Kubica znów ostatni

Jubileuszowy tysięczny wyścig Formuły 1 rozegrano na torze w Szanghaju. Wyścig o Grand Prix Chin zakończył się podwójnym triumfem ekipy Mercedesa. Wygrał Brytyjczyk Lewis Hamilton przed Finem Valtterim Bottasem. Robert Kubica znów był ostatni.

Pierwszy wyścig Formuły 1 odbył się 13 maja 1950 roku na torze Silverstone. Do rywalizacji przystąpiło 21 kierowców, którzy mieli do pokonania 329 km. Do mety dojechało 12 z nich, a zwyciężył Włoch Giuseppe Farina (Alfa Romeo), który później został także pierwszym w historii mistrzem świata. Przy okazji jubileuszowego tysięcznego wyścigu przypomniano też o ofiarach – w rywalizacji w Formule 1 życie straciło dotąd 34 kierowców, wśród nich legendarny Brazylijczyk Ayrton Senna. Ostatnią ofiarą śmiertelną był Francuz Jules Bianchi, ojciec chrzestny obecnego kierowcy Ferrari Charles’a Leclerca, który zginął na torze w Japonii w 2014 roku.

Robert Kubica jest jedynym jak na razie polskim kierowcą w Formule 1. Zadebiutował w sezonie 2006 i ścigał się do końca 2010 roku. Niestety, przed rozpoczęciem kolejnego sezonu uległ wypadkowi i dopiero po ośmiu latach wrócił do „królowej sportów motorowych” jako kierowca Williamsa. Nie ma jednak jak na razie powodów do zadowolenia, bo brytyjski zespół jest outsiderem w stawce dziesięciu ekip i na razie nic nie wskazuje, żeby to się miało zmienić. W Grand Prix Chin Kubica znów miał ogromne problemy ze swoim bolidem i z tego powodu podczas treningów i sobotnich kwalifikacji rywalizował tak naprawdę jedynie z drugim z kierowców brytyjskiego zespołu George’m Russellem. Polak i Brytyjczyk byli najwolniejsi i odpadli już w pierwszej części kwalifikacji do Grand Prix.

Kwalifikacje wygrał Bottas przed Hamiltonem, trzecie miejsce wywalczył Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari, a czwarte – Max Verstappen z Red Bulla. Ta czwórka okazała się też najlepsza w niedzielnym wyścigu, tylko Hamilton zamienił się na pierwszym miejscu z Bottasem. Brytyjczyk dzięki wygranej w Szanghaju objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej kierowców, odbierając pierwsze miejsce Bottasowi. Zespół Mercedesa rzecz jasna prowadzi także w klasyfikacji konstruktorów. W ogonie stawki niezmiennie pozostaje ekipa Williamsa.

Teraz królowa motorsportu przenosi się do Azerbejdżanu. Dla Kubicy będzie to nowa przygoda, bo zawody w Baku pojawiły się w kalendarzu F1 w okresie, gdy polski kierowca walczył o odzyskanie sprawności po wypadku.

Kolejność w Grand Prix Chin:
1. Lewis Hamilton (Mercedes); 2. Valtteri Bottas (Mercedes); 3. Sebastian Vettel (Ferrari); 4. Max Verstappen (Red Bull Racing); 5. Charles Leclerc (Ferrari); 6. Pierre Gasly (Red Bull Racing); 7. Daniel Ricciardo (Renault); 8. Sergio Perez (Racing Point); 9. Kimi Raikkonen (Alfa Romeo Racing); 10. Alexander Albon (Toro Rosso); 11. Romain Grosjean (Haas); 12. Lance Stroll (Racing Point); 13. Kevin Magnussen (Haas); 14. Carlos Sainz (McLaren); 15. Antonio Giovinazzi (Alfa Romeo Racing); 16. George Russell (Williams); 17. Robert Kubica (Williams). Lando Norris (McLaren), Danił Kwiat (Toro Rosso) i Nico Hulkenberg (Renault) nie ukończyli wyścigu.

