Walka o niepodległość w latach 1917-1920 i jej wyniki

Rok 2018 ogłoszony został przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jako „Rok 100-lecia Niepodległości Polski”. Towarzyszyły mu liczne wydarzenia gloryfikujące wydarzenia i osobistości zasłużone dla odrodzenia niepodległości państwa polskiego. Odrodzenie Rzeczypospolitej Polskiej jest postrzegane przez panującą obecnie burżuazję i jej zagranicznych mocodawców jako wynik zwycięstwa ówczesnych sił burżuazyjo-obszarniczych, które pozyskały międzynarodowe poparcie czołowych mocarstw kapitalistycznych, głównie Ententy, dążących do strategicznego osłabienia Niemiec i stworzenia z Polski zapory przeciwko Rosji Radzieckiej i promieniującemu z niej komunizmowi. Jednocześnie w celebrze 100-lecia całkowicie pomija się znaczenie Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej i rewolucyjnej Rosji.

Rosja Radziecka i późniejszy Związek Radziecki były i są traktowane przez te siły jako kontynuatorzy rozbiorowej i imperialistycznej Rosji carskiej, której dobitnym przykładem miała być „wojna polsko-bolszewicka” w 1920 r. Całkowicie neguje się odmienność klasową Rosji radzieckiej od Rosji carskiej, nie dostrzega się znaczenia i wpływu Rewolucji Październikowej na odzyskanie niepodległości przez Polskę. Konsekwencją takiego podejścia do najnowszej historii Polski jest także pomijanie miejsca i roli Polski Ludowej w latach 1944-1989 r. jako antytezy ustrojowo-politycznej Polski burżuazyjno-obszarniczej.

