I kawa i herbata

Historia Wietnamu powinna być nauczana w każdej polskiej szkole. 

Każdy Polak przynajmniej raz w życiu spotkał żyjącego w naszym kraju Wietnamczyka. Nie tylko w wietnamskim barze.  Wietnamczycy są już częścią polskiego społeczeństwa. Wietnamskie dzieci chodzą do polskich szkół. Zwykle są wzorowymi uczniami. Laureatami konkursów matematycznych i coraz częściej polonistycznych. 

Nie dziwmy się temu, bo zdobycie wykształcenia to priorytet w  wietnamskich rodzinach. Najpierw opłacenie studiów dziecku, a dopiero potem nowy samochód. W polskich bywa czasami odwrotnie.

Żyjący w Polsce Wietnamczycy uczą się historii Polski, poznają polską kulturę. Swą pracą i działalnością  wzbogacają kulturę naszego kraju.  

I mogliby jeszcze bardziej Polaków ubogacić, gdybyśmy zechcieli z tego bogactwa korzystać. Częściej niestety grzeszymy ignorancją.

Zupka „chińska”

Każdy polski student  nieraz kosztował produktów firmy VIFON, zwanych popularnie „chińskimi zupkami”. I już w samej tej polskiej nazwie tkwi polska ignorancja. Bo przecież owo popularne, błyskawiczne danie to efekt wykorzystania japońskiego pomysłu przez wietnamskich producentów. Skopiowanego potem przez największe, także europejskie,  koncerny gastronomiczne.  Czemu wietnamski produkt stał się „chińską zupką”?  To efekt braku wiedzy o historii i kulturze Azji Południowo- Wschodniej.

Moi rodacy lubią swą niewiedzę ignorować, lekceważyć. Bo ich nie dotyczy. Ale wielokrotnie byłem za granicą  świadkiem ich złości, kiedy obecnych tam Polaków utożsamiano z Rosjanami. 

Kiedy Amerykanie, Egipcjanie,  Hindusi, Chińczycy nie odróżniali Polaków od Rosjan, przypisywali im przynależność do rosyjskiej kultury.

Dlatego mój rodaku – Polaku nie myl Wietnamczyka z Chińczykiem. Kuchni wietnamskiej z chińską. Bo to tak jakbyś polski bigos nazwał tradycyjnym daniem rosyjskim. A spotkanego Polaka zapytał : Czy u was w Moskwie pada teraz śnieg?”

Wedle starych legend Wietnamczycy narodzili się dawno temu ze związku Au Co córki władcy Ognia i władającymi wodami smoka Lac Long Quana. Tu warto dodać, że w Wietnamie, jak i w całej Azji Południowo- Wschodniej smok jest sympatycznym stworzeniem. Nie gustuje w pożeraniu dziewic, nie straszy obywateli zionąć ogniem piekielnym, jak to w Krakowie bywa.

Wietnamski smok żyje zwykle w wodzie, latać też potrafi, generalnie zwiastuje szczęście, nie katastrofy. Potrafi przybrać ludzką postać i nawet pofiglować z dziewicami. Bez zjadania ich. Przed i po. Nic dziwnego, że tamtejsze panny nie obawiają się smoków, a kawalerowie urządzają  wyścigi na łodziach w kształcie smoków.

Pierwsza wietnamska rodzina, powstała z ognistej panny i smoczego kawalera, miała stu synów.  I przynajmniej kilkaset córek. Ale nawet dzisiaj w wietnamskiej rodzinie to syn najbardziej jest preferowany. 

Ta męska setka zapoczątkować miała najważniejsze, istniejące do dzisiaj wietnamskie rody. Do dzisiaj rodzina jest dla Wietnamczyków podstawową wartością.  Dodatnią.  Choć związanie więzami rodzinnymi powoduje też nepotyzm. Ciężko bywa gorzej urodzonym zrobić karierę w Wietnamie, wygrać konkurs na atrakcyjne stanowisko, otrzymać prestiżową nagrodę.

