Piąta Rzeczpospolita albo szóstka posłów

Elity PiS wstały z kolan i upadły na głowę.


Słusznie uczyniła rządowa TVP Info,że przerwała wtorkową debatę w Parlamencie Europejskim. Zaraz po wystąpieniu pana premiera Morawieckiego.
Parlament Europejski uważany jest przez elity PiS za instytucję wrogą wobec PiS. Przemówienie pana premiera Morawieckiego nie było skierowane do euro parlamentarzystów, tylko do żelaznego elektoratu PiS. Do widzów TVP Info przede wszystkim.
Przekaz pana premiera był jasny. Jesteśmy w tej, wrogiej nam Unii Europejskiej, bo nam się to zwyczajnie należy.
Należy nam się, bo trzy razy w minionym XX wieku broniliśmy tej bogatej,tłustej Europy przed „komunistycznymi hordami”. Będziemy w tej lewackiej, bezbożnej, ale nadal jeszcze bogatej i tłustej Unii Europejskiej, dopóki będziemy mogli wyciągać z niej pieniądze. Bo one nam się zwyczajnie należą.
Bo nie tylko trzykrotnie ocaliliśmy tłustą i bogatą Europę przed hordami chudych bolszewików. Bo dodatkowo byliśmy jeszcze napadani, rabowani, mordowani i zdradzani. Zwykle o świcie.
Ale pomimo tylu krzywd jakie zewsząd zaznaliśmy,to ocaliliśmy jednak nasze wspaniałe wartości. Wiarę ojców, solidarność z innymi narodami, miłość bliźniego i tradycyjną staropolską gościnność.
Dlatego nadal będziemy w tej, wrogiej i obcej nam Unii Europejskiej,bo tylko my możemy ją zmienić. Zbawić ją, nie bójmy się tego słowa.
Taki to przekaz dla narodowo-katolickich wyborców. Nazwanych kiedyś „ciemnym ludem”.
W praktyce rząd pana prezesa Kaczyńskiego traktuje Unię Europejską jak bankomat. Dopóki będzie mógł z niego pieniążki wypłacać, dopóty elity PiS nie zatrąbią do skutecznego polexitu.
Podobnie traktują Parlament Europejski deputowani z PiS.
Nie prześcigają się w pracy tegoż parlamentu, egzystują sobie tam na jego marginesie.
Za to nie ustają w wyciskaniu z niego należnych im, i dodatkowych jeszcze, korzyści materialnych. Wpłacanych w euro. Tym wrogim euro, symbolu nie suwerenności europejskich suwerennych narodów. Ale jakoś im nieśmierdzących.
Podobnie traktuje Unię Europejską polski kościół kat. Nie demokratyczna, mafijno podobna struktura gospodarczo- polityczna, wspierająca działania PiS. Oficjalnie, w przekazie dla „ciemnego ludu”, kościół kat. wielce krytyczny jest wobec laickiej i lewackiej Unii Europejskiej. Ale do polexitu gromko nie namawia.
Nie dziwmy się. Polski kościół kat. jest przecież największym właścicielem ziemskim w naszym kraju. I wielkim beneficjentem unijnej polityki rolnej. Dopłat do przysłowiowych „hektarów”.
Dopóki Unia Europejska będzie polskim rolnikom do hektarów dopłacała, dopóty biskupi klub ziemian trzymać się będzie tej Unii przysłowiowymi pazurami. Będzie workami brać to bezbożne euro. Zawsze je przecież można wodą święconą pobłogosławić. Wyprać z tego unijnego lewactwa i laicyzmu.
TKM
Elity PiS rządzą naszym państwem, bo potrafiły zorganizować, zintegrować i pozyskać podczas wyborów te osiem, dziesięć milionów głosów. Obywateli godzących się na obyczajową kontrrewolucję. Na politykę prymatu godności i chwalebnej przeszłości nad nieznaną, wrogą często przyszłością.
Elity PiS zbudowały swoje społeczeństwo, alternatywne wobec pozostałych milionów obywateli.
Zbudowały swoje swoje media, uczelnie, instytucje kultury.
Oswoiły polski kościół kat. Zawarły sojusz „ Tronu i kropidła”.
Elity PiS mają też kilka milionów wyborców, traktujących PiS jak swą polityczną sektę, ulubioną drużynę piłkarską.
Miliony wyborców akceptujących wysyłanie do lasu przyłapanych uchodźców. Na pewną ich śmierć.
Akceptują to w imię wyższego celu – wygrania wojny z wrażym Łukaszenką.
Mają też miliony wyborców akceptujących anty szczepionkową politykę elit PiS. Okupioną zgonami tysięcy niezaszczepionych Polaków.
Bo inny, też szczytny, wyższy cel – wygranie przyszłych wyborów parlamentarnych – wyklucza restrykcje wobec aktywnych i dobrze zorganizowanych grup anty szczepionkowców.
Do pełni władzy w Polsce brakuje elitom PiS przejęcia kontroli nad systemem sądownictwa. Tu trafili oni na opór ze strony naszej Unii Europejskiej.
Brakuje im też przejęcia kontroli nad elitami naukowymi i kulturalnymi naszego kraju. Nie zdążyli jeszcze zrealizować programu, który w chwili szczerości pan prezes Kaczyński streścił Teresie Torańskiej w postaci skrótu „TKM”. Czyli „Teraz kurwa My”.
Dziś program ów twórczo realizuje pan minister Czarnek. Wykuwa nowe elity w swych „Labolatoriach Przyszłości”.
Tusku odejdź
Elity PiS rządzą,bo opozycja nadal nie stworzyła przekonywującego, alternatywnego programu przyszłości naszego państwa. Polskiego społeczeństwa.
Powrót Donalda Tuska podniósł popularność wyborczą Platformy Obywatelskiej. Ale nie przeskoczyła ona popularności PiS.
I pewnie nie przeskoczy, bo wszystko co Tusk proponuje, to trąci to przeszłością. Powrotem do lat rządów PO- PSL. Dobrze kojarzącym się wielkomiejskim wyborcom PO. Znienawidzonym przez większość pozostałych.
Ostatni jego pomysł, czyli debata Tusk- Kaczyński, to też kolejna wycieczka w przeszłość.
Grożąca dziś medialnym kabaretem dwóch, starszych już panów. Nie gwarantująca merytorycznej, poważnej dyskusji.
Elity PiS trzeba odsunąć od władzy w najbliższych parlamentarnych wyborach.
Ze względu na podstawowe interesy społeczeństwa polskiego i naszego państwa.
Elity PiS hamują bowiem rozwój społeczny i kompromitują państwo polskie.
Elity PiS można odsunąć od władzy jedynie w wyniku taktycznego porozumienia wyborczego całej demokratycznej i pro europejskiej opozycji.
Liderem takiego porozumienia, arbitrem nawet, może być Donald Tusk.
Ale pod warunkiem, że po wyborach nie będzie aspirował do roli premiera przyszłego koalicyjnego rządu.
I po stworzeniu takiego rządu demokratycznej koalicji zajmie się już doradztwem politycznym.
Marząca zaś o współrządzeniu Nowa Lewica już teraz powinna zacząć tworzyć swe „Laboratoria Przyszłości”.
Pisać program sprawiedliwej społecznie i demokratycznej V Rzeczpospolitej.
Inaczej po nowych wyborach zostanie partią siedmiu procent poparcia.
I sześciu parlamentarzystów.

Flaczki tygodnia

„Pies” pana prezesa obszczekał polskich euroentuzjastów, a czołowy intelektualista PiS porównał Unię Europejską do hitlerowskiej i stalinowskiej okupacji. Dwie głupie wypowiedzi medialnych cyngli pana prezesa Kaczyńskiego sprawiły, że krajowe media, ich Komentariat i polskie elity polityczne zatańczyły w rytm wystukiwany przez panów marszałka Terleckiego i przewodniczącego Suskiego. Idiotyzm mediokracji znów wygrał z merytokracją.

Pan prezydent Duda nie znalazł czasu aby spotkać się z panią kanclerz Merkel. Nie szukał go specjalnie, bo ponoć poczuł się urażony. Bo zaproszenie na spotkanie nie przyszło wystarczająco wcześnie. Bo chciał pokazać swą dumę i głębokie poczucie narodowo- katolickiej suwerenności. W Warszawie złośliwcy rechoczą, że pan prezydent nie znalazł czasu, bo cały czas czeka, przebierając nogami, na zaproszenie od pana prezydenta Bidena. Publiczne już obiecując mu weto wobec „Lex TVN”. Ale prezydent Biden, w przeciwieństwie do pani kanclerz Merkel, dopiero rozpoczyna swe urzędowanie. Ma dużo czasu na to, aby znaleźć chwilę czasu na spotkanie z bezdecyzyjnym politykiem.

Pani kanclerz Merkel nie będzie już kierować Niemcami, ale dalej pozostanie osobą tam, i w Unii Europejskiej też, wielce wpływową. Pan prezydent Duda po zakończeniu swej kadencji będzie miał prezydencką emeryturę.I szansę na przewodniczenie Unii Szkółek Narciarskich. Odrzucenie przez pana prezydenta niemieckiego zaproszenia to zwyczajne działanie na szkodę polskich interesów. A także swojej małżonki – pani Agaty. Miałaby przecież możliwość rozmowy w języku Goethego. I to z bardzo inteligentną osobą. Gatunkiem rzadko występującym w jej obecnym otoczeniu.

