27 maja 2024

loader

Spektakl wyborczy w większości kraju zakończony. Bez większych zaskoczeń.

fot. Pexels

Choć libkowi publicyści wydają się zszokowani, że PiS nie został zaorany. Najtęższe umysły przewidywały, że tak będzie, na czele z Tomaszem Lisem, który prorokował, że „PiS zjedzie w okolice albo poniżej 20 pkt. Róbcie screeny a potem ewentualnie się ze mnie śmiejcie”. No, coż nie wiem, czy wypada się śmiać z Lisa, ale nie był jedyny z tymi wizjami.

Dlaczego tak się nie stało, łatwo wywnioskować m.in. z moich wpisów z ostatnich miesięcy. Od początku pisałem, że „rozliczenia” i spektakle w komisjach mają dla ludzi drugorzędne znaczenie. A to jest cała radość libkowego światka, która przesłania im całą resztę. Czyli to, że dla ludzi najważniejsze są ich własne kieszenie.

A sytuacja wygląda tak, że po nie najgorszym początku („nic, co zostało dane, nie zostanie zabrane”) przyszła szara libkowa rzeczywistość. Czyli ulgi dla „przedsiębiorców”, w tym osławionych już salonów beauty, a dla reszty podwyżka VAT oraz podwyżka opłat za energię elektryczną od lipca. Tak, akurat przed wyborami do ludzi zaczęły przychodzić prognozy na lipiec.

Nie widziałem, żeby ktokolwiek zwrócił na tę zbieżność uwagę. A mogła mieć kolosalne znaczenie dla wielu osób, choćby w utrzymaniu poparcia dla PiS. Skok opłat o 80-100 zł dla wielu osób jest istotniejszy niż jakieś szoł sejmowe. Nawet jeśli irytują ich łupieżcze akcje pisowskich kacyków.

To nie jest wielka „zagadka”, ale widocznie to jest zbyt trudne dla libkowych inteligentów.

Dodatkowo mamy spadek frekwencji wśród młodych osób. Całkowicie dla mnie zrozumiały. Podwyżki także je obciążają, a jednocześnie w kwestiach takich jak mieszkaniówka, albo aborcja, czy związki partnerskie koalicja jest kompletnie wewnętrznie zablokowana i wątpliwe jest, czy się odblokuje. Ludzie nie dają sobie wmówić, że to tylko wina Dudy, bo widzą, że w samej koalicji jest potężny opór ze strony konserwy. I nie było już zdjęć z Jagodna z nocnymi kolejkami do lokalu wyborczego.

A propos Wrocławia, to tutaj Jacek Sutryk będzie walczył z Izabelą Bodnar w drugiej turze. To wszystko w wyniku wojny domowej, jaka w mieście wybuchła pomiędzy libkami. Głównie poszło o wojny klik i osobistych ambicji, więc nie ma sensu się w to wgryzać. Natomiast sytuacja jest taka, że delikatnie mówiąc, za Sutrykiem ciągnie się mnóstwo afer i dziwnych zachowań.

Natomiast Bodnar to jest przykład na to jak działają wybory w tej formie pseudodemokracji. W mieście jest kompletnie nieznana, jako posłanka Trzeciej Drogi też nie była super aktywna. W kampanii posługiwała się ogólnikami w rodzaju „miastu brakuje energii”. A w programie (którego zapewne nikt nie czytał) mamy ultraliberalne pomysły, cytuję: „Moim priorytetem będzie pomoc polskim przedsiębiorcom, małym i średnim firmom oraz firmom rodzinnym, których mamy łącznie w Polsce ponad 2 mln. To w nich bije serce polskiej gospodarki”. Jako że wywodzi się z sektora finansowego, można się spodziewać, komu będzie przychylna.

Jeśli jednak kogokolwiek zapytasz tutaj, jakie ma poglądy, to ci odpowie, że nie wie, ale „najważniejsze to odsunąć Sutryka od władzy”. Cała ta „demokracja” się na tego rodzaju emocjach opiera. Ludzie nie wiedzą, na co głosują, ale głosują zwykle przeciwko czemuś innemu. Wystarczy uśmiechnięta gęba, nazwisko takie samo jak znanego ministra i opowieści o „odblokowaniu przedsiębiorczości” i wystarczy.

Liberał walczy z ultraliberałką gospodarczą. Zmiany więc możemy spodziewać się, że będzie nawet jeszcze gorzej.

A co do Lewicy, to we Wrocławiu poniesie konsekwencje poparcia Sutryka (na kartach wyborczych wyglądało to tak: Sutryk Lewica i Samorządowcy), która skleiła się z nim w głowach ludzi na amen.

Nie lubię kopać leżącego, ale w reszcie kraju lepiej nie jest. Z wypowiedzi liderów tzw. Nowej Lewicy zaś wynika, że jedynym ich problemem było to, że Tusk ich nie wziął na pokład szalupy ratunkowej. To już jest w zasadzie masa upadłościowa, a jej syndycy czekają tylko na to, aż w końcu Tusk da zielone światło do zakupu resztek majątku.

Z perspektywy przeciętnego człowieka, nie da się za bardzo odróżnić libków od lewicy. A tam, gdzie powinni walić w cały POPiS próbują wchodzić w konkurencję z libkami na to, kto będzie bardziej fajnopolacki albo kto lepiej pognębi PiS. To nie działa. Libki młode i stare mają już swoich idoli i owszem Lewica może czasem im podrzuci jakiś fajny pomysł, ale poza rolą think-tanku, który ucieszy oczy paru inteligentów, którzy ją pochwalą, ale i tak zagłosują na libka, nic to nie zmienia.

Jest bez zmian. Kto by tam nie wygrał, trzeba będzie wywierać presję w ważnych dla nas sprawach. Skoro u nas nawet Sutryka dało się przycisnąć do wykonania paru sensownych posunięć (jak wykup byłych mieszkań zakładowych), to znaczy, że zdeterminowane grupy są w stanie osiągnąć więcej, niż się spodziewają.

Kartka wyborcza nie decyduje o wszystkim.

Wolnelewo.pl

Xavier Woliński

Poprzedni

Brytyjski ekspert podaje argumenty dotyczące suwerenności na Morzu Południowochińskim z perspektywy historii i prawoznawstwa

Następny

Samotna matka Polka