Biedroń na prezydenta!

Lewica wybrała kandydata na prezydenta Polski. Został nim Robert Biedroń, który oficjalnie ogłosił start w trakcie niedzielnej konwencji w Słupsku. W jej trakcie wypowiadali się też inni politycy lewicowej formacji. Publikujemy zatem to, co powiedzieli.

Polska potrzebuje prezydenta odważnego, który rozumie współczesny świat i nie boi się nowoczesności. Czas na zmianę! Czas na prezydenturę odwagi, otwartości i prawdziwej wspólnoty! Czas na Roberta Biedronia!
Kampania prezydencka rusza z ważnymi priorytetami:

  • 7,2 proc. PKB na służbę zdrowia,
  • Budowa mieszkań na wynajem,
  • Gwarantowana emerytura min. 1600 zł,
  • Przywrócenie niezależności sądów,
  • Nowoczesna gospodarka,
  • Zrównoważony rozwój całego kraju,
  • Przywrócenie znaczenia Polski za granicą.
    Kandydat na prezydenta RP Robert Biedroń
    Słupsk to miasto mojego życia. To tu dojrzewałem jako polityk, to tu odnalazłem wspólnotę. Nie ma chyba nikogo, kto by o Słupsku nie słyszał. Dziś Słupsk jest wzorem nowoczesnego miasta sukcesu. Oddłużyliśmy miasto, oddaliśmy kilkaset odnowionych mieszkań. Stworzyliśmy nowe inwestycje i miejsca pracy, miejsca w żłobkach i przedszkolach oraz udogodnienia dla seniorów. Słupsk ma dziś najczystsze powietrze w kraju!
    To będą wybory, w których zdecydujemy o tym, czy będziemy osamotnieni w Europie, rządzeni przez politycznych cyników. Czy zrobimy krok do przodu i staniemy się nowoczesnym, dumnym, europejskim państwem dobrobytu. Stoję przed Wami jako kandydat na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. To była najważniejsza decyzja, jaką podjąłem w życiu. Wierzę, że nasze marzenia są silniejsze niż lęk! Nie pochodzę z politycznej albo profesorskiej rodziny “z tradycjami”. Ale wierzę, że nie to jest warunkiem. Wierzę, że prezydentura może być dostępna dla ludzi takich jak my. Bo w końcu większość z nas nie ma rodziców profesorów, ani polityków. Czy prezydent wszystkich Polaków nie powinien mieć czegoś wspólnego z większością z nas? Znać problemów, z którymi się borykacie? Rozumieć, co to znaczy musieć ciężko pracować? Czekać miesiącami w kolejce do lekarza? Dziś każe nam się wybierać między różnymi rodzajami konserwatyzmu. A Polsce potrzeba innej ścieżki. Ścieżki, która biegnie przed siebie. Stoimy przed wyborem. Albo cywilizacja pogardy albo cywilizacja troski.
    Prezydent wszystkich Polek i Polaków powinien też wiedzieć, co nas łączy. To, co nas łączy to chęć życia we wspólnocie. Chęć wzajemnej pomocy, wsparcia i współpracy. Miejsce prezydenta jest wszędzie tam, gdzie trzeba bronić praw i interesów społeczeństwa, gdzie konieczne jest powstrzymywanie złych zapędów rządu. Prezydent musi mieć swój rozum i swój kręgosłup. Kiedy zostanę prezydentem, to premier i ministrowie, bez względu na opcję polityczną, będą moimi partnerami w pracy na rzecz Polski. Od tego zależy sukces polskiej dyplomacji, sprawność państwa, a przede wszystkim nasze bezpieczeństwo.
    Za chwilę do pałacu prezydenckiego trafi ustawa podporządkowująca sędziów jednej partii. Która pozwoli tej partii na ręczne sterowanie sędziami. Prezydent takiej ustawy nie może podpisać! Polska zasługuje na prezydenta niezależnego. Jako prezydent będę walczył o naprawę systemu opieki zdrowotnej. O dofinansowanie jej na europejskim poziomie – do 7,2 proc. PKB. Skrócimy kolejki, zapewnimy więcej lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Zacznijmy wreszcie ambitnie projektować nowy system ochrony zdrowia. Takim krokiem będzie moja reforma polityki lekowej. Będę walczył o ustawową gwarancję, że żaden lek na receptę, nie będzie kosztował więcej niż 5 zł.
    Chciałbym, żeby już za parę lat młodzi ludzie, którzy chcą się usamodzielnić lub założyć rodzinę mogli pójść do urzędu gminy, złożyć wniosek i po kilku miesiącach odebrać klucze do własnego mieszkania. Zrobię to z Wami.
    Razem będziemy bronić Konstytucji RP. Razem będziemy pilnować tego, by była ona przestrzegana od początku do końca. Obecny prezydent chwali się relacjami ze Stanami Zjednoczonymi, ale wszyscy widzieliśmy, jak było ostatnio. Polska dyplomacja o działaniach militarnych USA dowiaduje się z mediów.
    Dziś Polska stoi węglem, który się kończy – wbrew marzeniom obecnego prezydenta. Palimy więc węglem z Rosji. Te rekordowe pieniądze, które za niego płacimy idą min. na kłamliwą propagandę Putina przeciwko Polsce. Jako prezydent Polski w 2021 roku zorganizuję duży, europejski szczyt klimatyczny. Ale nie taki, jaki organizował obecny prezydent, na którym pokazuje się dekoracje z węgla.
    Czas na zmianę! Czas na prezydenturę odwagi, odpowiedzialności i rozsądku. Na prezydenturę otwartości i prawdziwej wspólnoty. Czas na dumę z naszego kraju! Czas na dumną Polskę!
    Wicemarszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty
    Prezydent Andrzej Duda zwrócił się do górników z apelem o oczyszczenie wymiaru sprawiedliwości. Jutro powie pan z historii takie zdanie: „ręka podniesiona na władzę, zostanie odrąbana”. Wie pan, dlaczego to mówię, panie prezydencie? Bo wiem, że Robert Biedroń dzisiaj wybrany jednomyślnie przez konwencję SLD na prezydenta, będzie gwarantował nam oraz elektoratowi Sojuszu Lewicy Demokratycznej prawdę o historii, z którą w tej chwili robią, co chcą. Na ziemiach odzyskanych walczyło 300 tys. żołnierzy polskich oraz zginęło 200 tys. żołnierzy radzieckich. Na ziemiach odzyskanych 754 saperów oczyściło z min 100 tys. kilometrów kwadratowych terenu, 100 tys. km dróg, 2439 mostów, 15 tys. miejscowości. Wiecie, dlaczego to mówię? Dlatego, że nie dam tych ludzi ośmieszać. Dlatego, że to nasza historia, dlatego, że zamiast śmiać się z tego czasu powinniśmy ludziom dziękować. Powinniśmy na tych terenach wybudować obiektywne Muzeum Ziemi Odzyskanych.
    PRL miał wiele błędów, ale też miał wiele plusów. To nie było państwo niezależne tak, jakby sobie wszyscy tego życzyli, ale to był członek ONZ, to było państwo, w którym nasi rodzice, nasi dziadkowie tworzyli naszą przyszłość, i nikt tego nie wygumkuje, nikt nie będzie Lewicy zarzucał, że mówimy o polityce i o historii w sposób nieobiektywny.
    Do roku 1956 było masę niepotrzebnych morderstw, masę niepotrzebnych świństw, masę niepotrzebnych gwałtów i różnych rzeczy, za które ludzie powinni się wstydzić. Ale to były tereny naszego kraju i to nasz kraj żył i przetrwał do tych czasów. Dlatego uważam, że szacunek dla naszych rodziców, szacunek dla naszych dziadków każe mówić Lewicy, że 1600 zł najniższej emerytury to jest to, co powinno być na pewno. Jeżeli PiS uważa, że chce tym ludziom pomóc, to powinien popierać nasze postulaty.
    Obiecałem 4 lata temu, że wprowadzę lewice do sejmu, zaprosiłem Adriana Zandberga i Roberta Biedronia i jesteśmy w Sejmie oraz Senacie, skonsolidowaliśmy lewicę. Robert podczas kampanii odpowiesz na każde pytanie, nie będziesz motał, jak zapytają czy jesteś za państwem świeckim powiesz, że jesteś za świeckim! Ludzie mają prawo do wiary, ale kler musi być traktowany jak każdy inny, nikt inny tego nie powie! Nie będziesz zmieniał zdania o 500+, nie jak Platforma, która zmienia zdanie, czy ważne czy nieważne w zależności od notowań. Robert nie będzie zmieniał zdania! Wejdziemy do 2 tury i pokonamy Andrzeja Dudę, a za 3,5 roku będziemy mieli lewicowy rząd!
    Poseł Adrian Zandberg
    Usłyszałem ostatnio w Sejmie: wy, lewica, jesteście jak z Żeromskiego – znowu chcecie budować szklane domy. To, zdaje się, miała być złośliwość. Ale to prawda! Lewica mówi otwarcie: chcemy lepszej Polski – nowoczesnej i przyjaznej dla zwykłych ludzi. Polski bez nienawiści. Polski, w której jest miejsce dla wszystkich. I mamy odwagę, żeby ruszyć do przodu. Żeby Polki i Polacy mogli żyć i pracować jak Europejczycy.
