Jednak zagrają w Jerozolimie

Mimo napiętej sytuacji w Izraelu PZPN zdecydował się wysłać reprezentację Polski do Jerozolimy. Prezes Zbigniew Boniek zapewniał, że jeśli pojawi się chociażby jednoprocentowe zagrożenie bezpieczeństwa, ekipa zostanie zawrócona. Spotkanie Izrael – Polska wyznaczono na sobotę 16 listopada. Na razie nic nie wskazuje, że się nie odbędzie.

Aspekty sportowe ostatniego w tym roku zgrupowania reprezentacji Polski z powodu wydarzeń dziejących się w Izraelu zeszły na dalszy plan. We wtorek kadrę opuścił Arkadiusz Milik, który przyjechał z kontuzją mięśni brzucha, a lekarze kadry stwierdzili, że na wyleczenie takiego urazu potrzeba kilku tygodni i odesłali napastnika SSC Napoli do klubu. Reszta powołanych przez Jerzego Brzęczka piłkarzy szykowała się do meczu, śledząc jednak pilnie wszelkie doniesienia o aktualnej sytuacji w Tel Awiwie, gdzie mają wylądować oraz w Jerozolimie, gdzie przyjdzie im w sobotni wieczór zmierzyć się z gospodarzami w meczu o punkty.

Przypomnijmy, że na Izrael od poniedziałku spadają rakiety wystrzeliwane z palestyńskiej enklawy w Strefie Gazy. To odpowiedź na przeprowadzone przez izraelskie siły powietrzne naloty na siedziby bojowników organizacji Palestyński Islamski Dżihad. Według strony palestyńskiej liczba ofiar śmiertelnych izraelskich ataków z powietrza wzrosła do 32. Co najmniej jedna trzecia z nich to cywile. Z kolei w stronę Izraela, jak podaje agencja AFP, z palestyńskiej enklawy wystrzelono w ostatnich dniach co najmniej 360 rakiet. Większość z nich została przechwycona i zniszczona przez izraelski system obrony przeciwrakietowej, ale w wyniku ostrzału rannych zostało co najmniej 60 osób.

Władze Izraela zapewniają, że lotnisko w Tel Awiwie nie jest zagrożone ostrzałem, a życie w Jerozolimie toczy się normalnie, nie ma zatem przeszkód, żeby mecz ich reprezentacji z Polską został rozegrany w zaplanowanym terminie i miejscu. W oficjalnym komunikacie stanowisko takie sformułowało izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych. „Państwo Izrael jest świadome, jak ważne jest zapewnienie bezpieczeństwa polskiej drużynie i delegacji. Zrobimy wszystko, co konieczne, aby je zagwarantować. Pragniemy podkreślić, że nie ma obecnie przeszkód, aby zgodnie z planem rozegrać mecz w Jerozolimie, gdzie życie toczy się zupełnie normalnie”. Ponieważ pogląd ten podzieli także działacze UEFA, kończy to de facto dyskusje o ewentualnych zmianach.
Piłkarze reprezentacji Izraela rozumieją obawy Polaków przed przyjazdem do ich kraju. Najlepszy strzelec ekipy, Eran Zahavi, wyraził to dobitnie. „Nie wiem, co bym zrobił będąc na ich miejscu.

Oni nie wiedzą, że rakiety nie spadają we wszystkich częściach naszego kraju, mają więc pełne prawo odczuwać dyskomfort. Wierzę jednak, że nie wpłynie to na ich postawę w meczu i uda nam się wszystkim stworzyć znakomite piłkarskie widowisko”.
Nasza reprezentacja już w poprzedniej serii gier zapewniła sobie awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy i znalazła się w gronie sześciu drużyn, które na dwie kolejki przed końcem eliminacji też dokonały tej sztuki. Występu w Euro 2020 pewni są oprócz Polaków także Belgowie, Hiszpanie, Rosjanie, Ukraińcy oraz Włosi. Biało-czerwoni ku zmartwieniu Izraelczyków nie zamierzają potraktować sobotniego spotkania ulgowo, bowiem chcą zakończyć eliminacje na pierwszym miejscu w grupie i znaleźć się dzięki temu w losowaniu grup w pierwszym koszyku. A nie są jeszcze tego pewni, bo chociaż zgromadzili 19 punktów, to nad drugą w tabeli drużyną Austrii mają tylko trzy „oczka” przewagi. Ekipa gospodarzy po ośmiu kolejkach ma na koncie 11 punktów, co oznacza, że ma już jedynie matematyczne szanse na zajęcie drugiego miejsca w grupie. Austriacy musieliby przegrać oba pozostałe im do rozegrania mecze, z Macedonią Północną i Polską, a oni wygrać w sobotę z Polską i w ostatnim meczu eliminacji pokonać na wyjeździe Macedonię Północną oraz liczyć, że biało-czerwoni we wtorek ograją u siebie Słowenię.

Póki co muszą jednak najpierw pokonać ekipę Jerzego Brzęczka. Nie będzie to łatwe zadanie, bo wiele wskazuje, że nasz zespół wrześniowy kryzys formy ma już definitywnie za sobą.

 

Kontratak Platiniego

Były prezydent UEFA Michel Platini od października tego roku znów może działać w futbolu po czteroletniej dyskwalifikacji za udział w futbolowej korupcji. Zaczął od windykacji od UEFA 7 mln euro.

Platini domaga się od obecnych władz europejskiej federacji piłkarskiej wypłaty zaległych pensji oraz zwrotu kosztów, jakie musiał ponieść walcząc w sądach o odzyskanie dobrego imienia. Francuskie media spekulują, że w grę wchodzi ponad siedem milionów euro.

