Nasz dług z wyższą oceną

To pozytywny sygnał, choć nie można twierdzić, że jest on wskaźnikiem dobrych perspektyw gospodarczych Polski. Zagrożeń bowiem nie brakuje.

 

W październiku agencja Standard & Poor’s podniosła wycenę długu publicznego Polski.
Długookresowy rating w walutach obcych został podniesiony z „BBB+” do „A-” (poziom A oznacza, że nasze obligacje są bezpieczne i warto je kupować), długookresowy rating w złotówkach z „A-” do „A”, natomiast krótkookresowy rating w złotówkach podniesiono z „A-2” do „A-1”.

 

Powrót do przeszłości

Wielu obserwatorów potraktowało ten ruch jako poprawę oceny długofalowych perspektyw gospodarczych Polski, podczas gdy w rzeczywistości to jedynie powrót do tego, co już było wcześniej.
Jest to bowiem cofnięcie obniżki ratingu, której S&P dokonała prawie trzy lata temu, w styczniu 2016 roku na początku rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Tak wysoki rating, jak obecnie, Polska miała już w latach 2007-2015 – i to pomimo, że przypadał na nie globalny kryzys finansowy i kryzys wypłacalności w strefie euro.
Przywrócenie wcześniejszego ratingu to wynik m.in. pozytywnych zmian strukturalnych w sektorze prywatnym, które trwają niezależnie od polityki gospodarczej rządu PiS.
Rozwój sektora przedsiębiorstw, przy jednoczesnym odpływie pracowników z rolnictwa, podnosi produktywność polskiej gospodarki.
Oznacza to, że działania PiS nie zatrzymały pozytywnych zmian zachodzących w sektorze prywatnej przedsiębiorczości, chociaż ograniczyły stopę inwestycji prywatnych.

 

PiS nie zaszkodził gospodarce

Polska w 2017 roku po raz pierwszy od 1995 r. zanotowała nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących (0,3 proc. produktu krajowego brutto), co wskazuje na poprawę konkurencyjności naszej gospodarki. S&P przypisuje to zwłaszcza silnej nadwyżce w rozwijającym się sektorze usług.
Jak zauważa Fundacja Obywatelskiego Rozwoju, PiS wycofało się także z części kosztownych obietnic wyborczych (takich jak przewalutowanie kredytów frankowych czy podniesienie kwoty wolnej od podatku), a realizację pozostałych rozłożyło w czasie.
W efekcie roczny koszt realizacji wyborczych obietnic w ubiegłym roku wyniósł ok. 27 mld zł zamiast 59 mld zł zapowiadanych w kampanii – pomimo obniżenia wieku emerytalnego oraz wprowadzenia programu „Rodzina 500+”.
W 2018 r. szacowany koszt realizacji tych obietnic wzrośnie do ok. 35 mld zł (ze względu zwłaszcza na rosnące koszty obniżenia wieku emerytalnego). Opóźniając realizację części obietnic wyborczych i wycofując z innych, w warunkach dobrej koniunktury rząd miał czas na zwiększenie dochodów i obniżenie innych wydatków.
Samo zamrożenie progów podatkowych w podatku dochodowym od osób fizycznych, będące efektywnym wzrostem opodatkowania, przyniosło w ciągu trzech lat ok. 3-4 mld zł. Podatek bankowy to dodatkowe 4 mld zł.

 

