Hiszpanie straszą CR7

Przeprowadzka do Włoch nie kończy problemów Cristiano Ronaldo z hiszpańskim urzędem podatkowym. Jego urzędnicy twierdzą, że w każdej chwili mogą wydać nakaz aresztowania piłkarza.

 

Real Madryt oddał portugalskiego gwiazdora do Juventusu za 105 milionów euro, zaś w Turynie słynny CR7 ma zarabia 31 mln euro, czyli o 10 mln więcej niż zarabiał w Madrycie. W Hiszpanii pojawiały się ostatnio informacje, że Cristiano Ronaldo wymusił transfer żeby uciec przed hiszpańską skarbówką i konsekwencjami wyroku, jaki na niego nałożył tamtejszy sąd za przestępstwa podatkowe (dwa lata więzienia w zawieszeniu i 18,8 mln euro grzywny). Tylko czy osiągnął cel? Wygląda na to, że chyba nie. Przynajmniej tak wynika z wypowiedzi hiszpańskich urzędników. „Jego transfer do Włoch absolutnie niczego nie zmienia. Wciąż możemy aktywować nakaz aresztowania” – zapewnia prawnik hiszpańskiego ministerstwa finansów Jose Maria Mollinedo.

 

Cristiano Ronaldo uciekł z Realu

W poniedziałek 16 lipca Cristiano Ronaldo po raz pierwszy od dekady pokaże się światu w innej koszulce niż Realu Madryt. Tego dnia w Turynie zostanie oficjalnie zaprezentowany jako zawodnik Juventusu. To najbardziej gorący transfer tego lata, chociaż nie rekordowy pod względem kwoty, bo „Królewscy” oddali „Starej Damie” tego piłkarza za 100 mln euro.

 

A zatem Cristiano Ronaldo ostatecznie uciekł z Hiszpanii, gdzie niedawno został skazany prawomocnym wyrokiem za nadużycia podatkowe i musiał zapłacić z tego tytułu hiszpańskiemu fiskusowi ponad 18 milionów euro. We Włoszech jego transfer oprócz fanów Juventusu z entuzjazmem przyjęli jeszcze tylko futbolowi geszefciarze, wyliczający jednym tchem korzyści marketingowe jakie włoska ekstraklasa piłkarska uzyska dzięki występom w niej portugalskiego gwiazdora.

 

Nie wszyscy są zachwyceni

Kompletny brak zrozumienia dla tej historycznej transakcji wykazali natomiast pracownicy koncernu FIAT-a, bo jak wieść niesie to z kasy tego motoryzacyjnego koncernu ma zostać sfinansowany historyczny transfer. Związki zawodowe już zapowiedziały ostre protesty, a pracownicy fabryki znajdującej się w miasteczku Melfi ogłosili nawet strajk, ponieważ nie zgadzają się, aby ich pracodawca wydał tak ogromną kwotę na wynagrodzenie piłkarza.
„To niedopuszczalne, że pracownicy fabryk od lat czekają na podwyżki, w zamian za ogromne poświęcenia i pracę, a władze firmy decydują się na wydanie setek milionów euro na piłkarza. To trudny moment, musimy uciekać się do nietypowych działań” – napisali w oświadczeniu.

Strajk ma rozpocząć się o godzinie 22:00 w niedzielę 15 lipca i potrwać do 06:00 we wtorek 17 lipca. Ale i innych obywateli borykającej się z finansowym kryzysem Italii oburza, że 33-letni Cristiano Ronaldo przez najbliższe cztery lata zarobi w turyńskim klubie 120 milionów euro. Jeśli doliczy się do tego kwotę transferową zapłaconą Realowi Madryt, owe sto milionów euro, a także wszystkie dodatkowe opłaty i podatki, operacja pod nazwą „Cristiano Ronaldo w Juventusie Turyn” pochłonie łącznie blisko 350 milionów euro.