Prezydentem UEFA Platini był od 2007 przez osiem kolejnych lat, ale 21 grudnia 2015 został ukarany przez FIFA wykluczeniem na osiem lat ze struktur piłkarskich oraz zakazem jakiejkolwiek. Była to sankcja za przyjęcie dwóch milionów franków szwajcarskich od ówczesnego przewodniczącego FIFA Josepha Blattera. Platini po długich sądowych bataliach ostatecznie został oczyszczony z tego zarzutu przez szwajcarski sąd, który uznał, że nie ma powodów sądzić, że wspomniane pieniądze nie były, jak twierdzili obaj działacze, wynagrodzeniem za pracę, którą Francuz wykonał na rzecz światowej federacji na podstawie ustnej umowy zawartej z Blatterem.

Komisja etyczna FIFA nie przyjęła jednak tego werdyktu i podtrzymała karę zawieszenia dla Platiniego, skracając ją jedynie z ośmiu do czterech lat. W październiku tego roku sankcja uległa wyczerpaniu i jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu, mistrz Europy z 1984 roku, znów może uczestniczyć z życiu piłkarskiej społeczności. Starania o odzyskanie utraconych pozycji 64-letni obecnie Platini zaczął jednak od żądania zapłaty przez UEFA wspomnianych wyżej siedmiu milionów franków. To mu raczej w europejskiej federacji nie przysporzy zwolenników i wątpliwe, by w najbliższych wyborach poważnie liczył się w rywalizacji o stanowisko prezydenta UEFA. mln euro.

 

 

Eliminacje Euro 2020: Lęk przed rakietami

Nasza piłkarska reprezentacja ma do rozegrania dwa ostatnie mecze eliminacyjne. Pierwsze spotkanie, z Izraelem, miało się odbyć w sobotę 16 listopada w Jerozolimie, ale na ten kraj od poniedziałku spadają rakiety.

Izraelska armia przeprowadziła w miniony weekend atak powietrzny na jednego z przywódców Islamskiego Dżihadu Akrama Al Ajouriego, w którym według agencji Reutersa zginęła także jego żona. W rewanżu islamiści ostrzelali Izrael rakietami, które nie wyrządziły szkody, bo wszystkie zostały strącone. Ale we wtorek atak został ponowiony ze Strefy Gazy, tym razem z wykorzystaniem około 50 rakiet, z czego tylko 20 zostało przechwycone przez izraelską obronę przeciwrakietową. Pozostałe uderzyły m.in. w miasta Sderot i Aszdod, powodując zniszczenia i raniąc wiele osób. Rakiety, które doleciały do Aszdod, spadły w odległości 35 km na południe od lotniska w Tel Awiwie, na którym w piątek ma lądować samolot z reprezentacją Polski na pokładzie.

Gdzie zagrają z Izraelem?

Polska ambasada w Izraelu na Twitterze ostrzega: „W związku z alarmami przeciwrakietowymi na terytoriach przyległych do Strefy Gazy (SG) oraz na terenie Tel Awiwu oraz zaostrzeniem sytuacji wokół SG, stanowczo odradzamy podróże do SG i obszarów z nią graniczących oraz przypominamy podstawowe zasady reagowania w przypadku alarmu”.
Z uwagi na nadzwyczajną sytuację we wtorkowej konferencji prasowej, w której pierwotnie mieli uczestniczyć tylko selekcjoner kadry Jerzy Brzęczek i kapitan reprezentacji Robert Lewandowski, wystąpił też prezes PZPN Zbigniew Boniek. Sternik polskiego futbolu tak oto ocenił sytuacje przed meczem z Izraelem: „Żyjemy w świecie, w którym co pięć minut pojawiają się nowe informacje. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszym MSZ, z piłkarską federacją Izraela, z UEFA. Rozmawiałem już z prezydentem UEFA i ludźmi, którzy odpowiadają za organizację tego meczu. W ciągu 24 godzin będziemy mieli ostateczną decyzję dotyczący tego meczu. Jako PZPN uważamy, że bezpieczeństwo drużyny jest priorytetem. Chcemy walczyć, ale tylko na boisku, natomiast drużynie, zawodnikom chcemy dać stuprocentową pewność, że jedziemy tylko na mecz i że pobyt będzie całkiem bezpieczny. Jestem przekonany, że wszystko ułoży się pomyślnie, a jedyne ryzyko, jakie nas czeka w Izraelu, to ewentualna porażka naszego zespołu w meczu” – powiedział prezes Boniek.

Z różnych innych źródeł dochodzą jednak wieści, że w Izraelu rozważane jest przeniesienie meczu z Polską z Jerozolimy do Hajfy, a nawet do innego kraju. Ponoć w grę wchodzi wynajęcie stadionu na Cyprze lub Malcie.

Ostatnie zgrupowanie w 2019

Selekcjoner biało-czerwonych Jerzy Brzęczek powołał do kadry 26 zawodników plus gościnnie Łukasza Piszczka, ale z tego grona problemy zdrowotne mają Maciej Rybus, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik, a nawet imponujący strzelecką formą Robert Lewandowski, który tylko odłożył w czasie operację przepukliny pachwinowej. Kadrowicze podczas ostatniego w tym roku zgrupowaniu wiele razem nie potrenują, bo zdołają odbyć w sumie tylko cztery treningi, ale to i tak będzie o jedne zajęcia więcej niż mieli miesiąc wcześniej. Do Izraela maja wylecieć w piątek, wrócą w niedzielę około godziny 15:00, a ze Słowenią zagrają już we wtorek o 20:45.

