Europa zaczyna mówić językiem, którym Lewica mówiła wcześniej.
Europa odkrywa właśnie to, co młodzi ludzie w Polsce wiedzą od dawna: można mieć pracę, wykształcenie i regularną pensję, a mimo to nie stać człowieka na mieszkanie. Parlament Europejski zajmuje się kryzysem kosztów życia i dostępnością mieszkań. Lewica może powiedzieć: „przecież ostrzegaliśmy”. I będzie miała trochę racji. Problem w tym, że od ostrzegania do zbudowania mieszkań jest bardzo daleka droga. Lewica szła do wyborów z hasłem „Mieszkanie prawem, nie towarem” i obietnicą 300 tys. tanich mieszkań na wynajem. Dzisiaj publicznych pieniędzy na mieszkalnictwo jest rekordowo dużo. Ale skala nadal jest znacznie mniejsza od tej, którą sama Lewica przedstawiała jako konieczną.
Europa bogata. Młodzi u rodziców
Kryzys mieszkaniowy przestał być polskim wyjątkiem.
Między 2015 a trzecim kwartałem 2025 roku ceny mieszkań w Unii Europejskiej wzrosły o 64,9 proc., a czynsze o 21,8 proc.
W Polsce wzrost czynszów był znacznie większy — około 76 proc. w porównaniu z 2015 rokiem.
Właśnie dlatego mieszkalnictwo coraz mocniej wchodzi na poziom europejski. Parlament Europejski pracuje nad Affordable Housing Act, którego celem ma być zwiększenie dostępności mieszkań i danie państwom większych możliwości reagowania na kryzys. Dokument Komisji wprost stwierdza, że problem dotyka już nie tylko najuboższych, ale także gospodarstw o średnich dochodach.
To zasadnicza zmiana myślenia.
Przez lata mieszkanie traktowano przede wszystkim jako prywatną inwestycję.
Masz pieniądze — kupujesz.
Nie masz — bierzesz kredyt.
Nie masz zdolności kredytowej — wynajmujesz.
Nie stać cię na wynajem — mieszkasz dłużej z rodzicami.
Tylko że ten model właśnie dochodzi do ściany.
Lewica mówiła: mieszkanie ma być prawem
Tutaj trzeba Lewicy oddać jedno.
Na tle największych polskich partii od lat konsekwentnie podkreślała znaczenie publicznego i społecznego budownictwa.
Jej program był bardzo konkretny.
300 tys. nowych mieszkań na tani wynajem w latach 2025–2029.
Czyli średnio 60 tys. rocznie.
Program miał kosztować około 20 mld zł rocznie, a mieszkania miały pozostać na stałe w zasobie publicznym.
Lewica zapowiadała również stworzenie Ministerstwa Mieszkalnictwa oraz Państwowej Agencji Mieszkaniowej, która miała pomagać samorządom, pozyskiwać grunty i koordynować państwową politykę mieszkaniową.
Hasło było proste:
„Mieszkanie prawem, nie towarem”.
I to było coś więcej niż slogan wyborczy.
Za tym hasłem kryła się konkretna idea gospodarcza: państwo powinno konkurować z rynkiem prywatnym, budując mieszkania z umiarkowanym czynszem.
Tylko gdzie jest te 300 tysięcy?
Tu zaczyna się problem.
Lewica jest częścią koalicji rządzącej, więc nie może już rozliczać wyłącznie poprzedników.
Musi być rozliczana także ze swoich własnych deklaracji.
Owszem — nastąpiło realne zwiększenie finansowania.
W 2026 roku budżet państwa przeznaczył na mieszkalnictwo rekordowe 6,7 mld zł, z czego ponad 4 mld zł na budownictwo społeczne i komunalne. Po uwzględnieniu środków z KPO łączna pula ma sięgnąć około 8,7 mld zł.
To duża zmiana.
Ale przypomnijmy obietnicę Lewicy:
20 mld zł rocznie.
Czyli nawet rekordowe wydatki są nadal wyraźnie niższe od skali, którą sama partia przedstawiała jako potrzebną do prawdziwego przełomu.
Są mieszkania. Ale rewolucji jeszcze nie ma
Nie można też powiedzieć, że nic się nie dzieje.
W 2026 roku na program budownictwa socjalnego i komunalnego zarezerwowano ponad 4 mld zł. Rząd szacował, że dzięki tej puli wsparcie obejmie inwestycje prowadzące do powstania około 18 tys. mieszkań, a także tysięcy miejsc w akademikach.
Osobno rekordowa edycja programu Społecznego Budownictwa Czynszowego pozwala finansować 183 inwestycje obejmujące prawie 9,6 tys. mieszkań społecznych.
To są konkretne inwestycje, których nie wolno lekceważyć.
