Uwaga, czynszojady atakują

Ostatnio zgłosiło się do nas kilkanaście osób, które bezprawnie pozbawiono dachu nad głową. Wychodzili z psem, do lekarza, na spacer, a po powrocie nie mogli się już dostać do mieszkania, bo zamki były wymienione. Mogli wprawdzie zgodnie z prawem przywrócić sobie niezwłocznie posiadanie poprzez zmianę zamków, ale tylko jeżeli nikt nie stanął temu na przeszkodzie, bo przepis mówi, że nie wolno przy tym stosować przemocy wobec osób. Ostatnio przy trzeciej wymianie zamków wezwana na miejsce policjantka poradziła lokatorce, żeby kupiła sobie gaz.

Policja jest zwykle w takich sytuacjach bezradna. Bezprawne naruszenie posiadania przez właściciela, który chce się pozbyć lokatora, a nie chce mu się robić tego zgodnie z prawem, czyli przez wniesienie pozwu o eksmisję do sądu, może być odparte poprzez kolejną zmianę zamków niezwłocznie albo poprzez wniesienie do sądu pozwu o przywrócenie posiadania i zaniechanie dalszych naruszeń. Kiedy jednak bandyci (naruszyciele) znajdą się w mieszkaniu, policja nie ma trybu, przepisu, który pozwoliłby ich usunąć.

To o tyle dziwne, że przecież posiadanie jest w polskim prawie chronione na równi z własnością. Wejście bez zgody najemcy do wynajętego mieszkania jest naruszeniem prawa, ale w prawie nie ma sankcji za takie zachowanie. Jednocześnie po wyczynach czyścicieli kamienic podczas afery reprywatyzacyjnej wprowadzono przepisy karne za „utrudnianie zamieszkiwania”. Za utrudnianie można dostać do 3 lat pozbawienia wolności. Takim utrudnieniem jest np. wyłączenie prądu czy wody. Za podobne zachowanie należy uznać często praktykowane przez wyspecjalizowane w tym firmy wprowadzanie do mieszkania „nowych lokatorów”. Są to zwykle kolesie grający w karty, pijący alkohol, palący mnóstwo papierosów i bardzo hałaśliwi. Czyścicielom chodzi o to, żeby lokatorom obrzydzić życie i zmusić ich do opuszczenia wynajętego przez siebie lokalu. Takie postępowanie jest teoretycznie karalne, ale przepisów tych się prawie nie stosuje.

Tę powszechną praktykę łamania praw lokatorskich zamierza usankcjonować Konfederacja, wnosząc odpowiednią nowelizację. Firmy zajmujące się zastraszaniem lokatorów szerzą dezinformacje, przekonując, że eksmisja drogą legalną, przez sąd, wyrok i komornika trwa latami. To kłamstwo. Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej stojąca zwykle po stronie eksmitowanych wie to najlepiej, bo postępowanie sądowe i egzekucyjne trwa zwykle mniej niż rok.

Lokator zaczyna zalegać z czynszem, kiedy spadają jego dochody. Np. plajtuje jego pracodawca i zwalnia, lokator zapada na poważną chorobę i przestaje pracować i jeszcze musi zdobywać środki na leczenie itd. Ta gorsza sytuacja finansowa eksmitowanego powoduje, że nabywa on uprawnienia do lokalu socjalnego. Ale to nie jest okoliczność, która pogarsza sytuację właściciela mieszkania. Zwykle, jeżeli gmina zwleka z dostarczeniem lokalu socjalnego, jest zobowiązana do wypłacania właścicielowi równowartości wolnorynkowego czynszu.

Właściciele zwykle narzekają, że muszą utrzymywać lokatora i jego rodzinę. Po pierwsze, znam mnóstwo wypadków, kiedy to lokatorzy przez wiele, np. 10 lat, płacą za wynajem bajońskie sumy, np. równowartość miesięcznej pensji. W ten sposób pomnażają majątek wynajmującego „właściciela”. Przerwa w płaceniu czynszu to dług, który lokator i tak będzie musiał spłacić. Więc nie ma mowy o utrzymywaniu (zakupów mu przecież nie robi), tylko o zadłużaniu się.

