Pragnienie SLD

Włodzimierz Czarzasty przez dobry rok poprzedzający ostatnie wybory samorządowe puszczał zalotne sygnały do Partii Razem. A ta go nie chciała, wyzywała od zdrajców, wypominała premiera Millera, eksmisje na bruk, tortury w Szymanach i podobne obrzydliwości. Zandberg, Zawisza, Konieczny i spółka przy każdej okazji podkreślali, jak bardzo nie chcą być z SLD. Im bardziej to akcentowali, tym silniejsze i bardziej natarczywe były umizgi ze strony Sojuszu. Ale to już było. Mamy rok 2019 i sytuację tragikomicznie odmienną. To razemici poszukują bliskości koalicyjnej, która zapewni im polityczne (prze)trwanie, starają się o względy starych postkomuchów, wygłaszając publiczne oświadczyny. Szczególnie, że wolę wejścia w taki układ zadeklarował inny przegrany ostatnich wyborów – Robert Biedroń, a więc na horyzoncie pojawiła się szansa na poważny zjednoczeniowy projekt o profilu centrolewicowym. Czarzasty jednak odpędza ich konkury, występując w roli niedostępnej panny na wydaniu, nadobnisi, która ma już innego na oku. Tak jakby wcześniejsze gesty w kierunku Razem były obliczone na odmowę ze strony młodej lewicy, co utwardzało jej wizerunek jako ugrupowania sekciarskiego i niezdolnego do współpracy, w przeciwieństwie do koncyliacyjnego i dążącego do porozumienia Sojuszu. SLD pragnęło być z Razem tak długo, jak Razem nie chciało być z SLD. Czarzasty ma świadomość, że w wyborach do europarlamentu, startując w ramach KE udało się zdobyć całkiem pokaźny łup. Pięć mandatów pozwoliło utrzymać dotychczasowy stan posiadania i umocniło w szeregach partii poczucie słuszności obranego kierunku. Czarzasty obiecał swoim ludziom, że jesienią 2019 partia wróci do Sejmu. To jest główny cel Sojuszu i warunek dalszego istnienia, a więc przy wyborze koalicjanta szefostwo kieruje się wyłącznie pragmatyzmem. Zjednoczenie lewicy jest dla SLD mniej ważne, szczególnie, że w pamięci działaczy wciąż rysuje się trauma roku 2015, kiedy lewicowa koalicja nie przeskoczyła progu. A start w ramach KE daje 100 proc. pewność na zdobycie reprezentacji na Wiejskiej. Co będzie potem? Czy SLD nie rozpuści się w liberalnym tyglu, tracąc tożsamość? Członkowie SLD przekonują, że z pozycji partii parlamentarnej łatwiej będzie odbudować dawny blask. Plan jest więc tylko krótkoterminowy, ale innego nie ma. SLD nie ma szczególnej ochoty na wspólny start nie tylko z Razem, ale też z Wiosną. Dlaczego? W końcu nie dalej jak ostatniej zimy Czarzasty przekonywał, że o lewicowej liście nie ma co myśleć, dopóki nie będzie woli akcesu ze strony Roberta Biedronia. To właśnie ambicje i narcyzm byłego prezydenta Słupska miały być, w narracji szefa SLD, główną przyczyną fiaska takiego paktu. Czasy się jednak zmieniły. Kierownictwo Sojuszu obawia się teraz, że znajdująca się w kryzysie Wiosna będzie organizacyjnym ciężarem. „Tylko SLD jest w stanie zebrać 100 tys podpisów pod listami” – zauważa osoba bliska szefostwu partii. Dlatego Czarzasty stawia sprawę jasno – możemy iść razem, ale pod naszym sztandarem. Nie chcecie? W porządku, pójdziemy z liberałami.
Formacja Biedronia z kolei boryka się z poważnymi problemami. Po kiepskim wyniku w eurowyborach sponsorzy skąpią grosza, kasa świeci pustkami, a długi przyprawiają o ból głowy. Pojawił się nawet pomysł fuzji z Twoim Ruchem i użycia podmiotowości prawnej tej formacji przy jesiennym starcie. Biedroń jest skłonny zrobić to, czego żądaniem jeszcze kilka miesięcy temu upokorzył Razem – schować logo swojej partii i wystartować w ramach koalicji. Zdaje sobie sprawę, że 90 proc. kapitału partii stanowi on sam. Wygląda więc na to, że okres Wiosny okazał się precyzyjnie kalendarzowy. Ale projekt Biedroń nadal będzie realizowany. Jakie opcję wchodzą w grę? Pierwsza, mało prawdopodobna, to przyjęcie na listy kilku działaczy ruchów miejskich (mówi się m.in. o Janie Śpiewaku), kreatywne pozbycie się garba długu i samodzielny start jako Wiosna; druga – przystąpienie do Koalicji Europejskiej. Ta jednak znajduje się w stadium, które można nazwać równie dobrze przepoczwarzaniem, jak i agonią. Poza tym – Biedroń obawia się wchłonięcia przez silniejszego koalicjanta. Trzecia, sensacyjna, ale podawana jako możliwa przez niektórych działaczy Wiosny to start z list Lewicy Razem, czyli postawienie na duet Biedroń – Zandberg, bez SLD, z nadzieją, że telewizyjne zdolności obu polityków pozwolą na doczłapanie do progu; wreszcie czwarta opcja, czyli start w ramach lewicowej koalicji, albo KWW. W tym wypadku jedyną przeszkodą jest brak woli ze strony SLD. Rafał Kalukin, komentator „Polityki”, zwykle z celnością i precyzją interpretujący rzeczywistość, popełnił wczoraj dziwny tekst, w którym przekonuje, że Koalicja Europejska właśnie się rozsypuje, co ciekawe, z inicjatywy Grzegorza Schetyny, który nie mając już nic do ugrania w ramach szerokiego projektu, zamierza przywrócić do życia Platformę Obywatelską. W takiej sytuacji jedyną opcją dla SLD byłaby lewicowa platforma. Sęk w tym, że Kalukina najprawdopodobniej ktoś wprowadził w błąd. Włodzimierz Czarzasty zdążył już zadzwonić do dziennikarza z żądaniem skorygowania tekstu. Źródło tych rewelacji to podobno osoby z Razem. No cóż, szkoda, bo taki rozwój wypadków byłby najlepszym z możliwych dla sił postępu.
Polaryzacja, która stłamsiła mniejsze partie w eurowyborach, tym razem nie będzie już tak silna. Nie będzie systemu dwupartyjnego. Mamy hegemona, a w opozycji kilka mniejszych projektów. Niech jednym z nich będzie lewica. Dla przewodniczącego SLD jest to okazja na zerwanie z opinią dobrego taktyka i żadnego stratega. Wprowadzając do Sejmu kilku, może kilkunastu deputowanych w sojuszu z liberałami lewicy z kolan nie podniesie, bo lewica nadal będzie na kolanach, tym razem przed Grzegorzem Schetyną. Tak dobra okazja do stworzenia trzeciej siły na polskiej scenie politycznej może się szybko nie powtórzyć. Czarzasty powinien się zastanowić, kogo wolałby jako partnera na Wiejskiej – Zandberga czy Giertycha? Jako wyborca SLD z konieczności głosujący na Razem, chciałbym żeby szef SLD dał mi w końcu szansę oddania głosu na silną lewicę.

