
Trump oświadczył już kilkakrotnie, że wojna została wygrana. Mówił również o tym, że lotnictwo, okręty wojenne i obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa, rakiety przeciwokrętowe, rakiety balistyczne, strategiczne urządzenia, w tym te związane z programem jądrowym, zostały zniszczone; również te które całkowicie zniszczono już w czerwcu ubiegłego roku.
Selekcjonując przywództwo Iranu zlikwidowano wybranych przywódców państwa, niekiedy sięgając już do trzeciego szeregu, w tym również do umiarkowanych liderów, zapewne przez przypadek, choć pewności nie mam.
W sumie zaatakowano już około 10 tysięcy celów i Trump ubolewa, że jego armia nie ma już czego atakować.
A jednak wojna trwa i codziennie siły zbrojne USA i Izraela znajdują nowe cele, w Iranie oraz w Libanie, a Iran odpowiada odwetem w krajach Zatoki i w Izraelu.
Cieśnina Ormuz jest zablokowana przez Iran, kilkaset tankowców czeka w Zatoce Perskiej oraz przy wejściu do niej, a ceny ropy i gazu skaczą do góry, a czasem lekko w dół w zależności od sygnałów wysyłanych z Białego Domu, który raz wysyła biały dym z fajki pokoju, a za chwilę czarny zapowiadając nowe ataki w infrastrukturę energetyczną czy ściągając do Zatoki komandosów i marines. Stawia 48 godzinne ultimatum, które przed upływem terminu zmienia się w tygodniowe.
Informuje, że trwają rozmowy, czego władze irańskie nie potwierdzają, a następnie spada pocisk na elektrownię jądrową, obok czynnego bloku energetycznego.
Na razie uzyskano osłabienie militarne reżimu ajatollahów, ale też ataki na szkoły, szpitale i inne obiekty cywilne ułatwiły obozowi władzy konsolidację społeczeństwa wobec zagrożenia z zewnątrz. Reżim trzyma się mocno.
Najbardziej widocznym skutkiem jest oczywiście galopada cen ropy naftowej, gazu i paliw i w związku z tym wzrost kosztów w gospodarce światowej i kosztów utrzymania na całym świecie, ale też okresowe braki paliw w różnych krajach.
Oczywiście największe straty ponosi Iran, ale również państwa leżące nad Zatoką Perską no i Izrael.
Stany Zjednoczone wyzbywają się pocisków rakietowych, których może zabraknąć na Ukrainie. Wzrost cen ropy i gazu pomaga również Putinowi w spięciu wojennego budżetu.
Spada poparcie dla republikańskiej władzy w USA; poparcie dla Donalda Trumpa spadło do 36%, a poparcie dla wojny na Bliskim Wschodzie osiągnęło poziom 35%.
Wybory połówkowe w listopadzie zapowiadają się bardzo dobrze dla demokratów, którzy wygrali kolejne wybory uzupełniające do parlamentu stanowego, tym razem na Florydzie w okręgu Miami Beach (włącznie z Mar-a-Lago) i w Tampie, gdzie zresztą mieści się Centralne Dowództwo US Army, odpowiadające za Bliski Wschód.
Trump w tej sytuacji mówi o potrzebie zakończenia wojny przypisując inicjatywę Iranowi.
„New York Times” poinformował, że Stany Zjednoczony przekazały Iranowi 15-punktowy plan pokojowy.
Plan miałby dotyczyć m.in. zatrzymania irańskiego programu pocisków balistycznych i programu nuklearnego – dwóch głównych celów kampanii bombowej prowadzonej od 28 lutego.
Dodatkowo miałby obejmować również kwestię szlaków morskich, przede wszystkim odblokowania cieśniny Ormuz, przez którą przepływa ok. 20 proc. światowych dostaw ropy naftowej i gazu.
Iran przedstawił w odpowiedzi plan 5- punktowy:
- Całkowite zaprzestanie „agresji i zabójstw” ze strony wroga.
