Niezwykłość zwykłości

1 cze 2020

„Zgodnie z perypatetycką tradycją, pedagogiką wychodzenia z labiryntu świata zaproponowaną w XVII wieku przez Jana Amosa Komeńskiego, paideią Goethego opisaną w „Wilhelmie Meistrze” oraz rewolucją poznawczą surrealistów, zadaniem mistrza jest wyprowadzić z rzeczy znanej i zwykłej rzecz nieznaną i niezwykłą, odkryć inny wymiar zwykłości, uświadomić jej dziwność, z przenicowanego dialektycznie szczegółu wydobyć zasadę, która prawdopodobnie rządzi światem pod jego pospolitą, pozornie dobrze znaną, zamaskowaną przez nasze przyzwyczajenia powierzchnią” – ten fragment posłowia Zbigniewa Macheja, tłumacza najtrafniej oddaje zawartość tej niewielkiej książeczki.

Jej autor, Petr Král (rocznik 1941), wieloletni emigrant czeski w Paryżu po upadku Praskiej Wiosny 1968 jest późnym spadkobiercą surrealizmu, kierunku, którego kolebką była Francja, ale który także dobrze przylegał do konturu, kształtów i barw kultury czeskiej. Książeczka składa się z kilkudziesięciu cząsteczek, które tłumacz nazywa poematami prozą, ale to kwestia indywidualnej percepcji.
Są one ułożone w trybie leksykonowym, encyklopedycznym, co samo w sobie jest nawiązaniem do czeskiego encyklopedyzmu XVI-wiecznego, wyrastającego z szacunku do wiedzy uporządkowanej, wiedzy jako magazynu kolejnych zdobyczy nauki nakładających się na siebie przez wieki jak warstwy tortu – encyklopedyzmu zniszczonego przez katolicyzm, a wskrzeszonego w przedrewolucyjnej Francji przez Diderota i La Mettrie’go. Owych kilkadziesiąt tytułowych pojęć podstawowych, to m.in. „Wstawanie”, „”Golenie się’, „Koszula”, „Wieszak”, „Kosz”, „Schody”, „Wiatr”, „Czas”, „Kichnięcie”, „Cebula i róża”, „Udo i pośladki”, „Niemal”, „Obiad”, „Nuda”, „Kino”, „Śmiech”, „Wieś”, „Pociąg”, „Wanna”, „Cudza łazienka”, „Ogień”, „Błąd” czy „Happy end”.
Wszystkie te pospolite pojęcia pospolitych zjawisk życia rozpisuje Král na dłuższe (rzadziej) lub krótsze (częściej) cząsteczki (wspomniane poematy) i pod jego piórem pospolitość, banalność przedmiotów i zjawisk nabiera znaczeń, z których wielu nawet nie bylibyśmy w stanie sobie wyobrazić, a niektóre odkrywamy na nowo, jakbyśmy je wydobywali zagrzebane od niepamiętnych czasów w piwnicy naszej świadomości. Jedna tylko próbka na zachętę do lektury: „Rękoczyn. Rozpoczęcie podboju miłosnego ręką równa się frontalnemu najazdowi. W przeciwieństwie do zawsze trochę próbnego i niezobowiązującego pocałunku, nagłe położenie ręki na udzie kobiety ma ścisłość morderczego gestu, który rozdziera czas: epoka przed najazdem należy do przeszłości, to, co się zaczyna, otwiera nową erę”. Seksistowskie? Eee tam. Machnijmy na to ręką, wziąwszy pod uwagę, jakie trafne i inteligentne. Poza tym, w końcu sytuację można odwrócić, z punktu widzenia płci, która dokonuje najazdu.
Petr Král – „Pojęcia podstawowe”, wybór i przekład Zbigniew Machej, ilustr. Jirzi Stach, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2020, str. 123, ISBN 978-83-8196-057-1

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...