Flaczki tygodnia

Kto zabije pana prezesa?, spekulują komentatorzy polityczni. Kto sprawi, że PiS straci społeczne poparcie, i wreszcie władzę też?

Wielką nadzieją i kandydatem liberalnej opozycji na politycznego zabójcę jest teraz pan prezes Daniel Obajtek. To jego zalety jaśniepan prezes Kaczyński, nadając mu ksywkę „Daniel, wszystko mogę, Obajtek”. Czy pan prezes Daniel jest aż tak wszechmocny, że jego działalność będzie skutecznie „*****” PiS?

Wbrew nadziejom wielkomiejskim liberałom, to nie przekręty pana prezesa Objatka obalą rządy jaśniepana prezesa, choć pewnie ich fundamenty naruszą. Gwoździem do trumny politycznej pana wicepremiera Kaczyńskiego będzie „Nowy ład”. Program nowego, politycznego otwarcia starego „Prawa i Sprawiedliwości”. Od miesięcy zapowiadany.

Już wydawało się, że PiS zaprezentuje go w minioną sobotę. Prezentację przesunięto, bo „Rząd w tej chwili skupia się na walce z pandemią, gdyż życie i zdrowie Polaków jest najważniejsze”, poinformowała pani rzecznik PiS Anita Czerwińska. Ale tego „nowego ładu” szybko nie będzie. Nie przyznają się do niego koalicjanci PiS współtworzący klub parlamentarny Zjednoczonej Prawicy. Zresztą Zjednoczona Prawica jako byt polityczny już nie istnieje. Ostał się ino „Sojusz koryta i bezkarności”. On utrzymuje jeszcze większość parlamentarną i jaśniepana prezesa przy władzy. Przyszłe ogłoszenie przez PiS tegoż „Nowego ładu”, będzie wstępem do kampanii wyborczej. Zaproszeniem do nowych, przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.

Na razie mamy sterowane, przecieki zawartości owego „Nowego ładu”. Jako takie sondaże ich popularności. Jeden z nich jest szczególnie ważny. Elity PiS zdają sobie sprawę, że narobiły już gigantycznych długów budżetowych. Długi mogą się jedynie zwiększyć. Spłacać je można już różnymi sztuczkami. Jedna ze nich to rosnące ceny benzyny i wyrobów ropopochodnych. Sięgające już dawnego poziomu, kiedy światowa cena ropy naftowej przekraczała 100 USD za baryłkę. Dziś przekracza ona 60 USD. Zatem benzyna mogłaby być tańsza, ale windują ją akcyzy i inne podatki pośrednie.

Ale tylko takimi sztuczkami nie da się załatać wszystkich dziur w budżecie państwa. Najlepszym sposobem jest finansowanie długów ze wzrostu gospodarczego. Aby Polska mogła taki mieć – powinna dobrze spożytkować fundusze otrzymane z Unii Europejskiej na tworzenie nowego, po pandemicznego ładu. Elity PiS chcą pozyskać te pieniądze, nawet za cenę federalizacji Unii Europejskiej. Jednak ich koalicjant, ziobrowska Solidarna Polska, jest temu przeciwny. Bo przyszłe pieniądze obwarowane są zgodą na dotrzymywanie unijnych standardów w prawodawstwie. Co jest sprzeczne z podstawowym programem Solidarnej Polski. Dlatego zgody ziobrystów na ratyfikowanie nowego, europejskiego ładu nie będzie.

Oczywiście jaśniepan prezes Kaczyński zdoła przepchnąć przez Sejm zgodę na korzystanie z europejskich pieniędzy. Ma na to poparcie opozycji. Jednak dzień w którym jego władza zostanie uzależniona od głosów opozycji będzie dniem utraty jego politycznej mocy. Cóż to za Naczelnik Polski, który wisi na łasce Budki lub Czarzastego? Dlatego, żeby nie iść od razu na dno, tonący politycznie jaśniepan prezes gówna się chwyta. Negocjuje z Pawłem Kukizem. On może co prawda przynieść jaśniepanu sześć popierających szabel, ale Kukiz to polityczny Jonasz. Nieszczęście sprowadza.