Społeczne protesty są jednak trochę spóźnione, bowiem w miniony wtorek portugalski gwiazdor podpisał już czteroletni kontrakt. Co ciekawe, to nie on kopnął się do Turynu złożyć podpis pod umową, tylko prezes Juventusu Andrea Agnelli pofatygował się po to osobiście do Grecji, gdzie Cristiano Ronaldo przebywa na wakacjach. Jego oficjalną prezentację zaplanowano dopiero na poniedziałek 16 lipca. Portugalczyk nie będzie zatem miał już okazji do pożegnania z fanami Realu Madryt, co ze smutkiem podkreślają hiszpańskie media roztrząsające teraz okoliczności jego mimo wszystko niespodziewanego transferu.

 

Kto zastąpi CR7?

„Drugiego takiego piłkarza już nie będzie” – głosi tytuł na okładce środowego wydania dziennika „Marca”, na której zobrazowano logami „poszkodowanych klubów” wszystkie gole Cristiano Ronaldo strzelone w barwach Realu Madryt, a strzelił ich aż 451. „Ciao Cristiano” – tak z kolei Portugalczyka pożegnał dziennik „AS”, cytując pożegnalny list piłkarza do kibiców madryckiego zespołu. Gwiazdor napisał między innymi: „Te lata w Realu i Madrycie były prawdopodobnie najszczęśliwszymi w moim życiu”. Przyznał jednak, że opuszcza Santiago Bernabeu z własnej woli.

Ronaldo musiał tak napisać, bo prezydent Realu Florentino Perez od tego uzależnił swoją zgodę na jego transfer do Juventusu. Sternik „Królewskich” zdaje sobie sprawę, że strata najskuteczniejszego strzelca zespołu nie zostanie mu przez kibiców wybaczona, chyba że jeszcze tego lata znajdzie na miejsce Portugalczyka gracza tej samej klasy. Na transferowym rynku w tej chwili takich piłkarzy jest kilku – Francuz Kylian Mbeppe i Brazylijczyk Neymar z Paris Saint-Germain oraz rzecz jasna Argentyńczyk Leo Messi z FC Barcelona. Anglik Harry Kane czy Francuz Antoine Griezmann to jednak gracze z odrobinę niższej półki, podobnie jak Argentyńczycy Paulo Dybala z Juventusu i Mauro Icardi z Interu Mediolan.

Oprócz Leo Messiego każdy z wymienionych jest wymieniany w gronie potencjalnych nabytków Realu Madryt. Sęk w tym, że żaden z tych zawodników nie gwarantuje tylu goli, ile co sezon strzelał Cristiano Ronaldo. Poza tym każdy z tych graczy jest usidlony długoterminowymi kontraktami przez kluby, w których aktualnie występują. Wykupić ich nie będzie ani łatwo, ani tym bardziej tanio.

 

Krezus wśród ubogich

Cristiano Ronaldo też nie będzie miał lekko w nowym otoczeniu. Jego kontrakt z Juventusem, gwarantujący mu rocznie 30 mln euro, jest kosmiczny w porównaniu z zarobkami czołowych graczy włoskiej Serie A. W turyńskim klubie najwyżej opłacani gracze, Paulo Dybala i Gozalo Higuain, kasują za sezon na rękę po 7,5 mln euro. Ta dysproporcja w zarobkach może zrodzić problem, bo pozostali gracze Juve, wśród nich bramkarz reprezentacji Polski Wojciech Szczęsny, mogą teraz domagać się od władz klubu podwyżek. Na boisku takie przesadne kominy płacowe potrafią zdezintegrować najbardziej nawet zdyscyplinowany zespół, a sam Cristiano Ronaldo, choć jest bez wątpienia piłkarzem najwyższej klasy, nie zapewni Juventusowi nie tylko upragnionego triumfu w Champions League UEFA, ale nawet kolejnego mistrzostwa Włoch. Trzeba pamiętać, że Portugalczyk ma już 33 lata i chociaż dba o swoja fizyczną formę jak mało który sportowiec, to czasu nie oszuka. Lepszy już raczej nie będzie, a tego właśnie wszyscy od niego będą teraz oczekiwać.

