Bez Rosji sukces jest niepełny

Nasza lekkoatletyczna reprezentacja po raz pierwszy w historii wygrała Drużynowe Mistrzostwa Europy. W miniony weekend w Bydgoszczy Polacy zgromadzili 345 punktów. Drugą lokatę zajęli Niemcy (317,5 pkt), a trzecią Francja (316,5 pkt). Zwycięstwo biało-czerwonych miałoby jednak większą wartość, gdyby pokonali też Rosję.

Ekipa Rosji do niedawna była jedną z największych potęg „królowej sportu”. W wyniku wieloletniej już dyskwalifikacji ekipa rosyjskich lekkoatletów wypadła z europejskiej Superligi, a jeśli banicja potrwa dłużej, spadną w hierarchii na samo dno. W ośmiu wcześniejszych edycjach drużynowych mistrzostw Europy Rosjanie dzielili się zwycięstwami z reprezentacją Niemiec. Pod ich nieobecność rolę najgroźniejszego konkurenta niemieckiej drużyny przejęła Polska i na swoim terenie, w Bydgoszczy, w miniony weekend wygrała DME na poziomie Superligi. Rosyjska reprezentacja powinna w tym czasie walczyć o poprawienie podupadłych w wyniku dyskwalifikacji za dopingowy proceder rankingowych notowań w mistrzostwach lekkoatletycznej pierwszej ligi w norweskim Sandnes. Rosjanie byli gotowi wystartować w tych zawodach, ale IAAF wciąż odmawia im prawa do rywalizacji w pod własną flagą. Dwa lata temu nie mogli uczestniczyć w DME Superligi i zostali zdegradowani do pierwszej ligi, teraz spadną do drugiej ligi. Następne drużynowe mistrzostwa odbędą się za dwa lata, więc jeśli do tego czasu rosyjska federacja nie zostanie przywrócona w prawach członka IAAF, to Rosjanie znajdą się w gronie europejskich outsiderów w tym sporcie.

Czy ta sytuacja może ulec zmianie? Nie będzie to łatwe. Powołana przez IAAF izba nadzoru nad dopingową czystością w lekkiej atletyce (The Athletics Integrity Unit) na swoich listach lekkoatletów aktualnie wykluczonych za doping ma wpisanych 94 reprezentantów Rosji, w tym także trenerów. Inne nacje równie uwikłane w dopingowy proceder nie są tak licznie reprezentowane – Kenijczyków na listach AIU jest 43, Chińczyków 31, po kilkunastu mają Etiopczycy i Jamajczycy. Wzmożona kontrola działa na korzyść krajów, które trzymają dopingowiczów w ryzach, takich jak choćby Polska, która w spisach AIU ma tylko jedną osobę, biegaczkę maratońską Wiolettę Kryzę, przyłapaną jednak już dawno, bo w 2012 roku.

Wracając do Rosjan, to ich uporczywe starania o przywrócenie w prawach członka IAAF wciąż są niweczone przez kolejne wpadki. Brytyjskie media niedawno ujawniły, jak działacze rosyjskiej federacji lekkoatletycznej pomagali wicemistrzowi świata w skoku wzwyż z 2017 roku Daniłowi Łysenko w znalezieniu alibi, gdy nie stawił się na kontrolę antydopingową. Tego typu przypadki są świetnym pretekstem dla władz IAAF, żeby trzymać rosyjskich lekkoatletów poza nawiasem tego sportu. W czerwcu br. już po raz jedenasty propozycja zniesienia kary dla Rosjan została w głosowaniu odrzucona. Następne głosowanie w tej sprawie ma się odbyć 23 września, cztery dni przed lekkoatletycznymi mistrzostwami świata w Katarze.

Rosja nie jest jedynym krajem, któremu IAAF przestał pobłażać w sprawach niedozwolonego dopingu, ale bez wątpienia została potraktowano najbardziej surowo ze wszystkich. A to przecież światowa lekkoatletyczna potęga, która z każdych igrzysk, licząc od pierwszego startu pod flagą Rosji w 1996 roku, przywoziła średnio pięć złotych medali i zawsze plasowała się w pierwszej piątce klasyfikacji medalowej. Dopóki Rosja nie wróci do sportowej rodziny, sukcesy innych reprezentacji, czyli także naszej, zawsze będą kwestionowane.

 

Mają ochotę na złoto

W miniony weekend oprócz reprezentacji Polski do siatkarskiego turnieju olimpijskiego w Tokio awansowały zespoły Rosji, Brazylii, USA, Argentyny i Włoch. Zagwarantowane miejsce jako gospodarze mają już Japończycy, a o pozostałe do obsadzenia pięć miejsc walka odbędzie się w styczniu przyszłego roku w turniejach kontynentalnych. Biało-czerwoni po udanym występie w Ergo Arenie dostali dwa tygodnie urlopu, po którym zbiorą się w Arłamowie.

