Flaczki tygodnia

Pilnujcie portfeli i kart kredytowych. Życie podrożeje nam, nie tylko za sprawą zarazy i szczepionkowego chaosu. PiS funduje nam jeszcze serię bolesnych podwyżek podatków i nowych opłat. Co przyśpieszy i tak już szybko rosnącą inflację.

Wielki przyjaciel PiS, przegrany prezydent USA Trump, zdewaluował amerykański wzorzec deportacji.
Po paranoicznym puczu Trumpa, po „wyzwoleniu Kapitolu” przez jego wyborców, po zamieszkach i walkach z policją, upadł światowy mit promieniującego demokratycznymi wartościami Waszyngtonu. Kolebki zachodniej demokracji.
Mit uczciwej Administracji USA stale monitorującej poziom demokracji w państwach deklarujących się demokratycznymi i przede wszystkim aspirującymi do prestiżowego klubu demokracji Zachodu. Wystawiającej innym państwom certyfikaty „Państwa demokratycznego”.

Po autorytarnych rządach prezydenta Trumpa i wieńczących jego kadencję autorytarnych ekscesach, administracja waszyngtońska straciła zwyczajowe, moralne prawo do oceniania poziomu demokratyczności w innych państwach. Do pouczania ich, napominania, i przede wszystkim uzasadniania „łamaniem prawa i demokracji” nakładanych na inne państwa sankcji.

Trump przegrał swe amerykańskie wybory, ale w elitach PiS, w ich mentalności historyczno- politycznej na zawsze pozostanie zwycięzcą.
Moralnym. Zdradzonym o świcie przez antynarodowe, kosmopolityczne elity.
Jest dla nich jak ukochani przez elity PiS „żołnierze wyklęci”. Przegrany, nieskuteczny, bandyckie metody stosujący, ale do końca wierni złożonej sobie przysiędze.
Nie zdziwmy się kiedy szybko dożyjemy PiS -owskich inicjatyw uhonorowania przegranego prezydenta mszami świętymi w intencji Jego pomyślności, hagiograficznymi audycjami w TVP info, ulicami jego imienia, a nawet pomnikami odlewanymi ku czci Jego.

Nie będzie symbolu PiS- owskiego lizusostwa politycznego. Wielkiej nadziei elit PiS. Tarczy obronnej przed „ neobolszewikami ze wschodu”. Słynnego „Fortu Trump”.
Nie będzie ukłonów, politycznych przysiadów i słodkich fotek na potrzeby kampanii wyborczych i krzepienia swego „ciemnego ludu”. Bo prominenci PiS nadal nie mogą pogodzić się mentalnie z wygraną Joe Bidena.
Pan prezydent Duda długo zwlekał z gratulacjami dla nowego amerykańskiego prezydenta. Potem polski prezydent oficjalnie uznał paranoiczny pucz Trumpa za wewnętrzną sprawę amerykańskiego, zaprzyjaźnionego państwa.
Trzymając się tej logiki politycznej państwo polskie nie powinno również krytykować polityki wewnętrznej prezydenta Łukaszenki. Uznać białoruski kryzys polityczny za domenę tego „miłego, ciepłego człowieka”, jak określił białoruskiego prezydenta pan PiS marszałek Karczewski.

Elity polityczne PiS powszechne krytykowane za katastrofalną politykę zagraniczną, za skłócenie państwa polskiego ze wszystkimi swymi europejskimi sąsiadami oraz liderami Unii Europejskiej, zawsze osłaniały się swymi znakomitymi relacjami z przywódcą największego światowego mocarstwa, prezydentem Donaldem Tumpem.
Dziś widzimy, że taktyczny sojusz militarny z USA zapewne pozostanie, ale o nowej, wielkiej przyjaźni między polskimi i amerykańskimi przywódcami politycznymi mowy już nie będzie.

Teraz jedynym oficjalnym przyjacielem Polski jaśniepana prezesa Kaczyńskiego jest węgierski premier Wiktor Orban. Krętacz polityczny. Autokrata. Patron węgierskiej oligarchii, złodziei unijnych pieniędzy i zakłamanych miłośników homoseksualnych orgii.
Idealny wzorzec osobowy dla polskiej narodowo- katolickiej młodzieży.

Jak nieudolne, zakłamane i złodziejskie są rządzące nami elity PiS wielu z nas już dostrzega. I chciałoby końca władzy tej oligarchii. Choć już teraz wiele osób boi się, że jaśnie pan prezes Kaczyński będzie oddawał swą władzę równie elegancko jak jego amerykański przyjaciel.

Niechęć do elit PiS rośnie, ale nie przekłada się ono automatycznie na spadek przedwyborczych notowań Zjednoczonej Prawicy. Bo choć wielu wyborców chciałoby nowej władzy, ale nie widzi przekonywującej alternatywy dla dotychczasowych rządów.
Platforma Obywatelska nadal kojarzona jest z arogancją wielkomiejskich elit. Pogardą wobec Polski prowincjonalnej. Pogardliwym, liberalnym ekonomicznym wyzyskiem uosabianym przez ministra finansów Rostowskiego i prezydenta Komorowskiego.
PSL postrzegana jest jako partia pazerna na władzę, obrotowy dopełniacz koalicyjnych większości. Konfederacja i Lewica są prezentowani przez największe krajowe media jako ugrupowania skrajne. Partie protestu, ale nie partie alternatywnej władzy. Przyprawy politycznej kuchni, przystawki ewentualne, ale nie dania główne.

Cóż może zrobić lewica, zwłaszcza ta parlamentarna, aby być postrzegana jako poważna formacja?
Zaprezentować swój program alternatywnej V Rzeczpospolitej. Sprawiedliwej społecznie i demokratycznej. Tylko tyle. I aż tyle.

Czy Henryk Gulbinowicz używający jeszcze niedawno tytułów i insygniów kardynała polskiego kościoła kat. miał duszę?
Pytanie to może paść, bo ukarany przez administrację watykańską polski hierarcha kościelny miał w ramach nałożonej na niego pokuty przekazać „pewną sumę pieniędzy jako darowizny” na rzecz fundacji świętego Józefa. Fundacji powstałej dla pomocy ofiarom nadużyć seksualnych.

Ale dziennikarze z portalu Interia sprawdzili i okazało się, że przymusowa darowizna nie wpłynęła.
Były kardynał zmarł bowiem niedługo po nałożeniu na niego kary. Nie zdążył dokonać przelewu.
Jego macierzysty zakład pracy, czyli archidiecezja wrocławska, nie poczuwa się do odpowiedzialności za swego szefa. Dowodząc tym starego porzekadła, że polski kościół kat. prędzej zrezygnuje z dogmatu o zmartwychwstaniu Jezusa niż z posiadanych przez siebie pieniędzy.
Do „darowizny” nie poczuwają się też spadkobiercy Gulbinowicza, choć były kardynał spory mająteczek zostawił.
Trwa uchylanie się od odpowiedzialności. Należnej fundacji kasy nie ma.
Myślę, że to ważne dla samego śp. kardynała. Dla spokoju jego duszy należy rozwiązać jego ziemskie sprawy i wypełnić nałożone na niego zobowiązani, powiedziała Interii Marta Titaniec, członkini zarządu fundacji św. Józefa.

Dlatego kiedy słyszę teraz w przewodach kominowych charakterystyczne ciche wycie, to niechybnie jest ono efektem niespokojnej duszy byłego kardynała.
Musi tak być, bo inaczej trzeba by uznać, że były kardynał duszy nie miał.

Flaczki Tygodnia

Rząd zapowiedział wielką Narodową Kwarantannę. Koniecznie „Narodową”, bo elity PiS uważają, że taki przymiotnik dodaje wszystkiemu szczególnej, patriotycznej rangi. Specyficznego sacrum.

Oczywiście „narodowa kwarantanna” w kraju o tej narodowości wzbudziła od razu wiele dowcipów i szyderstw z władzy. Pytań o jaki „naród” rządowi chodzi. Bo jeśli rządzący myślą o polskim narodzie, to co z mieszkającymi w Polsce obywatelami innych narodowości? Czy ich „narodowa” kwarantanna już nie dotyczy? Pointą były kpiny, że znowu Żydom w Polsce najlepiej.

Niestety naród polski nie przyjął surowo zapowiadanej Narodowej Kwarantanny z odpowiednią powagą. Wielu Polaków obiecywanym, restrykcyjnym prawem nie przejmuje się. I już zapowiada, że będzie go łamać. Taką postawę tłumaczy regularnym, jawnym łamaniem obowiązującego prawa i lekceważenia zasad przez oligarchów PiS.
Na dowód sypią przykładami. Ojciec Chrzestny Radia Maryja zorganizował wielki zjazd w Toruniu z udziałem najwyższej oligarchii narodowo- katolickiej prawicy. Wszyscy łamali tam prawo i anty kowidowe zasady. Jaśnie pan prezes Kaczyński stale żyje ponad wszelkim, obowiązującym u nas prawem. Pan wiece minister Janusz Kowalski ogłosił publicznie bojkot nakazanego przez rząd Narodowego Programu Szczepień. Inny wiceminister zdrowia reklamuje lek na zarazę niedopuszczony do leczenia przez jego szefa, ministra zdrowia.

Komentatorzy polityczni dziwią się dlaczego wielką Narodową Kwarantannę ogłosił pan minister zdrowia, a nie pan premier Morawiecki. I tłumaczą ten fakt potrzebą skuteczności rządowego przekazu. Naród przyjął do wiadomości ministerialną groźbę nowych restrykcji, choć je kontestuje. Gdyby padły one z ust pana premiera, to wiele osób uznałoby je za kolejne kłamstwa Morawieckiego. I wymazało ze swej pamięci.

Narodowi komentatorzy polityczni i obserwatorzy narodowego życia społecznego zauważają, że Polacy traktują władzę PiS jak ich przodkowie rządy administracji Hansa Franka w Generalnym Gubernatorstwie. Bo obecna władza coraz częściej postrzegana jest jako ciało obce, okupacyjne nawet.

Podczas okupacji Polacy czynili wszystko, aby obejść narzucone im przez okupantów prawo, oszukać antypolską administrację. Teraz jest podobnie.
Po zapowiedzi wprowadzania nowych restrykcji Narodowej Kwarantanny od razu zaczęli organizować się posiadacze kamperów i narodowych turystycznych przyczep. Zamierają spędzać narodowego Sylwestra, a potem ferie razem ze swymi rodzinami i narodowymi przyjaciółmi. Poza ośrodkami miejskimi. Będą żyć jak narodowi partyzanci, zapowiadają. Podobne plany mają posiadacze narodowych działek i domków letniskowych. Zapraszają licznych znajomych na działkowe Sylwestry. Liczą na ciepłą zimę w tym roku.
Przymusowo zurbanizowani Polacy szukają sposobów na przemieszczanie się w czasie obowiązującej w Sylwestra narodowej godziny policyjnej. Jedni zamierzają udawać narodowych katolików udających się na narodową noworoczną mszę do kościoła. Inni grupę zbolałych szukających narodowej dyżurnej apteki, lub wykonujących zleconą im narodową pracę.
Zatwardziali narciarze planują pobyty w zamaskowanych narodowych gospodarstwach agroturystycznych. Konspiracyjne wjazdy na stoki kuligami ciągniętymi przez narodowe skutery śnieżne. I potem zjazdy na nartach. Zjazdów narodowych narodowa władza jeszcze nie zakazała.