Jesteście ważni!

Przemówienie podczas marszu „Polska w Europie”, 18 maja 2019 r.

Mówili nam: nie dogadacie się, jesteście różni. Jaki sens byłby w dogadywaniu się, gdybyśmy byli tacy sami. Dogadaliśmy się, chociaż jesteśmy z różnych środowisk. Nasze partie i elektoraty różnie myślą o Polsce, ale jesteśmy tu wspólnie. Wywodzę się z partii, która wraz z innymi środowiskami wprowadzała Polskę do Unii Europejskiej i dała naszemu krajowi Konstytucję. Każde środowisko ma swoje ikony, a te powinny być z nami i są. Ikoną mojego środowiska jest Aleksander Kwaśniewski, dziękuję Ci Aleksandrze, że jesteś dzisiaj z nami. Apeluję do wszystkich, ale szczególnie zwracam się do osób, które myślą podobnie do mnie. Idźcie na wybory! Mówię do tych wszystkich, którzy byli aktywni zawodowo do 1989 r.; do wszystkich, którym zabrano godność; do wszystkich, dla których państwo świecki jest ważne; do wszystkich, dla których sprawy socjalne są ważne, do wszystkich, dla których Konstytucja i Unia Europejska są ważne; do wszystkich, dla których prawa człowieka i prawa kobiet są najważniejsze; do wszystkich, których nie na wszystko stać; do wszystkich, którzy z przerażeniem patrzą na to co się dzieje w szkołach i szpitalach. Do Was wszystkich apeluję: idźcie na wybory! Musimy je wygrać! Apeluję do 1 200 000 wyborców, którzy w ostatnich wyborach parlamentarnych głosowali na lewicę, na mnie i na Barbarę Nowacką. Idźcie na wybory, zaproście na nie znajomych. To są najważniejsze wybory! A potem październik i drugie najważniejsze wybory. Za tydzień będzie pierwszy krok, w październiku drugi i Wasze marzenia, marzenia o tolerancji, wolności i o tym, że bez względu na to w co wierzycie i z kim śpicie to jesteście ważni. Te wszystkie marzenia się spełnią!

Kto kogo zje?

Wielki lament zobaczyłem w Internecie po sobotniej decyzji Konwencji SLD. O udziale Sojuszu w Koalicji Europejskiej podczas majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Lament grzmiał złowrogą przepowiednią:
„To już koniec SLD, bo PO SLD zje”.
Bo, wedle opinii tych lamenciarzy, SLD na pewno straci w koalicji swą lewicową tożsamość. Przechrzci się szybko i masowo na ideologię PO.
Ponieważ będę uczestniczył w tej koalicji, i jako członek SLD i lewicowy publicysta, to widmo apostazji ideowej zajrzało mi do oczu. Muszę jednak zmartwić lamentujących. Nawet gdybym lizusowsko zechciał utracić swą lewicową tożsamość, to nie mam dla niej w tej koalicji alternatywy. Ani ja, ani inni posiadacze lewicowej tożsamości w SLD, nie mają atrakcyjnej oferty ideowej ze strony partii przewodniczącego Grzegorza Schetyny.
Pomimo wcześniejszych deklaracji jej liderów Platforma Obywatelska nadal nie jest partią podobną europejskiej chrześcijańskiej demokracji. Jest partią rządzoną przez pragmatyków politycznych, nie aktywistów ideowych. Ludzi dostosowujących swój program, zwłaszcza wyborczy, do sondażowych oczekiwań potencjalnych Wyborców i podpowiedzi ekspertów. Kiedyś udawało im się to PO lepiej, w roku 2015 było już gorzej. Do tej pory PO była partią centrum politycznego. Kiedy została partią władzy to grała na wielu instrumentach ideowych w zależności od aktualnego politycznego zapotrzebowania.
PO nie jest partią żarliwie ideologiczną jak obecny PiS. Nie jest partią kontrrewolucji systemowej, ideowej konkwisty. PO respektuje zasady demokracji parlamentarnej, trójpodziału władz, uważa członkostwo Polski w Unii Europejskiej za nasz atut. Czym nie różni się od SLD. Czym SLD i PO różni się od PiS.
Dotychczasowa praktyka polityczna PO, jej sukcesy wyborcze polegały na rozszerzaniu wpływów politycznych przez kooptację pojedynczych, popularnych ideowych liderów z szeregów swych przeciwników politycznych. Przyjmowanie ich wraz z ich tożsamością ideową, bez konieczności ich wcześniejszej apostazji, bez demonstracyjnego przechodzenia na „ ideologię PO”.
Zatem szanowni lamentujący, taka Koalicja Europejska z PO „utratą tożsamości ideowej” politykom SLD raczej nie grozi. Ci członkowie SLD, jak niżej podpisany, którzy mają swą lewicową tożsamość nie powinni jej w Koalicji Europejskiej utracić, bo przecież największy koalicjant w tej Koalicji nie będzie tego od nich wymagał.
Tym członkom SLD, którzy preferują pragmatyzm polityczny ponad każdą ideowość, tym bardziej utrata takiej „tożsamości” nie grozi.
Strach przed koalicją z PO wśród członków i przede wszystkim Wyborców SLD może być powodowany też obawą, że kierownictwo PO występując z pozycji siły zmusi kierownictwo SLD do zawarcia niekorzystnej umowy koalicyjnej. Że Schetyna wydyma Czarzastego, mówiąc językiem polskiej polityki.
Jednak w polityce, jak i w życiu, choć zwykle duży może więcej, to jednak nie zawsze ten duży może wszystko. To, znów mówiąc aktualnym językiem polskiej polityki, te duże dinozaury w końcu wyginęły, a mniejsze gady przetrwały. Bo one lepiej dostosowały się do nowych warunków.
Poza tym Koalicja Europejska składa się nie tylko z PO i SLD. Także „Nowoczesnej”, „Teraz”, ”Zielonych”. I zapewne jeszcze kilka innych partii do Koalicji Europejskiej dołączy. Bo w aktualnej rzeczywistości politycznej w interesie wszystkich podmiotów, także PO, jest Koalicja jak najszersza politycznie. Zbudowana na sprzeciwie wobec polityki wychodzenia Polski z Unii Europejskiej czynionej przez PiS. Polityki „Polexitu”.
Nie otwartego, jaką mamy teraz w przypadku Wielkiej Brytanii, lecz „Polexitu” hybrydowego. Wchodzenia Polski z Unii Europejskiej, stopniowo. Z poszczególnych jej segmentów Unii. Ograniczania tam polskiej aktywności i obecności.
Warto też zauważyć, że im więcej będzie partii w Koalicji Europejskiej tym większe pole do negocjacji dobrych warunków koalicyjnych dla partii mniejszych niż PO. Czyli dla kierownictwa SLD też.
Znam zdolności negocjacyjne przewodniczącego Czarzastego jeszcze od czasów studenckich. I zaprawdę powtarzam wam, że trudno go w tej dyscyplinie łatwo „wydymać”.
Zatem samo uczestnictwo w Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie grozi automatycznej utraty przez polityków i członków SLD ich tożsamości ideowej i politycznej.
Grozi utratą poparcia SLD przez jego wyborców. Jeśli liderzy i członkowie SLD nie będą wyraziście bronić ich tożsamości i ich interesów. Przypominać o nich w czasie najbliższej kampanii wyborczej. Wyjaśniać cierpliwie i rzeczowo zalety Koalicji Europejskiej. I prezentować też zagrożenia z takiego kompromisu płynące.
Ale nie tylko wtedy. Kompromis ideowy i programowy zawarty na potrzebę wyborów do Parlamentu Europejskiego nie może wyciszać bieżącej działalności lewicowego Sojuszu. Sporów ideowych. Wtedy SLD stanie się niestrawny dla politycznych pożeraczy.
Zwłaszcza, że spory polityczne i personalne znacznie osłabiły pozycję Partii Razem. Zmarginalizowały ją politycznie do roli klubu dyskusyjnego. Taka słabość Partii Razem i innych lewicowych ugrupowań także skłoniła SLD do udziału w Koalicji Europejskiej.
Na przekór licznym podpowiedziom internetowym, zwykle anonimowych, ale ponoć „życzliwych, ideowych członków SLD”. Dobrym radom, aby zamiast iść do Koalicji Europejskiej, lepiej już w wyborach europejskich „z honorem lec”.
Ciekawe skąd u tych ludzi, deklarujących się jako „prawdziwi lewicowcy”, słychać język rodem z sanacyjnego pułkownika Józefa Becka?
Skąd polityczna mentalność piłsudczykowskich pułkowników?
Dlatego warto przypomnieć, że tenże, tak pięknie mówiący o „honorze”, pułkownik i jego polityczni koledzy bardzo szybko zapomnieli we wrześniu 1939 roku o swych honorowych deklaracjach. Po pierwszych klęskach wybrali pragmatyczną ucieczkę.