    Kiedy słucham pokrzykiwań pana prezydenta Andrzeja Dudę, to myślę, że on najchętniej budowałby więzienia. Przed nami wybory prezydenckie. Czego chcą nasi konkurenci? Trzeba powiedzieć to otwarcie – oni szklanych domów nie zbudują. Ani szklanych, ani żadnych innych! Młodzi ludzie martwią się o swoją przyszłość, ale martwią się też o swoich dziadków. Milion seniorów dostaje głodowe świadczenia. Z trudem wiążą koniec z końcem. A w Sejmie? PiS i PO głosują ręka w rękę przeciwko podniesieniu emerytur W 2020 roku do wielu polskich miast – Jastrzębia Zdroju, do Łomży, do Mielca – nie dojeżdża nawet jeden pociąg. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, a w niejednej sprawie ciągle trwa u nas wiek dziewiętnasty! Rządzący traktuje zwykłe, ludzkie potrzeby jakby to był jakiś luksus, na który Polki i Polacy nie zasługują. Jest styczeń. W tym roku nie spadł jeszcze śnieg, ani tu w Słupsku, ani w większości polskich miast i miasteczek. Kryzys klimatyczny idzie wielkimi krokami. Musimy przebudować gospodarkę, zanim będzie za późno. Inaczej czekają nas susze, wyłączenia prądu, brak wody w kranach. Tu nie ma co czekać, Polska potrzebuje ekologicznego przełomu.
    Pani Małgorzata Kidawa-Błońska jest sympatyczna, ale najlepiej czuje się w swoim dworku. I chyba w ogóle nie ma ochoty się stamtąd ruszać, nie mówiąc o budowaniu czegokolwiek. A Polska potrzebuje zmiany. Prawdziwej zmiany. Dziś młodzi ludzie gnieżdżą się w przepełnionych mieszkaniach. Dzielą je na pokoje, bo nie stać ich na normalne, dorosłe życie. Połowa młodego pokolenia mieszka z musu z rodzicami Co robi rząd? W całej Polsce zbudowali kilkaset mieszkań, Robert Biedroń oddawał tyle do użytku w samym Słupsku To są prawdziwe wyzwania. To są problemy, które trzeba w końcu rozwiązać. Jesienią lewica weszła do parlamentu. Pokazaliśmy, że opozycja może mieć program i wizję. Teraz czas na następny krok! Wybory prezydenckie to jest następny krok. W maju tego roku możemy wybrać prezydenta, który pchnie Polskę do przodu. Polaków stać na wiele. Nie jesteśmy gorsi od Austriaków, od Holendrów czy od Duńczyków. Możemy rozwiązać problem drogich mieszkań!
    Polska potrzebuje prezydenta odważnego. Takie, który ma swoje zdanie i jasno o nim mówi. Prezydenta, który rozumie współczesny świat. Prezydenta, który nie boi się nowoczesności. Ale też prezydenta, który chce budować wspólnotę. Prezydenta, który skończy z jadem nienawiści. Prezydenta, który rozumie, co to jest współpraca i wrażliwość na drugiego człowieka W tym roku możemy wybrać takiego prezydenta. Bo takim prezydentem może być Robert Biedroń! W tej kampanii będzie się liczyć każda para rąk. Więc jeśli myślicie podobnie, dołączcie do nas. Dołóżcie swoją cegiełkę. Zmiana jest możliwa!
    Wicemarszałkini Senatu Gabriela Morawska-Stanecka
    Mamy się z czego cieszyć. Marzyliśmy o tym dniu. Na ten dzień czekaliśmy! Wreszcie, po latach, mamy naszego kandydata na prezydenta – Roberta Biedronia! Słupsk to miasto, o którym słyszała cała Polska. Miasto, które stało się symbolem, symbolem tego, że inna polityka jest możliwa. Że politycy mogą być z ludźmi. Że zamiast odgradzać się od ludzi barierkami, politycy mogą z nimi rozmawiać.
    Spotykamy się w wyjątkowym czasie, w czasie nadziei na lepsze jutro. Nadziei na Polskę, o której zawsze marzyliśmy. Polskę, w której wszyscy mogą czuć się u siebie. Bezpiecznie. Jak w domu! Ostatni rok dał nam nadzieję. Nadzieję na to, że da się zatrzymać wszystkie złe zmiany, które wprowadza PiS – zawłaszczanie państwa, łamanie Konstytucji, naruszanie wszelkich demokratycznych reguł. Odzyskanie Senatu to początek końca rządów PiS! Początek przywracania w Polsce praworządności. Bo to praworządność jest fundamentem, na którym oprzemy pozostałe, zapisane w Konstytucji prawa i wolności. Czas na prezydenta, który sprawi, że Polska stanie się nowoczesnym państwem dobrobytu – dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych! Mam nadzieję, że za 5 miesięcy będziemy mogli powiedzieć: Robert Biedroń jest naszym prezydentem! I tego będzie zazdrościła nam cała Europa!
    Prezydentka Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska
    Przyjechałam do Słupska z dalekiej i ukochanej Świdnicy. Robert Biedroń jest moim przyjacielem, ponieważ mamy podobne spojrzenie na świat – jest otwarty, ma wielkie serce, jest mądry i patrzy ponad horyzont. Takiego prezydenta chcę mieć w Polsce. Jako włodarz Słupska zaprosił progresywnych prezydentów miast z całej polski, żebyśmy pokazali inny samorząd, który nie otacza się barierami, a wychodzi na ulice rozmawiać z ludźmi. Wierze, że Robert będzie takim prezydentem Polski, jakim był prezydentem Słupska. Łączą nas wspólne marzenia o Polsce. Marzę o Polsce, z której będę dumna nie tylko w Świdnicy, Słupsku i Warszawie, ale też w Brukseli i Waszyngtonie. Marzy mi się Polska, w której sprawiedliwość społeczna polega na tym, żeby pomagać słabszym i wiem ze Robert Biedroń będzie to robił! Dziś, życzę Ci jak przyjaciółka przyjacielowi – niech moc będzie z Tobą, niech nie opuści Cię entuzjazm! Wierzę w Ciebie, my wierzymy w Ciebie, niech ta wiara pozwoli Ci dojść tam, gdzie zamierzałeś. Jesteśmy z Tobą!
    Prezydentka Słupska Krystyna Danilecka-Wojewódzka
    Słupsk wita bardzo serdecznie, a ja z dumą witam w mieście moim i Roberta Biedronia. W 2014 r. mieszkańcy powierzyli nasze miasto właśnie Robertowi. Był on szefem, który mnie inspirował, dlatego chciałam z nim współpracować – dlatego przyjęłam stanowisko wiceprezydentki. Robert zawsze chciał działać w drużynie i taką stworzył i tworzy dziś z Wami. Słupsk jest średnim miastem, ale Robert Biedroń zawsze mi powtarzał: „należy myśleć perspektywami sukcesu i rozwoju, a nie ograniczeniami”. Nad tym Robert pracował przez całą kadencję jako prezydent miasta. Słupsk znajdował się w stanie zapaści, z nieudanymi inwestycjami, ale zaczęliśmy szukać innych sposobów rozwoju miasta, wraz z ówczesnym prezydentem pozyskaliśmy 400 mln złotych. W miastach powojewódzkich jak nasze problemem jest zawsze mieszkaniówka – przywróciliśmy 500 mieszkań komunalnych i socjalnych, tyle rodzin odzyskało poczucie godności. Robert Biedroń sprawił, że Słupsk jest rozpoznawalny w Polsce i Europie. Po raz pierwszy w historii wszystkie licea z naszego miasta są w rankingu Perspektyw. Wyposażamy młodych ludzi w umiejętności przyszłości robisz kolejny krok po tej ważnej dla nas w Słupsku zmiany. Robert – byłeś w Słupsku w nieustannym dialogu – a tylko z tego możemy mieć mądre i odważne społeczeństwo. Powodzenia!
    Regionalna koordynatorka Przedwiośnia Monika Figuajska
    Ja jak wiele i wielu z Was, mam marzenia. Odebrać edukację, która przygotuje mnie do życia. Znaleźć pracę, w której nie będę zarabiać mniej tylko dlatego, że jestem kobietą, a jedyną formą zatrudnienia będzie śmieciówka. ki świat mamy budować i co pozostawimy w spadku przyszłym pokoleniom. Czy w ogóle będzie co zostawiać? Ziemia jest naszym wspólnym dobrem i wspólną odpowiedzialnością. Dobrem wspólnym wszystkich żywych istot, wzajemnie od siebie zależnych. Niestety, nie zważając na skutki, eksploatujemy zasoby i nie troszczymy się o całą – znacznie liczniejszą – resztę tych bytów, które żyją, czują, odchodzą, tak samo, jak my. Od ponad 10 lat mam stwierdzoną astmę oskrzelową. Już wtedy mówiono, że jedną z przyczyn jest smog. Mamy rok 2020. I wiecie co? Nic się przez 10 lat nie zmieniło, tzn. nie zmieniło się na lepsze, bo oddychamy coraz gorszym powietrzem. Rządzący przez ten cały czas chowali głowy w piasek, udawali, pomimo jednoznacznych danych i apeli naukowców i ekologów, że problemu nie ma.
    Uwierzyłam, że się da. Znalazł się polityk, który chciał mnie wysłuchać. Spełnić moje marzenia. Szansę na lepszą Polskę wskazał Robert Biedroń. Polityka dla młodych ludzi musi być bardziej otwarta. Bliska i łatwa w zrozumieniu. Polska edukacja musi zostać zmieniona. Nie chcemy lekcji religii w szkołach. Potrzebujemy rzetelnej edukacji ekologicznej i seksualnej. Ze specjalistami, nie księżmi. Chcemy dokładnie zaplanowanej przyszłości. Kiedy powstało Przedwiośnie, stworzono miejsce dla osób z chęcią zmieniania rzeczywistości. Spójrzcie jak dużo nas tu dzisiaj jest. W niespełna rok staliśmy się największą młodzieżówką w Polsce. Młodzi w końcu znaleźli swoje miejsce.