Może się też okazać, że narodowe turystyczne gminy, jak to niektóre tatrzańskie już zapowiadają, wypowiedzą posłuszeństwo anty narodowym władzom warszawskim. I uruchomią u siebie narodowe wyciągi, narodowe hotele i narodowe stoiska z narodową herbatą po góralsku. A na rogatkach postawią staż. Też narodową.

Teraz też, jak za okupacji, uciśniony naród nuci zakazane w TVPiS piosenki: ”Siekiera, motyka, w głosach manko, powtórzymy głosowanko, praworządność w proch i w pył, byle prezes w szczęściu żył”.

Już „Tysiące Polaków podpisały apel do władz TVP, aby z planowanych koncertów świątecznych wykluczyła artystów, którzy wsparli awanturnicze protesty, donosi „Gazeta Polska Codziennie”.
To odpowiedź na apel „grupy społeczników” z Centrum Życia i Rodziny w którym domagają się wycofania ze świątecznej ramówki emisji koncertów kolęd i pastorałek, które wykonują artyści popierający postulaty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Tak jest teraz. Wtedy Polacy o mentalności „społeczników” z Centrum Życia i Rodziny też pisali narodowe donosy. Zaczynające się od „Szanowny Panie Gistapo”.

GAD


KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
NARODOWO

W NARODOWYM szpitalu, z NARODOWEJ apteki,
NARODOWY pielęgniarz, NARODOWE ma leki.
W NARODOWYM lockdownie NARODOWA gehenna,
NARODOWA mitręga ,skisła, nudna i senna.
NARODOWO zamknięte NARODOWE markety,
NARODOWA policja bije NARÓD niestety.
NARODOWE podwyżki NARODOWY Sejm daje,
bo takie są ostatnio NARODOWE zwyczaje.
NARODOWE złodziejstwo, NARODOWE przekręty
NARODOWY bandyta ,co kreuje się świętym.
Czasem marsz NARODOWY ludzi z lekka przerazi
zgodnie z wolą i chęcią NARODOWYCH włodarzy.
W NARODOWEJ pandemii NARODOWA „prywatka”
NARODOWEGO skarbu – „nadzakonnika Tadka”.
NARODOWY poeta pozostaje na szańcu,
ale w coraz ciaśniejszym NARODOWYM kagańcu.
I tak sobie żyjemy bez perspektyw i celu,
w tym naszym ,zwariowanym, NARODOWYM BURDELU.

dr Ryszard Grosset

DRODZY CZYTELNICY!
Następne wydanie „Trybuny” ukaże się 23 grudnia z datą 23/27.12.20
Polecamy w nim:

  • „Jakiej Polski Chcemy” autorstwa Włodzimierza Czarzastego,
  • „Koniec Międzynarodówki Davos?”, Tadeusza Klementewicza,
  • „Trzecia plaga”, czyli wiwisekcja współczesnego terroryzmu napisana przez wybitnrgo znawcę,.
  • „Z Polski a jednak do domu”, reminiscencje powojenne z pogranicza „lasu” i NKWD w ujęciu Zygmunta Tasjera,
    oraz Sadurski, Bigos Tygodniowy i wszystko to, co najbardziej lubicie czyli wieści z frontu polsko-pisowskiego.
    Kolejne wydanie „Trybuny” ukaże się 28 grudnia z datą 28/29.12.20

Flaczki tygodnia

PiS ocalił węgierskich złodziei. Oligarchów Wiktora Orbana, którzy miękko w gaciach mieli, bo ukradli Węgrom pieniądze ze wspólnego budżetu Unii Europejskiej. Spryciarz z tego Orbana. Na Węgrzech ma swoich Szajerów, a w Polsce frajerów.

Warto przypomnieć, że węgierscy złodzieje, okradający nasz wspólny budżet Unii Europejskiej, kradną również nasze, polskie pieniądze. Dlatego oligarchowie PiS osłaniając bratnich złodziei działają też na szkodę Polek i Polaków.

„Flaczki” będą teraz cierpliwie obserwować wygibasy braci Karnowskich, Tomasza Sakiewicza, Jacka Kurskiego i innych propagandowych szczujów prześcigających się w opiewaniu „Wiktorii brukselskiej” pan premiera Morawieckiego. Ale aby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba też odnotować jedno zwycięstwo pana premiera. Przegrana Morawieckiego w Brukseli, to jednocześnie jego wygrana z panem ministrem Ziobro w krajowych partyjnych rozgrywkach.

O brukselskiej klęsce pana premiera otwarcie mówi pan minister Ziobro, lider Solidarnej Polski. Twierdzi, że wynegocjowane „konkluzje” do rozporządzenia Rady Europejskiej nie są dokumentem prawnym. Co oznacza, że oligarchia PiS nadal może być karana finansowo i politycznie za łamanie praworządności w Polsce przez praworządnych partnerów z naszej Unii Europejskiej. Zwrócił na to też uwagę Donald Tusk. Pierwszy raz od wielu lat pan minister Ziobro i Donald Tusk zgodzili się ze sobą.

Czas teraz zaprezentować istotę brukselskiego kompromisu. Nie było obiecywanych polskich i węgierskich wet do budżetu, bo w efekcie niemieckiej mediacji powstały „konkluzje” na które radośnie zgodzili się pan premier Morawiecki i Wiktor Orban. W konkluzjach nie znalazły się żadne poprawki do rozporządzenia o mechanizmie praworządności. Zaproponowano jedynie warunki pod jakimi będzie można go stosować. Po pierwsze Komisja Europejska będzie miała dwa lata na ewentualne wstrzymanie niekorzystnego dla państwa członkowskiego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Po drugie dodano zapis, że „Rada Europejska będzie dążyła do wypracowania wspólnego stanowiska”, kiedy ukarany kraj będzie chciał przedyskutować stawiany mu zarzut. Czyli wzmocniono prawo oskarżonego państwa do obrony. I wreszcie ustalono, że karanie za łamanie prawa będzie miało zastosowanie wyłącznie do nowego budżetu UE na lata 2021-2027 oraz do nowego funduszu odbudowy. To oznacza, że rozliczanie wcześniej otrzymanych z naszej Unii pieniędzy, nie będą mu podlegały.

Od samego początku, czyli od lipca 2020 roku, spór PiS z UE na temat mechanizmu praworządności miał dla oligarchii PiS jedynie wymiar symboliczny. Ale i tak nie udało im się zmienić w spornym rozporządzeniu ani przecinka. Pozostała tam kwestionowana przez nich ściśle określona definicja praworządności i jej przestrzegania. Niczego, poza propagsndową, nieskuteczną „walką o suwerenność”, politycy PiS nie zyskali.

Na polskich szantażach zyskali za to oligarchowie węgierscy. Od kilku lat toczący spór z UE o poważne zarzuty złodziejstwa podczas wydatkowania wspólnotowych funduszy. To węgierskim złodziejom groziło realne i natychmiastowe zastosowanie mechanizmu praworządności. Dlatego już sam zapis o możliwości zakwestionowania przed TSUE decyzji Komisji Europejskiej daje orbanowskim złodziejom dwa lata spokoju. Jest też wielkim zwycięstwem premiera Orbána, bo w 2022 roku będzie miał kampanię wyborczą i starał się o przedłużenie swej władzy.

Premier Orbán i jego sługa pan premier Morawiecki zapowiedzieli już, że zwrócą się do TSUE z zapytaniem negującym stosowania mechanizmu praworządności w sporach o wydawanie pieniędzy z naszego budżetu UE. Tak to Polska po raz kolejny staje się wasalem węgierskich złodziei.

„Panie Ministrze Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro! Dziękuję jako Polka i matka za obronę naszej Ojczyzny przed poniewierką, upokarzaniem i łajaniem przez Niemców, Holendrów, Francuzów i innych. Właśnie uroczyście oddaliśmy suwerenność pod rządy obcych państw – z uśmiechem, oprawą PR-ową i ku radości tych, którzy nigdy Polski nie mieli w sercu. Ale „Jeszcze Polska nie zginęła” dopóki są tacy jak Pan. Widzimy już, że „przemysł pogardy” Pana dopadł i poniewiera. Zapewniamy, że razem z Panem będziemy wiernie stać na straży niepodległości Polski i zniesiemy każde upokorzenie. Dla naszej Ojczyzny i przyszłości dzieci – warto”, pisze z Brukseli euro deputowana PiS pani Beata Kempa.

„Veto albo śmierć!”, wzywał pan minister Janusz Kowalski na Twitterze już w lipcu tego roku. A potem powtarzał to hasło wielokrotnie, ostatnio podczas konferencji prasowej w listopadzie. „Niemcy chcą skolonizować Polskę. Nie mam co do tego żadnej wątpliwości. W czasie pandemii Niemcy chcą złamać traktat i bezprawnie odebrać nam suwerenność” –tweetował 11 listopad wspierając swego wodza, pana ministra Ziobrę. Jeszcze 10 grudnia zdążył sflekować panią poseł PiS, która skrytykowała stanowisko pana ministra Ziobry dotyczący weta. „Może Jadwiga Emilewicz nie wie, co to są „konkluzje” Rady Europejskiej. To nie jest prawo – to wyłącznie stanowisko polityczne”, bił bez pardonu koalicyjną miękiszonkę.

Teraz wiemy, że weta nie będzie. Co teraz uczyni pan minister Janusz Kowalski? Wybierze honorowe rozwiązanie? Popełni samobójstwo jak przedwojenny oficer?
Nie oczekujcie tego od notorycznego kłamcy.

Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało. I znów Ziobrowcy, pomimo licznych upokorzeń, pozostali w koalicji rządzącej. Bóg, honor, kasa. Kasa przede wszystkim.

„Kto jest polskim Józefem Szajerem?”, pytanie zadane tu niedawno nie znalazło jeszcze odpowiedzi. Ale pewne znaki na prawicowym niebie sugerują, że taka odpowiedź padnie. Czeka tylko na odpowiedni moment w przyszłych sporach oligarchów PiS z buntownikami Solidarnej Polski.

