48 godzin sport

Zawiesili skoczka w dal
Reprezentant RPA Luvo Manyonga, wicemistrz olimpijski 2016 i mistrz świata 2017 w skoku w dal, który był od stycznia tymczasowy zawieszony za naruszenie przepisów antydopingowych dotyczących miejsca pobytu, został ostatecznie przez światową federację lekkoatletyczną zdyskwalifikowany na cztery lata. To oznacza, że nie wystąpi nie tylko w rozpoczynających się 23 lipca igrzyskach olimpijskich w Tokio, ale również w następnych w 2024 roku w Paryżu. Kara jest surowa, ponieważ Manyonga w przeszłości już był raz zdyskwalifikowany.

Pogoń ma dobrych juniorów
Młodzi piłkarze Pogoni Szczecin w ostatniej 30. kolejce Centralnej Ligi Juniorów wygrali 2:0 z rówieśnikami z Zagłębia Lubin i tym zwycięstwem przypieczętowali triumf w tych rozgrywkach, zdobywając drugie w historii mistrzostwo Polski juniorów (poprzednio zwyciężyli w sezonie 1985/86).

Trawa nie służy Linette
Magda Linette (WTA 44) odpadła w pierwszej rundzie eliminacjach do turnieju WTA 500 na trawiastych kortach w Eastbourne (pula nagród 565,5 tys. dolarów). Polka po 152 minutach walki przegrała z Włoszka Camilą Giorgi (WTA 76) 7:6(3), 4:6, 4:6. To druga porażka Linette z Giorgi na zawodowych kortach (bilans 1-2). Wcześniej uległa jej w II rundzie halowym turnieju w Katowicach w 2015 roku, natomiast była od niej lepsza w 2019 roku w imprezie WTA 250 w nowojorskim Bronksie.

Polki daleko od Final Four w Rimini
Rywalizująca w Rimini w Lidze Narodów reprezentacja Polski siatkarek przegrała z zespołami USA i Chin po 0:3. Przez zaplanowanym na niedzielne popołudnie ostatnim spotkaniem w rozgrywkach, z ekipą Rosji, biało-czerwone zajmowały w stawce 16 drużyn 12. miejsce z dorobkiem 13 punktów. Na czele znajdowały się ekipy USA, przed Brazylią, Japonią i Turcją. Te cztery zespoły zagrają w Final Four turnieju.

Wypadek w Rajdzie Polski
Podczas rozgrywanego w minioną sobotę na Mazurach odcinka specjalnego Rajdu Polski doszło do wypadku. Jeden z samochodów wypadł z trasy i wpadł na dwie osoby przyglądające się wyścigowi na poboczu drogi. Poszkodowani odnieśli obrażenia i zostali przetransportowani do szpitala. Do wypadku doszło w okolicach Nowego Młyna. Po tym zdarzeniu wyścig został przerwany

Udany sparing koszykarek
Reprezentacja Polski koszykarek pokonała po raz drugi Austrię, tym razem 74:49 (11:22, 9:16, 19:16, 10:20) w towarzyskim meczu rozegranym w Oberwarcie. W piątek biało-czerwone wygrały 72:61. Był to ostatni sparing Polek podczas letniego zgrupowania. Wcześniej Polki przegrały towarzysko z uczestniczkami finałów mistrzostw Europy (Słowacją, Chorwacją i trzykrotnie ze Słowenią). Jesienią biało-czerwone zagrają w eliminacjach mistrzostw Europy 2023.

Są już bilety na LGP w Wiśle
Od minionego piątku trwa sprzedaż biletów na zawody Letniej Grand Prix w skokach narciarskich w Wiśle, które odbędą się w dniach 16-18 lipca. Łącznie do sprzedaży ma trafić ponad cztery tysiące biletów, co stanowi połowę całkowitej pojemności trybun wokół obiektu im. Adama Małysza. Na więcej nie pozwalają przepisy epidemiczne. Organizatorzy rozprowadzą wejściówki w trzech etapach. Od piątku przez tydzień w ofercie są bilety na miejsca numerowane siedzące, a także indywidualne karnety na cały weekend. Od 25 czerwca przez tydzień będzie można nabyć wejściówki na miejsca stojące, a także miejsca numerowane na trybunach z krzesełkami. Trzeci okres sprzedaży rozpocznie się 14 lipca i potrwa do końca zawodów. W tegorocznej edycji LGP w Wiśle rywalizować będą także kobiety. W piątek, 16 lipca będzie odbędą się treningi i kwalifikacji dla zawodniczek i zawodników, w sobotę o 13.00 rywalizację rozpoczną panie, a o 17:35 panowie. Tak samo będzie też w niedzielę.

Kadra Francji już ustalona
Trener reprezentacji Francji siatkarzy Laurent Tillie po czterech tygodniach zmagań w Lidze Narodów podjął decyzję co do składu kadry olimpijskiej. Szkoleniowiec ogłosił nazwiska powołanych na turniej zawodników po meczu z Włochami. Spośród 12 zawodników sześciu brało udział w IO 2016 w Rio de Janeiro – Benjamin Toniutti, Earvin Ngapeth, Kevin Tillie, Trevor Clevenot, Nicolas Le Goff oraz Jenia Grebennikov. Pozostała szóstka graczy to Antoine Brizard, Jean Patry, Stephen Boyer, Daryl Bultor, Barthelemy Chinenyeze i Yacine Louati.

Polubili Łomżę Vive Kielce
Trener Tałant Dujszebajew przedłużył o pięć lat, do 2028 roku, umowę z zespołem mistrza Polski piłkarzy ręcznych Łomżą Vive Kielce. Z kieleckim klubem na dłużej związali się także jego synowie Daniel (do 2026 roku) i Alex (do 2025), bramkarz Andreas Woff (do 2028) i obrotowy Nicolas Tournat (do 2027).

Przesadził z alkoholem
Najsłynniejszy islandzki piłkarz w historii Eidur Gudjohnsen został w ubiegłym tygodniu nagrany w centrum Reykjaviku jak zachowuje się nieobyczajnie pod wpływem alkoholu. Wybuchł skandal, bo 43-letni obecnie gwiazdor futbolu jest asystentem trenera kadry Islandii. Jego macierzysta federacja ukarała go za ten wyskok pisemną reprymendę i wysłała na przymusowy urlop, ale pozostawiła na posadzie. Gudjohnsen, w przeszłości gracz m.in. Chelsea Londyn i FC Barcelona, musiał jednak zadeklarować, że takie bulwersujące sytuacje z jego udziałem nie będą już miały miejsca.

Skra Częstochowa w I lidze
Baraże o awans do I ligi piłkarskiej zakończyły się sukcesem zespołu Skry Częstochowa. W półfinale częstochowianie pokonali Chojniczankę Chojnice 1:0, zaś w finale 3:0 KKS 1925 Kalisz (w półfinale ta drużyna wygrała po rzutach karnych z Wigrami Suwałki). Skra po raz ostatni na zapleczu ekstraklasy występowała w 1952 roku.