Zwłaszcza, że wietnamskie rodziny nadal kultywują wielodzietność tej pierwszej. Współczesny Wietnam jest w czołówce państw o najwyższym przyroście demograficznym. Prawie 40 procent ludności nie przekroczyło trzydziestego roku życia.

Polacy lubią narzekać na swe, ponoć fatalne, geopolityczne położenie. Pomiędzy Niemcami i Rosją. Gdyby Wietnamczycy  byli takimi mazgajami jak niektórzy Polacy, to  powinni już wiele razy popełnić zbiorowe samobójstwo . Sąsiadują przecież z imperium chińskim. 

Państwem o nieprzerwanej przez cztery tysiące lat państwowości.  Imperium, które do1820 roku było pierwsza gospodarką świata. Potem miało okres stu sześćdziesięciu lat chaosu i upadku, ale teraz Chiny są już drugą światową gospodarką.

Nic dziwnego, że historia państwowości wietnamskiej to cykliczne powstania przeciwko chińskiej dominacji. Pierwsze konflikty odnotowano już w III wieku przed naszą erą. Ikoną wietnamskiej historii stały się siostry Trung, które stanęły na czele antychińskiego powstania w 40 roku naszej ery. Iskrą buntu była egzekucja męża jednej z nich, władcy  dynastii Lac. 

Dzieje powstania przetrwały w ludowych legendach.  Wedle nich obie siostry były w tym czasie brzemienne i walczyły z chińskimi najeźdźcami w  osłaniającymi wydatne brzuchy pancerzami. Tak też są przedstawiane na ludowych drzeworytach. Jedna z sióstr została potem władcą państwa, co potwierdza silne pozycje kobiet w społeczeństwie wietnamskim. Niestety cesarstwo chińskie okazało się wtedy silniejsze i obie siostry wybrały honorowe samobójstwo w nurtach rzeki Hat. Jak polski książę Józef Poniatowski w nurtach Elstery po klęsce sprzymierzonego Napoleona. 

Ale duch wietnamskiego oporu nigdy nie zgasł. Każde osłabienie chińskiego państwa wywoływało niepodległościowe powstania na wietnamskich ziemiach . W X wieku naszej ery na niezależność wybiła się dynastia Le,  a następna dynastia Ly utworzyła w 1054 roku Dai Co Viet, czyli Wielkie Państwo Wietnamskie.

Powstało ono na północnych terenach obecnego Wietnamu, w rejonie liczącego tysiąc lat miasta Hanoi. Zablokowane od północy państwo wietnamskie skierowało swa ekspansję na południe. Wygrywało wojny z  Khmerami, czyli dzisiejszymi ludami Kambodży, w sojuszu z państwem Czampy. Po pokonaniu  Khmerow ówcześni Wietowie podporządkowali sobie królestwo Czampy i zwietnamizowali ten lud. Dzisiaj pamiątki po kulturze państwa Czampy znajdziemy w środowym Wietnamie, przede wszystkim w okolicy My Son. 

Dziedzictwo architektoniczne Czampy restaurował w ubiegłym wieku polski konserwator zabytków Kazimierz Kwiatkowski zwany „Kazikiem”. Przy okazji ocalił zabytkowe miasto Hoi An i zabytki cesarskiego Hue.

Cesarstwo chińskie próbowało dyscyplinować niepokornych Wietów wysyłając swe tam swe armie. Tak było w 1284 roku za panowania energicznego cesarza Kubilaj chana, tak było w 1406 roku po umocnieniu się dynastii Ming. Od  XVI wieku nastąpiła stabilizacja. Cesarstwo chińskie zadowalało się jedynie formalnym uznaniem zwierzchności przez wietnamskich władców i nie mieszało się do ich spraw wewnętrznych. W efekcie Wietnam sprawował zwierzchność nad całym terytorium nazwanym potem przez Francuzów „Indochinami.”