Idziemy do przodu

Kończący się 2019 rok był dla lewicy rokiem udanym. Udało nam się dokonać tego, czego nie dokonała żadna partia polityczna w Polsce po 1989 roku. SLD wrócił do Sejmu, po tym jak w 2015 roku został – z woli wyborców – z Sejmu wypchnięty. Pamiętajmy jednak, że inne SLD z Sejmu się wyprowadzało, a inne do niego wracało.

Nie chodzi nawet to, że lewica szła do wyborów w formule szerokiego porozumienia i realnego wyborczego zjednoczenia. W 2019 roku nie było żadnej konkurencyjnej listy na lewicy. Istotniejsze jest to, że lewica do Sejmu wróciła głosami znacznie szerszej grupy wyborców, niż do tej pory. Nie chodzi o liczby bezwzględne, chociaż 2,3 mln głosów to wynik najlepszy od 2001 roku. Chodzi o nową strukturę elektoratu. Na listę SLD zagłosował tradycyjny elektorat Sojuszu, który był z nami na dobre i na złe przez lata. I za to poparcie chciałbym tu podziękować. Ale lewica zyskała poparcie Ponad miliona nowych wyborców wywodzących się spoza naszego tradycyjnego elektoratu. Osób aktywnych w ruchach społecznych, w tym: ruchach miejskich, ruchach kobiecych, ruchach na rzecz praw osób LGBT, ruchach na rzecz świeckiego państwa. Oczywiście Sojusz zawsze miał w tych środowiskach przyczółki. Teraz jednak zamieniły się one w falę masowego poparcia, która wyniosła nas do Sejmu. Za te głosy też dziękujemy i je szanujemy.

Szersza baza, szersza nadbudowa

Ale przede wszystkim wyciągamy wnioski. Po marksowsku, nadbudowa musi nadążać za bazą. Jeśli zmieniła, poszerzyła się, nasza baza wyborcza to potrzebujemy nowej nadbudowy, nowej formuły organizacyjnej, aby poparcie naszego nowego szerokiego elektoratu utrzymać. Do wyborów poszliśmy jako Sojusz Lewicy Demokratycznej. Wyciągnęliśmy wnioski, nie szarżowaliśmy na 8-procentowy próg wyborczy, o który potknęliśmy się w 2015 roku. Ale nasze listy wyborcze były porozumieniem trzech partii, trzech środowisk i trzech pokoleń lewicy. Ta formuła przyniosła nam sukces, dlatego postanowiliśmy iść za ciosem.

Transformacja – ma się czego bać

Zdecydowaliśmy się na transformację naszej partii. Nie rozwiązanie! Transformację! Nie pierwszą w historii naszego środowiska. PZPR umożliwiła narodziny SdRP, Socjaldemokracja przekształciła się w SLD, teraz czas na przekształcenie SLD w Nową Lewicę. Większość z Czytelniczek i Czytelników „Trybuny” obserwowała wcześniejsze transformacje lub brała w nich udział. Emocje i obawy na początku zawsze były spore. Ale każdy lęk był oswajany, a po kilku miesiącach stawaliśmy się jedną ekipą.
O transformacji SLD zdecydowała konwencja. Dyskusja była momentami emocjonalna, przeważały jednak głosy merytoryczne. Obawy wielu osób na sali rozwiał poseł Marek Dyduch, który jest uosobieniem prawdziwości tezy, że w Nowej Lewicy jest miejsce również dla osób działających w naszej formacji od kilkudziesięciu lat. Nikt nikogo wypraszał nie będzie. Przeciwnie, obowiązuje zasada wszystkie ręce na pokład. Ceniony jest młodzieńczy entuzjazm, ale równie cenione są mądrość życiowa i doświadczenie.

Nie wyprowadzamy sztandaru

Jedna rzecz musi wybrzmieć stanowczo. Nikt nie rozwiązuje SLD. Nikt nie wyprowadza sztandaru. Konwencja SLD zdecydowała o zmianach w statucie partii. 109 głosów za, przy 10 przeciw i 8 wstrzymujących. Zmienia nazwę partii na Nowa Lewica, tak jak SdRP zmieniła nazwę na . Wprowadza zasadę, że partia na szczeble centralnym i wojewódzkim będzie miała dwóch przewodniczących. To rozwiązanie znane w Europie, ostatnio zdecydowali się na nie nasi przyjaciele z Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). Koła partyjne będą funkcjonować bez zmian. Przyjmiemy w nasze szeregi Koleżanki i Kolegów Wiosny, którzy wzbogacą partię o nową frakcję. Nikomu nic nie zostanie zabrane, a formacja zyska nowych ludzi, nową energię i nowe grupy wyborców. Partia Razem zachowa swoją niezależność. Nadal będziemy sojusznikami w ramach klubu parlamentarnego i poprzemy wspólnego kandydata na prezydenta. Kto nim będzie? Decyzja władz partyjnych zostanie podjęta na przełomie roku. Ze swojej strony mogę obiecać, że decyzja wzmocni lewicę.
W sprawie przyszłości partii decydujące znaczenie będzie miała decyzja sądu rejestrowego. Szanujemy wolne sądy. I szanujemy, uzyskaną dzięki ciężkiej pracy wszystkich działaczek i działaczy, subwencję. Dlatego działamy i będziemy działać rozważnie i zgodnie z obowiązującym prawem.