Lewandowski zmienił plany

Niemiecki tabloid „Bild”, atakujący od miesięcy w niewybredny sposób Roberta Lewandowskiego, nagle złagodził ton donosząc, że polski napastnik zrezygnował z planów odejścia z Bayernu Monachium.

 

Lewandowski jeszcze w żadnej publicznej wypowiedzi otwarcie nie powiedział, że chce odejść z Bayernu Monachium. Mimo to od wielu miesięcy w mediach w Hiszpanii, Anglii i Niemczech, a także w Polsce, pojawiały się wieści na temat transferu Roberta Lewandowskiego. Spekulacje nasiliły się zwłaszcza po zmianie przez polskiego napastnika agenta. Sugerowano, że zatrudniając w miejsce Cezarego Kucharskiego znanego w futbolowym świecie specjalistę od trudnych transferów Phiniego Zahaviego, tego samego, który pomógł Neymarowi przenieść się z Barcelony do Paris Saint-Germain, kapitan reprezentacji Polski chciał zrealizować swoje rzekomo największe sportowe marzenie jakim jest gra w Realu Madryt.

Zahavi nie okazał się jednak lepszym negocjatorem od Kucharskiego. „Bild” twierdzi, że zainteresowanie „Królewskich” zatrudnieniem Lewandowskiego słabło po każdej wykluczającej transfer wypowiedzi szefów Bayernu, a wygasło całkowicie po nieudanym występie Polaka w mistrzostwach świata. Zahavi próbował go jeszcze skusić ofertami z angielskich klubów, ale te nie przekonywały samego piłkarza, który jeśli już, to chciał przejść do zespołu silniejszego od Bayernu, a takim był tylko Real Madryt. Ponieważ jednak hiszpański klub właśnie traci swojego najlepszego gracza jakim od lat był Cristiano Ronaldo i czeka go w związku z tym głęboka przebudowa składu, „Lewy” mógł dojść do wniosku, że w najbliższym sezonie „Królewscy” mogą mieć problemy z utrzymaniem hegemonii w Europie, a zatem przechodzenie do tego zespołu w takim momencie nic mu od strony sportowej nie da.

A że na rynku nie pojawiły się dla niego inne ciekawe sportowo oferty, po rozważeniu wszystkich za i przeciw podjął chyba jedyną słuszną w takiej sytuacji decyzję – po prostu poinformował szefów klubu, że rezygnuje z planów transferowych i zamierza wypełnić kontrakt do końca, czyli do czerwca 2021 roku.

Niewykluczone, że na zmianę nastawienia „Lewego” go Bayernu wpłynął nowy trener bawarskiej jedenastki Niko Kovac, który od pierwszego dnia pracy zapewniał, że w swojej wizji zespołu ma dla polskiego napastnika zarezerwowaną wiodącą rolę. Lewandowskiemu mogły też spodobać się zasady, jakie Kovac wprowadził w życie bawarskiej drużyny i które rozesłał do wszystkich graczy. Jeśli się do nich zastosują, Bayern w nowym sezonie może nie tylko ponownie zdominować rozgrywki w Bundeslidze, ale też pokusić się o wygranie Ligi Mistrzów. I to jest być może powód, dla którego „Lewy” postanowił ostatecznie zostać w Monachium.

 

Sensacyjny transfer CR7?

Tym transferem żyją media na całym świecie. Cristiano Ronaldo, najbardziej utytułowany piłkarz w ostatnich latach, chce odejść z Realu Madryt i przenieść się do Juventusu Turyn. „Królewscy” chcą za niego 150 mln euro.

