Summa Zbigniewa Dominy

Do dziś pamiętam wrażenie, jakie bez mała dwadzieścia lat temu wywarła na mnie „Syberiada polska” Zbigniewa Dominy – wielkie epickie płótno, najobszerniej i najpoważniej w polskim piśmiennictwie malujące los ostatniej generacji polskich sybiraków na przykładzie zesłanych zimą 1940 roku w głąb Związku Radzieckiego, gdzieś między Jenisej i Angarę, mieszkańców niewielkiej podolskiej wioski.

Udało się nad wyraz autorowi w tej powieści zespolić w jedną sugestywną całość obraz losu narodu, losu niewielkiej zbiorowości i losu jednostkowego, upostaciowanego przez kilkunastoletniego Staszka Dolinę, pod którym to nazwiskiem Domino ukrył samego siebie. Pisałem wtedy o „Syberiadzie polskiej” na łamach redagowanych przez Dionizego Sidorskiego „Nowych Kontrastów”, że skreślone z rozmachem przez Dominę dzieje wiejskiej gromady przywodzą na myśl Reymonta, a ciepłe współczucie, z jakim autor pochyla się nad skrzywdzonym człowiekiem, nad tak boleśnie i tragicznie uwikłaną w historię jednostką, ma w sobie coś z klimatu Andrieja Płatonowa. Powieść miała wielki rezonans, szybko doczekała się też kilku przekładów, w tym na francuski i rosyjski (ten ostatni np. przygotowała wielka przyjaciółka Polski i znakomita tłumaczka Natalia Wiertiaczich, a jego wydanie wspomógł współkierowany wtedy przeze mnie Instytut Adama Mickiewicza, co do dziś pozostaje dla mnie źródłem niekłamanej satysfakcji). Wreszcie pojawiła się też bardzo udana ekranizacja powieści; jej producent, Mirosław Słowiński, powiedział mi niedawno, że łączna widownia dotychczasowych pokazów tego filmu w Telewizji Polskiej zbliża się do 4 milionów.
A w biografii twórczej autora – pisarza, żołnierza, prawnika, działacza politycznego, dyplomaty – otworzyła „Syberiada polska” zupełnie nowy etap, gdyż zaraz za nią pojawiła się jej kontynuacja, czyli „Czas kukułczych gniazd”, kreślący losy sybiraków już po ich powrocie do Polski, potem zaś rozbudowujące i komentujące poszczególne wątki epopei „Tajga”, „Młode ciemności”, „Zaklęty krąg” oraz poszerzone wydanie wcześniejszych „Cedrowych orzechów”. Ten imponujący sześcioksiąg dopełnia teraz „Sybiraczka”, ukazująca się już niestety po śmierci autora – Zbigniew Domino odszedł od nas w czerwcu tego roku, gdy niewiele brakowało mu do dziewięćdziesiątki.
Ta niewielka objętościowo, ale ważka i ważna „Sybiraczka” to w pewnym sensie Dominy summa – jego tragicznych syberyjskich doświadczeń, jego sześcioksiągu (którego przejmujące fragmenty momentami cytuje), ale i całego nieprostego, dramatycznego życia, które los mu zgotował. Bo rozpoczynają „Sybiraczkę” obrazy dzieciństwa z Kielnarowej pod Rzeszowem, kończy zaś wspomnienie ukochanej żony Barbary, którą przeżył zaledwie o rok. Jest to książka o życiu pisarza, książka o książkach, które w ciągu swej życiowej drogi napisał, wreszcie książka o książce jednej jedynej, tytułowej „sybiraczce” – ale o niej za chwilę. Można ten ostatni utwór pisarza czytać jako kolejny komentarz i kolejne dopełnienie jego syberyjskiej sagi, można też go czytać i przeżywać jako dzieło samo w sobie – jednakowo urzeknie nas swą mądrą powagą, wewnętrzną prawdą, wreszcie szlachetną prostotą, która tak wyróżnia prozę Dominy z morza współczesnego postmodernistycznego szczebiotu.
A ta jedna jedyna, tytułowa „sybiraczka”? To bohaterka zaiste niezwykła – jedyna książka, którą wiedziona nagłym odruchem matka pisarza zabrała wśród zaledwie garstki najpotrzebniejszego odzienia i sprzętów na syberyjskie wygnanie. Była nią przedwojenna książka kucharska – ułożona przez Anielę Owoczyńską „Najnowsza kuchnia warszawska zawierająca przeszło 1200 przepisów różnych potraw od najskromniejszych do najwykwintniejszych”. W syberyjskich warunkach te przepisy były oczywiście całkowicie bezużyteczne; ale po rychłej śmierci matki książka stała się dla rodziny jedyną po niej pamiątką, swoistym rodzinnym symbolicznym spoiwem, a dla dzieciarni całej wygnańczej gromady pomocą w nauce ojczystego języka, potem też sakralnym nieledwie eksponatem dla Polaków-potomków poprzednich pokoleń zesłańców, na których Dominowie nieraz się natykali. Aż wreszcie, po powrocie do Polski, powróciła książka do swej pierwotnej funkcji użytkowej – stała się kulinarnym poradnikiem Barbary Domino. Traktowana jak bardzo bliska, niemal żywa istota, pozostawała z pisarzem i jego małżonką do ich ostatnich dni. Habent sua fata libelli, nawet te kucharskie…
„Syberiadę”, jak i cały poprzedzający ją sześcioksiąg Dominy, opublikowało prowadzone przez Klárę Molnar i Jacka Marciniaka wydawnictwo Studio EMKA, wyposażając całą sagę w jednolitą, bardzo piękną i bardzo celną oprawę graficzną. Wyborem, jakiego dokonało i pieczołowitością, z jaką go zrealizowało, dało przykład rzadkiej edytorskiej mądrości i wierności wobec swego autora.

Zbigniew Domino – „Sybiraczka”, Wydawnictwo Studio EMKA, Warszawa 2019, str. 115, ISBN 978-83-66142-23-7

Szare na złote

Pod piórem Rudzkiej „szarość”, zwyczajność, zamienia się w literackie „złoto”.

Gdyby do napisania tej niewielkiej powieści nie przystąpiła ze swoim kunsztem literackim Zyta Rudzka, temat „Krótkiej wymiany ognia” mógłby zostać „wzięty” i opowiedziany w kolejnym tytule z gatunku popularnej, masowo czytanej literatury obyczajowej spod znaku rozmaitych „rozlewisk” i „siedlisk”. Zyta Rudzka uczyniła z opowieści narratorki, starszej kobiety, dzieło sztuki pisarskiej. „Krótka wymiana ognia” mogłaby być poglądowym – choćby dla studentów literaturoznawstwa – przykładem tego, jak pisarz odnajduje i nadaje właściwe rzeczy słowo. Jak język prozy może być skorelowany ze światem w niej przedstawionym. Jak dla oddania istoty tematu, pewnego stanu rzeczy, pewnej rzeczywistości, pisarz odnajduje właściwe słowa, zdania, właściwą ich długość, rytm i koloryt. Jak język prozy można nie tyle dopasować do treści, ile uczynić z niego jej ekwiwalentny wyraz, pokazać ich twórcze zrośnięcie. Język niesie u Rudzkiej opowiadanie i odwrotnie, jest przez opowiadanie niesiony. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” pisarka powiedziała, że „budowa powieści ma wiele wspólnego z moimi bohaterkami. To są stare kobiety, które oddychają już inaczej. To oddech krótki, rwany, zdyszany, zmęczony, płytki, lękowy, w którym słychać choroby. Tworząc ten język, chciałam, by on wypływał z obu bohaterek, przylegał do postaci”. Do tej, przez samą pisarkę sformułowanej, idei artystycznej utworu można to i owo dodać. Egzystencja takich kobiet, jak bohaterki „Krótkiej wymiany ognia” (drugą, oboczną postacią jest jej matka). Rudzka na swoją bohaterkę wybrała starszą kobietę, która dokonuje rozrachunku z życiem, rodzinnym, małżeńskim, uczuciowym, z życiem w ogóle. I choć jest to poetka, jej poziomu świadomości autorka nie podniosła, co przecież mogłoby spełnić rolę wspornika, „doładowania” czy podkolorowania sylwetki psychologicznej bohaterki. Jednak Rudzka nie ułatwiła sobie zadania i zachowała niezakłócony niczym „status szarości” bohaterki, z całą banalnością jej egzystencji, spostrzeżeń, refleksji. Pod piórem Rudzkiej „szarość”, zwyczajność, a nawet pewna ciasnota poczynań i myśli bohaterek zamienia się w literackie „złoto”. Innym, niejako równoległym walorem nowej prozy Zyty Rudzkiej jest jej „przezroczystość”. Mając bowiem do czynienia z utworem rzeźbionym przede wszystkim w tworzywie języka, nie jesteśmy jako czytelnicy wciągani w intencjonalny eksperyment formalny. O ile Dorota Masłowska z wyraźną intencją „wkręca” zazwyczaj czytelnika w grę założoną z góry jako eksperymentalna zabawa (podobnie, jak to czynili „zbereźnicy”, prozaicy nurtu promowanego przez Henryka Berezę), o tyle Rudzka jest bliższa w artystycznym zamyśle Mironowi Białoszewskiemu, który także był daleki od metody organizowanego eksperymentu literackiego, bo język jego prozy wyrastał organicznie z jego własnych „trzewi”. Nie ma więc u Rudzkiej żadnego efekciarstwa, żadnego językowego prestidigitatorstwa, żadnych ekstrem izmów i zawijasów leksykalnych, składniowych, stylistycznych, żadnego popisywania się kunsztem formalnym, na co tę wybitną pisarkę byłoby przecież stać, żadnego eksperymentowania na siłę na oczach odbiorcy, żadnej laboratoryjnej roboty lingwistycznej. Zyta Rudzka napisała swoją „Krótką wymianę ognia” podążając po największej linii oporu, bez ułatwień i podpórek, a mimo to, a może właśnie dlatego, zamieniła tworzywo najbardziej szare z szarych w wysokiej klasy – i do tego atrakcyjny w smaku – literacki owoc.

Zyta Rudzka – „Krótka wymiana ognia”, wyd. WAB (GW Foksal), Warszawa 2019, str. 199, ISBN 978-83-280-5061-7

