Bigos tygodniowy

To oczywiste, że pisiory nienawidzą TVN, że nienawidzą lewackich Demokratów i Joe Bidena, że nie mogą się pogodzić z tym, że Fort Trump poszedł się jebać, a poza tym, że trudno im znieść jakiekolwiek medium, które jest poza zasięgiem ich władzy. Dlaczego jednak na Wojnę Secesyjną z USA wysłali najsłabsze intelektualnie ogniwo swojego łańcucha, czyli „Głupiego Jasia”? Bigos chciałby pokpić z „Głupiego Jasia”, który kiedyś wyznał publicznie, że tuż po narodzeniu „pies mu mordę lizał”, ale nie zrobi tego, bo też, jak „Głupi Jasio”, kocha psy. Bigos chciał więc „Głupiego Jasia” potraktować po kumotersku, ulgowo, ale się nie udało, bo „Głupi Jasio” w napadzie głupawki powiedział, że TVN powinna naśladować TVP. No, on jednak naprawdę zszedł na psy. W negatywnym tego powiedzenia znaczeniu, bo jest też znaczenie pozytywne.


A pytany o Wojnę Secesyjną z USA w kontekście planowanej noweli (zacji) ustawy o KRRiTV, pożal się boże minister (łech, łech) kultury wypalił, jak to on, głupa, mówiąc, że on zna tylko nowele Sienkiewicza. Dowcipniś.


Pisowscy propagandyści, czyli cała karnowszczyzna, z uporem godnym lepszej sprawy określają rządy PiS jako rządy „konserwatystów”. Wystarczy sięgnąć po podstawową literaturę przedmiotu, n.p. po pisma Josepha de Maistre czy po „Paradoksy kontrrewolucji” Jerzego Szackiego, by zorientować się, że PiS tyle ma wspólnego z konserwatyzmem jako doktryną ideowo-filozoficzną co Bigos z krakowską kurią Jędraszewskiego. Jedynie co PiS konserwuje, to najgorsze gatunki polskiego gówna.


Zapluty Karzeł Reakcji przyłączył Polskę do putiniady Orbana, Salviniego i Le Pen, ubranej w szaty „troski o dobro Europy”. Typowa mowa orwellowska. Czyżby on rzeczywiście, naprawdę był … śpiochem?


Dumoń znany był do tej pory głównie z tego, że truł paszczą w swoich dętych i drętwych przemowach. Okazuje się, że truje na na potęgę jeszcze inaczej. Lata mianowicie bez opamiętania samolotem z Warszawy do Krakowa i nazad, na weekendy. Pewnie żeby naładować akumulatory u rodziców-dewotów. Niestety, Dumonia nie da się tak zdymisjonować jak Kuchcika dwa lata temu, za to, że z latania w ptaka uczynił sobie sposób na życie na koszt podatników.


Karnowszczyzna szczuje na Donalda Tuska z taką furią, jadem i bez opamiętania, że jeśli nie dostanie on uczciwej i sprawnej ochrony, to może się to skończyć tak, jak skończyło się w przypadku Pawła Adamowicza. Ataku wariata czy wariatki z nożem, którzy zechcą uwolnić Ojczyznę od znienawidzonego „Króla Europy” i „niemieckiego i brukselskiego sługusa” naprawdę nietrudno sobie wyobrazić, tym bardziej po epizodzie w Szczecinie. Żeby nie było, że Bigos nie ostrzegał.


Klementyna Suchanow z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, która uczestniczyła w obiedzie u prezydenta Francji Emmanuela Macrona z okazji Forum Równości Pokoleń ONZ w Paryżu, powiedziała tamże, że „układ nerwowy fundamentalizmu religijnego (zwalczającego prawa) kobiet znajduje się w Polsce”. Niebawem rozpocznie się proces m.in. Klementyny Suchanow i Marty Lempart właśnie za organizację demonstracji Ogólnopolskiego Strajku Kobiet jesienią 2020 roku. A tymczasem sąd w Świnoujściu uniewinnił kobietę prześladowaną przez policję i prokuraturę PiS za udział w OSK. Oskarżono ją o używanie wulgarnych słów. To już dorośli ludzie nie mogą używać wulgarnych słów? Także Bigos, który co tydzień publicznie woła: „Osiem gwiazdek!!!” ?


Szef senackiego klubu PiS Marek Martynowski określił Sobolewskiego Krzysztofa jako „twarz nepotyzmu” w jego partii i na znak protestu oddał swoją funkcję. Jednak już nazajutrz nieaktualna stała się fronda Girzyńskiego, bo należący do niej Czartoryski, czymś nagrodzony lub zastraszony, powrócił grzecznie na łono PiS. Frondował tylko dwa tygodnie, a PiS znów ma w Sejmie większość. Bigos czeka na jakąś frondę, która potrwa co najmniej kwartał.


Bigos miał się naocznie i nausznie okazję przekonać, jak oddana jest Kościołowi kat. i ufna w jego cnoty jest polska młodzież. Siedząc na ławce miasteczku warmińsko-mazurskim usłyszał takty rapowej piosenki puszczanej przez grupę kilkunastoletnich chłopaków z jakiegoś aparaciku. Refren tej piosenki brzmiał następująco: „Nie mógł jebany przystąpić do mszy, bo księdza pedofila zawinęły psy”. Tym negatywnym zjawiskom zapobiegnie jednak na pewno plan przywrócenia polskiej młodzieży katolickich cnót poprzez wpisanie na listę lektur szkolnych dzieła Świętego Jana Pawła Drugiego „Pamięć i tożsamość”. O „cnoty młodzieży niewieściej” ma zatroszczyć się doradca Czarnka Przemysława dr Skrzydlewski Paweł z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który mówił o cnotach dziewczęcych językiem XIX-wiecznych podręczników dla spowiedników. Bigos wróży tym poczynaniom Okopów Świętej Trójcy wielkie powodzenie. Najpóźniej za rok młodzież polska będzie cnotliwa jak jasna cholera. „Dziewczęta nasze” i „orlęta męskie” zwyciężą, mimo że w gombrowiczowskiej „Ferdydurke” wzięli wciry od bandy Miętusa. Wyrzekną się dyskotek, alkoholu, papierosów, wciągania i zajmą studiowaniem żywotów świętych, w tym świętej Zyty w szczególności.

Abepe katowicki Skworc, kolejny protektor pedofilów, sam osobiście wymierzył sobie srogą karę za krycie pedofili w sutannach. Złożył mianowicie rezygnację z funkcji szefa komisji episkopatu do spraw duszpasterstwa. Z biskupstwa katowickiego jednak nie zrezygnował. Czy Franciszek po wyjściu ze szpitala wyciągnie wniosek z tego, że Skworc próbuje zrobić z niego idiotę?

Flaczki tygodnia

Uwaga,Uwaga, Uwaga! Do Warszawy przybywa Rewizor. Matthew G. Boyse, zastępca asystenta sekretarza stanu USA. Dyplomata, który zajmuje się relacjami z Europą Środkową i Wschodnią.

Jak już Amerykanie zapowiedzieli, głównym tematem jego wizyty będzie odpowiedź administracji USA na atak liderów PiS na amerykańskie przedsiębiorstwa w Polsce. Zwłaszcza na największą amerykańską inwestycję w naszym kraju,czyli grupę medialną TVN.

Zastępca asystenta sekretarza stanu Boyse to najwyższy rangą urzędnik administracji USA przysłany w tym roku na rozmowy do Polski. Państwa, które administracja nowego prezydenta Bidena demonstracyjnie olewa.
Polska jest jedynym państwem NATO, w którym Waszyngton nie mianował swojego ambasadora. Pan prezydent Duda nie miał jeszcze okazji do merytorycznej rozmowy z prezydentem Bidenem. Nie dostał też zaproszenia na kurtuazyjną, rutynową rozmowę z amerykańskim prezydentem podczas ostatniego szczytu NATO. Czy w przyszłym tygodniu pan prezydent Duda dostąpi łaski rozmowy z amerykańskim Zastępcą Asystenta?

Rozmowy liderów PiS z przysłanym tu Zastępcą Asystenta mogą być trudne. Za czasów ukochanego przez elity PiS prezydenta Trumpa, ów Boyse był współtwórcą polityki administracji USA wobec naszego kraju. Czyli wtedy był swój. Ale jak zachowa się teraz?
Dodatkowo, i co najgorsze, tenże Boyse zna język polski!

Zatem nie wejdą w grę ulubione i często stosowane przez elity PiS propagandowe uzasadnienie ich katastrof w polityce zagranicznej. Na zasadzie „Chcieliśmy dobrze, ale oni nie zrozumieli naszych szlachetnych intencji, bo mieli ich złe tłumaczenie”.
Teraz w Warszawie spekuluje się w jaki sposób amerykański Zastępca Asystenta przywoła rządzące elity PiS do porządku? Czy zgodnie z konserwatywną filozofią pana ministra Czarnka, każdego ze swych rozmówców przełoży przez kolano i da mu pięć pasów na goły tyłek? Aby skutecznie wybić im z głowy brykanie.
Czy od razu zagrozi zablokowaniem sprzedaży samolotów F-35 i innego amerykańskiego sprzętu wojskowego, który mógłby prześlicznie prezentować się na ukochanych przez PiS defiladach?
Wówczas do defilowania pozostaną elitom PiS jedynie stare poradzieckie i poniemieckie czołgi, przemalowane stare, „komunistyczne” hełmy, dziarskie oddziały WOT w chińskich tenisówkach, no i piesza husaria grup rekonstrukcyjnych.

Co działo się w głowie pana posła Marka Suskiego, że zaprezentował w Sejmie RP projekt ustawy wywołującej wojną z TVN, rozpalający już trwającą „zimną wojnę” z administracją USA?
Co gorsza pan poseł Suski, i wspierający go publicznie pan premier Morawiecki, proponowane ustawowe zaostrzenia rygorów polskiego rynku medialnego,uzasadniali ochroną Polski przed naporem kapitału amerykańskiego, rosyjskiego, chińskiego i arabskiego.

