421 milionów za ziemię z mieszkańcami. Kościół robi interesy, a państwo nadal płaci miliardy

20 paź 2026

Kościół katolicki sprzedał w Poznaniu ponad 12 hektarów ziemi za 421 milionów złotych. W ciągu jednego dnia cena tej samej nieruchomości w dwóch aktach notarialnych różniła się o niemal 100 milionów złotych. Na sprzedanym terenie od pokoleń mieszkają rodziny, które dziś walczą o swoje domy. Tymczasem państwo przeznacza miliardy złotych na finansowanie Kościołów i związanych z nimi instytucji. Płacimy za katechetów, składki duchownych i remonty świątyń. Udostępniamy również publiczne szkoły na działalność religijną. Czy najwyższy czas oddzielić wiarę od wielkiego biznesu?

100 milionów złotych różnicy w jeden dzień. Jak zarabia się na kościelnej ziemi?

29 stycznia 2026 roku w Poznaniu podpisano dwa akty notarialne dotyczące tej samej nieruchomości.

Najpierw parafia św. Jana Jerozolimskiego za Murami sprzedała ponad 12 hektarów ziemi Archidiecezji Poznańskiej za 322,5 mln zł netto.

Jeszcze tego samego dnia archidiecezja sprzedała nieruchomość deweloperowi JHM Development za 421,18 mln zł netto.

Różnica wyniosła dokładnie 98,68 mln zł.

Transakcję opisali dziennikarze „Gazety Wyborczej”, Mikołaj Woźniak i Piotr Żytnicki, którzy dotarli do dokumentów notarialnych.

Przedstawiciele archidiecezji tłumaczą, że różnica ma pokrywać koszty przygotowania transakcji, obsługi prawnej oraz wyprowadzenia mieszkańców. Nie przedstawili jednak szczegółowego rozliczenia tych wydatków.

Nie można zatem całej kwoty uznać za czysty zysk archidiecezji. Można natomiast oczekiwać odpowiedzi, dlaczego tak ogromna różnica pozostaje bez publicznego, szczegółowego wyjaśnienia.

Tym bardziej że nie chodzi o pustą działkę.

Na osiedlu Maltańskim przez dziesięciolecia powstawały domy. Ludzie inwestowali oszczędności, wychowywali dzieci, zakładali rodziny.

Dziś część z nich musi opuścić miejsce, które uważa za swój dom.

W dokumentach notarialnych są setki milionów. W życiu mieszkańców – strach przed utratą dachu nad głową.

Skąd właściwie Kościół miał tę ziemię?

Historia osiedla Maltańskiego sięga czasów znacznie wcześniejszych niż współczesne spory o własność.

W 1931 roku, podczas wielkiego kryzysu gospodarczego, miejscowa parafia wydzierżawiła teren organizacji ogrodów działkowych. Ziemia miała służyć przede wszystkim uboższym mieszkańcom Poznania.

Z czasem prowizoryczne altany zaczęły przekształcać się w całoroczne domy. Mieszkańcy tworzyli tam swoje życie, a kolejne pokolenia zakładały rodziny.

Miasto meldowało mieszkańców i pobierało podatki od nieruchomości.

W 1994 roku parafia odzyskała bezpośrednie władanie gruntem i zawarła z mieszkańcami umowy dzierżawy. Nie oznaczało to jednak, że mieszkańcy stali się właścicielami ziemi.

W 2004 roku uchwalono plan zagospodarowania przestrzennego dopuszczający zabudowę wielorodzinną. Wartość nieruchomości zaczęła gwałtownie rosnąć.

Ziemia, którą w czasie kryzysu gospodarczego udostępniono ubogim, niemal sto lat później stała się przedmiotem transakcji wartej ponad 421 milionów złotych.

Kościół podkreśla, że działa zgodnie z prawem własności. Wskazuje również na program pomocy w przeprowadzkach oraz nieuregulowany status prawny wielu budynków.

Tych argumentów nie można pomijać.

Ale czy prawo własności zwalnia instytucję głoszącą solidarność z ubogimi z odpowiedzialności moralnej za sposób traktowania mieszkańców?

