Palą zamiast pracować

29 gru 2019

Nasi pracodawcy policzyli, że pracownicy, robiąc sobie przerwy w pracy na papierosa, uzyskują dzięki temu dodatkowo 20 dni wolnych od pracy rocznie.

Trzy miliony złotych od państwa (a ściślej od państwowego Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych) na działania propagujące niepalenie otrzymali Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej. Jest to największa organizacja pracodawców w Polsce, skupiająca 19 tys firm więc pieniędzy jej nie brakuje. Rząd PiS uznał jednak, iż pracodawcy zasługują na wsparcie. Inna sprawa, że bez zastrzyku państwowych pieniędzy Pracodawcy RP nie kwapili się do podejmowania działań mających promować niepalenie i zdrowe życie.
Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych został stworzony za rządów Platformy Obywatelskiej. Prawo i Sprawiedliwość po objęciu władzy zaczęło dość szeroko traktować pojęcie hazardu – i dlatego pracodawcy mogli dostać wsparcie w związku ze szkodliwością palenia.
To trochę tak jak z Funduszem Sprawiedliwości mającym pomagać ofiarom przestępstw, z którego PiS finansuje między innymi działania różnych organizacji powiązanych z prawicą. Posłowie opozycji mówili, iż działacze PiS uznali Fundusz Sprawiedliwości po prostu za Fundusz Prawa i Sprawiedliwości.
Za otrzymane pieniądze Pracodawcy RP organizują ogólnopolską kampanię „Nie palę, bo…”. Jak informują, „celem jest edukacja pracodawców i pracowników w zakresie możliwości rzucenia nałogu palenia wyrobów tytoniowych i wyrobów powiązanych. Będzie ona realizowana poprzez akcje informacyjno-edukacyjno-profilaktyczne prowadzone w miejscach pracy”.
Kampania jest generalnie skierowana do pracodawców zachęcających swoich pracowników do rzucenia palenia i wspierających ich w walce z nałogiem. W jej ramach zorganizowano cykl konferencji, konkurs „Firma wolna od tytoniu” oraz przygotowano pakiety informacji o pożytkach z rzucania palenia.
Pracodawcy są autentycznie i żywo zainteresowani tym, by ich pracownicy nie palili. Organizacja podliczyła, że, jak wynika z przeprowadzonych przez nią badań, pracownicy robiący sobie przerwy „na papieroska”, mają w ten sposób dodatkowo wolnych 20 dni roboczych w roku (robią bowiem średnio pięć ośmiominutowych przerw w ciągu 250 dni roboczych, co daje 160 „przepalonych” godzin pracy). Jeśli zaś nie będą palić, to w tym czasie będą pracować.
Ten problem obrazuje film nakręcony w ramach kampanii, w którym pokazano, jak pracownicy gremialnie udają się na papierosa, paląc przed drzwiami firmy zamiast pracować. „A ty za to płacisz” – mówi kolega do zmartwionego tym pracodawcy. W filmie nie pokazano natomiast pracodawców, robiących sobie przerwy na papierosa.
– Palenie w pracy to obniżenie efektywności pracy, przekładające się na wymierne, dodatkowe obciążenie i straty ekonomiczne dla przedsiębiorstwa – podkreśla Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Najnowsze

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny...

Sprawdź również

Witajcie wśród krezusów

Witajcie wśród krezusów

Wielu Polaków dowiaduje się z końcem kwietnia, że stali się bogaci (albo prawie). A przynajmniej stali się na tyle bogaci, że przekroczyli magiczną linię progu podatkowego. Linia ta została nakreślona twardą ręką premiera Morawieckiego w roku 2022. Skumulowana...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Prezes to ma klawe życie

Prezes to ma klawe życie

Najlepiej zarabiającym prezesem w historii III RP był Janusz Filipiak, prezes i współwłaściciel Comarchu, który w 2016 roku wypłacił sobie 11,6 miliona złotych, wyprzedzając Luigiego Lovagliego, najlepiej opłacanego Włocha w historii Polski, wtedy prezesa zarządu...

Podatkowy bumerang

Podatkowy bumerang

Z bumerangiem trzeba się obchodzić delikatnie. Jest to rzadka broń miotająca wielokrotnego użytku. Coś, co zostało miotnięte na polowaniu lub bitwie i nie trafiło w cel, zwykle uznawano za stracone. Bumerangi natomiast wracały, choć trzeba było zachować ostrożność, by...