Przy okazji pan poseł Suski jest przewodniczącym parlamentarnej grupy polsko -chińskiej. Wielokrotnie w tej kadencji publicznie deklarował swą przyjaźń wobec Chin, narodu chińskiego, respekt dla Komunistycznej Partii Chin. Jako parlamentarzysta o artystycznej wrażliwości obiecywał wsparcie PiS dla upowszechniania chińskiej kultury.
A teraz promuje blokadę dla chińskiego kapitału, gdyby zechciał on zainwestować w telewizję w Polsce by promować chińską kulturę.
Czy firmy chińskie pragnące zainwestować w Polsce mogą przy władzy PiS czuć się bezpiecznie?

Pan poseł Suski należy do grona intelektualistów PiS i zaufanych współpracowników pana prezesa Kaczyńskiego. Dlatego krajowy medialny Komentariat głowi się teraz co działo się w głowach pana prezesa Kaczyńskiego i pana przewodniczącego Suskiego, że postanowili uderzyć w kapitał amerykański, chiński, arabski i rosyjski naraz? Wojować na cztery fronty.

Pojawiają się tłumaczenia, że to tylko mała,medialna wojenka, aby odwrócić uwagę krajowych mediów od problemów władzy PiS. Może w Polsce to i odwróci, przykład tych „Flaczków”,poświęconych tylko temu tematowi, potwierdza taki zamysł.

Ale za granicą nie rozumieją takich gierek. Pewnie dlatego prestiżowa,czytana na całym świecie, gazeta „Handelsblatt” rekomenduje biznesowi omijanie Polski.

Bigos tygodniowy

Bigos z lubością zalicza się do Klubu Ośmiu Gwiazdek, a że lubi dobrych mówców, więc z uznaniem wysłuchał sobotniego przemówienia Donalda Tuska, a także jego niedzielnej konferencji prasowej. Z retorycznego punktu widzenia majstersztykiem było ustawienie obecnej władzy, już w w pierwszych słowach, w roli Wcielonego Zła, bo PiS jest rzeczywiście złem, które radykalnie szkodzi Polsce. Tusk powrócił do polskiej polityki z brawurą fightera. Jednak zgrzytem po jego stronie było zdystansowanie się, w kontekście przyszłej współpracy sił opozycyjnych, od Lewicy (zadra liberałów o sławetne głosowanie w sprawie funduszy europejskich). Tusk zasugerował, że pozwoli Lewicy, klęczącej na grochu, przystąpić do współpracy, gdy złoży mocne postanowienie poprawy. To było niepotrzebne, bo Lewica nie zrobiła nic tak bardzo złego, by ją aż tak uparcie piętnować. „Emerytowany ratownik polskiej demokracji”, jak sam się Tusk określił, mógł sobie tę małostkowość darować, bo prędzej czy później Lewica będzie mu jednak w końcu potrzebna. Dlatego bardzo dobrze, że przewodniczący Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty życzliwie i bez żadnych wstępnych warunków przyjął powrót Donalda Tuska i podkreślił konieczność sformowania jednolitego frontu opozycji na rzecz odsunięcia PiS od władzy.


Równolegle z powrotem Tuska odbył się kongres pisiorów. Na końcu ferajna wybrała szefa, którym ponownie został Zapluty Karzeł Reakcji. Jednym z jego zastępców został Matousz. PiS ostatecznie przyjęło bankiera-kłamczucha na swoje ścisłe łono, już nie w roli sublokatora. Poza tym podjęli uchwałę „antynepotyczną”. Nakazał ją ZKR, strasząc że w przeciwnym razie PiS nie ma szans na zwycięstwo wyborcze. Jednakże przed podjęciem uchwały dokonano w niej resekcji zębów siekaczy, pozostawiając furtkę dla czynienia niezbędnych wyjątków. ZKR powiedział też, że choć nepotyzm jest zjawiskiem w PiS wąskim, to „opozycja z tego korzysta przeciw nam” i że „jeśli się z nią nie poradzimy, to nie mamy szans na wygraną”. Czyli otwartym tekstem powiedział, że gdyby nepotyzm PiS-owi nie szkodził, to spokojnie można by go uprawiać, ale w tej sytuacji tak się nie da. A poza tym, w ogóle, nastrój na kongresie PiS sprawiał wrażenie minorowego, bez ikry. Tak też, jakoś minorowo i bez pałera, przemawiał sam ZKR. Coś się psuje także w kręgach doradczych. Pisowski „rebe” Józef Orzeł z Klubu Ronina, któremu dotąd nie można było odmówić inteligencji, umiejętności analitycznych, rozsądku i który często wypowiadał się PiS-owi pod prąd, zaczął ostatnio zgrzytać jak psujący się sprzęt. Skrytykował oto Tuska, że wskazując na PiS jako na Wcielone Zło, popełnił błąd. A przecież PiS, stosując tę metodę, kilkakrotnie wygrało wybory, podobno posiłkując się doktryną Carla Schmitta. I gdy tę samą metodę zastosował też Wiadomy Osobnik, krzycząc przed rokiem na wyborczym wiecu, że „LGBT to nie ludzie, to ideologia” Orzeł jakoś nie protestował. Orły pisowskie dostały w locie zadyszki?


Zdecydowanie słabo zachował się natomiast Rafał Trzaskowski, który wyjeżdżając po posiedzeniu kierownictwa PO, pokazał figę dziennikarzom proszącym go o wypowiedź i na pożegnanie dmuchnął im tylko w nosy dymem z rury wydechowej. Zachował się tym samym tak, jak często zachowują się pisowcy i to w sytuacji, gdy nawet milkliwy „Pies”, Teplecki, od pewnego czasu gada jak najęty. Bigos, choć przed rokiem głosował w drugiej turze oczywiście, jak cała demokratyczna i antypisowska Polska na Pięknego Rafała i docenia jego rozmaite walory, od dawna zauważył też jego wady. Otóż – unikając eufemizmów i poprawnego ściemniania – Bigos widzi w Pięknym Rafale rysy zadufanego w sobie panicza z dobrego, artystycznego domu (syn jednej z legend jazzu Andrzeja Trzaskowskiego), wychowanego w atmosferze miłości własnej,w w kulcie własnej osoby, upajającego się publicznie swoimi wyrafinowanymi lekturami w języku francuskim (n.p. Edgar Morin), wyższego nad otaczający go gmin. Piękny Rafa śmiało mógłby za swoją dewizę przyjąć słowa rzymskiego poety Horacego „Odi profanum vulgus..” Nie wiem, czy zauważyliście, że Rafa od czasu do czasu robi zblazowane, zarozumiałe, bufoniaste miny. Nie to, żeby mógł rywalizować w tej konkurencji z Dumoniem, ale… Jeśli zestawić go z Donaldem Tuskiem, który w umiejętności kontaktu z ludźmi jest arcymistrzem może nawet lepszym niż Aleksander Kwaśniewski, to Piękny Rafał wypada fatalnie. Bigos zauważył też, gdy Rafałowi dobrze idzie, jak w rok temu w drugiej turze, to wyluzowuje i robi się cieplejszy. Gdy idzie mniej po jego myśli, usztywnia się i bufonieje.


Tymczasem w trzeciej lidze politycznej bez zmian. Na jakiejś uroczystości związanej z wojskowością, pewien Kabotyn, przemawiając, robił takie srogo-komiczne, kabotyńskie miny, że w porównaniu z nim Mussolini to był Buster Keaton, aktor bez mimiki.


Epidiaskop Polski ujawnił dane dotyczące pedofilii w kościele katolickim. Dane są porażające, jednak dla nikogo nie jest tajemnicą, że liczba pokrzywdzonych jest zaniżona. Po prawdzie jednak podali same liczby, czyli gówno podali.


Kolejna kobieta urodziła potworka, który umarł po pół godziny po porodzie. Przy okazji kobiecie rozerwano na strzępy krocze. Na rozerwanie krocza powinna zostać skazana skurwysyńska banda spod ośmiu ciemnych gwiazdek, która to „prawo” kobietom sprokurowała.


Przewodniczący Włodzimierz Czarzasty zawiesił eurodeputowanego i szefa Nowej Lewicy na Śląsku Marka Balta oraz dwójkę radnych NL za poparcie udzielone pisowskiemu zarządowi województwa śląskiego.

Flaczki tygodnia

„Mam nadzieję, że odejść z klubu PiS będzie jak najwięcej i wszystkich zapraszam do naszego koła, powiedziała pani poseł Małgorzata Janowska po opuszczeniu Klubu Parlamentarnego „Prawa i Sprawiedliwości” w zeszły piątek. Był to istny „czarny piątek” dla jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, bo wyjście trójki jego dotychczasowych parlamentarzystów sprawiło, że Klub Parlamentarny PiS stracił formalną większość w Sejmie RP. Ma teraz 299 parlamentarzystów, zaś minimalna większość uprawniająca do rządzenia to 231 parlamentarzystów. Warto też pamiętać, że wśród tych tych 299 parlamentarzystów znajduje się 16 parlamentarzystów Solidarnej Polski pana ministra – prokuratora Ziobry i około ośmiu parlamentarzystów nadal wiernych panu wicepremierowi Gowinowi. A panowie Ziobro i Gowin nie deklarują już pełnej wierności politycznej jaśniepanu prezesowi. Pan Gowin zadeklarował właśnie, że może zbudować alternatywną wobec obecnej Zjednoczoną Prawicę.

Trójka secesjonistów, czyli panowie posłowie Zbigniew Girzyński i Arkadiusz Czartoryski oraz pani poseł Małgorzata Jankowska założyli nowe koło poselskie, które skromnie nazwali „Wspólna Polska”. Do koła zaprosili innych parlamentarzystów PiS. Zwłaszcza tych, wkurwionych kapralskim stylem zarządzania klubem przez „psa Prezesa”, czyli pana wicemarszałka Ryszarda Terleckiego. Przewodniczącą koła została pani poseł Jankowska, wice przewodniczącym pan poseł Czartoryski, a sekretarzem pan poseł Girzyński. Pięknie się panowie posłowie od razu ustawili. Teraz pani przewodnicząca będzie zasuwać,odwalać bieżącą robotę, a oni będ spokojnie sobie rządzić.

