola i w rywalizacji z dobrze dysponowanymi Sajfutdinowem oraz dwójką zawodników Włókniarza Częstochowa – Szwedem Fredrikiem Lindgrenem i Duńczykiem Leonem Madsenem, zdołał pokonać tylko ostatniego z wymienionych.
W drugim półfinale jeżdżący na co dzień w Falubazie Zielona Góra Australijczyk Max Fricke nie miał większych szans w potyczce z trójką zawodników Sparty Wrocław i do finału awansowali pewnie Janowski oraz Woffinden, a ich klubowy kolega Rosjanin Artiom Łaguta tym razem odwalił „czarną robotę” i pilnując trzeciej lokaty poświęcił własne ambicje na blokowanie australijskiego zawodnika.
W finale z rywalizacji wykluczył się Lindgren wjeżdżając przy starcie w siatkę. Powtórka odbyła się już bez niego i w niej świetnie wystartował Sajfutdinow, ale piekielni szybki Janowski dopadł Rosjanina na trzecim okrążeniu i zdołał wyprzedzić, a potem odparł jego atak i dojechał do końca na pierwszej pozycji. Tym samym Janowski wygra ósmy turniej Grand Prix w karierze.
W sobotę drugiego z zaplanowanych w Pradze turniejów nie udało się przeprowadzić do końca. Z powodu ulewnego deszczu zawody przerwano po 11. wyścigu i przeniesiono na niedzielę. Do tego momentu na torze brylował Leon Madsen, a na drugim miejscu był Bartosz Zmarzlik, który wreszcie dobrał odpowiednie ustawienia w motocyklu. Decyzja organizatorów wywołała wiele kontrowersji w żużlowym środowisku. Władysław Komarnicki, były prezes Stali Gorzów, w wypowiedzi na łamach portalu SportoweFakty nie zostawił na nich suchej nitki: „To jest dla mnie niepojęte. Promotorzy cyklu biorą za to wielkie pieniądze, a nie potrafią profesjonalnie zorganizować imprezy rangi mistrzostw świata. To był pokaz braku profesjonalizmu. Najpierw tempo było szalone, bo po zakończeniu jednego biegu zapalało się zielone światło do kolejnego. Po 11. wyścigach wszystko zostało zatrzymane. W Polsce to nie do pomyślenia. Cieszę się, że za rok zmieni się promotor cyklu Grand Prix i miejsce BSI zajmie Eurosport Events” – stwierdził Komarnicki.
Przełożone na niedzielę zawody rozpoczęły się o 13:00. Od pierwszych wyścigów pierwsze skrzypce na torze znów grali Janowski, Sajfutdinow, Woffinden i Łaguta, ale tym razem Zmarzlik już toczył z nimi wyrównaną walkę, do której włączył się jeszcze Australijczyk Jason Doyle. Ostatecznie jednak w turnieju triumfowali zawodnicy Sparty Wrocław – wygrał tym razem Artiom Łaguta, który w finale pokonał Macieja Janowskiego, Fredrika Lindgrena i Emila Sajfutdinowa. Bartosz Zmarzlik w półfinale popełnił błąd i zakończył wyścig na trzeciej pozycji, nie wchodząc do finału. Obrońca tytułu ma już po dwóch turniejach 15 punktów straty do Janowskiego w klasyfikacji generalnej SGP.

Klasyfikacja generalna po 2. turniejach:

  1. Janowski – 38 punktów;
  2. Łaguta – 32,
  3. Sajfutdinow – 32,
  4. Lindgren – 30,
  5. Woffinden – 24,
  6. Zmarzlik – 23,
  7. Vaculik – 18,
  8. Madsen – 17,
  9. Doyle – 16,
  10. Fricke – 15,
  11. Thomsen – 12,
  12. Zagar – 11,
  13. Lambert – 9,
  14. Kvech – 5,
  15. Kasprzak – 4,
  16. Berntzon – 3
    Terminy kolejnych rund SGP 2021:
    30 lipca (piątek) – III runda, GP Polski (Wrocław); 31 lipca (sobota) – IV runda, GP Polski (Wrocław); 6 sierpnia (piątek) – V runda, GP Polski (Lublin); 7 sierpnia (sobota) – VI runda, GP Polski (Lublin); 14 sierpnia (sobota) – VII runda, GP Szwecji (Malilla); 28 sierpnia (sobota) – VIII runda, GP Togliatti (Togliatti); 11 września (sobota) – IX runda, GP Danii (Vojens); 1 października (piątek) – X runda, GP Polski (Toruń); 2 października (sobota) – XI runda, GP Polski (Toruń).

Janowski źle zniósł sukces Zmarzlika

W minioną niedzielę na torze w Lesznie odbył się finał indywidualnych mistrzostw Polski na żużlu. Pierwszy mistrzowski tytuł w karierze wywalczył Bartosz Zmarzlik. Srebrny medal wywalczył Maciej Janowski, a brązowy Janusz Kołodziej. Kontrowersje wywołał konflikt między Janowskim a Zmarzlikiem.