Zgrzytanie lewicowego winyla

Stary dowcip poselski głosi, że w czasie kampanii wyborczej każdy z kandydatów ma za przeciwników: swoich wrogów politycznych, swych śmiertelnych wrogów ideowych, no i kolegów z listy wyborczej.
Od 1997 roku obserwowałem i uczestniczyłem we wszystkich wyborach parlamentarnych, prawie wszystkich europejskich i dwa razy w wyborach samorządowych. I wielokrotnie doświadczyłem prawdziwości powyższego dowcipu.
Toteż z wielką ciekawością przeprowadzałem obserwację, także „uczestniczącą”, kampanii wyborczej przeprowadzanej przez komitet LEWICA.
Ciekawiło mnie czy to polityczne małżeństwo, z rozsądku przecież zawarte a nie a miłości od pierwszego wejrzenia, ma szansę na dłuższe pożycie niż ta jedna kampania wyborcza.
Zwłaszcza, z związek zawarły aż trzy partie polityczne. Każda inaczej społecznie postrzegana, każda posiadająca swój stereotyp polityczny.
Ciekawiło mnie czy związek młodych lewaków z Partii Razem z ciut starszymi, ale nadal żwawo śmigającymi liberałami obyczajowymi z Wiosny i wkraczającymi na próg emerytalny „komuchami” z SLD, da nową, albo przynajmniej jakąkolwiek, jakość?
Dobrze się stało, że prezydent Aleksander Kwaśniewski publicznie i wielokrotnie poparł Adriana Zandberga. Bo poparł lidera partii najbardziej odległej mu ideowo, wiekowo i „politycznie estetycznej”.
A mógł przecież poprzeć innych, bliższych mu lewicowych kandydatów.
Ale to prezydenckie poparcie było wielce symbolicznym. Pokazującym, że oto wszyscy umawiamy się na długotrwały, nie jednorazowy, związek.
Taka potrzeba dłuższego, nie taktycznego, związku wisiała w powietrzu w czasie naszej kampanii. Kampanii obarczonej niedoróbkami, poślizgami, przerwami w komunikacji. Jak to nieraz w każdych, poprzednich kampaniach bywało.
Ale ta kampania była generalnie pozbawiona wewnętrznych złośliwości i intryganckiej rywalizacji. Może dlatego, że każda z trzech zjednoczonych, lewicowych generacji mobilizowała i walczyła przede wszystkim o swoją generację. Nie było istotnych wrogich prób podkradania sobie wyborców.
Moi starsi koledzy nieraz przestrzegali mnie, abym w czasie kampanii wyborczej tonował swe emocje i słowa. Zwłaszcza, że mam polemiczny charakter. Radzili, abym wystrzegał się w czasie kampanii wyborczej słów krewkich, zwłaszcza obraźliwych, których potem będę się zwyczajnie wstydził.
Bo cóż z tego kiedy się w czasie kampanii wyborczej widowiskowo i medialnie po obrażamy, kiedy potem przyjdzie nam skłóconym wspólnie pracować w Sejmie. Często w tych samych komisjach i podkomisjach. A Sejm to praca drużynowa, zbiorowa. To nie są solowe występy.
Słusznie pisała ostatnio Joanna Senyszyn, że teraz możemy być pewni nie tylko śmierci i podatków, ale też powrotu lewicy do parlamentu.
Patrząc na prognozowane wyniki Lewicy i jakość kandydatów na jej listach wyborczych możemy być pewni, że przyszły jej klub parlamentarny będzie innym niż pozostałe.
Nie tylko dlatego, że przeważać w nim mogą debiutanci parlamentarni. W moim okręgu, na czterdziestu kandydatów, tylko ja miałem doświadczenia parlamentarne. Na pewno w przyszłym Sejmie zadebiutuje grono osób uprawiających politykę w zupełnie nowym stylu. Oby skutecznie.
Ale jeśli uda się nam przenieść dobrą współpracę tych trzech zjednoczonych pokoleń lewicy z kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu, to przyszły klub parlamentarny lewicy może okazać się wielce skuteczny.
Taka mieszanka trzech pokoleń, trzech lewicowych wrażliwości jeszcze nie raz wybuchnie.
To będzie ważna kadencja Sejmu.

Klub czytających książki do końca

Radość i zaskoczenie, a u niektórych może nawet niesmak. Tak zapewne reaguje polska podzielona opinia publiczna. Ja (to oczywiste) wraz z Czytelnikami Trybuny jesteśmy, mam nadzieję, w tej pierwszej grupie. Szczęśliwych i dumnych. W tej drugiej, znacznie mniejszej, na czołowym miejscu jest wciąż urzędujący jeszcze minister kultury i dziedzictwa… nie pomogą napisane, z przymusu i bez przekonania życzenia.

Olga Tokarczuk dobrze rozpoczęła. Po pierwsze jest absolwentką liceum im. Cypriana Kamila Norwida, a to zobowiązuje. Po drugie za debiutancką powieść „Podróż ludzi Księgi” otrzymała swą pierwszą nagrodę w konkursie literackim Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek w 1994 roku. A potem nagrody i wyróżnienia zaczęły się sypać, nie ma miejsca na wymienienie wszystkich. Z najważniejszych to Nagroda Kościelskich, Paszport Polityki, dwa razy (w ślad za Wiesławem Myśliwskim) Nagroda Nike, równocześnie pisarka pięciokrotnie wyróżniona została tą Nagrodą przez czytelników. Ostatnio zdobyła nagrodę The Man Booker International Prize 2018. A w tym roku miałem honor wraz z prezesem ZAiKS prof. Januszem Foglerem wręczać Jej Nagrodę sezonu wydawniczo-księgarskiego Ikar podczas Warszawskich Targów Książki. Nota bene to Olga Tokarczuk właśnie w maju 2019 wygłosiła w imieniu twórców formułę „Warszawskie Targi Książki ogłaszam za otwarte”, odeszliśmy bowiem, już kilka lat temu, od tego, by w roli tej występowali politycy.
W roku 2017 Gościem Honorowym Warszawskich Targów Książki były Niemcy, czyli pisarze i wydawcy z tego kraju. Pierwszego dnia Targów spotkałem „na mieście” ministra Glińskiego. Zapytałem, czy odwiedzi nas. Odpowiedź była krótka i konkretna – proszę pana, ja mam tyle obowiązków… tu nastąpiło machnięcie ręką jakby odganiał się od natrętnego owada. No cóż, tych obowiązków biedny minister ma wciąż tyle, że, jak oświadczył kilka dni temu, nie dokończył żadnej książki Olgi Tokarczuk. Co prawda nie tłumaczył się tym razem zajęciami, ale szczerze, jak przystało na członka partii, która zawsze mówi prawdę, przyznał, że próbował lecz żadnej z książek nie dokończył… Teraz, już po ogłoszeniu decyzji Komitetu Noblowskiego, obiecał powrócić do niedokończonych lektur. Ot, kolejna korzyść z polskiej Noblistki. Gdybyśmy jeszcze dostali Nobla na przykład w dziedzinie medycyny, to może minister zdrowia zainteresowałby się losem polskich pacjentów na oddziałach ratunkowych, czy cenami leków…
Wracając do naszej Laureatki, to już ponad rok temu, przed nagrodą Bookera, została zawiadomiona o przyznaniu Jej przez Radę Stowarzyszenia Kuźnica Nagrody Kowadło. Wciąż jest kłopot z ustaleniem terminu wręczenia. Może przed wylotem do Sztokholmu?
Pani Oldze, my wszyscy, zrzeszeni w klubie czytających książki do końca, składamy gratulacje bez wahania i bez dodatkowych deklaracji. A może przyjmie Pani godność Honorowej Prezeski naszego klubu?

Chińskie szepty i krzyki

Gorzkie i cierpkie owoce

Pisać o literaturze chińskiej, to – dla nieznawcy – zadanie cokolwiek hardcorowe. Gdy sięgałem po „Kamień w lustrze. Antologię literatury chińskiej XX i XXI wieku”, w przekładzie grona znakomitych sinologów i tłumaczy języka chińskiego, towarzyszyło mi poczucie, że przekład z języka chińskiego, tak kompletnie i radykalnie odmiennego pod każdym względem od każdego innego języka, w tym w szczególności od dowolnego języka europejskiego, i w tym polskiego, to jakby tłumaczenie z księżycowego na gwarę podhalańską.
Być może przesadzam, jeśli tak, będę wdzięczny za skorygowanie mojego mniemania. Jednak i cywilizacja chińska i jej język są czymś tak odległym od polskiej, że gdy czytam po chińsku napisane opowieści za pomocą polskiego słownictwa, gramatyki i składni, mam poczucie, że to utwory nie tyle przetłumaczone w literalnym sensie tego słowa, lecz po polsku, na nowo, „sposobem”, podane. „W ogrodzie chińskiej literatury rosną drzewa, które rodzą niezwykłe owoce. (…) Zazwyczaj lśnią jak wypolerowane lustra…” – tak w pięknym, znamionującym wpływ stylu dawnej chińskiej poezji rozpoczyna swój wstęp do antologii profesor Lidia Kasarello. Dodaje przy tym, że te owoce smakują często gorzko i cierpko. Zauważa przy tym, że w antologii „próżno szukać (…) opowieści o walecznych rycerzach, pięknych konkubinach, cesarskich satrapach, konfucjańskich mędrcach i poetach recytujących wiersze przy blasku księżyca” (tu od razu przypomniała mi się czytana w dzieciństwie andersenowska baśń o „Cesarskim słowiku”).
Istotnie, opowiadania z przełomu XX i XXI wieku, to nasz czas współczesny lub niemal współczesny, to w Chinach „epoka przełomów, wstrząsów, reform, nadziei, i traum”. Jak zauważa Lidia Kasarello, wiodącą nicią tematyczną łączącą ogromną część literatury chińskiej tego okresu motyw zmagania się tradycji z nowoczesnością, oraz poszukiwanie nowej, nowoczesnej chińskiej tożsamości.
Kasarello daje skrótowy z konieczności, ale esencjonalny w treści zarys najważniejszych motywów tek literatury w zakreślonych przez antologię ramach chronologicznych. Przy okazji uczona wymienia dziesiątki nazwisk pisarzy i poetów chińskich, których tu, poza wybranymi, nie przytoczę, bo dla profana są nie do zapamiętania. W tej antologii bardzo cenna jest, w pierwszym rzędzie, jej stylistyczna, literacka różnorodność. I tak – to tylko wybrane przykłady – otwierające zbiór opowiadanie „Graniczne miasta” (1934) Shen Congwena (nazwiska podaję w mianowniku, bez polskiej deklinacji), to klasycznie, w stylu nieco idyllicznym, lirycznym i pastoralnym (dalekie jak stąd do księżyca porównanie do „Nad Niemnem” Orzeszkowej) opowiedziana historia dziadka, wnuczki i dwóch młodzieńców o nią się starających, w scenerii nadrzecznej i z sympatycznym wątkiem przyjaźni dziewczyny z psem Żółtym, dla mnie bardzo miłym wątkiem, bo mam w głowie okrutny obraz Chin jako kraju morderców i zjadaczy psów, moich ukochanych zwierząt. „Pierrot” Mu Shiynga, to wysmakowany stylistycznie i wyraźnie ironiczny obraz dandysowskich kręgów Szanghaju.
Jednak już „Gwiazda dla babci” Shi Tieshenga, „Trzydzieści lat, wiek samodzielności” Wang Xiaobo, czy „1986” Yu Hua, to okrutne, naturalistyczne, fragmentami reporterskie obrazy z czasów rewolucji kulturalnej (1966-1976) czasów Mao Ze Donga. „Biały koń” Yan Ge, to Chiny widziane oczami wrażliwej dziewczynki. „Ta-ta-ta” Han Shaogong to obraz (lata 40-te) kultury wiejskiej, plemiennej, mitologicznej, konserwatywnej, pierwotnej, sakralnej. „Chatka na górze” i „Pył” Can Xue, to „kafkowskie” w klimacie, groteskowe, surrealistyczne, absurdalne obrazy duchowego niepokoju, zagubienia, wyobcowania, pełne zjaw i tajemniczych szuflad. Miejsce w antologii znalazł też Tybet (czyli nie Chiny) w cyklu narracyjnym „Tybetańskie strofy” Oser.
O ile podana w zbiorze w niewielkiej dawce poezja, w przekładzie polskim, także formalnie, może swobodnie kojarzyć się ze współczesną poezją europejską, o tyle zaskoczeniem dla polskiego czytelnika może być dramat (a raczej manifest postdramatyczny) „Ja kocham XXX”, zbudowany w formie wielostronicowej monotonnej litanii (mantry), będącej zapisem strumienia świadomości, prywatnej i historycznej, Chińczyka (Meng Jinghui, rocznik 1966,), dojrzewającego w czasach pierwszej, pomaoistowskiej modernizacji Deng Xiao Pinga. Czytelnik, który nie jest smakoszem literatury jako takiej i szuka w niej przede wszystkim treści, wiedzy, wiele może z tej antologii o Chinach się dowiedzieć.
Smakosz formalnej, stylistycznej warstwy literatury znajdzie tu bogate menu: konwencjonalny realizm, sielski liryzm, wysmakowany wykwint stylistyczny, groteskę, surrealizm, poetykę absurdu, solipsyzm, ale i okrutny brutalny naturalizm. Lektura tej antologii to prawdziwa uczta. Dla mnie osobiście, wejście w świat słabo znany. Dotychczas bowiem jedyną moją chińską lekturą była erotyczno-pornograficzna z XVI wieku opowieść „Kwiaty śliwy w złotym wazonie”. Z całego serca dziękuję autorom tej antologii z profesor Lidią Kasarello na czele, za stworzenie mi możliwości nadrobienia, za jednym zamachem, choć minimalnej części tych zaległości.

„Kamień w lustrze. Antologia literatury chińskiej XX i XXI wieku” , przekład zbiorowy, redakcja naukowa i wstęp Lidia Kasarełło, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019, str.670, ISBN 978-83-66272-62-0

70 lat Chińskiej Republiki Ludowej

O znaczeniu 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej i wynikających z niej przesłanek na przyszłość „Dziennik Trybuna” rozmawia z prof. Zbigniewem Wiktorem.