Kiedy pan „Pies” wspólnie z panem Suskim ujadali na Unię Europejską, czyli na nas też, w Warszawie protestowali pracownicy służby zdrowia. Chcą reform polskiej służby zdrowia.I pieniędzy rzecz jasna. Pan premier Morawiecki przyjął wobec nich postawę gentlemana. On o pieniądzach nie rozmawia.

Nie chce też o nich gadać pan minister Niedzielski. Pieniędzy nie ma, powtarza,choć ten rząd pieniędzy nie skąpi na katechetów w szkołach, urzędach, wojsku i policji, na szczujnię TVP SA, na „gruntowanie cnót niewieścich”, na podwyżki pensji dla klasy politycznej, na kosztowne i mało użyteczne inwestycje jak przekop Mierzei Wiślanej,Centralny Port Komunikacyjny, elektrownia węglowa w Ostrołęce, odbudowa Pałacu Saskiego, wojna hybrydowa z reżimem Łukaszenki, z Czechami o elektrownię Turów i z Unią Europejską o praworządność.

Elity PiS stawiają płoty i bariery. Z drutu kolczastego i mentalne. Nie wiedzą one, lub nie chcą wiedzieć, że wszystkie imperia w historii, zawsze były różnorodne narodowo, religijnie i kulturalnie. Rzym miał jednolity system prawny,dominujących bogów, rzymskie elity polityczne, państwową armię i sieć dróg, ale miasto Rzym i imperium były mozaiką narodowości, kultur i bóstw. Uważane dziś za najbardziej suwerenne państwo – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej jest produktem masowych emigracji. Dawnej i tej współczesnej. W 2021 roku szacowano, że W USA mieszka prawie 333 miliona ludności. Wśród nich hiszpańskojęzyczni Latynosi stanowią już około 70 milionów, czyli ponad jedną piątą ludności. A grupa określana jako Azjaci już około 30 milionów. Niecałe 10 procent ludności. Czarnoskórych Afroamerykanów „Flaczki” nie doliczają, bo przecież oni są od dawna w USA u siebie. Za to Polsce zaś grozi upadek, kiedy przyjmie kilka tysięcy uciekinierów z Afganistanu i Iraku.

Od trzech dekad w całej Europie Środkowo- Wschodniej notuje się niską płodność i brak poziomu zastępowalności. W naszej Europie wskaźnik dzietności wynosi 1,4 dziecka na kobietę. W Europie Zachodniej osiąga 1,8 dziecka. I też nie gwarantuje rozrostu „substancji narodowej”. Na całym świecie wzrost zamożności społeczeństwa przynosi obniżenie poziomu dzietności. Najłatwiej zobaczyć to w Chinach. Tam pomimo kilkutysięcznej tradycji wielodzietności, pomimo zlikwidowania barier w posiadaniu dzieci, poziom dzietności nie wzrósł radykalnie. Chinki nie chcą rodzić dzieci, choć mają lepsze warunki ku temu niż Polki.

Wszystkim, którzy nie chcą się skupiać jedynie na bom motach panów Suskiego i Terleckiego, „Flaczki” podsuwają do czytania niedawno opublikowaną przez Grupę Wydawniczą Foksal książkę Nadava Eyala „Rewolta”. Poświęconą zaburzeniom dotychczasowego globalnego ładu. Wszelkim „izmom”. Populizmom, fundamentalizmom, nacjonalizmom, globalizmom, ekstremizmom. Wojną handlowym, kryzysom migracyjnym i klimatycznym. Autor jest izraelskim, dobrze ustosunkowanym reporterem. Potrafi patrzeć z dystansu małego, ale silnego i aktywnego państwa.

Polecamy książkę Nadava szczególnie polskim narodowym katolikom zapatrzonym w pana ministra Czarnka. Zwłaszcza przytoczone przez Nadava analizy Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Dotyczące poziomów dzietności. Analizy poważne, bo w Izraelu problem dzietności, zwiększenia żydowskiej substancji narodowej jest uważany za priorytetowy. Otóż ci żydowscy mędrcy współpracujący z najlepszymi uczelniami i klinikami w USA, po wieloletnich,przekrojowych badaniach spermy mężczyzn reprezentujących „kraje zachodnie”, zauważyli niepokojące zjawisko. Ilość plemników z „zachodniej spermie” spadła w ostatnim czterdziestoleciu o połowę!
Związane to jest ze szkodliwym wpływem chemikaliów, pestycydów, śmieciowego,przemysłowego jedzenia,palenia papierosów, otyłości. A przede wszystkim stressów. To stressy powodują, że sperma ludzi „zachodu” staje się coraz bardziej nieefektywną. W przeciwieństwie do wyluzowanych, żyjących bliżej natury mieszkańców Afryki. To Afryka pozostanie za kilkadziesiąt lat jedynym kontynentem z wysokim przyrostem naturalnym.

Polityka prowadzona przez PiS oparta jest na stałym wywoływaniu konfliktów, strachów, antagonizmów. Co daje uboczny efekt w postaci wzrostu stressu wśród Polaków. A to skutecznie zabija plemniki w ich narodowo- katolickiej spermie. I tu jest ten pies pogrzebany. Tu mamy rozwiązanie zagadki: Dlaczego Program 500 + nie zwiększył dzietności Polek i Polaków.

Bo pan prezes Kaczyński jedną ręką rozdaje nam nasze pieniądze, a drugą stresuje nas. Morduje nasze plemniki, czyli najmłodsze pokolenie potencjalnych Polaków.

Bigos tygodniowy

„Uważam, że dojdzie za naszego życia, może nawet w tym pokoleniu, do tego, kiedy katolicy staną się realną mniejszością. Nie będą większością i muszą się z tym nauczyć żyć. (…) Dobrze żeby to się stało, mówiąc uczciwie, w sposób nie gwałtowny, racjonalny, a nie na zasadzie pewnej zemsty, ale na zasadzie to jest uczciwa kara za to co się stało, musimy was opiłować z pewnych przywilejów, dlatego że jeżeli nie, to znowu podniesiecie głowę” – Bigos w pełni podpisuje się pod tymi słowami Sławomira Nitrasa z jednym tylko zastrzeżeniem. Popełnił błąd mówiąc o „katolikach” zamiast o hierarchii, biskupach, bo ich miałoby dotyczyć „opiłowywanie” a nie szarych wiernych. Dał tym sposobem paliwo szczujniom PiS.


Szymon Hołownia zapowiedział na swoim kongresie m.in. likwidację funduszu kościelnego, dobrowolny podatek kościelny, wyprowadzenie religii ze szkół i tak dalej. I bardzo dobrze, tylko czy zrobi to przed rokiem 2050?


Profesor Marek Belka ostrzegł, że blisko sześcioprocentowa już (oficjalnie) inflacja jest groźna, może szybko sięgnąć dziesięciu procent, a następnie wymknąć spod kontroli. Profesor zwrócił uwagę, że problem jest nie tylko w samej wysokości inflacji, ale także w tym, że rząd nie tylko ją toleruje, ale nawet stymuluje i tego nie ukrywa.


Trudno oprzeć się wrażeniu, że stan wyjątkowy przy granicy polsko-białoruskiej, wprowadzony w związku z kryzysem imigranckim może być potraktowany jako próba generalna z myślą o przyszłości, n.p. po przegranych przez PiS wyborach. Może się powtórzyć wariant białoruski z lata poprzedniego roku, gdy Łukaszenko miał wybory przegrać i dlatego zrobił to, co zrobił.


Tegoroczne „narodowe czytanie” małżeństwa Dudów objęło „Moralność pani Dulskiej” Zapolskiej. Nieco mętne jest wyjaśnienie wyboru tekstu. Niby podkreślono, że to sztuka przeciw hipokryzji, ale oczywiście tę „dulszczyznę” widzą inicjatorzy nie w sobie, lecz w przeciwnikach. A może chodziło o coś innego? O słynną dewizę Dulskiej o „praniu brudów we własnym domu”? O przytyk pod adresem opozycji, która polskie brudy wynosi do Brukseli (zagranica)? Jeśli (co jest wielce prawdopodobne) wybór „Moralności” był pomysłem Agaty z domu Kornhauser, to można się zastanawiać, czy odwzorowania dulszczyzny nie zobaczyła ona w domu rodzinnym małżonka. Podobieństw sytuacyjnych Bigos nie będzie przypominał, można je znaleźć w internecie i nawet Kopiec Kościuszki ten sam. Może, jak niejedna żona, w skrytości nie lubi rodziny męża i postanowiła w sprytny sposób rozliczyć się z dulszczyzną, która uformowała jej mężusia?


A błazen Jędraszewski wymyślił nowy witz: „plagę związków nieformalnych”.


Wojna Secesyjna polsko-amerykańska rozwija się w najlepsze. Joe Biden jest traktowany niemal jak wróg i niczym kiedyś Breżniew z lubością pokazywany w pozach znamionujących słabość czy zmęczenie. Jednak w tej wojnie PiS jest Południem, a nie Północą, a to znaczy że przegra.