 

Póki co nie ma żadnego oficjalnego potwierdzenia, że transfer portugalskiego gwiazdora zostanie ostatecznie sfinalizowany. Mimo to każdego dnia pojawiają się nowe rewelacje. Wedle doniesień włoskich i hiszpańskich mediów Juventus Turyn miał pozyskać Cristiano Ronaldo za 100 mln euro, bo ponoć w kontrakcie Portugalczyka jest taki zapis, że jeśli nie przejdzie do któregoś z najgroźniejszych rywali Realu Madryt w Lidze Mistrzów, to madrycki klub zgodzi się go oddać po „promocyjnej cenie”, właśnie za wspomniane sto milionów euro. Sam piłkarz, któremu prezydent „Królewskich” Florentino Perez odmówił podwyżki, miałby podpisać z Juventusem czteroletni kontrakt, na mocy którego zarabiałby rocznie 30 mln euro (w Realu inkasuje 21 mln euro).

Transfer miał zostać potwierdzony oficjalnie już w minioną sobotę, ale jak wieść niesie Florentino Perez w ostatniej chwili się zreflektował, bo dotarło do niego, że 100 mln euro za takiego gracza jakim w dalszym ciągu jest Cristiano Ronaldo, to stanowczo za mało. I podniósł stawkę do 150 mln euro. Tak przynajmniej donosi włoska „La Stampa”.

Co się stało, że zdecydowany już na pozbycie się wiecznie niezadowolonego portugalskiego gwiazdora Perez nagle usztywnił stanowisko. Jeśli wierzyć plotkom, zirytowało go bezczelne zachowanie Cristiano Ronaldo, który za pośrednictwem swojego agenta przekazuje do mediów informacje, że do odejścia z Realu Madryt został przez szefów tego klubu zmuszony. Perez domaga się teraz od Portugalczyka publicznego wystąpienia, w którym bezdyskusyjnie przyzna, że sam chce odejść z Santiago Bernabeu. Dla działacza „Królewskich” ma to istotne znaczenie, bo w nowym sezonie zespół bez swojego najlepszego strzelca w ostatnich latach może nie notować wyników, do jakich swoich kibiców przyzwyczaił w minionej dekadzie.

W Turynie tymczasem panuje duży spokój. Spekulacje na temat pozyskania gwiazdora Realu wywindowały akcje klubu na giełdzie, co doprowadziło nawet do interwencji włoskiego nadzoru finansowego, który zobowiązał turyński klub do wygłoszenia jasnego stanowiska w tej sprawie. I Juventus taki komunikat opublikował, zapewniając, że prowadzi rozmowy i że jak tylko zapadną jakieś wiążące decyzje, to poda je do publicznej wiadomości. No to wszyscy teraz czekają…

Cristiano Ronaldo w barwach Realu Madryt rozegrał 438 meczów, w których strzelił aż 450 goli. Wcześniej był zawodnikiem Manchesteru United i Sportingu Lizbona.

 

Bogato w Lidze Mistrzów UEFA

UEFA i Europejskie Stowarzyszenie Klubów zawarły porozumienie w sprawie podziału przychodów w Lidze Mistrzów w sezonie 2018-2019. Dla uczestników rozgrywek przeznaczona zostanie rekordowa kwota 2,04 mld euro.

 

W porównaniu do poprzedniego sezonu jest to kwota o około pół miliarda większa. Największe kąski z tego tortu jak zawsze przypadną jednak potentatom. Real Madryt, triumfator trzech ostatnich edycji Champions League, zarobi około 50 milionów euro jeszcze przed rozegraniem pierwszego meczu w nowej edycji. Za sam udział tych elitarnych rozgrywkach przewidziano premię w wysokości 15 milionów euro. Dla porównania – odpadnięcie w ostatniej rundzie kwalifikacji wycenione zostało na 5,25 mln euro. Wypada w tym miejscu przypomnieć, że po ostatniej „reformie” w Lidze Mistrzów aż 26 klubów będzie miało zagwarantowany start w fazie grupowej tylko na podstawie miejsca wywalczonego w rozgrywkach krajowych. Na takich przywilej będzie mogą jednak liczyć tylko zespoły z 10 najlepszych lig europejskich. Zagwarantowany udział mają po cztery najlepsze drużyny z Hiszpanii, Anglii, Niemiec i Włoch, po dwie czołowe ekipy z Francji i Rosji oraz po jednej z Portugalii, Ukrainy, Belgii oraz Turcji.

