Ich ukochany faszysta

Ludzie lubią faszyzm, bo mogą sobie wybrać kozłów ofiarnych i traktować ich z okrucieństwem.

Już w 2022 roku mogliśmy przeczytać takie proroctwo: „Czeka nas katastrofa. Europa musi się przygotować na faszystowską Amerykę”. Prorokował Jason Stanley, wtedy profesor amerykańskiego uniwersytetu Yale. Autor siedmiu książek, wśród nich monografii „Jak działa faszyzm”, specjalizujący się w problematyce faszyzmu, filozofii propagandy, filozofii języka.

Profesor Stanley, z pochodzenia amerykański Żyd z polskimi korzeniami – czyli narodu proroków – niedawno wyemigrował z USA do Kanady. Podobnie jego rodacy w latach trzydziestych XX wieku emigrowali z III Rzeszy do Austrii, Czechosłowacji, Polski. Szczęściarze – do USA.

Dziś profesor Stanley może jeszcze w Polsce publikować swe książki. W tym roku „Wymazywanie historii. Jak faszyści manipulują przeszłością, by kontrolować przyszłość” opublikowało Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Może też udzielać wywiadów, nawet w prasie liberalnej.

Niedawno zbulwersował czytelników „Dziennika Gazety Prawnej” odważną deklaracją: „Już żyjemy w faszyzmie”.

Polscy czytelnicy, przyzwyczajeni do dogmatu głoszącego, że USA jest „przywódcą wolnego, demokratycznego świata”, nadal z niedowierzaniem przyjmują wszelkie krytyki tego „najlepszego ze światów”.

Przełkną jeszcze często zarzucony USA rasizm, gangsteryzm, a ostatnio nieprzewidywalny trumpizm. Ale diagnoza, że faszyzm może zagnieździć się w społeczeństwie uważanym za genetycznie demokratyczne, nie mieści się w tradycyjnej polskiej głowie.

Punkt siedzenia

Czemu tak jest? Profesor Stanley tak wyjaśnia:

„Wy, mieszkańcy Europy Środkowej, żyliście w złudzeniach na temat Ameryki. Związek Radziecki miał rację: Stany Zjednoczone w swojej istocie są państwem policyjnym opartym na supremacji białych; państwem zbudowanym na niewolnictwie.

Nie staliśmy się w pełni demokracją do uchwalenia ustawy o prawach wyborczych w 1965 roku /zakazała ona dyskryminacji rasowej w dostępie do głosowania/. Dwa lata przed moim urodzeniem małżeństwa mieszane były jeszcze nielegalne.

U was panuje przeświadczenie, że jeśli coś mówił Związek Radziecki, to na pewno jest to kłamstwem. To zrozumiałe – Sowieci byli w Europie Wschodniej okrutnym, brutalnym okupantem. Ale to, co mówili o Stanach Zjednoczonych, było w dużej mierze prawdziwe.

Rozmowy z dziennikarzami z Ameryki Łacińskiej wyglądają zupełnie inaczej. Ich punkt widzenia jest taki: interwencje kolejnych prezydentów USA kończyły się obaleniami naszych demokracji i zastąpieniem ich dyktaturami.

Dla nich Stany Zjednoczone nie są krainą wolności. Dla nich jesteśmy tym, czym dla was jest Rosja”.

Demokracja policyjna

Profesor Stanley przypomina zakochanym w USA Polakom, że „USA zajmują czwarte miejsce na świecie pod względem odsetka więźniów na 100 tysięcy mieszkańców.

Według danych Prison Police Initiative dziewięć amerykańskich stanów ma współczynnik inkarceracji wyższy niż Kuba. Prześciga je tylko Salwador. W zakładach karnych w Kansas siedzi większy odsetek populacji niż w Turkmenistanie.

W 1969 roku, roku mojego urodzenia, cała populacja więzienna była mniejsza niż liczba osób, które obecnie odbywają karę dożywocia”.

Profesor Stanley uważa, że dzieje się tak, bo kiedy „czarni Amerykanie dostali możliwość udziału w wyborach, biali potrzebowali jakiejś metody kontroli, aby wykluczyć czarnych ze społeczeństwa i pozbawić ich prawa głosu. USA są jednym z niewielu krajów na świecie, w których więźniowie nie mogą głosować. W niektórych stanach tracą prawo wyborcze nawet dożywotnio”.

Dlatego nie powinno dziwić zakochanych Polaków, że amerykańscy liderzy praw obywatelskich, jak znana kiedyś w Polsce Angela Davis, sympatyzowali z komunistami. Co zakochani w USA Polacy nadal uważają za zbrodnię.

Nacjonalizm, rasizm, faszyzm

Amerykański faszyzm wyrósł na glebach mieszanych – nacjonalizmu i rasizmu. Sięgając do jego korzeni, profesor Stanley przypomina:

„Marks się mylił, przewidując, że nacjonalizm nie będzie potężną siłą. Łatwo zrozumieć dlaczego – żył w XIX wieku, kiedy światem rządziły imperia. Aż nagle ludzie zaczęli się dzielić na narody. Poddani Habsburgów stali się Polakami, Ukraińcami, Czechami itd. Wyznawali tę samą lub podobną religię i łączyły ich związki rodzinne, ale różnił ich język.