W miniony weekend w ligowym meczu Lokomotiwu Moskwa z FK Krasnodar (1:1) mocno poturbowany został Grzegorz Krychowiak. Nasz piłkarz strzelił gola, ale na drugą połowę już nie wyszedł, bo po brutalnym ataku rywala doznał wstrząśnienia mózgu i został odwieziony do szpitala. Z tego powodu na zgrupowaniu biało-czerwonych ma się pojawić dopiero w środę. Jego występ w obu spotkaniach kadry nie jest jednak wykluczony, natomiast drugi z naszych graczy występujących w Lokomotiwie, Maciej Rybus, naderwał mięsień uda podczas rozgrzewki i zdaniem sztabu medycznego rosyjskiego klubu nie może zagrać w reprezentacji. Piłkarz przyjechał jednak do Warszawy, gdzie jego uraz we wtorek mieli zdiagnozować lekarze polskiej kadry.
Niepewny jest też występ Arkadiusza Milika, któremu odnowił się uraz spojenia łonowego, z którym zmagał się przez kilka tygodni na początku sezonu. Napastnik SSC Napoli nie zagrał w miniony weekend w Serie A, na zgrupowanie kadry jednak przyjechał, ale póki co jego przydatność do gry jest wielką niewiadomą.
Nie będzie eksperymentów
Brzęczek nie ma więc tym razem wielkiego wyboru w linii ataku, bo zważywszy na fakt, że Krzysztof Piątek i Dawid Kownacki ostatnio nie strzelają goli, to tak naprawdę selekcjoner może w tej formacji liczyć tylko na fenomenalnie grającego w tym sezonie Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji co prawda ma problem z przepukliną pachwinową, ale nie jest to uraz przeszkadzający mu w grze. „Ogólnie z moim zdrowiem wszystko jest dobrze, nie odczuwam bólu ani dyskomfortu i jestem gotowy do gry. Sam zabieg przejdę pod koniec rundy, w grudniu. To co mi dolega, nie przeszkadza w grze czy w wykonywaniu ćwiczeń szybkościowych i siłowych. Mogę więc z tym poczekać” – zapewnia snajper Bayernu Monachium, który w tym sezonie w barwach Bayernu Monachium w 18 meczach zdobył 23 bramki.

Pewniakiem w składzie jest też bramkarz Wojciech Szczęsny, także dlatego, że w miniony weekend błysnął kapitalną formą w ligowym meczu z AC Milan (1:0). W Juventusie Turyn Szczęsny niezmiennie jest numerem 1 i nie ma żadnych powodów, żeby inaczej miało być w reprezentacji.

W środku linii defensywnej raczej na pewno zobaczymy sprawdzony duet Jan Bednarek – Kamil Glik, bo obaj są zdrowi. Większy problem jest na flankach, zwłaszcza na lewej, bo z powodu kontuzji Rybusa Brzęczek ma tam teraz wybór tylko między Arkadiuszem Recą i Bartoszem Bereszyńskim, który na co dzień gra na prawej flance. Na tej pozycji selekcjoner może jednak wystawić grającego regularnie w Dynamie Kijów Tomasza Kędziorę.

W linii środkowej nawet bez Krychowiaka kłopotów kadrowych nie będzie, bo w pełni sił jest Krystian Bielik. Reszta graczy wystawiana ostatnio w tej formacji jest w formie i gotowa do gry.

 

48 godzin sport

Holta wrócił do Częstochowy
Dwukrotny indywidualny mistrz Polski Rune Holta w 2020 roku będzie żużlowcem Włókniarza Częstochowa. W tym klubie debiutował przed 20 laty jako reprezentant Norwegii, ale od 2002 roku ma polskie obywatelstwo i z reprezentacją Polski trzykrotnie wygrał drużynowy Puchar Świata. 46-letni Holta jeździł w barwach Włókniarza w latach 1999-2005, 2010, 2013-14 oraz w roku 2017 i wywalczył z tym zespołem mistrzostwo oraz dwukrotnie trzecie miejsce w żużlowej ekstralidze. Przez dwa ostatnie sezony reprezentował Get Well Toruń.

Rzucił pracę w kadrze Irlandii
Trener piłkarskiej reprezentacji Irlandii Północnej Michael O’Neill rozstaje się zespołem i zostanie szkoleniowcem angielskiego Stoke City, występującego na zapleczu Premier League. Przed odejściem z dotychczasowej funkcji poprowadzi zespół narodowy jeszcze w dwóch meczach eliminacji mistrzostw Europy 2020 – z Holandią 16 listopada i trzy dni później z Niemcami. Aktualnie w grupie C Irlandia Północna jest na trzeciej pozycji z dorobkiem 12 pkt. Prowadzi Holandia, druga jest reprezentacja Niemiec – oba zespoły mają po 15 pkt. O’Neill poprowadził Irlandię Północną do awansu do mistrzostw Europy w 2016 roku, gdzie zespół był grupowym rywalem m. in. Polaków – przegrał w pierwszym spotkaniu z biało-czerwonymi 0-1, a później odpadł w 1/8 finału.

Borysiuk mistrzem Mołdawii
W ostatniej ligowej kolejce ligi mołdawskiej (gra systemem wiosna-jesień) Sheriff Tiraspol, który już wcześniej zapewnił sobie mistrzowski tytuł, zremisował 1:1 z Petrocubem Hincesti. Gola dla zespołu Sheriffa strzelił 12-krotny reprezentant Polski Ariel Borysiuk. Dla 28-letniego polskiego piłkarza było to pierwsze ligowe trafienie dla świeżo upieczonego mistrza Mołdawii, w barwach którego występuje od 29 lipca tego roku.

Grała I liga piłkarska
Wyniki 17. kolejki: Stomil Olsztyn – Warta Poznań 1:3, GKS Bełchatów – GKS Tychy 1:4, Radomiak Radom – Puszcza Niepołomice 1:1, GKS Jastrzębie – Miedź Legnica 2:2, Odra Opole – Bruk-Bet Nieciecza 2:0, Sandecja Nowy Sącz – Olimpia Grudziądz 3:1, Chrobry Głogów – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1, Zagłębie Sosnowiec – Wigry Suwałki 2:0, Chojniczanka Chojnice – Stal Mielec 0:2. Liderem na półmetku rozgrywek jest Warta (34 pkt), a drugie premiowane bezpośrednim awansem do ekstraklasy miejsce zajmuje Podbeskidzie (31 pkt). Cztery kolejne lokaty dające prawo gry w barażach o trzecie premiowane awansem miejsce zajmują Radomiak (31 pkt), Stal (29), Miedź i GKS Jastrzębie (po 28). Trzy ostatnie pozycje w tabeli, z których spada się do niższej ligi, zajmują Odra (13 pkt), Wigry i Chojniczanka (po 16 pkt).