 

Wyniki 30. kolejki Lotto Ekstraklasy

Wyniki 30. kolejki:
Cracovia – Lechia Gdańsk 4:2
Gole: Airam Cabrera (35 karny, 59), Filip Piszczek (50), Javi Hernandez (70) – Flavio Paixao (17), Patryk Lipski (87). Żółte kartki: Diego Ferraresso – Mak, Fila, Sobiech, Haraslín, Mladenović. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Widzów: 10 765.
Legia Warszawa – Pogoń Szczecin 3:1
Gole: Carlitos (46), Iuri Medeiros (50), Jarosław Fojut (73 samobójcza) – Adam Buksa (11). Żółte kartki: Wieteska, Vesović, Martins – Kowalczyk, Fojut, Drygas. Sędziował: Wojciech Myć (Lublin). Widzów: 22 000.
Piast Gliwice – Korona Kielce 4:0
Gole: Joonas Tamm (17 samobójcza), Jorge Felix (19), Marcin Pietrowski (58), Paweł Tomczyk (90). Żółte kartki: Jodłowiec, Pietrowski – Marquez, Hamrol. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów: 4410.
Zagłębie Lubin – Wisła Kraków 3:1
Gole: Patryk Tuszyński (14, 77), Filip Jagiełło (27) – Jakub Błaszczykowski (52). Żółte kartki: Guldan, Mucha – Klemenz, Burliga, Sadlok. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów: 6189.
Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 0:2
Gole: Jesus Imaz (45 karny, 61). Żółta kartka: Vujadinović (Lech). Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów: 10 824.
Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze 0:1
Gol: Jesus Jimenez (85). Żółte kartki: Mączyński, Ahmadzadeh, Robak, Tarasovs (Śląsk). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów: 7616.
Arka Gdynia – Miedź Legnica 1:1
Gole: Michał Janota (56 karny) – Joan Roman (89). Żółte kartki: Deja, Socha – Osyra, Pikk, Elton Monteiro, Bartczak. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom). Widzów: 6098.
Zagłębie Sosnowiec – Wisła Płock 1:3
Gole: Olaf Nowak (4) – Igor Łasicki (8), Oskar Zawada (36), Grzegorz Kuświk (82). Żółte kartki: Gressak, Możdżeń, Mraz – Furman, Varela, Łasicki, Szwoch. Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 3004.

Grupa mistrzowska
1. Lechia               30 60 45:25
2. Legia                 30 60 48:31
3. Piast                  30 53 47:31
4. Cracovia            30 48 39:34
5. Zagłębie L.        30 47 48:38
6. Jagiellonia         30 47 45:41
7. Pogoń               30 43 44:42
8. Lech                  30 43 41:40
Grupa spadkowa
9. Wisła K.            30 42 55:48
10. Korona           30 40 35:44
11. Miedź            30 32 30:52
12. Górnik           30 31 36:49
13. Śląsk              30 31 35:37
14. Wisła P.          30 30 40:49
15. Arka               30 29 39:44
16. Zagłębie S.     30 24 41:63

Lotto Ekstraklasa: Legia dogoniła Lechię

Lechia, Legia, Piast, Cracovia, Jagiellonia, Zagłębie Lubin, Pogoń i Lech zagrają w grupie mistrzowskiej o tytuł najlepszej drużyny Lotto Ekstraklasy w tym sezonie. Przewaga Lechii i Legii nad pozostałymi zespołami w tej stawce jest jednak tak duża, że tylko Piast może jeszcze liczyć na włączenie się do walki o mistrzostwo.

Piłkarze Cracovii i Zagłębia Lubin 2 maja będą pewnie trzymać kciuki za zwycięstwo Lechii Gdańsk w finale Pucharu Polski, w którym zmierzy się z Jagiellonią Białystok. Zwycięstwo gdańszczan zwolni miejsce w kwalifikacjach Ligi Europy dla którejś z drużyn spoza pierwszej trójki, ewentualna porażka będzie rzecz jasna premią dla Jagiellonii.

Lider ekstraklasy w ogonie Europy

Po porażce z Cracovią (2:4) trener Lechii Piotr Stokowiec nie chciał zbyt wiele mówić o tym, jakie widzi szanse swojej drużyny na zdobycie pierwszego w historii tytułu, zamiast tego rozgadał się o wielkim jego zdaniem potencjale polskiej ekstraklasy. I co ciekawe, wygłosił pogląd, że chociaż w tym sezonie żadnej polskiej drużynie nie udało się awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów czy Ligi Europy, to w niedalekiej przyszłości polskie zespoły znów będą regularnie grały w tych rozgrywkach. „Uważam, że jesteśmy w stanie stworzyć silną ekstraklasę. Nie jesteśmy aż tak daleko od grania w fazie grupowej Ligi Europy. Myślę, że w najbliższych sezonach polskie kluby będą tam grały” – zapewnia Stokowiec.

Ile warte są jego słowa, przekonamy się już za kilka miesięcy, gdy poprowadzi swój zespół w pierwszych meczach kwalifikacyjnych w europejskich pucharach. Na razie porównanie dokonań podopiecznych Stokowca z innymi liderami rozgrywek w Europie przeczy jego opinii.

