Polityka zagraniczna wandali

6 lut 2018

„Szaleńcom trzeba skrępować ręce, zanim wtrącą ojczyznę w otchłań bratobójczej walki” – mówił generał Wojciech Jaruzelski ogłaszając wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku.

Słowa wypowiedziane przez wielu laty i w zupełnie innych warunkach zdają się jak ulał pasować do tego, czego jesteśmy dziś świadkami, gdy do tego zdania, przed słowem „walki” dodać jeszcze – „zewnętrznej” Co bowiem trzeba mieć w głowie, żeby prowadzić na raz wojny „ze wszystkimi”: z Rosją, Niemcami, Francją, Izraelem, a niepewnego sojusznika szukać w przywódcy małego kraju, cynicznego cwaniaka znad Dunaju?

Polska Ludowa – między sztuczną fasadą a szczerym pragmatyzmem

Funkcjonariusze pisowskiego reżymu i czynownicy jego propagandowej machiny zawsze bardzo się oburzają, gdy ktoś porównuje ich działania do autorytaryzmu niedemokratycznych rządów PRL, gdy zarzucany jest im „powrót do praktyk rodem z PRL”. I mają w dużym stopniu rację, bo przy wszystkich mankamentach tamtego ustroju, ówczesna formacja rządząca była, w porównaniu z władzą PiS, nader pragmatyczna i skuteczna w poszukiwaniu za granicą przyjaciół nawet w niezbyt przyjaznym otoczeniu. Z ZSRR i NRD Polska Ludowa miała stosunki co prawda urzędowo, oficjalnie sztucznie przyjazne, odgórnie zadekretowane, ale trudno zaprzeczyć, że za propagandową fasadą „braterskiej przyjaźni i współpracy w ramach wspólnoty socjalistycznej” tworzyła się, bynajmniej nie bez okresowych utrudnień administracyjnych po obu stronach granicy, także naturalna, niezafałszowana tkanka sympatii, a przy tym i drobnych interesów, w relacjach sąsiedzkich między obywatelami krajów. Władze PRL nie stawały temu na przeszkodzie, zachowując życzliwą neutralność, a nawet stosując do pewnego stopnia wsparcie. Wprowadzenie na początku lat 70-tych bezwizowego ruchu osobowego między PRL a NRD (pamiętna turystyka handlowa „do NRD na dowód osobisty”) było jednym z tego przejawów. Nie było więc w PRL w społeczeństwie ani powszechnej antyradzieckiej ani nawet antyenerdowskiej psychozy, mimo dramatycznych historycznych, a przy tym bliższych wtedy czasowo doświadczeń II wojny światowej. Nie było jej nie tylko dlatego, że tłumiła takie postawy polityka i przekaz propagandowy ówczesnych władz, ale także dlatego że padała ona jednocześnie na podatny grunt w społeczeństwie, które chciało żyć w spokoju i względnym dostatku, w realnym socjalizmie niełatwym przecież do osiągnięcia na wyższym poziomie. Co prawda od 1945 do 1970 roku, czyli do podpisania między rządami PRL i NRF układu o trwałości granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie, uprawiana była intensywna propaganda antyzachodnioniemiecka (skierowana m.in. przeciw osławionym „odwetowcom z Bonn”), ale już po podpisaniu tego układu, w dekadzie Edwarda Gierka ukształtowały się zupełnie harmonijne relację z Republiką Federalną Niemiec (RFN, który zastąpił wcześniej używany skrót NRF, od Niemiecka Republika Federalna), a w okresie rządów kanclerza Helmuta Schmidta były one wręcz bardzo dobre, zbliżając się do granicy przyjaznych. Społeczeństwo polskie, mając świadomość siły ekonomicznej i poziomu życia w RFN, bardzo tym niezłym relacjom PRL z kapitalistycznymi Niemcami sprzyjało. Z Francją de Gaulle’a, Pompidou i Giscarda d’Estaing PRL miała stosunki wręcz znakomite, na co decydujący wpływ miały tradycyjne, historyczne filiacje polsko-francuskie, szczególnie przyjazny stosunek do Polski „wielkiego Charlesa”, absolwenta Szkoły Wojskowej w Rembertowie i uczestnika wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku oraz francuskie młodzieńcze, górnicze związki z Francją Edwarda Gierka. Co do stosunków z Izraelem, to po smutnym i dramatycznym epizodzie kampanii antysemickiej