Jak Pan ocenia stosunki polsko-chińskie w związku z Jubileuszem 70-lecia Chińskiej Republiki Ludowej i nawiązania stosunków dyplomatycznych między obu państwami?

Chińska Republika Ludowa powstała oficjalnie 1 października 1949 r., kiedy na wielkiej uroczystości na Pl. Tiananmen w Pekinie Przewodniczący Mao Zedong ogłosił publicznie ustanowienie nowego ludowego i demokratycznego państwa. Było to wielkie wydarzenie historyczne, ważne nie tylko dla Chińskiego Ludu i Narodu, ale także dla całej postępowej ludzkości na całym świecie. W Chinach pod przewodnictwem Komunistycznej Partii Chin zwyciężyła władza ludowa, lud chińskie stał się suwerenem i gospodarzem we własnym kraju, zwyciężyła rewolucja antykapitalistyczna, antykolonialna, demokratyczna, przezwyciężone zostały pozostałości feudalizmu i zależności od mocarstw imperialistycznych. Było to podstawą budowy w dalszych latach podstaw ustroju socjalistycznego a chińską specyfiką. Powstanie ChRL i jej dalszy rozwój zapoczątkowały epokowe przemiany, które umożliwiły przezwyciężenie historycznego zacofana głównie w sferze gospodarczej i po 70 latach, a szczególnie w ostatnich 40 latach w ramach socjalistycznej gospodarki rynkowej, uczyniły z Chin 2. potęgę świata w rankingu PKB.
Polska była jednym z pierwszych państw, które oficjalnie uznało ChRL i nawiązało z nią stosunki dyplomatyczne. Naród polski od dawna popierał bohaterską walkę ludu chińskiego, prowadzoną pod wodzą Komunistycznej Partii Chin. Wraz z powstaniem ChRL nawiązana została bliska współpraca polityczna, gospodarcza i kulturalna. Chiny ludowe stały się ważnym bastionem wspólnoty socjalistycznej, walki o pokój i postęp społeczny na świecie. Były to cele i ideały, które od dawna mocno wiązały polską i chińską politykę na arenie międzynarodowej i wewnątrz kraju.
Obecnie Chińska Republika Ludowa wystąpiła z wielką inicjatywą nowych szlaków jedwabnych (OBOR). Jest to głównie przedsięwzięcie o charakterze gospodarczym i handlowym, zmierzające do niesienia pomocy krajom gospodarczo rozwijającym się, głównie w Afryce, Azji, Ameryce Południowej, ale także Rosji, krajom dawnego Związku Radzieckiego, i państw Europy środkowo-wschodniej, w tym także Polski. Na realizację tej inicjatywy rząd ChRL przewidział w najbliższych latach wydatki rzędu ok. 8 bln dol., które przybierają postać wielkich projektów gospodarczych, inwestycyjnych w licznych krajach rozwijających się i z radością przyjmowane są przez rządy tych państw i miejscową ludność. Wielka inicjatywa nowych szlaków jedwabnych to nie tylko pomoc gospodarcza, także wielka inicjatywa pokojowa Chin w konfrontacji z siłami imperialistycznymi, dążącymi do utrzymania dotychczasowych porządków kolonialnych i neokolonialnych, ucisku i wyzysku ludności krajów tzw „Trzeciego Świata”. Jest to jednocześnie inicjatywa, która osłabia siły wojny, nowych zbrojeń i umacniania pokoju na świecie.
Z tych powodów polska postępowa opinia publiczna popiera wielką inicjatywę nowych szlaków jedwabnych (OBOR) i jest za aktywnym udziałem Polski w niej. W tej kwestii podpisane zostały przez prezydentów i premierów Polski i ChRL odpowiednie dokumenty, które rozszerzały współpracę gospodarczą i handlową między naszymi państwami. Niestety po dojściu do władzy w USA konserwatywnego skrzydła Republikanów i Prezydenta D. Trumpa w 2017 r. zamrożone ostały dotychczasowe poprawne stosunki między USA i Chinami i nastał czas nowej zimnej wojny handlowej i gospodarczej. Narastają także inne napięcia międzynarodowo-polityczne. Wszystko to spowodowało także oziębienie dotychczasowych dobrych stosunków polsko-chińskich, gdyż imperialistyczne koła USA i NATO dążą do osłabienia i nowego okrążenia Chin (także Rosji), a nawet do ich załamania. W tą konfrontacyjną politykę wciągana jest także Polska jako „wschodnia flanka NATO”, co nie tworzy korzystnego klimatu dla dalszej dobrej współpracy między Polską a Chinami.
Jednocześnie należy podkreślić, że ta współpraca z Chinami mogłaby mieć bardzo korzystne następstwa dla rozwoju obu naszych państw, gdyż Polska ma liczne nadwyżki w zakresie produkcji żywności, którą mogłaby eksportować do Chin, także liczne przemysły przetwórcze, wyroby z miedzi a także wysoko kwalifikowaną kadrę inżyniersko-menedżerską. Polska graniczy w ramach Uniii Europejskiej z ważnymi krajami, jak Niemcy, kraje skandynawskie, Czechy, a na wschodzie z Rosją Ukrainą i Białorusią. Polska jest także dużym państwem w Europie środkowej, z szerokim dostępem do Bałtyku, dobrą siecią dróg i kolei o ważnym znaczeniu tranzytowym dla realizacji inicjatywy OBOR w Europie.
W interesie Polski leży odnowienie i dalsze zacieśnienie współpracy nie tylko gospodarczej i handlowej z Chinami. Gospodarki naszych państw mają uzupełniający charakter i mogłyby się doskonale dopełniać. Dotyczy to także wielu innych krajów Europy środkowo-wschodniej. Jest jeszcze inny aspekt zagadnienia. Chińska Republika Ludowa jest państwem socjalistycznym, które nie zrezygnowało z budowy socjalizmu, a w dalszej kolejności komunizmu. Polscy obywatele z zainteresowaniem obserwują strategię i taktykę socjalistycznej gospodarki rynkowej i budowy podstaw „socjalizmu o chińskiej specyfice”. Ustrój kapitalistyczny, który zwyciężył w Polsce przed 30 laty przyniósł zadowolenie nowej burżuazji i jej zagranicznych mocodawców, ale polski lud, robotnik, biedny chłop i inteligent pracujący cierpią na niedostatek, a nawet biedę. Miliony muszą emigrować z kraju za chlebem. Dlatego z sympatią wspominają dawną socjalistyczną i ludową Polskę, kiedy pracy było w bród, gospodarka rozwijała się planowo i z roku na rok poprawiało się położenie socjalno-ekonomiczne ludzi pracy.
Obecnie świat się szybko zmienia, powstają różne zagrożenia i wyzwania, np. w ekonomii, zmiany klimatu, terroryzm. Jaką rolę powinny pełnić Chiny jako jedno z wielkich mocarstw w przezwyciężaniu tych wyzwań. Co Chiny uczyniły i mogą jeszcze uczynić w tym zakresie?
Współczesny świat stoi wobec ogromu starych i nowych sprzeczności gospodarczych, socjalnych politycznych, militarnych, demograficznych, klimatycznych i wielu innych. Podstawowa sprzeczność współczesnego świata to nierówność społeczna między pracą a kapitałem, między bogatymi państwami tzw.” białej północy” a biednym wręcz nędzarskim Południem, a więc Azją południową, Afryką, Ameryką Południową. Jest to sprzeczność globalna między tzw „ 1 złotym miliardem” a 6 miliardami ludzi żyjących w nędzy i na pograniczu głodu. Sprzeczność ta szybko się pogłębia i w rękach nielicznej grupy bilionerów i miliarderów znajduje się ogromna większość wytworzonego i zagarniętego bogactwa ziemi. W rozwiązaniu tej sprzeczności niewiele dają inicjatywy i programy organizacji i instytucji charytatywnych, pomocowych, w tym głównie Organizacja Narodów Zjednoczonych. Teoretycznie problem może być szybko rozwiązany, gdyby ludzkość zrezygnowała z wydatków na zbrojenia (rocznie prawie 2 bln dol), z tego USA ponad 715 mld dol.) Na to się nie zanosi, gdyż wojna i zbrojenia są immanentną częścią kapitalizmu i imperializmu i służą nie tylko do osiągnięcia dominacji, ale także stymulowania koniunktury gospodarczej. Dokładnie potwierdza to historia USA i innych państw imperialistycznych, np. Japonii, Niemiec , Wielkiej Brytanii. Sprzeczność ta jest do rozwiązania przez ludzkość przez zwycięstwo socjalizmu w skali światowej, bądź w jego głównych państwach. Jak na razie droga do tego celu jest daleka, ale innej realnej perspektywy ludzkość jeszcze nie wymyśliła.
Chińska Republika Ludowa jest przykładem wielkiego rozwoju , który w ciągu 3 pokoleń doprowadził do przezwyciężenia tej sprzeczności i budowy opartego na zasadach egalitaryzmu społeczeństwa socjalistycznego. Tak było w dawnym ZSRR i krajach demokracji ludowej w Europie, także w Chinach w czasach Mao Zedonga. Obecnie w Chinach w oparciu o realia kapitalizmu państwowego rozwierają się nożyce między dominującą powszechnie ubogośćią i średnim poziomem życia a wąską grupą nowych bogatych i super bogatych Chińczyków. Ale XIX Kongres KPCh w 2017 r. postanowił te zjawiska ukrócić, a w perspektywie zakończyć budowę średnio-rozwinietego społeczeństwa we wszystkich aspektach.
Chiny są przykładem dla całej uciskanej i wyzyskiwanej ludzkości świata. Dzięki genialności Deng Xiaopinga udało się stworzyć mu nową koncepcję budowy socjalizmu w kraju słabo rozwiniętym gospodarczo. Chińska koncepcja socjalistycznej gospodarki rynkowej jest z uwagą obserwowana w krajach słabo rozwiniętych a niektóre z nich już zaczynają naśladować chińską drogę, chiński model. W tym m. in. wyraża się wielki wkład teorii Deng Xiaopinga i innych przywódców KPCh, a w szczególności Xi Jinpinga do światowego dziedzictwa postępu i kultury. Jednocześnie Chińska Republika Ludowa jest pozytywnie otwarta na wszystko co pozytywne w kulturze i postępie innych narodów. Jest to nadzwyczaj ważna wartość i cecha internacjonalizmu proletariackiego, która tworzy obecnie realne szanse na zbudowanie nowego sojuszu ludzi pracy wręcz w skali światowej, w pokojowej rywalizacji a nawet walce o lepszą przyszłość ludzkości i całej planety zgodnie z zasadą jeszcze z czasów Marksa i Engelsa: Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!
Chiny od 1945 r. uznane były jako jedno z 5 mocarstwa światowych, co m.i n. podkreślała ich pozycja w systemie Organizacji Narodów Zjednoczonych jako stały członek Rady Bezpieczeństwa. Ale w tym czasie Chiny choć były wielkie pod względem obszarowym i ludnościowym, marzyć nie mogły, by równać się z innymi mocarstwami, głównie z USA, Anglią i Francją. Jedynie socjalistyczny Związek Radziecki nawiązał z powstałą w 1949 r. Chińską Republiką Ludową przyjazne stosunki i w imię internacjonalizmu proletariackiego udzielał Chinom wielkiej i wszechstronnej pomocy gospodarczej i wojskowej. Sytuacja ta trwała do końca lat 50-tych XX w. Na skutek odejścia nowego kierownictwa KPZR pod kierownictwem N. Chruszczowa od zasad naukowego komunizmu i stopniowe przechodzenie na pozycje rewizjonizmu i oportunizmu w polityce wewnętrznej i zagranicznej ZSRR, doszło do ochłodzenia a w końcu lat 6otych do całkowitego zerwania stosunków ze Związkiem Radzieckim. Jednocześnie w samych Chinach w schyłkowym okresie rządów Mao Zedonga doszło do poważnych błędów ideowo-politycznych, które wyrażały się w programie tzw. „Wielkiego Skoku” i „Rewolucji Proletariackiej”, które przyniosły więcej szkody niż pożytku nie tylko w polityce wewnętrznej KPCh, ale także na arenie międzynarodowej.
Na szczęście dla Chin z opresji wyprowadził je nowy przywódca Deng Xiaoping, który zmienił taktykę dla osiągnięcia celów strategicznych , tzn. budowy socjalizmu i komunizmu za sprawą nowej doktryny socjalistycznej gospodarki rynkowej. Oznaczała ona nie tylko uruchomienie rynku, także szerokie otwarcie się Chin na świat i możliwości wejścia do Chin kapitału zagranicznego, ale nie w oparciu o jego panowanie, tylko w oparciu o respektowanie praw i zasad Chińskiej Republiki Ludowej. W odróżnieniu od innych państw ,takich jak Japonia, Korea płdn. Singapur, Indie, Indonezja, Chiny nie stały się satelitą mocarstw kapitalistycznych. Doktryna Deng Xiaopinga zakładała dalsze trzymanie się drogi socjalistycznej, respektowania zasady demokratycznej dyktatury ludu, kierowniczej roli KPCh i trzymania się marksizmu-leninizmu i myśli Mao Zedonga, co było kontynuowane z pewnymi zmianami do czasów współczesnych i przyniosło fantastyczne rezultaty gospodarcze, które zmieniło zasadniczo oblicze społeczno-ekonomiczne Chin.
Obecnie Chiny wyrosły na drugie mocarstwo gospodarcze świata, osiągnęły średni postęp w urbanizacji kraju (60%), osiągnięty średni poziom PKB per capita (uwzględniający realną siłę nabywczą juana) wynosi ok. 16-18.000 dol.,(według różnych obliczeń), co stawia gospodarkę Chin mniej więcej na poziomie średniego poziomu światowego. Daje to Chinom poczucie nie tylko wielkiej satysfakcji, Chiny mając świadomość wielkiej energii twórczej narodu chcą z większą odpowiedzialnością odpowiadać za losy świata. Są to aspiracje w pełni uzasadnione nie tylko wielkością potężnego Chińskiego Narodu, wielkością terytorium, ale także osiągniętym potencjałem gospodarczym i rosnącym autorytetem na arenie międzynarodowej. W obecnej sytuacji międzynarodowej nie można rozwiązać żadnego wielkiego problemu światowego, w tym kryzysu energetycznego, klimatycznego, terrorystycznego, a przede wszystkim zapobieżenia wojnie globalnej i obronie światowego pokoju bez aktywnej obecności Chińskiej Republiki Ludowej.