  1. Wpływ Rewolucji Październikowej na proces rewolucyjny epoki
    Jednocześnie okres PRL jest niezgodnie z faktami historycznymi przedstawiany jako tzw. „czarna dziura w historii” lub okres ”walki i zwycięstw żołnierzy wyklętych”, ruchów dysydenckich i kontrrewolucyjnych, co wpisuje się w logikę panowania ideologicznego obecnej burżuazji i jej zagranicznych mocodawców.
    Wybuch wojny światowej w sierpniu 1914 r. doprowadził faktycznie do upadku II. Międzynarodówki. Główną przyczyną było opowiedzenie się przez większość oportunistycznych i reformistycznych partii socjaldemokratycznych po stronie nacjonalistycznych i imperialistycznych własnych rządów i państw, dążących do wojny i nowych kredytów na nią. W następstwie krachu II. Międzynarodówki wykształciły się w niej rewolucyjne odłamy, na czele których stali lewicowi socjaldemokraci Rosji (bolszewicy), na czele z W.I.Leninem, których poparły z czasem rewolucyjne odłamy w innych partiach robotniczych, w tym także Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy i Polska Partia Socjalistyczna-Lewica z ziem polskich. Z nich pod koniec 1918 r. zaczęły wyłaniać się partie komunistyczne, stojące na gruncie rewolucyjnego marksizmu, m.in. Komunistyczna Partia Niemiec (wcześniej Związek Spartakusa) i Komunistyczna Partia Robotnicza Polski.
    Lenin był przekonany, że wyjście z wojennego kryzysu i kapitalizmu należy szukać nie w reformowaniu światowego systemu imperialistycznego lecz w rewolucyjnym obaleniu go i w budowie socjalizmu. Siły te zorganizowały się w 1919 r. w III. Międzynarodówkę (Komunistyczną), która odegrała historyczną rolę w jednoczeniu i konsolidowaniu ruchu robotniczego w okresie międzywojennym. Na marginesie aktualna uwaga, że także obecnie ruch robotniczy, w szczególności komunistyczny, bardzo potrzebuje takiej międzynarodówki.
    Polskie rewolucyjne partie robotnicze SDKPiL i PPS-Lewica stały także na gruncie międzynarodowej solidarności proletariatu i jego samodzielności klasowej. Obie partie wzywały do akcji przeciwko wojnie i rządom państw imperialistycznych. Sprzeczności, które wywołały wojnę mogły być rozwiązane przez proletariacką socjalistyczną rewolucję. Tak uczyli wtedy wybitni liderzy i teoretycy marksizmu, w tym Róża Luksemburg, Julian Marchlewski, Feliks Dzierżyński. Nawiązywali oni do teorii Marksa a w szczególności Lenina, że kapitalizm w fazie imperializmu jest globalny i zwycięstwo rewolucji socjalistycznej w głównych centrach kapitalizmu pociągnie za sobą inne mniej rozwinięte bądź uzależnione kraje. Stąd logiczne, ale, jak się później okazało, przedwczesne hasło światowej socjalistycznej rewolucji.
    Na odrębną uwagę zasługuje kwestia niepodległości i odbudowy państwa polskiego. Jak wiadomo państwo polskie upadło pod koniec XVIII w., a jego ziemie zagarnęły Rosja, Prusy i Austria. Przez prawie 150 lat Polacy znajdowali się pod okupacją zaborców. Wybuch wojny ożywił nadzieje na odbudowę państwa polskiego. Rosja znalazła się w innym obozie państw walczących niż Niemcy i Austria, co rodziło nadzieje niepodległościowych sił na wykorzystanie tych różnic w staraniach o odzyskanie niepodległości i co było głównie udziałem partii mieszczańskich i obszarniczych.
    Jednocześnie tzw. kwestia polska była przedmiotem manipulacji rządów państw rozbiorowych, które w sposób niezobowiązujący obiecywały przywrócenie pewnej autonomii, ale w ramach swych mocarstwowych interesów i granic. Rosja np. dążyła do przyłączenia Galicji zachodniej i Poznańskiego do podległego jej Królestwa Polskiego-Kongresowego. Niemcy i Austria snuły nadzieje na powstanie jakiegoś państewka buforowego na terenach przejmowanych od Rosji. Sytuacja znacząco zmieniła się po zajęciu w 1915 r. przez Niemcy i Austrię ziem polskich, będących dotąd we władaniu Rosji. W edykcie 2 cesarzy z listopada 1916 r. pojawiła się możliwość odbudowy jakiegoś półpaństewka jako części Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. Wszystkie te projekty były skierowane głównie do Polaków po to, by pozyskać jak największą ilość nowych rekrutów do walki z przeciwnikiem, a więc nowe „mięso armatnie”. W geopolityce kajzerowskich Niemiec „Die polnische Frage” było tylko częścią większego projektu „Mittel-Europy”.
    Sytuacja zasadniczo zmieniła się w wyniku rewolucyjnych wydarzeń w Rosji w 1917 r. Rewolucji Lutowej, która obaliła carat i Rewolucji Październikowej, która obaliła ustrój burżuazyjno-obszarniczy i zapoczątkowała budowę podstaw socjalizmu. Na fali wielkiego niezadowolenia społecznego i buntów w armii inicjatywę zdobywali bolszewicy i inne radykalne ugrupowania. Masowo powstawały rady delegatów robotniczych, chłopskich i żołnierskich, tworzących alternatywny i konkurencyjny wobec państwa burżuazyjnego system dwuwładzy. Już w marcu 1917 r. Piotrogrodzka Rada Delegatów żądała zakończenia wojny, postępowych zmian społecznych i ogłosiła prawo narodów Rosji do samookreślenia, w tym uznanie prawa Polski do niepodległości.
    Jednym z pierwszych dekretów rządu Lenina był dekret o pokoju, dekret o ziemi i o prawie narodów Rosji do samostanowienia. Ten ostatni przekreślał traktaty rozbiorowe zawarte przez rządy carskie, co tworzyło możliwości oddzielenia się ziem polskich od Rosji i odbudowy niepodległego państwa polskiego. Problemem był typ państwa, czyli jego klasowy charakter i granice, o które później wybuchła nowa wojna. Rewolucja Październikowa przyspieszyła umiędzynarodowienie kwestii niepodległości Polski jako suwerennego państwa, które mogło zastąpić częściowo rolę Rosji na wschodzie jako partnera mocarstw zachodnich przeciwko Niemcom.
    Rewolucja Październikowa była wielkim wydarzeniem, które wywarło wielki wpływ na sytuację wewnętrzną i międzynarodową Rosji. Powstało pierwsze po Komunie Paryskiej państwo socjalistyczne, które kolejnymi dekretami przekreślało instytucje i stosunki kapitalistyczne, stawiło bohaterski opór wewnętrznej i zagranicznej kontrrewolucji i zwycięsko odbudowało kraj i przystąpiło do budowy podstaw socjalizmu. Z tych powodów ośrodki burżuazyjne w zachodniej Europie i USA postawiły na odrodzenie Polski jako część „kordonu sanitarnego”, dzielącego rewolucyjną Rosję od proletariatu Zachodu. Dotyczyło to także innych niepodległych państw Europy środkowo-wschodniej, którym powierzono rolę zapory przed komunizmem a jednocześnie strategicznego osłabienia Niemiec.
    Dekret o pokoju wycofał Rosję z wojny w marcu 1918 r. Rosja Radziecka zawarła wtedy ciężki pokój z Niemcami i Austro-Węgrami, także z Turcją, tzw. pokój brzeski, co z radością przyjęte zostało przez masy pracujące jak i postępową opinię społeczną za granicą. Narastały wrzenia rewolucyjne w innych krajach, w tym na ziemiach polskich, gdzie walka o obalenie rządów burżuazyjno-obszarniczych łączyła się ściśle z walką o wyzwolenie narodowe i powstanie niepodległego państwa polskiego. Wielkie znaczenie dla możliwości przyłączenia się ziem zaboru niemieckiego do niepodległego państwa polskiego miała rewolucja w Niemczech w listopadzie 1918 r., która obaliła cesarstwo i na tyle osłabiła aparat przemocy we wschodnich częściach Rzeszy, że Powstanie Wielkopolskie pod koniec tych wydarzeń mogło zakończyć się zwycięstwem.
  2. Walki strajkowe i demonstracje w 1918 r.
    Na wzrost fali strajków na ziemiach polskich duży wpływ miała sytuacja rewolucyjna w Rosji. Już na wiosnę 1917 r. sytuacja w zakładach pracy była napięta. W Warszawie w maju strajkowali robotnicy gazowni, w Łodzi w czerwcu wybuchł strajk tramwajarzy. Latem w Warszawie strajkowali metalowcy. Strajki wybuchały także w Zagłębiu Dąbrowskim, Lublinie , Białymstoku, obok żądań ekonomicznych pojawiły się polityczne.
    Po zwycięstwie Rewolucji Październikowej mimo rozproszenia polskiej klasy robotniczej przez wojnę walki klasowe na ziemiach polskich przybierały coraz bardziej masowy charakter. Od stycznia 1918 r. w Warszawie strajkowali robotnicy miejscy. W tłumieniu strajku wzięły udział oddziały niemieckiej policji i wojska, okupujące Warszawę. Do burzliwych demonstracji dochodziło w zakładach Łodzi i Pabianic. Wrzeniem ogarnięte było Zagłębie Dąbrowskie, gdzie strajkowali robotnicy Dąbrowy Górniczej i Będzina. Wystąpiły też strajki w Lublinie, gdzie powstała pierwsza w kraju Rada Delegatów Robotniczych, także w Warszawie i Krakowie, gdzie strajki trwały przez całe lato 1918 r.
    W 1918 r. przebudziła się także polska wieś. Były to formy oporu przeciwko zarządzeniom władz okupacyjnych, np. rekwirowania żywności, przymusowych świadczeń, które później nasycane były treściami politycznymi. Jesienią masowo usuwano okupacyjne i rozbiorowe znaki graniczne, przekreślając granice rozbiorowe. Jesienią 1918 r. doszło do wystąpień biedoty wiejskiej na Zachodniej Ukrainie i Białorusi, później także w Kongresówce. Wystąpienia te miały klasowy charakter. W zaborze pruskim strajki rozwinęły się po wybuchu rewolucji w Niemczech w listopadzie 1918 r. Powstawały tam rady delegatów robotniczych i żołnierskich, będące organami samorządowej milicji. Strajki w Poznańskiem wkrótce przerosły w Powstanie Wielkopolskie, którego celem były nie tylko żądania społeczne, także przyłączenie tych ziem do odradzającego się państwa polskiego.
    Rewolucja Październikowa w Rosji przyspieszyła organizowanie na ziemiach polskich Rad Delegatów Robotniczych. Procesy te nasiliły się jesienią 1918 r. i wiązały się z powstawaniem niepodległego państwa polskiego. Rady delegatów stanowiły alternatywny system organów politycznych klasy robotniczej wobec partii i organów państwowych tworzonych przez burżuazję i obszarnictwo. Rady powstawały z reguły w dużych ośrodkach przemysłowych, ale zdarzały się też w mniejszych. Ogółem było ich około 100 (niektóre źródła mówią o 200). Spełniały one głównie rolę w przyspieszeniu rozwoju i umocnieniu świadomości mas pracujących, ale nie rozwinęły się i nie mogły spełnić funkcji ustrojowo-politycznej jak rady delegatów robotniczych, chłopskich i żołnierskich w Rosji. Podstawową przyczyną była ich słabość organizacyjna i mała liczebność, nie dysponowały własną siłą wojskową, a zalążki milicji ludowej podlegały PPS, która poza PPS-Lewicą nie identyfikowała się z radami. Z tych powodów rady nie zdobyły pozycji podmiotu mogącego być fundamentem dwuwładzy w Polsce, a więc zalążkiem alternatywnego państwa proletariackiego.
    Wynikało to generalnie ze słabości ówczesnego polskiego proletariatu. Przemysł rozwijał się w kilku dużych ośrodkach miejskich, wojna w znacznym stopniu rozproszyła proletariat, duża jego część uległa deproletaryzacji. Na słabość polskiego proletariatu wpływały głębokie podziały rozbiorowe i rozbicie ideowo-polityczne. Poza partiami rewolucyjnymi była reformistyczna Polska Partia Socjalistyczna, część robotników była pod wpływem narodowców, solidarnościowców, a przede wszystkim Kościoła katolickiego. Jednocześnie w samej SDKPiL i PPS-Lewicy brakowało jasności teoretycznej, jak ustosunkować się do nowej sytuacji politycznej.
    SDKPiL i PPS-Lewica upatrywały w radach delegatów robotniczych organizacje, które miały kierować rewolucyjną walką, zmierzającą do obalenia starego aparatu państw zaborczych, ale nie miały one konkretnej wizji przyszłego polskiego państwa socjalistycznego. Oczekiwały one na wybuch światowej rewolucji i powstanie światowej republiki rad, której początki wiązały z Rosją radziecką, a także z dojrzewającą rewolucją w Niemczech. Stały one na stanowisku, że lansowanie hasła budowy niepodległego socjalistycznego państwa polskiego mogłoby osłabić rosyjskie siły rewolucyjne tak jak włączenie proletariatu polskiego w walkę o burżuazyjne państwo polskie, co w konsekwencji stępiłoby ostrze rewolucyjnej walki polskiej klasy robotniczej.
    Róża Luksemburg będąca przywódczynią niemieckiego i polskiego ruchu rewolucyjnego uważała, że przyszłość socjalizmu w Europie zależy od zwycięstwa niemieckiego proletariatu, który wraz ze zwycięskim proletariatem Rosji stworzy podstawy europejskiej i w perspektywie światowej republiki rad. W tej koncepcji nie było miejsca dla małych niepodległych państw socjalistycznych, a dążenia do nich były zwalczane jako kryptoburżuazyjne i sekciarskie. Były to błędy luksemburgizmu, które pokutowały jeszcze przez wiele lat w międzynarodowym ruchu komunistycznym. Nie doceniały one obiektywnych tendencji narodowo-twórczch w Europie środkowo-wschodniej, wyrażających dążenia niepodległościowe mniejszych narodów, które znalazły częściowo możliwości rozwoju w odrodzonych (burżuazyjnych) państwach Czechów i Słowaków, południowych Słowian, Polaków. Te błędy wykorzystały siły burżuazyjne i rewizjonistyczne dla osłabienia ruchu komunistycznego i zwalczania go w okresie międzywojennym.
  3. Polski proletariat i jego kondycja ideowo-polityczna w 1918 r.
    Socjalistyczna rewolucja na ziemiach polskich na przełomie 1917/1918 r. nie odniosła zwycięstwa, natomiast w listopadzie 1918 r. powstało niepodległe państwo polskie jako republika burżuazyjna o ustroju demokratyczno-parlamentarnym. Władza znalazła się w rękach burżuazji i obszarnictwa, wspomaganych przez zwycięskie państwa Ententy i ośrodki kapitału zagranicznego, a w kategoriach ideowo-religijnych przez Kościół katolicki.
    Na słabość polskiej rewolucji w 1917/1918 r. miał wpływ także stan ideowo-polityczny ówczesnej polskiej klasy robotniczej. Mimo licznych strajków, protestów i demonstracji w Polsce nie było sytuacji rewolucyjnej, a więc takiego stopnia zorganizowania i przygotowania ideowo-politycznego mas do działania, które prowadziłyby do zmian rewolucyjno-historycznych. Jednocześnie siły burżuazyjne umacniały swe pozycje. Kategoria rewolucja może być wykorzystane dla określenia odrodzenia nowego państwa polskiego, które w kategoriach klasowych było państwem burżuazyjno-obszarniczym. Ludność miast liczyła poniżej 25 proc. społeczeństwa. Poza nieliczną wielką i średnia burżuazją, duży był udział drobnomieszczaństwa, rzemiosła, służby. Polski proletariat skupiał znacznie mniej niż 25 proc. ludności, przy czym 1/3 jego składu stanowili robotnicy folwarczni, rolni, z reguły o niskiej świadomości klasowej, często analfabeci. Przemysł był słabo rozwinięty (choć w porównaniu z Rosją prezentował się dobrze) i skupiał się w kilku dużych ośrodkach w Warszawie, Łodzi, Zagłębiu Dąbrowskim, Poznaniu, Białymstoku, słabiej w Krakowie. Udział robotników wielkoprzemysłowych był jeszcze niższy.
    W czasie 1. wojny światowej nastąpił silny proces deproletaryzacji w wyniku zniszczeń wojennych i ewakuacji licznych fabryk, urządzeń i załóg przez wycofujące się wojska rosyjskie. Objęło to ponad 1 mln ludzi, a biorąc pod uwagę wcześniejszą emigrację do Rosji, ocenia się, że znalazło się tam ok. 3 do 4 mln Polaków, z tego dobrze ponad 100 tys. wzięło aktywny udział w Rewolucji Październikowej, w tym także liczni żołnierze zmobilizowani do armii carskiej. Rewolucja miała wielki wpływ na zmianę poglądów licznych Polaków. Walka i zwycięstwo rosyjskiego proletariatu naocznie przekonywały, że można nie tylko obalić zmurszały ustrój carski, ale także obalić kapitalizm i obszarnictwo i budować zręby ustroju sprawiedliwości społecznej. Wielu z nich po powrocie do Polski włączyło się do ruchu rewolucyjnego lub stało się „przyjaciółmi Sowietów”.

