A gdyby tak i u nas kogoś zdelegalizować?

Niemieckie państwo na początku maja uznało AfD za partię ekstremistyczną. To krok w kierunku możliwej delegalizacji tego ugrupowania. Czy w Polsce podobny scenariusz jest możliwy? Czy wykolejony przez PiS Trybunał Konstytucyjny może wykluczyć z polityki którąś z rządzących partii? Albo raczej – dlaczego jeszcze tego nie zrobił?

Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, czyli niemiecki cywilny kontrwywiad, po kilku latach postępowania doszedł do wniosku, że prawicowa Alternatywa dla Niemiec to organizacja ekstremistyczna. Powodem nadania partii takiej etykiety było uznanie jej za rasistowską oraz lekceważącą ludzką godność. W dłuższej perspektywie skutkować to może wyrokiem Federalnego Trybunału Konstytucyjnego eliminującym partię z życia politycznego, a w krótszej może mieć istotne konsekwencje praktyczne dla członków tej formacji zatrudnionych jako nauczyciele czy urzędnicy.

Nad Renem delegalizowano już w przeszłości dwukrotnie partie polityczne, jedną komunistyczną, a drugą o korzeniach nazistowskich. Procedura ta jest silnie ugruntowana w niemieckiej ustawie zasadniczej i jest praktycznym przejawem koncepcji tzw. demokracji uzbrojonej/opancerzonej/walczącej (militant democracy). W skrócie chodzi o to by ustrój nie tolerował zagrożenia dla swojej egzystencji, ale dysponował konkretnymi narzędziami do skutecznej prawnej obrony i eliminacji niebezpieczeństwa zgodnie z przejrzystymi procedurami. Naturalne skojarzenia z doświadczeniami republiki weimarskiej i legalnymi parlamentarno-rządowymi ekscesami hitlerowsko-enesdeapowskimi są tu jak najbardziej uzasadnione. Niemcy wynieśli po prostu lekcję z tej historii.

Konstytucja RP jest silnie inspirowana rozwiązaniami ustrojowymi naszego zachodniego sąsiada i także przewiduje możliwość delegalizacji formacji politycznej. Art. 188 stanowi, że Trybunał Konstytucyjny orzeka w sprawach zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych. Oznacza to, że jeśli deklaracje polityczne lub rzeczywiste funkcjonowanie partii politycznej działającej w naszym kraju zostaną przez TK uznane za naruszające polską ustawę zasadniczą to takie ugrupowanie będzie wykreślone z ewidencji partii politycznych. Mówiąc zatem o delegalizacji partii politycznej nad Wisłą mówimy o dokonaniu przez sąd rejestrujący partie polityczne stosownego wpisu (wykreślenia) w rejestrze. Zabieg błahy, ale konsekwencje masywne.

TK jak na razie w swojej historii żadnego celu lub działalności polskich ugrupowań politycznych za niezgodne z Konstytucją nie uznał. I choć przed to gremium trafiały wnioski w sprawie delegalizacji Samoobrony to jednak merytorycznego stanowiska sędziowie nie zajmowali i postępowania kończyły się umorzeniami z przyczyn formalnych.

Tak było do tej pory, gdy Trybunał wykonywał swoje konstytucyjne obowiązki i stał na straży Konstytucji, Ale czy obecny TK, instytucja politycznie, moralnie i intelektualnie, zdegenerowana nie mógłby, ot tak, leciutko, może nawet na Tik-Toku, bez żadnej podstawy faktycznej, orzec o niezgodności działalności, przykładowo Platformy Obywatelskiej lub Polskiego Stronnictwa Ludowego, z Konstytucją?

Przecież szereg absurdalnych ‘orzeczeń’ tego gremium, zarówno tych świeżych, przykładowo dotyczących sejmowych komisji śledczych, jak i tych sprzed kilku lat, choćby dotyczących nieistniejących sporów kompetencyjnych, było w sposób oczywisty pozbawionych podstawy prawnej, faktycznej, logiki, sensu oraz elementarnej przyzwoitości. Logicznym i konsekwentnym byłoby teraz dorzucić do tej układanki jakieś horrendum, które wywoła giga-chaos ustrojowy na długie lata. Delegalizacja jakiejś partii to idealny wehikuł dla takich zamiarów. Wyznawcy głównej partii opozycyjnej zyskają paliwa na dekady. Wszystko oczywiście w imię obrony Konstytucji. J.D. Vance przekaże słowa zrozumienia, wsparcia i szacunku.

