Spór o stan wojenny trwa

17 gru 2017

Po 36 latach wewnętrzne i zewnętrzne okoliczności wprowadzenia przez Wojskową Radę Ocalenie Narodowego stanu wojennego oraz sam jego charakter stanowią nadal kość niezgody w debacie politycznej, a zapewne pozostanie tak jeszcze przez długi czas.

Absolutnie nie pomniejszając ogromnej wagi tego dramatycznego wydarzenia dla Polaków i całego naszego kraju można przy tym mówić o tak zwanym stanie wojennym, aby przypomnieć, że w konstytucji Polski Ludowej nie było pojęcia stanu wyjątkowego.
To dopiero w obecnie obowiązującej ustawie zasadniczej z 1997 r., w odrębnym rozdziale XI, dokonuje się precyzyjnego rozróżnienia trzech stanów nadzwyczajnych – stan wojenny (w razie zewnętrznego zagrożenia państwa, zbrojnej napaści na terytorium RP lub gdy z umowy międzynarodowej wynika zobowiązanie do wspólnej obrony przeciw agresji), stan wyjątkowy (w razie zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego), a wreszcie stan klęski żywiołowej, co rozumie się samo przez się. De facto mieliśmy więc do czynienia ze stanem wyjątkowym, choć przez spory czas zewnętrzne zagrożenie dla Polski także występowało w sposób zbliżony np. do interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 r.

Dobro i zło

Był też taki okres, iż data 13 grudnia kojarzyła się również ze zjawiskami jednoznacznie pozytywnymi – zakończeniem trudnych negocjacji akcesyjnych w Kopenhadze w 2002 r., które ostatecznie przesądziły o późniejszym przyjęciu do Unii Europejskiej 10 nowych państw, w tym Polski, a także z podpisaniem w Klasztorze Hieronimitów w Lizbonie w roku 2007 obszernego traktatu reformującego Unię (wszedł w życie w 2009 r.). Z ramienia polskich władz dokonał tego prezydent Lech Kaczyński, w obecności m.in. premiera Tuska. Niestety po dwóch latach rządów PiS te ważne skojarzenia odeszły zupełnie w przeszłość i np. w tym tygodniu kierownictwo Sejmu zrobiło wszystko, by przyspieszyć tryb prac nad ważnymi ustawami tak, by broń Boże nie głosowano ich po północy z 12 na 13 grudnia.
Stan wojenny trwający 586 dni był bez wątpienia złem, co przyznawał wielokrotnie sam. gen. Wojciech Jaruzelski i za to wielokrotnie przepraszał. Ale, by użyć pojęcia, które ukuł prawie pięć stuleci temu wybitny Florentczyk Niccolò Machiavelli w słynnym traktacie o sprawowaniu władzy „Książę”, był zdecydowanie MNIEJSZYM ZŁEM (we włoskim oryginale „lo mało minore”). To oczywiste, iż nigdy nie można zapominać o kilkudziesięciu ofiarach śmiertelnych, w tym o tragedii w kopalni „Wujek”, czy o zabójstwie księdza Popiełuszki, o ok. 10 tys. internowanych w 49 ośrodkach odosobnienia, czy o tych, którzy-nierzadko zmuszeni – wyjechali za granicę, itd. itp. Ale realną alternatywą tego co się stało była wojskowa interwencja wojsk radzieckich i ich sojuszników. Wbrew narzucanym przez polską prawicę poglądom, iż interwencja taka nie groziła nawet operacja „Karkonosze”, z udziałem dywizji z NRD i Czechosłowacji była dobrze przygotowana.
Ryzyko interwencji było ogromne i nieodpowiedzialnością byłoby jego lekceważenie. Na eksperymenty można sobie pozwalać, ale w nauce i to na szczurach, czy świnkach morskich, ale nie na ludziach. Ewentualna interwencja, według szacunków CIA, mogła spowodować nawet ćwierć miliona ofiar. Wojsko Polskie bowiem bez wątpienia by walczyło, inaczej niż działo się to w 1956r. na Węgrzech, czy w 12 lat później nad Wełtawą, co nieuchronnie musiałoby doprowadzić do przelewu krwi na wielką skalę. Czy w takiej sytuacji odpowiedzialne kierownictwo państwa może podjąć ryzyko, by nie uwzględniać takiego scenariusza – zwłaszcza gdy w 1981 r. Waszyngton KILKADZIESIĄT RAZY ostrzegał przed nim Moskwę?! Tak jak dziś dla władz na Kremlu sprawą kluczową jest Ukraina oraz sytuacja w tym kraju, tak wtedy była nią właśnie sytuacja w Polsce. I dlatego zresztą w ówczesnym kierownictwie PZPR była grupa osób gotowych zastąpić – z pobudek internacjonalistycznych – ekipę Jaruzelskiego.