Głos lewicy

Tylko w szerokiej koalicji

Marcin Kulasek twierdzi, że dla Polski najlepsza byłaby szeroka koalicja złożona ze wszystkich proeuropejskich i prokonstytucyjnych sił. Fragment wywiadu z sld.org.pl.:
I co z tych rozmów wynika? Luty to chyba ostateczny czas na podjęcie decyzji.
Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD: Z rozmów wynika, że dla Polski i dla Unii Europejskiej najlepsza byłaby szeroka koalicja złożona ze wszystkich proeuropejskich i prokonstytucyjnych sił. Ta idea jest szczególnie bliska SLD, ponieważ to rząd Leszka Millera wprowadził Polskę do Unii Europejskiej, a wywodzący się z naszego środowiska prezydent Aleksander Kwaśniewski złożył podpis pod obowiązującą Konstytucją. Do pomysłu szerokiej koalicji namawiamy wszystkich partnerów, z którymi dzisiaj prowadzimy rozmowy. I – nieskromnie powiem – chyba te namowy przynoszą efekty, bo dzisiaj wspólną proeuropejską deklarację podpisali byli premierzy i ministrowie spraw zagranicznych, w tym premierzy z SLD: Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Belka. Ostateczną decyzję podejmie jednak zwołana na luty Krajowa Konwencja SLD.
A nie obawia się Pan, że start SLD w tak szerokiej formule koalicyjnej może doprowadzić do osłabienia Pana formacji, utraty Waszej lewicowej tożsamości?
Nie ma takiej obawy. Bez względu na formułę startu, którą jako SLD wybierzemy, wszyscy nasi przyszli europosłowie na pewno zostaną członkami frakcji Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim. W samej kampanii natomiast będziemy mocno akcentować europejskie postulaty SLD: wejście do strefy euro, przystąpienie do Unii Bankowej, wprowadzenie europejskiej płacy minimalnej i budowę europejskich sił zbrojnych z prawdziwego zdarzenia. Te kwestie na pewno różnią nas, przynajmniej w części, od pozostałych partii na polskiej scenie politycznej. Nie ma natomiast wątpliwości, że dzisiaj najważniejsze jest to, co nas łączy: sprzeciw wobec wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej przez PiS i szacunek dla obowiązującej Konstytucji.

Razem do Europy

1 lutego w Warszawie odbyła się wspólna konferencja premierów i ministrów spraw zagranicznych nawołująca do szerokiego porozumienia na wybory europejskie. Na konferencji głos zabrali byli premierzy rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej: Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Belka.
Leszek Miller: Miałem zaszczyt podpisać z Włodzimierzem Cimoszewiczem traktat akcesyjny do Unii Europejskiej Pózniej, Donald Tusk i Radosław Sikorski podpisali Traktat Lizboński. To pokazuje, że wiele sił politycznych ma swój proeuropejski wkład i należy to kontynuować.
Włodzimierz Cimoszewicz: Wszyscy, którzy podzielają wspólny punkt widzenia na temat Unii Europejskiej powinni się zjednoczyć.
Marek Belka: nowo wybrany Parlament Europejski będzie decydował ostatecznie europejskim budżecie, dlatego musimy mieć tam kompetentnych ludzi.
Info z sld.org.pl.

Chcemy komisji!