Polska przeznacza miliardy na Kościoły. Ile płacą podatnicy?

Sprawa osiedla Maltańskiego wywołuje znacznie szersze pytanie.

Skoro instytucje kościelne dysponują nieruchomościami wartymi setki milionów złotych, dlaczego państwo nadal finansuje tak wiele obszarów ich działalności?

Odpowiedź częściowo przynosi raport Najwyższej Izby Kontroli opublikowany w maju 2025 roku.

Według ustaleń NIK w latach 2021–2023 wartość przepływów finansowych zbadanych między instytucjami publicznymi a Kościołami, związkami wyznaniowymi i powiązanymi podmiotami wyniosła co najmniej 17,5 miliarda złotych.

Około 95 proc. tej kwoty, czyli blisko 16,5 miliarda złotych, przypadło Kościołowi katolickiemu i związanym z nim organizacjom.

To średnio około 5,8 miliarda złotych rocznie dla wszystkich objętych kontrolą podmiotów.

Na publiczne finansowanie działalności religijnej i instytucji wyznaniowych składają się między innymi:

  • Wynagrodzenia nauczycieli religii – około 6 mld zł w latach 2021–2023.
  • Finansowanie szkół i placówek oświatowych prowadzonych przez podmioty wyznaniowe – ponad 3 mld zł.
  • Składki ubezpieczeniowe duchownych finansowane z Funduszu Kościelnego.
  • Wynagrodzenia kapelanów zatrudnionych w instytucjach publicznych.
  • Dotacje państwowe i samorządowe, w tym środki na remonty zabytków sakralnych.

Trzeba podkreślić, że nie wszystkie te pieniądze służą utrzymaniu duchowieństwa. Część przeznaczana jest na edukację, działalność charytatywną i inne zadania publiczne.

Jednak skala finansowych powiązań państwa z instytucjami religijnymi pozostaje ogromna.

Dodatkowo raport NIK obejmuje lata 2021–2023 i nie jest pełnym rozliczeniem wydatków w 2026 roku.

Państwo powinno publikować jedno kompleksowe, coroczne zestawienie wszystkich form finansowania Kościołów – od wynagrodzeń katechetów po dotacje, preferencje podatkowe i korzystanie z publicznego majątku.

Obywatele mają prawo wiedzieć, na co wydawane są ich pieniądze.

Fundusz Kościelny. Obietnice reformy, a miliony nadal płyną

Fundusz Kościelny powstał w 1950 roku jako element systemu rekompensat za majątek kościelny przejmowany przez państwo.

Od tego czasu Polska przeszła transformację ustrojową, zmieniły się stosunki własnościowe, a Kościół odzyskał wiele nieruchomości.

Fundusz jednak pozostał.

W budżecie na 2026 rok przewidziano na Fundusz Kościelny około 272,6 miliona złotych.

Zdecydowana większość tych pieniędzy przeznaczana jest na finansowanie składek ubezpieczeniowych duchownych. Pozostałe środki służą między innymi wspieraniu działalności charytatywnej i remontów zabytkowych obiektów sakralnych.

Rządząca koalicja zapowiadała reformę tego systemu.

Szczególnie Lewica wielokrotnie podkreślała konieczność rzeczywistego rozdziału państwa od Kościoła.

Tymczasem Fundusz nadal funkcjonuje.

Warto więc postawić pytanie nie tylko prawicy, która przez lata broniła finansowych przywilejów Kościoła, ale również obecnemu rządowi.

Kiedy polityczne deklaracje o świeckim państwie zostaną zamienione w konkretne ustawy?

Religia w szkołach. Kto płaci za sale, ogrzewanie i sprzątanie?

Finansowanie katechetów to tylko część wydatków związanych z organizacją religii w publicznych szkołach.

Szkoła zapewnia przecież nie tylko nauczyciela.

Zapewnia również salę lekcyjną, oświetlenie, ogrzewanie, wyposażenie, utrzymanie czystości oraz obsługę administracyjną.

To wszystko kosztuje.

