Ulica Władysława Andersa

24 sie 2024

Od ulicy Ks. Jana Bosko, na wysokości kaplicy szpitala powiatowego, w kierunku wschodnim, do cmentarza przy Bartoszowej biegnie ulica, której patronem jest wybitny strateg, Naczelny Wódz, Generalny Inspektor Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie gen. Władysław Anders.

Urodził się 1 sierpnia w Błoniu koło Kutna. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, a jego ojciec był administratorem majątku Krośniewice. Przybliżmy naszym mieszkańcom, w największym skrócie, życie i zasługi, jakie ten wielki patriota oddał Polsce i Polakom.

Wprost ze studiów na politechnice w Rydze zostaje powołany do armii carskiej. W czasie I wojny światowej za odwagę i umiejętności dowódcze otrzymuje wysokie odznaczenia wojenne, na czele z orderem św. Włodzimierza z mieczami. Kiedy w 1917 roku gen. Józef Dowbór-Muśnicki zaczął formować Korpus Polski, Anders zgłasza się do niego natychmiast i organizuje Pułk Ułanów Krechowieckich. W 1918 roku z chwilą odzyskania niepodległości wraca do Polski, formuje tu Pułk Ułanów Poznańskich i jako jego dowódca walczy z bolszewikami w wojnie obronnej 1920 roku. Za wysoki poziom sprawności bojowej Anders i jego pułk otrzymują od Józefa Piłsudskiego srebrny krzyż Virtuti Militari.

W 1921 roku Władysław Anders wyjeżdża do Francji i kończy tam szkołę wojskową – słynną Ecole supérieure de guerre. Po powrocie otrzymuje szefostwo sztabu u generała Rozwadowskiego. W czasie zamachu majowego w 1926 roku Anders staje po stronie rządu i prezydenta Rzeczpospolitej, a mimo to marszałek Józef Piłsudski, doceniając jego zdolności bojowe, mianuje go wkrótce dowódcą Wołyńskiej Brygady Kawalerii. W 1934 roku otrzymuje kolejny awans na stopień generała brygady. Wcześniej daje się poznać jako znakomity kawalerzysta. Polska ekipa olimpijska pod jego kierownictwem zdobywa w 1925 roku Puchar Narodów na Międzynarodowych Konkursach Hippicznych w Nicei oraz cztery nagrody indywidualne.

Na front w 1939 roku wyrusza z Nowogródzką Brygadą Kawalerii jako jej dowódca. Walczy na granicy Prus Wschodnich, a następnie podczas ciągłych walk z Niemcami i Rosjanami, zostaje ranny i pod Lwowem dostaje się do niewoli sowieckiej. Odmawia współpracy z Armią Czerwoną i dwadzieścia dwa miesiące przebywa w sowieckich łagrach.

30 lipca 1941 roku Rząd Polski na uchodźctwie zawiera z ZSRR umowę, w wyniku której zostają ponownie nawiązane stosunki dyplomatyczne. Władze radzieckie ogłaszają amnestię dla więzionych w ZSRR Polaków. 14 sierpnia tegoż roku zostaje podpisana polsko-radziecka umowa wojskowa, dająca możliwość utworzenia w ZSRR Armii Polskiej. Dowództwo tej Armii obejmuje, wcześniej awansowany na generała dywizji, Władysław Anders. W niezwykle trudnych warunkach klimatycznych, przy ograniczonych racjach żywnościowych, którymi trzeba było się dzielić z masowo przybywającymi do punktów zbornych cywilami, generał Anders podejmuje heroiczne wysiłki o uratowanie jak największej liczby Polaków i wyprowadzenie ich do Persji pod opiekę Anglików. Ale i Anglicy również mieli ogromne trudności w rozwiązywaniu problemów aprowizacyjnych stupiętnastotysięcznej rzeszy Polaków wyprowadzonych z „nieludzkich ziemi”, a więc uratowanych od niechybnej śmierci.

Po przybyciu do Persji generał Anders prowadzi intensywne szkolenie wojskowe, a jednocześnie organizuje szpitale, szkoły i życie kulturalne Polaków na obczyźnie. W drukarni II Korpusu swoje wiersze wydają poeci, a pisarze książki.