Sześć turniejów interkontynentalnych rozegrano w Europie i w Azji. Niespodziewanie spore kłopoty mieli obrońcy olimpijskiego złota Brazylijczycy, którzy o awans wywalczyli w Warnie i w niedzielnym meczu z gospodarzami turnieju Bułgarami przegrali dwa pierwsze sety (23:25 i 19:25). W trzecim canarinhos bili się rozpaczliwie na przewagi aż do stanu 32:30, lecz potem dostali wiatru w żagle i wygrali czwartą partię 25:16, a w tie-breaku 15:11. Zdecydowanie łatwiej przepustkę do igrzysk w Tokio zdobyli wicemistrzowie z Rio de Janeiro Włosi, którzy w rozstrzygającej potyczce z drużyną Serbii pokonali ją gładko 3:0 (25:16, 25:19, 25:19). Porażki Serbów i Bułgarów tylko podwyższą poziom styczniowego europejskiego turnieju kontynentalnego, bo przecież zagra w nim także pokonany przez biało-czerwonych w Gdańsku zespół Francji czy wicemistrzowie Europy Niemcy.

FIVB dyskryminuje Europę

Na system kwalifikacji narzekają przede wszystkim europejskie reprezentacje. Osiem najwyżej notowanych w rankingu drużyn europejskich, które nie zapewniły sobie awansu na igrzyska, zagra w styczniu o jedno miejsce dające awans do Tokio. W rankingu europejskiej federacji siatkarskiej uwzględniane będą wyniki osiągnięte na mistrzostwach Europy (2019 i 2017), mistrzostwach świata 2018, Lidze Europejskiej 2017 i Lidze Narodów 2017. Aktualny ranking CEV: 1. Rosja (awans) – 280 pkt; 1. Serbia – 280 pkt; 3. Francja – 276 pkt; 4. Włochy (awans) – 272 pkt; 5. Polska (awans) – 266 pkt; 6. Bułgaria – 260 pkt; 7. Belgia – 258 pkt; 8. Słowenia – 256 pkt; 9. Holandia – 234 pkt; 10. Niemcy – 230 pkt; 11. Finlandia 216 pkt
Taki system kwalifikacji sprawia, że na igrzyskach na pewno nie zagra któryś z gigantów, np. Serbia (współlider rankingu CEV) albo Francja, która zajmuje trzecie miejsce. O krok od pokonania Brazylii i awansu na IO była Bułgaria, ale roztrwoniła przewagę 2:0 i przegrała 2:3. Ewentualna porażka nie byłaby dla Brazylii problemem, bo styczniowych kwalifikacjach z innymi drużynami z Ameryki Południowej wygraaby na luzie, zwłąszcza że nie byłoby Argentyny, która wywalczyła awans. A bez Brazylii i Argentynyo olimpijskie paszporty bic się bedą Wenezuela (31. w światowym rankingu FIVB) i Kolumbia (44. miejsce). Dla porównania, z Europy do Tokio pojedzie tylko jedna drużyna z tercetu: Francja (9. miejsce w rankingu FIVB), Serbia (10), Bułgaria (14).

Zdetronizować Brazylię w Tokio

Przypomnijmy, że w turnieju olimpijskim w Tokio o medale rywalizować będzie 12 drużyn narodowych. W pierwszej fazie zostaną podzielone na dwie grupy po sześć zespołów. W grupach zmagania toczyć się będą systemem każdy z każdym. Po cztery najlepsze zespoły z obu grup uzyskają awans do ćwierćfinału. Od tej fazy mecze rozgrywane będą systemem pucharowym. Mistrzowskiego tytułu wywalczonego w 2016 roku w Rio de Janeiro bronić będzie Brazylia, która na swoim terenie w finale pokonała Włochy. Brązowy medal wywalczyła ekipa USA.

Polacy, którzy na poprzednich igrzyskach zajęli piąte miejsce, teraz wyznaczyli sobie ambitny cel – w Tokio chcą wywalczyć złoto. Tak wysoko poprzeczkę stawia trener biało-czerwonych Vital Heynen, tego samego chce nowy nabytek polskiej drużyny Wilfredo Leon oraz każdy z pozostały siatkarzy znajdujących się w kadrze. Belgijski selekcjoner biało-czerwonych był tak podekscytowany znakomitą postawą swoich podopiecznych w gdańskim turnieju, że po ostatnim meczu, ze Słowenią, wygłosił w Ergo Arenie po polsku krótkie przemówienie dziękczynne do kibiców, którzy przez trzy dni swoim fantastycznym dopingiem wytrwale wspierali polski zespół. Podczas zwyczajowej konferencji prasowej Heynen nie omieszkał jednak wbić szpilę przedstawicielom mediów. „Jestem usatysfakcjonowany, bo niektórzy ludzie w Polsce wciąż powtarzają, że w drugim roku pracy już nie wykonuję swojej roboty jak trzeba. A ja myślę, że brązowy medal Ligi Narodów i teraz wywalczona pewnie kwalifikacja do igrzysk olimpijskich to chyba całkiem niezłe wyniki. Mimo to ciągle od was słyszę – że przeciwko tej czy innej drużynie będzie nam się grał ciężko. A innym zespołom z nami gra się łatwo? Mamy bardzo dobrych zawodników, zgraną drużynę i bardzo dobry sztab szkoleniowy. Wszyscy bardzo dobrze ze sobą współpracujemy. A jeśli chodzi o mnie, to chyba nikomu nie muszę niczego już udowadniać” – powiedział.

