Prawie bilion złotych wydatków, a na mieszkania 5,8 mld. Sejm zaczyna debatę nad budżetem 2027
Państwo wyda w 2027 roku prawie bilion złotych. Na obronność zaplanowano 198,1 mld zł, na ochronę zdrowia 274,1 mld zł, ale na mieszkalnictwo zaledwie 5,8 mld zł. W czwartek 8 października Sejm rozpocznie debatę nad budżetem. Najważniejsze pytanie nie brzmi jednak, czy deficyt jest „rekordowy”. Brzmi: czy za ogromnymi wydatkami idzie poprawa bezpieczeństwa społecznego zwykłych ludzi?
Pierwsze czytanie projektu budżetu na 2027 rok rozpocznie się w Sejmie w czwartek o godz. 9 i potrwa według harmonogramu do godz. 16. Projekt zakłada 696,4 mld zł dochodów, 977,6 mld zł wydatków i maksymalnie 281,2 mld zł deficytu.
To ogromny budżet. Ale sama wielkość państwowych wydatków nie mówi jeszcze, czy prowadzą one do bardziej sprawiedliwego społeczeństwa.
Odpowiedź zaczyna się dopiero wtedy, gdy spojrzymy, na co państwo wydaje pieniądze.
Na obronność 198 mld. Na mieszkania 5,8 mld
W projekcie zapisano 198,1 mld zł na obronność, 274,1 mld zł na ochronę zdrowia, 76,8 mld zł na drogi i kolej oraz 46,2 mld zł na naukę i szkolnictwo wyższe.
Na mieszkalnictwo przeznaczono 5,8 mld zł.
To jedna z najbardziej wymownych liczb całego projektu.
Bo kryzys mieszkaniowy nie jest marginalnym problemem jednej grupy społecznej. Wysokie ceny mieszkań i czynszów wpływają na decyzje o zakładaniu rodziny, posiadaniu dzieci, zmianie pracy czy wyprowadzce od rodziców. Dla wielu młodych ludzi mieszkanie stało się największym wydatkiem życia, a dla osób o niższych dochodach własne lokum coraz częściej pozostaje poza zasięgiem.
Rząd zapowiada, że pieniądze pozwolą kontynuować budowę i remonty mieszkań komunalnych i społecznych oraz akademików. To potrzebny kierunek. Problemem pozostaje skala.
Przy wydatkach państwa wynoszących niemal bilion złotych 5,8 mld zł na mieszkalnictwo trudno uznać za finansową rewolucję.
Jeżeli państwo chce rzeczywiście zmienić rynek mieszkaniowy, potrzebuje znacznie większego zasobu mieszkań komunalnych i społecznych, których czynsze nie będą zależały wyłącznie od tego, ile maksymalnie może zapłacić lokator.
Bezpieczeństwo to nie tylko wojsko
Polska zwiększa wydatki na obronę w warunkach realnego zagrożenia bezpieczeństwa w regionie. Nie ma sensu tego ignorować.
Ale bezpieczeństwo obywatela nie kończy się na armii.
Bezpieczeństwem jest również pewność, że człowiek otrzyma leczenie bez wielomiesięcznej kolejki. Że nauczyciel nie będzie musiał dorabiać po godzinach. Że rodzina nie odda połowy dochodu właścicielowi mieszkania. Że osoba starsza będzie mogła utrzymać się z emerytury.
Państwo, które chce być odporne na kryzysy, potrzebuje nie tylko uzbrojenia, lecz także silnych usług publicznych i ludzi gotowych w nich pracować.
Więcej pieniędzy na zdrowie. Teraz trzeba sprawdzić, co dostanie pacjent
Na ochronę zdrowia rząd planuje 274,1 mld zł, czyli o 26,3 mld zł więcej niż w 2026 r. Sama dotacja dla NFZ ma wynieść 41,5 mld zł.
To istotny wzrost.
Ale rekordowa kwota nie może być celem samym w sobie.
