Jako Polak wstydzę się za takiego premiera

– Jako Polak wstydzę się za takiego premiera, który niemalże za każdym razem, gdy ujawnia publicznie swe przemyślenia, to szkaluje te państwa i te narody, organizmy społeczne i zdolności organizacyjne, które mają w sobie zdolności ratowania ludzi, w tym ratowania Polaków. I nie dotyczy to tylko COVID. 95 proc. wynalazków medycznych czy skutecznych lekarstw ratujących Polakom życie jest wyprodukowane w tych światłych, liberalnych, kierujących się racjonalizmem krajach – mówi w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co) prof. Radosław Markowski, politolog z SWPS, ekspert w zakresie porównawczych nauk politycznych i analizy zachowań wyborczych.

JUSTYNA KOĆ: Od początku pandemii prowadzi pan zespół, który bada społeczno-ekonomiczno-polityczne skutki epidemii COVID. Co pokazują ostatnie dane zebrane w lutym?
RADOSŁAW MARKOWSKI: Monitorujemy przez ten cały czas opinie, preferencje, postawy Polaków w stosunku do tego, co się dzieje, jakie są konsekwencje pandemii, jak oceniają rządzących, opozycję, UE, władze lokalne w walce z pandemią.
To, co zaskakuje, to fakt, że po tym roku widać więcej kontynuacji, niż zmiany w opiniach, choć oczywiście zmiany są. Są też zaskakujące sprzeczności, że pomimo negatywnych ocen sytuacji dotyczącej zdrowia, życia publicznego i gospodarki, a rząd nie bardzo sobie radzi, to jednak względna większość opowiada się za tym, aby gospodarkę otwierać. Niestety to nie wróży dobrze na przyszłość.
Co więcej, około 60 proc. uważa, że obecnie nakładane na nas ograniczenia są za daleko idące i niekonstytucyjne. Odwrotnego zdania jest 20 proc. Gdy pytamy o dane podawane przez rząd, to mamy przewagę 38 proc. do 34 proc., że dane są nierzetelne. Ta różnica jest stosunkowo niewielka, a jeszcze wiosną wynosiła ponad 60 proc. do 22 proc. Być może stało się tak ze względu na wydarzenia związane z koniecznością przeprowadzenia wyborów w maju, co sprawiało wrażenie politycznego, wręcz partyjnego nacisku, aby wybory się odbyły. Dziś informacji nt. pandemii jest więcej, są szeroko komentowane przez różne ośrodki i pewnie to sprawia wrażenie większej rzetelności.
Mówi się, że rząd ma prawdziwe dane, ale nie chce przyznać, jak jest źle…
Zajmuję się także statystyką i sądzę, że te dane nie są przekłamywane, tylko prymitywne. Przypomnę tylko, że w krajach, gdzie lepiej poradzono sobie z pandemią, wykonywano masowe testy. My nie tylko tego nie robiliśmy, ale też szeroko otworzyliśmy granice, a rząd wysyłał samoloty po rodaków, aby mogli wrócić na święta. Mamy w Polsce jakąś obsesję obchodzenia świąt religijnych, które są ważniejsze, niż pandemia, choroba i śmierć. Zjedzenie razem jajka jest ważniejsze, niż zdrowy rozsądek. Holandia, Francja i wiele innych krajów zamknęło granice z Wielką Brytanią, gdy pojawiła się nowa odmiana wirusa, a nasz rząd mądrością wodza z Żoliborza wysyłał samoloty, chyba specjalnie, aby sprowadzić brytyjską mutację koronawirusa. Dlatego m.in. dziś mamy to, co mamy.
Proszę zwrócić uwagę, że o pandemii w Polsce w ogóle się nie mówi w zagranicznych mediach. Ja regularnie oglądam zagraniczne media i słyszę o sytuacji w Hiszpanii, we Włoszech, Holandii, o Wielkiej Brytanii oczywiście, ale nie o Polsce.
Gdy byłem ostatnio gościem jednego z programów informacyjnych w zagranicznych mediach i zapytałem (poza programem), dlaczego nie mówią o sytuacji pandemii w polsce, usłyszałem, że nie rozumieją danych udostępnianych przez polski rząd.
Badanie obejmuje też ocenę działań rządu, samorządów, opozycji i UE. Co wynika z tych danych?
Pod koniec lutego ocena adekwatności działań rządu spadła do 27 proc. z powyżej 40 proc., które było wiosną i latem. Niemalże cały czas dobrze oceniane są działania władz lokalnych. W ostatnim pomiarze 48 proc. pozytywnie oceniło samorządy, a więc o ponad 20 p.p. więcej, niż działania rządu. Opozycja też nie jest dobrze oceniana, chociaż lepiej niż rząd.
Bardzo dobrze oceniana jest UE, w grudniu np. 50 proc. ocen „adekwatnych”. Choć w ostatnim pomiarze ten wskaźnik wyniósł nieco mniej – 45 proc., ale to nadal świetny wynik, zwłaszcza gdy porównamy go z oceną rządu PiS. Myślę, że stało się to ze względu na zawirowania z dostępnością szczepionek. Przyznam, że będę tu trochę bronił UE, która swą mądrością chciała zapewnić równy dostęp wszystkich obywateli UE do szczepionki. Inne kraje rzuciły wszystkie pieniądze, aby wykupić jak najwięcej i mają lepszą wszczepialność. Przoduje tu oczywiście Izrael, w Europie to Wielka Brytania.
Natomiast nie trudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby słaba i zmarginalizowana w Unii przez działania PiS Polska konkurowała z Niemcami, Francją, Szwecją czy innymi zamożnymi i wpływowymi krajami Europy o zakup szczepionki. Moim zdaniem wtedy byłby dopiero dramat, ale oczywiście tego się nie dowiemy, natomiast obsesyjne mówienie, że szczepienia idą wolno, bo Unia itd., jest po prostu kłamstwem. Zresztą ostatnie przemówienie Morawieckiego, kiedy wszystko, co złe, kojarzyło mu się z Platformą Obywatelską, której notabene był dzielnym doradcą przez wiele lat, i z ue jako złem, było dość obrzydliwe.
PiS-owski premier Polski powinien bowiem każde swoje wystąpienie rozpoczynać od podziękowania dla światłych, kierujących się oświeceniowymi wartościami społeczeństw, które były w stanie dzięki racjonalności życia publicznego, jakości ich uniwersytetów, nauki i laboratoriów wyprodukować szczepionkę, i dzięki tym wartościom, a także dzięki umysłom swych obywateli, którzy odrzucają fundamentalistyczną papkę religijną i bezkrytyczną nacjonalistyczną ideologią, mają zasoby, dzięki którym produkują szczepionkę. Tylko dlatego takie kraje, jak Polska, które mają do zaoferowania swoim obywatelom sok z kapusty kiszonej (smaczny i na wiele rzeczy pomaga bez dwóch zdań), mogą też szczepić swoich obywateli. Jako Polak wstydzę się za takiego premiera, który niemalże za każdym razem, gdy ujawnia publicznie swe przemyślenia, to szkaluje te państwa i te narody, organizmy społeczne i zdolności organizacyjne, które mają w sobie zdolności ratowania ludzi, w tym ratowania Polaków. I nie dotyczy to tylko COVID. 95 proc. wynalazków medycznych czy skutecznych lekarstw ratujących Polakom życie jest wyprodukowane w tych światłych, liberalnych, kierujących się racjonalizmem krajach.
W politologii rozliczalność jest traktowana głównie jako ta polityczna. Gdy ktoś się nie sprawdza, jest łajdakiem, kłamie, to można go odsunąć od władzy. Uważam, za nowymi przemyśleniami w światowej politologii, że powinna też być rozliczalność karna.
Ministrowie kraju, a zwłaszcza premier, jeżeli zostanie im udowodnione kłamstwo, powinni być karani, a nie tylko odsuwani. Celowa dezinformacja za publiczne pieniądze powinna być surowo karana.
Niektóre kraje pozwoliły ekspertom decydować w sprawie walki z pandemią, w Polsce mamy ciało doradcze u premiera, którego członkowie sami przyznają, że rząd nie zawsze ich słucha, a czasem wręcz postępuje na odwrót. Tak było np. z powrotem dzieci do szkół. Czy państwa badanie obejmuje też ten problem?
W naszym badaniu, gdy pytamy, czy to eksperci, czy politycy powinni decydować o tym, co się dzieje, mamy bardzo silne wskazanie 61 proc. do 22 proc. na rzecz ekspertów. Większość z nas zatem uważa, że to eksperci powinni decydować o walce z pandemią, a nie politycy.
W wielu krajach w czasie pandemii rządzący politycy postanowili niejako abdykować i oddać pole specjalistom, co wydaje się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Oczywiście są przykłady, jak Szwecja, gdzie to nie do końca wyszło, ale jednocześnie to nie zwalnia polityków od podejmowania ostatecznych decyzji politycznych.
Idąc dalej, warto rozważyć problem, jak wyjdziemy z pandemii. Czy to, co przechodzimy teraz, wzmocni naukę, świat ekspercki i merytoryczną fachowość, oświeceniową, empiryczną mądrość, czy przez rozwój pandemii różnego rodzaju iluzjoniści, ideolodzy, religijni fanatycy nakręcą nam koniunkturę na coś zupełnie innego. Już słyszymy w Polsce o tym, że Jezus ochroni, a ręce konsekrowane nie przenoszą wirusa. W tym szybko zmierzającym do teokracji kraju okazuje się, że dzisiaj w pandemii katolicy mogą chować swoich bliźnich w dowolnej liczbie odprowadzających bliskich, a – choć uważam, że to fałszywe sformułowanie – niewierzących tylko 5 osób. Za taką regulację w większości cywilizowanych krajów rząd odsunięty byłby od władzy…
No właśnie, jaką rolę odgrywa w tym Kościół?
Widzimy ogromny krytycyzm Polaków co do różnych aspektów działań instytucjonalnego Kościoła i to nie tylko w sprawie pedofilii i tego monstrualnego spisku ukrywania przestępców w sutannach, który nie pozwala na poradzenie sobie z tym problemem. Ludzie widzą pazerność na dobra doczesne, zaściankowość i nacjonalizm pracowników tej instytucji. Oczywiście rozczarowanie dość szybko zmienia obraz całości, ale nadal wpływy tej instytucji i możliwość wpływania na politykę państwa są zbyt duże.
Na pytanie, czy Kościół katolicki w Polsce powinien mieć więcej do powiedzenia w sprawach publicznych i politycznych, czy też nie powinien na nie wpływać, regularnie powyżej 80 proc. Polaków opowiada się za tym drugim podejściem.
Pozostałe 20 proc. jest podzielone na tych, co nie mają zdania, i na tych, którzy chcą, aby Kościół miał duży wpływ na wszystko.
Dość stabilnie utrzymuje się teoria spiskowa, że za pandemią ktoś, coś stoi – tak uważa ponad 40 proc. Pytamy też o obowiązkowe szczepienie dzieci i ok. połowa Polaków popiera takie rozwiązanie, a 1/3 nie. Przyznaję, że to robi wrażenie, bo to oznacza, że co trzeci z nas jest nosicielem nieracjonalności. To jednak zakasujące, jak trudno się przebić z informacją, że żyjemy na tym padole dwukrotnie dłużej niż 100 lat temu właśnie dlatego, że są szczepionki (i inne wynalazki nowoczesnej medycyny, która odcięła pępowinę z religijnymi zabobonami), a nie dlatego, że jemy awokado i uprawiamy jogging, choć to też oczywiście – choć marginalnie – pomaga.