Ale równie niewłaściwe byłoby ogłaszanie, że hasło „Mieszkanie prawem, nie towarem” zostało już zrealizowane.
Nie zostało.
Nawet przy rekordowych nakładach Polska jest dopiero na początku odbudowy publicznego sektora mieszkaniowego.
Nie powstało nawet Ministerstwo Mieszkalnictwa
To kolejny symbol różnicy między programem a rządzeniem.
Lewica zapowiadała osobny resort mieszkalnictwa.
Takiego ministerstwa nie ma.
W aktualnym składzie rządu nie funkcjonuje Ministerstwo Mieszkalnictwa, a kluczowe projekty mieszkaniowe prowadzi obecnie resort finansów i gospodarki.
Nie powstała również zapowiadana w programie Lewicy Państwowa Agencja Mieszkaniowa w opisanym przez partię kształcie.
Można powiedzieć: struktura ministerstw nie jest najważniejsza.
To prawda.
Człowieka czekającego na lokal komunalny nie interesuje tabliczka na ministerialnych drzwiach.
Ale brak osobnego resortu pokazuje, że mieszkalnictwo nadal nie otrzymało takiej pozycji instytucjonalnej, jaką Lewica sama uważała przed wyborami za niezbędną.
Lewica dostała kawałek swojej polityki. Nie dostała całej
Trzeba jednak uczciwie pokazać również polityczne ograniczenie.
Lewica nie ma samodzielnej większości.
Nie może sama uchwalić budżetu, stworzyć nowego podatku ani zbudować krajowego systemu mieszkań publicznych.
Musi zawierać kompromisy z partnerami koalicyjnymi, którzy w kwestii mieszkalnictwa przez długi czas prezentowali odmienne podejście — szczególnie w sporze między dopłatami do kredytów a bezpośrednim finansowaniem podaży mieszkań.
Lewica konsekwentnie sprzeciwiała się programowi „Kredyt 0 procent”, argumentując, że dopłacanie do popytu przy niedostatecznej podaży może podbijać ceny mieszkań. Jednocześnie domagała się większych wydatków na mieszkania społeczne i komunalne.
Ten spór częściowo wygrała.
Ale wyborca ma prawo powiedzieć:
dobrze, tylko gdzie są mieszkania?
Magdalena Biejat: mieszkanie nie może być maszynką do pieniędzy
Magdalena Biejat podczas kampanii prezydenckiej w 2025 roku uczyniła mieszkalnictwo jednym z głównych tematów.
Powtarzała, że mieszkanie powinno służyć przede wszystkim do życia, a nie być „maszynką do robienia pieniędzy”, i opowiadała się za budową mieszkań społecznych zamiast publicznego dotowania kredytów hipotecznych.
Podnosiła również pomysł mocniejszego opodatkowania kolejnych posiadanych mieszkań. W 2026 roku grupa posłów Lewicy rzeczywiście skierowała do prac parlamentarnych projekt zmieniający zasady podatku od nieruchomości w zależności od liczby posiadanych lokali.
To już jest spór o coś więcej niż samą liczbę nowych bloków.
To pytanie, czym właściwie ma być mieszkanie.
Domem?
Czy klasą aktywów inwestycyjnych?
Bo problemem nie jest tylko za mało mieszkań
Można wybudować bardzo dużo mieszkań i nadal mieć kryzys mieszkaniowy.
Jeżeli większość trafi do osób kupujących kolejne lokale inwestycyjnie, funduszy, najmu krótkoterminowego albo klientów korzystających z państwowo dopłacanych kredytów, ceny mogą nadal pozostawać wysokie.
Dlatego państwowa polityka mieszkaniowa musi działać inaczej.
Potrzebny jest duży zasób mieszkań, których nie będzie można po kilku latach sprzedać na wolnym rynku.
Mieszkanie komunalne ma być komunalne również za dwadzieścia lat.
Mieszkanie społeczne powinno służyć kolejnemu lokatorowi, a nie po kilku latach zmienić się w prywatny majątek.
To właśnie odróżnia trwałą politykę mieszkaniową od kolejnej dopłaty.
Najemca także potrzebuje praw
Hasło „mieszkanie prawem, nie towarem” nie może również kończyć się na budowie.
Miliony ludzi będą wynajmować mieszkania prywatnie jeszcze przez lata.
Potrzebują stabilnych umów, przewidywalnych zasad podnoszenia czynszów i skutecznej ochrony przed patologiami.
Jednocześnie właściciel mieszkania także ma prawo do ochrony przed lokatorem, który nie płaci albo dewastuje lokal.
Dobra polityka mieszkaniowa nie może więc polegać na wojnie „najemca kontra właściciel”.