Oczekujący europejskiego wsparcia rząd pana wicepremiera Kaczyńskiego ma bieżące rachunki do płacenia. Finansuje je dzięki osłabiania polskiej złotówki przez NBP. Taki stan sprzyja eksportowi polskich produktów, hamuje import. Zyskują na tym też wiodący polscy eksporterzy. Przemysł meblarski, rolno- spożywczy, miedziowy KGHM. Drożeją importowane „ośmiorniczki”, ale nie jest to chleb wyborców PiS. Cierpią niestety na tym też polskie lasy. Drewno z Polski masowo jest wyprzedawane, drzewostan trzebiony gorzej niż za okupacji niemieckiej. Ale całkowita wycinka Puszczy Białowieskiej, i zastąpiona „Dobrej Zmiany” młodniakiem, też nie sfinansuje przyszłych deficytów budżetowych. Do tego niezbędna jest reforma polskiego systemu podatkowego.

Obecny system sprzyja ludziom bogatym. Kreuje setki tysięcy jednoosobowych przedsiębiorców opodatkowanych najniższą stawką PIT. Wysoki VAT również sprzyja najbogatszym, bo procentowo wydają oni na podstawowe wydatki ze swych budżetów mniej niż ludzie mało zarabiający. Dodatkowo nie ma w Polsce podatków od spadków. Dzięki temu miliony najuboższych Polaków utrzymują budżet państwa, który nie zapewnia im nawet podstawowego socjalnego serwisu. I ci najubożsi najczęściej też głosują na PiS. Bo partia jaśniepana Kaczyńskiego dała im poczucie godności oraz 500+

Dlatego sztabowcy PiS podzielili obywateli Polski na dwie grupy. Zarabiających do 4500 złotych brutto. I pozostałych, zarabiających więcej. Z badań wyszło im, że wyborcy z pierwszej grupy zwykle głosują na PiS. Z drugiej, głosują tylko prezesi podobni panu Obajtkowi i ich familie. Dlatego spin doktorzy PiS postanowili zmniejszyć podatki najmniej zarabiającym. Przede wszystkim przez zwiększenie im kwot wolnych od podatków. No i zwiększyć obciążenia podatkowe tym bogatszym. Szkody politycznej nie będzie, skoro oni i tak na PiS nie głosują. Takie działania można też opakować w patriotyczne, szlachetne szaty. Zmobilizować tym i skupić głosy biedniejszych wyborców. A „swoim” bogatym obiecać poufnie stosowne rekompensaty. To pomoże PiS pozyskać poparcie na poziomie 35- 40 procent głosujących w przyszłych wyborach parlamentarnych. Dodatkowo, dzięki takiej podwyżce podatków antyPiSowskim wyborcom, uda się PiS-owi też sfinansować swój program wyborczy.

Jest jednak koalicyjny problem. Proponowane przez PiS podwyżki podatków dla bogatych nie mogą liczyć na poparcie gowinowskiego Porozumienia Prawicy i pozyskiwanych kukizowców. Dlatego pamiętając doświadczenia z „piątką dla zwierząt”, spin doktorzy PiS, chcą do tej reformy podatków wciągnąć klub Lewicy. Kto jak kto, ale Lewica nie powinna stawiać politycznych warunków dla podwyżki podatków bogatym. Nawet kiedy uderzą one też w wyborców Lewicy. Mamy w Polsce bogatych, którzy głosują na Lewicę, na Partię „Razem” nawet.

Jeśli rządzącemu PiS nie uda się załatać dziur budżetowych podwyżkami podatków, to pozostaje jedynie polityka proinflacyjna. Ale ta uderza przede wszystkim w najuboższych, czyli wyborców PiS. Łatwo też wymyka się spod kontroli. Już teraz czarne prognozy wskazują na przyszłoroczną 8 -10 procentową inflację. Co daje wzrost cen żywności o kilkanaście procent.

Jaśnie pan prezes Kaczyński aby utrzymać się dalej przy władzy musi: pozyskać pieniądze z Unii Europejskiej, czyli stracić poparcie ziobrystów, podnieść podatki bogatym, czyli stracić poparcie gowinowców. Czekać aż rosnąca inflacja zmniejszy mu poparcie do 20 procent. We wszystkich wariantach władzę traci. Może też iść na przedterminowe wybory przy poparciu 30 procent. I potem szukać nowych koalicjantów.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.