7 grudnia 2022

loader

Co to był za marsz!

No, właśnie – co to był za marsz? Kolejny zresztą, który pozostawił po sobie więcej pytań niż odpowiedzi.

No, bo jeśli był to marsz w obronie Konstytucji (a tak go też reklamowano), to, co tam robił Bronisław Komorowski – upadły prezydent? Wszak równo rok temu podjął próbę zamachu na tę Konstytucję. Rok temu, przy jednoznacznym, bezdyskusyjnym poparciu Platformy Obywatelskiej (która teraz, do ostatniej chwili próbowała zawłaszczyć marsz KOD), zarządził ogólnokrajowe referendum. Jedno z pytań dotyczyło jednomandatowych okręgów wyborczych, które pan prezydent Komorowski, śladem Pawła Kukuiza, pokochał miłością gorącą na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi. Zdaniem konstytucjonalistów wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych i pytanie referendalne w tej sprawie było sprzeczne z Konstytucją. Znaczy to, że wystarczyło 12 miesięcy na politycznym aucie, żeby prezydent Komorowski, „zamachowiec konstytucyjny”, przedzierzgnął się w obrońcę Ustawy Zasadniczej! Kto chce, niech wierzy…
W każdym razie my już bardziej wierzymy, że demokracja jest w Polsce zagrożona, gdy mówi to zasłużony opozycjonista z czasów PRL, Władysław Frasyniuk. Przecież on tych kolesi zna najlepiej, także Kaczyńskiego. – Kaczyński nie dostał mandatu na odbieranie wolności obywatelskich i łamania konstytucji. Trybunał Konstytucyjny ma bronić naszych praw, praw obywateli, a nie polityków. Nie mogę się powstrzymać, żeby nie krzyczeć „precz z kaczyzmem!”, brzmi to, jak „precz z komunizmem!” i to skojarzenie jest słuszne – powiedział Frasyniuk.
Poza tym, mówiąc między nami, Frasyniuk nie pełnił i nie pełni żadnych publicznych funkcji, zarabia na chleb po swojemu, prywatnie i w tym sensie jest wolnym człowiekiem. Żadnej posady na wykolejeniu się PO nie stracił. O nic nie gra… więc może o zasady? Ale taki Schetyna, albo ci dżentelmeni z PSL?
No, dobrze – różne myśli przelatywały nam przez głowę, gdyśmy oglądali ten gigantyczny, było nie było, przemarsz przez Warszawę. Jedna na pewno była świeża: niezależnie od wszelkich wątpliwości, na pana Prezesa Kaczyńskiego zawsze można liczyć. To rzeczywiście wybitny talent do łączenia ludzi choćby od siebie najdalszych. Oto, gdy KOD maszerował, pan Prezes usiadł koło komputera i przy pomocy palców pomocnika „czatował” z internautami. Jasne, że nie z każdym, tylko z tymi, którzy mieli szczęście się dopchać. Kto się dopychał? Na przykład taki ktoś:
– Pan prezentuje stanowisko (to już fragment „czatu – red.), iż Polska powinna pozostać w Unii Europejskiej. Jednakże organizacja ta zmierza w kierunku skrajnie lewicowym. Proszę o wyjaśnienie, w jaki sposób PiS zamierza bronić chrześcijańskich wartości w obliczu inwazji radykalnego islamu i dominacji nad polskim państwem, organizacji (UE), która jawnie działa na szkodę narodu polskiego i jest ideowo bliska komunizmowi.
I pan Prezes odpowiada:
– Nie oceniałbym UE aż tak krytycznie, mimo wielu groźnych zjawisk. Można tam zabiegać o zmiany pozytywne, będziemy to czynić, ale przede wszystkim będziemy bronić polskiej suwerenności, by Polska w wielu sprawach, w tym dotyczących wartości, była „oddzielna”. Są ku temu przesłanki wywalczone przez mojego śp. Brata w traktacie lizbońskim…
No! Polska ma być „oddzielna”! Czyli ma być zadupiem z władzą biskupów nad państwem – nie zapominajmy bowiem, co na temat roli kościoła i jego miejsca w życiu kraju pan Prezes mówił przy licznych innych okazjach. Unia, to ma być tylko bankomat, z którego Polska będzie sobie brała, „bo nam się należy”. Prawa człowieka, prawa obywatelskie, wolność sumienia – nam wystarczy katechizm, a w razie jakichkolwiek wątpliwości ksiądz Międlar. I na każdym placu kapliczka z pomniczkiem Czcigodnego Brata. Pan prezes już niczego nie ukrywa… I dlatego – choćby z diabłem pod pachę, ale trzeba się bronić, bo nas zagonią do rezerwatu. Tłumy oplecionych różańcem fanatyków – tyle ciemnych, co gotowych na wszystko, otoczą nas ciasnym kręgiem, aż nam tchu zabraknie.
Dobrze więc, że pośród demonstrujących widać było wszystkie stany, wszystkie partie. Dobrze, że została wymyślona formuła Równość, Wolność, Demokracja, pod którą podpisali się wszyscy, także partie lewicowe – z największą i najbardziej znaczącą, Sojuszem Lewicy Demokratycznej. To oznacza, że formuła następnych wystąpień będzie całą opozycję bardziej łączyła niż dzieliła. Na dzielenie się zawsze przyjdzie czas, na razie wróg jest jeden, wspólny. Chwilowo rachunki niewątpliwych krzywd powinny zejść na plan dalszy. A przynajmniej nie ma się co dziwić, albo potępiać, jeśli zaczną schodzić.
Co nie znaczy jednak, że to, co napisaliśmy odnosi się tylko do jednej strony. Na przykład, tylko do SLD. Do SLD najmniej. SLD jest w czyśćcu już 11 lat i nie ma nic wspólnego z arogancją, pychą i pazernością demonstrowaną przez te lata przez PO i PSL. Był co najwyżej ofiarą takich zachowań. SLD znów przychodzi wykazać się myśleniem państwowym i odłożyć na bok – przynajmniej na razie – swoje marzenia o Polsce dla ludzi. To od polityków Platformy i PSL, od, przez lata ślepo wspierających ich, mediów oczekiwać przede wszystkim należy refleksji i skruchy. Oraz wrażliwości na obolałą pamięć ofiar ich dotychczasowej pychy. O co chodzi? Przeczytajcie, co napisał Wincenty Elsner pod demonstracji wrocławskiej. Może zrozumiecie?