Rząd zaprasza cudzoziemców

Jednocześnie, rząd hamując dynamikę płac w sferze budżetowej, w tym samym okresie zaoszczędził kolejne 4-5 mld zł. To zaś, w połączeniu z wyższymi wpływami z VAT dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego (obecnie szacowanemu na 13-19 mld zł) oraz dobrej koniunkturze (która podnosi także wpływy z innych podatków), zapobiegło wzrostowi deficytu pomimo nowych wydatków.
Ponadto, znaczny napływ cudzoziemców do Polski wspiera wzrost gospodarczy uzupełniając braki pracowników. Rząd PiS, wbrew antyimigracyjnej retoryce, nie zablokował ich napływu. NBP szacuje, że w 2017 r. przebywało w Polsce przeciętnie 900 tys. pracowników z Ukrainy.
Agencja S&P, pomimo przywrócenia wcześniejszego ratingu Polski, wymienia jednak szereg posunięć rządu PiS, negatywnych dla wzrostu gospodarczego.
W szczególności, jest to konflikt z Komisją Europejską który może zaważyć na dopływie funduszy UE dla naszego kraju, a także gorsza ocena rządów prawa w Polsce przez inwestorów.
Ponadto, niepewność regulacyjna hamuje inwestycje zagraniczne oraz małych I średnich przedsiębiorstw. Obniżenie wieku emerytalnego pogarsza perspektywy wzrostu gospodarczego, zaś podatek bankowy może osłabiać rentowność sektora bankowego.
Według FOR, dążenie do nacjonalizacji banków jest ryzykowne dla branży, polityka fiskalna jest nieco pro-cykliczna zamiast kontr-cykliczna, a szybki wzrost płacy minimalnej może przełożyć się na inflację.
Pozytywna natomiast była poprawa ściągalności VAT-u oraz ułatwienia dla cudzoziemców, wprowadzane przez rząd PiS. Potencjalnie, dobrym rozwiązaniem mogą się także okazać Pracownicze Plany Kapitałowe.

 

Mniejsze ryzyko

Na koniec, należy przypomnieć, że misją agencji ratingowych nie jest ocena perspektyw długofalowego wzrostu gospodarki danego kraju – ale ocena ryzyka niewypłacalności z punktu widzenia wierzycieli.
Dlatego agencje myślą raczej – i formułują swoje oceny – w perspektywie możliwości spłaty najdłuższych emitowanych obligacji skarbowych, których horyzont to 10-15 lat.
A zatem, traktowanie ocen agencji ratingowych jako wskaźników perspektyw długofalowego wzrostu w dłuższej perspektywie, na przykład 30 lat, czy dogonienia poziomu życia Zachodu, jest nieporozumieniem.

Firmy upadają, gospodarka kwitnie

Prawidłowością naszego życia gospodarczego jest to, że im szybciej rośnie produkcja, tym większa jest liczba przedsiębiorstw niewypłacalnych.

 

Liczba upadłości przedsiębiorstw w Polsce wciąż rośnie – a więc rośnie i ryzyko biznesowe prowadzenia działalności gospodarczej.
W pierwszym półroczu ogłosiło niewypłacalność 511 przedsiębiorstw wobec 418 w I półroczu 2017 r. – to jest o 22 proc. więcej niż przed rokiem. Rekordowy był czerwiec – zarówno pod względem liczby (105 niewypłacalności) jak i tempa ich przyrostu (wzrost o 48 proc. w stosunku do czerwca 2017 r.).

 

Nie zapłacimy – i co nam zrobicie?

Niewypłacalności te oznaczają niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców i innych partnerów, powodującą upadłość bądź konieczność podjęcia postępowania restrukturyzacyjnego. W żadnym z sektorów naszej gospodarki liczba plajt nie uległa zmniejszeniu.
Ciekawe, że choć mamy szybkie tempo rozwoju gospodarczego, liczba upadłości polskich firm wciąż rośnie – pomimo statystycznie wysokiego punktu odniesienia już w roku ubiegłym. Oznacza to, że polskie firmy w niezbyt wielkim stopniu korzystają z efektów tego wzrostu gospodarczego.
Owszem, produkcja i sprzedaż rosną, ale przy utrzymującej się z reguły niskiej rentowności oznacza to większe zaangażowanie kapitału własnego, bez proporcjonalnego wzrostu zysków.

 

Państwo nie pomaga firmom

Przedsiębiorcom utrudniają życie niekorzystne zmiany otoczenia biznesowego – rosną koszty pracy i zaopatrzenia.
Ponadto zaś, jak zauważa Euler Hermes, jeden z wiodących na świecie ubezpieczycieli należności handlowych, problemy polskich przedsiębiorstw wynikają z wprowadzania niekorzystnych dla nich zmian prawnych i podatkowych.
Znaczenie mają wreszcie czynniki leżące po stronie samego biznesu w naszym kraju: niewielka kreatywność, inercja, niewystarczająca aktywność, nie wykreowanie marek własnych – czyli wartości dodanej własnych produktów i usług – oraz brak poprawy efektywności zarządzania i zwrotu z kapitału.
Całe pierwsze półrocze 2018 r., a w szczególności drugi kwartał to zatem z jednej strony rosnące wskaźniki wzrostu gospodarczego, a z drugiej, równie szybko, a nawet bardziej intensywnie narastające sygnały ostrzegawcze dotyczące kondycji samych firm.