Kadra na turniej w Wiśle
Trener polskiej kadry skoczków narciarskich Michal Doleżal podał skład kadry na rozpoczynający nową edycję Pucharu Świata konkurs w Wiśle (23-24 listopada). W biało-czerwonych barwach wystapi trzynastu zawodników: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kot, Jakub Wolny, Stefan Hula, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek, Andrzej Stękała i Tomasz Pilch oraz dwaj debiutanci – Adam Niżnik i Kacper Juroszek.

Podium dla Maliszewskiej
Natalia Maliszewska została pierwszym polskim sportowcem, który stanął na podium Pucharu Świata w obecnym sezonie zimowym. Panczenistka z Białegostoku podczas zawodów w Montrealu zajęła trzecie miejsce w short tracku w biegu na 500 metrów. Polka to aktualna mistrzyni Europy i triumfatorka Pucharu Świata w tej konkurencji z poprzedniego sezonu. Wygrała biegi w ćwierćfinale i półfinale, ale w finale przegrała z Kanadyjką Kim Boutin, która tydzień wcześniej ustanowiła rekord świata oraz Włoszką Martiną Valcepiną.

Mistrz MLS z Seattle
Piłkarze zespołu Seattle Sounders wygrali rywalizację w amerykańskiej lidze MLS, pokonując w finale Toronto FC 3:1. To drugi w historii triumf ekipy z Seattle w tych rozgrywkach. Wcześniej zwyciężyłą w 2016 roku. Najbardziej utytułowaną drużyną w MLS pozostaje drużyna Los Angeles Galaxy, mająca na koncie pięć mistrzowskich tytułów.

Reprezentacja bez kibiców
Hokejowa reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce w rozegranym w Gdańsku turnieju EIHC o Puchar Niepodległości. Biało-czerwoni pokonali Japonię 3:2 i przegrali po 0:2 z Włochami i Węgrami. Impreza nie wzbudziła wielkiego zainteresowania – nawet mecze z udziałem naszej drużyny oglądało nie więcej niż trzystu widzów.

Monachium ugości LME 2019
Europejska federacja lekkoatletyczna poinformowała, że mistrzostwa Europy na otwartym stadionie w 2022 roku odbędą się w Monachium. Główną areną zmagań będzie Stadion Olimpijski, który gościł już najlepszych lekkoatletów na Starym Kontynencie w 2002 roku. Impreza potrwa od 11 do 21 sierpnia.

Kara dla angielskiego piłkarza
Pomocnik Manchesteru City Raheem Sterling został karnie odsunięty od składu reprezentacji Anglii na mecz z Czarnogórą. Powodem sankcji była jego bójka na pierwszym treningu kadry z obrońcą FC Liverpool Joe Gomezem. Obaj piłkarze w ten sposób załatwili porachunki po rozegranym w niedzielę ligowym meczu.

ATP Finals w Londynie

Od niedzieli 10 listopada w Londynie odbywa się kończący sezon ATP Finals. W turnieju mistrzów uczestniczy polski tenisista Łukasz Kubot, który w duecie z Brazylijczykiem Marcelo Melo rywalizuje w grze podwójnej. Tytułu w singlu broni niemiecki tenisista Alexander Zverev.

Turniej z pulą nagród 9 milionów dolarów potrwa do 17 listopada. W grze pojedynczej walczy w nim ośmiu najlepszych graczy tegorocznego sezonu. W losowaniu zostali podzieleni na dwie grupy. Do grupy „Andre Agassiego” trafili: Rafael Nadal (Hiszpania, rozstawiony z numerem 1); Daniił Miedwiediew (Rosja, 4); Stefanos Tsitsipas (Grecja, 6); Alexander Zverev (Niemcy, 7), natomiast do grupy „Bjoerna Borga”: Novak Djoković (Serbia, 2); Roger Federer (Szwajcaria, 3); Dominic Thiem (Austria, 5); Matteo Berrettini (Włochy, 8).

Przed rozpoczęciem turnieju głośnym echem w światowych mediach odbiła się niechlujna sesja zdjęciowa, na której tenisiści pojawili się w dresach. W poprzednich latach zawodnicy występowali podczas oficjalnej prezentacji w garniturach. Przyczyną ich ostentacyjnego lekceważenie turniejowego zwyczaju być może była płacowa dyskryminacja. W tym roku po raz pierwszy zdarzyło się, że pula nagród w WTA Finals była wyższa niż w ATP Finals. Dla rywalizujących w Shenzhen ośmiu najlepszych tenisistek sezonu organizatorzy przygotowali ponad 14 milionów dolarów, czyli o pięć milionów więcej niż przewidziano na nagrody dla walczących w Londynie tenisistów.