w latach 1968-1969 polityka PRL nigdy już w te koleiny nie powróciła. Ani podejrzewany o „marcowe” filiacje z „narodowym” nurtem w PZPR Edward Gierek ani generał Wojciech Jaruzelski nie uczynili niczego aby zadrażniać stosunki z państwem Izrael, przeciwnie, przez dwie dekady panował na tym froncie niemal zupełny spokój, mimo braku stosunków dyplomatycznych między Warszawą a Tel-Awiwem, które zostały nawiązane dopiero po 1989 roku. Za Jaruzelskiego kontakty polsko-izraelskie uległy nawet, między innymi na polu kultury, wyraźnemu ożywieniu i wtedy też śmielej zaczęła być podejmowana historyczna problematyka trudnych i powikłanych relacji polsko-żydowskich. I, co znamienne, w społeczeństwie polskim nie wolnym przecież od tradycji antysemityzmu, choćby w okresie II Rzeczypospolitej („numerus clausus”, getto ławkowe, akcje ONR), prawie niezauważalne były, a na pewno nie ujawniane w dużej skali w skali społecznej, poza pogromem kieleckim 1946 roku oraz wspomnianym paroksyzmem 1968 roku, trwałe i szeroko rozpowszechnione nastroje antysemickie Ba, po 1956 roku nawet relacje z USA, państwem przewodzącym „światowemu obozowi kapitalistycznemu”, „żandarmem światowym” i „szpicą imperializmu” (cytuję określenia z ówczesnej prasy polskiej), mimo okresowych, długotrwałych zadrażnień zwłaszcza w okresie wojny wietnamskiej, nigdy nie były do tego stopnia wrogie, by uniemożliwić choćby oficjalną wizytę w Polsce wiceprezydenta Richarda Nixona w roku 1959 czy prywatną, ale „uspołecznioną” przez polskie tłumy powitalne, wizytę senatora Roberta Kennedy’ego w 1964 roku. Za Edwarda Gierka doszło do zbliżenia w stosunkach PRL-USA, a nawet do festiwalu wzajemnych wizyt, n.p. Gierka w USA u prezydenta Geralda Forda czy Jimmy Cartera w Polsce na zaproszenie Gierka, nie mówiąc już o stałych kontaktach z amerykańskim sekretarzem stanu Henry Kissingerem. I choć politykom PRL-owskim można na pewno postawić niejeden zarzut, gdy chodzi o politykę wewnętrzną, to nie można im odmówić umiejętności, pragmatyzmu a nawet dobrej woli w budowaniu dobrych relacji międzynarodowych w trudnych przecież warunkach zimnej wojny, wobec bolesnych i świeżych wtedy zaszłości historycznych, w warunkach radykalnych różnic i konfliktów ustrojowych oraz napięć militarnych.
Dziś mamy zakamieniałą wrogość z Rosją, jątrzący się konflikt z Niemcami, lodowate relacje z Francją i wielostronny konflikt ze strukturami Unii Europejskiej. Reżym PiS podjął nawet próbę, która mogła doprowadzić do nadwerężenia stosunków z Wielkim Bratem USA, czyli zamierzał ukarać drakońską grzywną amerykańską w decydującej skali stację TVN i tylko szybka interwencja rozsierdzonego Kaczyńskiego zapobiegła ciężkiej aferze. Do tej kolekcji katastrof Polska PiS dołączyła nagły, bardzo intensywny w natężeniu i mogący być najbardziej brzemiennym w ciężkie skutki, konflikt z Izraelem. Przy okazji, jak dżina z butelki władze pisowskie uwolniły uśpione demony polskiego antysemityzmu. Jakkolwiek oceniać praktyczną zasadność zamknięcia na kilka dni i otoczenia policją kwartału ulic otaczających ambasadę Izraela w Warszawie, już sama ta sytuacja wystawia Polsce bardzo niekorzystny prospekt w opinii europejskiej i światowej Nie trzeba też chyba tłumaczyć, że konflikt z państwem Izrael może za chwilę oznaczać konflikt z arcywpływowymi czynnikami polityki USA. PiS jedną rękę wyciąga do Amerykanów w geście prośby o pomoc i opiekę militarną na swoim terytorium, a drugą dokuczliwie ich szczypie. Przy tym wszystkim reżym PiS wybrał sobie za sojusznika mały kraj środkowoeuropejski, którego polityk niekoniecznie te zaloty odwzajemnia, a w każdym razie w każdej chwili gotów jest sprzedać pisowską „przyjaźń bratanków” w zamian za jakąś dobrą transakcję z dowolnym kontrahentem.

