Nie miał „pięknej karty opozycyjnej”…

„W naszym narodzie jest takie myślenie, że kto głośniej krzyczy – jestem patriota, ten daje sobie alibi, znajduje się pod kloszem, pod ochroną. Tak, że nie sposób go już atakować. Tymczasem patriotyzm, to nie radykalizm! Bywa, że ktoś, kto jest ostrożny i powściągliwy, jest największym patriotą. Bo na przykład myśli o narodzie, nie rzuca jego losu na stos. Mówi się- miał piękną kartę opozycyjną. I to już rozgrzesza, jest przepustką do historii. Tymczasem Wojciech Jaruzelski nie miał pięknej karty opozycyjnej, a Jego zasługi w odzyskaniu niepodległości w 1989 roku są fundamentalne”
prof. Andrzej Romanowski

Generał Wojciech Jaruzelski 6 lipca 2020 skończyłby 97 lat godnego i pracowitego życia.
Przyszły Generał, syn pierworodny Władysława i Wandy Jaruzelskich, urodził się 6 lipca 1923 r. w Kurowie. Kościelny zapis metrykalny podaje, o godz. 9 wieczorem. Na chrzcie w kościele parafialnym, 7 października nadano dziecku imiona: Wojciech, Witold. Rodzice chrzestni – Hipolit Zaremba, ojciec Matki i Zofia Mokrzyńska, siostra Ojca dziecka.
Ród Jaruzelskich
Korzenie szlacheckiej rodziny Jaruzelskich sięgają XIV wieku. Na włościach Jerusele w powiecie drohiczyńskim, osiadła rodzina przybyła ze wsi Ślepowrony. Stąd w późniejszych latach i wiekach postało nazwisko Jeruzelscy v. Jaruzelscy herbu Ślepowron. Pielęgnowali tradycje rodowe, zajmując różne urzędy ziemskie, wśród nich stolnika, podczaszego, chorążego ziemskiego, cześnika, łowczego. Wielu było rycerzami (żołnierzami), pełniąc funkcje towarzyszy i chorążych kohort pancernych.
Pradziadek Generała, Antoni-Józef był dziedzicem dóbr Rusi Starej, Sokołów i części miasteczka Sokoły. Miał pięciu synów. Jednym z nich był Wojciech, dziadek Generała, po którym wnukowi nadano to imię. Za udział w powstaniu styczniowym zesłany na 12 lat do Szadryńska (Syberia). Część drogi przebył pieszo, mimo przysługującej mu z racji szlachectwa tzw. kibitki. Wiele razy wspominał o strasznym głodzie, jaki cierpieli skazańcy. Wrócił po 8 latach, w wyniku amnestii.
Osiadł w pomniejszonym konfiskatą majątku, w powiecie łomżyńskim. Ożenił się z Heleną Filipkowską, córką dziedzica dóbr Zaremby Kościelne, Niemiry i Dmochy. Miał czterech synów, jednym z nich był Władysław – Mieczysław, Ojciec Generała, ur. w 1899 r. w Rusi Starej.
Prapradziadek ze strony Matki, Leonard Jodko-Narkiewicz służył w Legionach gen. Jana Henryka Dąbrowskiego; w Wojsku Księstwa Warszawskiego, a następnie Królestwa Polskiego. Dosłużył się stopnia podpułkownika, licznych orderów, w tym Legii Honorowej. Jego syn Konstanty był kapitanem w Korpusie Inżynieryjnym gen. Ignacego Prądzyńskiego oraz konstruktorem śluzy na Kanale Augustowskim.
Rodzice Generała
Ojciec Generała. Władysław, początkowo uczęszczał do gimnazjum rosyjskiego w Łomży. Gdy po 1905 r. (rewolucja lutowa), zaczęły powstawać polskie szkoły, przeniósł się do Warszawy i ukończył gimnazjum Wojciecha Górskiego (kilka lat później ukończył je Stefan Wyszyński, przyszły Prymas Polski). Nie zwalniało ono z odbycia służby w armii carskiej. Chcąc jej uniknąć, nielegalnie przedostał się do rodziny w Galicji (brata Ojca, Józefa- Benedykta, właściciela majątku Kniaże w Małopolsce Wschodniej), a stąd na studia do Akademii Rolniczej w Taborze (Czechy).