Długi czynszowe są przedstawiane tak, jak gdyby były czymś gorszym niż wszystkie inne długi. Kiedy pracodawca zalega z wypłatą pensji, nikt nie krzyczy, że pracownicy go utrzymują, że jest patologią i kimś w rodzaju złodzieja. Zdarza się i tak, że zaległości czynszowe wynikają z zalegania z wypłatą wynagrodzeń ciężko pracującym matkom i ojcom rodzin. Gdybym wynajął firmę, która wzorem takiego Exmitera groźbą i nękaniem wymusza od pracodawcy należne wynagrodzenie, to natychmiast zostałbym schwytany i wtrącony do lochu. Ale klienci, którzy w ten sposób „radzą sobie” z zalegającymi z czynszem lokatorami, jakoś nie są za to karani, mimo że to nielegalne.

Problem jest tym bardziej palący, że czynsze na wolnym rynku są niewspółmiernie wyższe niż zarobki. Polacy wynajmujący mieszkania na rynku chodzą po cienkim lodzie, bo większość z nas nie ma poduszki finansowej. W takich rynkowych umowach jest wymóg wskazania miejsca, gdzie w razie czego lokatorzy mogą się wyprowadzić. Ale gdyby mieli takie miejsce, to nie wydawaliby całej pensji na czynsz. Większość ludzi omija ten przepis, kupując takie adresy na specjalnych giełdach. Są to fikcyjne adresy, które umożliwiają wynajęcie czegoś na rynku. Ludzie, którzy decydują się oddawać większość pieniędzy z budżetu domowego na wynajem, robią to, bo chcą mieć rodzinę, a nie do późnej starości mieszkać z rodzicami. Potknięcie z czynszem zwykle wynika nie ze złej woli, tylko z obiektywnych kłopotów finansowych. Gdyby właściciele nie sięgali po nasyłanie osiłków i zastraszanie, tylko po środki legalne, to rodziny otrzymywałyby pomoc mieszkaniową w postaci lokali socjalnych. Jednak tak łatwo jest sięgnąć po przemoc, że coraz więcej właścicieli opłaca oprychów, żeby lokatorów wyrzucić. Te rodziny stają się bezdomne.

A wychodzenie z bezdomności to długa i ciężka droga. Zaczyna się od rozdzielania rodzin, bo ośrodki dla bezdomnych nie mają żadnej oferty dla rodzin, gdzie nie występują uzależnienia czy przemoc. Ojca od matki z dziećmi się więc rozdziela. Pobyt w przytułku wiąże się z regulaminem, który przypomina więzienie.

Jednym ze sposobów radzenia sobie jest zajmowanie pustostanów, chociaż wiąże się to z ryzykiem procesu o włamanie. Kiedy jednak rodzina, która zajęła pustostan miejski, składa się z nieletnich dzieci, sądy przyznają im zwykle prawo do lokalu socjalnego.

Jak daleko można się posunąć, by usunąć niechcianego lokatora? Na Pradze Północ właścicielka, posiadająca w budynku kilka mieszkań, tak bardzo się śpieszy, żeby usunąć mieszkającą tam rodzinę, że wyłączyła prąd. W ten sposób naraziła życie lokatorki chorującej na stwardnienie rozsiane boczne. Uniemożliwiła jej w ten sposób korzystanie z tlenoterapii. Ta rodzina wynajmowała mieszkanie od tej pani przez dziesięć lat. Płacili sumiennie za niewielkie jednoizbowe mieszkanie niemal 4000 zł, czym znacząco zwiększyli majątek właścicielki. Na nic się zdały prośby o litość.


Wpis pochodzi z profilu na Facebooku Piotra Ikonowicza.

Piotr Ikonowicz

Poprzedni

Konferencja inaugurująca kampanię „Wiek to atut, nie bariera”

Następny

Wojna USA i Izraela z Iranem a klimat. Skala szkód jest ogromna