Powrót Thiago Cionka

Dobra wiadomość nadeszła z Portugalii. Trener reprezentacji tego kraju Fernando Santos poinformował, że Cristiano Ronaldo jednak nie wystąpi w obu listopadowych meczach w Lidze Narodów, czyli także przeciwko naszej drużynie.

 

Selekcjoner naszej reprezentacji Jerzy Brzęczek na kontuzję Kamila Glika we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów zareagował zdumiewającym posunięciem, bo w trybie alarmowym powołał na zgrupowanie pomijanego wcześniej ostentacyjnie obrońcę grającego w Serie A zespołu SPAL 2013 Thiago Cionka. Piłkarz z brazylijskimi korzeniami był jednym z najbardziej krytykowanych zawodników naszej kadry po fatalnym występie biało-czerwonych na mundialu w Rosji. To on przecież strzelił samobójczego gola w pierwszym meczu przeciwko Senegalowi. I chociaż to była tak naprawdę jedyna jego wpadka, to zrobiono z niego kozła ofiarnego i Brzęczek pomijał go sukcesywnie w kadrze. Gdy jednak występ Glika stanął pod znakiem zapytania, selekcjoner nie miał zahamowań żeby posłać mu powołanie.Nic dziwnego, w tym sezonie Cionek także jest podstawowym obrońcą w zespole SPAL 2013 i jak na razie ma na koncie występy w 10 meczach ligowych. I to nie w naszej słabej ekstraklasie, tylko w Serie A.

Trener portugalskiej reprezentacji Fernando Santos w miniony czwartek ogłosił skład kadry na mecz z Włochami w Mediolanie i Polską w Guimaraes. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie znalazł się w niej Cristiano Ronado. „On wróci do nas w dopiero w przyszłym roku” – zapewnił 64-letni szkoleniowiec. Do reprezentacji wracają za to Jose Fonte, Raphael Guerreiro, Joao Mario, Andre Gomes i Goncalo Guedes.

Po dwóch rozegranych meczach w grupie 3 dywizji A Ligi Narodów UEFA aktualni mistrzowie Europy prowadzą w tabeli z 6 punktami. Drugie miejsce zajmuja Włosi, którzy w trzech spotkaniach wywalczyli 4 punkty. Trzecie miejsce równoznaczne ze spadkiem do niższej ligi w kolejnej edycji LN zajmuje nasza reprezentacja z jednym zdobytym punktem.

 

Kadra Portugalii:

Bramkarze: Rui Patricio (Wolverhampton), Beto (Goeztepe), Claudio Ramos (Tondela).

Obrońcy: Cedric Soares (Southampton), Joao Cancelo (Juventus), Jose Fonte (Lille), Luis Neto (Zenit Petersburg), Pepe (Besiktas), Ruben Dias (Benfica), Mario Rui (Napoli), Raphael Guerreiro (Borussia Dortmund).

Pomocnicy: Andre Gomes (Everton), Bruno Fernandes (Sporting Lizbona), Danilo Pereira (FC Porto), Joao Mario (Inter Mediolan), Pizzi (Benfica Lizbona), Renato Sanches (Bayern Monachium), Ruben Neves (Wolverhampton), William Carvalho (Betis).

Napastnicy: Bernardo Silva (Manchester City), Bruma (RB Lipsk), Goncalo Guedes (Valencia), Rafa Silva (Benfica Lizbona), Andre Silva (Sevilla), Eder (Lokomotiw Moskwa).

 

Trener bez drużyny

Biało-czerwoni nie wygrali żadnego z czterech meczów rozegranych pod wodzą Jerzego Brzęczka. Nie dziwi więc, że atmosfera w kadrze i wokół niej, już przecież duszna po nieudanym mundialu w Rosji, zrobiła się fatalna.