Po ukończeniu wyższych studiów wrócił do Polski. Jako ochotnik walczył w wojnie polsko-radzieckiej 1920 r., w oddziale słynnego „zagończyka” Feliksa Jaworskiego, którego czyny bojowe opisuje Zofia Kossak – Szczucka w książce „Pożoga”. Następnie podjął pracę administratora w majątkach: Leśnictwo, Moszenki, Pliszczyn, Kurów. Okazał się świetnym fachowcem, o czym świadczą listy polecające wszystkich pracodawców. We wrześniu 1922 r. ożenił się z Wandą Zaremba, córką Hipolita i Zofii, właścicieli majątku ziemskiego w Trzecinach (powiat Wysokie Mazowieckie).
Matka Generała, ukończyła pensję Leonii Rudzkiej w Warszawie, a następnie Szkołę Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach.
Państwo Jaruzelscy, w styczniu 1925 roku, z półtorarocznym synem Wojciechem, opuścili Kurów i przenieśli się do majątku Trzeciny, którego właścicielami byli rodzice Matki.
Rodzice Generała mieszkali w małym dworze, w dużym – dziadkowie. Ojciec Generała kierował pracami rolnymi, Matka prowadziła hodowlę zarodową (mleko wysyłano pociągiem do Warszawy). Zajmowali się pracą społeczną. Ojciec w kółku rolniczym udzielał fachowych porad okolicznym gospodarzom w zakresie hodowli i uprawy roli. Matka wspomagała finansowo szkołę powszechną, którą jeszcze jako elementarną, w czasach carskich – zajmowała się jej matka Zofia. Obie w Katolickim Stowarzyszeniu Kobiet, organizowały kursy szycia i gotowania dla młodzieży wiejskiej, prowadziły spotkania oświatowe dla rodzin chłopskich i akcje pomocy dla kilku studentów, rekrutowanych przez Sodalicję Mariańską i Bratnią Pomoc. Niektórzy z nich np. Grzegorz Leszczyński, otrzymywali pomoc finansową i paczki żywnościowe. Po wojnie, pomógł on Teresie, siostrze Generała podjąć naukę i studia w Lublinie na KUL (Wydział Polonistyki).
Dzieciństwo i młodość
Pierwsze lata życia, upłynęły Generałowi w Trzecinach, z dziadkami, rodzicami i młodszą siostrą Teresą (ur. w 1928 r.).
Początkowo nauczaniem chłopca zajmowała się w domu Matka. Uczniem miejscowej szkoły powszechnej był jeden dzień. Później uczył go w domu nauczyciel, Jan Kurkiewicz. Gdy ukończył 10 lat, rodzice skierowali syna na naukę do gimnazjum, wówczas nazywane kolegium. Prowadzili je Księża Marianie na Bielanach w Warszawie. Wojciecha zapisano w roku szkolnym 1933/34 do klasy o programie V- oddziałowej szkoły powszechnej. Czesne było wysokie, miesięcznie 176 zł, z tego 54 zł za naukę i 122 zł za internat. Dwa lata później, już ok. 200 zł.
Gimnazjum należało do grona szkół elitarnych. Znane było z wychowywania młodzieży w duchu polskiej tradycji i na zasadach katolickich. Wyróżniało się samorządem uczniowskim, zwanym „Uczniowską Rzeczypospolitą Bielańską”, której działanie regulowała uczniowska konstytucja. Generał, odpowiadając na list byłego wychowawcy z Bielan, ks. Jana Przybysza, przebywającego na emigracji w Londynie – nawiązał do tego faktu w liście z 9.11.1989 r. pisząc: „Choć minęło już ponad pół wieku od tamtych dziecięco – młodzieńczych lat, mnie również wspomnienia Rzeczypospolitej Bielańskiej nie opuściły. Chyba niewielu poprzednim pokoleniom przychodziło przeżywać aż tyle przemian, w ciągu jednego, ludzkiego życia”. W gimnazjum znajdowało się muzeum. Gromadziło m.in. dokumenty od czasów Jana Kazimierza, pisma ulotne z okresu Sejmu Wielkiego, sporo pism Staszica, Rządu Narodowego Powstania Styczniowego, w tym dział poświęcony Romualdowi Trauguttowi. Muzeum patronował ksiądz Józef Jarzębowski. Istniała też biblioteka, w 1939 r. liczyła ok. 30 tys. tomów. Wojciech Jaruzelski od 1935 r. był harcerzem i członkiem Sodalicji Mariańskiej.