 

Koszty rosną szybciej od cen

Każdy sektor gospodarki ma specyficzne uwarunkowania, ale podstawowy powód tak szybkiego wzrostu liczby niewypłacalności jest jeden: koszty rosły szybciej niż ceny produktów i usług końcowych. W rezultacie spadały marże i wskaźniki rentowności. Szczególnie ciekawym przykładem jest budownictwo – osiąga kolejne rekordy, a jednocześnie ma coraz większe długi i problemy z płynnością.
Okazuje się, że wzrost popytu i konsumpcji pociąga za sobą większą skalę produkcji i sprzedaży ze strony polskich przedsiębiorstw – ale już niekoniecznie większe zyski, przynajmniej proporcjonalnie do skali wzrostu zaangażowanych środków własnych.
Nie rosną ceny, o czym świadczy niska dotychczas inflacja, zaś marże są ograniczane przez rosnące koszty. Zakaz handlu w niedzielę i wdrażanie przepisów RODO (nie mających żadnego znaczenia praktycznego, a wywołujących jedynie problemy) także rodzą dodatkowe koszty po stronie przedsiębiorstw.

 

Trudniej ale uczciwiej

– Można nawet powiedzieć, iż gremialnie firmy nie korzystają na zwiększonej konsumpcji, jak i na wzroście gospodarczym. One je finansują, i nie mówimy tu jedynie o „zacieśnianiu podatkowym” czy przeciwdziałaniu karuzelom vatowskim. Wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności może, przy zaletach tego rozwiązania dla budżetu mieć negatywny wpływ na płynność polskich firm – ocenia Tomasz Starus z zarządu Euler Hermes.
Jego tezie o tym, że polskie firmy finansują wzrost gospodarczy, przeczą jednak w oczywisty sposób ogromne wolne środki leżące na kontach przedsiębiorstw.
Wspomniany mechanizm podzielonej płatności oznacza, że firmy nie będą mogły tak jak dotychczas obracać „podatkową” częścią otrzymywanych należności. Będą dysponować będą jedynie należnością netto, same jednocześnie płacąc swoim dostawcom pełną należność brutto.
Część przedsiębiorców narzeka więc, że w tej sytuacji ich firmy de facto kredytować będą podatki. Niewątpliwie jednak zmusi ich to do większej uczciwości w działaniu.

 

Bez pomysłu i innowacji

Patrząc na profil upadłości firm produkcyjnych w Polsce dostrzec można w tym gronie sporą grupę firm produkujących różne wyroby z metali. To poniekąd wynik tendencji ogólnoświatowych: nadwyżki w produkcji stali i wyrobów ją wykorzystujących, co prowadzi do ostrej konkurencji cenowej.
Towarzyszy temu dodatkowo wzrost kosztów spowodowany zwłaszcza wyższymi cenami energii. Producenci nie mogą go sobie w prosty sposób zrekompensować równorzędnym wzrostem cen wyrobów końcowych.
Na szybkie dostosowanie cen wyrobów do kosztów produkcji pozwolić sobie mogą jedynie firmy, których produkty wyróżniają się pod względem niepowtarzalności, marki, renomy.
Niestety, nie ma w tej branży polskich producentów (produkujących zazwyczaj komponenty na eksport, a nie wyroby końcowe), którzy posiadaliby silną, rozpoznawalną markę w kraju i za granicą.
Polskie firmy zderzają się już z barierami średnich efektywności i przychodu. Ich nazwy nie są z reguły kojarzone z nowoczesnością, automatyzacją, innowacyjnością. Wręcz przeciwnie, wiele z nich wydaje się być przedstawicielami bardzo tradycyjnie prowadzonych biznesów i wykazują niezbyt dużą efektywność działania.
Wiele z tych firm przegrało walkę konkurencyjną, a przy stosunkowo dużych kosztach stałych i małej elastyczności, musiały one rozpocząć procedury upadłościowe.