Cztery lata, czyli jak odbiliśmy się od dna

Za nami dobry 2019 rok. Ale za nami też ciężkie cztery lata. Cieniem na nich położyła się kandydatura Magdaleny Ogórek i potknięcie się o 8-procentowy próg dla koalicji wyborczych. Cztery lata temu przejąłem partię poza Sejmem, z milionowymi długami i z klątwą, że nikt kto z Sejmu wypadł do niego nie powrócił. Klątwę udało nam się wspólnie przełamać. Ale zanim to się stało, były miesiące i lata żmudnej pracy organizacyjnej. Oddłużenie partii, scementowanie struktur, utrzymanie relacji z naszymi partnerami społecznymi, w tym związkami zawodowymi, organizacjami zrzeszającymi funkcjonariuszy służb mundurowych, udział w Czarnych Protestach w obronie praw kobiet do decydowania o swojej przyszłości.
Efektem tych działań było 6,7% poparcia w wyborach samorządowych. Wynik, jak na partię znajdująca się poza Sejmem i poza głównym obiegiem medialnym, przyzwoity. Tak też ocenili to nasi partnerzy po stronie demokratycznej opozycji, którzy zaproponowali nam wejście do szerokiej koalicji w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na uczciwych warunkach, uwzględniających naszą podmiotowość. W efekcie uzyskaliśmy 5 mandatów w Parlamencie Europejskim i wielu dalekich od SLD komentatorów oceniało, że jesteśmy drugim obok PiS zwycięzcą tych wyborów. Jeśli do 5 mandatów SLD dodamy 3 mandaty Wiosny to okazuje się, że 8-osobowa drużyna reprezentująca w Brukseli lewicowe wartości to całkiem pokaźny wkład do europejskiej socjaldemokracji.
Co działo się później wszyscy pamiętamy. Męska decyzja o budowie listy łączącej całą lewicę. Dynamiczna kampania wyborcza i powrót do Sejmu. Stworzenie ekipy łączącej trzy pokolenia lewicy, w której są młode twarze, ale w której słucha się też doświadczenia i mądrości życiowej. W Sejmie zasiada 49 reprezentantek i reprezentantów lewicowej części społeczeństwa. W Senacie Państwa wartości reprezentują 2 osoby. Jedną z nich jest Wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka. Ja z woli Sejmu zostałem wybrany na funkcję Wicemarszałka Sejmu. Ludzie lewicy kierująca trzema bardzo ważnymi Komisjami Sejmowymi. Klub ma plan ustawodawczy na cały rok, który jest gwarancją, że będziemy opozycją stawiającą merytorykę ponad totalność. Sukces osiągnęliśmy wspólnie, wspólną pracą trzech partii. pod
W Klubie panuje dobra atmosfera. Poznajemy się i docieramy. Proces ten odbywa się w atmosferze wzajemnego szacunku. Jestem przekonany, że ta atmosfera zejdzie na dół: do rad wojewódzkich, rad powiatowych i kół. Stworzymy wspólną ekipę, które nie będzie walczyć o przetrwanie, ale o władzę w Polsce. Przed nami długi marsz. Ale perspektywy lewicy od lat nie były tak dobre.

Proszę wszystkie Czytelniczki i Czytelników „Trybuny” o przyjęcie życzeń zdrowych i rodzinnych Świąt. Jednocześnie życzę Państwu wszelkiej pomyślności w Nowym Roku. Za błędy przepraszam. Dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w kampanie wyborcze. Imiennie pozwolę sobie podziękować prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, którego poparcie symbolizuje ciągłość w rozwoju lewicy. Proszę o zaufanie wobec podejmowanych decyzji. Jednocześnie jestem otwarty na wszystkie głosy z Państwa strony.

Nieprzyjemne prawdy dla rodzimej prawicy

Jedno z ulubionych powiedzeń prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego brzmiało: „Zawsze lepsze są nieprzyjemne prawdy niż przyjemne iluzje”.

Przypomniałem sobie to sformułowanie w kontekście ogromnej wrzawy, wyzwisk i protestów jakie rozległy się w obozie polskiej prawicy po dość oczywistym stwierdzeniu przewodniczącego SLD, iż to Armia Czerwona wyzwoliła Polskę w 1945r.. Swój udział w tym procesie miała też naturalnie I Armia Wojska Polskiego dowodzona przez gen. Zygmunta Berlinga.
Kilka lat intensywnej propagandy historyków i polityków, szczególnie w okresie rządów PiS, nie było w stanie podważyć na szerszą skalę oczywistych faktów, które są także uznawane powszechnie przez opinię międzynarodową. Nikt przy tym nie neguje tragicznych skutków paktu Ribbentrop-Mołotow podpisanego 23 sierpnia 1939r. w Moskwie, stalinowskich zbrodni na Polakach, których symbolem stał się Katyń, czy dramatów wielu osób przy wyzwalaniu naszego kraju w 1945r.. Ale nigdy nie należy zapominać o tym, że 600 tys. żołnierzy radzieckich poniosło śmierć przy oswabadzaniu Polski, stąd godne ubolewania są zdarzające się przypadki niszczenia pomników upamiętniających te wydarzenia.
Na jeden rzadko przywoływany element warto zwrócić uwagę.
Otóż ZSRR po II wojnie światowej uzależnił Polskę i szereg innych państw Europy Środkowo-Wschodniej POLITYCZNIE, natomiast Niemcy hitlerowskie traktowały Polaków jako untermenschów, czyli podludzi, co niosło ogromne zagrożenie cywilizacyjne. To rozróżnienie ma zasadniczy charakter.
Zbliżają się rocznice wyzwolenia hitlerowskich obozów koncentracyjnych na naszych ziemiach, zwłaszcza obozu Auschwitz-Birkenau (27 stycznia 1945r.). Hołd ofiarom wielokrotnie składali papieże i czołowi politycy z całego świata (m.in. prezydent Putin oraz kanclerze Niemiec Helmut Kohl i Helmut Schmidt). Za kilka dni uczyni to kanclerz Angela Merkel. Z historią trzeba obchodzić się z powagą i rozważnie. W przeciwnym razie można narazić się na zasłużoną krytykę albo nawet na śmieszność. W tym kontekście przypomina mi się dziwaczna teza ówczesnego ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, skądinąd dobrze wykształconego historyka, że obóz Auschwitz wyzwolili nie Rosjanie a Ukraińcy?!

O co walczy Czarzasty

Szef SLD punktuje Schetynę: my walczymy z PiS, nie walczymy
o przywództwo na opozycji. To nas różni od PO.

„Problem tkwi w PO” – powiedział przewodniczący SLD w programie „Graffiti” w Polsat News. Włodzimierz Czarzasty podkreślił, że ze strony Grzegorza Schetyny i spółki nie ma szczególnej woli porozumienia w sprawie paktu senackiego. Zaznaczył też, że koalicja Lewica jest obecnie jedyną siłą polityczną, której realnie zależy na pokonaniu PiS.
Czarzasty wskazał, że Koalicja Obywatelska nadal nie określiła czy chce rywalizować z innymi partiami opozycyjnymi w wyborach do Senatu, czy też respektuje warunki paktu senackiego. Zaakcentował, że problem nie dotyczy innych ugrupowań. – Nie chcę narzekać. Z Kosiniakiem-Kamyszem jest super, z samorządowcami jest super, z PO jest marnie. Już się z tym pogodziłem. Podobno w czwartek podejmowali jakieś decyzje, o których mieli poinformować. Dziś kończy się rejestracja list. Nie wiem, jak PO do tego podchodzi – powiedział szef Sojuszu.
Jeden z liderów Lewicy podkreślił, że pomysł wspólnego frontu przeciwko PiS w wyborach do wyższej izby zyskał szeroką akceptację społeczną. – Zaproponowaliśmy pakt senacki, media i ludzie to zaakceptowali. Czekamy na realizację. Ani my, ani PSL nie wiemy, co chce zrobić Platforma – skomentował.
Czarzasty zauważył, że ekipa Schetyny zajmuje się obecnie głównie atakami na inne formacje opozycji. – Ustami swoich działaczy, co chwilę informuje o tym, że oddanie głosu na Lewicę czy PSL to głos stracony, wypuszcza filmy w tej sprawie. My walczymy z PiS, nie walczymy o przywództwo na opozycji. To nas różni od PO – zaznaczył lider SLD podczas występu w Polsacie.
Mowa była również o programie Lewicy. Ta zaś w przeciwieństwie do Platformy, która chce zarazem zwiększać wydatki i obniżać źródła wpływów budżetowych, ma pomysł jak spełnić społeczne oczekiwania, jednocześnie nie rujnując budżetu. – Zawsze uważaliśmy, że bogatsi powinni płacić większe podatki – wskazał lider SLD.
Czarzasty wskazał też na niesprawiedliwą strukturę obecnego systemu podatkowego, który drenuje kieszenie ubogich i średnich, a niezwykle łagodnie traktuje krezusów. – Proszę pamiętać, że te podatki, które płacę ja, czy pan, to 11 proc. budżetu. Jest on zbudowany głównie z VAT-u i akcyzy – mówił przewodniczący Sojuszu.
Co zatem proponuje jego formacja? – Nasz program to kwintesencja lewicowości. Mamy jasność w sprawie państwa świeckiego, praw wolnościowych, sprawiedliwości społecznej – wymieniał Włodzimierz Czarzasty, dodając, że PiS ma na koncie wiele zaniedbań jeśli chodzi o fundamentalną sprawiedliwość społeczną. Wymienił m.in. śmieciówki, czy różnice w płacach pomiędzy kobietami a mężczyznami,
– Uważamy, że ludzie, bez względu na formę zatrudnienia, powinni mieć prawa do urlopu macierzyńskiego, tworzenia związków zawodowych, ZUS-u, opieki społecznej, urlopów. Teraz, na „śmieciówkach” tego nie mają. W tym temacie jest masa rzeczy do zrobienia – mówił.
Co będzie z koalicją po wejściu do Sejmu? Czarzasty powiedział, że „chciałby, aby istniał jeden klub”. – Albo Lewica będzie ze sobą współpracować bardzo blisko, albo PiS będzie rządził. Będę namawiać do tego, choć każda partia musi się określić – zaznaczył szef SLD.