Za zwycięstwo w fazie grupowej UEFA zapłaci 2,7 mln euro, za remis 900 tysięcy. W kolejnych rundach kluby mogą liczyć na kolejne premie: 9,5 mln euro za awans do 1/8 finału, 10,5 mln euro za przejście do ćwierćfinału, 12 mln euro za awans do półfinału. Przegrany w finale zainkasuje 15 mln euro, a zwycięzca 19 mln euro. Dla ubogich krewnych w europejskiej futbolowej rodzinie pozostają resztki. W fazie grupowej LM zagrają 32 zespoły, co oznacza, że dla reszty klubów, w tym m.in. i mistrza Polski Legii Warszawa, pozostawiono sześć miejsc, o które walka toczyć się będzie w czterech rundach.

Cristiano Ronaldo nie zagra już w Realu?

W przededniu rozpoczęcia mistrzostw świata w portugalskich mediach hitem jest informacja, że lider reprezentacji tego kraju Cristiano Ronaldo latem na sto procent odejdzie z Realu Madryt.

 

Najbardziej śmiały w relacjach jest dziennik „Rekord”, który na pierwszej stronie obwieszcza wieść, że Cristiano Ronaldo podjął nieodwołalną decyzję o odejściu z Realu Madryt. 33-letni piłkarz ma co prawda kontrakt z madryckim klubem ważny do 30 czerwca 2021 roku, ale ponoć jest już w tak ostrym konflikcie z prezesem „Królewskich” Florentino Perezem, że nie odbiera już nawet od niego telefonów. Portugalski gwiazdor nie może wybaczyć działaczowi dwóch rzeczy – że nie dotrzymał słowa w sprawie obiecanej podwyżki oraz że nie broni go przed oskarżeniami hiszpańskiego fiskusa o unikanie płacenia podatków. Ronaldo czuje się też niedoceniany w szatni Realu i po dziewięciu latach chce odejść. „Rekord” twierdzi, że do Anglii, Francji lub Włoch.

Lewandowski poszedł na całość

Początek zgrupowania reprezentacji Polski w Arłamowie zdominowała wieść, że Robert Lewandowski poprosił władze Bayernu Monachium o zgodę na odejście. Kapitan biało-czerwonych w przededniu mundialu rozpoczął więc grę, która może go wynieść jeszcze bardziej w górę, ale równie dobrze zepchnąć w dół.

 

Gdy dwa lata temu przed Euro 2018 najzamożniejsi z reprezentantów Polski przybywali do Arłamowa drogą powietrzną, było budzącą w Polsce mieszane uczucia ekstrawagancją. Dzisiaj widok Lewandowskiego, Szczęsnego i Krychowiaka wysiadających z helikoptera mało kogo u nas szokuje i drażni. Większość może nawet odczuwa dumę, że nasi najlepsi piłkarze w niczym nie różnią się od futbolowych gwiazdorów z innych krajów. Ale ta duma rodzi też oczekiwania, że na rosyjskich boiskach biało-czerwoni będą bić się o najwyższe laury. Apetyty kibiców są ogromne i wciąż rosną, mimo stonujących mocarstwowe ambicje wypowiedzi działaczy PZPN, trenerów kadry i samych piłkarzy. Nikt nie ma przy tym wątpliwości, że kluczem do sukcesu będzie forma prezentowana przez lidera kadry i jej najlepszego strzelca i zawodnika od kilku lat. Dlatego wszystko co jest związane z Lewandowskim nie umyka uwadze tłumów i każda jego decyzja jest akceptowana. Nawet tak karkołomna jak zmiana klubu.