Bigos tygodniowy

Część stacji telewizyjnych pokazała wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, jak z powagą, zza maseczki, opowiadał o najważniejszej decyzji Dudy w drugiej kadencji. Łamiącym głosem, nieomal ze łzami w oczach dziękował mu za otwarcie możliwości poszusowania na Podhalu, ale nie tylko. Dla przypomnienia Gowin, wicepremier z Krakowa, kilka dni wcześniej poinformował publikę, że stoki narciarskie będą zamknięte, ze względu na szalejącą pandemię. Jak się okazało tylko mu się tak wydawało, żartował. Z rozkoszną szczerością przyznał na oczach i uszach telewidzów, że zadzwonił do niego Duda i oświadczył stanowczo, że w żadnym razie nie zaakceptuje zamknięcia stoków. I proszę, stoki narciarskie będą otwarte mimo szalejącej pandemii. Byłoby śmiesznie, gdyby nie było strasznie.


Nie tylko Marszałek Czarzasty zauważył wiekopomną decyzję pierwszego narciarza RP. Odezwał się Terlecki Ryszard, kiedyś wolny człowiek z Krakowa, dzisiaj niefajny pisowski wicemarszałek Sejmu, choć trzeba przyznać, że czasami szczery. Nie ukrywał, że Duda jest „miłośnikiem narciarstwa, więc zrozumiałe, że jest zainteresowany tym, żeby wyciągi działały”. Lud walczy o przetrwanie, ciężko jest, ale zawsze dzięki Dudzie może sobie wyskoczyć rankiem na relaks w góry, a wieczorkiem ściągnąć do domu, bo w górach hotele, tak jak w całej Polsce, zamknięte.


Dzielna policja państwowa ścigając groźnych bandytów, w osobach między innymi studentów, uczestniczących w demonstracji Strajku Kobiet wdarła się na teren Politechniki Warszawskiej. Rektor uczelni prof. Krzysztof Zaremba zażądał pilnych wyjaśnień od Komendanta Stołecznego Policji nadinspektora Dobrodzieja Pawła, zwracając uwagę, że takich aktów naruszeń autonomii uczelni nie notowano od wielu lat. Ten aspirujący podobno do roli pierwszego policjanta RP funkcjonariusz wydał z siebie pismo, z którego treści wynika że:”Policjanci, którzy dostali się na teren Politechniki Warszawskiej opuścili go niezwłocznie po tym, gdy zostali poinformowani o fakcie przebywania w jej obrębie. Nie zmienia to faktu, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca”. No, cóż święta prawda panie Dobrodzieju, tylko dlaczego policjanci w ogóle wchodzili na teren uczelni, czyżby mieli braki w wyszkoleniu? A gdzie byli dowódcy tej udanej akcji, czyżby też mieli braki w wyszkoleniu? Bo przecież trudno uznać, za nieocenionym rzecznikiem KSP Marczakiem Sylwestrem, że to nieznajomość topografii spowodowała ten skandaliczny najazd na teren uczelni i pogwałcenie prawa.


Pandemia trwa, umierają pacjenci, ale umierają także medycy. W minionym tygodniu podano, że w czasie zarazy zmarło już 43 lekarzy, 32 pielęgniarki, 6 dentystów, 3 farmaceutów, 2 ratowników medycznych i 2 położne. Lista nieobecności budzi grozę, a uniki pisowskiej władzy nie chcącej płacić godziwie przedstawicielom służby zdrowia, walczącym o nasze zdrowia na pierwszej linii, oburzenie. Czy naprawdę państwa polskiego, które według rządzących jest potęgą gospodarczą, mogącą sobie poradzić choćby bez unijnych funduszy, nie stać na to, aby ludziom codziennie ryzykującym życie i zdrowie, po prostu uczciwe płacić?


Europa przygotowuje się do rozpoczęcia szczepienia na Covid -19. W tym tygodniu szczepienia zaczęli Brytyjczycy, w drugiej połowie grudnia szczepienia zaczynają Francuzi, Niemcy będą szczepić od połowy stycznia 2021 roku. A my? No cóż, najpierw z ust Mateo naród usłyszał, że 18 stycznia 2021r. zaczynamy Narodowy Program Szczepień (NPS), ale nie minął nawet tydzień i koncepcja się zmieniła, teraz szczepienia rozpoczniemy na przełomie stycznia i lutego 2021 roku. Trudno jakoś w to uwierzyć, tym bardziej gdy zerknie się na nielubianego sąsiada z zachodu. Niemcy już w październiku mieli precyzyjne plany odnośnie przeprowadzenia styczniowej akcji. My-dumni Polacy natomiast jesteśmy w przysłowiowym proszku, nie mamy tak naprawdę żadnego planu, bo i po co? Chłodziarki, w których ma być przechowywany preparat kupi się od handlarza bronią, tylko jak załatwić lekarzy i pielęgniarki w liczbie skromnie licząc kilkudziesięciu tysięcy osób gotowych wykonać NPS, gdy medycy urobieni są po pachy przy zarazie? E, tam, coś się wymyśli, jakoś to będzie, bo Polak potrafi.


W Toruniu odbyła się uroczystość z okazji 29.rocznicy powstania Radia Maryja. Jak wynika z relacji w telewizji Trwam, uroczystości były skromniejsze niż w latach minionych, nie odnotowano zbiorowych pląsów, choć liczba uczestników mszy była znaczna. Nie to jednak przyciągnęło uwagę obserwatorów. Okazuje się, że redemptoryści za nic mają obostrzenia epidemiologiczne, wprowadzone przez państwo, limity osób mogących przebywać w kościele, odległości pomiędzy uczestnikami ceremonii, maseczki. Po prostu w tym zgromadzeniu zakonnym przepisy ważne w czasach zarazy, nie przyjęły się. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w uroczystościach brał udział oberprokurator Ziobro, ale jak się zdaje nic nie widział. Nieoceniona Joanna Scheuring-Wielgus (Lewica) zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury, z żądaniem przeprowadzenia w tej sprawie dochodzenia. Ciekawe, czy prokurator poprowadzi sprawę i ciekawe jak ją skończy? Umorzeniem? I co na to toruński sanepid?


„Biskup Edward Janiak to współczesny męczennik mediów” miał powiedzieć Rydzyk w czasie mszy rocznicowej w Toruniu, o skompromitowanym tuszowaniem afery pedofilskiej hierarsze Kościoła Katolickiego. Dla przypomnienia w październiku 2020r. Watykan przyjął rezygnację Janiaka z urzędu biskupa kaliskiego i nakazał mu przebywanie poza diecezją. Sprawa zatem jest arcypoważna i z medialnym męczeństwem biskupa nie ma nic, ale to nic wspólnego, a wygłaszanie przez Rydzyka takich oświadczeń oburza i obraża ofiary pedofili w sutannach.


Dzisiaj ważny dzień w Brukseli, nasz Mateo z wiernym przyjacielem Viktorem O. stanie naprzeciw szefów 25 państw Unii Europejskiej i będzie się bić o budżet na lata 2021-2027 i Fundusz Odbudowy. Nie jest wykluczone, że cwany Viktor w ostatniej chwili pryśnie na z góry upatrzone pozycje, zostawiając naszego Mateo na placu boju. Wiadomo Polak lubi się bić, choć nie zawsze wiadomo o co. Unia wydaje się być zirytowana postawą Polski i Węgier, blokujących powiązanie wypłat z nowego budżetu i Funduszu Odbudowy z praworządnością. Jak wieść niesie, przygotowywane są awaryjne rozwiązania, które mogą doprowadzić do powstania Funduszu Odbudowy dla 25 krajów, z pominięciem Polski i przyjęcia prowizorium budżetowego, oznaczającego znacznie mniejsze wypłat na naszą rzecz. To naprawdę to nie są żarty, już za chwilę wszyscy możemy stracić kupę kasy, jakże potrzebnej w tej covidowej rzeczywistości choćby przedsiębiorcom czy służbie zdrowia. Czy naprawdę nas stać na taką pokazówkę na unijnym forum? I kto odpowie za tę piękną katastrofę, jeżeli faktycznie Mateo krzyknie veto?

Krótkie kłamstwa długo się prostują

Dlaczego prominenci PiS straszą swoich wyborców tym paskudnym życiem i zgnilizną moralną panującą w Unii Europejskiej, a jednocześnie swoje dzieci wysyłają tam do pracy i na studia wyższe? I nie posyłają ich do „bratniego” orbanowskiego Budapesztu, tylko do tej „lewackiej” Brukseli.