Jednocześnie liczni Polacy pozostali w Rosji i ZSRR i aktywnie włączyli się do budowy ustroju socjalistycznego. Przykładami byli Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski, Jakub Hanecki, Stanisław Kosior, Konstanty Rokossowski, Karol Świerczewski i wielu innych. Znaczna część powracających włączyła się aktywnie do budowy ruchu komunistycznego w Polsce, także klasowych związków zawodowych.
Sytuacja na polskiej wsi była jeszcze bardziej złożona i trudna. Proletariat wiejski był liczny, ale o niskiej świadomości ideowo-politycznej i klasowej, większość mieszkańców wsi znajdowała się pod silnym wpływem Kościoła katolickiego. Na wsi panowała chroniczna nędza, obejmująca miliony, bezrobocie, beznadziejność sytuacji, królowały ciemnota, zacofanie społeczne, analfabetyzm. Chłopi buntowali się, organizowali różne formy protestu, powszechny był głód ziemi, konfrontujący się z wielkimi majątkami obszarniczymi, przede wszystkim domagali się reformy rolnej, będącej hasłem partii chłopskich, która jednak była skutecznie blokowana przez partie obszarnicze i burżuazyjne. Zdolność skutecznego politycznego działania proletariatu wiejskiego i ruchu chłopskiego była osłabiona przez różnice własnościowe między bogatymi chłopami i biedotą wiejską, które umiejętnie podsycał kościół i wykorzystywał dwór.
W Polsce jesienią 1918 r. występowały nastroje buntownicze, ale nie było sytuacji rewolucyjnej, a więc masy nie były odpowiednio zorganizowane i zdolne do rewolucyjnego działania. Umiejętnie wykorzystały to ugrupowania i siły burżuazyjne i reformistyczne, które 7 listopada 1918 r. (w 1. rocznicę Rewolucji Październikowej) powołały w Lublinie pierwszy prawdziwie polski Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej (rząd „robotniczo-chłopski”) którego premierem został Ignacy Daszyński z Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej przy udziale lewicowego PSL-Wyzwolenie i innych postępowych ugrupowań. Rząd ten nie miał realnego wpływu na kryzysową sytuację w Polsce, natomiast ogłosił kilka ważnych postępowych deklaracji np. o demokratycznym ustroju Polski, 8-godzinnym dniu pracy, zapowiedź reformy rolnej , powszechnego szkolnictwa itd. Miał za to przemożnych konkurentów, w tym Józefa Piłsudskiego, który przybył 10 listopada z Magdeburga do Warszawy i któremu Rada Regencyjna następnego dnia przekazała pełnię władzy. Piłsudski w kilka dni później zdymisjonował ten rząd i na premiera powołał Jędrzeja Moraczewskiego, centrystycznego działacza PPS, w kilka tygodni później zamienionego na Ignacego Paderewskiego – znakomitego pianisty, ale otwartego rzecznika prawicy społecznej.
Te zmiany polityczne dowodziły, że inicjatywa polityczna należała do sił burżuazyjnych i obszarniczych, które interesy ludu traktowały jako przetargowe w sytuacjach kryzysowych. Jednocześnie umacniała się władza J ózefa Piłsudskiego – Naczelnika Państwa, który nie liczył się z wartościami i instytucjami demokratycznymi, miał skłonności autorytarne i dyktatorskie i choć politycznie wywodził się z PPS, przeszedł na pozycje burżuazji i obszarnictwa, a w maju 1926 r. w oparciu o wierne mu oddziały wojskowe dokonał zamachu stanu i do śmierci w kwietniu 1935 r. sprawował władzę dyktatorską, kontynuowaną do września 1939 r. przez jego epigonów z sanacji.
Zarysowane wydarzenia polityczne i trendy rozwojowe umacniały w Polsce ustrój burżuazyjno-obszarniczy i pogłębiały wyzysk klasy robotniczej i ludu pracującego. Polski lud musiał hartować się w nowych walkach klasowych 20-lecia międzywojennego i czekać na bardziej sprzyjające warunki i możliwości wyrwania się spod wyzysku i ucisku kapitalistycznego. Nastąpiły one dopiero po 2 wojnie światowej w nowej epoce historycznej, kiedy powstała Polska LudowaWojna polsko-radziecka
1919-1920
O polityce międzynarodowej odrodzonej Polski decydowały klasy panujące w Polsce i ówczesnej Europie. Granice nowego państwa i jego ustrój polityczny określił Układ Wersalski z czerwca 1919 r. i tzw. mała konstytucja. Na zachodzie miały być przywrócone granice przedrozbiorowe, Na Śląsku, Warmii i Mazurach miały zadecydować plebiscyty, natomiast na wschodzie granica miała przebiegać według kryterium etnicznego (znanego później jako linia Curzona), przy czym sytuacja polityczna była zdestabilizowana chaosem porewolucyjnym dawnej Rosji, słabością organizacyjną powstających nowych państw ukraińskiego, białoruskiego i litewskiego, gdzie faktycznie trwała wojna domowa. Rosja radziecka walczyła z kontrrewolucją wewnętrzną i interwencją zagraniczną, programowo nie przystąpiła do Konferencji Wersalskiej, a w polityce zagranicznej przyświecały jej cele światowej rewolucji proletariacko-socjalistycznej. Klasy panujące w Polsce zmierzały do odbudowy państwa polskiego w granicach przedrozbiorowych i dążyły do zagarnięcia jak najdalszych ziem wschodnich, nie bacząc na prawo do samostanowienia Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. Niemcy okupujący Ukrainę, Białoruś i kraje bałtyckie (do końca 1918 r.) wspierały przyjazne im lokalne siły nacjonalistyczno-burżuazyjne, upatrując w nich marionetkowe organy przyszłej niemieckiej „Mittel-Europy”. Jednocześnie umacniała się tam władza radziecka, tworząca podstawy socjalistycznych republik Ukrainy, Litewskiej i Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Polska armia, wykorzystując słabość tych podmiotów i swoiste vacuum polityczne tych regionów, posuwała się coraz bardziej na wschód, gdzie od 1919 r. trwał stan wojenny. Ważną rolę w wyposażeniu odradzającego się wojska polskiego odegrały dostawy sprzętu i uzbrojenia z Francji, szczególnie znaczącą siłę stanowiła tzw. „błękitna armia” gen. Józefa Hallera licząca ok. 100 tyś. żołnierzy (emigrantów polskich) i oficerów (w większości francuskich), która brała udział w walkach z Ukraińcami o Lwów, a później w wojnie polsko-radzieckiej. Armia ta pod względem ideowo-politycznym pozostawała pod silnym wpływem endecji.
W kwietniu 1920 r. Naczelnik Państwa Józef Piłsudski rozpoczął wojnę przeciwko Radzieckiej Ukrainie i zawarł porozumienie z reprezentantem jej sił nacjonalistyczno-burżuazyjnych S. Petlurą, już na początku maja wojska polskie wkroczyły do Kijowa. Po chwilowych sukcesach Polaków armia radziecka zmobilizowała dalsze siły i przystąpiła do nowej kontrofensywy. W lipcu 1920 r. Armia Czerwona wkroczyła na tereny Polski etnicznej, a w sierpniu znalazła się pod Warszawą. W obliczu klęski burżuazyjnej Polski radziecka ofensywa nabierała realnego planu jako pomoc radzieckiego proletariatu nie tylko dla proletariatu polskiego, ale głównie dla „dojrzewającej rewolucji niemieckiej”, budząc nadzieję na wybuch rewolucji europejskiej i światowej. Nadzieja ta nie ziściła się, rewolucja w Niemczech została krwawo stłumiona na przełomie 1918/1919 r. przez rząd prawicowo-socjaldemokratyczny, w czym wsławił się ówczesny minister spraw wewnętrznych Noske („krwawy pies rewolucji”) i w 1920 r. utraciła swój impet.
Rząd burżuazyjnej Polski w tym czasie stał w obliczu klęski. Zwrócono się o pomoc wojskową i finansową do państw kapitalistycznych, przybyła francuska misja wojskowa pod kierunkiem gen. Weyganda, także angielska. Jednocześnie władze organizowały obronę kraju pod hasłami „obrony przedmurza chrześcijaństwa” i przed „bolszewicką zarazą”. Ośrodki burżuazyjne wykorzystały starą taktykę powołując nowy „rząd chłopsko-robotniczy”, czyli Rząd Obrony Narodowej, na czele którego stanął prawicowo-konserwatywny przywódca chłopski Wincenty Witos z PSL-Piast i z wicepremierem Ignacym Daszyńskim z PPS, odwołujący się do haseł patriotycznych i wykorzystując resentymenty antysowieckie i antyrosyjskie, co przyniosło ograniczone rezultaty. Jednocześnie w sejmie pospiesznie uchwalono ustawę o reformie rolnej. W rezultacie tych działań utworzono nową 100-tysięczną armie, która 15 sierpnia 1920 r. odparła wojska radzieckie w tzw. bitwie warszawskiej i które w dalszej kolejności musiały się wycofać aż pod Mińsk. W marcu 1921 r. podpisano w Rydze układ pokojowy, na podstawie którego włączono w skład państwa polskiego ziemie zachodniej Białorusi i Ukrainy z przeważającą ludnością białoruską i ukraińską. Wcześniej siłą oderwano też od Litwy okręg wileński z Wilnem.
Wojna polsko-radziecka zakończyła się zwycięstwem sił burżuazyjno-obszarniczych. Wojna i jej rezultaty międzynarodowo-polityczne miały duży wpływ na osłabienie demokracji i wolności burżuazyjnych a także postrzeganie Polski jako państwa imperialistycznego i zaborczego. Stworzyła także warunki dla późniejszego zamachu stanu Józefa Piłsudskiego i wprowadzenia sanacyjnej dyktatury. Przyłączenie ziem wschodnich było korzystne dla wielkich obszarników, mających tam wielkie majątki ziemskie, ale oddawało w niewolę społeczną i narodową wiele milionów Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i Żydów, co było zalążkiem późniejszych wielkich kryzysów w Polsce.
Wojna z Rosją radziecką leżała w interesie polskich klas posiadających i międzynarodowego kapitału, dążących do obalenia socjalizmu w radzieckiej Rosji i wpisywała się w akcje interwencyjne innych państw imperialistycznych. Ponieważ to się nie udało, chodziło o utworzenie wokół Rosji radzieckiej tzw. „kordonu sanitarnego”, który miał oddzielać socjalistyczne państwo od proletariatu europejskiego, a jednocześnie być strategicznym przyczółkiem dla przyszłej wojny przeciwko ZSRR.
Wojna z Rosją radziecką była bardzo niepopularna wśród robotników i chłopów, odmawiali oni służby w wojsku i organizowali protesty. Najbardziej aktywna w tym zakresie była Komunistyczna Partia Robotnicza Polski (KPRP) ale także lewicowe skrzydło PPS, które później przystąpiło do KPRP. Komuniści żądali natychmiastowego zaprzestania ekspansji na wschód, demaskując ją jako awanturę burżuazyjno-obszarniczą sprzeczną z interesami robotników i chłopów. Żądała zawarcia natychmiastowego pokoju, organizowała marsze i demonstracje przeciwko wojnie. Np. w maju 1920 r. w Warszawie demonstrowało 30 tys. ludzi, podobnie w Łodzi, Dąbrowie Górniczej i innych ośrodkach. Jednocześnie masowe były akcje za granicą, organizowane przez Międzynarodówkę Komunistyczną, partie komunistyczne i robotnicze, także klasowe związki zawodowe pod hasłem „Ręce precz od Kraju Rad!”, m.in. w Niemczech, Anglii, Włoszech, Czechosłowacji, Rumunii, także w Gdańsku, np. kolejarze blokowali pociągi ze sprzętem wojskowym dla polskiej armii.

