Jak tu się dogadać?

24 sty 2023

Nie mam żadnych szans uczestniczenia w dyskusjach opozycji dotyczących podjęcia decyzji, czy w wyborach parlamentarnych 2023 roku startować wspólnie, czy osobno? Docierają do mnie – jak do każdego względnie rozwiniętego potencjalnego wyborcy – tylko strzępy informacji o przebiegu międzypartyjnych rozmów na ten temat, o tym, kto jest „za”, a kto przeciw, i dlaczego. 

Mniej ważne, kto wygra – ważniejsze, kto powinien przegrać!

Większość tych informacji może nie być wiarygodna, więc nieskromnie postanowiłem przekazać Szanownym Czytelnikom mój autorski pogląd na tę sprawę, z góry zakładając, że nie wszyscy będą nim zachwyceni.

Sprzyjam dość często wygłaszanemu poglądowi, że sytuacja polityczna w Polsce doszła do dawno niewidzianego stanu, w którym zadaniem pierwszoplanowym powinno być odebranie władzy PiS i jego przybudówkom. Do niedawna mówiono o tym zgrupowaniu „zjednoczona prawica”, ale po manewrach wokół ustawy o SN używanie określenia „zjednoczona” może być uznawane za złośliwość. 

Przegranie tych wyborów przez PiS jest warunkiem stopniowego powrotu Polski na ścieżkę praworządności, poprawy stosunków z Komisją Europejską, odbudowy międzynarodowej pozycji w Europie, i tym samym unikanie w przyszłości zakłóceń w korzystaniu z europejskich środków i ułatwień finansowych. 

Wiem, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Ale kropką nad “i” byłoby przegranie druzgocące, niedające żadnej szansy ani na rządy samodzielne, ani na zdobycie koalicjantów. Z prostego dodawania wyników uzyskiwanych w badaniach preferencji wyborczych przez partie obecnego obozu władzy i przez opozycję wynika, że to jest możliwe. Możliwe i realne szczególnie wówczas, gdyby ugrupowania opozycyjne zgodziły się na wspólną walkę przedwyborczą i na jedną listę kandydatów. Wygrana zawartości tej listy przyniosłaby znaczące zwiększenie liczby mandatów, zgodnie z obowiązującym w naszym prawie wyborczym premiowaniem „zwycięzców, wynikającym z metody d’Hondta.

Opory

Z dopływających strzępów informacji wynika jednak, że część opozycyjnych ugrupowań politycznych ma opory przed przyjęciem takiego rozwiązania. Opory te uzasadniane są obawą, podobno wynikającą z badań opinii zaplecza politycznego, które jest przeciwne „brataniu się” z ugrupowaniami o zupełnie innych podstawach ideologicznych.

Ten problem występował zawsze i wszędzie. To prawda, ze trudno znaleźć uzasadnienie współpracy socjalisty z narodowcem, często kokietującym faszyzm, czy zwolennika interwencjonizmu [państwowego z wolnorynkowym liberałem. Inna sprawa, że różnice między ich poglądami są często trudne do zidentyfikowania, że ulegają zmianom łagodzącym lub zaostrzającym przez wpływy pozapolitycznych interesów i dążenie do uzyskania lub utrzymania władzy. Wierzę jednak, że – w naszej sytuacji – powinno zwyciężać przekonanie, że wygranie wyborów jest wspólnym i najważniejszym celem opozycji. I – choć to dla niektórych trudne – godnym nawet poniesienia poważnych strat w powyborczych „układankach” władzy. Wielokrotnie pisałem, że nie znoszę deklaratywnego patriotyzmu, ale w tym przypadku trudno powstrzymać się od uwagi, że taka jest historyczna potrzeba politycznie zrujnowanego kraju. 

Przydatność starych gier i zabaw

Jeśli porównywanie partyjnych programów opozycji nie daje zadowalających wyników i wyzwala zbyt wiele hamulców zjednoczenia sił w jesiennych wyborach, to może trzeba szukać innych „płaszczyzn pokrewieństwa”, sprzyjających integracji wyborczych wysiłków? Może warto sięgnąć nawet do starych harcersko – greckich metod i zamiast szukania różnic, szukać wspólnych celów? Można to traktować, jako rodzaj politycznej zabawy, ale – przykładowo – niech każdy kandydat na posła z każdego opozycyjnego ugrupowania odpowie na kilkanaście starannie przemyślanych pytań.  Nie mam ambicji, aby je poważnie proponować, ale mogą to być, na przykład, takie pytania:

– czy jestem za tym, aby budżet państwa obejmował wszystkie jego dochody i wydatki, stwarzając jednolite i niebudzące wątpliwości podstawy decyzji o ich przeznaczeniu?

– czy jestem za tym, aby spokojnie doprowadzić do sytuacji prawnej, w której kobieta ma prawo do samodzielnej decyzji o aborcji do 12 tygodnia ciąży?

– czy jestem za tym, aby lekcje religii wróciły do struktur kościelnych i aby nie były traktowane, jako część obowiązkowego programu nauczani?

– czy jestem za tym, aby ponownie stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego powierzano innym osobom, ustawowo gwarantując ich niezależność?

Takich pytań może być oczywiście więcej i można ustalić granicę pozytywnych odpowiedzi, która kwalifikuje kandydata do wspólnej walki wyborczej. 

To oczywiście żartobliwa propozycja, niesięgająca nawet do pięt znanego wiecowego żartownisia Jarosława K. Ale jest w niej racjonalne jądro, wskazujące na celowość bardziej szerokiego spojrzenia i poszukiwania okresowej jedności nie tylko przez pryzmat formalnych podziałów, ale też indywidualnych ludzkich poglądów i upodobań. Zwłaszcza ludzi młodych, którzy świadomie lub podświadomie szykują się do stopniowego przejmowania sterów państwa. 

I tego szerokiego spojrzenia życzę przywódcom naszej opozycji, którzy mogą brać pod uwagę różne analizy, ale w żadnym przypadku nie powinni stracić, wyraźnie widocznej szansy zmiany władzy. To powinien być cel nadrzędny. Powtórzenie takiej szansy będzie odległe, a jej wykorzystanie jeszcze trudniejsze.

Najnowsze

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...

Ekonomia społeczna wychodzi z niszy. Ruszył rządowy komitet

Ekonomia społeczna wychodzi z niszy. Ruszył rządowy komitet

Ruszyły prace Krajowego Komitetu Rozwoju Ekonomii Społecznej V kadencji. Nowe gremium ma doradzać rządowi w sprawach ekonomii społecznej, która coraz częściej wychodzi poza tradycyjne ramy pomocy społecznej. W środowisku spółdzielczym wraca postulat, by mówić o niej...