Mit jednorodnego społeczeństwa

Były i inne zagrożenia – kompletnej anarchii, chaosu i całkowitej katastrofy gospodarczej. Już lata temu Jarosław Kaczyński w rozmowie z Teresą Torańską wyraził taką opinię: „Gdybym nawet nie był pełnomocnikiem Moskwy, a musiał tutaj rządzić, to bym z Solidarnością jakoś się rozprawił, bo razem z nią rządzić by się nie dało”. Uproszczenia i mity odnoszące się do stanu wojennego nie słabną w miarę upływu czasu, a nawet się nasilają. Jak trafnie ujął to Robert Walenciak na łamach „Przeglądu” – budowany jest „mit jednorodnego społeczeństwa, które chciało wolności, ale zostało zdławione przez gen. Jaruzelskiego i ZOMO (…) Społeczeństwo w grudniu 1981 r. wcale przecież nie było jednorodne, poparcie dla Solidarności się zmniejszało i to pozwoliło gen. Jaruzelskiemu na przeprowadzenie całej operacji w miarę płynnie”.
I duża część Polaków jest tego nadal świadoma. W ostatnim znanym mi sondażu opinii publicznej z ub.r. – 41proc. ankietowanych uważało, iż wprowadzenie stanu wojennego było rzeczą słuszną, a 35 proc. było przeciwnego zdania; pozostali nie mieli sprecyzowanego poglądu. W 1994 r. te proporcje były jeszcze wyraźniejsze (54 do 23 proc.). Ponadto ta sytuacja w jakiejś mierze, paradoksalnie, stabilizowała sytuację międzynarodową. To dlatego władze USA, wiedząc m.in. z raportów Ryszarda Kuklińskiego o przygotowywanej operacji nie kiwnęły nawet palcem i nie uprzedziły Solidarności. A dwa dni temu prezes PiS na uroczystości w Warszawie powiedział: ”Wielu ludzi, wielu skądinąd uczciwych ludzi, wierzy, że Jaruzelski uratował Polskę przed sowiecką interwencją”.

Lekcja dla rządzących

Zmarły ponad 3 lata temu Wojciech Jaruzelski, przyznający, iż popełnił wiele błędów i czynów, których żałuje, stawił czoła wielkim wyzwaniom w najnowszych dziejach Polski. Ze stanu wojennego wyciągnął też właściwe wnioski, bo kilka lat później był demiurgiem historycznego porozumienia „okrągłego stołu” między władzą a opozycją. Nie był Konradem Wallenrodem, ale porównywanie go czasem, co czynili czołowi politycy obecnie rządzącej partii, do Pétaina, a nawet Eichmanna, jest haniebne. Bezrozumna jest też propozycja szefa MON pozbawienie go stopnia generała. Jaruzelski miał przy tym wyjątkowo gorzkie doświadczenia. Jako młody człowiek został wraz z rodziną w 1941 r. deportowany do Kraju Ałtajskiego w zachodniej Syberii. Tam, pracując przy wyrębie lasów, nabawił się tzw. ślepoty śnieżnej, trwale uszkadzającej wzrok; stąd noszone stale ciemne okulary. W tamtejszym Bijsku zmarł jego ojciec. Według zgodnych opinii był człowiekiem skromnym, a nawet ascetycznym. Odrzucał propozycje mianowania go marszałkiem i przez dłuższy czas nie chciał kandydować na stanowisko prezydenta Polski.
Bezdyskusyjna jest kwestia złożenia hołdu ofiarom stanu wojennego oraz czczenia pamięci tych wszystkich, którzy byli prześladowani i cierpieli za to, ze chcieli urzeczywistniać marzenia o wolnej i demokratycznej Polsce. Dlatego także lewica poparła w Sejmie przed laty decyzję ustanowienia Dnia Ofiar Stanu Wojennego. Doświadczenia tamtych dni i lat powinny być również lekcją, zwłaszcza dla rządzących, iż przemocą i siłą – w jakiejkolwiek postaci – nie da się ograniczyć trwale praw i wolności obywatelskich, ani rozwiązać podstawowych problemów żadnego państwa.
Kolejne rocznice 13 grudnia powinny być okazją do refleksji i zadumy nad krętymi ścieżkami naszej historii, a nie przekształcać się – co nierzadko wciąż ma miejsce-w manifestacje odwetu ,a nawet nienawiści wobec dawnych wrogów czy oponentów..Inne europejskie i pozaeuropejskie społeczeństwa, znacznie bardziej dotknięte wewnętrznymi dramatami, potrafiły się pojednać. W 4-milionowej wówczas Finlandii w wojnie domowej zginęło 7 tys. osób. W analogicznej wojnie w Hiszpanii-aż 300 tys., a milion musiało udać się na emigrację. W Chile. w okresie dyktatury Pinocheta, mającego wciąż w łonie polskiej prawicy wielu zwolenników, śmierć poniosło 3 tys. osób. Takie przykłady można mnożyć: Republika Południowej Afryki w czasach apartheidu, czy Niemcy przed zjednoczeniem. Wszędzie tam udało się nie tylko porozumienie, lecz i pojednanie narodowe. Położyło ono podwaliny pod nową jakość życia.
Na podobne pojednanie, a może i przebaczenie nie powinniśmy czekać zbyt długo. Upłynęło przecież tyle czasu! Choć premier Mateusz Morawiecki nie używał w exposé pojęcia „pojednanie”, a mówił o „sklejaniu społeczeństwa”, to sens jest zbliżony. Przyszłość pokaże, czy jest to realna perspektywa w najbliższych latach.

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny i ekonomiczny, powiązany ze środowiskami polskiej prawicy. A także pisarz fantastyczno- naukowy, zdeklarowany antykomunista, współzałożyciel...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Chiński sąd postawił granicę automatyzacji. Korporacja może wdrażać AI, ale nie może używać jej jako alibi dla zwolnienia człowieka. To nie algorytm wręcza wypowiedzenie. Robi to pracodawca. To ważny sygnał globalnie, także dla Polski. Rewolucja już wchodzi na rynek...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W dodatku sądy niechętnie przyznają pełnomocnika z urzędu, twierdząc bardzo często niesłusznie, że sprawa jest prosta. Zaczyna się od tego, że język, którym...

Pochód to moje środowisko naturalne

Pochód to moje środowisko naturalne

Urodziłem się w świętym mieście Częstochowie. Tam, kiedy tylko śniegi z Alej zeszły, roiło się od maszerujących. Płci wszystkich, zwykle pod księżowskimi przewodem. Wtedy nie było tygodnia bez przynajmniej jednej pielgrzymki. Szli górnicy i hutnicy, młodzież...