Polski rząd dużo robi, aby obrzydzić Unię Europejską opowiadając do znudzenia, że to Bruksela stoi za kłopotami ze szczepieniem. Unia ma też chcieć pozbawić nas suwerenności. Czy rząd zaszczepił w nas eurosceptycyzm?
Rzeczywiście w ostatnich pomiarach z grudnia i lutego dostrzegamy nowe zjawisko, które nazwałem nowym eurosceptycyzmem.
By była jasność: Polacy nadal są jednymi z największych euroentuzjastów. Lubimy UE, uważamy, że integracja powinna się pogłębiać, w Europie, a nie w Stanach Zjednoczonych upatrujemy głównego sojusznika.
Gdy pytamy konkretnie, czy gdyby w najbliższą niedzielę odbyło się referendum w sprawie opuszczenia UE, to odpowiedź na „tak” nigdy nie przekroczyła 11 proc., zazwyczaj jest to poniżej 10 proc. natomiast bardziej szczegółowe pytania pokazują, że pojawiają się ostatnio – zwłaszcza po grudniowym szczycie Rady Europejskiej – owi krytyczni euroentuzjaści, którzy uważają, że UE jest zasadniczo dobra, natomiast nie podoba im się, jak funkcjonuje, jakie decyzje podejmuje w konkretnych sprawach. Dotyczy to głownie kwestii polityczno-prawych, że UE nie potrafi wymusić na takich krajach, jak Polska i Węgry, przestrzegania praworządności.
Bardzo wyraźnie widać to w pomiarze z grudnia, kiedy na posiedzeniu Rady Europejskiej decydowały się kwestie powiązania praworządności z funduszami, widać było wyraźne przyzwolenie, żeby UE przycisnęła, łącznie z sankcjami na Węgry i Polskę za nieprzestrzeganie zasad europejskich. Ten nowy eurosceptycyzm narasta w tych, którzy do niedawna byli totalnymi entuzjastami wszystkiego, czego UE dotknęła. Teraz mają wątpliwości, że nie ma dość siły, aby bronić swoich fundamentalnych wartości. Przyznam, że ja również zaczynam należeć do tych nowych eurosceptyków, bo uważam, że nie ma w tej chwili niczego ważniejszego dla UE w szerszej perspektywie, jak upora się z pandemią. Już widzimy kolejkę populistów nie tylko – tradycyjnie – w Rumunii czy Bułgarii, ale także w Słowenii, chętnych do łamania tak reguł Unii, jak i własnego prawa i konstytucji, by za wszelką cenę okopać się u władzy.
W ostatnim sondażu dla „Polityki” (Kantar) ruch Szymona Hołowni wskoczył na drugie miejsce i ma 25 proc., PiS 28, a KO 17. To kolejny sondaż, w którym Polska 2050 jest przed KO. Skąd takie dane?
Przede wszystkim analizy Kantar są warte uwagi jako jedne z niewielu; ich predykcje są rzetelne. 28 proc. dla PiS oznacza, że w stosunku do wyniku wyborczego 43 proc. to jest dramatyczny zjazd o 15 p.p., a to jest prawie 40 proc. ubytku. Warto zapoznać się ze szczegółami, kto porzucił obóz tzw. Zjednoczonej Prawicy. Nie sadzę, aby ci wyborcy bezpośrednio przechodzili do Hołowni. To są procenty, a nie liczby bezwzględne, więc nie wiemy, czy to jest efekt tego, że ludzie się zniechęcili do wyborów, czy popierają kogo innego.
Mam wrażenie, że tu następuje demobilizacja i elektoratu PiS-u, i elektoratu po, stąd ten wzrost procentowy Hołowni, ale wcale nie musi to oznaczać znaczącego (wyglądającego na dwukrotny) wzrostu w liczbach bezwzględnych.
Mówiąc krótko, to efekt tego, że mniej osób deklaruje, że pójdzie głosować, stąd te kilka milionów, które deklaruje, że chce głosować na Hołownię, dziś procentowo daje 25 proc., a nie 15 proc.
Po drugie być może do Polaków zaczyna docierać fakt, że my w trzech ostatnich latach jako społeczeństwo umieramy jak muchy. Oczywiście jesteśmy epatowani propagandą sukcesu, ale rzeczywistość jest dramatyczna. Wyraźny wzrost o 30-40 tysięcy rocznie odnotowujemy od roku 2018 w stosunku do 2017 i w 2019 do poprzedniego. Rekordowe ponadnormatywne niemal 100 tysięcy rodaków, które zmarło w 2020, to wynik kompletnego zaniedbania tego rządu. Poprzednicy też „coś tam zawinili”, ale to jest jakościowa, kategorialna różnica na gorsze za czasów PiS.
Pamiętamy zresztą ich stosunek do służby zdrowia i lekarzy, gdy posłanka, PiS-owska profesorka jako posłanka krzyczała do lekarzy „niech sobie jadą”. No to pojechali. Ludzie po prostu boją się oddawać bliskich do szpitali, bo tam nikogo nie ma. Nie ma lekarzy, nie ma pielęgniarek, nie ma salowych, a na dodatek nie można wchodzić i pomagać swoim bliskim. My widzimy kilkudziesięciu światłych zatroskanych lekarzy codziennie w mediach, ale rzeczywistość jest całkiem inna. A wszystko to jest pochodna totalnej dezorganizacji służby zdrowia. Jak się słyszy, jakie problemy mają karetki jeżdżące w poszukiwaniu wolnego miejsca w szpitalach, to widać, że średnio rozgarnięty licealista dałby sobie radę z koordynacją tej kwestii…
Przerażające jest to, jak ten rząd radzi sobie z pandemią.
Po roku od początku pandemii wpadli na pomysł, by wykorzystać studentów medycyny starszych lat. Ale procedury wyglądają na sabotaż. Co to znaczy, że kandydat na lekarza po pięciu latach studiów nie potrafi zrobić domięśniowego (słownie: domięśniowego) zastrzyku???
Po drugie, gdzie jest Wojsko Polskie. Czy naprawdę stoi na Bugu, aby odeprzeć inwazję sowiecko-białoruską? Dlaczego wojsko nie pomaga w logistyce? Gdzie są wojskowi lekarze? W wielu krajach wojsko pomaga nie tylko logistycznie,
ale medycznie.
Wracając do Hołowni. Ludziom zazwyczaj podoba się nowość; nowy język, nowy styl. Zawsze pojawia się potencjał polityczny, kiedy jest niedopowiedzenie. Gdy Viktor Orbán wygrywał w 2010 roku (jeszcze uczciwie), to nie zabierał stanowiska w prawie każdej kwestii. Wtedy każdy może dopowiedzieć sobie tak, jak mu się podoba. Ale to się sprawdza, jak się ma ponad 50-proc. poparcie.
Przyznam, że nie mam pojęcia, co ugrupowanie pana Hołowni chce zrobić z gospodarką, nie mam jasności, co z nauką i oświatą, co z polityką
zagraniczną.
Trzeba coś spójnego zaproponować, tym bardziej, że potencjalny elektorat w swej masie dobrze wykształcony, a zatem wymagający.
Po drugie w wyborach prezydenckich wystarczy dobrze mówiący kandydat, upudrowany i w ładnej koszuli. Za chwilę jednak będą wybory parlamentarne, w których trzeba zaangażować tysiące ludzi i struktury lokalne. Myślę, że Hołownia szybko powinien pokazać konkret w wielu kwestiach, najlepiej w ogóle gabinet cieni. Musi pokazać, kto w tym ugrupowaniu będzie odpowiedzialny za zdrowie, kulturę, gospodarkę, oświatę itd.

Bigos tygodniowy

„No dajcież spokój z PiS-ami, zrobili nas w chuja” – powiedział jeden z górali zakopiańskich ( też chory na tureta?). A widzita Gazdo, coście najlepszego zrobili? Narciarz też wos w chuja zrobił i wydupcył, że hej.


Tydzień po demonstracjach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet 8 marca warto odnotować, że jako prezent kobiety dostały – z sadystyczną jak zwykle zaciekłością – gazem po oczach od policji sterowanej przez Zaplutych Karłów Reakcji.