 

Miesiąc temu w Bolonii Jerzy Brzęczek w swoim debiucie w roli selekcjonera zremisował z Włochami 1:1. W minioną niedzielę na Stadionie Śląskim przegrał 0:1, ale gdyby nie fenomenalnie usposobiony Wojciech Szczęsny, biało-czerwoni pewnie przegraliby czterema lub nawet pięcioma bramkami. Co się takiego stało przez ten miesiąc, że włoski zespół zrobił się tak przytłaczająco lepszy, a nasz taki żenująco słaby? Niefortunnie dobrana przez selekcjonera taktyka chyba nie wyjaśnia sprawy. Wygląda raczej na to, że coś się w polskiej reprezentacji skończyło, a nowe jeszcze nie zaczęło. I co gorsza nic nie zapowiada, żeby miało się zacząć.

 

Motory zostały wyeksploatowane?

Przez ostatnie pięć lat motorem napędowym naszej narodowej drużyny był Robert Lewandowski. Wystarczy rzucić okiem na jego niebotyczne statystyki. Ale oprócz niego w tym okresie swój dobry czas mieli Kamil Glik, Łukasz Piszczek, Grzegorz Krychowiak, Kamil Grosicki, Maciej Rybus, Michał Pazdan, Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański, a swoje trzy grosze dołożyli też mimo trapiących ich kontuzji Jakub Błaszczykowski i Arkadiusz Milik. Z tego grona jak na razie definitywnie odpadł tylko Piszczek, który po mundialu ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery, poza kadrą jest znajdujący sie w słabej formie Pazdan, a na ostatnim zgrupowaniu zabrakło kontuzjowanego Rybusa.

Wymienieni piłkarze mają za sobą wygrane eliminacje do mistrzostw Europy w 2016 roku i mistrzostw świata w 2018. No i oczywiście występy w tych prestiżowych turniejach – udany w Euro 2016 i nieudany na tegorocznym mundialu w Rosji. Pytanie o to, czy mają w sobie jeszcze dość ikry, żeby skutecznie zawalczyć o awans do kolejnego wielkiego turnieju, Euro 2020, bynajmniej nie jest bezzasadne. Ani Adam Nawałka, ani teraz Jerzy Brzęczek, nie potrafili znaleźć lepszych od nich graczy. Na rosyjskim mundialu do poziomu prezentowanego przez weteranów zbliżyli się w zasadzie tylko Dawid Kownacki i Jan Bednarek, a teraz nadzieję na to daje rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie w Serie A Krzysztof Piątek.

 

Weteranów lepiej nie wkurzać

Na wielkie wietrzenie szatni i personalne rewolucje Brzęczek pozwolić sobie nie może, bo prezes PZPN Zbigniew Boniek postawił mu do zrealizowania jasny cel, jakim jest awans do Euro 2020, a póki co jeszcze nie było losowania grup eliminacyjnych i przyszli rywale nie są znani. Nie można jednak wykluczyć, że gdy już znani będą, a okażą się przeciwnikami do przejścia tylko w teorii, wiosną kilku weteranów może uznać, że dalsza gra w nie rokującej sukcesów reprezentacji przyniesie im więcej strat niż korzyści i podąży śladem Piszczka. A dzisiaj naprawdę trudno sobie wyobrazić naszą narodową drużynę bez Glika, Krychowiaka i Lewandowskiego, a jeśli ktoś ma taką bujną wyobraźnię i liczy, że Dźwigała, Reca, Szymański i Piątek dadzą radę, to przecież w listopadzie można ten wariant sprawdzić w spotkaniu z Portugalią.

W takiej sytuacji żaden rozsądny trener nie zadziera z elitą kadry, tak jak po meczu z Włochami zrobił to Brzęczek, gdy na konferencji prasowej zaatakował Lewandowskiego za jego krytyczną wypowiedź o złym wyborze taktyki. Po pierwsze, jako kapitan reprezentacji miał do tego prawo, a po drugie – kadra Polski nie jest niczyim prywatnym folwarkiem, ani też obozem pracy przymusowej i bezwzględny posłuch w niej nie obowiązuje, bo każdy z reprezentantów ma prawo uważać się za jej pełnoprawnego członka. Także w publicznych wypowiedziach.