Janowski niechętnie pogratulował Zmarzlikowi zwycięstwa i szybko uciekł z podium, a wcześniej obaj pokłócili się na torze. Jeśli wierzyć plotkom powodem waśni było pismo protestacyjne do BSI, organizatora cyklu Grand Prix, w sprawie zbyt miękkich opon firmy Anlasa, na których ściga się między innymi Janowski. W gronie żużlowców protestujących przeciwko ich używaniu był też Zmarzlik, stąd przypuszczenia, że o to miał do niego w Lesznie pretensje Janowski.
Żużlowcy napisali, żeby BSI przeprowadził testy opon, bo ich zdaniem Anlasa oferuje ogumienie z twardością na poziomie 60-65 procent w skali Shore’a, zamiast 70 procent, co czyni rywalizację na torze nierówną, bo miękkie opony są przyczepniejsze i pomagają w osiąganiu większych prędkości. Nie wszyscy zawodnicy chcą ich jednak używać, bo takie ogumienie może być także niebezpieczne, ale z drugiej strony rezygnacja z nich skazuje ich na nierówną walkę na torze. Było to widoczne w poprzednim sezonie, gdy korzystający z opon Anlasa odbiegających od norm żużlowcy, w tym Janowski, wygrywali zawody w cuglach. Nic dziwnego, że poszkodowana tym część zawodników, wśród nich Zmarzlik, postanowili wyrównać szanse i posłała protest do BSI.
Dlaczego jednak Janowski zezłościł się tylko na Zmarzlika, pozostanie zapewne jego tajemnicą, bo dwukrotny mistrz świata, który w Lesznie wreszcie zdobył pierwszy w karierze tytuł indywidualnego mistrza Polski, na pytania o przyczyny konfliktu odpowiedział wymijająco. „Myślę, że nie można tego nazwać konfliktem. Wszyscy o tym mówią i powstał wokół tej sprawy duży kurz. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Ja nie odebrałem szybkiego zejścia Macieja z podium jako brak szacunku wobec mnie. Każdy z nas robi to, co uważa za stosowne. Skoro nie mogę mieć na to wpływu, to skupiam się na sobie. A co do lekkiej scysji między nami po dwunastym wyścigu, to możliwe że była to moja wina, bo faktycznie trochę za bardzo przyspieszyłem, bo chciałem jeszcze przyjrzeć się ścieżce startowej na trzecim torze. Z mojej strony nie było to nic złośliwego, zwłaszcza po adresem Maćka, ale on chyba tak to odebrał. Nie zamierzałem wdawać się z nim wtedy w dyskusję i nie zamierzam drążyć tego tematu. Ani z jednej, ani z drugiej strony nie wydarzyło się nic wielkiego, co można uznać jako konflikt. Przynajmniej w mojej ocenie” – stwierdził Zmarzlik.
Żużlowiec Stali Gorzów nie krył zadowolenia ze zdobycia pierwszego w karierze tytułu indywidualnego mistrza Polski, ale po zawodach w Lesznie wyjawił główny swój cel na ten sezon. „Teraz przede mną dwie rundy Grand Prix i na nich koncentruję całą swoją uwagę. W Pradze chcę dobrze zacząć rywalizację, bo żeby obronić mistrzowski tytuł trzeba być w czołówce każdych zawodów cyklu” – podkreślił Zmarzlik.

Coraz ciaśniej w górze tabeli żużlowej ekstraligi

Żużlowcy Unii Leszno triumfowali w czterech ostatnich sezonach PGE Ekstraligi, ale w obecnej edycji coraz bardziej zanosi się na to, że seria ich zwycięstw zostanie przerwana. Po ośmiu kolejkach „Byki” zajmują dopiero piątą lokatę ze stratą trzech punktów do czwartego w tabeli Motoru Lublin.

W minioną niedzielę w ósmej ligowej kolejce Unia Leszno zmierzyła się na wyjeździe ze Stalą Gorzów. Potyczka gigantów polskiej ekstraklasy żużlowej (oba zespoły łącznie mają w dorobku 27 tytułów mistrzowskich – Unia 18, a Stal 9) była wydarzeniem weekendu. Leszczynianie bardzo chcieli się zrewanżować gorzowianom za porażkę u siebie w pierwszej kolejce (42:48), ale chociaż tradycji stało się zadość i mecz został rozstrzygnięty dopiero w ostatnim biegu, to jednak zakończył się porażką Unii 43:47. Stal dzięki tej wygranej awansowała w ligowej tabeli na drugą pozycję, za Spartę Wrocław, która z kolei na własnym torze rozgromiła GKM Grudziądz 63:27. Ostatnie miejsce w tabeli opuścił w końcu Falubaz Zielona Góra, pokonując u siebie Apator Toruń 48:42. Atut własnego toru wykorzystali też żużlowcy Włókniarza Częstochowa i wygrali z rewelacyjnie spisującym się w tym sezonie Motorem Lublin 56:34.
Wracając do hitowego w 8. kolejce starcia w Gorzowie. Było to setny ligowy mecz tych drużyn. Do 49 wcześniejszych zwycięstw gorzowianie dorzucili kolejne i mają teraz na koncie okrągłe 50 triumfów. Leszczynianie wygrywali dotąd 45 razy, a cztery potyczki zakończyły się remisami. Obecni na niedzielnym meczu kibice z pewnością nie żałowali pieniędzy wydanych na bilety, bo w spotkaniu Stali z Unią ścigało się aż pięciu uczestników tegorocznego cyklu Grand Prix. Po stronie gospodarzy byli to dwukrotny indywidualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik oraz Słowak Martin Vaculik i Duńczyk Anders Thomsen, natomiast w zespole gości Australijczyk Jason Doyle i Rosjanin Emil Sajfutdinow, ale wszystkich przyćmił Vaculik, który był piekielnie szybki i wywalczył 14 punktów. On też na spółkę ze Zmarzlikiem zapewnił Stali zwycięstwo w ostatnim biegu, pokonując po fantastycznej walce 4:2 Doyla i Sajfutdinowa.
We Wrocławiu takich emocji nie było. Zawodnicy Sparty byli znacznie szybsi od gości z Grudziądza. Grudziądzanie tylko w pierwszych biegach dobrze ruszali spod taśmy, dzięki czemu kibice na Stadionie Olimpijskim mogli zobaczyć trochę ciekawej walki, ale im bliżej było zakończenia zawodów, tym przewaga gospodarzy stawała się coraz bardziej przytłaczająca. Zniechęcił się nawet waleczny zazwyczaj Nicki Pedersen. Trzykrotny mistrz świata dopiero w dziesiątej gonitwie pokazał klasę, odpierając przez cztery okrążenia ataki Artioma Łaguty i Daniela Bewleya. Ale w tym momencie Sparta prowadziła już 41:19 i było jasne, że zgarnie w tym meczu wygraną i punkt bonusowy. Ostatecznie gospodarze wygrali 63:27 i zrobili kolejny krok do wywalczenia miejsca w play off. A ekipa GKM Grudziądz zleciał w tabeli na ostatnie miejsce i musi teraz szukać punktów na własnym torze, inaczej czeka ją nieuchronna degradacja z PGE Ekstraligi.
Czerwoną latarnię grudziądzanie przejęli od Falubazu Zielona Góra, który przed meczem z Apatorem miał na koncie tylko jedną wygraną. Kolejna porażka mogła pogrążyć zielonogórzan już definitywnie. Ale w starciu z torunianami Max Fricke, Matej Zagar, Patryk Dudek, a zwłaszcza wychowanek zielonogórskiego klubu Mateusz Tonder, stanęli na wysokości zadania i zasłużenie zwyciężyli 48:42. Trener Falubazu Piotr Żyto przed meczem odważnie zapowiedział na antenie nSport+, że jego drużyna wygra, jednak po doznanej w poprzedniej kolejce klęsce 27:63 ze Sparta Wrocław mało kto w to wierzył. Najważniejsze jednak było to, że swojemu trenerowi uwierzyli zawodnicy. Kibice Falubazu liczą, że podbudowany zwycięstwem zespół skutecznie powalczy o utrzymanie w PGE Ekstralidze, bo na awans do czołowej czwórki nikt już nie liczy. Zielonogórzanie mają już za dużą stratę punktową do czwartego w tabeli Motoru Lublin i trzeciego Włókniarza Częstochowa. Te dwa zespoły w 8. kolejce zmierzyły się na częstochowskim torze, a na swoim terenie Włókniarz w tym sezonie przegrał tylko ze Spartą i Unią. Lublinianie nie mieli dość mocy i przegrali 34:56.
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi pierwszy jest Bartosz Zmarzlik, który legitymuje się średnią biegową 2,619. Drugą lokatę zajmuje Maciej Janowski (Sparta) – 2,605 pkt, a trzecią Janusz Kołodziej (Unia) – 2,378 pkt. Kolejne miejsca w Top 10 zestawienia zajmują: 4. Artiom Łaguta (Sparta) – 2,372; 5. Martin Vaculik (Stal) – 2,325; 6. Tai Woffinden (Sparta) – 2,286; 7. Jason Doyle (Unia) – 2,195; 8. Patryk Dudek (Falubaz) – 2,159; 9. Nicki Pedersen (GKM Grudziądz) – 2,111 i 10. Jack Holder (Apator) – 2,111.
W tabeli prowadzi Sparta Wrocław (13 pkt), przed Stalą (13), Włokniarzem (11), Motorem (11), Unią (8), Apatorem (6), Falubazem (4) i GKM Grudziądz (3).