Rywale polskich zespołów w europejskich pucharach

W siedzibie UEFA w Nyonie dokonano losowania par I rundy eliminacji Champions League. Mistrz Polski Legia Warszawa trafił na norweski FK Bodo/Glimt. Trzy pozostałe polskie zespoły zagrają w kwalifikacjach Ligi Konferencji. Śląsk Wrocław w I rundzie zmierzy się z Paide Linnameeskond, natomiast Raków Częstochowa i Pogoń Szczecin zaczną od II rundy – Pogoń zagra z NK Osijek, a Raków z lepszym z pary Suduvą Mariampol – Valmiera FC.

Mistrzowie Norwegii będą pierwszą przeszkodą zespołu Legii na drodze do piłkarskiego raju, jakim jest Liga Mistrzów. Spotkania tej rundy kwalifikacyjnej do Champions League rozgrywane będą w dniach 5-6 lipca oraz 13-14 lipca. „Wojskowi” pierwsze spotkanie rozegrają na wyjeździe. „Legia to duży klub i być może najlepsza drużyna, na jaką mogliśmy trafić w tej fazie rozgrywek. Niewiele o nich wiem, ale myślę, że na pewno nie grają tak jak my na co dzień na sztucznej trawie, a to może dać nam w meczu u siebie pewną przewagą” – ocenił trener FK Bodo/Glimt Kjetil Knutsen w wypowiedzi dla norweskiej telewizji. Ale w rewanżu norweski zespół tego atutu mieć już nie będzie, bo na stadionie Legii będzie musiał zagrać na naturalnej nawierzchni, co w oczywisty sposób da z kolei przewagę drużynie trenera Czesława Michniewicza.
Zwycięzca meczu Legia – FK Bodo/Glimt w II rundzie kwalifikacji zmierzy się ze zwycięzcą z pary Flora Tallinn (Estonia) – Hibernians (Malta). Dla Legii ewentualny awans do III rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów ma kluczowe znaczenie, bo według nowych zasad rozgrywek pucharowych w Europie odpadnięcie w III rundzie eliminacji Champions League oznacza przeniesienie do IV rundy eliminacji Ligi Europy, natomiast odpadnięcie na tym etapie rozgrywek w drugim co do ważności pucharze skutkuje przeniesieniem do pucharowej trzeciej ligi, czyli Ligi Konferencji, ale od razu do fazy grupowej.
Legioniści mają więc mocną motywację i już szykują formę, bo przejście do III rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów zapewni im grę w europejskich pucharach co najmniej do końca tego roku. Mecze drugiej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów odbędą się 20/21 i 27/28 lipca. Legia, jeśli pokona FK Bodo/Glimt (7 i 14 lipca), pierwsze spotkanie drugiej rundy rozegra na własnym stadionie.
Trzy pozostałe polskie zespoły nie mają takiej możliwości, bo zagrają w Lidze Konferencji. Śląsk Wrocław zagra od I rundy eliminacji i jego pierwszym rywalem będzie wicemistrz Estonii Paide Linnameeskond (8 lipca u siebie i 15 lipca na wyjeździe). Jeśli Śląsk wygra, w II rundzie zagra z węgierskim Fehervar FC lub azerski Ararat Erywań.
Raków Częstochowa i Pogoń Szczecin rozpoczną rywalizację od II rundy. Częstochowianie zmierzą się z lepszym z pary Suduva Mariampol (Litwa) – Valmiera FC (Łotwa). Valmiera w ubiegłym sezonie odpadła z Lechem Poznań. „Portowcy” trafili znacznie gorzej, bo na zespół NK Osjek, wicemistrza Chorwacji.

Siatkówka: Biało-czerwoni wciąż w czubie Ligi Narodów

Reprezentacja Polski siatkarzy w turnieju Ligi Narodów w Rimini po 12 kolejkach spotkań jest już o krok od awansu do Final Four. W czwartej serii gier biało-czerwoni rozprawili się po 3:0 z Kanadyjczykami i Japończykami.

Po porażce z Brazylią w 9. kolejce spotkań trener Vital Heynen zapowiedział, że w sześciu ostatnich meczach nie będzie już rotował składem wedle ustalonych jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Rimini schematów. W założeniu te występy plus wielce prawdopodobne dwa spotkania w Final Four mają posłużyć do złapania rytmu startowego zawodnikom, których zamierza powołać do kadry na igrzyska w Tokio. Przeciwko ekipie Kanady w wyjściowej szóstce biało-czerwonych pojawili się więc wszyscy najważniejsi gracze w naszej reprezentacji – Bartosz Kurek, Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Piotr Nowakowski, Fabian Drzyzga i Paweł Zatorski (libero), których wejściami z ławki uzupełniali głównie Jakub Kochanowski i Maciej Muzaj.
Polacy pokonali Kanadyjczyków 3:0, ale nie od razu złamali ich opór. Gdy świetnie serwujący w tegorocznej Lidze Narodów Nicolas Hoag zdobył kolejny punkt po zagrywce, biało-czerwoni przegrywali 5:7. Nie do zatrzymania dla naszych graczy był w tym fragmencie spotkania Sharone Vernon-Evans, który bezlitośnie punktował w ataku i Kanada odskoczyła biało-czerwonym nawet na cztery punkty. Trener Heynen poprosił o czas i po wznowieniu gry Polacy zaczęli już grać na swoim normalnym poziomie. Najpierw zablokowali Vernona-Evansa, ale potem zanotowali serię udanych akcji i wyszli na prowadzenie, kończąc pierwszego seta przy wyniku 25:23. Nasz reprezentacja nigdy jeszcze nie przegrała z Kanadą w oficjalnym meczu i chociaż rywale stawili mocny opór, do sensacji nie doszło. Dwie kolejne partie nasi siatkarze wygrali 25:23 i 25:19, a cały mecz 3:0.
Wydawało się, że więcej problemów sprawią biało-czerwonym Japończycy, którzy w Rimini wygrali wcześniej sześć meczów, w tym z reprezentacją Rosji. Ekipę z Kraju Kwitnącej Wiśni prowadzi dobrze w Polsce znany francuski szkoleniowiec Philippe Blain (w latach 2013-2016 był asystentem trenera naszej reprezentacji Stephane’a Antigi, ). Chyba musiał być trochę zaskoczony faktem, że Vital Heynen do gry wystawił zupełnie inną szóstkę, niż w spotkaniu z Kanadą. Na parkiecie pojawili się Grzegorz Łomacz, Maciej Muzaj, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Tomasz Fornal, Kamil Semeniuk i Paweł Zatorski (libero) oraz Marcin Komenda. Zaskoczeni trochę nieobecnością Leona, Kurka czy Kubiaka Japończycy w pierwszym secie dostali od polskie drużyny straszliwy łomot, przegrywając 14:25, w drugiej partii zdołali ugrać tylko cztery „oczka” więcej (18:25), a w trzeciej pięć (19:25).
Po wygranej z Kanadą i Japonią nasza reprezentacja utrzymała druga lokatę i jest już o krok od zapewnienia sobie miejsca w czołowej czwórce turnieju. Poza rozegranym w czwartek meczu z Niemcami (zakończył się po zamknięciu wydania) czekają ich jeszcze starcia z Argentyną, Iranem i Francją.

