Iran odrzuca amerykański plan pokojowy. Trump naciska na rozmowy

Donald Trump po tym, jak Iran odrzuca plan rozejmu USA
Donald Trump podczas briefingu dla mediów. Fot. montaż: White House / motyw flagi Iranu

Iran zareagował negatywnie na amerykańską propozycję zawieszenia broni, choć pośrednicy sygnalizują, że bezpośrednie rozmowy między Teheranem a Waszyngtonem mogłyby rozpocząć się już w najbliższy weekend. Problem w tym, że według irańskich przedstawicieli plan przedstawiony przez USA jest skrajnie jednostronny i w praktyce powtarza warunki, które już wcześniej blokowały negocjacje.

Jak podają media, pakistańscy pośrednicy przekazali Iranowi 15-punktową propozycję przygotowaną przez Stany Zjednoczone. Plan miałby obejmować częściowe złagodzenie sankcji wobec Iranu, ale zarazem zakładałby likwidację irańskiego programu nuklearnego, ograniczenie programu rakietowego oraz odblokowanie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20 proc. światowego handlu ropą.

Według egipskich źródeł propozycja obejmuje także ograniczenie wsparcia Iranu dla zbrojnych grup działających w regionie Bliskiego Wschodu. To właśnie te kwestie od lat należą do najbardziej zapalnych punktów sporu. Teheran od dawna odrzuca ustępstwa zarówno w sprawie rakiet balistycznych, jak i swojej regionalnej sieci sojuszników oraz formacji zbrojnych, uznając je za element odstraszania wobec przewagi militarnej USA i Izraela.

Jeden z wysokich irańskich urzędników w rozmowie z Al Jazeerą określił amerykański projekt jako „skrajnie maksymalistyczny i nieracjonalny”. Inni przedstawiciele władz przyznawali, że dokument jest nadal analizowany, ale już na wstępie oceniali go jako zdecydowanie zbyt korzystny dla żądań Waszyngtonu.

Iran już wcześniej otwarcie kpił z całej inicjatywy dyplomatycznej Donalda Trumpa, twierdząc, że Stany Zjednoczone „negocjują same ze sobą”. W nocy z wtorku na środę i w ciągu środy Teheran przeprowadził kolejne ataki na Izrael oraz państwa Zatoki Perskiej. Jeden z nich wywołał ogromny pożar na międzynarodowym lotnisku w Kuwejcie. W tym samym czasie Izrael kontynuował bombardowania na terytorium Iranu.

– Nasze pierwsze i ostatnie słowa od początku były takie same i takie pozostaną: ktoś taki jak my nigdy nie dojdzie do porozumienia z kimś takim jak wy – oświadczył ppłk Ebrahim Zolfaghari, rzecznik irańskich sił zbrojnych.

Rozmowy mają ruszyć, ale nie wiadomo z kim

Pośrednicy z Pakistanu i Egiptu twierdzą, że bezpośrednie rozmowy USA–Iran mogłyby rozpocząć się już w piątek, być może w Pakistanie. Inne źródła wskazują Turcję jako możliwe miejsce spotkania. Sam Trump utrzymuje, że Stany Zjednoczone prowadzą obecnie rozmowy z osobami powiązanymi z irańskim rządem, a w kontakty zaangażowani mają być Jared Kushner, specjalny wysłannik Steve Witkoff, sekretarz stanu Marco Rubio oraz wiceprezydent JD Vance.

Według doniesień Kushner i Witkoff mieli proponować miesięczne zawieszenie broni jako punkt wyjścia do dalszych negocjacji. Nadal nie jest jednak jasne, z kim dokładnie rozmawia strona amerykańska. Irańskie MSZ i wojskowi publicznie zaprzeczają, by prowadzone były jakiekolwiek rozmowy w takim kształcie, o jakim mówi Trump.

Nieufność Teheranu ma zresztą bardzo konkretne podstawy. Irańscy urzędnicy zwracają uwagę, że kraj był już atakowany w czasie wcześniejszych rozmów z USA. Podczas 12-dniowej wojny między Iranem a Izraelem ubiegłego lata Stany Zjednoczone uderzyły w irańskie instalacje nuklearne, a obecny konflikt wybuchł w momencie, gdy – według części relacji – pojawiał się postęp w stronę szerszego porozumienia.

Dodatkowym problemem jest to, że USA i Izrael wyeliminowały znaczną część irańskiego kierownictwa, w tym bardziej pragmatyczne postacie, jak sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ali Larijani. W irańskich elitach rośnie więc obawa nie tylko przed politycznym oszustwem, ale także o fizyczne bezpieczeństwo potencjalnych rozmówców.

– Mamy bardzo katastrofalne doświadczenia z amerykańską dyplomacją – powiedział we wtorek rzecznik irańskiego MSZ Esmail Baghaei.