Nadgorliwość gorsza wiadomo od czego

Głoszenie tez, że program Lewicy to lewicowość na niby jest równoznaczne z mówieniem, że im gorzej tym lepiej.

„Nowa Lewica” rzeczywiście zaprezentowała nową jakość. Można sarkać, że oglądamy wciąż te same twarze, że młoda Partia Razem ugięła się pod presją sondaży i zwarła szeregi ze „starą” SLD, wreszcie, że Wiosna pasuje do nich jak kwiatek do kożucha. Prawda jest jednak taka, że 24 sierpnia zjednoczony komitet po zjednoczeniu zaliczył ostry skręt w lewo i pokazał program, w którym elektorat każdej z partii znajdzie coś dla siebie.
Przede wszystkim żaden inny komitet w tej kampanii nie zdobył się (i nie zdobędzie) na tak silne uderzenie w kościół. Czarzasty, Biedroń i Zandberg obiecali „kasę fiskalną dla każdego księdza” oraz wyprowadzenie religii ze szkół.
Chcą również rozliczenia kleru za ukrywanie pedofilskich skandali, co generalnie niby bulwersuje każdą ze stron sceny politycznej, ale żadne nie uczyniła tego elementem kampanii. Czarzasty wspomniał też imiennie ojca Rydzyka, co np. Platforma czyni jedynie w kuluarach i to szeptem.
Likwidacja IPN, PFN, ustawa reprywatyzacyjna, podwyżki w budżetówce, likwidacja śmieciówek, powrót przywilejów mundurowych, sprawna i dostępna służba zdrowia oraz edukacja z dobrze opłaconą nauczycielską kadrą, nie mówiąc o postulatach dotyczących godnego zatrudnienia, godnej płacy i godnej emerytury – to postulaty stricte lewicowe, które powinny uciszyć ewentualne głosy krytyczne.
Zjednoczona Lewica nie dała zapędzić się w kozi róg „wojenki kulturowej”, zepchnąć na pozycje wyznaczane jej przez PIS, co jest największym pozytywnym zaskoczeniem tej konwencji. Oczywiście w jej wyborczej ofer
cie znalazły się także sensowne i ważne kwestie światopoglądowe: edukacja seksualna, aborcja na życzenie, związki partnerskie: wbrew pozorom podjęcia tych tematów wprost wszystkie inne komitety, nawet obyczajowo liberalne, do tej pory się bały. Do tego mamy obietnicę głębokich reform w kwestii praw zwierząt – PiS na początku poprzedniej kadencji tę rękawicę podniosło, ale nie udźwignęło.

Mamy zatem komitet z rozbudowaną ofertą socjalną i odważnymi postulatami światopoglądowymi.

To dużo, naprawdę dużo jak na sklejony w ostatniej chwili sojusz trzech ugrupowań, z których każde stawia sobie nieco inne priorytety.

Oczywiście – wśród „kanapowych” lewicowych komentatorów od razu pojawił się w mediach społecznościowych festiwal sarkań,

że jak coś zostało powiedziane, to albo za mało, albo że nie do końca, albo że im nie wierzymy. Bo kandydaci Lewicy nie ogłosili, że oprócz wycofania lekcji religii ze szkół, opodatkowania kościoła i jego funkcjonariuszy, likwidacji Funduszu Kościelnego i renegocjacji konkordatu nie zgłosili postulatu, żeby kościół w ogóle oddał wszystko, a jego działalność żeby została zakazana. Że propozycje socjalne nie obejmowały topienia kapitalistów w Wiśle z nogami w wiadrach z cementem, że mieszkanie za 1000 złotych to żadna ulga, bo mieszkający w nim przecież musi za coś żyć, że kolej w każdym powiecie to nie wystarczy. Że likwidacja IPN i PFN to detale, bo na tym polu należy zrobić dużo więcej. I można te zarzuty mnożyć i mnożyć, bo do każdego programu można zawsze coś dodać.
Rzecz tylko w tym, czy program maksimum – na przykład zrobienia totalnej rewolucji – jest realistyczny i ma jakiekolwiek szanse poza byciem dyskutowanym na kanapach.
A program Lewicy – w odróżnieniu od utopijnych mrzonek – taką realną szansę ma. I nawet wyliczanka tego, czego zdaniem rozmaitych komentatorów drażliwych o czystość własnej lewicowości, w programie Lewicy brakuje dowodzi co najwyżej tego, że stoi za nimi przede wszystkim zawiść. Zawiść, na którą nie ma dziś miejsca.

Zawiść, która jest nie tylko kontrproduktywna, ale wręcz szkodliwa.

Bo głoszenie tez, że program Lewicy to lewicowość na niby jest równoznaczne z mówieniem, że im gorzej tym lepiej. Że lepiej, żeby dalej trwał PiS, względnie duopol PiS-PO, przy którym nic nie robiąc można za to do woli utyskiwać i snuć marzenia. Im bardziej odległe od rzeczywistości, tym lepsze.
Dla kogo lepiej, dla tego lepiej. Jeśli jednak można wybierać pomiędzy poparciem opcji zgłaszającej szereg postulatów, których wszystkie inne się boją podnosić, a nie robieniem nic w efekcie uznania, że te postulaty i tak są za słabe, to zwykły oportunizm i polityczne lenistwo.
Dlatego, kiedy Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń, Adrian Zandberg, Marcelina Zawisza, Anna-Maria Żukowska czy Beata Maciejewska – bo oni prezentowali program Lewicy na konwencji – mówią o tym, co Lewica chce zrealizować, to dla każdego, kto ma choć trochę lewicowości w sobie, naturalnym wyborem jest tę inicjatywę poprzeć. Bo jest to szansa na przywrócenie państwa prawa, państwa świeckiego, wolnościowego, istniejącego dla obywateli, w którym nie będzie „policji myśli”, w którym nie będzie na Lewicy dyskryminacji i nietolerancji, w którym nie będzie wszechobecnej szczujni i propagandy fałszu. Szansę na odsunięcie od władzy PiS. Szansę na wyjście poza wybór między PiS a PO, poza którym – jak nam usilnie przez lata wmawiano – nie ma wyboru.
Zjednoczenie nurtów lewicowych w polskiej polityce ma tę wartość, że daje szansę na taką zmianę. Może w tych wyborach zmiana ta okaże się tylko zmianą polegającą na wprowadzeniu do Sejmu grupy polityczek i polityków nie bojących się artykułować swoje postulaty, ale już w następnych – zdolnych powalczyć o większość zdolną do samodzielnego rządzenia. Przekreślenie tej szansy równa się politycznemu samobójstwu. I wtedy nawet św. Marks, św. Engels, św. Lenin, św. Trocki, św. Kropotkin ani św. Bakunin – czy inny jeszcze święty lewicowej myśli – nic nie pomogą.

Trzech muszkieterów

Koalicja lewicowych partii to dobra wiadomość dla polskiej demokracji. Brak lewicy doskwiera w polskim parlamencie. Jej brak widać, słychać i czuć. Ale ten związek z rozsądku to jedna wielka niewiadoma. W sposób naturalny powraca w pamięci katastrofa wyborcza sprzed czterech lat.