W ubiegłorocznych, wygranych przez biało-czerwonych mistrzostwach świata, na najlepszego zawodnika imprezy wybrano Bartosza Kurka, a kilku innych naszych zawodników plasowało się wysoko w rankingach na swoich pozycjach na boisku.
Statystyki prowadzone przez FIVB we wszystkich sześciu turniejach kwalifikacyjnych, w Warnie, Gdańsku, Rotterdamie, Bari, Ningbo i Petersburgu, wykazały, że tym razem nasi zawodnicy nie odgrywali wiodącej roli w atakach, przyjęciach, serwisach czy blokach. Nawet pozyskany do naszej ekipy Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon, chociaż to siatkarz z najwyższej światowej półki, nie znalazł się na czele żadnej indywidualnej klasyfikacji. To jednak nie jest wadą, lecz zaletą metody rotacji składem stosowanej przez trenera Heynena. Alizując statystyki FIVB łatwo zauważyć, że ustawianie gry pod jednego gracza, nawet najbardziej genialnego, nie przynosi pożądanych korzyści.

Zespołowość atutem Polaków

Liderzy rankingu najlepiej punktujących zawodników wywodzą się z drużyn, które nie zdobyły przepustek do Tokio. Najlepszym z nich był Chińczyk Chuan Jiang, który w meczach z Finlandią, Kanadą i Argentyną zdobył w sumie 67 punktów, za nim znaleźli się Bułgar Cwetan Sokołow (59 pkt) i Kubańczyk z zespołu Kuby Jesus Herrera Jaime (51 pkt). Wilfredo Leon w tym zestawieniu uplasował się najwyżej z graczy polskiego zespołu, ale jednak na odległej 25. pozycji, z dorobkiem 35 punktów. Kolejny z naszych graczy, Mateusz Bieniek, zdobył 28 pkt (45. miejsce), a Michał Kubiak 24 pkt (55. miejsce).

To jeszcze nie była absolutnie najwyższa dyspozycja Wilfredo Leona, ale nowy nabytek reprezentacji Polski ma duży udział w awansie naszej kadry na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio. Jeden z najlepszych siatkarzy świata po meczu ze Słowenią dziękował kibicom i zapowiedział, że interesują go tylko najwyższe cele. Dotąd brakowało nam siatkarza, który byłby wręcz gwarantem zdobywania punktów, a Leon, nawet jeszcze nie w najwyższej formie, to doskonale potrafi. Dał też namiastkę tego, co na co dzień wyczynia w polu zagrywki, posyłając serwy z prędkością ponad 120 km/h. „Nie mogę pokazać wszystkiego od razu, bo potem nie mógłbym już nic dodać. Wiem, że mogę grać lepiej” – podsumował swój występ kubański gwiazdor biało-czerwonych.

Nasi siatkarze od poniedziałku mają dwutygodniowe wakacje po pierwszej części sezonu. Po odpoczynku spotkają się na zgrupowaniu w Arłamowie, podczas którego będą przygotowywać się do wrześniowych mistrzostw Europy, które rozpoczną się 13 września w Belgii, Holandii, Francji i Słowenii. Występ w poprzedniej edycji tej imprezy Polacy zakończyli na barażu o ćwierćfinał, w którym przegrali ze Słowenią 0:3.

 

Polska kolonia w Serie A

Rozgrywki piłkarskiej ekstraklasy we Włoszech rozpoczną się dopiero 24 sierpnia, ale polscy kibice z uwaga śledzą sytuację kadrową w klubach Serie A. Nic dziwnego, w tej lidze gra najwięcej naszych piłkarzy, nie licząc rzecz jasna rodzimej PKO Ekstraklasy. W tej chwili w kadrach znajduje się 15 polskich zawodników, w tym kilku reprezentantów kraju.

Z naszych piłkarzy zatrudnionych w klubach Serie A dałoby się zmontować całkiem niezły zespół. Gdyby selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek był wystarczająco leniwy lub chciałby się mocno przypodobać prezesowi PZPN, to od biedy zgrupowania kadry mógłby organizować w okolicach Rzymu, bo większość kadrowiczów nie musiałaby sie ruszać z Włoch. Na szczęście nie jest, ale nie ulega kwestii, że w lidze włoskiej komuś udało się w kilka lat umieścić spora grupę piłkarzy.
Spróbujmy ogarnąć piłkarski potencjał tej grupy.

Bramkarze
Wojciech Szczęsny (Juventus)
W zespole mistrza Włoch jest bramkarzem numer 1, nawet po sensacyjnym powrocie legendy tego klubu Gianluigiego Buffona. 40-letni włoski golkiper podpisał roczny kontrakt, a jego celem jest ponoć tylko pobicie rekordu Paolo Maldiniego w liczbie występów w Serie A, do czego potrzebuje zagrać co najmniej w ośmiu meczach. A w Juventusie jest jeszcze reprezentant Italii Mattia Perin, który miał odejść na wypożyczenie do Benfiki Lizbona, ale nie przeszedł pozytywnie testów medycznych. Szczęsny będzie musiał mocno się starać, żeby utrzymać miejsce bramce Juve.
Łukasz Skorupski (FC Bologna)
W poprzednim sezonie był w swoim zespole pierwszym wyborem trenera. Latem do kadry nie dołączył nowy golkiper, a zatem Skorupski powinien ponownie bez trudu wygrać rywalizację ze swoim dublerem Angelo da Costą.
Bartłomiej Drągowski (Fiorentina)
Podstawowy bramkarz poprzedniego sezonu, Alban Lafont, został wypożyczony do Nantes. Drągowski po powrocie z wypożyczenia do Empoli miał odejść, ale nagle stał się dla klubu zbyt cenny. Polak podpisał nowy, pięcioletni kontrakt i patrząc na kadrę Fiorentiny, w której konkurentem Polaka jest tylko 29-letni Pietro Terracciano, nasz piłkarz powinien bronić regularnie.