 

Gra dla Bayernu wyczerpuje

Miniony sezon Bundesligi był dla „Lewego” dość wyjątkowy. Po raz pierwszy odkąd trafił do monachijskiej drużyny grał mniej niż zwykle. Potwierdzają to statystyki. W sezonie 2017-2018 Lewandowski wystąpił w 48 spotkaniach, rozgrywając łącznie 3757 minut. W poprzednich rozgrywkach rozegrał wprawdzie o jeden mecz mniej, ale na boisku przebywał o 300 minut dłużej. Jeszcze więcej minut na boisku spędził w rekordowym dla niego sezonie 2015-2016, w którym w 51 meczach zaliczył aż 4236 minut. „W tym sezonie to nawet można było powiedzieć, że wypadłem z rytmu meczowego, co pewnie było widać na boisku. W końcu nie musiałem już z niecierpliwości czekać na koniec rozgrywek, częściej nie mogłem się wręcz doczekać, kiedy wrócę do gry. W tym roku nie jestem przemęczony, choć i tak meczów rozegrałem dużo, a sezon był długi. Różnica dla mnie jest jednak spora” – przyznał Lewandowski podczas środowej konferencji prasowej w Arłamowie.
Dwa lata temu intensywna eksploatacja w Bayernie odbiła się na jakości gry „Lewego” w mistrzostwach Europy we Francji. Brakowało mu dynamiki, którą zachwycał w Bundeslidze i Lidze Mistrzów. „Porównując ile grałem w sezonie poprzedzającym Euro, a ile teraz, to różnica jest duża. I mam nadzieję, że na mistrzostwach świata w Rosji wypoczęty i dobrze przygotowany do gry będę mógł jeszcze więcej dać naszej reprezentacji” – przekonuje Lewandowski.

 

Teraz albo już nigdy

Kapitan biało-czerwonych ma opinię zimnego profesjonalisty, który starannie planuje swoją piłkarska karierę. Skoro zdecydował się na podjęcie próby odejścia z Bayernu Monachium na trzy lata przed wygaśnięciem kontraktu, musiał przekalkulować wszystkie plusy i minusy tej decyzji. Jeśli zaliczy udany występ na mundialu, okraszony golami i awansem reprezentacji Polski co najmniej do fazy play-off, jego rynkowa wartość nie zmaleje. W medialnych spekulacjach pojawia się informacja, że Chelsea Londyn jest gotowa zapłacić Bayernowi za transfer polskiego napastnika 90 milionów funtów. I taka też mniej więcej kwota pojawia się ponoć w ofercie złożonej przez Manchester United.
Nie bardzo natomiast wiadomo dlaczego w plotkach transferowych wiązanych z nazwiskiem Lewandowskiego pojawia się Paris Saint-Germain oraz dlaczego przestał pojawiać się Real Madryt. Ponieważ Bayern jak na razie nie zajął żadnego oficjalnego stanowiska w tej sprawie, trzeba przyjąć, że albo wszystkie wcześniejsze deklaracje szefów bawarskiego potentata zapewniające o pozostaniu „Lewego” na Allianz Arenie nadal obowiązują, albo zostały odwołane i wszystko jest możliwe, czyli także transfer do Realu Madryt.

Lewandowski w Arłamowie nie chciał rozmawiać o zmianie klubu i zasłonił się stwierdzeniem, że od tego ma agenta żeby sam mógł się skupić wyłącznie na przygotowaniach do mundialu. Od myślenia o tych sprawach jednak tak całkowicie odciąć się nie będzie mógł, bo wprawdzie w Bayernie „Lewy” jeszcze sobie całkowicie mostów nie spalił, ale w razie niepowodzenia biało-czerwonych na mundialu oraz fiaska transferowych zabiegów Phiniego Zahaviego, powrót do bawarskiego klubu stanie się dla „Lewego” prawdziwą katorgą.

 

Pieszczenie gwiazdora

Dla trenera Adama Nawałki to w sumie wygodna sytuacja, bo podwójnie zmotywowany do gry Lewandowski to prawdziwy dar niebios dla każdego szkoleniowca, a dla reprezentacji Polski w szczególności, albowiem nie jest żadną tajemnicą, że sam „Lewy” stanowi połowę jej sportowej wartości. Napastnik Bayernu jest więc przez selekcjonera biało-czerwonych traktowany na wyjątkowych zasadach. Nie musiał przyjeżdżać do Juraty, a w Arłamowie dostał indywidualny tok treningów uwzględniający przeciążeniowy uraz lewego kolana. Inni kadrowicze znoszą bez szemrania widok Lewandowskiego wędrującego w klapkach do gabinetu fizjoterapeuty, gdy sami w pełnym słońcu muszą zasuwać po boisku.