 

Szacunek podstawą udanej współpracy

Tym bardziej, że większość kadrowiczów ma w swoim piłkarskim CV podległość trenerom o znacznie mocniejszych w tym fachu nazwiskach. Lewandowski pracował pod wodzą Juergena Kloppa, Pepa Guardioli i Juppa Heynckesa, Kamila Glika trenował Leonardo Jardim, Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański w Arsenalu Londyn mieli za szefa Arsena Wengera, a Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński w Neapolu mają teraz do czynienia z Carlo Ancelottim. A kto wydziera się na tych piłkarzy i publicznie kwestionuje ich zawodowe kompetencje? Były trener III-ligowego Rakowa Częstochowa, I-ligowego GKS Katowice oraz ekstraklasowych Lechii Gdańsk i Wisły Płock. Brzęczek swoimi zawodowymi dokonaniami szału w reprezentacyjnej szatni nie zrobił, a teraz jeszcze pogorszył swoje relacje w weteranami, a przynajmniej ich częścią.

Adam Nawałka na początku też miru u piłkarzy nie miał, a zaczął też słabo, bo od porażki ze Słowacją i remisu z Irlandią. Potem jednak w kolejnych 13 meczach przegrał tylko raz i tym zyskał zaufanie zawodników. Tymczasem Brzęczek w ciągu miesiąca z selekcjonera reprezentacji, który jeszcze nie przegrał meczu, stał się selekcjonerem, który jeszcze nie wygrał meczu. Najgorsze jest jednak to, że w żadnej sferze pracy z kadrą niczego w znaczący sposób nie poprawił, a w tym, co dla nas, kibiców, jest najistotniejsze, czyli w jakości gry, znacząco pogorszył. Gdyby nie Szczęsny, Włosi wygraliby w niedzielę z 5:0, choć wcale nie grali genialnie. Po prostu grali.

 

Holendrzy rozbili Niemców

Holandia pokonała Niemcy 3:0 w meczu trzeciej kolejki grupy 1 dywizji A Ligi Narodów. Drużyna Joachima Loewa pogrąża się w kryzysie, bo w swoim czwartym z pięciu ostatnich meczów o punkty nie strzeliła nawet gola.

 

Liderem grupy 1 dywizji A Ligi Narodów jest Francja. Aktualni mistrzowie świata pokonali dotychczas Holandię 2:1 i zremisowali bezbramkowo z Niemcami. Tak więc zarówno Holendrzy, jak i Niemcy mieli o co walczyć w bezpośrednim starciu. Pierwsi walczą ponadto o powrót do światowej elity po nieobecności na dwóch ostatnich dużych imprezach, zaś mistrzowie świata z 2014 roku chcieli zatrzeć fatalne wrażenie po nieudanym mundialu w Rosji, w którym nie wyszli nawet z grupy. Ale ekipa trenera Joachima Loewa znów zawiodła swoich kibiców i przegrała w fatalnym stylu, spadając na ostatnie miejsce w grupie i praktycznie tracąc szanse na awans do półfinałów. Niespodziewanie stali się też kandydatem do spadku z dywizji A.
Porażka popsuła selekcjonerowi niemieckiej kadry radość faktu, że prowadził reprezentację Niemiec w 168. meczu i poprawił rekord legendarnego Seppa Herbergera (prowadził kadrę Niemiec w latach 1936-42 i kadrę RFN w latach 1950-64, z którą w 1954 roku zdobył mistrzostwo świata w Szwajcarii).