Francuzi rozpoczęli kolonizacje Wietnamu  od połowy XIX wieku. Wykorzystali osłabienie Chin oraz państwa wietnamskiego przeoranego ludową rewolucją Tay  Sonów  z 1771 roku. Wtedy przeprowadzono pierwsza reformę rolną rozdzielając posiadłości ziemskie między walczących chłopów. Po jej ostatecznym stłumieniu powstało w 1801 roku cesarstwo dynastii Nguyenów  ze stolica w Hue. Takim obecnym wietnamskim Krakowie. 

W 1859 Francuzi wykorzystali represyjną politykę cesarza Minh Manga wobec chrześcijańskich misjonarzy i rozpoczęli swą ekspansję w Wietnamie. Zaczęli od południa zajmując osadę Sajgon. Rozbudowaną potem do rangi azjatyckiej metropolii. Z południowej części kraju utworzyli Kochinchinę, z środkowej Annam ze stolicą w Hue, a północ z Hanoi stała się Tonkinem. Po podboju dzisiejszego Laosu i Kambodży powstały w 1897 roku francuskie „Indochiny”. Ze stolica w Hue. 

Z marionetkowym, podporządkowanym francuskiemu gubernatorowi, cesarzem. Mieszkającym w pałacu w Hue, który w 1895 roku Francuzi skrupulatnie ograbili ze złota wszelkiego. Nazwa Viet Nam została wtedy oficjalnie zakazana.

Francuzi europeizowali społeczeństwo wietnamskie pozostające do tej pory w sferze chińskich wpływów kulturowych. 

Dzisiaj  trudno sobie wyobrazić, że jeszcze na początku XX wieku alfabetem urzędowym, czyli językiem biurokracji i szkolnictwa był chiński wymieszany z wietnamskim. Często chiński ideogram znaczył  w Wietnamie to samo co w Chinach, ale był już inaczej wymawiany. 

Na wzór chiński tworzona była też biurokracja wietnamska. Aby trafić do niej trzeba było zdać coroczne państwowe, formalnie dostępne dla wszystkich, egzaminy. Pisząc eseje w tym języku. Egzaminy na urzędników zniósł dopiero w 1918 roku rządzący Wietnamem francuski gubernator.

Jednocześnie obok tego urzędowego języka han istniało alternatywne pismo nom, powstałe na bazie chińskich ideogramów, którymi zapisywano teksty w języku wietnamskim. Najstarszy dokument  pisany w nom pochodzi z XIV wieku, ale na pewno pismo  jest  znacznie starsze. Nom  od początku miało narodowy charakter i zawsze było w opozycji do zagranicznych wpływów kultury i rządzącej biurokracji. Było pismem ludowych inteligentów i kontestujących artystów. W XVIII wieku podczas narodowego powstania ruchu Tay Son zastąpiono nim język han. W XIX wieku język nom uważany był przez wietnamski dwór cesarski za język „wywrotowych idei”.  Zakazywano go, nieskutecznie zresztą.

Ale nie to pismo obowiązuje dzisiejszym, niepodległym  Wietnamie. W 1651 roku francuski jezuita Aleksander de Rhodes stworzył dla ludowego, wietnamskiego  języka pismo oparte na alfabecie łacińskim.  Zwane quoc ngu.  Przez ponad dwieście lat  używane było jedynie przez niewielką społeczność katolickich misjonarzy i żarliwych wietnamskich katolickich neofitów. Kolonialna administracja francuska  próbowała upowszechniać je dopiero od 1918 roku, ale też z marnym skutkiem.

Bo osiadły w Hue dwór marionetkowych cesarzy preferował tradycyjny han. A patriotyczna wietnamska inteligencja wtedy uważała quoc ngu  za język kolejnego agresora.  Ale w końcu wygrał , jak to zwykle w Wietnamie bywa,  narodowy pragmatyzm.