Wychowawcami w gimnazjum byli księża marianie, ale większość nauczycieli stanowiły osoby świeckie. Roman Kadziński, nauczyciel języka polskiego dobrze pamiętał najlepszych uczniów tego przedmiotu – Wojciecha Jaruzelskiego i Tadeusza Gajcego, późniejszego poetę, który zginął w Powstaniu Warszawskim. Po ukończeniu IV klasy gimnazjum i uzyskaniu małej matury, przyszły Generał przyjechał na wakacje do domu w Trzecinach. Wkrótce okazało się, że wojna drastycznie przerywa dalszą naukę i wiejskie życie rodziny Jaruzelskich.
Wybuch wojny i pierwsze lata
Wybuch wojny 1939 r. zmienił życie każdej polskiej rodziny. Pierwsze dni minęły rodzinie Jaruzelskich względnie spokojnie. Jednakże wciąż zbliżały się wojska niemieckie. Wanda i Władysław Jaruzelscy z dziećmi, 10 września zdecydowali się na wyjazd bryczką i trzema furmankami z woźnicami. Dołączyli do masy uchodźców, przemieszanych z żołnierzami z rozbitych oddziałów Wojska Polskiego. Udali się na Wschód licząc, że wojna nie potrwa długo i wkrótce wrócą. Opuścili Trzeciny – jak się okazało – na zawsze.
Jechali głównie nocami, w dzień Niemcy bombardowali zatłoczone drogi. Tydzień po wyjeździe dotarli do majątku Jagnieszczyce (woj. nowogródzkie). Tu dowiedzieli się, iż rano Armia Czerwona przekroczyła granice Polski. Ze strony miejscowej ludności pojawiały się wyrazy nienawiści. Uchodźcom wygrażano, mówiono „wy polskie pany”. Zdecydowali się na powrót, ale nie do domu, a na Litwę, gdzie – jak sądzono – zamieszkuje rodzina Ojca. Jadąc tam, pod Grodnem oczekiwali na prom przez Niemen. Wówczas nadjechały radzieckie czołgi. Doszło do walki z polskim oddziałem, którą obserwowali ukryci w dołach małego zagajnika. Po przeprawie przez Niemen, zdecydowano kontynuować podróż na Litwę.
Litwa, deportacja na Syberię
W Kopciowie, przekroczono granicę. Na Litwie nikogo z rodziny nie znaleziono. Z pomocą przyszła im Polonia Litewska. Rodzina Jaruzelskich znalazła schronienie w majątku państwa Hawryłkiewiczów w Winksznupiach, z którymi los połączył ich aż na Syberię.
Latem 1940 roku, po przyłączeniu Litwy do ZSRR, pojawiły się obawy Polaków o deportację w głąb Związku Radzieckiego. Litwini zachęcali do starań o obywatelstwo. Polscy uchodźcy, w tym Władysław Jaruzelski liczyli, iż pozwoli to uniknąć deportacji. Doszło jednak do niej 14 czerwca 1941 r. Z pobliskiego miasta Wiłkowyszki wyruszył transport kolejowy, załadowany polskimi, a zwłaszcza litewskimi rodzinami.
Władysława Jaruzelskiego z innymi mężczyznami, umieszczono w oddzielnym wagonie na końcu transportu. Odłączono go od składu w Nowej Wilejce i skierowano do łagru -7 łagpunkt Reszoty (Krasnojarski Kraj). Podróż rodziny (bez męża i ojca), w bydlęcych wagonach, z zakratowanymi okienkami i zaryglowanymi drzwiami, trwała prawie miesiąc. Zesłańcy przez Jarosław, Wołogdę, Kirow, Świerdłowsk, Omsk, Nowosybirsk, Barnauł, dotarli do Bijska (Ałtajski Kraj), końcowej stacji kolejowej, nad rzeką Biją. Stąd skierowano ich do leśnej osady Turaczak, ok. 300 km od Bijska. Umieszczono ich w prymitywnej chacie, nie ogrzewanej, bez światła i wody, z dwiema rodzinami Polaków z Litwy: Hawryłkiewiczów i Wasilewskich. Syn otrzymał pracę drwala w tajdze, „na parę” z Ludwikiem Wasilewskim. Przybywających zesłańców spotykała życzliwość mieszkających tu prostych ludzi, zwłaszcza Sybiraków. Okres ten, na podstawie wspomnień siostry Generała – Teresy Starnawskiej, opisuje Peter Raina w książce pt. „Jaruzelski młode lata” (Wyd. Książka Polska, Warszawa 1994).