Loew ma kontrakt do MŚ 2022 i poparcie władz niemieckiej federacji, ale spora część kibiców domaga się jego dymisji, a media nie szczędzą mu krytyki. Inna sprawa, że daje powody. W meczu z Holandią postawił w ataku na debiutanta Marka Utha, który w tym sezonie w 10 meczach Schalke 04 nie zdobył jeszcze bramki, zaś w roli środkowego pomocnik wystawił Joshuę Kimmicha, który na co dzień gra w Bayernie Monachium jako prawy obrońca. Wynik nie do końca jednak odzwierciedla przebieg spotkania. Ze statystyk wynika, że Niemcy oddali więcej strzałów (13:11), dominowali w posiadaniu piki (58:42), mieli więcej rzutów rożnych (12:4), powinni też dostać dwa rzuty karne, ale turecki arbiter nie był dla nich łaskawy. O wysokiej porażce niemieckiej jedenastki przesądziły indywidualne błędy zawodników.

Co do Holendrów, to zwycięstwo tylko potwierdza, że pod wodzą Ronalda Koemana pomarańczowi są na dobrej drodze do przerwania trwającej od czterech lat bessy. Najwyższa pora, bo kibice odwrócili się od reprezentacji i dzisiaj nie ma szans na powtórkę z 1988 roku, kiedy to 10 milionów Holendrów wyszło na ulice aby świętować pokonanie Niemców w półfinale mistrzostw Europy. W sumie była to już 41. potyczka tych drużyn – 15 z nich wygrali Niemcy, 11 Holendrzy, a 15 zakończyło się remisami. Po zwycięstwie na Niemcami ekipa „Oranje” zajmuje drugie miejsce w grupie 1 dywizji A Ligi Narodów, z trzema punktami na koncie (wcześniej Holendrzy przegrali z Francją 1:2). Niemcy mają natomiast na koncie tylko jeden punkt po bezbramkowym remisie z Francuzami i są na trzecim miejscu.

 

Brzęczek w butach Nawałki

W tym roku nasza piłkarska reprezentacja nie zachwyca ani wynikami, ani stylem gry. Zmiana selekcjonera niewiele w tym względzie zmieniła, może dlatego, że Jerzy Brzęczek zbyt dosłownie „wchodzi w buty” po Adamie Nawałce.

 

Przed niedzielnym meczem z Włochami (zakończył się po zamknięciu wydania) Jerzy Brzęczek w roli selekcjonera biało-czerwonych nie miał jeszcze na koncie zwycięstwa. Zaliczył dwa remisy po 1:1 z Włochami w Bolonii i Irlandią we Wrocławiu oraz porażkę 2:3 z Portugalią na Stadionie Śląskim w Chorzowie. „Jeśli weźmiemy pod uwagę, jacy to byli przeciwnicy, to mój start nie wygląda tak źle. Patrząc na to, jak radzili sobie moi poprzednicy, uważam, że nie mam się czego wstydzić” – stwierdził Brzęczek w na łamach pezetpeenowskiego portalu „Łączy nas piłka”. Nie wszyscy pewnie podzielają jego pogląd, ale to szczegół. Większe kontrowersje wywołuje jego ocena spotkania z Portugalią. „Brakowało nam nieco agresywności, doskoku do rywala, zwłaszcza w bocznych sektorach. Przy szybkich piłkarzach, jakim dysponował przeciwnik, było to szczególnie widoczne” – wyjaśniał selekcjoner.

Można i tak, tylko że w licznych komentarzach i opiniach lista pretensji pod adresem reprezentacji była znacznie dłuższa. Kwestionowano pomysł ustawienia lewonożnego Piotra Zielińskiego na prawym skrzydle, przez co ten piłkarz stracił połowę swojej przydatności. Brzęczek mógł rzecz jasna tłumaczyć, że akurat Rafał Kurzawa, którego wystawił do gry na lewej flance, także jest lewonożny, ale skoro tak, to dlaczego w meczu z aktualnymi mistrzami Europy zdecydował się na taki personalny wariant, skoro powołał na zgrupowanie 27 piłkarzy, wśród których byli też ofensywni gracze prawonożni. Inne pytanie dotyczy obsady lewej strony linii defensywnej. Brzęczek uparcie zaprasza na zgrupowania specjalistów na tej pozycji, Arkadiusza Recę z Atalanty Bergamo i Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków, zaś w meczu z Portugalią do gry posłał Artura Jędrzejczyka, a przed spotkaniem z Włochami spekulowano, że zagra na tej pozycji Bartosz Bereszyński, a jego miejsce na prawej flance zajmie Paweł Olkowski.