Kurszczyzna ostatecznie rozprawiła się z pospieszalszczyzną i „Warto rozmawiać”, które przetrwało rządy SLD i PO, przeszło do historii telewizji. Przy okazji Pospieszalski odgryzł się Kurskiemu, zarzucając mu „deficyt moralny”. I nie chodziło tylko o program, lecz także o sprawy małżeńskie Jacusia-gitarzysty. Pospieszalski sympatyzuje raczej z katolickimi fundamentalistami bliskimi „Frondzie” czy Ordo Iuris i tym podobnym kręgom niż takimi cynikami i pieczeniarzami jak Jacuś od tuskowego dziadka z Wehrmachtu. Po stronie Jacusia stanęła Kania Dorota, która rządzi prasą obajtkową lokalną. Zaczynają się więc już podgryzać jak kraby w koszu.


Dwulicowy lord Go-win nawiązał w niedawnym wywiadzie do znanej, majowej wypowiedzi ZKR (Zaplutego Karła Reakcji) po aborcyjnym „wyroku” „trybunału pani Julii”, że „każdy średnio rozgarnięty człowiek rozumie i może sobie taką aborcję za granicą załatwić, taniej lub drożej”, przez co przyznał, że nie o żadną „ochronę życia od poczęcia” mu chodzi, lecz o politykę wewnętrzną i relacje z Kościołem kat. Był to sygnał o takiej treści: jak chcecie robić sobie aborcje, to róbcie je za granicą. Na świętej ziemi polskiej legalnej aborcji nie będzie.


Tzw. kryzys migracyjny na białorusko-polskiej granicy może przyczynić się do ponownej wygranej wyborczej PiS, bo bardzo wielu Polaków boi się masowej imigracji spoza Europy, niezależnie od tego czy jest to lęk uzasadniony czy nie. PiS może wygrać jako ta siła władzy, która stoi na straży u polskich granic, a ich propaganda będzie sączyła taki oto przekaz: jeśli wygra opozycja, odstąpi od granicy i imigracja wleje się do Polski, niezależnie od tego, że jej głównym celem będą n.p. Niemcy. PiS już zaczął znów zwyżkować w sondażach, więc w jego interesie jest doniesienie tego nastroju zagrożenia do wyborów.


Pisowcy cały czas przemawiają i przemawiają i przemawiają, do znudzenia, do urzygu. A mówiono kiedyś, że tzw. „komuniści” ciągle przemawiali „z okazji”. A gdzie tam! W ciągu całego swojego dzieciństwa i młodości Bigos kilkanaście razy – góra – widział w telewizji przemawiających „z okazji i na okoliczność” Gomułkę i Gierka. A pisowcy przemawiają, przemawiają i przemawiają. Premier Pinokio przemawia średnio raz dziennie.


Eros coraz śmielej wkracza do polityki i to po stronie katolicko-pisowskiej. Po pani Schreiberowej rozebranej publicznie do – powiedzmy – … rosołu, teraz z kolei Magda Marczułajtis napisała na twitterze o pani Orłowskiej, którą Czarnek Przemysław zrobił pełnomocniczką resortu do spraw Transformacji Cyfrowej: „On lekko zakłopotany, ona wpatrzona w niego jak w obraz … kompetencje zbyteczne, wzrok mówi wszystko”.

Partia stanów wyjątkowych

Skoro PiS rośnie popularność po każdej wszczętej wojnie politycznej, to kaczyści wywołują kolejne.
Bukiet kwiatów i kosz z delikatesami powinien wysłać pan prezes Kaczyński prezydentowi Łukaszence. Za białoruską akcję przerzutu migrantów do Polski.
Kaczyści zręcznie wykorzystali ją jako casus belli do rozpoczęcia propagandowej wojny z demokratyczną opozycją i swoimi przeciwnikami w Unii Europejskiej. Znów ich propaganda wykreowała wizję grożących Polsce hord muzułmańskich nierobów, pragnących słodkiego życia na polskim socjalu.
Ponieważ Polacy znają już niekorzystne dla „narodowej substancji” demograficzne prognozy, to boją się wizji rozpuszczającej się polskości w zalewającym ją islamskim morzu. I garną się pod PiS obronę. Narodowo-katolicka propaganda postanowiła wykorzystać cykliczne manewry wojsk białoruskich i rosyjskich, by wykreować je jako wstęp do inwazji na Polskę. TVP Info straszy już relacjami z poprzednich manewrów. Pojawiają się złowieszcze „przecieki polskiego wywiadu i sojuszników” . W przyszłym tygodniu takimi rewelacjami będą nas witać wszystkie programy TVP, począwszy od telewizji śniadaniowej.
Ale armia polska na Mińsk nie ruszy. Skupi się na straszeniu naszych obywateli. Bo tylko Polak wystraszony głosuje na PiS. Zachęcona ostatnim wzrostem poparcia wyborczego, klika pana prezesa Kaczyńskiego postanowiła przetestować też „stan wyjątkowy”. Na żywych Polakach. Najpierw lokalnie, aby zablokować działania organizacji humanitarnych i demokratycznej opozycji na podlaskim pograniczu. Dzięki niemu kaczyści spokojnie opaszą granicę różańcem z drutu kolczastego, czym odpędzą na czas jakiś potencjalnych migrantów.
Przy okazji zdezorganizują, lub utrudnią ludności lokalny ruch i działalność gospodarczą. Zamkną dostęp do tamtejszych atrakcji turystycznych. Zwłaszcza tych związanych z mieszkającymi tam polskimi Tatarami. Unikalnych meczetów, restauracji serwujących tatarskie dania. Tak to w tej wykreowanej wojnie z nierealnym islamskim wrogiem, realnie oberwą polscy obywatele. Nasi muzułmanie.
W zeszłym roku pan prezes Kaczyński wzywał swego narodowca Bąkiewicza aby bronił polskich kościołów przed spodziewanymi atakami hord polskich kobiet. Ataków takich rzecz jasna nie było. Teraz PiS ukaże Podlasie za intrygi białoruskiej bezpieki.
Nie będzie to jedyny „stan wyjątkowy” zaordynowany nam przez PiS. Galopująca już inflacja pobudza tysiące ubożejących Polaków do masowych protestów. Żądań podwyżek płac. Zwłaszcza, że pan premier Morawiecki wyjaśniał, iż źródłem tej inflacji są jedynie niedawne, liczne podwyżki płac.
Jesienią czeka nas fala protestów społecznych, strajków może nawet. Strajkujących nie uda się przestraszyć hordami muzułmanów ani wojną z Białorusią. Można za to będzie pacyfikować ich „stanami wyjątkowymi”. Szczuciem jednych grup zawodowych na drugie. Podgrzewać społeczne konflikty i gasić je by tak szukać wyborczego poparcia.
PiS, policja, straż graniczna, wojsko i kościół kat. udowodniły, że zjednoczeni mogą zatrzymać garstkę uchodźców. Ale nawet całe zmobilizowane polskie wojsko, wspierane przez policję, kościół kat. oraz kolejne „stany wyjątkowe”, nie zatrzymają galopującej inflacji.
Elity PiS decydując się na grę „stanami wyjątkowymi” zamieniają Polskę w państwo „stanu wyjątkowego”. Wszczynają kolejną wojnę polsko- polską.

Bigos tygodniowy

„Człowiek Niezłomny”, „Achilles i Herkules polski”, „nowy Maksymilian Kolbe”, „Winkelryd polski” ściągający na własną pierś nieprzyjacielskie kopie, etcetera, etcetera, etcetera,. ogłosił, że bierze na klatę krytykę i hejt z powodu podwyżek uposażeń parlamentarzystów i funkcjonariuszy państwowych. A to w rzeczywistości tylko cienki Duduś-Ministrant, zapomniany już Adrian z „Ucha prezesa”, sterczący całymi dniami na Nowogrodzkiej pod drzwiami Najważniejszego Gabinetu. Jego małżonce, Pani Prezydentowej (córce bardzo porządnego ojca, Juliana Kornhausera) Bigos dedykuje fragment wiersza Tuwima „Grande Valse Brillant”: „Wątłe mięśnie naprężasz, pierś cherlawą wytężasz/Będę miała atletę i huzara za męża”.


Od 2016 roku 24-letni dziś Bartosz Horbaczewski jest nękany przez prokuraturę po tym, jak nie zdjął czapki w Sanktuarium Marii Śnieżnej na Górze Iglicznej w Kotlinie Kłodzkiej. Niebawem rozpocznie się w Wałbrzychu jego proces o „obrazę uczuć religijnych”. Nie poniósł natomiast konsekwencji prawnych klecha, który zastosował wobec Bartosza rękoczyn, zresztą ze wsparciem kilku parafian. Wystarczy prosty rachunek, by uświadomić sobie, że młody człowiek już prawie jedną piątą swojego życia grillowany jest przez Patokościół katolicki w Polsce. Wszyscy młodzi ludzie w Polsce powinni zainteresować się tym procesem, by świadomie, bez złudzeń podjąć decyzję, czy chcą wiązać swoją przyszłość z Patokościołem katolickim.


Nawiasem mówiąc, o dwa lata dłużej trwa sprawa nauczycielki z Krapkowic Grażyny Juszczyk, która była szykanowana za zdjęcie krzyża w pokoju nauczycielskim w 2014 roku. Sądy wszystkich instancji ją uniewinniły, ale Ziobro, szafarz Funduszu Sprawiedliwości złożył w tej sprawie skargę nadzwyczajną do Izby Kontroli Sądu Najwyższego. I sprawa dalej się ślimaczy.