Ciężko będzie rządzić panu prezesowi Kaczyńskiemu. Teraz przed każdym ważnym głosowaniem, rzecznik dyscypliny w klubie PiS, czyli pan „Pies” Terlecki, będzie musiał przeliczać posiadane aktywa, sprawdzać czy klub PiS ma większość. Ludzie pana prezesa będą musieli stale głaskać pana ministra- prokuratora Ziobrę, a nawet pana wice premiera Gowina. A dodatkowo pan prezes będzie musiał regularnie spotykać się z panem posłem Kukizem. Kadzić mu, wino z nim pić, śpiewać mu, i płaszczyć się przed tak wyjątkowym kutasem politycznym! „Flaczki” głęboko współczują panu prezesowi. I ciekawe są jak długo pan prezes, z taką transakcyjną koalicją, wytrzyma. Przecież już po jednej biesiadzie z dziadersem Kukizem każdy subtelniak może straci szacunek dla siebie.

Ciężko panu prezesowi będzie, bo dodatkowo czeka go kolejna wojna propagandowa z Izraelem. Wspieranym przez USA, czyli jedynym obecnie gwarantem polskiego bezpieczeństwa w razie ataku wojsk Rosji. Wojnę rozpoczęło oświadczenie warszawskiej Ambasady Izraela krytykujące uchwaloną przez Sejm RP ustawę blokującą roszczenia o mienie bezspadkowe. Bo władze Izraela i administracja USA uznały ją za ostateczne rozwiązanie problemu roszczeń wysuwanych przez organizacje mieniące się spadkobiercami obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Rozwiązanie złe,bo odrzucające te roszczenia. Decyzja Sejmu wzbudziła za to zachwyt wielu polskich antysemitów, narodowo- katolickich patriotów, ksenofobów, lewaków i zwyczajnych zawistników. Czyli większości obywateli naszego państwa. Nic dziwnego, że widząc tak masowe poparcie władza PiS zajęła twarde stanowisko wobec Izraela.

Do negocjacji z żydowskimi spadkobiercami rząd polski oddelegował pana wiceministra dwojga nazwisk. Szynkowski vel Sęk. Każdy kto zna subtelne relacje polsko- żydowskie wie jak wyjątkowo perfidna to prowokacja. Tym, którzy ich nie znają, „Flaczki” przypominają, że przed wojną polscy narodowcy wabili szynką religijnych Żydów do wychodzenia z gett koszernego jedzenia. A „Sęk” to tytuł jednego z najbardziej popularnych przedwojennych szmoncesów. Znany z powojennego,mistrzowskiego wykonania duetu Dziewoński- Michnikowski w kabarecie „Dudek”.

„Chciałabym wierzyć, iż będziemy mogli liczyć na wsparcie tych sojuszników w zakresie dochodzenia od Niemiec roszczeń z tytułu polskich strat poniesionych w trakcie drugiej wojny światowej, powiedziała pani marszałek Elżbieta Witek. Mówiąc ironicznie o „sojusznikach” miała na myśli Izrael i USA. I wiedziała, że takiego wsparcia nie będzie.

„Polska, dotychczas jeden z centralnych partnerów Niemiec w UE, popadła w niełaskę u władz w Berlinie. Najważniejsze konsultacje międzyrządowe spadły w tym roku z agendy – prawdopodobnie na polecenie pani kanclerz. Nadszarpnięte relacje mają daleko idące następstwa”, napisał korespondent „Die Welt” Philipp Fritz. I chociaż gospodarka niemiecka nadal jest największym i najbardziej efektywnym partnerem gospodarki niemieckiej, to relacje polityczne między obu rządami uschły. Dlatego niemiecki publicystyczny komentariat nawołuje by niemieckie elity polityczne zintensyfikowały w zamian kontakty z opozycją. Chadecy z PO i PSL, socjaldemokracji z Nową Lewicą. Ciekawe czy jeśli pani kanclerz Merkel spotka się z Donaldem Tuskiem,to pan marszałek Terlecki też ją publicznie opierdoli jak panią Ciechanouską? I też ją wyśle do Moskwy?

Na razie elity PiS mają propagandowe wojny z Niemcami, Izraelem, USA, Czechami, Białorusią, Rosją i hybrydową ze Szwecja. Z Ukrainą i Słowacją są chwilowe rozejmy. Jedynym sojusznikiem jest faszyzujący homofob premier Orban, któremu premierzy Holandii i Luksemburga zaproponowali opuszczenie Unii Europejskiej.

Aby odwrócić uwagę opinii społecznej od afer mailowych, błędów rządu i rozłamów w Zjednoczonej Prawicy pan prezes Kaczyński rzucił pana ministra Czarnka na wojnę kulturową. Skoro straszenie ruskimi hakerami nie powiodło się, to elity PiS odkurzyły starą już „ideologię LBGT”. I znów pan minister zaczął straszyć zgubnymi skutkami wpływów „mężczyzn ubranych jak kobiety”.

Czy strach przed „mężczyznami ubranymi jak kobiety” napędzi popularności PiS? Na razie najczęściej spotykanymi przez obywateli polskich „mężczyznami ubranymi jak kobiety” są księża katoliccy. Wielu z nich jest homoseksualistami, ale też wielu z nich ma heteroseksualną orientację. Niektórzy nawet turbo heteroseksualną. Czy pan minister Czarnek atakuje polskich księży świadomie czy bezmyślnie? Czy może jest takim „polskim Josefem Szlajerem”?

Ukarany przez Watykan za tuszowanie zbrodni pedofilskich, hulaszczy tryb życia i promocję zachowań homoseksualnych arcybiskup Leszek Sławoj Głódz został wybrany w Piaskach pierwszym na świecie biskupem – sołtysem. Teraz nakazuje tytułować się „Eminencją sołtysem”. Dzięki takiemu wyborowi mieszkańcy Piasek przejdą do historii jako niezwykły przykład teokracji lokalnej. Na pewno też nikt nie zarzuci Piaskom, że jest to homofobiczna „strefa wolna od LGBT”.

Skoro tak wybitni ludzie jak JE Głódź, czy wieloletni poseł PLS Genio Kłopotek zostają sołtysami, to czemu inni wybitniacy nie pójdą ich drogą? Panie prezesie Kaczyński mamy w Polsce ponad 40 tysięcy sołectw. Jest z czego wybierać.

Bigos tygodniowy

Konrad Fijołek wygrał w pierwszej turze wybory na prezydenta Rzeszowa. Nie, ten fakt należy odnotować w inny sposób. Kandydat zjednoczonej opozycji zmiażdżył nie tylko kandydatkę PiS, ale uzyskał lepszy wynik niż cała trójka prawicowych rywali razem wziętych. PiS przegrało wręcz sromotnie. Jeśli siły opozycji nie wyciągną z tego faktu należytych wniosków w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych, to będzie dla kraju dramatyczne w skutkach. Bigos jest „od zawsze” konsekwentnym patriotą Lewicy, ale będzie od niej oczekiwał, by los kraju przedłożyła ponad interes partyjny. Kandydatka PiS Leniart pogratulowała zwycięzcy i wyraziła mu współczucie. Nic dziwnego, nietrudno sobie wyobrazić z jaką zaciekłością będzie się teraz PiS mścić na Rzeszowie za to upokorzenie.


Widzę wielką przyszłość przed katolicką misją Czarnka Przemysława. Umieszczenie na listach lektur szkolnych dzieł Jana Pawła II zdecydowanie wpłynie na moralność młodzieży. Pod wpływem lektury „Pamięci i tożsamości” uczniowie przestaną używać wulgaryzmów, palić papierosy, pić alkohol i wciągać to i owo do nosa. A także pieprzyć się przed ślubem. Zamiast pleść byle co, młodzież będzie się duchowo ubogacać analizując w grupach i podgrupach myśli Wielkiego JP II. Był kiedyś, w czasach Królestwa Polskiego minister Oświecenia Publicznego, niejaki Stanisław Grabowski, którego głos ulicy obwołał ministrem „ociemnienia publicznego”. Czarnek ze swoimi poglądami jest drugim w historii Polski godnym tego miana. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda tzw. czarna reakcja, patrzcie na Czarnka, który jest jej uosobieniem.


„Większość Episkopatu oraz polityków rzekomej prawicy – bo nie jest to żadna prawica o konserwatywnym zakroju, tylko bezczelni arywiści – mówi tą samą ideologiczną i represyjną grypserą” – powiedział religioznawca, profesor Zbigniew Mikołejko. Nic dodać, nić ująć, a najtrafniejsze i najistotniejsze jest tu słowo „grypsera” .


„To pojęcie – arogancja władzy – zostało wymyślone za Gierka, ale ówcześni decydenci byli w porównaniu z obecnymi niebywale powściągliwi i skromni. Nie patrzyli nam prosto w oczy, mówiąc: „A co nam zrobicie” – powiedział inny komentator sytuacji politycznej w Polsce.


„5 byłych polskich lewackich premierów razem z Niemcami, klęczy w UE na gardle Polski symbolicznie pomagając im znieść szlaban na naszej granicy. Żebrzą o zabicie Polski, Polaków, polskości” – oświadczyła na twitterze Pawłowicz Krystyna. Brak informacji czy uczyniła to w trakcie konsumpcji sałatki z plastikowego pojemnika.


Jeden z katolickich fanatyków z portalu PCh 24.pl nazwał księży przestrzegających reżimu sanitarnego w kościołach księżmi „sanitaryjnymi”, wysługującymi się ideologii „sanitaryzmu”. I pomyśleć, że takie jak on bałwany wierzą w boga, którego nigdy nie widziały na oczy, ale nie wierzy w wirusa zidentyfikowanego przez naukę, który zabija ludzi.


Biskupi zawierzyli Polskę Najświętszemu Sercu Jezusa. Ale kasa oczywiście jest najważniejsza.


Pastor z Lublina został nieprawomocnie skazany za obrazę Dumonia. Nazwał go m.in. „jełopem skończonym” i „agentem śpiochem”. Pastor został też skazany za „obrazę uczuć religijnej” za użycie sformułowania „katolicka zidiociała Polska” i za nazwanie Kościoła katolickiego w Polsce „wielką prostytutką” i za stwierdzenie, że „katolik odmawia różaniec jak małpa”. A czyż to nie święta prawda? Katolski terror religijny trwa. Wydaje się, że w tej sprawie skazany pastor najlepiej zrobi gdy będzie apelował, a później – jeśli wyrok zostanie podtrzymany przez sąd wyższej instancji – odwoła się do Strasburga. Bigos się nie zdziwi jak pastor uzyska sute odszkodowanie, od Polski czyli od nas wszystkich.