W tym przypadku nieistotne są nazwiska, lecz łamanie fundamentalnej piłkarskiej zasady, że piłkarz nie grający na co dzień na określonej pozycji zawsze wypadnie gorzej od tego, który nas tej pozycji gra. Powód jest oczywisty – w dzisiejszym zdominowanym przez schematy taktyczne futbolu automatyzm w zachowaniach boiskowych jest podstawą w organizacji gry zespołów reprezentacyjnych, które nigdy nie mają dość czasu na porządne wyćwiczenie odpowiednich zachowań. Skutki zlekceważenia tej zasady widzieliśmy – na lewej stronie Portugalczycy hasali jak po łące, bo Jędrzejczyka ciągnęło do środka boiska, gdzie na cod zień gra w Legii. Pod tym względem Brzęczek powiela błędy Nawałki, ale to jest temat na inną opowieść.

 

WYNIKI LIGI NARODÓW UEFA

Liga Narodów

 

Dywizja A:

 

Grupa 1
Niemcy – Francja 0:0; Francja – Holandia 2:1
1.  Francja      2   4   2:1
2. Niemcy      1    1   0:0
3. Holandia   1   0   1:2

 

Grupa 2
Szwajcaria – Islandia 6:0; Islandia – Belgia 0:3
1. Szwajcaria    1    3    6:0
2. Belgia            1    3   3:0
3. Islandia        2    0   0:9

 

Grupa 3
Włochy – Polska 1:1; Portugalia – Włochy 1:0
1. Portugalia   1   3    1:0
2. Polska         1   1    1:1
3. Włochy       2   1    1:2

 

Grupa 4
Anglia – Hiszpania 1:2; Hiszpania – Chorwacja 6:0
1. Hiszpania    2   6   8:1
2. Anglia          1   0   1:2
3. Chorwacja   1   0  0:6

 

 

Dywizja B:

 

Grupa 1
Czechy – Ukraina 1:2; Ukraina – Słowacja 1:0
1. Ukraina     2   6   3:1
2. Czechy      1    0   1:2
3. Słowacja   1    0   0:1

 

Grupa 2
Turcja – Rosja 1:2; Szwecja – Turcja 2:3
1. Rosja       1   3   2:1
2. Turcja    2   3   4:4
3. Szwecja  1   0   2:3

 

Grupa 3
Irlandia Płn – Bośnia i Hercegowina 1:2; Bośnia i Hercegowina – Austria 1:0
1. BiH                  2   6   3:1
2. Irlandia Płn   1   0   1:2
3. Austria            1   0   0:1

 

Grupa 4
Walia – Irlandia 4:1; Dania – Walia 2:0
1. Dania          1   3    2:0
2. Walia          2   3   4:3
3. Irlandia      2   0   1:4

 

Dywizja C:

 

Grupa 1
Albania – Izrael 1:0; Szkocja – Albania 2:0
1. Szkocja     1   3   2:0
2. Albania    2   3   1:2
3. Izrael        1   0   0:1

 

Grupa 2
Finlandia – Węgry 1:0; Estonia – Grecja 0:1; Finlandia – Estonia 1:0; Węgry – Grecja 2:1
1. Finlandia   2    6    2:0
2. Grecja        2    3    2:2
– Węgry          2    3    2:2
4. Estonia      2    0    0:2

 