Obrońcy
Thiago Cionek (SPAL)
W poprzednim sezonie był na środku obrony wystąpił w największej liczbie spotkań. Reprezentant Polski obok Felipe i Francesco Vicariego cieszy się największym zaufaniem trenera i nic nie zapowiada, żeby miało to ulec zmianie.
Bartosz Salamon (SPAL)
Będzie jednym ze zmienników wyżej wymienionej trójki obrońców SPAL. W poprzednim sezonie był na wypożyczeniu we Frosinone, z którym spadł do Serie B.
Arkadiusz Reca (Atalanta)
W minionym sezonie więcej grał w kadrze Polski niż w klubowym zespole, ale mimo to nie został w kadrze. Może w końcu zacznie grać, obojętnie gdzie.
Sebastian Walukiewicz (Cagliari)
Został wykupiony z Pogoni Szczecin na początku roku i od razu wypożyczony do ekipy „portowców”. Trudno na razie stwierdzić jaki los czeka go teraz w Cagliari. W środku obrony pewniakami są tam Luca Ceppitelli i Fabio Pisacane, a aspiruje do tej roli jeszcze 21-letni Włoch, Filippo Romagna. Być może trener zdecyduje się wrzucić do rotacji także Walukiewicza, tworząc zestawy dwóch doświadczonych i dwóch młodych środkowych obrońców. Jeśli nie, Walukiewicz będzie miał stracony sezon.
Bartosz Bereszyński (Sampdoria)
Sytuacja Bereszyńskiego w Sampdorii mocno się pogorszyła. Zamiast niego ma grać 22-letni Fabio Depaoli, który przyszedł z Chievo, a w odwodzie jest jeszcze Jacopo Sala, który również regularnie gościł w zespole Sampdorii. Nasz piłkarz z podstawowego gracza stał się nieoczekiwanie rezerwowym i jego przyszłość nie rysuje się w jasnych barwach.
Paweł Dawidowicz (Verona)
W zeszłym sezonie był wypożyczony, jeszcze do Serie B. Pomógł wywalczyć awans, co zaowocowało transferem definitywnym. Spośród obrońców zaliczył najwięcej występów. W składzie jest siedmiu stoperów, ale to Dawidowicz był najdroższym transferem klubu w tym okienku. Możemy być chyba o niego spokojni.

Pomocnicy
Karol Linetty (Sampdoria)
Jego pozycja w zespole wydaje się niepodważalna.
Szymon Żurkowski (Fiorentina)
Podobnie jak Walukiewicz on także został wykupiony w styczniu, ale sezon dokończył w Górniku Zabrze. Chociaż to piłkarz wielce utalentowany, może mieć problem z przebiciem się do składu.
Piotr Zieliński (SSC Napoli)
W minionym sezonie był jednym z filarów klubu z Neapolu i nic nie zwiastuje, żeby w obecnych rozgrywkach wypadł z łask trenera Carlo Ancelottiego.
Filip Jagiełło (Genoa)
Został wykupiony w styczniu, jak Walukiewicz i Żurkowski, sezon dokończył w Zagłębiu Lubin, lecz póki co na grę w Genoi nie ma szans.

Napastnicy
Arkadiusz Milik (SSC Napoli)
Wokół niego wciąż panuje wielkie zamieszanie. Carlo Ancelotti mówi, że Milik ma grać obok Driesa Mertensa, chociaż ma trochę zaległości pod względem przygotowania fizycznego. Jest jeszcze Lorenzo Insigne, ale u Ancelottiego do rozdysponowania są dwa miejsca w ataku, więc istnieje spore prawdopodobieństwo, że Milik będzie pierwszym wyborem. Zwłaszcza, że Insigne i Mertens to zawodnicy o podobnej charakterystyce.
Krzysztof Piątek (AC Milan)
Trener Marco Giampaolo w meczach towarzyskich wystawiał dwóch napastników. Jednym z nich był zawsze Piątek. W klubie nie ma już jego największego konkurenta, bo Patrick Cutrone odszedł do Wolverhampton. Sam Polak mówił, że podoba mu się taktyka nowego trenera, więc jeśli tylko będzie zdobywać bramki, może liczyć na stałe miejsce w wyjściowej jedenastce. Problem w tym, że w sparingach nie zaliczył ani jednego trafienia i włoskie media już zaczynają z nim „jazdę”. Dla Piątka będzie to piekielnie trudny sezon, bo łatwiej jest wspiąć się na szczyt, niż się na nim utrzymać.
Łukasz Teodorczyk (Udinese)
Miał odejść, ale ostatnio w sparingu zaliczył hat-tricka. Może się jeszcze odrodzi?

 

Mocna kadra na skoki w Zakopanem

Polski Związek Narciarski ogłosił składy kadry na zawody Letniej Grand Prix w Zakopanem. Biało-czerwoni wystąpią w składzie: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Jakub Wolny, Maciej Kot, Stefan Hula oraz Aleksander Zniszczoł. W piątek 16 sierpnia odbędą się kwalifikacje, w sobotę konkurs drużynowy, a w niedzielę indywidualny.