Duda, który utracił Wujaszka Donalda, mógł się tylko oblizać, widząc jak następca Wujaszka, Mr Joe, spotyka się z ważnymi przywódcami, w tym szefami krajów Pribałtyki. Jak doniósł niejaki Szczerski, Biden miał się jednak spotkać z Dudą w kuluarach obrad NATO. Bigos czeka zatem na oficjalny komunikat strony amerykańskiej odnośnie tego krótkiego i nieplanowanego wcześniej spotkania.


W Unii Europejskiej narasta nacisk by wreszcie poważnie potraktować regułę wiążącą prawo do otrzymywania funduszy europejskich z przestrzeganiem praworządności. Także list Ridiera Reyndersa do rządu PiS, aby wycofano wniosek Matousza do Trybunału Przyłębskiej z pytaniem o stwierdzenie, co jest nadrzędne, polskie prawo wewnętrzne czy prawo unijne, może świadczyć o tym, że władze UE coraz bardziej tracą cierpliwość.


Po odrzuceniu wniosku o uchylenie immunitetu sędzi Beacie Morowiec, tzw. Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego tym samym przywróciła ją do orzekania. Spotkało się to z gwałtowną i wysoce niestosowną reakcją Ziobra, który nazwał ów wyrok „zawstydzającym” i wezwał do zapamiętania nazwisk dwóch sędziów, którzy w sprawie decydowali na korzyść Morawiec. Hipoteza Bigosu co do przyczyn tej decyzji jest taka, że członkowie rzeczonej Izby boją się tego, co może stać się z nimi, jeśli obecni ich mocodawcy utracą władzę. Natomiast sami mocodawcy nic im obecnie nie mogą zrobić, więc kalkulacja jest oczywista. W obronie rzeczonych członków ID przed Ziobrem wystąpiła prezes SN Manowska. Adam Bodnar nazwał to co prawda „kłótnią w rodzinie”, ale faktem jest że tego rodzaju spięcia „rozhermetyzowują” rządzący układ. Tak czy inaczej, stworzyło to kolejną rysę na sztandarowym pisowskim planie „reformy sądownictwa”.


Porucznik Karnowski (mniejsza o to który) zapluwając się (jak to on) z propisowskiej, służalczej, propagandowej gorliwości opowiadał w TVPiS jak to dotrzymująca słowa jest władza PiS. Mówił to w nawiązaniu do „porozumienia programowego” między Kaczyńskim a Kukizem. Przywołajmy więc tylko trzy pierwsze z brzegu dowody wiarygodności i prawdomówności PiS-iorstwa. Nałogowy łgarz Matousz obiecywał już m.in. milion aut elektrycznych, sto tysięcy mieszkań i mnóstwo dronów. Aut nie ma, mieszkań też, a po drony Dumoń wybrał się do tyrana Erdogana. Bigos już widzi oczyma wyobraźni jak Kukiz za rok-dwa ogłasza na konferencji wyborczej, że zrywa porozumienie z wiarołomcami.

Flaczki tygodnia

Nieznani jeszcze hakerzy dostali się do prywatnej skrzynki mailowej pana ministra Dworczyka. I na rosyjskim internetowym komunikatorze Telegram zaczęli publikować wykradzioną stamtąd korespondencje. Także dokumenty o charakterze poufnym, a nawet tajnym. Kompromitujące wszystkich, odpowiedzialnych za stan bezpieczeństwa państwa polskiego.

Reakcja elit PiS na ten kompromitujący je atak była charakterystyczna dla tego środowiska. Błyskawicznie, zbiorowo i solidarnie prominenci PiS uciekli od wszelkiej odpowiedzialności. Pan minister, szef kancelarii premiera Michał Dworczyk został wykreowany na niewinną ofiarę podstępnego ataku hakerów. Zapewne ruskich, czyli wyjątkowo podłych. Parlamentarzyści PiS dostali nakaz propagowania w mediach następującego przekazu. Każdy z polityków na świecie, nawet pani Hilary Clinton, może stać się ofiarą hakerskiego ataku. Nie ma na to rady i siły, bo z hakerami nawet taka mocarka jak Clinton nie wygrała. Zatem nie krytykujmy pana ministra Dworczyka. Współczujmy mu, bo każdy z parlamentarzystów, nawet tych z opozycji, może być kolejna ofiarą hakerskiego ataku. I pewnie dlatego wielu parlamentarzystów, nawet tych z opozycji, profilaktycznie łączy się w mediach w bólu ze zhakowanym panem ministrem Dworczykiem.

Tym samym dyskusja o stanie bezpieczeństwa państwa polskiego, zwłaszcza cyber bezpieczeństwa, wygasa. Nikomu już nie chce się zadawać pytania; dlaczego pan minister Dworczyk używał prywatnego, czyli łatwego do zhakowania, konta mailowego do wysyłania służbowej korespondencji? W tym korespondencji o charakterze poufnym, a może nawet tajnym. Nikomu już nie chce się zadawać pytania: czy pan minister Dworczyk został przeszkolony przez polskie służby specjalne w zakresie cyber bezpieczeństwa? Czy wie, że nie wolno mu używać prywatnej skrzynki mailowej do korespondencji służbowej? Nikomu nie chce się już pytać; czy poinformowany o tym pan minister Dworczyk złamał obowiązujący go zakaz i tym samym złamał obowiązujące go prawo? Przeciwnie po raz kolejny mamy przypadek, że kolejny polityk „Prawa i Sprawiedliwości” łamie prawo i obowiązujące go procedury bezpieczeństwa i nie ponosi za to odpowiedzialności. Przeciwnie zostaje wykreowany na ofiarę podstępnego zamachu. Jeszcze kilka tygodni a pan minister Dworczyk stanie się w narodowo- katolickich mediach kolejnym bohaterem narodowym. Zaatakowanym przez podstępnego wroga, wiadomej narodowości.

Jedenaście lat temu pan prezydent Lech Kaczyński i jego urzędnicy złamali prawo i obowiązujące procedury organizując lot do Smoleńska. W efekcie tych błędów i zaniedbań doszło do katastrofy lotniczej. Zginał prezydent RP i zaproszeni do samolotu jego goście. Śledztwo w sprawie odpowiedzialności za katastrofę trwa nadal i pewnie za rządów PiS nie zostanie oficjalnie zakończone. Prezydent Kaczyński został bohaterem narodowym w środowiskach polskiej prawicy. Tylko dlatego, że był ofiarą polskiego bałaganu i zgody na łamanie obowiązującego prawa.

W Polsce mamy liczne, rozbudowane personalnie, państwowe służby formalnie odpowiadające za utrzymywanie bezpieczeństwa w naszym państwie. Mamy rządzącą obecnie formację, która obiecywała wyborcom stworzenie silnego, bezpiecznego i dumnego państwa polskiego. Dysponującego silną armią i kompetentnymi instytucjami. A praktyka pokazuje, że tajemnice państwowe wyciekają, bo pan szef kancelarii pana premiera rozsyłał je z darmowego, czyli słabo zabezpieczonego przed hakerskimi atakami, konta mailowego. Lekceważąc potencjalne ataki, wręcz zapraszając hakerów i obce służby do czytania tajemnic państwa polskiego.

W rządzie firmowanym przez pana premiera Morawieckiego najwyższym ranga urzędnikiem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo naszego państwa jest pan wicepremier, prezes Jarosław Kaczyński. Gdybyśmy żyli w sprawnym, solidnym państwie to pan wicepremier od spraw bezpieczeństwa powinien poczuwać się do odpowiedzialności za ten atak. I zabrać publicznie głos. A pan wicepremier Kaczyński milczy.

Dlatego „Flaczki tygodnia” zachęcają opozycję parlamentarną aby złożyła w Sejmie RP wniosek o odwołanie pana wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo naszego państwa. Oczywistym jest, że pan wicepremier nie zostanie odwołany. Ale taki wniosek może być powodem ważnej i merytorycznej debaty o stanie bezpieczeństwa w naszym państwie. Debaty oceniającej pracę i osiągnięcia pana wicepremiera Kaczyńskiego. Opozycja może taż postawić wniosek o informację rządu w zakresie cyber bezpieczeństwa złożoną przez pana wicepremiera Kaczyńskiego. Pan wicepremier, znany mistrz ciętej parlamentarnej riposty, z niejednego pieca chleb jadł, i zapewne problemy cyber bezpieczeńśtwa ma w małym paluszku.

Rozwiązała się firmowana przez Roberta Biedronia lewicowa partia Wiosna. Jej parlamentarzyści wchodzą nadal w skład Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy. Samorozwiązanie się Wiosny to kroku ku zjednoczeniu z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i stworzenia jednej partii lewicowej. Kongres zjednoczeniowy planowany jest na październik tego roku. Niech wreszcie się odbędzie, wzdychają „Flaczki”, bo najgorszy jest stan ogłoszonego już małżeństwa politycznego, ale nadal nieskonsumowanego. Lewicowi wyborcy chcieliby mieć trwały, jednoznaczny byt polityczny.

Zaczęło się od wieczornym spotkań, nierzadko przy winku, i nawet wspólnych śpiewów. Paweł stopił chłodne serce pana prezesa wysoko oceniając jego kwalifikacje wokalne. I tak od poniedziałku pan poseł Kukiz i jego polityczna trupa zasilą parlamentarny chór pana prezesa Kaczyńskiego. Nie będą w koalicji, ale będą tak samo głosować. W zamian pan prezes coś panu Kukizowi obiecał. Czego dotrzymać nie musi.

Pawła Kukiza „Flaczki” poznały trzydzieści lat temu. Wtedy śpiewał w chórze politycznym razem z Jerzym Urbanem. Trochę repertuar mu się zmienił.