Świat prezentowany w PiSowskiej TVP przypomina przekazy radzieckiej telewizji w schyłkowych latach rządów genseka Leonida Ilicza Breżniewa. Wtedy tam też prezentowani byli wyłącznie My i Oni. Wtedy też ludzie radzieccy codziennie oglądali świat podzielony. Na dobrych nas i nich, tych złych.
Szczuje z korzeniami
Kiedy w ZSRR odbywała się kolejna udana „żatwa”, to u nich szalały tajfuny i huragany. W Kraju Rad ogłaszano kolejny udany start kosmicznej rakiety, a u nich narkomani masowo umierali na ulicach. W Moskwie celebrowano kolejne święta bratnich narodów, a u nich Murzynów bili. ZSRR walczył o pokój, a oni podgrzewali do kolejnej wojny. Kiedy tam rozwijała się zdrowa radziecka kultura, narodowa w formie, komunistyczna w treści, to u nich szalała moralna degeneracja. Porno i seks. Seks i porno. Szczególnie ten seks budził zgorszenie radzieckich komunistów, i pewnie dlatego „sieksa” w Sowieckim Sojuzie oficjalnie nie było.
Dzisiaj podobnie widzowie „Wiadomości” codziennie dowiadują się, że Zachód, czyli ta Unia Europejska, gnije i zupełnie nie radzi sobie. Ostatnio nie radzi sobie z pandemią. Totalny tam chaos panuje i brak kompetencji. Na przykład w takiej Austrii jednego dnia zmarło aż sto osób!
Co prawda tego samego dnia w Polsce zmarło ponad sześćset osób, ale polscy zmarli traktowani są przez szczujów z TVP info jak seks w ZSRR. O nich nie mówi się.
Mówi się za to stale w TVP info, że wszyscy naokoło zazdroszczą Nam. Cały świat zazdrości Polsce jej sukcesów osiągniętych przez rząd pod przewodem pana prezesa Kaczyńskiego. Wspaniałych sukcesów gospodarczych, ale przede wszystkim tego zdrowego moralnie narodu. Wolnego od zachodnich, europejskich dewiacji. Powszechnych tam targów dziećmi, neomarksizmu, islamskiego terroryzmu, i homoseksualistów masowo spacerujących tam z obnażonymi siusiakami.
Widok homoseksualnego siusiaka zamieszczonego w Internecie tak wstrząsnął panem ministrem Czarnkiem, że postanowił pozbawić praw ludzkich wszystkich homoseksualistów. Na razie uczyni to w Polsce.
Te historyczne sukcesy prominentów PiS wzbudzają tak wielką zazdrość wszystkich innych narodów. że powodowani chorobliwą zawiścią chcą Polsce znów zaszkodzić. Znowu rzucić ją na kolana. Zdradzić ją. Znowu wraży Niemcy chcą „skolonizować” Polskę, przed czym przestrzegał w TVO ino pan minister, prokurator generalny Zbigniew Ziobro.
Kłamstwa na szaniec
Rząd pana wicepremiera Kaczyńskiego wielokrotnie chwalił się, że tak wspaniałych osiągnięć gospodarczych jakie ma Polska, inne państwa, zwłaszcza te Unii Europejskiej, mogą nam jedynie pozazdrościć. Zwłaszcza wysokiego PKB i niskiego bezrobocia.
Niestety nowe polskie przodownictwo w Unii Europejskiej chlubą już nie jest. Szczególnie z perspektywy polskiej Grażynki i wąsatego Janusza.
Oto europejski urząd statystyczny dane dotyczące inflacji. Okazuje się, po raz kolejny niestety, że ceny dóbr i usług konsumpcyjnych w Polsce rosną najszybciej w Unii Europejskiej. Co gorsza, w październiku różnica względem innych krajów jeszcze powiększyła się. Ceny w Polsce wzrosły średnio o 3,8 procent. Drugie w rankingu są Węgry i odnotowują inflację na poziomie 3 procent, potem Czechy 2,9 procent.
Jeśli porównamy nasze statystyki ze średnią unijną, okaże się, że ceny w Polsce rosną prawie 13-krotnie szybciej. W całej Unii Europejskiej statystyczna inflacja jest na poziomie zaledwie 0,3 procent. Są tam też takie kraje jak Chorwacja, Francja czy Finlandia, gdzie ceny są na tym samym poziomie, co przed rokiem. W Grecji ceny są niższe średnio o 2 proc. Na Cyprze, w Estonii i Irlandii spadki przekraczają 1 proc. Oprócz nich jeszcze osiem innych krajów ma inflację na minusie. W tym nasi zachodni sąsiedzi z Niemiec.
Wysoka inflacja korzystna jest dla rządzących realizujących swą politykę rozdawania obietnic i pieniędzy dzięki zwiększaniu przyszłych deficytów budżetowego. Korumpujących swych wyborców wypłatami świadczeń społecznych. To zresztą ich chwilowa korzyść. Bo z miesiąca na miesiąc realna wartość programów typu 500+ maleje. Dziś za wczorajsze 500+ kupimy znacznie mniej.
Rosnącą inflację i deficyt budżetowy można by jeszcze zaakceptować, gdyby rządząca Polską oligarchia PiS przeprowadzała wielkie projekty industrialne i gospodarcze. Dążące do modernizacji polskiej gospodarki i państwa. Gdyby w naszym kraju zaczęto produkować milion samochodów elektrycznych, które obiecywał pan premier Morawiecki. Gdyby w stoczni szczecińskiej zbudowano obiecane przez oligarchię PiS promy. Gdybyśmy ujrzeli na polskich torach obiecane nam polskie szybkie pociągi, te hołubione „luxtorpdy”.
Zamiast nich widzimy rosnącą oligarchię PiS pasożytującą na wspólnym i deficytowym budżecie. Mnożących się wysoko opłacanych prezesów zarządzających łąkami i wyciętymi lasami pod bizantyjskie projekty Centralnego Portu Komunikacyjnego, Przekopu Mierzei Wiślanej i innych obiecanych i niezrealizowanych wielkich budów kaczyzmu.
Teraz oligarchowie PiS chcą zamienić Polskę w swój nacjonalistyczno- katolicki rezerwat w Unii Europejskiej. Autonomiczny wobec podpisanych kiedyś traktatów. Aby zdążyć jeszcze wydoić Unię z funduszy pomocowych, a potem obrazić się na wspólnotę i „honorowo” opuścić ją.
Bo oligarchowie PiS traktują Unię Europejską jak bankomat. A polskie uczestnictwo w niej jak cudownie otrzymaną kartę podarunkową z określonym limitem kwoty do pobrania. Chcą być w Unii aż do wyczerpania się tego limitu.
W ciągu pięcioletnich swych rządów elity PiS nie stworzyły obiecywanej „suwerenności gospodarczej” Polski. Nie zbudowały obiecywanej innowacyjnej gospodarki, która miała wyprowadzić nasz kraj z „pułapki średniego rozwoju”.
Polska nie została regionalnym liderem Trójmorza, ani Europy Środkowo Wschodniej.
Dziś pan wicepremier Kaczyński grożący „atomowym” wetem w Unii Europejskiej przypomina przywódcę Korei Północnej straszącego sąsiadów użyciem bomby atomowej. Tyle, że koreański przywódca ma broń atomową, a polski pan prezes jedynie obelgi.
Przez pięć lat rządów PiS okłamywało swych wyborców. Dzięki skutecznym kłamstwom zbudowano w Polsce oligarchię na wzór ukraiński, policję białorusko podobną i telewizję państwową jak za Breżniewa.
Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało?

Joe Biden. Nareszcie!

To była naprawdę sympatyczna chwila, kiedy ogłoszono, że Joe Biden został 46 prezydentem Stanów Zjednoczonych. Byłem w gronie obywateli Europy i Polski, którzy odetchnęli w tym momencie z ulgą. Zwyciężyła bowiem demokracja, prawda i rzetelność, przegrały krętactwa, fobie i miłość własna. Jako człowiek, Polak i europarlamentarzysta – członek Delegacji UE-USA Parlamentu Europejskiego wyrażam zadowolenie z wygranej Joe Bidena i z przegranej Donalda Trumpa. Jego prezydentura, to był zły czas dla Europy.