Grupa 3
Norwegia – Cypr 2:0; Słowenia – Bułgaria 1:2; Bułgaria – Norwegia 1:0; Cypr – Słowenia 2:1
1. Bułgaria     2   6   3:1
2. Norwegia  2   3   2:1
3. Cypr           2   3   2:3
4. Słowenia   2   0   2:4

 

Grupa 4
Litwa – Serbia 0:1; Rumunia – Czarnogóra 0:0; Czarnogóra – Litwa 2:0; Serbia – Rumunia 2:2
1. Czarnogóra    2   4   2:0
2. Serbia             2    4   3:2
3. Rumunia       2     2   2:2
4. Litwa              2     0   0:3

 

Dywizja D:

 

Grupa 1
Kazachstan – Gruzja 0:2; Łotwa – Andora 0:0; Gruzja – Łotwa 1:0; Andora – Kazachstan 1:1
1. Gruzja                2   6   3:0
2. Andora              2   2   1:1
3. Łotwa                2   1   0:1
4. Kazachstan      2   1   1:3

 

Grupa 2
Białoruś – San Marino 5:0; Luksemburg – Mołdawia 4:0; Mołdawia – Białoruś 0:0; San Marino – Luksemburg 0:3
1. Luksemburg    2    6    7:0
2. Białoruś           2    4    5:0
3. Mołdawia        2     1    0:4
4. San Marino    2     0    0:8

 

Grupa 3
Kosowo – Wyspy Owcze 2:0; Malta – Azerbejdżan 1:1; Azerbejdżan – Kosowo 0:0; Wyspy Owcze – Malta 3:1
1. Kosowo              2    4    2:0
2. Wyspy Owcze  2     3    3:3
3. Azerbejdżan    2      2    1:1
4. Malta                2      1    2:4

 

Grupa 4
Armenia – Liechtenstein 2:1; Gibraltar – Macedonia 0:2; Macedonia – Armenia 2:0; Liechtenstein – Gibraltar 2:0
1. Macedonia        2      6    4:0
2. Liechtenstein   2      3    3:2
3. Armenia            2      3    2:3
4. Gibraltar           2      0   0:4

Falstart wicemistrzów świata w Lidze Narodów

W meczu Ligi Narodów Hiszpania rozbiła Chorwację aż 6:0. Aktualni wicemistrzowie świata byli bladym tłem zespołu, który tak zachwycał na mundialu w Rosji.

 

Hiszpanie w swojej grupie rywalizują jeszcze z reprezentacją Anglii, którą wcześniej pokonali na jej terenie 2:1. W drugim spotkaniu podejmowali u siebie Chorwację i dla nich było to ważniejsze starcie, bo po nieudanym występie w mistrzostwach świata chcieli jak najszybciej pokazać swoim kibicom, że niepowodzenie w Rosji było tylko wypadkiem przy pracy. Nikt się jednak nie spodziewał, że starcie z aktualnymi wicemistrzami świata będzie aż tak jednostronnym widowiskiem i zakończy się pogromem.

Oba zespoły po mundialu musiały przebudować kadrę z powodu odejścia graczy, którzy zakończyli reprezentacyjne kariery. W hiszpańskiej ekipie doszło jednak do prawdziwej rewolucji personalnej, bo nowy selekcjoner kadry Luisa Enrique odważnie sięgnął po młodsze pokolenie graczy. Jego chorwacki odpowiednik Zlatko Dalić takich radykalnych zmian nie zrobił i oparł zespół na graczach z wicemistrzowskiej ekipy. Przez pierwsze dwadzieścia minut ta koncepcja chorwackiemu szkoleniowcowi się sprawdzała, ale potem wszystko się rozsypało jak domek z kart. W 24. minucie Dani Carvajal dośrodkował z prawego skrzydła w pole karne, a tam niepilnowany Sanul Niguez zdobył pierwszą bramkę dla Hiszpanii. Po stracie gola chorwacki zespół kompletnie się pogubił, co rywale wykorzystali bez litości.