Ku wielkiej uciesze prawicowych internetowych trolli prawicowi internauci ogłosili akcję „Odeślij Oldze Tokarczuk posiadane przez ciebie jej książki”. Aby zawstydzić i upokorzyć „lewicową” Noblistkę. Tygodnie już mijają, ale żadnej takiej książki popularna pisarka nie dostała. Potwierdziło się, że w narodowo- katolickich domach książki wymagające poważnej lektury pojawiają się rzadko.

Badania sondażowe są jednoznaczne. Tylko wyborcy Koalicji Obywatelskiej i tylko ich 54 procent wierzy w powrót Donalda Tuska do polskiej polityki. Pozostali wyborcy cyklicznie pojawiające się sygnały o wsiadającym na białego konika Tusku traktują już jako sensacje ogórkowego sezonu dziennikarskiego. Na równi z doniesieniami o piraniach w Wiśle, czy zapowiadaną emancypacją pana prezydenta Dudy.

Bigos tygodniowy

W dzieciństwie Bigos bardzo lubił i od czasu do czasu grał w grę „Chińczyk”, opatrywaną często tytułem „Człowieku nie irytuj się”. Dziś musi grać w tę grę codziennie.


„Polska nie może być krajem niepłodnych matek” – powiedział w święto bożocielne pierwszy mędrzec polskiego Kościoła kat. Jędraszewski Marek, krakowski arcybiskup. No dobrze, ale jaką ma on na to radę? No bo chyba jego mądre słowa nie mają mocy zapładniającej? Barwę jego bożocielnej wypowiedzi wzbogaciła też uwaga o „lalkach”. Odkurzył starego Wyszyńskiego, który mówił o „modnych lalkach, których pełne są teatry, kabarety, kawiarnie, redakcje”, apelował by nie naśladowały „kobiet, wyśmiewających matki, które urodziły Polsce i Kościołowi trzecie, czwarte, czy piąte dziecko”. Zwłaszcza Kościołowi. Lalki całej Polski, łączcie się i powiedzcie Jędraszewkiemu, żeby wypierdalał.


Terlecki, rozjuszony faktem, że Cichanowska spotkała się w Polsce z przedstawicielami opozycji i dała się zaprosić przez Trzaskowskiego na jego zlot olsztyński, zasugerował, żeby pomocy szukała w… Moskwie. Typowy wykwit pisowskiej mentalności – kto stuprocentowo nie podporządkowuje się pisowskim oczekiwaniom, ten z definicji staje się wrogiem. Przy PiS nie można mieć swojego zdania i postępować zgodnie ze swoją wolą. Terlecki to kwintesencja pisowskiej, totalitarnej mentalności.


Z podobną pisowską z ducha i praktyki reakcją spotkała się Olga Tokarczuk za wypowiedź dla włoskiego tytułu prasowego, w której sytuację w Polsce porównała do sytuacji na Białorusi. Wielka pisarka i noblistka nie ma prawa do krytyki sytuacji w swoim kraju. Z miejsca pisowskie trolle rzuciły hasło odsyłania jej egzemplarzy jej książek. Tylko skąd je wezmą? Z tą akcją będzie problem, bo pisowcy na ogół egzemplarzy powieści Olgi Tokarczuk nie posiadają, a przecież nie będą ich specjalnie nabywać, by je odesłać.


Kłamstwo w żywe oczy, bez żenady i bez namysłu to znak firmowy pisiorstwa. W swoim „Salonie dziennikarskim” w TVPiS, Karnowski Michał wywodził, że w pisowskiej, partyjnej telewizji jest zachowywany najkorzystniejszy parytet udziału przedstawicieli różnych sił politycznych, że to najbardzie pluralistyczna telewizja. Mówił to w audycji, do której od początku zaprasza WYŁĄCZNIE pisowskich propagandystów. Przy okazji, oburzając się na porównywanie sytuacji w Polsce do sytuacji na Białorusi, stwierdził, że policja w Polsce atakuje tylko w sytuacjach szczególnych, łagodnie i używa gazu łzawiącego tylko wtedy, gdy jest atakowana.


„Z uwagi na charakter prawa do wolności religijnej, wszelkie ograniczenia w korzystaniu z niej powinny być racjonalne i minimalne; muszą także być wprowadzane w ostatniej, a zdejmowane w pierwszej kolejności (…)” – napisał jaśnie pan Gądecki do Morawieckiego w liście wyrażającym oburzenie, że jeszcze pozostały jakieś minimalne ograniczenia limitu bywalców w kościołach. Dawno nikt tak bezczelnie jak jaśnie pan Gądecki nie wyraził przekonania, że interesy jego religii są „świętą krową”, mającą w Polsce pierwszeństwo przed prawami i wolnościami w innych dziedzinach.


Blietzkrieg pisowskiej Kani na media dawnej Polska Press zakupionej przez Obajtka trwa. Niedawno Bigos pisał o spisiowieniu jednej z tych pisowskich zdobyczy, dziennika „Kurier Lubelski”. Nawet za PRL był on enklawą prasową wolną od powinności politycznych, które wypełniała inna lokalna gazeta, organ KW PZPR w Lublinie „Sztandar Ludu”. Pod władzą PiS „Kurier” błyskawicznie stał się organem propagandowym tej partii. Ksiądz profesor Alfred Wierzbicki z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który skądinąd jest na swojej uczelni „na cenzurowanym” nazwał „Kurier Lubelski” w obecnej postaci „tubą propagandową władzy”. I tak się staje po kolei z kolejnymi tytułami wykupionej przez Orlen Polska-Press.


„Patrzyłem niedawno na europejskie sondaże i jestem przekonany, że tak spolaryzowane politycznie kraje jak Polska i Węgry, w których dziś jesteś tylko albo za rządem, albo przeciw nim, za pięć do dziesięciu lat będą państwami bardzo liberalnymi” – stwierdził Iwan Krastew, wybitny myśliciel bułgarski o renomie światowej. I dodał, że „jest przekonany, że za kilkanaście lat historycy stwierdzą, że jedną z głównych przyczyn szybkiej liberalizacji polskiego społeczeństwa był rząd PiS”. Kto przeżyje, zobaczy.


Pisowska propaganda podniosła wrzask po tym, jak prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak stwierdził, że pruska przeszłość Wielkopolski (pod zaborem) dobrze wpływa na współczesne porozumienie z niemieckimi sąsiadami. Jaśkowiak wyraził bardzo oględnie to, co można sformułować tak oto: pruska cywilizacja, przy wszystkich swoich wadach i brutalnościach, dobrze zrobiła żywiołowi polskiemu, zmuszając go do wyjścia z polskiego błota i gnoju, do podniesienia kultury, przemysłu i organizacji życia. To dzięki Prusakom Wielkopolska korzystnie, na tle reszty Polski, wyróżnia się poziomem organizacji życia, schludnością, etc. A czyż to nieprawda? Przecież to fenomen już dawno opisany przez historyków. W swoim dętym stylu na słowa Jaśkowiaka zareagował porucznik Karnowski: „Strzeżmy się ludzi, którzy chwalą dawny mord na Ojczyźnie”. Ufff!

Bigos tygodniowy

Nałogowy kłamca Matouszek tym razem samozdemaskował się nawet nie przed opinią wewnętrzną w Polsce, lecz przed premierem Czech Andrejem Babiszem i to w sprawie tak arcyważnej jak walka ze skutkami działania kopalni węgla brunatnego w Turowie. W żywe oczy kłamał dokonując nocnego wpisu o osiągniętym w tej sprawie z Czechami porozumieniu, a w tym czasie Babisz nic o tym porozumieniu nie wiedział. Ciekawe, czy teraz czeska strona będzie obdarzać Matousza choć odrobiną zaufania?


Nie da się ukryć, że to co się stało w Senacie z głosowaniem w sprawie Funduszu Odbudowy, to blamaż Koalicji Obywatelskiej. Blamaż tym większy, im bardziej błaha była jego bezpośrednia przyczyna. Formacja, która ma ambicje przewodzenia opozycji, która przez kilka tygodni gardłowała za uchwaleniem preambuły, gwarantującej sprawiedliwy, transparentny i praworządny podział unijnych środków – przegrała głosowanie potykając się o własne nogi


Po utracie wujaszka Trumpa Gamoń znalazł kolejnego idola – zamordystycznego dyktatora Turcji. Bigos tygodniowy z zainteresowaniem będzie obserwował rozwój tej obiecującej relacji. Może kiedyś polubi i Łukaszenkę?


A propos. PiS zawsze wścieka się, gdy porównuje się ich rządy z rządami Łukaszenki. Wrzeszczą, że nie można dokonywać takich porównań. Ale tam! Porównywać można wszystko ze wszystkim, bo porównywanie to przecież nie utożsamianie. Czarne z białym też można porównywać. Gdy ktoś dorysowuje wąsik Kaczorowi, to przecież to nie oznacza, że jest on Hitlerem, a tylko to, że między obiema postaciami można dopatrzyć się bardzo dalekich analogii. Porównania to metafory, ale nie pozbawione racjonalnego jądra. Dziś Polska to nie Białoruś, ale kto zagwarantuje, że nie będzie takie polityczne jutro? Jeszcze dwa lata temu policja w Polsce zachowywała się podczas demonstracji ulicznych w sposób – w zasadzie – akceptowalny. Minęły niespełna dwa lata i doświadczyliśmy radykalnej zmiany w kierunku brutalności. Jeszcze nie takiej jak choćby na Białorusi, ale może już niedługo… Ocenę powinien determinować nie stan na dany moment historyczny, lecz kierunek, tendencja.


Dominikanin Adam Szustak powiedział, że mu „kurwa ręce opadają” jak patrzy na co robią biskupi w sprawie pedofilii. Trudno się dziwić tej ekspresyjnej wypowiedzi zakonnika, widzi pewnie to, co inni też widzą. Otóż od czasu do czasu, od filmu Sekielskich do filmu Sekielskich biskupi – i to tylko niektórzy – podrywają się do oświadczeń składanych na konferencjach prasowych, po czym, gdy rozgłos wokół filmu ucichnie, cichną w tej sprawie także biskupi.


