Bigos tygodniowy

Bigos z lubością zalicza się do Klubu Ośmiu Gwiazdek, a że lubi dobrych mówców, więc z uznaniem wysłuchał sobotniego przemówienia Donalda Tuska, a także jego niedzielnej konferencji prasowej. Z retorycznego punktu widzenia majstersztykiem było ustawienie obecnej władzy, już w w pierwszych słowach, w roli Wcielonego Zła, bo PiS jest rzeczywiście złem, które radykalnie szkodzi Polsce. Tusk powrócił do polskiej polityki z brawurą fightera. Jednak zgrzytem po jego stronie było zdystansowanie się, w kontekście przyszłej współpracy sił opozycyjnych, od Lewicy (zadra liberałów o sławetne głosowanie w sprawie funduszy europejskich). Tusk zasugerował, że pozwoli Lewicy, klęczącej na grochu, przystąpić do współpracy, gdy złoży mocne postanowienie poprawy. To było niepotrzebne, bo Lewica nie zrobiła nic tak bardzo złego, by ją aż tak uparcie piętnować. „Emerytowany ratownik polskiej demokracji”, jak sam się Tusk określił, mógł sobie tę małostkowość darować, bo prędzej czy później Lewica będzie mu jednak w końcu potrzebna. Dlatego bardzo dobrze, że przewodniczący Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty życzliwie i bez żadnych wstępnych warunków przyjął powrót Donalda Tuska i podkreślił konieczność sformowania jednolitego frontu opozycji na rzecz odsunięcia PiS od władzy.


Równolegle z powrotem Tuska odbył się kongres pisiorów. Na końcu ferajna wybrała szefa, którym ponownie został Zapluty Karzeł Reakcji. Jednym z jego zastępców został Matousz. PiS ostatecznie przyjęło bankiera-kłamczucha na swoje ścisłe łono, już nie w roli sublokatora. Poza tym podjęli uchwałę „antynepotyczną”. Nakazał ją ZKR, strasząc że w przeciwnym razie PiS nie ma szans na zwycięstwo wyborcze. Jednakże przed podjęciem uchwały dokonano w niej resekcji zębów siekaczy, pozostawiając furtkę dla czynienia niezbędnych wyjątków. ZKR powiedział też, że choć nepotyzm jest zjawiskiem w PiS wąskim, to „opozycja z tego korzysta przeciw nam” i że „jeśli się z nią nie poradzimy, to nie mamy szans na wygraną”. Czyli otwartym tekstem powiedział, że gdyby nepotyzm PiS-owi nie szkodził, to spokojnie można by go uprawiać, ale w tej sytuacji tak się nie da. A poza tym, w ogóle, nastrój na kongresie PiS sprawiał wrażenie minorowego, bez ikry. Tak też, jakoś minorowo i bez pałera, przemawiał sam ZKR. Coś się psuje także w kręgach doradczych. Pisowski „rebe” Józef Orzeł z Klubu Ronina, któremu dotąd nie można było odmówić inteligencji, umiejętności analitycznych, rozsądku i który często wypowiadał się PiS-owi pod prąd, zaczął ostatnio zgrzytać jak psujący się sprzęt. Skrytykował oto Tuska, że wskazując na PiS jako na Wcielone Zło, popełnił błąd. A przecież PiS, stosując tę metodę, kilkakrotnie wygrało wybory, podobno posiłkując się doktryną Carla Schmitta. I gdy tę samą metodę zastosował też Wiadomy Osobnik, krzycząc przed rokiem na wyborczym wiecu, że „LGBT to nie ludzie, to ideologia” Orzeł jakoś nie protestował. Orły pisowskie dostały w locie zadyszki?


Zdecydowanie słabo zachował się natomiast Rafał Trzaskowski, który wyjeżdżając po posiedzeniu kierownictwa PO, pokazał figę dziennikarzom proszącym go o wypowiedź i na pożegnanie dmuchnął im tylko w nosy dymem z rury wydechowej. Zachował się tym samym tak, jak często zachowują się pisowcy i to w sytuacji, gdy nawet milkliwy „Pies”, Teplecki, od pewnego czasu gada jak najęty. Bigos, choć przed rokiem głosował w drugiej turze oczywiście, jak cała demokratyczna i antypisowska Polska na Pięknego Rafała i docenia jego rozmaite walory, od dawna zauważył też jego wady. Otóż – unikając eufemizmów i poprawnego ściemniania – Bigos widzi w Pięknym Rafale rysy zadufanego w sobie panicza z dobrego, artystycznego domu (syn jednej z legend jazzu Andrzeja Trzaskowskiego), wychowanego w atmosferze miłości własnej,w w kulcie własnej osoby, upajającego się publicznie swoimi wyrafinowanymi lekturami w języku francuskim (n.p. Edgar Morin), wyższego nad otaczający go gmin. Piękny Rafa śmiało mógłby za swoją dewizę przyjąć słowa rzymskiego poety Horacego „Odi profanum vulgus..” Nie wiem, czy zauważyliście, że Rafa od czasu do czasu robi zblazowane, zarozumiałe, bufoniaste miny. Nie to, żeby mógł rywalizować w tej konkurencji z Dumoniem, ale… Jeśli zestawić go z Donaldem Tuskiem, który w umiejętności kontaktu z ludźmi jest arcymistrzem może nawet lepszym niż Aleksander Kwaśniewski, to Piękny Rafał wypada fatalnie. Bigos zauważył też, gdy Rafałowi dobrze idzie, jak w rok temu w drugiej turze, to wyluzowuje i robi się cieplejszy. Gdy idzie mniej po jego myśli, usztywnia się i bufonieje.


Tymczasem w trzeciej lidze politycznej bez zmian. Na jakiejś uroczystości związanej z wojskowością, pewien Kabotyn, przemawiając, robił takie srogo-komiczne, kabotyńskie miny, że w porównaniu z nim Mussolini to był Buster Keaton, aktor bez mimiki.


Epidiaskop Polski ujawnił dane dotyczące pedofilii w kościele katolickim. Dane są porażające, jednak dla nikogo nie jest tajemnicą, że liczba pokrzywdzonych jest zaniżona. Po prawdzie jednak podali same liczby, czyli gówno podali.


Kolejna kobieta urodziła potworka, który umarł po pół godziny po porodzie. Przy okazji kobiecie rozerwano na strzępy krocze. Na rozerwanie krocza powinna zostać skazana skurwysyńska banda spod ośmiu ciemnych gwiazdek, która to „prawo” kobietom sprokurowała.


Przewodniczący Włodzimierz Czarzasty zawiesił eurodeputowanego i szefa Nowej Lewicy na Śląsku Marka Balta oraz dwójkę radnych NL za poparcie udzielone pisowskiemu zarządowi województwa śląskiego.