Numery telefonów do Aborcji bez Granic.pl – ku pamięci niejakiemu Dzierżawskiemu Mariuszowi, który próbuje zaszkodzić m.in. Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny czy Aborcyjnemu Dream Team’owi – 22 29 22 597 i 22 30 70 791


Po haśle „kochajcie się mamo, tato”, które zostało masowo wylepione na billboardach w Polsce organizatorzy akcji przeszli już do tezy bardziej bezpośredniej, że „rozwód to zgorszenie”. Jednocześnie krążą wokół tematu dobrodziejstwa jakim jest ciąża z gwałtu. O kim mowa? Tym konkurentem Mordo Iuris jest śląska Fundacja Nasze Dzieci – Edukacja, Zdrowie, Wiara niejakiego Kłoska Mariusza, milionera od okien.


Zdaniem Kamili Ferenc z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny definitywne odebranie kobietom prawa do aborcji „będzie negatywnie rzutowało na dzietność w Polsce”. „Zachodzenie w ciążę w Polsce będzie rosyjską ruletką. Obawiam się spadku dzietności, bo kobiety nie będą chciały ryzykować życia i zdrowia” – dodała prawniczka Federy.


Przy okazji informacji o wzroście zainteresowania Polek zabiegiem podwiązania jajowodów, który odnotowano w Czechach okazało się, że w Polsce, o ile ten zabieg jest nielegalny, o tyle podwiązanie nasieniowodów (wazektomia) jak najbardziej dozwolone. To kolejny przykład dyskryminacji kobiet w tym barbarzyńskim kraju.


W sporze między posłanką Lewicy Moniką Pawłowską a młodzieżówką Lewicy zdecydowanie opowiadam się po stronie młodzieżówki. Posłanka została skrytykowana za oddanie hołdu „wyklętym”. I słusznie. Nawet jeśli posłanka Pawłowska indywidualnie „cieniuje” swoje poglądy na tę kwestię, nie powinna czynnie wzmacniać przekazu skrajnej prawicy. W sytuacji, gdy wszelkie poglądy, idee czy emblematy lewicy, nawet te historyczne, są zaciekle tępione przez klerofaszystów i „osądzane od czci i wiary”, wspieranie przez posłankę lewicy ich przekazu ideologicznego jest zachowaniem absurdalnym i niedopuszczalnym. Posłanka powinna to wiedzieć, bo to „abece” polityki. Jeśli nie wie, powinno się jej to wytłumaczyć. Poza tym nie podobają mi się przypadki wdzięczenia się niektórych ludzi lewicy do pisiorów przed kamerami TVPiS.


Pisiorskiemu wójtowi Lanckorony nie spodobała się konferencja posła KO Marka Sowy na tematy obajtkowe. Próbował publicznie przegonić go z rynku miasteczka i miał pretensje, że ten nie powiadomił go o planowanej konferencji prasowej. Oto jak bezczelne pisiory wyobrażają sobie swoje rządy – miejsce gdzie rządzą ma być ich wyłączną własnością.


A propos afery z filmem o wibratorach. W Niemczech Hitlera rzucono hasło: „Armaty zamiast masła”. W Polsce Zaplutego Karła Reakcji odpowiednik tamtego hasła brzmi: „Niezłomni i wyklęci zamiast wibratorów”. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że te wibratory produkowane są na Węgrzech sojusznika Orbana.


„Niech pisowczyki liczą sie z tym, że ich też tak się będzie atakować! Powoli przelewa się czara goryczy! Mamy prawo się bronić, mówię tu nie tylko w imieniu osób nieheteronormatywnych, ale i zwykłych ludzi, atakowanych przez PiS każdego dnia. / „Bandyci są popierani i ukrywani przez PiS i Kościół. To są wewnętrzne akty terrorystyczne. I tak te zbiry powinni być sądzeni”/„piSS, TVpiSS i epiSSkopat ma krew na rękach” -. to niektóre wpisy internautów w reakcji na to co dzieje się w kraju. Warto odnotować, bo to coś mówi o nastrojach.


PiS mści się na znienawidzonej Unii Europejskiej i jako kandydata do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wysyła człowieka M-Ordo Iuris Stępkowskiego Aleksandra, obecnie rzecznika SN.


Kibole ryczeli pod stadionem Legii na Czerniakowskiej i strzelali racami, ale zgromadzona tam policja nikomu z nich nie wpierdoliła, nie złamała ręki, nie wciągnęła do radiowozu i nie wywiozła sto kilometrów od miasta.


Niejaka Emilewicz Jadwiga zaprezentowała w telewizji szowinistyczną i antykobiecą postawę, na jaką nie zdobyłby się najgorszy mizogin w PiS-ie i okolicach. Było to obrzydliwe.


Rzecznik Praw Trupich Płodów, katolicki fanatyk o temperamencie ślimaka – Wróblewski Bartłomiej został przez PiS wysunięty na kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich. To bez wątpienia owoc sadystycznej wyobraźni Zaplutego Karła Reakcji.


„To jest chory kraj” – powiedziała Klementyna Suchanow i to jest najkrótsza i najtrafniejsza synteza tego szamba w którym tkwimy po czubek głowy. W XVIII wieku Wolter określał TOTO jako „Irokezów”.


Francuski minister Clément Beaune chciał wybrać się do którejś z gmin „wolnych od LGBT”, ale mu nie pozwolili.


Umilkły protesty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Czy okażą się one efemerydą i słomianym ogniem jak Komitet Obrony Demokracji?


O aferze Obajtka ani słowa, bo mi się rzygać chce, gdy na niego patrzę.

Flaczki tygodnia

„Si vis pacem, para bellum”, tak powiedział pan minister, prokurator Zbigniew Ziobro jaśniepanu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu podczas ich ostatniego spotkania. Powiedział po łacinie, bo obaj panowie skończyli studia prawnicze w czasach, kiedy jeszcze wypadało znać łacińskie sentencje.

Po polsku owo przysłowie znaczy „Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. W języku politycz nym to ważna deklaracja. Przesłany sygnał, że pan minister i prokurator Ziobro, zwany przez zawistników „Zbyszkiem Zdradzieckim”, wszedł na wojenną ścieżkę.

Wojna na górze jest nieunikniona. Wojna domowa Zjednoczonej Prawicy. Bo obecna koalicja rządząca jest nieuchronnie skazana na konflikt. To znakomicie uzasadnił w weekendowym „Dzienniku. Gazecie Prawnej” emerytowany marszałek Sejmu RP, dorabiający jako publicysta Ludwik Dorn. Kiedyś najbliższy współpracownik braci Kaczyńskich. Zwany wtedy przez zawistników „trzecim bliźniakiem”.

Jarosław Kaczyński popełnił fundamentalny błąd, uważa publicysta Dorn. Tak schrzanił w 2019 roku listy wybiorcze PiS, że niegroźne wcześniej przystawki polityczne, czyli ziobrowska Solidarna Polska i gowinowskie Porozumienie Prawicy dwukrotnie powiększyły swój parlamentarny stan posiadania. W kadencji 2025-2019 ziobryści i gowinowcy mieli po dziewięciu posłów. Po wyborach w 2019 roku każdy z nich ma po kilkanaście szabel w Sejmie RP. Przy niewielkiej większości koalicji zwącej się „Zjednoczona Prawica”, czyli PiS + SP + PP, władza jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, zleży od kaprysów koalicjantów.

Gowinowcy i ziobrowcy w wyborach 2019 roku startowali z list wyborczych PiS. Nie mają zatem prawa do refundacji wyborczej, dotacji z państwowego budżetu. Utrzymują się z dotacji na biura poselskie, uposażeń poselskich i pensji swoich wiceministrów w rządzie. Ponieważ uposażenie poselskie są niskie, podobnie jak pensje wiceministrów i dotacje na biura poselskie, to obie przystawki cienko przędą. Potrzebną na przyszłe wybory kasę mogą zdobyć jedynie od swoich ludzi uplasowanych na biznesowych posadach w spółkach skarbu państwa i wszystkich innych dobrze opłacanych posadach w instytucjach państwowych. Jeśli ich ludzie płacą im, nieformalnie rzecz jasna, „składkę specjalną”, czyli zwyczajowe dziesięć procent od osiąganych dochodów netto. W gotówce. Partie polityczne czasem działają jak kluby piłkarskie. Muszą mieć dodatkowe, gotówkowe środki finansowe. To jedno z wielu podobieństw piłki kopanej i polityki opartej też na kopaniu przeciwnika.

„Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro wiedzą, że przy układaniu list przed najbliższymi wyborami zostaną ostro zredukowani lub wręcz wygumkowani. Tyle, że dowiedzą się o tym na chwilę przed głosowaniem- jeśli oczywiście zdecydują się kandydować z list PiS. Muszą więc wyrabiać zaczątki samodzielnej pozycji wobec partii Jarosława Kaczyńskiego, czyli wchodzić z nią w konflikty, by się odróżnić.”, taki pisze Ludwik Dorna. A „Flaczki” zgadzają się z nim.

I gowinowcy i ziobryści wiedzą, że szybki, samodzielny ich start w wyborach skazany jest na porażkę. Nie przeskoczą progu wyborczego. Muszą dalej tkwić w poddańczej koalicji z jaśniepanem prezesem Kaczyńskim. Zbierać pieniądze i marzyć o „pójściu na swoje”. Jednocześnie systematycznie muszą budować swe odrębności polityczne wobec PiS- owksiego hegemona. Zwłaszcza, że większa większość prawicowych wyborców przekonana jest, że krajem rządzi Kaczyński i PiS. O koalicyjności Zjednoczonej Prawicy wiedzą tylko hobbyści oraz ludzie zatrudnieni w polityce i w obsługujących ją mediach. Każda porażka PiS może pomóc buntującym się przystawkom, jeśli tylko zostanie ona umiejętnie propagandowo sprzedana. Każdy wzrost popularności PiS to gwóźdź do trumien SP i PP.