Z każdej z grup dwóch najlepszych tenisistów awansuje do półfinału. Zwycięzcy półfinałów zmierzą się w przyszłą niedzielę w wielkim finale Turnieju Mistrzów. Walka powinna być bardzo zacięta, bo aktualnie liderem rankingu ATP jest Nadal. Hiszpan ma tylko 640 punktów przewagi nad drugim Djokoviciem, a zwycięzca turnieju w Londynie zgarnie 1500 punktów. Obaj mają więc szansę na zostanie numerem jeden na koniec roku. Trzecim z faworytów w stolicy Wielkiej Brytanii był Federer, ale Szwajcar słabo rozpoczął turniej, bo przegrał pierwszy pojedynek w turnieju, z Thiemem, 5:7, 5:7. Świetnie zaczął natomiast Djokovic, który w pierwszym niedzielnym meczu grupy „Bjoerna Borga” łatwo pokonał najmłodszego w stawce Berrettiniego 6:2, 6:1.
W poniedziałek pierwsze mecze rozegrali zawodnicy z grupy „Andre Agassi”. Miedwiediew przegrał z Tsitsipasem 6:7(50, 4:6, a broniący mistrzowskiego tytułu Zverev niespodziewanie pokonał Nadala 6:2, 6:4. 33-letni Hiszpan jeszcze nie wygrał ATP Finals. W pierwszym secie, od stanu 2:2, przegrał sześć gemów z rzędu, co pozwoliło rozpędzonemu Zverevowi wygrać pierwszą partię, a drugą zacząć od prowadzenia 2:0 z przełamaniem już w pierwszym gemie. Potem Niemiec jedynie pilnował własnego podania i dowiózł zwycięstwo do końca. Dla 22-letniego reprezentanta Niemiec było to pierwsze zwycięstwo w starciach z Nadalem, z których pięć wcześniejszych przegrał.

W grze podwójnej osiem najlepszych duetów także podzielono na dwie grupy. W grupie „Maksa Mirnego” rywalizują: Juan Sebastian Cabal, Robert Farah (Kolumbia, 1); Kevin Krawietz, Andreas Mies (Niemcy, 3); Jean-Julien Rojer, Horia Tecau (Holandia, Rumunia, 6); Pierre-Hugues Herbert, Nicolas Mahut (Francja, 7), zaś w grupie „Jonasa Bjoerkmana”: Łukasz Kubot, Marcelo Melo (Polska, Brazylia, 2); Rajeev Ram, Joe Salisbury (USA, Wielka Brytania, 4); Raven Klaasen, Michael Venus (RPA, Nowa Zelandia, 5); Ivan Dodig, Filip Polasek (Chorwacja, Słowacja, 8).

W obsadzie tegorocznej imprezy w grę podwójnej nie znaleźli się ubiegłoroczni triumfatorzy, Amerykanie Mike Bryan i Jack Sock. Pierwszy z nich wrócił w tym roku do wspólnych występów z bratem bliźniakiem Bobem i obaj nie zgromadzili odpowiedniej liczby punktów rankingowych.

Rozstawieni w deblowej części turnieju mistrzów z numerem drugim Kubot i Melo pierwszy mecz rozegrali w niedzielę, a ich przeciwnikami byli Ivan Dodig i Filip Polaski. Polak i Brazylijczyk mieli z tymi rywalami rachunki do wyrównania za tegoroczne porażki w Cincinnati i Pekinie. Początek spotkania nie był jednak dla Kubota i Melo udany, bo przegrali pierwszego seta 4:6. W drugiej partii zagrali już jednak dużo lepiej i zwyciężyli w tej partii 6:4. Losy meczu rozstrzygnęły się w super tie-breaku wygranym pewnie przez polsko-brazylijski duet 10:5.

Z pozostałymi rywalami w grupie Kubot i Melo też mieli rachunki do wyrównania. Amerykaninowi i Brytyjczykowi chcieli odpłacić za niedawną porażkę pod koniec października w finale halowej imprezy na kortach twardych w Wiedniu. Wyższość zawodników z RPA i Nowej Zelandii musieli natomiast finale turnieju w Halle.
W drugim niedzielnym starciu w grupie „Jonasa Bjoerkmana” Raven Klaasen i Michael Venus pokonali Rajeeva Rama i Joe Salisbury’ego 6:3, 6:4. W poniedziałek rywalizację deblową zaczęli gracze z grupy „Maksa Mirnego”. Krawietz i Mies pokonali Rojera i Tecau 7:6(3), 4:6, 10:6, zaś Cabal i Farah przegrali z Herbertem i Mahutem 3:6, 5:7. Wtorkowe spotkania w grupie „Bjoern Borg”, Rogera Federera z Matteo Berrettinim oraz Novaka Djokovicia z Dominikiem Thiemem, a także deblowe potyczki w grupie „Jonas Bjorkman”: Rajeeva Rama i Joe Salisbury’ego z Ivanem Dodigiem i Filipem Polaskiem oraz Łukasza Kubota i Marcelo Melo z Ravenem Klaasenem i Michael Venusem zakończyły się po zamknięciu wydania.

W środę kontynuować zmagania będą singliści w grupie „Andre Agassi (Nadal – Miedwiedew i Tsitsipas – Zverew oraz debliści z grupy „Maks Mirny” (Cabal i Farah – Rojer i Tecu oraz Krawietz i Mies – Herber i Mahut).

 

PGE Vive w dół, Orlen Wisła w górę

Piłkarze ręczni PGE VIVE Kielce zremisowali na wyjeździe z Vardarem Skopje 28:28 w siódmej kolejce Ligi Mistrzów. To drugi remis kieleckiej drużyny w rozgrywkach, która w grupie B spadła na piątą pozycję. Zwycięstwo odniosła natomiast ekipa Orlenu Wisły Płock i awansowała w tabeli grupy D na trzecie miejsce.

Kielczanie zagrali w tym meczu bez czterech zawodników. Do kontuzjowanych już od dłuższego czasu Tomasza Gębali i Mateusza Jachlewskiego dołączył Arkadiusz Moryto, który urazu doznał podczas ostatniego meczu ligowego z Zagłębiem Lubin i w tym roku kalendarzowym prawdopodobnie nie pojawi się już na parkiecie. W kadrze na to spotkanie nie znalazł się także Daniel Dujshebaev, który dopiero wraca do gry po kontuzji. Spotkanie znacznie lepiej rozpoczęli gospodarze i do przerwy utrzymywali lekką przewagę, ale na przerwę schodzili z tylko z jednobramkowym prowadzeniem (17:16).