Jak natomiast na stosunki USA z Unią Europejską wpłynie wybór Joe Bidena? Oczekiwania są bardzo duże i przepełnione optymizmem. Podobnie, jak nadzieja na korektę wektorów w stosunkach polsko-amerykańskich. Mówiąc obrazowo – w nawiązaniu do słynnego zdjęcia z Gabinetu Owalnego, żeby na powrót były to stosunki partnerskie, a nie w pół przyklęku.
„Będę prezydentem, który nie chce dzielić, ale chce łączyć” – powiedział Joe Biden. W Brukseli panuje wiara, że teraz może być już tylko lepiej.
Paradoksalnie jednak ta dobra wiadomość dla europejskiej wspólnoty, może oznaczać kłopoty dla nas, gdyż jak wiadomo rząd PiS całą swoją politykę zagraniczną budował na bardzo ścisłym sojuszu z USA, dość gorliwie pomagając niechętnemu Unii Europejskiej Trumpowi w jej osłabianiu. Teraz, kiedy protektor schodzi ze sceny, rząd PiS zostaje sam wobec problemów, które stworzył i z marną opinią. Jest ich niemało, ale najważniejszym i najbardziej groźnym dla nas jest ciągnąca się wiele miesięcy kwestia praworządności. Tzw. reforma sądownictwa przeprowadzona brutalnie i bezkompromisowo przez Zbigniewa Ziobrę, sprawiła, że trójpodział władzy będący podstawą każdego demokratycznego państwa prawa w Polsce praktycznie nie istnieje. Tak na marginesie, zauważył to niedawno także Joe Biden zaliczając Polskę do reżimów totalitarnych. Miał chyba skalę porównawczą, gdy porównał to, co dzieje się obecnie z naszym systemem praworządności z tym, co widział na własne oczy będąc w Warszawie jako wiceprezydent USA podczas kadencji Baracka Obamy, gdy byliśmy pod każdym względem przodującym krajem UE.
Operacyjna metoda wprowadzania nowych praw polegała na tym, żeby nie mając większości uprawniającej do zmiany Konstytucji, zmienić ją przy pomocy zwykłych ustaw. PiS twierdzi więc, że działa legalnie, bo na podstawie ustaw, choć tak naprawdę zmienił nielegalnie Konstytucję i to w kierunku sprzecznym z zasadami, na których zbudowana jest Unia. Polsce dzielnie towarzyszą Węgry, gdzie też panuje zasada, iż dobre prawo to takie, które daje pełnię władzy partii rządzącej. Oba kraje, działając wspólnie i w porozumieniu, wykorzystując traktatową zasadę, iż najważniejsze decyzje wymagają jednomyślności, skutecznie szachowały całą wspólnotę, czerpiąc pełnymi garściami korzyści z niej płynące i jednocześnie postępując na co dzień wbrew jej zasadom.
Wspólnota, przede wszystkim pod wpływem własnych społeczeństw, musiała więc zareagować, tym bardziej, że przekonanie, iż wypłata funduszy unijnych powinna być powiązana z przestrzeganiem prawa w poszczególnych krajach, jest w Europie powszechne. 70 proc. Europejczyków chce żyć w coraz bardziej zintegrowanej Unii Europejskiej i równie zdecydowana większość uważa, że Unia nie jest po prostu bankomatem, że jest również wspólnotą wartości.
Po kilku latach dobiegają końca dyskusje nad tym, jak rozumieć praworządność, by była ona pojęciem wspólnym dla wszystkich, wedle jakich, jednakowych dla wszystkich kryteriów ją oceniać, w jaki sposób ją egzekwować? Równie istotnym problemem był proces podejmowania decyzji. Uznano, że dbałość o demokratyczny ustrój Unii, prawa człowieka i wszystkie inne zasady, na których zbudowane są państwa prawa, to nie jest zmiana traktatów unijnych, ani żadna inna zmiana fundamentalnych reguł, którymi kieruje się Unia, a ich obrona. Zatem nie wymaga jednomyślności, a decyzje mogą być podejmowane kwalifikowaną większością głosów na Radzie Unii Europejskiej. Jeśli więc np. premier Morawiecki obroni w tym gronie swoje racje i uzyska uznanie dla „nowatorskich” rozwiązań reformy sądownictwa, to żadne sankcje wobec Polski, jako kraju nieprzestrzegającego unijnych zasad praworządności, stosowane nie będą.
Wielką, powiedziałbym wręcz decydującą rolę w tych rozmowach odegrał Parlament Europejski. Zdecydowana, podkreślam zdecydowana większość europarlamentarzystów domagała się, żeby zasada „pieniądze za praworządność” stała się rzeczywistym, stałym, skutecznym i jednakowo obowiązującym wszystkich elementem prawa europejskiego. Jest to już w zasadzie przesądzone. W negocjacjach między PE i niemiecką prezydencją – bo na nią przypadło finalizowanie tych rozmów – osiągnięto porozumienie. Muszą je jeszcze zatwierdzić Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej, ale już wiadomo, że Polska nie będzie w stanie sama zablokować tych zmian. Nawet do spółki z Węgrami. Zasada jednomyślności, o której jeszcze w lecie z taką pewnością siebie zapewniał szef Rady Ministrów, nie będzie obowiązywała. Postaraliśmy się jednak, żeby przy okazji działała jeszcze jedna zasada: za to, że rząd danego państwa nie chce przestrzegać ogólnounijnych praw nie mogą ponosić konsekwencji obywatele tych państw. Dlatego, jeśli wobec kogoś wypłaty unijne zostaną zawieszone, to i tak dane państwo będzie zobowiązane pokryć zaplanowane wydatki z własnych budżetów. Ponadto Unia nie będzie wstrzymywała pieniędzy przeznaczonych na działalność samorządów czy organizacji pozarządowych.
Oczywiście to rozstrzygnięcie bardzo nie podoba się władzom PiS: „Nie damy się terroryzować pieniędzmi, będzie weto” powiedział szef tej partii w wywiadzie prasowym. (13.X.20). Wobec tak jednoznacznej deklaracji politycznej premier nie może powiedzieć nic innego: – Na pewno skorzystamy z prawa do sprzeciwu, jeśli nie dojdziemy do porozumienia ws. „tzw. praworządności”; nie ma możliwości, aby „tylnymi drzwiami”, przez mechanizm warunkowości, KE, czy inne instytucje Unii, mogły dokonywać samodzielnej oceny (…) i na podstawie niejasnych kryteriów dokonywać np. wstrzymywania płatności z funduszy…
Z każdym wypowiedzianym przez niego słowem można dyskutować, żeby nie powiedzieć ostrzej. „Tzw. praworządność”, „wprowadzanie tylnymi drzwiami”, „samodzielne oceny na podstawie niejasnych kryteriów”… Przypominam, że „reformę” wymiaru sprawiedliwości dokonaną przez PiS oceniali najwybitniejsi prawnicy (Komisja Wenecka), swą opinię wydały liczne uniwersytety, łącznie z wydziałami prawa najbardziej renomowanych uczelni polskich i zagranicznych, najwyżsi rangą urzędnicy unijnych instytucji, wielokrotnie analizował ją i oceniał PE… Wszyscy się mylą?! Nikt nie ma racji, tylko pan premier z panem wicepremierem?
Co jeszcze mogą zrobić? Rzeczywiście mogą oprotestować projekt unijnego budżetu, który w tych tygodniach będzie zatwierdzany. Przypomnę, że jest to 1 bilion 800 miliardów euro. W tym 750 miliardów tzw. Funduszu Odbudowy przeznaczonego na likwidację skutków pandemii COVID-19. Wszystkie zapowiedzi rządowe o planach radzenia sobie z kryzysem, planach odbudowy, ratowania poszczególnych branż, o nowych inwestycjach, zmianach w energetyce, wszelkich dopłatach, dosłownie wszystko jest związane z tymi pieniędzmi. Jeśli PiS z nich zrezygnuje tylko dlatego, żeby ich nielegalna Izba Dyscyplinarna SN mogła karać „nieprawomyślnych sędziów”, to tych pieniędzy Polska nie dostanie.
Co będzie, gdy Polacy dowiedzą się, jakiej ofiary na rzecz swoich fantasmagorii wymaga od nich Prawo i Sprawiedliwość? A przecież sama Unia też nie jest bezbronna wobec takiej groźby. Można przecież stworzyć fundusz odbudowy bez Polski czy Węgier, na podstawie zwykłej umowy międzyrządowej. Wtedy pozostali będą korzystać, tylko Polska i Węgry nie. Co więcej – można stworzyć nową Unię, z pominięciem Polski i Węgier, Unię w pełni zintegrowaną. Ten pomysł już się zresztą pojawił w europejskich dyskusjach. Mało tego – taki plan zaprezentowano już w marcu 2017 roku, a znaleźć go można w tzw. Deklaracji Rzymskiej przyjętej z okazji 60-lecia powstania UE. Czytamy tam m.in:
„Uczynimy Unię Europejską silniejszą i odporniejszą dzięki jeszcze większej jedności i solidarności między nami oraz poszanowaniu wspólnych zasad. Jedność jest zarówno koniecznością, jaki naszym wolnym wyborem…
Pod słowami o „jeszcze większej jedności”, „solidarności”, poszanowaniu wspólnych zasad” i o tym, że „jedność jest zarówno koniecznością jak również naszym wolnym wyborem” znajduje się podpis pani premier polskiego rządu Beaty Szydło… Czyżby był już nieważny?
Rząd PiS ma więc nad czym myśleć. Tym bardziej, że od kilku dni nie może przecież liczyć na wsparcie zdeklarowanego przeciwnika Unii, Donalda Trumpa. W wyniku usilnych pięcioletnich starań został sam z Victorem Orbanem. Dlatego, mimo buńczucznych pohukiwań nie sądzę, żeby PiS zdecydował się na podważenie budżetu UE na lata 2021-2027, łącznie z wielosetmiliardowym Funduszem Odbudowy. Pozbawiony wsparcia zza oceanu ma tylko jeden problem – jak swoją klęskę, którą widać już na horyzoncie, przełknąć i to jeszcze z uśmiechem na ustach.

Modlitwy o deszcz

Nieszczęścia chodzą parami. Mamy ponowny wybuch pandemii i zarażony niemocą rząd. I jeszcze rewolucję godnościową młodego pokolenia Polaków, które odmawia legitymacji władzy elitom PiS.

Dziś nietrudno krytykować ten rząd i związane z nim elity. Każdy już widzi, że premier i jego ministrowie nie przygotowali planów na powrót pandemii. Przeciwnie, przez ostatnie pół roku okłamywali obywateli, usypiali ich w błogim poczuciu kolejnego, polskiego sukcesu. Od społeczeństwa oczekiwali jedynie poklasku za to, że u nas lepiej jest niż tej „lewicowo, liberalnej Europie”. Teraz przestraszone elity PiS proponują nam pośpieszną, iście wojenną mobilizację i ponad partyjną zgodę narodową. Zgodę in blanco, bo rząd nadal nie przedstawił kompleksowego, strategicznego planu reakcji na pandemię. Za to co kilka dni słyszymy z ust pana premiera Morawieckiego obietnice, że niebawem „postaramy się zaproponować rozwiązania”. Co jedynie dowodzi, że rząd dalej ich nie ma, reaguje reaktywnie i chaotycznie.
A kiedy już proponuje nam te ”rozwiązania” to każe czekać na ich podstawy prawne, na stosowne rozporządzenia. Co dowodzi, że ten rząd nie ma fachowego, sprawnego zaplecza eksperckiego. Nie ma wystarczającej grupy kompetentnych i sprawnych ekspertów, bo ten rząd i elit PiS nie konsultują się, nie rozmawiają z poszkodowanymi przez pandemię. Ani nawet z potencjalnymi sojusznikami w walce z nią.
Nie rozmawiają z lekarzami, tylko straszą ich kontrolerami wojskowych grup operacyjnych. Patrolami zmobilizowanych „terytorialsów”, którzy będą przetrząsać szpitale w poszukiwaniu zajętych, choć nadal istniejących jako wolne w administracyjnych wykazach, łóżek szpitalnych. Nie rozmawiają z nauczycielami, którzy nie zostali przygotowani w czasie ostatnich wakacji na kolejne nauczanie zdalne. Nie rozmawiają z przedsiębiorcami, tylko obwieszcza im kolejne ograniczenia działalności produkcyjnej. I na osłodę obiecuje kolejne „tarcze antykryzysowe”. Nie rozmawiają z pracownikami, bo elity PiS brzydzą się ideowo wszelkimi związkami zawodowymi, bo to przecież jedynie „przejawy lewactwa”. Zaś mieniący się związkiem zawodowymi NSZZ ”Solidarność”, kierowany przez Piotra Dudę, polityka o mentalności kościołkowego ministranta, skupia się głownie na obronie zakazu handlu w niedzielę.
W czasie swych pięcioletnich rządów elity PiS nigdy nie konsultowały swych planów z obywatelami. Zawsze obwieszczały nam kolejne „Dobre zmiany” i oczekiwały jedynie należnego poklasku. Tak było kiedy ogłaszali program 500+, likwidację niezależnych sądów, przekop Mierzei Wiślanej, wojnę kulturową z LGBT, czy kolejny zakaz aborcji. Teraz, pod wpływem narastającej pandemii, poklasku nie oczekują. Chcą jedynie „zrozumienia” dla swych działań. Redukcji licznych protestów społecznych do sfery Internetu.
Klucz w kodeksie
Od dwóch tygodni nieprzerwanie na ulicach polskich miast protestują polskie kobiety przeciwko odebraniu im podstawowych praw ludzkich. W odpowiedzi na te protesty jaśniepan prezes, wicepremier Kaczyński wezwał partyjne i nacjonalistyczne bojówki do obrony kościołów przed protestującymi kobietami. Uznał, że budynki kościelne są uosobieniem zagrożonego „likwidacją narodu polskiego”.
Wizja takiej obrony narodu polskiego przed Polkami jest tak paranoiczna, że nadaje się jedynie do programu kabaretowego. Ale dowodzi ona stanu dekadencji umysłowej i rozkładu politycznego elit PiS. Rozłamu politycznego wśród rządzących. To z szeregów tych elit słyszymy wezwanie pana premiera Morawieckiego do samoograniczenia protestów. I z tych samych szeregów słyszymy groźby pana ministra edukacji Przemysława Czarnka, który chce wyrzucać ze szkół i uczelni wyższych wszystkich przeciwnych obierania im praw ludzkich. To ze związanych z elitami PiS mediów, zwłaszcza TVP i Polskiego Radia, codziennie słyszymy plugastwa i opluwanie protestujących kobiet. Oraz zachęty kierowane do władz, by użyły rozwiązań siłowych. Obserwujemy tam codzienne fale kłamstw.
Pamiętacie jak 20 października paski TVP Info zaroiły się od oskarżeń pod adresem opozycji, która nie chcąc bez poprawek i dyskusji głosować nad nowelizacją ustawy covidowej miała „narażać zdrowie Polaków”? Bo głosując w Sejmie doprowadziła do odroczenia o jeden dzień zaplanowanych obrad. Ten jeden dzień miał być kolosalną różnicą między życiem a śmiercią. Skutecznością i sprawczością państwa, a „obstrukcją” podłej opozycji. „Jeśli nie możesz pomóc, to chociaż nie przeszkadzaj. Politykierstwo wygrało dziś ze zdrowiem”, grzmiał wtedy minister zdrowia, Adam Niedzielski.
Minęły równo dwa tygodnie i nagle rząd uznał, że nie ma się co spieszyć. A kierownictwo PiS przełożył obrady Sejmu dopiero na 18-19 listopada. Zamknęli parlament, najwyższą władzę w państwie, czyli zamknęli sobie możliwości działania. Tylko dlatego, aby zamknąć możliwość działania opozycji parlamentarnej. Teraz ten pełen niemocy rząd prosi demonstrujące kobiety aby same zamknęły się w domach. Taki apel miałby odrobinę sensu, gdyby na czele rządu stał powszechnie szanowany polityk, a nie osoba uważana za notorycznego kłamcę. Gdyby jakieś polityczne rozwiązanie zaproponował niedawny „Naczelnik Państwa”, pan prezes Kaczyński. Ten jednak po swym paranoicznym wezwaniu prawicowych bojówek na pomoc upadającej władzy, zaszył się teraz tchórzliwe w swym politycznym bunkrze.
A przecież można by ostudzić nastoje protestujących Polek. Zamiast oszukańczych, martwych już w chwili poczęcia, inicjatyw podobnych do propozycji pana prezydenta Duda, można by, ba dobry początek, usunąć z kodeksu karnego karalność aborcji. Niech będzie nadal formalnie zakazana, skoro nadal rządząca większość parlamentarna jest za zakazem aborcji. Ale niechaj przestanie być czynem karalnym. Skoro takiego karania nie chce większość ankietowanych i protestujących.
Taka inicjatywa polityczna mogłaby ostudzić zradykalizowane nastroje Polek. I wielu Polaków też.
Bez wątpienia studzeniu społecznych nastojów sprzyjałyby niezbędne zmiany w TVP i Polskim Radio. Nie można przecież ustami pana premiera wzywać do samo ograniczania się rewolucji godnościowej dokonywanej w młodej generacji Polek i Polaków i jednocześnie szczekaczkami rządowej telewizji codziennie plugawić godność Polek i Polaków. Skoro rząd chce naprawdę stworzyć warunki do politycznego rozwiązania konfliktu społecznego, dotworzenia minimum ładu społecznego, to musi usunąć tych, którzy ów ład naruszają. Konflikty społeczne stale podgrzewają.
Jeśli ten rząd i elit PiS chcą spokoju społecznego, to muszą zaprezentować program walki z pandemią i propozycje wychodzenia z kryzysu gospodarczego. Zaproponować nowe priorytety rozwojowe. Przestać opowiadać banialuki o prestiżowych, niezwykle kosztownych zbrojeniach, bo dzisiaj to zaraza zabija tysiące Polaków, a nie wykreowana przez media PiS wojna z Rosją. Warto też zrezygnować z faraonowych projektów, jak przekop Mierzei Wiślanej, zweryfikować plany budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Rządzące elity PiS, a także opozycja parlamentarna, powinny wreszcie uświadomić sobie, że po ustąpieniu zarazy nie będzie powrotu do poprzedniej rzeczywistości. Nie może być, żeby „było tak jak było”, o czym marzy wielu wyborców Platformy Obywatelskiej. Nie będzie też powrotu do „Dobrej Zmiany”, do IV Rzeczpospolitej wymarzonej przez elit PiS.
A przyszłą Polskę będą tworzyć protestujący teraz na ulicach i ich rówieśnicy zbierający się pod hasłami „Ja nie strajkuję”. Tymczasem rząd myśli magicznie, marzy aby w przyszłości było tak jak przed zarazą. I pewnie teraz modli się o obfite opady listopadowego deszczu. Aby spadające z niebios zimno skłoniło Polki do pozostania w domach. Aby wszystko jakoś samo się rozwiązało.