Państwo powinno stworzyć stabilne reguły dla obu stron oraz publiczną alternatywę dla rynku komercyjnego.
Bez tej alternatywy najemca zawsze negocjuje z pozycji człowieka, który musi gdzieś mieszkać.
Europa zaczyna mówić językiem, którym Lewica mówiła wcześniej
Paradoks polega na tym, że część postulatów kiedyś przedstawianych jako zbyt radykalne zaczyna przedostawać się do europejskiego głównego nurtu.
Komisja Europejska mówi dziś oficjalnie o kryzysie dostępności mieszkań.
Affordable Housing Act ma tworzyć ramy pozwalające państwom mocniej chronić dostępność lokali. Parlament Europejski prowadzi nad nim prace.
Dla Lewicy to polityczna szansa.
Ale również pułapka.
Bo nie wystarczy już powiedzieć:
„mieliśmy rację”.
Trzeba pokazać:
„zbudowaliśmy”.
Czy Lewicy uda się w następnej kadencji?
Tego dziś uczciwie nie da się przesądzić.
Nie wiadomo, jaki będzie układ sił w kolejnym Sejmie ani jaki wpływ na politykę mieszkaniową będzie miała Lewica.
Można jednak powiedzieć, co musiałoby się zmienić, aby hasło stało się realnym programem.
Przede wszystkim finansowanie budownictwa społecznego musiałoby być nie rekordowym jednorocznym wyjątkiem, ale wieloletnim zobowiązaniem państwa.
Samorządy muszą wiedzieć, że pieniądze będą dostępne nie przez jeden budżet, ale przez dekadę.
Państwo musiałoby wykorzystać własne grunty.
Rozwinąć TBS-y, SIM-y, spółdzielnie i budownictwo komunalne.
Remontować pustostany.
Budować akademiki.
A jednocześnie ograniczać spekulacyjne wykorzystywanie mieszkań tam, gdzie wypycha ono ludzi z lokalnego rynku.
Bez tego „300 tys. mieszkań” pozostanie atrakcyjną liczbą z programu wyborczego.
Lewica będzie miała trudniejsze zadanie niż przed pierwszą kadencją
Przed wejściem do rządu można powiedzieć:
„gdy będziemy rządzić, zbudujemy”.
Po kilku latach współrządzenia wyborca odpowie:
„byliście w rządzie — pokażcie, co zbudowaliście”.
I będzie miał do tego pełne prawo.
Bilans Lewicy w mieszkalnictwie nie jest zerowy.
Nakłady publiczne wzrosły.
Budownictwo społeczne przyspieszyło.
Uruchomiono rekordowe finansowanie.
Przygotowywane są kolejne regulacje dotyczące społecznego zasobu mieszkaniowego.
Ale to nadal nie jest skala obiecanej zmiany systemowej.
Nie ma 20 mld zł rocznie.
Nie ma odrębnego Ministerstwa Mieszkalnictwa.
Nie ma jeszcze systemu zdolnego dostarczać dziesiątki tysięcy nowych publicznych mieszkań każdego roku przez wiele lat.
A właśnie taką poprzeczkę Lewica postawiła sama sobie.
„Mieszkanie prawem, nie towarem” dopiero czeka na swój prawdziwy test
Europa może uchwalić kolejne akty dotyczące dostępnych mieszkań.
Polska może zdobyć kolejne miliardy z funduszy europejskich.
Rząd może ustanowić następne rekordy wydatków.
Ale żaden z tych sukcesów nie będzie wiele wart dla trzydziestolatka, który nadal oddaje połowę pensji za kawalerkę.
Miarą polityki mieszkaniowej nie jest wysokość konferencyjnego baneru ani liczba miliardów wpisanych do ustawy budżetowej.
Miarą jest to, czy pracownika stać na normalne mieszkanie bez trzydziestoletniego kredytu i bez oddawania większości wynagrodzenia właścicielowi.
Lewica trafnie zdiagnozowała problem.
Część swojej polityki udało jej się przesunąć do rządowego głównego nurtu.
Ale zrealizowanie własnego hasła to znacznie trudniejszy etap.
„Mieszkanie prawem, nie towarem” nie może być wiecznym hasłem wyborczym.
Jeśli Lewica chce uczynić z niego swoją polityczną wizytówkę również w kolejnej kadencji, będzie rozliczana już nie z tego, co mówiła.
Będzie rozliczana z liczby mieszkań, czynszów i ludzi, których rzeczywiście stać na samodzielne życie.
Źródła: Eurostat, Parlament Europejski, Komisja Europejska, Ministerstwo Finansów i Gospodarki, Ministerstwo Rozwoju i Technologii, BGK, program Lewicy i materiały programowe Magdaleny Biejat.