Trump pod presją, rynki reagują

Na Trumpa rośnie presja wewnętrzna, by znaleźć sposób na zatrzymanie wojny. Irańskie ataki na infrastrukturę energetyczną państw Zatoki oraz praktyczna blokada Cieśniny Ormuz podbiły ceny paliw i energii na całym świecie. Po ujawnieniu informacji o 15-punktowym planie ceny ropy spadły, bo inwestorzy zaczęli liczyć na choćby częściową deeskalację.

Sondaże są dla prezydenta USA niepokojące. Według najnowszych badań 59 proc. Amerykanów uważa, że wojna z Iranem „poszła za daleko”. Jednocześnie notowania Trumpa spadły do rekordowo niskiego poziomu 36 proc., głównie z powodu wzrostu cen paliw i kosztów wojny.

Izrael patrzy na całą sytuację inaczej. Władze w Tel Awiwie mają być zaskoczone amerykańską propozycją rozejmu i są zainteresowane dalszym osłabianiem irańskiego państwa. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli Waszyngton chce przerwy w walkach, jego najważniejszy regionalny sojusznik niekoniecznie podziela ten cel.

USA wysyłają kolejne wojska

Mimo deklaracji o dyplomacji Stany Zjednoczone nadal wzmacniają obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. Według Associated Press do regionu ma trafić co najmniej tysiąc żołnierzy z 82. Dywizji Powietrznodesantowej, a także pięć tysięcy dodatkowych marines i tysiące marynarzy.

Ruch ten zbiegł się z informacjami, że administracja Trumpa rozważa plan zajęcia irańskiej wyspy Kharg, przez którą przechodzi 90 proc. eksportu irańskiej ropy. Celem takiej operacji miałoby być zmuszenie Teheranu do odblokowania Cieśniny Ormuz. Sama 82. Dywizja Powietrznodesantowa specjalizuje się właśnie w szybkim przejmowaniu i zabezpieczaniu terenów spornych.

Na tym tle trudno mówić o realnym zaufaniu do pokojowych intencji Waszyngtonu. Z jednej strony Biały Dom wysyła plan rozejmu, z drugiej równolegle gromadzi siły do możliwej kolejnej eskalacji.

Wojna trwa na kilku frontach

W środę Izrael kontynuował naloty na Iran, informując o kolejnych falach ataków w Teheranie i o uderzeniu w ośrodek rozwoju okrętów podwodnych w Isfahanie. Iran odpowiedział wystrzeleniem rakiet balistycznych na Izrael, a syreny alarmowe wielokrotnie uruchamiały się w ciągu dnia. Irańskie drony i pociski były też kierowane przeciwko państwom Zatoki. Arabia Saudyjska poinformowała, że zestrzeliła co najmniej osiem dronów nad wschodnią częścią kraju, gdzie znajduje się infrastruktura naftowa.

Izrael nadal uderzał też w cele Hezbollahu w Libanie i prowadził walki lądowe na południe od rzeki Litani. Izraelska armia posuwa się tam stopniowo na północ mimo silnego oporu, a żołnierze publikują nagrania z wcześniej spornych miejscowości, takich jak Taybeh i Khiam.

Według relacji z Libanu izraelskie lotnictwo atakuje nie tylko cele związane z Hezbollahem, ale także infrastrukturę cywilną, w tym mosty i stacje paliw. W mieście Nabatiye zginęło dwóch pracowników medycznych. Organizacje praw człowieka alarmują, że uderzenia w obiekty cywilne, nawet jeśli część z nich miała luźne powiązania z Hezbollahem, mogą stanowić zbrodnie wojenne.

Hezbollah odpowiada ostrzałem rakietowym i dronowym północnego Izraela. We wtorek wieczorem jedna kobieta zginęła tam w wyniku ataku tej organizacji, a dwie kolejne osoby zostały ranne. Była to pierwsza ofiara śmiertelna w Izraelu od czasu, gdy Hezbollah 2 marca wznowił ostrzał, uruchamiając nową fazę izraelskiej kampanii wojskowej.

Według libańskiego ministerstwa zdrowia izraelskie uderzenia zabiły dotąd 1094 osoby i raniły 3119 w Libanie. Irańskie ministerstwo zdrowia informuje o co najmniej 1500 ofiarach śmiertelnych w Iranie. Izrael podaje, że po jego stronie zginęło 20 osób, w tym dwóch żołnierzy w Libanie. Zginęło także co najmniej 13 amerykańskich żołnierzy oraz ponad tuzin osób na okupowanym Zachodnim Brzegu i w państwach Zatoki.

Redakcja

Poprzedni

Duńska lewica wygrała, ale może stracić władzę

Następny

Kiedy Trump zakończy wojnę z Iranem?