NKWD w październiku 1941. wezwało Wojciecha Jaruzelskiego wraz z Edwardem Hawryłkiewiczem, który biegle mówił po rosyjsku i powiadomiło, że porozumienie zawarte między polskim rządem emigracyjnym w Londynie, a rządem radzieckim zmienia ich status. Rodziny mogły przenieść się do maleńkich izb, też bez wody i światła elektrycznego. Był jednak piec, a więc ogrzewanie, gdy już nastały mrozy. Matka z córką mogły spać na skleconej pryczy, syn – na słomie, na podłodze.
Wojciech dostał pracę „pod dachem”, pomocnika magazyniera. Wtedy nadeszła wiadomość, że Ojciec po wyjściu z łagru szuka ich w Bijsku, sugerując, że syn jest powołany do armii. Wojciech w styczniu 1942 roku zdecydował o ucieczce z Turaczaka. Korzystając z okazji, że miejscowi wozacy udawali się do Bijska, po zamarzniętej rzece Biji, saniami przewieźli Matkę z córką i synem. Rodzina znów była razem. Wszystkim doskwierał głód. Syn podjął pracę drwala w lesie, „na parę” z Dominikiem Niwińskim. Ojciec po wyjściu z łagru był bardzo wycieńczony. Został wozakiem w gospodarstwie rybnym. Zachorował na krwawą dezynterię. Zmarł 4 czerwca 1942 roku. Pochowany na miejscowym cmentarzu, w grobie obłożonym darnią, z brzozowym krzyżem.
Michaił Gorbaczow, gdy dowiedział się o syberyjskich losach rodziny Generała, polecił wykonanie pomnika na grobie Ojca Generała i obok drugiego z inskrypcją: „Polakom zmarłym na Syberii w 1939-1945 roku”. Generał odwiedził Bijsk i cmentarz w 2005 roku, w 60. rocznicę zwycięstwa nad hitleryzmem. Sfinansował tablicę w języku polskim. Spotkał się z miejscowymi Sybirakami, proboszczem polskiej parafii, księdzem Andrzejem Obuchowskim, opiekującym się potomkami polskich zesłańców.
Syberyjski epizod ma nieoczekiwane, wręcz niesamowite dopełnienie. Na mocy ustawy z 17 października 2003 r. wszystkim Sybirakom przysługuje pamiątkowy Krzyż Zesłańców Sybiru, nadawany przez Prezydenta RP, na wniosek organizacji kombatanckich. Generał taki Krzyż otrzymał.
Okazało się, że „nie słusznie”. Odpowiedzialność spadła na kilku pracowników Kancelarii. 30 marca 2006 roku zwrócił Krzyż (do tego czasu uhonorowano nim kilka tysięcy zesłańców), pisząc w liście otwartym do Prezydenta RP: „Jako porucznik na przedpolach Berlina w kwietniu 1945 roku i jako generał armii na najwyższych urzędach czuję się – w stosownym oczywiście zakresie – odpowiedzialnym za wszystko, co działo się w Polsce takiej, jaką w realiach podzielonego świata ona była. Za to, co było dobre – i za to, co było złe. O tym pierwszym myślę i mówię z satysfakcją.
O tym drugim przypomnę, że w kilku napisanych przeze mnie książkach, chyba już w setkach artykułów, wywiadów, wypowiedzi (w tym w oficjalnych oświadczeniach) często pojawiają się słowa: żałuję, ubolewam, przepraszam. Odnosi się to szczególnie do tych wszystkich okoliczności i faktów, jakie niosły ze sobą jakąś ludzką krzywdę i ból. Jeśli przyczyniłem się do nich w sposób bezpośredni, czy pośredni, widzę to tym ostrzej”.
Kilka refleksji – pod rozwagę
Uczestnicząc w walkach I Armii Wojska Polskiego o wyzwolenie Polski- od jej rubieży wschodnich, przez Warszawę, przełamanie Wału Pomorskiego, walki nad Bałtykiem i Odrą, aż po Łabę, był dwukrotnie ranny. Zasłużył na Srebrny Krzyż Orderu Wojennego Virtuti Militari, dwukrotnie na Krzyż Walecznych, trzykrotnie na Medal Zasłużony na Polu Chwały. Odwagę wojskową łączył z odwagą cywilną. Wykazał to, służąc na różnych stanowiskach wojskowych, państwowych i politycznych – do najwyższych. Wiele razy stawał w obliczu konieczności podejmowania trudnych decyzji, brzemiennych w długofalowe skutki. W takich sytuacjach kierował się zawsze najlepiej rozumianą polską racją stanu, polskimi interesami narodowymi. Każdy z dorosłych Państwa Czytelników ma własną ocenę tego, „co było dobre – i co było złe”. Na ile podejmowane decyzje były racjonalne, realistyczne, głęboko przemyślane, mądre.