Błędna formuła

Oficjalnie nie wiemy jeszcze w jakiej formule pójdą SLD, Wiosna, Razem i inne podmioty polityczne. Najbardziej prawdopodobne wydaje się jednak powołanie koalicji wyborczej i postawienie przed sobą progu 8 proc. co jednak gwarantuje subwencję z budżetu państwa. Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby po latach wojny jaką toczyła partia Razem, Adrian Zandberg i jego drużyna startowała z listy SLD. Podobnie jak Robert Biedroń, który jeszcze niedawno deklarował, że SLD to partia dinozaurów i zapewniał, że on sam będzie na jesieni premierem. Pieniądze w polityce są ważne, ale nie najważniejsze. To pokazały ostatnie cztery lata. Cóż bowiem z tego, iż SLD czy Twój Ruch otrzymują subwencję? Tak się PiS-u nie zatrzyma. A w przyszłym Sejmie PiS z pewnością będzie dążył do tego, aby zmienić obowiązującą Konstytucję. Inaczej bowiem partia ta nie zrealizuje swojego programu z głównym przesłaniem, czyli zmiany ustroju państwa. Trzeba być w Sejmie i miał jakiś wpływ na to co się dzieje w parlamencie.
Taką formułę, powołania komitetu wyborczego, wybrał Kukiz 15. I to wydaje się dla lewicy bezpieczniejsze z kilku powodów. Po pierwsze socjalny elektorat lewicy jest dziś przy PiS. To ten tradycyjny elektorat lewicy jest w głównej mierze beneficjentem władzy. Program 500 plus przeorał polską politykę. Dochodzą do tego kolejne, mniej lub bardziej udane programy społeczne, które forsuje partia Jarosława Kaczyńskiego. Po drugie, ostatnie wybory europejskie wykazały ogromną mobilizację nowych wyborców. Przy wysokiej frekwencji, a wszystko dziś na to wskazuje, ewentualna lewicowa koalicja będzie miała ogromny problem z przekroczeniem 8 proc. progu. Taki los spotkał w maju Konfederację, która przez kilka godzin cieszyła się z trzech mandatów a ostatecznie nie przekroczyła progu wyborczego. Duopol partyjny jest faktem i niezmiernie ciężko będzie komuś trzeciemu w polityce.
Małżeństwo z rozsądku
Na wspólnej konferencji prasowej liderzy trzech partii odmieniali słowo „miłość” przez wszystkie przypadki. Lider SLD stwierdził nawet, że „na lewicy nastąpiła wstępna gra miłosna”. Przez ostatnie lata bywało z tym jednak różnie. Partia Razem krytykowała SLD ze względu na PRL-owską tożsamość Sojuszu, zarzucając liderowi SLD, iż to partia przeszłości. Dochodziło do wielu słownych złośliwości z obu stron. Sytuacja niemal analogiczna do sporu jaką toczył SLD z Ruchem Palikota przez cztery lata. Aż w końcu, ku zdziwieniu wyborców SLD, Leszek Miller i Janusz Palikot podali sobie ręce i zapowiedzieli budowę Zjednoczonej Lewicy.
Lewicowy wyborca jest romantykiem, wierzy we wzniosłe cele, w budowę państwa opiekuńczego, ale nie lubi, gdy robi się z niego idiotę. Tak wtedy jak i wówczas lewicowa koalicję sklecono szybko i naprędce. Trzy miesiące w polityce to naprawdę niewiele czasu, aby zakopać głębokie podziały. Dochodzi do tego jeszcze Wiosna Roberta Biedronia i jego ogromne ambicje. Buńczuczne zapowiedzi o budowie wielkiej siły, burzenie muru PO-PiS i twierdzenia o byciu premierem nie brzmiały poważnie.
Wiarygodność lidera Wiosny została po tych wyborach mocno nadszarpnięta po tym, jak publicznie zapowiedział, iż po zdobyciu mandatu zaraz go odda. Nic takiego się jednak nie stało. Adrian Zandberg z kolei, przed wyborami do PE, wyznał, iż Wiosna proponowała mu jedynkę na swojej liście w zamian za milion złotych. Dziś lewicowi wyborcy mają uwierzyć, że koalicja jest zbudowana na trwałych i ideowych podstawach. Przekonanie Roberta Biedronia, które wyraził na wspólnej konferencji prasowej, iż „w Polsce lewica zawsze wygrywa wybory, kiedy jest zjednoczona” nie znajduje potwierdzenia w przeszłości. Najlepszym tego przykładem był rok 2015 i wyborcza klęska, czy wcześniejsza koalicja Lewica i Demokraci. Ówczesny lider SLD Leszek Miller obwiniał za wynik wyborczy w 2015 roku Adriana Zandberga, którego partia otrzymała ponad 3,5 proc. nie dostrzegając jednak własnych błędów.

Trzy bloki

Nie byłoby w ogóle mowy o zjednoczeniu lewicy, gdyby nie decyzja Platformy Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna bowiem, świadom, iż wybory są już w zasadzie przegrane, postanowił wzmocnić własną partią i własne zaplecze polityczne. Pójście z koalicji z SLD, niezręczne dla PO z wielu powodów, wymuszałoby posunięcia się na listach wyborczych kosztem polityków Sojuszu. Grzegorz Schetyna wziął na siebie pełną odpowiedzialność w tej kampanii wyborczej i ewentualną wygraną PiS. To on bowiem ostatecznie odpowiada za zerwanie Koalicji Europejskiej po wycofaniu się z niej PSL-u. Włodzimierz Czarzasty bowiem co rusz powtarzał, że Sojusz gotowy jest kontynuować ten projekt. I trudno mu się dziwić. Sojusz był beneficjentem wyborów europejskich zgarniając pięć mandatów. Licząc po liczbie zdobytych mandatów SLD to dziś trzecia siła polityczna w kraju. Przed wyborami do PE przekaz był prosty. Koalicja Europejska i tylko zjednoczona opozycja jest w stanie wygrać z PiS. Jeśli ten projekt się rozpadł, to nikt na opozycji nie wierzy dziś w wyborcze zwycięstwo.
Grzegorz Schetyna stał się, chcąc czy nie chcąc, ojcem chrzestnym polskiej lewicy. I nie jest to dla niego wcale komfortowa sytuacja. Stoi on dziś bowiem przed ogromnym dylematem – czy walczyć z lewicą o sprawy światopoglądowe i o elektorat kulturowy, eksponując Barbarę Nowacką, narażając się tym samym na brak wiarygodności, czy spróbować zachować resztki konserwatywnego elektoratu?
Trzy bloki jakie zobaczymy na jesieni to wymarzony scenariusz polityczny dla Prawa i Sprawiedliwości. Porządkuje to co prawda scenę polityczna i choć polskie społeczeństwo jest egalitarne, to arytmetyka wyborcza i system D’Hondta jest nieubłagana. Ten wielomiesięczny spektakl wewnątrz opozycji przypominał spory na prawicy w latach 90. i z pewnością przyczynił się do samodzielnych rządów PiS. Jeśli lewica chce przyczynić się do zatrzymania Jarosława Kaczyńskiego, to absolutnie nie może powtórzyć błędu z 2015 roku. Musi zatem zrezygnować z ambicji w postaci budżetowej subwencji. Czy lewicę na to stać?

