Kobieta wygląda jak macica

18 sty 2018

Od razu wyjaśniam – powyższe słowa, choć brzmią albo jak wynurzenie seksistowskie albo przewrotna forma szyderstwa z ideologii fanatyków antyaborcyjnych od blisko trzech dekad terroryzujących – przy wsparciu Kościoła kat. – polskie kobiety, są cytatem z jednego ze szkiców ze zbioru esejów, poświęconego korespondencji Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej, a pochodzi ten cytat z jednego z listów poetki.

To nie tylko dokument świadomości z zaprzeszłej epoki, ale także świadomości części współczesnych kobiet w Polsce co do własnego ciała. Niestety, także wśród nich jest sporo takich, które biernie poddają się dyktatowi Kościoła kat i części polityków, ale są i takie, jak Kaja Godek, Magdalena Korzekwa-Kaliszuk i inne fanatyczne aktywistki anty-wyboru, większość posłanek PiS na czele z Anną Milczanowską, która krzyczała z sejmowej mównicy, że aborcja chorych płodów potworków, to „ohydna zbrodnia”, ale także cześć posłanek PO z Joanną Fabisiak, które stoją w pierwszym szeregu kobiet walczących o to, by piekło kobiet w Polsce stało się jeszcze straszniejsze niż jest od lat.
Zagadnienie relacji między kobietą a medycyną pojętą niekoniecznie jako profesja, ale jako fenomen, to kwestia frapująca i tajemnicza. Kobieta jako pacjentka, kobieta ciężarna, kobieta rodząca to krąg spraw tajemnych, czasem mrocznych, zawsze o dużym ciężarze gatunkowym, zawsze ogromnie wiele mówiącym o naturze kobiety. Zwłaszcza krąg medyczny związany z ginekologią i położnictwem jest frapujący, bo ocierający się o sferę płciowości, o tajemnicę kobiecości, cielesności kobiecej. W polskiej literaturze Dwudziestolecia 1918-1939 dotyka tego kręgu choćby „Zazdrość i medycyna” Michała Choromańskiego, „Przymierze z dzieckiem” Wandy Melcer, „Całe życie Sabiny” Heleny Boguszewskiej czy „Grypa szaleje w Naprawie” Jalu Kurka”, a w publicystyce choćby Tadeusz Boy-Żeleński, a po 1945 roku n.p. „Niemiłosierni” Marii Jarochowskiej (z akcją osadzoną przed wojną), czy „Mój drugi ożenek” Józefa Mortona”, proza Hanny Ablewicz i Natalii Rolleczek, dramaturgia Tadeusza Różewicza („Stara kobieta wysiaduje”), a nawet poezja Hanny Świrszczyńskiej („Jestem baba”). W literaturze obcej temat ten, o wiele mocniej, o wiele bardziej bezceremonialnie, dosadnie, nawet obscenicznie wybrzmiał m.in. w słynnej „Grupie” Amerykanki Mary McCarthy, w „Orestesie i wielorybie” Niemki Hedwig Rohde, w „Kinomanach”, „British Museum w posadach drży” i „Gdzie leży granica”, Brytyjczyka Davida Lodge, „Poważnej decyzji” Gabriele Wohmann, „Zimowych dzieciach” Szwedki Agnety Plejel, „Opowieściach podręcznej” Margaret Atwood, czy ostatnio w „Akuszerce” Finki Keti Kettu i w wielu innych. Zwłaszcza sporo jest tego typu prozy w Skandynawii, Austrii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, USA, różnego zresztą lotu.
Tym razem mamy do czynienia z opracowaniem naukowym. Arleta Galant i Agata Zawiszewska przygotowały i zredagowały pracę zbiorową, która w różnych aspektach obejmuje specyficzny splot: kobieta, literatura, medycyna. Co te trzy kategorie mają ze sobą wspólnego? Wspominałem wyżej „Zazdrość i medycynę” Michała Choromańskiego, powieść pokazującą medyczny aspekt natury kobiecej, jej uwikłanie w wymiar prokreacji, płci, pożądania, namiętności. W przypadku pracy o której mowa, chodzi także o coś jeszcze innego. O kobiecy aspekt tego czym jest medycyna, służba, wychowanie. I tak np. jest tu modelowy portret kobiety-lekarza, sanitariuszki, wizerunek pielęgniarki w międzywojennych magazynach kobiecych i branżowych, rzecz o chorobach wenerycznych, o oddziale kobiecym w szpitalu psychiatrycznym, o kobietach-„królikach doświadczalnych” w Ravensbruck. Są studia chorób Katarzyny Kobro i Stanisławy Przybyszewskiej, jest historia solitera, który tkwił w ciele Gabrieli Zapolskiej, jest afrykańska medycyna domowa w XIX wieku, są wspomnienia lekarek z warszawskiego getta, jest studium „ekonomii łożyska”. Jest nawet temat poezji naznaczonej motywami medycznymi, szpitalnymi, chorobowymi. Jest też studium Ingi Iwasiów o tajemniczych „bezoarach”, ale nie zdradzę o co chodzi, bo może dzięki temu kogoś zachęcę do sięgnięcia po to frapujące, choć nie bardzo łatwe w lekturze studium.
W całej tej summie tekstów otrzymujemy, jako generalium, figurę kobiety w konfrontacji z fenomenem medycyny, zdrowia, choroby, ciąży, porodu, szpitala, także prześwietloną przez literaturę (Magdalena Tulli, Zofia Nałkowska, Maria Komornicka, Alice James, Kazimiera Iłłakowiczówna). Gorąco rekomenduję te mądre i niebanalne studia. To lektura w sam raz zwłaszcza na czas kolejnej, nieśmiertelnej ciągle w Polsce batalii o prawo do/zakaz aborcji. Także dla kobiet dorzucających paliwa do piekła ich własnej płci.

„Kobieta, literatura, medycyna”, pod red. Arlety Galant i Agaty Zawiszewskiej, wyd. Uniwersytet Szczeciński, Szczecin 2016, str. 642, ISBN 978-83-7972-100-9

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...