A skoro o kościołach mowa. Jeden z legalnych, zarejestrowanych kościołów, mianowicie Reformowany Kościół Katolicki udziela ślubów parom jednopłciowym. Ziobro chciał go za to ukarać wykreśleniem z rejestru, ale Sąd Administracyjny się na to nie zgodził.


Karnowszczyzna zawyła z oburzenia po tym, jak hiphopowcy Łona i Webber podczas koncertu w ramach owsiakowego Pol’and’Rock skandowali wraz z publicznością: „Jebać PiS”. Karnowszczyzna się denerwuje, bo karnowszyzzna jest jeszcze na tyle młoda, że z autopsji może znać moc hiphopu, masowo kochanego przez polską młodzież. Karnowszczyzna wie, że jeśli cały hiphop zahiphopuje przeciw PiS, to marny PiS-u los. Karnowszczyzna musi o tym zameldować Zaplutemu, bo on, choć rozumie kryptonim „osiem gwiazdek”, to akurat hiphopu nie kuma.


39 procent uzyskałaby antypisowska koalicja przeciw 35 procentom obozu PiS, gdyby teraz odbyły się wybory – tak wskazuje wynik najnowszego badania opinii na zlecenie „Super Expressu”. Co znamienne, taki wynik osiągnęłaby opozycja bez Lewicy. Lewica powinna starannie przeanalizować ten wynik, bo jeśli opozycja wygrałaby wybory bez niej, to ranga Lewicy w parlamencie by spadła.


Michał Broniatowski z Politico, którego opinie Bigos ceni, powiedział, że relacje polsko-amerykańskie stały się tak złe, jak za czasów, gdy Jerzy Urban wypowiadał w latach osiemdziesiątych podczas konferencji prasowych krytyczne opinie o USA. To porównanie nie jest trafne. W przywołanych przez Broniatowskiego czasach relacje polsko-amerykańskie były konsekwencją trwającej wtedy już od czterdziestu lat zimnej wojny wynikającej z ówczesnego podziału świata na dwa bloki. Natomiast ładza PiS z własnej, nieprzymuszonej woli własnoręcznie zniszczyła „idylliczne” relacje z USA po tym, jak wybory wygrał Joe Biden. I na tym polega wielka różnica znaczeń między narracją Jerzego Urbana i propagandy pisowskich szczujni.


Po licznych wahaniach I Prezes SN Manowska Małgorzata zawiesiła działanie tzw. Izby Dyscyplinarnej, czyli ugięła się przed wyrokiem TSUE, czym wywołała gniew Ziobry. To oznacza dodanie do Banasia i Gowina kolejnego dużego napięcia na szczycie pisowskim.


„Zlikwidujemy Izbę Dyscyplinarną w tej postaci, w jakiej funkcjonuje ona obecnie i w ten sposób zniknie przedmiot sporu” – powiedział Zapluty w wywiadzie dla PAP. Pachnie to sugestią, że będą chcieli coś chachmęcić, wprowadzić to samo pod innym szyldem, czyli próbować wyprowadzić TSUE w pole. Poddanie przez Zaplutego wymarzonej Izby tak łatwo, ma zapewne przyczynę nie tylko w tym, że jak mawia Ludwik Dorn, woda zaczęła mu wlewać się do nosa. Zapluty odpuszcza tę Izbę tak lekko także dlatego, że w sprawach sędziów Morawiec i Wróbla nie spełniła pokładanych w niej nadziei, więc trzeba się jej w cholerę pozbyć.


„Tusk zapowiada Polakom koniec dobrobytu” pasek TVPiS. A poza tym festiwal Tuska w pisowskich szczujniach trwa, ostatnio wokół jego wypowiedzi o dwóch polskich udrękach: macierzyństwa i krzyża.


„Trudno mi nawet komentować wypowiedź abpa Stanisława Gądeckiego na temat obostrzeń. Nie znam kraju, gdzie Kościół pokazałby, że powinien być inaczej traktowany niż ogół obywateli – odpowiedział minister zdrowia na list Gądeckiego Stanisława, arcybiskupa, który napisał, „że mimo gwarancji konstytucyjnych i konkordatowych Kościół został potraktowany gorzej niż przedsiębiorstwa handlowe”. I że „rządy z przeszłości nigdy nie ośmieliły się nałożyć na Kościół tak drastycznych zakazów, okazując w ten sposób znikomy respekt dla Kościoła i jego roli w życiu społecznym” – stwierdził arcybiskup. Warto zwrócić uwagę na pełen buty i pychy zwrot „nie ośmieliły się”. A dlaczego Gądecki napisał ten list? Bo chce kasy z budżetu, jako stratny na tacy. Przecież w końcu jego firma też jest przedsiębiorstwem handlowym, choć Gądecki zapiera się tego jak żaba błota.

Flaczki tygodnia

Pan prezes Kaczyński przestał być „naszym skurwysynem” dla administracji USA. To oznacza, że jego rychły upadek staje się nieuchronny.Tak wskazują liczne znaki na niebie i ziemi. Zwłaszcza listy, wypowiedzi i wizyty wysłanników wyżej wymienionej. Tu warto przypomnieć,że pieszczotliwym mianem „nasz skurwysyn” administracja USA określała licznych południowoamerykańskich i azjatyckich dyktatorów, którzy u siebie nieortodoksyjnie krewili prawa człowieka w zachodniej wersji, ale za to służalczo realizowali amerykańskie interesy.

Dopóki pan prezes i jego drużyna wiernie służyli USA, to waszyngtońska administracja przymykała oczy na ich zamordystyczne zapędy. Zwłaszcza kiedy na jej czele stał zamordysta Donald Trump. Teraz „naszość” PiS skończyła się, bo peryferyjny dyktatorek targnął się na najświętszą wartość w USA. Amerykańską własność prywatną. Krajowe media pełne są spekulacji przeróżnych badaczy tajemnic mózgu jaśniepana prezesa. Próbujących znaleźć jakiekolwiek racjonalne przyczyny ataku elit PiS na amerykańską własność prywatną. Na koncern Discovery. Mówi się, że jaśniepan prezes zechciał „zagrać ostro”, tak jak lubi, aby pokazać nowej administracji USA, że ma przysłowiowe „polityczne jaja”. Spekuluje się, że ekipa PiS postanowiła przeczekać rządy demokratów Bidena licząc, że za cztery lata w USA znowu zwyciężą republikanie. I wtedy republikanie pochwalą swoich „skurwysynów”, że dokuczyli utożsamianemu z demokratami koncernowi medialnemu. Ale kiedy w obronie amerykańskiej własności stanęli, solidarnie z demokratami, również republikańscy kongresmeni, kiedy elity PiS zganił za to samo również Mike Pompeo, były sekretarz stanu w administracji prezydenta Trumpa, to pojawił się jednoznaczny znak, że administracja USA chce zakończyć już dziecięce gry polityczne dziaderskiego prezesa Kaczyńskiego. Znak, że Anuszka już kupiła olej.

Oczywiście Amerykanie nie wyślą swojego lotniskowca na Bałtyk, Pershinga w kierunku Żoliborza, ani marines do gmachu przy Nowogrodzkiej. Wystarczy im przysłany już nowy ambasador Mark Brzeziński. Ten sprawny, mówiący po polsku dyplomata sprawi,że już niebawem od pana prezesa zaczną uciekać jego polityczni współpracownicy. Teraz warto przypomnieć stary dowcip polityczny. Dlaczego w Waszyngtonie nigdy nie doszło do puczu, ani do ruchawki politycznej odsuwającej rządzące tam władze? Tak jak to działo się nieraz w wielu państwach świata? Bo w Waszyngtonie nie ma ambasady USA. I tak jaśnie pan prezes skończy pewnie jak książę Janusz Radziwiłł z sienkiewiczowskiego „Potopu”. Samotny, przez wszystkich opuszczony. Z jedynym wiernym porucznikiem Charłampem. W tej roli wystąpi pan poseł Marek Suski.

I znów przez tydzień cały słyszeliśmy, że „ważą się losy koalicji rządzącej”. Wszystko za sprawą pana wicepremiera Jarosława Gowina głównego bohatera trwającej od przynajmniej dwóch lat politycznej opery mydlanej zatytułowanej „Jarosław i Hamlet”. W odcinku 2791 pan wicepremier Gowin wystosował do jaśniepana prezesa Kaczyńskiego kolejne, tysiąc dwusetne pierwsze, ostatnie ultimatum. Jego niespełnienie równać się miało wystąpieniem pana wicepremiera Gowina i jego drużynki z parlamentarnej koalicji rządzącej. To sprawiłoby, że klub parlamentarny PiS straciłby większość w Sejmie i w konsekwencji przyniosłoby nowe, przyśpieszone wybory parlamentarne. Oczywiście pan prezes warunków ultimatum nie spełnił, a pan wicepremier i jego drużynka z koalicji nie wystąpili. Zapowiadają się dalsze odcinki opery mydlanej. Ale każda opera mydlana ma nie tylko liczne zwroty,lecz także i swój finał. Na razie w interesie pana wicepremiera Gowina leży jedynie zaostrzanie konfliktów wewnątrz koalicji rządzącej, ale nie wychodzenie z niej. Pan wicepremier kreuje się na obrońcę przedsiębiorców i samorządowców, a także telewizji TVN. I w jego interesie jest trwać na usypanym przez siebie szańcu. Aż go pan prezes sam wyrzuci. Wtedy to pan prezes będzie „rozbijaczem jedności polskiej prawicy”, a nie pan wicepremier.