Porażka 0:6 jest najwyższą w historii chorwackiej reprezentacji. Dotychczas najbardziej wstydliwym wynikiem dla nich było 1:5 z Anglią. „Graliśmy za daleko od siebie i zostawialiśmy rywalowi zbyt dużo miejsca na boisku. Z naszej strony było to jak zaproszenie przeciwników do „morderstwa”. Nie ukrywam, że dla nas jest to bardzo ciężka przegrana. Musimy jednak wyciągnąć wnioski z tej lekcji. Najważniejszy jest taki, że jeśli nie jesteśmy w stu procentach przygotowani, jeśli nie wykazujemy na boisku takiego zaangażowania jakie pokazaliśmy w niedawnych mistrzostwach świata, to z każdym zespołem będzie nam trudno nawiązać wyrównaną walkę, a już na pewno nie z takim drużynami jak Hiszpania” – powiedział po meczu gwiazdor Realu Madryt i reprezentacji Chorwacji Luka Modrić.

W najlepszych ekip w rosyjskim mundialu tylko Chorwaci zaliczyli taki katastrofalny falstart w Lidze Narodów.

 

Brzęczek zażegnał kryzys

Po remisie z Włochami nastroje kibiców trochę się poprawiły. Przebudowana dość gruntownie przez Jerzego Brzęczka drużyna zagrała przyzwoity mecz i mogła nawet po raz pierwszy w historii wygrać z czterokrotnymi mistrzami świata na ich terenie.

 

Mecz z Włochami zaprzeczył stawianej u nas ostatnio dość powszechnie tezie, że po mundialowej wpadce nasza piłkarska reprezentacja popadnie w głęboki kryzys. Jerzy Brzęczek okazał się trenerem nie gorszym od Adama Nawałki, chociaż w drugiej połowie trochę się pogubił przy dokonywaniu zmian i z tego powodu nie wygrał meczu który był jak najbardziej do wygrania. Poza tym wygląda na to, że w swoim debiutanckim występie nowy selekcjoner dostał od przełożonych całkowicie wolną rękę i zrobił wszystko „po swojemu”.

 

Bramkarze równo rotowani

Na bramce postawił na Łukasza Fabiańskiego, a nie Wojciecha Szczęsnego, powszechnie w mediach uznawanego za numer 1 w tercecie naszych reprezentacyjnych golkiperów. Nie był to zły wybór, bo Fabiański zagrał bardzo dobrze, a gola stracił z rzutu karnego. Po meczu bramkarz West Hamu United zdradził zasady jakie Brzęczek wprowadził do rywalizacji na tej pozycji. Otóż ze słów Fabiańskiego wynika, że on i Szczęsny będą bronić w spotkaniach Ligi Narodów, zaś Łukasz Skorupski w towarzyskich. To oznacza, że w tym roku każdy z nich zagra w dwóch meczach, ale potem na podstawie tych sześciu występów ma zostać ustalona hierarchia obowiązująca już od początku przyszłego roku. Pomysł mocno kontrowersyjny, ale na tym etapie przebudowy kadry głównie dla trójki bramkarzy.

W obronie Brzęczek żadnych eksperymentów nie czynił. O tym, że na prawej obronie miejsce zwolnione przez Łukasza Piszczka zajmie Bartosz Bereszyński, było wiadomo od dawna. Obecność Kamila Glika w środku defensywy też była oczywista, natomiast wystawienie do gry grzejącego ławę w Southamptonie Jana Bednarka trudno uznać za akt odwagi, bo ten piłkarz w tej chwili jest po prostu lepszy od powołanych do kadry Marcina Kamińskiego i Adama Dźwigały.