Bigos tygodniowy

Najczarniejsze koszmary stają się rzeczywistością. Pandemia coraz bardziej, lawinowo się rozpędza, a władza PiS zdecydowała się na arcybarbarzyńskie posunięcie w stosunku do kobiet i ich praw. Piekło kobiet rozpęta się teraz z siłą, jakiej do tej pory nie znaliśmy. Podstępnie scedowano brudną robotę z Sejmu na atrapę tzw. Trybunału Konstytucyjnego. Obowiązująca w Polsce od 27 lat najbardziej drakońska ustawa antyaborcyjna w Europie zostanie zmieniona tak, że będzie to oznaczało praktycznie całkowity zakaz aborcji. Nie ma odpowiednich słów by adekwatnie nazwać to horrendum, tę hańbę, która dokonała się 22 października 2020 roku. Polska stała się tego dnia najbardziej opresyjnym i ponurym miejscem w Europie, europejskim Salwadorem. To co się stało, jest tak straszne i tak brzemienne w skutki, że powinno być właściwie jedynym tematem bigosu. Nie chce się wierzyć, że coś takiego mogło się stać w kraju członkowskim Unii Europejskiej. Nie ma też złudzeń, że na tym się skończy. Tylko czekać jak po zniesieniu legalności przesłanki embriopatologicznej, zniesiona zostanie także legalność dwóch pozostałych przesłanek uprawniających do przerwania ciąży – zagrożenia zdrowia i życia kobiety oraz przestępczego źródła ciąży. Tuż po ogłoszeniu wyroku przez tzw. Trybunał Konstytucyjny, w wielu polskich miastach, odbyły się protesty. W Warszawie, nieopodal domu Kaczyńskiego, doszło do starć z policją, która potraktowała demonstrantów gazem i zatrzymała kilkanaście osób. Więcej, protesty nie ustały w kolejnych dniach pomimo ograniczeń epidemicznych i trwają już blisko tydzień. Biorą w nich udział przede wszystkim bardzo młodzi ludzie, ich skala jest zapewne większa niż pamiętny, masowy Czarny Protest z października 2016 roku.

*****

A teraz kilka słów refleksji „na chłodno”, choć tak naprawdę nie sposób w tej kwestii zachować chłodnego dystansu. Układ sił politycznych w Polsce od wielu lat nie pozwalał nawet marzyć o szansach na liberalizację prawa aborcyjnego, ale z drugiej strony wydawało się, że nie ma także klimatu sprzyjającego co pewien czas podejmowanym przez fundamentalistów próbom jego zaostrzenia. Te próby, włącznie z projektem Godek i projektem Ordo Iuris jesienią 2016 roku nie powiodły się także wskutek postawy Kaczyńskiego. Wydawało się więc, że obecnie obowiązująca, ale pozostawiająca kilka wyjątków od zakazu aborcji restrykcyjna ustawa trwać będzie jeszcze długo. Co więc spowodowało ten nagły i mimo wszystko jednak zaskakujący ruch? Pojawił się argument, że chodziło o przykrycie nieudolności władzy w walce z pandemią, nadchodzącego wielkimi krokami kryzysu gospodarczego, bo to o czym donoszą media już jawi się jako katastrofa, apokalipsa. Zgodnie z innymi argumentami, Kaczyński zdecydował się na ten ruch, by zneutralizować nacierających od prawej strony fundamentalistów z Konfederacji i „Solidarnej Polski” Ziobry. Być może jest tu coś na rzeczy, ale nie zmienia to faktu, że podstawową przyczyną tego, co się stało jest fakt, że PiS to formacja fundamentalistyczno-autorytarna, której celem jest podporządkowanie sobie wszystkich sfer życia. Czyli, nie chodzi tylko o taktykę, ale że oni – PIS-owcy mają po prostu taki pogląd na świat.

*****

Dziwisz, niegdysiejszy kapciowy Wojtyły w randze kardynała okazał swoją nicość. Indagowany o sprawę pedofilii wśród podległych sobie księży, na oczach widzów jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych wił się i kluczył, „szedł w zaparte”, po prostu „nie widział, nie słyszał, nie mówił”. Wypierał się w żywe oczy wszelkiej wiedzy i wszelkiej odpowiedzialności za czyny kapłanów, latami krzywdzących małoletnich, pomimo że przedstawiono świadectwa, że wiedzę taką miał, tylko nic, ale to nic z nią nie zrobił. Osobnik, który nie ma kwalifikacji nawet na wiejskiego proboszcza, nie był w stanie okazać nawet cienia empatii ofiarom pedofilii. A tak w ogóle ciekawe, jak i kiedy Kościół Katolicki w Polsce zamierza rozwiązać nabrzmiewający problem coraz większej liczby osób, pokrzywdzonych przez jego funkcjonariuszy, którzy zebrali się na odwagę i niejednokrotnie publicznie opowiadają o swojej traumie? Na razie oprócz okrągłych słów KK konkretnych rozwiązań nie proponuje.

*****

Mimo poparcia ponad tysiąca organizacji pozarządowych i szacownych instytucji, 201 posłanek i posłów, pisowska większość odrzuciła kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Przebieg posiedzenia Sejmu, a zwłaszcza stanowisko PiS, wyrażone właściwie jednym zdaniem przez Kanthaka Jana nie pozostawia wątpliwości, że rządzący najchętniej zlikwidowaliby RPO, ale skoro konstytucja nie daje takiej możliwości, wepchną na to stanowisko swojego funkcjonariusza o poglądach skrajnie fundamentalistycznych w rodzaju Czarnka czy Pawlaka, pseudorzecznika praw dziecka. Bigos tygodniowy stawia na niejakiego nomen omen Warchoła, obecnego sekretarza stanu w resorcie kierowanym przez Ziobro, piastującego dodatkowo funkcję rzecznika rządu do spraw praw człowieka albo kogoś bardzo, bardzo podobnego. Z tym, że jeszcze rządzący muszą się zastanowić co z senatem zrobić, bo niestety ten ma coś do powiedzenia w sprawie wyboru RPO. Najbardziej cieszy, że Zuzanna Rudzińska – Bluszcz nie wymięka i już zapowiada, że będzie ponownie kandydować. Bigos tygodniowy oczekuje zatem z niecierpliwością, kiedy prawica wystawi swojego kandydata, kto nim będzie i jaki program nam zwykłym obywatelom przedstawi. Będzie się działo!

