Nie CPK, tylko COP 2. Wszystko dla Janusza biznesu – nic dla Zenka, jego pracownika

Po lewej: Fabryka Obrabiarek H. Cegielski – Oddział w Rzeszowie, wybudowana w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego (ze zbiorów NAC). Po prawej: Druga Zaawansowana Baza Produkcyjna NIO w Hefei, Chiny (fot. Xinhua)

Zgodnie z tradycją nadwiślańskich liberałów po 1989 r. strumień publicznych funduszy znów znalazł przystań na kontach Januszów biznesu. Skala tej patologii dopiero będzie ustalona. Jednak już teraz można wskazać główną przyczynę. Zrobił to proroczo w swojej najnowszej książce nieoceniony znawca polityki przemysłowej i rozwojowej prof. Andrzej Karpiński (Alarm dla Ziem Odzyskanych. Doświadczenia osiemdziesięciolecia 1945-2025, Dom Wydawniczy Elipsa 2025). Kontynuatorom mistrzów deindustrializacji L. Balcerowicza i J. Lewandowskiego radzi przemyśleć doświadczenia różnych państw, które skutecznie przemodelowały gospodarkę dzięki skutecznemu interwencjonizmowi.

Poszukiwany, poszukiwana. Symbolem skutecznego interwencjonizmu jest Centralny Ośrodek Przemysłowy budowany u kresu II RP i wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, główny jego budowniczy. Pisowszczycy mieli tylko budowniczych własnych fortun: M. Morawieckiego czy D. Obajtka. W obecnym koalicyjnym rządzie mamy tylko głównego księgowego kraju A. Domańskiego. Za męża stanu może teraz uchodzić były telewizyjny trefniś. Trudno w tej sytuacji liczyć, by pojawiła się przemyślana, długoterminowa polityka rozwojowa państwa. Powinna się ona koncentrować na technologiczno-energetycznej przebudowie gospodarki. Jej sercem jak COP II RP powinno się stać nieistniejące centrum przemysłów wysokiej techniki – COP 2. Zbudowane przez zagraniczny kapitał duże zakłady, zatrudniające ponad tysiąc pracowników, ulokowane zostały głównie w województwie dolnośląskim. Na 25 ulokowanych na Ziemiach Odzyskanych aż 13 znalazło tu strefę specjalną taniej wykwalifikowanej pracy, ulgi podatkowe, zbudowaną z funduszy publicznych infrastrukturę, no, i oczywiście łatwy transfer zysków, pęczniejących po niczym nie zakłócanej optymalizacji podatkowej. Pozostanie nam ekscytacja anachronicznym obecnie CPK. W obecnych realiach kryzysu planetarnego i wobec spodziewanego obłożenia wyższym podatkiem paliwa lotniczego – przestaną podróżować samolotami kwiaty z Kenii do wytwornych europejskich kwiaciarni. System długodystansowego transportu towarów będzie oparty na kontenerowcach (tym samym portach przeładunkowych), pociągach z napędem elektrycznym i ciężarówkach-elektrykach, bądź w przyszłości z napędem w postaci ogniw wodorowych. Orientacyjne zużycie energii w kWh na 100 kilometrów przy transporcie kontenera z ładunkiem 10 ton wynosi: 15 dla kontenerowca, 30 pociągu i 200 ciężarówki. Transport lotniczy zużywa aż 1200 kWh (za M. Popkiewiczem). Panu Horale podziękowaliśmy za późno.

Coraz więcej refleksyjnych głosów sygnalizuje narastającą anarchizację w postawach i zachowaniach polskiego społeczeństwa. Powraca wręcz magnacko-szlacheckie warcholstwo. Tym razem w postaci darwinizmu społecznego, koncentracji na karierze i materialnej konsumpcji, rosnącym dystansie między klasami obsługującymi zagraniczne korporacje a małomiasteczkowymi pracownikami Januszów i Rafałów bieda-biznesu. Zanika solidarność wspólnoty życia i pracy. Na dodatek, jak kiedyś szlachta bała się absolutum dominium, tak teraz współczesny drobnomieszczanin przeżywa zorganizowaną histerię przed Putinem i kolorowym migrantem (S. Bieleń, J. Dobrzański, S. Filipowicz, L. Mażewski, A. Szahaj…). Demokracja wyborcza podporządkowała debatę publiczną nad strategią narodową marketingowi wyborczemu. Dominują tu wiecowi stand-uperzy, zwolennicy darwinizmu społecznego a la Mentzen, specjaliści od póz i min. Świat realny słabo odzwierciedla się w memach i podkastach. Niewiedzącym nic po mędrca szkiełku, kiedy głowa stała się pojemnikiem na informacyjne śmiecie. Może je tu wrzucić szkoła, ambona, wymowny influencer, władca aplikacji, nawet prezydent kraju.