Zestaw par 9. kolejki
Piątek, 11 czerwca:
Apator Toruń – Sparta Wrocław, godz. 18:00; Unia Leszno – Włókniarz Częstochowa, godz. 20:30;
Niedziela, 13 czerwca:
Motor Lublin – Stal Gorzów, godz. 16:30; GKM Grudziądz – Falubaz Zielona Góra, godz. 19:15.

Zmiana lidera w żużlowej PGE Ekstralidze

Stal Gorzów zaczynała miniony weekend na pierwszym miejscu w PGE Ekstralidze, a skończyła go na trzecim. W niedzielę Bartosz Zmarzlik i spółka przegrali u siebie z Włókniarzem Częstochowa. Była to ich druga porażka z rzędu. Z potknięć gorzowian skwapliwie skorzystały ekipy Motoru Lublin i Sparty Wrocław i zepchnęły ich na najniższy stopień podium.

Ten weekend żużlowa ekstraliga poświęciła na odrobienie zaległości. W piątek odbyły się zaległe spotkania z piątej kolejki (Motor Lublin pokonał u siebie Apator Toruń 51:39, a Unia Leszno wygrała na wyjeździe z GKM Grudziądz także 51:39), zaś w niedzielę z czwartej (Stal Gorzów u siebie uległa Włókniarzowi Częstochowa 44:46, natomiast Sparta Wrocław pokonała u siebie Unię Leszno 47:43). Dzięki temu po sześciu rozegranych kolejkach wszystkie osiem zespołów ma komplet rozegranych meczów.
Liderem jest Motor Lublin z dorobkiem 9 punktów (4 zwycięstwa, 1 porażka i 1 remis). Na drugie miejsce awansowała z czwartego Sparta Wrocław (8 punktów, 4 zwycięstwa, 2 porażki), a po dwóch porażkach z rzędu (wcześniej w niedzielę 16 maja ulegała na wyjeździe Sparcie 38:52) na trzecie z pierwszego spadła ekipa Stali Gorzów (8 punktów, 4 zwycięstwa, 2 porażki). Regulamin rozgrywek PGE Ekstraligi stanowi, że w przypadku takiej samej liczby dużych punktów o kolejność drużyn decyduje tzw. mała tabela, w której uwzględniane są wyłącznie wyniki meczów między zainteresowanymi drużynami. Dlatego wyżej w ligowej tabeli Sparta jest wyżej od Stali. Na czwartej pozycji plasuje się obrońca mistrzowskiego tytułu Unia Leszno (4 zwycięstwa, 2 porażki, ze Stalą i Spartą), na piątej Włókniarz Częstochowa (6 punktów, 3 zwycięstwa, 3 porażki), na szóstej Apator Toruń (4 punkty, 2 zwycięstwa, 4 porażki), a na siódmej GKM Grudziądz (3 punkty, 1 zwycięstwo, 1 remis i 4 porażki). Stawkę ośmiu drużyn zamyka sensacyjnie Falubaz Zielona Góra (2 punkty, 1 zwycięstwo, 5 porażek), ale na razie jest stanowczo za wcześnie żeby skazywać zielonogórzan na spadek do I ligi.
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi liderem nadal jest Bartosz Zmarzlik. Lider gorzowskiej Stali legitymuje się średnią biegową 2,656 i średnią punktową na mecz 13,67. Druga lokatę w tym zestawieniu zajmuje żużlowiec Sparty Wrocław Maciej Janowski (średnia biegowa 2,515, średnia punktów na mecz 12,67). Najniższy stopień podium zajmuje lider Unii Leszno Janusz Kołodziej (średnia biegowa 2,464, średnia punktów na mecz 10,17). Top 10 zestawienia po sześciu ligowych kolejkach uzupełniają: 4. Artiom Łaguta (2,382; 12,83), 5. Patryk Dudek (2,324; 12,83), 6. Emil Sajfutdinow (2,267; 10,33), 7. Martin Vaculik (2,267; 9,83), 8. Nicki Pedersen (2,152; 11,83), 9. Jack Holder (2,121; 10,67), 10. Jakub Miśkowiak (2,120; 8,33).
Następna, 7. kolejka PGE Ekstraligi odbędzie się w najbliższy weekend. W piątek 28 maja Włókniarz zmierzy się z GKM Grudziądz, a Stal z Apatorem, a w niedzielę Falubaz podejmie Spartę, a Motor Unię Leszno.