W Europie gorsze wyniki od Lechii ma tylko lider ekstraklasy Armenii Ararat Erywań ze średnia 1,86 pkt na mecz. Gdańszczanie ze swoją średnią dwóch punktów na jedno spotkanie plasują się na przedostatnim miejscu. Niestety, ten poziom nasze najlepsze zespoły trzymają od lat, a nawet schodzą poniżej, jak w sezonie 2014-2015 Lech Poznań, który został uznany za najsłabszego mistrza krajowej na Starym Kontynencie. Zespół „Kolejorza” zdobył wtedy mistrzostwo uzyskując średnią 1,89 pkt na mecz przy procencie wygranych spotkań ledwie przekraczającym 50 procent.

Ostatnim mistrzem Polski, który zdobył tytuł z wyraźną przewagą, była Wisła Kraków w sezonie 2007-2008. Wiślacy zgromadzili wtedy 77 punktów w 30 kolejkach (średnia 2,57 na mecz) wygrywając 80 procent spotkań i ponosząc tylko jedną porażkę. Lechii daleko do tego osiągnięcia, bo ma tylko 57 procent wygranych meczów i gorszy od niej jest pod tym względem jedynie wspomniany już Ararat. Co prawda gdański zespół rzadko też przegrywał, bo doznał porażek jedynie w czterech spotkaniach, ale ta umiejętność w siedmiu ostatnich kolejkach w fazie play off raczej sukcesu nie zapewni, bo druga w tabeli Legia ma tyle samo punktów, a po zmianie trenera z meczu na mecz gra coraz lepiej.

Obrońca tytułu nabiera rozpędu

Broniąca mistrzowskiego tytułu Legia po zmianie trenera wygrała w cuglach trzy ostatnie mecze, grając przy tym widowiskowo i skutecznie – strzeliła osiem goli tracąc tylko dwa. W spotkaniu z Pogonią legioniści pokazali też charakter, bo goście pierwsi strzelili gola i utrzymali prowadzenie do przerwy. Po zmianie stron sytuacja się zmieniła, bo chwilę po wznowieniu gry Carlitos doprowadził do wyrównania, potem na prowadzenie 2:1 wyprowadził gospodarzy Madeiros, którego na Łazienkowską sprowadził Ricardo Sa Pinto. Trzeci gol padł po samobójczym strzale Jarosława Fojuta, ale to akurat nie miało większego znaczenia, bo Legia w drugiej połowie dominowała na boisku tak wyraźnie, że „Portowcy” kończyli mecz nawet zadowoleni z porażki 1:3, bo mogli i powinni wrócić do domu ze znacznie pokaźniejszym bagażem bramek.

Lechia mimo porażki w Krakowie utrzymała się na pierwszym miejscu, dzięki czemu w 33. kolejce zmierzy się z Legią na swoim boisku. To może być mecz decydujący o mistrzostwie, chociaż wcześniej gdańszczanie graja z Piastem u siebie i Pogonią na wyjeździe, a Legia z Cracovią w Warszawie i Lechem w Poznaniu.

Terminarz fazy play off
Grupa mistrzowska
31. kolejka
Lechia Gdańsk – Piast Gliwice, 20 kwietnia, 15:30; Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin, 20 kwietnia, 18:00; Legia Warszawa – Cracovia, 20 kwietnia, 20:30 ;Jagiellonia Białystok – Lech Poznań, 20 kwietnia, 18:00.
32. kolejka
Piast Gliwice – Zagłębie Lubin, 23 kwietnia, 18:00; Cracovia – Jagiellonia Białystok, 23 kwietnia, 20:30; Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk, 24 kwietnia, 18:00 ;Lech Poznań – Legia Warszawa, 24 kwietnia, 20:30.
33. kolejka
Zagłębie Lubin – Jagiellonia Białystok, 26 kwietnia, 18:00; Piast Gliwice – Cracovia, 26 kwietnia, 20:30; Pogoń Szczecin – Lech Poznań, 27 kwietnia, 18:00; Lechia Gdańsk – Legia Warszawa, 27 kwietnia, 20:30.
34. kolejka
Lech Poznań – Zagłębie Lubin, 4 maja, 18:00; Legia Warszawa – Piast Gliwice, maja, 20:30; Cracovia – Lechia Gdańsk, 5 maja, 18:00; Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin, 6 maja, 18:00.
35. kolejka
Cracovia – Lech Poznań, 11 maja, 20:30; Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok, 12 maja, 13:00; Legia Warszawa – Pogoń Szczecin, 12 maja, 15:30; Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin, 12 maja, 18:00.
36. kolejka
Lech Poznań – Lechia Gdańsk, 15 maja, 20:30; Zagłębie Lubin – Cracovia, 15 maja, 20:30; Jagiellonia Białystok – Legia Warszawa, 15 maja, 20:30; Pogoń Szczecin – Piast Gliwice, 15 maja, 20:30.
37. kolejka
Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok, 19 maja, 18:00; Legia Warszawa – Zagłębie Lubin, 19 maja, 18:00; Piast Gliwice – Lech Poznań, 19 maja, 18:00; Cracovia – Pogoń Szczecin, 19 maja, 18:00.