5. Rola Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski
Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski (TKRP) powstał 30 lipca 1920 r. w Białymstoku i był pierwszym rządem powstającej Polskiej Republiki Rad, która jednak szybko upadła. Na marginesie trzeba wspomnieć także powstanie już 5 lipca tego roku Galicyjskiego Komitetu Rewolucyjnego, na czele z Włodzimierzem Zatońskim, jako zalążek Galicyjskiego Rządu Rewolucyjnego, który powstał w oparciu o siły armii konnej Budionnego. Losy i działalność tego drugiego jest mało znana.
Jak wiadomo Komunistyczna Partia Robotnicza Polski stała na pozycjach klasowych i organizowała rady delegatów robotniczych jako organy władzy proletariatu. Wzorowała się na przykładzie Rosyjskiej Partii Komunistycznej (bolszewików) i głosiła hasła rewolucji proletariackiej, uważając, że ta rewolucja wybuchnie w skali światowej (a w każdym razie europejskiej) a w jej rezultacie powstanie światowa republik rad, której zalążkiem była Rosja Radziecka. Liczono na powstanie Niemieckiej Republiki Rad, Austriackiej, Węgierskiej. Polskiej itd. Ta perspektywa rozwoju stosunków międzynarodowych po zwycięskiej rewolucji socjalistycznej była uznawana w ówczesnym międzynarodowym ruchu komunistycznym aż do 2. wojny światowej. Stalin i WKP(b) a za nimi także Komitet Wykonawczy Międzynarodówki Komunistycznej odstąpiły od niej dopiero w rezultacie napaści Niemiec na ZSRR, powstania koalicji antyhitlerowskiej i wytworzenia się nowej sytuacji międzynarodowej i w łonie międzynarodowego ruchu komunistycznego., szczególnie w poł. 1943 r. Symbolicznym wyznacznikiem tej koncepcji był wizerunek sierpa i młota na ziemskim globie jako godła ZSRR. W związku z tym KPRP od początku uważała, że nie ma sensu dążyć do odrodzenia niepodległego państwa polskiego, tym bardziej, że jego odbudowa prowadzona była przez partie i siły burżuazyjne, obszarnicze a także przez nurt reformistyczny ruchu robotniczego, głównie przez PPS, także przez partie chłopskie. Dążono do powstania Polskiej Republiki Rad. Ostateczny kres tej koncepcji znalazł wyraz w programie i działalności Polskiej Partii Robotniczej. Z tych powodów KPRP podobnie jak rady delegatów były prześladowane i zwalczane wszelkimi środkami, a KPRP była prawie od początku zdelegalizowana.
Ruch rad robotniczych nie objął całego kraju, powstało ich (jak już wspomniano) około 100 i działały w dużych ośrodkach przemysłowych. Powstawały także rady chłopskie, folwarczne i tzw. małe republiki, np. „Republika Tarnobrzeska”,kierowana przez radykalnych działaczy ludowych T.Dąbala i E.Okonia. Generalnie ruchy te były słabe, praktycznie nie dysponowały własnymi grupami zbrojnymi, rzadko policyjno-bojówkarskimi i jako takie nie były w stanie zagrozić burżuazyjno-obszarniczej dyktaturze, dodatkowo były osłabiane przez nurt reformistyczny w PPS, który programowo odżegnywał się od drogi rewolucyjnej i głosił konieczność zmiany drogą parlamentarną.
KPRP powstała w grudniu 1918 r. a jej oblicze programowe było określone głównie przez teorię i praktykę dawnej SDKPiL i osobiście R.Luksemburg, która nie doceniała roli i wagi kwestii narodowej w Polsce i u tzw. „małych narodów” a także kwestii konieczności sojuszu z nieproletariackimi klasami i warstwami ludu pracującego. Oceniała ona chłopstwo jako klasę reakcyjną (oceny francuskie z okresu Komuny Paryskiej) i nie zabiegała o ich pozyskanie dla sprawy rewolucji w Polsce, w sytuacji gdy ludność wiejska obejmowała ponad 75% społeczeństwa. Różniła się nie tylko pod tym względem od Lenina. Jednocześnie słaby był ruch robotniczy, szczególnie oparty na robotnikach wielkoprzemysłowych, liczbowo największy był proletariat wiejski. Z tych powodów rewolucyjny ruch robotniczy w Polsce był osłabiony i stosunkowo łatwo został spacyfikowany przez ośrodki burżuazyjne i obszarników, Kościół katolicki i przy pomocy kapitału zagranicznego.
Losy polskiej rewolucji tego okresu dramatycznie potwierdziła historia Tymczasowego Rewolucyjnego Komitetu Polski w 1920 r., który powstał pod koniec lipca tego roku po wyzwoleniu przez Armię Czerwoną Białostoczyzny i działał do 20 sierpnia 1920 r. jako kierowniczy organ rewolucyjnej władzy rodzącej się Polskiej Republiki Rad. Utworzony został przez działaczy Biura Polskiego KC RKP(b). W jego skład wchodzili Julian Marchlewski jako przewodniczący, Edward Próchniak – sekretarz, Feliks Dzierżyński, Feliks Kon, Józef Unszlicht i inni. TRKP dzielił się na wydziały: Administracji (Dolecki), Leśnictwa (Bobiński), Propagandy i Informacji (Radwański), Przemysłu (B.Zaks), Rolnictwa (Heltman), Sprawiedliwości i Bezpieczeństwa (Pilawski).
TRKP organizował terenowe organy władzy pod nazwą komitety rewolucyjne, których utworzono ok. 65 i milicję ludową. Sprawował władzę w województwie białostockim oraz przyległych powiatach woj. warszawskiego i lubelskiego. Jednocześnie TRKP organizował Polską Armię Czerwoną, której dowódcą był Roman Łągwa. TRKP przekazywał na terenach przez siebie zarządzanych zakłady przemysłowe i majątki ziemskie pod zarząd komitetów fabrycznych i folwarcznych, które miały organizować socjalistyczne zakłady i gospodarstwa rolne. Głosił nietykalność własności chłopskiej, część ziemi z majątków obszarniczych przekazywano bezrolnym i małorolnym. TRKP wprowadzał pierwsze zmiany w organizacji oświaty i lecznictwa. Po klęsce Armii Czerwonej pod Warszawą TRKP wycofał się do Rosji radzieckiej, a jego działacze zajmowali kierownicze stanowiska w radzieckich organach władzy. Upadek TRKP był logiczną konsekwencją upadku w 1920 r. rewolucji polskiej, a wcześniej także w Niemczech, na Węgrzech i krajach bałtyckich.

6. Wnioski
Rewolucja w Polsce w latach 1917-1920 była ściśle połączona z dążeniem Polaków do odzyskania niepodległości. Polskie siły rewolucyjne, przede wszystkim klasa robotnicza, nie były przygotowane teoretycznie i organizacyjnie do przejęcia inicjatywy w skutecznym przeprowadzeniu rewolucji socjalistycznej a także dążeniach do odzyskania niepodległości. Walka o niepodległość była głównie udziałem klas posiadających, reformistycznego nurtu ruchu robotniczego, a także ruchu chłopskiego.
W Polsce w przeciwieństwie do Rosji nie było sytuacji rewolucyjnej, wobec czego strajki, demonstracje robotnicze, częściowo chłopskie zostały stosunkowo łatwo stłumione i spacyfikowane przez siły burżuazyjno-obszarnicze. Także pomoc kapitału zagranicznego, szczególnie militarna. dla polskiej burżuazji okazała się bardziej efektywna niż pomoc proletariatu rosyjskiego dla polskich robotników i chłopów, szczególnie w 1920 r.
Świadomość klasowa polskich robotników i chłopów pozostawała pod silnym wpływem tradycji i wartości klas posiadających i polski patriotyzm kształtował się w duchu akceptacji szlacheckiej i liberalno-burżuazyjnej demokracji i kultury politycznej. Było to przyczyną ulegania przez znaczne części mas ludowych tendencjom i polityce klas posiadających, co wzmacniane było religijnie przez Kościól katolicki. Tak ukształtowany patriotyzm dużej części polskiego ludu został wykorzystany przez nacjonalizm i interesy burżuazyjno-obszarnicze.
W efekcie w 1920 r. walka o socjalistyczne państwo polskie była przegrana, ale opór świata pracy przyczynił się do osiągnięcia wyższego stopnia zdemokratyzowania państwa burżuazyjnego, które ukształtowało się jako burżuazyjno-demokratyczna republika z licznymi prawami liberalnymi i socjalnymi, które trwało do maja 1926 r. Przełomem był zamach majowy marszałka J ózefa Piłsudskiego i wprowadzenie dyktatury wojskowej , będącej formą autorytarnego i faszystowskiego państwa.
W Polsce w latach 1917-1920 wystąpił silny ruch rewolucyjny, manifestujący się w licznych strajkach, demonstracjach, ale nie zdołał on doprowadzić do obalenia państwa burżuazyjnego. Do tego upadku nie doprowadziła też proletariacka pomoc Rosji radzieckiej w 1920 r. i utworzenie w lipcu tego roku w Białymstoku Tymczasowego Rewolucyjnego Komitetu Polski.
Burżuazyjno-obszarnicza Republika Polska nie zabezpieczała interesów klasowych, społeczno-ekonomicznych polskiego świata pracy, umacniała natomiast władztwo burżuazji i obszarnictwa i interesy kapitału zagranicznego, w którego rękach było ponad 50% majątku narodowego. Polska była traktowana jako potencjalny teren do ekspansji przeciwko socjalistycznemu Związkowi Radzieckiemu. Nie potrafiła także zabezpieczyć własnego bytu w kategoriach międzynarodowych, ekonomicznych i militarnych i we wrześniu 1939 r. upadła w rezultacie agresji hitlerowskich Niemiec.
Cele te spełniła dopiero Polska Ludowa, która powstała w 1944/45 r. jako antyteza klasowa przedwojennych rządów burżuazyjno-obszarniczych. Rewolucja ludowa i socjalistyczna, która wtedy nastąpiła była logiczną kontynuacją procesu rewolucyjnego lat 1917-1920. W PRL suwerenem stał się lud pracujący miast i wsi na czele z klasą robotnicza i przewodnią rolą PPR i PZPR, która trwała do 1989 r.
Rewolucja 1917-1920 upadła, tak jak upadła w 1989 r. PRL, w 1991 r. ZSRR i wspólnota państw socjalistycznych, ale przeorały one współczesny świat politycznie i ekonomicznie. Dziś do wielkiego dorobku tych rewolucji i państw realnego socjalizmu sięgają nowe generacje komunistów i innych zwolenników postępu społecznego nie tylko w Europie. Ich dzieło nigdy nie będzie zapomniane.
7. Podstawowe źródła i literatura:
Encyklopedia Rewolucji Październikowej. Redaktorzy naukowi Ludwik Bazylow, Jan Sobczak, Wiedza Powszechna, Warszawa 1977;
Wielka Encyklopedia Powszechna PWN. Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1968, t.11, s. 750, hasło: Tymczasowy Rewolucyjny Komitet Polski;
Ciołkosz A., Róża Luksemburg a Rewolucja Rosyjska. Instytut Kiteracki, Paryż 1961;
Brzoza Czesław, A.L.Sowa, Historia Polski 1918-1945. Wydawnictwo Literackie , Kraków 2006;
Kochański A. Róża Luksemburg. Książka i Wiedza, Warszawa 1976
Kotlarski G., Myśl społeczna Róży Luksembuirg. Wydawnictwo Naukowe Uniwerytetu Adama Mickiewicza, Poznań 1987;
Kołomejczyk N, B.Syzdek, Polska w latach 1944-1949. Zarys historii politycznej. PZWS, Warszawa 1968;
Kowalik T., Róża Luksemburg-teoria akumulacji imperializmu. Ossolineum, Wrocław 1971;
Laschnitzy A.,Guenther R., Luksemburg R., Ihr Werken in der deutschen Arbeiterbewegung. Berlin 1971;
Lenin W.I., Dzieła, Książka i Wiedza, Warszawa 1955, w szczególności t.30 i 31, m.in. Przemówienie Lenina na Ogólnorosyjskiej Konferencji RKP(b) 22 września 1920 r, t.31, s. 275.
Luksemburg R., Wybór Pism. Książka i Wiedza, Warszawa 1959, t.1-4;
Międzynarodowy Ruch Robotniczy. t.1,2, Książka i Wiedza, Warszawa 1976;
Polski Ruch Robotniczy. Zarys historii. Pod red. A.Czubińskiego.Wydanie II poprawione i rozszerzone, Książka i Wiedza, Warszawa 1976;
Rakowski M., Przemiany i szanse socjalizmu (w konfrontacji z kapitalizmem od czasów Marksa po bliską przyszłość), kwiecień 2004;
Roszkowski W., Historia Polski 1914-2001. Wyd. 9 rozszerzone, PWN, Warszawa 2002;
Róża Luksemburg (Junius), Kryzys socjaldemokracji, poprzedzone pracą W.I.Lenina, O broszurze Juniusa. Wydział Historii Partii KC PZPR, Książka i Wiedza, Warszawa 1951;
Wizja programowa Polski Ludowej. Dokumenty i Materiały 1942-1948. Książka i Wiedza, 1979;
Zawadzki J., Poglądy ekonomiczne Róży Luksemburg. Warszawa 1982.