Tymczasem Mordo Iuris konsekwentnie kolonizuje polską przestrzeń publiczną. Pod jej auspicjami w Warszawie powstała nowa uczelnia – Collegium Intermarium. Według jej rektora Zycha Tymoteusza jest to „odpowiedź na coraz głębszy kryzys życia akademickiego”. Do tego zamierza ścigać aborcję Polek za granicą i aborcję farmakologiczną w kraju. W Belgii natomiast mają kłopoty z tamtejszymi organami śledczymi.


Pisowskie media hurtem popierają opozycję białoruską. Z jednym wyjątkiem – Jany Szostak, która wsławiła się podczas jednej z warszawskich demonstracji głośnym, przeciągłym krzykiem – protestem przeciw reżimowi Łukaszenki. Powód? Jana ma lewicowe poglądy, wystąpiła na tle europosła Roberta Biedronia i warszawskiej radnej Agaty Diduszko-Zyglewskiej, a ponadto brała udział w jesienno-zimowych demonstracjach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.


Pancerny Marian, jak powiedziała w jednej z audycji telewizji komercyjnej posłanka Lewicy, Bruce Lee polskiej polityki, w końcu złożył zawiadomienie do prokuratury ziobrowej odnośnie podejrzenia popełnienia przez czterech ministrów PiS-u, w tym premiera, przestępstwa związanego z organizacją wyborów prezydenckich w 2020 roku. Ziobro już publicznie pośpiesznie ogłosił, że on żadnego deliktu nie widzi, i ciekawe który prokurator odważy się przeprowadzić choćby czynności sprawdzające w tej sprawie. Zaprawdę, kariera barejowskiego cytatu „Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi” w naszym kraju mimo upływu lat jest zadziwiająca.


Ostatnio Sąd Najwyższy stwierdził, że „prawo do oddychania czystym powietrzem i oddychanie powietrzem spełniającym standardy” nie należy do tzw. „dóbr osobistych”. Niestety, ta uchwała SN bardzo osłabiła skuteczną walkę polskich obywateli ze wszechobecnym smogiem, który powoduje nie tylko choroby układu oddechowego, ale także ponadwymiarowe zgony.


Jedna z warszawskich prokuratur prowadzi dochodzenie w sprawie obrazy uczuć religijnych, polegającej na „publicznym znieważeniu przedmiotu czci religijnej”. W grudniowym wydaniu „Wysokich Obcasów” pomieszczono ilustrację przedstawiającą Matkę Boską w maseczce z czerwoną błyskawicą i z czarną parasolką w dłoni. Redaktorka naczelna tytułu została wezwana na przesłuchanie. Katolski terror ideologiczny rozpędza się.


„Z polskości trzeba się wyzwolić tak szybko i dokumentnie jak tylko się da, żeby zacząć swobodnie i normalnie żyć” (internauta).

Bigos tygodniowy

Dziś najważniejsza „piątka” PiS, to pięcioprocentowa inflacja i przyspieszający wzrost cen. Oto skutki między innymi cynicznego szafowania pieniędzmi dla celów politycznych. Ogólnie jest to wyjaśniane skutkami pandemii. No tak, ale przecież wszystkie kraje, nie tylko Polska podlegały lockdownom i wszelakim ograniczeniom unieruchamiającym lub dalece ograniczającym działalność gospodarczą. Wszystkie kraje poniosły straty. Jednak tylko w Polsce ( i na Węgrzech) jest tak wysoka inflacja, w pozostałych krajach kilkakrotnie niższa, także na przykład we Włoszech – poniżej jednego procenta. Pokazywany w mediach polski strzelisty słupek górujący nad niskimi słupkami pozostałych krajów europejskich niemile szokuje. Czy ktoś zechce mi wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje? Powtarzam, przecież cała Europa podlegała tym samym, a czasem ostrzejszym ograniczeniom niż Polska. Bigos ma swoją hipotezę, ale jest ona nie tylko antyrządowa, wynika nie tylko z tego, że rząd PiS swoimi posunięciami podkręca inflację ale także na tyle krytyczna w stosunku do rodaków (nadreprezentacja postawy chciwości i cwaniactwa, podwyższanie cen przez różne podmioty pod każdym nadarzającym się pretekstem), że oszczędzę sobie nieprzyjemności jej rozwijania.


W minionym tygodniu ostatecznie zakończyła działalność i tak od dawna dychawiczna Grupa Wyszehradzka, jedno z narzędzi podtrzymujących pisowski sen o potędze, o przywództwie w regionie. Afera z postanowieniem TSUE nakazującym zamknąć, na razie w trybie zabezpieczenia, przed ogłoszeniem wyroku, kopalnię „Turów”, to skutek hucpy PiS, które do żadnej kwestii nie jest mentalnie w stanie podejść w sposób normalny, bez bezczelności i agresji. Czesi wielokrotnie proponowali jakąś sensowną ugodę, bo im ta kopalnia rzeczywiście szkodzi, ale ich propozycje odbijały się jako groch od ściany. W końcu się więc zirytowali o poszli z wnioskiem do europejskiego trybunału. I pomyśleć, że przedstawiciele tego samego kraju, którego kopalnia pozbawia wielu Czechów wody jeszcze niedawno molestowali czeski Senat i chcieli na nim wymusić ograniczenie usług aborcyjnych dla Polek przyjeżdżających do tego kraju.


Sposób, w jaki pisowcy z Witek Elżbietą na czele potraktowali Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara przy okazji składanego przez niego sprawozdania to wręcz piramida chamstwa i pogardy. Polską rządzi partia Chamów.


Żeby było jasne – Bigos jako skrajnie idealistyczny zwolennik jednolitofrontowości opozycji uważa, że każda przeciwwaga kontra PiS jest na wagę złota. Jednak gdy komentatorzy i dysydenci mówią, że kończy się czas przywództwa Borysa Budki i o potrzebie wymiany na „świeżą krew” Rafała Trzaskowskiego, to Bigos przypomina, że stary Budka (rocznik 1978) jest młodszy od młodego Trzaskowskiego (rocznik 1973) o pięć lat. Jednak w polityce kryterium świeżej krwi jest inne niż w biologii. W PiS najświeższa krew płynie w żyłach Kaczyńskiego, właściciela, według Flaczków, „steranej twarzy, wykrzywionej nienawiścią do mord zdradzieckich”. Co do Bigosu, to jak wiadomo, jest on tym lepszy, im starszy. Gdy rodził się Rafał, Bigos kończył (nie bez trudności) pierwszą klasę I LO im. Stanisława Staszica w Lublinie, a gdy rodził się Borys – był między pierwszym a drugim rokiem studiów na psychologii Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej-Curie w Lublinie (skrótowo: UMCS). Jak starzy są wzmiankowani politycy! Jak ten czas leci!


A propos: rząd rozważa zakupienie niegdysiejszego domu letniskowego Marii Curie Skłodowskiej w Saint Remy-de-Chevreuse w aglomeracji paryskiej, za ponad siedemset tysięcy eurosów. Wielka uczona była tam kilka razy, ale komu przeszkodzi urządzenie tam muzeum, którego kustoszem zostanie Szydło Beata, fizycznie nawet do MCS nieco podobna? Czy będzie też ona sprzedawała nieliczne bilety i czy Kaczyński będzie w tamtejszym ogródku spędzał wakacyjne tygodnie?


Profesor Wojciech Maksymowicz, poseł partii Jarosława Gowina przyłączył się do formacji Szymona Hołowni. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale po raz pierwszy od 2015 roku, poseł Zjednoczonej Prawicy przechodzi do formacji antyrządowej. Biorąc pod uwagę bardzo dobre osobiste relacje Hołowni i Gowina wątpliwe jest, by to było wrogie przejęcie. Gowin już wie, że polityczne cele „Polskiego Ładu” to przy okazji jego polityczna śmierć. Bo podwyżki podatków uderzają w elektorat Porozumienia i pozbawiają Gowina wiarygodności jako strażnika interesów klasy średniej. W interesie Gowina jest pogrożenie Kaczyńskiemu, że kolejni gowinowcy mogą przejść do Hołowni, osłabiając większość Zjednoczonej Prawicy w Sejmie. Teraz Gowin żąda ulg podatkowych dla swych wyborców. Wie też, że On i jego ludzie nie znajdą się na listach wyborczych PiS w najbliższych wyborach parlamentarnych. Alternatywą był Kosiniak – Kamysz z 5 procentowym poparciem. Teraz pojawił się Hołownia z poparciem sięgającym 20 procent. Gwarantującym reelekcję. Czy będzie Porozumienie z Hołownią? Sejm wart mszy z Hołownią?


Ale teraz już bez kpinek. Jeden z pomysłów z – pożal się boże – Polskiego Ładu, to stworzenie możliwości niszczenia lasów, betonowania ich i pomieszczania w nich nawet wysypisk i spalarni śmieci. Do tego dochodzi pomysł otwarcia szerokiej drogi patodeweloperce poprzez przyzwolenie na budowę domków o płaskich dachach, bez konieczności uzyskania pozwolenia na budowę, czyli gdzie popadnie. W kraju, w którym od niepamiętnych czasów panuje kompletny chaos przestrzenny, to zwyczajnie zalegalizowanie zbrodni.


Jeszcze jedno nie kwalifikuje się do sfery śmiechu: zgarnięcie przez policję demonstranta z transparentem krytykującym „Polski Ład”. I ta władza śmie oburzać się na reżim białoruski?


Kilkanaście dni po sławetnym głosowaniu z PiS w sprawie funduszy europejskich, znów w Bigosie zagwozdka z Lewicą. Na jej niedzielnej konwencji panie posłanki mówiły oczywiście ładnie ważne rzeczy, ale było to jakieś banalne, a przy tym jakoś plastikowo podane. Bigosowi zazgrzytało zaledwie prześlizgnięcie się w sprawie praw reprodukcyjnych kobiet. Razi to zwłaszcza kilka miesięcy po protestach ulicznych Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i wobec faktu, że zostały radykalnie pozbawione resztek praw w tej dziedzinie. Bigos się nie czepia, lecz dzieli się swoimi wrażeniami.