Bierzcie przykład w Wrocławia
Wrocławski KOD powiedział „nie” politykom, a przynajmniej tym aktualnym i rozpoznawalnym. Gdy w telewizji słucham użalającego się nad losem Polaków, ubranego w luzacki t-shirt, byłego głównego ekonomistę Banku BPH, BRE Banku, banku PKO BP – Ryszarda Petru – to nie wierzę mu.
Gdy patrzę na Grzegorza Schetynę, przepychającego się łokciami do pierwszego rzędu, to życzę mu, aby zrobił jeszcze dwa kroki do przodu i… spadał ze sceny.
Gdy widzę Adama Struzika z PSL-u, od 15 lat siedzącego na stołku marszałka województwa mazowieckiego, dzisiaj biegającego po scenie z zieloną flagą, to cieszę się, że w końcu ruszył dupą. Bo ruch to zdrowie.
Ale brakuje mi wyobraźni, by uwierzyć, że komukolwiek z tłoczących się na warszawskiej scenie KOD-u chodzi o coś więcej niż tylko o powrót do władzy, zachowanie stołków, wpływów i kasy. Dlatego dobrze, że we Wrocławiu wygoniono ze sceny polityków, bo dzięki temu jest cień szansy, że KOD, KOD-em pozostanie.

Zachodnie media dostrzegły warszawski marsz protestu. Deutsche Welle pisze o „wielkiej” demonstracji osób zrażonych przez rząd PiS. – Protest niemal ćwierć miliona ludzi w polskiej stolicy wyrażał poparcie dla demokracji oraz UE, wobec działań prawicowego rządu PiS, który nieustannie ściąga na siebie krytykę za dławienie opozycji i alienowanie Brukseli – opisują Niemcy. Francuska agencja AFP pisze o „punkcie zwrotnym” i „kamieniu milowym”, jakim miało być wyjście „240 tysięcy” Polaków na ulice Warszawy. Depeszę Francuzów, opisującą wewnętrzny konflikt w Polsce, przekopiowało wiele portali informacyjnych za granicą. Agencja Reutera pisze natomiast o „dziesiątkach tysięcy” osób i przytacza rozbieżne rachunki na temat tego, jak liczne były demonstracje opozycji. Zaznacza przy tym, że choć owszem na ulice wychodzą tłumy, to rząd PiS ciągle cieszy się silnym poparciem w sondażach. W podobnym zdystansowanym tonie wydarzenia w Warszawie opisywało między innymi BBC. (za tvn24)

trybuna.info

Poprzedni

Znów hiszpański finał

Następny

Szpak zaśpiewa