W doktrynie polskiego prawa konstytucyjnego istnieją dwa podejścia do tego jak należy rozumieć niezgodność celu lub działania danej partii z Konstytucją. Jedno przyjmuje, że badanie w tym zakresie oznacza weryfikację wyłącznie pod kątem zgodności z wartościami wskazanymi w artykułach 11 i 13 ustawy zasadniczej. A więc, że oceniać należy tylko to czy dana formacja działa na zasadach dobrowolności i równości, czy w celu wpływania na politykę państwa używa metod demokratycznych oraz czy odwołuje się do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu lub czy zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Drugie podejście zakłada, że przy takim badaniu zgodności celu lub działalności partii politycznej z Konstytucją należy uwzględniać wszystkie normy konstytucyjne, a więc także te dotyczące ustroju państwa czy praw człowieka.

Jak widać, przy obu podejściach, istnieje olbrzymie pole do oryginalnej, nowoczesnej, twórczej, niekonwencjonalnej, niemalże progresywnej, a na pewno oderwanej od sztampy, interpretacji. Przecież przejęcie TVP to oczywiste stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy oraz wpływu na politykę państwa, a niepublikowanie wyroków TK przez obecny rząd to jaskrawe naruszenie konstytucyjnego przepisu nakazującego wprost umieszczanie takich orzeczeń w dzienniku urzędowym. Takich przykładów, gdzie przy odrobinie odpowiednio nacechowanej prawniczą perfidią i moralną dezynwolturą woli, można by działalność partii formujących Koalicję 15.X uznać za naruszające Konstytucję, znajdzie się dużo więcej.

Proceduralnie temat jest wyjątkowo prosty. Do złożenia wniosku o delegalizację którejś partii rządzącej wystarczy grupa posłów PiS-u – i wcale nie musi to być grupa trzymająca władzę w partii, co pozwala na wyobrażenie sobie bardzo zmiennej dynamiki interesów poszczególnych skrzydeł tego ugrupowania w zależności od ich powiązań z konkretnymi sędziami. Dodatkowo sprawa raczej zostałaby przez obecnych nominatów trybunalskich uznana za wybitnie pilną.

Albo wręcz przeciwnie – można by oskarżoną partię grillować kilka lat, organizując liczne rozprawy i dawkując napięcie, Można by z tego stworzyć tłuściutki performance grzechów, wad, przewinień, defektów, transgresji, uchybień i zdrad narodowych wybranej partii politycznej. A na koniec dnia i tak można przecież całość umorzyć, jakaś formalna, techniczna podstawa się znajdzie. Ale można też, rzecz jasna, dowieźć sprawę do końca i zgrillowaną formację wyrzucić na śmietnik historii. Elektorat PiS-u będzie zachwycony, elektorat miejsko-inteligencki nie będzie specjalnie zdziwiony.

Aspekt prawny to jedno. Aspekt polityczny to drugie. Kalkulując taki ruch bunkier przy Nowogrodzkiej musiałby brać pod uwagę społeczną reakcję na takie brutalne postępowanie zmierzające do delegalizacji przeciwników politycznych. Z kolei reakcji zagranicy nie należy się obawiać – Biały Dom dokonałby sprzyjającej egzegezy i pochwalił Czynienie Polski Ponownie Wielką. Ale właśnie, to wcale nie musiałaby być Nowogrodzka – na takim chaosie może przecież zależeć innej politycznej konstelacji. Wystarczą dobre koneksje z kilkoma osobami próbującymi orzekać w budynku po dawnym Trybunale Konstytucyjnym przy Alei Szucha.

dr Radosław Skowron

Doktor nauk prawnych, konstytucjonalista, radca prawny.

Poprzedni

Rzecznik do i od rzeczy

Następny

Ruszyła rejestracja na Regenerację! 2025 – spotkajmy się we wrześniu w Dąbrowie Górniczej