XX wiek pokazał nam, że nacjonalizm jest potężną bronią w rękach autokratów. Wszystkie tożsamości są sztuczne. Stworzyliśmy je i stały się one sensem naszego życia”.

W USA formalnie nie ma narodowości. Wszyscy są obywatelami – Amerykanami. Z flagą USA na podwórku. Choć z różnymi narodowymi, licznymi korzeniami.

Pewnie dlatego „W Ameryce głównym kryterium jest rasa”. Czasem ważniejszym niż różnice klasowe, status materialny czy miejsce zamieszkania.

Dlatego nie dziwmy się, że w USA ubodzy biali obywatele stają przeciwko ubogim czarnym obywatelom. W interesie bogatych białych – i czarnych też.

Dzieje się tak, wyjaśnia profesor Stanley, bo amerykańscy politycy wzbudzili w nich lęk, że biedni biali stracą swe skromne przywileje na rzecz tych biednych czarnych. Nie dostrzegają zła w amerykańskiej klasie panującej.

Przypomina to wydarzenia w dniach poprzedzających wybuch I wojny światowej, kiedy francuscy socjalistyczni deputowani głosowali za kredytami wojennymi. Argumentowali, że francuscy robotnicy mogą strzelać do rosyjskich robotników, bo tamci są przecież nieokrzesanymi Azjatami.

„Faszyzm, podobnie jak każda inna forma autokracji, tworzył podział na „my” i „oni”. Wyzwala w ludziach strach przed innymi i się nimi żywi. Snuje narracje w stylu: geje nie tylko chcą zawierać małżeństwa, ale chcą też „nawracać” wasze dzieci na homoseksualizm. Musicie się ich bać” – tak charakteryzuje współczesny amerykański faszyzm profesor Stanley.

Uważa też, że „ludzie lubią faszyzm, bo mogą sobie wybrać kozłów ofiarnych i traktować ich z okrucieństwem”.

Dlatego chcą zobaczyć, jak znani z amerykańskich mediów intelektualiści i celebryci – którzy ich zdaniem uważają się za lepszych – muszą teraz płaszczyć się przed Trumpem. Kochają za to Trumpa i wybaczają mu nawet to, że zabrał im ubezpieczenie zdrowotne.

Populizm zamiast faszyzmu?

Profesor Stanley protestuje przeciwko zastępowaniu w języku politycznym złowrogiego słowa „faszyzm” milej brzmiącym „populizmem”.

Zauważa, że prezydent Trump już zaczął niszczyć amerykańskie związki zawodowe. Po dojściu do władzy nakazał agencjom federalnym ignorować pracownicze układy zbiorowe. Zapewne w ich ślady pójdą prywatne firmy.

Podobnie uczynił kanclerz Hitler, który spory między niemieckimi kapitalistami a pracownikami oddał w kompetencje swej administracji państwowej.

Oczywiście amerykański współczesny faszyzm różni się od znanych nam europejskich. W USA nie pakuje się opozycji do znanych w Europie obozów koncentracyjnych. Jeszcze nie trzeba.

Za to rządząca tam władza pakuje wszelką opozycję w spory prawne. W USA za godzinę pracy dobrego prawnika trzeba zapłacić przynajmniej 500 USD – przypomina profesor Stanley. To już jest drogo. Gorzej, kiedy zostaniemy wciągnięci w dłuższe procesowanie się.

Nikogo już w USA nie dziwi, że standardowy rozwód może kosztować 100 tysięcy USD.

„Jeśli staniesz na drodze Trumpa, to będziesz musiał wydawać miliony dolarów na spory prawne. I choćbyś wygrał swój proces, tych pieniędzy nie odzyskasz” – przestrzega profesor Stanley już z kanadyjskiej emigracji.

Bo ostateczna, wymierzona ci kara nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia, czy w końcu trafisz do więzienia, czy po latach zostaniesz uniewinniony. Najbardziej dotkliwa kara polega na tym, że zaczynając procedury procesowe, wpadasz w otchłań ich kosztów i w efekcie możesz stracić swe oszczędności.

Dlatego obywatele USA boją się protestować. Zwłaszcza że administracja Trumpa robi już propagandowe pokazówki – wysyła wojsko nie tylko do państw Ameryki Łacińskiej, co w USA było normalką, ale też do „zbuntowanych” miast i stanów.

Faszysta daleki i bliski

Ostatnio pan prezydent RP i premier RP zgodnie przypomnieli mi, że polską Ojczyznę mam kochać i szanować.

Szanować mam też sojusznicze USA. Niezależnie od tego, co o nich naprawdę myślę. Bo najważniejszym naszym wrogiem jest Rosja z faszystowskim reżimem prezydenta Putina.

Wygląda na to, że dobry, bo daleki geograficznie, amerykański faszysta ocali mnie przed faszystą mi geograficznie bliższym.

Chyba, że wyemigruję do Kanady.

PS. Więcej w Tygodnik NIE

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

Sądowa loteria

Następny

Drony po horyzont