
Po 16 latach nieprzerwanych rządów Viktora Orbána – Węgrzy powiedzieli dość!
Początkowe sukcesy polityczne Fideszu przewróciły w głowie jego politykom, a zwłaszcza liderowi. Zmienili kostytucję tak, aby mogli rządzić wszystkim po wieczne czasy. Szczególnie ważne były jednak zmiany w ordynacji wyborczej. Stworzono skomplikowany system mieszany, który przewagę rządzącej partii miały zwiększyć w stosunku do realnego poparcia i utrwalić.
Większość (106 ze 199) deputowanych jest wybieranych w jednomandatowych okręgach; głosowanie na listy krajowe tylko częściowo wyrównuje proporcje, ponieważ do głosów oddanych na te listy dolicza się nie tylko głosy przegranych kandydatów, ale również nadwyżki głosów kandydatów wybranych do parlamentu (różnicę między zwycięskim kandydatem a następnym w kolejności uzyskanych głosów).
W tej sytuacji ten kto wygrywa wyraźnie zdobywa większość konstytucyjną. Tiszy Magyara wystarczyło niespełna 53% głosów, aby uzyskać podobną większość konstytucyjną, jaką kilkakrotnie uzyskał Wiktor Orban. W tej sytuacji bezpieczniki konstytucyjne nic Fideszowi nie dadzą, zwłaszcza, że prezydent jest na Węgrzech wybierany przez parlament.
Zadecydowało zmęczenie materiału, ale przede wszystkim problemy gospodarcze, inflacja i korupcja, a w szczególności względny spadek poziomu życia w stosunku do sąsiadów. Przykładowo Polska w 2023 roku uzyskała, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, wyższy dochód krajowy per capita od Węgier, a obecnie mamy wyższe dochody o ok. 8%. Podobnie zmieniły się te relacje w stosunku do bezpośrednich sąsiadów Węgier, zwłaszcza w porównaniu z Rumunią.
Brak poszanowania zasad praworządności i korupcja spowodowały zamrożenie przez Komisję Europejską ok. 18 mld euro funduszy europejskich i pozbawiły rząd Orbana środków na inwestycje, co przyczyniło się też w istotnym stopniu do stagnacji gospodarczej.
Węgrzy mieli w większości też dosyć nachalnej propagandy publicznych mediów, robionej na podobieństwo pisowskiej, i zamykania w rozmaity sposób mediów niezależnych.
To wszystko doprowadziło do zwrotu w świadomości społecznej i mobilizacji nowego elektoratu, zwłaszcza młodych ludzi, na rzecz zmian (frekwencja sięgnęła prawie 80%).
Nowy rząd, mając większość konstytucyjną, zapewne tych zmian dokona i to głębokich. Otwarte pozostaje pytanie, czy wykorzysta stworzone przez Orbana ramy prawne, wypełniając je nową treścią i własnymi ludźmi czy też będzie zmieniał system, korygując w sposób istotny ład konstytucyjny i instytucjonalny.
Zapewne wiele zależy od tego czy apele Petera Magyara o powszechne dymisje czołowych figur poprzedniego reżimu odniosą skutek, a zwłaszcza wołanie o dymisję prezydenta i sędziów ichniejszego Trybunału Konstytucyjnego, istotnych wsporników starego systemu.
Na tle sukcesu demokracji na Węgrzech, w naszym kraju, w obozie koalicji 15 października pojawiają się porównania z węgierską rewolucją, w końcu mamy przecież Warszawę w Budapeszcie, a nie Budapeszt w Warszawie.
Wielu zwolenników rządu Donalda Tuska ubolewa post factum nad tym, że w Polsce nie udało się uzyskać odpowiedniej większości, aby móc przywrócić w pełni funkcjonowanie ładu konstytucyjnego i przejąć pełnię władzy, takiej jaką w najbliższym czasie uzyska Tisza na Węgrzech.
Niektóre gorące głowy już apelują w mediach społecznościowych o podjęcie walki o większość konstytucyjną w nowych wyborach parlamentarnych.
Tym marzycielom przypominam, że w Polsce istnieje ordynacja proporcjonalna. Preferuje ona największe ugrupowania, ale w daleko mniejszym stopniu niż ordynacja im. Wiktora Orbana na Węgrzech. W wyborach 15 października 2023 roku trzy komitety idąc do wyborów osobno uzyskały łączny wynik 53,71% głosów, czyli nawet nieco więcej niż Tisza Magyara teraz, ale przełożyło się to na tylko 248 mandatów w Sejmie. Gdyby te trzy komitety szły wtedy na jednej liście wynik byłby lepszy o 17 mandatów i wyniósł 265 mandatów poselskich, ale nadal nie pozwalałby na odrzucanie weta prezydenta (potrzeba do tego 276 posłów), nie mówiąc już o większości konstytucyjnej, która w Polsce wynosi 307 mandatów.
W Polsce jednomandatowe okręgi, które faktycznie ułatwiają dominację wyborczą zwycięskiej partii funkcjonują w wyborach do Senatu, gdzie Pakt senacki uzyskał 66 ze 100 mandatów, a więc otarł się o większość konstytucyjną. Ta Izba ma jednak w polskim ustroju ograniczone kompetencje. Wynik wyborów do polskiego Senatu uzmysłowić nam jednak powinien jakie znaczenie dla węgierskiej rewolucji ma wybór większości deputowanych w okręgach jednomandatowych.
Przegrana koalicji rządzącej w Polsce w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich i wybór prezydenta z innego obozu politycznego, zainteresowanego konfliktem politycznym uniemożliwia sprawne rządzenie i przywrócenie ładu konstytucyjnego w obecnej kadencji parlamentu.
Podejmując przygotowania do kolejnej kampanii parlamentarnej partie koalicji rządzącej powinny mieć na uwadze konsolidację sił i zdjęcie z porządku dziennego kwestii, które dzielą koalicję, a które i tak nie mogą być zrealizowane z powodu weta prezydenta.
Nie wystarczy też nieustanne rozliczanie ośmiu minionych lat PiSu, zwłaszcza, że obok dawnej partii rządzącej wyrosły na prawicy dwie konfederacje, które nie są obciążone procesem rządzenia.
Trzeba zbudować nowe, spójne i wiarygodne programy, a przede wszystkim w ciągu tego półtora roku, który pozostał, rozwiązać problemy, które ludzi szczególnie trapią. Do nich należy przede wszystkim kulejąca służba zdrowia i niesprawiedliwy system podatkowy, a także dostępność mieszkań dla młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie.
Im mniej komitetów wyborczych w demokratycznej rodzinie tym lepiej, co chyba już zdołałem wyłuszczyć wcześniej, a jeszcze lepiej zrobili to węgierscy bratankowie w praktyce.
Zamiast marzeń o konstytucyjnej większości (ostatnio to się udało w 1993 roku w szczególnych warunkach politycznych i gospodarczych, przy kompletnie rozdrobnionej polskiej prawicy), trzeba postawić sobie za cel zdobycie możliwości odrzucania niekonstruktywnego weta, szkodzącego Polsce prezydenta.
To też nie będzie łatwe zadanie. Na razie średnia sondaży jest po stronie polskiej prawicy.
Potrzebne są wszystkie ręce na pokład już teraz, a nie dalsze przeciąganie liny w wielobarwnej koalicji!
Mniej celów, a więcej skuteczności, czego też nas uczy Peter Magyar!