Zakopane po raz ostatni gościło zawody Letniej Grand Prix w 2011 roku. W tamtej imprezie z Polaków najlepiej spisał się Stoch, który był trzeci. W tegorocznych zmaganiach najwyżej z naszych skoczków sklasyfikowany jest Dawid Kubacki, który zajmuje siódme miejsce z dorobkiem 70 punktów. Ale Kubacki, Stoch i Żyła w Zakopanem wystartują dopiero po raz drugi w tym sezonie.

W klasyfikacji generalnej prowadzi Słoweniec Timi Zajc (200 pkt), przed Niemcem Karlem Geigerem (172) i Rosjaninem Jewgienijem Klimowem (105). W najbliższy weekend odbędą się też zawody Letniego Pucvharu Kontynentalnego we Frensztacie z udziałem Klemensa Murańki, Tomasza Pilcha, Andrzeja Stękały, Pawła Wąska i Kacpra Juroszka. Na tej czeskiej skoczni wystartują tez panie. W naszych barwach o punkty LGP kobiet powalczą Kinga Rajda, Joanna Szwab, Anna Twardosz i Nicole Konderla.

 

Wyniki 4. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 4. kolejki:

Lech Poznań – Śląsk Wrocław 1:3
Gole: Darko Jevtić (14) – Robert Pich (6 karny), Łukasz Broź (16 i 26). Żółte kartki: Rogne, Jevtić, Pedro Tiba, Gumny – Golla, Mączyński. Czerwona kartka: Mączyński (90., za drugą żółtą). Sędziował: Szymon Marciniak.
Widzów: 32 307.

Pogoń Szczecin – Wisła Kraków 1:0
Gol: Kostas Triantafyllopoulos (55). Żółte kartki: Bartkowski, Podstawski – Savicević. Sędziował: Piotr Lasyk. Widzów: 3947.
Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 1:0
Gol: Igor Sapała (63 samobójcza). Żółte kartki: Bochniewicz – Brown Forbes. Sędziował: Bartosz Frankowski. Widzów: 17 968.

Zagłębie Lubin – Arka Gdynia 2:0
Gole: Sasza Żivec (3), Patryk Szysz (65). Żółta kartka: Tosik (Zagłębie). Sędziował: Tomasz Musiał. Widzów: 5125.
Cracovia – Korona Kielce 1:0
Gol: Sergiu Hanca (35). Żółta kartka: Janusz Gol (Cracovia). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski. Widzów: 7698.

ŁKS Łódź – Piast Gliwice 0:1
Gol: Artur Bogusz (77 samobójcza). Żółte kartki: Rozwandowicz, Sobociński, Ramírez – Hateley. Sędziował: Łukasz Szczech.
Widzów: 5277.

Lechia Gdańsk – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Artur Sobiech (25) – Ognjen Mudrinski (74). Sędziował: Mariusz Złotek.
Widzów: 13 348.
Wisła Płock – Legia Warszawa
(mecz przełożony na 16 września).

Zestaw par 5. kolejki:
Piątek (16 sierpnia): Wisła Kraków – ŁKS Łódź, godz. 20:30.
Sobota: Śląsk Wrocław – Cracovia, 15:00; Arka Gdynia – Lech Poznań, 17:30;
Jagiellonia – Górnik Zabrze, 20:00.
Niedziela: Piast Gliwice – Wisła Płock, godz. 15:00; Legia Warszawa – Zagłębie Lubin, godz. 17:30; Raków Częstochowa – Lechia Gdańsk, godz. 17:30.
Poniedziałek: Korona Kielce – Pogoń Szczecin, godz. 18:00.

Grupa mistrzowska
1. Śląsk          4 10 6:2
2. Pogoń        4 10 5:1
3. Lech           4 7 8:5
4. Cracovia     4 7 6:4
5. Górnik       4 7 3:2
6. Lechia       4 6 3:2
7. Piast          4 6 3:3
8. Jagiellonia 4 5 6:4
Grupa spadkowa
9. Zagłębie   4 5 5:4
10. Legia      3 4 3:3
11. Korona   4 4 3:4
12. ŁKS Łódź 4 4 3:4
13. Wisła K.  4 4 1:2
14. Raków    4 3 2:5
15. Wisła P.  3 1 2:7
16. Arka      4 1 1:8

Lewy trzyma poziom

Po porażce z Borussią Dortmund w Superpucharze Niemiec (0:2) na piłkarzy Bayernu Monachium spadła lawina krytyki, a najwięcej krytykowano Roberta Lewandowskiego. W miniony poniedziałek bawarski zespół zainaugurował swój udział w tegorocznej edycji Pucharu Niemiec. W wygranym z IV-ligowym Energie Cottbus 3:1 meczu „Lewy” strzelił dwa gole i zamknął usta krytykom. Ale czeka go trudny sezon.

Porażka z Borussią Dortmund podniosła znacznie temperaturę dyskusji o niewielkiej aktywności bawarskiego potentata na rynku transferowym. Swoje trzy gorsze wtrącił do niej także Lewandowski, który po raz kolejny zaapelował do szefów klubu o wzmocnienia. A tu jak na złość gruchnęła wiadomość, że poważnej kontuzji doznał pierwszy na transferowej liście Bayernu reprezentant Niemiec Leroy Sane. W tej sytuacji monachijczycy podjęli rozmowy z Interem Mediolan i wypożyczyli na rok chorwackiego skrzydłowego Ivana Perisicia, wicemistrza świata z mundialu w Rosji.