Żużel: Stal Gorzów górą w lubuskich derbach

Pierwsze w tym sezonie starcie dwóch lubuskich drużyn, ale już 101. w historii, odbyło się na stadionie w Zielonej Górze. Gorzowianie przyjechali do lokalnych rywali w glorii lidera PGE Ekstraligi i jedynej niepokonanej ekipy w żużlowej ekstralidze. Zaczęli mecz fatalnie i po czterech wyścigach przegrywali 10:20, lecz ostatecznie zwyciężyli 50:40.

Na wstępie wypada wspomnieć, że zaplanowane na miniony piątek mecze PGE Ekstraligi, Motor Lublin – Apator Toruń oraz GKM Grudziądz – Unia Leszno, ze względu na złe prognozy pogody zostały przełożone na 21 maja. Oba niedzielne spotkania, Falubazu Zielona Góra ze Stalą Gorzów i Włókniarza Częstochowa ze Spartą Wrocław odbyły się bez przeszkód. Znakomicie w zespole Falubazu jeździł w niedzielny wieczór Partyk Dudek, na początku dotrzymywał mu jeszcze kroku Max Fricke, ale prawdziwą furorę zrobił młodzieżowiec Nile Tufft, który w spotkaniu ze Stala zadebiutował w PGE Ekstralidze. Najpierw do spółki z Fabianem Ragusem wywalczył podwójną wygraną, a w wyścigu czwartym zdobył kolejne dwa punkty. Do prawdziwej sensacji doszło jednak w piątym biegu, do którego zaskoczony wynikiem trener gorzowskiej ekipy Stanisław Chomski wystawił Bartosza Zmarzlika jako rezerwę taktyczną za Karczmarza. Dwukrotny mistrz świata jechał w parze z pozyskanym przed tym sezonem z Falubazu Słowakiem Martinem Vaculikiem, zapowiadało się więc, że Stal wygra co najmniej 4:2. Tymczasem jadący w barwach zielonogórskiej drużyny Dudek nieoczekiwanie minął metę na pierwszej pozycji, a partnerujący mu w tym biegu Damian Pawliczak wyprzedził Vaculika i to Falubaz wygrał wyścig 4-2. W tym momencie Falubaz prowadził 20:10 i zapachniało sensacją. Ale tylko na moment, bo gorzowianie opanowali nerwy i w kolejnych sześciu biegach aż czterokrotnie ich para mijała metę na dwóch czołowych pozycjach. Znakomicie w tym okresie spisywali się Anders Thomsen i Szymon Woźniak, skutecznie zaczął ścigać się też Martin Vaculik, a Bartosz Zmarzlik, poza jednym słabszym występem w piątej gonitwie, w pięciu pozostałych w jakich w niedzielny wieczór wystartował był nieosiągalny dla rywali i skończył zmagania z dorobkiem 17 punktów.
Najlepszy w zielonogórskiej ekipie Patryk Dudek także pojechał w sześciu wyścigach i był od Zamrzlika tylko o jeden punkt gorszy (zdobył ich w sumie 16), ale sam jeden nie był w stanie przeważyć szali. Max Fricke gasł z każdym kolejnym biegiem i w całym meczu zdobył zaledwie 7 punktów. Nie istniał na torze Piotr Protasiewicz, który wywalczył tylko jeden punkt w czterech startach. Nic dziwnego, że rozczarowani jego postawą kibice Falubazu po meczu znów w mediach społecznościowych równali go z ziemią, a w najłagodniejszych ocenach wysyłali na emeryturę. Na domiar złego najsłabszy mecz w sezonie zaliczył Słoweniec Matej Zagar (3+1 pkt w czterech wyścigach).
Piotr Żyto, trener Falubazu, szacował, że Stal będzie do ugryzienia, jeśli dobrze spiszą się juniorzy i Pawliczak. Te rachuby okazały się chybione, bo w meczu ze Stalą zawiedli seniorzy. Przewaga Falubazu po piątym biegu zaczęła szybko topnieć, a po dziewiątym wyścigu Stal objęła prowadzenie, którego nie oddała już do końca zawodów zwyciężając ostatecznie 50:40. Gorzowianie z dorobkiem 8 punktów umocnili się na prowadzeniu w PGE Ekstralidze. Drugą lokatę zajmuje Motor Lublin, a trzecią
Sparta Wrocław.
W 5. kolejce udało się rozegrać tylko dwa mecze. Poza derbami Ziemi Lubuskiej do skutku doszło drugie niedzielne spotkanie, Włókniarza Częstochowa ze Spartą Wrocław. Był to już 120. ligowa potyczka żużlowców tych drużyn w historii. Tym razem jednak częstochowianie na własnym torze mocno rozczarowali swoich fanów doznając drugiej porażki w obecnym sezonie. Z wrocławskim zespołem ekipa Włókniarza przegrała 38:52 i nawet przez moment nie była równorzędnym przeciwnikiem. Sparta przyjechała do Częstochowy jeszcze bez swojego asa Taia Woffindena, bo Brytyjczyk wciąż nie wrócił do pełni sił po kontuzji, lecz w niedzielę pierwsze skrzypce we wrocławskiej ekipie grali Artiom Łaguta i Maciej Janowski zdobyli po 17 pkt), którym dzielnie sekundowali Gleb Czugunow (10 pkt) i Daniel Bewley (8). W zespole częstochowskich „Lwów” najwięcej punktów zdobyli Jakub Miśkowiak (11), Duńczyk Leon Madsen (7) i Bartosz Smektała (5).
Druga w tym sezonie porażka na własnym torze oznacza, że szanse Włókniarza na wysokie miejsce w fazie play-off stają się coraz bardziej teoretyczne. Dość powiedzieć, że na dziewięć ostatnich domowych meczów, Włókniarz wygrał tylko dwa. To miażdżąca statystyka.
A wrocławianie wracali wreszcie do domu w dobrych humorach, bo nie dopuścili do trzeciej porażki z rzędu i awansowali z ostatniego ósmego miejsca w tabeli PGE Ekstraligi na trzecie. Do zespołu ma wkrótce wrócić Woffinden, akurat na trudne mecze ze Stalą Gorzów (16 maja) i Unią Leszno (23 maja).
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi wciąż prowadzi Bartosz Zmarzlik, który notuje niebywale wręcz wysoką średnią biegową – 2,905 pkt. Za nim plasują się Maciej Janowski (2,500) i Martin Vaculik (2,450).