Pacjenta interesuje, czy dostanie się szybciej do specjalisty, czy szpital znajdzie pielęgniarki i lekarzy, czy nie zostanie zamknięty kolejny oddział i czy potrzebne badanie będzie wykonane za tygodnie, a nie za wiele miesięcy.
Miarą sukcesu publicznej ochrony zdrowia nie jest wysokość przelewu do systemu, lecz dostępność leczenia.
Budżetówka: 3 procent podwyżki
Projekt przewiduje wzrost wynagrodzeń nauczycieli i pracowników państwowej sfery budżetowej o 3 proc. Rząd szacuje koszt tych podwyżek wraz z pochodnymi na około 7,8 mld zł. Jednocześnie prognozuje średnioroczną inflację w wysokości 2,8 proc.
W praktyce oznacza to bardzo niewielki wzrost realnej siły nabywczej.
To ważny problem.
Państwo nie może oczekiwać sprawnych szkół, urzędów, inspekcji czy administracji, jeśli jednocześnie będzie traktowało wynagrodzenia ich pracowników jako pierwsze miejsce do szukania oszczędności.
Usługi publiczne nie funkcjonują dzięki tabelkom.
Funkcjonują dzięki ludziom.
Świadczenia społeczne zostają
Budżet zachowuje najważniejsze programy społeczne. Na 800+ zaplanowano 60,8 mld zł, na program Aktywny Rodzic 7 mld zł, na świadczenie wspierające dla osób z niepełnosprawnościami 12,6 mld zł, a na trzynaste i czternaste emerytury 32,1 mld zł.
Od stycznia ma również wzrosnąć udział drugiego świadczenia w rencie wdowiej z 15 do 25 proc.
To pokazuje, że rząd nie zdecydował się na budżet oparty na gwałtownym cięciu transferów społecznych.
I dobrze pokazuje również, dlaczego dyskusja o finansach publicznych nie powinna sprowadzać się do hasła: „deficyt jest wysoki, więc trzeba ciąć”.
Zawsze trzeba zapytać: co ciąć i komu?
281 mld deficytu nie jest najważniejszym pytaniem
Deficyt budżetu państwa może sięgnąć 281,2 mld zł.
To bardzo wysoka kwota i jej finansowanie będzie kosztowało.
Ale dług państwa nie jest automatycznie czymś złym.
Jeżeli pożyczone pieniądze finansują kolej, energetykę, mieszkania społeczne, szkoły czy ochronę zdrowia, państwo pozostawia po sobie majątek i usługi, z których korzystają kolejne pokolenia.
Znacznie gorsza sytuacja powstaje wtedy, gdy rośnie dług, ale obywatele nie widzą poprawy jakości życia.
Dlatego zamiast pytać jedynie:
„Jak wielki jest deficyt?”
warto zapytać:
„Co za te pieniądze dostanie społeczeństwo?”
Budżet pokazuje polityczne priorytety
Budżet jest czymś więcej niż dokumentem księgowym.
Pokazuje, które problemy państwo uznaje za wymagające ogromnych pieniędzy, a które nadal próbuje rozwiązywać relatywnie niewielkimi kwotami.
W projekcie na 2027 rok widać silny wzrost finansowania zdrowia, utrzymanie najważniejszych świadczeń społecznych i ogromne nakłady na bezpieczeństwo militarne.
Ale widać również słabość.
Mieszkalnictwo nadal pozostaje finansowym Kopciuszkiem.
5,8 mld zł przy prawie bilionie wydatków nie odpowiada skali problemu, który dla milionów ludzi decyduje dziś o jakości życia.
W czwartek w Sejmie zacznie się spór o 977,6 mld zł.
Warto podczas tej debaty pamiętać, że państwo nie istnieje po to, żeby mieć efektowny bilans.
Istnieje po to, żeby człowiek mógł mieć mieszkanie, dostać się do lekarza, posłać dziecko do dobrej publicznej szkoły, pracować za godne wynagrodzenie i nie bać się starości.
Dopiero pod tym kątem warto oceniać budżet 2027.
Źródła: Ministerstwo Finansów, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Sejm RP.










