Zazdrościcie panu posłowi Zbigniewowi Ziobrze jego gładkiego wjazdu do USA?
Wjazdu bez wielogodzinnego oczekiwania na przybycie stosownego oficera amerykańskiej straży granicznej. Przechodzenia żmudnej i upokarzającej procedury sprawdzającej tożsamość migranta.
Poniżającej każdego herolda wolności osobistej przybyłego ze zniewolonej Europy Środkowo- Wschodniej krzyżowym ogniem pytań podchwytliwie dociekliwych.
Wymagających od nielegalnego jeszcze wtedy migranta skrupulatnych odpowiedzi na pytania o popełniane wcześniej przestępstwa oraz kary poniesione za nie. Bez dodatkowych deklaracji, że tak naprawdę, te kary niesłuszne były, bo czyny uznane za przestępstwa, w rzeczywistości jedynie walką o wolność były. Wolność nasza i waszą.
W Polsce mamy prawdę czasu i prawdę ekranu. Każdy posiadacz smartfona to wie. W USA jest jeszcze prawda przymusowych do wypełniania formularzy. Uderzająca w inteligencję każdego herolda wolności przybywającego z wiecznie zniewolonej Europy- Środkowo Wschodniej.
Procedur ciągle nieskończonych. Bo zaraz po ujawnionych przestępstwach trzeba wyjawić wszystkie przechodzone choroby. Od syfilisów po schizofrenie.
Choroby wcześniej zdiagnozowane, uświadomione, ale też choroby jedynie potencjalnie posiadane przez nas. Jeszcze co prawda nie zdiagnozowane, te przenoszone prawdopodobnie.
Każde ich zatajenie może skutkować też anulowaniem wstępnej posiadanej zgody na przylot do USA i deportacją nas już z lotniska.
Na koszt deportowanego!
Wtedy kończy się nasz sen o Ameryce ojczyźnie wolnych ludzi, zaczyna nerwowe poszukiwanie kasy na opłacenie nieprzewidzianego biletu powrotnego.
Nawet narastająca świadomość, że taki powrót to jednak też wielkie oszczędności na przyszłość, bo przecież przez przynajmniej dziesięć najbliższych lat nie będziemy musieli kupować kolejnego biletu do USA, bo mamy niepisany, ale skuteczny zakaz tam wjazdu, nie zawsze uwolni nas od początkowego stressu. Żalu za utraconą Ameryką.
Przyjmijmy jednak optymistyczny wariant. Po pozytywnym zaspokojeniu ich ciekawości wszystkich chorób naszego ciała, wpadamy w gąszcz pytań o stan naszej duszy. I wtedy dopiero masz babo placek !
Przecież każdego herolda wolności osobistej przybyłego ze zniewolonej Europy Środkowo- Wschodniej wprawią w stan wielkiego, jak znów Ameryka, rozśmieszenia pytania o naszą przynależność do organizacji faszystowskich i innych terrorystycznych.
Pobudzeni nimi przybysze z naszej Europy nurkują w stan talmudycznych rozważań: czy przynależność/ sympatyzowanie z anty emigranckimi bojówkami pana Bąkiewicza to udział w formacji faszystowskiej czy tylko faszyzującej?
Czy wielokrotnie pisane w internecie, pod różnymi nickami rzecz jasna, życzenia śmierci panu prezesowi Kaczyńskiemu to akt terroru czy jedynie przejaw wielkiego, polskiego patriotyzmu?
I wtedy broń was panie boże przed niekontrolowanym wybuchem środkowo- wschodnioeuropejskiej ironii. Przed wpisaniem potwierdzającego krzyżyka przy pytaniu o przynależność do islamskiego dżihadu.
Każda taka publiczna deklaracja jest tam traktowana śmiertelnie poważnie. Równa jest przyznaniem się do jednoczesnego posiadania syfilisu, malarii i sympatii prokomunistycznych. Gwarantuje natychmiastowym wydaleniem z terytorium USA. Po wcześniejszym badania całego ciała naszego, włącznie z kiszką stolcową..
Hombre
Zapewne pan poseł Ziobro wleciał do USA bez upokarzających pytań o faszyzm, dżihad i komunizm. Bez wnikania w stan jego zdrowia i kiszek. Wjechał na prawach białego chrześcijanina. Elity formalnie egalitarnego amerykańskiego społeczeństwa.
Wjechał jednak do państwa, gdzie zwykle tak cię ludzie oceniają jak cię postrzegają. Zwykle na pierwszy oka rzut. To stereotyp rzecz jasna.
W Nowym Jorku są miejsca, gdzie tak nie zawsze jest, ale to echo dziedzictwa polskich Żydów, kiedyś przemycających tam geny autoironii.
Niestety pan poseł Zbigniew Ziobro nie wygląda, przynajmniej na pierwszy rzut oka, na amerykańskiego WASP. Czyli White Anglo- Saxon Protestant.
Na człowieka z białej chrześcijańskiej elity.
Jego błyszczące, charakterystyczne oczy, powabne mięsiste usta, sprężysta sylwetka jawią Zbigniewa Ziobrę jako MA.
Czyli Mecican Americanos.
Oczywiście zawsze w takiej kłopotliwej, i czasem poniżającej go jako białego jednak człowieka, sytuacji, pan poseł Ziobro mógłby od razu zadeklarować „Soy de Polonia”, dodać „Soy Polaco”, pamiętając aby nie pomylić się, nie powiedzieć „Soy Polaca”, bo wtedy byłaby to jawna deklaracja gejowska.
A taka dla stereotypowego WASP oznaczałaby, że oto jakiś latynobrudas proponuje mu seks za pieniądze, bo nie chce się nierobowi iść do uczciwej pracy. Nawet tacos nie chce leń sprzedawać.
Pan poseł Ziobro, jak donoszą dziennikarze TV Republika, nie będzie robić tam burrito, choć uwiarygadniałby je swą podobną meksykańskiej urodą, lecz zostanie ważnym komentatorem polityki globalnej nadającym z USA.
Takim głosem Waszyngtonu w polskim domu. Ma ku temu kompetencje jako wieloletni polski polityk. Tak to umarł Ziobro polityk, narodził się Ziobro dziennikarz.
Mamy nowego kolegę, siostry redaktorki i bracia redaktorzy!
Niestety złe plotki warszawskie głoszą, że pan właściciel TV Republika, pan prezes Tomasz Sakiewicz, zwany złośliwie „sakwą”, w swej firmie najlepiej płaci jedynie sobie. Pozostałym w zależności od swego uznania.
Tak to pan poseł Ziobro będzie musiał teraz żyć z łaski prezesa „sakwy” i zarobków zatrudnionej, po znajomości, w Parlamencie Europejskim swej małżonki. Jeśli jakiś WASP dowie się, że ten pan komentator żyje z pracy żony, to utwierdzi się jedynie w przekonaniu, że ów ZiZi jest naprawdę MA.
W Polsce pan poseł Ziobro lubił pokazywać swój pistolet. Jak każdy meksykański „Pistolero”. W USA takie zachowania grożą śmiercią, bo tam służby widząc uzbrojonego MA, najpierw strzelają, a potem go legitymują. Lepiej tam od razu pożegnać się tam z bronią komentatorze.
Miło jest zwiedzać USA, i każdy inne miejsce na świecie, jako turysta. Piekło zaczyna się dopiero kiedy nasz status staje się emigranckim.
Nie zazdroszczę mojemu dawnemu koledze z Sejmu jego dzisiejszej Ameryki.
PS. Więcej w Fakty Po Mitach