Pan wicepremier Gowin ma w Sejmie jeszcze 9 swoich parlamentarzystów. Jaśniepan prezes próbuje ich przekupić, przeciągnąć do PiS. Panu posłowi,wiceministrowi Marcinowi Ociepie proponuje ponoć posadę ministra. Kuszeni są podobno też panowie posłowie Mieczysław Baszko i Wojciech Murdzek. Zatem pan wicepremier musi uważać. Zbyt długie trwanie w koalicji grozi mu osamotnieniem politycznym. Przekupieniem całej jego dziewiątki przez pana prezesa. Dlatego znowu odżyła idea koalicji gowinowców z PSL. Liderzy PSL mają taki polityczny plan. Na opozycji powinny powstać dwa bloki antyPiSowskie. Prawicowo- centrowy złożony z gowinowców, PSL, Polski 2050 i Koalicji Obywatelskiej, ale bez jej lewicowego skrzydła. Liderzy PSL liczą na sukces. Wierzą, że ten blok pozyska wielu wyborców PiS rozczarowanych obecna „wariacką polityką” jaśniepana prezesa. Drugim blokiem byłaby centrolewica złożona z lewicy KO, Nowej Lewicy i Razem. Taki podział wykluczyłby preferowany i forsowany przez Donalda Tuska duopol – PO kontra PiS, marginalizujący inne opozycyjne partie. Zapewne do PSL dotarli już „dobrzy ludzie” z ambasady USA w Warszawie oferujący swą pomoc w organizowaniu nowej prawicy. Wszechstronną i oficjalnie bezinteresowną.

Nadal jeszcze odważne wobec administracji USA elity PiS, wystraszyły się już twardej reakcji administracji Unii Europejskiej wobec Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i innych deformacji prawa, które forsuje pan minister Ziobo. I teraz głowią się jak wycofać się z tego szamba i jednocześnie przekonywać swój „ciemny lud”, że przecież nic się nie stało. Dla pana ministra Ziobry i jego Solidarnej Polski to sygnał, że ich czas w tej koalicji też się kończy. Bo wbrew opiniom krajowego politycznego Komentariatu pan prezes Kaczyński nie ma „traumy przedterminowych wyborów”. Urządzi je pewnie na wiosnę. Kiedy wzmocniony europejskimi pieniędzmi zechce znów kupić sobie jak najwyższe poparcie wyborcze. Utrzymać władzę lub być liderem bardzo silnej opozycji. Przed zbyt szybkim wyjściem z koalicji rządzącej powstrzymują pana ministra Ziobro ukazujące się cyklicznie, niczym opera mydlana, raporty NIK kierowanego przez pana prezesa Banasia. Okazuje się, że Fundusz Sprawiedliwości, który miał pomagać ofiarom przestępstw, wedle NIK stał się funduszem finansowania politycznej działalności pana ministra Ziobry. A zwłaszcza jego walki z Unią Europejską. Spośród niemal 700 mln złotych wydanych dotacji jedynie co trzecia złotówka była przeznaczona na pomoc dla ofiar przestępstw.

Na razie ani pan premier Morawiecki ani Centralne Biuro Antykorupcyjne nie reagują na doniesienia NIK w sprawie afer pana ministra Ziobry. Zareagują kiedy zechce on opuścić koalicję lub kiedy jaśniepan prezes zarządzi przedterminowe wybory.

Zakończyły się igrzyska w Tokio. Chleba propagandowego Polsce nie przyniosły, bo w klasyfikacji medalowej nasza reprezentacja nie przoduje. Dlatego już pojawiły się alternatywne wobec ogólnej klasyfikacje medalowe. I tak w klasyfikacji medalowej „Lekka atletyka” Polska znalazła się na czwartym miejscu. A w klasyfikacji „Rzut młotem” nawet na pierwszym! Rzuty młotem to nasza narodowa specjalność.

Literatura socrealizmu jako forma fantastyki

Z okazji 70 rocznicy urodzin „Węgla” Aleksandra Ścibora-Rylskiego.