Poniedziałkowy mecz I rundy Pucharu Niemiec z Energie Cottbus miał poprawić mizerne nastroje wśród kibiców Bayernu, ale zespół z Cottbus, który dopiero co spadł na IV poziom rozgrywek, miał ochotę przypomnieć bawarskiemu potentatowi, że jeszcze dziesięć sezonów temu grał w 1. Bundeslidze. Teraz jego największą gwiazdą jest 36-letni napastnik Dimitar Rangelov, który w przeszłości grał m. in. w Borussii Dortmund. A kilkanaście lat temu w Chociebużu występowali reprezentanci Polski – Radosław Kałużny czy Andrzej Juskowiak.

Trener Bayernu Niko Kovac nie zamierzał lekceważyć przeciwnika i wystawił wszystkich zdolnych do gry graczy. Może przestraszył się na wieść, że w I rundzie ze słabszymi zespołami odpadły ekipy 1.FSV Mainz i FC Augsburg.
Lewandowski wyszedł więc w podstawowej jedenastce i jako pierwszy jeszcze przed przerwą strzelił gola. Drugie trafienie dołożył w drugiej połowie meczu i za swój występ zebrał entuzjastyczne recenzje. „Lewandowski strzelił dwa klasyczne w jego wykonaniu gole. Wypada zauważyć, że w ostatnich 16 występach trafił do siatki aż 20 razy, a pamiętajmy o wakacyjnej przerwie. Nie wpłynęła na jego formę, co oznacza, że Polak wciąż jest niezastąpiony w Bayernie” – napisano w relacji z meczu na łamach „Muenchen Abendzeitung”. Kapitan reprezentacji Polski otrzymał za swój występ notę „2” (w Niemczech ocdeny wystawia się w skali 1-6, przy czym 1 jest oceną najwyższą).
Co ciekawe równie dobrą notę przyznano tylko Kingsleyowi Comanowi. Francuz od czasu słynnej bójki z Lewandowski podczas treningu wyraźnie z nim rywalizuje na boisku, ale też nie unika współpracy. Najsłabsze noty otrzymali natomiast Thomas Mueller i inny z Francuzów, Corentin Tolisso. Bayern z spotkaniu z Energie zagrał w takim oto składzie: Manuel Neuer – Joshua Kimmich, Niklas Suele (89’ Lucas Hernandez), Benjamin Pavard, David Alaba – Corentin Tolisso, Thiago Alcantara, Renato Sanches (63’ Leon Goretzka) – Thomas Mueller, Robert Lewandowski, Kingsley Coman (70’ Serge Gnabry).

Dzięki strzelonym golom Lewandowski odzyskał prowadzenie w klasyfikacji strzelców Pucharu Niemiec. Wcześniej pozycje lidera odebrał mu 40-letni Peruwiańczyk Claudio Pizarro, który po dwóch trafieniach dla Werderu Brema w sobotnim meczu Pucharu Niemiec z SV Atlas Delmenhorst (6:1) z dorobkiem 34 bramek o jedną wyprzedził w klasyfikacji strzelców Roberta Lewandowskiego. Odpowiedź „Lewego” była natychmiastowa i teraz z 35 golami na koncie ponownie jest najskuteczniejszym graczem w tych rozgrywkach.

Zespół Bayernu czeka jednak trudny sezon, bo jak na razie z ofensywnych graczy klub pozyskał jedynie 30-letniego Perisicia. Bundesliga nie będzie dla niego nowością. Wcześniej bowiem grał w niej w barwach m.in. Wolfsburga oraz największego rywala Bayernu, Borussii Dortmund. „Jestem szczęśliwy z powrotu do Niemiec. Bayern to jeden z największych klubów w Europie. Chcemy walczyć o zwycięstwo nie tylko w Bundeslidze, ale także w Pucharze Niemiec i Lidze Mistrzów” – skomentował swój transfer chorwacki skrzydłowy. Nie wiadomo jednak jak wkomponuje się w bawarski zespół i jak ułoży sie jego współpraca z Lewandowskim.

 

48 godzin sport

Przybyłko strzela jak Rooney
Występujący w zespole Philadelphia Union Kacper Przybyłko zdobył 11. gola w rozgrywkach amerykańskiej MLS. W Chester (Pensylwania) jego zespół wygrał z Houston Dynamo 2:1. 26-letni Polak zajmuje piąte miejsce w klasyfikacji ligowych snajperów. Tyle samo trafień na koncie ma m.in. były reprezentant Anglii Wayne Rooney (DC United). Liderem jest piłkarz Los Angeles Galaxy Carlos Vela z 23 trafieniami na koncie. Drużyna z Filadelfii, z dorobkiem 45 punktów (13 wygranych w 26 kolejkach), jest liderem Konferencji Wschodniej MLS.