– Bez względu kto co opowiada, to widać w tym gmatwaninę politykę i biznesu. To jest pod granicą prawa. Ta Srebrna to jest typowy przykład uwłaszczenia na majątku spółki nomenklaturowej. PiS zawsze to potępiał – powiedział Włodzimierz Czarzasty w „Poranku” Radia TOK FM, odpowiadając na pytanie: czy „Taśmy Kaczyńskiego” to duży problem dla PiS?
– To jest ewidentna sprawa dla komisji śledczej w nowym parlamencie. One powinny wyjaśniać wszystkie sprawy na styku polityki i biznesu – dodał szef SLD.
– Były takie – powiem panu bardzo uczciwie – pokusy i pytania w każdej partii, nawet w mojej, jak wykorzystać partyjny majątek. Bo on był. Może go podnająć, może powołać spółkę, fundację – prawo tego zabraniało. Wszyscy tego nie zrobili, a ci, którzy uważają się za najuczciwszych to zrobili – mówił dalej Czarzasty.
Info z sld.org.pl

Głos lewicy

Upamiętnienie

 

Lewica uczciła pamięć Gabriela Narutowicza. Relacja portalu strajk.eu:

Kto poczuł się w obowiązku uczcić w Warszawie pamięć zamordowanego przez nacjonalistę prezydenta Gabriela Narutowicza? Prawie wyłącznie lewica. Na zgromadzeniu pod Zachętą nie było nikogo z największych organizacji tzw. demokratycznej opozycji. Także na stronie prezydenta Polski brak wspomnienia o zastrzelonym poprzedniku.
Podobnie jak w latach ubiegłych, zgromadzenie upamiętniające Gabriela Narutowicza zostało zorganizowane przez Fundację im. Kazimierza Łyszczyńskiego, upominającą się o świeckość państwa i prawa osób niewierzących. Do wydarzenia przyłączyły się głównie organizacje lewicowe i propracownicze: Razem, Zieloni, Inicjatywa Feministyczna, SLD, mazowiecka rada OPZZ.
Atmosferę, w jakiej dokonał się zamach na pierwszego prezydenta niepodległej Polski opisał krótko dla Portalu Strajk Piotr Ciszewski z Inicjatywy Historia Czerwona. Przypomniał, iż endecja nie mogła pogodzić się z tym, że wyborów głowy państwa nie wygrał Maurycy Zamoyski, wielki posiadacz ziemski i kandydat prawicy. Opowiedział o próbach zablokowania zaprzysiężenia Narutowicza przez narodowców i o tym, jak łamaniu zasad demokracji sprzeciwili się robotnicy, zwolennicy i członkowie PPS.
Występujący w imieniu Zielonych Igor Skórzyński przypomniał o zasługach Narutowicza jako ministra robót publicznych, zaangażowanego w odbudowę wiejskich szkół w całej Polsce, reprezentantka Inicjatywy Feministycznej Katarzyna Kądziela wskazywała na niepokojące podobieństwa między nagonką endeków przeciwko Narutowiczowi a mową nienawiści, jaką posługuje się we współczesnej Polsce nacjonalistyczna prawica. Podobnie Weronika Sarnowska z Razem wskazała na agresywny język, jakim prawicowy rząd i popierane przez niego organizacje mówią o swoich oponentach, w szczególności atakując i zohydzając wszelką lewicę. Piotr Szumlewicz, przewodniczący mazowieckiej rady OPZZ, nawiązał w swoim wystąpieniu do całej epoki międzywojennej, przypominając, że zabójstwo prezydenta nie było jedynym haniebnym wydarzeniem w tym czasie – II Rzeczpospolita, którą zachwycają się prawicowi historycy, to także państwo ogromnych nierówności społecznych, więzień politycznych czy gett ławkowych.
Związkowiec zauważył także, że pod Zachętą powinny 16 grudnia gromadzić się wszystkie siły polityczne. – To nie jest „lewacka rocznica” – powiedział.
Zgodził się z nim Maciej Bajkowski z ORD, podkreślając, że nie jest lewakiem. Również przedstawicielka organizatorów zauważyła, iż Narutowicz był człowiekiem o liberalnych przekonaniach. Najwyraźniej jednak osoby, które dziś hołdują podobnej linii politycznej, nie chcą brać udziału w uroczystościach ku czci ofiary nacjonalistów…

 

Czarzasty o odwołaniu Sokala

 

Zdzisław Sokal został odwołany z funkcji przedstawiciela prezydenta w KNF. Zastąpi go Cezary Kochalski.
Zdaniem Włodzimierza Czarzastego jest to działanie, które ma na celu jedynie przysporzenie PiS większego poparcia w sondażach.
– Na pewno nie w takich kategoriach, że rozsądek wraca, bo nie wierzę w rozsądek. To jest tak – jest duże skłócenie społeczeństwa, są w związku z tym wysokie frekwencje w wyborach. Na wysokiej frekwencje traci PiS. Żeby frekwencja była niższa trzeba leczyć snem. W związku z tym trzeba powiedzieć tak: Pani Gersdorf wraca, żeśmy się tutaj troszeczkę pomylili, przesadziliśmy; Unia Europejska – byliśmy za ostrzy, już będziemy fajni i grzeczni; pani profesor Pawłowicz już nie będzie kandydowała; pan Macierewicz – nie za bardzo go widzimy; pan Sokal – wycofamy go, bo to już nie jest fajna karta – mówił Włodzimierz Czarzasty w „Wydarzeniach i Opiniach” w Polsat News.
Info za: sld.org.pl

Memento dla wszystkich

Przed zbliżającymi się, pozbawionymi niezbędnej głębszej refleksji, obchodami 100-lecia niepodległości należy wiedzieć, że jesteśmy na najlepszej drodze ku kolejnej jej stracie.

 

W początkowych latach III Rzeczpospolitej, w jednym z pierwszych numerów „Nie” Jerzy Urban pisał – oceniając ówczesną politykę – że nowi włodarze naszego kraju doprowadzą do sytuacji, w której powtórzy się tragiczna historia, a podzielona Polska znajdzie się pod protektoratem obcych. Wtedy, pomimo krytycznego oglądu postsolidarnościowej władzy, i mnie, i zapewne innym czytelnikom, powyższa prognoza wydawała się co najmniej przesadzona, i traktowałem ją tylko jako bardzo mocny, protestacyjny głos publicysty. Samospełniającym się proroctwem, w myśl niektórych socjologów, ta wizja niewątpliwie nie była, ale jednak…

 

W swoim czasie

szczekaliśmy na siebie, jak to lapidarnie określił, podczas naszego spotkania, prof. Andrzej Romanowski. Dziś każdą jego prasową wypowiedź, podobnie jak Bronisława Łagowskiego i Ludwika Stommy, czytam z wielkim zainteresowaniem, bowiem przynoszą nie tylko myśli poparte głęboką wiedzą i żelazną logiką, ale także wyrażają, tak rzadko okazywaną wśród polskich intelektualnych elit, odwagę w nazywaniu po imieniu rzeczy oczywistych.
Na przykład – warto przypomnieć – Andrzej Romanowski uważa, że „wszelka sensowna dyskusja… musi zacząć się od przyjęcia tezy o historycznej zasłudze polskich komunistów. Bo tylko oni – namiestnicy Stalina – mogli zbudować powojenne państwo polskie”.
Opublikowany w ostatnim sobotnio-niedzielnym magazynie „Gazety Wyborczej” esej Profesora pt. „Jak zepsuliśmy polski zegarek” powinien być powszechnie czytany, przede wszystkim na zapełnionych sejmowych i senackich salach oraz w siedzibach wszystkich polskich partii i ugrupowań politycznych. Niestety nie można liczyć na Kościół katolicki, którego cele – pisze Romanowski – niekoniecznie są zbieżne z polską racją stanu. No i także na beneficjentów różnych 500+,300+ oraz wszystkich innych+, i tych pozostałych, którym takie rozważania przeszkadzają w konsumpcji piwka.