Osiągnąwszy sprawność bojową, II Korpus Polski z Palestyny przerzucony zostaje na front włoski i przydzielony do 8 Armii Brytyjskiej gen. Leese. Korpus liczy 50 tys. żołnierzy, którym Anglicy powierzają zadanie dotąd niewykonalne: zdobycie wzgórza Monte Cassino i otwarcie drogi na Rzym. Po siedmiu dniach i nocach ciężkich walk Polacy zdobywają wzgórze i na ruinach klasztoru zatykają polską flagę. Świat dowiaduje się, że Polacy walczą nadal i że „czerwone maki na Monte Cassino czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosły krwi”.

Generał Władysław Anders zmarł na emigracji 12 maja 1970 roku w dwudziestą szóstą rocznicę zdobycia Monte Cassino. Władze komunistyczne pozbawiły go obywatelstwa. Za przyjęciem tej haniebnej uchwały Rady Ministrów z 1946 roku, pozbawiającej obywatelstwa polskiego 75 polskich generałów i wyższych oficerów, walczących w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, głosował również Stanisław Mikołajczyk, niedawny jeszcze premier Rządu Wolnej Polski w Londynie.

Nadanie imienia Władysława Andersa tej ulicy to zasługa Romana Madziara, byłego sekretarza Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Sokołowie, a następnie szefa powiatowej melioracji. W latach sześćdziesiątych należał on do nielicznego grona urzędników powiatowych, którzy posiadali wiedzę fachową i kierunkowe wykształcenie. Kadra ta odpowiedzialna była za inwestycje w rolnictwie, za meliorację gruntów i za ochronę gospodarstw rolnych przed wiosennymi wylewami rzek.

Co roku Romek zabierał mnie do Nura w gminie Ceranów, gdzie organizował z wojskiem ochronę drewnianego mostu na rzece Bug. Saperzy ładunkami wybuchowymi rozbijali lodowe kry napierające na filary mostu, a ja robiłem zdjęcia i opisywałem ich pracę dla „Trybuny Mazowieckiej”. Żołnierze z tych oddziałów kwaterowali w pobliskich wsiach i byli gościnnie podejmowani przez rolników. Tak gościnnie, że wkrótce zaczęły się problemy z dyscypliną wojskową. Przed karami ratował jednak młodych chłopaków cywilny dowódca ochrony mostu, pan Roman Madziar. Nie raz i nie dwa skutecznie uświadamiał dowodzących oficerów, że też kiedyś byli poborowymi i zapewne też nie byli obojętni na wdzięk i urodę dziewcząt, które tu na Podlasiu nie mają sobie równych. Kar więc nie było, a drewniany most przetrwał jeszcze kilka zimowo-wiosennych powodzi, aż do czasu wybudowania nowego obiektu o konstrukcji strunowo-betonowej, o którą kry lodowe same się rozbijają.

Przed Romanem Madziarem postawiono nowe zadania: ochrony gruntów rolnych przed powtarzającymi się co roku wylewami rzeki Bug przez budowę wałów ochronnych w gminach Sterdyń, Ceranów i Kosów. To wielkie dzieło chroni do dziś mieszkańców nadbużańskich wsi przed skutkami powodzi. Ale były też z jego strony i małe gesty świadczące o chęci pomocy ludziom i instytucjom, choćby sokołowskiemu Domowi Kultury. Roman Madziar jako szef powiatowej melioracji przekazał nam samochód i budynek nadzorcówki melioracyjnej w Jakubikach w gminie Kosów. Samochód marki Warszawa z nadwoziem pick-up umożliwił nam uruchomienie kina oświatowego. W ten sposób docieraliśmy do najodleglejszych wsi powiatu sokołowskiego z bezpłatnymi projekcjami filmów szkoleniowo-edukacyjnych z zakresu mechanizacji i rozwoju rolnictwa.

Natomiast budynek nadzorcówki w Jakubikach rozwiązał problemy mieszkaniowe nowej dyrektorki Gminnego Ośrodka Kultury w Kosowie, warszawianki z pochodzenia, wybranej na to stanowisko w ogólnopolskim konkursie telewizyjnym. Takich mieliśmy wtedy urzędników i warto o nich również teraz pamiętać.

waclawkruszewski.blogspot.com

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...