Cristiano Ronaldo dał pokaz mocy

Odkąd Cristiano Ronaldo latem 2018 roku odszedł z Realu Madryt do Juventusu Turyn, jego pozycja mega gwiazdy światowego futbolu z roku na rok słabła. Nie tylko we Włoszech pojawiły się sugestie, że może powinien już przejść na piłkarską emeryturę. Ośmieszył je swoim pierwszym występem w turnieju Euro 2020/21.

W meczu Portugalia – Węgry na Puskas Arenie w Budapeszcie, wygranym przez obrońców mistrzowskiego tytułu 3:0, Cristiano Ronaldo strzelił dwa gole i z dorobkiem 11 bramek został liderem klasyfikacji strzelców mistrzostw Europy. Wcześniej dzielił ten splendor z Michelem Platinim, który w Euro ‚84 zdobył snajperską koronę zaliczając dziewięć trafień. Portugalski piłkarz na swój dorobek zapracował aż w pięciu turniejach. Tak na marginesie w liczbie startów w w finałach mistrzostw Europy jest absolutnym rekordzistą, bo nikt inny tyle razy co on nie rywalizował w europejskim czempionacie. I jeszcze w każdym z turniejów trafiał do siatki, co samo w sobie jest jego wyjątkowym osiągnięciem (dwie bramki zdobył w Euro 2004, jedną w Euro 2008 i po trzy w Euro 2012 i Euro 2016). Nikt inny nie trafił do siatki w więcej niż trzech turniejach finałowych.
Zepchnął w cień Michela Platiniego
Cristiano Ronaldo debiutował w mistrzostwach Europy w 2004 roku, w imprezie zorganizowanej w jego ojczystym kraju. Miał wtedy ledwie 18 lat, ale gospodarzom czempionatu w finale show skradła niedoceniana drużyna Grecji, która w finale pokonała Portugalczyków 1:0. Potem Cristiano Ronaldo wystąpił jeszcze w mistrzostwach w 2008 roku (Austria i Szwajcaria) i 2012 (Polska i Ukraina), ale pierwszy mistrzowski tytuł dla Portugalii zdobył dopiero w 2016 roku na turnieju we Francji. W tegorocznej edycji europejskiego czempionatu, rozgrywanego wyjątkowo w 11 krajach, Portugalia broni więc wywalczonego pięć lat temu trofeum.
Wysoka wygrana z Węgrami nie czyni wprawdzie ekipy trenera Fernando Santosa faworytem imprezy, tym bardziej, że ma w grupie jeszcze za przeciwników zespoły Francji i Niemiec, ale też pewnie nikt nie odważy się teraz kwestionować jej szans. Również dlatego, że 36-letni Cristiano Ronaldo sprawia wrażenie, jakby chciał w tym turnieju przypomnieć światu jakie miejsce zajmuje w futbolowej hierarchii.
Po spotkaniu podkreślał jednak skromnie, że najważniejsze było zwycięstwo. „To był bardzo trudny mecz, bo przeciwnik bardzo dobrze się bronił. Ostatecznie strzeliliśmy jednak trzy bramki, a ja jestem bardzo wdzięczny całemu zespołowi, że pomógł mi zdobyć dwie z nich. Istotne jest, żeby w taki turniej wejść z dobrym wynikiem. Nam się to udało i teraz musimy tylko kontynuować to, co udało się nam tutaj wypracować. Każde zwycięstwo cieszy i daje nam pewność siebie. Koncentrujemy się teraz na kolejnym meczu grupowym, z Niemcami, w którym znowu spróbujemy wygrać” – stwierdził po meczu gwiazdor portugalskiej reprezentacji.
Najstarszy strzelec mistrzostw
Strzelając dwa gole węgierskiej drużynie powiększył swój bramkowy dorobek w drużynie narodowej do 105. trafień w 174 występach. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Irańczyk Ali Daei, który w latach 1993-2006 w 149 meczach zdobył 109 goli. Z czynnych piłkarzy poza Ronaldo najskuteczniejsi w piłce reprezentacyjnej są jego wielki konkurent do sławy Leo Messi, który w barwach Argentyny rozegrał 145 meczów i strzelił 73 gole, a kolejną lokatę zajmuje reprezentant Indii Sunil Chhetri (72 gole w 112 meczach). Czwarty w zestawieniu jest Robert Lewandowski, który w reprezentacji Polski rozegrał dotąd 120 spotkań i strzelił 66 goli, a tuż za nim plasuje się Brazylijczyk Neymar (65 goli w 105 występach).
Kończąc wątek rekordowych dokonań Cristiano Ronaldo warto podkreślić, że strzelając dwa gole Węgrom został ona najstarszym piłkarzem w historii mistrzostw Europy, który tego dokonał. Wcześniej najstarszym strzelcem był reprezentant RFN Bernd Hoelzenbein, który w 1976 roku pokonał bramkarza Czechosłowacji mając na karku 30 lat i 103 dni.
Ponadto te dwa trafienia powiększyły łączny dorobek strzelecki kapitana reprezentacji Portugalii w mistrzostwach naszego do 42 goli, wliczając kwalifikacje, co czyni rekordzistą. Drugi w tej klasyfikacji wszech czasów jest Szwed Zlatan Ibrahimović z 25. trafieniami.
Krezus wśród sportowców
Cristiano Ronaldo jest jednym z najlepiej opłacanych sportowców na świecie. W ostatnim rankingu magazynu „Forbes” zajął trzecią lokatę, za mistrzem mieszanych sztuk walki Conorem McGregor, który zarobił 180 mln dolarów oraz gwiazdorem FC Barcelona Leo Messim z rocznym przychodem w wysokości 130 mln USD. Portugalskiemu asowi Juventusu „Forbes” przypisał zarobki w wysokości 120 mln USD. W czołowej dziesiątce sportowych krezusów znalazł się jeszcze tylko jeden piłkarz, występujący w Paris Saint-Germain Brazylijczyk Neymar, którego roczne dochody wyceniono na 95 mln USD. Poza nim w Top 10 zestawienia znaleźli się: gracz futbolu amerykańskiego Dak Prescott (107,5 mln USD), koszykarz LeBron James (96,5 mln USD), tenisista Roger Federer (90 mln USD), kierowca Formuły 1 Lewis Hamilton (82 mln USD), gracz futbolu amerykańskiego Tom Brady (76 mln USD) i koszykarz Kevin Durant (75 mln USD). Najlepiej zarabiający obecnie polski sportowiec i piłkarz, Robert Lewandowski, z przychodami szacowanymi na 34 mln USD zajął w rankingu „Forbesa” odległą, 48. pozycję.
Wracając do portugalskiego piłkarza. Prognozy, że po nieudanym sezonie w Juventusie jego pozycja osłabła i nikt nie będzie mu już chciał płacić takiej bajońskiej gaży, jaką ma w obecnie (30 mln euro rocznie na rękę), po tych mistrzostwach Europy mogą okazać się chybione. Używany przez niego skrót CR7, łączący inicjały boiskowego przydomka i numeru na koszulce, to już powszechnie rozpoznawalna na świecie marka biznesowa.
CR7 to medialna potęga
Warto też podkreślić, że Cristiano Ronaldo ma też ponad sto milionów fanów obserwujących regularnie jego profil w mediach społecznościowych. Ma on więc duże możliwości wpływania na opinię publiczną, czego dowiódł, być może nawet nie chcąco, podczas konferencji prasowej przed meczem z Węgrami, gdy ostentacyjnie odstawił na bok ustawiona przed nim na stole butelkę coca-coli i na jej miejsce postawił butelkę z woda mineralną. Ten jego gest dezaprobaty niemal natychmiast wywołał spadek notowań akcji koncernu Coca-Cola na giełdzie. Hiszpański dziennik „Marca” podał, że akcje Coca-Coli na rynku europejskim na otwarciu turnieju wyceniane były na 56,1 dolarów za jedną, a po konferencji ekipy Portugalii ich cena szybko spadła do 55,2 dolarów. Spadek cen akcji o 1,6 procent spowodował, że wartość firmy wyceniana na 242 mld dolarów obniżyła się o cztery miliardy dolarów.
Człowiek posiadający taki wpływ na zachowania milionów ludzi to marketingowy skarb i Cristiano Ronaldo na pewno nie będzie nigdzie kopał piłki za stawkę akceptowaną przez innych piłkarzy. Pod tym względem portugalski gwiazdor się nie zmienia, ponieważ niezmiennie uważa, iż jest najlepszy na świecie. Ciekawe czy przekonają się jeszcze o tym Francuzi i Niemcy.