Aby poznać han i nom trzeba było  wykuć na pamięć przynajmniej kilka tysięcy ideogramów. To wymagało od uczniów kilku lat  intensywnej nauki.  Opartego na alfabecie łacińskim quoc ngu można nauczyć się już po kilku miesiącach.  Co dawało szansę na likwidowanie w Wietnamie analfabetyzmu, upowszechnianie oświaty na wsiach.  Łatwiej też było tłumaczyć zachodnią, zwłaszcza techniczną,  literaturę na ten język. W efekcie dzisiejsze wietnamskie pismo, i język również, przypomina stację pośrednią. Pomiędzy dominującymi w Azji alfabetami opartymi na idiogramach a alfabetami europejskimi opartym na łacińskich literach.

Spadek po okupantach 

Francuzi okupowali Wietnam  do 1954 roku.  Z przerwą w latach 1940 – 1946, kiedy kolaborujący z hitlerowskimi Niemcami francuski rząd Vichy zezwolił imperialnej Japonii na przejęcie Wietnamu. 

Japończycy najpierw próbowali pozyskać  wietnamską sympatię hasłami „Azja dla Azjatów”. Ale od 1942 roku zapomnieli o azjatyckim braterstwie. Wojna z USA rujnowała japońską gospodarkę. Dlatego kradli z Wietnamu wszelką możliwą żywność i surowce.  Stąd krótkie panowanie japońskie stało się synonimem głodu i rabunkowej gospodarki. 

Po klęsce Japonii  w 1945 roku zachodnie mocarstwa pozwoliły chińskiej sojuszniczej armii Czang Kaj- Szeka na krótko zająć północ Wietnamu i Hanoi, a na południe powrócili Francuzi.

Francuzi upadli  po ośmiu latach wojny z najskuteczniejszą partyzantką na świecie.  Symbolicznym końcem francuskiego panowania była kapitulacja bazy wojskowej Dien Bien Phu okrążonej przez partyzantkę Vieth Minhu.

Klęska pod Dien Bien Phu zainspirowała Frantza Fanona , algierskiego  antykolonialnego bojownika do napisania manifestu „Wyklęty lud ziemi”. Biblii afrykańskich działaczy niepodległościowych. Impulsu do wyzwalania się kolejnych francuskich kolonii. Utrata Wietnamu była początkiem końca francuskich kolonii.

Po Francuzach w Wietnamie pozostała znakomite architektonicznie budowle. Budynki administracji, teatry, szkoły, dworce kolejowe. Mosty, wśród nich ten w Hanoi, dzieło znanego z paryskiej wieży, inżyniera Eiffla.

Pozostały tradycje europejskiego stylu malarstwa, wiele innych podobieństw do kultury europejskiej. Każdy kto był w Wietnamie pamięta  zapach świeżych bagietek. I rewelacyjny smak Banh Mi, czyli francusko podobnej bagietki wypełnionej wietnamskim farszem. Lokalnymi smakami.

Po Francuzach pozostały też w Wietnamie plantacje kawy. Rzadko kto w Polsce wie, że Wietnam jest drugim producentem tego ziarna na świecie. I jedynym krajem w Azji Południowo- Wschodniej gdzie kawę pije się powszechnie, nie tylko w hipsterskich lokalach.

Wietnamczycy mają swój wkład do kultury picia kawy. To oni wynaleźli  słynny „filtr”, czyli najprostszy mini ekspres do parzenia tego trunku. Poranna kawa z filtra daje kopa jak najlepsza turecka, a jest dodatkowo smaczniejsza. 

Wietnam jest też producentem herbaty. Lubię ją, zwłaszcza w polskie zimowe miesiące, bo ma silniejszy smak od azjatyckich sióstr.

W Wietnamie znany na świecie dylemat kulturowy: kawa czy herbata ?, rozwiązano pozytywnie i pragmatycznie.

I kawa i herbata.

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

Wielka wietnamska rewolucja gastronomiczna

Następny

Jubileusze