A propos. W najnowszym wywiadzie Kaczyński powiedział mniej więcej coś takiego, w tonie dość nonszalanckim, że aborcja nie jest w Polsce zakazana, a prawa kobiet nie zostały uszczuplone, bo można sobie pojechać na aborcję za granicę, płacąc za nią więcej czy mniej. Pobrzmiewające w tych słowach pragmatyczne przyzwolenie, to ekspresja krańcowego cynizmu, ostentacyjna ideologiczna deklaracja wycofania się państwa z jakiejkowiek troski o zdrowie reprodukcyjne kobiet. To oczywiście oburzający, bezczelny wyraz cynizmu, ale z drugiej strony, może to bardziej uczciwe postawienie sprawy niż ideologiczno-kościelne pitolenie o „świętości życia poczętego”. To deklaracja cynicznego pragmatyzmu: abortujcie się za granicą, skoro chcecie, byle nie na świętej ziemi polskiej. Może to powstrzyma radcę Wręgę z ambasady RP w Pradze przed kontynuowaniem misji antyaborcyjnej w Czachach.


Ciepły Człowiek Karczewskiego Stanisława, Aleksandr Białoruski podgrzał atmosferę do czerwoności swoją akcją z samolotem lecącym z Aten do Wilna i wyłuskaniem i zatrzymaniem lecącego nim Białorusina. Przy okazji ulubieniec Stanisława nieszczęśliwie całkowicie przykrył w mediach konwencję Lewicy.

Jako Polak wstydzę się za takiego premiera

– Jako Polak wstydzę się za takiego premiera, który niemalże za każdym razem, gdy ujawnia publicznie swe przemyślenia, to szkaluje te państwa i te narody, organizmy społeczne i zdolności organizacyjne, które mają w sobie zdolności ratowania ludzi, w tym ratowania Polaków. I nie dotyczy to tylko COVID. 95 proc. wynalazków medycznych czy skutecznych lekarstw ratujących Polakom życie jest wyprodukowane w tych światłych, liberalnych, kierujących się racjonalizmem krajach – mówi w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co) prof. Radosław Markowski, politolog z SWPS, ekspert w zakresie porównawczych nauk politycznych i analizy zachowań wyborczych.

JUSTYNA KOĆ: Od początku pandemii prowadzi pan zespół, który bada społeczno-ekonomiczno-polityczne skutki epidemii COVID. Co pokazują ostatnie dane zebrane w lutym?
RADOSŁAW MARKOWSKI: Monitorujemy przez ten cały czas opinie, preferencje, postawy Polaków w stosunku do tego, co się dzieje, jakie są konsekwencje pandemii, jak oceniają rządzących, opozycję, UE, władze lokalne w walce z pandemią.
To, co zaskakuje, to fakt, że po tym roku widać więcej kontynuacji, niż zmiany w opiniach, choć oczywiście zmiany są. Są też zaskakujące sprzeczności, że pomimo negatywnych ocen sytuacji dotyczącej zdrowia, życia publicznego i gospodarki, a rząd nie bardzo sobie radzi, to jednak względna większość opowiada się za tym, aby gospodarkę otwierać. Niestety to nie wróży dobrze na przyszłość.
Co więcej, około 60 proc. uważa, że obecnie nakładane na nas ograniczenia są za daleko idące i niekonstytucyjne. Odwrotnego zdania jest 20 proc. Gdy pytamy o dane podawane przez rząd, to mamy przewagę 38 proc. do 34 proc., że dane są nierzetelne. Ta różnica jest stosunkowo niewielka, a jeszcze wiosną wynosiła ponad 60 proc. do 22 proc. Być może stało się tak ze względu na wydarzenia związane z koniecznością przeprowadzenia wyborów w maju, co sprawiało wrażenie politycznego, wręcz partyjnego nacisku, aby wybory się odbyły. Dziś informacji nt. pandemii jest więcej, są szeroko komentowane przez różne ośrodki i pewnie to sprawia wrażenie większej rzetelności.
Mówi się, że rząd ma prawdziwe dane, ale nie chce przyznać, jak jest źle…
Zajmuję się także statystyką i sądzę, że te dane nie są przekłamywane, tylko prymitywne. Przypomnę tylko, że w krajach, gdzie lepiej poradzono sobie z pandemią, wykonywano masowe testy. My nie tylko tego nie robiliśmy, ale też szeroko otworzyliśmy granice, a rząd wysyłał samoloty po rodaków, aby mogli wrócić na święta. Mamy w Polsce jakąś obsesję obchodzenia świąt religijnych, które są ważniejsze, niż pandemia, choroba i śmierć. Zjedzenie razem jajka jest ważniejsze, niż zdrowy rozsądek. Holandia, Francja i wiele innych krajów zamknęło granice z Wielką Brytanią, gdy pojawiła się nowa odmiana wirusa, a nasz rząd mądrością wodza z Żoliborza wysyłał samoloty, chyba specjalnie, aby sprowadzić brytyjską mutację koronawirusa. Dlatego m.in. dziś mamy to, co mamy.
Proszę zwrócić uwagę, że o pandemii w Polsce w ogóle się nie mówi w zagranicznych mediach. Ja regularnie oglądam zagraniczne media i słyszę o sytuacji w Hiszpanii, we Włoszech, Holandii, o Wielkiej Brytanii oczywiście, ale nie o Polsce.
Gdy byłem ostatnio gościem jednego z programów informacyjnych w zagranicznych mediach i zapytałem (poza programem), dlaczego nie mówią o sytuacji pandemii w polsce, usłyszałem, że nie rozumieją danych udostępnianych przez polski rząd.
Badanie obejmuje też ocenę działań rządu, samorządów, opozycji i UE. Co wynika z tych danych?
Pod koniec lutego ocena adekwatności działań rządu spadła do 27 proc. z powyżej 40 proc., które było wiosną i latem. Niemalże cały czas dobrze oceniane są działania władz lokalnych. W ostatnim pomiarze 48 proc. pozytywnie oceniło samorządy, a więc o ponad 20 p.p. więcej, niż działania rządu. Opozycja też nie jest dobrze oceniana, chociaż lepiej niż rząd.
Bardzo dobrze oceniana jest UE, w grudniu np. 50 proc. ocen „adekwatnych”. Choć w ostatnim pomiarze ten wskaźnik wyniósł nieco mniej – 45 proc., ale to nadal świetny wynik, zwłaszcza gdy porównamy go z oceną rządu PiS. Myślę, że stało się to ze względu na zawirowania z dostępnością szczepionek. Przyznam, że będę tu trochę bronił UE, która swą mądrością chciała zapewnić równy dostęp wszystkich obywateli UE do szczepionki. Inne kraje rzuciły wszystkie pieniądze, aby wykupić jak najwięcej i mają lepszą wszczepialność. Przoduje tu oczywiście Izrael, w Europie to Wielka Brytania.
Natomiast nie trudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby słaba i zmarginalizowana w Unii przez działania PiS Polska konkurowała z Niemcami, Francją, Szwecją czy innymi zamożnymi i wpływowymi krajami Europy o zakup szczepionki. Moim zdaniem wtedy byłby dopiero dramat, ale oczywiście tego się nie dowiemy, natomiast obsesyjne mówienie, że szczepienia idą wolno, bo Unia itd., jest po prostu kłamstwem. Zresztą ostatnie przemówienie Morawieckiego, kiedy wszystko, co złe, kojarzyło mu się z Platformą Obywatelską, której notabene był dzielnym doradcą przez wiele lat, i z ue jako złem, było dość obrzydliwe.
PiS-owski premier Polski powinien bowiem każde swoje wystąpienie rozpoczynać od podziękowania dla światłych, kierujących się oświeceniowymi wartościami społeczeństw, które były w stanie dzięki racjonalności życia publicznego, jakości ich uniwersytetów, nauki i laboratoriów wyprodukować szczepionkę, i dzięki tym wartościom, a także dzięki umysłom swych obywateli, którzy odrzucają fundamentalistyczną papkę religijną i bezkrytyczną nacjonalistyczną ideologią, mają zasoby, dzięki którym produkują szczepionkę. Tylko dlatego takie kraje, jak Polska, które mają do zaoferowania swoim obywatelom sok z kapusty kiszonej (smaczny i na wiele rzeczy pomaga bez dwóch zdań), mogą też szczepić swoich obywateli. Jako Polak wstydzę się za takiego premiera, który niemalże za każdym razem, gdy ujawnia publicznie swe przemyślenia, to szkaluje te państwa i te narody, organizmy społeczne i zdolności organizacyjne, które mają w sobie zdolności ratowania ludzi, w tym ratowania Polaków. I nie dotyczy to tylko COVID. 95 proc. wynalazków medycznych czy skutecznych lekarstw ratujących Polakom życie jest wyprodukowane w tych światłych, liberalnych, kierujących się racjonalizmem krajach.
W politologii rozliczalność jest traktowana głównie jako ta polityczna. Gdy ktoś się nie sprawdza, jest łajdakiem, kłamie, to można go odsunąć od władzy. Uważam, za nowymi przemyśleniami w światowej politologii, że powinna też być rozliczalność karna.
Ministrowie kraju, a zwłaszcza premier, jeżeli zostanie im udowodnione kłamstwo, powinni być karani, a nie tylko odsuwani. Celowa dezinformacja za publiczne pieniądze powinna być surowo karana.
Niektóre kraje pozwoliły ekspertom decydować w sprawie walki z pandemią, w Polsce mamy ciało doradcze u premiera, którego członkowie sami przyznają, że rząd nie zawsze ich słucha, a czasem wręcz postępuje na odwrót. Tak było np. z powrotem dzieci do szkół. Czy państwa badanie obejmuje też ten problem?
W naszym badaniu, gdy pytamy, czy to eksperci, czy politycy powinni decydować o tym, co się dzieje, mamy bardzo silne wskazanie 61 proc. do 22 proc. na rzecz ekspertów. Większość z nas zatem uważa, że to eksperci powinni decydować o walce z pandemią, a nie politycy.
W wielu krajach w czasie pandemii rządzący politycy postanowili niejako abdykować i oddać pole specjalistom, co wydaje się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Oczywiście są przykłady, jak Szwecja, gdzie to nie do końca wyszło, ale jednocześnie to nie zwalnia polityków od podejmowania ostatecznych decyzji politycznych.
Idąc dalej, warto rozważyć problem, jak wyjdziemy z pandemii. Czy to, co przechodzimy teraz, wzmocni naukę, świat ekspercki i merytoryczną fachowość, oświeceniową, empiryczną mądrość, czy przez rozwój pandemii różnego rodzaju iluzjoniści, ideolodzy, religijni fanatycy nakręcą nam koniunkturę na coś zupełnie innego. Już słyszymy w Polsce o tym, że Jezus ochroni, a ręce konsekrowane nie przenoszą wirusa. W tym szybko zmierzającym do teokracji kraju okazuje się, że dzisiaj w pandemii katolicy mogą chować swoich bliźnich w dowolnej liczbie odprowadzających bliskich, a – choć uważam, że to fałszywe sformułowanie – niewierzących tylko 5 osób. Za taką regulację w większości cywilizowanych krajów rząd odsunięty byłby od władzy…
No właśnie, jaką rolę odgrywa w tym Kościół?
Widzimy ogromny krytycyzm Polaków co do różnych aspektów działań instytucjonalnego Kościoła i to nie tylko w sprawie pedofilii i tego monstrualnego spisku ukrywania przestępców w sutannach, który nie pozwala na poradzenie sobie z tym problemem. Ludzie widzą pazerność na dobra doczesne, zaściankowość i nacjonalizm pracowników tej instytucji. Oczywiście rozczarowanie dość szybko zmienia obraz całości, ale nadal wpływy tej instytucji i możliwość wpływania na politykę państwa są zbyt duże.
Na pytanie, czy Kościół katolicki w Polsce powinien mieć więcej do powiedzenia w sprawach publicznych i politycznych, czy też nie powinien na nie wpływać, regularnie powyżej 80 proc. Polaków opowiada się za tym drugim podejściem.
Pozostałe 20 proc. jest podzielone na tych, co nie mają zdania, i na tych, którzy chcą, aby Kościół miał duży wpływ na wszystko.
Dość stabilnie utrzymuje się teoria spiskowa, że za pandemią ktoś, coś stoi – tak uważa ponad 40 proc. Pytamy też o obowiązkowe szczepienie dzieci i ok. połowa Polaków popiera takie rozwiązanie, a 1/3 nie. Przyznaję, że to robi wrażenie, bo to oznacza, że co trzeci z nas jest nosicielem nieracjonalności. To jednak zakasujące, jak trudno się przebić z informacją, że żyjemy na tym padole dwukrotnie dłużej niż 100 lat temu właśnie dlatego, że są szczepionki (i inne wynalazki nowoczesnej medycyny, która odcięła pępowinę z religijnymi zabobonami), a nie dlatego, że jemy awokado i uprawiamy jogging, choć to też oczywiście – choć marginalnie – pomaga.