Sceptyków od razu informuję, że „Węgiel” jest tu tylko hasłem wywoławczym i o nim będzie tylko kilka zdań. Będzie za to spojrzenie na realizm socjalistyczny w literaturze – nowiutkie jak nowalijka lub nowinka.
Jak na nurt pogardzany, wyszydzany, traktowany jako kwintesencja schematyzmu i narracji totalitarnej, realizm socjalistyczny zaowocował ogromną liczbą publikacji mu poświęconych. Wystarczy zajrzeć do obszernego „Słownika realizmu socjalistycznego” (2004, red. Wojciech Tomasik i Zdzisław Łapiński) by się o tym przekonać. Socrealizm (pamiętajmy że to nurt obecny nie tylko w literaturze polskiej, także w innych dziedzinach sztuki, również w innych krajach) został w Polsce opisany i przeanalizowany w setkach publikacji prasowych i naukowych, także w kilku obszernych, naukowych syntezach.
Owe syntezy to: Wojciech Tomasik – „Polska powieść tendencyjna 1949-1955. Problemy perswazji literackiej” (1988), Wojciech Włodarczyk – „Socrealizm. Sztuka polska w latach 1950-1954” (1991), Zbigniew Jarosiński – „Nadwiślański socrealizm” (1999), Wojciech Tomasik – „Inżynieria dusz. Literatura realizmu socjalistycznego w planie „propagandy monumentalnej” (1999), Edward Możejko – „Realizm socjalistyczny. Teoria, rozwój, upadek” (1977, Bonn, wyd. polskie 2001), Lirim Sulk – „Literatura realizmu socjalistycznego” (2020).
Z przywołanego wyżej „Słownika” i innych publikacji wynika, że było to zjawisko bogate, wielostronne, wielowarstwowe, z nurtem głównym, ale też z poboczami, tematycznymi i formalnymi, zróżnicowane jakościowo (z profesjonalnego punktu widzenia), stylistycznie, gatunkowo („powieść produkcyjna” była tylko jedną z odmian), ze zjawiskami prekursorskimi, zapowiadającymi kierunek (n.p. „Między wojnami” Kazimierza Brandysa), jak i ekspresje epigońskiego post-socrealizmu, a także z prozą rozrachunku z „okresem błędów i wypaczeń”, acz stylistycznie nacechowaną typowymi atrybutami poetyki socrealistycznej (n.p. „Matka Królów” Kazimierza Brandysa).
Dla wskazania rozległego tła tematu, przywołam także przykład odległego w czasie pre-socrealizmu w literaturze („Pelle Zwycięzca” duńskiego pisarza Martina Andersena Nexö, 1910).
„Węgiel” jako zawołanie
Z trzech powodów. Po pierwsze z powodu okrągłej daty wydania powieści Ścibora-Rylskiego (1951) i mocnego brzemienia tytułu. Po drugie, bo Ścibor był nie tylko autorem jednej z najgłośniejszych powieści nurtu, ale także twórcą scenariusza filmowego „Człowiek z marmuru” (publ. 1963), który stał się podstawą najgłośniejszego artystycznego rozrachunku z tym okresem historii, czyli filmu Andrzeja Wajdy (1976).
Po trzecie dlatego, że „Węgiel” jest wśród przedmiotów analizy jednej z najznakomitszych publikacji poświęconych literaturze socrealizmu, a która nie jest niestety uwzględniona w żadnej z dostępnych mi bibliografii tematu, jako że ukazała się po okresie największego „wysypu” publikacji na ten temat.
Być może jest ona uwzględniona w książkach innych znawców tematu, Moniki Brzóstowicz-Klajn („Tomasz Morus w mundurze pioniera. Utopia i utopijność w polskim socrealizmie” (2012) czy „Socrealiźmie po polsku” Marka Hendrykowskiego (2015), ale jeszcze nie miałem okazji po nie sięgnąć. A mowa jest o książce Justyny Trzcińskiej-Rosik, „Mowa rzeczy. „Głosy” przedmiotu w polskiej prozie socrealistycznej” (2006).
„Mowa rzeczy” i „głosy przedmiotu”, czyli socrealizm jako sztuka pisania
W swoim studium, Justyna Trzcińska-Rosik podjęła się (z powodzeniem) pokazania w swej książce, że o ile zarzuty schematyzmu postaci i problematyki prozy socrealistycznej są raczej niemożliwe do uchylenia (człowiek jako „marionetka w theatrum mundi”), o tyle świat „przedmiotów”, „rzeczy”, został w kilku co najmniej powieściach pokazany z prawdziwym kunsztem literackim, a co najmniej interesująco.
Sprawia to, że nie tylko nie można całej prozy socrealizmu wyrzucić poza nawias literatury na pole czysto propagandowo-ideologiczne, ale że niektóre z najlepszych powieści gatunku mogą do dziś posłużyć jako lekcja sztuki pisania. Tworzywem analizy są cztery powieści: „Lewanty” Andrzeja Brauna, „Obywatele” Kazimierza Brandysa, „Uczta Baltazara” Tadeusza Brezy i wspomniany już „Węgiel”.
Analiza dokonana przez autorkę studium jest tak bogata, wielostronna i erudycyjna, że nie jestem w stanie objąć jej w całości, więc postaram się zasygnalizować jedynie niektóre z najważniejszych jej wątków.
Socrealistyczne okno, „miniaturyzacja” i „monumentalizacja”
Autorka przywołuje na początek motyw spoglądania przez okno jako autorski instrument stosowany przez prozaików socrealizmu (w szczególności przywoływanych w studium).
Okno bowiem daje często panoramiczny ogląd dookolnej rzeczywistości. W „Obywatelach”: „Dyrektor patrzy przez szerokie okno – będące w centrum – na także szeroką perspektywę. Opis ustanawia hierarchię – umieszcza obserwatora w strategicznym punkcie przestrzeni, nadając mu tym samym wyjątkową funkcję – tego, którego oczyma będzie patrzył czytelnik”.
Patrzenie przez okno daje możliwość oglądu szerokiego spektrum rzeczywistości, jej wyjściowego, poniekąd mimetycznego zaprezentowania: budowli, pojazdów, instrumentów tworzenia nowego świata (dźwigi, rusztowania, traktory, kadłuby budowanych okrętów).
W innym miejscu („Węgiel”) obraz gigantycznego, ekspresyjnego wykresu wzrostu produkcji zawieszonego na gmachu dyrekcji fabryki i „ludziki” zadzierające głowy, by go zobaczyć), a także stosunków między nimi a człowiekiem (n.p. miniaturowe sylwetki ludzkie i potęga materii nieożywionej). Relacje między człowiekiem i materią prezentuje autorka jako pokazane zarówno przy użyciu mechanizmu „miniaturyzacji”, jak „powiększenia”.
W przypadku tego pierwszego, człowiek pokazany jest jako „drobinka” wobec wielkości tworzonego przez siebie dzieła („Na przystanku tramwajowym stał człowiek, z tej wysokości podobny do krasnala. (…) Rozglądał się nieporadnie. Był malutki wobec piętrzących się dokoła ceglastych ścian”; „Węgiel”).
Perspektywa „okienna” ma jeszcze jedną funkcję literacką. Jeśli przez okno panoramę wygląda kilka osób, to każdy widzi trochę co innego, zgodnie ze swoimi preferencjami, a nawet poglądami politycznymi.
W „Uczcie Baltazara” co innego postrzega z okna w odbudowywanej Warszawie przybyły z Francji, sceptyczny politycznie Uriaszewicz, a co innego entuzjastka nowego ustroju, Klimontówna.
Przeciwieństwem mechanizmu „miniaturyzacji” jest spojrzenie na sylwetkę człowieka przez „szkło powiększające”, monumentalizujące ją („Na tle jasnego nieba stał człowiek, poruszając ręką. (…) Wyglądał jak dyrygent wielkiej orkiestry. Czarna jego sylwetka w zasmolonym kombinezonie przesłaniała rażące słońce. (…) Ramię dźwigu obracało się stosownie do gestów człowieka”.
Takich obrazów pokazujących robotnika jako „homo creatora” o atrybutach niemal boskich jest w prozie socrealizmu wiele. („Tutaj żyją siłacze”, „Ludzie jak bogowie”).
Można by rzec, że w zależności od potrzeby ideowo-artystycznej, autorzy regulowali proporcje między człowiekiem a „przedmiotami”, „rzeczami” powiększając lub pomniejszając tych pierwszych w stosunku do tych drugich lub odwrotnie. Oba mechanizmy przypominają spoglądanie przez lunetę naprzemiennie, przez oba jej końce.
W krainie czarów: piekło, raj, człowiek-wilk, człowiek-anioł
Kurczy mi się miejsce, a z przebogatej materii studium Justyny Trzcińskiej-Rosik zaczerpnąłem zaledwie garstkę i z konieczności w trybie upraszczającym. Zabraknie już miejsca na odniesienie się do „infernalnego”, „piekielnego” (w sensie stylistycznym) obrazu pracy.
Do „anielskiego” wizerunku „nowego człowieka” i „wilczego” obrazu „wroga klasowego”. Do ludzi-„manekinów”. Do motywu estetycznej konfrontacji między siermiężnością roboczej rzeczywistości a reliktami „starej, burżuazyjno-szlacheckiej” estetyki („ocalił najcenniejsze (gdańskie) meble i dywany”, nawiązania do mody i do ekskluzywnego pisarza katolickiego Claudela – w „Uczcie Baltazara”).
Do zjawiska opisywania rzeczywistości nie tylko jako ściśle mimetycznej, lecz także niby-mimetycznej, potencjalnej, in statu nascendi, ale już żyjącej w percepcji bohaterów („rzeczywistość symulowana”).
Do „zabawkowego świata dorosłych ludzi”. Do szkicu o głównym bohaterze „Obywateli” jako o postbalzakowskim, socrealistycznym „Rastignacu w krainie czarów”.
Morawiecki patrzy i się dziwuje
„CDT wznosił się na roku Brackiej i wywoływał w Morawieckim jednocześnie niepokój i fascynację, jak niektóre książki fantastyczne, zbudowane z nierzeczywistych elementów.
Gmach przypominał mu chwilami planetarium, założone tu, aby miasto, gdy zechce, mogło komunikować się z Księżycem; biurowiec wyglądał jak hotel dla astronautów, którzy pewnego dnia wystartują z dachu w jakimś pocisku międzyplanetarnym. Morawiecki patrzył (…) na tą dużą konstrukcję, w której świetle sprzedawano seryjne towary” . Ten fragment „Obywateli” Brandysa pokazuje, że na prozę socrealizmu niekoniecznie trzeba patrzeć wyłącznie jak na archiwalną, anachroniczną literaturę z zamierzchłej epoki, jako na makulaturę.
W dobie postmodernizmu i intertekstualności można ją czytać także „przez” Verne’a czy Lema, a nawet zabawić się niezamierzenie aluzyjnym dziś brzemieniem niektórych zwrotów czy nazwisk.
By jednak nie zakończyć zbyt żartobliwie, bo w końcu mamy do czynienia z pracą naukową (doktorat), zakończę cytatem z podsumowania autorki o „przedmiocie socrealistycznym”: „Myślę jednak, że nie powinno się sprowadzać praktyk socrealizmu do manipulacyjnego użycia nowomowy czy naiwnego pseudo-realizmu opowieści o produkcji, sposoby komunikowania i kategorie wewnątrztekstowe są bowiem – jak pokazały powyższe analizy – nieco bardziej skomplikowane”.

Bigos tygodniowy

Inflacja osiągnęła już 5 procent, a to znaczy, że PiS zjada gospodarkę i nasze pieniądze. Kłamczuch (sz)Matousz, polska odmiana barona Münchhausena, bagatelizuje to gadkami o zarobkach przekraczających poziom inflacji, pozwalających nabyć coraz więcej cukru i mleka. Niech sam żre cukier i popija mlekiem. Wystarczy najbardziej elementarna wiedza ekonomiczna by obawiać się galopującej inflacji, której skutkiem będzie, pomimo hurraoptymistycznych wrzasków rządzących, ubożenie konsumentów czyli nas wszystkich. Ciekawe tylko czy i kiedy wyborcy PiS się zorientują, że są robieni w konia? Poza tym, nawet jeśli z gospodarką generalnie nie jest najgorzej, to co z jej wzrostu, skoro PiS-uary wszystko ukradną?


Szczepienia przeciw covid-19 w Polsce są dobrowolne, rodzenie trupów, półtrupów i potworków jest przymusowe. Poza całym tym barbarzyństwem – gdzie tu sens i logika?


Bigos miał i ma wiele zastrzeżeń do treści przekazywanych przez TVN 24, które są jak na jego gust zbyt prawicowo-konserwatywne w duchu, ale próba zamknięcia tej stacji przez PiS-uary, to bezczelność zatykająca oddech. To kolejny dowód, że partia Zaplutego Karła Reakcji, to formacja konsekwentnie totalistyczna. Bigos nie życzy sobie by Zapluty Karzeł Reakcji wybierał mu telewizje do oglądania.


Marian-Terminator konsekwentnie zdejmuje z PiS kolejne warstwy brudnej bielizny. Zasygnalizował ostatnio, że ziobryści ewidentnie skręcają kasę z Funduszu Sprawiedliwości, a poza tym PiS-uary stworzyły równoległy budżet, który niszczy finanse publiczne.


„Dobra wioślarka, ale należy do LGBT, a jak wiadomo LGBT to nie ludzie, to ideologia” – pomyślał Duduś, ministrant Stworzyciela i Pierwszego Kapłana Religii Kaczystowskiej. Dlatego zaniemówił na wieść o tym, że jedna ze srebrnych medalistek olimpijskich w wioślarstwie pozdrowiła z Tokio swoją życiową partnerkę. On, który powinszowania sportowcom składa migiem, szybciej od światła, musiał po tym szoku ochłonąć i czekał z życzeniami wiele, wiele godzin. No cóż, dewocyjne wychowanie w kościółkowym domu z rączkami złożonymi do paciorka robi swoje, więc go kakao zatkało.