Sneijder zakończył karierę
Występujący ostatnio w katarskim klubie Al Gharafa 35-letni holenderski piłkarz Wesley Sneijder rozwiązał kontrakt i ogłosił zakończenie kariery. W barwach Al Gharafa występował od stycznia 2018 roku. W jego barwach rozegrał 27 meczów, w których strzelił 16 goli i zaliczył sześć asyst. Sneijder jest wychowankiem Ajaksu Amsterdam, z którego latem 2007 roku trafił na dwa sezony do Realu Madryt. Potem przeszedł do Interu Mediolan. W 2010 roku zdobył z mediolańską drużyną potrójną koronę. Trzy i pół roku później odszedł za 7,5 mln euro do Galatasaray. W Turcji rozegrał 175 meczów, strzelił 45 goli i zanotował 44 asysty. Następnie podpisał kontrakt z OGC Nice, skąd trafił do Kataru. W reprezentacji Holandii debiutował w 2003 roku w towarzyskim spotkaniu z Portugalii. W narodowych barwach wystąpił 133 razy. W 2010 roku na mundialu w RPA wywalczył z nią wicemistrzostwo świata, a na mundialu w Brazylii brązowy medal.

Zmarł mistrz świata z 1986
W wieku 62 lat zmarł znakomity przed laty argentyński piłkarz Jose Luis Brown. W wygranym z Niemcami 3:2 finale mistrzostw świata w 1986 roku zdobył pierwszą bramkę dla Argentyny. Brown grał na pozycji obrońcy. Na mundial w Meksyku został powołany w ostatniej chwili i był zmiennikiem Daniela Passarelli, który akurat w finale nie mógł wystąpić z powodu infekcji. Strzelony w finale gol był jedynym trafieniem Browna w 36 występach w drużynie narodowej.

Pechowy trening kolarza
Włoski kolarz ekipy Bahrain Merida Domenico Pozzovivo nie wystartuje w tegorocznym wyścigu Vuelta a Espana, w którym miał być liderem zespołu. 36-letni zawodnik podczas treningu w miejscowości Cosenza został potrącony przez samochód i ze złamaną nogą i pękniętym obojczykiem trafił do szpitala.

Argentyńczyk w Koronie
Pomocnik Andres Lioi został nowym zawodnikiem Korony Kielce. 22-letni piłkarz trafił do Kielc Rosario Central na roczne wypożyczenie.

Rosjanie kuszą Ribery’ego

Franck Ribery wciąż nie zdecydował, gdzie będzie kontynuował karierę. Mimo 36 lat Francuz na brak ofert nie narzeka. Ostatnio chęć jego zatrudnienia zgłosił też Lokomotiw Moskwa.

Znakomity francuski skrzydłowy dostał oferty z klubów z Kataru i Arabii Saudyjskiej, ale też z klubów niemiecki i holenderskich. Dziennik „L’Equipe” podał niedawno, że pozyskaniem Ribery’ego poważnie zainteresowany jest też Lokomotiw Moskwa. Przedstawiciele rosyjskiego klubu omawiali już nawet warunki ewentualnego transferu. Ribery nie śpieszy się z decyzją, ale chce ją podjąć do końca sierpnia, bo wtedy większości lig europejskich zamyka okna transferowe. Niemiecki „Bild” jakiś czas temu podał, że francuski gwiazdor może trafić do PSV Eindhoven, bo trenerem tego zespołu jest Mark van Bommel, z którym Ribery przez cztery lata grał w Bayernie Monachium. Ale oferta Lokomotiwu też może być dla Francuza interesująca, bo moskiewski zespół będzie grał w fazie grupowej Ligi Mistrzów i wsparcie ze strony tak znanego i doświadczonego gracza byłoby cenne zarówno pod względem sportowym, jak i wizerunkowym.

Z pewnością z przyjścia Ribery’ego ucieszyłby się Grzegorz Krychowiak, któremu zależy na osiągnięciu dobrego wyniku w europejskich pucharach. Niewykluczone, że jako znający język francuski byłby przewodnikiem słynnego kolegi w rosyjskim klubie, zwłaszcza że obaj mają wspólnego kolegę – Roberta Lewandowskiego.

Ribery był zawodnikiem Bayernu Monachium w latach 2007-2019. W tym czasie zdobył bawarskim zespołem dziewięć tytułów mistrza Niemiec, sześć razy zwyciężał w Pucharze, a pięciokrotnie w Superpucharze Niemiec. No i w 2013 roku wygrał z Bayernem Ligę Mistrzów.

 

Hurkacz w Cincinnati

Hiszpan Roberto Bautista, półfinalista tegorocznego Wimbledonu, będzie pierwszym rywalem Huberta Hurkacza w turnieju ATP World Tour Masters 1000 na twardych kortach w Cincinnati.

Przed rokiem Polak do głównej drabinki musiał przebijać się przez kwalifikacje, a z imprezy odpadł w I rundzie. Tym razem ma miejsce zagwarantowane dzięki pozycji w rankingu ATP. W miniony piątek organizatorzy Western & Southern Open w Cincinnati rozlosowali zestaw par w głównej drabince turnieju. Hurkacz w 1. rundzie trafił jednak na mocnego rywala, bo Roberto Bautista miesiąc temu osiągnął półfinał Wimbledonu. Nasz tenisista swojej szansy może jednak upatrywać w zmęczeniu Hiszpana, bo jeszcze w sobotę kończył przełożony z powodu deszczu mecz w turnieju Roger Cup w Montrealu z Francuzem Gaelem Monfilsem, z którym ostatecznie przegrał.