48 godzin sport

Popisowy występ Boruca
AFC Bournemouth z Arturem Borucem w bramce rozgromił na wyjeździe Brighton 5:0 w 34. kolejce angielskiej ekstraklasy. Zwycięstwo odniosła także ekipa Southampton (3:1 z Wolverhampton), której piłkarzem jest Jan Bednarek. Przegrał natomiast West Ham United Łukasza Fabiańskiego, ulegając na wyjeździe Manchesterowi United 1:2. Ze zmiennym szczęściem walczyli też polscy piłkarze w 42. kolejce Championship. Leeds United z Mateuszem Klichem w składzie pokonał 1:0 Sheffield Wednesday, a Queens Park Rangers z Pawłem Wszołkiem (grał od 69. minuty) zwyciężył 4:0 Swansea City. Pozostałym poszło gorzej – Ipswich Town z Bartoszem Białkowskim zremisował 1:1 z Birmingham, natomiast Hull City Kamila Grosickiego przegrał 0:1 z Middlesbrough, a Bolton z Pawłem Olkowski uległ 0:4 Derby County.

Juventus jeszcze bez tytułu
Grający w rezerwowym składzie Juventus Turyn przegrał niespodziewanie 1:2 ze SPAL 2013 w 32. kolejce Serie A. Z powodu tej porażki turyński zespół musiał odłożyć świętowanie kolejnego z rzędu mistrzowskiego tytułu. W ekipie Juventusu tym razem nie zagrał w bramce Wojciech Szczęsny, natomiast w zwycięskiej drużynie SPAL udany występ zanotował inny z reprezentantów Polski Thiago Cionek. Powody do zadowolenia miał też Krzysztof Piątek, chociaż tym razem gola nie strzelił, bo jego AC Milan pokonał Lazio Rzym 1:0 i umocnił się na czwartym miejscu w tabeli Serie A, gwarantującym start w Lidze Mistrzów.

Zmienili trenera w Arce
Jacek Zieliński został nowym trenerem Arki Gdynia. 58-letni szkoleniowiec podpisał kontrakt do końca obecnego sezonu z opcją przedłużenia na kolejny jeśli utrzyma zespół w ekstraklasie. Zieliński zastąpił zwolnionego za słabe wyniki Zbigniewa Smółkę. Ostatnim klubem 58-letniego trenera był Bruk-Bet Termalica Nieciecza, który prowadził od lutego do września ubiegłego roku. Wcześniej Zieliński pracował m.in. w Lechu Poznań, z którym wywalczył mistrzostwo Polski w sezonie 2009/10, oraz Górniku Łęczna, Piaście Gliwice, Polonii Warszawa, Ruchu Chorzów i Cracovii.

Zmarła mistrzyni olimpijska
W wieku 89 lat zmarła Yvette Williams, pierwsza mistrzyni olimpijska z Nowej Zelandii. Na igrzyskach w Helsinkach w 1952 roku Williams zdobyła złoty medal w skoku w dal, bijąc wynikiem 6,24 m rekord olimpijski. Dwa lata później ustanowiła rekord świata – 6,29 m. Nowozelandka była wielką rywalką zmarłej w 2015 Elżbiety Krzesińskiej. W 1956 roku w Melbourne Polka odebrała jej rekord olimpijski i wyrównała własny rekord świata – 6,35 m.

Polski mecz w Bundeslidze

Bayern Monachium po zwycięstwie nad Fortuną Duesseldorf 4:1 odzyskał prowadzenie w Bundeslidze. W meczu zagrało trzech reprezentantów Polski – Robert Lewandowski, Marcin Kamiński i Dawid Kownacki, ale żaden z nich nie wpisał się na listę strzelców.