Zachęcam do namysłu nad cytowaną wypowiedzią prof. Andrzeja Romanowskiego oraz kilku, spośród tysięcy znanych i wybitnych Polaków.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski w dniu 90 rocznicy Urodzin Generała, m.in. mówił – „Kiedy myślę o Twoim życiu, Twej służbie dla Polski, zawsze odczuwam podziw i szacunek. Droga życiowa przez burzliwy XX wiek, którą przeszedłeś, jest nie tylko zapisem polskich losów i dramatów – nie tylko zapisem historii Polski, a w zasadzie trzech polskich państw, trzech epok. Jest także świadectwem twojego głębokiego patriotyzmu i poczucia obowiązku pracy dla Polski, jakakolwiek i gdziekolwiek by była. A także zapisem politycznych wyborów męża stanu”.
Abp Józef Kowalczyk – „Jan Paweł II widział w generale Jaruzelskim jakiegoś ducha patriotyzmu, ducha dobra i wolę obrony Polski”
Profesor Bronisław Łagowski – „Jaruzelski jest spośród żyjących, człowiekiem najbardziej zasłużonym dla Polski. Przyjdzie czas, gdy stanie się to oczywistością i nastąpi symboliczne wynagrodzenie małodusznych, mściwych szykan, jakie Go spotykają. Proszę, żeby to zostało wpisane do protokołu” (Przegląd nr 27 z 2013).
Ks. Eugeniusz Makulski, 6.10. 1990 w Licheniu, witał Generała z gośćmi słowami- „Przez wieki wspominamy zwycięstwa: pod Grunwaldem, pod Wiedniem, pod Warszawą. Ale te zwycięstwa i chwała okupione były tysiącami poległych rycerzy, wojowników i żołnierzy. W dziejach świata nikomu nie udało się odnieść pełnego zwycięstwa, armię całą zachować i życie swoich żołnierzy ocalić. Śmiem twierdzić, że takie zwycięstwo odniósł w naszej historii tylko jeden generał, tylko jeden wódz, przed którym dziś chylimy swoje czoła. Do takiego zwycięstwa i do pełnej wolności doprowadziłeś nasz naród Ty, Panie Prezydencie”
Profesor Jan Karski – w liście do Generała z 2 lutego 1998, m.in. pisze: „Historia oceni działalność Pana inaczej, niż współczesne Mu, podzielone politycznie i emocjonalnie reagujące, pokolenia. Tak było w historii Polski z księciem Adamem Czartoryskim, Tadeuszem Kościuszką, margrabią Wielopolskim, marszałkiem Piłsudskim, generałem Sikorskim, Mikołajczykiem, Witosem, Ciołkoszem i tylu innymi”…
Profesor Marian Dobrosielski- „Miałem zaszczyt kilkakrotnie spotkać się z Generałem w Jego biurze. Jestem od lat pod silnym wrażeniem Jego niezwykłej, w naszych czasach, wysokiej kultury osobistej i politycznej. Generał wobec różnych swoich oskarżycieli nie żywi nienawiści, żądzy odwetu czy zemsty. Jestem pełen podziwu dla Jego cierpliwości, godności z jaką znosił i znosi haniebne, oszczercze, pełne jadu i nienawiści oskarżenia skrajnie prawicowych oszołomów”.
Profesor, organizując konferencję naukową z okazji 50-lecia Planu Rapackiego i 20 – lecia Planu Jaruzelskiego (2007), zaprosił Generała i opisał Jego wystąpienie. „Głos zabrał, owacyjnie witany przez uczestników Generał. Przedstawił syntetycznie założenia polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Polski Ludowej, koncepcję swego planu z 1987 roku, ocenę ówczesnej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej w Polsce przełomu lat 70/80. Powiedział m.in. Wprowadzenie stanu wojennego było dramatycznie trudną decyzją – wiedzieliśmy, iż jej ciężar będziemy dźwigać do końca życia. Zwyciężyło jednak poczucie odpowiedzialności za los Polski i Polaków, za pokój w Europie. Przy tym towarzyszyła nam świadomość, iż uczyniliśmy wszystko co możliwe, aby doprowadzić do porozumienia (z „Solidarnością” i Kościołem -M.D). Sądzę, że te trzy zdania stanowią kwintesencję racjonalnej, patriotycznej, moralnej, ludzkiej postawy generała Wojciecha Jaruzelskiego”.