Hurkacz trafił do trzeciej ćwiartki turniejowej drabinki. Jeśli wygra pierwszy mecz, to na jego drodze stanie Amerykanin Frances Tiafoe lub Monfils, który wyeliminował Hurkacza w 3. rundzie Rogers Cup. W przypadku ewentualngo awansu do 1/8 finału przeciwnikiem naszego tenisisty może być Niemiec Alexander Zverev lub Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime. Najwyżej rozstawiony w tej części drabinki jest Austriak Dominic Thiem, z którym nasz tenisista już w tym roku wygrał.

Iga Świątek i Magda Linette są zbyt nisko w rankingu WTA, by w turnieju WTA Premier 5 w Cincinnati zagrać od razu w głównej drabince. Obie polskie tenisistki przystąpiły do dwustopniowych kwalifikacji i wygrały pierwsze pojedynki. Ich rozegrane w niedzielę decydujące o awansie do 1. rundy mecze zakończyły się po zamknięciu wydania.

 

Mamy czołową ekipę w Europie

Polscy lekkoatleci podczas rozegranych w Bydgoszczy Drużynowych Mistrzostw Europy nie zawiedli oczekiwań kibiców. Biało-czerwoni po 22 z 40 konkurencji objęli prowadzenie i do niedzielnej rywalizacji przystępowali z realnymi nadziejami na pierwsze w historii zwycięstwo.

Drużynowe Mistrzostwa Europy rozgrywane są po raz ósmy. W poprzednich siedmiu edycjach tej imprezy zwyciężali albo Rosjanie, albo Niemcy. W Bydgoszczy lekkoatletów z Rosji zabrakło z powodu dyskwalifikacji, natomiast nasi sąsiedzi zza Odry wystawili ekipę mocno osłabioną – bez m.in. Davida Storla, Christopha Hartinga, Johannesa Vettera, Maxa Heba i Christin Hussong). Biało-czerwoni jako gospodarze imprezy wystawili możliwie najsilniejszy skład i konsekwentnie dążyli do pierwszego w historii zwycięstwa w w drużynowych mistrzostwach Europy. W sobotę, po dwóch dniach zmagań i rozegraniu 22 z 40 zaplanowanych konkurencji byli na pierwszym miejscu z dorobkiem 193 punktów i wyprzedzając drugą w zestawieniu Francję o 11,5 pkt. Trzecia lokatę zajmowali Włosi, ale oni już mieli do lidera stratę 22 „oczek”.

W sobotę jako pierwszy komplet punktów dla Polski wywalczył w biegu na 400 m ppł Patryk Dobek (MKL Szczecin). Polak w bardzo dobrym stylu wygrał finał tej konkurencji wynikiem 48,87 s. Swoje konkurencje bez trudu wygrali także młociarz Wojciech Nowicki (Podlasie Białystok) – 78,84 m i kulomiot Michał Haratyk (KS Sprint Bielsko-Biała) – 21,83 m. „Nie spodziewałem się takiego dobrego wyniku, bo jestem teraz w ciężkim treningu przed mistrzostwami świata, ale widać jednak, że jest stabilizacja formy” – skomentował swoje zwycięstwo Nowicki. Haratyk natomiast w ostatnich tygodniach zamienia w złoto wszystko, czego się dotknie. W Bydgoszczy poprawił rekord drużynowych mistrzostw naszego kontynentu.
Komplet punktów dla biało-czerwonych wybiegała także na 400 m Justyna Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice), uzyskując czas 51,23 s. Triumf przed własną publicznością w biegu na 1500 m odniósł zawodnik bydgoskiego Zawiszy Marcin Lewandowski. Kapitan naszej lekkoatletycznej reprezentacji wygrał z czasem 3.47,88. „Wiadomo było, że walka o zwycięstwo rozegra się w końcówce biegu. Wiedziałem, że jestem mocny, a jeszcze niósł mnie doping kibiców. Czułem się, jakbym wygrał mistrzostwo świata” – stwierdził na mecie zadowolony z wygranej Lewandowski.

Drugie miejsce w rzucie oszczepem zajęła Maria Andrejczyk (LUKS Hańcza Suwałki) – 63,39 m. Polka przegrała o zaledwie 17 cm z Francuzką Alexie Alais. Skoczek w dal Tomasz Jaszczuk (AZS AWF Katowice) wynikiem 8,00 m zajął trzecie miejsce. W tej konkurencji najlepszy okazał się rewelacyjny Grek Miltiadis Tentoglou, który uzyskał 8,30 m. Trzecią lokatę zajęła sprinterka Ewa Swoboda (AZS AWF Katowice), która przybiegła na metę w czasie 11,35 s. Zwyciężyła reprezentantka Francji Carolle Zahi – 11,31 s. Na najniższym stopniu podium stanęła też Joanna Linkiewicz w biegu na 400 m ppł – jej czas to 55,67 s. Najszybsza była Czeszka Zuzana Hejnova – 55,10 s.

Polskie sztafety 4×100 m uplasowały się odpowiednio na czwartej – mężczyźni i siódmej pozycji – kobiety. Panie uzyskały czas 44,23, a panowie 39,20. Wygrali Brytyjczycy i Francuzki. Rywalizacja w niedzielnej części zawodów zakończyła się po zamknięciu wydania.