Z tych powodów pokojowa i socjalistyczna polityka, jaką kieruje się ChRL jest popierana przez większość ludzi pracy na świecie i Chińska Republika Ludowa wyrosła na nowego wielkiego przywódcę ludzi uciśnionych i wyzyskiwanych w skali światowej. Chiński model budowy podstaw socjalizmu a w dalszej perspektywie ustroju socjalistycznego może być nie tylko teoretyczną podstawą zdążania do socjalizmu przez ludzi pracy w ubogich krajach tzw. 3. Świata, ale także może być podstawą do odbudowy socjalizmu w krajach dawnego Związku Radzieckiego i europejskich państwach demokracji ludowej. Sukcesy socjalne, gospodarcze Chińskiej Republiki Ludowej przysparzają jej licznych przyjaciół w kraju i za granicą , są także stabilną podstawą budowanie jej rosnącego autorytetu na świecie.
Obecnie Chiny obchodzą 70-letni jubileusz 70-lecia powstania Chińskiej Republiki Ludowej. Jaka jest Pańska opinia na temat 70 lat nowego ustroju Chin a w szczególności w ostatnich 40 latach?
Chiny przed 70 laty wstąpiły na drogę rewolucji antykolonialnej, antykapitalistycznej i demokratycznej. Było to wielkie zwycięstwo Ludu Chińskiego i wielkiego Narodu Chińskiego w walce z licznymi niebezpieczeństwami ze strony rodzimej reakcji i zagrożeń imperialistycznych.
Historia Chin to dzieje wielkiej i wspaniałej cywilizacji, trwającej 5.000 lat i liczącego ponad 4.000 lat państwa chińskiego. Pod tym względem historia Chin jest unikatowa, gdyż wszystkie inne starożytne cywilizacje na skutek różnych przyczyn wewnętrznych i zagranicznych upadły, a cywilizacja chińska trwa i dalej się rozwija. Upadły stare cywilizacje w starożytnym Egipcie, Sumerów i Babilonii, Indiach, Starożytnego Rzymu, a na ich gruzach powstawały nowe, często już nie nawiązujące do swych dawnych korzeni. Uzasadnione jest twierdzenie, że chińska cywilizacja ma unikatowe cechy, a obecny lud chiński jest kontynuatorem jej najbardziej wartościowych wytworów i zdobyczy kulturalnych, produkcyjnych, naukowych, wynalazczości , pomysłowości i ludzkiej inteligencji.
Cywilizacja chińska jest bardzo dawna, także chińskie państwo jako sposób organizacji klasowej ludzi ma odległe korzenie. Przez tysiące lat cywilizacja chińska promieniowała na inne narody Azji, szczególnie Dalekiego Wschodu, ale także na inne kontynenty świata. Legendarne były opowieści o wielkich bogactwach Chin już w starożytności, co potęgowały chińskie jedwabie, wytwory sztuki zbrojeniowej, biżuterii, herbaty, korzeni. Chiny jako Państwo Środka było dalekie i dzięki naturalnym warunkom geograficznym było względnie izolowane od innych ośrodków cywilizacyjnych, ale starożytny szlak jedwabny był skutecznie pokonywany przez odważne kupieckie karawany, przynosząc handlarzom krociowe zyski.
Podstawą ekonomiczną bogactwa chińskiego społeczeństwa była od wieków ciężka praca chińskich rolników, skupionych wokół dwóch wielkich rzek: Żółtej i Niebieskiej (Huangho i Jangcekiang). W tych okolicach rodziła się wspólnota chińska, najpierw skupiona we wspólnotach wiejskich (gminnych), później w wielkich patriarchalnych rodzinach, plemionach, szczepach, które w 3. tysiącleciu przed naszą erą przekształcały się we wczesne państwa, oparte już nie tyle na więzach pokrewieństwa, co na kryterium klasowym, a więc różnicach w bogactwie, dzielącym ludzi według zamożności. Procesy te trwały setki a nawet tysiące lat, zanim uformowały się wyraźne różnice klasowe, dzielące ludzi na właścicieli środków produkcji, w tym także niewolników i na znacznie większą zbiorowość ludności zależnej pozbawionej tej własności, a więc zmuszanych przez państwo do pracy na właścicieli.
Historycy Chin podnoszą oryginalność chińskiej drogi rozwojowej. Uważają oni, że ustrój niewolniczy trwał relatywnie krótki czas, już mniej więcej w poł. 6. wieku p.n.e. zaczęły kształtować się podstawy chińskiego feudalizmu, który także miał swą odmienność od europejskiego, np. brak stałej rodowej arystokracji. W Chinach arystokracja (feudałowie) byli związani z poszczególnymi dynastiami, a więc podstawą jej odradzania była służba państwowa, urzędnicy, mandaryni. W Chinach ziemia zawsze była największą świętością i z reguły jej własność przysługiwała państwu (królowi, władcy, cesarzowi). Liczący prawie 2,5 tys. lat okres feudalizmu chińskiego to czas budowania potęgi i licznych upadków scentralizowanego państwa chińskiego. Historię chińskiej państwowości można przedstawić za pomocą sinusoidy, oznaczającej wznoszenie się i upadek państwa, powstawanie licznych państewek, swoistego rozbicia dzielnicowego, co przynosiło dla kraju i narodu liczne nieszczęścia, najazdy barbarzyńców, niszczenie pól uprawnych, burzenie urządzeń nawadniających, kanałów itd. Chiński naród potrafił jednak po pewnym czasie odeprzeć niebezpieczeństwo, wypędzić najeźdźców i założyć nową dynastię panujących, która przywracała dawną świetność, a nawet ją przewyższała. Także wtedy, gdy obcy potrafili jak Mongołowie podbić prawie cały kraj, a nawet założyli własną dynastię (yuan), która przez prawie 100 lat rządziła Chinami, podobnie było z dynastią mandżurską Qin, która od początków XVII w. do początków XX w. (1911 r.) rządziła Chinami. O złożonej historii Chin świadczą dzieje 18 chińskich dynastii, panujących łącznie ponad 4.000 lat..
Współczesne Chiny to Chiny republikańskie, okres 1. republiki 1912-1948 i 2. republiki czyli Chińskiej Republiki Ludowej 1949 – 2019 i jak na razie nic nie wskazuje, by została ona zastąpiona przez inne chińskie państwo. W odróżnieniu od Chin cesarskich i 1. republiki , które były państwami niewolniczymi i feudalnymi, a 1. republika burżuazyjno-obszarniczym, obecne państwo Chińska Republika Ludowa jest państwem socjalistycznym, w którym władza należy do ludu i jest sprawowana jako demokratyczna dyktatura ludu. Jest to państwo demokracji ludowej, w którym lud pracujący stał się w wyniku długotrwałej rewolucji i walki suwerenem i gospodarzem w skali centralnej i lokalnej. Jest to państwo, gdzie nie bogactwo i własność są podstawą ustrojową, ale gdzie praca, lud pracujący cieszą się najwyższą wartością i godnością..W ten sposób odwieczne marzenia chińskiego ludu znalazły ucieleśnienie w teorii i praktyce Komunistycznej Partii Chin i Chińskiej Republiki Ludowej.
Dzieje ChRL można podzielić na dwa etapy. 1. Okres rządów Przewodniczącego Mao Zedonga, okres w najwyższym stopniu rewolucyjny, poczynając od 1949 r.., kiedy powstała Chińska Republika Ludowa, i kiedy zwycięska rewolucja musiała prowadzić zwycięską walkę o wyzwolenie całego kraju, o jego scalenie, o wywłaszczenie wielkich kapitalistów i właścicieli ziemskich i zapewnienie wszystkim narodom, narodowościom i grupom etnicznym (52) równych praw, w tym prawa do pracy, praw socjalnych, politycznych i do bycia gospodarzem nie tylko w całym państwie, ale w miastach i na wsiach. Pierwsze lata ChRL to jednocześnie nieustanna wojna z reżimem Czang Kai Szeka, aż do jego wypędzenia na Tajwan, gdzie schronił się pod wojskową opieką imperialistów amerykańskich, to także napaść imperializmu USA na Koreę w 1950 r. i trwająca prawie 3 lata wojna o wyzwolenie Korei. W wojnie tej bohaterski udział wzięli chińscy ochotnicy, których setki tysięcy zginęło w walce o wyzwolenie bratniej Korei Płn. Następne lata ChRl to lata kolejnych planów 5-letnich, wzrost gospodarczy i podnoszenie poziomu życia narodu, to także budowa nowej wspólnoty narodowej Chińczyków w oparciu o zasady i wartości socjalistyczne. Kraj był nadzwyczaj biedny w związku z tym była potrzeba sprawiedliwego podziału dochodu narodowego, wielkie oszczędności, odbudowa kraju ze zniszczeń wojennych i budowa infrastruktury gospodarczej, linii komunikacyjnych, przemysłu. Okres Mao Zedonga to także szybka industrializacja i powstanie nowoczesnej klasy robotniczej, kolektywizacja rolnictwa. Przeciętny roczny przyrost PKB w tych czasach, mimo błędów „Wielkiego Skoku” i „Rewolucji kulturalnej” wynosił ok. 6% rocznie, co było wysokie, ale niewystarczające dla dalszego bytu narodu ze względu na niezwykle wysoki przyrost naturalny (z 600 do 900 mln ludzi). Kiedy we wrześniu 1976 r, umierał Mao Zedong Chińska Republika Ludowa była silnym i dobrze zorganizowanym socjalistycznym państwem, cieszącym się wielkim autorytetem w kraju i za granica. Rosła także pozycja KPCh w łonie międzynarodowego ruchu komunistycznego.
Drugi etap ChRL to lata 1977/78 – do czasów współczesnych (2019), kiedy za sprawą nowej koncepcji budowy socjalizmu, wypracowanej przez Deng Xiaopinga, ChRL zezwoliła na uruchomienie inicjatywy prywatnej wewnętrznej jak i zaprosiła do współpracy kapitalistyczne korporacje i banki, które jednak musiały uznać socjalistyczne zasady, wartości i chińskie prawo i inwestować na warunkach chińskich. Oznaczało to, że ChRL nie stała się jak inne państwa zależne wasalem imperializmu amerykańskiego i kapitalistycznego i prowadziła politykę współpracy z kapitałem zagranicznym, który musiał inwestować w kraju i w ten sposób budować nowe miejsca pracy i rozwijać nowe technologie. Był to i nadal jest bardzo korzystny układ dla ChRL. Ceną za to był duży wywóz zysków wypracowanych przez tanią chińską siłę robocza, ale per saldo było to opłacalne dla chińskiej gospodarki. Jednocześnie KPCh zezwoliła na aktywizację prywatnego kapitału wewnętrznego, który dotychczas był zamrożony i nie przynosił zysków posiadaczom. Stworzyło to liczną klasę nowej burżuazji narodowej, która po czasie zaczęła zwycięsko konkurować z kapitałem zagranicznym przy wsparciu własnego państwa. Podstawową zasadą funkcjonowania kapitały prywatnego-chińskiego było inwestowanie w kraju, KPCh zadeklarowała, możecie się bogacić, ale macie budować nowe fabryki, miejsca pracy, zdobywać nowe technologie, zwycięsko konkurować z firmami zagranicznymi.
Po 40 latach realizacji tego programu budowy podstaw socjalizmu przy wykorzystaniu kapitału zagranicznego i krajowego przyniosło to wielkie rezultaty gospodarcze i socjalne. Powstało setki milionów nowych miejsc pracy głównie w przemyśle i usługach, wyprowadzono z nędzy ponad 700 mln ludzi, urbanizacja osiągnęła średni poziom światowy (60%), powszechne bezpłatne wykształcenie obejmuje młodzież do poziomu gimnazjalnego (15-16 lat). Starsza młodzież uczy się w szkołach zawodowych bądź w liceach i technikach z maturą. Co roku w mury uczelni wyższych wstępuje ponad 7 mln studentów, co czyni wysoki poziom skolaryzacji w Chinach. Na masową skalę rozwijają się nowoczesne usługi, kwitnie sport, kultura fizyczna, turystyka krajowa i zagraniczna. Jednym słowem kraj zmienił się w średniozamożny kraj na poziomie światowym. W ten sposób realizowane jest podstawowe zadanie strategiczne obecnego etapu, które określił XIX Kongres KPCh – zakończenia budowy średniozamożnego społeczeństwa do 2021 r. (na 100 lecie powstania Komunistycznej Partii Chin).
Nie oznacza to, ze obecnie nie ma już sprzeczności. Jest ich wiele, ale noszą one inny charakter. Obecnie w dalszym ciągu jest wielka sprzeczność między poziomem gospodarki a możliwościami zaspokojenia rosnących potrzeb narodu. Wydajność pracy w przemyśle jest ponad 4 razy mniejsza niż w USA, a w rolnictwie jeszcze więcej. Ekonomia Chin musi stać się innowacyjna. W dalszym ciągu jest głęboka nierówność między miastem a wsią, w dochodach jest to jak 3 do 1. Nadal nie jest rozwiązany problem przyszłości i charakteru rolnictwa i wsi, jaki ma być model, czy gospodarka prywatna, kolektywna, czy mieszana. Prawdopodobnie utrzymywanie obecnego stanu związane jest z potężną nadwyżką siły roboczej, która jako tzw. robotnicy sezonowi podejmują pracę za tanie pieniądze w wielkich aglomeracjach nadmorskich, lub Chin centralnych.
Jak Pan postrzega rolę i misję Komunistycznej Partii Chin w realizacji aspiracji ludu chińskiego, realizacji jej programu, w osiąganiu pomyślności, szczęścia i bezpieczeństwa ludu chińskiego.