Program 6. kolejki:
Sobota 15 maja:
Unia Leszno – Falubaz Zielona Góra, godz. 16:00;
GKM Grudziądz – Motor Lublin, godz. 21:00.
Niedziela 16 maja:
Apator Toruń – Włókniarz Częstochowa, godz. 16:30;
Sparta Wrocław – Stal Gorzów, godz. 19:15.

Zmarzlik wiezie Stal na tron

W miniony weekend odbyły się wszystkie mecze 3. kolejki PGE Ekstraligi. Znów koncertowo pojechali żużlowcy Stali Gorzów, którzy pokonali GKM Grudziądz 52:38. W pozostałych meczach Unia Leszno wygrała z Apatorem Toruń 47:43, Włókniarz Częstochowa z Falubazem Zielona Góra 49:41, a Motor Lublin ze Spartą Wrocław 52:38.

Zwycięstwo Stali Gorzów na torze w Grudziądzu trzeba jednak uznać za sporą sensację. W ostatnich sezonach była to dla gorzowian arena wyjątkowo nieprzychylna. Dość powiedzieć, że po raz ostatni zwyciężyli tu w 2006 roku, gdy oba zespoły ścigały się w ramach rozgrywek I ligi. W kolejnych latach ekipa Stali zwykle wyjeżdżała z grudziądzkiego owalu mniej lub bardziej, ale zawsze potłuczona. Przed konfrontacją w obecnym sezonie fani gorzowskiego zespołu mieli nadzieję, że ich ulubieńcy, którzy zaczęli sezon znakomicie, od pokonania samej Unii Leszno na jej torze, w końcu przełamią trwającą od piętnastu lat serię porażek w Grudziądzu. Podopieczni trenera Stanisława Chomskiego nie zawiedli tych oczekiwań. Znów koncertowo pojechał lider gorzowskiego zespołu Bartosz Zmarzlik. Dwukrotny indywidualny mistrz świata, dla którego był to wyjątkowy dzień, bo obchodził dziesięciolecie debiutu w żużlowej ekstraklasie, zdobył komplet punktów, a jego drużyna wygrała 52:38. Zmarzlik w pierwszej serii przegrał start, lecz potem z dziecinną łatwością minął gwiazdorów zespołu gospodarzy Nickiego Pedersena i Przemysława Pawlickiego. W gorzowskim zespole świetnie spisywali się w pierwszej fazie rywalizacji także Anders Thomsen i Marcus Birkemose. W drugiej serii biegów trener ekipy gospodarzy Janusz Ślączka od razu sięgnął po rezerwę taktyczną. Ale goście nie dali się zdominować i powoli zaczęli w punktacji odjeżdżać gospodarzom. Przed wyścigami nominowanymi prowadziła 42:36. Chwilę później było po meczu, gdy Thomsen i Szymon Woźniak zdobyli komplet punktów. Zdecydowanie najlepszym zawodnikiem meczu był Zmarzlik, który zgromadził tzw. płatny komplet punktów. Mistrz świata w w Grudziądzu był najlepiej punktującym żużlowcem Stali w 50. z 71 ostatnich spotkań. To niewiarygodne osiągnięcie.
Poza Zmarzlikiem bardzo dobrze spisali się również pozostali seniorzy Stali. Natomiast ostatnia po trzech kolejkach drużyna GKM uznawana jest teraz za głównego kandydata do spadku. Spory wpływ na słabe wyniki ma widoczny na każdym kroku ostry konflikt między Pedersenem a Pawlickim. Obaj pałają do siebie niechęcią i zamiast łączyć siły w walce o punkty, na torze robią wszystko, żeby sobie wzajemnie przeszkadzać. I co najgorsze, chyba nikt w klubie nie ma pomysłu, jak ten konflikt zażegnać.
Trener innych zespołów też borykają się z personalnymi konfliktami lub popełniają błędy przy ustalaniu składu. Jak choćby trener Włókniarza Częstochowa Piotr Świderski, który uparł się odbudować formę Kacpra Woryna, ale ten żużlowiec na razie jest tylko kulą u n ogi częstochowskiej ekipy i gównie przez niego Włókniarz jest poza czołową czwórką. Podobnie uparty w trzymaniu się swoich personalnych wyborów jest też trener Motoru Lublin Maciej Kuciapa. On z kolei postawił na odbudowę formy Krzysztofa Buczkowskiego, ale póki co ten obiecujący młody żużlowiec musi sporo poprawić w technice jazdy i dopóki tego nie zrobi, to będzie miał problemy ze zdobywaniem punktów. Wygrana z osłabioną kadrową Spartą Wrocław może trochę zaciemniła szkoleniowcowi obraz sytuacji, ale gdy przyjdzie walczyć z mocniejszymi, słabość Buczkowskiego może znacznie drożej kosztować.
Na kilka ciepłych słów zasłużyła natomiast skazywana przed sezonem na spadek ekipa beniaminka, czyli Apatora Toruń. Torunianie na torze obrońców mistrzowskiego tytułu wywalczyli aż 43 punkty i byli nawet bliscy wygranej. Ostatecznie przegrali 43:47 i wielu fanów Apatora zastanawiało się, jaki byłby wynik gdyby za Adriana Miedzińskiego pojechał Tobiasz Musielak. Miedziński to wychowanek toruńskiego klubu i wygrał walkę o miejsce w składzie z Musielakiem, lecz jak na razie jest największych hamulcowym w swojej drużynie. Natomiast Musielak, którego wypożyczono do Wilków Krosno, punktuje na wysokim poziomie i trzyma równą formę. Ktoś popełnił błąd i powinien przynajmniej za niego przeprosić.
Niespodzianką jest dopiero trzecia lokata Unii Leszno. Obrońcy tytułu to wciąż mocna ekipa, ale nie budzi już takiego postrachu u rywali jak choćby w poprzednim sezonie. Jej największą słabością są juniorzy i cała piątka seniorów musi pojechać perfekcyjnie, żeby drużyna zdobyła 50 punktów. W meczu z Apatorem zawalił Jason Doyle i udało się wygrać „na styk”. Wrocławska Sparta po stracie Taia Woffindena mocno straciła na sile. U siebie jeszcze jakoś dawała radę, ale na wyjazdach w Grudziądzu i Lublinie wyglądali marnie. Problemy wrocławian przeczą snutym przed sezonem tezom, że będą to rozgrywki „dwóch prędkości”. W tej chwili wiele wskazuje, że liga będzie bardziej wyrównana, niż sądzono.
W miniony piątek udało się rozegrać dwa zaległe spotkania z 1. rundy – Motor Lublin wygrał z Włókniarzem 49:41, GKM pokonał Spartę 45:44. Zatem po trzech ligowych kolejkach nikt nie ma już zaległości. Liderem z kompletem zwycięstw jest Stal Gorzów (6 pkt), przed Motorem (4 pkt) i Unią (4), czwarte miejsce zajmuje Sparta (2 pkt), piątek Włókniarz (2), szóste Apator (2), siódme Falubaz (2), a stawkę zamyka GKM Grudziądz (2 pkt).
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi wciąż na czele jest Bartosz Zmarzlik (średnia punktowa 2,933), przed kolegą z zespołu Stali Martinem Vaculikiem (2,600) i zawodnikiem Motoru Dominikiem Kuberą (2,400).