Polski rząd dużo robi, aby obrzydzić Unię Europejską opowiadając do znudzenia, że to Bruksela stoi za kłopotami ze szczepieniem. Unia ma też chcieć pozbawić nas suwerenności. Czy rząd zaszczepił w nas eurosceptycyzm?
Rzeczywiście w ostatnich pomiarach z grudnia i lutego dostrzegamy nowe zjawisko, które nazwałem nowym eurosceptycyzmem.
By była jasność: Polacy nadal są jednymi z największych euroentuzjastów. Lubimy UE, uważamy, że integracja powinna się pogłębiać, w Europie, a nie w Stanach Zjednoczonych upatrujemy głównego sojusznika.
Gdy pytamy konkretnie, czy gdyby w najbliższą niedzielę odbyło się referendum w sprawie opuszczenia UE, to odpowiedź na „tak” nigdy nie przekroczyła 11 proc., zazwyczaj jest to poniżej 10 proc. natomiast bardziej szczegółowe pytania pokazują, że pojawiają się ostatnio – zwłaszcza po grudniowym szczycie Rady Europejskiej – owi krytyczni euroentuzjaści, którzy uważają, że UE jest zasadniczo dobra, natomiast nie podoba im się, jak funkcjonuje, jakie decyzje podejmuje w konkretnych sprawach. Dotyczy to głownie kwestii polityczno-prawych, że UE nie potrafi wymusić na takich krajach, jak Polska i Węgry, przestrzegania praworządności.
Bardzo wyraźnie widać to w pomiarze z grudnia, kiedy na posiedzeniu Rady Europejskiej decydowały się kwestie powiązania praworządności z funduszami, widać było wyraźne przyzwolenie, żeby UE przycisnęła, łącznie z sankcjami na Węgry i Polskę za nieprzestrzeganie zasad europejskich. Ten nowy eurosceptycyzm narasta w tych, którzy do niedawna byli totalnymi entuzjastami wszystkiego, czego UE dotknęła. Teraz mają wątpliwości, że nie ma dość siły, aby bronić swoich fundamentalnych wartości. Przyznam, że ja również zaczynam należeć do tych nowych eurosceptyków, bo uważam, że nie ma w tej chwili niczego ważniejszego dla UE w szerszej perspektywie, jak upora się z pandemią. Już widzimy kolejkę populistów nie tylko – tradycyjnie – w Rumunii czy Bułgarii, ale także w Słowenii, chętnych do łamania tak reguł Unii, jak i własnego prawa i konstytucji, by za wszelką cenę okopać się u władzy.
W ostatnim sondażu dla „Polityki” (Kantar) ruch Szymona Hołowni wskoczył na drugie miejsce i ma 25 proc., PiS 28, a KO 17. To kolejny sondaż, w którym Polska 2050 jest przed KO. Skąd takie dane?
Przede wszystkim analizy Kantar są warte uwagi jako jedne z niewielu; ich predykcje są rzetelne. 28 proc. dla PiS oznacza, że w stosunku do wyniku wyborczego 43 proc. to jest dramatyczny zjazd o 15 p.p., a to jest prawie 40 proc. ubytku. Warto zapoznać się ze szczegółami, kto porzucił obóz tzw. Zjednoczonej Prawicy. Nie sadzę, aby ci wyborcy bezpośrednio przechodzili do Hołowni. To są procenty, a nie liczby bezwzględne, więc nie wiemy, czy to jest efekt tego, że ludzie się zniechęcili do wyborów, czy popierają kogo innego.
Mam wrażenie, że tu następuje demobilizacja i elektoratu PiS-u, i elektoratu po, stąd ten wzrost procentowy Hołowni, ale wcale nie musi to oznaczać znaczącego (wyglądającego na dwukrotny) wzrostu w liczbach bezwzględnych.
Mówiąc krótko, to efekt tego, że mniej osób deklaruje, że pójdzie głosować, stąd te kilka milionów, które deklaruje, że chce głosować na Hołownię, dziś procentowo daje 25 proc., a nie 15 proc.
Po drugie być może do Polaków zaczyna docierać fakt, że my w trzech ostatnich latach jako społeczeństwo umieramy jak muchy. Oczywiście jesteśmy epatowani propagandą sukcesu, ale rzeczywistość jest dramatyczna. Wyraźny wzrost o 30-40 tysięcy rocznie odnotowujemy od roku 2018 w stosunku do 2017 i w 2019 do poprzedniego. Rekordowe ponadnormatywne niemal 100 tysięcy rodaków, które zmarło w 2020, to wynik kompletnego zaniedbania tego rządu. Poprzednicy też „coś tam zawinili”, ale to jest jakościowa, kategorialna różnica na gorsze za czasów PiS.
Pamiętamy zresztą ich stosunek do służby zdrowia i lekarzy, gdy posłanka, PiS-owska profesorka jako posłanka krzyczała do lekarzy „niech sobie jadą”. No to pojechali. Ludzie po prostu boją się oddawać bliskich do szpitali, bo tam nikogo nie ma. Nie ma lekarzy, nie ma pielęgniarek, nie ma salowych, a na dodatek nie można wchodzić i pomagać swoim bliskim. My widzimy kilkudziesięciu światłych zatroskanych lekarzy codziennie w mediach, ale rzeczywistość jest całkiem inna. A wszystko to jest pochodna totalnej dezorganizacji służby zdrowia. Jak się słyszy, jakie problemy mają karetki jeżdżące w poszukiwaniu wolnego miejsca w szpitalach, to widać, że średnio rozgarnięty licealista dałby sobie radę z koordynacją tej kwestii…
Przerażające jest to, jak ten rząd radzi sobie z pandemią.
Po roku od początku pandemii wpadli na pomysł, by wykorzystać studentów medycyny starszych lat. Ale procedury wyglądają na sabotaż. Co to znaczy, że kandydat na lekarza po pięciu latach studiów nie potrafi zrobić domięśniowego (słownie: domięśniowego) zastrzyku???
Po drugie, gdzie jest Wojsko Polskie. Czy naprawdę stoi na Bugu, aby odeprzeć inwazję sowiecko-białoruską? Dlaczego wojsko nie pomaga w logistyce? Gdzie są wojskowi lekarze? W wielu krajach wojsko pomaga nie tylko logistycznie,
ale medycznie.
Wracając do Hołowni. Ludziom zazwyczaj podoba się nowość; nowy język, nowy styl. Zawsze pojawia się potencjał polityczny, kiedy jest niedopowiedzenie. Gdy Viktor Orbán wygrywał w 2010 roku (jeszcze uczciwie), to nie zabierał stanowiska w prawie każdej kwestii. Wtedy każdy może dopowiedzieć sobie tak, jak mu się podoba. Ale to się sprawdza, jak się ma ponad 50-proc. poparcie.
Przyznam, że nie mam pojęcia, co ugrupowanie pana Hołowni chce zrobić z gospodarką, nie mam jasności, co z nauką i oświatą, co z polityką
zagraniczną.
Trzeba coś spójnego zaproponować, tym bardziej, że potencjalny elektorat w swej masie dobrze wykształcony, a zatem wymagający.
Po drugie w wyborach prezydenckich wystarczy dobrze mówiący kandydat, upudrowany i w ładnej koszuli. Za chwilę jednak będą wybory parlamentarne, w których trzeba zaangażować tysiące ludzi i struktury lokalne. Myślę, że Hołownia szybko powinien pokazać konkret w wielu kwestiach, najlepiej w ogóle gabinet cieni. Musi pokazać, kto w tym ugrupowaniu będzie odpowiedzialny za zdrowie, kulturę, gospodarkę, oświatę itd.