
Postanowiłem przed końcem roku 2025 napisać tekst na temat chwilowo zapomniany. Chodzi o tzw. „dwukadencyjność”, czyli ograniczenie możliwości wyboru do dwóch razy na stanowisko prezydenta miasta, burmistrza lub wójta. Tak, ograniczenie możliwości wyboru, a nie ograniczenie liczby kadencji. Trzeba być tu precyzyjnym. Zmiana ustawowa ograniczyła możliwość wyboru. Ktoś, kto wygra wybory przedterminowe w połowie kadencji (np. po śmierci poprzednika) będzie mógł wystartować już tylko raz. Czyli w sumie będzie pełnił funkcję prezydenta miasta, burmistrza lub wójta nie 10 lat a 7,5 roku. Taka uroda tego „genialnego” pomysłu.
Nie będę wdawał się w dyskusję czy lepiej ograniczyć prawo kandydowania na prezydenta miasta, burmistrza lub wójta czy też zostawić to tak jak funkcjonowało przez ostatnie 30 lat. Chociaż przyznam, że niektóre argumenty pojawiające się w tej dyskusji niebezpiecznie zbliżają się do krainy absurdu.
Chcę raczej zwrócić uwagę na jeden najważniejszy argument przeciw ograniczeniu. W krótkich żołnierskich słowach – ograniczenie jest niezgodne z Konstytucją RP. Konstytucja zwana inaczej Ustawą Zasadniczą przyznaje w art. 62 nam wszystkim, obywatelom RP prawo czynne (czyli prawo głosowania) oraz prawo bierne (czyli prawo kandydowania) w wyborach Prezydenta RP, parlamentu oraz organów samorządu terytorialnego.
Wszystkie wyjątki od tego prawa są również opisane w Konstytucji RP. Zatem art. 62 ust. 2 oraz art. 99 ust. 3 odbierają bierne prawo wyborcze osobom karanym. Chociaż prawo do głosowania uzyskujemy po ukończeniu 18 lat to kandydowanie jest ograniczone ze względu na wiek.
Aby kandydować do Sejmu RP trzeba ukończyć 21 lat (art. 99 ust. 1), do Senatu RP 30 lat (art. 99 ust. 2), a jeśli chcesz być Prezydentem RP to kandydowanie wchodzi w grę po ukończeniu 35 lat (art. 127 ust. 3). Również ograniczenie liczby kadencji Prezydenta RP zapisano w Konstytucji RP (art. 127 ust. 2).
Każde wykluczenie biernego prawa wyborczego dla obywateli Rzeczypospolitej musi być, zatem opisane w Konstytucji RP. Przez lata nikt nie próbował tego kwestionować. Gdy ograniczono prawo kandydowania dla osób karanych zmieniono Ustawę Zasadniczą.
Aż tu nagle większość PiS-owska uchwaliła, a prezydent Duda, bez mrugnięcia okiem podpisał, zwykłą ustawę, która ograniczyła prawo wyboru dla prezydentów miast, burmistrzów i wójtów do dwóch razy, czyli… jak by nie było, złamano Konstytucję RP.
Wszystkie PiS-owskie łamania konstytucji wzbudzały głośne protesty, w sprawie tego jednego zapadło wymowne milczenie. Nie protestowały autorytety prawa broniące praworządności. Także politycy koalicji demokratycznej w tej akurat sprawie nabrali wody w usta.
A tymczasem złamano Konstytucję RP. To fakt prosty jak konstrukcja cepa.
Być może pomysł ograniczenia wart jest poważnej dyskusji, ale aby go uczciwie i zgodnie z zasadami wprowadzić najpierw trzeba napisać propozycję zmiany Konstytucji RP. Jeśli przejdziemy do porządku dziennego na niekonstytucyjnym odebraniem biernego prawa wyborczego nawet tak niewielkiej grupie, jak prezydenci miast, burmistrzowie i wójtowie to następnym razem zasięg rażenia będzie większy.
Co będzie szkodziło, aby na mocy „dekretu” prezydenta Nawrockiego zakazać kandydowania wszystkim, którym Instytut Pamięci Narodowej nie wystawi zaświadczenia o „genetycznym patriotyzmie”? Jakieś absurdalne uzasadnienie na pewno się wymyśli.
Nie rozumiem, dlaczego jedyną odpowiedzią na ewidentne łamanie Konstytucji RP ma być, nieśmiertelne polskie – Pisz Pan na Berdyczów!