Euro 2020/21: Polacy na wylocie z turnieju

Porażka ze Słowacją zniweczyła rachuby naszej reprezentacji czynione przed rozpoczęciem Euro 2020/21. Plan był taki – wygrana ze Słowakami, skromna porażka z Hiszpanią i co najmniej remis ze Szwedami. Takie rezultaty miały zapewnić jeśli nie drugie, to w najgorszym razie także premiowane awansem trzecie miejsce. Ten plan jest już nieaktualny i w sobotę Polacy nie mogą już z Hiszpanią przegrać. A szanse na to mają znikome, bo są od nich jako zespół gorsi o klasę.

Dla każdego, kto choć trochę rozumie futbol nie ulega wątpliwości, że po tym, co Robert Lewandowski i spółka pokazali w poniedziałek na Gazprom Arenie w Petersburgu oraz po tym co zaprezentowali Hiszpanie i Szwedzi w Sewilli, nie ma co robić sobie złudnych nadziei – szykuje się stały polski zestaw turniejowy: mecz otwarcia, o wszystko i o honor. Na dodatek w najgorszej wersji, bo biało-czerwoni mogą odpaść z turnieju już w sobotę, po drugiej rundzie, jeśli przegrają z Hiszpanią, a Szwedzi pokonają Słowację. W obu przypadkach jest to realny scenariusz, ale bardziej dla o naszej drużyny, która od pięciu lat i meczów fazy grupowej Euro 2016 z Irlandią Północną (1:0) i Ukrainą (1:0) nie wygrała meczu o stawkę z wyżej notowanym w rankingu FIFA rywalem. A Hiszpania to aktualnie szósty zespół w światowym rankingu, a Szwecja zajmuje w tej klasyfikacji 18. lokatę, o trzy miejsca lepszą od Polski, która jest w zestawieniu na 21. pozycji.
Statystyki są w tym względzie mocno dołujące. Po mistrzostwach Europy we Francji dla najmocniejszych drużyn Starego Kontynentu staliśmy się dostarczycielami punktów, by nie powiedzieć: chłopcami do bicia. Od października 2016 roku Polska rozegrała siedem spotkań o stawkę z teoretycznie silniejszymi rywalami, a bilans tych gier jest zawstydzający – zero zwycięstw, dwa remisy i pięć porażek. Biało-czerwoni w tym okresie w rankingu FIFA plasowali się w okolicach 20. miejsca, a grali z Portugalią (7. pozycja w rankingu FIFA), Holandią (14), Włochami (12) i Anglią (4).
Złudzeń pozbawia też statystyka gier z finalistami tegorocznych mistrzostw Europy. Po Euro 2016 reprezentacja Polski rozegrała z zespołami z tego grona 16 spotkań o stawkę i wygrała tylko cztery, trzy zremisowała i aż w dziewięciu doznała porażek. Biało-czerwoni pokonali jedynie Danię (2017), Austrię (2019) i dwukrotnie Macedonię Północną (2019), czyli najniżej notowanego w rankingu FIFA uczestnika mistrzostw. Już po wywalczeniu awansu do turnieju Polska rozegrała sześć meczów o punkty z finalistami Euro 2020 w ramach Ligi Narodów i el. MŚ 2022. Bilans – remis i cztery porażki. Jerzego Brzęczka krytykowano za nieumiejętność gry z faworytami. Tymczasem poprzedni selekcjoner gwarantował przynajmniej zwycięstwa w meczach z równorzędnymi zespołami jak Słowacja. Paulo Sousa na razie pokonał półamatorów z Andory (3:0). A w sobotę czeka go starcie z zespołem, który w meczu ze Szwecją przez 85 procent czasu gry był w posiadaniu piłki i stworzył 17 strzeleckich okazji. Strach pomyśleć co Hiszpanie będą wyczyniać w spotkaniu z Polakami, jeśli na dodatek zagrają oni tak jak ze Słowakami.
Od pół wieku żaden z selekcjonerów reprezentacji Polski nie zaczął tak fatalnie pracy. Nic dziwnego, że na Paulo Sousę spadła potężna fala krytyki, która powoli zmywa też z piedestału Zbigniewa Bońka, bo to on w styczniu tego roku dokonał samodzielnie roszady na stanowisku trenera kadry, zatrudniając portugalskiego szkoleniowca w miejsce Jerzego Brzęczka. Ale tak naprawdę odium nadciągającej nieuchronnie klęski na Euro 2020/21 spadnie na Lewandowskiego, czyli powtórzy się sytuacja z mundialu w Rosji. Media w Polsce i na świecie, co zrozumiałe, jemu poświęcają największą uwagę. Hiszpański dziennik „Marca” podkreślił w komentarzu, że najlepszy piłkarz ubiegłego roku na świecie w meczu ze Słowacją znalazł się w zaledwie trzech sytuacjach bramkowych.
Mimo to trener Luis Enrique, chociaż nigdy nie zmienia stylu gry hiszpańskiej drużyny pod kątem rywala, przygotował plan powstrzymania Lewandowskiego. Tak na wszelki wypadek, bo chociaż kapitan biało-czerwonych do tej pory zawodzi w wielkich turniejach, to pod wpływem presji i przypływu ambicji może pokusić się o przełamanie impasu i rozegrać wreszcie popisowy mecz w narodowych barwach. „To przecież najlepszy napastnik na świecie. Lepiej nie liczyć na to, że znów będzie miał słaby dzień, bo może to nasz zespół drogo kosztować” – ostrzega „Marca”.
Po meczu ze Słowacją nas, Polaków, te obawy trochę śmieszą, ale może jesteśmy słabej wiary? Przekonamy się w sobotę. Początek meczu Hiszpania – Polska o godz. 21:00.