Komunistyczna Partia Chin jest wielką bojową i niezwyciężoną siłą ludu chińskiego przede wszystkim klasy robotniczej, klasy chłopskiej i innych ludzi pracy wielkiego Narodu Chińskiego. Obecnie liczy ok. 90 mln członków i kandydatów, zorganizowanych w ponad 4,5 mln podstawowych organizacji partyjnych. Partia powstała w lipcu 1921 r. w Szanghaju na zjeździe 12 chińskich marksistów, który pod koniec obrad przekształcił się w założycielski 1. Zjazd KPP. Reprezentowali oni liczącą około 50 osób grupę chińskich marksistów i komunistów, którzy stanowili przysłowiową kroplę w morzu chińskiego narodu. Lepiej porównać ją do iskry, która nie zagasła, były liczne próby jej wygaszenia i zniszczenia zaczątków, ale z czasem rozniecił się z niej potężny ogień, w którym wykute zostały nowe ludowe, demokratyczne i socjalistyczne Chiny.
Znaczenie Komunistycznej Partii Chin jest epokowe, ponieważ jest jedną z niewielu partii komunistycznych, której udało się dzięki męstwu chińskich komunistów okrzepnąć w siłę, rozwinąć się w liczącą się w walce politycznej partię polityczną, dotarciu do robotników, a później także do biednych chłopów i wiejskiej biedoty i zorganizować je w wielką siłę, która porwała za sobą masy pracujące i poprowadzić j do zwycięskiej walki z reżimem Czang Kai-Szeka, okupantów japońskich i innymi licznymi wrogami chińskiego ludu i doprowadzić do rewolucji socjalistycznej, której efektem 1.X.1949 r. było powstanie Chińskiej Republiki Ludowej.
Komunistyczna Partia Chin w 2021 r. będzie obchodzić wielki Jubileusz 100 lecia postania. Już obecnie przekazujemy kierownictwu KPCh, w szczególności Jej wielkiemu Przywódcy Przewodniczącemu Xi Jinping – Sekretarzowi Generalnemu KPCh i jej Komitetowi Centralnemu najserdeczniejsze pozdrowienia i życzenia wielkich dalszych sukcesów w budowie socjalizmu z chińską specyfiką i realizacji odwiecznych marzeń chińskiego ludu o szczęściu i sprawiedliwości społecznej. Marzenia te towarzyszyły chińskiemu ludowi od tysięcy lat, ale dopiero w obecnej epoce udało się je częściowo zrealizować za sprawą aktywności KPCh i jej licznych przywódców, poczynając od założycieli w 1921 r., w tym Mao Zedongowi, Czou Enlajowi, Marszałkom Czou The, Peng Tehuai i wielu innym. Sięgamy pamięcią do innych wspaniałych imion chińskich marksistów jak Li Dazhao, Li Da, Qu Qiubai a także Sun Yatsen – pierwszego Prezydenta Chin, niebędącego wprawdzie członkiem KPCh, ale bardzo szanowanego przez komunistów chińskich za jego postępowe poglądy społeczne.
W rozwoju KPCh możemy wyróżnić kilka etapów. Okres 1. – budowanie organizacji partii jako marksistowsko-leninowskiej w latach 1921-1927. Partia powoli rozwijała się pod względem członkowskim i organizacyjnym. Podstawową przyczyną słabości ówczesnej partii była niewielka liczbowo chińska klasa robotnicza, która rozwijała się w wielkich miastach głównie na wybrzeżu, gdzie były już zalążki przemysłu. Za radą doradców Międzynarodówki Komunistycznej i WKP(b) preferowano aktywność w wielkich miastach, a także budowania szerokiej współpracy z innymi siłami postępowymi, m. in. z ówczesnym Kuomintangiem, na czele którego stał Sun Yatsen, Pierwszy prezydent Republiki Chińskiej cieszył się wielkim autorytetem, pod jego skrzydłami zgodnie współpracowały różne postępowe partie i organizacje, ale po jego śmierci przywódcą Kuomintangu stał się gen. Czang Kaiszek, który reprezentował reakcyjne kręgi burżuazji chińskiej i nie w smak była mu współpraca z komunistami. Kiedy w 1927 r. nastąpił kryzys gospodarczy i polityczny komuniści ogłosili powstanie, które przy ich słabości organizacyjnej i wojskowej zakończyło się masakrą KPCh. Nastał czas kryzysu partii komunistycznej, a część przywódców schroniła się w ZSRR.
Niedobitki Partii zebrał Mao Zedong, który w prowincji Hunan, a więc w swym ojczystym mateczniku, a także sąsiedniej prowincji Jiangsi, na nowo zorganizował KPCh z dawnych rozbitków komunistycznych jak i nowych ochotników głównie ze środowiska chłopskiego, którzy żyli w ekstremalnie trudnych warunkach i nie mieli nic do stracenia. Ożywiani byli też ideałami dawnych wielkich buntów chłopskich, co Mao Zedong wykorzystał w swych pracach teoretycznych wskazując na buntowniczą klasę chłopów jako na autentycznie historycznie rewolucyjny klasowy ruch. Za sprawą walki prowadzonej pod przewodnictwem Mao Zedonga nowa KPCh nabierała także nowego kształtu organizacyjnego i osobowego. Analizując sprzeczności klasowe Chin Mao doszedł do przekonania, że biedni chłopi i wiejska biedota mogą być zapłonem i nośną siłą rewolucji chińskiej. Koncepcja ta nie podobała się wielu, w tym doradcom Kominternu, którzy przez długi czas widzieli w Mao Zedongu swoistego watażkę chłopskiego, których było wielu, ale często schodzili ze sceny walki klasowej wobec słabości środowiska buntowniczego chińskiej wsi.
Mao Zedong musiał przez wiele lat budować swój autorytet. Przełomem w tym zakresie były obrady KC w Zunyi i Wielki Marsz w latach 1934/35, które umocniły przywództwo w partii Mao Zedonga i przyniosły mu silny autorytet.
Od tego czasu następowała odbudowa KPCh i wzrost jej siły, także jako organizacji bojowo-partyzanckiej. Partia walczyła na dwa fronty, przeciwko okupantom japońskim i przeciwko reakcyjnemu rządowi Czang Kaiszeka, popieranego przez rząd amerykański. Partia po Wielkim Marszu zdobyła nową siedzibę w okręgu Janan w północnych Chinach, co było korzystne z wielu powodów, bardziej przyjazne środowisko lokalne, bliżej granicy z Mongolią, skąd docierała pomoc od ZSRR, a także dalej do głównych sił wrogiego Kuomintangu. W tym czasie partia rozrosła się w milionową organizację z własnymi siłami zbrojnymi, wyzwolonymi terenami, które organizowane były na wzór Chińskiej Republiki Radzieckiej. Życie w na tych terenach organizowane było na zasadach panstwa ludowego, przeprowadzano reformę rolną, organizowano kolektywne formy pracy, znoszono stare formy podległości i nierównoprawnego statusu socjalnego kobiet, wprowadzano powszechne szkolnictwo dla dzieci i młodzieży. Było to wielkie doświadczenie w rządzeniu mała republiką, które było po 1949 r. bardzo potrzebne dla rządzenia wielkim wyzwolonym od Kuomintangu krajem.
KPCh zdobyła wielki autorytet nie tylko reformami socjalno-ekonomicznymi, także nieustanną walką z okupantem japońskim. Po zakończeniu wojny z Japończykami i rozgromieniu Japonii w sierpniu 1945 r. Armia Czerwona przekazała Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej duże ilości japońskiego sprzętu wojskowego i uzbrojenia, które bardzo wzmocniło komunistyczne wojsko, przez 3 lata w 1946-1949 trwały nieustanne starcia wojenne między wojskami czangajszekowskimi a komunistycznymi, które kończyły się kolejnymi zwycięstwami wojsk ludowych i wyzwoleniem dalszych terytoriów. W połowie 1949 r. Czang Kai Szek musiał skapitulować, jedynym ratunkiem stała się ewakuacja jego armii i pozostałości Kuomintangu na okupowany przez wojska amerykańskie Tajwan. Oznaczało to praktycznie koniec wyzwalania kraju i 1.X.1949 r. nastąpiło w Pekinie ogłoszenie powstania Chińskiej Republiki Ludowej.
Kolejny etap rozwoju KPCh wiązał się z przejściem KPCh i Armii Ludowo-Wyzwoleńczej do pokojowego życia. Nie było to łatwe, gdyż w poszczególnych rejonach kraju dużo było jeszcze zbrojnych band, na obszarach z silnymi mniejszościami krzewił się separatyzm etniczny, szczególnie na południowej granicy Chin, także w Tybecie, zamieszki trwały w Sincjangu. Musiało upłynąć wiele lat zanim wszystkie te ruchy nieprzyjazne nowym Chinom zostały uśmierzone. Najtrudniejsza była kwestia Tybetu, gdzie dopiero w 1956 r. ostatecznie zwyciężyła władza ludowa. W latach 50-tych nadal napięta była sytuacja w Cieśninie tajwańskiej, gdzie przez wiele lat trwały zamieszki i i wzajemna wymiana ognia między wojskami Czang Kai Szeka i Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Mimo ustania walk wewnętrznych wielkim problemem bezpieczeństwa o znaczeniu międzynarodowym stała się wojna w Korei (1950-1953). Imperializm amerykański dążył do likwidacji KRLD i rozpoczął regularną wojnę z KRLD, wkrótce oddziały amerykańskie znalazły się u granic chińskich. Walkę ludu koreańskiego o zjednoczenie i wyzwolenie południowej części kraju poparła Chińska Republika Ludowa, kierując tam liczne odziały chińskich ochotników, które wzięły udział w wojnie w Korei i ostatecznie po 3 latach walki sytuacja graniczna wróciła do poprzedniego położenia. Wojna w Korei położyła się dużym ciężarem na sytuacji gospodarczej i socjalnej Chin. Dopiero w 1954 r. rozpoczęło się normalne pokojowe życie w Chinach.
Komunistyczna Partia Chin pozostawała pod kierownictwem Mao Zedonga do 1976 r,, a więc do jego śmierci. W tym czasie ChRL osiągnęła wielkie sukcesy w dziele umacniania państwa ludowego, realizacji licznych rewolucyjnych przemian, które stawiały potrzeby ludu w centrum zainteresowania państwa i partii. Zlikwidowano tradycyjne plagi chińskie, np. cykliczne fale głodu, braku przyodziewków, zrealizowano reformę rolną, a w późniejszym czasie przeprowadzono uspółdzielczenie produkcji rolnej. Gospodarkę i zarządzanie wielkim krajem oparto na zasadzie centralnego planowania i wielkich inwestycji gospodarczych i w zakresie infrastruktury komunikacyjnej .Powstały liczne nowe fabryki, industrializowano kraj, co korzystnie wpływało na zmianę struktury gospodarczej kraju. Nadal wielkim problemem był olbrzymi przyrost naturalny.
O niektórych tych problemach mówiono już wcześniej. W każdym razie KPCh pod kierownictwem Mao Zedonga wyrosła na wielką siłę polityczną i organizacyjną nie tylko wewnątrz kraju, także na arenie międzynarodowej.
Kolejny etap w rozwoju Komunistycznej Partii Chin to pewne zawirowania i walka o władzę między grupą zwaną „bandą czworga” a większością KC , na czele którego stanął nowy przywódca Deng Xiaoping. Po wyeliminowaniu „bandy czworga” ukształtowała się nowa polityka KPCh, której programem stała się socjalistyczna gospodarka rynkowa, która ostatecznie zwyciężyła w 1978 r. Jest to bardzo bogaty w wydarzenia polityczne, gospodarcze i socjalne, a także na arenie międzynarodowej okres, który zasadniczo na korzyść zmienił oblicze kraju. Znamionowany jest wielkimi przyrostami inwestycji, rozwoju nowych gałęzi przemysłowych, usług, rozwoju komunikacji, wykształcenia i poziomu życia obywateli Chin. W okresie tym KPCh zbierała się na kilku krajowych Kongresach, Partia przeszła wielokrotne odmłodzenie składu członkowskiego i kadrowego. W tym czasie wybranych zostało kilka komitetów centralnych KPCh, którymi kierowali poza Deng Xiao Pingiem, Zhao Zyang, Jiang Zemin, Hu Jintao,, a obecnie kolejną drugą kadencję pełni Sekretarz Generalny Xi Jinping. Więcej o tych kwestiach powiedziano już odpowiadając na poprzednie pytania, zatem nie ma potrzeby ich powtarzania.
Reasumując możemy stwierdzić, że obecnie na progu XXI stulecia Komunistyczna Partia Chin jest największa partią na świecie. Cieszy się ogromnym autorytetem w kraju i za granicą. KPCh poprzez metodę prób i błędów, opierania się o własne siły a w ostatnim okresie ponad 40 lat socjalistycznej gospodarki rynkowej zdołała przeprowadzić zwycięską rewolucyjną walkę o wyzwolenie ludu chińskiego spod zależności półkolonialnej kraju, wyzwolenia spod kapitalizmu, doprowadziła do zwycięstwa rewolucję w Chinach i wprowadziła Naród Chiński na drogę demokracji ludowej i zwycięskiej budowy ustroju socjalistycznego. Dla międzynarodowego ruchu komunistycznego byłoby korzystniej, gdyby KPCh stała się bardziej aktywna w jego szeregach. Głos przedstawicieli KPCh mógłby przyczynić się do lepszego zrozumienia ideologii i polityki KPCh. Na ten temat jest wiele niejasności i nieporozumień. Międzynarodowy Ruch Komunistyczny potrzebuje nowej Międzynarodówki dla prowadzenia bardziej efektywnej walki z kapitalizmem i imperializmem. KPCh ma pod tym względem wiele możliwości…
KPCh na ostatnim XIX Kongresie wystąpiła z ambitnym planem zakończenia budowy średniozamożnego społeczeństwa a w dalszej przyszłości (2035-2049) prognozy przewidują, że Chiny będą realizować kolejne zadania zmierzające do zakończenia budowy „rozwiniętego, silnego, demokratycznego, zaawansowanego kulturalnie, harmonijnego i pięknego społeczeństwa”. Jest to strategiczna wizja rozwoju socjalizmu w Chinach i jak podkreślił Xi Jinping: „Chiński Naród będzie dumnym i aktywnym członkiem wspólnoty narodów.”