Przynajmniej na razie, bo nie jest też tajemnicą, że „Lewy” ma sporo do powiedzenia w reprezentacji i jak ktoś go bardzo wkurzy albo mu się w czymś nie spodoba, to potrafi skutecznie takiego delikwenta wyeliminować ze swojego otoczenia. Czyli inaczej mówiąc, pozbyć się z kadry. Ale to jest niepisany przywilej wszystkich gwiazdorów, z którego każdy w mniejszym lub większym stopniu korzysta. A Lewandowski poza tym nie ma wyboru, bo teraz potrzebuje wsparcia ze strony kolegów jak nigdy wcześniej.

Na Real nie ma mocnych

Real Madryt po raz trzeci z rzędu wygrał Ligę Mistrzów. W finałowej potyczce „Królewscy” pokonali FC Liverpool 3:1, ale w zwycięstwie wydatnie pomógł im niemiecki bramkarz angielskiej drużyny Loris Karius.

Trener Liverpoolu Juergen Klopp wystawił na mecz z Realem najmocniejszy skład, z ofensywnym trio Salah – Firmino – Mane w linii ataku. Zmotywowani gracze angielskiej drużyny atakowali w kosmicznym tempie, które tak przytłoczyło „Królewskich”, że przez pierwszy kwadrans mieli problemy z wyjściem z własnej połowy. A nie jest to sytuacja dla Cristiano Ronaldo i spółki normalna. Portugalski gwiazdor snuł się w tym czasie po boisku niemal równie niemrawo jak w obu półfinałowych potyczkach z Bayernem Monachium. O swoim istnieniu przypomniał dopiero w okolicach 20 minuty spotkanie, kiedy to kropnął z ostrego kąta tuż nad poprzeczką.

Po pół godzinie gry swoje trzy grosze do wydarzeń na boisku wrzucił niezawodny boiskowy cwaniak Sergio Ramos, który zapożyczonym chyba z zapasów chwytem powalił na ziemię Mohameda Salaha. Egipcjanina z całej siły grzmotnął barkiem o murawę i dla niego był to koniec udziału w wielkim finale Ligi Mistrzów. Gwiazdor „The Reds” ze łzami w oczach zszedł z boiska, a wraz z nim płakali solidarnie fani Liverpoolu i reprezentacji Egiptu, bowiem uraz barku okazała się na tyle groźny, że pod znakiem zapytania stanął występ Salaha na mundialu w Rosji.

Strata najgroźniejszego strzelca w zespole wyraźnie zdezorganizowała szyki Liverpoolu i chociaż Real także został osłabiony po zejściu kontuzjowanego Daniego Carvajala, to jednak per saldo lepiej na tych niefortunnych przypadkach wyszła ekipa z Madrytu, która zaczęła uzyskiwać coraz większą przewagę. Do szokujących zdarzeń doszło jednak dopiero po przerwie, a ich negatywnym bohaterem okazał się niemiecki bramkarz FC Liverpool Loris Karius. Najpierw sprezentował „Królewskim” kuriozalnego gola, rzucając piłkę prosto na nogę Karima Benzemy, z czego Francuz skwapliwie skorzystał. Takie błędy kompromitują bramkarzy nawet podwórkowych drużyn, nic więc dziwnego, że po zaliczeniu takiej straszliwej „wtopy” niemiecki bramkarz zamienił się w roztrzęsionego i kompletnie zagubionego boiskowego „kelnera”. Jego kolejny błąd był tylko kwestią czasu.