Inna RP. Straciło powab rozumienie republiki jako całości stopionych ze sobą pierwiastków: praw obywatelskich, politycznych i socjalnych. A także warunku praktycznego – aktywnego współudziału obywateli w decydowaniu o tym, co zasługuje na miano racjonalności ogólnospołecznej.Na pewno, nie jest to wzrost gospodarczy sprzęgnięty z masową konsumpcją. Gdyż ten pogłębia kryzys planetarny, na dodatek obdarza zyskami i władzą nielicznych. Nowoczesny republikanizm różni się od liberalnej koncepcji jako wolności od państwa, jego nieingerencji, głównie w sferę stosunków własnościowych (regulacja rynku, przymus podatkowy, który boli najbardziej). Jak pisze Urlike Guérot, „republika zapewnia bezpieczeństwo jako przesłankę wolności, tworząc dla niej zarazem prawne oraz materialne warunki”. Taki ideał przyświecał Światowemu Forum Społecznemu pod duchowym przywództwem Samira Amina. Postulaty demokratyzacji ustroju UE, dewzrostu i postkapitalizmu głosi też formacja DiEM 25, założona przez Yanisa Vaurofakisa i Srećko Horvata.

Także w polskim życiu politycznym i publicznym uczestniczy wiele rozproszonych podmiotów, których ideałem i celem jest harmonijne społeczeństwo. Takie społeczeństwo łączy efektywną gospodarkę z bezpieczeństwem socjalnym obywateli. Dla wielu opiniotwórczych uczestników polskiego życia publicznego modelem są społeczeństwa skandynawskie, obecne zwłaszcza fińskie. W przeciwieństwie do społeczeństwa amerykańskiego, które najwyżej ceni indywidualny sukces sprowadzony do aktywów majątkowych – Skandynawowie łączą protestancki indywidualizm z solidaryzmem społecznym. Potrafią żyć jednocześnie osobno i razem. Harmonijne społeczeństwo, zestrojone ze środowiskiem naturalnym, jest bliskie zielonym, ruchom miejskim, rozproszonym formacjom lewicowym, związkom zawodowym, ruchom dążącym do równości płci, zapewnienia kobietom praw reprodukcyjnych, ruchom dążącym do przezwyciężenia podziałów etnicznych czy rasowych. Taka wspólnota życia i pracy jest dla tych, którym nie marzy się jedynie rola przedsiębiorców samych siebie; tych, którzy nie chcą zajadle rywalizować o resztki miejsc pracy. Lider z autorytetem i zaufaniem, sprawny organizacyjnie, który by przewodził temu zadaniu, miałby szanse dołączyć do grona kreatorów polskiej nowoczesności: A. Tyzenhausa, S. Staszica, K. Druckiego-Lubeckiego, S. Szczepanowskiego czy E. Kwiatkowskiego. Bynajmniej nie byli to ekonomiści, tym bardziej liberalni. W całym POPiSie ich nie znajdziecie. A na lewicy? Podobne ideały przyciągają coraz więcej aktywnych młodych Polek i Polaków do antyPOPiSowskiej formacji RAZEM.

Tylko państwo jako reprezentant racjonalności ogólnospołecznej może być narzędziem budowy takiej wspólnoty. To wyklucza liberałów ekonomicznych. Liberałowie, oprócz Autostrad Wolności i Solidarności, niewiele mają do zaoferowania tym, których praca uruchamia na co dzień maszynerię zysku. Pilnują budżetu, wysokości długu publicznego, ale pozostawią rynkowi ocenę wartości pracy, warunków pracy i płacy, nie ograniczą konkurencji z chińskim wychodźcą ze wsi budującym teraz kapitalizm. Wszystko załatwi za nich rynek. A on przecież tylko informuje o zsumowanych skutkach decyzji firm, państwa, konsumentów; informuje w konsekwencji o zmianach w poziomie produkcji i konsumpcji. A ta przecież uzależniona jest od dochodów. Ja np. nie marzę o własnym odrzutowcu, wystarczyła by mi dobrze zorganizowana i tania energetycznie komunikacja zbiorowa. Szeroki udział wszystkich obywateli w różnych formach demokracji bezpośredniej, zapewnienie równych praw wszelkim mniejszościom, otwartość kulturowa i pluralizm wartości, oświeceniowy racjonalizm wyklucza z kolei konserwatystów i zwolenników „wielkiej katolickiej Polski”, wolnej od imigrantów. Ta partia bogobojnych retrocmentarnych patriotów, oferuje tylko powtórkę z historii: autokrację sanacji bis (plus endecję jako miejscowe znieczulenie ideologiczne). Niewiele dobrego można rzec o PO. To partia klas obsługujących zagraniczny i krajowy biznes. Swój program już zdążyła zrealizować. Oni już zostali skorumpowani darami Rynkowego Pana.