48 godzin sport

Polacy kontra gwiazdor z NBA
Słoweński koszykarz klubu NBA Dallas Mavericks Luka Doncić (na zdjęciu)dołączy do reprezentacji swojego kraju w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijski w Tokio, który rozpocznie się 29 czerwca w Kownie. Reprezentacja Polski znalazł się w jednej grupie z Angolą (mecz 29 czerwca) i właśnie Słowenią (mecz 1 lipca). W drugiej grupie rywalizować będą ekipy Litwy, Korei Południowej i Wenezueli. Zwycięzcy grup zmierza się w finale, ale olimpijską przepustkę do stolicy Japonii otrzyma tylko zwycięzca turnieju. Dla 22-latka jest to powrót gry w barwach narodowych, w których Po raz ostatni raz zagrał w narodowych barwach w 2017 roku, w mistrzostwach Europy, które Słowenia wygrała pokonując w finale Serbię 93:85. Doncić został wybrany wtedy do najlepszej piątki turnieju. Do kadry na turniej kwalifikacyjny mógł dołączyć dlatego, że jego klub, Dallas Mavericks, odpadł już w pierwszej rundzie fazy play off w NBA, ulegając zespołowi Los Angeles Clippers 3-4 w rywalizacji „do czterech zwycięstw. Reprezentacja Polski w meczach kontrolnych przed turniejem w Kownie pokonała drużyny Meksyku i Tunezji, a przegrała z Rosją. Biało-czerwoni zagrają jeszcze z sparingi z Łotwą i Brazylią.

Legendarny piłkarz odchodzi z Realu Madryt
Sergio Ramos po 16 latach gry w barwach Realu Madryt tego lata zmieni klubowe barwy. Po fiasku negocjacji w sprawie przedłużenia umowy, władze klubu ogłosiły w miniona środę, że wygasający z końcem czerwca kontrakt z 35-letnim obrońcą nie zostanie przedłużony. Ramos rozegrał w zespole „Królewskich” w sumie 671 spotkań, w których strzelił 101 goli i zaliczył 40 asyst. Ma w dorobku wywalczone z Realem liczne trofea, m.in. cztery triumfy w Lidze Mistrzów i w Klubowych Mistrzostwach Świata, trzy Superpuchary Europy, pięć tytułów mistrza Hiszpanii i dwa Puchary Hiszpanii. Jak podają hiszpańskie media Ramos dostał ofertę powrotu do swojego dawnego klubu, FC Sevilla.

Igrzyska w Tokio bez mistrza olimpijskiego z Etiopii
Etiopski biegacz Kenenisa Bekele zrezygnował z występu w igrzyskach olimpijskich w Tokio. Powody rezygnacji nie są znane, ale w medialnych przekazach pojawiają się sugestie, że to efekt jego konfliktu w władzami krajowej federacji lekkoatletycznej. Bekele legitymuje się drugim w historii rezultatem w maratonie – we wrześniu 2019 roku w Berlinie uzyskał czas 2:01.41. Etiopczyk ma też w dorobku trzy złote medale olimpijskie: dwa na 10 000 metrów (Ateny 2004 i Pekin 2008) oraz jeden na 5000 m (Pekin 2008). Ponadto jest pięciokrotnym mistrzem świata na tych dystansach.

Walczą o awans do PKO Ekstraklasy
W rozegranych w minioną środę spotkaniach barażowych o awans do piłkarskiej ekstraklasy Arka Gdynia przegrała na własnym stadionie z ŁKS Łódź 0:1. W drugim półfinałowym meczu GKS Tychy przegrał po rzutach karnych z Górnikiem Łęczna (1:1, k. 2-4). W finale zagrają zatem drużyny Łódzkiego Klubu Sportowego i Górnika Łęczna. Mecz zostanie rozegrany w niedzielę w Łodzi na stadionie ŁKS-u. Początek godz. 20:40.

Malwina Smarzek-Godek przeniesie się do Kaliningradu
Czołowa siatkarka reprezentacji Polski Malwina Smarzek-Godek od nowego sezonu będzie zawodniczką aktualnego mistrza Rosji Lokomotiwu Kaliningrad. 25-letnia atakująca poprzedni sezon spędziła w zespole Igor Gorgonzola Novara, z którym wywalczyła wicemistrzostwo Włoch. Wcześniej w latach 2018-2020 występowała w barwach innego włoskiego klubu, Zanetti Bergamo, do którego trafiła po dwóch sezonach gry w Chemiku Police, zdobywając z nim dwukrotnie mistrzostwo Polski (2017 i 2018) i raz Puchar Polski (2017). Trenerem Lokomotiwu Kaliningrad będzie polski trener Błażej Krzyształowicz, w latach 2016-2021 szkoleniowiec drużyny siatkarek Budowlanych Łódź, z którymi w 2018 wywalczył mistrzostwo Polski.

Polskie siatkarki tylko tłem w Lidze Narodów

Polskie siatkarki po trzech kolejnych porażkach z rzędu w Lidze Narodów w końcu przerwały fatalną serię i wygrały mecz, pokonując 3:0 (25:23, 25:15, 25:20) drużynę Tajlandii. Ale kończącym czwartą serię gier poniedziałkowym spotkaniu z Niemkami biało-czerwone znów doznały porażki, ulegając drużynie Niemiec 0:3 (23:25, 20:25, 23:25).