W odpowiedzi, na wątpliwości pierwszej prezes SN Manowskiej, co zrobić z wyrokiem TSUE nakazującym zaprzestanie działania nielegalnej i niekonstytucyjnej, tzw. Izby Dyscyplinarnej SN, Duduś-ministrant stwierdził, że trzeba zmienić prawo. Trudno spodziewać się po NICH czegoś innego, niż jakiegoś prawnego szachrajstwa, jakiegoś uskoku w bok przed siłą rażenia TSUE (pieniądze!), jakiejś próby wyprowadzenia w pole TSUE i demokratycznej opinii. Nawiasem mówiąc, we flagowym programie „karnowszczyzny” w TVPiS, „Salonie dziennikarskim”, publicysta katolicki Łoziński Bogumił użył zwrotu „bunt sędziów Izby Dyscyplinarnej”. W tym samym wydaniu programu, pozostali mężczyźni, Karnowski Jacek i niejaki Świrski, prezes Reduty – pożal się boże – Dobrego Imienia kozaczyli odnośnie perspektyw władzy PiS, a tylko Romaszewska Agnieszka, robiła za Kasandrę. Wiadomo, Kasandra była kobietą.


Z kolei Ziobro zaskarżył, bo tak to trzeba nazwać, artykuł o prawie do rzetelnego procesu zawarty w Europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka, ratyfikowanej przez Polskę bodaj w 1993r. do Trybunału Przyłębskiej. Zioberek chce się dowiedzieć czy ten przepis jest zgodny z polską konstytucją uchwaloną w 1997r. Lepiej nie myśleć co się stanie jak Julka wraz ze swoją ekipą stwierdzi brak tej zgodności. Wtedy nie pozostanie nam nic innego tylko spakowanie manatek i wypad z Unii.


W Miłakowie miejscowa dewocja z proboszczem na czele poskarżyła się do miejscowych władz samorządowych na kobiety działające w pewnym stowarzyszeniu kulturalnym o to, że są czarownicami. A mówią, że Czarnek cofa nas do średniowiecza. My już tam jesteśmy. Pytanie, tylko, czy jest to dopiero wiosna średniowiecza, czy już jesień.


Marcin Miller, wykonawca hiperprzebojów „Szalona”, „Wolność” ma podobno kłopoty finansowe na granicy bankructwa, bo jak stwierdził, zaczął tracić na kojarzonej z PiS, politycznej konotacji disco polo.


Przed laty modne było przypisywanie Kaczyńskim i PiS inspirowanie się ideologią niemieckiego filozofa Carla Schmitta, której głównym – ujmując w uproszczeniu – motywem było opieranie skutecznej polityki na jaskrawym, antagonistycznym podziale sceny politycznej i bezpardonowym wskazywaniu wroga. Przyniosło to korzyści PiS, teraz metodę przejął też Donald Tusk, dzięki czemu PO (KO) może przestanie być „ciamciaramcią”.


Profesor Andrzej Leon Sowa określił przywódców AK, którzy wydali rozkaz rozpoczęcia powstania warszawskiego, jako „nieprofesjonalnych” i jako tych, którzy „wydali wyrok na miasto i ludność cywilną”. Bigos, choć syn powstańca, podziela tę opinię co do joty.


„Palcówka” Lichocka musiała po kilku minutach dyskusji ewakuować się ze spotkania z mieszkańcami Zduńskiej Woli, gdzie promowała „Polski Ład”. Usłyszała m.in. że „każda jedna władza kradnie”. Czyżby lud pisowski zaczął trzeźwieć?


Legutko Ryszard rozdziera szaty, że „Unia chce nam zabrać duszę”. A co to jest dusza i kto ją ma? A pomysł, by Polska miała stolicę w Berlinie i flagę z ośmioma gwiazdkami, wcale nie jest taki zły.


„Nie każdy facet z widłami jest Posejdonem”, „Silni w gębie, zwarci przy żłobie, gotowi do ucieczki”. Celnie i zabawnie… Jak się zdaje Miłosz Motyka z Koalicji Polskiej wyrasta na czołowego aforystę polskiej polityki.

Flaczki tygodnia

Polska jest pośmiewiskiem świata. Pomimo tego elity PiS nie ustają w działaniach aby jeszcze bardziej i częściej Polaków ośmieszać.

Polacy to sprzedajny naród, tak zapewne myśli pan prezes Kaczyński. I aby zahamować kolejne ucieczki jego sfrustrowanych parlamentarzystów, postanowił kupić ich hurtowo. Podwyżkami uposażeń i diet poselskich. W efekcie takiej korupcji zarobki parlamentarzystów PiS wzrosną przynajmniej o 60 procent. Wzrosną aż tyle, bo w 2018 roku jaśniepan prezes obciął parlamentarzystom zarobki o około 20 procent. Była to jego zemsta za ujawnioną przez opozycję i nagłośnioną przez wolne od PiS media, aferę wielomilionowych nagród dla ministrów w rządzie pani premier Beaty Szydło. Wtedy ówczesna „Królowa polskich serc”, przy aplauzie pana prezesa i jego drużyny, przekonywała, że im „te pieniądze się po prostu należały”. Ale potem przyszły sondaże pokazujące sprzeciw wyborców wobec takich praktyk. I dlatego jaśniepan prezes demonstracyjnie wszystkim parlamentarzystom zarobki obniżył. A przy okazji niezwykle wtedy popularnej pani premier Szydło obciął polityczne „pazurki”. Choć wcześniej namawiał ją aby „pazurki pokazała”.

Tamte obniżki dotknęły wszystkich parlamentarzystów, ale najbardziej opozycję. Zasłużeni i najbardziej swoi parlamentarzyści PiS zostawali sekretarzami stanu, a ich rodziny dostawały udziały w wielce szmalcownych radach nadzorczych spółek skarbu państwa. W efekcie mamy najbardziej liczny rząd od 1990 roku. I nepotyzm aż tak wielki, że nawet sam jaśniepan prezes musiał się z niego niedawno tłumaczyć.

Pomimo tak rozbudowanej przez PiS korupcji politycznej, wśród prawicowych parlamentarzystów narastała frustracja i złość. Zrozumiała, bo nie dla wszystkich kradzionego szmalu wystarczyło. Poza tym nawet jaśniepan prezes już wie, że PiS po następnych wyborach nie będzie miał sejmowej większości. I jeśli nie znajdzie sobie koalicjanta, to utraci władzę.

PiS bywał już przy władzy i siedział też na twardych ławach opozycji. Politycy PiS wiedzą, że bez „poduszki finansowej” ciężko jest wtedy żyć. Dlatego już teraz przezornie szykuje sobie takie poduszki. A patrząc na wzrastający poziom nepotyzmu i politycznej korupcji to można już mówić o przygotowywaniu wielkich „pierzyn finansowych”.

Podwyżki dla polskiej klasy politycznej zostały wprowadzone administracyjnym fortelem. Godnym pana Zagłoby. Rękami pana prezydenta Dudy. Aby uniknąć parlamentarnej debaty i krytyki ze strony opozycji oraz wolnych od PiS mediów. Zwłaszcza, że wprowadzono je kiedy w Polsce rosną ceny, maleją realne zarobki, mamy najwyższą inflację w całej Unii Europejskiej i jeszcze Nowy PiS Ład obiecuje podwyżki podatków. Dlatego jaśniepan prezes podwyższa zarobki wszystkim parlamentarzystom, także opozycyjnym. Wszystkim byłym prezydentom. Obecnemu też. Chce wszystkich krajowych polityków wciągnąć do swego moralnego bagna.

Opozycja może nie przyjąć podwyżek. Sprytnie wybrnął z tego senator Marek Borowski. Ogłosił, że akceptuje podwyżkę jedynie w wysokości 2000 złotych, bo tyle bezprawnie odebrano parlamentarzystom w 2018 roku. Resztę będzie przekazywał na fundacje. I tu byłoby wszystko OK. Ale senator Marek dodał, że będą to fundacje z jego okręgu wyborczego, a media to upowszechniły. I tak a konto przyszłych podwyżek senator Marek zrobił sobie niezwykle skuteczną kampanię wyborczą. Pokazał, że jego dobroczynność ma też propagandowy wymiar.

„Flaczki” zachęcają lewicowych parlamentarzystów do podobnej dobroczynności. Ale bez kampanii podobnej do senatora Marka. „Flaczki” namawiają do stworzenia funduszu wspierającego lewicowe media. Parlamentarzyści lewicy nie wstydźcie się takiej dobroczynności!

Dalej nie wstydzi się pan prezes swoich prób przekupstwa administracji USA. Programu 23 000 000 000+. Za pieniądze polskich podatników chce kupić niepotrzebne obecnie polskiemu wojsku amerykańskie czołgi. Aby przebłagać administrację prezydenta Bidena za próby narzucenia przez PiS cenzury dla telewizji TVN.

Relacje PiS – administracja Bidena są złe. Zwłaszcza od kiedy jaśniepan prezes postanowił „zgrać ostro”. Podporządkować sobie telewizję TVN i zrewanżować się polskimi upokorzeniami dla nowego ambasadora USA. Za wcześniejsze dyscyplinowanie elit PiS przez amerykańską administrację.

Na dzień wczorajszy stan wojny PiS – USA był następujący. Prezydent Biden poinformował, że nie planuje spotkania z panem prezydentem Dudą. Ma znacznie ważniejszych rozmówców. Wśród nich jest prezydenta Ukrainy. Może poprosić ukraińskiego prezydenta aby został adwokatem polskich interesów w Waszyngtonie? Albo panią Ciechanouską, która już złożyła wizytę amerykańskiemu prezydentowi. Władza PiS pogodziła się z kandydaturą Marka Brzezinskiego na ambasadora USA w Polsce. Pomimo jego jawnie demokratycznych, czyli „lewackich” wedle standardów PiS, poglądów.