Konflikt PiS kontra SP i PP potęguje dodatkowo problem sukcesji po panu prezesie Kaczyńskim. Choć jaśniepan prezes deklaruje swe odejście już za sześć- osiem lat, to jego przeciwnicy chcieliby jego abdykacji w najbliższych dwóch- trzech latach. Ale „zmiana lidera w rządzonej autorytarnie, silnie spersonalizowanej partii oznacza wewnętrzną rewolucję, także kadrową, i nic dziwnego, że ścisła elita z wyprzedzeniem się do niej przygotowuje. Dywagacje rozwiązaniu problemu przez „namaszczenie delfina” przez Kaczyńskiego są pozbawione sensu, bo w partii rządzonej autorytarnie wskazanie następcy przez przywódzcę jest z punktu widzenia tego ostatniego niemożliwe. Bo oznaczałoby to jego faktyczne ubezwłasnowolnienie: w obliczu zbliżającej się zmiany elita partyjna, aparat i działacze przenosiliby lojalność na następcę, a formalnemu przywódcy pozostawałby jedynie pozbawiony politycznej treści tytuł. Elita partyjna musi zatem po cichu przygotowywać się do walki o sukcesję, co nieuchronnie skutkuje wzrostem wewnętrznych napięć i utajonego na razie potencjału dezintegracji”, pisze Ludwik Dorn. A „Flaczki” zgadzają się z nim znowu.

Zatem mamy w pragnącej „pokoju” Zjednoczonej Prawicy trzy równolegle trwające przygotowania do wojen. Ziobryści i gowinowcy deklarują wolę pozostania w koalicji z PiS, w sojuszu „Koryta i bezkarności”, lecz jednocześnie szykują się do startów w wyborach parlamentarnych. W konstytucyjnym terminie w roku 2023 lub wyborach przyśpieszonych. Samodzielnie lub w koalicjach. Ziobryści kokietują Konfederację, gowinowcy Konfederację i PSL.

Pan prezes Kaczyński próbuje rozbić i przyciągnąć jak najwięcej gowinowców. Pozyskać Kukiza i kukizowców. Aby mieć sejmową większość bez zwartych ziobrowców i słabnących gowinowców. Jeśli jednak nie będzie miał gwarantującej mu nieskrępowane rządy większości to odsunie ziobrowców i gowinowców od koryta. A może nawet ujawni ich przekręty. I pójdzie na przedterminowe wybory aby je maksymalnie wygrać i tak wzmocniony szukać ewentualnego koalicjanta.

Jaśniepan prezes wie jednak, że choć ma jeszcze kontrolę nad „korytem”, to nad prokuratura już nie panuje. To „Zbyszko Zdradziecki” może mieć „kompromaty”, które wyciekną do mediów, jak niedawno „taśmy Obajtka”. I choć jego prokuratura lojalnie nie nęka jeszcze podejrzanych o przestępstwa kaczystów, to zawsze może się uaktywnić.

Oprócz służb prokuratorskich mamy też w Polsce służby antykorupcyjne, specjalne, kontrwywiadu, skarbowe, celne, graniczne, terytorialsów, Najwyższa Izbę Kontroli rządzona przez urażonego pana prezesa Banasia. Wszystkie one mogą być uaktywnione kiedy w pragnącym pokoju PiS zacznie się wojna wszystkich ze wszystkimi o sukcesję po jaśniepanu prezesie.

Na razie elity starego PiS uruchomiły promowanie Narodowego Funduszu Rozbudowy. Niby programu rządowego, ale firmowanego jedynie przez PiS. Wypisz, wymaluj programu wyborczego pana prezesa Kaczyńskiego. Adresowanego przede wszystkim do żelaznego elektoratu PiS. Czy to początek pożerania przystawek?

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Los opowieści premiera Morawieckiego

Szczęśliwie dla polskiej gospodarki, rząd PiS bynajmniej nie palił się do bardziej stanowczego wprowadzania swoich „programów rozwojowych” w życie.
Które z założeń „Planu Morawieckiego” udało się zrealizować przez ostatnie pięć lat? Przypomnijmy, że 16 lutego 2016 roku Rada Ministrów przyjęła uchwałę „Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.
Tego samego dnia ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki przedstawił swoją słynną prezentację tego planu. We wprowadzeniu premier Beata Szydło zapowiedziała: „Chcemy, ażeby ten program budował naszą gospodarczą potęgę w następnych latach”. Niecały rok później Rada Ministrów przyjęła, będącą rozwinięciem planu, „Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.
W prezentacji Morawieckiego można byo wyróżnić trzy główne elementy – wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju: diagnozę stanu gospodarki; opis planowanych projektów inwestycyjnych; listę ogólnogospodarczych celów i mierzalnych wskaźników, według których należało realizację tych celów oceniać.
Stawiając diagnozę, Morawiecki wskazał na pięć „pułapek rozwojowych”, w które Polska rzekomo wpadła, mieszając przy tym faktyczne problemy (np. zmienność prawa, spadek liczby Polaków w wieku produkcyjnym) z wyimaginowanymi (np. duża obecność inwestycji zagranicznych w Polsce przy pominięciu płynących z nich korzyści).
Morawiecki zidentyfikował „stan gospodarczy jako bardzo trudny”, co według FOR jest zdumiewające, jeśli wziąć pod uwagę fakt nieprzerwanego i wysokiego wzrostu gospodarczego w Polsce od 1992 roku. Jednak wydaje się, że tego rodzaju fałszywa diagnoza była konieczna do uzasadnienia zmiany „paradygmatu gospodarczego” na bardziej etatystyczny, zakładający umocnienie panowania władz administracyjnych nad gospodarką.
W chwili obecnej niektóre projekty znalazły się we wstępnej fazie realizacji: w ramach programu „Batory” Morawiecki w czerwcu 2017 roku położył tzw. stępkę, która rdzewieje do dziś. Z kolei dokonana przez Polski Fundusz Rozwoju nacjonalizacja znajdującej się na skraju bankructwa Pesy ma służyć prawdopodobnie wykonaniu „Luxtorpedy 2.0”, programu wedle którego w Polsce miałyby jakoby jeździć tzw. innowacyjne pociągi.
Zdaniem FOR, szczęśliwie dla polskiej gospodarki rząd nie zdecydował się na bardziej stanowcze wprowadzanie swoich „programów rozwojowych” w życie.
Premier Morawiecki wymienił też ogólnogospodarcze cele na 2020 rok, jakim ma jego plan służyć, oraz wskaźniki, według których należy realizację tych celów oceniać, rozdzielając dziewięć wskaźników pomiędzy pięć filarów („reindustrializacja”, „rozwój innowacyjnych firm”; „kapitał dla rozwoju”, „ekspansja zagraniczna” oraz „rozwój społeczny i regionalny”).
Cele wyznaczono na 2020 rok, ale można – rzecz jasna – podnosić, że szyki rządowi pokrzyżowała pandemia. Mimo że w miarę dostępności prezentujemy też dane za 2020 rok, podstawą naszej oceny będzie koniec 2019 roku. Aby uniknąć zarzutów o stronniczość, w tej prezentacji porównujemy wszystkie wybrane przez Morawieckiego cele z ich realizacją. Jednocześnie, dążąc do tego, by ewaluacja była pełniejsza, na koniec porównujemy dynamikę wskaźników z analogicznym czteroletnim okresem przed dojściem PiS do władzy, gdy rządziła koalicja PO-PSL – podkreśla FOR.
Okazuje się, że z dziewięciu celów osiągnięte zostały tylko dwa: eksport wzrósł bardziej niż PKB (co było jednak tylko kontynuacją trendu obecnego od początków transformacji); zasięg ubóstwa względnego (nie skrajnego) spadł, osiągając poziom poniżej 15,5 proc. (stało się to jednak już w 2015 roku).
Różne cele z pierwotnego planu Morawieckiego były później wielokrotnie modyfikowane, ale rząd PiS nigdy nie przedstawił ocen stopnia ich realizacji. Postawionych celów w większości obszarów nie udałoby się osiągnąć, nawet gdyby nie wybuchła pandemia. Jednak rząd zamiast przedstawić podsumowanie wykonania planu Morawieckiego, zapowiedział kolejny „wielki plan” o chwytliwej nazwie – „Nowy Polski Ład”.

Flaczki tygodnia

Rozpada się Porozumienia Prawicy, czyli koalicja PiS ze Zjednoczoną Prawicą Gowina i ziobrowską Solidarną Polską.

Pan prezes Kaczyński jak kania dżdżu łaknie pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy. Łaknie też wzrostu notowań wyborczych PiS, bo te od pół roku nie gwarantują mu już utrzymania władzy.

Pan prezes potrzebuje pieniędzy z Unii Europejskiej, bo tylko one mogą uwiarygodnić przygotowany od tygodni „Nowy Polski Ład”. Kolejny program pokrzepienia narodowych serc, który uroczyście ogłosić ma pan premier Mateusz Morawiecki.
Będzie to program wychodzenia z pandemii i lepszego życia po zduszeniu jej. Dlatego poza rosnącymi wykresami gospodarczymi, pan premier przygotował też wiele prześlicznych slajdów o poprawie systemu ochrony zdrowia, edukacji, o ochronie środowiska nawet, no i magicznie brzmiących „innowacjach”.
Program oparty jest na szesnastu fundamentalnych filarach, które mają dodać mu powagi oraz eksperckiego wizerunku.

Jednym z ważniejszych filarów owego „Ładu” będzie Instytut na rzecz Rodziny i Demografii. Proponowana przez kaczystów nowa, skuteczna metoda na zwiększenie dzietności obywateli naszego państwa. Widać jaśniepan prezes Kaczyński naprawdę wierzy, że dzieci przynoszone są na ten świat przez obsadzone PiSiewiczami narodowe Instytuty.

Tego politycznego opium dla „ciemnego ludu” nie da się jednak skutecznie rozprowadzić po kraju bez współpracy z gowinowcami i ziobrystami. Bez ich sejmowych głosów za ratyfikowaniem unijnego Funduszu Odbudowy.