W drugiej połowie kielczanie odrobili straty i na kwadrans przed kwadrans przed końcem prowadzili już nawet 25:22, lecz mistrzowie Macedonii w 57. minucie doprowadzili do remisu 26:26, a potem nawet objęli prowadzenie 28:27. Kielczanie wyrównali jednak na 28:28 i 15 sekund przed końcem mieli bramkową sytuację, którą zmarnował jednak Mariusz Jurkiewicz. Ponieważ swoje mecze wygrały Telekom Veszprem i Motpellier HB, PGE Vive po siedmiu kolejkach spadło w tabeli grupy B na piąte miejsce (do następnej fazy rozgrywek awansuje z tej grupy pierwszych sześć drużyn).

Z kolei rywalizująca w słabszej grupie D druga z polskich ekip, Orlen Wisła Płock, pokonała u siebie rosyjski zespół Czechowskie Niedźwiedzie 34:28 i wskoczyła na trzecie miejsce w tabeli, zachowując szanse na zajęcie premiowanej awansem do fazy play off drugiej lokaty.

 

Wyniki 15 kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 15. kolejki:

Legia Warszawa – Górnik Zabrze 5:1
Gole: Paweł Wszołek (28, 55), Paweł Bochniewicz (54 samobójcza), Arvydas Novikovas (58), Jarosław Niezgoda (63) – Przemysław Wiśniewski (75). Żółte kartki: Bainović, Wiśniewski (Górnik). Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 18 000.

Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok 3:1
Gole: Jorge Felix (7, 76), Gerard Badia (25) – Jesus Imaz (50). Żółte kartki: Milewski, Korun – Kwiecień, Bida, Horin. Czerwona kartka: Bida (88., za drugą żółtą). Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 4134.

Wisła Płock – Cracovia 0:0
Żółte kartki: Tomasik – Hanca, Pestka, Rapa.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 4212.

Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin 0:1
Gol: Zvonimir Kożulj (9).
Żółte kartki: Mladenović – Kowalczyk, Podstawski. Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 12 161.

Lech Poznań – Korona Kielce 0:0
Żółte kartki: Tiba – Radin.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 22 179.

ŁKS Łódź –- Śląsk Wrocław 0:1
Gol: Jan Sobociński (13 samobójcza).
Żółte kartki: Sobociński, Malarz, Trąbka – Łabojko, Putnocky, Mączyński.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 5160.

Zagłębie Lubin – Raków Częstochowa 2:2
Gole: Damjan Bohar (14), Bartosz Białek (42) – Petr Schwarz (20), Sebastian Musiolik (83).
Żółte kartki: Balić – Musiolik, Azemović, Sapała.
Sędziował: Zbigniew Dobrynin (Łódź).
Widzów: 3657.

Wisła Kraków – Arka Gdynia 0:1
Gol: Maciej Jankowski (72).
Żółte kartki: Sadlok, Klemenz – Vejinović, Maghoma, Zbozień, Busuladzić.
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 10 076.

Grupa mistrzowska
1. Legia                  15   29   28:14
2. Piast                   15   28   19:11
3. Pogoń                15   28   17:12
4. Cracovia             15   27   22:14
5. Śląsk                   15   27   21:14
6. Wisła Płock         15   26   20:22
7. Jagiellonia           15   23   25:20
8. Lechia                 15   21   17:15
Grupa spadkowa
9. Lech                    15   20   24:18
10. Zagłębie            15  19   25:23
11. Raków               15   19  17:21
12. Górnik               15   16  14:19
13. Arka                  15   13  12:23
14. Korona              15   12    7:19
15. ŁKS Łódź           15   11   15:26
16. Wisła Kraków    15   11   14:26

Legia mistrzem jesieni

Legia Warszawa w 15. kolejce rozgromiła u siebie Górnika Zabrze 5:1 i zakończyła rundę jesienna na pierwszym miejscu. Stołeczny zespół odniósł cztery ligowe zwycięstwa z rzędu, a w dwóch ostatnich meczach na swoim stadionie strzelił aż 12 goli, tracąc tylko jednego. W tabeli ma jednak tylko jeden punkt przewagi nad zajmującymi dwie kolejne lokaty zespołami Piasta Gliwice i Pogoni Szczecin.

W górnej części tabeli piłkarskiej ekstraklasy różnice między zespołami wciąż są niewielkie. Czwarta Cracovia traci do Legii tylko dwa punkty, tyle samo co piąty Śląsk Wrocław, a szósta Wisła Płock odstaje o zaledwie trzy „oczka”. Wyraźniejszą przewagę lidera widać dopiero od siódmej lokaty, bo zajmująca ją Jagiellonia ma już sześć punktów straty do Legii, a ostatni w grupie mistrzowskiej Lechia Gdańsk aż osiem.

Legia jest obecnie inną drużyną, niż była jeszcze kilka tygodni temu. Nie tylko regularnie wygrywa, to jeszcze robi to w widowiskowym stylu. W składzie zespołu coraz bardziej widać zmianę kadrowej strategii władz klubu, które zapowiedziały, że ich celem będzie teraz promowanie utalentowanych polskich piłkarzy i transferowanie ich do bogatszych klubów zagranicznych. Trener Aleksandar Vuković wystawia zatem do gry coraz więcej polskich graczy, stawiając śmiało także na utalentowanych młodzieżowców, jak bramkarz Radosław Majecki czy boczny obrońca Michał Karbownik.