 

Pierwsza konstatacja

prezentowanego tekstu dotyczy współczesności: „Bo czegoś takiego jak III Rzeczpospolita nigdy nie zaznaliśmy. Państwo przedrozbiorowe miało granice wschodnie dość płynne, a było niemal wyłącznie domeną szlachty. Państwo międzywojenne po rozstroju sejmowładztwa prowadziło dyktaturę. Obie te Rzeczpospolite padły łupem sąsiadów. Państwo powojenne, noszące od 1952 r. nazwę Polska Rzeczpospolita Ludowa, nie stało się przedmiotem obcej agresji, wykazało ponad dwa razy dłuższą trwałość niż Polska międzywojenna, a kształt terytorialny przekroczył czas jego istnienia. Ale było to państwo niesuwerenne, z egzotycznym ustrojem, strzeżone przez potężnego hegemona, państwo partii. Wcześniejsze zaś polskie państwa kadłubowe – Księstwo Warszawskie i Królestwo Polskie – byty zależne od woli mocarstw i upadały wraz z wojnami czy powstaniami. Na takim tle III RP doprawdy nie miała konkurencji. A i sukces, jaki osiągnęła, był na miarę tysiąclecia”.
Współczesna Rzeczpospolita była niewątpliwie historyczną szansą Polaków, acz niestety przez nich samych, konkretnie przez postsolidarnościowe rządy i prawicę, częściowo tylko wykorzystaną, za przyczyną kolejnych ideologicznych dogmatów i politycznych fobii. Narodziła się, jak poprzednio w 1918 roku, w wyjątkowo sprzyjających międzynarodowych okolicznościach, ale i dzięki nadzwyczajnemu gremium postaci – co prawda z odmiennych czy nawet wrogich obozów politycznych – dostrzegających jednak ten moment, w którym można i należy zacząć zaprowadzać inny porządek na naszej ziemi. Świadomość wyczerpania się wcześniejszych atutów Polski Ludowej i obowiązującej ideologii była powszechna nie tylko w licznych kręgach władzy, a socjaldemokratyczny kierunek przemian został zaakceptowany przez zdecydowaną większość aktywnych członków rozwiązywanej PZPR.
Nadzieję na lepszą Polskę mieli wiec nie tylko byli opozycjoniści, czego nie dostrzega się i o czym tak niewiele dziś się mówi. Niestety, poza niewątpliwymi osiągnięciami III RP, za dużo było w niej niespełnionych obietnic, nieprawości, łamania prawa, rozlicznej ekonomicznej prywaty i najzwyklejszej społecznej znieczulicy. Nie wystarczyło dla jej sukcesu zaklinanie rzeczywistości ciągle powtarzanym hasłem o odzyskanej wolności.

 

Przyczyn aktualnej

sytuacji w Polsce poszukuje autor w szerokiej panoramie historycznej, sięgającej czasów średniowiecza, w okresach późniejszych i w szczególnych losach tej części Europy, nie będącej ani jej zachodem, ani też wschodem. Przywołuje także liczne, minione głosy ostrzeżenia o „polskiej młodości i kruchości”, zagrażającym jej dalszemu istnieniu. Opisując bardzo niepochlebnie fenomen i stan PiS-owskiego sukcesu odczytuje go również, co zresztą stanowi kontynuację rozważań sprzed wielu lat, w szczególnych cechach Polaków, potwierdzonych licznymi, także zagranicznymi, krytycznymi opiniami. Kończy te rozważania słowami: „Ale jest też PiS partią gorszą, bo ustrój wodzowski jest tu posunięty dalej niż w PZPR, a opresja płynie z wewnątrz, z samych narodowych trzewi. Wobec komunistycznej indoktrynacji można było zatkać uszy jako przed czymś obcym i narzuconym, można się było przed nią schronić w kościele. Przed indoktrynacją PiS-owską nie ma schronienia. No i komuniści – cokolwiek powiedzieć – rządzili się racją stanu państwa, które zostało im dane. PiS, deklamując o państwie i narodzie, okazuje się antypaństwowy i antynarodowy równocześnie”.

 

Druga konstatacja

dotyczy więc naszych perspektyw: „A przecież przed 30 prawie laty ofiarowano nam więcej niż złoty róg w „Weselu”. Uzyskaliśmy niemal za darmo, bez kropli krwi, niepodległość i demokrację, przyjazne granice, NATO i Unię Europejską. Dziś własne, polskie ręce rozmontowały najlepszą Rzeczpospolitą w polskich dziejach. Nie mając pod ręką państwa zaborczego, podniesiono rękę na państwo własne. Gdy więc horyzont polityczny ostatecznie się zachmurzy, gdy Tramp porozumie się wreszcie z Putinem, to przynajmniej nie krzyczmy, że Europa nas zdradziła. Europę zdradziliśmy my sami. Europa, tak zresztą jak Polska, okazała się dla Polaków zbyt trudnym wyzwaniem”.

 

Toczący się z wielkim sukcesem

sondażowy walec Prawa i Sprawiedliwości wywołuje, co zrozumiałe, takie właśnie ponure prognozy i, bardzo możliwe, jeszcze gorsze perspektywy. Stanowiąc protest przeciw obecnej polskiej rzeczywistości mają zachęcić innych – przede wszystkim inteligencję, klasy średnie, ludzi młodych (bo nie robotnicy i chłopi czytają ten tytuł) – do antypisowskiego czynu, gdyż w przeciwnym razie Polska może przestać istnieć nie tylko jako państwo demokratyczne ale i suwerenne.
Natomiast Witold Gadomski w swoim czasie napisał, że uwzględniając zasadnicze podziały w opozycji, nie wierzy w żaden wspólny, zorganizowany ruch antypisowski, a szansę na zwycięstwo widzi w destrukcji i rozpadzie Zjednoczonej Prawicy. Biorąc pod uwagę deklarację Jarosława Kaczyńskiego, iż nie wybiera się na polityczną emeryturę, przyjdzie nam jeszcze długo czekać na ten rozkład PiS, jeśli w ogóle my go doczekamy.

 

Mimo tych niepocieszających przewidywań

rodzi się w Polsce bardziej optymistyczna realność, oparta na poszukiwaniu przyczyn obecnego stanu rzeczy. Robert Biedroń mówi: „Chcę, żeby ludzie poczuli, że nie jesteśmy już na zawsze skazani na tę alternatywę, którą znamy. Czyli że albo będzie tak, jak dotąd mówiła opozycja: będziecie mieli wolność, ale jesteście zdani tylko na siebie. Albo jak to, co proponuje obecna władza: damy wam wsparcie materialne, ale odbierzemy wam wolność i wszystko w państwie będzie tak, jak my chcemy. W 2018 roku Polki i Polacy zasługują na jedno i drugie – godne warunki materialne i osobistą wolność. I że nie musimy ciągle patrzeć na tę polityczną jatkę, lecz możemy się zająć wprowadzaniem nowych pomysłów i rozwiązań, które poprawią nasze życie.” I dodaje: „Polacy jednak umieją ważyć, co jest dla nich ważniejsze: czy autorytaryzm w imię ochrony tradycyjnych wartości i tożsamości, czy europejska stabilizacja i bezpieczeństwo. Wiedzą, że skoro stoję w obronie geja lub feministki, to stanę też w obronie wyrzuconych z pracy”.