*****

W miniony piątek, w plenerze odnalazł się Duda, z tym że ten plener to była tak naprawdę przebudowa Stadionu Narodowego na szpital tymczasowy. Duda i towarzyszący mu mężczyźni stali na tle krzątających się robotników i Duda prawił, jak będzie fajnie na tym stadionie, jak już zostanie przebudowany. Bigos tygodniowy nie wątpi, że może być fajnie, choć zważywszy sytuację epidemiologiczną kraju, uważa że może z tą fajnością to przesada. Co gorsze, Bigos tygodniowy nie może uwolnić się od kilku natrętnych pytań, które są związane z tą wiekopomną inwestycją. Mianowicie, ile lat tak przebudowany stadion będzie wykorzystywany jako szpital „tymczasowy”, ile taka przebudowa będzie kosztowała, ile będzie kosztował demontaż szpitala tymczasowego, gdy COVID 19 już się skończy i kto zarobi, na tych wszystkich montażach i demontażach, bez wątpienia, dużą kasę? I żeby nie było, Bigos tygodniowy uważa, że szpitali zakaźnych, medyków specjalizujących się tej dziedzinie jest mało, bardzo mało, w ogóle że polska służba zdrowia leży i kwiczy, bo po prostu w dobie koronawirusa zwyciężyło nasze narodowe zawołanie „Jakoś to będzie”, zamiast nudnej, rzetelnej roboty u podstaw. Tak tylko myśli, jaki ma sens taka przebudowa Narodowego oprócz propagandowego dymu? No jaki? Z różnych stron dobiegają wszak informacje, że w różnych miastach stoją szpitale, które w nieodległej przeszłości zostały zamknięte i należałoby je tylko otworzyć i doposażyć, aby mogły przyjmować pacjentów. Więcej, te szpitale zostałyby z nami na dłużej, tak na wszelki wypadek, bo naukowcy, ci wstrętni pesymiści, wieszczą, że ta pandemia to tak naprawdę uwertura tego co czeka ludzkość, również nas Polaków, w nieodległej przyszłości i zakaźne choróbska, przy których SARS – CoV-2 to pikuś, czają się za węgłem. A tak w ogóle, czy ktoś tak poważnie rozważał czy rzeczywiście, skoro istnieją gotowe budynki szpitalne (w tym podobno w Warszawie), adaptacja Narodowego prowadzona z takim rozmachem jest celowa, czy w ogóle ktoś policzył, a myślę tu przede wszystkim o Dworczyku Michale, ale nie tylko, ile to będzie kosztowało nas wszystkich, bo przecież środki pójdą z chudego budżetu ? Czy opinia publiczna nie powinna już teraz poznać faktycznych powodów przebudowy Stadionu Narodowego na szpital tymczasowy i kwoty za jaki zostanie zrealizowany ten fantastyczny pomysł? Najsmutniejsze jest to, że Stadion Narodowy to wisienka na torcie pomysłu forsowanego przez rządzących, media donoszą o kolejnych obiektach stadionach, halach targowych, centrach kongresowych, które za jak należy się domyślać za grubą, bardzo grubą kasę, będą adoptowane na tymczasowe szpitale. Ale co tam, Polska jest bogata i na pewno da radę.

*****

Wracam do rewolucji jaka od 22 października 2020r. dokonuje się na naszych oczach na ulicach polskich miast i miasteczek, bo to jest właściwie temat, który mógłby być jedynym tematem Bigosu tygodniowego. Tłumy, przede wszystkim młodych ludzi, w związku z wydaniem przez tzw. Trybunał Konstytucyjny wyroku prowadzącego tak naprawdę do całkowitego zakazu aborcji, protestują. Mają poczucie, że kobietom, ale nie tylko, także ich mężom, partnerom życiowym, odebrano prawo do decyzji w kwestii tak istotnej jak decyzja o terminacji uszkodzonego płodu. Mają poczucie, że pozbawia się ich podmiotowości, że rolę kobiet sprowadza się, jak ujęła trafnie jedna z uczestniczek protestu, do roli inkubatora. Póki co rządzący nie reagują na masowe protesty, nie wypowiedzieli się ani Duda ani Mateo, Jaro który zakończył kwarantannę milczy. Czyżby uważali, że sprawa przyschnie? No cóż Bigos tygodniowy uważa, że błądzą. Sprawa jest bardzo, ale to bardzo poważna, zaś sytuacja może się zakończyć tragicznie. Już tylko marginesowo Bigos zauważa, że epidemiolodzy apelują do demonstrujących o zachowanie dystansu społecznego, noszenie maseczek, wieszczą niekontrolowany wzrost zakażeń. Niestety, ich prognozy mogą się okazać trafne, a pod koniec listopada niestety zabraknie i łóżek covidowych i respiratorów, bo zakażeń będzie wiele.

W poszukiwaniu utraconej większości

Zamiast planowanej propagandowej „ofensywy jesiennej”, wystraszony pandemią pan premier Morawiecki wezwał do obrony Częstochowy.
Zaapelował do opozycji i wszystkich mieszkańców naszego kraju o jedność i zgodne współdziałanie w walce z zarazą. Symbolem takiego narodowego pojednania może stać się Szpital Narodowy. Zorganizowany na stadionie, gdzie polska reprezentacja wygrywała mecze ostatniej szansy.
Wezwania brzmiały pięknie i zabrzmiałyby jeszcze piękniej gdyby nie padały z ust polityka uznawanego powszechnie za notorycznego kłamcę. Któremu zaufanie społeczne pikuje w dół i w zeszłym tygodniu osiągnęło poziom 40 procent. Najniższy w tym roku. Dodatkowo spada autorytet pana premiera w elitach PiS. Dziś nikt nie wspomina tam o „przełomowym” jesiennym Kongresie Prawa i Sprawiedliwości, na którym pan premier miał zostać wice prezesem tej partii i otrzymać namaszczenie na pierwszego następcę pana prezesa Kaczyńskiego.
Za to coraz częściej przypomina się, że pan prezes ma zwyczaj traktowania swych faworytów jak „zderzaki”. Nie oszczędza ich, ale poobijanych potem też nie porzuca. Daje im sprawdzić się w Parlamencie Europejskim, przeróżnych trybunałach, nawet w biznesie.
Pan premier domagał się od opozycji zbudowania jedności narodowej i wsparcia PiS rządu. Czego nie dostaje teraz od własnego zaplecza politycznego. W Sejmie rządząca koalicja przegrała prestiżowe głosowanie, bo jej liderzy spóźnili się do pracy. I zamiast wyciągać organizacyjne wnioski, elity PiS winą za swe błędy obarczyły opozycję. Co rujnuje deklarowaną przez premiera politykę współpracy i jedności już na starcie.
Kłamią i dzielą
Nie sprzyja też tworzeniu takiej jedności polityka propagandowa TVP i Polskiego Radia. Ta telewizja i to radio nadal prześcigają się w opluwaniu opozycji i eskalowaniu wojny plemiennej z Platformą Obywatelską. W dzieleniu polskiego społeczeństwa, szczuciu jednych grup na drugie. Nawet opozycję parlamentarną TVP usiłuje podzielić. Najsilniej walczy z PO i Konfederacją. Czasem znajduje dobre słowa dla PSL- Kukizowców i Lewicy, zwłaszcza kiedy uwiarygodnia to telewizyjne ataki na liberałów i radykalną prawicę.
Trudno za to znaleźć w publicznych mediach programy systematycznie informujące jak zachowywać się aby uniknąć zarażeniu korona wirusem. Jak lepiej zorganizować sobie życie w czasie narastającej zarazy. Dostajemy za to codzienne, pełne ksenofobicznej satysfakcji serwisy, że inni, zwłaszcza zachodnie państwa Unii Europejskiej, radzą sobie znacznie gorzej niż Polska. Tak to TVP i Polskie Radio wykorzystują dwa miliardy złotych jakimi zasiliła je rządząca PiS z naszego deficytowego budżetu.
Nie sprzyja tworzeniu ponad partyjnej jedności nowy minister edukacji narodowej. Ten za najpilniejsze i priorytetowe zadanie uznał przegląd szkolnych podstaw programowych. Co na wstępie brzmi nawet słusznie. Bo po zdeformowaniu systemu oświaty przez panią minister Zalewską z PiS, pozostały po niej przeładowane niepotrzebnymi informacjami podstawy programowe. Nie przydatne w nauczaniu on-line.
Niestety pan minister Czarnek zamierza skupić się jedynie na wyrugowaniu z podręczników do polskiego i historii „ideologii liberalnej i lewackiej”. Czyli rozpocznie kolejną, dzieląca Polaków wojnę kulturową. I da zarobić zaprzyjaźnionym pisarzom słusznych podręczników. Opłacanych z deficytowego, wspólnego,budżetu państwowego.
Ten deficyt będzie rósł nam odwrotnie proporcjonalnie do dobrych nastrojów obywateli. Pogłębi go nieco wrzucona przez pana prezesa Kaczyńskiego ustawa o ochronie praw zwierząt. Zwana wśród jej prawicowych przeciwników ustawą „o uboju rytualnym polskiego rolnictwa”. Jej konsekwencją mogą być odszkodowania dla zamykanych branż hodowlanych i mniejsze wpływy podatkowe od ograniczających ubój hodowców.
Samo jej procedowanie podzieliło też polskich hodowców. Wyłączono spod jej rygorów hodowców drobiu, bo ich lider pan Andrzej Goździkowski, właściciel koncernu Celdrob, jest wieloletnim sponsorem struktur i mediów związanych z PiS. Pozostawiła rygory hodowcom bydła, bo widać nie wystarczająco wspierali elity PiS. Ci zdesperowani organizują teraz anty PiSowskie protesty na drogach.
Ustawa podzieliła też parlamentarzystów PiS. W Senacie plotkuje się, że jeden z najgłośniejszych jej krytyków, pan senator Jan Maria Jackowski, przejdzie do Konfederatów. Jego decyzja może wywołać podobne zachowania wśród głosujących przeciwko ustawie senatorów i posłów PiS. Choćby popularnego na wsi, byłego pana ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego.
Takie zmiany barw klubów parlamentarnych mogą sprawić, że PiS utraci nadzieję na „odbicie” Senatu z rąk opozycji. A jego sejmowa większość skurczy się do niebezpiecznego minimum.
Nic dziwnego, że „anty rolnicza” ustawa jest już jawnie krytykowana na łamach tygodników związanych z PiS. Szydzi z niej, i z jej inicjatora pana Michała Moskala, pan redaktor Wojciech Reszczyński w „Sieci”. Zwalczają ją liczni panowie publicyści w „Do rzeczy”.
Strajk prezydencki
Nie słychać też wparcia dla tej ustawy i wezwań do jedności z Dużego Pałacu. Pan prezydent Duda milczy wymownie. A w pracy zachowuje się jakby przeprowadzał „strajk włoski”. Wykonuje tylko minimum swoich konstytucyjnych obowiązków. Nie konsultuje się z panem prezesem, wicepremierem Kaczyńskim. W swojej Kancelarii zatrudnił polityków skłóconych wcześniej z panem prezesem Kaczyńskim. A swą wizytę na Ukrainie przygotował bez udziału ministerstwa spraw zagranicznych. Nic dziwnego, że „Nowogrodzka mówi o niedobrej samoizolacji Andrzeja Dudy”, a nowy styl prezydenckiej pracy pryncypialnie krytykuje oddany PiS publicysta „Sieci” i TVP pan redaktor Stanisław Janecki.
Świadectwem „imposiblizmu”, czyli niemocy elit PiS jest konstytucyjny wakat na stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich. Elity PiS nie chcą poniżać się politycznie współpracą z opozycyjnym Senatem. Bez Senatu nie można jednak wybrać zgodnie z prawem nowego Rzecznika. Pozostawienie wakatu lub bezprawny wybór Rzecznika to kolejna, dodatkowa wojna z instytucjami naszej Unii Europejskiej. I kolejny argument by obciąć Polsce wspólne pieniądze na nasz rozwój.
Gdyby nie było zarazy, to elity PiS mogłyby propagandowo pokozaczyć sobie. Ale przy tak deficytowym budżecie jak obecny, nawet zapowiadane przez pana prezesa, wicepremiera weto unijnego budżetu, zostało uznane jako zwykle „strachy na Lachy”. Nawet Jan Rokita, były minister, dziś publicysta „Sieci”, przewiduje ostateczną polską zgodę za cenę dodatkowego politycznego cukierka wysupłanego przez kanclerz Merkel.
„Sytuacja jest dynamiczna możemy ją tylko obserwować”, lubi powtarzać pan prezes, wicepremier. Jedyny polityk w PiS, który stale mentalnie gotowy jest do przedterminowych wyborów. Nawet za cenę utraty władzy. PiS jest najbogatsza partią polityczną w Polsce. Stać ją na przeczekanie kryzysu gospodarczego wywołanego zarazą i powrót do władzy. Pan prezes Kaczyński dobrze czuje się w ławach opozycji. Chce być aktywny politycznie jeszcze przez 20 lat.
Wedle ostatnich sondaży na PiS zagłosowałoby 36 -38 procent wyborców. Nie daje to większości w przyszłym Sejmie. Na PO 26-28 procent. Pozostałe formacje polityczne, także Lewica, nie przekraczają 10 procent.Nie daje to gwarancji na stabilną, alternatywną większość.