Artykuł częściowo wykorzystano jako referat na Międzynarodowej Konferencji KPD w Berlinie 24 XI 2018 r. „Die Novemberrevolution in Deutschland 1918”

Stary, dobry Chesterton

Oprawiony w zielone płótno, wydany w 1969 roku przez PAX tom opowiadań Gilberta Keitha Chestertona „Przygody księdza Browna” w przekładzie Tadeusza Dehnela zaliczam do najukochańszych książek mego późnego dzieciństwa i wczesnej młodości.

Mądry jak Ulisses, choć bardzo niepozorny, bohater tych nowel, katolicki ksiądz detektyw żył w mojej wyobraźni w jednym szeregu z Sherlockiem Holmesem, Philippem Marlowe i im podobnymi romantycznymi poniekąd stróżami prawa.
Dlatego lektura ponownej edycji opowiadań o księdzu Brownie to dla mnie jakby ciepłe deja vu, tym razem w nowym przekładzie Magdy Sobolewskiej. W nowym tomie opowiadań jest mniej niż w tamtym, kilka się pokrywa (choć autorka, chyba niepotrzebnie, zmieniła n.p. tytuł „Złamana szabla” na „Pod znakiem złamanej szabli”, a lepszy frazeologicznie tytuł „Młot Boży” na „Młot Boga”), a kilku, jak „Grzechy księdza Saradine’a” czy „Honor Izraela Gow” w tamtym tomie nie było.
Frapujące, intelektualne, filozoficzne, a przy tym bardzo wciągające są te opowiastki kryminalne, w których pulchny jak pan Pickwick, poczciwy ksiądz katolicki, często z Francuzem Flambeau u boku, z angielską przy tym flegmą godną porucznika Colombo, demaskuje straszliwych demonów zbrodni, przed którymi drży świat cały.
Natomiast drugi wydany przez „Frondę” tom „Drzewa pychy” zawiera opowiadania nieopublikowane dotąd w języku polskim. To jest ten Chesterton, który zawsze kojarzył mi się co nieco z dickensowskim spojrzeniem na świat, odrobinę sentymentalnym poetyckim, ciepłym, nastrojowym, ironicznym, z upodobaniem wprowadzającym wątki tajemnicze i kryminalne oraz na swój sposób romantycznym, a przy tym piszącym niejednorodnie, lecz stylistycznie wielogatunkowo.
Lekturę tego rdzennego „Angola” urodzonego pod szarym, deszczowym, surowym niebem Anglii, który w katolicyzmie znalazł „baśń, tajemniczość i urodę życia” (jak on to zobaczył?) i który w końcu się na katolicyzm przekonwertował i który swoim bohaterem detektywem uczynił nie anglikańskiego pastora, lecz katolickiego księżula – z czystym sumieniem polecam nawet zakamieniałym ateistom.
Gilbert Keith Chesterton – „Niewinność księdza Browna”, wyd. Fronda, Warszawa 2017, ISBN 978-83-141-1

Herr Rudniki i jego cholerny świat

Pisarstwo Janusza Rudnickiego wielbię. To się czyta z rozkoszą. Pisarz o kolosalnym języku, o niebywałej pojemności frazeologicznej, czytanie jego prozy to przygoda z językiem, jego morfologią, duchem.

W stylu Rudnickiego jest wszystko od solipsyzmu po epikę, od ironii po patos, jest dystans, groteska, sarkazm, prowokacja, nawet momentami wulgarność.
Jego proza, na którą składają się przede wszystkim małe formy, od zwykłych obserwacji po opowiadania, porusza się po wszystkich chyba rejestrach polszczyzny, która jest zbyt bogata by zamykać się nudnych opłotkach banalnej narracji. Rudnicki (jak z niemiecka mawia o sobie: herr Rudniki) śmieszy, tumani, przestrasza w swoim brawurowym stylu, prowokuje, bawi się w kotka i myszkę, lawiruje, odstawia kiwki jak Pele, bryluje, robi sobie jaja, ale i też pokazuje egzystencję jako „mękę kartoflaną”. I potrafi zajmująco mówić o wszystkim W prozie herr Rudnikiego granicą między językiem prozy literackiej a językiem felietonu jest cienka niewidzialna linia. Ponadto, tym razem mniej herr Rudniki pisze o sobie, a więcej o innych, m.in. o Czesławie Miłoszu, Hansie Franku, Zofii Stryjeńskiej i okazuje się także wybornym portrecistą tych postaci z innych światów. Czytając prozę herr Rudnikiego nie sposób się nudzić. Ona jest zaprzeczeniem nudy.
Janusz Rudnicki – „Życiorysta 2”, wyd. GWFoksal (WAB), Warszawa 2017, str. 300, ISBN 978-83-280-3696-3

Twórca wytworny

Janusz Majewski, to przede wszystkim wspaniały stylista i jako reżyser i jako pisarz.

Twórca „Sublokatora”, „Lokisa”, „Lekcji martwego języka”, „Zaklętych rewirów”, „Sprawy Gorgonowej”, „CK Dezerterów”, stylowych nowel filmowych w rodzaju „Awatara”, „Ja gorę” czy „Markheima”, serialu „Królowa Bona”.Jako pisarz i cudowny gawędziarz – autor m.in. barwnych wspomnień z życia i z planów filmowych, „Retrospektywki” i „Ostatniego klapsa”.
Mężczyzna wytworny, arbiter elegantiarum, człowiek wielkiej kultury umysłowej i estetycznej. Wybitny eklektyk, który nigdy nie przywiązywał się do tej samej tematyki, estetyki, do tych samych obsesji i dlatego jego filmy są tak do siebie niepodobne, jakby wyszły spod ręki różnych mistrzów.
Tym razem on sam został bohaterem opowieści o sobie. Zofia Turowska pokazała Janusza Majewskiego przede wszystkim jako rasowego filmowca, człowieka stworzonego do planu filmowego, artystę o wyobraźni nieustannie pracującej, aby wszystko co wokół, zakląć w film.
Bogaty materiał ikonograficzny dodaje tej fascynującej opowieści dodatkowego wdzięku. Gorąco rekomenduję lekturę.
Zofia Turowska – „Janusz Majewski. Film – kobieta jego życia”, wyd. Marginesy, Warszawa 2017, str. 415, ISBN 415 978-83-65586-73-5

Sienkiewicz – epistolograf

Wybór korespondencji Henryka Sienkiewicza potwierdza przekonanie, że wielki pisarz nie był epistolografem na miarę Zygmunta Krasińskiego, który lokował w korespondencji znaczną, jeśli nie przeważającą część swojego potencjału twórczego, intelektualnego i duchowego.