„Silni, zwarci, gotowi” – nacjonalistyczny paroksyzm zamiast polityki zagranicznej

Stawianie analogii między polityką PiS a polityką władz PRL na polu międzynarodowym jest więc rzeczywiście nietrafne i nic dziwnego, że pisowcy denerwują się, gdy to słyszą. Jeśli więc szukać gdzieś analogii i podobieństw, to raczej z końcowym okresem rządów sanacji (1937-1939). I nawet nie chodzi o fakt zagrożenia ze strony dwóch totalitarnych potęg, stalinowskiego ZSRR i hitlerowskich Niemiec, bo władze polskie nie miały na to wpływu, ale o uporczywą politykę „dwóch wrogów”, a nade wszystko o tromtadracką, groteskową, megalomańską politykę propagandową streszczającą się w hasłach: „Silni, zwarci, gotowi” i „Nie oddamy ani guzika”. Czy próba lawirowania w kleszczach niemiecko-radzieckich miała jakąkolwiek szanse powodzenia? Być może nie, co do tego historycy do dziś nie są zgodni, ale nie próbowano jej nawet podjąć, jeśli nie liczyć powtarzania zaklęć o „utracie duszy” w przypadku sojuszu z ZSRR oraz kiczu polsko-niemieckiego paktu o nieagresji z 1934 roku. Władze sanacyjne stawiały na krzyk, pseudomocarstwową tromtadrację, pychę i negowanie faktów. Wypisz wymaluj – ten sam kurs w polityce międzynarodowej podjął reżym PiS. Przekładając to na wnioski wynikające z pamięci historycznej, trudno nie wyciągnąć pesymistycznej prognozy: jesteśmy z góry na przegranej pozycji i nie pomogą beckowsko-pisowskie pokrzykiwanie o honorze.

Wandale i druidzi

Wszystko to sprawia, że rządy PiS przypominają perypetie „Wandali”, kukiełkowych bohaterów telewizyjnego serialu dla dzieci na dobranoc, niepolskiej skądinąd produkcji, emitowanego w latach sześćdziesiątych. Tytułowi „wandale” to dwaj nieudaczni „fachowcy”, którzy czegokolwiek się dotknęli, próbując coś zbudować lub naprawić, siali ruinę, zniszczenie i bałagan. Ich żałosne poczynania, wypisz wymaluj, przypominają rządy reżymu PiS. Mogą one jednak budzić inne jeszcze skojarzenia. W jednej z dostępnych w Polsce stacji telewizyjnych emitowany jest właśnie angielski serial historyczno-przygodowy „Britannia”, którego bohaterami są m.in. tzw. druidzi, ponura sekta, która charakteryzowała się praktykowaniem ofiar z ludzi, utrzymywaniem kontaktów ze złymi demonami oraz ze zmarłymi, wszystko to w aurze posępnej, pełnej agresji i fanatyzmu druidycznej magii. Czy i to czegoś nie przypomina? O ile jednak z monthypytonowego Ministerstwa Niepoważnych Kroków zawsze można się śmiać, o tyle pod władzą współczesnych polskich druidów i wandali, niestety nie jest do śmiechu. W tej sytuacji trudno oddalić od siebie wspomnienie uniwersalnej jak się okazuje formuły Stefana Kisielewskiego: „Sprawa dostała się w ręce ciemniaków wyposażonych w absolutną, monopolistyczną władzę”.

Najnowsze

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Część pierwsza – miłe złego początki Tekst archiwalny, napisany ponad osiem lat temu. Choć od tamtego czasu zmienił się mój sposób patrzenia na rzeczywistość społeczną i rynek pracy, zasadnicza wymowa tego tekstu pozostaje dla mnie aktualna — tym bardziej dziś, gdy...

Witajcie wśród krezusów

Witajcie wśród krezusów

Wielu Polaków dowiaduje się z końcem kwietnia, że stali się bogaci (albo prawie). A przynajmniej stali się na tyle bogaci, że przekroczyli magiczną linię progu podatkowego. Linia ta została nakreślona twardą ręką premiera Morawieckiego w roku 2022. Skumulowana...

Bomby i pokój

Bomby i pokój

Im bardziej Amerykanie przegrywali politycznie, tym więcej zrzucali bomb. Kolejne wietnamskie piekło zaczęło się od pokojowym rokowań. Konferencja genewska w 1954 podzieliła „tymczasowo” Wietnam wzdłuż 17 równoleżnika na północną Demokratyczną Republikę Wietnamu,...

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...