Bawarski zespół w poprzedniej kolejce rozgromił u siebie Borussię Dortmund 5:0, ale ich najgroźniejsi konkurenci w sobotę pokonali FC Mainz 2:1 i Bayern nie mógł pozwolić sobie na stratę punktów w niedzielnej potyczce z dobrze się w tym sezonie spisującą Fortuną Duesseldorf. W wyjściowym składzie Bayernu wyszli obaj uczestnicy nagłośnionej przez niemieckie media bójki na treningu – Robert Lewandowski i Francuz Kingsley Coman, w zespole gospodarzy znaleźli się natomiast stoper Marcin Kamińskiego i napastnik Dawid Kownacki. W Bundeslidze już dawno nie było meczu z udziałem takiej liczby polskich piłkarzy. Show reprezentantom Polski skradł jednak wyraźnie pobudzony i skory do gry Coman, jakby chciał swoja grą zatrzeć niedawne spięcie z Lewandowskim. Francuz mógł strzelić gola już w 5. minucie, ale trafił w słupek. Co się odwlecze, to nie uciecze. W 15. minucie Coman zdobył bramkę na 1:0. A na boisku iskrzyło coraz mocniej,bo Javi Martinez przywalił z łokcia Kownackiemu, po czym Polak musiał szukać pomocy u klubowego lekarza. Gdy tylko się pozbierał, postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość piłkarzom Bayernu, za co w 20. minucie zobaczył żółta kartkę. Godzinę później trener zdjął go z boiska.

Lewandowski w tym meczu gola nie strzelił, choć kilka razy był bliski szczęścia. W 23. minucie minimalnie przestrzelił z rzutu wolnego, a w 66. minucie z bliska wpakował piłkę wprost w ręce bramkarza. Tym samym tradycji stała się zadość, bo Fortuna to jedyny zespół w Bundeslidze, któremu „Lewy” jeszcze nie strzelił gola. Będzie z tym musiał poczekać do następnego sezonu. A w niedzielę w rolę snajperów, oprócz Comana, który zaliczył dwa trafienia, wcielili się ponadto Serge Gnabry i Leon Goretzka. Bayern znów jest liderem z przewagą jednego punktu nad Borusssią Dortmund.

 

Pierwszy finał Igi Świątek

Utalentowana tenisistka z Warszawy w turnieju WTA International w Lugano (pula nagród 250 tys. dolarów) dotarła do finału, w którym przegrała po zaciętej walce ze starszą o 10 lat i wyżej notowaną Słowenką Poloną Hercog 3:6, 6:3, 3:6.

Dochodząc do finały w turnieju na kortach ziemnych w szwajcarskim Lugano Świątek już na starcie swojej kariery w seniorskim tenisie przebiła osiągnięcie Agnieszki Radwańskiej i została najmłodszą polską zawodniczką jaka zagrała w finale turnieju WTA. Radwańska do tego szczebla imprezy po raz pierwszy dotarła w lipcu 2007 roku w Sztokholmie, gdy miała 18 lat i cztery miesiące, ale krakowianka wtedy wygrała. Świątek, która dopiero 31 maja tego roku skończy 18 lat, też była tego blisko.
W drodze do finału warszawianka pokonała wyżej od siebie notowane w rankingu WTA zawodniczki. Najpierw wyeliminowała 46. na światowej liście Słowaczkę Viktorię Kuzmovą 6:3, 3:6, 6:2, potem uporała się z Białorusinką Wierą Łapko (WTA 64) 4:6, 6:4, 6:1, a w półfinale odprawiła w 54 minuty siostrę bliźniaczkę Karoliny Pliskowej, Kristinę (WTA 101), gromiąc ją 6:0, 6:1. Ten wynik wywołała sensację, bo Pliskova w ćwierćfinale wyeliminowała wracającą na światowe korty słynną Rosjankę Swietłanę Kuzniecową, która w tej chwili zajmuje jednak w rankingu dopiero 109 pozycję.

Świątek przed impreza w Lugano była sklasyfikowana na 115. miejscu, lecz już gromiąc w półfinale Pliskovą zapewniła sobie w najnowszym notowaniu światowej listy awans do czołowej setki. A to oznacza, że nie będzie musiała startować w kwalifikacjach do wielkoszlemowego French Open na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa w Paryżu.
Polce w Lugano trochę też dopisało szczęście, bo kilka mocnych zawodniczek, jak Hiszpanka Carla Suarez Navarro czy Szwajcarka Belinda Bencić, odpadało z imprezy w pierwszej rundzie. To otworzyło możliwości między innymi dla Świątek, bo chociaż mierzyła się z zawodniczkami wyżej od siebie notowanymi, jak Viktoria Kuzmowa, to nie były to tenisistki ze statusem gwiazdy, a z takimi po prostu wychodzi sie na kort i zwyczajnie walczy.