Warszawskie wiewiórki ćwierkają, że PiS spróbuje przepchnąć w parlamencie ustawę cenzurującą TVN. Jeśli to mu uda się,to ustawa trafi do pana prezydenta. Ten, jeśli posłucha jaśnie pana prezesa, skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego. Aby PiS dalej mógł szantażować administrację Bidena. Albo pan prezydent od razu zawetuje ją. Czyli uwali, bo jaśniepan prezes nie zbierze głosów potrzebnych do odrzucenia prezydenckiego weta. Stanie się tak jeśli administracja Bidena, przez pana ambasadora Szczerskiego, przekaże panu prezydentowi Dudzie bezdyskusyjny „znak pokoju”.

W międzyczasie właściciele TVN mogą okpić jaśniepana prezesa. Sprzedać udziały zaprzyjaźnionemu koncernowi medialnemu z Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Niemieckiemu na przykład. A Niemców nie da się ustawowo zablokować. Chyba, że Polska wystąpi z Unii Europejskiej.

Nie udała się PiS reforma sądownictwa. Średni czas oczekiwania na wyrok jest dłuższy niż przed 2015 rokiem. Pomimo ciągłego i bezprawnego „dyscyplinowania” sędziów. Może za to udać się panu ministrowi Ziobrze dowieść w polskim Trybunale Konstytucyjnym „niekonstytucyjności” Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Potem może zabrać się za Kartę ONZ. I wyprowadzić Polskę z tej również „neomarksistowskiej,liberalnej, demokratycznej” ONZ. Nasza chata z kraja przecież.

Aby poprawić sobie humor władza PiS postanowiła odbudować sobie Pałac Saski. Wieloletni symbol niemieckości w naszym kraju. Drogi i niepotrzebny nam obecnie jak te amerykańskie czołgi.

Otrzeźwienie w Nowej Lewicy. Zawieszeni w prawach członków partii parlamentarzyści i działacze zrezygnowali z planowanych akcji separatystycznych. Oczekują teraz przywrócenia im pełnych praw członkowskich. Rozłam Nowej Lewicy teraz nie grozi. Wszyscy zgodzili się, że o programie partii i ocenie działania jej kierownictwa rozstrzygnie zwołany na 9 października Kongres.

„Do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, ogłosił w 2018 roku pan prezes Jarosław Kaczyński.

Bigos tygodniowy

Kompetentni i ciekawi komentatorzy polityki, profesorowie Rafał Matyja i Jacek Raciborski mówią tak. Matyja: „Zjednoczona Prawica weszła w fazę rozkładu, a dynamika w Sejmie jest dla PiS niekorzystna”. Dodał jednak, że „dalsza współpraca parlamentarnej opozycji winna być jednak absolutnym priorytetem”. Raciborski ma podobne zdanie, ale dodaje, że „najgorzej by było, gdyby któraś z partii opozycyjnych nie przekroczyła progu wyborczego”. Mam nadzieję, że politycy Lewicy wezmą to pod uwagę.


Na spotkanie klubu Zjednoczonej Prawicy w Ożarowie Mazowieckim przybył także Ziobro z przybocznymi, ale nie przybył Wielki Gowin, mimo że podstawowym tematem spotkania miał być „Polski Ład”, a zatem kwestie w dużym stopniu ekonomiczne. Wielki Gowin jest wicepremierem od Gospodarki. Poza tym Gowin dystansuje się od projektu ustawy skierowanej przeciw TVN 24.


Furiackie i publiczne rzucenie się na syna Mariana Banasia na lotnisku, gdy wracał z wakacji i gdy można to było uczynić na osobności, bez takiej ostentacji świadczy o tym, że Kaczor z Kamińskim i Wąsikiem już nie wytrzymują nerwowo i robią histeryczne ruchy, napinając muskułki.


Profesor Marcin Wiącek, nowy Rzecznik Praw Obywatelskich, choć nie czas teraz na jego ocenę, już na wstępie dał pisiorom kilka prztyczków. Po pierwsze, potwierdził nielegalność pisiorskich dublerów w TeKa Przyłębskiej. Po drugie, doradził tzw. Sędziom tzw. Izby Dyscyplinarnej by wykonali wyrok TSUE i powstrzymali się od orzekania. Po trzecie, skrytykował „Lex TVN” i zalecił przestrzeganie zawartych umów. Po czwarte, zapytany, czy odpowie pozytywnie na sugestię wicemarszałka Tepleckiego, ex-hippisa o bardzo zmęczonej twarzy, by wziął na zastępcę jakiegoś pisiora odrzekł, że zaproponował kontynuację współpracy wszystkim dotychczasowym zastępcom Adama Bodnara. Poza tym zadeklarował, że jego pierwszym działaniem ma być spotkanie z kierownictwem policji w sprawie brutalnego traktowania demonstrujących obywateli. Oczywiście prof. Wiącek, który sprawia wrażenia bardzo kulturalnego i delikatnego człowieka, o żadnej brutalności nie mówił, ale o to w sumie chodzi. Drobne wychylenia w stronę PiS nie zmieniają ogólnie niezłego wrażenia, jakie zrobił nowy RPO. Bigos zachodzi w głowę, dlaczego PiS zgodził się na tak koszmarnego z ich punktu widzenia rzecznika. To niby miała być transakcja – czyli pisowski politruk Nawrocki na szefa IPN w zamian za akceptację umiarkowanego Wiącka, ale PiS może na tym wyjść jak Zabłocki na mydle. Tracą węch, czy za tą decyzją stały jakieś nieznane motywacje….? Bigos byłby jeszcze bardziej usatysfakcjonowany, gdyby po planowanej interwencji u policji w sprawie ich bezprawnego i brutalnego prześladowania ulicznych manifestantów, nowy RPO ujął się też za obywatelkami polskimi torturowanymi przez władzę za pomocą „wyroku” TeKa Przyłębskiej, nakazującego rodzenie trupów i półtrupów.


A propos. 12 skarg z Polski wpłynęło, jak dotąd, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Nowością jest to, że nie chodzi tylko o kwestie związane z realnym przymusem donoszenia trupiej lub półtrupiej ciąży, lecz także o skargi „potencjalnych ofiar”, z tytułu artykułu 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka o „zakazie tortur”, wywołane „niemożliwym do zniesienia” stressem spowodowanym strachem przed zajściem ciążę w warunkach barbarzyńskiego prawa polskiego. Ten strach może spowodować utratę możliwości macierzyństwa przez kobiety, które w normalnych warunkach decydowałyby się na posiadanie dzieci.


Ciąg dalszy rozkładu PiS. Pinokio Morawiecki choć raz powiedział prawdę i to publicznie. Oświadczył mianowicie, że reforma sądownictwa jest o dupę potłuc, a sądy działają jeszcze gorzej. Ostrej riposty Ziobra na razie nie było.


No i wreszcie, prezes SN Manowska, która trochę pląta się w zeznaniach, powiedziała jednak, że „Izba Dyscyplinarna” może jednak powinna się zawiesić. A powiesić to nie łaska?


30 milionów dał faszolom Bąkiewicza minister – pożal się boże – kultury – Gliński. To jest kulturalny człowiek.


Trwa polonizacja polityki w USA. Republikańscy gubernatorzy na wyprzódki zakazują aborcji (ostatnio n.p. w Teksasie i Missisipi) w swoich stanach. Mogliby to robić już dawno, ale robią to dopiero teraz, na złość demokratycznemu lewactwu Joe Bidena. Czyżby to Trump przywlókł z Polski do USA wirusa nadwiślańskiej polityki?


„Trzeba niestety przyjąć inną taktykę w zderzeniu z silniejszym przeciwnikiem (TSUE i Komisją Europejską). Musimy odejść od strategii prężenia muskułów i przyjąć strategię „lisa”. Skoro więc silniejszy partner łamie ustalenia traktatowe i nie podoba mu się Izba Dyscyplinarna, należy uchylić się i tak zmienić system dyscyplinarny, by np. stworzyć „Izbę Karną i Dyscyplinarną”, do której wydziału przeszliby sędziowie z obecnej Izby Dyscyplinarnej i ci sędziowie z Izby Karnej, którzy wyraziliby chęć orzekania w „wydziale dyscyplinarnym”. Wszystkie decyzje i orzeczenia TSUE trafiałyby w próżnię” – radzi wiadomo komu sędzia Nawacki, prezes olsztyńskiego sądu rejonowego . Ten sam, który zawiesił sędziego Pawła Juszczyszyna i dokonał sławnego podarcia pisma sędziów w jego obronie.


„Utraciłem nadzieję. Nie ma szansy na oczyszczenie Kościoła. Kryzys będzie się pogłębiał. Jeszcze bardziej opustoszeją seminaria duchowne i klasztory. Będzie u nas Irlandia, ale nie od razu. Stopniowo, powoli” – powiedział ks. prof. Andrzej Kobyliński. Bigos wołałby szybsze tempo, ale tak też jest nie najgorzej. „Lasciate ogni speranza, voi q’entrate” („Wy co tu wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję”) – ta słynna fraza z „Boskiej Komedii” Dantego Aligheri pasuje dziś do kościoła kat. Polsce jak ulał.