Jednak wzór Krasińskiego pozostaje niedościgły dla wszystkich innych pisarzy i należy go pozostawić na boku jako ekskluzywny. Nie mniej, listy Henryka Sienkiewicza stanowią jednak cenny dokument czasu, a także fragmentów jego własnego życia i są warte lektury.
Przed laty Państwowy Instytut Wydawniczy wydał w tzw. serii „celofanowej” pełną kilkutomową edycję jego korespondencji. Kto nie miał możliwości, czasu czy cierpliwości by się z nią zapoznać, ten może teraz przeczytać wybór z tamtego zasobu dokonany. Można się przy okazji tej lektury między innymi dowiedzieć, że bujny i pełen rozmachu w stylu swoich wielkich powieści, w korespondencji jest Sienkiewicz bardziej skromny stylistycznie i rzetelnie kronikarski.
To druga, mniej znana strona twórczej osobowości twórcy „Trylogii”. Bogaty obraz epoki, liczne do niej komentarze, bogactwo personaliów, znakomite opisy licznych podróży pisarza, a do tego świetne jak zwykle w edycjach PIW przypisy. Wyborna lektura.
H. Sienkiewicz – „Widziałem wszystko, com chciał i potrzebował widzieć”. W stulecie śmierci pisarza wybór listów oraz pokłosie epistolarne”. Do druku podała Maria Bokszczanin, Wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2016, str. 347, ISBN 978-83-64822-66-7

Niezły pasztet w barokowym labiryncie

Momentu dotarcia do polskiego czytelnika swojej najwybitniejszej powieści, „Quer pasticciaccio brutto de via Merulana” (1957) Carlo Emilio Gadda (1893-1973) nie doczekał, bo i właściwie nie mógł doczekać, jako że ten moment nastąpił pół wieku (dokładnie 61 lat) po ukazaniu się jej w oryginale włoskim. I właśnie w aspekcie językowym tkwi przyczyna tego opóźnienia.

W notce do wydanego w 1973 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy tomu opowiadań Gaddy „Pożar na ulicy Kepplera”, „Quer pasticciaccio brutto…” wzmiankowana jest jako pastisz powieści kryminalnej, antykryminał filozoficzny napisany w rzymskim, plebejskim dialekcie miejskim zwanym romanesco. Dziś dialektu romanesco raczej się w Rzymie nie uświadczy, podobnie jak świata, który Gadda opisał, ale nieprzeciętne trudności przekładowe pozostały i to one sprawiały, że przez lata nikt z polskich tłumaczy literatury włoskiej nie podjął się tego katorżniczego wysiłku.
W poszukiwaniu językowego klucza
Zdecydowała się na to w końcu tłumaczka literatury francuskiej i włoskiej Anna Wasilewska, która temu zadaniu poświęciła kilka lat. Największa trudność translatorska polegała na znalezieniu polskiego literackiego ekwiwalentu dla nieklasycznej, plebejskiej włoszczyzny romancesco. Nawet znalezienie odpowiedniego polskiego ekwiwalentu tytułu było trudne. Tłumaczka zdecydowała się na frazę „Niezły pasztet na via Merulana”, choć równie dobrze i może bardziej w stylu romanesco pobrzmiewałoby polskie „pasztecisko”. Jednak, jak zauważa w posłowiu sama tłumaczka, nie znalazłszy w polszczyźnie żadnego ekwiwalentu stylistycznego i leksykalnego zdecydowała się na deformacje brzemieniowe, fonetyczne, w warstwie wymowy, typowe dla dialektów plebejskich, a także elementy takowego słownictwa. Zastosowanie którejś z gwar polskich, n.p. warszawskiej, krakowskiej czy śląskiej, w trybie podobnym, w jakim Boy zastosował język Reja, Kochanowskiego oraz polskiego baroku jako klucza do przekładu „Żywotów pań swawolnych” Brantome’a, a Gombrowicz staropolszczyznę i mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza” jako język „Transatlantyku”, w tym przypadku byłoby zabiegiem sztucznym i fałszywie brzmiącym.
Makaroniczny „kosmos” Gaddy
Proza Gaddy, w tym w szczególności „Quer pasticciaccio…”, wprowadziła włoską prozę, ciągle żyjącą w cieniu Manzoniego na nowe szlaki, także eksperymentalne, awangardowe. Dokonana przez niego emancypacja języka prozy czyni go pisarzem pokrewnym Joyce’owi czy Celine’owi. „Pisarstwo Gaddy stara się ogarnąć rzeczywistość w całej jej złożoności, rzeczywistość postrzeganą jako magmę, kakofonię, labirynt, który wymyka się próbom metodycznego poznania, wymyka się wszelkim myślowym kodom, systemom i ideologiom – pisze A. Wasilewska – Gadda opisuje świat małostkowych uczuć, śmiesznych ambicji, komicznych obyczajów, okrutnych upodobań, świat zarazem groteskowy i patetyczny, rozpięty na współrzędnych głupoty i cierpienia, głównych elementach ludzkiej egzystencji, z których jedno nie umniejsza drugiego. To świat, w którym archetypiczny system wartości całkowicie rozmija się z pragmatyką życia. Owa rzeczywistość, fragmentaryczna i zatomizowana, pozbawiona hierarchii i spajającej więzi, domaga się nowych form literackich. Niesmak, czy wręcz obrzydzenie Gaddy do „powszechnego imbecylizmu świata” przemienia się w jego pisarstwie w kategorię estetyczną, nie kategorię moralną. Ponieważ opis tego świata konwencje te rozsadza; posługuje się wszystkimi rejestrami języka, z łatwością przechodzi od tonacji wysokiej do niskiej, wprowadza dialekt i żargon, neologizmy i onomatopeje, miesza gatunki literackie, przedrzeźnia style językowe, osiągając przy tym zamierzony efekt parodystycznej hiperboli, groteskowej deformacji. Stał się twórcą osobnego języka, który do literatury przeszedł po nazwą „barrocco” czy „maccheronismo gaddiano”. Tak sformułowany przez tłumaczkę światopogląd artystyczno-epistemologiczny Gaddy wyznaje także główny bohater powieści, komisarz Ingravallo, policjant-intelektualista, który wypadki tego świata postrzega jako „wir, krytyczny, cykloniczny punkt w świadomości świata, miejsce, w którym zbiegło się wiele przyczyn”. Dla komisarza „nie ma jednej przyczyny zjawisk, ponieważ na rzeczywistość składa się wiele elementów, które tworzą struktury bardziej złożone”. Wnikliwemu czytelnikowi tego antykryminału nie trzeba chyba tłumaczyć, jakie musi to mieć konsekwencje dla sposobu prowadzenia śledztwa przez Ingravallo. „Powieść kryminalna Gaddy, która powinna jak najszybciej zmierzać do wyjaśnienia zagadki, rozpada się na wiele luźnych epizodów. Świat wyzbyty jest centrum, każdy z wplecionych wątków pobocznych, które opóźniają narrację, zyskuje więc walor swoistego centrum” – zauważa tłumaczka. A po prawdzie cała ta intryga kryminalna zaczynająca się od trupa młodej kobiety w jednej z kamienic przy rzymskiej via Merulana, ulicy łączącej bazyliki San Giovanni in Laterano i Santa Maria Maggiore to – by nie oddalić się zbytnio od poetyki powieści – „pic na wodę, fotomontaż”. To znaczy trup jest niby prawdziwy, nie oniryczny, ale stanowi tylko punkt wyjścia, osnowę. Trup jest tylko pretekstem do merulańskiej odysei miejskiej, która jest jednocześnie odyseją ludzką. Istotą tej powieści jest też polifonia. „Pasztet”, to utwór wielogłosowy i ta wielogłosowość ma zobrazować wielorakość form życia i ich wzajemnych interferencji”, „przypomina tort: każdy jego kęs, złożony z wielu warstw, ma dać wyobrażenie o całości. Ale jest to tort przepuszczony przez maszynkę, zatracający podział na warstwy poziome”. Jednocześnie jednak Wasilewska zwraca uwagę, że cały ten chaos, to językowe rozpasanie, „zapętlona i meandryczna składnia podlegają żelaznej dyscyplinie” i nie wymykają się Gaddzie spod pióra.
A chciał być porządnym realistą…
Co ciekawe, o czym zaświadczył Italo Calvino, Gadda zamyślał, by napisać klasyczną, konwencjonalną powieść realistyczną w duchu XIX wieku. „Jednakże pojmowanie rzeczywistości jako struktury barokowej nieustannie rozsadzało pod jego piórem ciągłość narracji na rzecz wtrąceń i dygresji – pisze w posłowiu A. Wasilewska – Miało to swoje konsekwencje także w doborze środków wyrazu. Gadda sięga do wszelkich zasobów języka i tradycji literackich, żeby opisać to, czego właściwie opisać się nie da. Buduje swoje powieściowe „groviglio” zarówno na poziomie sytuacji fabularnych, jak w warstwie intertekstualnej, bo skoro wszystkie rzeczy połączone są ze sobą siecią niewidocznych nitek, to splątana jest nie tylko materia świata, splątana jest także materia literacka. Stąd częste odwołania do słów innych pisarzy”.
Intertekstualność
Intertekstualność ani nie była odkryciem Gaddy, ani nie umarła wraz z nim. Pierwszym wielkim intertekstualnym dziełem literatury była „Boska komedia” Dantego, do której też Gadda nawiązuje. Intertekstualna bywała poezja Juliusza Słowackiego („Beniowski”). Arcydziełem intertekstualności jest „Ulisses” Jamesa Joyce’a. Intertekstualność można napotkać w „Życiu i myślach Tristrama Shandy” Laurence Sterne’a, w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Jana Potockiego, w „Doktorze Faustusie” Thomasa Manna, ale i w literaturze naszych czasów, u Thomasa Pynchona, u Teodora Parnickiego czy w „Księgach Jakubowych” Olgi Tokarczuk. A ponieważ, jak zauważa Wasilewska, w intertekstualności Gaddy centrum stanowi kultura i literatura włoska, więc tak jak przy całej swojej kontrze do polskości Gombrowicz jest pisarzem „arcypolskim”, tak Gadda jest pisarzem „arcywłoskim”.
Via Merulana 218
Ponieważ jednak „Pasztet” jest nie tylko antykryminałem filozoficznym, ale przez gatunkowe osadzenie ociera się o prozę popularną, warto też spojrzeć na tę powieść jako rzecz o Rzymie. Jednak przewodnikiem po Wielkim Mieście, takim jak „Anioły i demony” Dana Browna być nie może. I nie dlatego, że Rzymu Gaddy i – jak powiada tłumaczka – jego „zaropiałych kamienic” i tamtego rzymskiego ludu już nie ma. Także dlatego, że topograficzny „kosmos” „Pasztetu” zamyka się właściwie w przestrzeni via jednej ulicy. Zawsze jednak można pójść na via Merulana 218, pod kamienicę, gdzie Gadda usytuował trupa, a nawet wejść do środka i być może natknąć się na jej mieszkańca, który z przyjazno-pobłażliwym uśmieszkiem rzuci pod nosem: O, miłośnicy Gaddy”.