Dla 28-letniej Hercog w Lugano dopiero po raz szósty w karierze znalazła się w finale turnieju tej rangi. W dorobku ma dwa zdobyte tytuły – oba wywalczyła w szwedzkim Bastad w 2011 i 2012 roku. Przed pojedynkiem ze Świątek zajmowała 89. pozycję na światowej liście. W półfinale wyeliminowała Francuzkę Fionę Ferro 7:5, 6:4.

Warszawianka nie oddała zwycięstwa bez walki, bo przegrała z Hercog 3:6, 6:3, 3:6. Mecz w pierwszym secie został przerwany z powodu deszczu, potem Słowenka poprosiła o przerwę medyczną i robiła wszystko co było możliwe, żeby wytrącić nastoletnią rywalkę z rytmu. Co zresztą jej się udawało na tyle skutecznie, że spotkanie ostatecznie wygrała, inkasując za zwycięstwo premię w wysokości 43 tys. dolarów. Świątek zarobiła połowę tej kwoty, ale dla niej ważniejsze były zdobyte punkty rankingowe, bo dzięki nim w najbliższym notowaniu powinna awansować na 88. miejsce. Ponieważ Magda Linette straciła w tym tygodniu sporo punktów i nie utrzyma zajmowanego miejsca na początku ostatniej dziesiątki Top 100, wszystko wskazuje, że to Świątek od najbliższego poniedziałku będzie rakietą numer 1 w polskim kobiecym tenisie.

Nie powiodło się natomiast w turnieju ATP rangi Masters 1000 w Monte Carlo (pula nagród 5,2 mln euro) najlepszemu obecnie polskiemu tenisiście Hubertowi Hurkaczowi. Wrocławianin w pierwszej rundzie trafił na rozstawionego w turnieju z numerem 9. Chorwata Bornę Coricia i przegrał z nim 4:6, 7:5, 5:7.

 

Kliczko chce 100 mln dolarów

Przebywający od dwóch lat na sportowej emeryturze Władymir Kliczko zaczął rozważać powrót do ringu. 43-letni ukraiński bokser, dwukrotny mistrz świata wagi ciężkiej, dostał ofertę stoczenia trzech walk za 80 mln dolarów.

Rozgłos tej sprawie nadał starszy brat Władymira, Witalij, też były bokser najcięższej kategorii, a dzisiaj wpływowy ukraiński polityk, pełniący obecnie funkcje mera Kijowa. On to w jednym z telewizyjnych programów zdradził, że Władymir od pewnego czasu kuszony jest przez platformę streamingową DAZN, sportowy odpowiednik Netflixa, a także przez współpracujący z telewizjami Showtime oraz FOX projekt Premier Boxing Champions, do udziału w trzech walkach, za które oferenci najpierw zaproponowali łącznie 60 mln dolarów, a ostatnio zwiększyli tę kwotę do 80 mln dolarów. Młodszy z braci Kliczko, który ma na koncie 64 stoczone pojedynki, z których 53 wygrał przez nokaut, ale też pięć przegrał, nie spieszy się z podjęciem decyzji. Jeśli wierzyć plotkom, Ukrainiec czeka ponoć aż oferta osiągnie poziom 100 mln dolarów.

Z kim miałby walczyć Władymir Kliczko, gdy już dostanie te sto milionów? Jak wieść niesie, jeden z trzech pojedynków ukraiński pięściarz musiałby stoczyć z Brytyjczykiem Anthony’m Joshuą, z którym przegrał swoją ostatnia jak na razie walkę na zawodowym ringu w kwietniu 2017 roku. Uległ wtedy młodszemu o ponad dekadę mistrzowi świata wagi ciężkiej federacji WBA, WBO i IBF w 11. rundzie przez techniczny nokaut, lecz wcześniej toczył z nim wyrównany bój i nawet raz posłał go na deski.

Już miesiąc temu Eddie Hearn, promotor Joshuy, zapewniał w mediach, że Ukrainiec rozmawiał z nim o rewanżu. Ale Brytyjczyk ostatnio ostrożnie dobiera przeciwników i niewykluczone, że najpierw zmierzy się w Nowym Jorku z Jarrellem Millerem.