Nie obniża to jakości gry stołecznej drużyny, wręcz przeciwnie – legioniści coraz lepiej się rozumieją, a pozyskani w tym sezonie gracze, Luquinhas i Paweł Wszołek, wnieśli do gry zespołu nową jakość. Legioniści w takiej formie i nastawieniu będą coraz trudniejsi do pokonania i w tej chwili są faworytami do zdobycia mistrzowskiej korony.
Solidnie w tej części sezonu prezentuje się też zespół wicelidera, Piasta Gliwice. Podopieczni trenera Waldemara Fornalika w 15. kolejce pewnie ograli u siebie Jagiellonię Białystok 3:1. Ciekawostką w tym spotkaniu był to, że wszystkie gole strzelili hiszpańscy piłkarze. Za plecami gliwiczan usadowiła się ekipa Pogoni Szczecin, która od początku sezonu trzyma wysoki poziom i utrzymuje się w ligowej czołówce. Cracovia zaczęła rozgrywki znacznie gorzej od „Portowców”, ale teraz jest to zespół grający bardzo solidnie i jego aspiracje do walki o czołowe lokaty są uzasadnione. Zaskoczeniem jest za to obecność w czołówce Śląska Wrocław, za co władze tego klubu powinny ozłocić czeskiego trenera Vitezslava Lavickę, który bez spektakularnych transferów z graczy jakich dano mu pod komendę stworzył całkiem nieźle grający zespół. Podobne pochwały należą się szkoleniowcowi Wisły Płock Radosławowi Sobolewskiemu, który przejął zespół już po rozpoczęciu rozgrywek i z ligowego słabeusza przekształcił go w twardo walczącą o każdy punkt zgraną ekipę.

Na drugim biegunie ligowej tabeli po ostatniej kolejce rundy jesiennej wylądowała Wisła Kraków, co jest konsekwencją serii porażek w siedmiu kolejnych ligowych spotkaniach. Ekipa „Białej Gwiazdy” nie zdobyła punktów od 22 września, przegrywając kolejno z Wisłą Płock 1:2, Cracovią 0:1, Lechem Poznań 0:4, Piastem 1:2, Legia 0:7, Rakowem Częstochowa 0:1 i Arką Gdynia 0:1. Bilans bramkowy 2:17 dobitnie pokazuje sportową degradację wiślaków, od których zaczęli się odwracać nawet ich najwierniejsi fani. Drużynę trenera Macieja Stolarczyka po spotkaniu z Arką żegnały gwizdy i wyzwiska. „Biała Gwiazda” to w tej chwili główny kandydat do spadku z ligi.

W niewiele lepszej sytuacji są też okupujące miejsca w dole tabeli ekipy ŁKS Łódź, Korony Kielce i Arki Gdynia. Dwunasty w stawce Górnik ma nad trzynastą Arką trzy „oczka” przewagi, ale jedenasty Raków i dziesiąte Zagłębie już sześć. Jeśli w pozostałych do rozegrania do końca roku czterech kolejkach te różnice punktowe jeszcze się powiększą, a jest to wielce prawdopodobne, także grupa spadkowa trwale podzieli się na dwie części.

 

48 godzin sport

Piszczek też bije rekordy
Wtorkowe zwycięstwo z Interem Mediolan (3:2) było już 26. Borussii Dortmund w Champions League z udziałem Łukasza Piszczka. 34-latek dorównał tym samym Stefanowi Reuterowi, który od 2003 roku był samodzielnym rekordzistą BVB pod względem liczby wygranych spotkań w Lidze Mistrzów. Reuter pracował na swój dorobek w sześciu edycjach tych rozgrywek, a po 26. zwycięstwo sięgnął w swoim ostatnim, 43. występie w Lidze Mistrzów. Piszczkowi dorównanie mistrzowi świata z 1990 roku zajęło nieco więcej czasu. Dogonił go w swojej ósmej edycji Champions League, a występ przeciwko Interowi był jego 47. w Lidze Mistrzów. Od 28 listopada ubiegłego roku Piszczek jest też rekordzistą Borussii pod względem liczby występów w Lidze Mistrzów. Pobił wtedy rekord Reutera (44), a teraz go śrubuje. Polak wciąż czeka na pierwszego gola w Lidze Mistrzów, ale przy sześciu asystował kolegom.

Finał Copa Libertadores przeniesiony z Chile do Peru
Z powodu niespokojnej sytuacji w Chile finałowy mecz Copa Libertadores, odpowiednika europejskiej Ligi Mistrzów, między River Plate Buenos Aires a Flamengo Rio de Janeiro został przeniesiony z tego kraju do Peru – poinformowała południowoamerykańska konfederacja piłkarska (CONMEBOL). Finał miał się odbyć 23 listopada w Santiago, a po zmianie jego areną będzie stadion Monumental w Limie. Data nie uległa zmianie.

Szwedzi będą więcej płacić swoim narciarzom
Szwedzka federacja narciarska zwiększyła wysokość stałych wynagrodzeń dla członków reprezentacji w biegach i premii za wyniki aż o 70 procent w stosunku do ubiegłego sezonu. Stała pensja reprezentantów „Trzech Koron” za sezon wzrosła z 12 do 20 tysięcy euro. Wyższe będą również premie za wyniki. W ubiegłym sezonie premiowane były tylko zwycięstwa, a teraz – każde miejsce na podium. Za najwyższe przewidziano pięć tysięcy euro, za drugie trzy, a za trzecie miejsce dwa tysiące euro. Szwedzka federacja jest hojna, bo zyskała poważnego sponsora, którym jest państwowy totalizator sportowy Svenska Spel.

Ostatnia kolejka rundy jesiennej PKO Ekstraklasy
Zestaw par 15. kolejki. Piątek: ŁKS Łódź – Śląsk Wrocław, godz. 18:00; Piast Gliwice – Jagiellonia Białystok, godz. 20:30. Sobota: Wisła Płock – Cracovia, godz. 15:00; Legia Warszawa – Górnik Zabrze, godz. 17:30; Wisła Kraków – Arka Gdynia, godz. 20:00. Niedziela: Zagłębie Lubin – Raków Częstochowa, godz. 12:30; Lech Poznań – Korona Kielce, godz. 15:00; Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin, godz. 17:30.