Zestaw par 4. kolejki PGE Ekstraligi
30 kwietnia:
Apator Toruń – GKM Grudziądz, godz. 18:00; Falubaz Zielona Góra – Motor Lublin, godz. 20:30;
2 maja:
Stal Gorzów – Włókniarz Częstochowa, godz. 16:30; Sparta Wrocław – Unia Leszno, godz. 19:15.

Żużlowa PGE Ekstraliga gotowa do walki

W rywalizacji ośmiu zespołów w żużlowej ekstraklasie kibice będą obejrzą 64 mecze i 960 wyścigów. Mistrzowskiego tytułu bronić będzie ekipa Unii Leszno, którą już w pierwszej ligowej kolejce, zaplanowanej w świąteczny weekend, czeka prestiżowe starcie na własnym torze z wicemistrzem z poprzedniego sezonu, Stalą Gorzów.

Rozgrywki PGE Ekstraligi zainaugurowane zostaną 3 kwietnia (sobota), a pierwsza runda dokończona będzie dzień później. Pierwszy mecz PGE Ekstraligi odbędzie się w Lublinie, gdzie miejscowy Motor podejmie Włókniarza Częstochowa (początek godz. 18:00. Tego samego dnia GKM Grudziądz zmierzy się ze Spartą Wrocław (początek godz. 20:15). Natomiast w niedzielę beniaminek ligi Apator Toruń podejmie ma Motoarenie Falubaz Zielona Góra (godz. 16:30, a Unia Leszno na swoim torze zmierzy się z wicemistrzem z poprzedniego sezonu Stalą Gorzów (godz. 19:15).
W stosunku do poprzedniego sezonu w zespołach PGE Ekstraligi doszło do wielu zmian kadrowych. Pod tym względem najmniej zamieszania było w prowadzonej przez Piotra Barona mistrzowskiej ekipie Unii Leszno, z której odeszli juniorzy Dominik Kubera i Bartosz Smektała, a dołączył do niej Australijczyk Jason Doyle. Filarami drużyny po staremu będą jednak Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki i Emil Sajfutdinow.
W wicemistrzowskiej ekipie Stali Gorzów zdecydowanie radykalniej przemeblowano kadrę. Trener Stanisław Chomski musiał zimą pożegnać Krzysztofa Kasprzaka, Nielsa Kristiana Iversena i Mateusza Bartkowiaka, ale w ich miejsce pojawili się w gorzowskim klubie wracający z wypożyczenia junior Kamil Nowacki oraz Duńczyk Marcus Birkemose i Słowak Martin Vaculik. Gwiazdą zespołu będzie rzecz jasna dwukrotny indywidualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, którego wspierać będą Szymon Woźniak, Duńczyk Anders Thomsen i Szwed Linus Sundstroem.
W Sparcie Wrocław zimą doszło do kadrowej rewolucji. Zespół opuścili Max Fricke, Wiktoria Garbowska, Bartosz Curzytek i Mateusz Gzyl, ale trener Dariusz Śledź będzie miał teraz do dyspozycji mocne trio – bo do Brytyjczyka Taia Woffindena i Macieja Janowskiego dołączył Rosjanin Artem Łaguta. Gdyby miał jeszcze zdyskwalifikowanego za niedozwolony doping Maksyma Drabika, wrocławski zespół byłby w stanie nawet przełamać hegemonię Unii Leszno. Ale nawet w obecnym składzie także w tym sezonie powinien znaleźć się w strefie medalowej.
Dużo też w przerwie między sezonami działo się w Falubazie Zielona Góra prowadzonym przez trenera Piotra Żyto. Zielonogórzanie stracili Martina Vaculika, Antonio Lindbaecka (zakończył karierę), Michaela Jepsena Jensena, Norberta Krakowiaka, ale pozyskali w ich miejsce równie dobrych jeźdźców – Słoweńca Mateja Zagara, Australijczyka Maksa Fricke, a przede wszystkim Patryka Dudka i weterana torów 45-letniego Piotra Protasiewicza.
Włókniarz Częstochowa wymienił niemal połowę zespołu, jeśli brać pod uwagę kluczowe zmiany transferowe. Pozyskanie Bartosza Smektały, Kacpra Woryny i Jonasa Jeppesena to solidne wzmocnienie, ale trener Piotr Świderski z pewnością żałuje odejścia Jasona Doyle`a. Ma jednak nadal w składzie Duńczyka Leona Madsena, Szweda Fredrik Lindgren i naszego czołowego juniora Jakuba Miśkowiak.
W Motorze Lublin nie lubią stagnacji. Trener Jacek Ziółkowski przed sezonem dostał zgodę zarządu klubu na zatrudnienie sprawdzonych w ligowej walce żużlowców i ściągnął Rosjanina Grigorija Łagutę, Duńczyka Mikkela Michelsena i Jarosława Hampela, ale wzmocnił też juniorską część kadry o Dominika Kuberę. Z klubu odeszli natomiast Matej Zagar, Jakub Jamróg, Paweł Miesiąc, Oskar Bober i Wiktor Trofimow.
GKM Grudziądz zatrudnił nowego trenera, Janusza Ślączkę, a w miejsce Artem Łaguty, Krzysztofa Buczkowskiego i Marcina Turowskiego zatrudnił Krzysztofa Kasprzaka, Norbert Krakowiaka i Mateusza Bartkowiaka, którzy w zamyśle mają być wsparciem dla duńskich rutyniarzy – Nickiego Pedersena i Kennetha Bjerre oraz lidera zespołu Przemysława Pawlickiego.
I na koniec sytuacja w zespole beniaminka PGE Ekstraligi Apatorze Toruń. Trener Tomasz Bajerski zachował trzon kadry tworzony przez australijskich braci Chrisa i Jacka Holderów, Rosjanina Pawła Łagutę oraz Polaków Adriana Miedzińskiego i Tobiasza Musielaka, do którego dołączyli Brytyjczyk Robert Lambert oraz wracający z wypożyczenia Paweł Przedpełski oraz pozyskany w Wybrzeża Gdańsk Karol Żupiński.