 

Mieszanka rutyny z młodością

Selekcjoner reprezentacji Polski siatkarek Jacek Nawrocki wysłał powołania do kadry dla 30 zawodniczek. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami do ekipy biało-czerwonych dołączy kilka rutynowanych zawodniczek, m. in. Joanna Wołosz. Pierwsze zgrupowanie rozpocznie się 23 kwietnia w Szczyrku.

Trener Nawrocki uważa to za swój osobisty sukces, że zdołał przekonać do powrotu kilka doświadczonych zawodniczek, które z różnych powodów miały przerwę w reprezentacyjnej karierze. To dość radykalna zmiana w jego koncepcji prowadzenia kadry, bo wcześniej raczej dążył do pokoleniowej zmiany i powoływał coraz młodsze siatkarki. Tym razem chyba uznał, że lepszym rozwiązaniem może być klasyczna mieszanka rutyny z młodością i zaprosił na zgrupowanie kilka weteranek po trzydziestce. Na liście kadrowiczek znalazł się zatem rozgrywająca ŁKS Commercecon Łódź Marta Wójcik, która debiutowała w biało-czerwonych barwach jeszcze za selekcjonerskiej kadencji Andrzeja Niemczyka.

Z kolei po rocznym rozbracie do kadry wraca Joanna Wołosz, a na pozycji rozgrywającej powołania dostały jeszcze zawodniczki występujące w reprezentacji w ubiegłorocznym cyklu Ligi Narodów – Julia Nowicka i Marlena Pleśnierowicz. Z kolei po trzech latach przerwy do kadry wraca doświadczona libero, brązowa medalistka mistrzostw Europy z 2009 roku Paulina Maj-Erwardt, występująca w tym sezonie w zespole BKS Profi Credit Bielsko-Biała. Nawrocki powołał też doświadczoną środkową Developresu SkyRes Rzeszów Kamilę Witkowską.

Selekcjoner biało-czerwonych wyjaśnia, że ogłosił tak liczna szeroką kadrę na sezon 2019 dlatego, że Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) pozwala zgłosić właśnie tyle zawodniczek do Ligi Narodów, która wystartuje 21 maja. Potem ta kadra ma zostać ograniczona do 24 siatkarek.

Pierwsze zgrupowanie selekcjoner zaplanował w Szczyrku od 23 kwietnia. Mają się tam pojawić zawodniczki, które już definitywnie zakończyły rozgrywki klubowe. Pierwszym sprawdzianem dla biało-czerwonych w tym roku będzie start w prestiżowym turnieju Montreux Volley Masters. Impreza rozegrana zostanie w dniach 13-18 maja i będzie ostatnim sprawdzianem formy przed inauguracją kolejnej edycji Ligi Narodów. Nasze siatkarki w fazie grupowej zmierzą się z Japonkami, Chinkami i Niemkami. Start w Lidze Narodów zaczną 21 maja turniejem w Opolu. Te rozgrywki Nawrocki traktuje poważnie, bowiem Polska jest w gronie czterech krajów walczących o utrzymanie w elicie.

Najważniejsze zawody czekają jednak nasze siatkarki dopiero w sierpniu. Najpierw, na początku miesiąca, wystąpią przed własną publicznością w interkontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk 2020 roku w Tokio. Ich rywalkami będą Portorykanki, Tajlandki i aktualne mistrzynie świata Serbki. Tylko najlepszy zespół zapewni sobie awans do turnieju olimpijskiego. Sezon biało-czerwone zakończą mistrzostwami Europy, których Polska jest współgospodarzem.

 

Lotto Ekstraklasa: Miliony dla agentów

W minionym tygodniu PZPN podał do publicznej wiadomości zestawienie wydatków, jakie kluby uczestniczące w rozgrywkach szczebla centralnego przeznaczyły na prowizje dla piłkarskich agentów. W ekstraklasie oraz I i II lidze w sumie zmarnowano na ten cel ponad 34 mln złotych.

Raport opublikowany przez PZPN obejmuje okres od 1 kwietnia 2018 do 31 marca 2019 roku. W tym czasie kluby ekstraklasy wydały na prowizje dla reprezentujących interesy piłkarzy agentów 32 mln złotych, pierwszoligowe dwa miliony złotych, a drugoligowe 700 tys. złotych. Rekordzistą pod tym względem okazał się poznański Lech, który przekazał do kieszeni handlarzy piłkarskim towarem dokładnie 6 936 559 złotych. Działacze „Kolejorza” mają lekką rękę do tego typu wydatków, bo rok wcześniej wydali na ten cel 7,5 mln złotych. Niewiele mniej szczodrzy dla agentów są włodarze warszawskiej Legii, bo w ostatnim roku przeznaczyli na ich prowizje 5 915 600 złotych, ale zważywszy na fakt, że rok wcześniej była to kwota bliska 10 mln złotych, widać już jakiś umiar.