Zespół „The Reds” za pierwszym razem nie dał się jeszcze złamać i po czterech minutach Senegalczyk Saido Mane pokonał Keylora Navasa i doprowadził do wyrównania. Ale Zidane miał w odwodzie Garetha Bale’a. Walijczyk wszedł na boisko w 60. minucie i na przywitanie strzelił gola przewrotką, a potem jeszcze dobił rywali kapitalnym strzałem z dystansu, po którym Karius zaliczył drugą wtopę tego wieczoru przepuszczając piłkę między rękami.
A niewidoczny na boisku Ronaldo po meczu zrobił show sugerując, że był to jego ostatni występ w barwach Realu. I tym teraz żyje cały piłkarski świat.

Finał Ligi Mistrzów w cieniu skandalu

W sobotę 26 maja na Stadionie Olimpijskim w Kijowie Real Madryt zmierzy się z Liverpoolem w wielkim finale Ligi Mistrzów. W przededniu tego wielkiego wydarzenia Ukraińcy niespodziewanie ujawnili wielka aferę korupcyjną w swojej krajowej lidze.

Do trzęsienia ziemi w ukraińskim futbolu doszło we wtorek 22 maja. Tego dnia funkcjonariusze służb specjalnych wkroczyli do 50 lokali użytkowanych przez piłkarskie organizacje. Operacja jest pokłosiem śledztwa prowadzonego w sprawie działalności pięciu zorganizowanych grup przestępczych, które są podejrzewane o ustawianie meczów piłkarskich w ukraińskiej lidze. Proceder prowadzony był przez firmy bukmacherskie ulokowane w krajach azjatyckich.

Przestępcy zarabiali na tym miliony dolarów, a w korupcyjny proceder uwikłali aż 35 klubów. W tej grupie nie ma dwóch największych i najbardziej utytułowanych, czyli Szachtara Donieck i Dynama Kijów (w jego barwach występuje reprezentant Polski Tomasz Kędziora). Śledztwo w tej sprawie trwało dwa lata. Policja ustaliła, że mecze ustawiane były za łapówki dla graczy, sędziów, a nawet właścicieli klubów. Były także przypadki zastraszania i gróźb. Nielegalnym procederem sprzedawania meczów zajmowali się arbitrzy, trenerzy, zawodnicy i prezesi klubów – w sumie 328 osób. Z danych przekazanych przez policję wynika, że w korupcję zamieszanych było niemal 70 procent zespołów grających w czterech ukraińskich ligach – od ekstraklasy po ligę amatorską. Akcja została przeprowadzona na cztery dni przed wielkim finałem Ligi Mistrzów.

To nie jedyny skandal towarzyszący finałowi Champions League. W stolicy Ukrainy zniknęły reklamy jednego z głównych sponsorów rozgrywek, rosyjskiego koncernu Gazprom. Co ciekawe, banery z reklamami tej firmy zostały zainstalowane w wynajętych przez UEFA miejscach i dopiero wtedy strona ukraińska zaczęła domagać się od działaczy UEFA ich natychmiastowego usunięcia. Komuś zabrakło albo wyobraźni, albo umiaru, bo skoro Kijów zabiegał o organizację finału Ligi Mistrzów, to musiał wiedzieć, że Gazprom jest sponsorem rozgrywek.

W tym przypadku biznesowe zasady przegrały jednak z polityka i banery zostały pospiesznie usunięte z ulic ukraińskiej stolicy, albo zostały zakryte. „Taka decyzja spowodowana jest kwestiami politycznymi. Działania Rosji względem naszego kraju, czyli sprawa Krymu, wojna, sprawiają, że wszystkie działania agresora na terenie Ukrainy nie są dozwolone. Mam nadzieję, że pod tym względem dojdziemy do porozumienia z UEFA” – wyjaśnił przedstawiciel rządu Andrij Mirosznyczenko. Ze strony UEFA podano tylko, że „zaszło nieporozumienie co do reklam Gazpromu”.

W sobotę wieczorem o triumf w Lidze Mistrzów powalcz Real Madryt, który broni tytułu i ma szansę na trzeci triumf z rzędu oraz FC Liverpool.