W wielu polskich szkołach brakuje pomieszczeń do prowadzenia zajęć dodatkowych, pracy pedagogów, psychologów czy organizowania indywidualnej pomocy uczniom.

Jednocześnie sale lekcyjne wykorzystywane są do nauczania religii.

Od września 2025 roku ministerialne przepisy ograniczyły wymiar religii w szkołach do jednej godziny tygodniowo. To krok w kierunku zmniejszenia kosztów i lepszego wykorzystania infrastruktury szkolnej.

Ale jest jeszcze jedna kwestia, o której mówi się zdecydowanie za mało.

Polskie przepisy dopuszczają nieodpłatne udostępnianie sal szkolnych Kościołom i związkom wyznaniowym na cele katechetyczne poza godzinami zajęć szkolnych.

Taką możliwość przewiduje § 2 ust. 5 rozporządzenia dotyczącego organizowania nauki religii.

Oznacza to, że publiczna szkoła może udostępnić pomieszczenia na katechezę także poza zwykłymi lekcjami religii.

Nie oznacza to automatycznie, że w każdej placówce istnieje osobna salka katechetyczna albo że pomieszczenia przekazuje się Kościołowi na wyłączność.

Ale rodzi istotne pytania.

Kto płaci za energię elektryczną, ogrzewanie i sprzątanie sal wykorzystywanych po zakończeniu zajęć szkolnych?

Czy szkoła prowadzi ewidencję tych kosztów?

Czy organizacje religijne powinny korzystać z publicznych pomieszczeń bezpłatnie, jeżeli inne podmioty muszą płacić za ich wynajem?

Dlaczego szkoła, której brakuje pomieszczeń na zajęcia wyrównawcze, konsultacje psychologiczne czy dodatkową pomoc uczniom, ma udostępniać swoją infrastrukturę na cele działalności wyznaniowej?

Nie ma wiarygodnego ogólnopolskiego wyliczenia, ile dodatkowo kosztuje samo ogrzewanie, oświetlenie i sprzątanie pomieszczeń udostępnianych na katechezę.

Bez takich danych nie należy dopisywać kolejnych milionów do rachunku.

Ale brak wyliczeń nie oznacza braku kosztów. Oznacza, że państwo powinno wreszcie je policzyć.

Remonty kościołów za publiczne pieniądze. Gdzie kończy się ochrona zabytków?

Państwo i samorządy finansują również remonty zabytkowych świątyń.

Służą temu między innymi Fundusz Kościelny, programy ochrony zabytków oraz dotacje samorządowe.

Trzeba uczciwie przyznać, że wiele kościołów to bezcenne zabytki będące częścią polskiego dziedzictwa kulturowego.

Ochrona romańskiej świątyni czy gotyckiej katedry leży w interesie całego społeczeństwa, nie tylko wierzących.

Jednak ochrona dziedzictwa nie powinna oznaczać automatycznego finansowania wszystkich potrzeb majątkowych instytucji religijnych.

Dlaczego instytucje otrzymujące wielomilionowe wsparcie publiczne nie publikują równie szczegółowych sprawozdań finansowych, jakich oczekujemy od podmiotów utrzymywanych z podatków?

I dlaczego archidiecezja, która sprzedaje nieruchomość za 421 mln zł, nie powinna najpierw wykazać, ile własnych środków może przeznaczyć na utrzymanie swojego majątku?

Nie chodzi o odebranie zabytkom ochrony.

Chodzi o to, aby publiczne pieniądze służyły interesowi publicznemu, a nie zastępowały finansową odpowiedzialność bogatych instytucji.

Kościół może być właścicielem majątku. Ale powinien również ponosić odpowiedzialność

Arcybiskup poznański Zbigniew Zieliński przekonywał, że sprzedaż osiedla Maltańskiego miała przede wszystkim rozwiązać problem społeczny.

Zapowiadał również przeznaczenie uzyskanych środków na edukację, działalność charytatywną, pomoc seniorom, osobom bezdomnym oraz budowę i renowację kościołów.

Brzmi to szlachetnie.

Problem polega na tym, że społeczeństwo nadal nie zna szczegółowego podziału tych pieniędzy.