Bigos tygodniowy

Pandemia koronawirusa to jedno, a epidemia sprzecznych komunikatów to drugie. Już ponad pół roku męczmy się z pandemią, a do tej pory lekarze chorób zakaźnych nie potrafili uzgodnić, czy noszenie maseczek chroni – przynajmniej do pewnego stopnia – przed zakażeniem czy nie. W sytuacji, w jakiej wszyscy jesteśmy, stwarza to daleko idący dyskomfort, który pogłębia i tak silne poczucie zagrożenia. Na chłopski rozum maseczki muszą chronić noszącego, choćby w niewielkim stopniu przed wirusem, ale wśród części społeczeństwa niepewność była tak silna, że skutkowało to widocznym oporem czyli ich nienoszeniem. Przykre, że dopiero ustanowienie stref żółtej i czerwonych, a co za tym idzie nakazanie noszenia maseczek w przestrzeni publicznej pod groźbą kary, kończy ten spór. Z tym, że ci którzy nie wierzą w koronawirusa i tak i tak nie zamierzają nosić maseczek, traktując nakaz ich noszenia jak zamach na swoją wolność. Protesty antycovidowców, jakie miały miejsce w minioną sobotę w różnych miastach polskich, są tego najlepszym dowodem. Brak masek, brak dystansu, wykrzykiwane hasła „walczące” z koronaściemą, jednoznacznie świadczą, że wiedza przekazywana przez naukowców, lekarzy nie do wszystkich dotarła, a szkoda.

Niedawno opinia publiczna uzyskała informację, że wiosną tego covidowego roku kilku wyższych urzędników Ministerstwa Zdrowia uzyskało sute nagrody. Bigos tygodniowy uważa, że dobra praca winna być godziwie wynagradzana, a bardzo dobra czy wzorowa nawet nagradzana. Jednak czas jest niezwykły i na pierwszej linii walki z zarazą stoi nie np: rzecznik prasowy czy dyrektor generalny tego resortu, ale lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, salowe czy laboranci, których poziom wynagrodzeń jest od lat żenująco niski. Czy faktycznie tak powinno być, że urzędnicy choćby najlepsi, winni otrzymywać finansowe frukta w czasie pandemii? Czy może należałoby pieniądze jakie trafiły do ich rąk, przekazać na rzecz medyków? Czy może należałoby znaleźć dodatkowe źródło sfinansowania pilnych podwyżek dla ludzi narażających dla nas wszystkich, pisząc górnolotnie, życie? Bez wątpienia nowy minister zdrowia ma materiał do przemyślenia…

Jeszcze o pandemii…W minioną sobotę Mateo wraz z nowym ministrem zdrowia przemówili do ludu. Przedstawiali plany na przyszłość, dla porządku mroczną przyszłość. Ich wypowiedzi trochę się różniły od jeszcze niedawno głoszonych tez, że daliśmy radę i pandemia w odwrocie, a dzielni Polacy pogonili kota temu wirusowi, że poradziliśmy sobie najlepiej w Europie, co tam w Europie, na świecie. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę nie daliśmy rady, za wcześnie odtrąbiono zwycięstwo, bo rośnie liczba osób przebywających na kwarantannie, rośnie liczba zakażonych, rośnie liczba osób pod respiratorami. Placówki medyczne, to już informacje od służby zdrowia, są na granicy wydolności. Jedyną dobrą informacją przekazaną przez nowego ministra zdrowia w trakcie konferencji, jest tak naprawdę ta, że podpisano umowę na dostawy 80 tys. dawek Remdisiviru. Reszta, czyli optymistyczne informacje o zwiększeniu w szpitalach liczby respiratorów, kardiomonitorów, liczby łóżek covidowych, przy braku wykwalifikowanego personelu to tylko plasterek na ropiejącą ranę jaką jest stan naszej służby zdrowia.

Nie opuszcza mnie wrażenie, że jesteśmy jako kraj kompletnie nieprzygotowani na tzw. drugą falę pandemii. Docierające do opinii publicznej informacje o sznurach karetek oczekujących na przyjęcie przywożonych do szpitali pacjentów, o kończącym się leku Remdisivir, braku szczepionki na grypę czy braku kadry medycznej, są zderzane z prezentowanym w mediach hurraoptymizmem polityków Zjednoczonej Prawicy. Stanowisko rządzących brzmi szczególnie źle, gdy widz, słuchacz, czytelnik posłucha, przeczyta co mówią na temat pandemii specjaliści wirusolodzy czy epidemiolodzy. Obraz jaki przedstawiają specjaliści, nie politycy jest co najmniej dramatyczny. Więcej, jak się zdaje nie ma planu na nadchodzące tygodnie i miesiące, a minione półrocze zostało po prostu przez rząd zmarnowane. Planowane na wtorek spotkanie Mateo z przedstawicielami opozycji, w formie wideokonferencji, odnośnie pandemii wydaje się nieudolną próbą przerzucenia choćby części odpowiedzialności za nadciągającą klęskę na innych. Niestety, owo spotkanie nic konstruktywnego nie przyniosło, a mój bigosowy nos mówi, że czy nam się to podoba czy nie, stan wyjątkowy czy stan klęski żywiołowej nas nie minie, i to już niedługo.

Czarnek Przemysław to jeden z tych licznych pisowskich nadludzi, którzy zapytawszy, gdzie mogą się dajmy na to – wysiusiać, niezawodnie słyszy odpowiedź: „Pan? Wszędzie”. W takim też trybie poseł Czarnek, in spe minister nauki i edukacji, odbył odwiedziny w szpitalu u bliskiej osoby, odwiedziny które podludziom nie są dane. Bigos tygodniowy, tak po ludzku, rozumie potrzebę odwiedzin chorej babci przez posła Czarnka, natomiast niepomiernie zadziwiła go postawa służb medycznych, które pomimo stanu pandemii, wprowadzenia zakazów odwiedzin chorych w placówkach medycznych, w tym lubelskich, na taką wizytę wyraziły zgodę. I tak naprawdę, cała ta sytuacja mówi dużo nawet nie o pośle Przemku, kochającym wnuku, ale o zarządzających szpitalem, którzy prośbom Czarnka tak łatwo ulegli, pomimo że to właśnie oni byli odpowiedzialni za zdrowie pacjentów, którymi mieli się opiekować.

Prokuratura pod butem Ziobry odmówiła wznowienia postępowania w sprawie syna Jacka Kurskiego, który oskarżany jest o gwałt przez młodą kobietę. Odmówiła też wszczęcia postępowania w sprawie domniemanego sabotażu w oczyszczalni „Czajka”. Dużo wcześniej odmówiła postępowania w sprawie afery „wież Srebrnej”. Rzecz jednak nie w tym, że wszczęcia jakiegoś postępowania odmówiła, ale że powstaje nieodparte wrażenie, że odmawia w każdym przypadku, w którym inna decyzja weszłaby w kolizję z wolą władzy PiS.

12 października 2020 r. w tzw. Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego na posiedzeniu niejawnym był rozpoznawany wniosek Prokuratury Krajowej w przedmiocie podjęcia uchwały zezwalającej na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego B.M. Jak wynika z ogólnodostępnych informacji, prokurator planuje postawić B.M. zarzuty przyjęcia łapówki w postaci telefonu za wydanie korzystnego wyroku i zawarcie fikcyjnej umowy na wykonanie ekspertyzy dla krakowskiego Sądu Apelacyjnego. Ów sędzia B.M. to Beata Morawiec Sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, Prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”, publicznie i krytycznie oceniająca dotychczasowe „reformy” wymiaru sprawiedliwości, która zupełnie niedawno wygrała (nieprawomocnie) cywilny proces z Ministrem Sprawiedliwości Z.Z. Zarówno przed Sądem Okręgowym w Krakowie, jak i przed Sądem Najwyższym w Warszawie zebrali się sędziowie, przedstawiciele innych zawodów prawniczych, zwykli ludzie, którzy wyrazili solidarność z SSO Beatą Morawiec i protest przeciwko postępowaniu przed tzw. Izbą Dyscyplinarną. Bigos tygodniowy zauważył, że od kilku dni w TVPiS są omawiane „dowody”, jakie zostały w sprawie zgromadzone, obficie są cytowane „zeznania świadków”. Zastanawiające, o ile faktycznie „zeznania” pochodzą z akt, skąd i w jakim trybie znalazły się w dyspozycji mediów? Jak to się ma do kardynalnej zasady procesów w Polsce – zasady domniemania niewinności? Na jakiej podstawie dziennikarze, komentatorzy TVPPiS faktycznie już osądzają SSO Beatę Morawiec? Jeżeli te dowody okażą się nieprawdziwe, kto i w jakim trybie zadośćuczyni SSO B. Morawiec? Jak PT Czytelnicy myślą?