- Ustanowienie konkretnych mechanizmów mających na celu zagwarantowanie, że ataki na Iran nie zostaną wznowione.
- Gwarantowana i jasno określona wypłata odszkodowań za zniszczenia wojenne, a także reparacji.
- Koniec wojny na wszystkich frontach i dla wszystkich grup oporu, które brały w niej udział w regionie.
- Międzynarodowe uznanie i gwarancje suwerennego prawa Iranu do sprawowania władzy nad Cieśniną Ormuz.
Trudno oczekiwać, że po doświadczeniach Genewy, gdzie dobrze zapowiadające się negocjacje i ustępstwa Iranu przerwał izraelsko-amerykański atak na Iran, rokowania pójdą szybko i sprawnie. Tym bardziej, że nie znamy wszystkich warunków amerykańskich, a twardogłowi we władzach Iranu żądają likwidacji baz amerykańskich w krajach Zatoki Perskiej.
Dużo zależy od siły presji sojuszników USA uzależnionych od dostaw ropy i gazu z krajów arabskich, a zwłaszcza od siły presji państw – producentów ropy i gazu z rejonu Zatoki, które są bezpośrednio zagrożone wojną i tracą gwałtownie dochody ze swoich bogactw naturalnych.
Oczywiście Izrael będzie grał na zwłokę, bo oprócz osłabienia Iranu zależy mu na likwidacji Hezbollahu w Libanie, a ta operacja dopiero wchodzi w główną fazę.
Trump nie określił jasno i precyzyjnie celów wojny, więc może zakończyć awanturę w zasadzie w każdym momencie, ogłaszając po raz kolejny wygraną. Oczywiście Netanjahu i lobby żydowskie w USA trzymają go za poły marynarki, podobnie jak kompleks militarno-przemysłowy i ciągną w drugą stronę. MAGA boi się jednak ugrzęźnięcia Stanów Zjednoczonych w Iranie, jak kiedyś w Iraku czy w Afganistanie. Im dłużej potrwa wojna tym to niebezpieczeństwo będzie większe.
No i ceny benzyny, które w Ameryce są czułym barometrem nastrojów społecznych skoczyły średnio już dolara za galon.
Amerykanie nie są też w stanie sami odblokować cieśniny. Dopiero teraz ściągają kilka trałowców z Azji, bo na Bliskim Wschodzie wycofali je z użytkowania. Ściągana piechota morska służy na razie jako straszak. Iran już zapowiedział, że ewentualny desant amerykański spotka się z kontrakcją w Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
W ostatnim tekście wyraziłem nadzieję, że Europa tym razem nie da się wciągnąć do bliskowschodniej awantury i na razie faktycznie trzymamy się na dystans.
Pozostawiony sam w tej wojnie z Izraelem, Trump siłą rzeczy musi zmądrzeć. Ci co mieli zarobić na giełdach oraz na dostawach ropy i gazu już swoje zarobili.
Mądrzeć będzie na raty.
Już dzisiaj zapomniał, że jednym z deklarowanych celów był upadek reżimu i przekazanie władzy narodowi irańskiemu.
Interwencja amerykańsko-izraelska wręcz tę szansę zaprzepaściła na czas dłuższy.
Administracja Trumpa szuka obecnie rozmówców i pośredników, którzy będą realistami i pozwolą Ameryce wyjść z twarzą z tej awantury.
Dzisiaj to Iran odrzucił rozmowy z Witkoffem i Kushnerem; gotów jest rozmawiać z Vancem, ale stawia warunki wstępne i nie zgadza się na amerykański plan.
Trump znalazł się pod presją z różnych stron; zróbmy wszystko, aby zwolennicy pokoju wygrali i nie doszło do nowej eskalacji. Kontynuowanie wojny doprowadzi do większego kryzysu na świecie niż kryzys naftowy z lat 70-tych.
I Polski on też nie ominie.