Nie wiadomo, jaka kwota ostatecznie pozostanie archidiecezji, ile pochłonie pomoc mieszkańcom i jakie środki otrzyma parafia będąca pierwotnym właścicielem gruntu.

Kościół ma prawo posiadać majątek, prowadzić działalność gospodarczą i sprzedawać nieruchomości.

Jednak powinien także ponosić odpowiedzialność za społeczne konsekwencje swoich decyzji.

W szczególności wtedy, gdy dotyczą one rodzin o niewielkich dochodach, które od pokoleń mieszkają na danym terenie.

Państwo świeckie nie oznacza walki z religią

Sprawa osiedla Maltańskiego pokazuje coś znacznie ważniejszego niż pojedyncza transakcja.

Pokazuje, jak silną instytucją ekonomiczną pozostaje Kościół katolicki.

Z jednej strony dysponuje nieruchomościami wartymi setki milionów złotych.

Z drugiej korzysta z publicznego finansowania, ulg i możliwości wykorzystywania infrastruktury państwowej.

Tymczasem zwykli obywatele coraz częściej słyszą, że na mieszkania komunalne, szkoły, ochronę zdrowia czy pomoc społeczną brakuje pieniędzy.

Czy rzeczywiście nie ma pieniędzy? Czy może problemem jest sposób ich wydawania?

Świeckie państwo nie powinno zwalczać religii ani ograniczać obywatelom prawa do wiary.

Powinno natomiast zagwarantować, że żaden Kościół nie korzysta z nieuzasadnionych przywilejów finansowych.

Publiczne dotacje powinny być przejrzyste, koszty korzystania z państwowego majątku – policzone, a działalność gospodarcza instytucji religijnych – oddzielona od ich misji duszpasterskiej.

Wiara jest sprawą sumienia. Biznes jest sprawą pieniędzy. Państwo powinno wreszcie nauczyć się odróżniać jedno od drugiego.

Bo jeżeli Kościół potrafi przeprowadzić transakcję za 421 milionów złotych, to podatnicy mają prawo zapytać, dlaczego wciąż mają finansować tak wiele elementów jego funkcjonowania.

I przede wszystkim: dlaczego w kraju, w którym Kościół zarządza majątkiem wartym setki milionów, rodziny walczące o własny dach nad głową muszą obawiać się eksmisji?

To pytanie nie jest atakiem na wiarę.

To pytanie o sprawiedliwość społeczną.

Trybuna.Info – po stronie ludzi, nie przywilejów.

Najnowsze

Metro na świecie. Pekin ma 900 kilometrów, Kopenhaga jeździ całą dobę. A Warszawa?

Metro na świecie. Pekin ma 900 kilometrów, Kopenhaga jeździ całą dobę. A Warszawa?

Warszawa, mimo że ma tylko dwie linie metra, osiąga imponującą liczbę 193 milionów przejazdów rocznie, co świadczy o rosnącym zainteresowaniu mieszkańców. Miasto planuje rozwój sieci, w tym nową linię M2 i trzecią na Gocław, co daje nadzieję na poprawę jakości transportu publicznego. Porównując Warszawę z Kopenhadą, której automatyczne metro kursuje przez całą dobę, można dostrzec inspirację do dalszych innowacji. Kluczowe dla przyszłości stolicy jest stworzenie komunikacji, która uczyni życie mieszkańców łatwiejszym i bardziej dostępnym, co wpłynie na ich jakość życia i ograniczy nierówności społeczne.

Konstytucja, NATO i UE: Fundamenty polskiej socjaldemokracji

Konstytucja, NATO i UE: Fundamenty polskiej socjaldemokracji

Współczesna Polska opiera się na trzech fundamentalnych filarach: konstytucji gwarantującej prawa obywatelskie, członkostwie w NATO oraz Unii Europejskiej. Kluczową rolę w tych wydarzeniach odegrali polscy socjaldemokraci, którzy współtworzyli demokratyczne państwo po 1989 roku. Ich osiągnięcia, choć znaczące, muszą być analizowane w kontekście związanych z nimi błędów i wyzwań.

Sprawdź również