 

Silny samorząd, demokratyczna Polska

to hasło wyborcze SLD-Lewica Razem, ale równie celnym jest stwierdzenie Włodzimierza Czarzastego: „Uważamy, że nie może być tak, że jedynym spoiwem budowania jakiejkolwiek koalicji jest nienawiść do PiS. Uważamy, że przyszłość Polski, sposób w jaki będzie wyglądała programowo, jest ważniejsze niż nienawiść… w Polsce toczy się dyskusja czy mają być dwa bloki – PiS i anty-PiS, czy oparty na programach model trzech bloków – PiS-owski, chadecko-liberalny pod przywództwem Platformy Obywatelskiej i socjaldemokratyczno-progresywny. Każdy ma prawo do swojej drogi. My, SLD Lewica-Razem opowiadamy się za tym drugim rozwiązaniem, opartym na systemie wartości, na wizji państwa, na przyszłości Polski” – zadeklarował Czarzasty. Ponadto skierował także ofertę pomocy Robertowi Biedroniowi, o ile ten stworzy program lewicowy i będzie chciał stanąć na czele ruchu lewicowego.

 

A może jednak nie jest

z tymi Polakami najgorzej, bowiem nie raz dowiedli, i niekoniecznie w walce, że potrafią zbudować Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy, ale także odbudować kraj po straszliwych pożogach, dwukrotnie scalić Polskę w nowych granicach, dokonać wielkich dzieł oświatowych i industrialnych, ale także zachować umiar, odpowiedzialność i narodowe porozumienie. Miejmy więc nadzieję, że gorsze pisowskie zło nie wyprze na dłużej lepszego, polskiego dobra.

 

Ps. Tekst prof. Romanowskiego opatrzony jest informacją, że poleca go redaktor Adam Michnik, zapewne nadal nie świadom, że do aktualnego, naszego bagna pośrednio się także przyłożył ze swoją gazetą.

Głos lewicy

Przemówienie W. Czarzastego na konwencji SLD

Nie ma wroga na lewicy, ale też nie ma wroga wśród opozycji. Współpraca musi być oparta na rozumie, braku obłudy, na jasnym stawianiu spraw, partnerstwie oraz wzajemnym szacunku wszystkich stron opozycji. W Polsce toczy się dyskusja, czy mają być dwa bloki: PiS i anty-PiS, czy też oparte na programach trzy bloki: PiS-owski; chadecko-liberalny, pod przywództwem Platformy Obywatelskiej oraz socjaldemokratyczno–progresywny. Każdy ma prawo do swojej drogi. My – SLD Lewica Razem opowiadamy się za tym drugim rozwiązaniem, za rozwiązaniem opartym na systemie wartości i jasnej wizji państwa. Nie może być tak, że jedynym spoiwem jakiejkolwiek koalicji jest nienawiść do PiS-u. Ważna jest wizja państwa i to jak Polska będzie wyglądać po tym jak PiS odda władzę, to wszystko jest ważniejsze niż nienawiść. Pragniemy państwa świeckiego z: lekcjami religii poza szkołą, wypowiedzianym konkordatem, opodatkowaniem kleru oraz traktowaniem duchownych równo ze wszystkimi obywatelami. Pragniemy państwa tolerancyjnego, gwarantującego prawa mniejszościom oraz związkom partnerskim. Pragniemy państwa wolnego od antysemityzmu i rusofobii. Pragniemy państwa prawa, przestrzegania Konstytucji, państwa w którym nie odbiera się praw nabytych. Pragniemy państwa wolnościowego, gwarantującego wszelkie prawa kobietom. Pragniemy państwa odnoszącego się z szacunkiem do historii: odbudowy kraju po II wojnie światowej, zagospodarowania ziem odzyskanych, NSZ i Żołnierzy Wyklętych. Proponujemy sprawiedliwy system podatkowy, w którym w większej części obciążeni będą bogatsi, a w mniejszej mierze biedni. Uznajemy własność prywatną, państwową i spółdzielczą jako równoprawne własności. Pragniemy państwa prawa, przestrzegania Konstytucji, państwa w którym nie odbiera się praw nabytych. Będziemy wspierać samorządy i społeczeństwo obywatelskie, aby były jak najsilniejsze. Gwarantujemy sprawną opiekę zdrowotną i socjalną, które to polityki będą szczególnie skierowane do starszego pokolenia. Opowiadamy się za niskim wiekiem emerytalnym, likwidacją umów śmieciowych oraz większą kwotą wolną od podatku, co szczególnie pomogłoby zarówno młodym, jak i starszym obywatelkom i obywatelom. Proponujemy dostęp do tanich mieszkań, darmowych żłobków i przedszkoli. Pragniemy państwa, które będzie gwarantowało równą możliwość startu, równy dostęp do edukacji, kultury i służby zdrowia. Wszystko to możemy osiągnąć we współpracy ze związkami zawodowymi – OPZZ, z którym 22 września będziemy walczyli o wyższe płace w polskiej budżetówce. Wiele spraw, które wymieniłem są charakterystyczne dla socjaldemokracji. Jeżeli stworzymy jeden blok opozycji wobec PiS-u, to jestem przekonany, iż ludzie, którzy będą chcieli głosować na koalicję SLD Lewica Razem, nie będą chcieli głosować na Platformę Obywatelską, a ci którzy głosują na Platformę z wielu względów nie będą chcieli głosować na nas. I dlatego takie połączenie i wspólny start, pomimo D’Hondta, nie da synergii. Obecność pana Arłukowicza, Rosatiego czy Napieralskiego w Platformie nie wpłynęła na wprowadzenie tam lewicowych postulatów, nie zmieniło się nastawienie PO do: praw kobiet, IPN-u, wieku emerytalnego; nie pomogło służbie zdrowia, nie zobiektywizowało ich polityki historycznej. Nie zniosło też odpowiedzialności wobec osób, którym odbierane są prawa nabyte. Zwykle ideały lewicy są dla PO ważne na miesiąc przed wyborami, a zapomina się o nich w godzinę po wyborach. Tak samo będzie z Barbarą Nowacką. Nie wierzę w nagłe zajęcie się prawami kobiet przez Platformę. Nie wierzę w nagłe zajęcie się przez PO prawami związków partnerskich. Nie wierzę, że nagle bogatsi będą płacili wyższe podatki, a biedniejsi w ogóle lub niższe. Nie wierzę, że zmieni się pogląd na obniżony wiek emerytalny. Powiem tak po ludzku, iż kapitalizm Platformy Obywatelskiej wycenił Inicjatywę Polską na jedną jedynkę do Warszawy, na jedną jedynkę do sejmiku oraz obietnicę jednego miejsca do Sejmu bądź też Parlamentu Europejskiego. Mogliście Państwo startować z list partii Razem, albo SLD. Wybraliście swoją drogę. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Czy naprawdę myślicie, że połączenie SLD i Platformy Obywatelskiej w Koalicji Obywatelskiej zwiększy poparcie dla tej koalicji z 22 proc. do 40 proc., czyli poparcia, którym cieszy się dziś PiS? Pragniecie nas obciążać swoją nieudolnością rządów w 15 samorządach województw oraz nieudolnością 160 posłów. Czy naprawdę chcecie obciążać polską lewicę dwoma kadencjami swoich rządów, a po których przejął władzę PiS?