W rozgrywanym w Rimini turnieju Ligi Narodów nasze siatkarki grają poniżej oczekiwań. Podopieczne trenera Jacka Nawrockiego z dwunastu rozegranych dotychczas spotkań wygrały tylko cztery – z Włochami 3:2, Koreą Południową 3:0, Kanadą 3:2 i najsłabszą w stawce Tajlandią 3:0, przegrały natomiast z Serbią 1:3, Turcją 1:3, Belgią 2:3, Dominikaną 1:3, Japonią 2:3, Holandią 2:3, Brazylią 0:3 i Niemcami 0:3.
Siatkarki Stanów Zjednoczonych po wygranej nad Turcją 3:2 na trzy mecze przed końcem rundy zasadniczej zapewniły sobie awans do Final Four Ligi Narodów, który rozegrany zostanie w dniach 24-25 czerwca. Ekipa USA szykuje się do turnieju olimpijskiego i jej trener, Karch Kiraly, wybrał start w Lidze Narodów jako sposób przygotowań do występu w Tokio, więc zabrał do Włoch najlepsze zawodniczki. Amerykanki grają więc w Rimini znakomicie i na razie są poza zasięgiem innych zespołów – w 12 spotkaniach straciły zaledwie trzy sety.
O sile zespołu Amerykanek w ostatniej serii gier fazy zasadniczej turnieju przekona się reprezentacja Polski, która po 12 rozegranych spotkaniach zajmuje w tabeli dopiero 11. miejsce z dorobkiem 13 punktów. Za plecami biało-czerwonych są zespoły Niemiec (12 pkt), Kanady (11 pkt), Korei Południowej (9 pkt), Włoch (9 pkt) i Tajlandii (3 pkt). Prowadzą wspomniane wcześniej Amerykanki z kompletem 36 punktów na koncie, druga jest Brazylia (31 pkt), a trzecia Japonia (25 pkt). Kolejne lokaty zajmują: Turcja (24 pkt), Rosja (23 pkt), Dominikana (23 pkt), Chiny (21 pkt), Belgia (11 pkt) i Serbia (14).
W tym roku żaden z zespołów występujący w LN nie zostanie zdegradowany, bowiem z powodu pandemii COVID-19 nie rozegrano turniejów kwalifikacyjnych. Międzynarodowa Federacja Siatkówki (FIVB) postanowiła, że cała stawka uczestników przystąpi do rozgrywek w kolejnej edycji.

Euro 2020/21: Już padają pierwsze rekordy

Zaatakowana przez koronawirusa reprezentacja Hiszpanii nie mogła przed swoim pierwszym meczem turnieju normalnie trenować, pewnie tylko dlatego na Estadio de La Cartuja w Sewilli zremisowała bezbramkowo ze Szwecją. Ale hiszpańscy piłkarze byli przy piłce przez 85 procent czasu gry i pobili rekord w liczbie podań piłki.

Reprezentacja Hiszpanii w meczu ze Szwecją rozgrywanym w ramach grupy E Euro 2020 posiadała piłkę przez 85 proc. czasu gry – co nie zdarzyło się w czasie Euro od 1980 roku, gdy dane na temat czasu posiadania piłki przez rywalizujące drużyny zaczęły być gromadzone. Mimo tak dużej przewagi mecz zakończył się wynikiem 0:0. W pierwszej połowie Hiszpanie wymienili między sobą 419 podań – co również jest rekordem – jeszcze nigdy jedna drużyna nie wymieniła tylu podań w czasie pierwszej połowy meczu w ramach mistrzostw Europy – czytamy w serwisie Goal.com. Z tych 419 podań 303 Hiszpanie wymienili na połowie Szwecji, w czasie gdy Szwecja wymieniła na połowie Hiszpanii 38 podań. W całym meczu Hiszpanie wymienili między sobą 918 podań – poprawiając swój własny rekord pod względem liczby podań w meczu mistrzostw Europy sprzed dziewięciu lat (w Euro 2012 Hiszpanie w meczu z Irlandią wymienili między sobą 859 podań). Cóż jednak z tego, skoro kibice na Estadio La Cartuja nie zobaczyli bramek.
A skoro o bramkach mowa. W spotkaniu Austrii z Macedonią Północną (3:1) padła 700. bramka w historii piłkarskich mistrzostw Europy. Pierwszego gola w rozgrywanych od 1960 roku mistrzostw naszego kontynentu strzelił reprezentant Jugosławii Milan Galić. 700. bramka w historii turnieju padła 61 lat później, a autorem tego trafienia był Michael Gregoritsch, który w 78. minucie wyprowadził reprezentację Austrii na prowadzenie. 11 minut później padła bramka nr 701 – strzelił ją Marko Arnautović. Oto zdobywcy „okrągłych” bramek w mistrzostwach Europy: 1. – Milan Galić (1960); 50. – Dragan Dzajić (1976); 100. – Alain Giresse (1984); 150. – Marco van Basten (1988); 200. – Kim Vilfort (1992); 250. – Jan Suchoparek (1996); 300. – Zlatko Zahović (2000); 350. – Giorgos Karagounis (2004); 400. – Thierry Henry (2004); 450. – Darijo Srna (2008); 500. – Xavi Hernandez (2008); 550. – Giorgos Karagounis (2012); 600. – Nani (2016); 650. – Xherdan Shaqiri (2016); 700 – Michael Gregoritsch (2021).
Po pierwszej serii meczów w mediach pojawił się też temat wspierania ruchu Black Lives Matter powstałego po śmierci Georga Floyda, który zginął podczas interwencji policji w Minneapolis. Piłkarze w Anglii wspierali ruch BLM klęcząc przed każdym meczem ligowym i reprezentacyjnym, ale nie wszystkie drużyny w Europie przyjęły ten zwyczaj. Pomysł ma swoich zwolenników i przeciwników.
Przed sobotnim meczem Walia – Szwajcaria klęczeli piłkarze obu reprezentacji, w starciu Rosja – Belgia uklęknęli tylko Belgowie i sędziowie, Rosjanie w tym czasie stali. A w meczu Anglia – Chorwacja klęknęli tylko Anglicy. Część kibiców biła im brawo, część gwizdała. Podobnie było już podczas ich meczów sparingowych. Dlatego wówczas Gareth Southgate, selekcjoner reprezentacji Anglii, powiedział, że raz jeszcze przedyskutuje z piłkarzami ten temat. Komunikat w tej sprawie wydała też angielska federacja: „To pokojowy protest przeciwko dyskryminacji, niesprawiedliwości i nierówności. Jest to ważne dla zawodników angielskiej drużyny i wartości, które zespół wspólnie reprezentuje. Ten gest jedności i walki z nierównością sięga XVIII wieku. Nie jest nowy, a angielski futbol dał jasno do zrozumienia, że nie uważa tego za przynależność do politycznej organizacji lub ideologii. Nie ma wątpliwości, dlaczego zawodnicy klęczą i co tym gestem reprezentują”. Inaczej do sprawy podchodzą Szkoci. „Na Hampden Park w Glasgow będziemy stać i tak sprzeciwiać się rasizmowi, ale na Wembley uklękniemy”- poinformował rzecznik reprezentacji.
Węgrzy natomiast robić tego nie będą. „Na stadionach nie ma miejsca na klęczenie. Węgrzy klęczą tylko w trzech sytuacjach: przed Bogiem, ojczyzną i prosząc o rękę ukochanej. Ten gest jest wymyślony przez kraje, które brały udział w niewolnictwie, my nigdy w tym nie uczestniczyliśmy” – powiedział węgierski premier Viktor Orban.
Reprezentacja Polski na klękanie też się nie zdecydowała. Nasi piłkarze nie zrobili tego w marcu, grając na Wembley przeciwko Anglikom, wskazywali zamiast tego na napis „respect” (szacunek) wyhaftowany na koszulkach. Grupowi rywale Polaków: Hiszpanie, Szwedzi i Słowacy również nie klękali, więc w grupie E wszystkie mecze będą zapewne rozpoczynać się standardowy.