Strategia reindustrializacji wdrażana przez państwo ma na celu wspieranie konkurencyjności gospodarki narodowej. To interwencjonizm podażowy. Główną rolę odgrywają rządowe agencje rozwoju, wyposażone w bogate instrumentarium oddziaływań, jak tworzenie okręgów przemysłowych czy parków nauki. Dzięki nim powstają pozytywne efekty zewnętrzne oraz korzyści skali. Przykład daje amerykańska DARPA. Od połowy lat 50. do połowy lat 90-tych amerykański rząd wydał ponad bilion dolarów na badania i rozwój broni nuklearnej. Dzięki temu strumieniowi środków wynaleziono broń laserową, satelity szpiegowskie i meteorologiczne, inteligentne rakiety, chipy komputerowe. Tak powstały zręby tzw. społeczeństwa informacyjnego. Według Mariany Mazzucato, państwo powinno mieć w zamian udział we własności patentów, które faktycznie współfinansuje na różnych etapach przygotowania. W szerszym zakresie finansowanie R&D powinno przybierać formę pożyczki. Jej spłata by zależała od przyszłych dochodów firmy, która z nich skorzystała. Np. według Andrzeja Sopoćki, przy odpowiedniej interpretacji art. 42 ustawy o NBP można dopuścić możliwość udzielania przez NBP któremuś z banków komercyjnych długookresowgo kredytu na finansowanie określonych inwestycji. Taki kredyt mógłby być rolowany dowolnie długo, przy tym nie obciążając ani długu budżetowego, ani długu publicznego.

Wespół w zespół w stronę postkapitalizmu. Dzięki strategii reindustrializacji powstaną lepiej płatne miejsca pracy, ponieważ przemysły wysokiej techniki przejmują więcej wartości dodanej. Byłyby miejsca pracy dla młodego pokolenia z dyplomami z dziedziny bio- czy nanotechnologii. A praca ma dużą moc socjotwórczą. Łączy ludzi, zarówno pracujących rękami, jak i głową. Tworzą oni rozległe więzi społeczne, gdyż każda praca zawiera jako nieodłączny swój składnik współpracę, niekiedy bardzo pośrednią, różnych grup ludzkich. Dlatego wymaga integracji na wyższym poziomie organizacji, na poziomie całości społecznej. Przede wszystkim zharmonizowania trudu i motywu pracy. Nie może nim być współcześnie tylko przymus fizycznego przetrwania. Taką motywację buduje przekonanie ludzi, że praca, jej jakość i ilość, jest powszechnym, równym dla wszystkich kryterium dostępu do dóbr społecznych. Dlatego konieczna jest większa progresja podatkowa, np. wprowadzenie trzeciego progu podatkowego. Każdy bowiem produkt jest wytworem wspólnej pracy wielu ludzi, także minionych pokoleń, głównie wynalazców. Ważne jest świadectwo Warrena Buffeta, jednego z najbogatszych ziemian: „myślę, że społeczeństwo jest odpowiedzialne za bardzo znaczący procent moich zarobków. Gdyby ktoś mnie osadził w Bangladeszu, Peru, czy gdzieś tam, to przekonałby się jak wiele mógłbym ze swoim talentem osiągnąć na niedobrej ziemi. Pracuję w systemie rynkowym, który akurat dobrze nagradza to, co robię – nieproporcjonalnie dobrze”. Przedsiębiorcę wspierają bowiem i instytucje państwa, i infrastruktura naukowa, i prawo spółek i inne przepisy prawa handlowego, i system edukacji, zapewniający podaż dobrze wykształconych naukowców, inżynierów, menedżerów, i system finansowy, umożliwiający pozyskiwanie wielkich ilości kapitału na rozwój firm, i prawa patentowe i prawa własności intelektualnej, chroniące ich wynalazki, i łatwo dostępny rynek dla ich produktów itd. itd. To są koszty ponoszone przez społeczeństwo. Z tej racji, laureat tzw. ekonomicznego Nobla, Herbert Simon, oszacował, że 90% dochodów pochodzi z innych źródeł niż osławiona „przedsiębiorczość”, talent czy inne walory bohatera naszych czasów – błogosławionego twórcy miejsc pracy. Przede wszystkim chodzi o przeciwdziałanie kumulacji majątków i kapitału nie pochodzących z dochodów płacowych. Dlatego Thomas Piketty radzi wziąć tłustego misia za nogi i potrząsnąć jego kiesą.

Niestety, doświadczenie historyczne pokazuje, że tylko głęboki kryzys danej formacji społecznej stwarza szanse jej głębokiej rekonstrukcji. Dopiero wówczas byłaby możliwa nowa konfiguracja kapitalizmu, uspołecznianie powstającego bogactwa społecznego i narzucenie ścisłych norm wykorzystywania zasobów biogeochemicznych. Bez odejścia od wzrostu gospodarczego, a to przecież dynamo Systemu – tylko nasilą się wszystkie jego plagi: ekologiczne, społeczne, wojna wszystkich ze wszystkimi, słowem, eksterminizm. Wszystko co najgorsze wciąż przed nami: w różnym stopniu na globalnym Południu i zmierzchającym stopniowo Zachodzie.

Tadeusz Klementewicz

(ur. 1949) – polski politolog, profesor nauk społecznych, wykładowca na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalista w zakresie teorii polityki i metodologii nauk społecznych. https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Klementewicz

Poprzedni

Brunatne bataliony

Następny

Wspólne oświadczenie po rozmowach handlowych Chiny-USA w Sztokholmie