Niewątpliwą niespodzianką było natomiast wystawienie na lewej flance obrony również grzejącego ławę w Atlancie Arkadiusza Recy. Po kontuzji Macieja Rybusa Brzęczek nie miał tu dobrego wyboru, bo miał w odwodzie jeszcze innego debiutanta Rafała Pietrzaka lub ewentualnie Tomasza Kędziorę, chociaż on na co dzień w Dynamie Kijów gra na prawej obronie. Selekcjoner lukę po Rybusie załatał jednak przy pomocy swoich ludzi, bo do gry posłał Recę, a na wsparcie dał mu przestawionego z prawej na lewą flankę pomocy Jakuba Błaszczykowskiego.

 

Rodzina jest najważniejsza

Wokół powołania Błaszczykowskiego było sporo hałasu, bo jak wiadomo ten zasłużony dla reprezentacji piłkarz jest siostrzeńcem selekcjonera, a że w swoim macierzystym klubie, VfL Wolfsburg, w tym sezonie właściwie nie grał, już samo jego powołanie do kadry wzbudziło falę krytyki. Błaszczykowski jest bez wątpienia bardzo pozytywną postacią i trudno mu odmówić zasług, ale najlepsze piłkarskie lata ma już za sobą. W meczu z Włochami nie zagrał źle, zwłaszcza w defensywie, ale jakoś tak się znowu złożyło, że to jemu przydarzył się brzemienny w skutkach błąd. Na telewizyjnych powtórkach rzecz jasna wyraźnie widać, że wślizg Błaszczykowskiego był zgodny z przepisami, bo trafił w piłkę, a Federico Chiesa po prostu sprytnie zasymulował podcięcie.

Niemiecki sędzia Felix Zwayer popełnił ewidentny błąd dyktując rzut karny, co nie zmienia jednak faktu, że tak doświadczony gracz jak Błaszczykowski nie powinien bez wyraźnej potrzeby tak ryzykownie interweniować w swoim polu karny. Brzęczek chwilę potem go zmienił, ale po meczu stwierdził, że z występu siostrzeńca jest zadowolony. To dowodzi, że selekcjoner ma ogromne serce dla rodziny i najbliższych przyjaciół. Dla reprezentacji ta cecha charakteru niekoniecznie musi być szkodliwa, ale po prawdzie to rzadko kiedy szkodliwa nie jest.

 

Lewandowski wciąż najlepszy

Zdecydowanie najlepszym graczem w naszym zespole znów był Robert Lewandowski, który wprawdzie sam gola nie strzelił, ale to po jego podaniu Piotr Zieliński pokonał bramkarza gospodarzy. „Lewy” nie tracił piłek, rozgrywał akcje po mistrzowsku i właściwie to można mieć do Brzęczka żal, że zamiast po przerwie wpuszczać do gry za Błaszczykowskiego, Klicha i Zielińskiego defensywnych graczy (Rafał Pietrzak, Damian Szymański, Karol Linetty), nie posłał na boisko Arkadiusza Milika na lewą flankę za Błaszczykowskiego, a Krzysztofa Piątka do ataku w miejsce cofniętego na rozegranie Lewandowskiego. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że najlepszą obroną jest atak…

 

Włochy – Polska 1:1

Gole: Piotr Zieliński (40) – Jorginho (78 k).
Włochy: Gianluigi Donnarumma – Davide Zappacosta, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Cristiano Biraghi – Lorenzo Pellegrini (46. Giacomo Bonaventura), Jorginho, Roberto Gagliardini – Federico Bernardeschi, Mario Balotelli (62. Andrea Belotti), Lorenzo Insigne (71. Federico Chiesa).
Polska: Łukasz Fabiański – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Arkadiusz Reca – Rafał Kurzawa, Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich (55. Damian Szymański), Jakub Błaszczykowski (80. Rafał Pietrzak) – Piotr Zieliński (65. Karol Linetty) – Robert Lewandowski.
Żółte kartki: Chiellini – Klich, Błaszczykowski, Fabiański.  Sędziował: Felix Zwayer (Niemcy). Widzów: 26 000.