Przeciwko Funduszowi otwarcie występują ziobrzyści. W zamian za zmianę ich stanowiska, pan prezes Kaczyński obiecuje wsparcie ich dalszych czystek sądowych. Co oznacza podporządkowanie polskich sądów ziobrystom. Co na pewno wywoła kolejny spór o naruszanie praworządności z Unią Europejską i postulaty zablokowania wypłaty pieniędzy Polsce z unijnego Funduszu.

Można zatem przewidzieć, że pan prezes oszuka pana ministra Ziobrę. Zaraz po uzyskaniu ich głosów dla Funduszu Odbudowy wycofa swoje poparcie dla demolki sądów. Wie o tym pan minister Ziobro i nie śpieszy się z poparciem dla unijnego Funduszu. Końca sporu nie widać.

Pan prezes Gowin, też Jarosław, popiera europejski Fundusz Odbudowy, ale swe dalsze poparcie dla polityki swego imiennika, uzależnia od wyrzucenia z rządu swych byłych wiceministrów. Tych, którzy poparli pucz pana europosła Bielna. Pan prezes Kaczyński obiecuje „wycofanie Bielana” i jednocześnie negocjuje skaperowanie Pawełka Kukiza i piątki związanych z nim parlamentarzystów. By uzupełnić nimi ewentualną secesję gowinowców.
Ponieważ Pawełek Kukiz też wie, że pan prezes Kaczyński zawsze może go w negocjacjach „wyruchać”, mówiąc językiem rockendrolowców, to jednocześnie negocjuje z panem prezesem Gowinem przejście do jego ugrupowania. By zabezpieczyć się przed „wyruchaniem go” przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Ale pan prezes Gowin również ma świadomość, że Pawełek Kukiz zwykle obiecuje na prawo i lewo, a potem, jak to rockendrolowiec, jest bardzo niestały w uczuciach, nawet tych politycznych. I flirtuje z PSL-em, który „wyruchał” Pawełka Kukiza. I tak to rządzi Polską koalicja polityków, którzy już nie ufają sobie wzajemnie.
Koalicja sojuszu „koryta i bezkarności”.

Rozpad Porozumienia Prawicy zaczął się od forsowania ustawy zwanej „piątka dla zwierząt”. Miała ona ocieplić wizerunek PiS wśród polskiej młodzieży, pokazać „ludzkie” oblicze kaczystów.
Ale z legislacyjnego rozpędu i bałaganu, bezmyślnie wpisano do niej wiele „wielkomiejskich” postulatów, które wstrząsnęły wiejskim elektoratem PiS. Od zakazu hodowli zwierząt futerkowych i biznesowego uboju religijnego aż po administracyjne kontrole warunków życia podwórkowych „Burków”.

Wizja opresyjnych państwowych kontrolerów zaglądających do prywatnych ferm, ubojni i psich bud wstrząsnęła tradycyjną polska wsią. Społecznością dla której spory o konstytucyjność kolejnych sądów i trybunałów były księżycowymi. Podobnie jak debaty o pluralizmie mediów i misji informacyjnej publicznej TVP.
Za to groźba narzuconych z góry pomiarów długości mojego psiego łańcucha i kontroli sposobów mojego uboju moich zwierząt hodowlanych w moim domu uderzała w podstawowe wolności i mir gospodarstw domowych najbardziej twardego elektoratu PiS.
Zauważył to, i upowszechnia ze złośliwą satysfakcją, profesor Waldemar Paruch. Zdymisjonowany po ostatnich wyborach parlamentarnych szef rządowego Centrum Analiz Strategicznych.

Kiedy pan prezes Kaczyński stracił swój tradycyjny, wiejski elektorat, zechciał szybko kupić sobie przychylność grupy kapitałowej zwianej się „polski kościół kat.” Wierząc, że dzięki jej środkom propagandowym odzyska utraconą wieś. Dlatego nakazał swemu Trybunałowi Konstytucyjnemu zaostrzyć prawo antyaborcyjne, by zaspokoić żądania tej patologicznej grupy.

Nie zdawał sobie sprawy, że wywoła tym wojnę z polskimi kobietami. A także powszechną nienawiść młodego pokolenia Polaków, których chciał wcześniej kupić sobie „piątką dla zwierząt”.

Pan premier Morawiecki zapewne dalej szlifuje swe slajdy aby wreszcie wspaniale zaprezentować „Nowy Polski Ład”. W tym czasie jego ministrowie zamykają województwo Warmińsko- Mazurskie rujnując tamtejszy przemysł hotelarsko- rekreacyjny. Pod hasłem walki z pandemią.
I aby pomoc mieszkańcom tegoż województwa w walce z pandemią, rząd przekazuje im 6 milionów maseczek. Bezwartościowych, bo już przeterminowanych.

Zapewne teraz cała Warmia i Mazury, jak kania dżdżu, czeka na wystąpienia pan premiera Morawieckiego. W między czasie „Flaczki” polecają Porozumieniu Prawicy. i wszystkim innym, sztukę Eugenia Ionesco „Le Roi se meurti”.
Po polsku brzmi to „Król umiera, czyli ceremonie”.

Bigos tygodniowy

„Niemcy zazdroszczą Polsce gospodarki, tempo szczepień w Polsce jednym z najszybszych w Europie” – na te i na podobne sposoby szczytuje TVPiS, bijąc rekordy manipulacji i tworząc, swoim starym zwyczajem, groteskową „nierzeczywistość”. Niedługo ci urodzeni kłamcy zaczną krainę nad Wisłą porównywać do Szwajcarii.


Szczytowano też 1 marca z okazji Dnia Bandytów Przeklętych. Obchodzono je już prawie z takim zadęciem, jakby to było regularne święto narodowe, bo dudnił nawet sam Dudafon. Na jego „cześć i chwała” napisane z tej okazji na twitterze odpowiedział – też na twitterze – prof. Jan Hartman słowami: „Cześć i chwała mordercom, gwałcicielom i rabusiom”. A oto próbka propagandowego pisowskiego języka na tę okazję: „Wyklęci to nie tylko historia, to wzorzec na tu i teraz, wzorzec, którego panicznie boją się Gdule, Michniki i Senyszyny. Znowu wnuczęta Aurory sięgają po naszych, próbując Polaków przerobić na bierny, sterowalny tłum, który chce tylko chleba i igrzysk”.


„Tu się nie da schować. Polska jest substancją oblepiająco-żrącą” – powiedziała jedna z aktywistek ruchu na rzecz praw kobiet.


„Nie mam wątpliwości, że trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać. Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet, proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną” – powiedziała w 2016 roku wielka Maria Janion. To cytat wybitnie trafny a propos Narodowego Przymusu Rodzenia Trupów. Tyle, że „fantazje” stały się prawem.


Marta Lempart upominała się z mównicy Parlamentu Europejskiego o prawo do aborcji dla Polek podczas debaty na ten temat. krajowe media poświęciły debacie niewiele miejsca, a szkoda.


Pisarze zrzeszeni w PEN-club ogłosili oświadczenie, w którym biją na alarm z powodu „grożącej Polsce politycznej i ideologicznej cenzury”. Jej przejawy są coraz liczniejsze, n.p. odwołanie wystawy fotograficznej Chrisa Niedenthala w Rzeszowie. Słowo „grozi” nie jest tu jednak adekwatne. Ta cenzura JUŻ jest praktykowana i to na szeroką skalę. Na przykład przez włączenie się pisiorskiej, tzw. Reduty Dobrego Imienia w proces cywilny przeciw profesorom Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu, którzy napisali książkę „Dalej jest noc”, o udziale Polaków w tępieniu Żydów.


Jeszcze o cenzurze. „Ich intencją jest prześladować każdego, kto nie przestrzega archaicznych praw religijnych naszego kraju” – powiedział Nergal. Publicysta Janusz Majcherek napisał o „narastającej religijnej cenzurze w Polsce”.


Do tego doszedł terror stricte religiancko-klerykalny, czyli płocki proces aktywistek, z Elżbietą Podleśną, za rozklejanie wlepek z „Matką Boską Tęczową” wokół tamtejszego kościoła. Ten proces to hańba domowa i jedno z licznych świadectw katolickiego terroru wyznaniowego. Podobnie jak działania przydupasów Czarnka w szkolnictwie. Zaczął się też proces tych co w 2019 roku obalili pomnik Jankowskiego w Gdańsku. Wszystko to układa się w całość.


Nie sposób nie zauważyć, że władza PiS coraz częściej dzierżawi skrajności ideologiczne czyli najtrudniejsze sprawy organizacji Ordo Iuris. Tymczasem organizacja ta serią pozwów rozpoczęła ofensywę wymierzoną w wolność słowa, nazywając to walką o dobre imię Polski.


Oto kilka dokonań powołanego w sierpniu 2019 roku „Urzędu Państwowej Komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15” pod przewodem kolaboranta Ordo Iuris Błażeja Kmieciaka: wynajęcie bardzo kosztownego lokalu, obkupienie się w sprzęt, w tym meble, podwyższenie sobie uposażeń (dzięki Dudusiowi) do ponad 12 tysięcy złotych miesięcznie (drogie te Kmieciaki), załatwienie samochodów i mieszkań służbowych oraz wskazanie około 10 procent spraw pedofilskich dotyczących kleru na 121 spraw zarejestrowanych ogółem. „Kontekst kościelny nie jest dominujący w naszej pracy” – oświadczył Kmieciak w sytuacji, gdy wszelkie dane wskazują, że przypadki pedofilii klerykalnej składają się na setki spraw. Ostatnie osiągnięcie kmieciakowej kompanii to nie wpuszczenie do Urzędu opozycyjnych posłów, którzy chcieli przeprowadzić kontrolę. Jeszcze jedno zwraca uwagę – brak w nazwie dwóch słów „przestępstwo pedofilii”.