Carlo Emilio Gadda – „Niezły pasztet na via Merulana”, przekł. Anna Wasilewska, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2018, str. 386, ISBN 978-83-06-03462-2

Jacek Korcelli (1934 – 2020)

Jacek Korcelli urodził się 12 marca 1934 w Łodzi, niegdyś filmowej stolicy Polski i choć z czasem zamieszkał i pracował w Warszawie, to do ostatnich lat był związany z rodzinnym miastem jako profesor sztuki filmowej w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej, nazywanej czasem „Filmówką”.

Należał do najlepszych polskich operatorów filmowych, choć jego nazwisko pozostawało w drugim szeregu, w cieniu sławniejszych kolegów, takich jak Witold Sobociński, Mieczysław Jahoda, Jerzy Wójcik czy Zygmunt Samosiuk. Operatorskiego rzemiosła uczył się m.in. u Stanisława Wohla przy realizacji „Króla Maciusia I” Wandy Jakubowskiej (1958) i u Antoniego Wójtowicza w filmie „Awantura o Basię” Wandy Kaniewskiej (1959).
Samodzielnie zadebiutował w „Tysiącu talarów” St. Wohla (1960) Zrealizował zdjęcia m.in. do filmów „Szatan z siódmej klasy” W. Kaniewskiej (1960), „Odwiedziny prezydenta” J. Batorego (1961), „Kwiecień” W. Lesiewicza (1961), „Komedianty” M. Kaniewskiej (1961), „Wielka, większa, największa” A. Sokołowskiej (1962) i „Beata” A. Sokołowskiej (1964), „Kamizelka” St. Jędryki (1971), „Przez dziewięć mostów” R. Bera (1971) „Bułeczka” A. Sokołowskiej (1973), „Pierścień i róża” J. Gruzy (1986). Zrealizował też zdjęcia do seriali „Stawiam na Tolka Banana” St. Jędryki (1973) oraz „Lalka” (1977) w reż. Ryszarda Bera, który była jego największym zawodowym przedsięwzięciem.
Po raz ostatni stanął za kamerą w roku 1994 przy realizacji filmu Anny Sokołowskiej „Przygody Joanny”. Był członkiem Polskiej Akademii Filmowej. Zmarł 19 sierpnia 2020 w Konstancinie-Jeziornej.

Faszyzm codzienny

Przypadek Hansa Fallady, pisarza, który wszedł w konflikt z faszystowskim reżimem Hitlera i który pozostawił jedne z najciekawszych literackich świadectw tamtego czasu wymyka się jednoznacznym, heroicznym schematom.

W przypadku autora „Każdy umiera w samotności” nie mamy bowiem do czynienia ze spiżową postacią w rodzaju zgładzonego przez hitlerowców bohaterskiego pastora Bonhoeffera ani kimś posobnym do młodych, idealistycznych straceńców z kręgu „Białej Róży”, lecz z człowiekiem – by użyć terminologii religijnej – głęboko grzesznym i niedoskonałym. Fallada był człowiekiem niedostatecznie zrównoważonym umysłowo, alkoholikiem, nie stroniącym też od narkotyków, mającym za sobą próby samobójcze we wczesnej młodości, defraudantem, a jego życie osobiste było dalekie od godnego polecenia wzoru. Gdy hitlerowska administracja zamykała go w 1944 roku w szpitalu psychiatrycznym po desperackiej próbie postrzelenia żony, decyzja ta – jakkolwiek by to w tym kontekście zabrzmiało – nie była pozbawiona podstaw. Fallada nie był też – jak sławny antyhitlerowski emigrant Tomasz Mann – pisarzem wielkim, ani być może nawet wybitnym. Sporą część swój pracy literackiej poświęcił pisaniu zarobkowemu książek zaliczanych do nurtu literatury popularnej. Ba, miał na swoim koncie okresy dobrej, harmonijnej współpracy z hitlerowcami, jak ten z roku 1937, gdy po okresie konfliktów z nimi, nawiązał współpracę z samym Goebbelsem i przymierzył się pod wpływem jego inspiracji do napisania, w duchu prohitlerowskim, „historii niemieckiej rodziny od 1914 do 1933 roku”. Apologetyczna wymowa przedsięwzięcia była jednak ponad siły psychiczne Fallady i jego hitlerowscy protektorzy są zmuszeni do zmiany zakończenia historii. Pisarz okazuje się organicznie niezdolny do wzorcowego konformizmu.
„Dziennik więzienny 1944. W moim obcym kraju” powstał w celi zakładu zamkniętego, przeznaczonego dla psychicznie chorych przestępców kryminalnych. Opanowany gorączkową wolą pisania, Fallada, narażając się na represje a być może nawet na śmierć, pisze w tych warunkach oskarżycielskie wspomnienia z życia Niemiec hitlerowskich. Tytuł „Dziennik” jest tu o tyle zwodniczy, że zapiski te nie były dziennikiem pobytu Fallady w zakładzie, lecz zapisem retrospektywnym z pamięci, obrazem życia minionego spoza celi w Neustrelitz-Strelitz. Fallada ukazuje, z autopsji, życie Niemiec hitlerowskich z zupełnie innej perspektywy niż ta, do której jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni, jednostronnej, postrzeganej przez pryzmat administracyjno-policyjno-wojskowej machiny hitleryzmu. Fallada pokazuje codzienność hitleryzmu nie przez pryzmat marszów mundurowych formacji, nie przez czerń mundurów SS i brunatny kolor koszul, nie przez nieludzką precyzję hitlerowskiej machiny terroru, lecz przez pryzmat najtrywialniejszej codzienności. Niemiecki faszyzm jest tu pokazany w zachowaniu „szarego człowieka”, dozorcy domu, sklepikarza, drobnego urzędnika, wydawcy, poprzez zachowanie osoby bliskiej, poprzez nastrój ulicy, klimat życia w jego na pozór najbardziej nawet odległych od polityki przejawach. Jest to faszyzm nie epicki, a nawet nie faszyzm groteskowo-groźny, jak z „Jaja węża” Bergmana czy „Kabaretu” Fose’a. To faszyzm małego realizmu, faszyzm ulokowany w banalnych drobinach codziennego życia. Fallada nie udawał bezstronności, pisał z pasją, żółcią, krwią i szyderstwem. Wszystko to czyni te zapiski, rozpoczynające się od brawurowego opisu pożaru Reichstagu, dziełem pasjonującym i unikalnym.

Hans Fallada – „W moim obcym kraju. Dziennik więzienny 1944”, przekład Bogdan Baran, Czytelnik, Warszawa 2011, ISBN 978-8307032580

Rozmowy Jacka Bocheńskiego

Wywiady z pisarzami to praktyka dziś niemodna, tym bardziej że przestrzeń, w której można je opublikować, bardzo się skurczyła. Niemodna także z tego powodu, że pisarze nie są już dziś traktowani jako chór grecki komentujący en bloc nie tylko swoją twórczość, ale otaczający świat.

Dziś pisarze bardzo się wyspecjalizowali. Są pisarze od tematu gejowskiego, od lokalnych społeczności, od miejskich kryminałów. Sama specjalizacja nie jest niczym nowym bo i w przeszłości byli pisarze wpisani a to w nurt wiejski, a to w powieść historyczną, ale w te gatunkowe ramy wpisywane były całe uniwersa (Tadeusz Nowak czy Teodor Parnicki).
Poza tym sami pisarze byli postaciami wielowymiarowymi, mieli za sobą kawał losu, mieli biografię, mieli pogląd na świat. Nie pojawiali się, jak większość dzisiejszych – znikąd. I także dlatego byli interesujący, nie tylko z powodu tego, co napisali. Pisarzem z tamtej, minionej epoki jest Jacek Bocheński, autor który zawsze tworzył w szerokiej perspektywie. Jego znakomitego „Boskiego Juliusza” zawsze można będzie czytać w oderwaniu od literalnego starorzymskiego kontekstu historycznego, jako studium mechanizmów władzy, a „Nazo poetę” jako metaforę relacji między władzą a artystą.
Jacek Bocheński (rocznik 1926) istnieje w literaturze już ponad 60 lat, a przy tym nadal tworzy. Tak długa czasowa perspektywa sprawia, że funkcjonował on już w kilku epokach, politycznych, społecznych, literackich i pełnił w nich ważne role.
Prześledzenie jego myślenia przez tak długi okres, prześledzenie zmian, ewolucji, prześledzenie ich przez filtr wywiadów, jakie z nim przeprowadzono na przestrzeni 46 lat (1965-2011) poprzez wydanie ich w jednym tomie „Wtedy. Rozmowy z Jackiem Bocheńskim”, to bardzo interesujący pomysł Wydawnictwa Świat Książki. Rozmówców jest dwudziestu, a rozmowy ułożone chronologicznie: Wiesław Paweł Szymański, Włodzimierz Maciąg, Zbigniew Taranienko, Krystyna Nastulanka, Mirosław Kowalski, Jacek Trznadel, Ewa Czerniakowska, Grzegorz Kozyra, Wiesław Kot, Piotr Szewc, Krzysztof Masłoń, Barbara Kazimierczyk, Mariusz Załuski, Teresa Bogucka, Andrzej Wróblewski, Krzysztof Lubczyński, Jarosław Kurski, Katarzyna Marciniak, Zuzanna Grębecka, Anna Nasiłowska.
Każdego z nich, poza możliwym do wyodrębnienia obszarem wspólnym, co innego interesowało, każdy kładł swoje własne akcenty w pytaniach. Daje się też zauważyć ciekawe różnice między językiem i tematyką rozmów najdawniejszych (mniejszość – dwie z lat 60-tych, dwie z 70-tych, trzy z 80-tych), a tych, które pochodzą z minionego dwudziestolecia. Z każdym z nich Bocheński jest rozmówcą pasjonującym. W rozmowach najstarszych (1965, 1973) widać wyraźnie język „ezopowy” i wysiłek obustronny, by powiedzieć rzeczy istotne bez wystawienia się na sztych cenzury (np. w rozmowie z 1965 roku przeprowadzonej przez W.P. Szymańskiego, gdy na jego pytanie o „Boskiego Juliusza”, który miał za sobą polityczną burzę rozpoczętą i zakończoną w gmachu KC, Bocheński odpowiada z finezyjną, ledwo zauważalną ironią, w sposób zabawnie zawoalowany).
Począwszy od roku 1981 rozmowy są politycznie otwarte i polityką nasycone, ale w kilku rozmowach ostatnich następuje odejście od dominanty polityki zwrócenie się w większym stopniu ku uniwersalnym sensom prozy Bocheńskiego, co samo w sobie jest formą uznania dla jego twórczości i potwierdzeniem jej ponadczasowości. Bardzo cenna pozycja.
„Wtedy. Rozmowy z Jackiem Bocheńskim”, Wyd. Świat Książki, Warszawa 2011, str. 318, ISBN 978-83-7799-090-2