Czy dołączając do Waszej chadeckiej rodziny i Waszej chadeckiej wizji świata czworo polityków zmieni Waszą politykę, czy to ta czwórka będzie musiała to zrobić? Czy chcecie, aby Polki i Polacy głosując na Barbarę Nowacką wybierali Michała Ujazdowskiego, który uważa homoseksualizm za chorobę. Kto weźmie odpowiedzialność po stworzeniu jednego anty-PiS-owskiego bloku za zniknięcie z agendy politycznej takich spraw jak: świeckość państwa, prawa wolnościowe, prawa kobiet, obiektywne podejście do polityki historycznej. Pytam się, kto weźmie za to odpowiedzialność? Przez najbliższe lata nie będzie rozmawiać na ten temat? Nie będziemy żadnego z tych problemów rozwiązywali? Czy zajmą się nimi tylko redakcje gazet, telewizji, radia czy też tygodników? Nie wpychajcie nas na siłę do chadecji! Polska lewica się na to nie zgadza!

Odnoszę wrażenie, że cała ta dyskusja bardziej dotyczy kto będzie liderem po stronie opozycji, niż walki o demokratyczne państwo, o wizji Polski po rządach PiS-u. Nie bierzecie, politycy Platformy Obywatelskiej, pod uwagę następującej sytuacji, że poza PiS i PO jest jeszcze stowarzyszenie pana Kukiza, które wprowadziło do polskiego parlamentu osoby podejrzewane o poglądy faszystowskie. Czy chcecie, aby Polską rządził PiS i chory na władzę Jarosław Kaczyński, wraz z człowiekiem, który współpracuje z ludźmi, którzy nie myślą o faszyzmie niejednoznacznie. Nie ma wroga na lewicy, ale też nie ma wroga wśród opozycji. Polska lewica będzie tworzyła silny blok lewicowy, nie przystąpimy do żadnego bloku chadeckiego, bez względu na to ile nam zaproponują jedynek i dwójek. I nie będziemy mówili, że robimy to w imię wielkich ideałów walki o demokrację, bo to po prostu byłaby nieprawda! Tu z Dąbrowy Górniczek apeluję do wszystkich partii opozycyjnych następujący pakt. Zbierzmy się i ustalmy trzy zasady.
Zasada pierwsza, wszyscy pilnujemy uczciwości wyborów samorządowych.
Zasada druga, w II turze głosujmy na kandydata z opozycji demokratycznej. Zasada trzecia, zobowiążmy się, że po wyborach samorządowych nie będziemy tworzyć koalicji z PiS-em.
Chcę to usłyszeć od Grzegorza Schetyny, niech powie, że się zgadza, niech się do tego odniesie. Ale potem będę prosił o uczciwość, aby nie powtórzyło się głosowanie jak w Słupsku, gdzie PO wraz z PiS oddała głosy przeciwko Robertowi Biedroniowi. Czy też w Gorlicach przeciwko burmistrzowi z SLD Rafałowi Kukli, a zrobiliście to. Ponieważ czasami PO-PiS jest Wam w sercach bliższy, niż to co macie na ustach.
Trzy punkty, zapraszam wszystkich, którzy są opozycją. Zapraszam również Kukiza, ponieważ codziennie krytykuje PiS. Podpisz się bracie pod takim paktem. Przynajmniej będziemy wiedzieli w co gramy. Wszystkie badania, które są obecnie przeprowadzane pokazują, iż jakbyśmy naprawdę do tego uczciwie podeszli, to przynajmniej w sejmikach samorząd nadal będzie samorządem. Pragnę budować silny blok lewicy! Wspólnie z naszymi dwudziestoma partnerami, a także każdym kto uważa się za lewicę, musimy zbudować silny blok przed wyborami parlamentarnymi. Usiądźmy wspólnie, bez warunków wstępnych, jeden dzień po wyborach samorządowych spróbujmy stworzyć blok socjaldemokratyczny, progresywny! Z tego miejsca pragnę skierować ciepłe słowa do Roberta Biedronia, myślimy o Tobie dobrze. Jeżeli będziesz chciał stworzyć program lewicowy i będziesz chciał stanąć na czele ruchu lewicowego, to witamy w rodzinie. Ale jeżeli ten program będzie tylko fajny, to życzymy Ci szczęścia. Nie ma demokracji w Polsce bez silnego samorządu. Wszyscy nasi samorządowcy będą upowszechniać lewicowy program, bliższy społeczeństwu. Wszyscy zostaną zobowiązani do tego, aby bardziej stawiać na człowieka, bardziej w niego inwestować i pomagać ludziom, niż inwestować w infrastrukturę. Nadszedł czas na inwestycje w człowieka! Nasz program będziemy upowszechniać za pomocą naszych 24 000 kandydatek i kandydatów. Uważamy za skandal, iż władza PiS-u zapowiada, że w tylko w tych samorządach, w których będą rządzić pojawi się wsparcie od rządu. To jest skandaliczne, wszystkie samorządy są ważne, ale wpierw trzeba rozumieć co to jest samorząd i na czym polega istota demokracji samorządowej. Złotówkę lepiej widać z danego samorządu, niż z Warszawy. PiS tego nie rozumie. Przetrwaliśmy jako lewica najgorszy czas po wyborach parlamentarnych, mam nadzieję, że nauczyło to nas pokory. Ja osobiście nabrałem pokory. Jak dwa i pół roku temu zaproponowałem, aby wszyscy byli parlamentarzyści wystartowali w wyborach samorządowych, to było dużo w tej sprawie dyskusji, dziś staje się to faktem. W tej chwili wiem jedno, polska lewica się zmobilizowała. Ludzie odpowiedzialni powiedzieli – stajemy przy Was, walczymy oto, aby polska lewica w samorządach wzięła władzę, aby w wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyć jak najwięcej posłów, i aby wrócić do Sejmu. Będziemy współrządzili w wielu sejmikach, chcemy zwyciężyć i wystawiliśmy armię ludzi, którzy wiedzą jaką drogą pójść.