Greniuch odszedł IPN, ale greniuchowszczyzna została. Szarek, kanceliści z Pałacu (ich pryncypał przyznał Greniuchowi odznaczenie państwowe) i reszta tej ferajny pisiorskiej, jakkolwiek by się w zeznaniach nie motała i koniunkturalnie nie wycofywała z decyzji, z faszyzującą oenerowską greniuchowszczyzną tak czy inaczej, sympatyzuje.


Z mojej obserwacji wynika, że środki ochrony antycovidowe nosi znikoma mniejszość narodu. W związku z tym, nowe zarządzenie rządu zakazujące noszenia przyłbic czy zasłaniania twarzy szalikiem, bandaną lub kominem, to zastępowanie jednej fikcji inną fikcją, jedną grę pozorów inną grą pozorów. I jeszcze jedna sprawa, która winna zostać wyjaśniona, czy zakazanie noszenia tych erzaców ochrony nie jest działaniem spóźnionym? Od miesięcy wiadomo, że ich skuteczność w ochronie przed zarazą jest żadna. Zatem kto, komu i dlaczego pozwolił na produkowanie przyłbic, narażając obywateli na ciężką, zakaźną chorobę?


„Tracę kurwa siły” – mówił – między innymi – chory podobno na zespół Tourette’a Obajtek. Jeśli on ma zespół Tourette’a, to ma go też co najmniej pół narodu, na ucho licząc.

Bigos tygodniowy

„Dania jest więzieniem” – mówił szekspirowski Hamlet. Dziś ta metafora dziwnie pasuje do życia wielu z nas w pandemii koronawirusa. Możliwość poruszania się po Europie ograniczona została do minimum i dopuszczalna pod warunkiem posiadania aktualnego negatywnego wyniku testu lub zaświadczenia o przyjęciu szczepionki. Czyli – była Unia Europejska i nie ma Unii Europejskiej. Jeszcze rok temu można było poruszać się po kontynencie, od wschodu po zachód, od północy po południe. Dla obywateli Unii Europejskiej granice państw przestały być zauważalne i oto granice te powróciły. Już nie mamy de facto praw obywateli UE, bo to oczywiste, że pełnoprawny obywatel ma prawo bez ograniczeń poruszać się po przestrzeni, której jest obywatelem. Jesteśmy więc jak chłopi pańszczyźniani przywiązani do własnych krajów. Owszem, można gdzieś podróżować, ale pod ścisłymi rygorami. To pokazuje jak wątła i krucha jest konstrukcja UE, jak iluzoryczna jej idea. Okazało się, że jest to konstrukcja na pogodę, ale już nie na niepogodę.


Do najbardziej dokuczliwych więzień należy Polska, w której pisowska władza wprowadziła w życie Narodowy Program Rodzenia Trupów. Radykalne zaostrzenie prawa aborcyjnego uczyniło ten kraj piekłem kobiet w stopniu do tej pory niewyobrażalnym. Nie tylko z uwagi na kształt tego „prawa”, ale także z tego powodu, że warunki pandemiczne i ograniczenie możliwości przekraczania granic oznaczają także radykalne ograniczenie możliwości przeprowadzania przerwania ciąży za granicą. Nadal nie mogę się otrząsnąć z uczucia upiornego koszmaru. W kraju należącym do Unii Europejskiej przyjęto „prawo” jakby wymyślone w ramach ponurej dystonii, jakby rodem z upiornej, makabrycznej baśni braci Grimm, „prawo” nakładające na kobiety państwowy przymus chodzenia w ciąży z trupem czy półtrupem, a następnie wydania go na świat. To kolejny dowód na to jak słabym w praktyce, choć pięknym jako idea, konstruktem okazała się Unia Europejska, skoro coś takiego mogło się pod – bądź co bądź – jej dachem – nomen omen – urodzić.


Na stanowisko kierownictwa Platformy Obywatelskiej skłaniające się ku uznaniu potrzeby liberalizacji ustawy dotyczącej aborcji (możliwość legalne aborcji do 12 tygodnia ciąży) można by z lewicowego punktu widzenia wszechstronnie powybrzydzać. Że jednak zbyt zachowawcze w tych ograniczeniach i warunkach, że „rychło w czas”, że to efekt koniunkturalizmu i tak dalej i tak dalej. W tej jednak sprawie, tak ważnej społecznie, trzeba okazać wielkoduszność. Jakby nie było, to dobrze, że PO się w końcu na to odważyła po tylu latach postawy tchórzliwej i asekuranckiej. Lepiej późno niż wcale.


Kilka dni temu zatrzymano polskiego pedofila i sprowadzono do kraju. Odnaleziono go na terenie Filipin, gdzie krył się od kilku lat, po prawomocnym wyroku, skazującym go na karę pozbawienia wolności. Tymczasem w Polsce, pedofile w sutannach latami działają bezkarnie, pod parasolem ochronnym hierarchów, pod nosem organów ścigania.


Tymczasem represje polityczne rozkręcają się na full. Dziennikarka Jewish Telegraphic Agency Katarzyna Markusz na łamach „Krytyki Politycznej” zadała pytanie: „Czy doczekamy dnia, w którym polska władza również przyzna, że niechęć do Żydów była wśród Polaków nagminna, a polski współudział w  Zagładzie jest faktem historycznym?”. Niewiarygodne, ale za postawienie tego pytania została przesłuchana przez policję na polecenie prokuratury!!! Dziennikarze – uważajcie, bo jeszcze trochę i niedługo nie będzie można pisnąć słowa, które nie spodoba się reżymowi PiS. Ziobro et consortes już nad tym pracuje.


Inny przykład skrajnie prawicowej ofensywy ideologicznej: niejaki Górecki Artur współpracujący z Ordo Iuris, zastępca dyrektora w Departamencie Programów Nauczania i Podręczników w Ministerstwie Edukacji i Nauki Czarnka, będzie dodatkowo koordynował prace nad treściami podręczników szkolnych i treściami nauczania. Czyli już niedługo będą one kształtowane na modłę Ordo Iuris, a ściśle biorąc na modłę katolicką. Górecki stwierdził, że szkolne treści, które oddalają młodzież i dzieci od zbawienia są groźniejsze niż brak monitoringu (sic!). Podobny profil w MEN reprezentuje nowo mianowany szef gabinetu politycznego Czarnka, niejaki Brzózka Radosław.


Jeszcze inny przykład ideologicznej ofensywy: trwa proces przeciwko Elżbiecie Podleśnej i dwóm innym kobietom o obrazę uczuć religijnych, polegającej na wywieszeniu plakatów z wizerunkiem tzw. „Matki Boskiej” w barwach tęczowych. W Bigosie nie wystarczyłoby miejsca na pomieszczenie wszystkich przypadków brutalnej ofensywy ideologicznej kleroprawicy.


Zjednoczona Prawica jest zjednoczona tylko z nazwy. Porozumienie Jarosława Gowina, właśnie cofnęło rekomendacje ministerialne dla swoich trzech byłych członków, póki co bez efektu, bo Mateo ich nie zdymisjonował. Natomiast tenże Mateo, za zgodą kierownictwa PiS czytaj: Kaczor, podpisał dymisję niejakiego Kowalskiego Janusza, wiernego żołnierza Ziobra, zasilającego rozbuchany ministerialny zasób, od dłuższego czasu kontestującego działania rządu. W tej sytuacji należy się zastanowić czy jeszcze mamy Zjednoczoną Prawicę i rząd, a jeśli mamy to czy jest zdolny w tym pandemicznym czasie rządzić.


Duduś odwiedził stoki narciarskie w Wiśle, oczywiście w kilkuosobowej obstawie sopowców. Pierwszy narciarz RP, jest znanym miłośnikiem sportów zimowych i wykorzystał oczywiście czasowe poluzowanie obostrzeń pandemicznych, aby zrealizować swoje pasje. Nieważne, że miażdżąca część narodu walczy z biedą i pandemią, o jakimkolwiek wyjeździe nawet nie marząc. Dudusiowi nikt szusowania nie zabroni, zmęczył się robotą na państwowym, po prostu zharał, niech Andrzejek się zatem zrelaksuje, bo czas szaleństw na skuterze wodnym odległy.


Zybertowicz Andrzej powiedział, że kobieta nie jest właścicielem swojej macicy, gdy jest w ciąży, bo jej zawartość składa się także z materiału genetycznego zapładniacza. Z jakiej wartości materiału genetycznego składa się mózgownica Zybertowicza?

Flaczki tygodnia

Pilnujcie portfeli i kart kredytowych. Życie podrożeje nam, nie tylko za sprawą zarazy i szczepionkowego chaosu. PiS funduje nam jeszcze serię bolesnych podwyżek podatków i nowych opłat. Co przyśpieszy i tak już szybko rosnącą inflację.

Wielki przyjaciel PiS, przegrany prezydent USA Trump, zdewaluował amerykański wzorzec deportacji.
Po paranoicznym puczu Trumpa, po „wyzwoleniu Kapitolu” przez jego wyborców, po zamieszkach i walkach z policją, upadł światowy mit promieniującego demokratycznymi wartościami Waszyngtonu. Kolebki zachodniej demokracji.
Mit uczciwej Administracji USA stale monitorującej poziom demokracji w państwach deklarujących się demokratycznymi i przede wszystkim aspirującymi do prestiżowego klubu demokracji Zachodu. Wystawiającej innym państwom certyfikaty „Państwa demokratycznego”.

Po autorytarnych rządach prezydenta Trumpa i wieńczących jego kadencję autorytarnych ekscesach, administracja waszyngtońska straciła zwyczajowe, moralne prawo do oceniania poziomu demokratyczności w innych państwach. Do pouczania ich, napominania, i przede wszystkim uzasadniania „łamaniem prawa i demokracji” nakładanych na inne państwa sankcji.