Taniec to alfabet ciała

Moim pierwszym mistrzem był Tomaszewski, który dał mi, jako pedagog, ważną rzecz. Rozbudził we mnie chęć poznania możliwości szerokiego zakresu wyrazu ciała. On „budził” aktora od nóg w górę, łączył elementy budzącego się dopiero, będącego w powijakach baletu moderne z baletem klasycznym, budził n.p. „aktywność bioder”, co w ówczesnej kulturze europejskiej było wiązane obyczajowo ze światem zdeprawowanych kobiet, nawet prostytutek, a także z rewią. Tomaszewski, posiłkując się sztuką orientalną, którą uwielbiał, wprowadził ten rodzaj ekspresji na sceny baletowe – z Elle Jaroszewicz, profesorką tańca artystycznego i pantomimy w Paryżu, uczennicą Marcela Marceau, rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Od kiedy Pani tańczy?
Od najwcześniejszego dzieciństwa, a urodziłam się w 1938 roku. Spędziłam je w rodzinnych Kielcach. Nie zapomnę momentu, kiedy zakonnica ucząca nas, małe dziewczynki, tańców do spektaklu na Boże Narodzenie, kiedy zobaczyła mnie jak wykonałam polecone przez nią przez nią taniec do akompaniamentu, podeszła do mnie i powiedziała: „Ty jesteś bardzo zdolna”. To były kroki menueta z obrotem i wejściem pod krzesełko. Do dziś pamiętam tę szkolną salę, parkiet, kapcie. Tak zaczęłam moją karierę artystyczną. Dzieciństwo kieleckie było pełne ludzi, to był dom otwarty, z bujnym życiem towarzyskim, także, jak to w tamtych czasach, wódczanym.
A co było po szkole powszechnej?
Trafiłam do szkoły średniej w Wałbrzychu, bo tam trafiła część mojej rodziny, a ja zamieszkałam u cioci. Pamiętam stamtąd szczególnie wspaniały sklep cukierniczy. Mama znalazła się w Warszawie, ale mnie trzymano daleko z obawy o mój los z uwagi na dramatyczne kłopoty mojego ojca z władzą ludową. Atmosfera domowa była krytyczna wobec nowej władzy, ale nie wywierano na mnie nacisku bym objawiała tę niechęć w szkole. Raz jednak wyrwało mi się na wycieczce szkolnej, że: „Śpię z Bierutem”, jako że na kwaterze, nad moim łóżkiem wisiał portret prezydenta PRL. Koleżanki zaczęły mnie uciszać, bojąc się żeby nie usłyszał mnie przewodnik. W szkole byli wspaniali nauczyciele, często ze Lwowa rodem, którzy osiedlili się w Wałbrzychu, na Ziemiach Zachodnich. Dyrektorem liceum był profesor Gałuszko, a poziom nauczania był bardzo wysoki.
Po maturze – studia?
Tak, myślałam o uczelni artystycznej, bo zawsze chciałam być artystka. Ówczesną wiedzę o świecie czerpałam z kina, do którego chodziłam namiętnie, także na filmy radzieckie, po kilka razy na ten sam film. Poza czytaniem, kino było jedyną wtedy powszechnie dostępną rozrywką. Posłuchałam jednak rad rodzinnych, by wybrać poważny kierunek i złożyłam papiery na Uniwersytet Wrocławski, ale nie dostałam się z braku miejsc i tego samego dnia pojechałam do wrocławskiej AWF, gdzie zostałam przyjęta jako osoba wszechstronnie wysportowana. To był czas pierwszych sympatii, miłości, randek, wyjść do kina, n.p. na poranki filmowe w kinie „Polonia”. Z wieczornych seansów zapamiętałam szczególnie francuskiego przygodowego „Fanfana Tulipana” z Gerardem Philippe, z dwóch powodów. Po pierwsze, na film waliły tłumy i bilety zdobyliśmy cudem, a po drugie kryliśmy się z moją sympatią w tylnych rzędach sali kinowej, żeby nas nie zobaczył ktoś z dorosłych, kiedy trzymaliśmy się za ręce. Chodziłam też do prywatnej szkoły baletowej pani Ostrowskiej, która w ciasnym prywatnym mieszkaniu, pośród stery ubrań, przy krześle zamiast drążka, uczyła tańca klasycznego. W lepszych warunkach nauka baletu odbywała się, w sali „Domu Górnika”, gdzie był zespół. Tańczono głównie tańce ludowe, ale były też elementy baletu klasycznego, skąd czerpano kadry m.in. do oper wrocławskiej i bytomskiej. Pamiętam, że w jednym spektaklu zobaczyła mnie jedna z profesorek szkolnych, jak unosiła mi się spódnica ponad kolana, więc wezwała do szkoły moich rodziców. To taki przyczynek do ówczesnej obyczajowości. Mama cała we łzach przepraszała dyrektora szkoły, ale nadal zachęcała mnie na chodzenia na lekcje baletu, a nawet tego pilnowała. Tak się złożyło, że mieszkałam na stancji u przyjaciół Henryka Tomaszewskiego, twórcy pantomimy wrocławskiej i dzięki tym kontaktom poznałam tego wybitnego artystę. Jedna z koleżanek zaprowadziła mnie na jego spektakl i już podczas pierwszego spotkania miał okazję sprawdzić moje umiejętności podczas próby i tak zostałam u niego osiem i pół roku. Uważano mnie na wet za jedną z jego gwiazd,
Jak to się stało, że zamieszkała Pani w Paryżu?
Najpierw był pierwszy wyjazd do Paryża na Festiwal Narodów wraz z zespołem Tomaszewskiego do teatru im. Sary Bernhardt, po czym zostaliśmy niespodziewanie na miesiąc zaangażowani do słynnego teatru Athenée, założonego przez wielkiego francuskiego aktora Louisa Jouvet, mieszczącego się między Operą a Madeleine. Moją garderobę umieszczono w jego dawnej garderobie. Żywiliśmy się bagietkami i kiełbasą z Polski. Kiedy powróciłam do Paryża już na stałe, założyłam tam, po latach, szkołę tańca przy ulicy Saint Marc. Wcześniej tańczyłam w teatrze na Saint Michel, a następnie byłam pierwszą profesorką pantomimy w szkole baletowej Opery paryskiej, mieszczącej się w jej gmachu, a klasa ta istnieje do dziś. Pierwsze moje kroki zawodowe w Paryżu były jednak bardzo trudne.
Jak Pani poznała Marcela Marcelu, wielkiego francuskiego artystę pantomimy, który później został Pani mężem?
Właśnie w teatrze w teatrze Sali Bernhardt. Wszedł po naszym spektaklu na salę otoczony dziennikarzami. Byliśmy bardzo stremowani. Podszedł do mnie i powiedział: „Pani ma wielki talent”. Zakochaliśmy się w sobie, od pierwszego wejrzenia, zaczęliśmy się spotykać, także w Polsce, dokąd często przyjeżdżał, a potem zostaliśmy małżeństwem i zamieszkaliśmy przy rue de la Boucherie, tuz obok słynnej księgarni Royal Shakespeare Company.
Jaki kierunek artystyczny tańca był Pani bliski?
Moim pierwszym mistrzem był Tomaszewski, który dał mi, jako pedagog, ważną rzecz. Rozbudził we mnie chęć poznania możliwości szerokiego zakresu wyrazu ciała. On „budził” aktora od nóg w górę, łączył elementy budzącego się dopiero, będącego w powijakach baletu moderne z baletem klasycznym, budził n.p. „aktywność bioder”, co w ówczesnej kulturze europejskiej było wiązane obyczajowo ze światem zdeprawowanych kobiet, nawet prostytutek, a także z rewią. Tomaszewski, posiłkując się sztuką orientalną, którą uwielbiał, wprowadził ten rodzaj ekspresji na sceny baletowe. Wprowadził też iluzje wysiłku aktora na scenie, bez rekwizytu, z elementami akrobatycznymi, odrzucał konwencje. Nazywano to sztuką „negroidalną”. Był w tym nowatorski. Poza tym poznałam inne szkoły tańca, w tym mimu francuskiego, w koncepcji bliskiej Marcelowi Marceau i Jean Louisowi Barrault, niezapomnianemu mimowi imieniem Baptysta z filmu „Komedianci” Marcela Carné z 1945 roku. To Barrault wymyślił i stworzył słynne chodzenie w miejscu. W 1970 roku poznałam panią Zofię Szemberową, wielką profesorkę tańca w czeskiej Pradze, nauczycielką Kiliana, największego dziś choreografa światowego baletu moderne. Ona nauczyła mnie pedagogiki, bo do tej pory uczyłam innych intuicyjnie, praktycznie, bez bazy koncepcyjnej. Zainicjowałam też szkołę Marcela Marceau, która mieściła się przy stacji metra Reaumur-Sebastopol, gdzie prowadziłam lekcje akrobatyki, tańca klasycznego. Bliskie mi było łączenie sztuki mimu z tańcem. Wsiewołod Meyerhold, wielki rosyjski reformator teatru uważał, że reżyser, aktor i dramaturg, zanim cokolwiek stworzą, powinni napisać, wyreżyserować jakiś spektakl pantomimy, czyli wyjść nie od słowa, tylko ruchu, zdarzenia. Dzięki ludziom o takiej wiedzy o tańcu jak Roger Dubert, uniknęłam zawężenia widzenia pantomimy do punktu widzenia szkoły Tomaszewskiego. Wiele z niego zaczerpnęłam, ale nie naśladowałam i poszłam dalej samodzielnie.
Jest Pani wybitnym pedagogiem artystycznym, ma Pani studentów z całego świata. Co może Pani o nich powiedzieć?
Dosłownie z całego świata. Zapisywali się do mojej szkoły z pełną świadomością ryzyka, bo nie jestem w końcu aż tak wielką sławą. To znaczy cenią to, co mogę im przekazać. I ja sobie wzajemnie bardzo cenię pracę z nimi.
Dziękuję za rozmowę.