Porażki polskich zespołów koszykarzy w Lidze Mistrzów
Koszykarze zespołu Polski Cukier Toruń przegrali u siebie w 4. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów FIBA z włoskim Dinamem Sassari 95:113. Była to trzecia porażka wicemistrzów Polski w tych rozgrywkach. Kolejny mecz zagrają 12 listopada z litewskim Lietkabelisem Poniewież. Porażkę poniósł też mistrz Polski Anwil Włocławek, przegrywając na wyjeździe z izraelskim Hapoel Bank Jerozolima 94:112. W grupie B Ligi Mistrzów FIBA mają taki sam bilans jak Polski Cukier, czyli jedno zwycięstwo i trzy porażki.

Pojedynek Kurka z Leonem

Do interesującego meczu doszło w miniona środę we włoskiej ekstraklasie siatkarzy. W trzeciej kolejce Serie A zmierzyły się zespoły Vero Volley Monza z Bartoszem Kurkiem w składzie oraz Sir Safety Conad Perugia, którego trenerem jest selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, zaś jego najlepszym graczem kubański nabytek biało-czerwonych Wilfredo Leon.

Nawet dla włoskich kibiców była to interesująca konfrontacja, bo odrzucając związki Kurka i Leona z kadrą Polski, po dwóch stron siatki stanęli jednak najlepszy zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata oraz gracz uznawany za jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego na świecie. Dla obu gwiazdorów polskiej reprezentacji było to prestiżowa konfrontacja, bo chociaż ich relacje w kadrze Polski były poprawne, to przecież nie ulega wątpliwości, że toczyła się między nimi cicha rywalizacja o miano największej gwiazdy biało-czerwonych. W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio i mistrzostwach Europy Kurek nie wystąpił, bo dopiero wracał do formy po operacji kręgosłupa i wielotygodniowej rehabilitacji. Z Leonem w jednej drużynie zagrał dopiero w Pucharze Świata w Japonii, ale w tym turnieju nie był jeszcze w optymalnej dyspozycji i miano najlepszego gracza w polskim zespole ponownie przypadło Kubańczykowi.

Teraz obaj ci znakomici siatkarze rywalizują we włoskiej ekstraklasie. Kurek od tego sezonu jest zawodnikiem zespołu Vero Volley Monza, natomiast Leon już drugi rok bryluje w ekipie Sir Safety Conad Perugia, której trenerem jest aktualnie Vital Heynen. W trzeciej kolejce Serie A te dwie drużyny zmierzyły się o ligowe punkty. Wyżej w tabeli jest ekipa z Perugii, ale Vero Volley Monza po słabym starcie zaczyna się rozkręcać, w czym jest duża zasługa grającego z meczu na mecz coraz lepiej Kurka.
W środowym starciu MVP ubiegłorocznych mistrzostw świata walczył jak lew i sam zdobył dla swojego zespołu aż 33 punkty. Leon był dużo mniej efektywny, bo wywalczył jedynie 13 „oczek”, lecz wpływ na to miał fakt, że trener Heynen nie wystawił go w tym spotkaniu w podstawowej szóstce. Selekcjoner naszej siatkarskiej kadry miał powody do podjęcia takiej decyzji.

Dla kubańskiego siatkarza z polskim paszportem ostatnie dni były piekielnie wyczerpujące. W minioną sobotę (2 listopada) wywalczył z Perugią Superpuchar Włoch, zdobywając przy okazji tytuł MVP turnieju, a zaraz po finałowym spotkaniu wsiadł do samolotu i poleciał do Polski, bo tam działy się dla niego jeszcze ważniejsze sprawy. Wilfredo chciał być przy narodzinach syna (siatkarz ma też dwuletnią córkę). W związku z tym wydarzeniem tegoroczny debiutant w reprezentacji Polski dostał od belgijskiego trenera Perugii kilka dni wolnego, a w środę od początku meczu nie pojawił się w podstawowej szóstce (jego miejsce zajął Ołeh Płotnicki). Po drugiej stronie siatki nie zabrakło jednak MVP mistrzostw świata, po którym w związku z obecnością trenera reprezentacji Polski było widać dużą motywację. Od pierwszego gwizdka sędziego grał jak natchniony, ciągnąc grę swojego zespołu. To właśnie jego serwisy i bardzo dobra postawa pozwoliły Monzy częściowo odrobić straty w inauguracyjnej odsłonie i nakręcić się na kolejną partię. W niej Kurek ponownie był wybijającą się postacią na boisku, a dobra gra Vero Volley zmusiła Vitala Heynena do sięgnięcia po Leona, ale jego pojawienie się w szóstce niewiele zmieniło w grze wicemistrzów Włoch.

Jeden z najlepszych siatkarzy na świecie pozostał już do końca meczu na boisku, ale nie był w stanie powstrzymać popisów szalejącego kolegi z reprezentacji Polski, który w połowie trzeciej partii mógł się już pochwalić 19-punktowym dorobkiem.
Ostatecznie to jednak Sir Safety Perugia zwyciężyła w tej potyczce, chociaż początek tie-breaku zapowiadał sensację. Po zaciętej walce ekipa trenera Heynena wybrnęła jednak z opresji i zwyciężyła w piątym secie 18:16, a w całym meczu 3:2. Leon może nie był w tym starciu aż tak widoczny jak Kurek, trzeba jednak pamiętać, że miał za sobą kilka męczących dni.

Możemy być jednak zadowoleni, że Bartosz Kurek znów gra na wysokim poziomie, bo to oznacza, że po jego problemach z kręgosłupem nie ma już śladu. Trener Heynen może tylko zacierać ręce. Z Kurkiem i Leonem w optymalnej formie spokojnie może obiecywać nam olimpijskie złoto.