Trump przegrał swe amerykańskie wybory, ale w elitach PiS, w ich mentalności historyczno- politycznej na zawsze pozostanie zwycięzcą.
Moralnym. Zdradzonym o świcie przez antynarodowe, kosmopolityczne elity.
Jest dla nich jak ukochani przez elity PiS „żołnierze wyklęci”. Przegrany, nieskuteczny, bandyckie metody stosujący, ale do końca wierni złożonej sobie przysiędze.
Nie zdziwmy się kiedy szybko dożyjemy PiS -owskich inicjatyw uhonorowania przegranego prezydenta mszami świętymi w intencji Jego pomyślności, hagiograficznymi audycjami w TVP info, ulicami jego imienia, a nawet pomnikami odlewanymi ku czci Jego.

Nie będzie symbolu PiS- owskiego lizusostwa politycznego. Wielkiej nadziei elit PiS. Tarczy obronnej przed „ neobolszewikami ze wschodu”. Słynnego „Fortu Trump”.
Nie będzie ukłonów, politycznych przysiadów i słodkich fotek na potrzeby kampanii wyborczych i krzepienia swego „ciemnego ludu”. Bo prominenci PiS nadal nie mogą pogodzić się mentalnie z wygraną Joe Bidena.
Pan prezydent Duda długo zwlekał z gratulacjami dla nowego amerykańskiego prezydenta. Potem polski prezydent oficjalnie uznał paranoiczny pucz Trumpa za wewnętrzną sprawę amerykańskiego, zaprzyjaźnionego państwa.
Trzymając się tej logiki politycznej państwo polskie nie powinno również krytykować polityki wewnętrznej prezydenta Łukaszenki. Uznać białoruski kryzys polityczny za domenę tego „miłego, ciepłego człowieka”, jak określił białoruskiego prezydenta pan PiS marszałek Karczewski.

Elity polityczne PiS powszechne krytykowane za katastrofalną politykę zagraniczną, za skłócenie państwa polskiego ze wszystkimi swymi europejskimi sąsiadami oraz liderami Unii Europejskiej, zawsze osłaniały się swymi znakomitymi relacjami z przywódcą największego światowego mocarstwa, prezydentem Donaldem Tumpem.
Dziś widzimy, że taktyczny sojusz militarny z USA zapewne pozostanie, ale o nowej, wielkiej przyjaźni między polskimi i amerykańskimi przywódcami politycznymi mowy już nie będzie.

Teraz jedynym oficjalnym przyjacielem Polski jaśniepana prezesa Kaczyńskiego jest węgierski premier Wiktor Orban. Krętacz polityczny. Autokrata. Patron węgierskiej oligarchii, złodziei unijnych pieniędzy i zakłamanych miłośników homoseksualnych orgii.
Idealny wzorzec osobowy dla polskiej narodowo- katolickiej młodzieży.

Jak nieudolne, zakłamane i złodziejskie są rządzące nami elity PiS wielu z nas już dostrzega. I chciałoby końca władzy tej oligarchii. Choć już teraz wiele osób boi się, że jaśnie pan prezes Kaczyński będzie oddawał swą władzę równie elegancko jak jego amerykański przyjaciel.

Niechęć do elit PiS rośnie, ale nie przekłada się ono automatycznie na spadek przedwyborczych notowań Zjednoczonej Prawicy. Bo choć wielu wyborców chciałoby nowej władzy, ale nie widzi przekonywującej alternatywy dla dotychczasowych rządów.
Platforma Obywatelska nadal kojarzona jest z arogancją wielkomiejskich elit. Pogardą wobec Polski prowincjonalnej. Pogardliwym, liberalnym ekonomicznym wyzyskiem uosabianym przez ministra finansów Rostowskiego i prezydenta Komorowskiego.
PSL postrzegana jest jako partia pazerna na władzę, obrotowy dopełniacz koalicyjnych większości. Konfederacja i Lewica są prezentowani przez największe krajowe media jako ugrupowania skrajne. Partie protestu, ale nie partie alternatywnej władzy. Przyprawy politycznej kuchni, przystawki ewentualne, ale nie dania główne.

Cóż może zrobić lewica, zwłaszcza ta parlamentarna, aby być postrzegana jako poważna formacja?
Zaprezentować swój program alternatywnej V Rzeczpospolitej. Sprawiedliwej społecznie i demokratycznej. Tylko tyle. I aż tyle.

Czy Henryk Gulbinowicz używający jeszcze niedawno tytułów i insygniów kardynała polskiego kościoła kat. miał duszę?
Pytanie to może paść, bo ukarany przez administrację watykańską polski hierarcha kościelny miał w ramach nałożonej na niego pokuty przekazać „pewną sumę pieniędzy jako darowizny” na rzecz fundacji świętego Józefa. Fundacji powstałej dla pomocy ofiarom nadużyć seksualnych.

Ale dziennikarze z portalu Interia sprawdzili i okazało się, że przymusowa darowizna nie wpłynęła.
Były kardynał zmarł bowiem niedługo po nałożeniu na niego kary. Nie zdążył dokonać przelewu.
Jego macierzysty zakład pracy, czyli archidiecezja wrocławska, nie poczuwa się do odpowiedzialności za swego szefa. Dowodząc tym starego porzekadła, że polski kościół kat. prędzej zrezygnuje z dogmatu o zmartwychwstaniu Jezusa niż z posiadanych przez siebie pieniędzy.
Do „darowizny” nie poczuwają się też spadkobiercy Gulbinowicza, choć były kardynał spory mająteczek zostawił.
Trwa uchylanie się od odpowiedzialności. Należnej fundacji kasy nie ma.
Myślę, że to ważne dla samego śp. kardynała. Dla spokoju jego duszy należy rozwiązać jego ziemskie sprawy i wypełnić nałożone na niego zobowiązani, powiedziała Interii Marta Titaniec, członkini zarządu fundacji św. Józefa.

Dlatego kiedy słyszę teraz w przewodach kominowych charakterystyczne ciche wycie, to niechybnie jest ono efektem niespokojnej duszy byłego kardynała.
Musi tak być, bo inaczej trzeba by uznać, że były kardynał duszy nie miał.

Flaczki Tygodnia

Rząd zapowiedział wielką Narodową Kwarantannę. Koniecznie „Narodową”, bo elity PiS uważają, że taki przymiotnik dodaje wszystkiemu szczególnej, patriotycznej rangi. Specyficznego sacrum.

Oczywiście „narodowa kwarantanna” w kraju o tej narodowości wzbudziła od razu wiele dowcipów i szyderstw z władzy. Pytań o jaki „naród” rządowi chodzi. Bo jeśli rządzący myślą o polskim narodzie, to co z mieszkającymi w Polsce obywatelami innych narodowości? Czy ich „narodowa” kwarantanna już nie dotyczy? Pointą były kpiny, że znowu Żydom w Polsce najlepiej.

Niestety naród polski nie przyjął surowo zapowiadanej Narodowej Kwarantanny z odpowiednią powagą. Wielu Polaków obiecywanym, restrykcyjnym prawem nie przejmuje się. I już zapowiada, że będzie go łamać. Taką postawę tłumaczy regularnym, jawnym łamaniem obowiązującego prawa i lekceważenia zasad przez oligarchów PiS.
Na dowód sypią przykładami. Ojciec Chrzestny Radia Maryja zorganizował wielki zjazd w Toruniu z udziałem najwyższej oligarchii narodowo- katolickiej prawicy. Wszyscy łamali tam prawo i anty kowidowe zasady. Jaśnie pan prezes Kaczyński stale żyje ponad wszelkim, obowiązującym u nas prawem. Pan wiece minister Janusz Kowalski ogłosił publicznie bojkot nakazanego przez rząd Narodowego Programu Szczepień. Inny wiceminister zdrowia reklamuje lek na zarazę niedopuszczony do leczenia przez jego szefa, ministra zdrowia.

Komentatorzy polityczni dziwią się dlaczego wielką Narodową Kwarantannę ogłosił pan minister zdrowia, a nie pan premier Morawiecki. I tłumaczą ten fakt potrzebą skuteczności rządowego przekazu. Naród przyjął do wiadomości ministerialną groźbę nowych restrykcji, choć je kontestuje. Gdyby padły one z ust pana premiera, to wiele osób uznałoby je za kolejne kłamstwa Morawieckiego. I wymazało ze swej pamięci.

Narodowi komentatorzy polityczni i obserwatorzy narodowego życia społecznego zauważają, że Polacy traktują władzę PiS jak ich przodkowie rządy administracji Hansa Franka w Generalnym Gubernatorstwie. Bo obecna władza coraz częściej postrzegana jest jako ciało obce, okupacyjne nawet.

Podczas okupacji Polacy czynili wszystko, aby obejść narzucone im przez okupantów prawo, oszukać antypolską administrację. Teraz jest podobnie.
Po zapowiedzi wprowadzania nowych restrykcji Narodowej Kwarantanny od razu zaczęli organizować się posiadacze kamperów i narodowych turystycznych przyczep. Zamierają spędzać narodowego Sylwestra, a potem ferie razem ze swymi rodzinami i narodowymi przyjaciółmi. Poza ośrodkami miejskimi. Będą żyć jak narodowi partyzanci, zapowiadają. Podobne plany mają posiadacze narodowych działek i domków letniskowych. Zapraszają licznych znajomych na działkowe Sylwestry. Liczą na ciepłą zimę w tym roku.
Przymusowo zurbanizowani Polacy szukają sposobów na przemieszczanie się w czasie obowiązującej w Sylwestra narodowej godziny policyjnej. Jedni zamierzają udawać narodowych katolików udających się na narodową noworoczną mszę do kościoła. Inni grupę zbolałych szukających narodowej dyżurnej apteki, lub wykonujących zleconą im narodową pracę.
Zatwardziali narciarze planują pobyty w zamaskowanych narodowych gospodarstwach agroturystycznych. Konspiracyjne wjazdy na stoki kuligami ciągniętymi przez narodowe skutery śnieżne. I potem zjazdy na nartach. Zjazdów narodowych narodowa władza jeszcze nie zakazała.