Apel o wspólną walkę Konwencja SLD

„Silny samorząd, demokratyczna Polska” – zorganizowana pod takim hasłem konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz ugrupowań partnerskich nie przyniosła szczególnego zaskoczenia. Mowa była głównie o konieczności zwarcia szyków przez opozycje w obliczu zagrożenia ze strony obecnego obozu władzy oraz konieczności szerokiej współpracy w obrębie samej lewicy.
Zjazd wyborczy Sojuszu został zorganizowany w „czerwonym mieście”, czyli bastionie partii – Dąbrowie Górniczej. Zgromadzenie zainaugurował prezydent tego miasta Zbigniew Podraza. Następnie na mównicy pojawił się przewodniczący Sojuszu Włodzimierz Czarzasty, który w trzech punktach nakreślił to, co jego zdaniem powinno być priorytetem dla przeciwników PiS. – Jak uważacie, że chcemy walczyć o przyszłość naszego kraju, o Polskę demokratyczną, zbierzmy się i ustalmy trzy zasady. Zasada pierwsza: wszyscy pilnujemy uczciwości wyborów samorządowych. Zasada druga: w drugiej turze głosowania wszyscy popieramy osoby z opozycji demokratycznej. Zasada trzecia: zobowiążmy się, że po wyborach samorządowych nie będziemy tworzyć koalicji z PiS-em – mówił Czarzasty. Jeśli chodzi o lewicę, Czarzasty zaznaczył też istotną role Roberta Biedronia, pod warunkiem, że polityk ten sam zdecyduje się na lewicowy program i wyrazi aspiracje do bycia liderem postępowego obozu.
– Chciałbym ciepłe słowa skierować do Roberta Biedronia. Myślimy, Robert, o tobie dobrze. Jeżeli stworzysz program lewicowy i będziesz chciał stanąć na czele ruchu lewicowego, witamy w rodzinie i pomożemy. Ale jeżeli ten program będzie tylko fajny, życzymy ci szczęścia – powiedział lider SLD. Przewodniczący wskazywał też niekonsekwencje w podejściu liberałów do prezydenta Słupska, którzy z jednej strony pokazowo wyciągają do niego rękę, a z drugiej – działają przeciwko niemu. Czarzasty odniósł się również do innych przypadków takiej niekonsekwencji.
– Chcę to usłyszeć od Grzegorza Schetyny. Niech powie, że się zgadza, niech się do tego odniesie. Ale potem będę prosił o uczciwość. Czyli nie będziemy razem z PiS-em głosowali w Słupsku przeciwko Robertowi Biedroniowi, a zrobiliście to. Nie będziemy razem z PiS-em głosowali w Gorlicach przeciw burmistrzowi SLD Rafałowi Kukli, a zrobiliście to – bo czasami PO-PiS jest wam w sercach bliższy, niż to, co macie na ustach – wskazywał lider Sojuszu. Przewodniczący podczas swojego wystąpienia momentami wyraźnie przesadził z koncyliacyjnym gestem. Jego zdaniem w obrębie antypisowskiej koalicji mógłby się również znaleźć Paweł Kukiz. – Zapraszam wszystkich, którzy uważają, że są opozycją, zapraszam również Pawła Kukiza, bo przecież codziennie krytykuje PiS. Podpisz się, bracie, pod takim paktem, przynajmniej będziemy wiedzieli, w co gramy – dodał przewodniczący SLD. – Wszystkie badania przeprowadzone w ostatnim czasie mówi, że jakbyśmy naprawdę uczciwie do tego podeszli, a nie kupując ludzi w tę, albo tamtą stronę, to przynajmniej w sejmikach samorząd nadal będzie samorządem – przekonywał Czarzasty, zaznaczając jednak, co warto podkreślić, że to właśnie Kukiz odpowiada za wprowadzenie do parlamentu polityków kojarzonych z ideologią faszystowską.
Czarzasty zaznaczył, że wybory samorządowe to dobry moment do zaprezentowania lewicowych wartości dla jego partii. – Samorząd jest dla nas bardzo ważny. Nie ma demokracji w Polsce bez silnego samorządu. Wszyscy nasi radni, którzy zostaną radnymi, zostaną zobowiązani, aby bardziej stawiać na człowieka, inwestować w człowieka, pomagać człowiekowi, niż inwestować i infrastrukturę. Jest czas na inwestycje w człowieka i chcemy w naszych programach, poprzez 24 tys. kandydatów, których zgłaszamy, to upowszechniać – zapewnił.
Głos zabrał także Sekretarz Generalny SLD Marcin Kulasek, który mówił o tym z jak dalekiej drogi musiała powrócić jego partia w ostatnim czasie. – To trzy lata trudne dla Polski i trudne dla lewicy. Dzisiaj walczymy nie tylko o naszą obecność w samorządzie, o realizację naszego programu, ale przede wszystkim o demokrację, o rządy prawa, o przerwanie dominacji Prawa i Sprawiedliwości – powiedział.
Na walce z PiS i przywróceniu normalności skupił się kandydat PiS na prezydenta Warszawy Andrzej Rozenek, który zaznaczył, że jego partia nie zabierze Polakom programów socjalnych uruchomionych przez PIS, a jednocześnie zaakcentował inne ważne sprawy. – Oddamy obywatelom poczucie bezpieczeństwa, przywrócimy Polsce zaszczytne miejsce we wspaniałej, zaszczytnej, wielkiej rodzinie europejskiej, zwrócimy wolność i swobodę obywatelską, odbudujemy społeczeństwo obywatelskie i świeckie państwo – deklarował.

Głos lewicy

Jeszcze będzie normalnie

– Przyjdzie czas, przyjdzie nowa władza i wsadzi połowę obecnie rządzących do więzienia, a tych których nie można będzie wsadzić do więzienia, postawi przed Trybunałem Stanu, co skończy się tym, że nigdy w życiu do polityki nie wrócą – powiedział przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty komentując obecną sytuację w Sądzie Najwyższym. – Obecna władza wielokrotnie złamała prawo, SLD wróci do sejmu i przywróci ład konstytucyjny – dodał Czarzasty.
– PiS nie będzie wieczny w Polsce. Trzeba im to mówić, trzeba mówić to ich rodzinom, żeby ich żony i mężowie mówili „przestań się wygłupiać, przestań łamać prawo – podsumował szef Sojuszu.
– W niedzielę podpisaliśmy w Poznaniu historyczne porozumienie z partią Razem, Inicjatywą Polską i Zielonymi. Będę robił wszystko, by zjednoczyć lewicę – podkreślił w programie „Graffiti” Włodzimierz Czarzasty.