Cięcie kasy w Stali

W ekipie Stali Gorzów, aktualnych wicemistrzów Polski w jeździe na żużlu, znów zrobiło się nerwowo. Miejskie władze przyznały klubowi roczną dotację w wysokości 2,3 mln złotych. To o 1,7 mln zł mniej niż wnioskował klub.

Pod koniec lutego atmosfera wokół Stali Gorzów zgęstniała z powodu kolportowanych w internecie wieści o rzekomo niestosownym zachowaniu działaczy klubu, w tym prezesa Marka Grzyba, w trakcie pobytu na przedsezonowym zgrupowaniu zespołu w Hiszpanii. Za nagłośnieniem tej sprawy stał ponoć gorzowski radny Jerzy Synowiec, w przeszłości prezes Stali, a dzisiaj największy oponent obecnego szefa klubu.
Co naprawdę zdarzyło się w hiszpańskim hotelu trudno jednoznacznie stwierdzić, bo jedna strona mówi, że działacze Stali ostro tam balowali, a prezes Grzyb stanowczo temu przeczy i grozi pozwami do sądu za publikowanie nieprawdziwych według niego informacji w tej sprawie. Ale fali oburzenia jaka wezbrała wśród mieszkańców Gorzowa powstrzymać nie zdołał, a to odbiło się natychmiast na decyzji radnych w dyskutowanej akurat w tym czasie debacie o wysokości tegorocznej dotacji dla Stali z budżetu miasta przyznawanego z puli środków na promocję Gorzowa. Żużlowy klub, który jest dumą i wizytówką tego miasta, złożył wniosek o przyznanie dofinansowania w wysokości czterech milionów złotych.
Rozkolportowane opowieści o imprezach w hiszpańskim hotelu raczej nie wpłynęły na decyzję rady miasta i prezydenta Jacka Wójcickiego o obcięciu dotacji dla Stali o 1,7 mln złotych. I bez tego zostałaby zmniejszona, bo miejski budżet ma poważniejsze wydatki związane z pandemią, ale może nie aż tyle. „Szanuję decyzję prezydenta i komisji sportu. Nasz wniosek opiewał na wyższą kwotę, a dostaliśmy mniejszą. Rozumiemy, że to z powodu trudnej sytuacji gospodarczej w okresie pandemii. Przyjmujemy decyzję do wiadomości i działamy dalej” – skomentował decyzję prezes Grzyb. Teraz musi jednak znaleźć te 1,7 mln złotych, bo przecie sam Bartosz Zmarzlik ma kontrakt w wysokości 3 mln zł.

Rok dyskwalifikacji dla Drabika za infuzję

Zakończył się pierwszy sezon dopingowego serialu z żużlowcem Sparty Wrocław Maksymem Drabikiem w roli głównej. W miniony wtorek organ dyscyplinarny POLADA zawiesił go prawach zawodnika na rok.

Nałożona na Drabika kara nie jest przesadnie dotkliwa, zwłaszcza gdy się zważy, że 23-letniemu żużlowcowi groziła czteroletnia dyskwalifikacja, którą dopiero niedawno POLADA była gotowa obniżyć o połowę. Ostatecznie członkowie tzw. Panelu Dyscyplinarnego wykazali się łaskawością i zawyrokowali tylko roczne zawieszenie, lecz nie kończy to jeszcze sprawy, bowiem teraz wyrok ten muszą jeszcze przyklepać POLADA i WADA. A że nie zawsze wykazują w tym klepaniu łagodność, przekonali się niedawno piłkarze Pogoni Siedlce, którym półroczne wyroki na żądanie tych instytucji zamieniono na czteroletnie dyskwalifikacje.”Musimy poczekać na pisemne uzasadnienie orzeczenia Panelu Dyscyplinarnego i dopiero na jego podstawie będziemy podejmować dalsze decyzje” – skomentował wyrok na Maksyma Drabika dyrektor POLADA Michał Rynkowski.
Na razie żużlowiec i jego prawnicy mogą być jednak zadowoleni, bo tylko roczną dyskwalifikację mogą uznać za swój wielki sukces, którego w ostatnich tygodniach przed ogłoszeniem werdyktu nie mieli powodów się spodziewać. Prowadząc ostry spór z POLADA konsekwentnie odmawiali dobrowolnego poddania się karze i ta strategia okazała się słuszna, bo ugoda z komisją antydopingową oznaczałby co najmniej półtoraroczne zawieszenie. Ponieważ sprawa nie jest jeszcze definitywnie zakończona, Drabik i jego pełnomocnicy muszą wciąż liczyć się z dotkliwszą sankcją, ale zachowują też możliwość jej złagodzenia nawet o pół roku, bo mają prawo odwołania się od werdyktu Panelu Dyscyplinarnego. Inna sprawa, że taka decyzja Panelu Dyscyplinarnego II instancji jest mało prawdopodobna, a dalsze procedowanie sprawy wiąże się ze sporym ryzykiem.
Dla przypomnienia – sprawa Drabika ciągnie się od końca września 2019 roku, kiedy to po pierwszym meczu finałowym PGE Ekstraligi żużlowiec przyznał się podczas kontroli antydopingowej, iż kilka dni wcześniej przyjął infuzję dożylną o pojemności 500 ml. Później przez kilka miesięcy unikał kontaktu z POLADA i nie odpowiadał na żadne pytania z jej strony, czym sprowokował ją do postawienia mu zarzutu niedozwolonego wspomagania i rozpoczęcia postępowania antydopingowego. Najpierw sprawę zbadał Komitet Wyłączeń do Celów Terapeutycznych, a potem Trybunał Arbitrażowy przy PKOl i obie te instytucje przychyliły się do argumentacji POLADA podważającej przyjętą przez Drabika linię obrony sugerującą, iż przyjął kroplówkę ze względu na zły stan zdrowia, a jego prawnicy infuzję określili mianem „jednodniowej hospitalizacji na terenie klubu”.
Na mocy wtorkowego postanowienia żużlowiec będzie mógł wrócić do treningów z drużyną od 30 sierpnia 2021 roku. Na występ choćby w nieoficjalnych zawodach w tym roku nie ma jednak co liczyć.