Może się też okazać, że narodowe turystyczne gminy, jak to niektóre tatrzańskie już zapowiadają, wypowiedzą posłuszeństwo anty narodowym władzom warszawskim. I uruchomią u siebie narodowe wyciągi, narodowe hotele i narodowe stoiska z narodową herbatą po góralsku. A na rogatkach postawią staż. Też narodową.

Teraz też, jak za okupacji, uciśniony naród nuci zakazane w TVPiS piosenki: ”Siekiera, motyka, w głosach manko, powtórzymy głosowanko, praworządność w proch i w pył, byle prezes w szczęściu żył”.

Już „Tysiące Polaków podpisały apel do władz TVP, aby z planowanych koncertów świątecznych wykluczyła artystów, którzy wsparli awanturnicze protesty, donosi „Gazeta Polska Codziennie”.
To odpowiedź na apel „grupy społeczników” z Centrum Życia i Rodziny w którym domagają się wycofania ze świątecznej ramówki emisji koncertów kolęd i pastorałek, które wykonują artyści popierający postulaty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Tak jest teraz. Wtedy Polacy o mentalności „społeczników” z Centrum Życia i Rodziny też pisali narodowe donosy. Zaczynające się od „Szanowny Panie Gistapo”.

GAD


KPP, czyli Kącik Poezji Patriotycznej
NARODOWO

W NARODOWYM szpitalu, z NARODOWEJ apteki,
NARODOWY pielęgniarz, NARODOWE ma leki.
W NARODOWYM lockdownie NARODOWA gehenna,
NARODOWA mitręga ,skisła, nudna i senna.
NARODOWO zamknięte NARODOWE markety,
NARODOWA policja bije NARÓD niestety.
NARODOWE podwyżki NARODOWY Sejm daje,
bo takie są ostatnio NARODOWE zwyczaje.
NARODOWE złodziejstwo, NARODOWE przekręty
NARODOWY bandyta ,co kreuje się świętym.
Czasem marsz NARODOWY ludzi z lekka przerazi
zgodnie z wolą i chęcią NARODOWYCH włodarzy.
W NARODOWEJ pandemii NARODOWA „prywatka”
NARODOWEGO skarbu – „nadzakonnika Tadka”.
NARODOWY poeta pozostaje na szańcu,
ale w coraz ciaśniejszym NARODOWYM kagańcu.
I tak sobie żyjemy bez perspektyw i celu,
w tym naszym ,zwariowanym, NARODOWYM BURDELU.

dr Ryszard Grosset

DRODZY CZYTELNICY!
Następne wydanie „Trybuny” ukaże się 23 grudnia z datą 23/27.12.20
Polecamy w nim:

  • „Jakiej Polski Chcemy” autorstwa Włodzimierza Czarzastego,
  • „Koniec Międzynarodówki Davos?”, Tadeusza Klementewicza,
  • „Trzecia plaga”, czyli wiwisekcja współczesnego terroryzmu napisana przez wybitnrgo znawcę,.
  • „Z Polski a jednak do domu”, reminiscencje powojenne z pogranicza „lasu” i NKWD w ujęciu Zygmunta Tasjera,
    oraz Sadurski, Bigos Tygodniowy i wszystko to, co najbardziej lubicie czyli wieści z frontu polsko-pisowskiego.
    Kolejne wydanie „Trybuny” ukaże się 28 grudnia z datą 28/29.12.20

Flaczki tygodnia

PiS ocalił węgierskich złodziei. Oligarchów Wiktora Orbana, którzy miękko w gaciach mieli, bo ukradli Węgrom pieniądze ze wspólnego budżetu Unii Europejskiej. Spryciarz z tego Orbana. Na Węgrzech ma swoich Szajerów, a w Polsce frajerów.

Warto przypomnieć, że węgierscy złodzieje, okradający nasz wspólny budżet Unii Europejskiej, kradną również nasze, polskie pieniądze. Dlatego oligarchowie PiS osłaniając bratnich złodziei działają też na szkodę Polek i Polaków.

„Flaczki” będą teraz cierpliwie obserwować wygibasy braci Karnowskich, Tomasza Sakiewicza, Jacka Kurskiego i innych propagandowych szczujów prześcigających się w opiewaniu „Wiktorii brukselskiej” pan premiera Morawieckiego. Ale aby sprawiedliwości stało się zadość, trzeba też odnotować jedno zwycięstwo pana premiera. Przegrana Morawieckiego w Brukseli, to jednocześnie jego wygrana z panem ministrem Ziobro w krajowych partyjnych rozgrywkach.

O brukselskiej klęsce pana premiera otwarcie mówi pan minister Ziobro, lider Solidarnej Polski. Twierdzi, że wynegocjowane „konkluzje” do rozporządzenia Rady Europejskiej nie są dokumentem prawnym. Co oznacza, że oligarchia PiS nadal może być karana finansowo i politycznie za łamanie praworządności w Polsce przez praworządnych partnerów z naszej Unii Europejskiej. Zwrócił na to też uwagę Donald Tusk. Pierwszy raz od wielu lat pan minister Ziobro i Donald Tusk zgodzili się ze sobą.

Czas teraz zaprezentować istotę brukselskiego kompromisu. Nie było obiecywanych polskich i węgierskich wet do budżetu, bo w efekcie niemieckiej mediacji powstały „konkluzje” na które radośnie zgodzili się pan premier Morawiecki i Wiktor Orban. W konkluzjach nie znalazły się żadne poprawki do rozporządzenia o mechanizmie praworządności. Zaproponowano jedynie warunki pod jakimi będzie można go stosować. Po pierwsze Komisja Europejska będzie miała dwa lata na ewentualne wstrzymanie niekorzystnego dla państwa członkowskiego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Po drugie dodano zapis, że „Rada Europejska będzie dążyła do wypracowania wspólnego stanowiska”, kiedy ukarany kraj będzie chciał przedyskutować stawiany mu zarzut. Czyli wzmocniono prawo oskarżonego państwa do obrony. I wreszcie ustalono, że karanie za łamanie prawa będzie miało zastosowanie wyłącznie do nowego budżetu UE na lata 2021-2027 oraz do nowego funduszu odbudowy. To oznacza, że rozliczanie wcześniej otrzymanych z naszej Unii pieniędzy, nie będą mu podlegały.

Od samego początku, czyli od lipca 2020 roku, spór PiS z UE na temat mechanizmu praworządności miał dla oligarchii PiS jedynie wymiar symboliczny. Ale i tak nie udało im się zmienić w spornym rozporządzeniu ani przecinka. Pozostała tam kwestionowana przez nich ściśle określona definicja praworządności i jej przestrzegania. Niczego, poza propagsndową, nieskuteczną „walką o suwerenność”, politycy PiS nie zyskali.

Na polskich szantażach zyskali za to oligarchowie węgierscy. Od kilku lat toczący spór z UE o poważne zarzuty złodziejstwa podczas wydatkowania wspólnotowych funduszy. To węgierskim złodziejom groziło realne i natychmiastowe zastosowanie mechanizmu praworządności. Dlatego już sam zapis o możliwości zakwestionowania przed TSUE decyzji Komisji Europejskiej daje orbanowskim złodziejom dwa lata spokoju. Jest też wielkim zwycięstwem premiera Orbána, bo w 2022 roku będzie miał kampanię wyborczą i starał się o przedłużenie swej władzy.

Premier Orbán i jego sługa pan premier Morawiecki zapowiedzieli już, że zwrócą się do TSUE z zapytaniem negującym stosowania mechanizmu praworządności w sporach o wydawanie pieniędzy z naszego budżetu UE. Tak to Polska po raz kolejny staje się wasalem węgierskich złodziei.

„Panie Ministrze Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro! Dziękuję jako Polka i matka za obronę naszej Ojczyzny przed poniewierką, upokarzaniem i łajaniem przez Niemców, Holendrów, Francuzów i innych. Właśnie uroczyście oddaliśmy suwerenność pod rządy obcych państw – z uśmiechem, oprawą PR-ową i ku radości tych, którzy nigdy Polski nie mieli w sercu. Ale „Jeszcze Polska nie zginęła” dopóki są tacy jak Pan. Widzimy już, że „przemysł pogardy” Pana dopadł i poniewiera. Zapewniamy, że razem z Panem będziemy wiernie stać na straży niepodległości Polski i zniesiemy każde upokorzenie. Dla naszej Ojczyzny i przyszłości dzieci – warto”, pisze z Brukseli euro deputowana PiS pani Beata Kempa.

„Veto albo śmierć!”, wzywał pan minister Janusz Kowalski na Twitterze już w lipcu tego roku. A potem powtarzał to hasło wielokrotnie, ostatnio podczas konferencji prasowej w listopadzie. „Niemcy chcą skolonizować Polskę. Nie mam co do tego żadnej wątpliwości. W czasie pandemii Niemcy chcą złamać traktat i bezprawnie odebrać nam suwerenność” –tweetował 11 listopad wspierając swego wodza, pana ministra Ziobrę. Jeszcze 10 grudnia zdążył sflekować panią poseł PiS, która skrytykowała stanowisko pana ministra Ziobry dotyczący weta. „Może Jadwiga Emilewicz nie wie, co to są „konkluzje” Rady Europejskiej. To nie jest prawo – to wyłącznie stanowisko polityczne”, bił bez pardonu koalicyjną miękiszonkę.

Teraz wiemy, że weta nie będzie. Co teraz uczyni pan minister Janusz Kowalski? Wybierze honorowe rozwiązanie? Popełni samobójstwo jak przedwojenny oficer?
Nie oczekujcie tego od notorycznego kłamcy.

Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało. I znów Ziobrowcy, pomimo licznych upokorzeń, pozostali w koalicji rządzącej. Bóg, honor, kasa. Kasa przede wszystkim.

„Kto jest polskim Józefem Szajerem?”, pytanie zadane tu niedawno nie znalazło jeszcze odpowiedzi. Ale pewne znaki na prawicowym niebie sugerują, że taka odpowiedź padnie. Czeka tylko na odpowiedni moment w przyszłych sporach oligarchów PiS z buntownikami Solidarnej Polski.