French Open: 19. triumf Djokovicia w turniejach Wielkiego Szlema

Novak Djoković wygrał French Open 2021, pokonując w finale Stefanosa Tsitsipasa 6:7(6), 2:6, 6:3, 6:2, 6:4 i zdobył 19. w karierze wielkoszlemowy tytuł. Serbski tenisista umocnił się na prowadzeniu w rankingu ATP i zmniejszył różnicę w liczbie trofeów jaka dzieli go do liderów klasyfikacji wszech czasów – Rogera Federera i Rafaela Nadala.

W półfinale tegorocznego French Open Djoković trafił na Rafaela Nadala, 13-krotnego triumfatora turnieju na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu, ale po czterogodzinnej walce zdołał pokonać hiszpańskiego speca od gry na ceglanej mączce. W finałowym pojedynku o 19. wielkoszlemowy, lecz dopiero drugi we French Open (wcześniej wygrał paryski turniej w 2016 roku) rywalem lidera światowej listy tenisistów był Stefanos Tsitsipas, pierwszy grecki tenisista, który doszedł do finału wielkoszlemowej imprezy.
W ciągu dwóch tygodni rywalizacji w Paryżu Djoković pokonał kolejno Tennysa Sandgrena, Pablo Cuevasa, Ricardasa Berankisa, Lorenzo Musettiego, Matteo Berrettiniego i Rafaela Nadala. W finałowym pojedynku z Tsitsipasem przegrywał już w setach 0-2, ale w trzeciej partii się odrodził i ostatecznie wygrał z greckim tenisistą 6:7(6), 2:6, 6:3, 6:2, 6:4. W trwającej cztery godziny i 11 minut batalii Tsitsipas zaserwował 14 asów, z czego połowę w pierwszym secie. Djoković oddał podanie trzy razy, a sam wykorzystał pięć z 16 szans na przełamanie. Serb posłał 56 kończących uderzeń przy 41 niewymuszonych błędach. Grek miał 61 piłek wygranych bezpośrednio i 44 pomyłki. Djoković po raz drugi pokonał Tsitsipasa w French Open. W poprzednim roku również wygrał z nim w pięciu setach , a bilans ich potyczek wynosi teraz 6-2 na korzyść serbskiego mistrza.
W karierze Djokovicia tegoroczny finał na kortach Rolanda Garrosa był 29. w turniejach Wielkiego Szlema – dziewiętnaści z nich zakończył zwycięsko i w liczbie zdobytych wielkoszlemowych tytułów w grze pojedynczej ustępuje już tylko o jedno trofeum Rogerowi Federerowi i Rafaelowi Nadalowi, którzy mają ich na koncie po 20. Ale Serb jest trzecim tenisistą w historii, po Australijczykach Rodzie Laverze i Royu Emersonie, który może się pochwalić wygraniem każdego z czterech turniejów Wielkiego Szlema co najmniej po dwa razy. Oprócz dwóch zwycięstw w French Open (2016 i 2021), dziewięć razy wygrał Australian Open, pięć razy Wimbledon i trzykrotnie był mistrzem US Open.
Tenisowi eksperci uważają zgodnie, że to właśnie Djoković ma największe szanse na pobicie rekordowego osiągnięcia Australijki Margaret Court, która w Wielkim Szlemie wygrała w grze pojedynczej 24 turnieje. O jeden mniej na koncie ma Amerykanka Serena Williams (23), ale od czterech lat nie udaje jej się powiększyć tego dorobku. W klasyfikacji wszech czasów mężczyzn za plecami Federera, Nadala i Djokovicia plasuje się plejada legendarnych graczy; Pete Sampras (USA) – 14 tytułów wielkoszlemowych, Roy Emerson (Australia) – 12, Bjoern Borg (Szwecja) – 11, Rod Laver (Australia) – 11, Bill Tilden (USA) – 10, Fred Perry (Wielka Brytania), Ken Rosewall (Australia), Jimmy Connors (USA), Ivan Lendl (Czechosłowacja/USA) i Andre Agassi (USA) – wszyscy po osiem zwycięstw.
W najnowszym notowaniu rankingu ATP serbski tenisista z dorobkiem 12113 punktów utrzymał rzecz jasna pierwszą lokatę i na czele światowej listy spędzi już 311. tydzień, bijąc tym samym rekord ustanowiony przez Federera. Drugi w zestawieniu Rosjanin Daniłł Miedwiediew traci do niego 1970 punktów. Trzeci jest Hiszpan Rafael Nadal, który został zdetronizowany w Paryżu i stracił 1000 punktów. Na najwyższą w karierze czwartą pozycję wskoczył pokonany przez Djokovicia w finale Tsitsipas. Jedyny Polak w Top 100 rankingu, Hubert Hurkacz, mimo niepowodzenia na paryskich kortach zajmuje w najnowszym notowaniu 17. lokatę. W drugiej setce plasują się jeszcze Kamil Majchrzak (ATP 112) i Kacper Żuk (ATP 169).
W rankingu deblistów na czele pozostali Chorwaci Mate Pavić i Nikola Mektić, którzy musieli się wycofać z Rolanda Garrosa 2021 z powodu pozytywnego testu na Covid-19. Trzeci jest Francuz Nicolas Mahut, który wspólnie ze swoim rodakiem Pierre’em-Huguesem Herbertem wygrał paryską imprezą wielkoszlemową. Najlepszy z Polaków, Łukasz Kubot, zachował 17. pozycję.

Euro 2020/21: Paulo Sousa cudu nie dokonał

Piłkarska reprezentacja Polski fatalnie rozpoczęła swój udział w finałach mistrzostw Europy. Na stadionie w Petersburgu biało-czerwoni w kiepskim stylu przegrali ze Słowacją 1:2. Ta porażka de facto przekreśla szanse polskiej drużyny na wyjście z grupy, bo w meczach z Hiszpanią i Szwecją o punkty będzie jeszcze trudniej.