Cieślak odszedł z Włókniarza

W miniony piątek nie doszedł do skutku ligowy mecz Włókniarza Częstochowa ze Stalą Gorzów. Spotkanie zostało odwołane z powodu fatalnego stanu toru na częstochowskim stadionie. Goście z Gorzowa mieli uzasadnione podejrzenia, że nawierzchnia została spreparowana albo że przy jej przygotowaniu popełniono rażące błędy.

Pośrednio przyznał im rację trener Włókniarza Marek Cieślak, który w dniu niedoszłego meczu ze Stalą ostentacyjnie zrezygnował z posady. A top jest w polskim żużlu postać nietuzinkowa i zrobiło si z tego wydarzenie. 70-letni obecnie szkoleniowiec jako zawodnik cała karierę spędził we Włókniarzu Częstochowa (1968-1986), w tym też klubie zadebiutował w 1993 roku w roli trenera, a trzy lata później wywalczył z nim drużynowe mistrzostwo Polski. Potem ekipa rozsypała się i spadła do niższej ligi, a Cieślak rozpoczął trwającą dwadzieścia lat wędrówkę po innych polskich klubach, zanim w 2018 roku znów został trenerem zespołu Włókniarza. Przez te dwie dekady ze zmiennym powodzeniem prowadził ekipy Van Pur Stali Rzeszów, Polonii Piła, Atlasu Wrocław, Falubazu Zielona Góra, Unii Tarnów, Ostrovii Ostrów Wielkopolski i ponownie Falubazu. Ma na koncie cztery tytuły drużynowego mistrza Polski – do zdobytego z Włókniarzem w 1996 roku dorzucił jeszcze triumfy z Atlasem Wrocław w 2006, Falubazem Zielona Góra w 2011 i Unią Tarnów w 2012 roku. Przez ostatnie 20 lat pracę z zespołami klubowymi z powodzeniem godził z obowiązkami selekcjonera kadry Polski. Pod jego wodzą nasi żużlowcy ośmiokrotnie triumfowali w Drużynowym Pucharze Świata i są pod tym względem rekordzistami wszech czasów.
Warto też dodać, że Cieślak cieszy się zasłużoną opinią jednego z najlepszych specjalistów od przygotowania torów w Polsce, a może nawet i na świecie. Tak doświadczony fachowiec doskonale wiedział, że zarządzone przez prezesa Włókniarza Michała Świącika na cztery dni przed najważniejszym meczem sezonu prac na torze to błąd, który w przypadku załamania pogody musi zakończyć się katastrofą. I tak też się stało, bo we wtorek przez Częstochowę przeszła nawałnica. Ulewa zamieniła tor w grzęzawisko, które jeszcze w piątek, w dniu meczu ze Stala Gorzów, nie nadawało się do jazdy. Cieślak, który przez cały poprzedni tydzień nie miał nic wspólnego z prowadzonymi na torze pracami, nie chciał być w żaden sposób z nimi wiązany, więc w piątek rano złożył dymisję z funkcji trenera Włókniarza.
W mediach tak tłumaczył powody swojej decyzji. „Od poniedziałku to nie ja przygotowywałem tor, tylko toromistrz i prezes (Michał Świącik – przyp. jtk), który chwalił się zresztą ogromem prac w mediach społecznościowych. Ubolewam nad tym co się stało, bo Włókniarz to mój klub, z którym związany jestem od 16. roku życia. Chce mi się wyć, bo być może teraz znów będę musiał pracować na obczyźnie lub w ogóle rzucić pracę trenera. Wypowiedzenie złożyłem w piątek o ósmej rano, bo nie mogłem brać odpowiedzialności za tor, którego nie przygotowywałem. To była przemyślana decyzja, a niektórzy wiedzieli o niej już w czwartek. Boli mnie, że przez Włókniarz byliśmy świadkami antyreklamy żużla”.
Spotkanie Włókniarza ze Stalą zostało na godzinę przed rozpoczęciem odwołane właśnie z powodu fatalnego stanu toru, chociaż w Częstochowie od wtorku już nie padało. Działacze częstochowskiego klubu przekonywali jednak, że wtorkowa nawałnica była tak silna, że jej efektów nie dało się usunąć do piątku. Odmiennego zdania byli gorzowianie, którzy twierdzą, że podczas przygotowania nawierzchni gospodarze popełnili kardynalny błąd bronując tor tuż przed ulewą, przez co tak mocno nasiąkł wodą, że w piątek wciąż był grząski, chociaż dookoła wszędzie było już sucho. W tej sprawie werdykt miała wydać Komisja Orzekającą Ligi i powszechnie spodziewano się, że przyzna walkower na korzyść Stali.
Wracając do konfliktu prezesa Włókniarza z byłym już trenerem drużyny, to jego powodem były słabe ostatnio wyniki. Po serii porażek na własnym stadionie Michał Świącik uznał, że doszło do nich głównie z winy sprzyjającego zawodnikom gości toru i dlatego przed spotkaniem z gorzowskim zespołem, z którym Włókniarz rywalizuje bezpośrednio o miejsce gwarantujące walkę o medale w fazie play off, zarządził gruntowną rekonstrukcję nawierzchni toru ignorując sprzeciw Cieślaka w tej sprawie. Zasłużony trener w wypowiedziach dla mediów stwierdził: „Prezes Świącik, zamiast mnie oczerniać i obwiniać, powinien powiedzieć przepraszam i przyznać uczciwie, że ktoś mu źle podpowiedział. Wierzę, że chciał dobrze, że chciał poprawić tor wbrew opinii trenera, ale nic dobrego z tego nie wyszło. Ja mu powiedziałem, że jak mi nie ufa, to niech mnie zwolni. Nie zrobił tego, więc musiałem sam się zwolnić, żeby się nie podpisywać w protokole meczowym i nie brać odpowiedzialności za stan toru” – zapewniał Cieślak.