Zdumiewa natomiast wysoka pozycja w tym rankingu rozrzutników zagrożonej spadkiem Wisły Płock. Szefowie „Nafciarzy” nie dysponują wielkim budżetem, a mimo to z klubowej kasy wywalili na transferowych pośredników aż 5 260 495 złotych. Kolejne miejsca w zestawieniu zajmują Pogoń Szczecin (3 115 244), Zagłębie Lubin (2 605 523), Cracovia (1 633 362), Lechia Gdańsk (1 608 682), Jagiellonia Białystok (1 461 771), Górnik Zabrze (798 240), Śląsk Wrocław (643 215), Zagłębie Sosnowiec (533 997), Piast Gliwice (494 602), Korona Kielce (368 455), Arka Gdynia (314 062), Miedź Legnica (312 233), a ostatnie miejsce zajęła Wisła Kraków, która na prowizje dla agentów wydała zaledwie 66 916 złotych, chociaż w przerwie zimowej z powodu ogólnie znanych problemów musiała wymienić niemal połowę kadry zespołu.

Najbardziej intrygujące w tym procederze jest to, że przepisy FIFA i UEFA, a siłą rzeczy także PZPN, w ogóle dopuszczają możliwość pobierania przez agentów piłkarzy prowizji od klubów, chociaż powinni je otrzymywać jako procent od wynegocjowanych przez nich kontraktów zawodników. Ktoś tu kręci gigantyczne „lody” w majestacie piłkarskiego prawa.

Zestaw par 30. kolejki Lotto Ekstraklasy
Wszystkie mecz 13 kwietnia w sobotę, początek godz. 18:00:
Arka Gdynia – Miedź Legnica, sędziuje Piotr Lasyk (Bytom); Cracovia – Lechia Gdańsk, sędziuje Krzysztof Jakubik (Siedlce); Lech Poznań – Jagiellonia Białystok, sędziuje Bartosz Frankowski (Toruń); Legia Warszawa – Pogoń Szczecin, sędziuje Wojciech Myć (Lublin); Piast Gliwice – Korona Kielce, sędziuje Jarosław Przybył (Kluczbork); Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze, sędziuje Tomasz Kwiatkowski (Warszawa); Zagłębie Lubin – Wisła Kraków, sędziuje Paweł Raczkowski (Warszawa); Zagłębie Sosnowiec – Wisła Płock, sędziuje Daniel Stefański (Bydgoszcz).

 

Bayern szykuje umowę dla Lewego

Robert Lewandowski w tym sezonie zmienił swoje podejście do gry w Bayernie Monachium i coraz więcej wskazuje, że nie zamierza już odchodzić z tego klubu. W Niemczech tę zmianę zauważono, docenili ją także szefowie bawarskiego klubu, bo zapowiedzieli publicznie, że polski piłkarz dostanie ofertę przedłużenia wygasającego w czerwcu 2021 roku kontraktu, a co za tym idzie – solidna podwyżkę.

Potwierdził to w wypowiedziach dla mediów agent Lewandowskiego Phini Zahavi, a także szefowie bawarskiego klubu Karl-Heinz Rummenigge i Uli Hoennes. „Lewy” w poprzedniej kolejce w meczu z Borussią Dortmund (5:0) zdobył dwie bramki i przekroczył barierę dwustu goli w Bundeslidze jako piąty zawodnik w historii niemieckiej ekstraklasy, a pierwszy obcokrajowiec. W tym sezonie zaliczył już 19 trafień i pewnie prowadzi w klasyfikacji strzelców, nic zatem dziwnego, że większość futbolowych ekspertów uważa, że kapitan reprezentacji Polski definitywnie zrezygnował z planów zmiany barw klubowych i postanowił budować swoją już mocna przecież pozycję w Bayernie i Bundeslidze.

Nowy kontrakt prawdopodobnie wywinduje Lewandowskiego na szczyt listy płac w bawarskim klubie. Nie wszyscy jego koledzy z zespołu ten fakt akceptują, stąd wybuchające co rusz konflikty. Ostatni, wedle dziennika „Bild”,wywołał Kingsley Coman, z którym ponoć „Lewy” musiał nawet stoczyć walkę na pięści. Ile w tym prawdy, nie wiadomo, ale widać w Bayernie walczyć o pozycje w zespole trzeba nie tylko na boisku.