Skłonność do groteski

Czy Tomczyk zostanie dramaturgiem polskim, nie tylko pisowskim?

Wojciech Tomczyk od lat trzyma pozycję speca od prawicowego (mówiąc najogólniej) dramatu politycznego, dramatu scenicznego rzecz jasna. Trzy jego sztuki zostały wystawione na przestrzeni kilkunastu lat w Teatrze Telewizji: „Wampir”, „Norymberga” i „Marszałek”. Pierwsza, tematycznie podejmuje głośną w latach 70-tych sprawy „wampira z Zagłębia”, Marchwickiego, skazanego i straconego jako seryjny zabójca kobiet (niektórzy twierdzą, że niewinnie). Już w przypadku tej pierwszej sztuki dało się zauważyć, że Tomczyk ma skłonność do teatralnej deformacji groteskowej buffo, a „Wampir” dotykający sprawy aż proszącej się o pokazanie jej w stylistyce paradokumentalnej, został podany w poetyce wprost, choć ironicznie, nawiązującej do antyiluzyjnego teatru, nadkabaretu Brechta. Formułę realistycznego (choć dość powierzchownie, bo dużo tu jawnej tendencyjności politycznej) dramatu psychologicznego nadał Tomczyk „Norymberdze”, psychodramie podejmującej wiodący jeszcze przed kilkunastu laty temat rozliczeń z PRL i lustracji. Jednak już w „Marszałku”, w zewnętrzną fakturę realistycznego dramatu historycznego z prawdziwymi postaciami: Piłsudski, Bartel, Prystor, Sławek, Świtalski, poniosła go fantazja i osnuł całość na fikcyjnym wątku zamysłu Piłsudskiego, by koronować się na króla Polski. Skłonność do groteskowych, „odlecianych” fantazji przejawił też Tomczyk w także wystawionym w TTV „Breakoucie”, którego tekst nie znalazł się w omawianym zbiorze.
Tomczyk chodzi w aurze dramaturga, który z powodu sympatii do dominującej obecnie formacji politycznej, tzw. „dobrej zmiany’, a mówiąc najbardziej otwarcie – PiS, jest w środowisku teatralnym sekowany, marginalizowany, izolowany jako ten, który w dramaturgii pełni rolę podobną do tej, którą w prozie powieściowej pełni Bronisław Wildstein. I właśnie owa niechęć środowisk artystycznych do niego, ma być, zdaniem Tomczyka i jego zwolenników, do których wyraźnie zalicza się autor wstępu do „Dramatów”, Jacek Kopciński, przyczyną niewystawienia dotąd w żadnym z teatrów sztuki, która otwiera zbiór – „Bezkrólewia”.
Nie tu widzę główną przyczynę Zgadzając się z opiniami, że Tomczyk jest dość utalentowanym, sprawnym dramaturgiem, uważam „Bezkrólewie” za jego najsłabszy tekst i tylko szacunek dla walorów scenicznych jego pozostałych sztuk powstrzymuje mnie od użycia określenia „bełkot”. Ta nawiązująca do różnych konwencji dramaturgicznych – w tym m.in. do „Czekając na Godota” Becketta, do „Iwony, księżniczki Burgunda” Gombrowicza, także do dramatów Michela de Ghelderode i francuskiego Teatru Absurdu a nieco także do parodystycznie struktury średniowiecznych widowisk pasyjnych – drama jest chaotyczną miazgą, która w intencji ma być satyrą, a nawet szyderą na III RP i która ma stawać w obronie racji moralnych obozu „smoleńskiego” jest po prostu zły, niezbornym, przegadanym i mało scenicznym tekstem.
Autor wstępu Kopciński w trzech głównych postaciach: Kolo, Glanc i Gostek doszukuje się m.in. Donalda Tuska i Bronisława Komorowskego. Jeśli tak, to moralista Tomczyk chciał odczłowieczyć te postacie, pokazać je jako nędzne robaki, jako ohydne płazy, a cały obóz demokratyczny, niewątpliwie nie wolny od poważnych wad, jako jeden wielki szwindel. Lichy to sposób walki ideowo-politycznej i jak na uchodzącego za odważnego, bezkompromisowego dramaturga Tomczyk zasłania się formą krańcowej deformacji, nie staje wobec problemu twarzą w twarz, „po nazwisku”, ale owija się w kokon bełkotu. Warto zauważyć, że nawet TVP, która wystawiła cztery sztuki sojusznika ideowego Tomczyka, do „Bezkrólewia” podchodzi jak pies do jeża, nawet z rządów PiS. Przecież chyba nie z powodów ideologicznych ten dystans do „Bezkrólewia” wynika…?
Zachęcałbym Wojciecha Tomczyka, który czyni demokratyczną III RP i jej kluczowe postacie bohaterami obrzydzającej groteski, potwornego grand guignolu, aby zwrócił swe satyryczne oczy także ku obozowi „dobrej zmiany”. Tam postaci jak ulał pasujących do jego szyderczej groteski politycznej jest co nie miara. Do wyboru, do koloru. Ile dusza zapragnie. O ile chce być dramaturgiem polskim, nie tylko pisowskim.

Wojciech Tomczyk – „Dramaty”, wyd. Teologia Polityczna/Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2018, str. 560, ISBN 978-83-62884-93-3.

Poparzone wrzątkiem

„Dziennik Trybuna” objął patronatem wydanie drugiego tomiku poezji Bianki Kunickiej-Chudzikowskiej. Oto kilka z jej wierszy, które w nim się znalazły.