W spotkaniu ze Słowakami trener Paulo Sosua posłał na boisko 15 zawodników, ale po meczu gromy spadły tylko na trzech z nich – Wojciecha Szczęsnego, Grzegorza Krychowiaka i Roberta Lewandowskiego. Pierwszego gola strzelonego przez słowacki zespół zapisano Wojciechowi Szczęsnemu, co uczyniło go pierwszym bramkarzem w historii europejskiego czempionatu z samobójczym trafieniem na koncie. To wręcz nieprawdopodobne jak tego świetnego przecież zawodnika nie odstępuje pech na wielkich imprezach z udziałem reprezentacji Polski. Rzecz jasna media, nie tylko polskie, z miejsca z lubością przypomniały jego wpadki w Euro 2012, Euro 2016 i MŚ 2018. Ale obiektywnie oceniając, to nie Szczęsny zawalił mecz ze Słowacją. Większą winę za utratę pierwszego gola ponoszą na spółkę Bartosz Bereszyński i Kamil Jóźwiak, których Robert Mak ograł jak juniorów, a Bereszyńskiego wręcz ośmieszył puszczając mu bezczelnie piłkę między nogami.
Krytyka pod adresem Krychowiaka jest zdecydowanie bardziej uzasadniona, bo od weterana reprezentacji, który w spotkaniu ze Słowakami po 81. występował w narodowych barwach, można oczekiwać przynajmniej tego, że nie da się „upolować” rywalom i lekko stronniczemu arbitrowi. Niestety, Krychowiak w dwóch sytuacjach zachował się jak nowicjusz i w 62. minucie wyleciał z boiska za dwie żółte kartki. W tym momencie było 1:1, ale siedem minut później słowacki obrońca Milan Skriniar, na co dzień gracz Interu Mediolan, powędrował w pole karne polskiej drużyny i strzelił gola dającego jego drużynie zwycięstwo. Możemy tylko spekulować, że gdyby Krychowiak wtedy był na boisku, to Skriniar pewnie nie miałby tak dużo czasu i swobody na oddanie strzału, bo któryś z naszych piłkarzy by do niego doskoczył.
Co się zaś tyczy krytyki pod adresem Lewandowskiego, to mamy tu powtórkę z mundialu w Rosji. Wtedy także obwiniono go za kiepski występ biało-czerwonych, bo chociaż grał dobrze i walczył ofiarnie, to jednak nie zdobył bramek. W spotkaniu ze Słowacją „Lewy” również gola nie strzelił, lecz teraz na dodatek zaliczył słaby występ. Kapitan naszej reprezentacji nie mógł narzekać na brak podań od kolegów, ani też na brak okazjio strzeleckich, bo w statystykach opublikowanych przez UEFA znalazł się na spółkę z Danim Olmo, pomocnikiem reprezentacji Hiszpanii, na czele klasyfikacji piłkarzy, którzy oddali w pierwszej serii gier najwięcej strzałów, które nie przyniosły ich zespołom bramki – obaj maja taki nieudanych prób na koncie po pięć. Hiszpańskie media alarmują jednak, że trudna sytuacja polskiej drużyny może ją potężnie zmotywować na sobotnie spotkanie z drużyną Hiszpanii. Dziennik „AS” ocenia, że będący teraz pod potężną presją Lewandowski może w tym meczu pokazać swój najwyższy strzelecki kunszt.
Obiektywnie rzecz traktując trzeba jednak uznać, że to nie Szczęsny, Krychowiak i Lewandowski zawalili mecz ze Słowacją, tylko cała polska drużyna, która po doznanej porażce mocno zmniejszyła swoje szanse na awans do fazy pucharowej Euro 2020/21. Wystarczy, że w sobotę biało-czerwoni przegrają z Hiszpanią, co jest przecież wielce prawdopodobne, zaś Szwedzi pokonają Słowaków, co nie będzie żadną sensacją, a polska reprezentacja straci nawet matematyczne szanse na wywalczenie awansu. Osiągnięcie takiego stanu już po drugiej kolejce gier byłoby klęską nie tylko Paulo Sousy, ale przede wszystkim prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. I powodem do zadowolenia dla Jerzego Brzęczka, bo jego portugalski następca na posadzie selekcjonera pozbawił polską drużynę jedynego atutu, jaki miała – skuteczności w grze obronnej. Pod wodzą Brzęczka w meczach z drużynami na podobnym poziomie biało-czerwoni przynajmniej nie dawali strzelać rywalom tyle bramek, a grał przecież m.in. z Włochami, Holandią i Portugalią, natomiast pod wodzą Paulo Sousy w sześciu meczach straciła aż 10 goli. Nasza drużyna w założeniu miała bronić się czwórką obrońców, ale w ataku grać trójką stoperów. Pomysł jak pomysł, wszyscy dzisiaj tak grają, lecz do tego trzeba mieć jeszcze odpowiednich wykonawców, tymczasem Słowacy bili większość naszych piłkarzy nie tylko pod względem technicznym, ale też cechami motorycznymi i nawet walecznością. W kilka dni takich mankamentów nie da się wyeliminować, więc nie ma co się nastawiać na przełom w spotkaniach z genialnie wyszkolonymi Hiszpanami i grającymi atletyczny futbol Szwedami.
Paulo Sousa nie traci jednak rezonu. Na pomeczowej konferencji tak ocenił występ swoich podopiecznych: „Jestem bardzo zawiedziony wynikiem, ale to nie koniec mistrzostw. Mamy jeszcze sześć punktów do zdobycia, ale bez wiary w sukces niczego się nie osiągnie. Muszę teraz odbudować zespół mentalnie. Myślałem w przerwie, czy nie zmienić Krychowiaka z powodu żółtej kartki, ale to zawodnik doświadczony, ważny dla drużyny, więc liczyłem, że sobie poradzi. Po jego zejściu mieliśmy jeszcze trzy okazje na gole. Wszystkie zmarnowane. Zawiodła koncentracja w kluczowych momentach. Pierwsza bramka to był gruby błąd w obronie, ale i fatalny zbieg okoliczności: trzy rykoszety, po których piłka trafiła do siatki. Koncentracja zawiodła też przy drugim golu dla Słowaków. Analizowaliśmy, w jaki sposób wykonują rzuty rożne, wiedzieliśmy, że Milan Skriniar lubi wtedy iść do przodu. Niestety przegapiliśmy go, nikt nie blokował jego uderzenia, zostawiliśmy mu miejsce do strzału. Tak nie wolno nam grać. Nie możemy w taki sposób przegrywać meczów. Źle zaczęliśmy, ale turniej się dla nas jeszcze nie skończył” – zapewnia portugalski selekcjoner biało-czerwonych. Przekonamy się o tym już w najbliższą sobotę.

Polska – Słowacja 1:2
Gole: Karol Linetty (46) – Wojciech Szczęsny (18 samobójcza), Milan Skriniar (69).
Polska: Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek – Kamil Jóźwiak, Mateusz Klich (85. Jakub Moder), Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński (85. Karol Świderski), Karol Linetty (74. Przemysław Frankowski), Maciej Rybus (74. Tymoteusz Puchacz) – Robert Lewandowski.
Słowacja: Martin Dubravka – Peter Pekarik (79. Martin Koscelnik), Lubomir Satka, Milan Skriniar, Tomas Hubocan – Lukas Haraslin (87. Michal Duris), Juraj Kucka, Jakub Hromada (79. Patrik Hrosovsky), Robert Mak (87. Tomas Suslov) – Ondrej Duda (90. Jan Gregus), Marek Hamsik.
Żółte kartki: Krychowiak – Hubocan.
Czerwona kartka: Krychowiak (62., za drugą żółtą).
Sędziował: Ovidiu Alin Hategan (Rumunia).
Widzów: 12 862.