Pragnienie SLD

Włodzimierz Czarzasty przez dobry rok poprzedzający ostatnie wybory samorządowe puszczał zalotne sygnały do Partii Razem. A ta go nie chciała, wyzywała od zdrajców, wypominała premiera Millera, eksmisje na bruk, tortury w Szymanach i podobne obrzydliwości. Zandberg, Zawisza, Konieczny i spółka przy każdej okazji podkreślali, jak bardzo nie chcą być z SLD. Im bardziej to akcentowali, tym silniejsze i bardziej natarczywe były umizgi ze strony Sojuszu. Ale to już było. Mamy rok 2019 i sytuację tragikomicznie odmienną. To razemici poszukują bliskości koalicyjnej, która zapewni im polityczne (prze)trwanie, starają się o względy starych postkomuchów, wygłaszając publiczne oświadczyny. Szczególnie, że wolę wejścia w taki układ zadeklarował inny przegrany ostatnich wyborów – Robert Biedroń, a więc na horyzoncie pojawiła się szansa na poważny zjednoczeniowy projekt o profilu centrolewicowym. Czarzasty jednak odpędza ich konkury, występując w roli niedostępnej panny na wydaniu, nadobnisi, która ma już innego na oku. Tak jakby wcześniejsze gesty w kierunku Razem były obliczone na odmowę ze strony młodej lewicy, co utwardzało jej wizerunek jako ugrupowania sekciarskiego i niezdolnego do współpracy, w przeciwieństwie do koncyliacyjnego i dążącego do porozumienia Sojuszu. SLD pragnęło być z Razem tak długo, jak Razem nie chciało być z SLD. Czarzasty ma świadomość, że w wyborach do europarlamentu, startując w ramach KE udało się zdobyć całkiem pokaźny łup. Pięć mandatów pozwoliło utrzymać dotychczasowy stan posiadania i umocniło w szeregach partii poczucie słuszności obranego kierunku. Czarzasty obiecał swoim ludziom, że jesienią 2019 partia wróci do Sejmu. To jest główny cel Sojuszu i warunek dalszego istnienia, a więc przy wyborze koalicjanta szefostwo kieruje się wyłącznie pragmatyzmem. Zjednoczenie lewicy jest dla SLD mniej ważne, szczególnie, że w pamięci działaczy wciąż rysuje się trauma roku 2015, kiedy lewicowa koalicja nie przeskoczyła progu. A start w ramach KE daje 100 proc. pewność na zdobycie reprezentacji na Wiejskiej. Co będzie potem? Czy SLD nie rozpuści się w liberalnym tyglu, tracąc tożsamość? Członkowie SLD przekonują, że z pozycji partii parlamentarnej łatwiej będzie odbudować dawny blask. Plan jest więc tylko krótkoterminowy, ale innego nie ma. SLD nie ma szczególnej ochoty na wspólny start nie tylko z Razem, ale też z Wiosną. Dlaczego? W końcu nie dalej jak ostatniej zimy Czarzasty przekonywał, że o lewicowej liście nie ma co myśleć, dopóki nie będzie woli akcesu ze strony Roberta Biedronia. To właśnie ambicje i narcyzm byłego prezydenta Słupska miały być, w narracji szefa SLD, główną przyczyną fiaska takiego paktu. Czasy się jednak zmieniły. Kierownictwo Sojuszu obawia się teraz, że znajdująca się w kryzysie Wiosna będzie organizacyjnym ciężarem. „Tylko SLD jest w stanie zebrać 100 tys podpisów pod listami” – zauważa osoba bliska szefostwu partii. Dlatego Czarzasty stawia sprawę jasno – możemy iść razem, ale pod naszym sztandarem. Nie chcecie? W porządku, pójdziemy z liberałami.
Formacja Biedronia z kolei boryka się z poważnymi problemami. Po kiepskim wyniku w eurowyborach sponsorzy skąpią grosza, kasa świeci pustkami, a długi przyprawiają o ból głowy. Pojawił się nawet pomysł fuzji z Twoim Ruchem i użycia podmiotowości prawnej tej formacji przy jesiennym starcie. Biedroń jest skłonny zrobić to, czego żądaniem jeszcze kilka miesięcy temu upokorzył Razem – schować logo swojej partii i wystartować w ramach koalicji. Zdaje sobie sprawę, że 90 proc. kapitału partii stanowi on sam. Wygląda więc na to, że okres Wiosny okazał się precyzyjnie kalendarzowy. Ale projekt Biedroń nadal będzie realizowany. Jakie opcję wchodzą w grę? Pierwsza, mało prawdopodobna, to przyjęcie na listy kilku działaczy ruchów miejskich (mówi się m.in. o Janie Śpiewaku), kreatywne pozbycie się garba długu i samodzielny start jako Wiosna; druga – przystąpienie do Koalicji Europejskiej. Ta jednak znajduje się w stadium, które można nazwać równie dobrze przepoczwarzaniem, jak i agonią. Poza tym – Biedroń obawia się wchłonięcia przez silniejszego koalicjanta. Trzecia, sensacyjna, ale podawana jako możliwa przez niektórych działaczy Wiosny to start z list Lewicy Razem, czyli postawienie na duet Biedroń – Zandberg, bez SLD, z nadzieją, że telewizyjne zdolności obu polityków pozwolą na doczłapanie do progu; wreszcie czwarta opcja, czyli start w ramach lewicowej koalicji, albo KWW. W tym wypadku jedyną przeszkodą jest brak woli ze strony SLD. Rafał Kalukin, komentator „Polityki”, zwykle z celnością i precyzją interpretujący rzeczywistość, popełnił wczoraj dziwny tekst, w którym przekonuje, że Koalicja Europejska właśnie się rozsypuje, co ciekawe, z inicjatywy Grzegorza Schetyny, który nie mając już nic do ugrania w ramach szerokiego projektu, zamierza przywrócić do życia Platformę Obywatelską. W takiej sytuacji jedyną opcją dla SLD byłaby lewicowa platforma. Sęk w tym, że Kalukina najprawdopodobniej ktoś wprowadził w błąd. Włodzimierz Czarzasty zdążył już zadzwonić do dziennikarza z żądaniem skorygowania tekstu. Źródło tych rewelacji to podobno osoby z Razem. No cóż, szkoda, bo taki rozwój wypadków byłby najlepszym z możliwych dla sił postępu.
Polaryzacja, która stłamsiła mniejsze partie w eurowyborach, tym razem nie będzie już tak silna. Nie będzie systemu dwupartyjnego. Mamy hegemona, a w opozycji kilka mniejszych projektów. Niech jednym z nich będzie lewica. Dla przewodniczącego SLD jest to okazja na zerwanie z opinią dobrego taktyka i żadnego stratega. Wprowadzając do Sejmu kilku, może kilkunastu deputowanych w sojuszu z liberałami lewicy z kolan nie podniesie, bo lewica nadal będzie na kolanach, tym razem przed Grzegorzem Schetyną. Tak dobra okazja do stworzenia trzeciej siły na polskiej scenie politycznej może się szybko nie powtórzyć. Czarzasty powinien się zastanowić, kogo wolałby jako partnera na Wiejskiej – Zandberga czy Giertycha? Jako wyborca SLD z konieczności głosujący na Razem, chciałbym żeby szef SLD dał mi w końcu szansę oddania głosu na silną lewicę.

Jesteście ważni!

Przemówienie podczas marszu „Polska w Europie”, 18 maja 2019 r.

Mówili nam: nie dogadacie się, jesteście różni. Jaki sens byłby w dogadywaniu się, gdybyśmy byli tacy sami. Dogadaliśmy się, chociaż jesteśmy z różnych środowisk. Nasze partie i elektoraty różnie myślą o Polsce, ale jesteśmy tu wspólnie. Wywodzę się z partii, która wraz z innymi środowiskami wprowadzała Polskę do Unii Europejskiej i dała naszemu krajowi Konstytucję. Każde środowisko ma swoje ikony, a te powinny być z nami i są. Ikoną mojego środowiska jest Aleksander Kwaśniewski, dziękuję Ci Aleksandrze, że jesteś dzisiaj z nami. Apeluję do wszystkich, ale szczególnie zwracam się do osób, które myślą podobnie do mnie. Idźcie na wybory! Mówię do tych wszystkich, którzy byli aktywni zawodowo do 1989 r.; do wszystkich, którym zabrano godność; do wszystkich, dla których państwo świecki jest ważne; do wszystkich, dla których sprawy socjalne są ważne, do wszystkich, dla których Konstytucja i Unia Europejska są ważne; do wszystkich, dla których prawa człowieka i prawa kobiet są najważniejsze; do wszystkich, których nie na wszystko stać; do wszystkich, którzy z przerażeniem patrzą na to co się dzieje w szkołach i szpitalach. Do Was wszystkich apeluję: idźcie na wybory! Musimy je wygrać! Apeluję do 1 200 000 wyborców, którzy w ostatnich wyborach parlamentarnych głosowali na lewicę, na mnie i na Barbarę Nowacką. Idźcie na wybory, zaproście na nie znajomych. To są najważniejsze wybory! A potem październik i drugie najważniejsze wybory. Za tydzień będzie pierwszy krok, w październiku drugi i Wasze marzenia, marzenia o tolerancji, wolności i o tym, że bez względu na to w co wierzycie i z kim śpicie to jesteście ważni. Te wszystkie marzenia się spełnią!

Kto kogo zje?