– quo vadis –
czasem w gąszczu myśli łatwo zgubić drogę
pobłądzić w meandrach poplątanych znaczeń
wśród lęków żałośnie kłapiących ozorem
wpadając w pułapkę celnych przeinaczeń
pośród słów i mroku codziennej rutyny
robiąc przejście prawdzie ukrytej w źrenicy
bojąc się powiewu z nieznanej krainy
a wierząc w spełnienie zrodzone z dziewicy
kłamstwa brać za prawdę kiedy głośniej krzyczą
co jeszcze mnie w świecie bezmyślności czeka
gdzie gdy idę nocą odludną ulicą
wolę spotkać wilka niżeli człowieka
– jesień plecień –
tak naprawdę nikt nie znał miasteczka
gdzie poznali się ona i on
ale był w nim kościółek i rzeczka
tak bliziutko jak daleko stąd
pili kawę w kafejce której także nie było
park nie istniał lecz stała w nim ławka
którą mi się dla hecy w tym momencie zmyśliło
a kochali i to jest zagadka
no i miłość ich kwitła jak wiosenne jabłonie
nic że jabłek się z drzew tych nie rwało
pisał listy i czule chował słowa jej w dłonie
choć to przecież się także nie działo
pewnej nocy on umarł potem ona zniknęła
bo bez niego swój bezsens odkryła
nieprawdziwa historia serca jednak drasnęła
bez znaczenia że się nie wydarzyła

***
siku
woda
tabletka
pasta
szampon
krem
makijaż
wyprasować dobrze kołnierzyk
teraz coś zjem
rajstopy
kurwa znowu oko
a teraz mocno jak co dzień
swój bajkowy ogon
pod spódnicę
wcisnę głęboko

***
odszedł
po cichutku
nie płakał
nie poczekał
nie udzielał rad
jego numer
wyryty w tabliczce pamięci
dzwoni w skroniach czasem
odbierasz drżącą duszą
setki zawieszonych połączeń
niemych rozmów
niezadanych pytań
ten przyjaciel niezawodny
powiernik nieoceniony
tak samo martwy
jak żywy w pamięci

***
puk puk zapukam kiedyś
niezapowiedziana
wejdę pewnym krokiem
szeleszcząc sukienką
potem cię uścisnę
niby zawstydzona
dotknę lekko policzka
wytęsknioną ręką
a ty nic nie powiesz
po co ranić ciszę
pochwycisz mnie tylko
namiętnie w ramiona
podniesiesz do góry
bym tam już została
i mogła wśród chmur miękkich
na dnie serca skonać

***
nie ma młodości
bez zasypiania
przy otwartej książce
bez dymnej kafejki
marzeń o nocy
bez krzywego beretu
jazdy tramwajem
parzących pocałunków
nie ma młodości
bez czerwonej podszewki
wrzącej wyobraźni
wyuzdanych westchnień

***
w winie najbardziej lubię kolor
w jabłkach piękno ich kształtu
w chlebie uwielbiam zapach
w słowach milczenie pomiędzy
w milczeniu słowa wymyślane
od przeszłości wolę opowieści o niej
od teraźniejszości wolę to co się wydarzy
tylko miłość lubię za miłość
pocałunki za pocałunki
dotyk za dotyk

– śmierć i miłość –
usiadły razem śmierć i miłość
zerkając na siebie ukradkiem
wypatrując u drugiej tego co odmienne
bezgłośnie krzyczały zaklinając ciszę
w obu z nich zazdrość kipiała niezmiennie
nagle w ich cieniu stanęła dziewczyna
z bladością na twarzy i błyszczącym wzrokiem
każda się o nią w myślach dopomina
jedna chce duszę druga ciało płoche
miłość podeszła lekko się kołysząc
gorącym pocałunkiem musnęła jej usta
śmierć dała znać dziewczynie za plecami dysząc
pani z wrzącą duszą i dama bezduszna
każda chciała o młódkę zajadły bój stoczyć
której to dziewka musi być posłuszna
niech panna zdecyduje i spór ten rozstrzygnie
lecz ona nie umie zasłaniając usta
bo kocha tak że cierpi i umrze niechybnie
dwie harpie remisując poczuły się dumne
podały ręce w zgodzie wzrokiem ją zmierzyły
jedna wzięła miarę na suknie a druga na trumnę
i tak to śmierć i miłość spółkę założyły

***
połknęłam dzisiaj wszechświat
niedobry był jak cholera
składał się z samych mieszanek
wyszyty w jedynki i zera
niestrawność smołą paląca
wyżarta ideologią
zbitką teorii i doktryn
biblią i mitologią
teraz rozrywa mi trzewia
rozdyma nie ego niestety
mam w sobie wrzeszczącą otchłań
jak po zderzeniu komety
chaos rozpycha się w głowie
omamia gdyż tylko to umie
i nie wiem o świecie nic więcej
bo połknąć nie znaczy rozumieć

***
napisana miłość jest taka wygodna dla poetów
nie wymaga kupna chleba czy zrobienia prania
łatwo oddać prym myślom które wartko płyną
kreśląc arabeski na płótnie kochania
rozdawać hojnie nadzieję zapewnienia śluby
zgrabne esy floresy zakorzeniać w jaźni
wzburzać krew i kunsztownie przyozdabiać słowa
światy równoległe z precyzją budować
zamieszać patykiem w kipiących uczuciach
zmysłowo panierować nagą psychę w chuciach
poeci są jak huby żerując na duszach
ich skuteczna strategia setki łez wydusza
i bez precedensu artystów paradoks
choć sami często ślepi to innych prowadzą

Zagrać wszystko

Z JERZYM BOŃCZAKIEM, aktorem i reżyserem, z okazji 70 rocznicy urodzin, rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Ostatnio masowa widownia ogląda Pana m.in. w roli Prokuratora Stanu Wojennego w „Uchu Prezesa”, a ja przejrzałem Pana role teatralne, filmowe, telewizyjne i doszedłem do wniosku, że wśród czołówki polskich aktorów jest Pan chyba jednym z najbardziej, jeśli nie najbardziej doświadczonym, jako że nie tylko od kilkudziesięciu lat gra Pan na scenach warszawskich, ale występował Pan też i przede wszystkim reżyserował na kilkunastu scenach tzw. prowincjonalnych, od Elbląga przez Częstochowę, po Jelenią Górę i Wałbrzych. Co daje takie doświadczenie twórcy warszawskiemu?
Przede wszystkim luksus spokojnej pracy, w ludzkim tempie, bez warszawskiego pośpiechu i biegania od studia do studia, od teatru na plan. Tam aktorzy, reżyser itd. mają czas na spokojną pracę nad rolami, nad spektaklem. Żyjemy w takich czasach, że mamy dostęp do różnych luksusów, ale najmniejszy do luksusu spokojnego życia w umiarkowanym tempie. A poza tym poznałem dzięki temu wielu nowych, ciekawych ludzi teatru, działających na scenach pozawarszawskich i nabyłem wiele nowych doświadczeń.
Jako aktor ma Pan tak nieczęste, szerokie emploi, że może Pan zagrać wszystko, od ulicznego „menela” i postać farsową, poprzez role realistyczne, po postacie klasyczne, jak Edek w „Tangu” Mrożka czy Mefisto w Fauście” Goethego. Jak się żyje z taką różnorodnością i natłokiem w głowie?
Znakomicie, bo to jest właśnie kwintesencja aktorstwa – potrafić zagrać wszystko. Mój znakomity, starszy kolega Wiesław Gołas proszony o zagranie ołówka, pytał, czy ma być to ołówek zwykły czy kopiowy. Wiem oczywiście, że są inne, także szlachetne odmiany stylu aktorskiego, n.p. taki jakiego mistrzem był Gustaw Holoubek, wiem, że istnieje też odmiana aktorstwa zwanego „rezonerskim”, ale esencja aktorstwa to wcielanie się w rozmaite postacie, psychiki czy sposoby bycia.
Po studiach w warszawskiej PWST ukończonych w 1971 roku zaangażował się Pan do warszawskiego Teatru Rozmaitości. Dobrze wspomina Pan tamten czas?
Wybitnie dobrze, bo zgodnie z jego nazwą był w nim bardzo rozmaity repertuar, od współczesnego, przez komediowy po dramatyczny, realizowany przez rozmaitych, także stylem pracy, reżyserów. Nagrałem się w nim do syta, rozmaitych ról, co było świetną szkołą, od „Żab” Arystofanesa po Lokaja w popularnym „Cieniu” Młynarskiego, od Dyla Sowizdrzała po Żabę i Żółwia w „Alicji w krainie Czarów”.
Mimo to w 1980 roku przeszedł Pan do Teatru Nowego w Warszawie. Dlaczego?
Namówił mnie Bohdan Cybulski, u którego w 1977 roku zagrałem gościnnie, w Szczecinie, w „Księciu Niezłomnym” Słowackiego. Chyba wtedy Cybulski sobie mnie upatrzył. Jeszcze jednak przez trzy lata zostałem w Rozmaitościach, a miałem też krótki epizod w Ateneum, krótki, za to w roli Zietena w wybitnym przedstawieniu „Wielkiego Fryderyka” Nowaczyńskiego w reżyserii Józefa Grudy. Do Nowego przeszedłem w 1980 roku rozpoczynając od roli Edka w „Tangu” Mrożka. Czas Nowego to mój najlepszy czas teatralny. Dziś w budynku tego teatru przy Puławskiej jest sieciowy market spożywczy. Zagrałem tam m.in. Sganarela w „Don Juanie” Moliera, Skrzypka w „Rzeźni” Mrożka, Mefista w „Fauście” Goethego, Szatana w „Kordianie”, Govera w „Peryklesie” Szekspira, monodram „Pamiętnik wariata” Gogola, Iwana Karamazowa w „Braciach Karamazow” Dostojewskiego czyli w wielkiej literaturze, na ogół w znakomitych inscenizacjach samego Cybulskiego. I może bym w tym teatrze został dłużej, gdyby nie śmierć Cybulskiego w 1989 roku. Wtedy inni reżyserzy zobaczyli mnie niemal wyłącznie jako aktora komediowego, farsowego i od tej pory moja droga zawodowa przechyliła się w tę stronę. Grałem więc dużo takich ról, głównie w teatrach Komedia i Kwadrat, a także na wspomnianych scenach „prowincjonalnych”. Jednak nie żałuję, bo akurat to przyniosło mi największą popularność i szeroko otworzyło drogę do filmu i telewizji.
No właśnie, w pewnym momencie film i seriale Pana objęły na full: od dramatycznej roli w półdokumentalnym filmie społecznym Trzosa Rastawieckiego „Zapis zbrodni”, poprzez tytułowego „Mazepę” w filmie Gustawa Holoubka, realistyczne role w „Akwarelach” Rydzewskiego czy „Wyroku” Witolda Orzechowskiego, komediową w „Misiu” Barei czy witkacowską w „W starym dworku czyli niepodległość trójkątów”, od seriali „starego typu”, jak „Lalka”, „Kariera Nikodema Dyzmy „Alternatywy 4”, „Życie Kamila Kuranta” po niezliczone role w serialach „nowego typu”. No i w Teatrze Telewizji tak różne role jak ksiądz Lwowicz w „Dziadach” czy Stiopa w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa.
Ta różnorodność moich ról jest moim ogromnym bogactwem i posagiem, który wnoszę do każdej roli. Roli dramatycznej bardzo dawno nie zagrałem, bo mnie zaszufladkowano jako komika i farsowca, ale marzy mi się zagrać porządną rolę dramatyczną z wykorzystaniem, z tyłu głowy, tego bagażu komediowo-farsowego. To byłby kapitalny mix, bo nie ma w teatrze, w aktorstwie w ogóle niczego ciekawszego niż stop tragizmu, dramatyzmu z komizmem i groteską.
W Teatrze Telewizji zagrał Pan też dwukrotnie u Grzegorza Królikiewicza: Piotra Borzęckiego w „Trzecim Maja” i zdrajcę Kalksteina w „O coś więcej niż przetrwanie”, niezwykle oryginalnych widowiskach historycznych, o do niczego innego niepodobnym klimacie i stylu. Jak się Panu z nim pracowało?
Hardcorowo, jak mówi dziś młodzież. To był po prostu psychopata, ale zarazem bardzo twórczy artysta i te jego psychopatyczne w stosunku do aktorów działania, nawet pomiatanie nimi, dały w efekcie, to trzeba przyznać, niezwykłe, bardzo ciekawe rezultaty.
W czym będzie można Pana zobaczyć w najbliższym czasie poza teatrem i serialami, no i poza rolą Prokuratora Stanu Wojennego w „Uchu Prezesa”?
Pod koniec grudnia będzie premiera filmu „Pan T” o Leopoldzie Tyrmandzie, w którym zagrałem Bolesława Bieruta?
To będzie film historyczny?
Raczej wariacja na temat tamtych czasów, trochę zgrywa, w stylu farsowym, spojrzenie na tamte czasy okiem młodego reżysera. Ma zresztą ostatnio jakiś fart do ról na podłożu historycznym, bo Jurek Hoffman dał mi rolę kapitana Kostrzewy w „Bitwie warszawskiej 1920” a Borys Lankosz rolę partyjnego dostojnika w „Rewersie”.
Dziękuję za rozmowę.

Jerzy Bończak – ur. 29 lipca 1949 w Bieżuniu, absolwent PWST w Warszawie 1971, aktor i reżyser.

Świat socjalizmu Z PKF przez Polskę i świat

– którego nie było

O stworzeniu filmowego periodyku pt. „Świat Socjalizmu” Rosjanie wspomnieli po raz pierwszy na spotkaniu redaktorów naczelnych kronik filmowych z krajów socjalistycznych w Poczdamie. Ich inicjatywa o powołaniu kroniki filmowej pod wspomnianą nazwą nie wywołała wówczas dyskusji, wszak nie wystąpili z żadnymi konkretnymi propozycjami. Po prostu „rzucili myśl”, a my mieliśmy ją złapać. Odnieśliśmy się do pomysłu bez entuzjazmu, przecież każdy z nas znał doskonale radziecką kronikę filmową.
Na Chełmskiej, oglądaliśmy ją raz w tygodniu w sali „B”. Przed projekcją kronik i materiałów zagranicznych zawierano nawet zakłady, jak zaczną się „Nowosti Dnia.” A zaczynały się zawsze tak samo – ujęcie Kremla przez rzekę Moskwę i tekst: „Wczoraj na Kremlu – tu wymieniało się nazwisko aktualnie panującego sekretarza – przyjął delegację państwową z…” Kronika radziecka miała charakter oficjalny, rzec można utrwalała dla potomności oficjalną stronę z życia najwyższych warstw partii i rządu. Dlatego sugestia radzieckich kolegów nie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem zebranych redaktorów w Poczdamie. Kroniki filmowe z krajów tzw. obozu socjalistycznego miały różny charakter. Polska Kronika Filmowa, mimo ograniczeń, była najbardziej zbliżona do kronik z krajów zachodnich, nie ustępowała im pomysłowością i lekkością stylu.
Zapomniałem już o propozycji kolegów radzieckich, aż tu pewnego dnia Naczelny Zarząd Kinematografii przysłał do redakcji odpis pisma, które tu przytaczam w całości:
Szanowny Towarzyszu Wojtczak!
Z zadowoleniem przyjęliśmy Waszą zgodę na udział w wydaniu kroniki filmowej „Świat socjalizmu” Proponujemy przeprowadzenie pierwszej narady komitetu redakcyjnego 7 i 8. I. 1975 r. w Moskwie. Liczymy na to, że Wasz przedstawiciel będzie miał ze sobą propozycje do planu tematów 1-ego i 2-ego numeru kroniki, Wasz projekt regulaminu utworzenia kroniki i propozycje innych tematów, które Wy uważacie za konieczne omówić w czasie Rady Redakcyjnej.
Jednocześnie przesyłamy do rozpatrzenia nasz projekt regulaminu utworzenia kroniki „Świat socjalizmu.” Prosimy o powiadomienie o przybyciu Waszego przedstawiciela.
Z serdecznymi życzeniami noworocznymi,
Gołownia
W swojej książce pt. „Kronika nie tylko filmowa” Mieczysław Wojtczak pisze (na str. 372), że „…Kronika pozostawała pod bezpośrednim nadzorem KC PZPR…” i tak było w rzeczywistości. Udałem się tedy z listem Gołowni do Wydziału Prasy z pytaniem, czy pod tym „nadzorem” PKF jeszcze pozostaje. Wiadomość o powstaniu „Świata socjalizmu” była dla moich rozmówców sporym zaskoczeniem. Ale nikt nie odważył się zmienić decyzji, którą podjęli na wniosek szefa kinematografii radzieckiej, Gołowni – szefowie kinematografii krajów obozu socjalistycznego. Redaktorzy naczelni kronik przyjechali, więc do Moskwy z własnymi propozycjami i projektami regulaminu. Dyskusja trwała dwa dni, nim zdołano opracować ostateczną wersję. Podjęliśmy też decyzję, że pierwsze wydanie „Świata socjalizmu” zrealizują wnioskodawcy.
W czerwcu 1975 roku, wraz z pierwszym wydaniem „Świata socjalizmu”, otrzymałem list od Jurija Awietikowa, redaktora naczelnego „Nowosti Dnia”. Pisał w nim: „Z pewnym opóźnieniem (w tym również z powodów technicznych) zakończyliśmy pracę nad pierwszą edycją kroniki „Świat socjalizmu.” Wobec tego, że jest to pierwsza edycja, chcieliśmy poznać opinię o niej szeregu kompetentnych towarzyszy. Kronika ta została zaprezentowana radcom kulturalnym odpowiednich ambasad w Moskwie i uzyskała oceny pozytywne”.
Regulamin nic takiego nie przewidywał, ale zastosowana metoda uniemożliwiała zmiany, skoro przedstawiciele ambasad ocenili ją pozytywnie, to już nic zmienić nie można… Sama kronika budziła wiele zastrzeżeń i na ekranach polskich kin nigdy się nie ukazała. W liście wysłanym do Jurija Awietikowa napisałem: „Co się tyczy strony formalnej, nasuwają się pewne uwagi. Wydaje mi się mianowicie, że walory wizualne kroniki zyskałyby znacznie, gdyby zamieszczono w niej bardziej różnorodne tematy. Ponadto w komentarzu nie mówi się, że jest to pierwsze wspólne wydanie, realizowane przez kroniki państw socjalistycznych. Przy następnych wydaniach będziemy musieli rozstrzygnąć także kwestię napisów. Sądzę, że – oprócz wielojęzycznych napisów w czołówce – powinny być one również w języku kraju, w którym wchodzą na ekrany… Jestem całkowicie przekonany, że udałoby się nam wspólnie uzgodnić wiele kwestii gdybyśmy spotkali się ponownie w Moskwie – tak jak to przewiduje regulamin, który sami przecież uchwaliliśmy”.
Następne wydanie „Świata socjalizmu” przygotował zespół Polskiej Kroniki Filmowej.
Zgodnie z regulaminem, w Warszawie odbyło się spotkanie redaktorów naczelnych z krajów socjalistycznych, na którym dyskutowaliśmy o wadach i zaletach wydania, przygotowanego przez PKF, poświęconego dzieciom. Przez cały czas spotkania powoływałem się wielokrotnie na regulamin. Redaktorzy naczelni kronik zgłosili swoje uwagi. Uwzględniliśmy je i błyskawicznie wprowadziliśmy poprawki. Następnego dnia „Świat socjalizmu” przygotowany przez nas został zatwierdzony przez szefów zaprzyjaźnionych kronik. I było to jedyne wydanie „Świata socjalizmu”, jakie ukazało się na ekranach kin polskich.
W trakcie spotkania w Warszawie koledzy radzieccy zwrócili się z prośbą, aby kolejne wydanie znowu im powierzyć, a to ze względu na Konferencję Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE) mającą się odbyć w Helsinkach. Kronikę zrealizowali dość szybko i sprawnie, od strony formalnej autorom nie można było nic zarzucić, ale i to wydanie nie ukazało się w polskich kinach, albowiem inicjatorem i głównym twórcą (KBWE), wedle tego wydania, był Leonid Breżniew! Kolegium PKF, któremu przedstawiłem kronikę przygotowaną przez Rosjan uznało, że polscy widzowie nie przyjęliby tak uproszczonej relacji z Helsinek, odbiegającej od tego, co na ten temat pisała prasa polska, pokazywała telewizja i kronika. „Świat socjalizmu” poświęcony spotkaniu przywódców Europy, Stanów Zjednoczonych i Kanady w Helsinkach nie ukazał się także w Czechosłowacji i na Węgrzech.
Rosjanie dość swobodnie traktowali regulamin, opracowany i uchwalony przez redaktorów naczelnych kronik państw socjalistycznych. Na jedno ze spotkań, zorganizowanych w Moskwie, nie pojechałem. Jurij Awietikow przysłał mi w związku z tym list, którego fragment pozwalam sobie zacytować: „Drogi Mirosławie. Przesyłam Ci protokół z naszej konferencji, w którym jak sam zobaczysz uwzględnione zostały Twoje życzenia, stąd z przyjemnością możemy uważać, iż byłeś uczestnikiem tej konferencji”. Po przeczytaniu tego zdania przypomniałem sobie zdarzenie, o którym opowiedział mi Edward Osóbka-Morawski. W Moskwie odbywało się spotkanie pierwszych sekretarzy partii i premierów państw demokracji ludowych. Po skończonych obradach robiono pamiątkowe wspólne zdjęcie uczestników, następnego dnia miało ono ukazać na pierwszej stronie „Prawdy” i wszystkich dzienników ukazujących się w ZSRR. Uczestniczący w spotkaniu Władysław Gomułka nie chciał się sfotografować, udał więc, że go rozbolał brzuch i zamknął się w ustronnym miejscu. Osóbka – Morawski, ówczesny premier Polski, opowiadał mi, że przez kilka minut czekano na Gomułkę, a gdy się nie pojawił, zrobiono pamiątkową fotografię. Gomułka, zadowolony z fortelu uczestniczył w przyjęciu i nie miał wcale cierpiętniczej miny człowieka obolałego. Dopiero następnego dnia mina mu nieco zrzedła. Na zdjęciu opublikowanym na pierwszej stronie „Prawdy”, stał pośród wszystkich uczestników konferencji!
Koledzy radzieccy ciągle zgłaszali nowe pomysły. Ponownie zwrócili się do nas z propozycją, żeby powierzyć im realizację specjalnego wydania „Świata socjalizmu” z okazji zbliżającej się 60 rocznicy Rewolucji Październikowej. Nie ulegało wątpliwości, że dążą do tego, by to oni byli twórcami wszystkich kronik. Prawdopodobnie nie mielibyśmy nic przeciw temu, gdyby kroniki realizowane przez nich były atrakcyjne dla widzów także w Polsce, czy na przykład, na Węgrzech. Apetyty Rosjan rosły w sposób lawinowy. Po uzyskaniu zgody wszystkich partnerów na realizację wydania poświęconego rocznicy rewolucji natychmiast zażądali, że ich reżyser przyjedzie do naszych krajów, my zagwarantujemy mu pełną obsługę: operatora, transport, hotel itp., a on za nasze pieniądze zrobi zdjęcia i uczci w ten sposób radzieckie święto.
Przedstawiłem tę sprawę w Wydziale Prasy, ale nie znalazłem zrozumienia. Poradzono mi, bym nie robił problemu z drobiazgów, które na to nie zasługują. Jechałem więc do Moskwy, w czerwcu 1977 roku, w nie najlepszym nastroju. W czasie obrad nie wytrzymałem, zabrałem głos i punkt po punkcie, z regulaminem w ręku, – powołując się na nauki Lenina, a także na wypowiedzi Leonida Breżniewa, poddałem krytyce dotychczasowy przebieg współpracy. Po mnie zabrał głos Werner Rose, redaktor naczelny kroniki NRD. Spodziewałem się polemiki, tymczasem, najbardziej zdyscyplinowany sojusznik radziecki wystąpił z druzgocącą krytyką dotychczasowej współpracy. Zaskoczenie było tak wielkie, że po jego przemówieniu Awietikow ogłosił przerwę. Gospodarze wybrnęli z sytuacji w sposób elegancki. Po wznowieniu obrad zaproponowali, aby zakończyć spotkanie, ponownie przemyśleć wszystkie poruszone problemy, spotkać się po pewnym czasie, opracować nowy regulamin i podjąć dalszą współpracę na nowych zasadach. Nigdy już w tym gronie się nie spotkaliśmy. Kronikalny „Świat Socjalizmu” zmarł przed realnym.