Wielki lament zobaczyłem w Internecie po sobotniej decyzji Konwencji SLD. O udziale Sojuszu w Koalicji Europejskiej podczas majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Lament grzmiał złowrogą przepowiednią:
„To już koniec SLD, bo PO SLD zje”.
Bo, wedle opinii tych lamenciarzy, SLD na pewno straci w koalicji swą lewicową tożsamość. Przechrzci się szybko i masowo na ideologię PO.
Ponieważ będę uczestniczył w tej koalicji, i jako członek SLD i lewicowy publicysta, to widmo apostazji ideowej zajrzało mi do oczu. Muszę jednak zmartwić lamentujących. Nawet gdybym lizusowsko zechciał utracić swą lewicową tożsamość, to nie mam dla niej w tej koalicji alternatywy. Ani ja, ani inni posiadacze lewicowej tożsamości w SLD, nie mają atrakcyjnej oferty ideowej ze strony partii przewodniczącego Grzegorza Schetyny.
Pomimo wcześniejszych deklaracji jej liderów Platforma Obywatelska nadal nie jest partią podobną europejskiej chrześcijańskiej demokracji. Jest partią rządzoną przez pragmatyków politycznych, nie aktywistów ideowych. Ludzi dostosowujących swój program, zwłaszcza wyborczy, do sondażowych oczekiwań potencjalnych Wyborców i podpowiedzi ekspertów. Kiedyś udawało im się to PO lepiej, w roku 2015 było już gorzej. Do tej pory PO była partią centrum politycznego. Kiedy została partią władzy to grała na wielu instrumentach ideowych w zależności od aktualnego politycznego zapotrzebowania.
PO nie jest partią żarliwie ideologiczną jak obecny PiS. Nie jest partią kontrrewolucji systemowej, ideowej konkwisty. PO respektuje zasady demokracji parlamentarnej, trójpodziału władz, uważa członkostwo Polski w Unii Europejskiej za nasz atut. Czym nie różni się od SLD. Czym SLD i PO różni się od PiS.
Dotychczasowa praktyka polityczna PO, jej sukcesy wyborcze polegały na rozszerzaniu wpływów politycznych przez kooptację pojedynczych, popularnych ideowych liderów z szeregów swych przeciwników politycznych. Przyjmowanie ich wraz z ich tożsamością ideową, bez konieczności ich wcześniejszej apostazji, bez demonstracyjnego przechodzenia na „ ideologię PO”.
Zatem szanowni lamentujący, taka Koalicja Europejska z PO „utratą tożsamości ideowej” politykom SLD raczej nie grozi. Ci członkowie SLD, jak niżej podpisany, którzy mają swą lewicową tożsamość nie powinni jej w Koalicji Europejskiej utracić, bo przecież największy koalicjant w tej Koalicji nie będzie tego od nich wymagał.
Tym członkom SLD, którzy preferują pragmatyzm polityczny ponad każdą ideowość, tym bardziej utrata takiej „tożsamości” nie grozi.
Strach przed koalicją z PO wśród członków i przede wszystkim Wyborców SLD może być powodowany też obawą, że kierownictwo PO występując z pozycji siły zmusi kierownictwo SLD do zawarcia niekorzystnej umowy koalicyjnej. Że Schetyna wydyma Czarzastego, mówiąc językiem polskiej polityki.
Jednak w polityce, jak i w życiu, choć zwykle duży może więcej, to jednak nie zawsze ten duży może wszystko. To, znów mówiąc aktualnym językiem polskiej polityki, te duże dinozaury w końcu wyginęły, a mniejsze gady przetrwały. Bo one lepiej dostosowały się do nowych warunków.
Poza tym Koalicja Europejska składa się nie tylko z PO i SLD. Także „Nowoczesnej”, „Teraz”, ”Zielonych”. I zapewne jeszcze kilka innych partii do Koalicji Europejskiej dołączy. Bo w aktualnej rzeczywistości politycznej w interesie wszystkich podmiotów, także PO, jest Koalicja jak najszersza politycznie. Zbudowana na sprzeciwie wobec polityki wychodzenia Polski z Unii Europejskiej czynionej przez PiS. Polityki „Polexitu”.
Nie otwartego, jaką mamy teraz w przypadku Wielkiej Brytanii, lecz „Polexitu” hybrydowego. Wchodzenia Polski z Unii Europejskiej, stopniowo. Z poszczególnych jej segmentów Unii. Ograniczania tam polskiej aktywności i obecności.
Warto też zauważyć, że im więcej będzie partii w Koalicji Europejskiej tym większe pole do negocjacji dobrych warunków koalicyjnych dla partii mniejszych niż PO. Czyli dla kierownictwa SLD też.
Znam zdolności negocjacyjne przewodniczącego Czarzastego jeszcze od czasów studenckich. I zaprawdę powtarzam wam, że trudno go w tej dyscyplinie łatwo „wydymać”.
Zatem samo uczestnictwo w Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie grozi automatycznej utraty przez polityków i członków SLD ich tożsamości ideowej i politycznej.
Grozi utratą poparcia SLD przez jego wyborców. Jeśli liderzy i członkowie SLD nie będą wyraziście bronić ich tożsamości i ich interesów. Przypominać o nich w czasie najbliższej kampanii wyborczej. Wyjaśniać cierpliwie i rzeczowo zalety Koalicji Europejskiej. I prezentować też zagrożenia z takiego kompromisu płynące.
Ale nie tylko wtedy. Kompromis ideowy i programowy zawarty na potrzebę wyborów do Parlamentu Europejskiego nie może wyciszać bieżącej działalności lewicowego Sojuszu. Sporów ideowych. Wtedy SLD stanie się niestrawny dla politycznych pożeraczy.
Zwłaszcza, że spory polityczne i personalne znacznie osłabiły pozycję Partii Razem. Zmarginalizowały ją politycznie do roli klubu dyskusyjnego. Taka słabość Partii Razem i innych lewicowych ugrupowań także skłoniła SLD do udziału w Koalicji Europejskiej.
Na przekór licznym podpowiedziom internetowym, zwykle anonimowych, ale ponoć „życzliwych, ideowych członków SLD”. Dobrym radom, aby zamiast iść do Koalicji Europejskiej, lepiej już w wyborach europejskich „z honorem lec”.
Ciekawe skąd u tych ludzi, deklarujących się jako „prawdziwi lewicowcy”, słychać język rodem z sanacyjnego pułkownika Józefa Becka?
Skąd polityczna mentalność piłsudczykowskich pułkowników?
Dlatego warto przypomnieć, że tenże, tak pięknie mówiący o „honorze”, pułkownik i jego polityczni koledzy bardzo szybko zapomnieli we wrześniu 1939 roku o swych honorowych deklaracjach. Po pierwszych klęskach wybrali pragmatyczną ucieczkę.

Głos lewicy

Tylko w szerokiej koalicji

Marcin Kulasek twierdzi, że dla Polski najlepsza byłaby szeroka koalicja złożona ze wszystkich proeuropejskich i prokonstytucyjnych sił. Fragment wywiadu z sld.org.pl.:
I co z tych rozmów wynika? Luty to chyba ostateczny czas na podjęcie decyzji.
Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD: Z rozmów wynika, że dla Polski i dla Unii Europejskiej najlepsza byłaby szeroka koalicja złożona ze wszystkich proeuropejskich i prokonstytucyjnych sił. Ta idea jest szczególnie bliska SLD, ponieważ to rząd Leszka Millera wprowadził Polskę do Unii Europejskiej, a wywodzący się z naszego środowiska prezydent Aleksander Kwaśniewski złożył podpis pod obowiązującą Konstytucją. Do pomysłu szerokiej koalicji namawiamy wszystkich partnerów, z którymi dzisiaj prowadzimy rozmowy. I – nieskromnie powiem – chyba te namowy przynoszą efekty, bo dzisiaj wspólną proeuropejską deklarację podpisali byli premierzy i ministrowie spraw zagranicznych, w tym premierzy z SLD: Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Belka. Ostateczną decyzję podejmie jednak zwołana na luty Krajowa Konwencja SLD.
A nie obawia się Pan, że start SLD w tak szerokiej formule koalicyjnej może doprowadzić do osłabienia Pana formacji, utraty Waszej lewicowej tożsamości?
Nie ma takiej obawy. Bez względu na formułę startu, którą jako SLD wybierzemy, wszyscy nasi przyszli europosłowie na pewno zostaną członkami frakcji Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim. W samej kampanii natomiast będziemy mocno akcentować europejskie postulaty SLD: wejście do strefy euro, przystąpienie do Unii Bankowej, wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej i budowę europejskich sił zbrojnych z prawdziwego zdarzenia. Te kwestie na pewno różnią nas, przynajmniej w części, od pozostałych partii na polskiej scenie politycznej. Nie ma natomiast wątpliwości, że dzisiaj najważniejsze jest to, co nas łączy: sprzeciw wobec wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej przez PiS i szacunek dla obowiązującej Konstytucji.

Razem do Europy

1 lutego w Warszawie odbyła się wspólna konferencja premierów i ministrów spraw zagranicznych nawołująca do szerokiego porozumienia na wybory europejskie. Na konferencji głos zabrali byli premierzy rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej: Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Belka.
Leszek Miller: Miałem zaszczyt podpisać z Włodzimierzem Cimoszewiczem traktat akcesyjny do Unii Europejskiej Pózniej, Donald Tusk i Radosław Sikorski podpisali Traktat Lizboński. To pokazuje, że wiele sił politycznych ma swój proeuropejski wkład i należy to kontynuować.
Włodzimierz Cimoszewicz: Wszyscy, którzy podzielają wspólny punkt widzenia na temat Unii Europejskiej powinni się zjednoczyć.
Marek Belka: nowo wybrany Parlament Europejski będzie decydował ostatecznie europejskim budżecie, dlatego musimy mieć tam kompetentnych ludzi.
Info z sld.org.pl.

Chcemy komisji!

– Bez względu kto co opowiada, to widać w tym gmatwaninę politykę i biznesu. To jest pod granicą prawa. Ta Srebrna to jest typowy przykład uwłaszczenia na majątku spółki nomenklaturowej. PiS zawsze to potępiał – powiedział Włodzimierz Czarzasty w „Poranku” Radia TOK FM, odpowiadając na pytanie: czy „Taśmy Kaczyńskiego” to duży problem dla PiS?
– To jest ewidentna sprawa dla komisji śledczej w nowym parlamencie. One powinny wyjaśniać wszystkie sprawy na styku polityki i biznesu – dodał szef SLD.
– Były takie – powiem panu bardzo uczciwie – pokusy i pytania w każdej partii, nawet w mojej, jak wykorzystać partyjny majątek. Bo on był. Może go podnająć, może powołać spółkę, fundację – prawo tego zabraniało. Wszyscy tego nie zrobili, a ci, którzy uważają się za najuczciwszych to zrobili – mówił dalej Czarzasty.
Info z sld.org.pl